1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Wrogiem ekologii jest niepohamowany konsumpcjonizm – uważa Magdalena Stużyńska

Wrogiem ekologii jest niepohamowany konsumpcjonizm – uważa Magdalena Stużyńska

Magdalena Stużyńska – aktorka filmowa, telewizyjna i teatralna. Wkrótce będzie można ją oglądać w kolejnym sezonie serialu „Przyjaciółki”. (Fot. archiwum prywatne)
Aktorka Magdalena Stużyńska ratunek dla planety widzi przede wszystkim w edukacji, która wspiera szacunek do natury i uczy odpowiedzialności za nią.

Wychowałam się w siermiężnym PRL-u, szarzyźnie i paździerzu. W latach 90. zachłysnęłam się szczęściem, które przyniosły kolorowe opakowania, błyszczące papierki i szeleszczące folijki. Dziś wyjmując z tekturowego pudełka, owiniętego folią i wysłanego bibułką, szklany słoiczek kremu z plastikową nakrętką, myślę ze zgrozą, ile śmieci generuje ten zakup i jaki ślad węglowy zostawia.

Trudno nie mieć apokaliptycznych wizji, wiedząc, że zużycie wody na świecie rośnie dwa razy szybciej niż populacja ludzi, a w ciągu ostatnich 20 lat o ponad 20% spadły zasoby słodkiej wody. Zmiany klimatu w oczywisty sposób przyczyniają się do kryzysu wodnego. A do zmian klimatu przyczyniamy się my. Niszczymy planetę w zatrważającym tempie. Wycinamy lasy, zanieczyszczamy rzeki, dręczymy zwierzęta. Jesteśmy barbarzyńcami.

Wszyscy razem i każdy z osobna

Mam wrażenie, że największym wrogiem ekologicznego myślenia jest brak edukacji, a co za tym idzie – niepohamowany konsumpcjonizm plus żądza zysku wielkich koncernów, które działają ze szkodą dla nas i dla kolejnych pokoleń. Ratunkiem może być edukacja zakrojona na wielką skalę, rozwiązania systemowe i poczucie odpowiedzialności każdego z osobna. Cieszę się, że teraz dzieci są edukowane w szkole. Oczywiste dla nich są oszczędzanie wody, segregowanie śmieci czy używanie wielorazowych opakowań. Jednocześnie przeraża mnie to, że starsze pokolenia nadal dają haniebny przykład, wywożąc śmieci do lasu i paląc w piecach szkodliwymi odpadami. Kiedy jesteśmy z rodziną nad morzem, regularnie zabieramy ze sobą worki na śmieci, które po spacerze plażą zapełniamy pozostawionymi tam puszkami, butelkami i foliowymi torebkami. Za każdym razem zdumiewa mnie ich ilość. Często rozmawiam o tym z dziećmi. Staram się nie budzić w nich lęku ani poczucia zagrożenia, ale chcę, żeby miały spokojną świadomość kruchości i nietrwałości tego świata. Chciałabym nauczyć ich odpowiedzialności i szacunku. Tak jak moja babcia nauczyła mnie szacunku do chleba, całując bochenek. Pamiętam, jak mówiła, że nigdy nie wyrzuca chleba, bo w czasie wojny go brakowało. Ja też nie potrafię.

Less is more

Bolą mnie barbarzyństwo i niefrasobliwość polegające na gigantycznej produkcji – opartej zresztą najczęściej na wyzysku – i masowe niszczenie tego, co się nie sprzedało. Zawsze tłumaczyłam dzieciom, że kolorowy plastikowy drobiazg, który ucieszy ich przez chwilę, będzie zaśmiecał środowisko bardzo długo, a wyprodukowanie go zabija planetę. Mój starszy, 16-letni, syn jest pod tym względem bardzo uważny i świadomy. Młodszy, 10-latek, także już rozumie, dlaczego nie zgadzam się na niektóre zakupy.

Nie jestem też regularną klientką sieciówek z odzieżą. Wolę mieć mniej ubrań dobrej jakości, w których chodzę przez kilka lat. I to nie jest kwestia zbytniej oszczędności, nie jestem też abnegatką – przedkładam jakość nad ilość i wybieram rzeczy ponadczasowe. Nigdy nie byłam tzw. ofiarą mody, zatem nie mogę się nawet pochwalić, że to wielosezonowe podejście przyszło wraz ze wzrostem świadomości ekologicznej. Ale przeraża mnie ilość ubrań liczona w tonach, która ląduje na wysypiskach. Jestem bardzo ciekawa, czy doświadczenie pandemii trwale zmieni nasze myślenie…

Wysłuchała Monika Stachura

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze