1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Bell Hypoallergenic - Kolekcja By Marcelina

Bell Hypoallergenic - Kolekcja By Marcelina

Pierwsza kolekcja matowych pomadek współtworzonych z ambasadorką marki Bell HYPOAllergenic Marceliną Zawadzką i inspirowanych ważnymi dla niej miejscami na całym świecie.

Intensywnie napigmentowane pomadki pozostawiają trwały, matowy efekt makijażu, a modne kolory podkreślają naturalne piękno ust.

Sprawdź kosmetyki do makijażu pomadki

Subtelna prostota i świeżość - to cechy makijażu w stylu nude. Klasyczna naturalność sprawdzi się o każdej porze roku i w każdej sytuacji. Małgosia Smelcerz i ambasadorka naszej marki Marcelina Zawadzka pokażą Wam, jak w łatwy sposób wykonać taki make up kosmetykami Bell HYPOAllergenic. Makijaż dopełniają matowe, pełne intensywnego koloru usta i manicure w identycznym odcieniu w kolorach z kolekcji BY MARCELINA – która obejmuje matowe pomadki do ust, lakiery do paznokci w identycznych odcieniach oraz precyzyjne konturówki. Stanowi ona połączenie doświadczenia marki Bell w kreowaniu nagradzanych kosmetyków do makijażu, wysokiej jakości składników oraz podróżniczych inspiracji Marceliny.

Zobacz także lakiery akrylowe Zobacz też: pomadki do ust

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Wyjątkowy zestaw do makijażu jako prezent

fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe
Prezenty często sprawiają nam wiele problemów. Wydawać może się w pewnej chwili, iż wszystkie pomysły zostały już wykorzystane i nie pozostało nam nic, jak tylko wymyślenie czegoś niezwykłego, a jednocześnie praktycznego. Jednak czy może być lepszy prezent dla kobiety, niż wyjątkowy zestaw do makijażu? Zainspiruj się naszymi pomysłami.

Dla miłośniczki wyrazistych kolorów

Wiele kobiet uwielbia wyraziste kolory i wieczorowe, wyjątkowe makijaże, które pozwalają im zmienić się w królowe wieczoru i prawdziwe wampy. Właśnie dla nich przygotowany został zestaw The Rock Star od Makeup Revolution. Znalazły się w nim pędzle do makijażu, kredka do oczu, pomadka do ust, rozświetlacz, a przede wszystkim bogata paleta cieni do powiek. Jej kolory obejmują najbardziej charakterystyczne i zachwycające odcienie, z którymi każda kobieta poczuje się jak gwiazda estrady. Są wśród nich między innymi odcieniem szarości, niebieskiego czy fioletu, ale brąz. Dopełnieniem zestawu jest utrwalacz makijażu w sprayu, który zapewni jego długą trwałość.

Delikatność i zmysłowość

Dla romantycznych kobiet, które cenią sobie delikatny, zmysłowy wygląd i czerpią radość z wykonywania subtelnego makijażu, drogeria internetowa - eKobieca przygotowała zestaw Evening Rose. W nim z kolei króluje paleta cieni do powiek, które charakteryzują się delikatnymi, bardziej pastelowymi odcieniami. Nie zabrakło wśród nich różu, beżu czy koloru perłowego. Ich pięknym dopełnieniem mogą stać się wyrazisty brąz lub czerń.

Ten zestaw sprawi, że wygląd każdej damy będzie elegancki i zmysłowy. Dzięki temu sprawdzi się zarówno podczas wyjątkowych uroczystości, jak również codziennych zajęć i pracy.

Nowoczesna ekspresja

Żywiołowe kobiety często lubią pełne żywiołowych, ekstrawaganckich kolorów kosmetyki do makijażu. Specjalnie dla nich przygotowany został intrygujący zestaw Cherry Revolution, pełen wyrazistych czerwieni, fioletów i różu. Jego niebywałą zaletą są dwie palety cieni do powiek: większa i mniejsza. Druga z nich idealnie sprawdzi się podczas wyjazdów, można ja także wygodnie schować w każdej torebce, aby w wolnej chwili w ciągu dnia poprawić makijaż.

Gotowy zestaw ci nie odpowiada? Stwórz go sam!

Jeśli pragniesz uszczęśliwić kobietę za pomocą naprawdę wyjątkowego prezentu, możesz samodzielnie wybrać dla niej luksusowe kosmetyki. Bez wątpienia do dni twoje staraniami zainteresowanie jej wyglądem, a także z chęcią skorzysta z nowych możliwości, jakie przed nią odkryjesz.

W twoim własnym zestawie mogą znaleźć się między innymi wysokiej jakości mineralne pigmenty do powiek, które mogą być nakładane zarówno na sucho, jak i na mokro. Ich niewątpliwą zaletą są wyjątkowe kolory i możliwość uzyskania dokładnie takiej intensywności makijażu, jaką kobieta lubi najbardziej.

Piękne brwi to kolejny atut każdej kobiety, dlatego w zestawie prezentowym, który samodzielnie stworzysz, może znaleźć się także zaprojektowana specjalnie dla nich pomada o delikatnej, kremowej konsystencji. Jest wodoodporna i ma piękny kolor, który utrzymuje się przez cały dzień. Jej największa zaleta to nie tylko wyrównanie kolorytu, ale także optyczne wypełnienie i zagęszczenie brwi. Doskonała do wykończenia każdego makijażu, więc uraduj za jej pomocą swoją wybrankę.

  1. Moda i uroda

Makijaż cery z niedoskonałościami

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Cera trądzikowa, a nawet tylko ta z niedoskonałościami potrafi nieźle dać w kość. Nie wiadomo do końca jak to się dzieje, ale zawsze, gdy chcemy wyglądać szczególnie pięknie, coś niespodziewanego pojawia się na twarzy i niestety sposób znany z filmu „Moje wielkie greckie wesele” tu się nie sprawdzi. Nie szukajcie więc w sklepach mitycznego „windexu”. Postawcie na skuteczne makijażowe kosmetyki do cery trądzikowej.

Dobrze zrobiony makijaż jest w stanie uratować samopoczucie właścicielki cery zarówno trądzikowej, jak i tej tylko z niedoskonałościami. Dobre kosmetyki do cery trądzikowej są w stanie zatuszować niemal wszelkie niedoskonałości. Jeśli są właściwie dobrane, to skutecznie ukrywają i pryszcze, i zaskórniki. Mało tego – ukryją też większość blizn i popękanych naczynek. Jednak trzeba pamiętać, że źle zrobiony makijaż cery z niedoskonałościami przyniesie efekt zgoła odmienny. Zbyt ciężkie podkłady, zbyt duża ilość pudru, niewłaściwe korektory – wszystko to może sprawić, że zamiast delikatnego makijażu, na twarzy pojawi się brzydki efekt maski albo niedoskonałości będą nawet bardziej widoczne. Odpowiednie kosmetyki do cery trądzikowej i krótka instrukcja wykonywania makijażu sprawią, że zawsze będziesz wyglądać perfekcyjnie.

Najpierw właściwy podkład

W przypadku cery trądzikowej odpowiednią bazą pod makijaż jest zwykły lekki krem, którego używa się na co dzień. Bardzo często zapomina się o tym, że cera trądzikowa też łatwo ulega przesuszeniu, bo często kosmetyki do jej pielęgnacji tak właśnie działają. Stosując krem nawilżający jako podkład, wspomaga się zdolność skóry do utrzymywania odpowiedniego poziomu wilgoci.

Krem należy nakładać pędzelkiem, takim samym, jakiego używa się do nakładania innych podkładów. Dzięki temu ogranicza się możliwość pozostawienia na skórze bakterii znajdujących się na powierzchni rąk, bo to może spowodować zaostrzenie stanu trądziku.

Korektory na wagę złota

Każda właścicielka cery trądzikowej musi umieć posługiwać się korektorami, bo to niemal najważniejsze kosmetyki dla cery trądzikowej. Najbardziej uniwersalnym korektorem jest ten w odcieniu beżu, a jego intensywność dobiera się do koloru karnacji. Używa się go do maskowania wszystkiego, co na skórze się pojawi, pomimo tego, że nie powinno. Jednak, jak to zwykle bywa, jeśli coś jest do wszystkiego, to nie w każdym przypadku zadziała równie skutecznie. Warto więc zaopatrzyć się także w korektory o innych kolorach, bo każdy z nich będzie dobrze tuszował inne niedoskonałości skóry.

Jeśli więc chcesz zatuszować wypryski w zaognionym stanie, popękane naczynka czy inne zaczerwienienia, wybierz korektor zielony. Najczęściej w jego składzie zawarte są też substancje antybakteryjne, więc bez obaw. Korektory żółte sprawdzają się doskonale, gdy trzeba ukryć zasinienia, przebarwienia skóry w kolorze brązowym, ale też – podobnie jak zielone korektory – dobrze maskują rozszerzone naczynka. Delikatnie fioletowe korektory doskonale ukrywają oznaki zmęczenia, nadając cerze sporo blasku, podobnie zresztą jak te w kolorze różowym czy łososiowym.

Perfekcyjny finisz

Właścicielki cery trądzikowej i tej z niedoskonałościami nie powinny używać ciężkich podkładów i pudrów, bo one po prostu zatykają pory, a to może być przyczyną nowych wyprysków. Najlepiej posługiwać się prasowanym pudrem, który nakłada się za pomocą dużego, ale miękkiego pędzla. Kosmetyk nakłada się na twarz punktowo, a nie rozciera. Wówczas idealnie pokrywa on skórę.

Kości policzkowe można podkreślić różem lub bronzerem. Należy wybierać kosmetyki matowe, bo zastosowanie tych błyszczących może przynieść niezamierzone efekty – podkreślone zostanie to, co właśnie ma być ukryte.

  1. Moda i uroda

Tylko bez przemalowania - rozmowa ze słynnym charakteryzatorem Waldemarem Pokromskim

"Asia ma piękne usta i piękne oczy, wystarczy je delikatnie podkreślić. Do jednego ze zdjęć postanowiliśmy zrobić bardziej wyraziste, matowe, czerwone usta". (Fot. Magdalena Wosińska; stylizacja Agnieszka Ścibior; asystentka stylistki: Stefania Lazar; Makijaż i fryzury: Waldemar Pokromski; Asystenci fotografki: Zbyszek Szych i Damian Tomaszewski; Produkcja: Dominika Zasłona-Dukielska)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Waldemar Pokromski to od kilkudziesięciu lat najbardziej rozchwytywany charakteryzator na świecie. Jest magikiem. Zna się na podróżach w czasie. Umie zrobić przeszczep twarzy czy sprawić, że krew będzie tryskała z tętnicy, ale też maluje. Pięknie. Tak jak Joannę Kulig w sesji okładkowej  grudniowego numeru "Zwierciadła".

Waldemar Pokromski to od kilkudziesięciu lat najbardziej rozchwytywany charakteryzator na świecie. Jest magikiem. Zna się na podróżach w czasie. Umie zrobić przeszczep twarzy czy sprawić, że krew będzie tryskała z tętnicy, ale też maluje. Pięknie. Tak jak Joannę Kulig w sesji okładkowej  grudniowego numeru "Zwierciadła".

Co lubi pan bardziej w swojej pracy – charakteryzację, odcięte palce czy bardziej klasyczny makijaż? Malowanie, upiększanie, oddawanie klimatu epoki czy charakteru twarzy – jest chyba najciekawsze. Reszta, z efektami specjalnymi, które też przygotowuję do filmów, to bardziej prace plastyczne. W ogóle ten zawód to rzemiosło. Trzeba przygotować na aktorze rany, cięcia lub inną charakteryzację specjalną, jak całkowita zmiana twarzy w filmie Małgorzaty Szumowskiej. To było niesamowite wyzwanie.

Jak pan to robi, że z każdej kobiety umie wydobyć to coś szczególnego? Najważniejsze jest, żeby podkreślić to, co ma najładniejszego, wydobyć to makijażem. Oczy i usta wyrażają najwięcej. Oczywiście robimy cienie owalu twarzy, możemy ukryć na przykład podbródek, jeśli jest za duży. Skupiamy się jednak na oczach i ustach. To one są najciekawsze. Usta możemy trochę wyrysować, oczy wydobyć, podkreślić rzęsy lub je „dorobić”, jeśli jest taka potrzeba.

A włosy? Włosy są bardzo ważne! U niektórych postaci w filmie są ważniejsze niż makijaż. Dodają wizerunkowi siły – i kolor, i cięcie. Wystarczy zobaczyć, jak zmienia się twarz kobiety, gdy dobierzemy jej odpowiednią fryzurę. Dlatego charakteryzatorowi potrzebne są też umiejętności fryzjerskie.

Malując Joannę Kulig, postawił pan na usta. Asia ma piękne usta i piękne oczy, wystarczy je delikatnie podkreślić. Do jednego ze zdjęć postanowiliśmy zrobić bardziej wyraziste, matowe, czerwone usta. Widać tu dobrze, że nawet przy dużych ustach nie trzeba się bać czerwieni, bo mat optycznie zmniejsza ich powierzchnię. Wszystko, co z błyskiem, je powiększa.

(Fot. Magdalena Wosińska; stylizacja Agnieszka Ścibior; asystentka stylistki: Stefania Lazar; Makijaż i fryzury: Waldemar Pokromski; Asystenci fotografki: Zbyszek Szych i Damian Tomaszewski; Produkcja: Dominika Zasłona-Dukielska) (Fot. Magdalena Wosińska; stylizacja Agnieszka Ścibior; asystentka stylistki: Stefania Lazar; Makijaż i fryzury: Waldemar Pokromski; Asystenci fotografki: Zbyszek Szych i Damian Tomaszewski; Produkcja: Dominika Zasłona-Dukielska)

Malował pan wiele znanych aktorek, które z tych spotkań zrobiło na panu największe wrażenie? Epizod, który został w mojej pamięci, to praca z Isabelle Huppert. Gdy usłyszałem to nazwisko, pobiegłem szybko do sklepu, żeby kupić najlepsze kosmetyki, jakie były wtedy dostępne. Zastawiłem nimi dwumetrowy stół w garderobie. Przychodzi Isabelle, siada. Pytam, od czego zaczniemy. A ona mówi: „Przypudruj mi tylko nos i daj trochę tuszu na rzęsy”. Byłem zaskoczony.

Dziełem Waldemara Pokromskiego jest też charakteryzacja Karoliny Gruszki w roli Marii Skłodowskiej-Curie. (Fot. Kino Świat) Dziełem Waldemara Pokromskiego jest też charakteryzacja Karoliny Gruszki w roli Marii Skłodowskiej-Curie. (Fot. Kino Świat)

Wprowadzała modę na make-up no make-up… Jest piękna do dzisiaj. W ogóle uważam, że kobiety nie powinny się przemalowywać.

Ale kobiety często boją się upływu czasu, starości. Niektóre są tym przerażone. Nie akceptują swojego wyglądu. Ale ja uważam, że zmarszczki potrafią dodać twarzy oryginalności. Zawsze powtarzam aktorkom, które mają gorszy dzień, żeby myślały o graniu. Najważniejsza jest gra. Gdy oglądamy film i bohaterka jest przekonująca, nie zwracamy uwagi na niuanse.

A czy jest lub była aktorka, z którą chciałby pan pracować? Owszem, była… Marlena Dietrich. Wie pani, ja jestem starszej daty. Lubię klimat lat 20. i 30. Piękne fryzury, fale. Kostiumy podkreślające sylwetkę. To był dla mnie jeden z ładniejszych okresów.

Jak pan to robi, że jest w tak dobrej formie, będąc niemal non stop w pracy? Rano ćwiczę, staram się prowadzić ułożony tryb życia. Już bez tych wielkich przyjęć, które kiedyś kwitły w świecie artystycznym. Myślę, że ważne jest też to, że dużo pracuję z młodymi ludźmi. Czerpię od nich energię, witalność.

'Witalność i energię czerpię z pracy z młodymi ludźmi' mówi Waldemar Pokromski. (Fot. Magdalena Wosińska) "Witalność i energię czerpię z pracy z młodymi ludźmi" mówi Waldemar Pokromski. (Fot. Magdalena Wosińska)

Śledzi pan trendy z wybiegów? Oczywiście. Wiem, co się dzieje. Teraz jest tendencja do delikatnego makijażu. Z drugiej strony – można sobie pozwolić na wszystko, w zależności od sytuacji.

Jaka jest pana definicja dobrego makijażu? Tak jak mówiłem wcześniej, jestem za „makijażem bez makijażu”. Kobiety zawsze się malowały i powinny to robić, ale z umiarem. Czasem widzę kobiety na ulicy czy w sklepie i myślę sobie, że przesadzają. Trzeba pamiętać, że tyle warstw na twarzy niszczy cerę. Skóra nie może oddychać. Dlatego teraz są kosmetyki, które dają tylko poświatę makijażu, zakrywając jednocześnie to, co chcemy zakryć. To jest klucz moim zdaniem.

Jak w takim razie powinien wyglądać nasz codzienny makijaż? Kiedyś powiedziałem, iż wystarczy, że kobieta ma puderniczkę, szminkę i tusz do rzęs. Nadal uważam, że nie potrzeba wiele więcej. Lekki podkład, pomalowane rzęsy, błyszczyk na ustach, podkreślone brwi. Można jeszcze lekko wymodelować policzki. Wieczorowy makijaż robimy mocniejszy.

Woli pan bronzer czy róż? Na co dzień bronzer, na wieczór róż.

Można powiedzieć, że jest pan minimalistą, jeśli chodzi o makijaż. Na naszej sesji również nie miał pan zbyt wielu kosmetyków, w porównaniu z walizkami, jakie przynoszą ze sobą niektórzy wizażyści. Jest kilka rzeczy, których potrzebujemy, żeby zrobić makijaż. Nie widzę sensu, żeby nosić sto pędzli. Mam pędzel do cieni, do ust, do brwi (ważne jest, żeby podkreślić ich kształt i kolor), pędzel do różu. To tyle. Większa liczba rzeczy mnie rozprasza. Oczywiście trzeba mieć paletę cieni, różów czy kilka podkładów, żeby dopasować kolor do cery. Jednak gdy wiem wcześniej, kogo będę malował, to mniej więcej jestem w stanie przewidzieć, jaki podkład będzie mi potrzebny. Uważam za to, że ważne jest, żeby mieć produkt, którym nawilżymy skórę przed nałożeniem podkładu. Dobry krem tworzy bazę makijażu.

Ma pan swoje ulubione marki kosmetyczne? Tak, ale też zmieniam kosmetyki, w zależności od osoby, z którą pracuję. Niektóre aktorki zresztą mają swoje ulubione produkty. Wiedzą, co im odpowiada. Są też osoby, które mają uczulenia, czasem nawet na najlepsze kosmetyki. Poza tym nieustannie do sprzedaży trafia coś nowego. Dużo chodzę po sklepach z kosmetykami na świecie, jeżdżę na spotkania z firmami kosmetycznymi. Ale polskie kosmetyki też są dobre. Lubię błyszczyki z makijażowej kolekcji Ireny Eris.

Proszę nam zdradzić szybki trik odświeżający po nieprzespanej nocy. Gdy wstajemy rano po różnych ekscesach, nakładamy pod oczy maseczkę w płatkach. Moje ulubione to te marki Shiseido i Estée Lauder. W tym czasie możemy umyć włosy, wypić kawę. Wklepujemy dobry krem nawilżający. Tuszujemy rzęsy, podkreślamy usta. Nakładamy trochę bronzera i to wszystko.

Naprawdę? A gdzie korektor, gdzie róż, który podobno odświeża? Gdy jesteśmy zmęczeni, makijaż nie pomaga. Najważniejsze jest, żeby zadbać o skórę. Korektor oczywiście jest dobry. Jeśli coś na policzki, to raczej rozświetlającego. Gdy zbyt dużo nałożymy na twarz, będzie to dobrze wyglądało, ale tylko przez godzinę. Wiem z doświadczenia. Czasem aktorka przychodzi z jednego planu na drugi, jest zmęczona, lepiej sprawdza się wtedy lekki makijaż.

To naprawdę nietypowe podejście jak na charakteryzatora. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ja chcę, żeby kobiety podkreślały urodę, ale żeby się nie przemalowywały. Ważne jest, żeby dobrze zmyć makijaż po całym dniu, nałożyć krem odmładzający, wtedy skóra rano będzie dobrze wyglądała. 

 

Krem intensywnie wypełniający Hyaluronic Perf MATIS 50 ml/305 zł.2. Płatki pod oczy Benefiance Wrinkle Resist 24 Shiseido 12×2 płatki/329 zł. 3. Rozświetlacz Sheer Highlighting Duo Tom Ford 329 zł. 4. Podkład Forever Dior 50 ml/225 zł. 5. Błyszczyk Ultimate Shine Lip Gloss Dr Irena Eris 69 zł. 5. Szminka z nowej kolekcji Frosted Firework MAC 99 zł. Krem intensywnie wypełniający Hyaluronic Perf MATIS 50 ml/305 zł.2. Płatki pod oczy Benefiance Wrinkle Resist 24 Shiseido 12×2 płatki/329 zł. 3. Rozświetlacz Sheer Highlighting Duo Tom Ford 329 zł. 4. Podkład Forever Dior 50 ml/225 zł. 5. Błyszczyk Ultimate Shine Lip Gloss Dr Irena Eris 69 zł. 5. Szminka z nowej kolekcji Frosted Firework MAC 99 zł.

  1. Moda i uroda

SLS w szamponach i kosmetykach - co to jest i dlaczego się go boimy?

SLSy obecne są między innymi w preparatach do demakijażu, zmywaczach, szamponach, żelach myjących i w płynach do kąpieli. (Fot. Getty Images)
SLSy obecne są między innymi w preparatach do demakijażu, zmywaczach, szamponach, żelach myjących i w płynach do kąpieli. (Fot. Getty Images)
SLS to kolejne składniki, których staramy się unikać w naszych kosmetykach. Czy nasz strach przed nimi wynika z niewiedzy czy może rzeczywiście jest uzasadniony?

SLS to składniki, których powinniśmy starać się unikać w naszych kosmetykach. Czy nasz strach przed nimi wynika z niewiedzy czy jest uzasadniony?

SLS - etoksylowany laurylosiarczan sodu (Sodium Lauryl Sulfate, Sulfuric acid) to tanie detergenty syntetyczne od dawna stosowane w przemyśle, również tym kosmetycznym. Możemy je znaleźć w większości kosmetyków i to nie tylko w tych najtańszych. Obecne są między innymi w preparatach do demakijażu, zmywaczach, szamponach, żelach myjących i w płynach do kąpieli.

SLS w szamponach i kosmetykach

Dlaczego przemysł kosmetyczny tak chętnie z nich korzysta? Przede wszystkim SLS zwiększają pienienie się produktów kosmetycznych, co znacznie ułatwia mycie i zapewnia nam efekt ukochanej przez wszystkich piany. Środki te bardzo skutecznie usuwają zanieczyszczenia zarówno ze skóry jak i włosów, niestety naruszając przy tym płaszcz wodno-lipidowy skóry.

Ponadto, SLS są emulgatorami, czyli umożliwiają łączenie niejednorodnych składników kosmetycznych w całość. Tak dzieje się na przykład przy łączeniu fazy wodnej i olejowej w kosmetykach.

 SLS - dlaczego są niebezpieczne?

Podrażniają skórę - o ile w przypadku skóry zdrowej efekt ten nie zawsze występuje, to osoby z nadwrażliwą skórą bardzo często mają z tym problem. W dużej mierze to właśnie SLS są odpowiedzialne za nieprzyjemne uczucie pieczenie, swędzenia i podrażnienia towarzyszące użyciu typowego środka myjącego przez osobę z wrażliwą skórą.

Wysuszają i naruszają barierę ochronną - środki te mają znakomite właściwości czyszczące, jednak naruszają przy tym barierę ochronną skóry. Możemy zaobserwować to po kąpieli, lub po prysznicu, gdy skóra jest nieprzyjemnie ściągnięta, przesuszona i wymaga użycia balsamu.

Zaburzają wydzielanie łoju - przesuszenie skóry to tylko złudne uczucie, że już nie mamy problemu z nadprodukcją łoju. Gruczoły łojowe chcąc ratować skórę przed przesuszeniem, produkują coraz więcej łoju, a to tylko o krok dzieli nas od krostek i stanów zapalnych.

Powodują łamliwość i kruchość włosów - SLS uszkadzają strukturę włosa i przyczyniają się do pogorszenia złego stanu włosów i ich wypadania.

Wszystkie te wady SLS są  uciążliwe, ale jeszcze nie niebezpieczne. Tymczasem według badań naukowych związki te ulegają kumulacji w organizmie i mogą zaburzać jego funkcjonowanie. Bardzo niebezpieczne są dla dzieci i noworodków, a także kobiet w ciąży.

Ich dopuszczalne stężenie w kosmetykach jest objęte ścisłymi normami i mogą być obecne tylko w takich produktach, które mają ze skórą krótki kontakt i są spłukiwane wodą. Pamiętajmy jednak, że bezpieczne stężenie dotyczy jednego produktu, a my w ciągu dnia używamy kilkunastu rodzajów kosmetyków.

Dlatego też uważnie czytajmy etykiety kosmetyków by nie szkodzić swojej urodzie, a przede wszystkim zdrowiu.

  1. Kultura

Monica Bellucci - doskonałość nie istnieje

Monica Bellucci (Fot. Alessandro Bianchi/Forum)
Monica Bellucci (Fot. Alessandro Bianchi/Forum)
Choć była i jest podziwiana głównie za to, jak wygląda, nigdy nie uległa presji szczupłego ciała. Monica Bellucci kończy dziś 56 lat, a ma w sobie tyle samo seksapilu i apetytu na życie co 30 lat wcześniej. I o wiele lepiej czuje się w swojej skórze. Na łamach naszego portalu daje lekcję zdrowego podejścia do własnego wyglądu.

Choć była i jest podziwiana głównie za to, jak wygląda, nigdy nie uległa presji szczupłego ciała. Monica Bellucci kończy dziś 56 lat, a ma w sobie tyle samo seksapilu i apetytu na życie co 30 lat wcześniej. I o wiele lepiej czuje się w swojej skórze. Na łamach naszego portalu daje lekcję zdrowego podejścia do własnego wyglądu.

Przydomek „boska” przylgnął do niej właściwie od początku kariery. Jest najczęstszym określeniem, jakie pojawia się przy jej nazwisku w prasie, telewizji, ale też w komentarzach na portalach plotkarskich. Cóż, Monica Bellucci jest boska. Ma doskonałe rysy twarzy, pełną, kobiecą figurę, długie, falujące włosy, ale też jasność w sobie, grację, spokój i elegancję. Posągowa, a jednocześnie zmysłowa. Kiedy idzie, nieśpiesznie, majestatycznie, kołysząc biodrami, powietrze dookoła niej faluje. Do tego jej głos – niski, melodyjny, wydobywający się z pięknie wykrojonych ust, ułożonych niczym do pocałunku. Ostatnio na konferencji prasowej kokieteryjnie wyznała:

„Jestem bardzo nieśmiała. Wyobrażacie sobie, jaka bym była, gdybym nie była nieśmiała?!”

Makaron, wino i śmiech

Chyba żadna aktorka nie była tak często pytana o to, czy uroda pomaga jej w życiu. Monica Bellucci znosi te pytania z właściwym sobie spokojem, powtarzając do znudzenia, że wiele zawdzięcza swojemu wyglądowi – byłaby hipokrytką, gdyby uważała inaczej. W końcu to z powodu urody Francis Ford Coppola zaangażował ją do roli wampirzycy w filmie „Drakula”, który zapoczątkował jej aktorską karierę. „Uroda może być problemem, gdy kobieta jest głupia. Ale nie wtedy, kiedy kobieta wie, jak jej używać” – dodaje. „Zdaję sobie sprawę z tego, jakie wrażenie wywieram na mężczyznach. Wykorzystuję to, by osiągnąć swoje cele, ale oczywiście jestem świadoma delikatnej granicy, której przekroczyć nie zamierzam” – wyznała kilka lat temu w wywiadzie.

Często jest też pytana o nagość na ekranie, czy się jej nie wstydzi. „Aktorstwo to nie tylko słowa. Mówię też moim ciałem”. Nie krępuje się więc go pokazywać czy grać scen łóżkowych z własnym mężem. „Człowiek nie może żyć bez seksu. Gram dorosłe kobiety, które mają życie erotyczne”.

Sport? Kiedyś go nie cierpiała, ostatnio polubiła, od czasu drugiej ciąży (2010) ćwiczy z osobistym trenerem, ale nie jest osobą, która wstaje o 6 rano, by od razu biec na siłownię. „Nie jestem maszyną” – tłumaczy.

Moda? Tak, ale tylko z nią w roli głównej. Już w wieku 14 lat zarabiała jako modelka (dzięki czemu mogła opłacić studia prawnicze, które później rzuciła dla aktorstwa) i do dziś ma bardzo dobre relacje z projektantami. W gronie jej przyjaciół są m.in. z Stefano Dolce i Domenico Gabbana, była twarzą ich wiosennej kolekcji w 2012 roku, inspirowanej włoską kulturą i włoską rodziną. Dla D&G stworzyła też własną linię szminek. Ale nie śledzi najnowszych trendów. „Interesuję się modą w takim stopniu, w jakim ona ma dla mnie coś interesującego” – mówi. Jej styl jest klasyczny, raczej zachowawczy, ekstrawagancję zostawia tylko na wielkie wyjścia, ale też zachowuje umiar. „W moim sposobie ubierania się jest chyba coś bardzo włoskiego. Wybieram proste kroje, bo mam wystarczająco bujne kształty, i czasem zaszaleję z kolorem, ale jednak trzymam się klasyki” – zaznacza. „Czarna sukienka to kreacja idealna. Kiedy zdarza mi się przytyć, wkładam coś czarnego”.

Poprawianie urody? Nie jest w tej sprawie zbyt restrykcyjna. Uważa, że każdy powinien robić to, co jest dla niego najlepsze. Kiedy widzi starszą kobietę z twarzą ozdobioną zmarszczkami, nie jest zdziwiona, „nie myślę: powinna zrobić sobie lifting”, tak samo reaguje na widok kobiety w podobnym wieku z wygładzoną twarzą, „nie uważam, że powinno się piętnować kobiety poddające się zabiegom medycyny estetycznej”. Na razie woli swoje zmarszczki od operacji plastycznych, ale nie zarzeka się, że nigdy nie spróbuje.

Ulubione słowo? „Amore”, czyli „miłość, kochanie”. Dla niej wszystko jest amore, wszystko jest zmysłowe. „Wypowiadam je przynajmniej dwa tysiące razy dziennie” – przyznała w wywiadzie. „Mówię tak do dzieci, wszystkich dookoła nazywam mi amore”.

Nigdy nie stosowała drakońskich diet, brzydzi się zakazami. „Trzeba jeść zrównoważone posiłki: ryby, mięso i makarony” – radzi. Z drugiej strony…

„We Włoszech trudno utrzymać dietę. Tyle dań, tyle smakołyków… A do tego rozmawia się głównie przy jedzeniu”. Sekret jej urody? „Jedz makaron, rozkoszuj się winem, ciesz seksem, dużo śmiej i nie martw zbyt wiele. Kiedy piękno młodości przemija, nadal jest tyle powodów, dla których warto kochać życie”.

Lekko gorzkie dolce vita

W tym zamiłowaniu do dobrego jedzenia, celebracji chwil i swojej kobiecości jest bardzo włoska. „Nigdy nie wychodzę z domu bez szpilek i bez makijażu. Kobiety powinny kochać swoją kobiecość, podkreślać ją – dla poczucia własnej wartości” – mówi z przekonaniem. „Moja babcia nawet w wieku osiemdziesięciu paru lat przed wyjściem do kościoła sięgała po szminkę, aby zaznaczyć na ustach krwistoczerwoną kreskę. Makijaż i wysokie obcasy były dla niej codziennością. Może stąd się brała moja potrzeba dorosłości” – analizowała w jednym z wywiadów.

Julia Wollner, italianistka, którą pytam o to, czy w swoim podejściu do ciała aktorka też jest typowo włoska, odpowiada, że to dość skomplikowana sprawa. – Włochy to kraj estetów, ludzi od wieków niezwykle wrażliwych na piękno, a także przywiązujących wielką wagę do wizerunku. Czasem zbyt wielką. Monica Bellucci wielokrotnie była umieszczana na listach najseksowniejszych i najbardziej pożądanych kobiet świata, ale to między innymi jej współczesne kobiety zawdzięczają umiejętność łaskawszego spojrzenia na własne krągłości. Nigdy nie była przesadnie chuda, a w wywiadach chętnie podkreśla, jak ważne jest dla niej zmysłowe cieszenie się życiem, w tym tak istotne we Włoszech przyjemności stołu. Mogąc pochwalić się niezwykle kobiecą figurą i magnetyzującym spojrzeniem, skutecznie ucieka jednak od zaszufladkowania jako seksbomby, wcielając się także w role komediowe, pokazując się w filmach futurystycznych i baśniowych. Jeśli spojrzymy na najważniejsze wybrane przez nią scenariusze, trudno oprzeć się wrażeniu, że niejednokrotnie starała się pokazać, jak bardzo piękne ciało może być pułapką, przekleństwem, a przynajmniej – przeszkodą, z którą trzeba się zmierzyć.

Aktorka sama wyznaje, że szuka ról, w których będzie mogła pokazać głębię postaci, nie tylko jej piękno, a jeśli już, to piękno okrutne. O Persefonie, którą zagrała w filmie „Matrix: Rewolucje” mówiła: „Przyjęłam rolę w tym filmie, bo chciałam pokazać, jak zdradzieckie może być piękno. Coś, co uważamy za pociągające i szlachetne, może być w głębi niebezpieczne, mroczne i skażone. Ona jest piękna, ale w tym pięknie jest sama, jej wygląd odgradza ją od innych, jest barierą. To zresztą kompleks wielu atrakcyjnych kobiet”.

Choć Włochy traktuje jak dom, do którego zawsze chętnie wraca, Monica nie jest fanką wszystkich tradycji swojego kraju. Nie podoba jej się to, jak Kościół katolicki organizuje tutejsze życie, nie wierzy w zabobony. Najbardziej przeszkadza jej to, że w tradycyjnych Włoszech mężczyźnie więcej wolno. „W życie kobiety wpisane jest cierpienie, troska, lęk, zdrada – musi jednak to wszystko znosić z godnością, najlepiej w milczeniu, bo taki jej los. Mężczyzna przynosi pieniądze do domu, ale też korzysta dużo częściej z życiowych przyjemności” – mówi. „Kobiety w mojej rodzinie najczęściej akceptują przypisane im od lat role: gospodyni, żony, matki. Są szczęśliwe, ale też nie mają alternatywy. Ja chciałam mieć wybór”.

Najbardziej francuska z włoskich aktorek

Skąd u rodowitej Włoszki taka odwaga i bunt? To wszystko wpływ Francji, jej drugiej ojczyzny. „Włochy zaszczepiły we mnie pewien ideał macierzyństwa, a Francja potrzebę wolności. Choć uwielbiam kobiecość Włoszek, to dopiero we Francji zrozumiałam, jak ważne jest, by być nie tylko kobietą, ale i feministką” – tłumaczy. Właśnie przymierza się do wyprodukowania filmu o Tinie Modotti, włoskiej komunistce, fotografce i modelce, tworzącej od lat 20. do 40. XX wieku. „Jestem pod wrażeniem jej nowoczesności i odwagi. Była kobietą wielkiej pasji, wolnym duchem, co w czasach, kiedy żyła, i we Włoszech, gdzie kobieta nie mogła istnieć bez mężczyzny, było niezwykle pionierskie”. Podczas tegorocznego festiwalu w Cannes, którego Monica była gospodynią i mistrzynią ceremonii, podkreślała, jak bardzo cieszy się, że w konkursie swoje dzieła prezentuje aż 12 reżyserek, a w jury zasiada Pedro Almodóvar, który „zrobił tyle pięknych filmów o kobietach”.

Zawsze wymienia aktorki, kobiety, które podziwiała jako młoda dziewczyna: Sophię Loren, Ginę Lollobrigidę. Mimo to nie ma złudzeń, że w kwestii kobiecej solidarności jest jeszcze dużo do zrobienia. „Największym zagrożeniem dla kobiet są same kobiety. Nie ma między nami lojalności, traktujemy siebie jak rywalki, w walce o mężczyznę jesteśmy bezwzględne, gotowe na największe poświęcenie” – gorzko mówiła kilkanaście lat temu przy okazji premiery filmu „Malena”, w którym grana przez nią bohaterka doświadcza ostracyzmu sąsiadek z miasteczka.

Monica Bellucci dała światu, a zwłaszcza kobietom, coś więcej niż swoje role. Przede wszystkim, choć była i jest podziwiana głównie za to, jak wygląda, nigdy nie uległa presji idealnego ciała. „Oczywiście, chcę być w dobrej formie, ale nigdy nie czułam potrzeby bycia chudą”. Wspominając zmysłową scenę otwierającą film „Gorące lato”, którą zagrała miesiąc po urodzeniu córki, powiedziała: „Byłam wtedy bardzo pulchna. Współczesne kobiety boją się takiego ciała. Grałam femme fatale, a co dwie godziny miałam przerwę na karmienie piersią. To było zabawne”.

Jest żywą reklamą późnego macierzyństwa. Pierwszą córkę, Devę, urodziła w wieku 40 lat, drugą, Léonie, w wieku 46. Nigdy się nie spieszy, zwłaszcza w ważnych sprawach, nie spieszyła się też z macierzyństwem. „Ja wszystko w życiu robię późno. Zanim podejmę decyzję, muszę być spokojna, muszę wiedzieć i czuć, że wszystko jest na swoim miejscu. Wiem, że są kobiety, które mają po 20 lat i są wspaniałymi matkami, ale ja w tym wieku nie myślałam jeszcze o dzieciach. Dziś jest zupełnie inaczej. Mogę siedzieć z dziewczynkami w domu bez poczucia, że coś tracę”. Nie spieszyła się też z drugim dzieckiem. „Początkowo chciałam zajść w ciążę szybko po pierwszej, ale dość długo karmiłam piersią i chciałam spędzić więcej czasu tylko z Devą. Naprawdę dobrze ją poznać”.

Walczy ze stereotypami na temat roli kobiety. Kiedy po rozwodzie z Vincentem Casselem włoskie „Vanity Fair” spytało ją, jak radzi sobie jako singielka, powiedziała: „Czuję się doskonale. Chciałabym przekazać moim córkom, że posiadanie męża czy partnera nie jest przymusem ani obowiązkiem. Samotność nie powinna nas przerażać. Zwłaszcza po wielu latach małżeństwa czy bycia w związku nie ma nic lepszego niż pobyć samemu ze sobą”. No a to, że w wieku 50 lat zagrała „dziewczynę Bonda”? „Nie gram dziewczyny Bonda, ale kobietę Bonda” – protestowała. Denerwuje ją to, że prawo do bycia sexy daje się jedynie młodym kobietom. „Nadal jestem seksowną kobietą, seks tak naprawdę rodzi się w mózgu”. Podczas premiery „Na mlecznej drodze” Emira Kusturicy, w którym gra ukochaną głównego bohatera, powiedziała: „Ten film udowadnia, że miłość i erotyka to nie kwestia wieku, ale energii życiowej”. Niedawno, w wieku 52 lat, pozowała nago w basenie dla francuskiego „Paris Match”. „Lubię pozować nago” – wzruszyła ramionami na natrętne pytanie, dlaczego „odważyła się” na taką sesję.

Nie – znów ze spokojem odpowiada na to samo pytanie – nie boi się starości i upływu czasu. „Marzy mi się żyć w dobrym zdrowiu i w wieku 150 lat nadal pić cappuccino z moimi koleżankami”.

„Czuję się w swojej skórze znacznie lepiej niż gdy miałam 20 lat. Jestem pewna siebie, lepiej sobie radzę z problemami. Akceptuję siebie taką, jaką jestem i wiem, że doskonałość nie istnieje”
Monica Bellucci przyszła na świat w 1964 r. w małej miejscowości Città de Castello w Umbrii we Włoszech jako jedyna córka Pasquale, właściciela firmy spedycyjnej, i Brunelli, gospodyni domowej. Pracuje od 14 roku życia, najpierw jako modelka, potem aktorka. Ma na swoim koncie kilkadziesiąt ról, mówi płynnie w trzech językach. W ostatnim filmie, „Na mlecznej drodze”, który wchodzi do kin 27 lipca – także po serbsku. Z małżeństwa z aktorem Vincentem Casselem, z którym rozwiodła się w 2013 roku, ma dwie córki. Obecnie mieszka w Paryżu, ale wkrótce z dziećmi i nowym partnerem chce przeprowadzić się do Lizbony.