1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Moda: etyczna i ekologiczna

Moda: etyczna i ekologiczna

fot.123rf
fot.123rf
Za każdym ubraniem stoi historia. O tym, że niekoniecznie musi to być opowieść o degradacji środowiska, rozmawiamy z Łukaszem Makuchem, współzałożycielem platformy internetowej wspierającej etyczną i ekologiczną modę.

Moda etyczna – czyli jaka?

Na pewno nie da się jej zawsze utożsamić z modą ekologiczną: moda ekologiczna czasami wcale nie jest etyczna i odwrotnie. Etyczna moda w wydaniu polskim zakłada przede wszystkim produkcję własną albo szycie ubrań w szwalniach, które zapewniają pracownikom godne warunki pracy i godziwe wynagrodzenie. Sytuacja w polskich szwalniach nie jest tak dramatyczna jak w Azji, ale należałoby jeszcze bardzo dużo poprawić. Cały przemysł, swego czasu kwitnący, w ostatnich latach bardzo podupadł, co spowodowało wytworzenie się nieciekawych modeli biznesowych, na których tracą pracownicy.

Czy z punktu widzenia projektanta opłaca się tworzyć modę etyczną?

Z naszych rozmów z projektantami wynika, że na pierwszym miejscu stawiają oni nie wysokie dochody, ale motywujące ich wartości: chcą pracować w spójności ze swoimi przekonaniami, tworząc modę, która nie jest obciążona ludzkim cierpieniem czy szkodami dla środowiska. Często chcą też po prostu robić coś innego i nowego. Jestem przekonany, że moda etyczna i ekologiczna może być bardzo atrakcyjna, także z czysto biznesowego punktu widzenia. Najpierw musi się jednak zmienić nasz sposób postrzegania tego, co ekologiczne – przyzwyczailiśmy się w Polsce, by kojarzyć ekologię z przaśnością. Bardzo szybko jednak nadrabiamy nasze opóźnienie w stosunku do krajów Europy Zachodniej, w których trend eko jest niezwykle rozwinięty – m.in. dzięki temu, że zajmujący się ekologiczną i etyczną modą projektanci to osoby tuż po studiach, kreatywne i znakomicie odnajdujące się wśród najnowszych technologii.

Jest pan współzałożycielem platformy internetowej, która ma integrować rynek projektów i usług ekologicznych. Skąd taki pomysł?

Idea pojawiła się kilka lat temu, kiedy zajmowałem się zawodowo społeczną odpowiedzialnością biznesu. Zakładając mintu.me, chcieliśmy stworzyć miejsce, do którego może przyjść człowiek z jakimś pomysłem, rozwinąć go dzięki crowdsourcingowi (czyli wiedzy i pomysłom innych użytkowników) i sfinansować dzięki pieniądzom z crowdfundingu (finansowanie społecznościowe), a na samym końcu sprzedać gotowy produkt w tym samym miejscu. Naszym celem jest sprawienie, by idee związane z ekologią docierały do maksymalnie szerokiej grupy odbiorców. Proekologiczne i etyczne produkty oraz usługi nie muszą być niedostępne ani drogie. Teraz tak jest, bo mała liczba odbiorców sprawia, że koszty produkcji, dystrybucji i promocji są relatywnie duże. Jeśli odbiorców będzie więcej, spadną koszty i ceny. Na portalu mamy trzy sekcje. Pierwsza to sklep internetowy. Druga to crowdfunding i crowdsourcing (czyli finansowanie społecznościowe oraz szukanie pomysłów i podpowiedzi oraz budowanie społeczności ludzi, którzy interesują się tematyką ekologiczną). Trzecia sekcja gromadzi wiedzę – na platformie będą dostępne wywiady, blogi i różnego rodzaju informacje, zarówno dla użytkowników, jak i dla producentów.

Jeden z projektów wspieranych na mintu.me ma na celu polepszenie sytuacji nadwiślańskich ptaków. W jaki sposób?

Chodzi o projekt „Wisłaki”, stworzony przez Dominikę Naziębły. Kolekcja ubrań z motywami nadwiślańskich zwierząt była finansowana przez społeczność internetową wspierającą ten projekt. Jej twórcy szukali też inspiracji poprzez zachęcanie ludzi do dzielenia się swoimi pomysłami i głosowania na ulubione wzory. Powstała też sieć firm i ludzi, którzy wspierali projekt „w realu”. Na przykład w warszawskich kawiarniach pojawiały się wegeburgery czy drinki „Wisłak”, z których zyski wspierały zbiórkę pieniędzy na realizację przedsięwzięcia. Z każdej wpłaty 5 zł przeznaczone było na Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, które opiekuje się nadwiślańskimi ptakami. Towarzystwo to było też zaangażowane w cały projekt, dostarczając na przykład materiały edukacyjne. Ubrania już są gotowe, można je kupować przez nasz sklep internetowy.

Łukasz Makuch od lat zaangażowany w rozwój i promocję społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR), pomysłodawca www.mintu.me

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Eko ciekawostki na 2021

Jak podaje serwis F5: Badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Augsburgu w Niemczech i opublikowane w czasopiśmie naukowym „Nature Communications” wykazało, że gdyby obliczyć wpływ hodowli zwierząt na środowisko, ceny mięsa wzrosłyby aż o 146 proc., a produktów mlecznych o 91 proc. (fot. iStock)
Jak podaje serwis F5: Badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Augsburgu w Niemczech i opublikowane w czasopiśmie naukowym „Nature Communications” wykazało, że gdyby obliczyć wpływ hodowli zwierząt na środowisko, ceny mięsa wzrosłyby aż o 146 proc., a produktów mlecznych o 91 proc. (fot. iStock)
Kierunek, jaki należy przyjąć, jest dość jasny: mniej plastiku, więcej produktów biodegradowalnych. A ponadto? Mniej emisji gazów cieplarnianych - a tym samym mniej mięsa z hodowli przemysłowej, która znacznie przyczynia się do negatywnych zmian klimatu. Jakie inicjatywy wpisują się w ekologiczne trendy?

Fabryka „mięsa” roślinnego w Wielkiej Brytanii

W Lincolnshire ma zostać otwarta w nowym roku wegańska fabryka „mięsa” Plant & Bean. Szefowie fabryki zapowiedzieli, że będzie to największy „mięsny” zakład produkcyjny w Europie. Twierdzą, że 65-hektarowy zakład w Bostonie pomoże zaspokoić rosnący popyt na produkty roślinne. Jak podkreślił Edwin Bark, dyrektor generalny Plant & Bean: „Czy nam się to podoba, czy nie, zmiana związana z jedzeniem mniejszej ilości mięsa [zwierzęcego] jest zmianą, o której każdy musi pomyśleć, aby pomóc ocalić planetę (…) Nie możemy dalej stosować tej samej diety, którą stosujemy obecnie, za 20 czy 30 lat od teraz” (źródło: BBC News).

Dodatkowym atutem fabryki będzie to, że jej otwarcie stworzy do 500 miejsc pracy.

Aby obniżyć koszty składników, zwiększyć jakość produktów i poprawić smak, wygląd oraz teksturę, firma ściśle współpracuje z technologami żywności.

Podstawowym surowcem do produkcji roślinnego mięsa ma być soja niemodyfikowana genetycznie, groch i fasola. (fot. screen ze strony plantandbean.com) Podstawowym surowcem do produkcji roślinnego mięsa ma być soja niemodyfikowana genetycznie, groch i fasola. (fot. screen ze strony plantandbean.com)

 

O tym, jak bardzo mięso roślinne zyskuje na popularności, świadczy chociażby fakt, że w tegorocznej akcji Veganaury udział zadeklarowało aż 500 tys. osób (to rekordowa liczba; 50% więcej niż dwa lata temu). Kampania Veganuary, promująca roślinne jedzenie, zapoczątkowana została w 2014 roku przez brytyjską organizację pozarządową o tej samej nazwie. Obecnie akcja objęła swoim zasięgiem cały świat. Osoby, które biorą udział w Veganaury i decyduję się jeść przez miesiąc tylko produkty roślinne, podają najczęściej takie powody jak chęć zmniejszenia cierpienia zwierząt, zmniejszenia szkód dla środowiska spowodowanych produkcją żywności, czy chęć poprawy zdrowia. Akcję, szczególnie w Wielkiej Brytanii, promują reklamy telewizyjne i radiowe, a także liczne supermarkety.

Mięso hodowane w laboratorium do kupienia w Singapurze

Dla tych, którzy nie mogą lub nie potrafią zrezygnować z jedzenia mięsa, powoli staje się dostępne inne rozwiązanie: mięso z hodowli komórkowej. Singapur to pierwszy kraj, w którym będzie można kupić mięso hodowane in-vitro. Chociaż na świecie działa już wiele startup’ów związanych z wytwarzaniem tzw. „lab grown meat”, a nawet pojawiają się już restauracje serwujące „czyste mięso”, Singapur jako pierwszy kraj na świecie wydał zgodę na jego sprzedaż. Amerykański Eat Just z San Francisco wprowadzi na singapurski rynek nuggetsy wyhodowane w laboratorium z komórek żywego kurczaka. Mają one kosztować tyle, co wysokiej mięso drobiowe. Szef Eat Just nazwał to „jednym z najważniejszych kamieni milowych w przemyśle spożywczym” i ma nadzieję, że teraz pójdą w ich ślady inne kraje. Jednak stoi przed nimi jeszcze wiele wyzwań. Produkcja mięsa laboratoryjnego jest znacznie droższa niż roślinnego. Trzeba też przekonać do tego produktu wielu konsumentów.

Unia Europejska z ograniczoną ilością tworzyw sztucznych

Z początkiem 2021 r. weszły w życie nowe przepisy unijne. Zakazano wprowadzania do obrotu 10 plastikowych produktów jednorazowego użytku: patyczków higienicznych, sztućców (widelce, noże, łyżki, pałeczki), talerzy, słomek, mieszadełek do napojów, patyczków do balonów, pojemników do żywności i styropianowych kubeczków. Jak podaje WWF: „Produkty te są na tyle problematyczne, że nawet ich selektywna zbiórka nie pomaga w ograniczeniu ich ilości. Wiele z nich w ogóle nie trafia na składowiska, zanieczyszczają ekosystem i są prawdziwym zabójcą oceanicznej faunyWedług Komisji Europejskiej ponad 80% odpadów w morzach stanowią tworzywa sztuczne. Produkty objęte nowymi przepisami stanowią 70% wszystkich odpadów morskich… Najlepsze dostępne dane mówią że dziś w oceanie mamy ponad 150 milionów ton plastiku, a rocznie przez plastikowe odpady traci życie sto milionów ssaków morskich”.

Czas na opróżnianie magazynów z plastikowych pozostałości skończy się 3 lipca 2021 r. Do tego czasu, niestety, jeszcze możemy otrzymać jedzenie na plastikowym talerzu.

Od 1 stycznia obowiązuje też podatek od plastiku w wysokości 0.80 euro - od każdego kilograma tworzywa, którego nie poddano przetworzeniu, państwo członkowskie będzie musiało zapłacić 80 eurocentów podatku. Kolejne przepisy, wymuszające m.in. 77% zbiórki i recyklingu plastikowych butelek, mają wejść w życie w 2025 roku.

Firmy same dążą do zmiany

Wiele koncernów szuka obecnie proekologicznych rozwiązań, aby uzyskać opakowania, które będą w pełni nadawały do recyklingu lub staną się biodegradowalne. Dobrym przykładem może być tutaj Kraft Heinz Co, która chce prowadzić gospodarkę o obiegu zamkniętym. Zamierza w związku z tym „przejść” na jednomateriałowe PET. W Europie butelki Heinz Tomato Ketchup będą wkrótce wytwarzane z jednego rodzaju plastiku (możliwe, że już w 2021), aby można je było poddać recyklingowi w celu uzyskania PET o jakości spożywczej. Będą więc nadawały się do tego, żeby służyć po procesie recyklingu, jako nowe opakowania do żywności.

Zaangażowanie w to, żeby wyprodukować w pełni „obiegową” butelkę keczupu jest jednym z ostatnich celów firmy w obszarze zrównoważonego rozwoju opakowań.

Ekologiczne wybory w sferze seksualnej?

Nawet tutaj zawitała moda na ekologiczne rozwiązania. Dlatego warto wspomnieć na koniec o łódzkiej inicjatywie. W końcu sex-shop z ekologicznymi produktami to w Polsce zupełna nowość. Jak zaznacza na swoim fanpage’u Elwira Ruta, pomysłodawczyni: „Sex Shop Tango w Łodzi to pierwsza w Polsce ekologiczna drogeria erotyczna. Zaś proces sprzedaży popierany jest tu wiedzą psychologiczną”. W sex-shopie Tango można zaopatrzyć się w biodegradowalne akcesoria (wibratory, które nadają się do recyklingu, bieliznę z ekologicznej skóry, drewniane dildo, czy naturalne olejki do masażu) i, wbrew pozorom, jest w czym wybierać.

  1. Moda i uroda

Moda z drugiego obiegu, recykling, transparentność - najsilniejsze trendy minionego roku

Kupujemy bardziej świadomie i ograniczamy marnotrawstwo - aż 44 proc. badanych rezygnuje z planowanego zakupu, żeby ograniczyć niepotrzebną konsumpcję, co siódmy badany chciałby robić zakupy bardziej ekologiczne, choć wcześniej nie przywiązywał do tego wagi. (Fot. iStock)
Kupujemy bardziej świadomie i ograniczamy marnotrawstwo - aż 44 proc. badanych rezygnuje z planowanego zakupu, żeby ograniczyć niepotrzebną konsumpcję, co siódmy badany chciałby robić zakupy bardziej ekologiczne, choć wcześniej nie przywiązywał do tego wagi. (Fot. iStock)
Nigdy wcześniej nie dyskutowaliśmy tyle o odpowiedzialności w modzie, ale czy zainteresowanie transparentnością i etyczną postawą w branży odzieżowej miało przełożenie na nasze realne decyzje zakupowe? Jakie wydarzenia i trendy 2020 roku były kluczowe dla mody odpowiedzialnej i czy któreś z nich przyczynią się do trwałych zmian?  

Kiedy kończył się rok 2019 szala zainteresowania modą odpowiedzialną przechylała się na korzyść zrównoważonego rozwoju. Po wielu latach dyskusji na łamach branżowych magazynów, podczas edukacyjnych konferencji i spotkań w gronie ekspertów ds. zrównoważonego rozwoju, branża odzieżowa zaczęła wreszcie dostrzegać potrzebę bardziej świadomego i społecznie odpowiedzialnego sposobu produkowania odzieży. Jednak w marcu 2020 roku, gdy świat pogrążył się w chaosie, a na Dalekim Wschodzie stanęły fabryki tekstyliów, moda pogrążyła się w kryzysie. Świat próbował odnaleźć się w nowej rzeczywistości, a branżowi eksperci zaczęli się zastanawiać, czy znajdzie się w niej miejsce dla zadeklarowanych obietnic neutralności węglowej, czy może zrównoważony rozwój zostanie odłożony na bliżej nieokreśloną przyszłość, gdy marki będą walczyć o przetrwanie?

Niektórzy eksperci, jak trendsetterka Li Edelkoort twierdzili, że koronawirus nauczy nas, jak być szczęśliwym posiadając jedną sukienkę i doprowadzi do przebudowy świata oraz gospodarki, zmieniając nasze podejście do konsumpcji i kierując naszą uwagę w stronę lokalnych produktów i rzemieślnictwa. Gdy na Dalekim Wschodzie produkcja stanęła z dnia na dzień, a wyceniany na 2,5 biliona dolarów przemysł pogrążył się w kryzysie, wielu odzieżowych producentów anulowało zamówienia lub wstrzymało wypłaty za już zrealizowane zlecenia, pozbawiając dostawców ponad 16,2 miliarda dolarów wpływów, wywołując tym samym humanitarny kryzys w regionie. Gdy pandemia uderzyła w Europę i Stany Zjednoczone, zamknięto sklepy, a sprzedaż drastycznie zmalała, producenci odsunęli od siebie ryzyko strat, obarczając nim znajdujących się na samym końcu łańcucha dostaw, właścicieli fabryk, którzy żeby pokryć poniesione wcześniej koszty, wstrzymali wypłaty wynagrodzeń dla swoich pracowników. Dzięki prowadzonej w mediach społecznościowych kampanii #PayUp zorganizowanej przez organizację Clean Clothes, część marek zdecydowała się zapłacić dostawcom za zrealizowane czy anulowane zamówienia, jednak wiele odmówiło lub starało się wynegocjować korzystne dla siebie rabaty. Kiedy producenci zostali z górą niesprzedanej odzieży, coraz więcej osób zaczęło dostrzegać problem, o którym aktywiści i organizacje ekologiczne mówiły od lat, mianowicie nadprodukcji w branży odzieżowej.

Moda z drugiego obiegu 

Według najnowszego raportu Accenture, opracowanego razem z fundacją Kupuj Odpowiedzialnie i serwisem fashionbiznes.pl, kupujemy bardziej świadomie i ograniczamy marnotrawstwo. Aż 44 proc. respondentów zrezygnowało z planowanego zakupu, żeby ograniczyć niepotrzebną konsumpcję, co siódmy badany chciałby robić zakupy bardziej ekologiczne, choć wcześniej nie przywiązywał do tego wagi. Ograniczenie konsumpcji na niespotykaną dotąd skalę z jednej strony wiązało się ze zmniejszeniem wydatków, spowodowanych utratą pracy czy mniejszymi dochodami, z drugiej sporo osób, które odkryło, że posiada mnóstwo rzeczy wykonanych z kiepskiej jakości materiałów, postanowiło świadomie ograniczyć nadmierną konsumpcję w sieciówkach i zwrócić się w stronę ubrań z drugiego obiegu. W ciągu ostatniego półrocza aż 45 proc. Polaków kupowało w internecie produkty z drugiej ręki i pozbywało się w ten sposób wielu ubrań ze swoich szaf. Oczywiście pozostaje pytanie, czy konsumpcja wróci do poziomu sprzed pandemii (lub nawet go przekroczy), czy jednak nowe nawyki konsumentów - takie jak kupowanie odzieży z drugiego obiegu czy wybieranie lokalnych produktów - zostaną z nami na dłużej, przyczyniając się tym samym do zmniejszania śladu węglowego.

Od recyklingu do lokalnego rzemiosła 

Rok 2020 to również czas wielu oddolnych akcji zainicjowanych w mediach społecznościowych: inspirujących do naprawiania, przerabiania i upcyklingowania tego, co znajduje się w naszych szafach (#ciuchoweSPA), zachęcających do odkrywania zapomnianych metod rzemiosła (#sashiko, #visualmending), odwiedzania i wspierania lokalnych biznesów. Zwiększone zainteresowanie produkowaną w Polsce odzieżą zbiegło się w tym roku z ujawnieniem przez popularnych blogerów oszust i nieuczciwych praktyk, których dopuściły się “celebryckie” marki (afera “metkowa” Veclaim, problemy La Manii i Wishbone) oraz wynikami dziennikarskiego śledztwa na temat katastrofalnych warunków pracy polskich szwaczek (opisanego przez dziennikarkę Grażynę Latos, aktywistkę fundacji Kupuj Odpowiedzialnie). Zainteresowanie transparentnością i przejrzystością łańcucha dostaw w branży odzieżowej skłoniło dwójkę prawników, Magdalenę Niewelt i Olega Marcinowskiego, do opracowania Kodeksu Etyki dla branży odzieżowej, zbioru zasad pomagających polskim markom zwiększyć przejrzystość w sektorze odzieżowym i rozpocząć dyskusję odnośnie standardów produkcji w Polsce. Zainteresowanie modą zrównoważoną sprawiło, że coraz więcej konsumentów potrafi rozpoznać greenwashingowe działania marek oraz zaczyna doceniać autentyczność i uczciwość tych producentów, którzy dbają o transparentność i ekologiczność, na tyle, na ile to możliwe w branży odzieżowej. W tym roku więcej osób zdecydowało się na zakupy u lokalnych dostawców, którzy dbają o certyfikaty, przejrzystość w komunikacji, szyją na miejscu i zgodnie z hasłem #whomademyclothes, pokazują swoje szwalnie i osoby, które zajmują się produkcją odzieży. Marki, które zdecydowały się wystartować w tym roku i od początku uznały, że odpowiedzialność i przejrzystość jest kluczowa dla ich biznesu, są przez konsumentów traktowane poważnie.

Internetowy aktywizm 

W minionym roku aktywizm niemal całkowicie przeniósł się do sieci. Walkę o zmianę systemu w  branży odzieżowej podejmowały międzynarodowe organizacje, inicjując w mediach społecznościowych kampanie (wspomniana wcześniej #PayUp Clean Clothes, działania Fashion Act Now dążące do przekształcenia branży mody i bojkotowania Międzynarodowego Tygodnia Mody, #whomademyclothes - coroczna kampania w ramach Fashion Revolution Week) oraz organizując inspirujące panele, spotkania, warsztaty i webinary poświęcone modzie odpowiedzialnej. Paradoksalnie, dzięki pandemii koronawirusa, wszystkie wydarzenia przeniosły się do sieci, umożliwiając tym samym łatwiejszy dostęp do eksperckiej wiedzy, demokratyzując modę zrównoważoną oraz ograniczając tym samym zbędne podróżowanie samolotem do odległych miejsc.

Choć cyfrowe doświadczenia nie są w stanie zastąpić osobistego kontaktu z drugim człowiekiem, oferują jednak możliwość uczestniczenia w wydarzeniach na niespotykaną dotąd skalę. W 2020 roku internetowym aktywizmem zaczęło interesować się coraz więcej osób, które do tej pory nie miało wiele wspólnego z modą zrównoważoną. Wielu z nas zdało sobie sprawę, że aktywizm może przybierać bardzo różne formy i nie musi polegać wyłącznie na braniu udziału w ulicznych protestach.

Regulacje prawne 

Pod koniec 2020 wiemy na pewno tylko jedno: ten rok nie zamknął dyskusji na temat zrównoważonego rozwoju, ale nie sprawił również, że tak szybko będziemy chcieli zrezygnować z mody fast fashion. Wiele wskazuje jednak na to, że po dziesięcioleciach błędów, wypaczeń i problemów, które generowała branża mody, kierując się zasadą “business as usual”, rok 2020 zmusi przemysł odzieżowy do uznania swojego negatywnego wpływu na środowisko oraz podjęcia zdecydowanych działań w celu znalezienia rozwiązań najbardziej palących problemów.

Jednym z nich powinny być systemowe regulacje, które wymuszają na producentach wzięcie odpowiedzialności za swoją działalność. 11 marca 2020 Komisja Europejska przyjęła jeden z najważniejszych elementów Europejskiego Zielonego Ładu. New Circular Economy Action Plan to nowy plan działania w dążeniu do gospodarki obiegu zamkniętego. Odpowiednie przepisy mają zagwarantować, że wprowadzane na europejski rynek produkty będą nadawać się do ponownego użytku, naprawy i recyklingu, co wpłynie na zmniejszenie ilości produkowanych odpadów i umożliwi konsumentom dokonanie świadomego wyboru, uwzględniającego wpływ na środowisko. Na producentów tekstyliów nałożony zostanie także obowiązek zwiększenia korzystania z surowców wtórnych oraz materiałów zgodnych z koncepcją gospodarki obiegu zamkniętego.

Obserwując wszystko to, co działo się w 2020 roku, ciężko prognozować, jak będzie wyglądała rozmowa o zrównoważonym rozwoju w przyszłości. Dzięki dramatycznym okolicznościom otrzymaliśmy szansę, aby się zatrzymać i przemyśleć na nowo sposób, w jaki kupujemy czy sprzedajemy ubrania; przewartościować to, czego potrzebujemy i co jest dla nas ważne, abyśmy mogli żyć i być szczęśliwymi osobami. Czy kiedy nadejdzie "nowa rzeczywistość” uda nam się uczynić ją lepszą i bardziej zrównoważoną?

  1. Styl Życia

LPP stawia na zrównoważony rozwój

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Myśląc o modzie często mamy przed oczami wystawy sklepowe lub wybiegi, na których prezentowane są nowe kolekcje. Tymczasem to efekt końcowy, na który składa się konieczność zadbania wcześniej o wiele elementów procesu powstawania i dystrybucji odzieży. Przykładem spółki, która w tych kwestiach stawia na zrównoważony rozwój, jest LPP. Ta polska firma odzieżowa, do której należy m.in. Reserved i Mohito, sukcesywnie wdraża nowe rozwiązania i realizuje kolejne plany w tym zakresie. Jak wygląda to w praktyce?

Choć nasze codzienne wybory – również te konsumenckie – mają dla środowiska znaczenie, niezwykle ważny jest też sposób funkcjonowania dużych przedsiębiorstw. Ze względu na skalę działania mogą one przyczynić się do zachowania naszej planety w jak najlepszym stanie dla kolejnych pokoleń. Dostrzega to także branża fashion. W ramach przewidzianej na lata 2020-2025 pod hasłem „For People For Our Planet” swojej Strategii Zrównoważonego Rozwoju LPP sukcesywnie wdraża działania mające na celu ograniczenie wpływu spółki na środowisko w czterech kluczowych obszarach: projektowanie i produkcja, opakowania, bezpieczeństwo chemiczne, a także infrastruktura i budynki.

Zielone metki i eko dżinsy – czyli co oznacza odpowiedzialna produkcja?

W branży odzieżowej niezwykle ważną kwestią związaną ze zrównoważonym rozwojem jest dbałość o każdy etap procesu produkcji, począwszy od pozyskiwania materiałów. LPP w ramach swojego programu Eco Aware Production w 2020 roku skupiło się na wypracowywaniu jakościowych i ekologicznych standardów dotyczących ograniczania zużycia wody i energii w procesie obróbki tkanin i produkcji odzieży, a także wdrażaniu ich przez dostawców. W 2021 roku opierać ma się na nich już 30% wszystkich fabryk szyjących dla LPP w południowej Azji, a do 2023 roku – 100% fabryk dżinsów. Ponadto w 2020 roku LPP jako pierwsza polska firma dołączyło do globalnej inicjatywy ZDHC (Zero Discharge of Hazardous Chemicals), przyczyniającej się do poprawy bezpieczeństwa chemicznego w produkcji branży odzieżowej.

O zrównoważony rozwój LPP dba także poprzez konsekwentne zwiększanie udziału kolekcji Eco Aware w ofertach swoich marek. Od 2019 roku opatrzona tym znakiem odzież produkowana z materiałów bardziej przyjaznych środowisku, czyli organicznych, pochodzących z recyklingu lub wykonanych w zrównoważonym procesie, jest obecna w propozycjach wszystkich brandów spółki, czyli Reserved, House, Mohito, Cropp i Sinsay. Obecnie już 23% dostępnych w nich rzeczy jest przyjazna środowisku, co oznacza, że LPP już w pod koniec 2020 roku jest blisko realizacji celu założonego dopiero na 2021 rok (25%). Prym wiedzie tu Reserved, gdzie 33% asortymentu to rzeczy z zieloną metką Eco Aware.

525 ton plastiku mniej

Ważną kwestią, którą mają na uwadze przedsiębiorstwa stawiające na zrównoważony rozwój, jest również eliminowanie nadmiaru tworzyw sztucznych w obiegu. LPP konsekwentnie ogranicza wykorzystywanie opakowań i wypełniaczy wykonanych z jednorazowego plastiku. Dzięki podjętym działaniom ta polska firma odzieżowa już wyeliminowała ten surowiec z opakowań do wysyłki zamówień online marek Mohito i Reserved, redukując w ten sposób w 2020 roku zużycie jednorazowego plastiku o 255 ton. Do zamówień online marek House, Cropp i Sinsay od 2020 roku w 100% wykorzystywana jest z kolei folia z recyklingu. Przewidywany na koniec roku zakres redukcji plastiku zsumowany z wynikiem z trzech ubiegłych lat ma pozwolić spółce na wyeliminowanie z obiegu łącznie aż 525 ton tego tworzywa w ciągu ostatnich czterech lat. Do końca 2025 roku ta polska firma odzieżowa z Gdańska planuje natomiast w pełni wyeliminować opakowania niepodlegające obiegowi zamkniętemu z sieci sprzedaży i łańcucha dostaw.

Biura i salony przyjazne środowisku

Choć mogłoby się wydawać, że zrównoważony rozwój w branży odzieżowej odnosi się tylko do procesu odpowiedzialnej produkcji, to LPP jest przykładem na to, że przedsiębiorstwo z tego sektora może działać proekologicznie na różne sposoby. Dla tej polskiej firmy odzieżowej bardzo istotna jest też bowiem kwestia energii wykorzystywanej w sklepach oraz biurach. W zmniejszaniu jej zużycia pomaga spółce wdrażanie nowego konceptu salonów, którego podstawą jest inteligentny i energooszczędny system zarządzający m.in. oświetleniem, ogrzewaniem, wentylacją czy klimatyzacją. LPP planuje też, że w 2021 roku wszystkie serwery i sklepy internetowe spółki będą zasilane wyłącznie poprzez „zieloną energię”. Dodatkowo nowe budynki spółki są projektowane i budowane według zasad zrównoważonego rozwoju, a także zgodnie z nimi będą eksploatowane.

Jak widać zrównoważony rozwój w przypadku polskiej firmy odzieżowej może opierać się na różnych filarach i odnosić się nie tylko do procesu produkcji ubrań. Długofalowa perspektywa działalności przedsiębiorstwa z myślą o kolejnych pokoleniach, a zarazem konsekwentna realizacja konkretnych prośrodowiskowych działań wynikających ze Strategii Zrównoważonego Rozwoju LPP to dla spółki pomysł na biznes prowadzony w sposób odpowiedzialny wobec ludzi i środowiska. Dla naszej planety niezwykle ważne jest, by zarówno nasze codzienne decyzje, jak i aktywności dużych przedsiębiorstw miały wspólny kierunek – dążenie ku zrównoważonej działalności.

  1. Psychologia

Pokora. Na czym polega? Jak się jej nauczyć? Tłumaczy Wojciech Eichelberger

Pokora, czyli
Pokora, czyli "nie wiem" (fot. iStock)
Gdy widzimy, że jest inaczej, niż ludzie mówią, nie ulegajmy im. Szukajmy odpowiedzi na niepokojące nas pytania i podważajmy dotychczasowe przekonania – jeśli chcemy, aby nasze życie było spełnione. Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta, trener i doradca biznesowy, przybliża nam osiem etapów programu rozwoju wewnętrznego Quest. Pierwszym etapem Questu jest pokora.

Gdy widzimy, że jest inaczej, niż ludzie mówią, nie ulegajmy im. Szukajmy odpowiedzi na niepokojące nas pytania i podważajmy dotychczasowe przekonania – jeśli chcemy, aby nasze życie było spełnione. Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta, trener, doradca biznesowy, przybliża nam osiem etapów programu rozwoju wewnętrznego Quest. Pokora jest pierwszym etapem.

Czym więc jest pokora, jeśli nie uległością wobec innych?
To pokora wobec własnego doświadczenia, intuicji, wizji i marzeń pochodzących z najgłębszych, najbardziej prywatnych przestrzeni naszych serc i umysłów. Te doświadczenia podważają nawykowe, odziedziczone przekonania – również te uznane za fundamentalne. Pokora drąży nasze ograniczone „wiem”, niepokoi, każe pytać i sprawdzać, aż uwalnia nas, przenosi w przestrzeń „nie wiem” – i każe ruszać w dalszą drogę. Gdy pokora ujawni iluzoryczność jakiegoś przekonania, w tym momencie rozpoczyna się w nas cudowny, acz niełatwy, twórczy proces poszukiwania nowej prawdy. Jeśli uda się ją znaleźć, to znak, że zakończył się kolejny cykl Questu. Ale mądrzejąc po drodze, wiemy, że następny jest nieuchronny i że spoczywanie na laurach czyni z nas głupców i dogmatyków.

Jeśli więc jestem przekonana, że nie umiem zbudować domu, blokuję siebie w skutecznym działaniu.
Pokora to też zdolność do zakwestionowania ulubionych przekonań na własny temat: to mogę, a tamtego nie mogę, tego nigdy się nie nauczę, niczego już nie zmienię. Z pokorą pozbywajmy się starych przekonań, bo to nieodzowny warunek, żeby proces poznawania, kreowania rzeczywistości mógł się rozpocząć. To brak pokory – czyli pycha – nie pozwala nam dostrzec rzeczywistości i odkrywać jej niepoliczalnych manifestacji. Pycha sprawia, że ignorując rzeczywistość, żyjemy w swoim filmie.

Czyli pokora to odrzucenie projekcji, nawyków, lęków.
Pokora przejawia się na wiele sposobów, ale wyrażające ją „nie wiem” jest pierwszym, koniecznym krokiem do wszelkiej wiedzy i zmiany. Jeśli uznamy, że coś wiemy raz na zawsze, to przestaniemy zadawać sobie i światu pytania, a więc zatrzymamy się w rozwoju i przestaniemy nadążać za zmianami. A przecież poznawanie rzeczywistego to proces, który nigdy się nie kończy. Nauka od niepamiętnych czasów usiłuje poznać rzeczywistość, a miliony naukowców pracujących w różnych krajach świata nadal mają co robić, ciągle zadają nowe pytania.

Czyli pokorny człowiek to ten, który wobec życia przyjmuje postawę naukowca, badacza?
W pewnym sensie tak. Moim ulubionym przykładem człowieka, który miał wielką pokorę, czyli ufał swoim zmysłom, rozumowi i intuicji, jest Giordano Bruno. Jeszcze przed Kopernikiem bez przyrządów i obliczeń zobaczył, że uświęcone przekonanie o Słońcu krążącym wokół Ziemi jest iluzją. I mimo więzienia, tortur i groźby kary śmierci bronił swojego doświadczenia do końca. Tuż przed zapaleniem stosu nakłaniano go raz jeszcze do odwołania uznanych za bluźniercze poglądów, jednak nie wyparł się ich i zginął w płomieniach.

Trudno Giordana Bruna nazwać pokornym, skoro wszyscy, w tym wielkie autorytety jego czasów, głosili coś odwrotnego niż on.
Giordano Bruno był pokorny – powtórzmy – wobec świadectwa swoich zmysłów i rozumu. Nie mógł czuć pokory wobec tych, którzy kazali mu wierzyć w coś, co się kłóciło z jego doświadczeniem. Uległość wobec dogmatyków nie ma nic wspólnego z pokorą. Jest hipokryzją lub żałosnym konformizmem. I to właśnie paradoks pokory, która z punktu widzenia zastanego porządku zdaje się zmieniać w swoje przeciwieństwo. Kiedy jednak mimo wszystko i wbrew wszystkim dochowujemy wierności sobie, to pokora rodzi autonomię, kolejną cnotę Questu.

Doszliśmy więc do tego, dlaczego św. Teresa z Ávila mówiła, że pokora jest prawdą.
Pokora polega na tym, żeby umieć przyznać się przed sobą: „nie wiem”. Jezus był uosobieniem tak rozumianej pokory. W rezultacie zobaczył rzeczywistość tak dalece inaczej niż pozostali członkowie korporacji religijnej, w której wyrósł, że najbardziej pokorny z pokornych został uznany za buntownika i zabity, choć podobnie jak wszyscy pokorni nie szukał rozgłosu, nikogo nie namawiał do zmiany poglądów – i miał zaledwie 12 uczniów i jedną uczennicę.

Jak pokora przekłada się na codzienne życie zwykłego człowieka z korporacji, dziennikarza czy nawet psychoterapeuty?
Przekonania, których pełno w naszych umysłach, przesłaniają nam cudowność tego, co rzeczywiste. Potrafią być tak ugruntowane i trwałe, że same się potwierdzają i rozmnażają. Ilustruje to dowcip o panu Brownie i sekatorze. Pan Brown był tak przekonany, że Smith nie pożyczy mu sekatora, że gdy zapukał do drzwi sąsiada, a ten otworzył mu z uśmiechem, pytając: „Witaj, Brown, co mogę dla ciebie zrobić?”, tak odpowiedział: „Mam gdzieś twój sekator, Smith!”.

W starciu z naszymi przekonaniami rzeczywistość nie ma szans. Źródłem naszych cierpień – czyli wypędzenia z mitycznego raju – są wyłącznie przekonania. Stąd zapewne konstatacja św. Teresy, że pokora – czytaj: brak przekonań – jest prawdą.

Ale przyznanie się do niewiedzy nawet przed samym sobą jest trudne, budzi lęk. Jeszcze gorzej, gdy mamy to powiedzieć innym.
Gdy za Sokratesem przyznam, że „wiem, że nic nie wiem”, to w tym samym momencie otwieram się całkowicie na to, żeby się czegoś nowego dowiedzieć, przesunąć granicę poznania. Wtedy niczego z góry nie zakładam, po prostu patrzę, słucham, jestem coraz bardziej zadziwiony cudem istnienia. Tak więc pokora to uświadomiona niekompetencja i to dzięki niej my sami i nasza cywilizacja – na zasadzie dwa kroki do przodu, krok do tyłu – jakoś się rozwijamy.

Pokora to też przyznanie się do błędu, a to bywa niebezpieczne, zwłaszcza w pracy. Łatwo wtedy stać się kozłem ofiarnym.
Przyznanie się do niewiedzy często wyzwala w innych ochotę, by nas upokorzyć. Ale pokorni nie doświadczają upokorzenia, nie są przywiązani do konkretnego obrazu samych siebie, którego musieliby bronić. Gdy na życiowym zakręcie postępujemy w zgodzie z naszą wewnętrzną prawdą, to nikt nie jest w stanie nas upokorzyć.

Quest to przede wszystkim program dla biznesmenów, ale mówienie o nich jako ludziach pokornego serca, którzy walczą o prawdę, wydaje się fikcją.
Wcale nie. Szczególnie w biznesie – w tej błyskawicznie i nieustannie zmieniającej się grze – trzeba i warto wiedzieć, czego się nie wie. Tylko wtedy jesteśmy skłonni się tego dowiedzieć albo powołać zespół ekspertów czy wybrać trudną drogę przekształceń. Popatrzmy na toczący się spór klimatyczny. Jedni mówią: „Jakie ocieplenie? My nie mamy z tym nic wspólnego. To normalne fluktuacje klimatyczne”. Drudzy: „Zmiany klimatu są skutkiem nadmiaru konsumujących wszystko ludzi, rozwoju motoryzacji, przerostu miejskich aglomeracji itd.”. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że ci pierwsi są pokorni. Ale ich przekonanie jest podejrzanie wygodne, nie zmusza do refleksji i nie każe brać odpowiedzialności. Ci, którzy twierdzą, że to my, ludzie, jesteśmy winni ociepleniu, nie próbują zaprzeczać temu, co widać gołym okiem, choć jest to dla wszystkich niewygodne, wymagające zmian i wyrzeczeń. Pokora wybiera trudniejszą drogę i każe brać odpowiedzialność na siebie.

  1. Styl Życia

Cięta czy w doniczce? – Jaka choinka jest bardziej „ekologiczna”?

Jak pielęgnować drzewko w doniczce? - Choinka przeznaczona do ogrodu powinna być od początku w dużej donicy. Najlepiej, jeśli była w tej donicy „produkowana”. Jeśli nie – dobrze, żeby drzewko rosło w niej chociaż rok. (fot. iStock)
Jak pielęgnować drzewko w doniczce? - Choinka przeznaczona do ogrodu powinna być od początku w dużej donicy. Najlepiej, jeśli była w tej donicy „produkowana”. Jeśli nie – dobrze, żeby drzewko rosło w niej chociaż rok. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Sztuczna choinka jest już passé. Uważana kiedyś za bardziej praktyczną i „ekologiczną” – bo jest przecież wielorazowego użytku – na dobre ustąpiła miejsca tej prawdziwej. I słusznie! Bo nie podlega recyklingowi i rozkłada się blisko pół tysiąca lat. O ekologii nie może tu być mowy. Jakiego dokonać więc wyboru spośród choinek naturalnych?

Cięte drzewka

Naturalne choinki są w 100% biodegradowalne. Rosną, jak wiadomo, na specjalnych plantacjach leśnych. Przy wycinaniu korzenie pozostawia się w glebie (co wzbogaca ją później w próchnicę). Błędem jest myślenie, że kupując choinkę w jakikolwiek sposób dewastujemy lasy. Zwykle na plantacjach sadzi się zaraz nowe drzewka. Część plantacji znajduje się pod liniami wysokiego napięcia, gdzie nie mogą rosnąć wysokie drzewa. Poza tym, rosnące choinki emitują tlen a pochłaniają dwutlenek węgla. Te poświąteczne, które mieliśmy w domu, możemy oddać na kompost, użyć jako opał do kominka, albo też oddać do specjalnego punktu zbioru choinek, gdzie zostaną rozdrobnione i wykorzystane jako nawóz w ogrodach lub spalone w elektrociepłowni.

Jeśli chcemy, aby choinka przetrwała jak najdłużej, postawmy ją z dala od grzejnika, najlepiej blisko okna i podlewajmy regularnie.

To, o czym warto pamiętać przy zakupie ciętej choinki, to legalny zakup. Sprzedawca powinien okazać dokument potwierdzający legalne pozyskanie drzewka. Bez obaw można też kupić choinkę w nadleśnictwie lub leśnictwie. Postarajmy się najlepiej o choinkę ze zrównoważonej lokalnej hodowli.

Choinkowe plantacje (fot. iStock) Choinkowe plantacje (fot. iStock)

Wersja doniczkowa

Choinki doniczkowe cieszą się coraz większym powodzeniem. Jednak ich pielęgnacja to prawdziwe wyzwanie, a to, czy przyjmą się później w ogrodzie – łut szczęścia plus specjalne starania włożone w utrzymanie takiego drzewka. Bez odpowiednich zabiegów drzewko nie pożyje zbyt długo. Z drugiej strony, jeśli i tak mamy względem niego plany ogrodnicze lub chcemy mieć choinkę na balkonie (tylko nie od strony południowej) – warto zainwestować w takie rozwiązanie i podjąć wysiłek.

Jak podkreślają właściciele szkółek: do każdego etapu życia rośliny musi być „instrukcja obsługi”. Gdy kupujemy choinkę w doniczce – powinniśmy mieć taką instrukcję zapewnioną.

Gdzie kupować?

Możemy mieć pewność, że choinki w szkółkach leśnych to bezpieczny zakup, pochodzący ze sprawdzonego źródła. W sklepach ogrodniczych powinniśmy z kolei otrzymać informację, skąd choinka pochodzi. Wiarygodnymi miejscami zakupu będą też prywatne szkółki zadrzewieniowe lub ozdobne.

O czym pamiętać, gdy zdecydujemy się na choinkę w doniczce? Jak najlepiej zaopiekować się drzewkiem?

Jak podkreśla Marek Sapiejewski, leśniczy z warszawskich Lasów Państwowych, istnieją podstawowe zasady, które trzeba zastosować, żeby utrzymać drzewko w dobrym stanie:
  1. Jak najkrócej trzymać w domu.
  2. Pilnować, żeby korzenie miały zapewnioną wilgoć.
  3. Trzymać w chłodnym i ciemnym miejscu.
  4. Okrywać ciepło donicę, gdy wystawimy ją na zewnątrz.
W ciepłym pomieszczeniu drzewo zaczyna tracić swoją zimową odporność, którą nabyło jesienią i „budzi się” z zimowego snu. Odbiera ciepło jako nadejście wiosny. Fundujemy mu więc pewnego rodzaju „traumę”, zakłócając naturalny cykl, jakiemu zwykle podlega. Jeśli procesy wegetacyjne ruszą to obieg soków w drzewku już się nie zatrzyma. Grozi to tym, że później, w trakcje mrozów, roślina (która i tak „straciła orientację”) przemarznie i zacznie obumierać.

Jeżeli choinkę planujemy przesadzić wiosną (można i wcześniej) do ogrodu, powinna stać w domu jak najkrócej (maksymalnie do tygodnia, a najlepiej do 3 dni), w zacienionym i chłodnym miejscu, a jeśli to możliwe - na balkonie.

- Jeżeli drzewko świąteczne stoi w domu krótko, a pogoda na to pozwala, to możemy je od razu posadzić w ogrodzie. Chyba, że jest mróz - wtedy czekamy - tłumaczy Marek Sapiejewski - Od wiosny dobrze jest się nim zaopiekować i podlewać, bo pamiętajmy, że jest to duże drzewko i potrzeby też ma duże.

Nie wystawiajmy od razu choinki z ciepłego pomieszczenia na zimno, bo to zbyt duży szok termiczny. Dobrym przejściowym miejscem będzie np. nieogrzewany garaż.

Pamiętajmy też o ociepleniu doniczki, gdy wystawimy ją na balkon lub taras – to bardzo ważne dla systemu korzeniowego, który podczas przymrozków może ulec uszkodzeniu. Doniczkę można ocieplić styropianem, wełną mineralną lub folią bąbelkową. I koniecznie podlewajmy (oczywiście nie podczas mrozu)! Chociaż zimą korzenie nie będą pobierały wody, muszą mieć dużo wilgoci, dlatego ziemia w doniczce powinna być cały czas mokra, żeby korzenie nie wyschły.

Pamiętajmy:  im krócej choinka będzie stała w domu – tym większą ma później szansę na przeżycie.

Ze światełek zrezygnujmy (mogą ogrzewać choinkę), albo wybierzmy lampki ledowe energooszczędne. Nie obwieszajmy też żywej choinki ciężkimi ozdobami i zrezygnujmy ze śnieżnego sprayu.

Problem przyciętych korzeni - o co pytać przy zakupie doniczkowej choinki?

Zdaniem szkółkarzy hodowane drzewko powinno mieć, w trakcie sezonu, przycinane korzenie. Wówczas nie rozrasta się tak bardzo, i gdy zostanie wykopane jesienią, będzie miało całe korzenie - wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że się przyjmie w ogrodzie. Jednak zdaniem leśniczego - Roślina powinna być od razu hodowana w donicy. Dlatego, przy zakupie, warto pytać, czy dana choinka była produkowana w tej doniczce lub czy była w niej przynajmniej przez jeden okres wegetacyjny. Wtedy ma większą szansę na przeżycie po przesadzeniu jej do gruntu.

Czyli im mniejsze drzewko (najlepiej w dużej donicy), tym lepiej się przyjmie. Przy zbyt małej donicy istnieje zagrożenie, że choinka będzie miała zniekształcone korzenie i po kilku latach w ogrodzie może się np. przewrócić.

Przewagą choinki doniczkowej jest z pewnością to, że nawet jak nie mamy zamiaru jej później sadzić, to i tak w domu postoi dużo dłużej niż cięta (przy podlewaniu).

Choinkowe wynalazki, czyli „konstrukcja” zamiast drzewka

'Brzozowa' choinka (fot. iStock) "Brzozowa" choinka (fot. iStock)

Niektóre osoby, w imię ekologii czy też „inwencji twórczej”, w ogóle rezygnują z choinek i decydują się na przyozdobienie domu według własnej koncepcji: lampki i bombki na doniczkowych kwiatach, sosnowe bukiety w wazonach, stroiki lub „pseudochoinki”.

Wpisując w wyszukiwarkę hasło „ekologiczna choinka” znajdziemy całe mnóstwo inspiracji: od „drzewek” zrobionych z szyszek, patyczków, deseczek, makaronu, kartonów, czy nawet z pudełek po jajkach, po twory „choinko podobne”, takie jak obraz na ścianie w kształcie choinki, czy rozstawiona drabina obwieszona lampkami, gałązkami i ozdobami. Można, w każdym razie, odnieść wrażenie, że niektórzy ludzie prześcigają się w pomysłach na oryginalne choinki. Niemniej, ich kreatywność naprawdę zasługuje na uznanie…

'Choinkowe zamienniki' - inspiracje (fot. iStock) "Choinkowe zamienniki" - inspiracje (fot. iStock)

A wracając do ekologicznych zakupów… Pamiętajmy, że w niektórych miastach istnieje możliwość wypożyczenia choinki. Zamawiamy wówczas choinkę w doniczce z dostawą i odbiorem. Koszty wynajmu stanowią zwykle ¾ wartości rośliny. Takie wypożyczalnie działają na całym świecie, jednak w Polsce nie są jeszcze zbyt popularne.

Konsultacja merytoryczna dot. choinek w doniczkach: leśniczy Marek Sapiejewski z Nadleśnictwa Jabłonna; właściciele prywatnych szkółek leśnych.

Źródło inf. dot. choinek ciętych: materiały prasowe Lasów Państwowych.