1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Amulety i talizmany: jaką rolę pełnią w naszym życiu?

Amulety i talizmany: jaką rolę pełnią w naszym życiu?

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Idziesz na negocjacje biznesowe albo do przedszkola po dziecko z wisiorkiem w kształcie lamparta lub lwa na szyi. Co zyskujesz? Czym są dla nas symbole zwierząt? I co mają wspólnego z potrzebą samopoznania i stawania się najlepszą wersją siebie samego – zastanawia się Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Pewnego dnia, biegnąc do Łazienek Królewskich, przypomniałam sobie, że jako dziewczynka bawiłam się, udając, że jestem białym koniem. Poczułam wtedy radość, że biegnę tak lekko, jakbym się tym koniem stała! Michael Harner, autor „Drogi szamana”, pewnie powiedziałby, że użyczyłam ziemskiej powłoki duchowi mojego zwierzęcia mocy, aby nacieszyło się istnieniem. I stąd ten skok energii. A ty jako psycholog co o tym sądzisz?
Wrażliwość i spontaniczność dziecka, którym wtedy byłaś, na pewno odegrały w tym przeżyciu istotną rolę. Zabawa w konia sprawiała ci ogromną frajdę i dziś, kiedy sobie o niej przypomniałaś, ten szczególny wymiar dziecięcej radości do ciebie wrócił. Ważną rolę w tym wątku twojego życia odgrywają zapewne znaczenia i skojarzenia związane z koniem: siła, szybkość, swoboda, gracja. Utożsamiając się z nim, odkryłaś, że są one dla ciebie ważne, i uruchomiałaś proces ich nabywania. Z tych samych powodów terapeuci i trenerzy proponują ludziom autodiagnozę ich zasobów i aspiracji, pytając: „Gdybyś miał być zwierzęciem, to jakim?”. Podobnie używa się metafor zwierzęcych jako feedbacku: „Wyobraź sobie Anię czy Tomka jako zwierzę. Jakie to mogłoby być zwierzę? Opisz jego cechy i właściwości”. Z reguły zwierzęce autometafory, jak i metaforyczny feedback trafnie oddają ważne cechy opisywanych ludzi. Także te cechy ukryte.

W jaki sposób pytanie o to zwierzę, którym chciałabym być, może służyć rozwojowi mojej samoświadomości?
Metafory są pojemne i niejednoznaczne. Dzięki temu pomagają zobaczyć w nas i w innych głęboko ukryte wady i jakiś nierozpoznany pozytywny potencjał. A to z reguły w łagodny sposób inspiruje do mitygowania tego, co negatywne, i rozwijania tego, co w nas pozytywne. Z pewnością wybór zwierzęcia, z którym się utożsamiamy, nie jest przypadkowy. Nawet z całkowicie racjonalnej perspektywy kulturowej. Wszystkie zwierzęta i ich gatunki mają widoczne gołym okiem specyficzne cechy, a więc m.in. tylko im właściwe strategie przetrwania, reguły zachowania, stadne czy zbiorowe obyczaje, systemy komunikacji, organizację społeczną itd.

Niedźwiedź zapada w sen zimowy, wiewiórka nie wie, gdzie chowa orzechy, mrówki to wspólnota, a rosomak – sama agresja...
Właśnie. Często, nie będąc tego świadomi, obserwujemy, czytamy czy fascynujemy się zwierzętami mającymi te właściwości, których nam brakuje, lub te, których nie zdołaliśmy w sobie rozwinąć. W szamańskich tradycjach używa się tych powiązań i fascynacji po to, by świadomie kierować procesem samorealizacji adeptów. Zwierzę mocy albo zwierzę opiekuńcze ze wszystkimi jego cechami i właściwościami zyskuje wówczas rangę nauczyciela czy przewodnika, którego powinniśmy naśladować i uczyć się od niego. Aby nawiązać z nim i podtrzymywać duchową więź, przyjmujemy jego imię wraz z dodatkiem tej jego właściwości, która jest dla nas szczególnie istotna, np. Siedzący Byk, Sprytny Lis, Szybki Mustang. Tak więc twoja dziecięca fascynacja koniem powinna cię zobowiązywać do niezaniedbywania wymiaru przestrzeni, swobody, radosnego biegu, gracji ruchu, a także siły i wytrzymałości. Ale jasnowidzący szaman  powiedziałby ci pewnie, że istnieje jakieś pokrewieństwo między tobą a koniem, że koń jest twoim źródłem energii życiowej, animalną częścią duszy i że jest powiązany z twoimi przodkami. Koń stałby się wówczas twoim zwierzęciem totemicznym. To zobowiązywałoby cię do podtrzymywania energetycznej więzi ze światem koni, np. poprzez uczestniczenie w odpowiednich rytuałach, noszenie amuletów itp. Szaman powiedziałby ci również, że bez łączności z energią konia będziesz słabsza, nie zrealizujesz swojego życiowego potencjału, a nawet możesz zachorować czy wpaść w depresję. Z kolei hinduski guru zobaczyłby prawdopodobnie w historii twojej duszy jakiś koński epizod reinkarnacyjny.

Mogłam być kiedyś koniem? Nawet jeśli w to nie wierzę, dobrze by było mieć z tym zwierzakiem kontakt, bo dzięki temu rozwinę w sobie jego przymioty?
Właśnie tak. Psychologicznie można to wyjaśnić dużo prościej: może kiedyś w dzieciństwie zobaczyłaś z okna pociągu galopującego białego konia i zachwyciłaś się gracją jego ruchu, długim ogonem i rozwianą grzywą? A może dziadek albo mama czytali ci do snu baśń o pięknym i wolnym białym koniu, a wtedy twoje dziecięce serce zapragnęło dla siebie pięknego i wolnego życia? W ten sposób biały koń mógł stać się twoim nieuświadamianym, symbolicznym ideałem. Dlatego gdy teraz widzisz takie zwierzę, czujesz, że reprezentuje to, czego najbardziej od życia potrzebujesz.

A jakie jest twoje totemiczne zwierzę?
Jakieś 15 lat temu pewien indiański wódz i szaman stwierdził, że jest nim orzeł. Nie zaskoczyło mnie to. Bliskie jest mi dążenie do tego, by wznosić się wysoko i widzieć szeroko. Widzieć wzory i zależności, których nie widać z bliska. Szybując w oceanie powietrza, nieprzywiązany do żadnego miejsca na ziemi orzeł doświadcza bezgranicznej swobody, jest mieszkańcem świata. Pewnie dlatego lubię latać samolotem. Najbardziej mnie cieszy moment startu, oderwanie się od ziemi. Lądowanie jest symbolicznym powrotem do zamieszania, konfliktów i cierpienia, powodowanego przez umysł, który zatracił proporcje, perspektywę i ogląd całości.

Czyli z perspektywy orła czerpiesz radość, a nie się zasępiasz?
Oczywiście. Ale wspomniany sęp pokazuje, że nie każdy ptak jest symbolem wolności i radości. Niezależnie jednak od tego, czy zwierzęcy symbol reprezentuje słabe, czy mocne strony naszego mentalnego wyposażenia, to zawsze spełnia swoją podstawową rolę – podłącza nas energetycznie i emocjonalnie do świata przyrody, przypomina, że do niego należymy. Karta do bankomatu, smartfon i samochód nie skontaktują nas ze źródłem życia. Dlatego tyle w nas lęku i agresji w tym, wydawać by się mogło, coraz bardziej bezpiecznym świecie. Zgubne skutki braku połączenia z naturą widać także w coraz większej liczbie zaburzeń lękowych i problemów z tożsamością. Dlatego wszystko, co kontaktuje się głównie z pikselowymi obrazami przyrody, pozwala poczuć się w realnym z nią kontakcie i jest prawdziwym wybawieniem dla ciała i ducha.

Dlatego szamanizm staje się modny. W zgiełku miasta łączy nas z energią przyrody. Znajoma nosi na szyi emblemat lwa i twierdzi, że dzięki niemu realizuje się artystycznie. Więc może coś w tym jest. Niekoniecznie magicznego. Symbole zwierząt są przecież też obecne w religii chrześcijańskiej. W Apokalipsie św. Jana lew to symbol siły, wół – wytrwałości, orzeł – ostrości widzenia. Z kolei człowiek to symbol woli.
Podobnie dzieje się z godłami państw i szlacheckimi herbami. Tam też się roi od totemicznych zwierząt i roślin, bo wszyscy czerpiemy energię, inspirację do życia z przyrody. Gdy docenianie i podkreślanie tego nazywamy magią lub pogaństwem, to popełniamy grzech pychy i ignorancji. Nie ma nic głupiego ani niestosownego w poszukiwaniu tego, co boskie, w boskim stworzeniu. To właśnie czynił św. Franciszek.

Więc jeśli to komuś pomaga w stawaniu się lepszym i pełniejszym, niech nosi na szyi pazur lamparta czy skrzydełko ważki. W kwantowej rzeczywistości nie ma granic ani różnic, także między człowiekiem a zwierzęciem. Można tę jedność porównać do fal na powierzchni oceanu. Każda z nich jest odrębnym bytem, ale zawsze pozostają jednym oceanem. Część z nich wchodzi w interakcje, które dodają im sił, energii i szybkości. Inne, zderzając się, ulegają unicestwieniu. W chaotycznym hologramie wszechświata nie istnieje żaden mechanizm, który by uniemożliwiał lub uznawał za niewłaściwą wzmacniającą interakcję fali, którą jesteś ty, z falą pięknego białego konia. Ucz się od niego. Zwierzęta i cała przyroda są dla nas, ludzi, niezastąpionymi nauczycielami niedwoistości, bo przyroda – choć jawi się naszym umysłom jako podzielona – w istocie ma jedną duszę. Tylko my się od tej jedności oddzielamy i nie potrafimy jej dostrzec. Dlatego im silniejszy się staje w naszych człowieczych relacjach ze zwierzętami – ciągle powikłanych, niemądrych i nasyconych okrucieństwem – wątek troski, miłości i szacunku dla naszych mniejszych, niewinnych braci i dzielonego z nimi domu zwanego Ziemią, tym lepiej dla nas wszystkich.

Trudno to zrozumieć.
Są ćwiczenia pomagające na poziomie języka i myślenia przełamywać dualność. Na przykład patrząc komuś uważnie w oczy, po chwili skupienia powiedz kilka razy – powoli, szeptem, ważąc każde słowo: „Kiedy patrzę ci w oczy, widzę widzącego/widzącą siebie." To czyni bardziej wrażliwym i uważnym. Wzrusza i na chwilę rozpromienia. Bo widząc siebie w innym i innego w sobie, doświadczają błysku wyższego, nieegocentrycznego poziomu miłości. Na ogół łatwiej to nam przychodzi w relacjach z ludźmi. Trudniej popatrzeć w oczy swojemu psu i wyszeptać do niego to zdanie. Nie mówiąc już o zwróceniu się w ten sposób do ulubionej rośliny doniczkowej. A co dopiero o spojrzeniu w ten sposób na przydrożny kamień. Choć spotykam wiele osób, które znacznie łatwiej odnajdują niedualną perspektywę w kontakcie ze zwierzętami i przyrodą niż w kontaktach z ludźmi.

Na przykład ja. Kocham psy i wiem, że kontakt z nimi polega na odczuciach i bywa prostszy niż z ludźmi...
No właśnie. Bywa też tak, że gdy doświadczymy tej jedności, tego „nie-dwa” ze zwierzętami, to łatwiej nam potem nawiązać taki kontakt z własnym gatunkiem. Kilka lat temu opisałem to w swojej szamańskiej bajce, zamieszczonej w charakterze posłowia w książce „Bajka to życie”, napisanej wspólnie z Agnieszką Suchowierską. Opowiada o Wilczycy i Orle, którzy wychowywali porzucone ludzkie niemowlęta. Gdy dzieci dorosły, Wilczyca nazwała swoją przybraną córkę Tytoja, a Orzeł swego przybranego syna nazwał Jatoty. Nietrudno sobie wyobrazić, co się wydarzyło, gdy tych dwoje spotkało się na górskiej ścieżce. Tym bardziej że Tytoja przez swoją matkę Wilczycę jest związana z Ziemią, a Jatoty przez swego ojca Orła związał się z Niebem. A przecież wszystkim prorokom od zawsze chodzi o to, by w ludzkich głowach i sercach doszło do pojednania Nieba i Ziemi. Tak jak np. w pięknej modlitwie chrześcijan „Ojcze nasz”: „[...] bądź wola Twoja jako w Niebie, tak i na Ziemi”.

Podsumowując, jaka jest mądrość Orła, czego można się od niego nauczyć?
Ogarniania jednym spojrzeniem tego, co z perspektywy Ziemi jawi się jako przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Orzeł z wysokości widzi to, co za chwilę spotka Wilczycę za zakrętem ścieżki, którą ona biegnie. Widzi też drogę, którą Wilczyca ma już za sobą. Patrzy na wszystko jednocześnie. Dla niego ta chwila jest wiecznością, a wieczność chwilą. To, co z perspektywy Ziemi jawi się jako chaotycznie rozrzucone puzzle, z wysoka układa się w wyraźny wzór, w sensowny proces. Stamtąd widać, że wszystkie bolesne błędy – popełniane przez ludzi na skutek niedostrzegania perspektywy „nie-dwa”, skutkujące chciwością i nienawiścią, narcyzmem nacjonalizmów i szowinizmów, szaleństwem konfliktów i wojen, pogardliwym i bezmyślnym niszczeniem życia planety – tworzą potężny wektor, który mobilizuje nas i przynagla do przebudzenia się z dualnego snu.

 

WOJCIECH EICHELBERGER,
psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca  i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak zyskać szacunek innych? - Zrezygnuj z bycia grzeczną dziewczynką

Nie muszą cię wszyscy lubić, ważne by cię szanowali. (fot. iStock)
Nie muszą cię wszyscy lubić, ważne by cię szanowali. (fot. iStock)
Arleta Franklin śpiewała: „mam wszystko, czego potrzebujesz, a jedyne, czego chcę w zamian, to odrobina szacunku”. Czasem jednak o tę szczyptę trzeba zawalczyć. Jak zrobić to skutecznie i bez ofiar?

Karolina do tej pory pamięta wstyd, jaki czuła, kiedy jej mama zwracała uwagę ekspedientce, że ryba, którą jej właśnie podała, jest nieświeża. Ekspedientka, podparłszy się pod boki, upierała się przy swoim, ale mama nie dawała za wygraną. Wszyscy ludzie, którzy stali w kolejce, patrzyli tylko na nie. Karolina pamięta, że chowała się wtedy za płaszczem mamy i ciągnęła ją za rękę, szepcząc „Chodźmy już, mamusiu, proszę…”. Nienawidziła chodzić z nią na zakupy, bo mama potrafiła taką „scenę” zrobić w co drugim sklepie. Wolałaby już zjeść tę rybę, niż ściągnąć na siebie uwagę całego sklepu. Dlatego też w dorosłym życiu unikała konfrontacji jak ognia. Ekipa remontowa położyła jej krzywo płytki, maskując swoją fuszerkę podczas zapłaty – Karolina klęła pod nosem i wyrzucała sobie, że zatrudniła niesprawdzonych ludzi. Przesyłkę, jaką zamówiła w internetowym sklepie, listonosz wcisnął na siłę do skrzynki – obiecywała sobie, że nigdy więcej nie zamówi niczego pocztą. Koleżanka wyrzuciła przez okno ulubione płyty chłopaka, kiedy ten ją zdradził – Karolina takie zachowanie uważała za teatralne, głupie, niepotrzebne.

I tak oto bajka o grzecznej dziewczynce mogłaby zanudzić wszystkich na śmierć, gdyby nie pewien poniedziałkowy poranek. Karolina miała właśnie skończyć pracę nad ważnym projektem, kiedy nagły podmuch wiatru otworzył kuchenne okno, na skutek czego przewrócił się kubek, z którego wylała się gorąca zawartość na jej komputer. W serwisie powiedzieli, że naprawa potrwa tydzień, ale projekt miał być gotowy na następny dzień. Karolina postanowiła kupić najtańszy laptop w sklepie i korzystając z notatek, odtworzyć swoją pracę. W sklepie wyraźnie zaznaczyła, jaką kwotę może przeznaczyć na komputer i że potrzebuje go do zakończenia pracy. Wyszła z laptopem za najwyższą cenę, jaką mogła zapłacić. W domu okazało się, że nie ma on jednak wgranego pakietu startowego. Wróciła do sklepu i ku jej zdziwieniu sprzedawca oznajmił jej, że za pakiet musi zapłacić dodatkowo 500 zł.

Z zaciśniętymi zębami wydusiła z siebie: „Dlaczego pan mi o tym nie powiedział?”. „Bo pani nie spytała” – odparł beznamiętnym głosem. Karolina poczuła, jak po jej twarzy i szyi rozlewa się fala gorąca, sięgając aż po koniuszki uszu. Chwilę potem usłyszała, jak nazywa sprzedawcę chamem i oszustem i żąda wezwania kierownika. Cały sklep patrzył tylko na nią.

Rozstanie z grzeczną dziewczynką

Z pewnością nieraz słyszałaś ten termin. „Grzeczna dziewczynka” to według dr Lois P. Frankel i Carol Frohlinger, autorek książki „Grzeczne dziewczynki nie dostają tego, co chcą”, kobieta, która nie pozwala sobie na rozwój w życiu, bo boi się wyjść poza stereotypowe zachowania, które przyswoiła sobie w dzieciństwie. „Jeśli często czujesz, jakbyś była niewidzialna, jeżeli masz wrażenie, że jesteś wykorzystywana, inni nie okazują ci należnego szacunku albo nie wiesz, jak zdobyć to, na czym najbardziej ci w życiu zależy – witaj w klubie grzecznych dziewczynek” – piszą we wstępie do swojej książki. Grzeczne dziewczynki charakteryzuje niechęć do robienia zamieszania i ogromna chęć, by wszyscy je lubili. Unikają narzucania się innym i wyróżniania, bardziej przejmują się reakcjami innych niż własnym samopoczuciem, co więcej: za każdym razem, gdy starają się postawić swoje potrzeby na pierwszym miejscu, otrzymują od otoczenia informację, że są egoistkami. Tyle tylko że zdaniem Frankel i Frohlinger to nie powinno je powstrzymywać. „Nie zrozum nas źle, bycie miłą jest ważne, jednak nie wystarczy, by osiągnąć to, czego pragniesz w życiu” – piszą. Nie muszą cię wszyscy lubić, ważne by cię szanowali.

Jak wyznaje Kasia, nauczycielka i korepetytorka języka francuskiego: – Kiedy pierwszy raz usłyszałam od mojej ociągającej się w nauce uczennicy (której zapowiedziałam, że jeśli nadal mamy razem pracować, ma zawsze przychodzić punktualnie i z odrobioną pracą domową), że ją stresuję – byłam z siebie naprawdę dumna.

Czytaj więcej w artykule „Jak przestać być grzeczną dziewczynką i zostać kobietą sukcesu”, gdzie znajdują się przydatne wskazówki dr Lois P. Frankel i Carol Frohlinger.

  1. Psychologia

Test Myers-Briggs - 16 typów osobowości

Tekst osobowości (MBTI) okazał się narzędziem umożliwiającym lepsze poznanie siebie. (Fot. iStock)
Tekst osobowości (MBTI) okazał się narzędziem umożliwiającym lepsze poznanie siebie. (Fot. iStock)
Amerykanki, Isabel Briggs Myers i jej matka, Katherine Katharine Cook Briggs zafascynowane teorią Carla G. Junga opisaną w książce „Typy psychologiczne” postanowiły przyjrzeć się jej bliżej a następnie rozszerzyć ją i stworzyć test, który umożliwia sprawdzenie z jakim wyposażeniem przyszliśmy na świat. Test Myers-Briggs to jedno z najpopularniejszych narzędzi służących do oceny osobowości.

W teorii Junga rozróżnia się dwa typy postawy psychicznej: ekstrawertyczną i introwertyczną. Ekstrawersja oznacza tendencję do kierowania energii w stronę obiektów zewnętrznych (ludzi, zdarzeń, itd.), a introwersja to kierowanie jej do swojego wewnętrznego świata (nasze refleksje, przemyślenia, itd.).

Poza postawą psychiczną Jung wyróżnił jeszcze cztery podstawowe funkcje psychiczne, zaliczą się do nich: percepcję, intuicję, uczucie i myślenie.

Funkcje te występują w postaci dwóch par przeciwieństw. Dwie z nich są racjonalne (uczucie i myślenie), dwie irracjonalne (percepcja i intuicja). Jeżeli jedna z tych funkcji dominuje w naszej świadomości (np. myślenie) wtedy ta przeciwna do niej (uczucia) jest stłumiona i będzie przejawiać się w naszej podświadomości.

Matka i córka rozszerzyły teorię swojego „idola”, a następnie wykorzystały ją w praktyce. Opracowany przez nie test osobowości pierwotnie służył jako klucz do dobrego samopoczucia i szczęścia dzieci. Jednak ostatecznie, po kolejnych badaniach, okazał się narzędziem umożliwiającym lepsze poznanie siebie dzięki któremu człowiek ma szansę, by osiągnąć w życiu sukces.

Według Myers i Briggs różnice w ludzkim zachowaniu można opisać poprzez cztery wymiary:

1. ekstrawersja (E, ang. extraversion) vs. introwersja (I, ang.introversion). Każdy z nas ma w sobie zarówno ekstrawersję, jak i introwersję. Jednak zawsze występuje większa tendencja w kierunku jednej z nich.

2. poznanie (S, ang.sensing) vs. intuicja (N, ang. intuition). To wymiar, który odnosi się do dwóch sposobów wchodzenia w interakcję z tym, co nas otacza.

3. myślenie (T, ang. thinking) vs. odczuwanie (F, ang. feeling). Ten wymiar dostarcza danych dotyczących tego, w jaki sposób podejmujemy decyzje. Niektóre osoby robią to w oparciu o logikę, inne na bazie emocji.

4. osądzanie (J, ang. judging) vs. obserwacja (P, ang. perceiving). Tu chodzi o poziom elastyczności w osądzaniu ludzi i zdarzeń.

W wyniku przeprowadzonego testu każdy człowiek uzyskuje swój kod złożony z serii czterech. Zatem mamy szesnaście możliwych kombinacji, z których każda oznacza inny typ osobowości: administrator (ESTJ), adwokat (ESFJ), animator (ESTP), artysta (ISFP), doradca (ENFJ), dyrektor (ENTJ), entuzjasta (ENFP), idealista (INFP), innowator (ENTP), inspektor (ISTJ), logik (INTP), mentor (INFJ), opiekun (ISFJ), praktyk (ISTP), prezenter (ESFP) oraz strateg (INTJ).

Animator czy doradca?

1. Administrator

To człowiek odpowiedzialny, lojalny i bardzo pracowity. Ma dużo energii i nie ma problemu z podejmowaniem decyzji. Lubi porządek, stabilizację, poczucie bezpieczeństwa i przejrzyste zasady. Jeżeli coś mówi, to zawsze bardzo konkretnie i rzeczowo. Kieruje się w życiu logiką, jest racjonalny i praktyczny. Obdarzony bardzo „pojemnym” umysłem, jest w stanie przyswoić setki szczegółowych danych. Sam zawsze świetnie zorganizowany, nie lubi ludzi leniwych, którzy stoją w miejscu. Jest obsesyjnie wierny swoim przekonaniom i zasadom, w które wierzy. Potrafi mówić o nich w zdecydowany sposób, wyraża krytyczne opinie, przez co czasem nieświadomie rani innych.

2. Adwokat

To osoba dobrze zorganizowana i energiczna. Adwokat ma duże poczucie odpowiedzialności, jest sumienny. Cechują go serdeczność i życzliwość wobec innych. To dusza towarzystwa. Ceni sobie harmonię. Nie lubi konfliktów. Bez problemu dostrzega ludzkie uczucia, emocje oraz potrzeby. Jest wyczulony na niesprawiedliwość i cudzą krzywdę. Szczerze interesuje się problemami innych i potrafi czerpać przyjemność z pomagania. Jednak dbając o potrzeby wszystkich dookoła, często zapomina o swoich własnych. Ma tendencję do wyręczania innych. Łatwo nim manipulować.

3. Animator

Wszędzie go pełno. Animator jest energiczny, aktywny i przedsiębiorczy. Działa za dwoje. Lubi towarzystwo innych, potrafi się nim cieszyć. Jest spontaniczny, elastyczny i otwarty na zmiany. Inspiruje i inicjuje, niemal każdego potrafi zmotywować do działania. Logiczny, racjonalny i niezwykle pragmatyczny. Realista. Miewa trudności z organizacją i planowaniem. Jest impulsywny. Zdarza mu się najpierw coś zrobić, a dopiero potem pomyśleć.

4. Artysta

Bardzo wrażliwy, twórczy i oryginalny. Esteta ze zdolnościami artystycznymi. Lubi być niezależny, kieruje się własnym systemem wartości i nie ulega presji. Optymistyczny i pozytywnie nastawiony do życia, umie cieszyć się chwilą. Czerpie radość z pomagania innym. Nie przepada za teoretycznymi rozważaniami, bo chce tworzyć rzeczywistość, a nie o niej rozprawiać. Ma kłopoty z wyrażaniem pragnień oraz potrzeb.

5. Doradca

Błyskotliwy, uprzejmy i zawsze taktowny. Radość daje mu bezinteresowne działanie na rzecz innych. Potrafi dobrze wpływać na życie innych osób, inspiruje, odkrywa ich potencjał‚ i dodaje wiary we własne siły. Emanuje ciepłem i przyciąga do siebie wszystkich. Bywa łatwowierny i ma tendencję do patrzenia na świat przez różowe okulary. Skoncentrowany na innych, zapomina o sobie i swoich potrzebach.

6. Dyrektor

To osoba niezależna, bardzo aktywna i zdecydowana. Przy tym racjonalna i twórcza. Dostrzega wiele perspektyw, potrafi przewidywać przyszłe konsekwencje działań. To optymista ze zdrowym poczuciem własnej wartości. Potrafi szybko przekształcać teorię w konkretne działania. Jest wizjonerem, mentorem, lubi organizować pracę. To urodzony przywódca. Ma silną osobowość, która często onieśmiela ludzi i powoduje ich dystans.

7. Entuzjasta

Urodzony optymista. Cieszy się życiem, lubi myśleć o przyszłości. Dynamiczny, błyskotliwy i twórczy. Bardzo lubi przebywać z ludźmi, potrafi budować głębokie, autentyczne relacje. Jest bardzo ciepły, serdeczny, okazuje emocje. Źle znosi krytykę. Entuzjasta ma w sobie empatię. Potrafi innych inspirować, działa tak, że jego entuzjazm udziela się wszystkim dookoła. Dobrze czuje się będąc w centrum wydarzeń. Elastyczny, potrafi improwizować. Łatwo się rozprasza i wciąż sięga po nowe, przy okazji ma problemy z doprowadzaniem spraw do końca.

8. Idealista

Bardzo wrażliwy i twórczy. Potrzebuje trzymać się swoich wartości. Zainteresowany duchowością, przejmuje się problemami całego świata i innych ludzi. Bardzo ważne są dla niego harmonia i równowaga. Jest romantykiem, potrafi okazywać uczucia, sam także potrzebuje czułości i ciepła. Potrafi bezbłędnie odczytywać motywacje i uczucia innych ludzi. Buduje zdrowe, głębokie i trwałe relacje. W konfliktowych sytuacjach czuje się bardzo niekomfortowo. Nie jest odporny na stres i krytykę.

9. Innowator

Jest pomysłowy i niezależny, energiczny i przedsiębiorczy. To człowiek czynu, lubi być w centrum zdarzeń, lubi działać i zabierać się za sprawy i problemy, które wydają się niemożliwe do zrealizowania i pokonania. Ciekawy świata, chętnie ryzykuje, nie potrafi czekać. Jest zawsze otwarty na nowe pomysły, eksperymentuje. Zauważa rozmaite związki i powiązania między zdarzeniami i wybiega myślami w przyszłość. Jest komunikatywny i pewny siebie. Ma skłonność do przeceniania własnych możliwości, nie potrafi doprowadzić zaczętych spraw do końca.

10. Inspektor

Człowiek na którego zawsze można liczyć. Jest poukładany, bardzo punktualny, słowny i odpowiedzialny. Myśli logicznie. Bywa chłodny i poważny. Ceni sobie przede wszystkim stabilizację, spokój i porządek. Nie lubi zmian, potrzebuje jasnych i czytelnych zasad. Pracowity i cierpliwy, kończy to, co zaczyna. Jest perfekcjonistą, potrzebuje mieć nad wszystkim kontrolę. Rzadko kogoś chwali. Nie docenia także wagi uczuć i emocji innych ludzi.

11. Logik

To osoba bardzo twórcza, ma mnóstwo oryginalnych pomysłów. Lubi rozwiązywać problemy, szczególnie te natury teoretycznej. Ma analityczny umysł, jest błyskotliwy, precyzyjny i dociekliwy. W mig wychwytuje wszelkie niespójności, niekonsekwencje. Logik lubi być niezależny, raczej nie ma i nie uznaje autorytetów. Jest tolerancyjny wobec innych i bardzo otwarty na wyzwania. Czasem zagłębia się w swoim wewnętrznym świecie i traci kontakt z tym zewnętrznym.

12. Mentor

Jest twórczy, bardzo wrażliwy, ma tendencję do wybiegania w przyszłość, dostrzega w niej szanse, których nie widzą inni. To idealista skupiony przede wszystkim na pomaganiu innym. Sumienny i odpowiedzialny, a jednocześnie szalenie uprzejmy, troskliwy, życzliwy i przyjacielski. Stara się rozumieć mechanizmy, które rządzą innymi ludźmi i szerzej światem. Jest świetnym słuchaczem i wnikliwym obserwatorem. Ma w sobie wiele empatii, często kieruje się intuicją, ale ufa też innym ludziom. Mentor potrafi doskonale czytać uczucia i emocje. Nie lubi wdawać się w konflikty, niezbyt dobrze znosi krytykę.

13. Opiekun

To człowiek bardzo lojalny, oddany, życzliwy, ciepły i skromny. Można mu zaufać. Na pierwszym miejscu zawsze stawia innych ludzi, ma ogromne pokłady empatii, dostrzega potrzeby, kłopoty wszystkich dookoła, chce im pomoc. Opiekun jest doskonale zorganizowany i bardzo odpowiedzialny. Ponadto jest nieprawdopodobnie cierpliwy, pracowity i wytrwały, wszystko, co zaczyna potrafi doprowadzić do końca. Dostrzega i zapamiętuje detale. Ceni sobie spokój, stabilizację i przyjazne relacje z innymi. Potrafi „odczytywać” ludzi, źle znosi konflikty i krytykę. Niestety bywa wykorzystywany przez innych.

14. Praktyk

To osoba bardzo pozytywnie nastawiona do życia. Praktyk jest ostrożny, zdystansowany i niezależny. Wiernie trzyma się swoich zasad, jest sceptyczny wobec zewnętrznych norm. Jego uwagi nie zajmują rozważania dotyczące przyszłości. Woli działać natychmiast i zajmować się konkretnymi problemami. Szybko odnajduje się w nowych miejscach i sytuacjach. Lubi ryzykować. Zachowuje zimną krew w obliczu zagrożenia. Z natury jest małomówny przez co bywa nierozumiany przez innych.

15. Prezenter

Człowiek bardzo otwarty, optymista pełen energii. Umie cieszyć się życiem i dobrze się bawić. Jest praktyczny, ale jednocześnie potrafi być spontaniczny i elastyczny. Nie boi się zmian, lubi je, lubi też nowe doświadczenia i wyzwania. Źle znosi samotność i rutynę. Najlepiej czuje się, kiedy jest w centrum uwagi. Ma wrodzone zdolności aktorskie, potrafi innych przekonywać do siebie, wzbudzać w nich entuzjazm i zainteresowanie. Skupia się na tym, co tu i teraz, nie wybiega za bardzo w przyszłość. Ma kłopoty z przewidywaniem konsekwencji swoich działań.

16. Strateg

To indywidualista, osoba niezależna, ma bardzo dużo energii i pomysłów. Strateg jest twórczy, inni widzą jego pewność siebie i kompetencje, ale on sam jest mocno zdystansowany. Na każdą sprawę potrafi spojrzeć z wielu perspektyw. Lubi doskonalić swoje umiejętności i porządkować wszystko wokół. Jest świetnie zorganizowany, bardzo odpowiedzialny, ale jednocześnie krytyczny i wymagający. Stabilny emocjonalnie, ciężko wyprowadzić go z równowagi. Jednak ma trudność z odczytywaniem uczuć i emocji innych ludzi.

  1. Zdrowie

Nadwaga a zamrożone w ciele emocje

Jeśli masz pomysł, by zadbać o siebie i zrzucić kilka, twoim zdaniem, zbędnych kilogramów, pamiętaj, że sama dieta to za mało. Odchudzanie to proces, który zachodzi dopiero wtedy, gdy odkryjesz język swojego ciała i przeżyjesz zamrożone w nim historie.

Stań przed lustrem, nago albo w samej bieliźnie i spójrz na siebie jak na kogoś widzianego pierwszy raz w życiu. Kim jest ten ktoś?

Ciało jest jak księga życia albo mapa. Sylwetka, mimika twarzy, sposób oddychania, kolor skóry – to wszystko jest twoją historią spisywaną od momentu narodzin, a nawet jeszcze wcześniej... Wygląd, sposób poruszania się to przede wszystkim opowieść o twoich uczuciach; zwłaszcza tych niezauważonych, zamrożonych, nieprzeżytych, niewypowiedzianych. Każdy lęk zatrzymuje oddech, napina przeponę; każdy wstyd zaciska pośladki, ciężar ciała przenosi ze śródstopia na pięty, co usztywnia uda; każdy zawód napina mięśnie kręgosłupa. Te reakcje napinania, zamykania, zaciskania, zachodzące dzień po dniu – usztywniają poszczególne partie ciała, tworząc bloki mięśniowe. Sprawiają, że ciało jest mniej ruchome, tkanka gorzej ukrwiona i dochodzi do gromadzenia się w tych obszarach tkanki tłuszczowej…

Jak zbroja

Z punktu widzenia totalnej biologii automatyczny mózg, czyli podświadomy umysł robi wszystko, aby zapewnić przetrwanie, czyli zachowanie ciała jak najdłużej przy życiu. Każda sytuacja, z której wyszłaś cało, zostaje zapisana na twoim „twardym dysku”, czyli w mózgu. I we wszystkich podobnych sytuacjach pokładowy komputer automatycznie odpala program: przetrwanie. Śmiało można powiedzieć, że owe wzorce zachowań (nie tylko twoje, ale także twoich przodków) tak naprawdę sterują twoim życiem. I tak np. wzorzec przybierania na wadze w sytuacji realnego bądź potencjalnego zagrożenia i konieczności walki – jest zgodny z założeniem, że zawsze wygrywa większy i silniejszy. Odkładanie się tkanki tłuszczowej w okolicach barków, ramion i karku ma na celu obronę przed atakiem, a umięśnione uda ułatwiają ci ucieczkę, kiedy robi się zbyt niebezpiecznie, albo zamarcie – z nadzieją, że agresor zrezygnuje. Tkanka tłuszczowa chroni również przed kontaktem, który może być niebezpieczny emocjonalnie: muszę być większa, żeby chronić się przed zranieniem. Bywa, że fałdki tłuszczu na brzuchu to komunikat: „Popatrz, nie jestem wcale atrakcyjna, nie zbliżaj się”.

Tłuszcz to pancerz, który ma chronić twoje podświadome obszary lęków, wstydu, bezsilności. Może dotyczyć traumatycznych historii z przeszłości, kiedy czułaś bezpośrednie zagrożenie życia, np. tonięcie – tłuszcz chroni przed podobnym incydentem w przyszłości, poronienie – kobieta emocjonalnie nadal nosi dziecko w postaci nadwagi, dotkliwe pobicie – muszę być większa, żeby się obronić.

Z biologicznego punktu widzenia nadwaga jest efektem konfliktu porzucenia – być może w twoim ciele zapisana jest opowieść o małym dziecku, które zostaje opuszczone i, aby przetrwać, jego mózg uruchamia odpowiedni program zwiększenia masy ciała: „muszę stać się bardziej widoczne, aby matka mogła mnie łatwiej zauważyć”. Ten sam mechanizm obrony włącza się, kiedy np. w relacji z mężczyzną czujesz się niezauważana przez niego.

Tłuszcz manifestuje także konflikt związany z niedostatkiem i brakiem – jesteś przekonana, że w życiu dostajesz zwykle to, czego nie chcesz i nie masz tego, czego chcesz najbardziej na świecie. A gdy czujesz się samotna, twój mózg włącza alarm, bo „sama” znaczy „mało bezpieczna”. Gromadzimy zapasy, żeby przeżyć.

Tkanka tłuszczowa jako ważna ochrona gromadzi się zwykle w miejscach, które coś oznaczają. Mózg wysyła sygnał, że dane miejsce jest szczególnie podatne na zranienie i trzeba je otoczyć ochroną. Umownie każda strefa na ciele jest przypisana konkretnym emocjom:

  • talia – może dotyczyć problemów z podejmowaniem decyzji,
  • biodra – być może czujesz się niepewnie w rodzinie,
  • uda – zachwiane poczucie bezpieczeństwa,
  • brzuch – problemy z odczuwaniem emocji,
  • pośladki – strach,
  • duże łydki – lęk przed upadkiem,
  • grube ramiona – chęć uderzenia albo obrony przed ciosem,
  • podwójny podbródek – niezgoda na to, jak wygląda życie, chęć ucieczki do świata marzeń,
  • cellulit – może symbolizować obawę przed utratą domu lub czyjejś ochrony.

Terapia

Tkanka tłuszczowa to efekt gorszego ukrwienia, a jeszcze wcześniej napinania i bezruchu. Owo napięcie i bezruch powstały w celu obrony przed czuciem, bo tak bardzo boli… Masaż, sauna, ćwiczenia fizyczne, leżenie na macie z kolcami czy techniki oddechowe stosowane regularnie – sprawią, że napięcie mięśniowe powoli zacznie puszczać a ty zaczniesz czuć. Prawdopodobnie na początku pojawią się trudne emocje: przestraszysz się, zaczniesz płakać, poczujesz ból i rozpacz. Będziesz miała ochotę wrócić do napięcia: zacisnąć pośladki, zatrzymać oddech, spiąć łopatki, schować brzuch. Jeśli do tego dojdzie, spróbuj pobujać się na boki, pomasować napięte mięśnie ramion, kilka razy delikatnie wciągnąć i wypuścić mięśnie brzucha. Cały czas spokojnie oddychaj, staraj się, by w trakcie oddechu pracował brzuch, a klatka piersiowa była mniej ruchoma. Przyjmij każde doznanie, które pojawi się w ciele.

Zaufaj mu!

O czym szumi ciało?

Wróć do lustra i jeszcze raz popatrz na swoje ciało, z miłością. Te wszystkie krągłości, pomarańczowe skórki, fałdki i oponki są jak ślady po zranieniach. Możesz w nieskończoność je rozdrapywać albo pielęgnować z czułością. Ale najpierw musisz je z uważnością odczytać. Poniżej znajdziesz kilka wskazówek, jak to zrobić, bo tłuszcz najczęściej odkłada się w sześciu obszarach. Pamiętaj jednak, że każde ciało ma indywidualny język, którego nikt poza tobą nie zna.

Cała górna część ciała, od pasa w górę:

  • zdaniem dietetyków takie tycie najczęściej nie jest związane z chorobami, ale błędami żywieniowymi, gdy w diecie pojawia się dużo słodyczy i nadmierna ilość kalorii oraz brakuje ćwiczeń;
  • z psychologicznego punktu widzenia mocniejsza górna połowa ciała może być konsekwencją braku miłości ze strony matki, zbyt wymagającego i zimnego emocjonalnie ojca;
  • mocne barki i ramiona z nadmiarem tkanki tłuszczowej mogą symbolizować zatrzymaną potrzebę wyciągnięcia rąk ,,po miłość”, chęć pokazania „poradzę sobie sama”, obawa przed zależnością i podporządkowaniem albo gotowość do walki.

Oponka na brzuchu:

  • w tej okolicy znajduje się ośrodek stresu (komórki reagujące w sytuacji walki lub ucieczki);
  • nadmiar tkanki tłuszczowej symbolizuje problemy z radzeniem sobie ze stresem;
  • zdarza się, że w zachowaniu dominuje zajadanie stresu i zagłuszanie problemów alkoholem;
  • oponce często towarzyszy podciągnięta przepona, która jest efektem zatrzymania oddechu z powodu lęku;
  • to także solidna ochrona wrażliwości i delikatności, które z pewnością nieraz były atakowane;

Cały brzuch:

  • prawdopodobnie otłuszczone są także narządy wewnętrzne – co może mieć negatywne konsekwencje dla zdrowia i wymaga konsultacji dietetyka i lekarza;
  • tłuszcz w tej okolicy może być konsekwencją zaburzonego poczucia bezpieczeństwa, czasami sięgającego czasów dzieciństwa;
  • nadwaga może być związana z zaniedbaniami w dzieciństwie – niedokarmienie (emocjonalne lub/i fizyczne), które utrwala przekonanie, że świat nie zaspokaja potrzeb i nigdy nie dostaje się tyle, ile się potrzebuje, i tego, czego się pragnie;
  • tłuszcz może być tu tarczą ochronną, na skutek pamięci ciosu zadanego w brzuch (fizycznego lub emocjonalnego) – stąd rodzą się wspomnienia: „kiedy powiedział mi, że odchodzi, poczułam się tak, jakby walnął mnie pięścią w brzuch”.

Biodra, pośladki, uda:

  • bywa, że nadwaga w tej okolicy jest pierwszym objawem zaburzeń hormonalnych albo skutkiem objadania się np. tuż przed miesiączką;
  • psychologicznie może symbolizować zniechęcenie – ciało zamiera i wydatkuje mało energii, tłumione impulsy seksualne, wstyd czy pamięć nadużycia seksualnego;
  • tłuszcz okolicy pośladków symbolicznie chroni przed upadkiem albo kopnięciem czy uderzeniem w pupę (pamięć przemocy w dzieciństwie – bicie, albo przemocy seksualnej czy odrzucenia).

Otyłość w dolnej części ciała, od pasa w dół:

  • duża, ociężała, mało ruchliwa miednica może być skutkiem traumy seksualnej;
  • brzuch, boczki i plecy – to często efekt nadmiaru kalorii i fizycznej bezczynności;
  • nadwaga w tej części ciała często towarzyszy obniżonemu nastrojowi – zajadanie smutku i złości;
  • ciężkie nogi – przekonanie, że życie jest tak mało satysfakcjonujące, że trudno je unieść, ogólna niechęć do jakichkolwiek działań, czasami skutek traumy – wydarzyło się coś strasznego, a ty nie byłaś w stanie uciec.

Zacznij nowe życie w nowym kształcie

Czym jest otyłość? Jakie są jej przyczyny? Jak ją leczyć? Czy otyłość jest chorobą ? Odpowiedzi na te pytania przynosi kampania społeczna „W nowym kształcie”.

Jeśli uważasz, że masz za dużo kilogramów i mimo prób nie jesteś w stanie się ich pozbyć – przestań działać samotnie i dołącz do kampanii. Dzięki pomocy specjalistów dowiesz się, na czym naprawdę polega twój problem, i zyskasz wsparcie na drodze do zdrowego życia. Znajdziesz pomoc w wyborze metody leczenia otyłości oraz certyfikowanego ośrodka, w którym możesz liczyć na fachowe leczenie. Częścią kampanii jest personalizowana aplikacja wspierająca proces leczenia otyłości oraz webinary live z ekspertami, m.in. na temat metod leczenia otyłości, wsparcia w procesie leczenia oraz emocji i roli psychoterapii. Kampanię współtworzą m.in. lekarze, naukowcy zajmujący się otyłością, dietetycy oraz psycholodzy.

Zapraszamy na stronę kampanii www.wnowymksztalcie.pl.

  1. Seks

Pierwszy seks po traumie. Rozmowa z psychoterapeutką Agnieszką Czapczyńską

Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, nie pozostanie neutralny. Bo te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać. (Fot. iStock)
Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, nie pozostanie neutralny. Bo te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać. (Fot. iStock)
Rana po doświadczeniu przemocy seksualnej boli długo. Gdy uda się ją względnie opatrzyć, pojawia się potrzeba zbudowania bezpiecznego związku. O tym, jak (i czy w ogóle) rozmawiać o dawnej traumie z nowym partnerem, mówi psychoterapeutka Agnieszka Czapczyńska.

Gwałt potrafi na bardzo długo zamknąć nas na jakąkolwiek bliskość z drugim człowiekiem. Po czym poznać, że jest się już gotową?
U osób, które przeżyły traumę gwałtu, pojawia się pewien rodzaj ambiwalencji: z jednej strony jest potrzeba bliskości, chęć posiadania związku, z drugiej strony występuje lęk. Jeśli reakcja awersyjna jest bardzo silna, to poziom lęku związany ze zbudowaniem nowej relacji jest bardzo wysoki.

Od wielu lat pracuję w grupie wsparcia kobiet doświadczających różnych form przemocy, nie tylko seksualnej, ale to właśnie w tej grupie jest najwięcej singielek. Kiedy lęk wygrywa, wybieramy bycie samą.

Samotność wydaje się jedynym rozsądnym rozwiązaniem, bo daje poczucie bezpieczeństwa. Jakie sygnały oprócz lęku i awersji mogą świadczyć o tym, że to wciąż otwarta rana?
Jeżeli po doświadczeniu przemocy seksualnej rozwinął się zespół stresu pourazowego, to rana zawsze jest otwarta i sama się nie zagoi. O PTSD możemy mówić jako o stałym rozregulowaniu układu nerwowego. Symptomami są: wspomniana reakcja awersyjna, stała reakcja czujności, autoagresywne myśli, których nie można zatrzymać, flashbacki, czyli wracające obrazy traumy, którym towarzyszą odczucia w ciele, jakby działo się to tu i teraz. Poza tym pojawia się dysregulacja cyklu snu, dysregulacja emocji – albo odcięcie od nich, albo zalewanie się nimi, oraz silnie obniżone poczucie własnej wartości. Kobiety, które doświadczyły przemocy seksualnej, często nawet nie wiedzą, że mają PTSD. Ich stan jest diagnozowany jako depresja czy zaburzenia osobowości. Tymczasem źródłem wszystkiego jest trauma i właśnie zespół stresu pourazowego.

Statystyki mówią, że przy przemocy fizycznej, zwłaszcza tak drastycznej jak gwałt, PTSD rozwija się u 70–90 proc. kobiet. Dla porównania, w wyniku wypadków samochodowych – u 30 proc.

Rozumiem, że przy odpowiednim wsparciu rana może się zagoić?
Wierzę, że można się wyleczyć. Po doświadczeniu traumatycznym przez kilka tygodni występuje reakcja adaptacyjna. Układ nerwowy usiłuje dojść do równowagi po drastycznym przeciążeniu. To jest normalne i należy dać mu szansę. U części osób te symptomy z każdym tygodniem zaczynają słabnąć i w miarę upływu czasu powraca równowaga psychiczna. Natomiast jeśli symptomy utrzymują się dłużej, to oznacza, że układ autoregulacji nie dał rady i potrzebujemy pomocy z zewnątrz. Nowoczesne metody terapii, takie jak EMDR, Somatic Experiencing, Brainspotting czy TRE rozładowują napięcie na poziomie układu nerwowego, czyli tam, gdzie nastąpiło główne zaburzenie. Stosuje się też pracę w nurcie behawioralno-poznawczym dopasowanym do pracy z traumą. Wszystkie te podejścia są skuteczne. To znaczy doprowadzają osobę do momentu, w którym zostaje pamięć doświadczenia, ale nie towarzyszy jej pobudzenie ani dyskomfort. Pozostaje wspomnienie, które nie wyrzuca z „tu i teraz”, nie powoduje silnych emocji i nie wpływa negatywnie na poczucie własnej wartości.

Warto pamiętać, że przy traumie na poziomie poznawczym budują się przekonania, które są bardzo negatywne i destrukcyjne, typu: „To moja wina”, „Mogłam się obronić”, „Jestem słaba”, „Świat nie jest bezpieczny”. Te przekonania były sposobem rozumienia sytuacji w momencie gwałtu, ale są w większości irracjonalne. Przez skuteczną terapię traumy rozumiem taką, która sprawia, że doświadczenie przestaje niszczyć i buduje potraumatyczną siłę. Kobieta wychodzi z poczuciem mocy i przekonaniem: „Przetrwałam, dałam radę”, „Zrobiłam wszystko, co mogłam, „Jestem OK taka, jaka jestem”.

Droga od „Mogłam się obronić” do „Zrobiłam wszystko, co mogłam” jest długa. Sam czas nigdy nie uleczy rany?
W przypadku traumy powiedzenie, że czas goi rany, jest mitem. Możemy się od niej odciąć, omijać szerokim łukiem, włączać różnego rodzaju mechanizmy obronne, które nas dysocjują, dzięki którym nie będziemy czuły jakiejś części siebie, ale prędzej czy później to się ujawni. Życie w zamrożeniu, odcięciu od swojego ciała jest dewastujące, ponieważ żyjemy kawałkiem siebie. Reszta jest odcięta. Nie mamy dostępu do emocji, czucia na głębokim poziomie, żyjemy jakby za szybą.

Czy w budowaniu nowej relacji ma znaczenie, kim dla ofiary był sprawca i kiedy doszło do przemocy seksualnej?
W mojej wieloletniej pracy tylko raz spotkałam się z przypadkiem gwałtu na ulicy. 99,9 procent przypadków przemocy seksualnej odbywa się w relacjach pozornie bezpiecznych. Sprawcami są znane ofiarom osoby, zaprzyjaźnione z nimi, które nawet jeśli znały je tylko kilka godzin, to zdążyły wzbudzić sympatię i zaufanie. Traumy seksualne, do których doszło w dzieciństwie, kiedy kształtowała się nasza tożsamość, mocniej wkraczają w całą strukturę osobowości, stają się bardziej wrośniętą, integralną częścią poczucia, kim jesteśmy. Jeżeli doświadczyłyśmy traumy w szóstym roku życia i od tego czasu lęk towarzyszy nam codziennie, to mając 35 lat, myślimy o sobie: „Jestem lękowa, taka się urodziłam”. Mamy taki obraz siebie, choć on nie jest prawdą.

Jak fałszywy obraz siebie wpływa na późniejsze budowanie relacji?
Jeśli dziewczynka wyrasta na kobietę, która ma poczucie bycia niewartościową, bo trauma zaniża poczucie własnej wartości – ma wysoki poziom lęku, silną reakcję unikania, nie jest w stanie być niezależna i samodzielna w różnych obszarach życia. Kobieta niewierząca w swoje siły łatwo znajdzie sobie opiekę partnera dominującego. Czasem to dobry wybór, czasem zwiększa ryzyko, że odtworzy sytuację przemocy w kolejnym związku. Może budować różne relacje zależnościowe i trudniej jej będzie się bronić.

Traumy różnią się nie tylko czasem powstania, ale też częstotliwością – czy były jednorazowe, czy wielorazowe. Z jednorazowym doświadczeniem traumatycznym, czyli na przykład gwałtem na randce, można uporać się szybciej. Terapie metodami, o których wspomniałam, polegają na rozładowaniu energetycznym w ciele trudnego doświadczenia i przynoszą bardzo szybko pożądane efekty na poziomie fizycznym i w sferze poznawczej, czyli w budowaniu pozytywnych przekonań na swój temat. Transformacja przez ciało jest dużo szybsza niż przez umysł i terapię narracyjną, może zamknąć się w 10–15 sesjach. Natomiast gwałt w małżeństwie nigdy nie jest jednorazowym doświadczeniem. To jest trauma złożona, proces leczenia jest długi, ponieważ doświadczenie miało czas wrosnąć w strukturę osobowości, myślenie o sobie, sposób funkcjonowania. Wzorzec utrwalał się przez lata.

Załóżmy, że kobieta po traumatycznych doświadczeniach jest gotowa na nowy związek. Czy powinna poinformować o nich nowego partnera?
Na pewno do niczego nie należy się zmuszać. Warto wyznać partnerowi prawdę z jednego powodu: jeśli nie będzie rozumiał pewnych naszych reakcji, może pomyśleć, że są one skierowane przeciwko niemu, co nie będzie służyło budowaniu więzi. Przypuśćmy, że w trakcie intymnego zbliżenia nagle wróci mi pamięć trudnego doświadczenia i zacznę płakać, stanę się agresywna albo cała zesztywnieję – dobrze by było, by partner, z którym jestem, rozumiał, co się ze mną dzieje. W przeciwnym razie może się przestraszyć i zachowywać obronnie. Z drugiej strony dzielenie się tak intymną i bardzo delikatną częścią siebie wymaga zaufania. Powinnyśmy mieć poczucie, że osoba, której to mówimy, nie wyśmieje nas, nie odwróci się na pięcie, nie przestraszy się, nie zminimalizuje problemu. W relacji potrzebujemy czuć się bezpiecznie, musimy wiedzieć, czy ta osoba jest godna zaufania i czy to jest właściwy moment. Uważam, że warto mówić o trudnej przeszłości, tylko trzeba to robić w bezpieczny dla siebie sposób.

Bezpieczny, czyli jaki? Jakich użyć słów? Jak rozpocząć rozmowę?
Każdy trudny temat w relacji warto jest poruszać w spokojnej atmosferze. Gdy jesteśmy w silnych emocjach, nie panujemy nad słowami, więc łatwo o zranienie. Poważne rozmowy wymagają maksymalnie bezpiecznej przestrzeni, warunków i czasu. Nie oczekiwałabym, że w trakcie jednej rozmowy powie się wszystko. Można dać znać, że miało się trudne doświadczenie i ono wpływa teraz na relację z partnerem. Można zacząć od ogólników. Jeśli poczujemy się bezpiecznie, zobaczymy, że to jest przyjęte we właściwy sposób, to możemy otworzyć się bardziej.

Co znaczy właściwy? Jakiej reakcji można się spodziewać?
Właściwa reakcja partnera to reakcja empatyczna. Może on doświadczyć mnóstwa emocji: smutku, żalu, poczucia winy, chociażby dlatego, że przynależy do gatunku sprawców. Może pojawić się poczucie wściekłości na sprawcę. Te reakcje są bardzo OK.

Niepokojącym sygnałem są oskarżenia typu: „To była twoja wina, po co tam szłaś”, deprecjonowanie: „Daj spokój, co tam będziesz wspominać, skoro to było lata temu”, wyśmiewanie: „Jesteś histeryczna, chodź, przytulimy się, to wszystko minie, ja cię uleczę”. Te reakcje nie są empatyczne. Ale nie oznaczają, że mężczyzna jest złym człowiekiem, możliwe, że nie ma pojęcia, jak wspierać partnerkę. Uważam, że partnerzy, którzy tworzą lub chcą stworzyć związek z kobietą, która przeżyła przemoc seksualną, mogliby o tym trochę poczytać. Polecam zwłaszcza książki „Obudźcie tygrysa” Petera Levine'a oraz „Strach ucieleśniony” Bessela van der Kolka. Albo jednorazową konsultację, żeby dowiedzieć się, jak mają wspierać swoją partnerkę.

Może pani w kilku zdaniach wypunktować, jak wspierać kogoś po takim wyznaniu?
Po pierwsze, empatycznie słuchać, nie komentować, nie podważać. Po drugie, spytać, w jaki sposób można jej towarzyszyć, czego od nas potrzebuje, zapewnić ją, że jesteśmy po jej stronie, mówiąc na przykład: „To nie była twoja wina”. Po trzecie, motywować ją do terapii.

Ile czasu partner może potrzebować na oswojenie się z informacją o takim kalibrze?
Nie wiem. Nie wiem, czy w ogóle jest w stanie pogodzić się do końca z tym doświadczeniem. Nie spodziewam się, że partnerowi będzie łatwo z tym żyć. Nieuleczona trauma ma taką właściwość, że przypomina nierozbrojoną bombę. Jest w nas, ciągle tyka i co jakiś czas wybucha w postaci intruzywnych myśli, przerażających wspomnień, zalewających uczuć lęku, smutku, złości. Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Więc nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, przyjmie do wiadomości i zrozumie, nie sądzę, by był w stanie stać się neutralny, ponieważ te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać.

A jeśli ucieknie po samym wyznaniu – warto walczyć o taki związek?
Zarówno zamrożenie i brak emocji, jak i silna reakcja emocjonalna na taką wiadomość są całkowicie normalne. Może zdarzyć się, że partner nie potrafi tego udźwignąć, pomieścić w sobie tej ilości bólu. Jeśli obie strony widzą, co się z nimi dzieje, i mają wolę rozmowy, walki o związek, to zawsze jest szansa na przetrwanie tego kryzysu. Gwałt to doświadczenie, w którym mężczyzna niszczy życie kobiety, ale też życie innych mężczyzn – brata, ojca, partnera, syna. Przechodzimy przez to razem, niezależnie od płci.

Jednak lęk przed tym, że on odejdzie, zwłaszcza na początku relacji, może być większy niż chęć wyznania…
Ale on może odejść także dlatego, że mu nie powiesz. Trudno jest wytrzymać z osobą, która przeszła traumę i utrzymuje to w tajemnicy. To doświadczenie niszczy relację. Gdy rozumiemy to, co się z nami dzieje, i zostaje to nazwane, przynajmniej jesteśmy świadomi przyczyny takiego zachowania i wiemy, co z tym możemy zrobić.

Pierwszy seks po takim wyznaniu może być pełen obaw z obu stron.
Terapia służy odklejeniu doświadczenia seksu od poczucia zagrożenia i ponownemu połączeniu go w naszym umyśle z przyjemnością, bliskością i radością. Na pewno kolejne zbliżenie będzie wymagać uważności, delikatności i uczenia się siebie na nowo. W miejscu, w jakim byłyśmy zranione, zawsze będziemy bardziej delikatne, ostrożne.

Po traumie mamy skłonność do dysocjacji, więc wszystkie praktyki, które ściągają uwagę do bycia w teraźniejszości i czucia w ciele, są dobre. Zachęcam do terapii i różnego rodzaju praktyk budujących obecność w ciele, połączenia body-mind, czyli medytacji mindfulness, dowolnych technik medytacyjnych, jogi czy tai-chi.

Może zdarzyć się tak, że opowiedzenie o traumie nie chce przejść przez gardło. Czy ktoś może nas w tym wyręczyć?
Jeśli trudno jest powiedzieć to wprost, szukajmy sposobów, żeby to stało się możliwe. Miałam takie przypadki, że partnerzy albo członkowie rodziny przychodzili na sesję wspólnie z moją pacjentką, żeby w obecności osoby neutralnej porozmawiać o doświadczeniu gwałtu. W moim odczuciu przynosiło to dobre efekty. Sama terapia traumy jest terapią indywidualną, nie zabieramy na nią towarzysza.

A czy mówić o gwałcie innym? Matka – córce, córka – matce?
Nie mówiłabym nastoletniej córce, ale dorosłej – być może tak. Po to, by zrozumiała, co się ze mną dzieje, albo żeby sama lepiej rozumiała swoje odczucia, bo czasem trauma jest raną transgeneracyjną, poczucie zagrożenia może się przenosić z pokolenia na pokolenie. Jeśli trauma dotyczy dziecka, zawsze trzeba powiedzieć bezpiecznemu dla siebie dorosłemu, na przykład mamie. Bo ktoś musi udzielić pomocy. U moich pacjentek, które były ofiarami gwałtu, a po stronie których stawała matka czy ojciec, często następowała spektakularna poprawa.

Czy taka rozmowa może być formą terapii dla kobiety? Czy przeciwnie, niechcący otworzy drzwi do nieprzepracowanych emocji?
Ujawnienie tajemnicy, o ile zostanie właściwie przyjęte przez otoczenie, zwykle daje dużo ulgi. Oczywiście może otworzyć pamięć starych doświadczeń i być równocześnie bolesne. Z drugiej strony potrzebujemy uwolnić swój ból, może nawet szczególnie ten, który nosimy latami. Stara rana otwiera się, płyną łzy - jest to nieprzyjemne, ale tak działają mechanizmy samoregulacji. Ciało jest mądre i próbuje pozbyć się wewnętrznego napięcia. Warto pamiętać, że emocje wracają nie dlatego, że jesteśmy „uszkodzone”, ale dlatego, że ciało chce uzdrowić się z traumy. Ona jest stałą częścią ludzkiego życia, była obecna zawsze i nasze ciało jest w pełni wyposażone w mechanizmy powrotu do zdrowia.

Agnieszka Czapczyńska, psychoterapeutka, superwizorka w obszarze przeciwdziałania przemocy IPZ PTP, prowadzi Ośrodek Rozwoju Osobistego i Psychoterapii „Radość Bycia”, www.radoscbycia.com.

  1. Styl Życia

Lekarstwo i choroba są w nas – co mówi buddyzm na temat samouzdrawiania?

Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. (Fot. iStock)
Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. (Fot. iStock)
Chorujemy, kiedy tracimy prawdziwy kontakt z samym sobą – tłumaczy Tenzin Wangyal Rinpocze, mistrz tradycji bon, rdzennej religii Tybetu, założyciel i duchowy przewodnik Instytutu Ligmincza, autor książki „Prawdziwe źródło uzdrowienia”. W rozmowie z Katarzyną Kazimierowską wyjaśnia, że lekarstwo na ból, tak jak i sam ból, jest już w nas.

Jak pan rozumie ból, cierpienie? Bo to o cierpieniu jest właśnie pana książka.
Ból może być objawem fizycznej choroby, a może być też reakcją na to, że nasze uczucia są zablokowane, bo nie mamy szansy siebie wyrazić. Z perspektywy filozofii, ale też religii – ból to manifestacja braku połączenia z samym sobą. Jeśli jesteśmy w pełni świadomi siebie, mamy poczucie wewnętrznej realizacji, to ból nie pojawi się, nie uderzy.

Co to znaczy, że możemy zerwać połączenie z samym sobą, utracić kontakt? W czym to się przejawia?
Jako ludzie stoimy wszyscy przed jednym pytaniem, a przynajmniej wydaje nam się, że przed nim stoimy. To pytanie dotyczy szczęścia, bo przecież wszyscy go szukamy. Ludzie próbują znaleźć je w związkach, w bogactwie, w pięknie, w przedmiotach – nigdy w sobie samych, zawsze gdzie indziej. Zapominają, że równowaga nie płynie z zewnątrz, tylko ze środka. To wewnętrzne piękno, bogactwo nazywam wewnętrznym źródłem. Kiedy nie korzystamy z naszych zasobów, kiedy o nich zapominamy, wtedy tracimy kontakt ze sobą, z naszą duszą. W efekcie nie czujemy się pewnie sami ze sobą, nie mamy poczucia stałości i bezpieczeństwa w pracy czy relacji z drugą osobą. Jeśli ponownie połączymy się z naszą duszą, odzyskamy siebie, naszą stabilność.

Co odciąga nas od tego wewnętrznego źródła?
Na pewno kultura, w jakiej żyjemy, która bardzo koncentruje się na świecie materialnym. Nawet duchowość stała się bardzo materialistyczna, wiąże się z siłą, władzą, kontrolą i bogactwem. Nie tylko na Zachodzie tak się dzieje. Także na Wschodzie rozumienie duchowości, jej waga zmieniły się na niekorzyść. Wiąże się to z tym, że coraz rzadziej korzystamy z tradycyjnego wsparcia, jakie zawsze dawali nam mentorzy, nauczyciele, przyjaciele, ludzie, których obdarzaliśmy zaufaniem.

Pisze pan, że to również wina fałszywych tożsamości, jakie często nieświadomie przyjmujemy. Jak odróżnić fałszywą tożsamość od prawdziwej?
To głęboki filozoficzny koncept, który spróbuję wyjaśnić w jak najprostszy sposób. Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. Jedno kłamstwo pociąga kolejne, bo musisz wkładać wiele wysiłku w to, by utrzymać, obronić i uwiarygodnić to pierwsze. A te kłamstwa nie tyle dotykają ciebie, co wszystkich dookoła.

Dziś mówi się o epidemii depresji. Jakie są jej źródła według pana?
Myślę, że depresja historycznie zawsze była obecna w społeczeństwie i w jednostkach, z różnych powodów, ale dziś poziom jej intensywności jest dużo wyższy. Jedną z przyczyn może być to, że ludzie są bardziej zagubieni i zmęczeni – nie tylko szukaniem drogi wyjścia, ale też niewiedzą o tym, czego szukają. Są także zmęczeni różnymi bodźcami, które non stop wysyła świat zewnętrzny. Kolorowe magazyny bez przerwy podpowiadają, jaką markę samochodu kupić, żeby poczuć się lepiej, jak wyglądać, kogo przypominać, jak żyć i w jakim otoczeniu. Ale nikt nie mówi, że to ty sam jesteś bogactwem, ty jesteś pięknem. Kiedy spojrzymy trzeźwym okiem na nasze wyimaginowane potrzeby, to okaże się, że nie stać nas na taki samochód czy dom i nie możemy wyglądać jak ktoś inny, bo przecież jesteśmy sobą. Ci wszyscy, którzy próbują mieć to co inni, wyglądać jak inni, być jak inni, byle być lepszymi, są w beznadziejnej sytuacji.

Jak się uleczyć? Wspomina pan, że ważne jest otwarcie na ból, na trudne emocje, także na cierpienie.
Trudno jest zaprosić do siebie ból, ale przecież on już w nas jest, po prostu ignorujemy jego obecność. Dlatego zawsze powtarzam: jeśli masz z kimś trudną relację, nie ignoruj tego, działaj, bo to może być ostatnia szansa na rozwiązanie czegoś, naprawienie. Zaakceptuj ten problem, dostrzeż go, pogódź się z tym, bo wtedy właśnie go uwalniasz. Wyzwalasz się z tego.

Namawia pan do bliższego i częstszego kontaktu z przyrodą. Mieszkańcy dużych miast mają trochę utrudnione zadanie.
Jeśli dla kogoś priorytetem jest kontakt z naturą, to nie będzie szukał wymówki. Gdy byłem kiedyś w Arizonie, spotkałem człowieka z Szanghaju. Przebył długą drogę tylko po to, by zobaczyć Wielki Kanion i przez pięć dni wędrować po okolicy. Czyli można. Natura jest święta, drzewa są święte, ziemia jest święta. Mój przyjaciel zawsze opiera swój rower o drzewo, zamiast przypinać go do barierki – mówi, że drzewa lepiej zadbają o jego rower, bardziej im ufa.

Jest pan też zwolennikiem... nicnierobienia.
Kiedy ktoś nas pyta, co robimy, a my odpowiadamy: „nic” – zwykle spotykamy się z ogromnym zaskoczeniem. Za to jeśli mówimy, że jesteśmy bardzo zajęci, odpowiedź spotyka się z aprobatą – wszyscy zgadzają się, że kiedy coś robimy, możemy uznać swoje życie za dobre i wartościowe. Ludzie nie doceniają prawdziwej wartości nicnierobienia. Mówiąc „nicnierobienie”, mam na myśli bycie spokojnym, wyciszonym, ale też niewykonywanie żadnej aktywności. Chodzi o to, żeby nic nie robić i naprawdę się tym cieszyć, dać sobie prawo do wyciszenia, ucieczki od szumu, który nas otacza. Dopiero wtedy mamy szansę usłyszeć siebie. Pójdźmy do kawiarni i napijmy się kawy w samotności, w spokoju, i po prostu przeżyjmy dobry dzień.

Ludzie nie cenią zwykłych rzeczy, bo uważają, że istnieją jedynie poprzez innych, są widzialni tylko poprzez uwarunkowania towarzyskie. A nasze prawdziwe „ja” objawia się w ciszy i spokoju, dopiero wtedy jesteśmy w stanie wejść w to bycie, kiedy nasz umysł jest otwarty, ale niebodźcowany w sytuacjach towarzyskich czy społecznych. A tak wygląda na co dzień nasze życie. Ludzie jadą na wakacje, by nic nie robić i odpocząć, ale są tak zestresowani tą sytuacją, że zachowują się tak jak zawsze, czyli gonią od jednej atrakcji do drugiej.

W swojej książce pisze pan o tzw. trzech cennych pigułkach. To cisza, przestrzeń i bezruch.
Odczucie bezruchu ciała to drzwi do wewnętrznej przestrzeni. Dzięki połączeniu się z ciszą łączymy się z głębszym odczuciem spokoju i spełnienia. A poprzez doświadczenie przestrzeni otwieramy drzwi wewnętrznego ciepła i radości, wewnętrznego schronienia, czyli schronienia bezwarunkowego. Nie jesteśmy naszym ciałem. Gdy dotyka nas ból, to dotyka on naszego ciała, nie przestrzeni w środku nas. A właśnie tej przestrzeni w nas każdy potrzebuje i każdy ją ma. Na pewno warto jak najczęściej zażywać trzy pigułki, ale wystarczy też po prostu usiąść na 10–15 minut, zwłaszcza wtedy, kiedy czujemy, że się zgubiliśmy i potrzebujemy pomocy. Pamiętajmy, że zawsze możemy sami sobie pomóc, bo wszystko, czego potrzebujemy, jest już w nas.

Fot. materiały prasowe z Kursu organizowanego w Polsce w 2016 roku przez Ośrodek Cziamma Ling.Fot. materiały prasowe z Kursu organizowanego w Polsce w 2016 roku przez Ośrodek Cziamma Ling.

Tenzin Wangyal Rinpocze, mistrz tradycji bon, rdzennej religii Tybetu. Założyciel i dyrektor Instytutu Ligmincza. W Polsce jego uczniowie skupieni są w Związku Garuda. Autor m.in. „Cudów naturalnego umysłu“, „Przebudzenia świętego ciała“ i „Prawdziwego źródła uzdrowienia”.

Poniżej wykład mistrza Rinpocze na temat spontanicznej kreatywności: