fbpx

Rinke Rooyens o serialu „Rinke za kratami”

Rinke Rooyens o serialu „Rinke za kratami”
Rinke Rooyens, fot. Rafał Masłow

Trafił za kratki, by zrobić program o życiu więźniów, poznać ich emocje i pragnienia. Doświadczenie to zaowocowało czymś więcej niż kolejnym telewizyjnym show. Rinke Rooyens mówi o tym, czy więźniowie mogą się zmienić i czy nasze wyobrażenie o nich jest słuszne.
Ten numer SENSu poświęcony jest przemianie. Czy miesiąc spędzony w więziennych realiach zmienił coś w tobie?

Tak, na pewno. Coś z siebie zostawiłem za murami Zakładu Karnego w Krzywańcu… Tam panuje duży smutek, a ja chciałem wnieść trochę czegoś pozytywnego, nadziei… Poszedłem do tych ludzi, żeby pokazać, że jeśli siedzisz w więzieniu, to nie jest koniec wszystkiego. Teraz jestem spokojniejszy, ale smutny. I czuję się bardziej samotny.

Samotny? Ale przecież polubiłeś tych ludzi, wielu poznałeś?

Tak, mimo to. W większości przypadków nie wiedziałem, za co siedzą, na początku nawet nie pytałem, żeby się nie blokować. Jeśli wiesz, że ktoś jest mordercą, od razu masz do niego inne podejście. Według mnie oni sami muszą wiedzieć, rozumieć, co zrobili, i to jest już ciężka kara.

Co jest najgorsze w więzieniu? Poczucie zamknięcia? Dźwięk bramy zamykającej się za plecami wydaje mi się straszny.

A ja nigdy nie czułem się tak wolny jak w więzieniu, bo dla mnie te drzwi mogły się w każdej chwili otworzyć. Chodziłem po obiekcie swobodnie. Raz jeden z więźniów, który właśnie wychodził z celi, śmiał się: „Chodzisz tu Rinke jak dyrektor swojej fabryki”.

Wiesz, od początku czułem, że muszę tam spędzić co najmniej miesiąc, żeby zbudować z nimi jakiekolwiek relacje. Jak idziesz tam na dwa dni, to niczego nie zrozumiesz. Dla nich to też wyzwanie – przyjeżdża jakiś Holender, media, nie wiadomo, czego chce i czy jest uczciwy. Ale naprawdę nigdy nie czułem się tak wolny. Wychodzisz, jedziesz samochodem, widzisz drzewo i cieszysz się z malutkich rzeczy – to jest fajne!

Porozmawiajmy o więźniach – czego pragną? Za czym tęsknią? Chcą nade wszystko wyjść?

Opowiem ci o Beacie. Beata ma wyrok 15 lat, siedzi już 7, pracuje w kuchni, często w nocy. Otrzymuje nagrody za dobre zachowanie. Mogła dostać przepustkę, wyjść do domu na tzw. pierwsze 30 godzin, ale nie miała nikogo, kto mógłby ją odebrać, bo mieszka w Szczecinie. Uzbierało się jej kilka dni przepustki. Powiedziałem: „Dobrze, to ja cię zawiozę, z ekipą, z kamerą”. Nie chciałem wiedzieć, co zrobiła. Uzyskałem zgodę. Pojechaliśmy – ja i wychowawca – ale to ja wziąłem na siebie odpowiedzialność za nią. Spotkaliśmy się z jej kuzynką – fajna babka, która sprzedaje warzywa na ryneczku. Potem byliśmy na grobie mamy Beaty – chciałem pomóc sprzątać, ale się nie zgodziła, została tam sama. U jej ciotki, w bardzo malutkim mieszkanku, co było trochę krępujące – spotkała się z kuzynami pierwszy raz po tylu latach, a my wszyscy przy jednym stole, obcy i jej rodzina… Czułem się tam niepotrzebny, jak piąte koło u wozu. Rozmawiałem z Beatą, powiedziała mi: „Rinke, to jest dla mnie pierwszy krok ku lepszym rzeczom… Mam nadzieję, że będę tu na święta”. I była. Mogła spędzić z córką parę dni… Siedzieliśmy pod zegarem i wtedy zapytałem: „Za co naprawdę siedzisz?”. Powiedziała mi, co się wydarzyło, i że żałuje bardzo, ale… wydarzyło się, co się wydarzyło.

Nie powiesz mi co?

Nie.

Dlaczego?

To dla mnie nieistotne. Wiesz, co zrobiła? Coś, czego codziennie żałuje, i ja to wiem. Nie każdy żałuje.

Ale marzy o wolności?

W Szczecinie jest port, obok małe lotnisko i szybowce. Skojarzyło mi się to z wolnością – szybowce, skrzydła. Być wolnym to czuć się jak ptak, latać. Mówię do Beaty: „Chodźmy tam”. Pomyślałem, że to będzie fajna klamra, chciałem, żeby mogła polatać szybowcem. Pytam ją w samochodzie: „Czym dla ciebie jest wolność? Latanie, skrzydła?”. A ona: „Dla mnie wolność jest wtedy, jeśli mogę decydować, kiedy i co chcę robić. To jest wolność”.

Więźniowie o niczym nie mogą decydować. I jest w ich więziennym życiu dużo nudy, każdy dzień jest taki sam, możliwości pracy znikome. Prawo europejskie wymaga, by ci, których się zatrudnia, dostawali minimalne płace, dlatego pracy jest mało. System, który działa w Polsce, to moim zdaniem Patolandia. Dziwne, że w więzieniu wszystko jest za darmo, że osadzeni nie mają pracy, by pokryć koszty swojego utrzymania. Jak idziesz do szpitala i chcesz zjeść coś lepszego, musisz to sobie kupić. A jak idziesz do więzienia – to masz za darmo stołówkę, telewizję i konsolę. Więźniowie powinni mieć zapewnione minimum i pracę, by móc płacić za dodatkowe rzeczy. Nie może być tak, jak jest, że oni tam siedzą, a wszystko dla nich i za nich się robi, a kiedy wracają na wolność – pozostają sami. Na przykład Adam. Dużo z nim rozmawiałem, dawniej pił, rozrabiał po alkoholu, chce się zmienić. Ale jeśli wróci w swoje środowisko, które wciąż pije pod sklepem, minie tydzień lub dwa, zrobi coś głupiego, nie wytrzyma.

Jak można pomóc ludziom takim jak Adam, Beata?

Szczere zainteresowanie otwiera naprawdę duże możliwości. Jak patrzyłem na te osoby i słuchałem ich, to zapominałem o reszcie świata. I wtedy taka rozmowa płynie. Jak myślisz, ile godzin, ile razy z psychologiem rozmawia więzień?

Czytaj więcej w Sensie!

Cały wywiad w 9 numerze magazynu SENS

RINKE ROOYENS producent, reżyser i scenarzysta programów telewizyjnych. Właściciel i prezes firmy mediowej Rochstar.

Twórca popularnych programów telewizyjnych, m.in. „Szymon Majewski Show” i „Świat się kręci”. Holender, który czuje się Polakiem.

WARTO PRZECZYTAĆ

Książkę Rinke Rooyensa, która powstała podczas pracy nad serialem dokumentalnym Rinke za kratami dla TV Polsat. Emisja od 9 września (w każdą środę o 22.05)