1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Jak to jest być kobietą we Francji

Jak to jest być kobietą we Francji

fot.123rf
fot.123rf
Nawet gdy jest matką, żoną, kochanką i pracownicą, pozostaje przede wszystkim – kobietą. W tym jej siła.

Pracuje… Chętnie. Panuje przekonanie, że aktywność zawodowa kobiety służy nie tylko jej samej, ale też rodzinie. Aż 91 procent Francuzów uważa, że najbardziej satysfakcjonujące jest małżeństwo, w którym i mąż, i żona realizują się zawodowo.

Zarabia… Mniej niż jej kolega na tym samym stanowisku o 14,8 procent (w Polsce, jak podaje Eurostat, ta różnica wynosi 6,4 procent). Aby ten problem rozwiązać, rząd wprowadził rok temu darmową aplikację mobilną „Leadership pour Elles”. Pozwala ona skonfrontować zarobki z realiami rynkowymi i oferuje użytkowniczce prywatny coaching, zawodowe porady, jak zwiększać swoje szanse na rynku pracy. Tegoroczne dane pokażą, czy pomogło.

Życie rodzinne… Zróżnicowane. We Francji jest jeden z najwyższych na świecie odsetek rozwodów: 55 procent – przy czym w całym kraju proporcje są nierówno rozłożone, najtrwalsze okazują się małżeństwa na prowincji (głównie w Bretanii), a najmniej trwałe – w Paryżu. Romanse  nie dziwią nawet na najwyższych szczeblach. Poprzedni prezydent Nicolas Sarkozy rozwiódł się ze swoją drugą żoną i wziął ślub z piosenkarką Carlą Bruni w czasie trwania kadencji – i zyskał na popularności. Urzędujący François Hollande w 2010 r. porzucił wieloletnią partnerkę Ségolène Royal, z którą miał czworo dzieci, i ogłosił związek z Valérie Trierweiler, matką trzech synów z drugiego małżeństwa – i wkrótce po tym wygrał wybory. W ubiegłym roku Hollande jednak rozstał się z Trierweiler, przyłapany przez dziennikarzy na romansie z młodszą aktorką. I gdyby nie inne mankamenty prezydenta, mogłoby to jego wizerunkowi tylko pomóc.

Dobrym miernikiem popularności rodzin patchworkowych jest fakt, że dziecko we Francji można urodzić niekoniecznie w małżeństwie i jest to szeroko społecznie akceptowane. Jeszcze w 1994 roku poza małżeństwem rodziło się 275 248 dzieci, a w małżeństwie – 565 526, ale już w 2008 roku proporcje się odwróciły i większość noworodków przyszła na świat w układach pozamałżeńskich: odpowiednio 435 156 i 393 248. Według Elisabeth Badinter, francuskiej socjolożki i badaczki historii macierzyństwa, ta dowolność wyboru modelu życia przyczynia się do wyjątkowo dużej dzietności w tym kraju.

Jako matka… Nie poświęca się. I to od początku: odsetek kobiet karmiących piersią jest tu najniższy w Europie. Po wyjściu ze szpitala piersią karmi niewiele ponad połowa Francuzek; po trzech miesiącach jest to poniżej 20 procent, a po sześciu miesiącach liczba karmiących piersią jest tak niska, że we Francji nie ujmuje się jej w statystykach. To symboliczne: opieką można się w tej sytuacji podzielić, a matka robi swoje. Opieka medyczna dba też, aby położnica pozostała przede wszystkim kobietą. Po porodzie refunduje się nie tylko rehabilitację mięśni brzucha, ale też krocza. Ginekolog rutynowo zleca ją po zadaniu pytania: „Czy monsieur jest zadowolony?”. Bo powinien być: i on, i madame. Urlop macierzyński jest tu stosunkowo krótki: 16 tygodni w pełni płatnych na pierwsze dziecko i 26 na kolejne. Potem kobieta wraca do pracy – i do dawnego życia. Nikt nie uważa jej przez to za gorszą matkę.

Badinter konstatuje: „Im bardziej łagodzi się ciężar odpowiedzialności macierzyńskiej spadający na barki kobiet, tym bardziej są one skłonne spróbować tego doświadczenia lub je ponowić. Wspieranie macierzyństwa w niepełnym wymiarze godzin, którego nikt nie postrzega jako niewystarczającego, jest dziś najlepszym sposobem na zwiększenie liczby urodzeń”.

To może wyjaśniać, dlaczego przyrost naturalny we Francji jest jednym z najwyższych w Europie (i to biorąc pod uwagę rodowite Francuzki). Oscyluje wokół dwójki dzieci na kobietę; jeszcze dwa lata temu wskaźnik ten wynosił 2,03, co czyniło kraj nad Sekwaną najbardziej płodnym miejscem Europy po Irlandii. Dla porównania, w kraju matki Polki to zaledwie 1,26.

Dzieci… Nie grymaszą. Tak przynajmniej wynika z bestsellerowej książki Amerykanki Pameli Druckerman. Zwróciła na to uwagę w nadmorskiej restauracji, gdzie próbowała spożyć obiad z mężem i półtoraroczną córeczką. Jadła z mężem na zmianę i kiedy on połykał rybę, ona pilnowała, aby dziecko nie utopiło się w morzu. Po wszystkim zostawiała sute napiwki, mające wynagrodzić obsłudze podarte serwetki i szczątki kalmara porozrzucane wokół stolika. I gdy Pamela załamywała się faktem, że taki posiłek nie przypomina wakacyjnego rodzinnego obiadu, zorientowała się, że wokół siedzą przy stolikach małe dzieci spożywające kulturalnie danie po daniu. To był punkt wyjścia do zastanowienia się, co robią Francuzki, że mają – generalnie – grzeczne dzieci. Takie, które przesypiają noce po trzech miesiącach życia, lubią ryby i sery pleśniowe, nie przerywają starszym rozmów, są samodzielne, chodzą spać w okolicach 20 i – jak głosi tytuł książki Druckerman – nie grymaszą.

Wszystko to za sprawą jednego, w miarę spójnego w całej Francji systemu wychowawczego. Na język poradnikowy przełożyła go psychoanalityczka i pediatra Françoise Dolto i jej filozofię wdrażają kolejne pokolenia Francuzek. Zostawiają dzieciom bardzo dużo swobody – ale w ściśle przestrzeganych ramach, rytmie dnia i przy jasnych regułach, kto decyduje.

Imigrantki… To rosnąca część społeczeństwa. Zwłaszcza muzułmanki: jest ich około trzech milionów. Przybywa ich szybciej (średnio 2,8 dzieci na kobietę), mieszkają głównie na biedniejszych przedmieściach. Od jesieni 2010 r. funkcjonuje zakaz zakrywania twarzy przez kobiety w miejscach publicznych. Po jego wprowadzeniu w podparyskim Trappes wybuchły zamieszki: dwie noce płonęły samochody i budynki publiczne, a wściekli muzułmanie ścierali się z policją. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że zakaz noszenia burek jest zgodny z prawem. Wciąż jednak budzi kontrowersje. W październiku 2014 roku muzułmanka z zasłoniętą twarzą siedziała na widowni Opery Paryskiej i wykonawcy „Traviaty” zgłosili w antrakcie, że nie będą śpiewać, jeśli nie zdejmie welonu. Ochrona wyprosiła kobietę, a rząd obiecał przygotować dokładne wytyczne co do egzekwowania zakazu. To pokazuje atmosferę, w której narasta frustracja imigrantów. Legła ona u podstaw styczniowych krwawych zamachów terrorystycznych w Paryżu.

Ideał kobiecości… Opiera się na postaci Marianny, ucieleśnienia Francuskiej Republiki – i w każdej klasie społecznej reprezentuje się ją trochę inaczej. Profesor Priscilla Ferguson, socjolożka z Uniwersytetu Columbia badająca francuską tożsamość, twierdzi, że ideałowi temu przypisuje się skojarzenie z produktami luksusowymi: perfumami, ubraniami, fryzurami. – Czasem kusi mnie, żeby powiedzieć, że idealna Francuzka to ktoś, kto rodzi się, wiedząc, jak najlepiej zawiązać szal – mówi nam profesor półżartem. I twierdzi, że kimś takim jest dziś na przykład Christine Lagarde, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Zawsze dobrze ubrana, wykształcona, elokwentna – i doskonale wiąże szale.

Ekspertki:

Elisabeth Badinter, socjolożka i badaczka historii macierzyństwa, Pamela Druckerman, autorka bestsellerowej książki „W Paryżu dzieci nie grymaszą”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Komedie francuskie - najlepsze produkcje prosto z Francji

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Za jakie grzechy, dobry Boże?". (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Ostatnio na łamach naszego portalu pisaliśmy o francuskiej radości życia, która polega m.in. na celebrowaniu małych przyjemności. Trop ten szybko zaprowadził nas do... francuskich komedii. Z tego względu przyglądamy się dziś najlepszym filmom komediowym prosto z Francji. Wybraliśmy tytuły, które bez trudu znajdziecie w polskich serwisach VOD. 

"Jutro będziemy szczęśliwi"

Samuel (Omar Sy) wiedzie beztroskie życie opierające się na przygodnych romansach. Pewnego dnia jego była kochanka Kristin robi mu niespodziankę. „To twoja córka” – mówi i znika. Od tej chwili Samuel staje się pełnoetatowym tatą małej Glorii. O dzieciach nie ma pojęcia, lecz uczucie do dziewczynki dodaje mu sił, aby sprostać wyzwaniom ojcostwa. Sielanka kończy się, gdy Gloria ma 8 lat, a Kristin postanawia ją odzyskać. To świetny film o dojrzewaniu do odpowiedzialności i odkrywaniu, jakimi wartościami warto się kierować.

Film dostępny na player.pl i cineman.pl.

Kadr z filmu 'Jutro będziemy szczęśliwi'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Jutro będziemy szczęśliwi". (Fot. materiały prasowe)

"Rodziny się nie wybiera"

Film "Rodziny się nie wybiera" to najlepszy dowód na to, że Francuzi mają gdzieś poprawność polityczną i uwielbiają żywiołowe komedie pełne kontrowersyjnego humoru. Valentin D. (Dany Boon) jest wychowanym w sierocińcu genialnym projektantem, który swoimi kolekcjami rzuca Paryż i światowy design na kolana. Wszystko zmienia się jednak, gdy o jego istnieniu przypomina sobie jego mieszkająca na północy Francji i posługująca się dziwnym dialektem szalona rodzina, która bez zapowiedzi przyjeżdża do stolicy.

Film dostępny na Netflixie.

Kadr z filmu 'Rodziny się nie wybiera'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Rodziny się nie wybiera". (Fot. materiały prasowe)

"Za jakie grzechy, dobry Boże?"

"Za jakie grzechy dobry Boże" to urocza komedia o tym, co czują rodzice, gdy przyszły zięć jest zupełnie nie z ich bajki. I choć film wyreżyserowali Francuzi, to zawarte w niej problemy są bardzo bliskie wielu Polakom. Marie (Chantal Lauby) i Claude (Christian Clavier) to konserwatywni rodzice czterech córek, którzy pragną, aby ich latorośle poślubiły kulturalnych katolików z Francji. W życiu bohaterek pojawiają się jednak czterej zakochani mężczyźni: Żyd, Arab, Chińczyk i chłopak z Czarnej Afryki...

Film dostępny na vod.pl.

Kadr z filmu 'Za jakie grzechy, dobry Boże?'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Za jakie grzechy, dobry Boże?". (Fot. materiały prasowe)

"Nietykalni"

Tego tytułu chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Mało kto jednak wie, że historia przedstawiona w filmie "Nietykalni" zdarzyła się naprawdę. Sparaliżowany na skutek wypadku milioner (François Cluzet) zatrudnia do pomocy i opieki młodego chłopaka z przedmieścia, który właśnie wyszedł z więzienia (Omar Sy). Zderzenie dwóch skrajnie różnych światów daje początek szeregowi niewiarygodnych przygód i przyjaźni, która czyni ich... nietykalnymi! Pozycja obowiązkowa, jeśli chodzi o francuskie produkcje.

Film dostępny na cineman.pl.

Kadr z filmu 'Nietykalni'. (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)Kadr z filmu "Nietykalni". (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)

"Czym chata bogata"

"Czym chata bogata" to wybuchowa komedia twórców "Za jakie grzechy, dobry Boże?". Jean-Etienne Fougerole (Christina Clavier), bogaty pisarz-celebryta podczas telewizyjnego programu, promując swoją nową książkę "Czym chata bogata", nieopatrznie zaprasza pod swój dach romską rodzinę. Gdy do jego wspaniałego domu wprowadzą się nowi lokatorzy, cały świat stanie na głowie. Dwie rodziny, dwa światy, różne obyczaje, czy wzajemne uprzedzenia mogą doprowadzić do... wielkiego cygańskiego wesela.

Film dostępny na Netflixie.

Kadr z filmu 'Czym chata bogata'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Czym chata bogata". (Fot. materiały prasowe)

  1. Zdrowie

Naturalne nie znaczy łatwe

Bardzo dużo szkody wyrządza kobietom każda presja, zarówno ta, żeby karmić jak i nie karmić. Matki stresują się, napinają, co źle wpływa na laktację. (Fot. iStock)
Bardzo dużo szkody wyrządza kobietom każda presja, zarówno ta, żeby karmić jak i nie karmić. Matki stresują się, napinają, co źle wpływa na laktację. (Fot. iStock)
Dzisiaj nikt nie kwestionuje naukowych argumentów przekonujących, że najlepszym pokarmem dla dziecka jest mleko matki. Nadal jednak pokutuje na ten temat wiele mitów i przekłamań.

W różnego rodzaju badaniach, między innymi przeprowadzonym przez Kantar w 2015 roku wynika, że ponad 90 procent kobiet w ciąży deklaruje chęć karmienia piersią. Przyszłe mamy na ogół doskonale znają zalecenia Światowej Organizacji zdrowia (WHO) i Amerykańskiej Akademii Pediatrii, które mówią: karmimy wyłącznie piersią przez pierwsze 6 miesięcy życia dziecka, potem kontynuujemy ten sposób odżywiania tak długo, jak możemy i chcemy. Od 6. miesiąca życia wprowadzamy też inne pokarmy, ale mleko matki (bądź modyfikowane) jest podstawą żywienia do 12. miesiąca życia. Po tym okresie  karmienie mlekiem matki jest zalecane ze względów innych niż tylko żywieniowe - zawiera wiele elementów potrzebnych dla zdrowia i rozwoju dziecka, wspiera jego odporność, rozwój mózgu, zapewnia bliskość, poczucie bezpieczeństwa i komfort, zmniejsza ryzyko SIDS, otyłości i wystąpienia cukrzycy typu 2. Przy czym, jak zauważa Aneta Korcz, doradczyni karmienia noworodków, pielęgniarka w Royal Berkshire Hospital w Reading, karmienie ma także korzyści zdrowotne dla mam: wspomaga zwijanie macicy do jej wielkości sprzed ciąży, może zmniejszyć krwawienie, obniża ryzyko wystąpienia osteoporozy, raka jajnika - im dłużej karmimy piersią, tym mniejsze ryzyko.

Większość przyszłych matek ma tego świadomość. Zamierzają karmić piersią także dlatego, że to wydaje im się po prostu wygodne. Dlaczego zatem nie wszystkie z tych, które deklarują chęć karmienia piersią, potem to robią?

Fabryka mleka

Marta Moeglich - promotorka karmienia piersią i doula, współtwórczyni przestrzeni wsparcia dla mam „Babki z piersiami” - widzi dwa obszary przyczyn, o które jej zdaniem trzeba zadbać. Pierwszy to edukacja na temat laktacji.

- Bardzo często kobiety, które mają rodzić, nie wiedzą jak działa laktacja. Przy czym chcę wyraźnie zaznaczyć, że to nie ich wina, tylko braku edukacji na ten temat na lekcjach biologii, przez lekarzy prowadzących kobietę w ciąży. Wiele kobiet ma w głowie wizję, że wystarczy przystawić dziecko do piersi i od razu poleją się hektolitry białego płynu. A tak nie jest. Białe mleko pojawia się dopiero po kilku dniach, na początku jest siara. Też bardzo wartościowa! Nawet jeżeli więc kobieta w ogóle nie zamierza karmić piersią, to warto podać dziecku siarę, bo to działa jak pierwsza szczepionka. Można ją zebrać jeszcze przed porodem.

Ekspertki od karmienia zgodnie podkreślają, że niewiedza na temat laktacji to jedna z głównych przyczyn problemów z karmieniem piersią. Część matek po prostu nie ma świadomości, że tuż po porodzie mleko może się nie pojawić (a pojawia się siara, w drobnych kropelkach) i że to jest normalne. Mama, która tego nie wie, myśli: nie mam mleka, więc podam mieszankę. A jak podaje mieszankę to nie rozkręca laktacji. A jak nie rozkręca laktacji, to mleko rzeczywiście się nie pojawia. I tak powstaje błędne koło, w które wpada część młodych mam.

Marta Moeglich: - Warto wiedzieć, że mleko powstaje wtedy, gdy dziecko jest przystawiane do piersi na żądanie albo gdy laktacja rozkręcana jest laktatorem (choć ten zawsze będzie działał gorzej niż dziecko, bo jest maszyną, do której nic nie czujemy i nie produkuje śliny). Wtedy przysadka mózgowa dostaje informację o zapotrzebowaniu na mleko, przekazuje ją do piersi, które to mleko produkują. Nie ma tak, że dziecka się nie przystawia albo nie pobudza się piersi laktatorem, a mleko się pojawia. Tak, niestety, nie będzie.

Promotorki karmienia walczą z nadal dość powszechnymi praktykami podawania sztucznych mieszanek w szpitalach. Z rozpędu, bo tak jest wygodnie. Efekt takich praktyk jest niestety taki, że dziecko najedzone mieszanką, niechętnie ssie pierś. A niestymulowana pierś nie produkuje mleka. Promotorki porównują ten proces do produkcji w fabryce. Jeśli fabryka dostanie małe zamówienie, produkuje mniej, jeśli duże – więcej.

- Kiedy pojawia się problem i matka nie może karmić, bo tak też się zdarza, to zamiast butelki warto próbować podawać mleko matki na małym palcu, łyżeczką albo kubeczkiem – podpowiada Marta Moeglich. - Te sposoby mniej zaburzają odruch ssania niż butelka, która powinna być podawana w ostateczności. Przy czym warto zaznaczyć, że są sytuacje, kiedy butelka się sprawdza, na przykład w przypadku słabego odruchu ssania.

Lekarze zwracają uwagę, że niemowlę może nie chcieć ssać z wielu przyczyn, innych na każdym etapie karmienia. Na przykład z powodu nieprawidłowej techniki podawania piersi, bólu wywołanego pleśniawkami, ząbkowaniem, dlatego, że mleko wypływa za szybko lub nie wypływa w ogóle. Przeszkadzać może maluchowi nawet silny zapach perfum mamy. Może odmawiać ssania także z powodów medycznych, na przykład dlatego, że jest ospałe pod wpływem leków podanych w czasie porodu.

Cenna pomoc 

Marta Moeglich zwraca uwagę na inny powód niechęci do ssania – za krótkie wędzidełko (czyli błonka pod językiem). - Doświadczona certyfikowana doradczyni laktacyjna potrafi ocenić wędzidełko. Niestety, czasami jednak upływa dużo czasu zanim zostanie postawiona prawidłowa diagnoza. I teraz wyobraźmy sobie, że noworodek z za krótkim wędzidełkiem dostaje mieszankę. To nie rozwiązuje ani obecnego problemu ze ssaniem, ani przyszłego z mówieniem, bo wędzidełko wpływa na pracę języka. Podcięcie wędzidełka nie rozwiąże problemu jeśli technika przystawiania jest nieprawidłowa. Nie każda mama, zwłaszcza po trudnym porodzie, potrafi ocenić swoją sytuację. Dlatego tak ważna jest pomoc ekspertek laktacyjnych, które ocenią problem i doradzą, co z nim dalej robić. Chodzi o zdrowie dziecka, ale także o to, by nie zaburzyć odruchu ssania. Na oddziałach położniczych jest jednak wiele pacjentek, a doradczyni jedna, w dodatku ma określony czas pracy.

Gdy pojawia się problem z karmieniem, w głowach, nie tylko mam, ale także ludzi wokół niej, pojawia się butelka - cudowne rozwiązanie na wszystko: płacz niemowlęcia, spadek na wadze, budzenie się nocy.

- Sztuczna mieszanka została stworzona po to, żeby ratować zdrowie i życie niemowląt. To jedyna jej rola – przypomina Marta Moeglich. – Ale przez działania promocyjne producentów mieszanek, które sięgają lat 70., stała się lekiem na wszystkie problemy z karmieniem. Bywa używana nie zawsze wtedy, gdy trzeba, czyli kiedy jest niezbędna do ratowania życia dziecka. To trochę tak, jakby stosować antybiotyk zanim poda się lżejsze leki, tak na wszelki wypadek.

Promotorka karmienia uważa, że mieszanka powinna być traktowana jak lek i jeśli jest podana w szpitalu - być uwzględniana w karcie medycznej dziecka. Z wyjaśnieniem przyczyn jej zastosowania. Czyli, że na przykład dziecko dostało butelkę dlatego, że spadło na wadze powyżej 10 procent wagi urodzeniowej. Ale nawet wtedy można dokarmiać odciągniętym mlekiem matki (wcześniaki  mlekiem z Banku Mleka - dopóki mama nie rozkręci laktacji), a dopiero potem mieszanką. Ta nie powinna być pierwszym wyborem, ale najczęściej niestety jest.

Ważna umiejętność

Promotorki karmienia obalają kolejny mit, jakoby dziecko karmione mieszanką lepiej spało, natomiast karmione piersią częściej się budziło: - Budzenie się noworodków w nocy jest fizjologiczną normą – mówi Marta Moeglich. - Zdarzają się oczywiście noworodki przesypiające całą noc, ale rzadko, większość budzi się kilkakrotnie i to normalne. Mama myśli, że skoro się budzi, a dziecko karmione mieszanką – jak słyszała – przesypia całą noc, to może powinna dokarmiać. To błąd. Bo mleko modyfikowane jest cięższe, dziecko czuje się po nim trochę tak, jak dorośli po zjedzeniu porcji kaczki z kluskami i kapustą. Czyli sennie, ospale. Natomiast mleko matki jest jak lekkostrawna sałatka, która nie obciąża.

Aneta Korcz: - To noworodek, który nie budzi się na karmienia powinien zwrócić naszą uwagę. Dziecko po urodzeniu nie ma uregulowanego trybu snu, nie rozpoznaje dnia i nocy jak dorosły, zatem u noworodków ważne są karmienia na żądanie, ale nie rzadziej niż 7-8 razy na dobę. Głód na ogół nie jest przyczyną budzenia się w nocy dziecka w wieku poniemowlecym, natomiast  noworodki i niemowlęta budzą się głównie dlatego, że są głodne. O wszystkich niepokojach warto porozmawiać ze specjalistą.

Nie do końca da się obronić kolejny sąd, że wiele kobiet nie ma pokarmu. Może to być spowodowane na przykład działaniem niektórych leków albo schorzeń, jak zespołu policystycznych jajnikow, bądź niedorozwojem tkanki gruczołowej. Ale to bardzo rzadka przyczyna, ma ją co najwyżej 4 procent kobiet w wieku rozrodczym.

Aneta Korcz: - Jeśli piersi są odpowiednio stymulowane to pokarm zazwyczaj się pojawia. A to, że nie ma go w pierwszej dobie po porodzie (lub dłużej jeśli nie ma stymulacji) jest dość częste i fizjologiczne. Mało mówi się o możliwości stymulacji piersi i odciąganiu siary przed porodem, a  to bardzo wartościowa umiejętność. Można, powiedzieć, że dzięki temu, zaczynamy rozkręcać laktację, aby po przyjściu na świat dziecko miało łatwiej. W dodatku, jeżeli mamie uda się zebrać nawet kilka mililitrów do strzykawki, a z przyczyn medycznych nie będzie mogła być z dzieckiem, to ten pokarm zostanie mu podany. Często kobieta po porodzie, jeśli jest rozdzielona z dzieckiem, w ramach wsparcia dostaje laktator. A w pierwszych dwóch dobach laktator zazwyczaj nie ma sensu. Ważna jest regularna, imitująca karmienia, stymulacja własną ręką, zbieranie kropelek. Żaden laktator nie zbierze tyle mleka co dziecko. Jest to szczególnie istotne, u mam wcześniaków, które, jeśli są rozdzielone z dzieckiem, poddają się nie widząc efektów używania laktatora w pierwszych dobach.

Doradczynie laktacyjne powtarzają do znudzenia: żeby matki karmiły piersią, trzeba kłaść większy nacisk na edukację na temat tego, jak przebiega laktacja, jak ją stymulować, jak ważne jest kangurowanie, kontakt skóra do skóry. W tym obszarze w dalszym ciągu jest wiele do zrobienia. Także w szpitalach.

- Wiele z nich ma status Szpitala Przyjaznego Dziecku, co bardzo mnie cieszy, ale nie wszędzie ten tytuł jest w pełni rozumiany, a wartości tej inicjatywy –przestrzegane – uważa Aneta Korcz.

Szpital powinien móc umożliwić mamie karmienie dziecka nie tylko wtedy, gdy znajduje się ona na oddziale położniczym, ale i na innych, oczywiście gdy jej stan zdrowia na to pozwala. Powinna mieć możliwość częstego przychodzenia do dziecka na oddział noworodkowy, mieć dostęp do laktatora jeśli sama trafia na oddział. Wiedzę, o której mówimy, powinny posiadać, a przynajmniej mieć spisane odnośniki i stosować je w praktyce, wszystkie osoby sprawujące profesjonalna opiekę nad matka i dzieckiem, ale czasami wystarczy po prostu ludzka troska.

Marta Moeglich: - Drugim obszarem, który powinien być lepiej zaopiekowany, nawet nie wiem, czy nie ważniejszym od edukacji, jest siatka wsparcia dla kobiet. Mam na myśli wsparcie zarówno pod kątem karmienia, jak i w ogóle wchodzenia w macierzyństwo, które potrafi, oj potrafi, dać kobiecie po głowie.

Aneta Korcz: - To wsparcie profesjonalne niestety nie jest w Polsce powszechne i dostępne dla każdej kobiety. Jest niejednolite i nieukierunkowane podmiotowo. Żeby to zmienić, potrzebne są zmiany systemowe, nie wystarczy jedno szkolenie, jednego czy dwóch członków zespołu na cały szpital. Ta wiedza musi być uaktualniana i podawana  dalej, regularnie przez wszystkich opiekujących się kobieta i dzieckiem, w szpitalu, w przychodni, w szkole rodzenia.

Więcej luzu

Chodzi o to, żeby mamy mogły liczyć na pomoc promotorek karmienia, certyfikowanych doradczyń, położnych, pielęgniarek, douli. Ale także bliskich osób, które przyniosą obiad, powiedzą: odpuść sobie wszystko, siadaj w fotelu, tul dziecko, rozkręcaj laktację. Jeśli tego oczywiście chcesz i potrzebujesz.

Bardzo dużo szkody wyrządza kobietom każda presja, zarówno ta, żeby karmić jak i nie karmić. Matki stresują się, napinają, co źle wpływa na laktację.

- Podczas karmienia wydzielana jest oksytocyna, hormon szczęścia, związany z przyjemnością – wyjaśnia Marta Moeglich. - Natomiast gdy się napinamy i stresujemy, to zamiast oksytocyny wydziela się kortyzol, hormon stresu.

Więc danie sobie trochę luzu jest bardzo ważne. Mogą w tym pomóc inne kobiety, partner, profesjonalne doradczynie. A często kobiety nie mają wsparcia ani przestrzeni, żeby zaopiekować się sobą. Poddawane są za to presji zarówno w sprawie karmienia, jak i zaprzestania.

No właśnie, kiedy przestać karmić? Aneta Korcz: - Uniwersalna odpowiedź na to pytanie mogłaby być taka: mama kończy karmić wtedy, kiedy ona lub dziecko podejmują taką decyzję. Nie ma dobrego i złego momentu. A może inaczej: każda decyzja w tej sprawie podjęta przez mamę, jest dobra, ale wiąże się z pewnym procesem i niesie za sobą określone konsekwencje. Czasem dziecko samo rezygnuje z piersi i mówimy wtedy o samoodstawieniu. A zalecenia medyczne do zaprzestania karmienia piersią? Na przykład zakażenie mamy przez wirusa HIV, zapalenie wątroby typu B, C, czy inne schorzenia związane z ryzykiem zakażenia dziecka. Ale to bardzo rzadkie sytuacje. Na pewno warto zwrócić uwagę na samopoczucie i emocje towarzyszące karmieniu. Jeśli staje się ono niekomfortowe pod względem psychicznym to jest to wystarczający argument, by zakończyć karmienie.

Aneta Korcz wyjaśnia, że inaczej wygląda odstawianie dziecka w pierwszym roku życia. Wtedy trzeba zadbać o podanie mu mleka modyfikowanego, tzw. jedynki, czyli mleka początkowego (takiego mleka nie wolno reklamować, jak mlek następnych). Niemowlęciu 7-8- miesięcznemu można podać mleko niekoniecznie w butelce, ale na przykład z kubeczka. Taki sposób wart jest rozważenia, ponieważ zdejmuje potem problem odstawiania od butelki.

- Decyzja należy jednak do rodziców – mówi Aneta Korcz. – Jako doradcy chcemy wspierać te decyzje, które rodzice sami podejmują.

Jak wyhamować

Ekspertki od karmienia zauważają, że z odstawieniem dziecka od piersi jest bardzo podobnie jak ze startem do karmienia. Wokół tych dwóch spraw nabudowano mnóstwo mitów, które narzucają mamom, co powinny robić, a czego nie, wbrew ich pragnieniom. Ta presja działa w dwie strony – zarówno, gdy sugeruje im się karmić dłużej niż by chciały, jak i krócej, na przykład do roku. Słyszą tak czasem od lekarza ortopedy, teściowej lub pani w żłobku. Chce pani posłać półtoraroczne dziecko do żłobka? To musi pani odstawić je od piersi – autorytatywnie wypowiada się wychowawczyni w żłobku. Bo jeżeli nie, to będzie mu trudniej znieść rozłąkę.

- A to nie jest prawdą – mówi Marta Moeglich. - Wręcz przeciwnie, pierś pomaga ukoić dziecięce emocje, które w tym trudnym momencie się pojawiają, bo pójście do żłobka to duża zmiana w życiu małego człowieka. Inna sprawa jest taka, że pierś w społecznym postrzeganiu służy głównie do seksu. Może dlatego karmienie powyżej roku jest źle widziane. Natomiast w świecie laktacyjnym długie karmienie zaczyna się dopiero powyżej dwóch lat. Dla każdej mamy oznacza to jednak co innego. Dla jednej długo to 8 miesięcy, dla innej rok, dla innej trzy lata. Jeśli chce skończyć przed rokiem, to ją w tym wspieramy. Tak samo jak wesprzemy mamę, która chce karmić trzy lata. Ale jeżeli za pół roku zmieni zdanie, to też ok.

Jak podkreślają ekspertki, kończenie karmienia nie jest zerojedynkowe – wszystko albo nic. To nie odbywa się tak, że dzisiaj karmimy kilka razy dziennie, a jutro całkowicie odstawiamy. Można karmienie zredukować do pór, kiedy dziecko zasypia. Albo do karmienia tylko nocą. Można utulać karmieniem po powrocie ze żłobka. Każda mama robi tak, jak uważa i nikomu nic do tego.

Aneta Korcz przyznaje, że odstawienie od piersi kilkulatka może być trudne. To proces zarówno biologiczny, jak i emocjonalny. Wymaga z jednej strony wyhamowania laktacji, a z drugiej – podjęcia wewnętrznej decyzji bez poczucia winy. Zanim podejmiemy decyzję o sposobach na zaprzestanie karmienia warto zadać sobie pytanie dlaczego chcemy przestać karmić. Motywacja może być inna jeśli rozważamy to w pierwszych tygodniach po porodzie, a inna po roku, dwóch czy trzech latach.

To, że wiele kobiet deklaruje chęć karmienia piersią, a rezygnuje z niego po paru tygodniach najczęściej spowodowane jest bólem, obawą o zdrowie dziecka, a te często wynikają z braku realnego wsparcia otoczenia i personelu medycznego. Instruktaż prawidłowego przystawienia noworodka, pozycja ciała, odchylenie główki, ocena wędzidełka, ocena dolegliwości ze strony mamy powinny odbyć się kilkukrotnie w pierwszych tygodniach. Wszystkie te czynniki wpływają na to, czy dziecko najada się, czy prawidłowo przybiera na masie, czy karmienie jest dla mamy komfortowe. Czasami mamy, kończą karmienie przed zajściem w kolejna ciążę. Z biologicznego punktu widzenia nie muszą tego robić, jeśli nie ma wskazań medycznych, a jeśli  chcą, to jest wystarczający powód.

Aneta Korcza: - Na pewno warto próbować kończyć karmienie jak najmniej agresywnie. To znaczy stopniowo, rozkładając ten proces w czasie. Bywa, że mama jest zmuszona sytuacją, żeby przestać karmić jak najszybciej. Wtedy zdarza się, że przepisywane są leki, inhibitory prolaktyny, które szybko hamują laktację, ale z kolei skutki uboczne mogą być bardzo dokuczliwe. Takie rozwiązanie jest wskazane w pewnych sytuacjach, ale na pewno nie powinno się po nie sięgać rutynowo. Kończenie karmienia to długi proces, może trwać kilka tygodni, a nierzadko kilka miesięcy. Karmienie kilkulatka odbywa się często raz dziennie lub co parę dni. Ale chcę uspokoić – samoodstawienie nastąpi na pewno zanim dziecko pójdzie do szkoły.

Nie tylko w głowie

Aneta Korcz wylicza sposoby wspierające proces odstawiania. Po pierwsze: to sukcesywna redukcja karmień (produkcja mleka będzie się zmniejszać na zasadzie popytu i podaży). Po drugie: zaangażowanie innych, w tym partnera, w kontakt z dzieckiem, kiedy prosi ono o pierś (może pomóc wyjście mamy na spacer). Po trzecie: przeniesienie uwagi dziecka na coś innego co ono lubi, na przykład zabawę, czytanie. Po czwarte: zaproponowanie alternatywy: wody, mleka z kubka, czegoś do zjedzenia. Jeśli jesteśmy w trakcie procesu odstawiania, a jednak zdecydujemy się na podanie piersi, to warto wcześniej zaproponować coś do picia. Po piąte - zapewnienie, że malec zawsze może się przytulić. Po szóste - odciągnięcie karmienia w czasie (po kąpieli, po śniadaniu, po przedszkolu). Albo wymyślenie nowego rytuału w zamian za jedno karmienie. Warto być konsekwentnym i nie proponować piersi, kiedy dziecko nie wspomina, tak na pocieszenie, ale też nie mówić bezwzględnie „nie”, kiedy prosi. Raczej warto unikać rozpoczęcia odstawiania wtedy, gdy w życiu dziecka zachodzą duże zmiany, na przykład idzie do przedszkola. Trzeba liczyć się z przejściowymi, możliwymi konsekwencjami odstawienia dla mamy, to jest z obniżeniem nastroju, przepełnieniem piersi, zapaleniem gruczołu (najczęściej przy nagłym odstawieniu) i wiedzieć, jak im zaradzić. Dobrze jest ograniczyć produkty wzmagające laktację (słód jęczmienny) oraz mieć kontakt do lekarza lub specjalisty laktacyjnego.

Tu i ówdzie słyszy się obawy, że długie karmienie piersią zagraża autonomii malca.

- Jest wręcz przeciwnie – odpowiada Aneta Korcz. – Mówią o tym zarówno badania, jak i moje doświadczenie. Obserwuję mianowicie, że karmienie piersią umacnia poczucie bezpieczeństwa dziecka, a to z kolei buduje jego poczucie własnej wartości, a więc także autonomię.  Na poczucie bezpieczeństwa i wspieranie autonomii wpływa wszystko co robimy: pozwalanie na samodzielność w innych sferach, rozumienie  tego, co dziecko sygnalizuje, okazywanie bliskości w innych sytuacjach niż karmienie piersią. Jeżeli akt karmienia piersią jest jedynym momentem, kiedy dziecko jest z mamą blisko to odstawienie może być trudniejsze, bo dziecko będzie zabiegać właśnie o tę bliskość.

Marta Moeglich: - Mówi się, że karmienie siedzi w głowie. My, promotorki karmienia, nie lubimy tego określenia. Bo kobiety się obwiniają, jeśli coś potem pójdzie nie tak. Myślą: z tą moją głową chyba nie jest w porządku, skoro zawaliłam, widocznie za mało się staram, za mało chcę. Głowa jest oczywiście ważna, ale czasem nie przeskoczymy tego, co ktoś nam wcześniej rozwalił. Bardzo często dużo złego dzieje się w szpitalach. Jeśli mama nie dostała tam wsparcia od specjalistów i nie rozkręciła laktacji, to czasem trudno jej to naprawić. No chyba że wykaże się dużym samozaparciem, zainwestuje w doradczynie laktacyjne, bo to też kosztuje, choć to wciąż będą mniejsze pieniądze niż cena karmienia mieszanką.

Promotorki karmienia podkreślają: karmienie piersią jest naturalne, ale nie znaczy, że łatwe. Matka i dziecko mają wszystko, co do karmienia niezbędne od strony fizjologicznej. Ale karmienia trzeba się najzwyczajniej w świecie nauczyć. A do tego potrzeba edukacji i wsparcia.

  1. Styl Życia

Poznaj siłę kobiecości w nowym miejscu

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Kobiety przeszły długą drogę aby znaleźć się w miejscu, w którym jesteśmy teraz. Coraz odważniej poruszamy tematy naszych potrzeb, marzeń i praw. Jednak mimo naszej siły, kobiety nadal spotykają się z brakiem zrozumienia. Portal My-V.pl powstał aby wesprzeć, doradzić i odpowiedzieć na pytania uważane przez niektórych za kontrowersyjne.

Kobiecość zawsze i wszędzie

My-V.pl jest portalem, dla którego nie ma tematu tabu. Możemy tam znaleźć artykuły, które dla innych portali są zbyt sporne. Inni nie chcą ich poruszać, ale nie zmienia to faktu, że my – kobiety, jesteśmy osobami ceniącymi seksualność i chcemy znać odpowiedzi na pytania, których wielu nie ma odwagi zadać.

Poza Polską na temat seksualności mówi się, w porównaniu do naszego kraju, wręcz ochoczo. I nie ma w tym nic złego. Kto nie pamięta momentu z kultowego serialu „Przyjaciele”, w którym idealnie przedstawione są potrzeby kobiet i „łatwa instrukcja” odnośnie ich zaspokojenia? Chodzi oczywiście o Monice doradzającą Chandlerowi o tym jak znaleźć siódmy punkt i jak poruszać się pomiędzy punktami od 1 do 6.

Jeżeli chodzi o kolejny przykład, to nie ma co daleko szukać i można skupić się na znanym serwisie, jakim jest Netflix. W Grace&Frankie mamy dwie dojrzałe kobiety, które w oczach wielu widzów mogłyby się mylnie wydawać za stare, aby wciąż prowadzić aktywne i spełnione życie seksualne. Jednak one innowacyjnie wprowadzają kolejne produkty do sfer intymnych, szokując tym widzów.

Klasa i bajeczność

My-V.pl można również wpisać do sfery innowacyjności – portal porusza tematy, które są trudne bądź do tej pory niezbyt chętnie poruszane. Na My-V.pl panuje przyjemna atmosfera, w której kobieta jest dla kobiety. Doradzi, wesprze, po prostu będzie obok. Zagłębiając się w cudowny świat kobiecości, seksualności i rozwoju, kobieta zdaje sobie sprawę z tego, że żadna część jej jestestwa nie jest zła. Czytelniczka zobaczy, że nie ma się czego wstydzić, ani pod względem ciała, ani swojego umysłu.

Jeśli ktokolwiek, kiedykolwiek zastanawiał się co my kobiety zrobiłybyśmy w życiu bez mężczyzn, to poprawna odpowiedź jest tylko jedna – WSZYSTKO. Kobieta jest zdolna do wszystkiego. Nie ma rzeczy, zadania ani sytuacji, której kobieta by nie podołała.

My-V.pl potrafi śmiało ogłosić światu wiele kwestii. Oznajmia - tak, jesteśmy kobietami i jesteśmy matkami, żonami, kochankami, szefami. I jesteśmy w tym dobre. Tak jesteśmy kobietami, mamy waginy i lubimy seks. I mamy do tego prawo. Mamy klasę i bajeczność, czyli dwie rzeczy, które powinna mieć kobieta według Coco Chanel.

Nie tylko żona

Kobiety ostatnimi czasy pokazały na co je stać. Feminizm nie jest już czymś o czym kobiety szepczą między sobą. Jest śmiałym ruchem, który idealnie podkreśla naszą siłę. Doszłyśmy do tej chwili, w której mamy odwagę wyjść i wykrzyczeć nasze myśli. My-V.pl również „krzyczy”, ale w internecie - poruszając tematy edgingu, wulwodyni czy kamasutry.

Seksualność nie jest jednak jedynym tematem poruszanym na blogu. Tak jak kobiety My-V.pl jest o wiele bardziej rozbudowane. Nie określamy się tylko mianem, np. żon, bo jesteśmy również artystkami, pracownikami, kucharkami, tak i My-V.pl nie skupia się tylko na jednym temacie. Można tam znaleźć artykuły odnośnie samorozwoju, kariery, kultury czy nauki. Przeczytamy tam o kobietach z branży technologicznej, ale i o tym jak zarządzać własnym czasem.

Portal M-V.pl to miejsce dla wszystkich kobiet – tych, które są już pewne siebie i tego kim są oraz tych, które potrzebują zainspirowania i wsparcia w samorozwoju.

  1. Kuchnia

Croissant zwany "lagunem" - 3 przepisy na domowe rogaliki francuskie

Maślany, ręcznie robiony croissant prosto z piekarnika to coś naprawdę wspaniałego. Przygotowanie ciasta wymaga jednak czasu. (Fot. iStock)
Maślany, ręcznie robiony croissant prosto z piekarnika to coś naprawdę wspaniałego. Przygotowanie ciasta wymaga jednak czasu. (Fot. iStock)
Croissant zwany "lagunem" podbija Internet. Po tym jak mieszkanka Krakowa pomyliła francuski rogalik wiszący na drzewie z groźnym potworem, cała historia stała się czołowym tematem żartów w sieci. Podpowiadamy, jak wykonać ten przysmak samodzielnie w domu.

Croissanty przechodzą właśnie swój renesans. Wszystko za sprawą niecodziennego wydarzenia, do którego doszło w ubiegłym tygodniu na jednym z krakowskich osiedli. Zaczęło się od wezwania Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami przez jedną z mieszkanek Nowej Huty. Zaniepokojona kobieta powiadomiła organizację, że tajemniczy zwierz - "lagun" (zapewne miała na myśli legwana) - siedzi na drzewie i straszy mieszkańców bloku. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że straszydłem jest zawieszony na gałęzi... francuski rogalik, czyli croissant.

Zabawna historia błyskawicznie stała się jednym z głównych tematów komentowanych w Internecie, a sam "lagun" zrobił międzynarodową karierę - o zdarzeniu pisały nie tylko polskie media, ale też zagraniczne, m.in. portal BBC i "Le Parisien". Historia groźnego croissanta rozbawiła również samego króla horroru Stephena Kinga, a także filmowego Luke'a Skywalkera, czyli Marka Hamilla. Pisarz i aktor skomentowali zajście na swoich profilach w mediach społecznościowych. Do tego należy dodać cała masę memów, które od tygodnia krążą po sieci i mamy prawdziwy hit Internetu. W dzisiejszych pandemicznych czasach właśnie takich wiadomości nam potrzeba - pozytywnych i wywołujących uśmiech na twarzy.

Croissant - przysmak francuskiej kuchni

Croissanty na śniadanie, owocowe tarty na podwieczorek… Takimi słodkościami zajadają się Francuzki. Jak to możliwe, że zachowują nienaganną figurę? Sekret jest bardzo prosty: regularność posiłków i umiar. Jednak czymże byłoby życie bez odrobiny szaleństwa i zapomnienia? Mieszkanki Francji to kobiety niesamowicie pewne siebie i czerpiące z życia całymi garściami. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, ze to właśnie francuzi zapoczątkowali śniadania na słodko, których głównym elementem są rogaliki z delikatnego ciasta, podawane z owocami, dżemami lub klasycznie, tylko z caffe au lait.

Prawdziwe croissanty robione są z ciasta z bardzo dużą zawartością masła i choć uważa się, że klasyki nie należy zmieniać, istnieje niezliczona ilość wariacji na temat tych wypieków. Można dodać do ciasta orzechy, na przykład migdały, albo zrobić pastę, którą je nadziejemy. Bardzo ciekawym pomysłem jest również przyrządzenie ich na słono, z serem cheddar. Wszystkie przepisy na francuskie przysmaki prezentuje Anna Olson, amerykańska cukierniczka, autorka i gospodyni wielu programów kulinarnych.

Croissanty klasyczne

Maślany, ręcznie robiony croissant prosto z piekarnika to coś naprawdę wspaniałego. Trzeba pamiętać, że przygotowanie ciasta wymaga czasu, zarezerwuj więc go sobie. Na szczęście croissanty można mrozić.

Przepis na około 30 croissantów Détrempe:

  • 3 ½ szklanki mąki
  • 1 szklanka wody w temperaturze pokojowej
  • ½ szklanki mleka 2% w temperaturze pokojowej
  • 5 łyżek stołowych cukru
  • 2 ¼ łyżeczki (1 paczka) suchych drożdży instant
  • 1 ¼ łyżeczki soli
  • 2 łyżki stołowe niesolonego masła w temperaturze pokojowej
Beurrage:
  • 1 ¼ szklanki niesolonego masła w temperaturze pokojowej
  • 1 jajko zmiksowane z 2 łyżkami stołowymi wody, do smarowania
Sposób przygotowania:
  1. Przygotuj mikser wyposażony w hak do ciasta i miksuj mąkę, wodę, mleko, cukier oraz drożdże przy niskiej prędkości. Następnie dodaj sól. Zwiększ prędkość o stopień wyżej i ugniataj przez około 4 minuty, po dwóch minutach dodaj masło. Uformuj ciasto na kształt prostokąta (będzie miękkie), połóż je na tackę do pieczenia wyłożoną papierem i przykryj ręcznikiem oraz folią spożywczą. Odstaw ciasto na 90 minut, następnie włóż je do lodówki na co najmniej godzinę (maks. 8 godzin).
  2. Uformuj masło na 8 calowy kwadrat. W razie potrzeby schłodź je w lodówce, masło powinno mieć taką samą konsystencję jak schłodzone ciasto – temperatury mogą być różne, ważna jest elastyczność.
  3. Posyp stolnicę mąką, wyłóż schłodzone ciasto i wałkuj na kształt kwadratu o szerokości około 14 cali. Na środku połóż masło, obrócone tak aby rogi masła były po środku każdego boku ciasta. Złóż rogi ciasta owijając masło niczym kopertą i delikatnie ściśnij brzegi. Rozwałkuj ciasto na prostokąt o długości około 20 cali i zawiń ciasto. Połóż je ponownie na tacce, przykryj ręcznikiem oraz folią i schładzaj przez 1 do 8 godzin.
  4. Powtórz wałkowanie i zawijanie jeszcze dwa razy, obracając ciasto o 90° przed każdym wałkowaniem i schładzając je przez 1 do 8 godzin przed każdym zawijaniem. Daj ciastu odpocząć przez 4 do 12 godzin.
  5. Aby zrobić 12 zwykłych croissantów, odmierz około 20 uncji ciasta, resztę przechowaj w lodówce. Na posypanej mąką stolnicy rozwałkuj ciasto na prostokąt o wymiarach 16 na 12 cali. Potnij ciasto na pół w poziomie i z każdej połowy wytnij 6 trójkątów.
  6. Zwijaj croissanty od krótkiego boku każdego trójkąta. Zwiniętego croissanta uformuj na kształt półksiężyca. Gotowe croissanty połóż na tackę wyłożoną papierem do pieczenia pozostawiając między nimi odstępy minimum 3 cali. Przykry je ręcznikiem i folią spożywczą. Pozwól im rosnąć przez 2 godziny.
  7.  Podgrzej piekarnik do 375 °F.  Pędzelkiem posmaruj croissanty jajkiem i piecz je przez 15 minut aż staną się złociście brązowe.
Croissanty są najlepsze w dniu pieczenia. Jeśli chcesz przygotować je z wyprzedzeniem, możesz zrobić ciasto, ugnieść je i wyciąć oraz uformować croissanty, które można zamrozić na tacce do pieczenia i przechowywać w pojemniku. Przed pieczeniem powinny się całkowicie rozmrozić. Należy odczekać około 3 godziny.

Croissanty migdałowe

Przepis na 6 croissantów:
  • 2 łyżek stołowych mielonych migdałów
  • 1 ½ łyżki stołowej cukru
  • 2 łyżeczki niesolonego masła w temperaturze pokojowej
  • łyżeczka ekstraktu migdałowego
  • 8 uncji ciasta do croissantów
  • 1 jajko zmiksowane z 2 łyżkami stołowymi wody, do smarowania
  • Płatki migdałów do posypania
  • Cukier puder, do poprószenia
Sposób przygotowania:
  1. Wymieszaj mielone migdały, cukier, masło oraz ekstrakt w małej misce i odstaw na bok.
  2. Na posypanej mąką stolnicy rozwałkuj ciasto na duży kwadrat o przekątnej około 9 cali. Potnik ciasto na pół w poziomie i z każdego kawałka wytnij po 3 trójkąty.
  3. Nałóż łyżeczkę mieszanki migdałowej na brzeg krótkiego boku trójkąta. Zacznij zwijać croissanta z tej strony.  Połóż croissanta tak aby szczyt trójkąta znajdował się na dole. Ściśnij końcówki croissanta (aby nie uronić farszu). Wyłóż na tackę pokrytą papierem do pieczenia zostawiają 3 cale odstępu między croissantami. Przykryj ręcznikiem i folią spożywczą. Odstaw croissanty na dwie godziny.
  4. Podgrzej piekarnik do 375 °F.  Posmaruj croissanty jajkiem, posyp płatkami migdałów i piecz przez około 15 minut aż staną się złocistobrązowe.  Odstaw aby się schłodziły, przed podaniem posyp cukrem pudrem.
Croissanty są najlepsze w dniu pieczenia. Jeśli chcesz przygotować je z wyprzedzeniem, możesz zrobić ciasto, ugnieść je i wyciąć oraz uformować croissanty, które można zamrozić na tacce do pieczenia i przechowywać w pojemniku. Przed pieczeniem powinny się całkowicie rozmrozić. Należy odczekać około 3 godziny.

Croissanty serowe

Przepis na 6 croissantów:
  • ½ szklanki grubo startego sera cheddar, plus trochę do posypania
  • 1 ½ łyżki stołowej mąki
  • 8 uncji ciasto do croissantów
  • 1 jajko zmiksowane z 2 łyżkami stołowymi wody, do smarowania
Sposób przygotowania:
  1. Wymieszaj ser oraz mąkę i odstaw na bok.
  2. Na posypanej mąką stolnicy rozwałkuj ciasto na duży kwadrat o przekątnej około 9 cali. Potnij ciasto na pół w poziomie i z każdego kawałka wytnij po 3 trójkąty.
  3. Nałóż łyżeczkę sera na brzeg krótkiego boku trójkąta. Zacznij zwijać croissanta z tej strony.  Połóż croissanta tak aby szczyt trójkąta znajdował się na dole. Ściśnij końcówki croissanta (aby nie uronić farszu). Wyłóż na tackę pokrytą papierem do pieczenia zostawiają 3 cale odstępu między croissantami. Przykryj ręcznikiem i folią spożywczą. Odstaw croissanty na dwie godziny.
  4. Podgrzej piekarnik do 375 °F.  Posmaruj croissanty jajkiem, posyp resztą sera i piecz przez około 15 minut aż staną się złociście brązowe. Przed podaniem pozwól croissantom ostygnąć.
Croissanty są najlepsze w dniu pieczenia. Jeśli chcesz przygotować je z wyprzedzeniem, możesz zrobić ciasto, ugnieść je i wyciąć oraz uformować croissanty, które można zamrozić na tacce do pieczenia i przechowywać w pojemniku. Przed pieczeniem powinny się całkowicie rozmrozić. Należy odczekać około 3 godziny.

  1. Psychologia

Śpij, Kochanie

Dziecko jest na ogół doskonale regulowane przez zegar dobowy, tylko rodzice muszą sami się doregulować. I zastanowić, w jakim stanie umysłu i serca siadają przy jego łóżeczku. (Ilustarcja: Katarzyna Bogucka)
Dziecko jest na ogół doskonale regulowane przez zegar dobowy, tylko rodzice muszą sami się doregulować. I zastanowić, w jakim stanie umysłu i serca siadają przy jego łóżeczku. (Ilustarcja: Katarzyna Bogucka)
Dziecko w łóżku z nami czy osobno? Usypiać czy zostawiać, aż samo zaśnie? Na pytania zmęczonych zarwanymi nocami rodziców odpowiada psychoterapeuta Wojciech Eichelberger. 

Kiedy małe dziecko powinno samo zasypiać? Nie ma tu reguły, każde dziecko jest inne.

To kiedy powinniśmy je tego uczyć? Im wcześniej, tym lepiej? Bo to przecież jeden ze sposobów kształcenia jego autonomii. Do drugiego roku życia staramy się dziecka nie frustrować. To nie czas na budowanie jego autonomii, jest to natomiast czas na szybkie, adekwatne zaspokajanie rozwojowych potrzeb dziecka. Nie ma obawy, nie stracimy czasu, bo zaspokojenie tych potrzeb we wczesnym okresie życia dobrze posłuży szybkiemu osiągnięciu przez dziecko autonomii w przyszłości. Nie ma przebacz, jeśli ktoś decyduje się na dziecko i chce je dobrze wychować – co znaczy: szybko uniezależnić – musi to sobie wziąć do serca. I nie dajmy się zwieść w tej sprawie żadnym pseudonaukowym nowinkom. Na przykład takim, że jeśli dziecko będziemy zamykać na noc w ciemnym pokoju i pozwalać mu płakać tak długo, aż wymęczone i przerażone zaśnie, to mu to w przyszłości wyjdzie na dobre.

A nie jest tak, że czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał? W okresie do dwóch lat, gdy dziecko jest zupełnie bezradne i zdane na opiekę rodziców, najważniejsze jest jego poczucie bezpieczeństwa i ważności. Doświadczenie tego, że mimo braku jakichkolwiek osiągnięć i sprawiania tak wielu kłopotów jest najważniejszą istotą na świecie dla tych dwojga ludzi, którzy sprowadzili je na świat. Poczucie bezpieczeństwa i wartości, jeśli mocno się w dziecku zakorzeni, będzie niezastąpionym skarbem na resztę jego życia. Dlatego nie słuchajmy pseudowychowawczych porad, których większość powstała w Prusach w czasie rewolucji przemysłowej, bo w istocie służyły one nie dobru dziecka, lecz wyłącznie temu, żeby rodzice jak najprędzej wracali do fabryk, kopalń i tkalni. To była wielka manipulacja służąca systemowi, a nie dziecku czy rodzicom.

Jak wobec tego to, co mówisz, ma się do filozofii wychowania dzieci w innych krajach, na przykład we Francji? Tam lekarz pediatra zaleca rodzicom: proszę kłaść niemowlę do łóżeczka i je „wypłakać”, bo w ten sposób szybko przyzwyczai się do samodzielnego zasypiania. To podobno działa, dzieci rzeczywiście szybko się tego uczą. A jakie mają wyjście? Każda żywa istota, nawet w skrajnie niebezpiecznej, grożącej życiu sytuacji, w końcu zaśnie. To może dobrze służyć jedynie komfortowi rodziców. A dalekosiężne konsekwencje tego okrucieństwa dla psychiki człowieka terapeuci widzą po latach w swoich gabinetach w postaci zaburzeń depresyjno-lękowych.

To służy, jak tłumaczą we Francji, temu, żeby rodzice odpoczęli, bo to pozwala im zachować dobrą kondycję fizyczną i psychiczną. Służy też temu, żeby mogli uprawiać seks, co jest trudne, gdy dziecko śpi razem z nimi. A w jaki sposób w uprawianiu seksu przeszkadza im dwuletnie śpiące dziecko? Wystarczy tylko zapewnić sobie wystarczająco duże łóżko albo łóżeczko dziecka postawić tuż obok materaca rodziców – i po kłopocie.

Lekarze z Centrum Badania Snu Dziecka w Bostonie twierdzą, że każdego malca można w ciągu kilku dni nauczyć zasypiania i przesypiania całej nocy. To dla rodziców umęczonych nocnym wstawaniem nęcąca propozycja. Co w niej złego? Oczywiście, że dziecko zostawione samo sobie w końcu zaśnie, tak jak zaśnie żołnierz w ostrzeliwanym okopie, gdy będzie dostatecznie zmęczony. Nie ma nic odkrywczego w tej okrutnej procedurze. Dziecko w wieku do dwóch lat powinno do woli korzystać z bliskości i obecności rodziców. To jedyny taki okres w naszym życiu pozwalający doświadczyć miłości, ciepła, troski, poczucia bezpieczeństwa, a także bezwarunkowo ofiarowanego poczucia własnej wartości.

Bostońscy lekarze przekonują, że można z miłością i bez naruszania bezpieczeństwa dziecka uczyć je samodzielnego zasypiania. Pokazują, jak to robić nieinwazyjnie. Na przykład czule pożegnać dziecko, odłożyć na minutę do łóżeczka, pojawić się, kiedy protestuje, znów wyjść na minutę. I tak aż do skutku. Według nich taka nauka zasypiania skutkuje też tym, że dziecko będzie zasypiać samo, gdy się przebudzi w nocy. Po co tyle trudu? Dziecko przecież i tak zacznie zasypiać i spać samo. Po roku, maksimum dwóch bezwarunkowego i bezstresowego dopieszczenia, gdy będzie czuło się komfortowo, bezpiecznie, samo zaśnie w swoim łóżeczku. Wyjmuje mu się tylko jeden szczebelek, żeby mogło, jeśli poczuje taką potrzebę, przejść do rodziców. Nie mówię tego teoretycznie, sam przez to przeszedłem. Z matką moich synów urządziliśmy sypialnię tak, że mieliśmy ogromną platformę do spania. Synowie zajmowali miejsce za naszymi głowami, w niczym nam nie przeszkadzali, a my byliśmy spokojni, bo mogliśmy w każdej chwili ich dotknąć, pogłaskać, chwycić za nogę lub rękę, uspokoić i dalej spać. Gdy dostali swoje łóżeczka, to z radością poszli spać do swojego pokoju.

Widzisz jakieś „za” w uczeniu dziecka samodzielnego zasypiania? Nie widzę żadnego. Spanie to naturalny proces, nie trzeba dziecka w tym trenować. Powtórzę: jeśli zapewni mu się poczucie bezpieczeństwa, troskę i miłość, to wszystko przebiegnie naturalnie i szybko.

Nie do końca tak bywa. Znam rodziców, którzy nie przespali całej nocy od pięciu lat. Dziecko wciąż domaga się ich obecności w nocy i nie chce słyszeć o spaniu w swoim pokoju. Jego mama powiedziała mi, że żałuje, że nie przysposabiała go do samodzielnego spania. Dzieci są różne. A poza tym za ich problemem ze spaniem mogą kryć się jakieś zaburzenia somatyczne lub trudne emocje i napięcia między rodzicami. Dorośli powinni więc przyjrzeć się też sobie. Dziecko tej mamy z jakichś powodów potrzebuje nadal jej bliskości i wsparcia. Oczywiście można doprowadzić bezbronne dziecko do rezygnacji z jego ważnych potrzeb i wychować dorosłego, który nie będzie rozpoznawał sygnałów nadawanych przez własny organizm i nie będzie wiedział, jak na nie odpowiadać.

We Francji nie widać jakichś strasznych skutków. Pewna pisarka pracująca w bogatej francuskiej wielodzietnej rodzinie opowiadała mi, że gdy kilkumiesięczne niemowlę, wykąpane i nakarmione, odnoszono do swojego pokoju, wszyscy zasiadali do kolacji i nikomu nie przeszkadzał płacz dochodzący zza ściany. Starsze dzieci, zapewne wcześniej też tak trenowane, wydawały się szczęśliwe, a od polskich różniło je tylko to, że były bardziej zdyscyplinowane. Ci pozbawieni empatii rodzice byli zapewne wychowani w chłodnym, bezuczuciowym reżimie, więc tak też wychowywali swoje dzieci. To transpokoleniowa fala: „Skoro ja dostałem w kość w dzieciństwie od swoich rodziców, to moje dzieci dostaną w kość ode mnie”. Niestety, we Francji powszechną praktyką jest to, że trzymiesięczne dziecko oddaje się do żłobka. Trenowanie niemowląt w samotnym zasypianiu to część tego samego sposobu myślenia o wychowaniu dziecka – systemu, który racjonalizuje egoizm rodziców, w którym ich potrzeby stają się ważniejsze od potrzeb dziecka. A konsekwencje są takie, że Francja jest krajem o największej liczbie singli i rozwodów w Europie. Bo jeśli człowiek nie zaspokoił w dzieciństwie potrzeby bezpieczeństwa, doznawania troski i bezwarunkowej miłości, to będzie tego obsesyjnie szukał w swoich dorosłych związkach, nieustannie zmieniając partnerów w próżnej nadziei, że ta kolejna osoba będzie w stanie to dostarczyć. Będzie więc – jak małe dziecko – nastawiony wyłącznie na branie, wiecznie niezadowolony z tego, co dostaje, i nieskory do rezygnacji ze swoich planów i potrzeb na rzecz innych. Dotyczy to również stosunku do dzieci.

Decydując się na dziecko, musimy z góry założyć, że rezygnujemy z wielu naszych potrzeb. Jeśli je kochamy, będzie nam to łatwiej zrobić, rezygnacja nie będzie bolesna. Jeśli natomiast dziecko ma być tylko zadaniem, projektem lub dodatkiem do facebookowego obrazka szczęśliwego życia, to lepiej pozostać bezdzietnym.

Badacze snu twierdzą, że dzieci, które nie potrafią same zasypiać, nie są wcale dziećmi z problemami. Wprost przeciwnie – są bardzo pojętne. Szybko uczą się, że gdy głośno domagają się obecności przy zasypianiu mamy, i są w tym konsekwentne, to mama to życzenie spełni. Czy nie ma obawy, że w ten sposób wychowamy terrorystę? Jeśli od początku trzeciego roku życia dziecka nie zaczniemy stopniowo wymagać od niego większej samodzielności, to może się tak stać. Ale człowiek ma pewną hierarchię potrzeb. Kiedy zostaną zaspokojone te podstawowe, jak poczucie bezpieczeństwa, przechodzi on niejako do zaspokajania następnych. Oczywiście dzieci nie są duplikującymi się klonami, każde potrzebuje czego innego. Ale wszystkie bez wyjątku potrzebują miłości i bezpieczeństwa. Przedwczesny trening i zbyt duże wymagania sprawią, że choć dziecko w końcu się do tego dostosuje, to jednak poniesie w swoją dorosłość wiele deficytów i ograniczeń, które bardzo skomplikują mu życie. Jestem pewny, że badania cytowanych przez ciebie lekarzy nie uwzględniają tych długofalowych konsekwencji.

Do jakiego wieku spanie z dzieckiem w jednym łóżku jest dobrym rozwiązaniem? To indywidualna sprawa. Na pewno wygodne jest wtedy, gdy mama karmi piersią, co nie powinno trwać dłużej niż rok*, czyli do czasu, gdy dziecku urosną zęby, których pojawienie się jest sygnałem tego, że czas usamodzielniać dziecko w dziedzinie odżywiania. Ale w okresie karmienia wspólne legowisko naprawdę się sprawdza. Trzeba znaleźć złoty środek między potrzebami dziecka i naszymi, żeby też nie wychować "potwora"**, który nas terroryzuje. Ale to nie grozi dziecku do drugiego roku życia.

Przywołam tu ogólną zasadę, zaczerpniętą z mądrości Wschodu, gdzie dzieci bardzo szybko uniezależniają się i stają się autonomicznymi ludźmi. Zasada jest następująca: przez pierwsze pięć lat rodzice są niewolnikami potrzeb swojego dziecka, od 5 do 15 lat dziecko jest niewolnikiem swoich rodziców (wtedy następuje proces socjalizacji), a od 15. roku życia stopniowo staje się ich partnerem. W myśl tej zasady dzieci hinduskie od urodzenia pozostają w stałym kontakcie z matką, są noszone w chuście, czują jej zapach i słyszą bicie jej serca. Wzrastające w takim poczuciu bezpieczeństwa maluchy szybko stają się samodzielne i odważne. Dopieszczone i dokochane, szybko podążają w kierunku coraz większej autonomii i emocjonalnie dojrzewają. Podobnie dzieje się w innych kulturach.

Usypianie dziecka bywa utrapieniem rodziców. Znam takich, którzy muszą wozić synka autem, bo twierdzą, że tylko wtedy zasypia. Rytuały z zasypianiem są ważne, to nie ulega wątpliwości. Które z nich są według ciebie najważniejsze? Spokój rodziców i zadbanie o ich własny rytm dobowy. Dobrze na przykład o zmroku zmniejszyć oświetlenie domu, zapalać żółte światło, nie włączać telewizora, laptopa. Jeżeli rodzice sami wejdą w stan resetu, odpoczynku, wyciszenia, to dziecko za tym pójdzie. Dziecko jest na ogół doskonale regulowane przez zegar dobowy, tylko rodzice muszą sami się doregulować, a też zastanowić, jakim wzorcem są dla dziecka i w jakim stanie umysłu i serca siadają przy jego łóżeczku, dotykają go czy karmią. Czy tam jest duża doza irytacji, zniecierpliwienia, niechęci, złości? Jeżeli tak, to trzeba zastanowić się nad sobą, a nawet pójść do psychologa czy terapeuty i zapytać, dlaczego taką niechęcią reaguję na swoje dziecko, dlaczego mam tak mało cierpliwości, tak mało serca, dlaczego jest we mnie takie napięcie, dlaczego czuję się obrabowywany z energii i czasu przez swoje własne dziecko, które zaprosiłem na ten świat. Trzeba zadać sobie takie niewygodne pytania, a nie tresować dziecko po to, żeby od tych pytań uciec i żeby było nam wygodniej.

Nie ma jedynej recepty na wychowanie. Rodzice powinni po prostu ufać sobie, to chyba najlepszy drogowskaz. To prawda. Trzeba przyjąć założenie, że dziecko to nie tabula rasa. Przychodzi na świat już z pewnym bagażem zapisanym w genach. Niektórzy mówią, że rodzi się z kwantowym programem, który ma swoją historię i dynamikę, więc rodzi się w nieprzypadkowym miejscu i ma nieprzypadkowych rodziców. Jeżeli można sformułować ogólną zasadę, to taką: do drugiego roku życia wyposażamy dziecko w poczucie bezpieczeństwa i bezwarunkową miłość, która nie stawia żadnych wymagań typu: śpij na żądanie, jak najszybciej usiądź na nocniku, zacznij kontrolować zwieracze, najlepiej to bądź gotowy na rozstanie ze mną w szóstym miesiącu życia i zaakceptuj żłobek, bo chcę wrócić do pracy. Takie wygórowane przedwczesne wymagania to emocjonalna przemoc wobec dziecka i racjonalizacja rodzicielskiego egoizmu. Oczywiście zawsze będą od tego jakieś wyjątki ze względu na predyspozycje dziecka, cechy charakteru rodziców i poziom ich osobistego rozwoju. Bo nawet jeśli namówimy rodziców do tego, żeby traktowali dziecko przez dwa lata w taki sposób, jaki tu proponuję, a oni do tego wewnętrznie nie dorośli, to i tak nie dostarczą dziecku poczucia bezpieczeństwa, ważności, bezwarunkowej miłości. Bo chociaż na poziomie praktycznym wprowadzą w życie wszystkie zasady, to fakt, że będą zniecierpliwieni, źli, a nawet wrogo nastawieni do dziecka, zniweczy ich wysiłki. Stąd zasada, że mniej ważne w sprawach międzyludzkich jest to, co robimy, a najważniejsze to, w jakim stanie ducha, serca i umysłu jesteśmy, gdy to robimy.  

Wojciech Eichelberger, psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

* Od redakcji: Zdanie o karmieniu piersią, sugerujące, że nie powinno ono trwać dłużej niż rok to nasz błąd, za który przepraszamy. Wszelkie kwantyfikatory, a zwłaszcza określenie „powinno się” w odniesieniu do karmienia piersią, są niedobre. KAŻDA matka robi w tej kwestii tak, jak uważa, jak może. Karmi piersią, zgodnie z wytycznymi WHO, czyli do 6. miesiąca życia dziecka wyłącznie piersią, a potem - rok, dwa, trzy, czy do 6. roku życia. Szacunek i zrozumienie należy się też matkom, które  z różnych powodów nie mogą karmić.

** Używając tego słowa chciałem zwrócić Czytelniczkom uwagę na konieczność stopniowego stawiania dziecku  granic w sytuacjach, gdy narusza lub/i nadużywa rodzicielską przestrzeń (łóżko, miejsce i narzędzia pracy, toaletę i łazienkę), czas zarezerwowany dla rodziców, a także granice rodzicielskiego ciała. Pierwsze wymagania związane z przestrzeganiem tych granic mogą się zacząć pojawiać już na początku trzeciego roku życia. To bardzo ułatwi dziecku adaptację do sytuacji przedszkola i do zasad współżycia w grupie rówieśniczej - a także wśród dorosłych. W kontekście wieloletniego karmienia piersią nie stawianie granic z wolna instaluje w umyśle już nawet trzyletniego dziecka tendencję do instrumentalnego traktowania matki. Wiele długokarmiących matek, z którymi miałem do czynienia przy okazji ich terapii, opowiadało mi o tym, że ich nawet 5-6 letnie dzieci potrafiły agresywnie i aktywnie (np.  zadzierając mamie bluzkę ) domagać się natychmiastowego dostępu do piersi, gdy tylko z jakiś powodów poczuły się sfrustrowane. Zdarzało się to także w sytuacjach towarzyskich i w miejscach publicznych. Nie ulega wątpliwości, że takie zachowanie świadczy nie tylko o instrumentalnym i uprzedmiotowującym stosunku do matki lecz także o silnym uzależnieniu dziecka od piersi matki oraz braku zdolności do autonomicznego radzenia sobie z trudnymi emocjami." Wojciech Eichelberger