fbpx

SATYSFAKCJA – 50 lat The Rolling Stones

SATYSFAKCJA - 50 lat The Rolling Stones
fot. materiały prasowe

Popularna książka biograficzna doczekała się nowego, rozszerzonego wydania. Kto by kiedyś pomyślał, że Stonesi przetrwają pół wieku…
O Stonesach i Satysfakcji opowiada redakcji Zwierciadlo.pl autor książki – Daniel Wyszogrodzki.

Twój romans z zespołem trwa już dosyć długo. Jak się zaczął?

Prozaicznie. Umówiłem się z pewnym wydawnictwem, które już nie istnieje, na tryptyk rockowych biografii: Stonesi, Beatlesi i Dylan. Chciałem zacząć do Wielkiej Czwórki, bliższej mi muzycznie, ale na początek woleli Stonesów, że to bardziej sensacyjne. I chyba słusznie. Natomiast Dylana miałem obiecanego w „bonusie” – jak napiszę dwie dobre książki, to mi łaskawie wydadzą Jego Bobość. Napisałem SATYSFAKCJĘ, książka o Beatlesach miała mieć tytuł REWOLUCJA. Lubię krótkie, dobrze brzmiące tytuły. Niestety, skończyło się na SATYSFAKCJI…

W niektórych kręgach ta książka ma niemal kultowy status, prawda?

Kiedy ukazało się pierwsze wydanie mieszkałem w Nowym Jorku. Po powrocie do kraju zorientowałem się, że książka była bardzo popularna. Moi młodsi o kilka lat koledzy, dziennikarze Trójki, dosłownie „wychowali się” na niej. Piotr Stelmach opowiada, jak czytał ją w szkole na lekcjach. I rzeczywiście, pośród fanów rocka jestem kojarzony głównie z The Rolling Stones. Od ponad 10 lat pracuję w Teatrze Muzycznym ROMA i zażartowałem kiedyś, że gdybym napisał musical z samym Andrew Lloydem Webberem, to dla wielu pozostanę „facetem od Stonesów”.

A spotkałeś ich kiedyś osobiście? Widziałeś na żywo na koncercie?

Przybiłem przysłowiową „piątkę” z całym zespołem przed koncertem w Chorzowie w 1998 roku. Jako autor SATYSFAKCJI byłem specjalnym gościem wytwórni płytowej. Oczywiście wielokrotnie słuchałem Stonesów na żywo, głównie w Stanach – piszę o wybranych koncertach w swojej książce. Miałem też ciekawe spotkanie z Billem Wymanem, byłym basistą zespołu, który po wywiadzie dla Machiny zaprosił mnie występy swojego nowego zespołu. Byłem na koncercie urodzinowym Keitha Richardsa, widywałem w różnych składach Rona Wooda, m.in. z Dylanem.

Na czym polega twoim zdaniem fenomen Stonesów jako zespołu?

Jest kilka czynników. Integracja, to jeden z nich. Stonesi mieli lepsze i gorsze okresy, ale jednak przetrwali jako zespół, a co więcej wytrwali w rolach – lidera, szamana, zgrywusa, muzyka. Ten podział obowiązuje od początku. Dla mnie jednak kluczowym warunkiem ich długowieczności jest repertuar. Bo to jest zespół, który wypracował, który stworzył kanon repertuarowy. Stonesi nagrali kilkaset własnych utworów, ale samych przebojów wystarczyłoby im na kilka koncertów – właściwie każdy ich występ rodzi pytanie, z czego trzeba będzie zrezygnować tym razem. Bez repertuaru, bez przebojowych piosenek spółki autorskiej Jagger/Richards dawno by ich nie było.

A wszystkie elementy sensacyjne ich biografii? Pomagały czy przeszkadzały?

Zawsze pomagają, ale to Stonesi sformułowali zasadę „bad news is good news for the Rolling Stones”. W ich losach jest wszystko, oczywiście sex, narkotyki i rock’n’roll, ale także śmierć i emigracja i procesy sądowe i wspólne kobiety i ogromne pieniądze. Można polemizować, czy The Rolling Stones – reklamujący się od lat jako „największy zespół świata” – stworzyli najlepszą muzykę czy nie. To także kwestia gustu. Jednak lepszej biografii w świecie muzyki pop po prostu nie ma. Gotowy temat na książkę.

Czy SATYSFAKCJA opowiada o tym wszystkim? Udało się to zmieścić?

Nowe wydanie, przygotowane specjalnie na tegoroczne obchody półwiecza zespołu, ma już 500 stron. Staram się w tej książce opowiedzieć o wszystkim po trochu. To nie była pozycja jedna z wielu jak na obecnym rynku księgarskim, u nas i w świecie. To monografia i chciałem w niej wywarzyć wszystkie elementy – sensacje owszem, tak, ale ani na chwilę nie odpuszczałem muzyki. Tak więc w SATYSFAKCJI znajdzie się wszystkie kolejne afery związane z zespołem, słynne romanse muzyków, skandale i tak dalej. Ale też słuchamy każdej płyty, zabieramy się w każdą trasę koncertową.

A czy masz jakieś ulubione fragmenty, czy miejsca szczególnie osobiste?

Oczywiście. Uważam, że najciekawsze rzeczy w popkulturze, której historia The Rolling Stones jest zwierciadłem, działy się w latach 1967-69. Poświęcam im całą część książki i zachęcam do jej przeczytania nawet osoby, które wcale nie interesują się muzyką. To jest „sex, drugs & rock’n’roll” w pigułce. Osobiście natomiast kocham historię o tym, jak Keith Richards spadał z palmy. Udało mi się ją nieco odbrązowić (to nawet nie była palma), a że życie gitarzysty naprawdę było zagrożone, omówiłem jego przypadek z neurologiem i podaję fachową analizę tego co się stało. Przede wszystkim jednak prowadzę opowieść o zwykłych chłopakach, którzy wymarzyli sobie muzykę i dotarli na sam szczyt – śledzimy ich losy od czasów szkolnych i wydaje mi się, że można się z do nich zbliżyć. Ja zżyłem się z nimi pisząc SATYSFAKCJĘ.

Książka poza wszystkim innym jest także przedmiotem. Jaka jest SATYSFAKCJA?

Gruba i ciężka, to po pierwsze. Ma twardą okładkę i rozbudowaną ikonografię, którą sam przygotowałem w taki sposób, że ilustrowane są ważniejsze epizody, są portrety ludzi blisko związanych z zespołem (kobiet i muzyków). Jest wreszcie szczegółowa dyskografia Rolling Stonesów ilustrowana wszystkimi okładkami albumów. Co więcej, mam kilka egzemplarzy bliskich sercu. Pierwszy wydanie oprawił dla mnie przyjaciel, artysta introligator. Egzemplarz ma w skórzanej okładce pięć kamieni i jest absolutnie niepowtarzalny. Mam także egzemplarz SATYSFAKCJI z podpisami wszystkich pięciu Stonesów, nawet Billa. Nie wiem dokładnie gdzie, ale gdzieś go dobrze schowałem. Znam kolegów dziennikarzy, którzy dali by mi za niego i gitarę i samochód i żonę.

  • SATYSFAKCJA – 50 lat The Rolling Stones
  • Daniel Wyszogrodzki
  • In Rock, 2013 (500 stron, wydanie ilustrowane)