1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Dziewczyny ze skrzypcami

Veriko Tchumburidze - zwyciężczyni poprzedniej edycji Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. H. Wieniawskiego w Poznaniu. (Fot. materiały prasowe)
Praca skrzypaczki może dać sławę i pieniądze, ale wymaga wielu poświęceń. Na szczęście świat muzyki potrafi to wynagrodzić. Dziś rozpoczyna się 16. Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego. O tytuł najlepszego wirtuoza powalczy 31 uczestników z całego świata z czego większość stanowią kobiety.

Zanim świat zrozumiał, że skrzypce są instrumentem wręcz stworzonym dla kobiet, na początku odradzano go młodym dziewczętom. Ostrzegano przed nieprawidłową postawą, do której może doprowadzić niesymetryczne trzymanie instrumentu na ramieniu, przed urazami szyi i, oczywiście, nadmiarem emocji, które ten instrumentu budzi.

A jednak kobiety od zawsze garnęły się do skrzypiec i od lat podbijają światowe sceny. Wanda Wiłkomirska, Kaja Danczowska, Jadwiga Kaliszewska, Alena Baeva, Ida Haendel, Bomsori Kim, Veriko Tchumburidze - to przykłady gwiazd skrzypcowego firmamentu, które zapisały się w historii Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. H. Wieniawskiego. Od lat rośnie liczba młodych kobiet na roku skrzypiec w akademiach muzycznych. Pięknie widać to także na liście uczestników tegorocznego Konkursu im. Henryka Wieniawskiego.

7 października br. przed jury stanie 25 kobiet i tylko 14 mężczyzn. A zwycięstwo w tym konkursie jest przepustką do międzynarodowej kariery. Wystarczy spojrzeć na światową karierę, jaką zrobiła Agata Szymczewska, która w październiku 2006 roku podczas 13-ej edycji Konkursu zdobyła I nagrodę oraz Złoty Medal. Miała wtedy 21 lat.

Agata Szymczewska (Fot. materiały prasowe)

„Czasem, w chwilach ogromnego zmęczenia, pojawiają się myśli, że łatwiej byłoby mieć etat, pracować od poniedziałku do piątku, a potem – jak inni, spędzać relaksacyjny weekend ze znajomymi. Dla mnie weekend to pakowanie, próba, koncert, prasowanie, o godz. 5 pobudka na samolot. W poniedziałek praca się nie kończy, bo w tygodniu pracuję ze studentami na uczelni. I tak w kółko”. Skrzypaczka i koncertmistrzyni Filharmonii Narodowej, Maria Machowska też widzi trudy tej pasji: „Drogę do bycia zawodowym muzykiem można porównać do drogi sportowca. Od pierwszej klasy szkoły podstawowej trzeba codziennie ćwiczyć na instrumencie. W wakacje również. W życiu dorosłym można czasem pozwolić sobie na urlop od instrumentu (maksymalnie 2-3 tygodnie), oczywiście pod warunkiem, że cały rok systematycznie się pracuje. Gdy byłam dzieckiem, usłyszałam od mojego profesora takie słowa: „gdy nie ćwiczysz jeden dzień, słyszysz to ty sama. Jeśli nie ćwiczysz dwa dni, słyszy to twój pianista. Jeśli nie ćwiczysz trzy dni, słyszy to publiczność”, wspomina artystka.

Zuzanna Budzyńska (Fot. materiały prasowe)

A Zuzanna Budzyńska, skrzypaczka pochodząca z Radzynia Podlaskiego, zwraca uwagę, o ile trudniej jest dzieciom spoza dużych miast: „Pierwsze trzy lata trenowałam w Radzyniu, ale potem musieliśmy z rodzicami dojeżdżać kilka lat do Lublina. Jako 12-latka wyjechałam do Warszawy, sama, do szkoły z internatem. Wymagało to wiele odwagi i poświęceń, ale jeżeli kocha się grę, to zawsze się opłaca. Jednocześnie, przy tych poświęceniach, niezbędna jest determinacja i pasja. Kiedy dziś staję na scenach, o których mogłam kiedyś tylko marzyć, wiem jaką pracę wykonałam i co poświęciłam, by tam być”.

A bycie tam, czyli na scenie, w wielkich filharmoniach świata, określają jako magię. To dla tych chwil warto wytrwać. „Czuję wtedy pełen przekrój doznań. Niektóre utwory pozwalają odlecieć, utracić kontakt z czasem i miejscem. Przestaję myśleć o tym, co gram, dla kogo, ile to trwa. Czerpię wtedy z głębokich pokładów siebie. Inne utwory wymagają skupienia na detalach, formie i konstrukcji, np. Beethoven. Przy nich trzeba uważać, bo gdy się traci kontakt z rzeczywistością robi się chaotycznie. Dobrze jest rozumieć język muzyczny danego kompozytora”, opowiada Agata Szymczewska i dodaje, że ważna jest również atmosfera na sali. Ona potrafi ponieść muzyka i dodać mu energii. „Filharmonia Narodowa w Warszawie jest fantastyczna! Ma znamienitą historię, podobnie jak Wigmore Hall w Londynie, oraz filharmonie w Berlinie czy w Hamburgu.

Agata Szymczewska (Fot. materiały prasowe)

Zuzanna uśmiecha się i mówi, że skrzypaczka całe życie uczy się instrumentu i całe życie uczy się siebie. „Skrzypce zmieniają nas jako ludzi. Wypełniają emocjami”. „Z drugiej strony – trzeba koniecznie znaleźć czas na życie prywatne”, dorzuca Maria Machowska, która ma dwóch synów, „bez życia prywatnego nie byłoby o czym grać. Bliscy wypełniają naszą muzykę treścią”.

A zacząć nie jest łatwo. Zwykle dzieciństwo profesjonalnych muzyków oznaczało więcej zajęć, dodatkowe lekcje, codzienną praktykę. Dla Agaty Szymczewskiej skrzypce były na początku wielką przygodą. Dorastała w Koszalinie. „Miałam sześć lat. Byłam bardzo malutkim dzieckiem, najmniejszym w klasie. Miałam maleńkie rączki i po prostu nie mogłam zacząć gry na innym instrumencie, na przykład na mini-fortepianie, ponieważ takich nie było. Za to skrzypce występują w wersji mini. Dostałam takie wielkości pilota do telewizora i zaczęłam grać. A że był to początek lat 90. w Polsce, zmiana systemu, wokół szarość i nuda, moje skrzypce były kolorową przygodą i zabawą w tym szarym świecie. Traktowałam je jak wymarzoną lalkę z Pewexu. Wszędzie z nimi chodziłam, spałam z nimi, raz chciałam się nawet wykąpać”, śmieje się.

Maria Machowska także zaczynała jako 6-latka. „U mnie był to przypadek. Mieszkaliśmy na warszawskich Bielanach i naprzeciwko nas mieszkanie wynajmowali studenci Akademii Muzycznej z klasy skrzypiec. Słyszałam ich granie przez ścianę i jako 2,5 latka oznajmiłam, że zostanę skrzypaczką. Na szczęście rodzicom pomysł się spodobał. Mama sama skończyła szkołę muzyczną (w klasie fortepianu) i nauczyła mnie systematycznej pracy. Zaczynałam od piętnastu minut treningu dziennie, potem było pół godziny, z czasem godzina. Ale po treningu szłam na rolki. Dla równowagi”.

Maria Machowska (Fot. materiały prasowe)

U Zuzanny wyborem była muzyka, a instrument przypadkiem. „Chciałam po prostu na czymś grać odkąd w przedszkolu zorientowałam się, że istnieje coś takiego jak instrumenty muzyczne. Początkowo myślałam o saksofonie, ale okazał się większy ode mnie. Na egzaminach wstępnych do szkoły muzycznej nauczyciele doradzili mi skrzypce, ponieważ miałam bardzo dobry słuch. Zaczęłam grać pod okiem cudownej nauczycielki. Pół roku później dołączył fortepian, głównie dzięki mojej mamie, która zapisała mnie na prywatne lekcje. Bardzo mi to potem pomogło w dalszych latach w szkole muzycznej. Fortepian niezwykle pomaga w nauce harmonii”.

Niekiedy spotkanie z muzyką jest wynikiem pasji naszych rodziców, czasem dziadków, a kiedy indziej - sąsiadów. Zuzanny rodzice pracowali jako dentyści, ale tata sam nauczył się grać na trzech instrumentach, a mama pięknie śpiewała. Zdarza się, że nikt w rodzinie nie był muzykiem, a dziecko odkrywa swój talent i rozwija go w wielką karierę. Oczywiście wielkie kariery w tym zawodzie zawsze poparte są ciężką pracą, sam talent to za mało. A jeszcze trzeba pamiętać o życiu prywatnym, o formie fizycznej i zdrowiu. Maria Machowska lubi siłownię, chodzi po górach i biega (kiedyś przebiegła półmaraton). Zuzanna Budzyńska pomaga sobie jogą i pływaniem. Agata Szymczewska chodzi z kijkami, ćwiczy jogę i gimnastykę, wspomaga się elektrostymulacją i … dużo sprząta, bo wtedy się odpręża. Wszystkie musiały zrezygnować z tenisa, siatkówki i koszykówki, ponieważ grożą kontuzją dłoni, a na to profesjonalne skrzypaczki nie mogą sobie pozwolić.

Kiedy pytam Agatę, Marię i Zuzannę, czy kobietom jest trudniej, przyznają, że tak. „Powód jest prosty - zawód muzyka wiąże się z wieloma podróżami. Mając rodzinę i dzieci, łączenie życia prywatnego i zawodowego bywa po prostu logistycznie trudne. Moja mama bardzo mi pomaga w sytuacjach, gdy muszę wyjechać na koncert, opiekuje się wtedy dziećmi. Gdy były małe, a ja jeszcze karmiłam, mama jechała razem ze mną. Mogłam wtedy nakarmić syna tuż przed, a potem zaraz po koncercie”, opowiada Maria. I dodaje, że pierwszy koncert po urodzeniu syna zagrała w dwa tygodnie po porodzie. „Teraz myślę że to było szaleństwo, ale dzięki pomocy mamy mogłam sobie na to pozwolić. Do ostatnich dni grałam na skrzypcach i zaraz po powrocie ze szpitala wykorzystywałam drzemki synka, by chwilę pograć. A byłam tak zmęczona, że najchętniej położyłabym się spać razem z dzieckiem. Zależało mi jednak, by dotrzymać umowy i zagrać zaplanowane wcześniej koncerty”.

Maria Machowska (Fot. materiały prasowe)

Agata Szymczewska mówi podobnie: „Jeśli kobieta decyduje się na dzieci, nie wie jak będzie przebiegała ciąża i czy będzie mogła pozwolić sobie na koncertowanie. Mówiąc wprost: rodzina na jakiś czas ogranicza życie koncertowe. Część kobiet po odchowaniu dzieci miała problem z powrotem do zawodu i wypadły z rynku. Jest jeszcze coś. Kobiety mają mniej siły i trudniej nam dźwigać te wszystkie walizki i pudła. Mamy częściej burze hormonalne. A tu człowiek, bez względu na odczucia, musi wyjść na scenę i grać pięknie”.

Sukcesy to zawsze wielkie święto, ale jednocześnie ogromne zmęczenie. Agata Szymczewska praktycznie nie pamięta pierwszych tygodni po wygraniu Konkursu Wieniawskiego. „Pamiętam wszystko do momentu ogłoszenia werdyktu, a potem mam dwutygodniową dziurę w pamięci, znam to z relacji znajomych i zdjęć. Emocje były ogromne - z jednej strony bardzo mi zależało i chciałam być najlepsza, a z drugiej - i tak już byłam zadowolona z tego, jak wypadłam. Po konkursie rozdzwoniły się telefony, kilkadziesiąt dziennie. Niewiele pamiętam, ale jeden z nich odebrałam, stojąc w majtkach i odkręcając wodę pod prysznicem… rozpłakałam się wtedy i poczułam, że za dużo tego wszystkiego wokół mnie. Nagle wszystko trzeba było załatwiać „na już”. Ale poczucie szczęścia było ogromne, połączone z niedowierzaniem. Z każdym rokiem czuję coraz większą satysfakcję z tej wygranej. Dziś rozumiem jaki to był ogromny sukces i bardzo go doceniam. Czuję jego wagę…”

Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. H. Wieniawskiego to jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w Polsce w 2022 roku. To najstarszy konkurs skrzypcowy na świecie, będący uznaną polską marką na światowym rynku muzycznym. Co ciekawe, jego pierwszą edycję, w 1935 roku, wygrała kobieta, Francuzka, Ginette Neveu, a wśród uczestników z Polski znalazła się młodziutka Grażyna Bacewicz, która później zasłynęła jako kompozytorka i związała się z konkursem jako jurorka. W tym roku odnotowano rekordową liczbę zgłoszeń – ponad 200 osób z 30 krajów. Po wstępnych eliminacjach, w rywalizacji weźmie udział 31 uczestników z całego świata, z czego większość stanowią kobiety.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze