1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Smak zmiany - relacje tych, którzy się odważyli

Smak zmiany - relacje tych, którzy się odważyli

Ilustracja Beata Śliwińska
Ilustracja Beata Śliwińska "Barrakuz"
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Człowiek ma w sobie jednocześnie dwie naturalne tendencje – z jednej strony jest ciekawy świata, chce go zdobywać, więc chce zmian. A z drugiej strony – jest fundamentalna potrzeba bezpieczeństwa i lęk przed zmianą. Te dwie skłonności walczą w nas ze sobą – mówi Adriana Kłos, psychoterapeutka. U naszych bohaterów wygrała ta pierwsza tendencja – dokonali zmiany, zdobywają świat!

Tekst pochodzi z kwietniowego numeru "Zwierciadła", który przygotowaliśmy w lutym, gdy świat nie znał jeszcze globalnych skutków pandemii koronawirusa.

Migracje nie są niczym nowym. Sam termin pochodzi z łaciny – migratio to dosłownie „wędrówka ludów”. Kiedyś, w czasach prehistorycznych, te wędrówki odbywały się głównie w poszukiwaniu pożywienia, dziś zazwyczaj – poza sytuacjami ekstremalnymi, jak wojna czy prześladowania – zmieniamy miejsce w poszukiwaniu czegoś, co ogólnie nazwać można komfortem. Zatem dawniej ludzie migrowali, by żyć, dziś migrują, by „dobrze żyć”, choć każdy pod tym pojęciem rozumie coś innego. Polacy, jak wynika zƒdanych statystycznych, nie są tak „ruchliwi” jak Amerykanie i Chińczycy, czy choćby Europejczycy zƒ Zachodu, ale wygląda na to, ze coraz częściej szukają miejsca, o którym mogliby powiedzieć: „moje”. Coraz częściej podejmują decyzje: „Rzucam wszystko i jadę”. Na koniec świata albo znacznie bliżej. Ale bliżej czy dalej – to zawsze rewolucja. – Odnotowujemy na przykład coś takiego jak ƒmigracyjny nurt poszukiwań egzystencjalnych, spleciony z subkulturowymi czy też kontrkulturowymi wyborami światopoglądowymi – mówi kulturoznawca dr Andrzej Bełkot. – To oznacza, ze ludzie, odrzucając wartości świata Zachodu, szukają alternatywnej drogi w innym, pozbawionym konsumpcyjnych skaz, „dziewiczym”środowisku naturalnym i społecznym – dodaje.

Tak jak było w przypadku Katarzyny, Moniki i Szymona.

Katarzyna Werner, Zanzibar

Właściwie przypadek sprawił, ze wylądowaliśmy właśnie na Zanzibarze. Zbliżały się moje 40. urodziny i zapragnęłam, by ten czas spędzić w miejscu, którego zupełnie nie znam. I padło na Zanzibar. Jednocześnie oboje z mężem byliśmy w takim momencie życia, w którym człowiek zadaje sobie rozmaite pytania, zastanawia się nad życiem, poczuciem spełnienia, satysfakcji. Pobyt tu dodatkowo wzmógł w nas te re–feksje, czy na pewno jest nam dobrze tu, gdzie jesteśmy, czy może warto byłoby coś jeszcze przeżyć. I z tych dywagacji wyniknęło, że pod koniec życia będziemy bardzo żałować, jeśli nie zasmakujemy zmiany. Oboje poczuliśmy, ze chcemy powiedzieć sobie „sprawdzam” w zupełnie innych, nowych warunkach.

Katarzyna Werner na Zanzibarze Katarzyna Werner na Zanzibarze

Czas na bilans

Nie bez znaczenia było też to, co dzieje się w naszym kraju. Nas to martwi, a wręcz przeraża. Nie podoba nam się to, do jakiego stanu politycy doprowadzili choćby edukacje w Polsce. Nie wyobrażaliśmy sobie, by ze spokojem ducha posłać do „zreformowanej” szkoły naszego syna. Dodatkowo politycy popsuli mi zawód. Pracowałam w telewizji informacyjnej, wiec wciąż byłam w samym centrum tego politycznego wrzasku i bałaganu. Praca przestawała być przyjemna. Wszystko mówiło nam, że wyjazd to dobry pomysł. Mam poczucie, ze jak już otworzy się w głowie te szu–fladkę: „zmiana”, wszystko układa się tak, by tej zmianie sprzyjać. Człowiek czuje się lżejszy i idzie tą drogą. Tym bardziej że Zanzibar ma w sobie coś magicznego, robi ogromne wrażenie na ludziach, widzę to teraz bardzo jaskrawo, kiedy pracuje z turystami, oprowadzam ich po wyspie. I wcale nie chodzi tu, a w każdym razie nie przede wszystkim, o kolor oceanu i biały piasek. Mówiąc o magii, mam na myśli fakt, że to miejsce wyzwala w większości ludzi najpierw re–fleksję dotyczącą tego, czy aby na pewno dobrze jest im z życiem, które wiodą, i –ƒ co za tym często idzie –ƒre–fleksję o potrzebie zmiany właśnie. Ludzi w zupełnie naturalny, niewymuszony sposób dopadają tu š egzystencjalne przemyślenia. Dotyczące tego, jak żyjemy w Europie, a jak tu żyją ludzie, kto ma „racje”, kto robi to mądrzej, lepiej, czy aby na pewno jest sens, by żyć, wciąż gdzieś i za czymś goniąc. Czy chcesz, czy nie – zaczynasz robić coś w rodzaju bilansu. I cieszy mnie to, ze tu, na Zanzibarze, takie myśli pojawiają się także u ludzi dużo ode mnie młodszych. I także u tych z różowymi włosami czy z kolczykami w nosie. Dociera do nas, ze człowiek Europy nie ma specjalnie powodów do tego, by narzekać – mamy całkiem wiele – a mimo to wciąż jesteśmy bardzo nieszczęśliwi. Każdy za czymś tęskni, ale to zagłusza i maszeruje w tłumie nie wiadomo dokąd. A tu ludzie maja mało, niewiele tez potrzebują i są wiecznie uśmiechnięci.

Serce się wycisza

Tu można się spóźnić, nikt nie ma o to żalu, życie toczy się dalej, bo nie to jest najważniejsze. I ten rodzaj spokoju dotyczy rzeczy, spraw małych, ale także tych większych. My tym bardzo szybko zaczęliśmy nasiąkać, głowa przestawia się na inny tryb, tętno się uspokaja, serce wycisza. To nie jest tylko zmiana sosen na palmy, to zmiana š filozofii i życia, mentalności. Czujemy się tu wszyscy dobrze, stanęliśmy na nogach, mamy coraz więcej znajomych, coraz swobodniej się tu poruszamy. To cieszy, daje poczucie dumy, takiej zwyczajnej dumy, ze daje się rade w nowym, zupełnie innym świecie. Miałam w zasadzie tylko jeden główny lek związany z ta zmiana. Ma na imię Tymek, nasz czteroletni syn. Baliśmy się o jego zdrowie – czy nie dopadnie go tu jakaś choroba związaną z tak gigantyczna zmiana klimatu, wody, jedzenia – oraz o jego emocje – czy odnajdzie się wśród dzieci, w szkole, czy będzie tu szczęśliwy, czy rewolucja nie jest dla niego zbyt wielka. Te obawy okazały się kompletnie nieuzasadnione. Wsiąkł w te wyspę chyba jeszcze szybciej niż my. Robi niesamowite postępy w swojej „kolorowej” szkole. Szkole, która jest najbardziej tolerancyjnym miejscem, jakie znam, najwłaściwszym do nauki. Mnie ta szkoła zachwyca, wzrusza. Za każdym razem, kiedy tam jestem i widzę, jak się uczą, jak się do siebie odnoszą, jak bardzo nie dostrzegają różnic miedzy sobą, koloru skóry, chce mi się płakać z radości. W klasie Tymka jest ośmioro dzieci, każde inne, taki miks kulturowy i rasowy, że aż miło popatrzeć.

Dwa życia w jednym

Tymkowi jest tu doskonale, my z mężem tez powoli odnajdujemy swoje miejsce. Okazuje się, że można mieć dwa życia za jednego życia! Finansowo zaczynamy stawać na nogi. Odnajdujemy się w zupełnie nowym zawodzie. Mamy w planach otworzyć mały pensjonat, a na razie oprowadzamy Polaków po „swoim” Zanzibarze, próbujemy wyciągać ich zza hotelowych bram i pokazywać mało popularne miejsca, swojskie smaki, gdzie najlepiej wypić piwo, gdzie gra dobra lokalna muzyka. Ktoś mnie zapytał, czy jestem teraz bizneswoman. Absolutnie nie! Jestem nowicjuszką na Zanzibarze, która próbuje pokazać innym świat widziany moim, bardzo subiektywnym okiem.

Zastrzyk miłości

Taka zmiana jest też genialna dla związku, jest jak zastrzyk energii. Znowu jesteśmy jak młode małżeństwo. Musimy być trzymająca się mocno drużyna, która gra do jednej bramki. Kiedy człowiek już rozsiądzie się wygodnie w znanym fotelu, pewne rzeczy zaczynają umykać, przestajemy się już tak o siebie starać. Nowy świat, nowe okoliczności sprzyjają bliskości, na nowo sobie ufamy, na nowo na sobie polegamy. Kiedy teraz pomyślę, że mielibyśmy siedzieć przed telewizorem i pykać pilotem, by wciąż oglądać to samo – kłócących się polityków – wiem, że nie chce do tego wracać. Wybraliśmy o wiele lepiej. Mam wrażenie, ze kiedy człowiek raz odważy się dokonać radykalnej zmiany, otwiera się w nim zupełnie nowa przestrzeń. To trochę jak bilet w jedna stronę. I to w dobra stronę. Człowiek pozbywa się wszelkich oporów, otwiera się. Najlepsze wyzwanie na druga połowę życia.

Monika Nowicka, Tanzania

Już w liceum, a potem podczas studiów pracowałam jako wolontariuszka w organizacji CChW „Solidarni”, która zajmuje się pomocą Afryce. Bo Afrykę, nie wiem skąd, dlaczego, ale odkąd pamiętam, miałam w sobie i od zawsze marzyłam, żeby do niej wyjechać. To było niesamowite, jakby jakaś część mnie „czuła”, że jestem, przynajmniej w połowie, właśnie stamtąd. Do tego mój tata kilkukrotnie wyjeżdżał w konwojach humanitarnych, wiec gen niesienia pomocy także miałam w sobie od początku.

Żadnych barier

W czasie studiów wyjechałam po raz pierwszy, do Togo. To był projekt, który trwał miesiąc – chciałam się sprawdzić. Przekonać się, czy moje marzenia o Afryce są jakoś uzasadnione, czy ten zupełnie inny świat w rzeczywistości będzie mi równie bliski co w sferze marzeń. Okazał się nawet bliższy. Odnalazłam się w moment. Nie miałam w sobie żadnych oporów przed kontaktem z lokalnymi mieszkańcami, nie czułam bariery. Nie bałam się wtedy niczego, no, może poza… wężami, bo tych bałam się zawsze. Ale i temu strachowi nie dałam się sparaliżować i odebrać radości z tego, jak dobrze czuje się w Afryce. Po tych czterech tygodniach wiedziałam, że tam wrócę, na dłużej. Kiedy przyjechałam do Polski, żeby dokończyć studia, przebierałam już nogami, by wracać.

Ta moja czteroletnia praca w Tanzanii to połączenie dużej frajdy i poczucia misji. Nie boję się używać tak wielkiego słowa, bo nie przemawia przeze mnie patos, ale prawdziwa potrzeba pomagania. Miałam i mam nadal potrzebę, aby pomagać kobietom tam, gdzie los nie był wobec nich tak łaskawy jak wobec nas, Europejek. Tam do wielu miejsc do dziś nie dotarła medyczna cywilizacja, profesjonalna opieka i ciężarne czy rodzące kobiety naprawdę potrzebują wsparcia. Chciałam dać coś z siebie. W możliwy dla siebie sposób mieć udział w wyrównywaniu nierówności. Wyjechałam od razu po skończeniu studiów i to tam tak naprawdę uczyłam się najintensywniej mojego zawodu. Wiele osób mnie przestrzegało, że bariery: kulturowa, językowa, nie pozwolą mi zbudować więzi koniecznej, by przyjąć poród. Rzeczywiście, miedzy położną a rodzącą powinna pojawić się specy‰ficzna wieź, bo bez niej ciężko o sprawny poród. Ale ani różnice kulturowe, ani brak znajomości języka –Œ bo na początku go przecież nie znałam, dopiero uczyłam się suahili –Œnie okazały się żadną przeszkoda. Jest coś takiego jak porozumienie miedzy kobietami, doświadczyłam tej niesamowitej siły. Jeśli po obu stronach jest otwartość, a tak było, mosty budują się same. Kobiety w Tanzanii są niesamowicie empatyczne. Miałam poczucie, że doceniają fakt, że przyjechałam do nich z końca świata, ze zostawiłam swoja strefę komfortu i że chce im pomagać. Widziałam w nich niesamowita wdzięczność, czułam, że mi ufają, a to daje ogromna satysfakcje. Tam roszczenia są zdecydowanie mniej popularne niż wśród Europejek. W takim miejscu, wśród takich ludzi człowiek czuje się zwyczajnie lepiej.

Monika Nowicka pracuje jako położna w Tanzanii. Monika Nowicka pracuje jako położna w Tanzanii.

Skóra koloru białego

W pewnym momencie poczułam się na tyle dobrze, pewnie, że postanowiłam odrobinę buntować kobiety, mobilizować je, by w sprawie swojego zdrowia, ciała nie ulegały w stu procentach mężczyznom. Zabrałam się do tej „działalności”, oczywiście, ze świadomością, że tamta kultura jest ta dysproporcja przesiąknięta i ze nie wolno mi robić żadnej rewolucji, bo pogorszę tylko sytuacje. Ale drobnymi gestami, działaniami starałam się pokazywać moim pacjentkom, że mogą mieć swoje zdanie, mogą na przykład zdecydować, jak chcą rodzic, czy chcą zostać w szpitalu, czy nie Œitd. Bardzo denerwowało mnie, że kobiety klękają przede mną. Bo tak ma być. W kulturze plemienia Sukuma, w którym pracowałam, kobiety muszą klękać przed mężczyzną, personelem medycznym czy przed białym człowiekiem. Tego nie mogłam znieść, nie mogłam znieść, że starsza ode mnie kobieta klęka przede mną tylko dlatego, że jestem położną i mam skórę białego koloru. Poprosiłam, by tego nie robiły. Stawałam też w obronie kobiet. Pamiętam jedna dość nerwową sytuacje, kiedy to postawiłam się pewnemu lekarzowi. Mężczyzna, do tego lekarz, to w Afryce niemal bóg. Trwał poród, a pan doktor postanowił nieproszony wkroczyć do akcji, choć jego pomoc nie była potrzebna. Wszedł do sali porodowej i snuł różne opowieści. Szybko zorientowałam się, ze moja rodząca bardzo źle to znosi, krepuje się, wstydzi, czuje na tyle nieswojo w jego obecności, że wstrzymuje poród, zaciska nogi. Byłam pewna, ze jeśli on nie wyjdzie, moja pacjentka nie urodzi. Wiec poprosiłam go, żeby wyszedł. Zrobił ogromne oczy, nie mógł uwierzyć, że ktoś, do tego kobieta, wydaje mu polecenie, zwraca mu uwagę. Nie wyszedł. Wtedy „poprosiłam” jeszcze raz, ale to była już dość stanowcza prośba… Następnego dnia zostałam wezwana do kierownika przychodni i upomniana, ale to tylko dodało mi odwagi. Miałam też wrażenie, że dodało to odwagi kobietom, które wiedziały o tej sytuacji.

Boże Narodzenie a za oknem żar

W Tanzanii udało mi się stworzyć dom. Drugi dom, mam poczucie, że równie „domowy” co ten tu, w Polsce. Mieszkałam z koleżanką Jola, nauczycielka matematyki, która szybko okazała się moją bratnią duszą. Stałyśmy się sobie bliskie, niemal jak siostry. Miałyśmy swoje rytuały, ważne było, żeby zjeść wspólnie śniadanie, obejrzeć razem ‰film, wyjechać na weekend. W Święta Wielkanocne robiłyśmy święconkę, choć tam nie ma takiego zwyczaju, w okresie Bożego Narodzenia ozdabiałyśmy dom, choć za oknem żar lał się z nieba. Chociaż mam poczucie, że zakorzeniłam się, wsiąkłam w plemię Sukuma, to ważne było dla mnie odtworzenie mojej tradycji, jej namiastki. To daje siłę i minimalizuje tęsknotę, która, oczywiście, czasem człowieka dopada, kiedy mieszka się tak daleko od swojej pierwotnej „bazy”. Pamiętam, jak wyjeżdżałam, a bliscy i dalsi mi ludzie mówili: „Biedna mała Monika, rzuca się na głęboką wodę”, i zastanawiali się, czy nie utonę. Ludzie boja się zmian. A ja zmianę uważam za coś niezwykle cennego. Zmiana pobudza, mobilizuje, rozwija, poszerza horyzonty, daje szanse, by naprawdę się sobie przyjrzeć, ocenić swoje mocne i słabe strony. Ale myślę, że zmiana to stan umysłu, rodzaj otwartości, ciekawości tego, co kryje się za rogiem. Zmiana wymaga zwarcia sił, wiec wyostrza zmysły. Stagnacja jest usypiająca, zmiana sprawia, ze człowiek robi się głodny życia. Ma na nie większy apetyt. I mniej się boi.

Szymon Rączka, Szwecja

Nazywam siebie emigrantem klimatycznym. Bo rzeczywiście w mieście, w którym mieszkaliśmy, czyli Bielsku-Białej, jakość powietrza przeraża. Miasto otoczone jest z trzech stron górami, dodatkowo położone w samym środku takiego trójkąta bermudzkiego – miedzy Ostrawa, Katowicami a Krakowem. Piekiełko. Ja śledziłem tę sprawę na długo, zanim temat smogu stał się głośny. Już w 2014 roku znalazłem w Internecie raporty różnych komisji europejskich dotyczące jakości powietrza w Europie i łapałem się za głowę. A kiedy już w zasadzie podjęliśmy decyzje o wyjeździe, dotarła do nas kolejna wiadomość – otóż Bielsko-Biała jest numerem jeden w Europie, jeśli chodzi o coś, co fachowo nazywa się „pozaszpitalnym zatrzymaniem akcji serca”. I to skutek właśnie tego, czym oddychamy. To tylko potwierdziło słuszność naszej decyzji. Zresztą moja żona już od kilku zim praktykowała coś, co nazywaliśmy aresztem domowym. Kiedy tylko robiło się chłodno i współmieszkańcy miasta zaczynali palić w piecach wszystkim, co wpadło im w ręce, Mania z dziećmi starała się prawie w ogóle nie wychodzić z domu.

Szymon Rączka przed swoim domem w Szwecji Szymon Rączka przed swoim domem w Szwecji

Uwolnienie

Decyzja o wyjeździe była podyktowana także moją chorobą. Przed laty założyliśmy z żoną firmę, to był kanał internetowy, projekt o nazwie Handimania, który okazał się strzałem w dziesiątkę, odnieśliśmy całkiem spory sukces nie tylko w Polsce – ponad milion fanów na całym świecie, setki milionów wyświetleń. Ale chyba nie ma tego rodzaju osiągnięć bez skutków ubocznych. Lata intensywnej pracy kompletnie mnie wyczerpały, wypaliły. Czułem się fatalnie – fi”zycznie i psychicznie. Przez ponad rok lekarze bezradnie rozkładali ręce – nie wiedzieli, co mi jest. Wszystkie badania wskazywały, ze jestem zdrowy, a ja czułem się coraz gorzej. Dziś wiem, że to wszystko miało podłoże psychiczne. Przeszedłem długą terapię, a potem odkryłem jogę, medytację. I poczułem, ze do swojego poprzedniego życia wrócić nie mogę, bo to mnie zabije. Nie miałem już do tego też zwyczajnie serca. Postanowiliśmy z żoną sprzedać ”firmę i… uwolnić się.

Dlaczego Szwecja

Zaraz po chorobie, a właściwie gdy jeszcze ciągle dochodziłem do siebie, zacząłem pracować jako kierowca testujący samochody. I pewnego dnia fi”rma, w ramach testów zimowych, wysłała mnie na miesiąc do północnej Szwecji, 50 kilometrów od koła podbiegunowego. Zakochałem się w tym miejscu. Czasem tak jest – spojrzysz na coś i czujesz, ze jest „twoje”. Tak właśnie było u mnie ze Szwecja. Wyjeżdżając, marzyłem, żeby tam jeszcze kiedyś wrócić z rodziną – pokazać im, co mnie tak zachwyciło. A zachwycił mnie przede wszystkim spokój. Spokój w ludziach, w krajobrazie. Rytm i harmonia, których bardzo brakowało mi w życiu. Miałem wrażenie, że to jest miejsce, w którym można dojść do siebie, odzyskać siły i utrzymać ten stan. Mam doświadczenie, że jeśli czegoś bardzo w życiu chce i temu specjalnie nie przeszkadzam, zwykle to się wydarza. No i dwa lata później tra”fiłem na Instagramie na kobietę, która mieszka w miejscowości, przez która wtedy przejeżdżałem. Pokazałem zonie i… niedługo potem postanowiliśmy wywrócić nasze życie do góry nogami, by tak naprawdę stanąć na te nogi. Od tego momentu była już w nas ogromna chęć zmiany, przeprojektowania życia całkowicie. Poczuliśmy, że chcemy zacząć zupełnie nowy rozdział. Wyrosły nam skrzydła. Wyjeżdżając, zrobiliśmy jeszcze coś, co okazało się genialnym pomysłem – pozbyliśmy się niesamowitej liczby przedmiotów, w które obrośliśmy przez lata. Nie wierzyłem wcześniej w  filozofię minimalizmu, ale to rzeczywiście działa, oczyszcza. No i właśnie Szwecja jest dokładnie taka – króluje w niej minimalizm, który okazał się naszą nieodkrytą naturą.

Kosmici wylądowali na swojej planecie

Zaczęliśmy działać, kontaktować się z ludźmi, którzy tam mieszkają, zrobiliśmy research, żeby znaleźć dom – nowe miejsce na Ziemi. Oboje z żoną w Polsce zawsze czuliśmy się trochę kosmitami i tak tez postrzegali nas ludzie – outsiderzy, odludki. Kiedy przeprowadziliśmy się do Szwecji, poczuliśmy się wreszcie „na miejscu”. Okazało się, że wcale nie jesteśmy kosmitami, tylko po prostu mentalnie pochodzimy właśnie stąd, ze Skandynawii. Nasza „nienormalność” w Polsce, okazała się „normalnością” w Szwecji. To są takie niby nieistotne drobiazgi. Mnie na przykład zawsze w naszym kraju bardzo drażnił bałagan w architekturze, tysiące kolorowych banerów umieszczanych wszędzie bez ładu i składu. To zaburzało moje poczucie estetyki, ale dusiłem to w sobie, wypierałem. Dopiero w Szwecji poczułem, jak wiele zabierało mi to energii, jak ten chaos w scenograf  i chronicznie drenował mnie z sił. Tu, otoczony harmonia, zrozumiałem, że akurat ja mam tak – by znaleźć spokój w sobie, potrzebuje spokoju w tym, co mnie otacza. Pasuje mi, że kiedy ktoś, kto jedzie samochodem przede mna bardzo powoli, bo nigdzie mu się nie spieszy, albo szuka drogi, widząc mnie w lusterku, zjeżdża na bok i puszcza mnie przodem. Pasuje mi to, sam tak od zawsze robiłem, co ludzi w Polsce zwykle bardzo dziwiło. Zachwyciła nas tez na przykład szwedzka szkoła, do której chodzą nasze dzieci, jej pani dyrektor, której bardzo zależało, by nas, rodziców, dobrze poznać. W Polsce szkoła tak nas do siebie zraziła, ze zdecydowaliśmy się na edukacje domowa. Zachwycają nas widok za oknem, zima i śnieg, których dzieci nie widziały od lat. No i powietrze! Mam uzasadnione poczucie, ze uciekliśmy tam, gdzie mamy szanse żyć zdecydowanie dłużej! Dosłownie. A może gdybyśmy spojrzeli głęboko w nasze drzewo genealogiczne, okazałoby się, ze wśród naszych przodków są wikingowie…

Ład architektoniczny i zima to, to za czym tęsknił Szymon i jego rodzina. Ład architektoniczny i zima to, to za czym tęsknił Szymon i jego rodzina.

Ta zmiana była po prostu konieczna, nieodzowna - mówi Szymon. A jej moment – idealny. W życiu przychodzi czas, kiedy w głowie wręcz dudnią takie słowa: „Teraz albo nigdy”. W każdym razie w naszym życiu ten czas nadszedł. I wtedy trzeba wsiąść do tego pociągu, pokonać strach przed nowym. Bo naprawdę warto.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Dobra energia w domu - jak ją wprowadzić?

Materialne przedmioty, którymi się otaczamy, mogą wywoływać niematerialne poczucie radości. Ich widok może sprawiać nam estetyczną przyjemność, a filozofowie i psychologowie od wieków uczą, że prawdziwego szczęścia szukać należy we własnym wnętrzu. (Fot. iStock)
Materialne przedmioty, którymi się otaczamy, mogą wywoływać niematerialne poczucie radości. Ich widok może sprawiać nam estetyczną przyjemność, a filozofowie i psychologowie od wieków uczą, że prawdziwego szczęścia szukać należy we własnym wnętrzu. (Fot. iStock)
Kiedy patrzymy na coś, co nam się podoba, otwieramy szerzej oczy, nasze rysy łagodnieją, pojawia się też rodzaj przyjemnego zaciekawienia. A to tylko jeden ze sposobów, w jaki rzeczy, którymi się otaczamy, są w stanie oddziaływać na nasz stan ducha.

Czy materialne przedmioty, którymi się otaczamy, mogą wywoływać niematerialne poczucie radości? Oczywiście, ich widok może sprawiać nam czysto estetyczną przyjemność, ale przecież filozofowie i psychologowie od wieków uczą, że prawdziwego szczęścia szukać należy we własnym wnętrzu. Jak przekonuje jednak Ingrid Fetell Lee, projektantka wnętrz i autorka książki „Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu”, za pomocą przedmiotów warto kreować sytuacje, w których możemy tę radość łatwiej w sobie odnaleźć – tak jak wtedy, gdy patrzymy na bukiet świeżo zerwanych kwiatów, gdy siedzimy przy kawiarnianym stoliku skąpanym w ciepłych słonecznych promieniach lub wieszamy na choince migoczące świąteczne ozdoby. W sposób szczególny powinniśmy zaś przyjrzeć się przedmiotom w najbliższym otoczeniu, czyli w domu. Doskonałą okazją ku temu jest remont bądź przemeblowanie.

Z całą pewnością znasz remontowe porzekadło, wedle którego pierwszy dom buduje się dla wroga, drugi – dla przyjaciela, a trzeci – dla siebie. Na urządzanie wnętrz w sposób niedający nam radości szkoda jednak czasu i pieniędzy. Przystępując do ich projektowania, warto przyjrzeć się kilku prostym mechanizmom, których znajomość pozwoli wpuścić do codziennego życia więcej wesołości i beztroski. Obok długotrwałego efektu w najbliższym otoczeniu dodatkową przyjemność da nam poczucie sprawczości, które stanie się naszym udziałem poprzez świadome zastosowanie pewnych zasad w praktyce. Mechanizmy, którymi rządzi się przestrzeń i zebrane w niej przedmioty, autorka „Joyful” podzieliła na 10 kategorii.

Energia

Energia jest w wielu wypadkach synonimem radości. Kojarzy się ze wszystkim, co żywe, kolorowe, jasne i ciepłe. Nic dziwnego, że jej odczuwanie doskonale stymulują przede wszystkim nasycone barwy. Przypomnij sobie, jak wiele radości daje ci wizyta w galerii sztuki, podziwianie murali w odwiedzanym mieście albo zabawa w paintball! Intensywne, jaskrawe kolory warto wprowadzić także do naszej codziennej przestrzeni – jeśli nie na dużych powierzchniach, to przynajmniej w formie niewielkich plam i akcentów (idealnie nadają się do tego wszelkie dekoracyjne dodatki, jak poduszki, kapy, obrazy). Szczególnie polecana jest kojarzona ze słońcem barwa żółta, zaś dobrym tłem dla innych kolorów będzie czysta biel. Lepiej natomiast unikać beżów i szarości.

Kolejnym istotnym elementem dodającym energii jest naturalne światło oraz, w wypadku jego braku, dynamiczne sztuczne oświetlenie jak najlepiej imitujące promienie słoneczne.

Obfitość

Nasze zamiłowanie do obfitości odziedziczyliśmy po dalekich przodkach. Miejsca pełne bujnej roślinności, z żyzną glebą, odpowiednio nawodnione i zamieszkane przez rozmaite gatunki zwierząt – kojarzyły im się z poczuciem bezpieczeństwa i dawały perspektywę łatwiejszego przetrwania. Dziś obfitość kojarzymy raczej z nadmiarem. Jak w rozmowie z SENSem podkreślała jednak Katarzyna Kędzierska, propagatorka minimalizmu, wyrzeczenie się nadmiaru nie oznacza zgody na „zbyt mało”, a raczej na „tyle, ile trzeba”. Podobnie interpretuje obfitość Ingrid Fetell Lee, dla której nie stanowi ona synonimu przesytu, a raczej różnorodności i pobudzenia wszystkich zmysłów. Jak poczuć obfitość w kreowanej przez siebie przestrzeni? Przede wszystkim przez warstwowość, którą stosować można w doborze tkanin (modne szczególnie w stylu boho układanie na sobie kilku dywanów czy narzut) oraz przez wykorzystanie rozmaitych faktur i wzorów. Aby zapewnić sobie prawdziwą stymulację sensoryczną, wybierajmy sprzęty o ciekawych teksturach, wykonane z użyciem rzemieślniczych materiałów (puchate dywany, nieszlifowane drewno, naturalny kamień, tkaniny o nietypowym splocie).

Wolność i odnowa

Beztroska w działaniu, otwarta przestrzeń, brak ograniczeń, swoboda ruchu i oddechu – oto najważniejsze skojarzenia z wolnością. Odczuwamy ją, przebywając na plaży, rozległej łące, w dzikich górach, ale także wtedy, kiedy nosimy luźną, wygodną odzież, biegamy boso po piasku i uprawiamy sport na świeżym powietrzu. Odczucia, które stają się wówczas naszym udziałem, możemy odtworzyć także w przestrzeni mieszkalnej: unikając dużych, ciężkich i ciemnych mebli oraz syntetycznych materiałów; instalując w domu huśtawki, hamaki i zjeżdżalnie, dające przyjemne wrażenie powrotu do beztroski dzieciństwa; wprowadzając do wnętrz naturalną roślinność w postaci kwiatów doniczkowych lub, jeśli to tylko możliwe, uprawiając chociaż niewielki ogródek, na przykład na balkonie. Kontakt z przyrodą, który sobie w ten sposób zapewnimy, jest też ważną składową kolejnej stworzonej przez Lee kategorii: odnowy, kojarzonej z odrodzeniem, przywróceniem sił i naturalną witalnością.

Harmonia

Wielu z nas, a szczególnie osoby wysoko wrażliwe, ma problemy ze skupieniem, relaksem i odczuwaniem szeroko pojętego dobrostanu w miejscach zabałaganionych. Znacznie lepiej czują się w przestrzeniach dobrze zorganizowanych, funkcjonalnych, opartych na symetrii, nieprzeładowanych przedmiotami, które ułożone są zgodnie ze swoim przeznaczeniem lub w przemyślanych konfiguracjach geometrycznych. Z tego właśnie powodu, bez względu na stosunek do religii i historycznych zawieruch, zwykle uspokajają nas wizyty w antycznych świątyniach, kościołach i klasycznych willach; najwięksi sceptycy nie odmawiają racji bytu wiekowym chińskim praktykom feng shui, a poradniki specjalistki od sprzątania Marie Kondo biją rekordy popularności. Wprowadzanie harmonii do wnętrza oznacza przede wszystkim symetrię.

Podobne przedmioty warto łączyć w grupy lub multiplikować przy użyciu luster; kolory i wzory – koordynować tak, aby połączyć je w zbiory. Dobrym pomysłem jest też zadbanie o jednolitość szczegółów – czy będą to jednakowe wieszaki w szafach, jednokolorowe pinezki na korkowej tablicy czy jeden kolor metalu, z którego wykonane są uchwyty do szaf w całym mieszkaniu.

Zabawa i zaskoczenie

Okrywanie wewnętrznego dziecka w sobie to od wielu lat jeden z głównych postulatów wysuwanych przez psychologów. Wśród inspirujących do zabawy elementów jest nostalgia: przywołanie poczucia bezpieczeństwa i niefrasobliwości odczuwanej w dzieciństwie. Kształtem, który najpełniej symbolizuje ten okres, jest koło. Od karuzeli po hula-hoop, od balonu po piłkę, kręgi i kuliste formy zdają się być wpisane w historię beztroskiej zabawy od tysiącleci. Ich przeciwieństwem są „dorosłe” kąty i kanty, kojarzone z dyscypliną i rygorem – jak pisze Lee, na kanciaste przedmioty podświadomie reagujemy niepokojem. Projektując przestrzeń, warto wprowadzić do niej formy koliste i faliste, a także inne elementy kojarzone z zabawą, jak frędzle, pompony, tkaniny w grochy. Można także rozważyć komponenty humorystyczne: zaskakujące rzeźby czy grafiki albo pojedyncze dodatki na pierwszy rzut oka niepasujące do reszty, stanowiące swego rodzaju puszczenie oka do naszych gości oraz do nas samych.

Blisko stąd do kolejnej kategorii, bezpośrednio związanej z ludycznością, mianowicie do zaskoczenia. Większość z nas bardzo lubi przyjemne niespodzianki. Dlaczego nie wprowadzić ich do własnego domu? Co powiesz na piękny, kolorowy i pachnący papier do wykładania zupełnie zwykłych szuflad, który cieszy zmysły przy każdym sięgnięciu po parę skarpetek?  Rolę niespodzianki spełniać może też kontrast formy czy koloru, zabawa proporcją i skalą, ale także np. element niedoskonały, jak specjalnie postarzona ściana czy widoczne ślady po naprawie jakiegoś przedmiotu, znane doskonale miłośnikom filozofii wabi-sabi.

Transcendencja

Słowo „lekkość”, którego Lee używa poniekąd zamiennie z transcendencją, stało się ostatnio niezwykle modne. Używa się go wszędzie tam, gdzie mowa o szczęściu i szeroko pojmowanym odnoszeniu sukcesu. Lekkie jest to, co przychodzi nam naturalnie, w sposób niewymuszony, nie jest okupione nadmiernym wysiłkiem i dodaje poczucia radości i zadowolenia. Co ciekawe, sposób, w jaki odczuwamy i pojmujemy emocje, związany jest z osią pionową. Przykładowo, uśmiech wygina nasze usta ku górze, a wysokie poczucie własnej wartości każe nosić uniesioną głowę; brwi marszczymy zaś ku dołowi i w ten sam sposób załamujemy ręce. W większości przypadków – co widać także w naszym języku – kierunek ku górze jest synonimem tego, co pozytywne. Dobro podnosi nas na duchu, dodaje skrzydeł, sprawia, że czujemy się wniebowzięci albo w siódmym niebie. W przestrzeni lekkość i transcendencję symbolizują jasne kolory w tonacji nieba, duże wolne płaszczyzny pionowe (np. ściany pomalowane na ulubiony kolor, ale pozbawione obrazów czy plakatów), elementy przezroczyste, dekoracje mocowane na suficie (np. wiszące doniczki z kwiatami, ozdobne żyrandole), powietrze i naturalne światło.

Magia

Światło pojawia się w wielu kategoriach wyodrębnionych przez autorkę „Joyful”. Jest również podstawą przestrzennej magii, wyrażanej przez wszystko to, co błyszczące, fluorescencyjne, pryzmatyczne, nieuchwytne. Także w jej wypadku po raz kolejny dostarczamy bodźców naszemu wewnętrznemu dziecku oraz tej części naszego jestestwa, które tęskni za zjawiskami przyrody uważanymi kiedyś za tajemnicze, jak mgła, wiatr czy energia geotermalna. Element magii wprowadzą do przestrzeni opalizujące tkaniny, lustra, fantazyjne przedmioty szklane i wydające kojące dźwięki wietrzne dzwonki.

Świętowanie

Jednym z momentów, podczas których większość osób odczuwa radość i przyjemne podekscytowanie, są święta i rodzinne uroczystości, łączące się ze sferą sacrum – przestrzenią wyjątkową, odmienną od codziennej, przepełnioną podniosłą atmosferą, ale także bliskością drugiego człowieka. Aby w jakimś wymiarze odwzorować świąteczny nastrój we wnętrzu, warto zadbać o jego kameralność i przytulność, a także łatwość międzyludzkiej komunikacji – czy to przy wygodnym stole, wręcz stworzonym do gromadnego biesiadowania, czy poprzez wprowadzenie tzw. punktu centralnego, wokół którego skupiać się będzie uwaga wchodzących, jak np. kominek, otoczony fotelami stolik kawowy w salonie albo szemrząca fontanna w ogrodzie.

Zmiana w pięciu krokach

  1. Wybierz maksymalnie trzy kategorie, które najbardziej do ciebie przemawiają, np. obfitość (tapety, warstwy tkanin), wolność (rośliny, huśtawka), harmonia (symetria, grupy podobnych przedmiotów).
  2. Wypisz kategorie dodatkowe, które również chciałbyś zawrzeć we wnętrzu – dlatego, że ci się podobają, albo dlatego, że już je masz, np. okrągły stolik kawowy (zabawa) czy plamy kolorów (energia).
  3. Zastanów się, jak połączyć je w unikatowy, tylko tobie właściwy sposób. Spróbuj wypisać około pięciu pomysłów, np. tapeta + motywy roślinne = tapeta z motywem dżungli; plamy kolorów + huśtawka = huśtawka pomalowana na jaskrawą czerwień.
  4. Z wypisanych kombinacji spróbuj wyciągnąć wspólne hasło – łączący je temat, który określisz jednym lub dwoma zdaniami, np. „Radość w dżungli”.
  5. Sporządź listę przedmiotów, które musisz dodać do wnętrza – wypisz, co musisz w nim zmienić, aby dostosować je do swojej nowej wizji, oraz co powinno je opuścić.
Więcej w książce: „Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu” I.F. Lee, wyd. Feeria

„Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu” I.F. Lee, wyd. Feeria„Joyful. Zaprojektuj radość w swoim otoczeniu” I.F. Lee, wyd. Feeria

  1. Materiał partnera

Otwórz się na zmiany razem z nową ambasadorką marki Triumph - Martyną Wojciechowską

W kampanii „Otwórz się na zmiany” Triumph oddaje głos inspirującym kobietom, takim jak Martyna Wojciechowska. Bo kto wie więcej na temat zmian niż my? (Fot. materiały prasowe)
W kampanii „Otwórz się na zmiany” Triumph oddaje głos inspirującym kobietom, takim jak Martyna Wojciechowska. Bo kto wie więcej na temat zmian niż my? (Fot. materiały prasowe)
Dzisiaj? Jutro? Choćby zaraz! Życie to nieustanne zmiany i choć każda z ich jest wyzwaniem, to może być także początkiem nowej historii, dodać nam niezwykłej energii i pewności siebie. Szczególnie, jeśli w tych zmianach wspierają nas inspirujące kobiety. O tym w wiosennej kampanii przekonuje marka Triumph wraz z nową ambasadorką, Martyną Wojciechowską.

Otwórz się na zmiany

To hasło kampanii, której głównym elementem jest inspirujące video. W pełnym emocji i prawdziwych historii spocie bohaterki otwarcie opowiedzą m.in. o tym czym jest dla nich zmiana, z jakimi wiąże się emocjami, w jaki sposób kobiety mogą się wzajemnie wspierać w podejmowaniu odważnych decyzji. Wraz z ambasadorką Triumph, dziennikarką, podróżniczką i aktywistką Martyną Wojciechowską w kampanii wzięły udział: Marta Wojtal, która porzuciła zawód księgowej i obecnie jest jedną z najlepszych fotografek modowych w kraju; Monika Pryśko – autorka książki „Bój się i działaj”, od lat na swoim blogu przekonuje, że w kobietach drzemie prawdziwa siła oraz Klaudia Bąk, braffiterka i laureatka wewnętrznego konkursu dla pracowników salonów Triumph, która z firmą związana jest od 15 lat.

- Każda zmiana to wyzwanie, ale także początek nowej historii. To właśnie otwartość na zmiany zaprowadziła mnie na krańce świata, gdzie poznałam wiele inspirujących kobiet i zrozumiałam jak ogromną moc ma kobieca więź. Możemy się różnić wieloma rzeczami: językiem, kulturą, sposobem na życie czy tym, jaki nosimy rozmiar. Łączy nas jednak więcej niż nam się wydaje! Choć każda zmiana jest naszą indywidualną decyzją, to w jej tle słychać głosy wielu kobiet. To nasza wspólna historia. Razem możemy więcej, a kobiece wsparcie zawsze dodaje skrzydeł – mówi Martyna Wojciechowska, ambasadorka Triumph.

W kampanii „Otwórz się na zmiany” Triumph oddaje głos inspirującym kobietom, bo kto wie więcej na temat zmian niż my? Doświadczamy ich przez całe życie. Z każdym rokiem, miesiącem, a nawet dniem zmieniają się nie tylko nasze potrzeby, ale także nasze ciało. Dlatego marka Triumph, która od ponad 130 lat tworzy bieliznę zapewniającą idealne wsparcie, stworzyła rewolucyjny biustonosz Fit Smart, dopasowujący się do ciała kobiety.

Fit Smart - biustonosz, który zmienia się razem z tobą

Czy rewolucja może polegać na idealnym dopasowaniu? Tak! Bez względu na to czy twoje ciało zmienia się w wyniku działania hormonów czy wahań wagi w ciągu miesiąca, biustonosz Fit Smart zapewni wsparcie każdego dnia. Jest to możliwe dzięki specjalnie zaprojektowanej, elastycznej koronce 4D, miseczkom z elastycznej pianki 4D oraz bezfiszbinowej konstrukcji wewnętrznej, które gwarantują doskonałe podtrzymanie i dopasowanie do kształtu i rozmiaru biustu. Fit Smart został zaprojektowany tak, by dać kobietom poczucie komfortu podczas codziennych wyzwań i zmian, których doświadczają.

- Nasze ciało się zmienia, nasze potrzeby się zmieniają, my się zmieniamy. Możemy mieć inny kolor skóry, różnić się kolorem włosów, potrzebami, marzeniami, planami, ale tak naprawdę, w głębi duszy, wszystkie doświadczamy tego, że pragniemy być wystarczające - wystarczająco piękne, seksowne, mądre, a jednocześnie chcemy być sobą. Ja chcę być sobą i chcę być wystarczająca. I chciałabym też, żeby bielizna, którą noszę, podążała za tym, jak się zmieniam - mówi Martyna Wojciechowska.

(Fot. materiały partnera)(Fot. materiały partnera)

Cechą charakterystyczną biustonosza Fit Smart jest 5 inteligentnych rozmiarów, które adaptują się do biustu, stanowiąc alternatywę dla standardowej rozmiarówki. W praktyce odpowiadają one ponad 40 kombinacjom rozmiarów.

Fit Smart definiuje na nowo pojęcie komfortu, zapewniając kobietom swobodę ruchu, jakby w ogóle nie miały na sobie biustonosza. Adaptując się do ciała w każdej sytuacji, zapewnia idealne wsparcie bez względu na styl życia czy zmiany zachodzące w kobiecym ciele.

Biustonosz Fit Smart został zaprojektowany z myślą o tobie i twoim życiu! Zapewniając poczucie komfortu, dodaje pewności siebie, abyś mogła stawić czoło wszystkim zmianom.

  1. Psychologia

Przebudź się - ty też możesz zmienić świat

Gdy wyciszamy umysł, możemy poczuć życie pulsujące w ciele, w przyrodzie, w ludziach, w zdarzeniach; zapomnieć o sobie, o swoim małym ja. (Fot. iStock)
Gdy wyciszamy umysł, możemy poczuć życie pulsujące w ciele, w przyrodzie, w ludziach, w zdarzeniach; zapomnieć o sobie, o swoim małym ja. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Jesteśmy przebudzeni, gdy patrzymy na świat z zaciekawieniem i zachwytem. Gdy odnajdujemy spełnienie w działaniu, a nie w osiąganiu celów. Gdy patrzymy na ludzi i widzimy w nich nas samych. Możemy być przebudzeni z chwili na chwilę.

„Kto powiedział, że mała grupa zaangażowanych osób, którym zależy, nie może zmienić świata? Tylko tacy mogą to zrobić!” To słynne już słowa antropolożki Margaret Mead. Sentencja Gandhiego o tym, że mamy stać się przemianą, którą chcemy widzieć w świecie, obiegła już tysiące razy naszą planetę, cytowana, przypominana jako inspiracja i zachęta do działania. W jaki sposób mamy zmienić świat? Co tak naprawdę jest do zrobienia?

Pokochaj papierosy

W 2008 roku Eckhart Tolle wydał swoją kultową już dziś książkę „Nowa Ziemia”. Wcześniej „Potęgę teraźniejszości”. Obie sprawiły, że został nazwany duchowym nauczycielem naszych czasów, mimo że nie jest związany z żadną religią, nie pisze o Bogu. Pisze o Świadomości, Obecności, Uważności. „Nowa Ziemia” stała się światowym bestsellerem. Oprah Winfrey włączyła ją do swego Klubu Książki i przez kilka miesięcy prowadziła na portalu internetowym dyskusję nad tą książką z udziałem autora i kilkunastu milionów uczestników łączących się na żywo ze studiem. To książka o przebudzeniu, o transformacji świadomości, bez której niemożliwa jest jakakolwiek zmiana – ani w nas, ani w naszych związkach, ani w świecie, w którym żyjemy.

Wayne W. Dyer, jeden ze światowych „przebudzaczy” świadomości (autor świetnych książek, m.in. „Odmień swój umysł, odmień swoje życie”, „Żyć w równowadze”), zwraca uwagę na coś bardzo istotnego – mimo że wypowiedzieliśmy wojnę niemal wszystkim problemom współczesnego świata, nie wygraliśmy żadnej z nich.

Wypowiedzieliśmy wojnę ubóstwu – pisze w »Żyć w równowadze« – a biedy na świecie jest więcej niż kiedykolwiek. Wojna, którą toczymy z narkomanią, doprowadziła wyłącznie do potrojenia liczby więźniów i zwiększyła dostępność nielegalnych substancji dla młodych ludzi. Wojna z przestępczością doprowadziła do jej nasilenia, wzrostu poczucia zagrożenia w społeczeństwie, zwiększonego nadzoru, spadku wzajemnego zaufania i nadużyć, jakich dopuszczają się służby porządkowe. Myśli, których zasadniczym motywem jest walka, w sposób nieunikniony prowokują reakcję tego samego rodzaju – ci, przeciwko którym się zwracamy, odpowiedzą agresją. Walka osłabia i prowadzi do zaburzenia równowagi. Dotyczy to także naszych wysiłków zmierzających do pozbycia się nałogów”.

Nie zwalczymy naszych nałogów, trzeba je pokochać, twierdzi Dyer. Jeśli to jedzenie, słodycze czy papierosy, pokochaj je. Jeśli kokaina czy środki przeciwbólowe, pokochaj je. Tak jak kocha się nauczycieli, którzy pokazują, kim nie chcemy już być. Pokochajmy wszystko, od czego się uzależniliśmy, a najbardziej ludzi. Dopiero wtedy będzie można odejść. Dopiero wtedy dokona się zmiana.

Wychodzimy z więzienia

To już się dzieje. Budzimy się. W skali globalnej coraz więcej osób rozumie, że walka, uprzedzenia i dogmaty skazują nas na cierpienie i niekończące się problemy. Co ciekawe: nowa wyłaniająca się świadomość sprawia, że mamy wrażenie, iż chaos się pogłębia. Jest coraz lepiej i coraz gorzej. Stare odchodzi, nowe rodzi się w bólach.

Jaka będzie Nowa Ziemia? To zależy od nas. Fizycy kwantowi od dziesięcioleci piszą o tym, że tak właśnie zbudowany jest nasz wszechświat – myślami, przekonaniami i uczuciami my sami go tworzymy. Jesteśmy ze sobą połączeni – moje myśli i uczucia tworzą ciebie, a twoje – mnie. Rupert Sheldrake nazwał to zjawisko rezonansem morficznym.

Wyobraźmy sobie Nową Ziemię: kwitnącą, dostatnią i zdrową. Zanurzmy się w tej świadomości. Znajdziemy ją poza uwarunkowanym umysłem, w wewnętrznej ciszy i spokoju. W akceptacji tego, co jest. Dopiero z tego miejsca możliwe jest uzdrowienie, działania w dobrym kierunku. Z tej głębokiej obejmującej wszystko świadomości wyłania się miłość, radość, spełnienie, kreatywność. Wychodzimy z więzienia opinii, ocen, osądów, punktów widzenia, racji, dogmatów politycznych, naukowych czy religijnych. To tylko myśli, a myśli dzielą rzeczywistość, zniekształcają ją, ograniczają i stwarzają konflikty.

Świadomość poza uwarunkowanym umysłem jest uzdrowicielką podziałów. Dotrzeć do tego poziomu świadomości nie jest łatwym zadaniem, ponieważ więzi nas ewolucyjny ból. Przez bardzo długi czas nasze mózgi były trenowane w chronieniu małego ja, chełpieniu się zwycięstwami, zdobywaniu coraz większej liczby przedmiotów i tego, żeby mieć rację. Są wyćwiczone w nudzie, złości, smutku, zniecierpliwieniu, niepokoju, napięciu, niezadowoleniu. Na dzisiejszym poziomie ludzkiej ewolucji pilnie potrzebujemy przestać identyfikować się z tymi zmiennymi nastrojami. Wyzwanie, przed którym stoimy, to przekraczanie granic umysłu. Sięganie głębiej.

Gdy wyciszamy umysł, możemy poczuć życie pulsujące w ciele, w przyrodzie, w ludziach, w zdarzeniach; zapomnieć o sobie, o swoim małym ja.

Jesteśmy kimś więcej

To właśnie małe ja, uwarunkowany umysł, stwarza problemy, ma sympatie i antypatie, boi się i pragnie, dzieli świat na „ja” i „nie ja”, jest rozżalone, urażone, zawstydzone i winne, potrzebuje konfliktu, więc porównuje i zazdrości. Jest okrutne i skłonne do przemocy. Wyraża ignorancję i nieświadomość przemijającego właśnie etapu ludzkiej ewolucji. Odkrycie, że jesteśmy kimś więcej niż małym ja, otwiera drzwi więzienia. Jest w nas ktoś, kto widzi, jest świadomy myśli, odczuć, bólu, ktoś, kto wie, że umrzemy. To nasza głęboka świadomość, niemy obserwator, świadek. Przestrzeń, z której wszystko się wyłania, bezkresna inteligencja, której częścią jesteśmy. Tej świadomości nie możemy stracić.

Małe ja nie chce tego czytać ani słuchać o tym, ponieważ aby mogło istnieć, musi być w opozycji, sprzeczać się, walczyć, konfliktować. Na szczęście możemy objąć je czułą świadomością i ukoić zszargane nerwy. Dla przestrzeni świadomości w nas wszystko jest przejawem życia i ewolucji. Wszystko jest doskonałe; doskonałe w swojej niedoskonałości.

Ćwiczmy przebudzenie. Zauważajmy te bezcenne chwile obecności, gdy widzimy piękno dookoła, słyszymy bicie naszych serc i czujemy się częścią niewyobrażalnie ogromnego wszechświata. Za każdym razem, gdy patrzymy na kogoś i zamiast reagować odruchowo i osądzać, widzimy osobę o nieskończonych możliwościach – ekspresji, kreatywności, czułości – jesteśmy przebudzeni. To dzieje się w tej właśnie chwili. A potem w następnej, i w następnej.

  1. Psychologia

Jak pokonać strach? Trenuj odwagę

W odwadze jest mnóstwo energii, to stan działania i uwolnienia, wyzwala zaradność i optymizm. (Fot. iStock)
W odwadze jest mnóstwo energii, to stan działania i uwolnienia, wyzwala zaradność i optymizm. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Odwaga to "mięsień", który da się trenować. Oto 8 wskazówek i inspiracji, które pomogą ci: przezwyciężyć lęk, podjąć ryzyko, wyjść ze strefy komfortu, uodpornić się na odrzucenie, uwierzyć, że można, zrealizować marzenia.

1. Zrozum, że nie ma się czego bać

Zmarły kilka lat temu amerykański terapeuta dr Wayne W. Dyer w jednej ze swoich książek „Kieruj swoim życiem” pisał o odwadze tak:

„To gotowość do stawiania czoła lękom. To przyjmowanie krytyki, poleganie na sobie oraz akceptacja i ponoszenie odpowiedzialności za konsekwencje własnych wyborów. To wiara w siebie i swoje wybory tak silna, że jesteś gotowy przeciąć więzy nałożone przez innych”.

Jego zdaniem w budowaniu w sobie odwagi pomaga pytanie: „Co najgorszego może mnie spotkać, jeśli…?”. Gdy wysilimy bowiem wyobraźnię i głęboko się zastanowimy, okaże się, że najstraszniejsza rzecz, jaka może się przydarzyć, po prostu nie istnieje. Jako przykład Dyer przywoływał postać swojego przyjaciela Billa, który bał się pójść na przesłuchanie do roli w spektaklu na Broadwayu. Kiedy zadał sobie to pytanie, zrozumiał: „najgorsze, co może mnie spotkać to to, że nie dostanę roli, której i tak nie mam”. Dlatego jeśli się boisz, wiedz, że najskuteczniejszą metodą przełamania strachu jest działanie.

2 . Pamiętaj o tym, co jest dla ciebie ważne

Odwaga to nie jest brak strachu. To świadomość, że istnieje coś większego i ważniejszego, dla czego jesteś gotów spojrzeć mu w oczy. Dlatego David K. Hatch, konsultant specjalizujący się w dziedzinie przywództwa i efektywności przedsiębiorstw, radzi, aby w momentach zwątpienia pamiętać o swoich wartościach i celach. Jaki cel jest dla ciebie na tyle istotny, że nic nie mogłoby cię odwieść od jego zrealizowania? Jakie wartości chcesz realizować w życiu ponad wszystko? Świadomość tego, co naprawdę się dla ciebie liczy, pomoże przezwyciężyć obawy i wątpliwości.

3. Jak najczęściej porzucaj swoją strefę komfortu

„Wystarczy żyć, żeby ciągle ponosić ryzyko. Czeka na nas ryzyko klęski, ryzyko odrzucenia, zawodu samym sobą, rozczarowania innymi” – pisze w książce „Nie porzucaj marzeń” Augusto Cury, brazylijski pisarz i psychiatra. „Nie powinniśmy ryzykować nieodpowiedzialnie, ale nie należy obawiać się wkraczania na nieznane obszary, oddychania powietrzem, którym nigdy wcześniej nie oddychaliśmy”. Zbyt długie pozostawanie w sferze komfortu, w sztucznie podtrzymywanym kokonie bezpieczeństwa, nie tylko uniemożliwia rozwój, ale też daje złudne poczucie, że możemy uniknąć pomyłek, potknięć czy wypadków. Zwiększa się nasza frustracja, za to zmniejsza kreatywność. Niczego się nie uczymy, nie spełniamy swoich marzeń i nie dowiadujemy się nowych rzeczy o sobie i świecie. Dlatego warto od czasu do czasu robić rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiliśmy. Odwiedzać miejsca, w których nie byliśmy czy w podobnych sytuacjach postępować inaczej niż do tej pory.

4. Pogódź się z odrzuceniem

Jason Comely jest znany jako autor gry o nazwie „Terapia odrzucenia”. Uczestnicy są w niej zachęcani do tego, by angażować się w specyficzne eksperymenty społeczne. Chodzi o to, by każdego dnia poprosić kogoś o drobną rzecz i uzyskać negatywną odpowiedź. W ten sposób, narażając się na mniej dotkliwe odrzucenie, w dodatku od osób, na których nam nie zależy, powoli zmniejszamy swoją podatność na odrzucenie w ogóle. Jeśli uda ci się zyskać pozytywną odpowiedź, to świetnie, ale i tak musisz podjąć jeszcze jedną próbę, bo bez czyjegoś „nie” – nie pójdziesz dalej. Osoby, które brały udział w tej grze, relacjonowały, że z czasem nie tylko mniej przejmowały się odmową, ale też zauważyły, że o wiele częściej dostawały to, o co prosiły. Czy była to darmowa dokładka w restauracji czy prośba, by zagrać na gitarze muzyka w przerwie jego koncertu, czy też zaproszenie najatrakcyjniejszej dziewczyny w barze na randkę.

Jeden z bardziej ambitnych uczestników gry w odrzucenie  – Amerykanin Jia Jiang postanowił wynieść ją na wyższy poziom i podczas 100 dni stawiać naprawdę bardzo zuchwałe prośby, jak na przykład poproszenie policjanta, by mógł na chwilę usiąść w jego samochodzie. O tym, do jakich wniosków doszedł podczas tego eksperymentu, Jiang opowiedział podczas wystąpienia na konferencji TED. Najważniejszy był taki: odrzucenie daje podobną pewność siebie co zdobywane doświadczenie. Im więcej razy został odrzucony, tym więcej siły miał, by próbować dalej. Jak widać całe to odrzucenie nie jest wcale takie straszne.

5. Obejmij przygodę

Eksperymentuj – zachęca Chris Guillebeau, przedsiębiorca i podróżnik, który w książce „Szczęście w poszukiwaniach” pisze między innymi o inspirującej koncepcji eksperymentów życiowych. Zainicjował ją Allan Bacon – jak podsumowuje go Guillebeau: normalny facet, który miał przyjemne życie i świetną rodzinę, ale jednocześnie niejasne poczucie niezadowolenia. Nie chciał jednak porzucać wszystkiego i ruszać z plecakiem w świat czy biegać co niedzielę maratonów. Zamiast tego postanowił zmieniać swoje rutynowe przyzwyczajenia. Jego pierwsze eksperymenty życiowe były bardzo proste – pójście do muzeum w porze lunchu czy wzięcie udziału w warsztatach fotograficznych. Stopniowo odważał się robić coraz śmielsze kroki i zaobserwował, że wszystkie one dają mu ogromną satysfakcję, zmieniając jego zwykłe, nudne życie, wypełnione codziennymi obowiązkami w jedną wielką przygodą. Inspirując się Allanem, Guillebeau podsuwa pomysły na kilka innych eksperymentów, np.:

  • przez tydzień bierz tylko zimny prysznic,
  • zacznij rozmowę z nieznajomym,
  • zabierz do parku smakołyki dla psów i rozdaj je właścicielom czworonogów, których spotkasz na spacerze,
  • jeśli na zebraniach w pracy zwykle jesteś aktywny, tym razem więcej milcz; jeśli zwykle milczysz, odezwij się,
  • zaoferuj swój pokój lub dom do wynajęcia w serwisie Airbnb,
  • kompletnie zmień rozmieszczenie mebli w sypialni lub salonie,
  • na jakimś cyklicznym spotkaniu celowo siądź w innym miejscu.
6. Stwórz własną bucket list Amerykański film „Choć goni nas czas” w oryginale ma tytuł „The Bucket List” i odnosi się do listy dwóch podstarzałych bohaterów (granych przez Jacka Nicholsona i Morgana Freemana), którzy, po zdiagnozowaniu u nich śmiertelnej choroby, postanawiają spisać rzeczy, które chcą jeszcze zrobić przed śmiercią. Film cieszył się ogromną popularnością i zainspirował rzesze Amerykanów do tworzenia swoich własnych bucket lists i stopniowego realizowania zapisanych na nich marzeń.

Chris Guillebeau rozwija ten pomysł i proponuje, by potraktować taką listę jako życiową misję. Zapisać na niej większe i mniejsze marzenia i realizować kilka z nich co roku. Najważniejsze, by w momencie tworzenia listy nie zastanawiać się, czy plany są realne, kosztowne czy czasochłonne, tylko po prostu napisać o tym, na co zawsze mieliśmy ochotę, a potem znaleźć sposób na realizację tych celów. To mogą być postanowienia typu: pójść na plażę dla nudystów, wybrać się do kina samochodowego, zobaczyć na własne oczy Wielki Kanion, pojechać do Las Vegas i zagrać w ruletkę, zasadzić drzewo, zrobić sobie tatuaż, pójść do opery, wejść na Mount Blanc, odwiedzić każde miejsce wpisane na listę dziedzictwa światowego UNESCO, polecieć helikopterem, opublikować krótkie opowiadanie, zrobić kurs instruktora jogi czy iść na studia podyplomowe. Najlepsze jest to, że realizując kolejno zadania z listy uruchamiamy w sobie odwagę do robienia tego, co zawsze chcieliśmy.

7. Uwierz, że potrafisz David R. Hawkins, psychiatra i nauczyciel duchowy, w swojej najsłynniejszej książce „Technika uwalniania” pisał, że oznaką odwagi jest przekonanie i poczucie „potrafię”.

„To pozytywny stan, w którym czujemy, że jesteśmy pewni siebie, mamy umiejętności, kompetencje, zdolność do działania, czujemy się żywi, kochający i obdarowujący” – tłumaczył.

„W odwadze jest mnóstwo energii, to stan działania, uwolnienia, bycia «gotowym do», spontanicznym, prężnym, zaradnym i pogodnym. W tym stanie potrafimy bardzo efektywnie działać w świecie”.

Do takiego stanu potrzebna jest jednak świadomość swoich umiejętności i talentów. Nie wiesz, do czego jesteś zdolny? Poświęć trochę czasu i spisz po kolei wszystkie rzeczy, które umiesz, sukcesy, jakie osiągnąłeś, oraz dziedziny, w których jesteś dobry. Odnotuj tam także swoje predyspozycje, np. jesteś zdrowy i silny, szybko przyswajasz wiedzę, masz słuch muzyczny, dobry wzrok – to wszystko pozwoli ci dojść do wniosku, że niezależnie od tego, jakie wyzwania życie przed tobą postawi – dasz sobie radę. A to skutecznie niweluje lęk przed nowym i nieznanym oraz dodaje pewności siebie.

8. Pielęgnuj w sobie wrażliwość Brené Brown, badaczka wstydu, odwagi, wrażliwości i poczucia własnej wartości, uważa, że nie ma odwagi bez gotowości, by odsłonić swoje najwrażliwsze miejsca.

„Zamiast siedzieć z boku, krytykować i udzielać rad, musimy odważyć się wyjść do ludzi i pozwolić się zobaczyć. To właśnie jest wrażliwość. To wykazywanie się wielką odwagą” – pisze we wstępie do książki „Z wielką odwagą”.

Wrażliwość w jej rozumieniu to niepewność, ryzyko i narażanie na zranienie własnych emocji. To budzenie się rano ze świadomością, że kochamy kogoś, kto może, choć nie musi, odwzajemnić nasze uczucie, kto może zostać z nami do śmierci, ale równie dobrze może bez uprzedzenia nagle odejść. To pokazanie światu naszego dzieła czy naszych pomysłów bez gwarancji, że zostaniemy zaakceptowani lub docenieni. To też proszenie o pomoc, stawanie we własnej obronie, dzielenie się niepopularną opinią, mówienie „nie” czy rozkręcenie własnego interesu. Jak widać z tych przykładów, wrażliwość zwiększa podatność na zranienia, ale też na odczuwanie szczęścia i spełnienia w życiu. Bez niej żyjemy zachowawczo, jednowymiarowo, biernie i marnie. Za to pielęgnując ją, otwieramy się na prawdziwe przeżywanie. Co więcej, inni to czują, szanują i zwykle odpowiadają tym samym.

Zatem, może rzeczywiście nie ma czego się bać?

  1. Psychologia

Zmiana – proces tworzenia siebie. Rozmowa z Mateuszem Grzesiakiem

- Jest nieco bajki w stwierdzeniu, że wszystko jest możliwe. Ale za to wszystko jest możliwe w odpowiednim czasie pod odpowiednimi warunkami - mówi Mateusz Grzesiak. (Fot. iStock)
- Jest nieco bajki w stwierdzeniu, że wszystko jest możliwe. Ale za to wszystko jest możliwe w odpowiednim czasie pod odpowiednimi warunkami - mówi Mateusz Grzesiak. (Fot. iStock)
– Zmiana jest konieczna do rozwoju, ale sama nie nastąpi. Jest procesem tworzenia siebie, w którym powinniśmy określić, co chcemy osiągnąć i wybrać narzędzia, które pomogą nam zrealizować nasze cele. To dwa kluczowe elementy, które są konieczne do zmiany – mówi psycholog i przedsiębiorca dr Mateusz Grzesiak w rozmowie z Aleksandrą Nowakowską.

Artykuł archiwalny.

Mistrzowie duchowi mówią, że życie jest zmianą i że poza zmianą nic w życiu nie jest pewne…
Mistrzowie duchowi znają wiele mądrości życiowych, ale nie komunikują ich wystarczająco konkretnie. Ludzie chcą narzędzi, dzięki którym się zmienią.

Żeby zmienić coś w sobie i w swoim życiu, często trafiamy do specjalisty – psychoterapeuty lub coacha. A jeszcze częściej, żeby zwrócić się po tę pomoc, musimy dostać kopa od życia.
Dostanie kopa od życia jest postawą pasywną. Poza tym to ryzyko. Niektórzy mówią, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Ale jeśli cię zabije, to na pewno nie wzmocni... Poza tym skąd wiemy, że kiedy ktoś dostanie kopa, będzie potem mądrzejszy? Może jeszcze raz dostać tego samego kopa w to samo miejsce i będzie go bolało dwa razy bardziej. Jeżeli brak nam odpowiedniej wiedzy, nie wyciągniemy wniosków.

Kop bywa jednak motywacją do zmiany.
Czasami rzeczywiście tak jest. Niektórzy ludzie nie będą chcieli się zmienić, jeśli nie doświadczą określonego problemu, który odbierze im coś w życiu i wpłynie na ich emocje, zapewni pewien poziom cierpienia. Ale kop jest tylko początkowym bodźcem. Potem stajemy przed pytaniem: co mogę zrobić, żeby nie dostać tego kopa ponownie, czyli jak mam się zmienić? Tu przechodzimy do narzędzi z zakresu psychologii zmiany. Nie mieliśmy w szkole takiego przedmiotu, więc nasza wiedza na ten temat jest zerowa. Ludzie błędnie sami się diagnozują i na przykład chandrę traktują jak depresję albo szukają specjalistów, którzy wcale nie są im potrzebni. Należy rozpowszechniać wiedzę o praktycznej psychologii.

Szukają ich, ponieważ przechodzą kryzys albo tkwią w martwym punkcie. Instynktownie wiedzą, że zmiana jest konieczna, bo ciągle są tym samym poziomie. Ale nieraz zmiany okazują się iluzoryczne, bo kolejna praca jest niesatysfakcjonująca a następny partner również jest niedostępny.
Ludzie chcą się zmienić, bo są niezadowoleni z tego, co mają: bo mało zarabiają, bo są zbyt otyli, bo relacje z dzieckiem nie spełniają ich oczekiwań, bo nie dostali awansu. Nie mają w życiu czegoś, o czym wiedzą, że potencjalnie jest to w ich zasięgu. To stwarza dysonans pomiędzy tym, czego oczekują, a tym co mają. I często to zaczyna być motywacją do zmiany.

Na czym polega autentyczna zmiana?
Najpierw trzeba wiedzieć, czego się chce. Tymczasem większość ludzi żyje jak trzcina na wietrze – oni robią to, co w danym momencie życie im przynosi, są pasywni, nie planują i nie podejmują działania. A ja mogę przecież wyobrazić sobie Mateusza za trzy lata, on może być chudszy niż teraz albo na przykład bogatszy. To jest proces tworzenia siebie, w którym powinniśmy określić, co chcemy osiągnąć i wybrać narzędzia, które pomogą nam zrealizować nasze cele. To dwa kluczowe elementy, które są konieczne do zmiany. Trudno podjąć decyzję o zmianie wtedy, gdy wierzą w romantyczne gusła i inne średniowieczne bzdury.

Gusła?
W Polsce kierujemy się różnego rodzaju wróżbami chociażby w budowaniu relacji, choć jesteśmy jedną z najbardziej wykształconych nacji na świecie. Na przykład czekamy na drugą połówkę jabłka! Druga połówka jabłka jest w warzywniaku. Obudź się, nie ma drugiej połówki jabłka w związkach. Jestem ciekawy, czy w Kongo szukają drugiej połówki banana. To jest ignorancja. Używamy metafor – które w naszej rozmowie nazywam gusłami – bo nie wiemy, jak działają relacje. Nie mówię tu o przestarzałych „frojdyzmach”, ale o nowoczesnej psychologii, która służy człowiekowi. O najnowszych badaniach i świetnych narzędziach, dzięki którym możemy osiągać swoje cele. Większość ludzi nie ma świadomości, że skuteczność w życiu osobistym i zawodowym wynika z przemyślanego działania opartego na wiedzy, a nie z przypadku, rzekomego szczęścia i innych nieweryfikowalnych historii.

Moglibyśmy zacząć od nauki, jak działa mózg, jak odczuwamy emocje, tak?
Tak. Z jednej strony mamy nauki twarde – między innymi chemię, biologię, fizykę, które uczą jak skonstruowany jest świat materii. Z drugiej są nauki miękkie, takie jak psychologia, które odkrywają w jaki sposób funkcjonuje ludzki umysł, jak modelować zachowania, jak wpływać na emocje. I tam są konkretne przepisy, jak siebie zmienić. Dajmy konkretny przykład: chcę rzucić palenie. Zaczynam od tego, żeby się dowiedzieć, jak to zrobić. Bez tej wiedzy będę się autodiagnozował na podstawie niepopartych faktami przekonań, jak np.: „taki się urodziłem”, „to przez mojego dziadka bo też palił” albo – tu wracamy do romantycznych guseł: „to było mi pisane”. Możemy dodać trochę źle rozumianego buddyzmu: „taka karma, że palę i nic z tym nie da się zrobić”. Tego typu bzdury powodują, że ludzie zamiast podjąć działanie, tkwią w tym swoim paleniu albo w niedziałających biznesach czy nieszczęśliwych związkach. A te historie można w określony sposób zmienić. I choć nie możemy mieć wpływu na wszystko, to na pewno możemy przestać palić lub więcej zarabiać.

Dobrze, rezygnuję z pomysłu, że to przez karmę mało zarabiam. Co robić?
Zaczynam od uświadomienia sobie faktu, że są ludzie, którzy zarabiają duże pieniądze. Czyli wiem, że jest to możliwe. Szukam odpowiedzi na pytanie, w jakim zawodzie się najwięcej zarabia. Przedsiębiorca, wykwalifikowany specjalista, pracownik na wysokim kierowniczym stanowisku –świetnie, mam trzy modele. Jeśli chcę być specjalistą, zdobywam unikalne kompetencje, na które jest zapotrzebowanie na rynku i po jakimś czasie zaczynam je sprzedawać. Albo wkraczam na ścieżkę kariery, która zaprowadzi mnie do kierowniczego awansu. Rozwiązanie numer trzy: staję się przedsiębiorcą, czyli uczę się, w jaki sposób sprzedawać, robić marketing, zarządzać zespołem, buduję misję, wizję, wartości swojej firmy, tworzę portfolio produktów, profiluję klienta, po czym wychodzę do niego. Za każdym razem robię swoje. Moi rodzice walczyli z komunizmem, ja żyję w kapitalizmie i mogę tworzyć siebie jako przedsiębiorcę na wolnym rynku i to jest niesamowite.

No tak, ale do tego potrzebne są pieniądze na wykształcenie, rozpoczęcie biznesu.
Jakie pieniądze? Naprawdę?! W dzisiejszych czasach, gdzie masz do czynienia chociażby z czymś takim jak crowdfunding, który nie kosztuje nic, bo ktoś może zainwestować w twój pomysł? Nigdy nie żyliśmy w czasach tak sprzyjających do zarabiania pieniędzy! Weźmy rodzimego youtubera Sylwestra Wardęgę. Miał prosty sprzęt, którym nagrywał swojego psa na ulicy przebranego za pająka. Umieścił to w Internecie za darmo. Psa ogląda 180 milionów osób świecie, a Wardęga zarabia na tym pieniądze.

Z jednej strony możemy sięgnąć po kreatywność, odwagę, innowacyjność. Ale z drugiej strony mamy ograniczenia – chociażby lęk i inne emocje. One często nie pozwalają nam iść do przodu, zmienić życie i odnieść sukces.
Mogę się bać, że ktoś mnie skrzywdzi albo że spadnie na mnie z nieba meteoryt. Ale mam też inne wyjście – mogę za darmo wejść w Internet, gdzie znajdę techniki radzenia sobie z emocjami. Mam do wyboru chociażby Racjonalną Terapię Zachowań (terapia krótkoterminowa wywodząca się z nurtów poznawczo–behawioralnych – red), gamę narzędzi rodem z psychologii poznawczej, ćwiczenia mindfullness. Mogę zrobić technikę pt. test kamery i zobaczyć, że to, czego się boję, nie jest oparte na faktach. Mogę też pracować nad dialogiem wewnętrznym. Moje emocje zależą ode mnie – nawet te najtrudniejsze. Lęk dzieje się w naszych głowach i można go zniwelować.

Miałeś kłopoty ze zdrowiem, poważne, bo chodziło o serce i wyszedłeś z tego. Czego wtedy doświadczyłeś?
Lęku, poczucia winy, pretensji do siebie, złości, nadziei. To była cała plejada emocji, z którymi musiałem popracować, żeby podjąć racjonalne działanie zmierzające do wyleczenia się. Trwało to 8 miesięcy i koniec końców się udało. Jakbyś mnie zapytała, czy to było trudne – odpowiedziałbym – tak, ale co z tego? Gdy chce się osiągnąć duże rzeczy, robi się trudne rzeczy. A jak nie – to się robi łatwe. Rozmawiamy o tym, że ludzka postawa, czyli przekonanie na temat rzeczywistości, umożliwia lub nie określone zmienianie się. Tak naprawdę potrzebujemy pomysłu i wiedzy, jak go realizować.

Jeszcze czegoś. Patrzę na ciebie i widzę mężczyznę pod tytułem „JUST DO IT”. Myślę, że działanie jest dla ciebie łatwe, pewnie masz wysoki poziom motywacji.
Wiedziałem, że wrócisz do guseł romantycznych. O której dzisiaj wstałaś?

O siódmej.
O której pójdziesz spać?

Pewnie późno, bo mam sporo do pisania.
O której to późno? Dwunasta, pierwsza?

Tak.
Ja wstałem dzisiaj o szóstej, pójdę spać o pierwszej. Będę spał może pięć godzin i tak robię od trzynastu lat. Mamy wewnętrzną potrzebę, żeby fakt, czy coś osiągamy czy nie, tłumaczyć istnieniem siły wyższej lub naturalnych predyspozycji, równie magicznych. Kiedy zajmowałem się nauką języków obcych, a wykładałem dotychczas w siedmiu językach, wiele razy słyszałem: „Ale ty masz talent”, „Z tym to się urodziłeś”. A ja wtedy pytałem: „Czy zapisałeś się do szkoły języków obcych?”. I słyszałem: „Nie, bo nie mam talentu”. I to są gusła tłumaczące brak wiedzy na temat zachowań potrzebnych do osiągnięcia celu.

Są tacy, którzy zapisują się do szkoły i dopiero tam stwierdzają, że nie mają talentu.
Nie wystarczy się zapisać, trzeba się uczyć. Jedni są pracowici i ambitni, a drudzy leniwi i im się nie chce.

Właśnie – nie chce im się. Jest jeszcze kwestia motywacji.
Jak się nie chce, to się nie ma wyników. Lenistwo jest niczym innym jak mechanizmem obronnym. Odczarujmy zmianę – tam nie ma guseł – tam jest sposób, w jaki wpływamy na emocje, myśli, zachowania. Chcę się zmotywować. Sięgam więc do zestawu technik motywacyjnych. Weźmy zobowiązanie publiczne – jeżeli powiem bliskim, że zamierzam coś osiągnąć, wtedy będę bardziej zobowiązany, żeby to zrobić niż gdybym im nie mówił. Dwa – negatywna konsekwencja. Zadajmy sobie pytanie, co się negatywnego stanie, jak się nie zmienię. Będę przez dziesięć kolejnych lat trwała w związkach z toksycznymi facetami i zestarzeję się nieszczęśliwa. Kolejna technika – motywujące cytaty i historie osób, które odniosły sukces. Wystarczy wejść w internet i wpisać – techniki motywacyjne, proste przepisy. Oczywiście, że gdy wstaję o szóstej rano i idę na zapasy, wiedząc, że dostanę od mojego trenera takie baty, że będę posiniaczony, nie jest przyjemnie. Ale mnie nie interesuje przyjemność ani łatwość, mnie interesuje skuteczność.

A co jest złego w przyjemności?!
Po pierwsze, ona przemija, więc nie możesz jej uchwycić i ciągle ci jej brakuje. Po drugie, adaptujemy się do niej, więc trzeba ciągle podnosić dawkę. Po trzecie, istnieje tylko w odpowiedzi na bodziec wywołujący, którego ciągle musisz szukać. Po czwarte, jest emocją, a więc nie daje żadnej treści. Półtorej godziny spędzone na oglądaniu filmu, który jest zabawny, ale nie wnosi merytorycznej wartości do czyjegoś życia, to 90 minut bicia piany. Przyjemność poczuję też, gdy napiję się alkoholu. Ale jeśli systematycznie będę to robił, stanę się głupszy, bo dojdzie do degeneracji moich neuronów. A ty mnie pytasz, co się złego w przyjemności? Wszystko, na Boga! Wszystko! Co innego radość. Ale radość nie jest emocją, jest uczuciem. Radość jest emanacją tego, co czuję, będąc szczęśliwą jednostką. Ludzie, niestety, dążą do emocji. Od lęku uciekają do przyjemności. To są smutne czasy. Ci ludzie cierpią i tego nie wiedzą.

Czyli kluczem do zmiany i sukcesu jest pracowitość.
Między innymi. Jeszcze wiedza. Są tacy, którzy chodzą na basen i nic to im nie daje, bo błędnie ćwiczą. Ale na całe szczęście są tam trenerzy, wystarczy zapytać. Kiedy 20 lat temu zaczynałem przygodę z z innym sportem – kulturystyką, prawie wcale nie było formalnych instruktorów. Wtedy też coachów jeszcze nie było.

Jak ludzie wtedy żyli?
Mniej świadomie i mniej skutecznie niż dzisiaj, intuicyjnie. Ludzie zawsze jakoś żyli. Ale my nie chcemy „jakoś”. Dla nas liczy się „jakość”, a więc bierzemy pod uwagę, jakie są możliwości i je tworzymy. Czasy się zmieniły, a wraz z nimi potrzeby społeczne.

Wróćmy do psychologii zmiany. Na czym polega głęboka zmiana, która spowoduje, że nasze życie nabierze nowej jakości. Po czym ją poznać?
Nie ma znaczenia, czy zmiana jest głęboka czy płytka, ale o cel, jaki chcemy osiągnąć. W jakim kontekście chcę się zmienić? Czy chodzi o moje związki, pracę, ciało, kompetencje? Wszystko, co nie jest konkretne, nie zostanie przez nas zrealizowane. Na przykład: cierpię na nieśmiałość. Nie chcę być nieśmiały. A jaki chciałbym być w zamian? Chciałbym być śmielszy. Co to znaczy śmielszy, po czym poznam że jestem śmielszy? Teraz zaczynam przechodzić do konkretyzowania planu. Po czym poznam, że jestem śmielszy? Będę mówił pewniej, czuł się swobodniej, będę poznawał nowe osoby, podchodząc do nich i inicjując rozmowę. To jest konkretny cel – mózg wie wtedy, o co chodzi.

Czyli trzeba robić?
Oczywiście, że robić. Gdy zaczynamy robić, przestajemy jedynie myśleć. I mamy feedback, jak coś działa.

Ale teraz pojawia się niebezpieczeństwo, że się poddamy, bo działamy, a nie jesteśmy skuteczni. Zniechęcające.
A zatem powinniśmy wiedzieć, że Rzym nie został zbudowany w jeden dzień. Generalnie przyjmuje się, że zbudowanie nawyku zajmuje trzy tygodnie. Jeśli dzień w dzień będziesz jeździła na rowerze, twój metabolizm przyśpieszy. Jeżeli codziennie będziesz słuchała nagrań z językiem obcym, to wcześniej czy później twój mózg się go nauczy. Chodzi o systematyczność. Ty masz robić swoje, a mózg resztę zautomatyzuje.

Tyle jest nurtów rozwojowych, ale czy wiedza i świadomość się podnoszą?
Fascynujące pytanie. Pod kątem świata technologicznego tak, robimy postępy w medycynie, fizyce, chemii, farmacji. Ale z innej strony nadal jesteśmy beznadziejnie zidentyfikowani z ego. Niedawno czytałem badania, że Polacy coraz rzadziej zadają sobie pytanie o sens życia. Smutna wiadomość. Bo oznacza, że nie myślimy, po co żyjemy. A co za tym idzie – żyjemy według narracji, która dana nam jest przez epokę i kulturę, w której się urodziliśmy.

Pytanie o sens życia może być motywacją do zmiany?
Oczywiście. To fundament istnienia ludzkiej egzystencji – po co ja żyję, jaki jest sens tego, co ja robię, jaka jest moja misja życiowa.

Tylko jak to odkryć?
Może lepiej stworzyć sens życia. Mój slogan to „Create Yourself”.

Myślę, że czasem coś w sobie odkrywamy, a czasem tworzymy.
Prawdę mówiąc, jedno bez drugiego nie istnieje. Sam fakt tworzenia powoduje odkrywanie czegoś. I odwrotnie – odkrywanie czegoś wymaga od nas tworzenia tego. Próbuję dziesięciu sportów i odkrywam, że zapasy sprawiają mi najwięcej radości. Tworzę więc siebie jako zapaśnika, bo codziennie chodzę na treningi.

Co ostatnio ważnego zmieniłeś w swoim życiu?
Zacząłem budować się i przygotowywać do bycia nie tylko psychologiem i przedsiębiorcą, ale też naukowcem. To jest duża zmiana. Zacząłem tworzyć instytut badawczo-naukowy, żeby mieć większą skalę i dać ludziom na całym świecie dostęp do fachowych narzędzi z zakresu psychologii interdyscyplinarnej: marketingu, zarządzania, samorealizacji. Motywowałem się tak jak zawsze: chęcią realizacji możliwości ludzkiego potencjału. Kiedy odkrywam, że mogę więcej, zaczynam podejmować działania.

Zmiana bardziej osobista?
Schudłem 12 kilogramów w pół roku. Jadłem inteligentnie, ćwiczyłem inteligentnie i uprawiałem sport inteligentnie – to są trzy czynniki wpływające na zmianę wagi. Jeszcze jedna zmiana? Jakiś czas temu, gdy zrobiło się ciepło, kilka razy poszedłem palić fajkę shisha i bardzo mi się to palenie spodobało. Przeczytałem później w Internecie, że godzina palenia shishy równa się wypaleniu 100 papierosów. Po przeczytaniu tego stwierdziłem, że należy to odczucie zlikwidować i zmniejszyłem w sobie pożądanie palenia shishy. Palę teraz okazjonalnie.

Można się zmienić bez pomocy specjalisty?
Można. Napisałem książkę pod tytułem „Psychologia zmiany”. Jeśli ktoś ją przeczyta i będzie ćwiczył rzeczy, o których tam napisałem, to większość swoich problemów życiowych będzie w stanie rozwiązać samodzielnie. To jest też element sensu mojego życia. Piszę książki, ponieważ wychodzę z założenia, że wiedza nie należy do nikogo i że trzeba się nią dzielić.

Gdy ciebie słucham, to wydaje mi się, że wszystko jest możliwe, ale przecież tak nie jest. Spotkałam się z opinią, że zbyt silne motywowanie i popychanie ludzi do zmiany, może szkodzić, bo mogą na skutek porażki cofnąć się w swoim rozwoju.
Jest nieco bajki w stwierdzeniu, że wszystko jest możliwe. Ale za to wszystko jest możliwe w odpowiednim czasie pod odpowiednimi warunkami. I to jest oparte na faktach. To jest prawda. Nie schudnę przecież, jak trzy razy podskoczę i krzyknę „mogę!”.

Szkoda.
Ale jeśli będziesz tak skakała codziennie przez pół godziny przez trzy tygodnie, to schudniesz.

Dr Mateusz Grzesiak jest przedsiębiorcą i wykładowcą. Ukończył studia magisterskie z prawa oraz psychologii, jest doktorem nauk ekonomicznych w dyscyplinie nauki o zarządzaniu. Szkoli międzynarodowo od kilkunastu lat w 7 językach. Pomaga ludziom i organizacjom osiągnąć zaplanowane cele poprzez dostarczanie narzędzi psychologii interdyscyplinarnej w czterech obszarach biznesu i życia osobistego: sprzedaży i marketingu, samorealizacji i relacji, kultury i wartości, przywództwa i zarządzania. Autor wielu bestsellerowych książek.