1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Dlaczego mamy są dobrymi pracownikami?

Dlaczego mamy są dobrymi pracownikami?

123rf.com
123rf.com
Jeszcze kilkanaście lat temu pracodawcy niechętnie zatrudniali matki wracające do pracy po urlopie macierzyńskim. Dziś niemal trzy czwarte Polaków uważa, że mamy są dobrymi pracownikami...

Jeszcze kilkanaście lat temu pracodawcy niechętnie zatrudniali matki wracające do pracy po urlopie macierzyńskim. Dziś, jak wynika z raportu agencji Work Service, niemal trzy czwarte Polaków uważa, że mamy są dobrymi pracownikami, a 15 procent sądzi, że znacznie lepiej radzą one sobie z codziennymi obowiązkami niż inni członkowie zespołu.

Pracodawcy coraz częściej dostrzegają, że kompetencje, które kobieta zdobywa podczas urlopu macierzyńskiego czy wychowawczego, mogą przydać się w wypełnianiu obowiązków służbowych. Wielozadaniowość czy umiejętność szybkiego ustalania priorytetów jest doceniana niemal w każdej branży. Mamy są również dużo bardziej odporne na stres – często przecież muszą radzić sobie z niespodziewanymi trudnościami czy sytuacjami kryzysowymi. Potrafią elastycznie dopasować swoje zachowanie do okoliczności i wytrwale dążyć do celu. To mistrzynie logistyki, które umiejętności interpersonalne i negocjacyjne mają w małym palcu.

Warto podkreślić, że kobieta wracająca do zawodu po urlopie macierzyńskim ma niekiedy o wiele większą motywację do pracy niż przed ciążą. Jak wynika z raportu Moms@Work opublikowanego przez Working Mother Research Institute, niemal 90 procent pracujących mam z powodzeniem łączy obowiązki domowe ze służbowymi. W zespole doradców finansowych Profi Credit niemal jedną trzecią stanowią mamy – z doświadczenia firmy wynika, że są niezwykle zaangażowane i lojalne wobec firmy. Taki pracownik to skarb.

Na to, jak mamy radzą sobie w pracy ma również wpływ otoczenie zawodowe. Na popularności zyskują rozwiązania ułatwiające mamom godzenie obowiązków domowych z zawodowymi. Do najczęściej praktykowanych należy elastyczny czas pracy czy rozliczanie z wykonanych zadań – jak wynika z raportu „Diagnoza społeczna 2015” są to najbardziej cenione przez młode mamy udogodnienia. W wielu miejscach pracy wystarczy poświęcić zaledwie 4-5 godzin w ciągu dnia, by spełnić oczekiwane przez firmę cele. Dobrym rozwiązaniem jest także umożliwienie przez pracodawcę zdalnego wypełniania obowiązków. Coraz częściej pracodawcy oferują również młodym mamom specjalne programy ułatwiające ponowne wejście w środowisko pracy, wsparcie w zakresie opieki nad dzieckiem czy prywatną opiekę medyczną.

Młoda mama to pracownik idealny. Wbrew panującej opinii nie biorą zwolnień chorobowych częściej niż zwykli pracownicy i tak samo dobrze wykonują swoje obowiązki jak przed ciążą. Firmy coraz częściej doceniają ich potencjał i starają się sprostać oczekiwaniom związanym z czasem i miejscem pracy. Często nie wymaga to wielkich kosztów, a jedynie zmiany podejścia i obdarzenia zaufaniem pracownika. Wszystko ma swoją cenę, a mamy są tego warte.

ekspertka - Renata Chłopczyk, Manager ds. Rekrutacji w Profi Credit

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Jak utrzymać wakacyjną energię i nie popaść w "holiday blues"?

By naładowane po wakacjach
By naładowane po wakacjach "baterie" służyły nam jak najdłużej trzeba nimi dobrze zarządzać. (iStock)
Koniec – urlopu, wakacji, lata. Nie każdemu łatwo się z tym pogodzić. Pojawia się stres, czasem nawet pourlopowa depresja. Buntujemy się, że ktoś zabrał kawałek naszego prywatnego nieba. A przecież ono wciąż jest, tyle że teraz przybrało trochę inne kolory. Pora je docenić.

Niektórzy czują tę nostalgię już w sierpniu, inni dopiero pod koniec września, kiedy kalendarz nieodwołalnie pokazuje jesienną równonoc, zapowiada „w tył zwrot” – w stronę mroku. Co bardziej wrażliwi wzruszają się, opróżniając walizkę po urlopie albo piorąc letnie ubrania. Przypominają – jakbyśmy mogli zapomnieć! – że już wracać czas. Do pracy, do codzienności. I jak tu się nie buntować, nie użalać nad sobą, nie posmutnieć?

Holiday blues

Piszę ten tekst w środku upalnego sycylijskiego lata, w drugim co do wielkości mieście na wyspie. W dzielnicy, w której koguty przez cały dzień pieją jak oszalałe... Przyjechałam tu na kilka miesięcy i już wiem, że ciężko będzie wracać. Miałam ochotę na pomarańcze – te czerwone, zwane zresztą sycylijskimi. Ale z jakichś powodów nie mogłam ich dostać. Wreszcie spytałam sprzedawcę, o co chodzi. Spojrzał na mnie jak na cudzoziemkę: „Signora, to nie pora! Nasze pomarańcze zbiera się zimą”. Umysł zawiesił się. A potem przyjął rzecz do wiadomości. A nawet przytaknął: co za pomysł, żeby uganiać się za pomarańczami latem!

Włosi mają dużą świadomość cykli. I – nie da się ukryć – wartościują je. Lato (i wiosnę, w każdym razie najcieplejsze miesiące) nazywają po prostu bella stagione (piękna pora). Wakacje to dla nich rzecz święta. Cierpią, kiedy dobiegają końca. Postanowiłam więc sprawdzić, co mówią i piszą na ten temat. Jak się ratują.

Nie da się ukryć – dramatyzują nieco. Koniec wakacji to dla nich koniec relaksu, zabawy, beztroski, czasu dla siebie i dla partnera. Koniec przygody, przebywania w innym, lepszym świecie. Wracają sztywny rytm i rutyna. Zamknięta przestrzeń biura i być może niewdzięczne zadania... Do tego terminy, pośpiech. Korki. Prawdziwy szok! Nic dziwnego, że lista możliwych objawów jest długa: nerwowość, zmęczenie, ociężałość, uczucie przytłoczenia, niepokój, brak koncentracji, zaburzenia snu, brak apetytu... Włoscy psychologowie nazywają to „syndromem powrotu” albo „syndromem powakacyjnym”. Amerykanie używają terminu „holiday blues”, u nas mówi się nawet o „depresji pourlopowej”.

Endorfiny i winogrona

Na szczęście lista remediów proponowanych przez Włochów jest jeszcze dłuższa:
  • przebywaj jak najwięcej na słońcu (w naszej strefie klimatycznej – przynajmniej na świeżym powietrzu);
  • jedz owoce i warzywa;
  • otaczaj się życzliwymi ludźmi;
  • pozwalaj sobie na przyjemności – kto powiedział, że są zarezerwowane tylko na czas wakacji?
  • oddawaj się aktywności fizycznej – zapewni ci przypływ endorfin, czyli dobre samopoczucie. Wykorzystaj jak najlepiej weekendy – na odpoczynek, zabawę, może wycieczkę?
  • bądź dla siebie łagodna – wracaj do codziennych obowiązków stopniowo, nie narzucaj sobie zbyt frenetycznych rytmów (zwykle potrzeba około tygodnia, by dostosować się na nowo do warunków pracy).
Ustal priorytety, zaplanuj przerwy. Jeśli możesz delegować niektóre zadania na innych, zrób to. Po jakimś czasie podejmij jednak nowe wyzwania – to ważne, żeby wciąż wytyczać sobie cele.

A wspomnienia? Czy warto zaprzątać sobie nimi głowę, czy lepiej skupić się na słynnym „tu i teraz”? Właściwie kto zabroni ci myśleć o przyjemnych rzeczach? Są przecież, po doświadczeniu, które stało się twoim udziałem, częścią ciebie... Dlatego…

  • czuj wdzięczność, że odpoczęłaś, że byłaś tam, gdzie byłaś. I że masz do czego wracać...
  • może uda ci się włączyć jakieś elementy urlopu do codziennego życia? Może podczas podróży zainspirował cię jakiś przepis i zechcesz przetestować go w swojej kuchni? Albo – czemu nie – udekorować biurko zdjęciami z urlopu?
  • tak naprawdę – wbrew zaleceniom nauczycieli od „tu i teraz” – możesz nawet zacząć planować kolejne wakacje... Da ci to energię i motywację do podejmowania codziennych wyzwań.
Wiadomo – są jeszcze kwestie związane ze zdrowiem, z zarządzaniem własną energią. Warto zadbać o regularny sen i posiłki, ale też nie wprowadzać z dnia na dzień surowego reżimu – to może być zbyt bolesne. Jeśli na przykład po szaleństwach wakacji planujesz mały (albo duży) detoks, poczekaj z nim chwilę, żeby zaoszczędzić ciału szoku. Nie szarżuj. Na regulację rytmów dobowych Włosi polecają czerwone winogrona.

Powinność i pomarańcze

To, jak czujemy się po powrocie z wakacji, zależy w dużej mierze od tego, co zastajemy na miejscu. Czy jesteśmy zadowoleni z naszego życia. Oddalenie się od miejsca stałego zamieszkania to szansa na spojrzenie na swoje życie z nowej perspektywy. Wyłapanie tego, co być może kwalifikuje się do poprawki. Niektóre odkrycia mogą zbić cię z tropu. Potraktuj je jako szansę na rozwój. Daj sobie chwilę na refleksję, na oddech. A potem zdecyduj, czego chcesz naprawdę...

À propos rozwoju – taka myśl dr Annalisy Di Giacomo na temat powinności i przyjemności, które psycholożka z Agrigento traktuje jako dwie strony tego samego medalu. „Powinność i przyjemność powinny koegzystować w harmonii i jeśli w naszym umyśle zakorzeniło się przekonanie, że jedna może przeważyć nad drugą, zaczynamy działać wbrew naszemu rozwojowi i dobremu samopoczuciu” – twierdzi Sycylijka. Z drugiej strony... Żyjemy w społeczeństwie, które cierpi na wiele dolegliwości i niewygód. I na każdą istnieje co najmniej jedno remedium. Brakuje ci słońca? Weź witaminę D, doświetl się. Jesteś smutna? Obejrzyj komedię! Otóż czasem też można nie robić nic. Dać sobie prawo do smutku, dostrzec jego piękno. Zaakceptować. W ślad za tym przyjdzie akceptacja życia, w którym wszystko polega na zmienności, na cyklach.

Mamy skłonność do sztywnych podziałów: coś jest dobre, a coś złe, coś przyjemne, a coś wręcz przeciwnie. Tak zwana codzienność nie jest szczególnie wysoko punktowana na tej skali. A przecież – nie oszukujmy się! – przedłużane w nieskończoność wakacje też musiałyby spowszednieć. Może więc warto odczarować ten mit codzienności, do której przyczepił się epitet „szara”. Tak naprawdę możesz ją pomalować na dowolny kolor... Na przykład pomarańczowy.

  1. Psychologia

Wielozadaniowość - korzyści czy straty?

Nasza uwaga jest  bardzo selektywna, a wykonywanie dwóch zadań jednocześnie – mało efektywne. (Fot. iStock)
Nasza uwaga jest bardzo selektywna, a wykonywanie dwóch zadań jednocześnie – mało efektywne. (Fot. iStock)
Mimo  zdolności analitycznych nie radzimy sobie ze zmiennością i złożonością świata. Nasze umysły nie nadążają za rozwojem nowych technologii. Wielozadaniowość, której się od nas wymaga, jest mitem. Czy Homo Multitaskus przetrwa? Rozmawiamy z dr Konradem Majem, psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Jednoczesne czytanie książki i słuchanie radia, rozmawianie przez telefon i gotowanie, oglądanie filmu i jedzenie – wykonywanie wielu zadań w tym samym czasie to dziś powszechne zjawisko. Podobnie jak i widok kierowców rozmawiających przez telefon czy kobiet robiących makijaż w trakcie jazdy. Jak wynika z badań, takie zachowania mogą przynieść katastrofalne skutki. David L. Strayer i współpracownicy na łamach „Human Factor” dowodzą, że rozmawianie przez telefon podczas prowadzenia samochodu jest również niebezpieczne jak prowadzenie pod wpływem alkoholu.

Według innych badań, przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii, rozmawianie przez telefon zwiększa prawdopodobieństwo wypadku aż czterokrotnie. Zestaw słuchawkowy nie jest żadnym rozwiązaniem – nie chodzi tylko o trzymanie rąk na kierownicy, a o angażującą rozmowę, która wywołuje zjawisko nazywane „ślepotą z nieuwagi”.

Generacja wielozadaniowa

Multitasking, czyli wielozadaniowość, to termin, który wręcz przylgnął do współczesności. Po raz pierwszy użyto go w 1965 roku w IBM do opisu właściwości wyprodukowanego przez firmę komputera. Warto wiedzieć, że – wbrew powszechnemu przekonaniu – systemy operacyjne w komputerach, nawet tych współczesnych, nie wykonują w jednym czasie wielu zadań. W danej chwili korzystają w pełni z poszczególnej części rdzenia procesora. Zamiast uczyć się od komputerów, jak najlepiej wykorzystywać swoje zasoby, próbujemy za wszelką cenę przezwyciężyć własne ograniczenia.

W wielu badaniach dowiedziono, że wielozadaniowość to jedynie złudzenie. Najlepszym przykładem są badania naukowców z Kansas State University. Lori Bergen, Tom Grimes oraz Deborah Potter dowiedli, że duże nagromadzenie bodźców we współczesnych przekazach telewizyjnych może utrudnić ich zapamiętanie i zrozumienie.

Naukowcy przeprowadzili serię eksperymentów, w czasie których badani oglądali wiadomości telewizyjne przygotowane przez stację CNN, a następnie odpowiadali na pytania dotyczące ich treści. Przy czym stworzono dwa środowiska eksperymentalne: pierwsza grupa oglądała typowe wiadomości typu headline news, zawierające dodatkowe paski informacyjne i obrazy, zaś druga grupa – przekaz, w którym wykadrowany był jedynie prezenter.

W pierwszym przypadku zapamiętano istotnie mniej informacji, średnio o 10 proc. Problemy z odbiorem przekazu pojawiały się zwłaszcza wtedy, gdy przekazywane treści należały do różnych kategorii informacyjnych (np. aktualności polityczne na pasku plus informacje graficzne o pogodzie). Eksperyment Grimesa i współpracowników dowiódł, że umiejętność równoległego przetwarzania wielu informacji jest mitem.

Stan rozproszonej uwagi

Pełne skupienie uwagi na informacjach pochodzących z różnych źródeł czy też wykonywanie kilku czynności jednocześnie jest dla mózgu praktycznie niemożliwe, ponieważ ma on trudności z szybkim i ciągłym przełączaniem się na inne tryby działania. Podobnie jak komputery nie radzimy sobie z nagłym przerwaniem danej czynności i szybkim restartem. Mało tego, czas wykonywania kilku zadań jednocześnie znacznie się wydłuża i towarzyszą mu efekty uboczne – różnego rodzaju błędy poznawcze.

Ciekawy eksperyment przeprowadzili badacze z Harvard University, Daniel J. Simons i Christopher F. Chabris. Grupie badanych pokazali film, którego bohaterowie przekazywali sobie piłkę. Oglądający mieli za zadanie zliczyć, ile razy powtarza się ta czynność. W film wmontowano scenę, w której przewija się osoba przebrana za goryla (scena trwa 9 sekund). Większość badanych zapytana po seansie, czy zauważyła coś niezwykłego, odpowiedziała, że… nie.

Nasza uwaga jest zatem bardzo selektywna, a wykonywanie dwóch zadań jednocześnie – mało efektywne. Można zaryzykować stwierdzenie, że naturalny stan umysłu człowieka żyjącego w zachodniej kulturze to rozproszona uwaga, powierzchowna analiza, uboższe rozumienie treści.

Nowe technologie a efektywność pracy

Dlaczego wymaga się od nas wielozadaniowości, choć wiemy, że jest to mało produktywny sposób działania? Prof. Stephen Payne z University of Bath twierdzi, że rozpraszamy się, bo gdy wykonujemy trudną i zarazem ważną czynność, chcemy się natychmiast nagrodzić i uprzyjemnić sobie ten czas.

Potwierdza to wspomniana już Linda Stone, która w artykule opublikowanym na łamach „Harvard Business Review” (2007) w trafny sposób opisuje kondycję współczesnego człowieka: ma on non stop wytężoną uwagę, zawsze chce być w centrum wydarzeń, boi się, że cokolwiek może mu umknąć. To dlatego pracujemy przy dźwiękach płynących z włączonego telewizora czy sprawdzamy aktualności na Facebooku. Niestety, nie wpływa to pozytywnie na jakość pracy. Jak wynika z badań przeprowadzonych w 2010 r. Reynol Junco z Lock Heaven University i Shelia R. Cotten z University of Alabama w Birmingham, studenci korzystający podczas nauki z Facebooka lub piszący SMS-y, mieli gorsze wyniki niż ich rówieśnicy, których nie rozpraszały technologiczne nowinki.

Czy wielozadaniowości można się nauczyć?

Eksperymenty przeprowadzone z użyciem neuroobrazowania przez australijskiego neuropsychologa Paula E. Duxa oraz jego współpracowników wyraźnie wskazują, że na nic zda się nawet intensywny treningu mózgu – nie sposób wykonywać dobrze dwóch zadań jednocześnie (jeśli wymagają one uwagi). Co innego, gdy jedno z zadań wykonujemy biegle, wręcz automatycznie – wtedy możemy pozwolić sobie na robienie czegoś równolegle.

Z kolei Monica Luciana, profesor psychologii na University of Minnesota, jeśli daje jakiekolwiek nadzieje, to tylko młodym ludziom. Badaczka dowiodła, że zdolność mózgu do kategoryzacji konkurencyjnych informacji rozwija się do 16 – 17 roku życia. Pozostaje jednak pytanie, czy takie kompetencje rzeczywiście powinny być rozwijane u dzieci?

Akcja koncentracja

Jednocześnie powstają kolejne techniki, które mają pomóc w radzeniu sobie z dystraktorami, odwracającymi uwagę od tego, co rzeczywiście ważne w danym momencie. Jedną z nich jest technika Pomodoro. Zgodnie z nią zasoby czasowe dzielimy na 25-minutowe interwały. W tym czasie koncentrujemy się wyłącznie na jednym zadaniu i eliminujemy wszelkie „rozpraszacze”. Dopiero po upływie 25 minut rozpoczynamy kolejne zadanie, poprzedzając je krótką przerwą.

Należy też pogodzić się z tym, że człowiek ma ograniczone możliwości zapamiętywania informacji. W tej sytuacji warto skorzystać z technik zapamiętywania danych proponowanych przez psychologów. Przykład? Żeby zapamiętać numer telefonu, 9-cyfrowy ciąg najlepiej podzielić na 3 zestawy po 3 cyfry. To odkrycie zawdzięczamy George’owi Millerowi z Harvard University, który w badaniach z 1956 r. wykazał, że liczba informacji, które człowiek jest w stanie bezpośrednio wynosi ok. 7 (±2). Wiąże się to z ograniczeniem naszej pamięci krótkotrwałej.

Lepiej nauczyć się dobrego zarządzania czasem, planowania zadań oraz ćwiczyć silną wolę i samokontrolę niż walczyć z ograniczeniami umysłu. Bo ta walka, przynajmniej jeśli chodzi o wielozadaniowość, wydaje się z góry skazana na niepowodzenie.

dr Konrad Maj, psycholog, materiały prasowe USWPS

  1. Psychologia

Praca: kiedy przynosi satysfakcję, a kiedy wypalenie zawodowe?

Między pasją a harówką: kiedy popadamy w wypalenie zawodowe? (Fot. iStock)
Między pasją a harówką: kiedy popadamy w wypalenie zawodowe? (Fot. iStock)
Na pewno nieraz słyszałaś hasło „pracuj z pasją” promowane jako przepustka do zawodowego spełnienia. Tylko dlaczego jednych prowadzi w dolinę szczęścia, a innych na skraj przepaści, jaką jest wypalenie zawodowe?

Basia w swoim życiu zawodowym właściwie od początku podążała za pasją: skończyła biologię i jako wyróżniająca się studentka mogła zostać na uczelni, postanowiła jednak przyjąć posadę w parku narodowym i pracując tam – blisko przyrody, pisać doktorat. Okazało się, że to było bezpieczne miejsce – od niej samej zależało, na ile się zaangażuje, bo dyrekcja nie wywierała wielkiego nacisku. Po jakimś czasie zorientowała się, że większość jej kolegów bardziej markuje pracę naukową, niż ją rzeczywiście wykonuje. Odchodzili od swoich biurek o trzeciej i jechali na obiadek do domu. Nikt nie wykazywał większych ambicji, a ją postrzegali jako osobę nadgorliwą. Jednak dzięki swemu zaangażowaniu została zauważona przez dyrektora jako „ta, której się chce”. Gdy trzeba było zadbać o wizerunek w mediach – delegowano Basię. Kiedy pojawiała się możliwość otrzymania grantu – Basia starała się za siebie i innych. Uczelnia w pobliskim mieście zapraszała naukowców z parku do współpracy – Basia okazała się niezastąpiona. Dużą część aktywności wykonywała nieodpłatnie, bo przecież działała na rzecz spraw, które były jej życiową pasją. Robiła wiele rzeczy, które nie należały do jej obowiązków, ponieważ inni nie byli tak zaangażowani i przekonujący jak ona. Po jakimś czasie zaczęło jej szwankować zdrowie. Znajoma lekarka powiedziała, że ma objawy wypalenia zawodowego i że to może skończyć się bardzo źle. Basia nie wie, gdzie popełniła błąd.

Wszystko czego pragniesz

Agnieszka projektuje wnętrza, chociaż skończyła prestiżowe studia ekonomiczne. Na życiową zmianę porwała się, bo nie umiała się odnaleźć w nudnej atmosferze bankowych pomieszczeń, identycznych w swoim charakterze bez względu na rodzaj banku i kraj. Tuż po podjęciu tej rewolucyjnej decyzji musiała skonfrontować się z rzeczywistością i najbliższymi, którzy nie byli zachwyceni jej lekkomyślną decyzją. – Jakim ty jesteś fachowcem? Projektantem po dwóch semestrach internetowego kursu! Ocknij się, dziewczyno, i zajmij tym, na czym naprawdę się znasz – grzmiał ojciec. – Córeczko, ale jak ty sobie poradzisz ze spłatą kredytu na mieszkanie, przecież do tego trzeba mieć stałe dochody, a ty masz zlecenia od czasu do czasu – wtórowała jęczącym tonem matka. Nie było łatwo to znosić, ale Agnieszka nie uległa. Początkowo pracowała za marne pieniądze, jednak każde zlecenie było nowym początkiem – ciągle uczyła się, czytała, podglądała, jak to robią inni. Czasami rezygnowała ze zlecenia, nawet jeśli bardzo potrzebowała pieniędzy – jeżeli klient próbował wymusić w projekcie zmiany, z którymi się nie zgadzała. Po kilku latach jej firma prosperuje coraz lepiej, a ona czuje, że jest na właściwym miejscu.

Kim jest przodownik pracy?

Dlaczego – chociaż obie wyszły z tego samego punktu – chęci pracowania z pasją, skończyły w tak rozbieżnych miejscach?

Pasja w swoim pozytywnym znaczeniu zawiera w sobie zawsze jakiś wzniosły pierwiastek (fascynację czymś pozytywnym, chęć głębszego poznania, chęć zrobienia czegoś dobrego dla ludzi, pierwiastek dobra, piękna, użyteczności, zgłębiania tajemnicy). Praca w interesującym obszarze jest wtedy drogą do celu, gdzie wydarzają się rzeczy dobre i piękne. Podążanie tą drogą wymaga jednak podejmowania ryzyka, że nie przez wszystkich będzie się uwielbianym i akceptowanym. Wymaga posiadania swoistego firewalla (czyli: zapory sieciowej), który nie dopuszcza toksycznych wpływów otoczenia. Wymaga bycia osobą wewnątrzsterowną – umiejącą powiedzieć sobie i innym: „Wiem, kim jestem, co mi służy, a co nie, mam mechanizmy, które nie pozwalają mi się zatracić”. Jeśli tego nie masz w sobie, łatwo możesz wpaść w pułapkę bycia „przodownikiem pracy”.

Na co powinien uważać każdy przodownik pracy? (fot. IStock) Na co powinien uważać każdy przodownik pracy? (fot. IStock)

Kiedy dopada nas wypalenie zawodowe?

Przodownik pracy też – szczególnie na początku – kieruje się pasją rozumianą jako bardzo silne upodobanie do czegoś, zajmowanie się tym z namiętnością. Jednak ma pewną cechę – która jak brak firewalla – czyni go podatnym na toksyczne wpływy otoczenia. Daje się sprowokować do działania opartego na rywalizacji („Dam radę, będę najlepsza, nie dam się”). Miesza narzędzie, jakim jest praca, z celem, jakim jest dążenie do wprowadzania w świecie pozytywnych zmian. Praca staje się wtedy celem samym w sobie, a przodownik pracy jest coraz bardziej zewnątrzsterowny, brakuje mu empatii dla innych i dla siebie – nie potrafi odmawiać, łatwo nim manipulować. Wszystko to prowadzi do wypalenia zawodowego, depresji i kłopotów ze zdrowiem. Brakującą zaporą jest uległość w relacjach z innymi, szczególnie ze znaczącymi osobami z otoczenia (rodzice, współmałżonek, szef).

Uległość to postawa charakteryzująca się respektowaniem praw innych i lekceważeniem własnych, czyli nieuwzględnianiem swoich potrzeb, poglądów i odczuć. Zachowujemy się ulegle, ponieważ boimy się reakcji innych na nasze decyzje i utraty ich aprobaty albo uważamy, że jest to właściwe, grzeczne zachowanie (czyli chcemy uniknąć konfliktu). Jednak uległa i unikająca postawa prowadzi do tego, że pomału tracimy poczucie własnej wartości, coraz częściej doświadczamy poczucia krzywdy, złości, frustracji, a tym samym – paradoksalnie – zachęcamy innych do dominacji nad sobą. To skłonność do uległości spowodowała, że Basia podporządkowała się regułom otoczenia, które poszukiwało kogoś, kogo da się wykorzystać. Nieumiejętność stawiania granic, brak firewalla, jakim jest zdrowa asertywność, zaowocowała tym, że toksyczny wpływ osób, które traktowały ją instrumentalnie, przeniknął do jej świata i go zatruł. Zamiast prowadzić badania i wdrażać projekty, które wniosłyby coś pozytywnego w funkcjonowanie przyrody, od lat „gasiła pożary” wynikłe z nieudolności otaczających ją osób i tym samym tę nieudolność ciągle wspierała. Jej praca pozbawiona była tego niezbędnego pierwiastka wzniosłości, poczucia, że robi się coś ważnego i dobrego, że to ma sens, i płynącej stąd satysfakcji, dającej energię do dalszego działania. Pozytywnym lub negatywnym wzmocnieniem stało się dla niej zadowolenie lub niezadowolenie dyrektora, który wykorzystywał ją do budowania obrazu firmy na zewnątrz, ale nie był zainteresowany jej dobrostanem.

Cała ta sytuacja, będąca podręcznikowym przykładem okoliczności prowadzących do wypalenia zawodowego, nie miała szans skończyć się inaczej, jak właśnie epizodem zdrowotnym, który pełni rolę ostrzegacza. Od tego, czy Basia to ostrzeżenie usłyszy, zależy nie tylko jej dalsza kariera zawodowa, ale całe jej życie.

Ewa Mażul: coach, doradca, ekspert ds. komunikacji w biznesie.

  1. Psychologia

Nic mnie nie cieszy - co robić, gdy puka nuda?

Wielozadaniowość to znak naszych czasów. Cokolwiek robimy, musi mieć określony cel. Gdy już go osiągniemy, nie mamy czasu się nim nacieszyć, bo zaraz wyznaczamy nowy. (Fot. iStock)
Wielozadaniowość to znak naszych czasów. Cokolwiek robimy, musi mieć określony cel. Gdy już go osiągniemy, nie mamy czasu się nim nacieszyć, bo zaraz wyznaczamy nowy. (Fot. iStock)
Przesadna zadaniowość to znak naszych czasów. Cokolwiek robimy, nawet dla przyjemności, musi mieć określony cel. Ale kiedy już go osiągniemy, nie mamy czasu się nim nacieszyć, bo zaraz wyznaczamy nowy. W tej sesji Terapii Jednego Spotkania psycholożka Ewa Klepacka-Gryz, autorka m.in. książki "Metamorfoza, czyli terapia jednego spotkania", rozwiązuje kłopot Ilony, która nudę utożsamiła z bezsensem życia.

Przesadna zadaniowość to znak naszych czasów. Cokolwiek robimy, nawet dla przyjemności, musi mieć określony cel. Ale kiedy już go osiągniemy, nie mamy czasu się nim nacieszyć, bo zaraz wyznaczamy nowy. Psycholożka Ewa Klepacka-Gryz, autorka m.in. książki Metamorfoza, czyli terapia jednego spotkania, rozwiązuje kłopot Ilony, która nudę utożsamiła z bezsensem życia.

Dobrze płatna praca, wysokie stanowisko, własne – już spłacone – mieszkanie, służbowy samochód i udany związek z dochodzącym partnerem – 36-letnia Ilona jest modelową kobietą sukcesu, a mimo to… – „I can't get no satisfaction” – usłyszałam, kiedy do mnie zadzwoniła, żeby umówić się na sesję. Dodała, że Terapia Jednego Spotkania to coś właśnie dla niej, bo potrzebuje kilku cennych wskazówek, które szybko wprowadzi w życie, i będzie tak jak dawniej. – Czyli jak? – spytałam zaintrygowana. – Przepraszam, ale nie mam już czasu. Opowiem wszystko, gdy się spotkamy – szybko skończyła rozmowę.

Krok 1. Kłopot Ilony się ujawnia

A właściwie „wjeżdża na tacy” w chwili, kiedy kobieta staje w progu mojego gabinetu. – Jak udało ci się tak szybko wbiec na trzecie piętro? – pytam. – Nie zauważyłam, że to trzecie piętro. Szukałam drzwi za kratą – wyjaśnia i próbuje mnie zdyscyplinować. – Spisałam na kartce, o czym będziemy rozmawiać. W końcu nie mamy za dużo czasu – mówi z naciskiem. Kiedy proszę, żeby usiadła tak, by było jej wygodnie, pytam, czy nie jest jej za ciepło i proponuję coś do picia – wyraźnie zaczyna się irytować. – Zaczynajmy, bo szkoda czasu – mówi. „No to jesteśmy w domu” – myślę i zwracam się do niej: – Rozumiem, że czas ma dla ciebie duże znaczenie. W takim razie słucham, w czym mogę ci pomóc?

Nie lubię zadawać tego pytania, w przeciwieństwie do terapeutów, dla których pacjent „zadaniowy” to miód na serce. Wolę powoli rozkręcające się sesje, pierwsze minuty, w których obserwujemy się nawzajem i mamy szansę, by sprawdzić, czy nadajemy na tych samych falach. Czasami pacjent potrzebuje dłuższej rozgrzewki, by bez lęku wejść w pełen uważności kontakt.

Krok 2. Zapraszamy nudę

Ilona opowiada o swoim życiu pełnym sukcesów. – Niejeden zazdrości mi takiego życia – mówi, spoglądając na mnie uważnie. – A sama sobie też zazdrościsz? – pytam. – Przez pięć dni w tygodniu tak, ale w weekendy jest gorzej. Mam zasadę, że w weekendy nie zajmuję się pracą. To czas na aktywność ruchową, warsztaty, wizyty w SPA, koncerty, kino… Ale czasami czuję się bardziej zmęczona i gdy coś nie wypali, np. ktoś odwoła spotkanie, zupełnie nie wiem, co zrobić z wolnym czasem. – Z czasem czy ze sobą? – pytam. – Nie rozumiem – odpowiada. – Czas o siebie zadba, ale co dzieje się z tobą, kiedy nie masz żadnych zadań do wykonania? – doprecyzowuję. – No… nudzę się. – Co to znaczy? – Że nie wiem, co robić? – zgaduje Ilona. – A może nie wiesz, co ze sobą zrobić? – A to nie to samo? – dziwi się. – Postrzegam cię jako osobę aktywną, pomysłową, dobrze zorganizowaną, więc myślę, że zawsze potrafisz znaleźć sobie jakieś zajęcie – mówię. – Mogę coś przeczytać, obejrzeć polecany film albo zająć się domem, ale przecież nie o to chodzi? – A o co? – próbuję z niej wyciągnąć. – Żeby robić coś sensownego. – Chcesz, żebym powiedziała ci, co wartościowego mogłabyś robić, kiedy brakuje ci pomysłów na sensowne spędzenie weekendu? – Tak – odpowiada. – To może sprawdzimy, co twoja nuda ma do powiedzenia – mówię i widzę zdziwienie w jej oczach. – Każdy nudzi się inaczej. Pokaż mi swoją nudę – wyjaśniam.

Po długiej chwili milczenia, Ilona zaczyna nerwowo chodzić po pokoju. – Widzę niepokój, a nie nudę. Twoja nuda się boi. Chciałabym, żebyś poczuła jej strach. Czy mogłabyś się nudzić, siedząc w fotelu? – proszę. Ilona siada. Najpierw nerwowo się kręci, potem zakłada nogę na nogę. – Twoja nuda nadal się boi. Spróbuj postawić obydwie stopy na podłodze. Czy w takiej pozycji nuda czuje się bezpieczniej? – dopytuję. Ilona stawia stopy na podłodze, ale w górnej części ciała nadal widzę niepokój. – Postaraj się siedzieć bez poruszania się – proszę. W jej oczach widzę przerażenie. Oddech staje się płytki i przyspieszony. W czasie wdechu ramiona podnoszą się do góry. – Co teraz czujesz? – drążę. – Trochę kręci mi się w głowie, ale to pewnie dlatego, że wypiłam dziś kilka kaw. – Nie szukaj przyczyny. Postaraj się siedzieć bez ruchu, ale w taki sposób, żeby ciało czuło się bezpiecznie – mówię. Ilona pochyla się, potem splata ręce na klatce piersiowej, dłońmi obejmuje ramiona. – Tak jest dobrze? – sprawdzam. – Tak. Ale jaki związek to ma z moim brakiem satysfakcji? – pyta Ilona. – Raczej poczuciem braku sensu. Kiedy patrzę na ciebie, widzę, że twoja nuda ma coś ważnego do powiedzenia. Domyślasz się, co to takiego? Twoje ręce obejmujące ramiona ukrywają coś ważnego w klatce piersiowej. Czujesz to? – próbuję się dowiedzieć. – Muszę wyjść do łazienki – odpowiada Ilona.

Nuda jest ważnym komunikatem o potrzebach, których nie dopuszczamy do głosu. Kiedy w trakcie sesji próbuję skontaktować pacjenta z jego ciałem, bo tam właśnie znajduje się „drugie dno” nudy, często pojawia się lęk. Nuda, bez względu czy ujawnia się w postaci miotania się po domu i próbie znalezienia jakiegoś sensownego zajęcia, czy w postaci myśli, że życie jest bez sensu, czy poczuciu braku satysfakcji, choć udało ci się tyle osiągnąć – zawsze domaga się wysłuchania.

Krok 3. Próbujemy dotrzeć do ukrytych potrzeb Ilony

– Opowiedz mi o swoich relacjach z ważnymi osobami – proszę. – O nie. Czyli o mamusi i tatusiu? – drwi. – Nie chodzi o rodziców ani o twoją przeszłość. Opowiedz mi o relacjach z partnerem, przyjaciółmi.

Ilona oddycha z ulgą. – Mam wielu przyjaciół, z którymi robię różne fajne rzeczy. – A takich, z którymi możesz pogadać od serca albo pomilczeć? – dopytuję. – Nie jestem emocjonalną ekshibicjonistką, nie mam potrzeby zwierzania się ze swoich problemów. Męczy mnie takie babskie narzekanie na złą pracę, niewiernego faceta. Jeśli mam problem, to idę do terapeuty. – Po co idziesz do terapeuty? Chcesz opowiedzieć o problemach, dostać radę, a może poczuć, na czym polega twój problem czy raczej kłopot? – Chcę opowiedzieć tyle, ile muszę, żeby terapeuta wiedział, jak mi pomóc znaleźć rozwiązanie. – No właśnie, żeby pomógł ci znaleźć rozwiązanie, bo ty je znasz, tylko gdzieś ci się zagubiło… – tłumaczę. – Pytałaś o relacje. Mam udany związek, nie mieszkamy razem, bo każde z nas jest indywidualistą. Spotykamy się, kiedy obydwoje mamy na to ochotę. Razem podróżujemy, rozmawiamy o pracy, wspieramy się, no i uprawiamy seks. – Zdarza wam się razem nudzić? – To znaczy? – Spotkać się i nie mieć żadnych planów, poczekać, aż pojawi się potrzeba, ochota na to, co ważne dla was obydwojga? – Kiedy w związku pojawia się nuda, to znak, że trzeba się rozstać – mówi zdecydowanym głosem Ilona. – A gdyby tak przeczekać ten stan? – proponuję. – Nuda to brak sensu, a kiedy nie ma sensu być dalej razem, to znaczy, że pora się rozstać – upiera się. – Czy często rozstajesz się z ludźmi, kiedy zaczynasz odczuwać nudę? – Raczej jestem osobą, która ma tysiące propozycji i pomysłów. – Już na początku naszego spotkania odniosłam wrażenie, że masz albo raczej czujesz się w obowiązku mieć pomysł na naszą sesję. Lubisz wszystko kontrolować, a nuda nie da się kontrolować. Czy jesteś gotowa wysłuchać, co ma ci do powiedzenia?

Krok 4. Sprawdzamy, o co chodzi z tym brakiem sensu

Czuję, że Ilona jest coraz bardziej niespokojna. Czas nieubłaganie płynie, a ja wcale nie daję jej rad, zamiast tego zadaję dziwne pytania.Kiedy po raz kolejny przychodzi z łazienki, postanawiam wrócić do oczekiwań, z którymi do mnie przyszła. – Czujesz się kobietą sukcesu, masz udane życie osobiste i zawodowe, twoim zmartwieniem jest brak satysfakcji i poczucia sensu oraz nuda, która pojawia się w dni wolne od pracy albo kiedy nie masz niczego konkretnego do zrobienia – czy dobrze zrozumiałam? – Tak, dokładnie o to chodzi. – Czy nuda i brak poczucia sensu są tym samym? – dopytuję. – Nuda to nicnierobienie, a brak poczucia sensu pojawia się wtedy, kiedy to wszystko, co udało mi się osiągnąć, wcale mnie nie cieszy – wyjaśnia Ilona. – Nie cieszy, bo za mało osiągnęłaś, a może twoje sukcesy nie są wystarczająco spektakularne? – pytam, bo to ważne. – No właśnie nie bardzo wiem, o co mi chodzi – słyszę w odpowiedzi, więc proponuję: – To sprawdźmy jakie mamy dane: nuda, brak poczucia sensu, brak zadowolenia. W jakiej kolejności się pojawiają? – Najpierw pojawia się nuda. – Czyli moment, w którym czujesz niepokój? – upewniam się. – Ty tak stwierdziłaś – mówi. – Ja to zobaczyłam, kiedy pokazałaś mi, jak się nudzisz – prostuję. – OK, potem zastanawiam się nad swoim życiem, w myślach wyliczam wszystko, co udało mi się zrobić. – Świetnie i co wtedy czujesz? – pytanie o uczucia ciągle powraca. – Czuję, że mnie to nie cieszy – mówi. – I wtedy pojawia się poczucie braku sensu? – Tak, bo nie wiem, co jeszcze miałabym zrobić, żeby poczuć się szczęśliwa – wzdycha. – Czyli mamy kolejny element układanki: brak poczucia szczęścia. Przyjrzyjmy się jeszcze raz naszym postaciom dramatu: nuda, brak sensu, brak zadowolenia, brak szczęścia. Pamiętajmy, że to są uczucia czy odczucia, a nie fakty. Rozumiesz tę różnicę? – pytam. – Czyli że może mi się tylko tak wydawać? – chce się upewnić Ilona. – Mówiąc tak, dewaluujesz swoje uczucia, a one są prawdziwe i nie podlegają ocenie, są twoje, bo tak czujesz. Sądzę, że rozwiązanie twojego kłopotu znajduje się w odkryciu tego, co mówi twoja postawa, którą przyjęłaś, gdy poprosiłam, żebyś pokazała mi nudę w bezruchu – tłumaczę.

Zwykle rozwiązanie kłopotu pacjenta skrywa się pod lękiem czy napięciem. Cała praca polega na przygotowaniu pacjenta do zmierzenia się z nimi. Bywa, że na danym etapie życia pacjent nie jest na to gotowy, potrzebuje czasu. Jednak najważniejszym celem Terapii Jednego Spotkania jest samo uświadomienie sobie, że wszystko jest w naszych rękach, że sami możemy skonfrontować się z lękiem, bez obecności terapeuty. Czasami lęk po prostu znika i kłopot sam się rozwiązuje.

Krok 5. Ustalamy, że Ilona zacznie odróżniać sens od celu

Na pytanie, czy pamięta, o czym marzyła jako nastolatka, Ilona odpowiada, że o ciekawej pracy, ładnym mieszkaniu, udanym związku i podróżach. – Czy udało ci się zrealizować te marzenia? – W dużym stopniu tak – przyznaje. – Czy spełnienie marzeń kojarzy ci się bardziej z osiągnięciem celu czy poczuciem sensu? – chcę wiedzieć. – Marzenia wyznaczają cel, a realizacja celu daje poczucie sensu – to dla niej jasne. – Właśnie tak. Cel jest zakończeniem drogi, a sens? – To poczucie, że udało nam się dojść do końca. – I co potem? – pytam. – Nowy cel. – A co z drogą? – Nie wiem, o co pytasz… – Kiedy wbiegałaś do mnie na trzecie piętro, byłaś skoncentrowana wyłącznie na celu, w ogóle nie zwróciłaś uwagi na to, że po drodze pokonałaś trzy piętra. Skupiasz się na celu, droga do niego wcale cię nie zajmuje, a kolekcjonowanie kolejno osiągniętych celów nie daje ci poczucia satysfakcji i budzi poczucie braku sensu. A na samym końcu tego procesu jest poczucie braku szczęścia. – To skomplikowany wywód, ale czuję, że ma sens – mówi Ilona. – No właśnie. Jeszcze nie wiesz, ale już czujesz, że ma to sens. Dokładnie o to chodzi. Przyszłaś do mnie, żebym pomogła ci z twoim kłopotem. Ale czuję, że chcesz to zrobić w samotności, bez mojej obecności. Szanuję to. Dam ci tylko tyle, ile jesteś gotowa przyjąć bez lęku czy poczucia zranienia. Proszę, żebyś skoncentrowała się na dwóch sprawach. Po pierwsze: zapisz ten mój wywód o skupianiu się na celu i gubieniu sensu. Kiedy w życiu wyznaczysz sobie kolejny cel, w równym stopniu myśl o celu jak i o drodze, która ma cię do niego doprowadzić. Po drugie: przez najbliższe 2–3 miesiące, kiedy poczujesz nudę albo brak poczucia sensu, usiądź w takiej pozycji, jaką próbowałyśmy ćwiczyć – z rękoma skrzyżowanymi na piersi i dłońmi obejmującymi ramiona i nie zastanawiaj się, tylko czuj. – Nie bardzo rozumiem – zawahała się Ilona. – Dobrze. Pokażę ci, jak ja to robię – mówię i siadam w opisanej pozycji. – Czuję mocne oparcie dla stóp, co oznacza, że jestem dobrze osadzona w realności, doceniam swoje sukcesy, potrafię dążyć do celu, ale rękoma zamykam klatkę piersiową, chronię serce, boję się zranienia. Czuję, że mogę zdobywać kolejne szczyty, ale tylko wtedy, kiedy ukrywam swoje uczucia, nie tylko przed innymi, ale także przed samą sobą. Boję się czuć. A życie bez czucia nie ma sensu – mówię.

My terapeuci także wpadamy w pułapkę efektywności. Marzymy, żeby wszyscy wychodzili od nas z poczuciem: „kłopot rozwiązany!”. Ale takie sesje, kiedy pacjent dostaje narzędzia do pracy, a ja nie wiem, czy mu się uda, czy spróbuje samodzielnie rozwiązać swój kłopot – są bezcenne. W końcu droga jest tak samo ważna jak cel.

Ewa Klepacka-Gryz - psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet www.terapiavia.com

Więcej w książce „Metamorfoza, czyli terapia jednego spotkania” Ewy Klepackiej-Gryz, Wydawnictwo Zwierciadło.

  1. Styl Życia

Dziś Światowy Dzień Oceanów

Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)
Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)
8 czerwca to doskonała okazja, by przypomnieć o konieczności ochrony mórz i oceanów, bo ich kondycja w dużej mierze zależy od działalności człowieka. Organizator akcji społecznej Naturalnie Bałtyckie podpowiada co każdy z nas może robić, byśmy mogli cieszyć się ich naturą i w pełni korzystać z dobrodziejstw ich zasobów.

Jak mogę chronić wody i zasoby mórz i oceanów?

Morza i oceany zajmują ponad 70% powierzchni naszej Planety. Produkują większość dostępnego tlenu, regulują klimat oraz stanowią ważne źródło pożywienia dla ponad 3 mld ludzi na Ziemi. Dziś z powodu nieodpowiedzialnej działalności człowieka ekosystemy morskie są zagrożone. Żeby zahamować i odwrócić ten proces potrzebne są zdecydowane działania, te odgórne, systemowe, ale także i nasze codzienne nawyki mogą wspierać i chronić wody mórz i oceanów.

Wszechobecny plastik

Jednym z największych, globalnych problemów mórz i oceanów są ogromne ilości plastikowych śmieci. Co roku blisko 10 milionów ton plastiku dostają się do wód. Z powodu plastikowych odpadów rocznie ginie ponad milion morskich ptaków i sto tysięcy morskich ssaków, a mikroplastik staje się wszechobecny także w naszym pożywieniu. Dla dobra środowiska i nas samych musimy ograniczyć zużycie plastiku na rzecz tworzyw biodegradowalnych. Dlatego nie kupujmy wody w plastikowych butelkach, tylko pijmy tę z kranu, korzystajmy z bardziej ekologicznych wielorazowych opakowań, a na zakupy zabierajmy ze sobą woreczki wielorazowe na warzywa i owoce, czy torbę bawełnianą zamiast plastikowej reklamówki. Segregujmy także odpady – w szczególności te, które mogą być poddane recyklingowi.

Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)Morze Bałtyckie (Fot. Wojciech Radwan/ Program Naturalnie Bałtyckie)

Ocieplenie klimatu

Olbrzymim zagrożeniem dla ekosystemów morskich są zmieniający się klimat i rosnące temperatury, wynikające z działalności człowieka. Cieplejsze wody oceanów to coraz mniej tlenu, mniej składników odżywczych i zmieniający się skład chemiczny wody. To powoduje, że wiele organizmów morskich zmuszonych jest do migracji, porzuca swoje dotychczasowe siedliska, co zaburza funkcjonowanie łańcuchów pokarmowych. Zmieniają się typowe rozmieszczenia populacji dzikich ryb, co także pogarsza warunki życia lokalnych społeczności związanych z rybołówstwem. Każdy stopień wyżej średniej temperatury atmosferycznej to blisko 3 mln ton ryb mniej. Według ekspertów z powodu zmian klimatycznych roczne połowy mogą zmniejszyć się nawet o 50 %. Dlatego jednym z podstawowych zadań współczesnego człowieka jest zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Każdy z nas może zmniejszyć jego emisję wybierając komunikację miejską lub rower, zamiast samochodu, czy zmniejszając spożycie mięsa, bo przemysłowa produkcja mięsa jest odpowiedzialna za emisję 18% gazów cieplarnianych, to więcej niż wszystkie środki transportu (statki, samochody, samoloty itp.)

Chrońmy Morze Bałtyckie

Przy okazji Światowego Dnia Oceanów warto także pochylić się nad problemami naszego dobra narodowego, jakim jest Morze Bałtyckie. Bałtyk jest zbiornikiem półzamkniętym. Wymiana jego wód zachodzi jedynie z Morzem Północnym, za pośrednictwem wąskich i płytkich Cieśnin Duńskich. Pełna wymiana wód trwa do 30 lat. Dlatego wszelkie zanieczyszczenia będą zalegały w nim przez lata.

Jednym z najpoważniejszych negatywnych zjawisk Bałtyku jest eutrofizacja oznaczająca przeżyźnienie środowiska wodnego, które zachodzi na skutek zbyt dużych ilości związków azotu i fosforu (biogeny) w wodzie powodujących masowy zakwit glonów i sinic. Obumierające glony opadają na dno zbiornika, gdzie ulegają rozkładowi tworząc pustynie beztlenowe tzw. martwe strefy, w których zamiera życie. Biogeny pochodzą ze ścieków, z przemysłu, ale aż w 50% z rolnictwa. Rolnictwo masowo wykorzystuje w swojej działalności nawozy sztuczne, które wodami gruntowymi, wpływają do rzek, a następnie do Bałtyku. Dlatego kupując warzywa i owoce wybierajmy te uprawiane naturalnie, bez użycia nawozów sztucznych, co będzie zdrowsze nie tylko dla nas samych, ale także korzystniejsze dla wód Morza Bałtyckiego.

Morza i oceany możemy chronić także podejmując właściwe decyzje przy zakupie ryb do konsumpcji. Kupując ryby, wybierajmy te, które wyławiane są w naszym kraju. Wspieramy w ten sposób rodzime rybołówstwo, ale także przyczyniamy się do zmniejszenia śladu węglowego. Ryby łowione poza Bałtykiem, muszą być transportowane tysiące kilometrów, a to wiąże się ze znacznie większym zużyciem paliwa.

Aby mieć pewność, iż sposób połowu ryb nie ma wpływu na stan dzikich populacji stawiajmy na mniej popularne gatunki. Wysoki popyt na niektóre ryby może prowadzić do przetrzebienia stad. Dlatego spróbujmy mniej popularnych ryb bałtyckich i do tego takich, których populacja nie jest zagrożona np.: storni (popularnie zwanej flądrą), czy szprota.

9 nawyków, które chronią morza i oceany

  1. używaj mniej plastiku
  2. pij wodę z kranu
  3. segreguj śmieci
  4. nie śmieć na ziemię, bo każdy odpad kanalizacją, a potem rzekami może trafić do morza
  5. przesiądź się na rower lub korzystaj z transportu publicznego,
  6. jedz mniej mięsa
  7. kupuj naturalne warzywa i owoce
  8. używaj naturalnych środków czyszczących, detergentów i kosmetyków
  9. kupując ryby wybieraj te ze zrównoważonych łowisk