1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Jak zmieniają się wzorce męskości na świecie?

Jak zmieniają się wzorce męskości na świecie?

Czym jest dzisiaj męskość? Nikt nie podał jeszcze trafnej definicji, ale wiadomo jedno – coś się zmienia. I to na całym świecie. (Fot. iStock)
Czym jest dzisiaj męskość? Nikt nie podał jeszcze trafnej definicji, ale wiadomo jedno – coś się zmienia. I to na całym świecie. (Fot. iStock)
Czym jest dzisiaj męskość? Temat ten powraca w moich rozmowach z przyjaciółkami. Pojawia się także nieustająco w debacie publicznej. I choć nikt nie podał jeszcze trafnej definicji, to wiadomo jedno – coś się zmienia. I to na całym świecie. Może podpatrując mieszkańców innych krajów, ustalimy, jak ewoluuje się też polski partner i ojciec?

Włosi: mniej agresji, więcej empatii

Ojczyzna macho, ojców chrzestnych i namiętnych kochanków. To własnie na południu Europy, gdzie społeczeństwo od wieków opierało się na patriarchacie, doszło w ostatnich latach do największego kryzysu tradycyjnego modelu męskości. Przeciętny Włoch coraz częściej czuje się niepewny i zdezorientowany – marzy o odzyskaniu męskiej hegemonii. A jego rodaczki są dziś coraz bardziej niezależne – późno wychodzą za mąż i nie zawsze chcą mieć dzieci. Szczególnie uderza to na południu Półwyspu Apenińskiego, od zawsze bardziej przywiązanym do konwenansów. Podkreślają to wszyscy znajomi Włosi. – Różnice kulturowe i społeczne miedzy północą a południem są u nas kolosalne – mówi Emanuele (31 lat), pracujący w strukturach europejskich. – Nie da się więc odpowiedzieć wprost, jak wygląda dzisiaj męskość we Włoszech: to, co jest normą w dużym mieście w jednej części kraju, może stanowić szokującą nowość na wsi położonej kilkaset kilometrów dalej. Ale coś się zmieniło.

Potwierdza to Daniele Gargano, włoski psycholog mieszkający w Polsce. – Męskości w dzisiejszych Włoszech nie da się zdefiniować jednoznacznie, ale z pewnością współczesny styl życia – coraz wygodniejszy i oparty na dobrobycie – sprawił, że włoski mężczyzna jest mniej agresywny, a bardziej empatyczny. Może wykorzystywać to, co zostało mu dane w ramach dziedzictwa kulturowego jego ojczyzny: wrażliwość na piękno czy umiejętność cieszenia się chwilą.

Wartości te coraz rzadziej stawiane są w opozycji do tzw. prawdziwej męskości, która nie musi już być arogancka, brutalna i nieokrzesana. – Dzisiejszy Włoch potrafi być obecnym i uważnym mężem i ojcem. Dzieli z kobietą zarówno przyjemności, jak i obowiązki związane z prowadzeniem domu. Jeszcze 30 lat temu – dopowiada Emanuele – był zwykle jedynym żywicielem rodziny; oczekiwano od niego dobrze rozwijającej się kariery i jasno określonych poglądów politycznych. W czasach młodości moich rodziców chłopcy zaczynali pracować zaraz po skończeniu szkoły; niedługo potem zakładali rodziny. Kobiety rodziły dzieci przed 24. rokiem życia. Dziś z trudem znajdziesz we Włoszech kogoś, kto decyduje się zostać rodzicem przed trzydziestką. Co najważniejsze, zmieniło się nasze podejście do emocjonalności.

Włosi zawsze byli uczuciowi i ekspresywni, jednak nowością jest dla nich danie sobie przyzwolenia na okazywanie słabości. – W wielu włoskich rodzinach od małego uczy się dziś chłopców, że w słabości nie ma nic złego – mówi Emanuele.

Skandynawowie: ojciec na pełny etat

Północna cześć Europy od lat plasuje się w czołówce krajów, gdzie panuje równouprawnienie płci. Niezależność finansowa kobiet czy męskie zaangażowanie w życie rodzinne to zjawiska, które w pierwszej kolejności pojawiły się własnie w Skandynawii. To tu najwcześniej zmieniał się także wzorzec męskości rozumiany jako zestaw cech, takich jak śmiałość, twardość czy bezwzględność. I to stąd prawdopodobnie przyszedł wzorzec współczesnego ojcostwa. – Kiedy pracowałam jako kierowniczka projektu w domu kultury, na porządku dziennym było, że mój szef brał wolne, żeby zawieźć swoje dzieci do ortodonty – a nie jest samotnym ojcem. Inny znajomy, emerytowany policjant, dorabiał przez jakiś czas jako opiekun przedszkolny, co stanowiło ciekawe połączenie dwóch pozornie odmiennych stereotypowo ról – podkreśla Anna Bugaj, kulturoznawczyni i kognitywistka od 2008 r. mieszkająca w Norwegii. Sebastian, trzydziestokilkuletni barista ze Szwecji, nie widzi w tym nic dziwnego: – Oczywiście u nas też działo się to wszystko stopniowo. Pewne zachowania, które dla mojego taty były jeszcze nowością, dla mnie stanowią normę. Nasi dziadkowie uważali, że muszą czasem zagrać z synami w piłkę nożną, ale niekoniecznie budować codzienną emocjonalną bliskość. Ja nie wyobrażam sobie, żeby nie uczestniczyć na bieżąco w życiu moich dzieci. Kiedy spytasz o męskość Szweda po sześćdziesiątce, powie ci, że jest nią zaradność, umiejętność samodzielnego naprawienia samochodu i panowania nad własnymi emocjami. Ja i moi rówieśnicy, także dzięki pracy naszych rodziców, zdefiniujemy ją zupełnie inaczej: jako znajomość i akceptację siebie samego oraz gotowość do dzielenia się odpowiedzialnością życiową z partnerką.

Izraelczycy: ramię w ramię z kobietą

Gdzieś pomiędzy Włochami a Skandynawami umiejscowić należy podejście do sprawy Izraelczyków. Ich postawę obserwuję na przykładzie mojego męża. Wybucha śmiechem, słysząc, że w USA wprowadzono właśnie nakaz montowania przewijaków dla niemowląt w męskich toaletach. W Izraelu od lat wiszą w każdej prawie łazience, bez względu na to, czy oznaczona jest kółkiem, czy trójkątem. – Sporą część dzieciństwa i wczesnej młodości spędziłem w Stanach i widzę, że pewne rzeczy, dla Izraelczyka oczywiste, w krajach zachodnich są rewolucją. Powód? Izrael jest państwem bardzo młodym. Kobiety i mężczyźni budowali je razem kilkadziesiąt lat temu; nie było czasu, by oglądać się na stereotypy. Później kobiety i mężczyźni wspólnie tego państwa bronili, zarówno na froncie (kobiety odbywają w Izraelu obowiązkową służbę wojskowa), jak i w codziennej pracy. W takim środowisku wyrosłem ja i moi rodzice. Ci, którzy chowali się w kibucach, gdzie nie ma prywatnej własności, dodatkowo uczyli się wspólnoty i równości bez względu na zawód, pochodzenie i płeć. Miało to przełożenie na podejście do spraw rodzinnych i domowych.

Z drugiej strony izraelscy mężczyźni dalecy są od zrezygnowania z cech tradycyjnie przypisywanych ich płci, takich jak skłonność do rywalizacji, agresywność. Jak mówi siostra mojego męża, Shira Wollner, kulturoznawczyni i antropolożka, Izraelczycy są z natury bardzo podejrzliwi, stąd wielu z nich manifestuje ogromną, wręcz nienaturalna pewność siebie, która kojarzy się z tradycyjnie pojmowaną męskością – siłą i bezkompromisowością. – Widać jednak tendencję do przejmowania nowego modelu – dodaje.

W stronę równouprawnienia

We wszystkich wypowiedziach moich rozmówców powtarza się kwestia wychowania: pokolenie dzisiejszych 30-latków w naturalny sposób przejęło nowe wzorce. – Nigdy nie czułem, żebym musiał przedefiniować swoją wizję męskości – czy to w domu, czy w pracy, gdzie moja przełożona wielokrotnie okazywała się kobietą. I tak, uprzedzę twoje pytanie, we wszystkich związkach, w których byłem, to ja gotowałem makaron na obiad! – śmieje się Emanuele. Sebastian mówi wprost: – Ciesze się, że nie muszę zastanawiać się, czy jestem męski, czy nie. Mogę być po prostu sobą. Mam jednak świadomość, że sporo zawdzięczam w tej materii rodzicom i żonie.

Czy równouprawnienie płci jest w ich krajach teraźniejszością? W większości domów tak, ale nie we wszystkich sferach.– Zwykle, mówiąc o równouprawnieniu, mamy na myśli zwiększenie praw przyznawanych kobietom. I rzeczywiście, Norwegia na przykład się pod tym względem bardzo wyróżnia, ale równouprawnienie działa tu też w drugą stronę. Jest społecznie akceptowane, a wręcz pożądane, by mężczyźni wykonywali zawody kiedyś uważane za typowo kobiece, jak nauczyciel przedszkolny czy pielęgniarz – mówi Anna Bugaj. I dodaje: – Wydawać by się mogło, że skandynawskim mężczyznom wolno więcej, jeśli chodzi o sferę uczuć i ogólnie pojętej wrażliwości. Jednak, gdy spojrzymy na statystyki samobójstw, okazuje się, że Norwegowie odbierają sobie życie równie często jak mężczyźni w innych krajach i znacznie częściej niż kobiety. Eksperci twierdzą, że mimo zmian i większej otwartości na emocje, mężczyźni nadal czują, że nie mają prawa do słabości i że w związku z tym nie szukają pomocy, gdy dotknie ich depresja. W przeciwieństwie do kobiet, pozostają ze swoimi problemami sami.

Annie przytakuje Daniele Gargano. – To, co z jednej strony jest zjawiskiem pozytywnym – fakt, że męskość nie musi już oznaczać despotyzmu i agresji – z drugiej strony łączy się z zanikiem cech koniecznych do utrzymania równowagi w relacjach międzyludzkich. A mając więcej możliwości, codziennie stoimy przed wyborami, których nie musieli podejmować nasi przodkowie. A to wpływa na umiejętność podejmowania decyzji – obserwuję to jako terapeuta.

Podkreśla, że kluczową rolę w przyszłości odegra wychowanie młodego pokolenia i pokazywanie mu, jak ważne jest zachowanie równowagi w przyjmowaniu nowych modeli. Przede wszystkim jednak – słuchanie samego siebie. „Podstawą szczęścia jest prawda” – przypominam sobie fragment mojego zeszłorocznego wywiadu z Gargano. Mężczyźni nie muszą kopiować wzorców, a w kryzysie wynikającym z zaniku tradycyjnego podziału ról można poszukać swojej drogi.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Mężczyzna w kryzysie. Gdzie jesteś Adamie?

Mężczyźni uważają życiową katastrofę za dyskwalifikującą porażkę na męskim rykowisku. (Fot. iStock)
Mężczyźni uważają życiową katastrofę za dyskwalifikującą porażkę na męskim rykowisku. (Fot. iStock)
Obrażają się, kiedy coś sknocą. Znikają, kiedy pojawiają się poważne problemy rodzinne. Wpadają w marazm, a nawet popełniają samobójstwo, kiedy tracą stanowisko, firmę czy majątek. Jak takie zachowanie mężczyzny należy rozumieć, wyjaśnia psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Znajome kobiety pytają mnie ostatnio, dlaczego od wieków jest tak, że gdy tylko pojawi się kryzys, mężczyźni znikają. Niczym Adam w rajskim ogrodzie. Nie mają męskiego schematu działania w kryzysie?
Aby zrozumieć, skąd się bierze i na czym polega ten uporczywy kulturowy stereotyp, który sprawia, że kiedy pojawiają się problemy, to Adam znika, i na domiar złego jest obrażony – trzeba odnieść się właśnie do mitu rajskiego. Sięgnijmy do tej najpopularniejszej wersji mitu, w której Adam wypada na głupka, bezwolnie dając się Ewie namówić na wspólne skonsumowanie rajskiego jabłka – a potem zwala na nią całą winę. Ten patriarchalny, niesprawiedliwy i uporczywy przekaz nadal – choć w coraz mniejszym stopniu – oddziałuje na nas wszystkich. Krótko mówiąc, mężczyźni obwiniają kobiety o to, że pozbawiły ich rajskiego szczęścia. W konsekwencji zostały więc skazane na wieczne poczucie winy, posłuszeństwo i cierpienie, a także na wieczne zadośćuczynienie poprzez dostarczanie skrzywdzonym mężczyznom komfortu i przyjemności.

Wspaniałe alibi! Ale zdaje się, że gospodarz raju, czyli Bóg, tego nie kupuje, skoro zwraca się do ukrytego w krzakach Adama: „gdzie jesteś?”. Czy Adam rozumie, jak głupio się zachowuje?
Na szczęście młodzi mężczyźni w Polsce, a szczególnie ci, którzy chodzą teraz na protesty i solidaryzują się z walczącymi o swoje ludzkie prawa kobietami, nie chowają się już po krzakach. Nie szukają w urojonej kobiecej winie usprawiedliwienia własnej nielojalności, bierności i tchórzostwa. Wymazują z katalogu męskich skryptów arcyszkodliwe przekonanie o rzekomej winie Ewy, które przez tysiące lat dawało mężczyznom moralne prawo do upokarzania i dręczenia kobiet. Ale jednocześnie to, co dzieje się obecnie w Polsce, pokazuje, że ten odwieczny przekręt odżywa i staje się szczególnie groźny w czasie spowodowanego przez patriarchat kryzysu, gdyż rządzącym światem mężczyznom nie spieszy się brać odpowiedzialności za cywilizacyjną katastrofę. W dobie kryzysu odruchowo zabierają się do dręczenia kobiet, bo wiadomo, że to one od zawsze są wszystkiemu winne.

Ilustracja: Paweł Jońca Ilustracja: Paweł Jońca

Można zrozumieć mężczyznę, który ucieka, gdy na przykład przychodzi na świat jego niepełnosprawne dziecko?
Dotykamy tu sprawy głęboko ukrytej w ciemnościach pozaświadomej, zwierzęcej części męskiej psychiki. Mężczyźni mogą mieć biologiczną skłonność do odrzucania dzieci zdradzających poważne wady i niesprawności, ponieważ w ich poczuciu w złym świetle stawia to prokreacyjną wartość ojca. Wiele gatunków zwierzęcych, na przykład lwy, zabija niezdolne do samodzielnego przeżycia potomstwo. Oczywiście takie postępowanie urąga człowieczeństwu i rodzicielstwu, ale nie powinniśmy zamykać oczu na odziedziczone po zwierzęcych przodkach instynkty. Tylko to, co w nas uświadomione, poddaje się zmianie.

Mężczyźni nie są lwami, czy więc mają poczucie winy, kiedy na przykład zmuszają kobietę do przerwania ciąży?
Pamiętajmy, że mężczyźni są różni i z pewnością nie wszyscy zachowują się wobec niedoskonałego potomstwa jak lwy. Można nawet przypuszczać, że większość mężczyzn wychodzi z założenia, że ich rolą jest wesprzeć kobietę w jej decyzji. Niezależnie od tego, czy kobieta chce ciążę utrzymać, czy też decyduje się ją przerwać. Bo to nie jest ich ciało ani ich brzuch. Decyzja nie dotyczy też ich życia w takim stopniu, w jakim dotyczy życia kobiety. Co oczywiście nie znaczy, że nie ma już mężczyzn stosujących szantaż emocjonalny lub ekonomiczny, aby wymusić na kobiecie decyzję przerwania ciąży. Postępują tak szczególnie ci obciążeni silnym rysem psychopatycznym, odcinającym ich od wyższych uczuć.

Czyli to, jak się mężczyzna zachowa, mówi o tym, kim jest?
Oczywiście. Ale nawet mężczyzna będący w tak zwanej psychicznej normie, jeśli nie chce mieć dziecka z daną kobietą – bo jej nie kocha lub z innych powodów nie widzi szans na to, aby stworzyć z nią trwały związek – w najlepszym przypadku będzie regularnie płacić alimenty. Tylko część mężczyzn – myślę, że margines – decyduje się ponosić konsekwencje ciążowej wpadki i pod presją środowiska lub własnego rygorystycznego systemu wartości podejmuje się roli partnera i ojca. Z reguły nie są to jednak ani udane związki, ani wysokiej jakości rodzicielstwo. Serce nie sługa i nikt nie jest w stanie obiecać, że pokocha niechciane dziecko i jego niewybraną matkę. Oczywiście zdarzają się szczęśliwe wyjątki, kiedy to narodziny dziecka łączą rodziców we wspólnym zachwycie, dumie i miłości do niego. W każdym razie wzięcie odpowiedzialności finansowej za niechciane dziecko jest nie tylko sprawą honoru i przyzwoitości, lecz także wyrazem emocjonalnej dojrzałości biologicznego ojca.

A gdy sytuacja jest odwrotna, mężczyzna chce dziecko z tą kobietą, a ona mówi: „nie” – co wtedy dzieje się w męskim sercu?
Kobieta ma oczywiście prawo powiedzieć: „nie”, ale gdy jej decyzja o przerwaniu ciąży zostanie podjęta wbrew woli i uczuciom stałego partnera, to wpłynie negatywnie na ich związek. Dawno temu, gdy sam znalazłem się w takiej sytuacji, poczułem ogromną stratę i żal do swojej ówczesnej partnerki, co przyczyniło się do naszego późniejszego rozstania. Poczułem to, co pewnie czuje kobieta, na której ukochany partner wymusił przerwanie ciąży: odrzucenie, nieważność, a nawet bycie niekochanym.

Adam często też nie chce brać się za bary z życiem. Chowa się, gdy straci firmę, pieniądze, stanowisko. Czy partnerka może mu wtedy pomóc pozbierać się?
Jej zaklęcia i przysięgi, że nie jest nim zawiedziona i że nadal go kocha, na niewiele się zdadzą. Mężczyźni uważają życiową katastrofę za dyskwalifikującą porażkę na męskim rykowisku, a tam kobiety nie mają dostępu. Zresztą w takiej sytuacji kobiety zazwyczaj tylko pogarszają sytuację, bo nie potrafią ukryć rozczarowania albo próbują motywować nieszczęśnika mantrą typu: „Weź się w garść, rusz tyłek i zabierz się do jakiejś roboty”. Nie zdając sobie sprawy z tego, że w ten sposób definitywnie kastrują swego mężczyznę. A to znaczy, że traci on resztki poczucia własnej wartości i wiarę, że się kiedykolwiek podniesie.

Przecież to, że firma plajtuje, źle zainwestuje się pieniądze albo straci się stanowisko, to nie koniec świata!
Może nie koniec świata, ale jednak dla wielu mężczyzn jest to urzeczywistnienie rodzicielskiej klątwy – na ogół ojcowskiej – rzuconej na nich w dzieciństwie: „Do niczego w życiu nie dojdziesz! Masz dwie lewe ręce” itp. Na ogół dzieci poczęstowane taką klątwą przez resztę życia starają się ją przezwyciężyć: pracą ponad siły, wyrzeczeniami i zabójczym perfekcjonizmem we wszystkich obszarach życia! A więc gdy nadchodzi katastrofa, to wali się im wszystko. A do poczucia bycia niekochanym i niewspieranym przez ojca dochodzi przekonanie, że także los, a nawet Bóg ich nie wspiera i nie lubi. Zostają im wówczas tylko wstyd, rozpacz i poczucie całkowitego osamotnienia. Mężczyzna w tym stanie łatwo może targnąć się na swoje życie, bo myśli, że tak przyniesie ulgę nie tylko sobie, lecz także najbliższym i całemu światu. Drugim, na ogół nieświadomie wybieranym, wyjściem jest choroba dostarczająca moralnej legitymacji dla klęski, rezygnacji, potrzeby wsparcia, a także życiowej impotencji.

Sięgnijmy zatem do bajek – tytułowy bohater „Kota w Butach” to wzór dla tych, którzy myślą, że los im nie sprzyja. Dzięki sprytowi zrobi z młynarczyka bogatego markiza. Dlaczego mężczyźni rzadko bywają Kotami w Butach, a tak często Adamem w krzakach?
Ten Kot to współczesny spin doctor, sprytny specjalista od kreowania wizerunku i gry pozorów. Ale zauważmy, że wiejski chłopak, którego Kot wykreował na markiza, decyduje się przyjąć majątek i pozycję, jakie mu „skołował”, dopiero gdy królewna wyznaje mu miłość. Dlaczego? No bo w całej naszej grze z życiem, z losem chodzi przede wszystkim o to, żeby ktoś dostrzegł naszą prawdziwą wartość. O to, żebyśmy my sami dzięki temu mogli uwierzyć w siebie. Cała reszta to mniej lub bardziej skuteczne środki do tego celu. Młynarczyk miał szczęście, że potrafił uwierzyć w to, iż serce królewny dostrzegło jego prawdziwą wartość.
„Kot w Butach” to też opowieść o tym, że możemy wszystko zdobyć, nic nie mając. I dziś dzięki współczesnej technologii medialnej młodzi mężczyźni mogą w kilka dni odnieść wielki finansowy i wizerunkowy sukces. Często wystarczy odrobina talentu, kreatywności i sprytu. Wygląda więc na to, że Internet jest dla wielu Kotem w Butach, co sprawia, że przestroga płynąca z baśni staje się jeszcze ważniejsza. Bo jeśli nie znamy – a przynajmniej nie przeczuwamy – naszej prawdziwej wartości, to dary Kota w Butach nam nie pomogą. Towarzyszące nam dzień i noc nieznośne poczucie uzurpacji będzie sabotować każdy nasz sukces. Przekonani o naszej małej wartości będziemy uznawać każdy sukces za niezasłużony.

Lepiej być sprytnym niż odebrać sobie życie, jak dawno temu czyniło wielu mężczyzn, którzy stracili majątek?
I nadal to robią. W Polsce sześć razy więcej mężczyzn niż kobiet popełnia samobójstwo. Decyduje o tym to, co w męskim świecie jest katastrofą absolutną, a mianowicie – dojmujące poczucie zawodu, jakie mężczyzna sprawił ważnym dla siebie ludziom, wobec których miał zobowiązania. Honor to zawsze była ważna męska wartość i dlatego poczucie, że „obciążyłem rodzinę długami, których nie jestem w stanie spłacić, zawiodłem wszystkich, a teraz wyląduję na marginesie” – może zabić. To chyba dobrze, że mężczyźni czują odpowiedzialność...

Ale czy to odpowiedzialność – zabić się i zostawić bliskich w kłopotach?
Zgoda. Zamach samobójczy jest często powodowany powszechnym męskim narcyzmem. A dla narcyza utrata zewnętrznych atrybutów znaczenia i prestiżu jest nie do zniesienia, bo oznacza poczucie całkowitej bezwartościowości.

Jak można pomóc mężczyźnie, który przegrywa z klątwą czy z losem?
Mogą mu pomóc tylko inni mężczyźni, tacy, którzy wiedzą, o co chodzi, bo sami coś podobnego przeżyli. No i których stać na choćby taki wyraz empatii i współczucia: „Rozumiem, co przeżywasz, rozumiem, że ci ciężko. Wiem, że wydaje ci się, że nie ma z tego żadnego wyjścia i że jesteś w czarnej dupie… Wiem, bo coś podobnego przeżyłem”. Wtedy dopiero ten załamany przez los może się przyznać do swoich uczuć, bo będzie wiedział, że nie zostanie wyśmiany ani odrzucony, że nie usłyszy: „Weź się w garść, przestań się mazać i nie zawracaj innym głowy swoim melodramatem!”. Takie spotkania zdarzają się też w terapii, a także w męskich kręgach. Tam mężczyźni spotykają się nie na rykowisku, ale w miejscu, gdzie mają rozmawiać o wspólnych im wszystkim problemach i wspierać się nawzajem.

Mężczyźni popełniają samobójstwa, bo takich rozmów nie doświadczyli?
Niekoniecznie od razu samobójstwa. Samobójstwa zdarzają się rzadko i są ostatecznością. Częściej mogą to być depresje, uzależnienia lub autoagresywne choroby somatyczne – takie jak na przykład rak czy choroby reumatyczne. Z pewnością jednak gdyby mężczyźni częściej znajdowali okazję do takich rozmów, to rzadziej cierpieliby na depresję, uzależnienia i rzadziej popełnialiby samobójstwa. Niestety, są od dziecka uczeni rywalizacji, więc przyznanie się przed innymi mężczyznami do porażki jest dla nich bardzo trudne.

Rozwód, podział majątku… Czy to nadal dla mężczyzn wina jakiejś Ewy? Czy powód do szukania pomocy u psychoterapeuty?
Coraz częściej, choć nadal nieczęsto, mężczyźni przyznają, że czegoś jednak nie wiedzą i nie rozumieją. Taką postawę częściej spotykamy u młodych mężczyzn, wychowanych w erze Internetu, którzy do swoich deficytów podchodzą w profesjonalny sposób. Jak bohaterowie online’owych gier fantasy, którzy zdobywają jak najszybciej ekwipunek i umiejętności niezbędne im do skutecznego wykonania misji. Dla mężczyzn z poprzednich pokoleń to ciągle trudne. Obawiają się, że sama wizyta u psychoterapeuty kwalifikuje ich do grona psychicznie chorych. Pogląd, że mężczyzna nie może czegoś nie wiedzieć, a jak nie wie, to nie powinien się do tego przyznawać – umiera długo, choć na szczęście powoli już opada z sił.

Winy za kryzys związany z seksem Adam zazwyczaj też upatruje w Ewie. Dlatego ma prostą receptę – przenosi się do młodszej Heleny…
Oczywiście są mężczyźni, którzy o wszystkie swoje ograniczenia, niemożności i niepowodzenia obwiniają kobiety. Kobieta nadal jest kozłem ofiarnym tej patriarchalnej cywilizacji. Choć – i to częściej, niż jesteśmy skłonni przypuszczać – zdarzają się związki, w których to mężczyzna jest poniżaną i kastrowaną ofiarą. Ale z pewnością dla mężczyzn utrata libido i erekcji jest zwykle egzystencjalną i tożsamościową katastrofą. Bycie zdolnym do zapłodnienia to biologiczne zadanie. Libido napędza męską siłę, odwagę, dzielność, motywację do życia i kreatywność. Niewielu wystarcza zdrowia, motywacji i siły ducha, by w czasie kryzysu andropauzy przekształcić się w fajnego dziadka lub mądrego starca.

Mówisz o męskiej dojrzałości?
Albo o męskiej końcówce, czyli o czasie, kiedy reproduktor i wojownik ma szansę przekształcić się w mędrca i mentora, który, żegnając się z libido, odczuwa ulgę. Cieszy się z odzyskanego oceanu czasoprzestrzeni, który może przeznaczyć na uporządkowanie się wewnętrzne, załatwienie zaniechanych spraw i na pokochanie tych, których wcześniej nie miał czasu nawet poznać.

Wojciech Eichelberger, psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

  1. Psychologia

Wzajemne wsparcie w związku - ważna jest harmonia kobiecej i męskiej energii

Brak wsparcia w związku to problem wielu par... Kobiecość i męskość - dwie siły, które powinny się uzupełniać. Dlatego, jeśli chcecie zapewnić sobie w związku prawdziwe wsparcie, szanujcie swoją odmienność. (fot. iStock)
Brak wsparcia w związku to problem wielu par... Kobiecość i męskość - dwie siły, które powinny się uzupełniać. Dlatego, jeśli chcecie zapewnić sobie w związku prawdziwe wsparcie, szanujcie swoją odmienność. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
My, mężczyźni i kobiety, nie jesteśmy tacy sami – dzielą nas istotne różnice, które nie są po to, aby ścigać się, kto ma lepsze, a kto gorsze. Są po to, aby dzięki nim budować coś, co da efekt synergii, powiększenia – mówi psychoterapeuta Jacek Masłowski.

Jak wspierać mężczyznę? Jak wpierać kobietę? -

Męskość i kobiecość – archetypowe energie spotykają się…
To spotkanie najlepiej oddaje taka metafora: mężczyzna przedziera się przez dżunglę, wyrąbuje ścieżkę maczetą, rani się, potyka i przewraca. Za nim podąża kobieta. Idzie tym tunelem, który on wyrąbał. Wie jak wspierać mężczyznę. Kiedy on upada, ona pomaga mu się podnieść.

Nie łapie za maczetę, nie wyręcza go.
Tak, kobieta nie musi walczyć z przeciwnościami losu, nie musi się potykać, ranić, ponieważ to jest przestrzeń, którą zagospodarowuje mężczyzna. On podejmuje to wyzwanie, ponieważ ma w sobie taką energię. My, mężczyźni, często się potykamy, a nawet przewracamy, niestety, z różnych powodów nie przyznajemy się do tego. Gdy mamy przy sobie kobietę, która wie jak wspierać mężczyznę i mówi: „OK, wywaliłeś się, nie szkodzi, zaraz coś zaradzimy”, nabieramy sił i idziemy dalej, testujemy różne ścieżki, sprawdzamy siebie.

To znana prawda, że za sukcesem mężczyzny stoi kobieta.
Tak, aura, którą ona tworzy, pozwala mu efektywnie funkcjonować. Takie kobiece kobiety nie muszą być wyłączone z życia zawodowego. Wiele z nich pracuje, ponieważ mają misję. Nie muszą jednak koncentrować się na przetrwaniu, myśleć o pieniądzach. Gdy zmieniamy te role, osłabiamy siebie. Po pierwsze dlatego, że mężczyźni mają w swoim męskim pierwiastku niewiele takiej opiekuńczości, o jakiej tu mówimy.

Gdy kobieta łapie za maczetę, bywa zmęczona i poraniona, a znikąd ratunku.
Jest wewnętrznie wściekła. Dlaczego? Bo gdy idzie w świat, musi się utwardzić, zrezygnować ze swojej łagodności, wrażliwości. Gdy jest szefową, nie może się rozpłakać, bo takie zachowanie zostanie uznane za nieprofesjonalne. Reguły funkcjonowania w świecie biznesu są męskie, zostały wymyślone setki lat temu przez mężczyzn. Kobiety wchodzą w ten świat i dostosowują się, starają się sprostać oczekiwaniom, zaczynają funkcjonować w trybie przetrwania. Odrzucają miękką, przyjmującą kobiecą energię. Aby przetrwać w biznesie, muszą uznać kobiecą energię za słabość. Płacą za to wysoką cenę.

Załóżmy jednak, że mężczyzna wspiera taką kobietę po kobiecemu (bo nie wie jak inaczej wspierać kobietę).
Kobieta zaczyna nim gardzić.

Gardzić?
Celowo użyłem takiego słowa. Ta wzgarda nie jest wypisana w domu na plakacie, przejawia się raczej w postaci pobłażliwości dla mężczyzny: to taki mój misiu, chodzi w kapciach, prowadzi dzieci do przedszkola. Kobiety biznesu na psychoterapii skarżą się, że straciły partnera. Mężczyzna przestał się rozwijać, nie ma z nim o czym porozmawiać.

Mamy brak wsparcia w związku... Wracamy więc do tradycyjnego podziału ról?
W swojej istocie ten podział nie jest zły, pod warunkiem że nie deprecjonujemy żadnej ze stron. Jeśli docenimy te role, uznamy, że są komplementarne, ani lepsze, ani gorsze, wtedy będziemy wspierać siebie nawzajem niejako automatycznie. Z doświadczenia wiem, że to nie wymaga żadnego wysiłku. Nie trzeba niczego wymyślać, kombinować. Gdy spotkają się dwie osoby ze zintegrowanymi pierwiastkami męskości i kobiecości, wtedy naturalnie znajdują te obszary związku, które pragną zagospodarować. Brak wsparcia w związku nie występuje. Wzajemne wsparcie wydarza się samo. Można więc żyć stosunkowo prosto. Żeby to jednak mogło się wydarzyć, i żeby nie dotknął nas brak wsparcia w związku, trzeba sporo rzeczy w sobie wypracować. Przede wszystkim znaleźć kontakt z wewnętrznym źródłem swojej męskiej i kobiecej energii.

W jaki sposób mężczyzna może wspierać kobiecość kobiety? Jak wspierać kobietę mądrze?
Większość mężczyzn ma z tym kłopot, ponieważ ma kłopot z odnalezieniem w sobie męskiej siły. Kobiecość i męskość wzajemnie się dopełniają. Gdy w relacji występuje deficyt którejś z tych energii, dochodzi albo do rozpadu związku, albo jedna ze stron musi nadrobić ten deficyt. Kobieta, która ma u boku mężczyznę bez zintegrowanego pierwiastka męskiego, będzie miała trudność w realizowaniu w codziennym życiu pierwiastka kobiecego. Będzie odczuwała konieczność sprostania oczekiwaniom, jakie stawia jej współczesny świat. Stanie się kobietą niezależną, sprawczą, osiągającą sukcesy. Jednak w rozmowie z psychoterapeutą ta kobieta powie, że tęskni za tym, aby – z jednej strony – zrzucić maskę niezłomnej, wziąć głęboki oddech i oprzeć się na kimś, kto ją utrzyma. Z drugiej strony – by zrealizować swoją opiekuńczość. Jak wspierać taką kobietę? W jaki sposób mężczyzna może wesprzeć te pragnienia? Tylko poprzez wsparcie własnej męskości, ponieważ to jest właśnie rusztowanie, na którym on buduje swoją wewnętrzną siłę.

W jaki sposób my, kobiety, możemy pomóc w budowaniu tej męskiej siły? Jak wspierać mężczyznę?
Na warsztaty dla mężczyzn, które prowadzę, przychodzą mężczyźni, bo „żona kazała”, „siostra wykupiła miejsce”. Dobrze, że ci mężczyźni w ogóle przychodzą, jednak to jest właśnie ten kłopot. Mężczyźni potrzebują odbudować swoją męskość. Niestety, budują swój pomysł na męskość w oparciu o oczekiwania świata kobiet. Bo ona zarabia, ma to i tamto, tak myśli, tak czuje, ma kosmiczne potrzeby seksualne – te punkty a, b, c, d, g – nie wiadomo już, gdzie one są. No więc mężczyzna się stara, a i tak w końcu dowie się, że jest z nim coś nie tak i najlepiej, żeby się naprawił. Wtedy on przestaje się starać, włącza swoją grę komputerową albo pornografię. Przechodzi na tryb oporu, wycofuje się z sypialni, odmawia współżycia. Kobieta jest zdezorientowana: „Co tu się dzieje, teraz ja mam inicjować współżycie, chodzić, pytać, prosić, bo jego boli głowa, jest zmęczony?”. To jest opór związany z dominującą rolą kobiety w związku: „Nie dam ci satysfakcji”. Za tym idą zachowania bierno-agresywne: przedwczesny wytrysk, problemy z erekcją.

Ten wygodny układ staje się nie do zniesienia.
Tak, on jest pozornie wygodny. Żadna ze stron nie czerpie realnych korzyści. Mamy brak wsparcia w związku. Kobieta ma wrażenie, że coś kontroluje, a jednocześnie bardzo się męczy. Mężczyzna ma wrażenie, że jest zaopiekowany i nie musi wkładać wysiłku, ale tak naprawdę traci sens życia. My, mężczyźni, w procesie rozwoju zatrzymaliśmy się tu na poziomie: być miłym chłopcem dla mamy.

Jak wspierać kobietę? Miły chłopiec nie jest w stanie wspierać kobiecości kobiety.
Moim zdaniem to nie jest możliwe. Może kobietę wspierać operacyjnie, ale kobiecości raczej nie. My, mężczyźni i kobiety, nie jesteśmy tacy sami – dzielą nas istotne różnice, które nie są po to, aby ścigać się, kto ma lepsze, a kto gorsze. Są po to, aby dzięki nim budować coś, co da efekt synergii, powiększenia.

Jak mu pomóc? To niestosowne pytanie. Pytanie mamusi.
Gorzej. To pytanie ratowniczki. A ratowniczka zawsze na końcu przegrywa. Wystarczy, że kobieta przestanie przeszkadzać mężczyźnie w odbudowywaniu jego męskości, przestanie go kontrolować, naprawiać. Im bardziej chcecie coś zrobić, tym gorzej to wychodzi. Dam przykład. Moja żona za chwilę idzie do szpitala rodzić, zostaję z dzieciakami w domu. Dziewięć na dziesięć kobiet w takiej sytuacji ugotuje jedzenie, poodkurza, posprząta, przygotuje dzieciom ubranka, zrobi rozpiskę, co on ma robić i w jakiej kolejności. „Dlaczego to robisz?”. „Wspieram go”. „Nie, nie wspierasz. Uczysz go, że on właściwie nic nie musi robić. Idź spokojnie do szpitala, zajmij się rodzeniem dziecka, a nie tym, co dzieje się w domu”. Jak wspierać mężczyznę? Fundamentalną męską potrzebą w związku jest bycie docenionym, uznanym przez kobietę: „Widzę w tobie mądrość, ufam ci”.

Kobieta chętnie to powie, pod warunkiem że naprawdę może zaufać.
Jak być mądrym mężczyzną? Jak wspierać kobietę? Wielu z nas zatraciło zdolność do bycia mężczyznami męskimi. Nie wiemy, czym jest męskość, jak to się robi. Raczej nie mamy wspierających przekazów pokoleniowych. Męski mężczyzna wie, kim jest, co sobą reprezentuje, jakie ma zasoby, deficyty, przekonania, potrzeby, jakie są jego wartości, co jest dla niego ważne. Wie, dokąd zmierza. Steve Biddulph w książce „Męskość. Nowe spojrzenie” zwraca uwagę, że współcześni mężczyźni nie zadają sobie odpowiednich pytań w odpowiedniej kolejności. Zanim wejdziemy w relacje z kobietami, powinniśmy wiedzieć, dokąd zmierzamy. I kto tam pójdzie z nami. Większość mężczyzn przygląda się, kto chce z nimi gdzieś iść, a dopiero potem pyta, dokąd idziemy. Mądrość bierze się z doświadczenia, nie z wiedzy, nie z książek.

W jaki sposób kobiecość kobiety wpływa na mężczyznę?
To coś bardzo miękkiego, po prostu widzi się zachwyt w jej oczach, potwierdzenie: „Tak, jesteś moim mężczyzną”. To wszystko. Mówimy tu o kobiecie, która ma otwarte serce, uznaje mężczyznę za tego, któremu chce się choć trochę poddać…

…raczej oddać.
Tak, to chyba lepsze słowo. Pozwala na to, aby jego zdanie było ważne, żeby miał wpływ, na przykład na wychowywanie i kształcenie dzieci. Niewielu mężczyzn ma na to wpływ. Stanowczość, odpowiedzialność, decyzyjność mężczyzny nie jest równoznaczna z tym, że kobieta jest bezwolna. „Ufam ci, czuję się przy tobie bezpieczna” – taki przekaz sprawia, że energia męska się podnosi. A wtedy kobieta może się odprężyć w przestrzeni miękkości i łagodności, może wspierać mężczyznę.

Dojrzały mężczyzna wspiera kobiecość kobiety. Jakby to miało wyglądać?
Możemy być ze sobą w ciągu dnia krótko, pół godziny, godzinę, ale wtedy jesteśmy tylko dla siebie. Najważniejsza jest obecność: widzę cię, reaguję na to, co mówisz, jestem zainteresowany, spójny, transparentny. Kobieta nie musi wtedy tracić energii, żeby mężczyznę doganiać, przeganiać, przesuwać czy w jakikolwiek inny sposób funkcjonować w relacji. Może realizować swoją kobiecość, którą on szanuje. Ona wie, że on jest autonomicznym mężczyzną i nie wymaga bycia obsługiwanym. Gdy gotuje obiad i podaje mu go, on to docenia. Jednak gdy nie ugotuje obiadu, nie będzie katastrofy, on spokojnie zrobi obiad sam, także dla dzieci. Mężczyzna, który przez jakiś czas mieszka sam, bez kobiety, uczy się żyć samodzielnie. Potem, gdy wchodzi w relację z kobietą, przestaje być petentem, który ciągle czegoś oczekuje i żąda. Wręcz przeciwnie – sam wiele oferuje, zapraszając tym samym kobietę, aby odprężyła się i pielęgnowała swoją kobiecość. To bardzo ważne, abyśmy my, mężczyźni, zrezygnowali z takiego wymagania, które wielu mężczyzn stawia kobietom: zaopiekuj się mną, ugotuj mi, posprzątaj, jak mama. A najlepiej bądź na każde moje wezwanie. Autonomiczność jest kluczowa w przypadku obu płci, bez tego nie ma szans na wzajemne wspieranie się. Wyzwanie dla kobiet, które wchodzą w relacje z męskimi mężczyznami, to zrezygnowanie z kontroli, z oceniania, wtłaczania w wymyślone role, scenariusze na temat związku.

Żyjemy w czasach, które stawiają bezwzględne wymagania obu płciom. Jednym z nich jest młodość. A przecież przemijamy. Jednak nasza męskość i kobiecość nie przemija.
Bardzo ważne jest, żeby mimo upływu lat mężczyzna widział piękno kobiety. Najpierw kobieta jest ładna, a dopiero potem piękna. Piękno emanuje ze środka – wyraża się w sposobie myślenia, ubierania, w ruchach, w spojrzeniu, w twórczości, w trosce o dom. Gdy widzimy to piękno, to tak, jakbyśmy podlewali kwiat, a on ciągle na nowo rozkwitał. Widzę twoją siłę i mądrość, i ufam ci – to przekaz kobiecości. On nieustająco pragnie to wiedzieć.

  1. Psychologia

Kryzys męskości. Czy jego przyczyną są relacje matek z synami?

Czy istnieje lekarstwo na kryzys męskości? (Fot. iStock)
Czy istnieje lekarstwo na kryzys męskości? (Fot. iStock)
- Przyczyną kryzysu męskości są relacje matek z synami. Pracując z mężczyznami w Polsce, obserwuję waszą tradycję wychowania synków przez mamusie. Syn najczęściej jest od zapewnienia matce tego, czego nie dostała od swojego męża. Oni nie są decydentami, są traktowani bez szacunku, przedmiotowo - mówi Piotr Pałagin, psychoterapeuta, lekarz, astrolog.

- Przyczyną kryzysu męskości są relacje matek z synami. Pracując z mężczyznami w Polsce, obserwuję waszą tradycję wychowania synków przez mamusie. Syn najczęściej jest od zapewnienia matce tego, czego nie dostała od swojego męża. Oni nie są decydentami, są traktowani bez szacunku, przedmiotowo - mówi Piotr Pałagin, psychoterapeuta, lekarz. 

Podobno, od dawna już zresztą, mamy kryzys męskości. Wzorzec męski zanika po prostu w sposób skandaliczny i szybki. Kiedyś mężczyźni walczyli o terytorium, wzorcem męskim byli bohaterzy - silni, okrutni, brutalni, bo przecież wrogowi trzeba było odrąbać głowę. Nieważne, kto kogo napadał, takie same gadki były z każdej strony. Krwiopijcy - to był męski wzorzec. Od dawna jest już jednak nieaktualny. No i do czego teraz mężczyzna się nadaje?

Ma pieniądze zarobić na przykład. Dokładnie. A to jest coś drapieżnego? W tym celu ma komuś głowę odrąbać? Dzisiejsza walka to już nie to, już nie machamy szablą. Teraz mężczyzna nie bierze spraw w swoje ręce, raczej idzie do sądu, żeby sąd to za niego zrobił. A potem może powiedzieć: „Jaki ten świat jest niesprawiedliwy!”. Albo nie idzie do sądu, tylko siedzi i wódkę pije. Bo jest załamany, zestresowany i nerwy go biorą. A jak słyszy, że ktoś mówi: „To zrób coś!”, odpowiada: „Nie, no co ja mogę? Ten system jest nie do obalenia?”. To nie jest po męsku.

Jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy? Przyczyną są relacje matek z synami. Pracując z mężczyznami w Polsce, obserwuję waszą tradycję wychowania synków przez mamusie. Syn najczęściej jest od zapewnienia matce tego, czego nie dostała od swojego męża. Albo ma bronić jej przed ojcem, albo jest od tego, żeby spłodzić jej wnuki i mieć grzeczną żonę. Oni nie są decydentami, są traktowani bez szacunku, przedmiotowo. Nie mają wolności, są przez matki wykorzystywani, chowani twardą ręką, krytykowani, poniżani. Muszą być słabi, żeby spełniać ich oczekiwania. Albo są skrzywdzeni nadopiekuńczością, co daje ten sam efekt. Ich męskość wcześnie zostaje złamana.

Co się dzieje potem? Później mężczyzna spotyka kobietę, z którą jest mu cudownie, bo wydaje mu się, że ona wcale nie jest taka jak matka. Jednak kiedy ona rodzi dziecko, cały ten wstręt do matki budzi się i jest przenoszony na żonę. I przychodzi taki czas, że ten facet wpada w depresję, przychodzi do mnie i mówi: „Jest mi ciężko, czuję się osaczony. Wszyscy czegoś ode mnie chcą, a ja nie wiem czego”. I nawet gdy ma kochankę, to ona okazuje się taka sama jak żona. Żonie mówi, że jest wolny i będzie robił, co chce, a kochance mówi, że ma żonę i dzieci i nie może on nich odejść, bo nie jest wolny. Taka sytuacja ciągnie się latami.

Jacy jeszcze polscy mężczyźni do ciebie przychodzą? Druga grupa to ci, którzy nie wiedzą, co mają w życiu tak naprawdę zrobić. Taki mężczyzna był zawsze grzeczny, bardzo dobrze się uczył, skończył prestiżowe studia i poszedł do pracy, której teraz nienawidzi, ale trzeba przecież zarabiać, żeby z czegoś żyć. Trudno mu jednak w tej pracy przejawiać własną wolę, kreatywność czy siłę. On całe życie marzy, żeby się porządnie upić, wyjechać na koniec świata albo przynajmniej na trzytygodniowy urlop. Ci wszyscy mężczyźni cały czas znajdują się w pułapce, w którą wpędziły ich mamusie. Została odebrana im władza i decyzyjność. I oni teraz czują się jak biedna śrubka w tym złym okrutnym świecie. Są wykończeni i jest im bardzo źle.

Co im te matki zrobiły?! Co czuje kobieta, która jako dziewczynka ciągle słyszała, że ma być grzeczna i niczego jej nie wolno, a to, co chce, jest nieważne?

Ona teraz nie wie, czego chce. Tak. A mężczyzna?

Nie działa właściwie. No właśnie. Mężczyzna jest tak skonstruowany, że od razu to po nim widać. U kobiety są to sprawy wewnętrzne - brak jakiejś tajemnicy, umiejętności tworzenia atmosfery, tego, co jest pomiędzy wierszami. Ona to nadrabia pewnymi męskimi zachowaniami, niby świetnie sobie radzi, ma jakiś plan na życie, chociaż to nie jest jej pomysł. W dzisiejszych konsumpcyjnych czasach, gdy liczy się działanie, organizowanie i zdobywanie, trudniej to odkryć. A facet? Od razu wiadomo, że on nie robi właściwego ruchu. To widać zwłaszcza w relacjach z kobietami. Niby działa, ale boi się całkowicie zadeklarować, prawdziwie zaangażować. On będzie czekać na bieg wydarzeń. Będzie oczekiwał, że ktoś za niego zaryzykuje. On musi mieć gwarancję, że nie zostanie skrzyczany, skrytykowany, że nie spotka się z dezaprobatą swojego postępowania. Dziewczyna siedzi obok niego, niby jest kawiarnia, kwiaty, kawa, spacer, ale czegoś brak. A dziewczyna chce barbarzyńcy, chce, żeby zrobił coś tak, jak tylko facet potrafi. Tymczasem on, nawet gdy jest już w związku, jest wycofany. Jego tam nie ma.

Kobieta czuje, że go nie ma, że nigdy nie zrobił tego właściwego ruchu. Czasem taki facet zrobi jakiś ruch, ale potem żałuje i udaje, że to wcale nie o to chodziło, że tak jakoś dziwnie wyszło i żeby sobie nikt czasami nie myślał, że on czegoś chce. Albo przegrywa i żyje z poczuciem porażki i przekonaniem, że nie ma prawa sięgać po swoje. Moja żona ma na przykład takiego wielbiciela. To dawny kolega jej starszego o osiem lat brata. Kiedy miała 15 lat, pierwszy raz się z nim całowała. On poczekał, aż ona dorośnie i poszedł zapytać mamę, czy może się z nią ożenić. A mama powiedziała: „Absolutnie nie, zabraniam, nie wolno!”. Biedny zastanawiał się, a ona w tym czasie zaliczyła paru chłopaków i 2 małżeństwa. Ale on cały czas kręcił się gdzieś w tle. Nagle niedawno wyciągam ze skrzynki na listy kartkę, a tam jest napisane: „Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu, ale ja szanuję twoją rodzinę i na pewno nie zrobię żadnego ruchu”. Wściekłem się i pytam, co to za typ. Żona opowiada mi całą historię i dodaje: „Jak matka żyła, to on się nie odzywał, a jak matka umarła, pojawił się”. Tak to już jest z takimi mężczyznami. Kobiety, które do mnie przychodzą, mówią mi czasem o tym, że spotkały się z jakimś mężczyzną, aż iskrzyło między nimi, a potem on milczy. Spotyka go przypadkowo, a on pyta: „Dlaczego nie dzwonisz?”. To niesamowite! Ona ma do niego dzwonić!

No dobrze. Mamy takiego już złamanego faceta, stało się z nim to, co się stało. Jest dla niego jakaś nadzieja? I dla jego potencjalnej kobiety? Jak kobieta będzie za niego robić to wszystko, co on ma zrobić, nie ma szans. A kobieta zwykle nie chce czekać. Albo mu coś gada, albo robi za niego. Nie wolno! Zabójstwem dla motywacji faceta jest, kiedy kobieta sama zabierze się za podrywanie, zaciągnie do łóżka i wytapetuje ściany. Jeśli on nie chce, to trzeba zająć się swoim życiem, zacząć umawiać z kimś innym albo wynająć przystojnego fachowca od tapetowania. Niech przyjdzie, kiedy on wraca z pracy do domu. Każdy normalny mężczyzna powie: „Co? A co, ja nie mogłem tego zrobić?”. Tak trzeba postępować i wtedy facet będzie chodzić i żarówki sprawdzać sam, będzie naprawiał kran, a nawet zrobi generalny remont. Kobieta nie może gadać mu tak jak matka, bo obudzi się w nim stary mechanizm - jemu będzie się wydawać, że musi to zrobić dla matki, a nie dla siebie i partnerki. On ma uraz psychiczny, automatyczny odruch.

A jeśli on na początkowym etapie relacji nie wykonuje właściwego ruchu? Wtedy warto, żeby kobieta się zastanowiła, czy w ogóle coś z tego będzie. Może też napisać wypracowanie na temat tego, czym różni się obraz Jasia od Jasia. Bo kobieta ma różne obrazy w swojej wyobraźni na temat wymarzonego wirtualnego mężczyzny i nawet, jak patrzy głęboko w oczy tego, który przed nią stoi, to nadal widzi cały zestaw czynności, który on musi, według jej standardów, wykonać. A on nic. Jak zacznie z nim o tym mówić, jest spalona. Jak nie zacznie, może się nie doczekać. A jak istnieje groźba, że może się nie doczekać, trzeba zadać sobie pytanie - czy jest to wyobraźnia, czy jest to rzeczywisty facet. Niech się zastanowi, czy chodzi jej przede wszystkim o to, żeby wymarzony obraz się urzeczywistnił. Jeśli tak, wtedy może dać sobie spokój z tym facetem. Albo niech poczuje w sobie, czy może jednak wartość tego prawdziwego mężczyzny jest tak wielka, że może poczekać na niego nawet 100 lat. Jeśli kobieta zrezygnuje ze swoich oczekiwań, on może zacząć postępować tak, jak chce i będzie dobrze. Co jest dla ciebie ważniejsze - kochać czy być kochaną?

Jedno i drugie. No właśnie. Jeśli impuls idzie z dwóch stron, relacja sama się rozwija. Odbywa się w tym wymiarze, w którym impulsy się spotykają. Jeśli nic się nie dzieje, to znaczy, że kimś rządzi jakiś obraz i że ta druga osoba nie jest ważna. To nie jest miłość, tylko oczekiwanie konsumpcji miłosnej. Nikt się nie rusza i frustracja narasta. Wtedy trzeba to przerwać.

Jest jakieś lekarstwo na kryzys męskości? Wrócić do prawdziwej idei mężczyzny i kobiety. Uszanować, że mężczyzna i kobieta to nie jest to samo. Żyjemy w czasach propagandy mediów. W filmach amerykańskich na przykład jest zawsze ten sam schemat - dobry czarny, zły biały, dobry policjant, zły złodziej. Funkcjonuje mnóstwo sloganów, którymi częstuje się ludzi. My tak samo możemy wypromować mężczyzn i kobiety. O czym marzy większość kobiet w Polsce? Obserwuję, że o tym, żeby mężczyzna dał jej poczucie bezpieczeństwa. I wtedy kobiety kreują ten obraz mężczyzny, który daje poczucie bezpieczeństwa, a on wcale nie musi być prawdziwy. A czym marzy facet w Polsce?

Zależy z jakiej grupy. Przedstawiciele pierwszej marzą o tym, żeby mieć zaradną żonę, niewiele robić i udawać, że jest się ojcem rodziny. Stoi za tym mechanizm dominującej matki. Bo jak matka rządziła wszystkim w domu, to on chce mieć taką żonę jak ona. I mówi: „O, mamusia nie tak zupkę gotowała. Pogadaj z mamusią, ona cię nauczy”.

A druga grupa to faceci, którzy tak bardzo nienawidzą mamusi, że nie chcą żadnej żony. Mogą ewentualnie mieć kochankę bądź kochanki. Marzą o kobiecie jako o obiekcie seksualnym. Tak. I nie chcą w ogóle rodziny. Dla jednych dom, rodzina są potrzebne, bo odebrali naukę religii katolickiej, a drudzy nie chcą tych dyrdymałów. Ani jedni, ani drudzy nie przeszli jednak inicjacji męskiej, to nie są dojrzali mężczyźni.

Nie przeszli inicjacji męskiej? Tak. Drodzy rodzice, jak wasze dziecko robi coś od siebie, co jest dla niego wyzwaniem, mówcie: „Jak fajnie!”. Sąsiadów niech nie zabija, bomby niech nie podkłada, ale jak ma się wybrudzić, trochę połobuzować, pozwólcie mu. Kiedy mój synek zdecydował się być dorosły, palił jakieś ogniska i wracał do domu cały okopcony (ale trzeźwy). „Co się tak na mnie patrzysz? Myślisz, że piję?” - pytał mnie, a ja: „Nic nie myślę”. Kiedyś wrócił z przypalonym butem, ja nadal nic. To była taka jego inicjacja. Potem wreszcie przyszedł do mnie i powiedział, że trzeba mu buty kupić i zaczął opowiadać, jaki już będzie grzeczny. Sam sobie granicę ustawił, bo nikt mu w tym nie przeszkodził. Ta granica nie może zostać ustawiona przez kobietę, przez matkę. Ojciec co najwyżej może powiedzieć: „Uważaj!”.

Po czym rozpoznać dojrzałego mężczyznę? Jak pytam kobiety, czego oczekują od partnera, mówią o tym poczuciu bezpieczeństwa i o tym, żeby on był dla niej dobry i ją kochał. A chodzi o to, żeby pojawił się przekaz „my”. Wtedy nie ma tego, że ktoś kimś rządzi i nikt na nikim się nie opiera, nikt nie jest krzywym słupkiem. Każdy jest prostym słupkiem, który w sobie ma oparcie i wewnętrzny spokój. I wtedy oni we dwójkę są zainteresowani, żeby zbudować wspólne życie. To jest ta dojrzałość. A co to znaczy wspólne życie? Są różne kryteria, jedni będą biznes prowadzić, drudzy dzieci płodzić, trzeci książki pisać, następni tylko seks uprawiać. Ale z dwóch stron, równolegle, jest podobna energia, podobne intencje, podobna moc. Nie identyczne, ale podobne. Tak się tworzy wspólne życie.

Czyli dojrzałość to gotowość do prowadzenia wspólnego życia? Do partnerstwa. I dzielenie odpowiedzialności tak, jak się umówiliśmy lub tak, jak się samo ułożyło i dobrze się z tym czujemy. Nikt nie musi niczego robić, ale robi, bo tak chce. W prawdziwej chęci bycia razem nie ma sztywno podzielonych ról. Partnerstwo polega na tym, że nie ma przemocy z żadnej strony, ale obopólna chęć budowania wspólnego życia. Dojrzałego mężczyzny z dojrzałą kobietą.

Piotr Pałagin, lekarz homeopata, członek Stowarzyszenia Homeopatów Wielkiej Brytanii, psychoterapeuta, astrolog, seksuolog, doradca biznesu, coach, trener sukcesu. Od 1991 roku pracuje jako terapeuta. Wieloletnie doświadczenie pozwoliło mu opracować zintegrowaną metodę terapeutyczną, która oddziałuje na cztery aspekty człowieka: fizyczny, eteryczny (energetyczny), astralny (podświadomy) i mentalny (świadomy). 

  1. Psychologia

Trudne słowa „kocham cię”. Dlaczego mężczyźni nie mówią o miłości?

Większość mężczyzn nie potrafi zdobyć się na wyrażanie uczuć słowami. Towarzyszy im ukryte przekonanie, że nie jest to dość męskie. (fot. iStock)
Większość mężczyzn nie potrafi zdobyć się na wyrażanie uczuć słowami. Towarzyszy im ukryte przekonanie, że nie jest to dość męskie. (fot. iStock)
Mężczyźni nie płaczą, tylko przedwcześnie umierają na serce. Nie mówią o miłości w obawie przed utratą swojej siły, ale gdy kobieta odchodzi, trudno im poradzić sobie z emocjami, które się wtedy ujawniają. - Jeśli nie mówię „kocham”, wtedy nie przyznaję się, jak ważny jest dla mnie związek z kobietą, silna więź, która nas łączy. To jest unik wobec siebie – mówi Benedykt Peczko w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską.

Kobieta pyta mężczyznę: „Czy mnie kochasz?”, a on popada w stupor: marszczy brwi, bije się z myślami. Albo wycofuje się do swojego pokoju. Najwyraźniej szuka ratunku. Gdy już ochłonie, rzuca z wyrzutem: „A kto naprawił stół?”, „Przecież umyłem samochód!”. Przyparty do muru w końcu kapituluje: „Przecież raz powiedziałem i nie odwołałem!”. Dlaczego mężczyznom tak trudno powiedzieć: „kocham cię”? Jest taka scena w filmie „Uwierz w ducha”. Ona mu mówi: „kocham cię”, a on na to: „i nawzajem”. „Kocham” nie przechodzi mu przez usta.

W filmie „Thelma i Louise” mężczyźni rozmawiają o tym, jak to trzeba kobietom mówić te pierdoły o miłości. Rozmowy mężczyzn przy piwie: „Słuchaj, czy ty wierzysz w miłość?”. Bo przecież „nic takiego nie istnieje”. Mężczyźni wolą rozmowy o seksie, bo seks wydaje się czymś pierwotnym i naturalnym. Ale miłość? Z miłością nie wiadomo, co począć. Gdy słucham mężczyzn, to oni nie mówią: „kocham kobietę”, tylko „mam kobietę” albo „jestem z kobietą”. To są sformułowania bardziej neutralne, bezpieczne.

Gdy on mówi „kocham”, wtedy traci poczucie bezpieczeństwa? Może mieć wrażenie, że traci swoją siłę. Co innego, gdy mówi: „Ja cię ochronię”. Wtedy jest silny. Chłód i dystans dają mu poczucie panowania nad sytuacją. Jeśli nie mówię „kocham”, wtedy nie przyznaję się przed sobą, jak ważny jest dla mnie związek z kobietą, silna więź, która nas łączy. To unik wobec siebie. Dopiero, gdy kobieta odchodzi albo umiera, trudno poradzić sobie z silnymi emocjami, które się wtedy ujawniają.

Przyszło mi takie rozwiązanie do głowy: kobieta może powiedzieć do mężczyzny: „Jeżeli mnie kochasz, to... skiń głową!” (śmieje się). A poważnie...

Kobieta potrzebuje usłyszeć: „Kocham cię, jesteś dla mnie ważna, najważniejsza”. Chciałaby, aby on pokazał całe serce, powiedział o miłości mocno, z ogniem. Chłopcy nie mówią takich rzeczy, ale mężczyźni? Dlaczego nie? Oczywiście zdarzają się mężczyźni bardzo ekspresyjni, którzy nie mają problemów z mówieniem swoim kobietom o miłości. Ale rzeczywiście większość ma. Gdy przychodzą do mnie pary, które przeżywają kryzys, to pierwszym pytaniem, które zadaję, jest: „Czy kochasz tę kobietę?”, „Czy kochasz tego mężczyznę?”. Odpowiedzi po obu stronach są zróżnicowane. Jednak zauważyłem, że jeśli mężczyzna powie: „Tak, kocham”, to takie wyznanie jest dla niego ważnym przeżyciem i często zaraz potem mówi: „Rzeczywiście, nie myślałem o tym tyle czasu...”. Ale już na pytanie: „Czy partnerka cię kocha?”, często odpowiadają: „Nie wiem” albo „Wydaje mi się, że jestem jej potrzebny”. Wielu mężczyzn mówi, że nie są pewni miłości swoich partnerek, nie są pewni, czy kobiety ich jeszcze kochają, skoro tak często ich krytykują, porównują z innymi, koncentrują się na obowiązkach i zadaniach. Nieraz słyszałem: „Haruję jak wół, a potem ona jeszcze żąda, żebym był czuły”. „I żadnych złamanych wyrazów uznania” – jak mawia jeden z moich klientów. A przecież mężczyźni bardzo lubią słyszeć na przykład: „Czuję się z tobą bezpiecznie” albo „Cieszę się z tego, co robisz, doceniam twoje osiągnięcia...”.

Bardzo często mówienie o miłości, tak dla mężczyzn, jak i dla kobiet, oznacza pokazanie słabości, a więc jest zagrażające. Jeśli jednak mówię komuś: „kocham cię”, to docieram do niezwykłej wewnętrznej siły, ponieważ takie wyznanie wymaga odwagi. Pamiętam, miałem 17 lat, gdy po raz pierwszy pewnej 14-latce powiedziałem, że kocham. Wiedziałem, że się rozstaniemy, bo to była wakacyjna miłość, a jednak powiedziałem. Serce mi łomotało, zrobiło mi się ciemno przed oczami, jakbym umierał. Przekroczyłem wtedy jakiś próg, granicę – i poczułem się silny, męski. Być może mężczyznom, którzy mają problem z wyrażaniem uczuć, „kocham cię” kojarzy się z okresem młodzieńczego szaleństwa, zakochania, wzajemnego zauroczenia. A tymczasem już nie chodzimy na randki, nie wydzwaniamy do siebie 20 razy dziennie, nie esemesujemy...

Jak więc nazwać tę więź po kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu latach razem, jeśli nie miłością? Czasem trudno znaleźć jakiekolwiek określenie. Z pewnością dobrze byłoby, gdybyśmy pamiętali, że miłość ma wiele twarzy. To nie tylko młodzieńcze zakochanie. Późniejsza więź jest nasycona uczuciami, tylko bardziej stonowanymi. To już nie wulkan, raczej słońce, które świeci równomiernie. Gdy mówimy: „kocham” w związku, który trwa już jakiś czas, to tak, jakbyśmy mówili: „Zależy mi na tobie, twój dobrostan leży mi na sercu”. Być może potrzebujemy przeformułować znaczenie tego wyznania.

Dla mężczyzn dom, rodzina są bardzo ważne – to, że mają dokąd wracać, mają dla kogo pracować, poświęcać swoje talenty, energię i czas. Jednak rodzina staje się stałym elementem życia. To, że mężczyzna kocha, staje się tak oczywiste, że niedostrzegalne. I gdy kobieta domaga się deklaracji, mężczyzna może wpaść w panikę. Nie myślał o tych sprawach, są poza jego świadomością. Musi ochłonąć, uświadomić sobie, że gorączkowo szuka odpowiedzi, jak przysłowiowych okularów, które cały czas ma na nosie. Mężczyźni, którzy są aktywni, pracują, muszą wtedy przestawić swoje myślenie na inny tryb działania. Więc trzeba mu dać trochę czasu, zanim pomyśli i odpowie.

W książce „Gdyby mężczyźni umieli mówić” psycholog Alon Gratch pisze, że cztery na pięć rozwodów inicjują kobiety, a główną przyczyną jest niedostępność emocjonalna mężczyzn, nieumiejętność wyrażania przez nich uczuć. Chociaż wydaje się, że niedostępność emocjonalna to męska cecha, wiele współczesnych kobiet – szczególnie tych, które zajmują eksponowane stanowiska, działają w biznesie – skarży się, że są odbierane jako chłodne, nieprzystępne czy nieczułe. A przecież w głębi takie nie są. Coś je jednak wstrzymuje przed pokazaniem tego, co głębiej. Nawet na terapii, gdy silnej kobiecie zdarzy się zapłakać, czuje się skrępowana, szybko ociera łzy i przeprasza: „Obiecywałam sobie, że nie będę płakać, ale widać jest ze mną tak źle, że nie panuję nad sobą”. Mówię wtedy, że naprawdę źle jest, gdy nie jesteśmy w stanie płakać. Podobnie mężczyźni – pragną bliskości, pragną kontaktu z głębszą częścią siebie, ale mają z tym trudność. Przyczyn jest wiele. Dom rodzinny – to po pierwsze. Jeśli w domu nie okazywano uczuć, mama nie przytulała, a tata nie obejmował męskim ramieniem, mężczyzna nie ma wzorca, do którego mógłby się odwołać. Wielu mężczyzn nie słyszało w domu o miłości.

 
Małżeństwo, bycie razem, praca, obowiązki, borykanie się z trudnościami – to tak, ale miłość? Bardzo silnie działają społeczne stereotypy – mężczyzna jest twardy i niezłomny, i nigdy nie płacze. Niejednokrotnie byłem świadkiem takich scen na ulicy – mama mówi do synka: „Bądź mężczyzną, czego się mażesz? Przestań! Co ludzie pomyślą?”. Ojcowie jeszcze częściej niż matki zwracają się do synów w ten sposób. Zeszłej zimy widziałem, jak chłopiec wywrócił się na sankach, nie chciał więcej zjeżdżać, płakał, a tata mówi: „No nie, dziewczyna jesteś czy co?!”. Takie sugestie trafiają bardzo silnie do podświadomości chłopców, którzy uczą się napinać, wytwarzać wewnętrzną blokadę po to, by sprostać zaleceniom rodziców i w dalszym ciągu zasługiwać na ich miłość. To tak, jakby w środku nich zapadła żelazna kurtyna, którą potem ciężko podnieść. Na fizycznym poziomie objawia się to długotrwałym, chronicznym skurczem mięśni, napięciem w brzuchu, w okolicach klatki piersiowej, zaciśniętymi szczękami. Poluzowanie tych napięć może budzić paniczny lęk – jeśli pozwolę sobie na czucie, wtedy wypuszczę na wolność potwora, i co się wtedy stanie? Rozpadnę się. Przez wiele lat mężczyzna uczy się, żeby funkcjonować w pewien określony sposób, usztywniać się, kontrolować. I nagle ma stracić „siebie”? Przerażające.

Mężczyźni niedostępni emocjonalnie potrzebują w bezpiecznych warunkach otwierać się na wstydliwe, zatrzaśnięte części siebie. Gdy poświęcamy uwagę temu, co się w nas dzieje, wtedy wewnętrzny demon, potwór, którego tak boimy się wypuścić, okazuje się nie tak groźny, jak podejrzewaliśmy. Miałem w terapii mężczyzn, którzy płakali na każdej sesji przez wiele tygodni, a nawet miesięcy. Czuli się coraz lepiej. Niewypłakane łzy, które nosi się w sobie przez długi czas, kładą się cieniem na wszystkie sfery życia, na związki z najbliższymi, przyjaźnie, relacje zawodowe.

Problem w tym, że mężczyzna niedostępny emocjonalnie często nie jest świadomy swoich głębszych potrzeb, tych związanych z bliskością, co jest źródłem frustracji kobiet. Może być też tak, że nie pozwala sobie na nie, ponieważ został kiedyś zraniony – odrzucony, wyśmiany czy zlekceważony – i podjął decyzję, że już nigdy więcej nie wystawi się na taki ból. Albo był świadkiem, jak ktoś bliski doświadczał cierpienia z tego powodu. Emocjonalne otwarcie jest jak poszerzanie tożsamości, odkrywanie nowych horyzontów. Może budzić lęk, ponieważ wtedy lepiej poznajemy siebie, konfrontujemy się z różnymi iluzjami na swój temat.

Emocjonalne otwarcie jest jak odkrywanie nowych horyzontów. Gdy wyznajemy komuś: „kocham cię”, to docieramy do niezwykłej wewnętrznej siły, ponieważ takie wyznanie wymaga odwagi. I przemienia nas.

Kilkanaście lat temu byłem na filmie „Szeregowiec Ryan”. Film zaczyna się od sceny lądowania desantu w Normandii i masakry, która tam się dokonuje. Bardzo realistyczny obraz, trup ściele się gęsto, żołnierze modlą się, płaczą, inni uciekają w panicznym lęku. W pewnej chwili jednemu z żołnierzy pocisk urywa rękę. Na widowni była młodzież z gimnazjum. Jeden z chłopców mówi na głos: „On szuka swojej ręki”. Rzeczywiście, żołnierz się nachylił, podniósł rękę i poszedł dalej. I w tym momencie chłopcy gruchnęli śmiechem. Jestem pewien, że gdyby się nie roześmiali, musieliby się rozpłakać. Na widowni obok nich siedziały dziewczyny. Gdyby się rozpłakali, okazałoby się, że nie są tacy odporni, zdystansowani i wyluzowani. I co wtedy? Jak przyjęłyby to dziewczyny? Ale widziałem też mężczyzn ocierających łzy na filmie „Król lew” czy „Mój brat niedźwiedź”, i to przy własnych dzieciach. Byli prawdziwi, pokazali swoją wrażliwość.

Dramat wielu mężczyzn polega właśnie na tym, że myślą: „Jeśli pozwolę sobie na łzy, na pokazanie lęku, wzruszenia czy miłości, to w ten sposób przekreślę swoją męskość”. Tak jakby funkcjonowali według zasady „albo albo”, albo jestem wrażliwy, albo jestem silny. Wielu mężczyzn uważa też, że tylko rozum jest źródłem poznania. Rozum jest źródłem poznania teorii, natomiast w konkretnych sytuacjach ciężko jest opierać się na jakichś teoriach, trzeba reagować na bieżąco, opierając się na tym, co się konkretnie dzieje.

  1. Styl Życia

Prezent dla mężczyzny - prostota, innowacyjność, elegancja

Prezent dla mężczyzny - przedstawiamy nasze propozycje. (Fot. iStock)
Prezent dla mężczyzny - przedstawiamy nasze propozycje. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 12 Zdjęć
Jaki powinien być idealny prezent dla mężczyzny? Z pewnością wszystko zależy od indywidualnych życzeń, jednak istnieje kilka uniwersalnych cech. Musi być praktyczny i funkcjonalny, a przy tym elegancki, z prostym designem i szczyptą innowacyjności. Oto kilka naszych propozycji na prezent dla mężczyzn. 

Dużo więcej niż głośnik

Może być asystentem domu, który odpowiada na pytania i spełnia polecenia - wystarczy powiedzieć: "OK Google" i zapytać na przykład o prognozę pogody, wyniki sportowe albo o restaurację w okolicy. Może na zawołanie odtwarzać muzykę z wielu różnych źródeł. Wszystko zależy od tego, na co masz ochotę - podcasty, radio, ulubiona playlista z serwisów: Google Play Music, Spotify, YouTube Music czy Pandora. Może też połączyć się z innymi inteligentnymi urządzeniami, dzięki czemu tylko za pomocą głosu możemy kontrolować temperaturę czy też zgasić światło w mieszkaniu. Google Home to zdecydowanie więcej niż głośnik.

 

Inteligentny Głośnik Google Home, cena: 179 zł. Inteligentny Głośnik Google Home, cena: 179 zł.

Lokalizator kluczy

NotiOne Go! to malutki lokalizator, dzięki któremu możemy sprawdzić w aplikacji w telefonie, w którym miejscu są zgubione klucze, nawet jeśli zostały gdzieś daleko od domu. Oprócz aplikacji i odszukania zguby na mapie, w szukaniu pomaga także mocny sygnał dźwiękowy. Co więcej, notiOne pomoże również w szukaniu telefonu, nawet gdy będzie wyciszony - wystarczy go nacisnąć. Urządzenie może być również wykorzystywane jako lokalizator dla zwierząt, pojazdów oraz dzieci i seniorów. To gadżet przydatny jak żaden inny.

Lokalizator notiOne Go!, cena: 109 zł. Lokalizator notiOne Go!, cena: 109 zł.

Nowocześnie i z klasą

Coś dla miłośników elegancji z zacięciem do technologicznych gadżetów. Frederique Constant Smartwatch to wysokiej jakości szwajcarski zegarek, który łączy w sobie klasyczny i elegancki wygląd z nowoczesnymi funkcjami smartwatcha. Zegarek automatycznie synchronizuje się z aplikacjami na system iOS i Android, w których znajdziemy monitorowane na bieżąco informacje dotyczące m.in. naszej aktywności ruchowej i snu. Najbardziej wyjątkowe w nim jest to, że nie posiada wyświetlacza cyfrowego znanego nam z niemal wszystkich zegarków smart, a piękne, analogowe wskazówki i klasyczny wygląd.

 

 

Frederique Constant Smartwatch, cena: 4 399,00 zł. Frederique Constant Smartwatch, cena: 4 399,00 zł.

Golarka - hybryda

Golarka to taki prezentowy pewniak. OneBlade od marki Philips jest hybrydowa, czyli uniwersalna i spełniająca wiele funkcji - taka, jaki powinien być każdy dobry prezent. Golarka umożliwia przycinanie, golenie oraz precyzyjne modelowanie krawędzi przy dowolnej długości włosów.

Golarka OneBlade Pro, cena: 389 zł. Golarka OneBlade Pro, cena: 389 zł.

Poszetka czy szalik

Dodatki tworzą styl. Zwłaszcza w oficjalnej modzie męskiej, gdzie paleta kolorów i krojów to ograniczony zbiór. Akcesoria w męskiej szafie są jak sól w jajecznicy - niezbędne. Poszetka to chusteczka, która wkłada się do kieszonki marynarki. Powinna być dobrana do całego stroju, ma w ciekawy sposób komponować się z marynarką, koszulą i krawatem. Nie powinno dopasowywać się jej zbyt dosłownie. Poszetka o wzorze i kolorze dokładnie takim samym jak krawat i koszula to nie błąd, ale straszna nuda.

Poszetka Lambert, jedwabna, ma ręcznie zwijane brzegi. Wymiary: 33x33cm. Cena: 99 zł. Szal Wólczanka w czerwono-czarną kratę zrobiony  w 50% z poliestru pochodzącego z recyklingu. Wymiary: 220x35 cm. Cena 149 zł. Poszetka Lambert, jedwabna, ma ręcznie zwijane brzegi. Wymiary: 33x33cm. Cena: 99 zł. Szal Wólczanka w czerwono-czarną kratę zrobiony  w 50% z poliestru pochodzącego z recyklingu. Wymiary: 220x35 cm. Cena 149 zł.

Sprzęt do wszystkiego

Odkurzacz w prezencie pod choinkę dla mężczyzny? Tylko, jeśli jest to prawdziwy majstersztyk inżynierii i technologii. Dyson V11 Absolute Extra Pro to najwyższa jakość, wielofunkcyjność i przepiękny design. Jest to odkurzacz bezprzewodowy, który kryje w sobie szereg innowacyjnych funkcji - od monitorowania działania urządzenia 8000 razy na sekundę i wyświetlania aktualnych informacje na ekranie LCD, poprzez tryb odkurzania dopasowany do zadania i wyjątkowo dokładne czyszczenie podłóg i dywanów, aż po najnowocześniejsze technologie silnika, zarządzania mocą akumulatora, filtracji urządzenia i przechowywania go. Dzięki temu, że odkurzacz jest bezprzewodowy, możemy używać go niemal do wszystkiego: do czyszczenia samochodu, garażu czy piwnicy. Który mężczyzna tego nie doceni?

Odkurzacz bezprzewodowy Dyson V11 Absolute Extra Pro Złoto, cena: 3599 zł. Odkurzacz bezprzewodowy Dyson V11 Absolute Extra Pro Złoto, cena: 3599 zł.

Lampka nocna, która niemal czyta w myślach

Lampka nocna Mi Bedside Lamp to taki wirtualny kalejdoskop kolorów - można bowiem wybierać spośród 16 milionów. Dzięki niej możemy dopasować oświetlenie do swojego nastroju - do pracy przy komputerze, czytania lub jakiejkolwiek innej aktywności, a także tak aby poprawić jakość snu i poziom komfortu. Lampką kieruje się przy pomocy aplikacji lub funkcji dotykowych.

Mi Bedside Lamp Gold, cena: 249 zł. Mi Bedside Lamp Gold, cena: 249 zł.

Coś do latania i nagrywania

Dron jest urządzeniem, które zazwyczaj kojarzy się ze sporym wydatkiem. Jednak DJI Ryze Tello to sprzęt, który jest przystępny cenowo, a jednocześnie rewelacyjnie spełnia swoją funkcję. Pozwala nagrywać profesjonalne filmy, ma lekką i wytrzymałą konstrukcję i jest bardzo prosty w obsłudze. To idealny prezent dla mężczyzny, który chce rozpocząć swoją przygodę z nagrywaniem pięknych widoków z lotu ptaka.

Dron DJI Ryze Tello, cena: 399 zł. Dron DJI Ryze Tello, cena: 399 zł.

Kapcie - ciepło i zdrowo

Kapcie w prezencie? Tak, bo kojarzą się z domem, wygodą, ciepłem. A jeśli zdecydujemy się na zakup porządnych kapci - z wkładką, która zapewnia stopom stabilność, prawidłowe ułożenie, słowem zdrowie - to mamy wszystkie cechy prezentu idealnego.

Kapcie Birkenstock, kolekcja jesień-zima 2020/21, cena 590 zł. Kapcie Birkenstock, kolekcja jesień-zima 2020/21, cena 590 zł.

Lego dla mężczyzny

Z klocków lego nie wyrasta się nigdy. A lego i sportowy samochód to duet idealny dla niejednego dojrzałego mężczyzny. Lamborghini Sián FKP 37 z zestawu LEGO Technic to model w skali 1:8, który wiernie odtwarza wizjonerską stylistykę oryginału i ma mnóstwo realistycznych detali, które jeszcze bardziej zbliżają go do pierwowzoru. Wyjątkowe elementy, takie jak ośmiobiegowa skrzynia włączana ruchomymi łopatkami, silnik V12 z poruszającymi się tłokami, unoszone drzwi oraz napęd na cztery koła sprawiają, że ten model to prawdziwa gratka dla miłośników motoryzacji. W pudełku znajduje się aż 3696 elementów.

LEGO Technic Lamborghini Sián FKP 37, cena: 1650 zł. LEGO Technic Lamborghini Sián FKP 37, cena: 1650 zł.

Pachnący prezent

Premiery zapachowe ostatniego sezonu to szeroki wachlarz mieszanek zarówno tych bogatych, obfitych w ekskluzywne składniki, jak i bardzo klasycznych kompozycji pełnych lubianych przez mężczyzn składników. Warto popróbować.

Woda perfumowana 1Million Parfum kompozycja akordów skórzanych wzbogacona gorącą ambrą, bomba zmysłowości, cena: 329 zł/50 ml. Woda perfumowana 1Million Parfum kompozycja akordów skórzanych wzbogacona gorącą ambrą, bomba zmysłowości, cena: 329 zł/50 ml.