fbpx

Płacz jako przejaw manipulacji

Płacz jako przejaw manipulacji
fot.123rf

Babski sposób, by wrobić kogoś w najgorszą robotę, wykorzystując czyjeś miękkie serce? Popłakać się. Działa. Nie tylko na mężczyzn. Do czasu, aż zrozumiemy, że babski czy nie, jest to po prostu przejaw manipulacji. Jak zamienić ją na współpracę?
Pola stwierdziła, że tym razem ma już naprawdę dość. Jej pokłady współczucia dla Marty kompletnie się wyczerpały. A jeszcze parę dni temu wydawało jej się, że wspieranie przyjaciółki w trudnych momentach jest czymś całkowicie naturalnym, a nawet czymś, co nadawało głębszy sens ich relacji. Wyglądało na to, że Marta ma naprawdę ciężkie życie: dwójka małych dzieci, mąż traktujący rodzinę – tak przynajmniej wynikało z opowiadań Marty – jako coś, co ma jedynie dobrze wyglądać na zdjęciu: na tle samochodu, ładnego mieszkania, na przyjęciu w gronie „liczących się” osób. A że nie zarabiał tyle, żeby żona mogła leżeć i pachnieć, Marta musiała sporo pracować i jeszcze brać dodatkowe zlecenia po godzinach. Wszystko po to, żeby utrzymać standard życia dobrze wypadający na fotografii. Przeciążenie obowiązkami powodowało, że chwilami po prostu nie dawała rady. W takich sytuacjach zwierzała się Poli, narzekając na ciężkie życie i wypłakując niejedną łzę przyjaciółce w rękaw. I zazwyczaj doświadczała wtedy wsparcia oraz pomocy z jej strony.

Wyszło szydło

W ostatni piątek, kiedy dzieci się rozchorowały, Marta – jak twierdziła – znowu nie mogła liczyć na męża, a musiała wyjść wcześniej z pracy, żeby zabrać dziewczynki do lekarza. Problem polegał na tym, że powinna jeszcze dokończyć bardzo ważny raport, który miał znaleźć się w systemie o 9.00 w poniedziałek. Mówiła o tym Poli przez łzy, które niczym groch kapały jej do kawy.

– Dokończę za ciebie, idź do dzieci, ja dziś nie mam planów na wieczór – powiedziała Pola. Wdzięczność w oczach Marty i jej serdeczne uściski sprawiły, że utwierdziła się w przekonaniu, iż postąpiła właściwie. Do czasu.

Na początku tygodnia zadzwoniła do niej Wiola, koleżanka z zaprzyjaźnionej firmy z branży, z pytaniem, dlaczego nie dała się skusić w piątek na wypad za miasto na degustację win w nowym zajeździe. – Miałam mnóstwo roboty i musiałam zostać po godzinach – odpowiedziała. – No co ty, a twoja koleżanka z pokoju dała radę ogarnąć dom, dzieci i pracę, a nawet zdążyła przed imprezą do makijażystki na najmodniejszy make-up w tym sezonie – powiedziała Wiola, a największym sukcesem Poli w tym momencie było to, że udało jej się nie osunąć z fotela na podłogę pod wpływem nagłego uderzenia gorąca. „Jak mogłam być taka głupia i naiwna?! – wyrzucała sobie w myślach. Po kilku minutach psychicznego samobiczowania postanowiła krótko: „Mam dość. Więcej nie dam się wkręcić!”.

Na rozstajach

Taka decyzja to punkt, z którego można pójść w różnych kierunkach: wrócić do wyrzucania sobie własnej naiwności i głupoty, co skutkuje popadnięciem w stan zwątpienia w siebie jako osoby pełnosprawnej intelektualnie i emocjonalnie; znaleźć sprzymierzeńca, który zgodzi się z nami, że poziom moralny koleżanki nie umywa się do naszego, i pomoże nam utwierdzić się w poczuciu własnej moralnej wyższości; wreszcie – ulec klimatowi brazylijskich seriali i obmyślić zemstę, co pozwoli podnieść się z upadku dzięki świadomości, że druga strona będzie cierpiała nie mniej niż ja.

Wszystkie te sposoby mają jedną wspólną cechę: nie zabezpieczają na przyszłość przed znalezieniem się w analogicznej sytuacji. Każdy z nich jest przykładem reakcji czysto emocjonalnej, zmniejszającej szanse na dostęp do rozwiązań wykorzystujących rozsądek. Każdy z nich gwarantuje udział w dramatycznym never-ending story. Jednak ten udział po jakimś czasie zaczyna skutkować objawami wypalenia: wyczerpaniem psychicznym i fizycznym.

Co w takim razie może zabezpieczyć nas przed emocjonalną powtórką z rozrywki i pozwolić pójść w kierunku rzeczywistej zmiany zachowań, tak aby więcej nie przyciągać ludzi, którzy nas wykorzystują? Wewnętrzna zgoda na przejście ze stanu nazywanego przez Noela Burcha nieświadomą niekompetencją („nie wiem/nie umiem i nie wiem, że nie wiem”) do stanu świadomej niekompetencji („nie wiem/nie umiem, ale wiem, że nie wiem/nie umiem”). Bo póki nie wiesz, że masz problem, nie możesz go rozwiązać.

Gra emocji

W opisanym przypadku zasadnym pytaniem byłoby: czy Marcie udawało się wykorzystywać wszystkich tak samo jak Polę? Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to jest to wskazówka świadcząca o szczególnej podatności Poli do ulegania emocjonalnemu szantażowi w stylu: „jak mi nie pomożesz, to będę nieszczęśliwa”. Uświadomienie tej właściwości jest w przypadku Poli kluczowe. Skoro wiem, z czym sobie nie bardzo radzę, mogę zacząć coś z tym robić. Pola żywi silne wewnętrzne przekonanie, że odmawianie komuś, kto jest biedny, nieszczęśliwy i doświadczony przez los, jest niedopuszczalne. Przecież słabszym trzeba pomagać, to naturalne. Skoro ona jest w tej sytuacji silniejsza, nie ma innego wyjścia, jak wziąć na siebie odpowiedzialność za to, by sytuacja „biednej Marty” uległa poprawie. No bo kto, jak nie ona?

Kiedy Marta raz czy drugi zwróciła się do przyjaciółki ze skargą i natychmiast została wyręczona w rozwiązywaniu własnych problemów, doświadczyła ulgi związanej z brakiem konieczności stawienia czoła trudnej sytuacji. Dlaczego miałaby nie korzystać z pomocy kogoś, dla kogo nie stanowi to problemu? Łzy stały się gwarancją sukcesu i Marta, nie wiedząc nawet kiedy, wyrobiła w sobie taki nawyk, że wystarczy wypłakać się Poli w rękaw i ta z radością przybiega na pomoc, nie żądając nic w zamian. Narzekanie i szlochanie zawsze działało, więc dlaczego rezygnować z tak wygodnego rozwiązania? Prośba wiąże się z hipotetyczną możliwością odmowy, a z przyjmowaniem odmowy Marta sobie słabo radziła. Płacz działał, bo powodował, że Pola sama zazwyczaj oferowała się z pomocą, a w najgorszym wypadku mogła tej pomocy nie zaproponować, co z punktu widzenia Marty było łatwiejsze do strawienia niż usłyszenie „nie”. Starała się tak wpływać na innych, żeby sami zaspokajali jej potrzeby, i zazwyczaj znajdowała kogoś, kto się poddawał temu wpływowi. Ale… póty dzban wodę nosi, póki się ucho nie urwie.

Bodziec i reakcja

Skoro Pola zobaczyła, na jakim mechanizmie oparte są jej relacje z Martą, pierwszy krok miała za sobą. Jej niekompetencja stała się świadoma. Kolejny etap i kolejne zadanie to przestać działać nawykowo w podobnych sytuacjach. Zamiast reagować na zasadzie bodziec (łzy) – reakcja (pomoc), trzeba zacząć reagować trzyetapowo: bodziec – zastanowienie i wybór, jak chcę się zachować, a następnie reakcja zgodna z własnym wyborem. To wcale nie jest proste dla osób, które mają wdrukowaną w swój system zachowań skłonność do uległości i zadowalania innych. Jest to poważny problem pojawiający się na poziomie komunikacji. Dotyczyć może osób z problemem DDA, ale też tych, które wyrastały w otoczeniu pełnym napięcia i nauczyły się, że odciążając innych, pośrednio zapewniają sobie samym więcej spokoju.

Pola, trenując nowe nawyki komunikacyjne, doszła do takich rozwiązań: zamiast mówić (w myślach czy głośno): „biedactwo, pomogę ci, bo przecież nie dasz sobie inaczej rady” i reagować wyskakiwaniem przed szereg z ofertą pomocy, zastosowała reagowanie trzyetapowe:

1. Rozpoznanie

Kiedy myślę: „Jest ci tak trudno, więc pomogę, bo inaczej nie dasz sobie rady”, działa u mnie mechanizm osądzania z własnego punktu widzenia plus mechanizm przejmowania za kogoś odpowiedzialności.

2. Zatrzymanie się

Zastanawiam się, czy to, co chcę zrobić pod wpływem impulsu, jest zgodne z moimi potrzebami. Zadaję sobie więc następujące pytania:

  • Jakie są moje uczucia, gdy tak mówię? (np. uczucie niepokoju);
  • Co i dlaczego chcę zrobić, by to się komuś podobało i jaka kryje się za tym moja potrzeba? (np. chcę wykonać za nią pracę, żeby się uspokoiła, bo ja potrzebuję spokoju, a widok płaczącej osoby wytrąca mnie z równowagi);
  • Co naprawdę chciałabym zrobić, gdybym nie odczuwała tak silnych emocji? (np. zapytałabym, czy naprawdę potrzebuje pomocy i jakiej).

3. Ustalenie sposobu działania uwzględniającego potrzeby obu stron

Zapraszam rozmówcę do poszukania wspólnego rozwiązania, które byłoby w zgodzie zarówno z moimi, jak i jego potrzebami (np. mówię: „Chciałabyś, żebym ci pomogła dziś z tym raportem? Mogłabym to zrobić. A ty w zamian za to w przyszłym tygodniu mogłabyś sprawdzić i opisać umowy do projektu XYZ?”). W takim przypadku potrzeba wsparcia mogłaby zaistnieć jako wspieranie się nawzajem, a nie usługa jednostronna, na korzyść jednej osoby.

Zawieramy umowę co do uzgodnionych działań (np.: „Mnie to odpowiada, a ty zgadzasz się na takie rozwiązanie?” – konieczne jest „tak” drugiej strony, może wystąpić w formie „OK”, „oczywiście”, „jak najbardziej” – ważny jest element potwierdzenia przez rozmówcę, żeby uznać, że umowa została zawarta).

Proste i trudne zarazem, szczególnie na początku – jak każda zmiana nawyków. Jednak jest ona możliwa. Po prostu wymaga treningu i konsekwencji. Efekt? Współpraca zamiast manipulacji. Naprawdę warto!

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze