Małgorzata Ostrowska – „Umiem nie tylko krzyczeć”

Małgorzata Ostrowska - Umiem nie tylko krzyczeć
(Fot. Michał Pańszczyk/ The Dreams Studio)

Właśnie po 12 latach ciszy ukazuje się nowa płyta Małgorzaty Ostrowskiej. Zupełnie inna. Subtelna, liryczna, o miłości. – Czy boję się, że ktoś uzna, że to banalne i kiczowate? Być może ktoś tak stwierdzi, bardzo proszę. Niech mówią, że to tandeta, ja mam 61 lat i odwagę, by śpiewać, że to miłość jest w życiu priorytetem – mówi Małgorzata Ostrowska.

Długo kazała pani czekać na swoją nową płytę.
Długo. 12 lat. Kiedy zaczynałam moją historię ze sceną, był taki niepisany zwyczaj, że artyści wydawali jedną płytę w roku. Rynek się zmienił, ale we mnie też się wiele zmieniło. Dziś mam poczucie, że jeśli chce się być szczerą wobec siebie i wobec słuchacza, nie można produkować tylko dlatego, że już czas, bo „wypada”, bo „zapomną”.
Dziś myślę, że trzeba czekać na impuls, na powód, na to, aż coś w nas naprawdę wzbierze. I to wydaje mi się uczciwe. Szczególnie kiedy jest się także autorką tekstów. Nie jestem systematyczna, nie potrafię założyć, że będę pisała jeden tekst na tydzień czy na miesiąc. Albo piszę kilkanaście z rzędu, albo nie piszę nic. I były rzeczywiście całe lata, kiedy nie napisałam ani słowa.

Powiedziała pani, że potrzebny jest powód, impuls. To co nim było?
To nie było konkretne wydarzenie, raczej to nagromadzenie, o którym wspomniałam, taki rodzaj upuszczenia krwi. Ale przede wszystkim dojrzałam do tej płyty. Odważyłam się wreszcie pokazać siebie w innej odsłonie. Bo mam wrażenie, że ja tę płytę nosiłam w sobie przez wiele, wiele lat. Bardzo pomógł mi Maciek Muraszko, znakomity muzyk, kompozytor i aranżer. To on uwierzył, że Ostrowska ma także inne oblicze, że może śpiewać inaczej.

Piano?
Tak, że mam w sobie ten rodzaj wrażliwości, której jeszcze nigdy nie pokazałam. Ta płyta to także spotkanie mojego głosu z zupełnie nowymi dla mnie instrumentami. Wszystko tu jest nowe. Bo Ostrowska umie nie tylko krzyczeć.

Umie też śpiewać subtelnie, lirycznie. A może to rodzaj scenicznej maski?
Absolutnie nie! To druga ja. Zawsze była, tylko nigdy nie wyszła na scenę. Dotąd siedziała w domu. Jako matka, żona, właścicielka ogrodu i stada zwierząt.

Czy to znaczy, że dusiła się pani w tym rockowym wizerunku? On wydawał się prawdziwy, spójny. Tak też pani przecież wygląda, od zawsze.
Z różnych powodów tak potoczyła się moja kariera muzyczna, że publiczność przez kilkadziesiąt lat widziała tylko połowę Ostrowskiej. Dziś mam 61 lat i chcę pokazać się cała. Już czas.

(Fot. Michał Pańszczyk/The Dreams Studio)

Teraz nie skórzana kurtka i ciężkie buty, ale jedwabna sukienka i szpilki?!
Kto wie? Mam kilka takich sukienek. I chęć, by wyjść w nich na scenę. Bo uwolnienie tej drugiej mnie jest także związane z dojrzałą kobiecością.

A czym ona dla pani jest?
Mam wrażenie, że kobieta we mnie dojrzała dość późno. Na pewno jednym z takich ważnych progów na drodze do kobiecości było urodzenie syna. Miałam 30 lat, dziś to normalne, wtedy wśród moich rówieśniczek byłam „starą” matką.

Czekała pani z macierzyństwem, bo muzyka była pierwszoplanowa?
Nie miałam takiego planu, miałam za to po drodze różne niepowodzenia w tej kwestii, ale rzeczywiście, być może nigdy nie czułam takiej determinacji jak wtedy, kiedy dowiedziałam się właśnie o ciąży. Wtedy poczułam, że to dziecko muszę urodzić. To nie było łatwe, większość ciąży przeleżałam, urodziłam syna przedwcześnie i dopiero całkiem niedawno przypadkiem znalazłam wypis ze szpitala. I po raz pierwszy zobaczyłam, że mój syn po urodzeniu dostał niecałe 3 punkty w skali Apgar! Całe szczęście, że nie przeczytałam tego wtedy, umarłabym ze strachu. Dziś syn ma 31 lat i jest zdrowym, mądrym mężczyzną.

Może nie chciała pani tego przeczytać…?
Na pewno nie doszukuję się w życiu trudności, nie szperam, by je znaleźć, taki mam dar. Jest zadanie do wykonania – działam. Mam w sobie gotowość, by próbować, nawet jeśli wiąże się to z ryzykiem. Choć niepowodzenia przeżywam mocno. To jest związane z moją wrażliwością. I chyba właśnie wrażliwość, wracając do pytania, jest według mojej własnej definicji kwintesencją kobiecości. Może skrzywdzę teraz mężczyzn, przepraszam, ale sądzę, że wrażliwość kobieca tak generalnie ma zdecydowanie szersze spektrum niż męska. Widzimy trochę więcej, czujemy trochę więcej, przez co łatwiej nas dotknąć, zranić. Ja jestem postrzegana jako bardzo silna, wielokrotnie przekonałam się o tym, że ludzie tak mnie odbierają. Pewnie też dlatego czekają na ten silny głos, wrzask ze sceny. Ale to nie jest do końca prawda o mnie. Bo jestem też kobietą bardzo delikatną i, momentami, bardzo słabą.

Przeszkadza pani, że ludzie widzą w pani taką siłaczkę?
Trochę tak. I to kolejny powód, dla którego płyta ukazuje się tak późno. Nikt z branży muzycznej nie chciał uwierzyć w to, że Ostrowska może być delikatna, subtelna, może się nie drzeć. Nikt nie chciał uwierzyć, że taka się sprawdzę, że taką zechce mnie publiczność.

A pani się tego nie boi? Nie boi się pani, że słuchacze pani nie uwierzą?
Na pewno nie jest to najbezpieczniejsza próba powrotu na rynek fonograficzny. To nawet może być odebrane jako prowokacja. Ale tego, że ludzie nie uwierzą, się nie boję. Bo jestem przekonana o swojej szczerości i mam pewność, że ta szczerość zawarta jest w przekazie, że ją czuć. Natomiast biorę pod uwagę to, że taka mogę do ludzi nie dotrzeć. Może okazać się, że słuchali mnie dotąd ci, którzy akurat takiego rodzaju wrażliwości nie mają. Może nie mają takiej podwójnej osobowości jak ja? Choć wierzę, że ci najwierniejsi, a jest ich trochę, dadzą mi szansę. I powiem szczerze, że najbardziej jestem ciekawa właśnie ich oceny. Oczywiście, zależy mi także na tym szerszym odbiorze, ale to opinia tych najwierniejszych słuchaczy jest dla mnie najważniejsza. Co będzie, jak będzie? Zobaczymy. Najgorszy scenariusz jest taki, że płyta się nie sprzeda. Przyzna pani, to nie jest największy dramat, jaki może człowieka spotkać…

Obawia się pani, że usłyszy od publiczności, że ona chce tych starych utworów?
Publiczność zawsze chce tych starych kawałków.

To panią denerwuje?
Nie, nie denerwuje, ale czasami rozczarowuje. I nie to, że chcą „Szklanej pogody”, ale to, że są tak oporni na nowe. Tak, to mnie rozczarowuje, przyznaję.

Nowa płyta opowiada o miłości. Cała, wszystkie piosenki bez wyjątku.
Tak. Bo miłość jest w życiu priorytetem, jest najważniejsza. Do tego też musiałam dojrzeć. I do tego, by odważyć się na takie stwierdzenie. Na początku mojej drogi muzycznej śpiewałam teksty społecznie czy nawet politycznie zaangażowane. Takie były czasy, taki był moment, ale też przekonanie – moje i innych – że to jest „coś”, że takie teksty mają wagę, że taki rodzaj muzyki to ta wyższa półka. A śpiewanie o miłości – tandeta! Banał. Dziś się już tej tandety nie boję. Nie boję się powiedzieć, zaśpiewać, że to miłość jest najważniejsza. I można o niej pisać bez końca. Co niniejszym czynię. Niech mówią, że to kicz, bardzo proszę. Mnie to kręci.

A w pani życiu więcej miłosnych sukcesów czy rozczarowań?
Jestem szczęśliwą mężatką od bardzo wielu lat. Nie zamierzam się rozwodzić. Oboje włożyliśmy ogrom pracy, dopracowaliśmy szereg metod, aby sprawić, żeby to działało. I działa. Ale niepowodzenia też mam za sobą, mam także za sobą rozmaite fascynacje… Poza tym czytam książki, oglądam filmy, obserwuję ludzi – inspiracji nigdy nie zabraknie.

Powiedziała pani, że kiedyś śpiewała tylko teksty zaangażowane społecznie, dziś już pani nie chce ich śpiewać, a przecież dziś czasy też są specyficzne…
To prawda, ale nie jestem już w stanie napisać takiego czysto publicystycznego tekstu, bo mam dziś do tego wszystkiego, co się dzieje, zdecydowanie większy dystans. Patrzę na świat, na nasz kraj z perspektywy 60-letniego człowieka. Moje pokolenie ma swoją rewolucję już odrobioną. Czekam z utęsknieniem, aż to młode pokolenie wejdzie na barykady, bo ja już na nich byłam. O świat musi walczyć to pokolenie, dla którego ten świat jest, po prostu. Ja ich z ogromną chęcią będę wspierać, ale muszą mieć swój pomysł, swoją myśl, ideę.

W kwestii LGBT zabrała pani głos.
Oczywiście, podobnie jak w kwestii konstytucji, bywam na różnych manifestacjach, na marszach kobiet szczególnie. Jestem „opowiedziana”, ale wiem, rozumiem, że to już nie jest mój czas. Myślę, że byłoby nieuczciwie układać dziś świat na swoją modłę, ale mogę wspierać tych, którzy chcą walczyć o własną przyszłość. Szczególnie chętnie kobiety. Ja sama nie mam potrzeby walczyć o siebie jako kobietę, bo swój scenariusz kobiecy absolutnie realizuję. Miałam i mam w sobie wystarczająco dużo siły, by żyć tak, jak chcę, ale mam też świadomość, że wiele kobiet, z różnych powodów, nie ma takiej możliwości.

A kiedy pani nie śpiewa i nie wspiera, to co pani robi?
Jestem kurą domową, co bardzo lubię, gotuję, piekę, doglądam ogrodu. Czasem nawet ścinam drzewa, latam z piłą łańcuchową. Szyję też, przez jakiś czas miałam sklep z ubraniami, które sama projektowałam. Projektuję wnętrza, niestety, nie swoje, bo mąż nie znosi zmian i remontów, więc udoskonalam mieszkania a to rodziców, a to przyjaciół. Jestem takim rzemieślnikiem bez zawodu. Lubię sprawdzić wszystko własnymi rękami. Od pięciu lat używam na przykład wyłącznie kosmetyków, które sama zrobiłam. Kiedyś trafiłam w Internecie na filmik, jak zrobić najprostszy krem do twarzy. Zafascynowało mnie to. Dziś mam już pewną wprawę. Zamawiam dziesiątki składników, kurier mi je dostarcza, a ja zamykam się w specjalnym pokoju – to moje małe laboratorium. Mam tam wagi, mierniki pH i temperatury, specjalną lodówkę. Wciąż się dokształcam. Wszystkie bliskie mi kobiety dostają ode mnie kosmetyki własnej produkcji. Bardzo lubię to robić. Na szczęście nie tylko muzyka mnie pochłania.

Małgorzata Ostrowska, wokalistka, autorka tekstów. W 1981 r. została wokalistką zespołu Lombard, w którym śpiewała przez kolejnedziesięć lat. W 1999 r. rozpoczęła karierę solową. Zagrała tytułową rolę w musicalu „Pocałunek kobiety pająka”, a w Teatrze Muzycznym w Gdyni kreowała postać Marii Magdaleny w spektaklu „Jesus Christ Superstar”. Jesienią 2019 roku ukazała się jej najnowsza płyta „Na świecie nie ma pustych miejsc”(Wydawnictwo Agora).

Ludzie widzą we mnie silną kobietę. Czekają na mój wrzask. A to nie do końca jest prawda o mnie. Bywam bardzo słaba.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze