fbpx

Mężczyźni Agnieszki Osieckiej

Mężczyźni Agnieszki Osieckiej
Agnieszka Osiecka w Warszawie w 1984 roku. (Fot. Jerzy Łapinski/Fotonova/East News)

Żyła dla miłości, choć nie umiała kochać. Piękna, niezależna, o krok wyprzedająca swoje czasy. Szalenie inteligentna i jeszcze bardziej uzdolniona poetka, do której mężczyźni wprost lgnęli, choć nie była klasycznym typem uwodzicielki. A może to ona lgnęła do nich? Permanentnie nieszczęśliwie zakochana, a przecież pisała najpiękniejsze teksty o miłości. Agnieszka Osiecka dziś obchodziłaby swoje 84. urodziny. 

Ja nie chcę znów za dużo mieć,
za mało – też.
W małżeństwie mi wystarczysz ty,
parasol – w deszcz,
i modny strój, i dobry but,
i jeszcze żeby stał się cud…
Oddałabym sukienki te
i pończoch sto,
by z tobą hen, do nieba biec
i znów na dno…
Bo kiedy w nas przygaśnie blask,
ty dla mnie skradniesz jedną z gwiazd…

(fragment „Kto tak ładnie kradnie?” z tomiku „Najpiękniejsze wiersze i piosenki”, wyd. Prószyński i S-ka, 2016)

W swoim życiu miała wiele miłości, miłostek, zauroczeń i zakochań, a pośród nich były dwie najważniejsze – miłość do pisania i miłość do ludzi. Agnieszka Osiecka była bowiem duszą towarzystwa, uwielbiała dywagować, podnosić poważne tematy, ale też plotkować i powtarzać w kółko te same historie. Inspiracje do tekstów czerpała właśnie z kontaktów z ludźmi. Nieustannie wchodziła w przeróżne relacje – koleżeńskie, przyjacielskie i wreszcie miłosne, bez których z pewnością nie powstałyby jej najpiękniejsze teksty o miłości.

Bez przerwy goniła za miłością. Od najmłodszych lat otaczała się mężczyznami. Każdy z nich zupełnie się od siebie różnił. Rozkochiwała w sobie mężczyzn inteligentnych, kulturalnych, wybitnie utalentowanych, ale też chuliganów. Liczyło się olśnienie, zachwyt, coś nietypowego, czego w danym momencie życia potrzebowała.

Walka o szczęście

Jej pierwszą, prawdziwą miłością był Witold Dąbrowski, poeta, absolwent polonistyki i filozofii. Poznali się podczas Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów, pracowali razem w Studenckim Teatrze Satyryków i przez kolejne dwa lata byli niemal nierozłączni. Osiecka w „Testamencie” pisała o ich związku: „W wielkim jarmarku warszawskiego festiwalu spotkałam Witolda i odbyłam tę jedyną w swoim życiu walkę o szczęście: ten jeden jedyny raz nie prześladowało mnie poczucie winy, ten jeden jedyny raz nie ono decydowało, ten jeden jedyny raz kochałam naprawdę”.

Dąbrowski imponował Agnieszce swoją wiedzą literacką, poetyckimi ambicjami, intrygował sposobem bycia, pisała o nim, że miał „najpiękniejszą ze wszystkich twarzy”. Mieli diametralnie różne poglądy, Osiecka nie podzielała jego fanatycznych manier i nastawienia, jak u młodego buntownika walczącego o socjalistyczną przyszłość. Mimo to silne uczucie pierwszej, poważnej miłości trwało przez kilka lat, przerywane rozłąkami, kłótniami, zazdrością i romansami. Rozstali się, bo uznali, że oboje muszą poszukać swojej własnej drogi.

Panna Czaczkes

Związek Agnieszki z Markiem Hłasko urósł już do rangi legendy. On – znany już wtedy w środowisku literackim, uważany za najważniejszy głos młodego pokolenia, ona – niespełna 20-letnia pisarka, zafascynowana STS-em, na początku swojej pisarskiej kariery. Nieoczywisty, przystojny, niebieskooki, z postawą „na chuligana” uwiódł ją i nazwał swoją „Panną Czaczkes”. Widziała w nim prawdziwego mężczyznę, takiego, który zawsze robi co chce, kokietuje ludzi, uwodzi ich i rzuca, a do tego ma romantyczną naturę i niezwykłą umiejętność pisania. W ich historii jest wiele niedomówień i znaków zapytania. Symbolem ich miłości stał się kożuch, w którym Agnieszka fotografowała Marka w Kazimierzu, by później dostać go od niego w paczce z Izraela z dopiskiem: „Noś mój kożuch, wyglądaj w nim ładnie”.

Zaręczyli się w 1958 roku, tradycyjnie – Marek poprosił o rękę Agnieszki jej matkę. Niedługo po tym wyjechał z kraju i już nigdy do niego nie wrócił. „Gdybyś ty była, gdybym mógł od czasu do czasu  spojrzeć na Twoje zwężenie na móżdżek i rozszerzenie na móżdżek – wiele by się zmieniło, jestem tego pewien” – pisał do niej z Paryża. Po kilku latach ich związek okazał się fikcją. Agnieszka zrezygnowała z ciągłego czekania, a Hłasko stracił już resztki nadziei na powrót do Polski.

Coś Ty zrobił, Jeremi

O romansie Osieckiej z Jeremim Przyborą nie mówiło się głośno, wielu dowiedziało się o nim dopiero w 2010 roku, po wydaniu książki „Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze” – jednej z najpiękniejszych miłosnych korespondencji w polskiej literaturze.

(fragment „Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze”, Magda Umer, wyd. Agora)

Ich piosenki w latach 60. znała cała Polska, oboje byli już znani z radia, teatru, telewizji, kabaretu. Jeremi był wtedy żonaty, nic więc dziwnego, że postanowili trzymać swoją relację w tajemnicy, nawet przed najbliższymi przyjaciółmi. Ich związek, choć krótki i bogaty w rozstania i powroty związane z ich licznymi podróżami, był niezwykle intensywny. Gdy Przybora, jeszcze na początku ich związku, wyjechał na kilka tygodni do Paryża, Agnieszka z tęsknotą pisała do niego: „Coś ty zrobił, Jeremi. Zostawiłeś mnie samą w pustym mieście, w którym pełno jest tylko Twojej nieobecności”. Pisali do siebie tysiące zdań, a ich miłosne wiersze i piosenki są równie piękne, co burzliwe, dramatyczne i wzruszające. Zupełnie tak, jak ich związek. To właśnie dla Jeremiego Przybory Osiecka napisała jedną ze swoich piękniejszych ballad – „Na całych jeziorach – ty”.

Na całych jeziorach – ty,
o wszystkich dnia porach – ty,
w marchewce i w naci – ty,
od Mazur do Francji – ty…

Na co dzień, od święta – ty,
i w leśnych zwierzętach – ty,
i w ziołach, i w grzybach,
w nadziejach, że to chyba – ty…

We wróżbach i w kartach – ty,
na serio i w żartach – ty,
w sezonie i potem,
przed ptaków odlotem
na wielka tęsknotę – ty,
zawsze ty…

(fragment „Na całych jeziorach – ty” z tomiku „Najpiękniejsze wiersze i piosenki”, wyd. Prószyński i S-ka, 2016)

Nie mów do mnie jak do żony

Agnieszka doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie nadaje się do stworzenia prawdziwego, tradycyjnego domu. Zwykła mówić, że nie widzi się w roli żony, a codzienność i domowa rutyna ją zwyczajnie nudzi. Mimo tego wydawało jej się, że związek z mężczyzną da jej upragnione szczęście. Dwukrotnie wychodziła za mąż. Jej pierwszym mężem był Wojciech Frykowski, człowiek-legenda, który w sierpniu 1969 roku, wraz z Sharon Tate, Jayem Sebringiel i Abigail Folger, został brutalnie zamordowany przez bandę Charlesa Mansona. Ślub Osieckiej i Frykowskiego odbył się w 1963 roku w Zakopanem. Był smoking, biała suknia, limuzyna i tylko panna młoda była jakby zupełnie w innej bajce. Agnieszka już wtedy wiedziała, że popełniła błąd. Ich małżeństwo trwało kilka miesięcy. Agnieszka przyznała później, że była to impulsywna decyzja, że ich związek to tak naprawdę nie była miłość, a jedynie niedojrzały flirt.

O jej drugim mężu, Wojciechu Jesionce, pisała niewiele. Poznali się w Piwnicy pod Baranami, Agnieszka chciała się nim zaopiekować, pomóc mu w karierze reżyserskiej, on jednak, z wykształcenia archeolog, nie wykorzystał tej szansy. Osiecka nie traktowała małżeństwa na poważnie, skutkiem czego po raz kolejny jej związek okazał się wielkim nieporozumieniem.

Jak dwa żywioły

Najtrwalszy, choć niezapieczętowany małżeństwem związek stworzyła dopiero z Danielem Passentem. Byli całkowitym przeciwieństwem. Daniel cenił spokój, harmonię i uporządkowane życie. Agnieszka żyła chwilą, niczego nie planowała, nie przejmowały jej dobra materialne. Mimo tego oczarowała go, zostawił dla niej żonę i zamieszkali razem na jej ukochanych Mazurach. Tam, przez chwilę, byli szczęśliwi. Daniel był jedynym mężczyzną, z którym próbowała stworzyć rodzinę, pragnęła mieć z nim dziecko.

Swoją jedyną córkę, Agatę Passent, urodziła w 1973 roku. Macierzyństwo ją przytłoczyło, niemal wszystkie obowiązki związane z córką przejął Passent. Agnieszka, choć tak bardzo chciała mieć dziecko, nie umiała udźwignąć roli matki. Zostawiła Daniela z ich kilkuletnią córką i uciekła do nowej miłości, Zbigniewa Mentzla. Kochała Agatę, w towarzystwie potrafiła opowiadać o niej godzinami, starała się utrzymywać z nią jak najlepszy kontakt, pokazywać jej swój światopogląd, chciała, żeby była ciągle obecna w jej życiu. W szkolnym wypracowaniu dziewięcioletnia Agata napisała „Moja matka ma oczy niebieskie, a włosy koloru ciemnego blondu. Z tyłu jest dość gruba, ale jest dosyć ładna. Nie umie prawie wcale gotować. […] Moja matka wcale na mnie nie krzyczy, tylko każe mi nosić skarpetki. […] Taka jest ona. Moja matka jest poetką, ale wolałabym, żeby była farmaceutką”.

Satyryk i współtwórca STS-u Andrzej Jarecki, redaktor paryskiej „Kultury”, starszy od niej o 30 lat Jerzy Giedroyc, założyciel i dyrektor Teatru Atelier w Sopocie André Hübner-Ochodlo – z nimi również Agnieszka Osiecka próbowała pisać miłosne historie ze szczęśliwym zakończeniem. Bezskutecznie. Czy to właśnie przez nieustanną tęsknotę za prawdziwą miłością jej oczy przepełniał smutek?

Korzystałam z książek: „Zdradziecka Osiecka” Piotra Derlatki (Wydawnictwo Instytut Wydawniczy Latarnik im. Zygmunta Kałużyńskiego) i „Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką” Zofii Turowskiej (Wydawnictwo Prószyński i S-ka). 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze