1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Jaki kostium kąpielowy będzie najlepszy do twojej figury?

Jaki kostium kąpielowy będzie najlepszy do twojej figury?

Zobacz galerię 6 Zdjęć
Kostium kąpielowy to wakacyjny must- have. Dobranym strojem można wymodelować sylwetkę, ukryć mankamenty figury oraz podkreślić nasze atuty.

Przy poszukiwaniu odpowiedniego kostiumu warto zwrócić uwagę na propozycje Gatty, która oferuje modele charakteryzujące się oryginalnym krojem i niebanalnym wzornictwem, odpowiadającym na potrzeby różnych kobiecych sylwetek.

Panie z większymi biodrami i masywniejszymi udami, ale o ładnie zarysowanej talii powinny wybrać jednoczęściowy kostium o jednolitym kolorze majtek oraz wzorzystej górze. Taka stylizacja będzie maskować większe biodra oraz podkreśli delikatną linię ramion i kuszący dekolt.

Natomiast kobiety, które mają problem z nadmiarem tkanki tłuszczowej zgromadzonej w okolicy brzucha, będą czuły się dobrze w jednoczęściowych kostiumach ze  zdobieniami i marszczeniami układającymi się pionowo, które optycznie wydłużą i wysmuklą sylwetkę.

Usztywniane miseczki to propozycja dla pań z biustem, który wymaga wyeksponowania.

Dla plażowiczek o chłopięcej sylwetce najlepszy będzie dwuczęściowy kostium w wyrazistych barwach, ozdobiony sznureczkami przy majtkach, które optycznie poszerzą biodra i nadadzą sylwetce więcej kobiecości.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak oszczędzać i nie rezygnować z przyjemności na wakacjach?

Na początku należy zastanowić się, czy skoro tak bardzo zależy mi na superfajnym urlopie, na który mnie nie stać, to czego tak naprawdę chcę? Jaka potrzeba za tym stoi? Może zdołam ją zaspokoić tańszymi wakacjami, a może jeszcze czymś innym. (Fot. iStock)
Na początku należy zastanowić się, czy skoro tak bardzo zależy mi na superfajnym urlopie, na który mnie nie stać, to czego tak naprawdę chcę? Jaka potrzeba za tym stoi? Może zdołam ją zaspokoić tańszymi wakacjami, a może jeszcze czymś innym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
W tym roku miało być inaczej, a jednak znowu po wakacjach masz do spłacenia debet na koncie lub zadłużenie na karcie? Psychoterapeuta Mateusz Ostrowski przekonuje, że zamiast się frustrować, lepiej zdać sobie sprawę z tego, że jakaś część nas pragnie spełniania zachcianek. Druga część – racjonalna – jest w stanie ją trochę okiełznać. I o to „trochę” toczy się cała dyskusja

Obiecałam sobie, że w tym roku wydam mniej na urlop, ale, niestety, znów mam debet na koncie. Przez kilka miesięcy nad głową będą mi wisiały spłaty. Jak pozbyć się dyskomfortu związanego z tym, że zadłużam się podczas wakacji? Są dwa wyjścia: albo tego nie robić, albo się na to zgodzić. Z jednej strony można sobie pomyśleć: „Niedobrze mi z tym, nie służy mi to, więc próbuję rozwinąć racjonalną stronę mojej osobowości”, z drugiej – można się na ten dług zgodzić: „To jest mój wybór, chcę mieć fajne wakacje, chcę dać sobie coś ekstra – wiem, że to będzie kosztować”. W psychologii pieniądza dużo mówi się o odraczaniu gratyfikacji, czyli odkładaniu przyjemności na później, a korzystanie z kredytu jest takim przyspieszaniem gratyfikacji. Jeżeli to jest mój świadomy wybór i zakładam, że będę w stanie spłacić debet w przyszłości, nie ma w tym nic złego. Pytanie, na ile robię to świadomie, a na ile ulegam wpływom. Czy to zewnętrznym, takim jak reklama, czy wewnętrznym, wynikającym z niespełnionych potrzeb, które chcę zaspokoić właśnie tymi wakacjami, na które się zadłużam.

Tym razem chcę naprawdę coś zmienić, bo wiem, że mam tendencję do wydawania pieniędzy lekką ręką. Jak wzmacniać w sobie tę racjonalną postawę? W podejściu do pieniędzy jesteśmy rozpięci między hedonizmem a racjonalizmem. Taka teza pojawia się między innymi w behawioralnej hipotezie cyklu życia, w której każdy ma w sobie „plannera” dążącego do życia w racjonalny sposób, ale utrudniają mu to różne pokusy, na które podatna jest nasza inna wewnętrzna postać – „doer”, czyli ktoś, kto pragnie przyjemności szybko, tu i teraz. Taka wewnętrzna polaryzacja jest dość powszechna. Najgorszą rzeczą byłoby skupienie się na jednej albo drugiej stronie. Jeśli utożsamię się wyłącznie z wewnętrznym hedonistą, to dopóki mam szczęście, bogatych rodziców i spadek – mogę tak funkcjonować, ale w życiu zazwyczaj dochodzi do jakiegoś ograniczenia, z którym trzeba się zmierzyć – w wariancie najgorszym mogę wręcz wylądować na bruku.

Jeśli przesadzę z racjonalnością, z koncentracją na przyszłości, planowaniu – pozbawię się radości życia. Zbyt zapatrzeni w przyszłość ludzie mają często odłożone duże oszczędności, ale z nich nie korzystają, a przecież jak mówił znany ekonomista John Maynard Keynes: „w długim okresie wszyscy będziemy martwi”.

Jeżeli uważa pani, że brak pani racjonalności i pragnie ją rozwijać, to powinna pani robić rzeczy, które będą ją wspierać, nie zapominając o swoim wewnętrznym hedoniście. Trzeba dać mu miejsce i sposób na odczuwanie przyjemności, bo inaczej będzie on sabotował te zmiany. I skończy się jak z postanowieniami noworocznymi, których przestajemy przestrzegać po kilku tygodniach. Dlatego dobrze zacząć od mniejszych zmian i przygotować plan szczegółowy, rozpisany na miesiące, a nawet na tygodnie. Realizując go krok po kroku, będzie pani czuć satysfakcję i mieć poczucie sprawstwa, a to zawsze daje napęd. Racjonalną stronę można także wzmacniać przez robienie jednej rzeczy regularnie i z myślą o przyszłości, np. zapisać się do szkoły językowej czy na zajęcia z jogi. Jeśli się uda z jedną rzeczą, będzie łatwiej z kolejną. Wytrenowany „mięsień” silnej woli będzie pracował lepiej.

Uważa pan, że finansowej dyscyplinie może pomóc dyscyplina w innych sferach życia? Tak. Bo jeżeli czegokolwiek uczymy się w sposób przyszłościowo-racjonalny, budujemy w sobie pewną umiejętność, której będzie nam potem łatwiej użyć przy planowaniu finansów. Jeśli mamy w sobie mocnego hedonistę, musimy szukać działań, które będą wzmacniały naszą sferę racjonalną. Jako ciekawostkę mogę podać fakt, że badacze z uniwersytetu w Chicago stwierdzili, że ludzie podejmują bardziej racjonalne decyzje finansowe w języku, który nie jest dla nich ojczysty. To ma głęboki sens, bo przecież pierwszego języka uczymy się głównie przez emocje, a języka obcego w racjonalny sposób: poznajemy gramatykę, reguły. Nam chodzi zaś o nauczenie się przestawiania na ten racjonalny tryb.

Sposobem jest budowanie nawyków, przy czym ważna jest regularność, bodziec, który odpala czynność, i nagroda. Nie można z niej rezygnować, ale nie musi być ona bardzo realna, chodzi o pewien stan satysfakcji. Odkładając jakąś kwotę, za każdym razem może pani sobie wyobrazić efekt, a to przywoła pewne emocje. Jeżeli przy wpłatach będzie sobie pani przypominać ulgę związaną ze spłaceniem debetu, poczucie wolności, mniejszy lęk o przyszłość – to spłaty nie będą już takie bolesne. Z kolei jeżeli narzuci sobie pani reżim szybszej spłaty, to może pani „wędrować” pomiędzy wewnętrznymi stanami: od hedonizmu do życia w tym reżimie. A to nie najlepsze rozwiązanie... Nasz wewnętrzny hedonista jest tym mocniejszy, im bardziej go ograniczamy. Jeśli przez cały rok trzymamy go krótko, a tylko na wakacjach pozwalamy mu na swobodę, to faktycznie zachowuje się nierozsądnie. Gdybyśmy mu dawali więcej przestrzeni w codzienności, to prawdopodobnie nie musiałby aż tak bardzo odreagowywać raz na rok. I w efekcie byłoby nam łatwiej korzystać z tej racjonalnej strony.

A tak rozbrykaliśmy się, więc teraz trzeba się zdyscyplinować. Taką powakacyjną frustracją w pewien sposób karzemy też siebie. Od tego właśnie zaczęliśmy rozmowę. Jeśli przyjmę, że miałem fajne wakacje, bawiłem się i sporo wydałem – wtedy zmieniam optykę i po prostu spłacam zadłużenie. To zdejmuje trochę napięcia. Pamiętajmy jednak, że konflikt w naszej głowie wyraża też to, co się dzieje w całym świecie, bo przecież wymaga się od nas z jednej strony racjonalności, planowania, zachęca do oszczędzania, a z drugiej jesteśmy bombardowani hasłem „kup teraz”. Instytucje finansowe namawiają nas do oszczędzania, jednocześnie kusząc kartami kredytowymi. Żyjemy w otoczeniu, które nie wspiera racjonalnego modelu. Tym większy wysiłek musimy włożyć w to sami.

Mówi pan, że zaciąganie długów może wzmacniać lęk o przyszłość. Z jakim ryzykiem wiąże się życie na kredyt? Na liście stresorów kredyt hipoteczny zajmuje dość wysokie, 20. miejsce. W zależności od osobowości przejmujemy się tym mniej lub bardziej, ale z pewnością duży kredyt zaburza poczucie bezpieczeństwa. No i pojawia się ryzyko, którego często nie bierzemy pod uwagę. Polecam książkę Nassima Taleba, ekonomisty, filozofa pochodzącego z Libanu, „Czarny łabędź”. Tytuł wziął się stąd, że odkrycie czarnego łabędzia wywołało duże zdziwienie, długo znano tylko białe. W książce czarny łabędź jest symbolem mało prawdopodobnej rzeczy, która – jeśli się wydarzy – robi ogromną rewolucję, a po fakcie wszyscy są w stanie to wytłumaczyć. Taki właśnie był kryzys ekonomiczny w 2008 r.: poza nielicznymi wyjątkami nikt go nie przewidywał, gdy się wydarzył, przewrócił rynek do góry nogami, a potem wszyscy mówili, że właściwie można go było się spodziewać. To pokazuje ludzką skłonność do myślenia w kategoriach tego, co znamy, i zakładania, że tak będzie zawsze. Bardzo mało prawdopodobne rzeczy wypieramy, ale przecież one od czasu do czasu się przydarzają. Tak jak doszło do kryzysu w skali makro, tak może dojść do kryzysu w mojej indywidualnej gospodarce. Czy jestem przygotowany na to, że mogę stracić pracę? Jeżeli nie mam oszczędności, a jeszcze generuję długi, to igram z rzeczywistością. Oczywiście mogę sobie poradzić, ale nastawiam się na większe ryzyko.

Pieniądze i emocje zawsze idą ze sobą w parze? Ekonomią rządzą przede wszystkim chciwość i strach. Stąd w marketingu niweluje się strach i wzmacnia chciwość. Strach ma złą renomę – mamy myśleć pozytywnie i nie bać się niczego. Ale jeśli zastanowimy się nad strachem w bardziej atawistyczny sposób, to jest to mechanizm ostrzegawczy, potrzebny biologicznie do przeżycia, a my tę czujność sztucznie usypiamy. Dlatego uwzględnianie strachu i ryzyka ma sens. Szczególnie, że człowiek jest kiepski w szacowaniu niebezpieczeństwa. Decyzje kredytowe zapadają zwykle pod wpływem emocji, reklamy są coraz bardziej skuteczne, sprzedawcy lepiej wyszkoleni, więc faktycznie potrzeba wiele asertywności, żeby decydować racjonalnie. Im bardziej emocjonalnie podejmiemy tę decyzję, tym większe mogą być jej negatywne konsekwencje. Na tej zasadzie wpadamy w dół finansowy po wakacjach, bo „tak bardzo marzyłem o idealnym urlopie”. Dlatego przed podjęciem decyzji warto odwołać się do prostych sposobów: porównać różne oferty, policzyć koszty, to, ile faktycznie będziemy musieli potem spłacić. I wreszcie zastanowić się, czy muszę się zadłużać na wakacje. A może lepiej przesunąć wyjazd? Skoro podczas urlopu zawsze robię debet i potem miesiąc w miesiąc oddaję spore kwoty, to przecież mógłbym te kwoty regularnie odkładać wcześniej, przed wakacjami. Wyszłoby mi nawet taniej, bo bez odsetek. To wymaga rozwijania racjonalnej części, ale też i dbałości o swojego wewnętrznego hedonistę. Moim zdaniem bez zadbania o obie strony osobowości to się nam nie uda.

A może nas nie stać na ten wakacyjny hedonizm? Za mało zarabiamy, ale „wkręcamy się” w pewien system. Zdecydowana większość pożyczek nie jest przeznaczona na rzeczywiste życiowe potrzeby, czyli np. sytuację, że zabrakło mi do pierwszego albo ktoś w rodzinie zachorował i trzeba mu zapewnić prywatne leczenie czy opiekę, albo inwestuję w kurs, który podniesie moje kompetencje. Większość kredytów nastawiona jest na spełnianie marzeń. Chcemy poczuć się bezpiecznie, komfortowo, wyjątkowo... I tu znowu powraca temat trzeźwego podejmowania decyzji. Co będzie dla mnie dobre? Skoro tak bardzo zależy mi na superfajnym urlopie, na który mnie nie stać, to czego tak naprawdę chcę? Jaka potrzeba za tym stoi? Może zdołam ją zaspokoić tańszymi wakacjami, a może jeszcze czymś innym. Chcę spędzić wreszcie czas z rodziną? Super, ale co mi w tym przeszkadza przez cały rok? Potrzebuję odpoczynku? Jakie przekonania nie pozwalają mi odpoczywać na bieżąco? Jeśli znajdę rzeczywistą potrzebę, to presja wyjazdu na wymarzone drogie wakacje zmaleje, więc mniej wydam. Hedonistyczne zachowania to często swoista rekompensata. Ale czy potrzebujemy takich trików? Czy nie lepiej rozpoznać swoje potrzeby i starać się zaspokajać je na co dzień?

Jak najlepiej oszczędzać pieniądze? Wzmacniając swojego racjonalistę

  • Najlepszym sposobem racjonalisty na poradzenie sobie z hedonistą są zasady. Mogą być to zasady zewnętrze, jak ustawienie automatycznego przelewu raz w miesiącu na określoną kwotę na konto oszczędnościowe albo stałą ratę spłaty debetu. Jeśli to za mało, można skorzystać z programów oszczędnościowych, które proponują instytucje finansowe. W umowie z nimi zobowiązujesz się do określonych wpłat w określonych terminach. – Ja nazywam to outsourcingiem silnej woli – mówi Mateusz Ostrowski. Tyle tylko że każda taka usługa kosztuje – banki pobierają prowizje. Jeśli sam odkładasz pieniądze, wyjdzie taniej.
  • Warto też umówić się na zasadę wewnętrzną. Prostą, ale wymagającą konsekwencji – chodzi o zbudowanie nawyku. Niech to będzie jedna rzecz, np. chcesz wyjść z debetu i postanawiasz co miesiąc przeznaczać na spłatę określoną kwotę.
  • – Najłatwiej oszczędza się na konkretny cel – mówi Mateusz Ostrowski. Jeśli nie masz celu, brakuje ci nagrody w działaniu nawykowym. Dlatego dobrze jest odkładać na coś, np. jeśli oszczędzasz na emeryturę, możesz wizualizować siebie na ganku przed domem, jeśli na wakacje – nad basenem pod palmami. Cel oznacza pewną realność, bo oszczędzanie i wydawanie sprowadza się właściwie do odraczania i przyspieszania gratyfikacji.
Mateusz Ostrowski terapeuta pracy z procesem, trener biznesu. Członek Polskiego Stowarzyszenia Psychoterapeutów i Trenerów Psychologii Procesu. Prowadzi terapię indywidualną i dla par oraz warsztaty rozwoju osobistego. Lubi podróże na Wschód i literaturę science fiction, www.mateuszostrowski.pl.

  1. Kultura

Festiwal Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym już niebawem!

Festiwal Dwa Brzegi (fot. materiały prasowe)
Festiwal Dwa Brzegi (fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Tegoroczna, 14. edycja Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi odbędzie się w nowej, hybrydowej formule. Seanse przeniosą się do kina online, mobilne studio usytuowane na dziedzińcu Zamku w Kazimierzu pozwoli na transmisję spotkań z twórcami. W tym roku organizatorzy zapraszają do wirtualnego uczestnictwa, a w programie m.in. europejskie i światowe premiery w sekcji „Świat pod namiotem”, filmy muzyczne i o muzyce – czyli „Muzyka, moja miłość”, w ramach cyklu „I Bóg stworzył aktorkę”: aktorka, scenarzystka, dramatopisarka Gabriela Muskała. W ramach retrospektywy filmowej przypomniany zostanie jeden z najwybitniejszych twórców kina , wizjoner Elio Petri.

Festiwal ma na celu poszerzenie wiedzy publiczności na temat sztuki filmowej, zwrócenie uwagi na te obszary kreacji twórczej, które składają się na dzieło filmowe: literaturę, sztuki plastyczne, muzykę, fotografię. Program budowany jest tak, by widz miał szansę po obejrzeniu filmu dowiedzieć się czegoś więcej o jego kontekście historycznym, kulturowym, literackim, plastycznym.

Jednym z ciekawszych wydarzeń, które odbędą się podczas tegorocznego festiwalu będzie projekcja filmu „Asystentka” (online sala Bursztyn), a także towarzyszące mu spotkanie z reżyserką oraz z ekspertkami Zwierciadła: Katarzyną Miller – psycholożką, autorką książek Wydawnictwa Zwierciadło, Joanną Olekszyk – redaktorką naczelną miesięcznika Zwierciadło i SENS, Martyną Harland– dziennikarką miesięcznika SENS, twórcą portalu filmoterapia.pl, oraz Dyrektor Artystyczną Festiwalu, Grażyną Torbicką. Spotkanie to transmitowane online w wirtualnej sali Szafir będzie dostępne dla każdego po wejściu na stronę dwabrzegi.pl

Festiwal Dwa Brzegi ( materiały prasowe Festiwal Dwa Brzegi, fot. Krzysztof Wójcik) Festiwal Dwa Brzegi ( materiały prasowe Festiwal Dwa Brzegi, fot. Krzysztof Wójcik)

Oprócz tego, udział będzie można wziąć także w seansach kina plenerowego, wśród których znajdują się znane i cenione tytuły, takie jak: „Ból i blask” Pedro Almodavara, „Kłamstewko” Lulu Wanga, „Obywatel Jones” Agnieszki Holland, „Portret kobiety w ogniu” Céline Sciammy, czy polski hit Jana Komasy „Sala samobójców. Hejter”.

Festiwalowi towarzyszą także liczne spotkania oraz wystawy, jak chociażby wystawa autorstwa światowej sławy fotografa prof. Jindřicha Štreita, wystawa Małgorzaty Piątek-Grabczyńskiej „W kierunkQ Leonardo”, czy „Ultramarynowy świat” – wystawa magicznych pejzaży Benedykta Kroplewskiego oraz wiele innych.

Festiwal Dwa Brzegi (materiały prasowe Festiwal Dwa Brzegi, fot. Joanna Kurdziel-Morytko) Festiwal Dwa Brzegi (materiały prasowe Festiwal Dwa Brzegi, fot. Joanna Kurdziel-Morytko)

Wśród spotkań, które odbędą się także on-line zaplanowano m.in. rozmowę z twórcą filmu „Być jak grizzly”, Romanem Droux, z reżyserką filmu „Ciało nie kłamie”, Evelyn Schels oraz historyczką i kuratorką sztuki Andą Rottenberg.

Więcej informacji odnośnie programu spotkań oraz projekcji filmów znajduje się na stronie internetowej Festiwalu Dwa Brzegi – dwabrzegi.pl

Informacje o biletach: dwabrzegi.pl/bilety

 

 

  1. Styl Życia

Ekopodróżowanie

Wakacje nie zwalniają nas z troski o planetę. (Fot. iStock)
Wakacje nie zwalniają nas z troski o planetę. (Fot. iStock)
W wakacje lubimy na chwilę odpocząć od trosk dnia codziennego. Jednak to nie zwalnia nas z troski o planetę. Leżąc na plaży czy odwiedzając nowe zakątki, możemy przynajmniej starać się mniej szkodzić naturze. Oto kilka podpowiedzi.

Spakuj do plecaka

Wiele wskazówek dotyczących ekologicznego podróżowania znajdziemy w najnowszej książce Arety Szpury „ Jak uratować świat?”. Na przykład co zabrać ze sobą w podróż, by było praktycznie i zgodnie z idę zero waste. Przede wszystkim lekki i wysoki kubek (z dowolnego tworzywa) lub słoik. Możesz poprosić ulicznych sprzedawców, by do niego wkładali ci jedzenie, jest idealny także na lody czy kawę na wynos. Wrzuć go do plecaka razem z widelcem i słomką wielokrotnego użytku – w tropikach to zestaw obowiązkowy.

Weź też ze sobą torbę wielorazową na zakupy i kupuj lokalne produkty. Do tego dorzuć lnianą ściereczkę albo woskowijkę. Co to takiego? Bawełniana ściereczka pokryta mieszanką wosku pszczelego, naturalnego oleju jojoba oraz żywicy. Wodoodporna, wytrzymała i do tego ładnie pachnie. Wystarczy owinąć nią wybrany produkt (np. jedzenie), a następnie zacisnąć brzegi tkaniny. Pod wpływem ciepła dłoni materiał staje się lepki i uda ci się go zacisnąć oraz uformować tak, jak potrzebujesz. Woskowijkę możesz kupić w sklepie ekologicznym lub zrobić sam (ze starej koszuli i wosku). Zastąpi foliowe torebki, w które pakujesz żywność. Zostały jeszcze kosmetyki – najlepsze będą te w kostce lub w szkle. Nie wyleją się i nie narobią kłopotu, no i znów unikniesz plastiku.

Nawadnianie w zgodzie z naturą

Latem dobre nawadnianie to podstawa zdrowia i zadowolenia z podróży. Dlatego zawsze miej przy sobie butelkę, najlepiej metalową z podwójną ścianką, która trzyma temperaturę napoju. Wystarczy regularnie napełniać ją świeżą wodą. Podróżniczka Lena Urbańska poleca maszyny Good Drinks, dzięki którym uzupełnisz nawet dwa litry wody za 10 groszy. Szukaj też naklejek Trash Hero – Refeel Your Water For Free, znajdują się one często w lokalnych kawiarniach, hotelach czy sklepach.

W tych miejscach nalejesz wody do metalowej butelki z logo Trash Hero (w cenie ok. 20 zł). Możesz też skorzystać z własnej butelki, ale wtedy dobrym zwyczajem będzie zaproponowanie za to jakichś drobnych pieniędzy.

Staycation

Czyli wakcje na miejscu. Nowa moda na wyjazdy blisko to bardzo ekologiczny trend, który polecamy od dawna. Dane nie kłamią – latanie to najbardziej nieekologiczny sposób transportu i potężne źródło emisji CO2 do atmosfery. Dlatego lepiej szukać miejsc na wypoczynek, w które możesz dojechać pociągiem, ostatecznie samochodem. Nie tylko nie przyczynisz się do zanieczyszczenia środowiska, ale też poznasz bliską ci okolicę. Szwedzka aktywistka Greta Thunberg bierze udział tylko w tych konferencjach, na które jest w stanie dojechać pociągiem. Ty też możesz wprowadzić w życie taką nową zasadę.

Po więcej inspiracji ekologicznych odsyłamy do książki Arety Szpury „Jak uratować świat? Czyli co dobrego możesz zrobić dla planety” (wyd. W.A.B., 2019).

Areta Szpura, „Jak uratować świat? Czyli co dobrego możesz zrobić dla planety” (wyd. W.A.B., 2019) Areta Szpura, „Jak uratować świat? Czyli co dobrego możesz zrobić dla planety” (wyd. W.A.B., 2019)

  1. Styl Życia

Nietypowe noclegi w Polsce - lista magicznych miejsc

(fot. Angelika Mazur: startyouradventure.pl)
(fot. Angelika Mazur: startyouradventure.pl)
Zobacz galerię 20 Zdjęć
Jak nigdy potrzebujemy dziś oddechu i ukojenia nerwów. Gdy nagle wszystko okazało się niepewne, ratuje nas natura i jej stoicki spokój. Szukamy miejsc z dala od miejskiego tłumu, od betonu, bezpiecznych i spokojnych, a jednocześnie bliskich. Takie miejsca, idealne tego lata, są dobrze ukryte, ale czekają na nas. 

Kąpiel w cynowej wannie pośrodku lasu, nocleg w pływającym domu, obiad na dzikiej łące… – Podróżników, którzy decydują się podróżować wolniej, z szacunkiem dla ludzi i natury, chcących podczas podróży czegoś się nauczyć, coś przeżyć, jest coraz więcej – mówi Aleksandra Klonowska-Szałek, autorka książki „Nie sypiam byle gdzie. Kompendium niespiesznego podróżnika”.

Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe

– Nasze pokolenie tak zwanych milenialsów, czyli urodzonych pomiędzy 1980 a 2000 rokiem, wyrosło na żarłocznej turystyce dwóch ostatnich dekad, gdy szczytem marzeń były wakacje all-inclusive – wyjaśnia. – Dziś bardziej niż kiedykolwiek zdajemy sobie sprawę, że czas obżarstwa się skończył, a przyszła pora na wrażliwość oraz świadome wybory, dobre zarówno dla nas, jak i dla planety – dodaje Aleksandra. – Kusi nas kontakt z naturą, unikalne, stworzone przez pasjonatów miejsca, zakątki, gdzie można medytować, malować obrazy, przytulać się do zwierząt, usłyszeć dzwoniącą w uszach ciszę czy zjeść na śniadanie chleb prosto z pieca. Dlatego stworzyliśmy slowhop.com/pl, czyli platformę łączącą podróżników, którzy nie chcą „sypiać byle gdzie”, i gospodarzy – jest już niemal 500 tych, którzy unikalny nocleg oferują. Zaczyna się trend na podróżowanie slow i turystykę doświadczeń.

Szumilas

Las szumi, a kilometr za nim i za wydmą szumi morze. Choć to Bałtyk, nie ma parawanów, dyskotek i tłumów. W Lubiatowie, małej kropce na mapie pomiędzy Dębkami a Łebą, nawet w sezonie jest spokojnie, a piasek ma niezwykły biały kolor.

Fot. Tola Piotrowska Fot. Tola Piotrowska

Magda i Krzysiek znają się od podstawówki. Pochodzą z Gdańska. On prowadził hostel, jej rodzice – ośrodek wczasowy na Mierzei Wiślanej, można więc powiedzieć, że obydwoje w hotelarstwie siedzą od dawna. Uwielbiają design, podróże oraz piękne hotele i to nimi właśnie inspirowali się, tworząc Szumilas. Bryła domków charakteryzująca się iście skandynawską prostotą to ich pomysł. Wnętrza są wysmakowane, pełne designerskich przedmiotów i pięknych materiałów oraz niezwykle fotogeniczne. W domkach celowo nie ma wi-fi ani telewizorów – są za to albumy o sztuce i książki kucharskie do przeglądania i inspiracji.

https://slowhop.com/pl/miejsca/domki-szumilas.html

Dosbajka pod Gwiazdami

Najpierw był szałas na łące otoczonej lasem, w miejscu, gdzie zbiegają się dwa górskie strumienie, z widokiem na Beskid Niski (tuż koło Magurskiego Parku Narodowego). Szałas wybudował Dariusz Pyrz, Łemko ze wsi Małastów, ekonomista z wykształcenia, który postanowił zrobić coś, czego nigdy jeszcze nie robił.

Fot. Emilia Pyrz Fot. Emilia Pyrz

Spodobało się, rodzina i przyjaciele byli zachwyceni, więc idąc za ciosem, Dariusz wybudował na 3,5 hektara ziemi domek ze skośnym dachem, potem dwa większe. Stoją daleko od siebie, by goście nie zaglądali sobie w okna. Rok temu gospodarz, zainspirowany Zero Star Hotel w szwajcarskich Alpach, postanowił zaprosić gości do noclegu… w łóżku z widokiem na gwiazdy i góry. Łoże stoi na drewnianym tarasie na skraju lasu. To miejsce dla romantyków, którzy chcą zasnąć pod gwiazdami i obudzić się wraz ze śpiewem ptaków. A kto w nocy przestraszy się zaglądających tu często lisów, zajęcy czy saren, ten może schronić się w drewnianym szałasie, od którego wszystko się zaczęło.

https://slowhop.com/pl/miejsca/dosbajka-pod-gwiazdami.html

Szuflandia

– „Dawno się tak nie wyspaliśmy” – to najczęściej słyszymy od naszych gości. Bo w Szuflandii można uwolnić głowę – mówi Ewelina  Legierska-Drewniak, która wraz z mężem Arturem stworzyła to miejsce. Ona miała dość galopu w korporacji, on życia na najwyższych obrotach, koniecznego przy prowadzeniu firmy. – Przez nadmiar pracy przegapiliśmy dorastanie dwójki najstarszych dzieci. Dla młodszych chcieliśmy mieć więcej czasu – dodaje Ewelina.

Fot. Virtualstay Fot. Virtualstay

Znaleźli w Beskidzie Śląskim, w Wiśle, piękną działkę na zboczu góry Kiczera, z trzech stron otoczoną lasem. A że fascynują ich szwedzkie domki modułowe i minimalizm, Szuflandia przypomina pudełka, zaś sypialnie, zawieszone nad ziemią, wyglądają trochę jak wysunięte szuflady. Stąd nazwa. Zresztą to, co dziś jest znakiem rozpoznawczym, zostało wymyślone przypadkiem, z potrzeby zaoszczędzenia miejsca.

Fot. Virtualstay Fot. Virtualstay

Każda sypialnia ma wielkie, panoramiczne okno (te na parterze z lustrem weneckim naklejonym na szybę), z którego widok hipnotyzuje. Za nim zieleń drzew, a rano i wieczorem sarny, bażanty, jelenie. Wokół zapach lawendy i fiolet wrzosów. Nic, tylko siedzieć w swojej bajkowej szufladzie i podziwiać świat.

https://slowhop.com/pl/miejsca/szuflandia.html

Pałac Kamieniec

Warszawiacy Katarzyna i Wojciech Hutni zakochali się w Kotlinie Kłodzkiej do tego stopnia, że jeżdżąc po okolicy, zaczęli myśleć o kupieniu tradycyjnego gospodarstwa w formie czworoboku. I kupili, ale ruinę… XVIII-wiecznego pałacu.

Fot. Rafał Lipski Fot. Rafał Lipski

– To miejsce nie zachwycało, było gmaszyskiem podzielonym na mieszkania, straszyło podwieszanymi sufitami i linoleum – mówi Katarzyna. – Kupując pałac, kierowaliśmy się sercem, nie rozsądkiem. Chcieliśmy ocalić go od zniszczenia – przyznaje.

Fot. Rafał Lipski Fot. Rafał Lipski

Remont pod okiem konserwatora zabytków trwał lat pięć, a gdy się skończył, Katarzyna zostawiła pracę w korporacji. Czeka tu dziesięć pokoi urządzonych w pałacowym stylu oraz menu z sezonowymi produktami z własnego ogrodu (są też miody z tutejszej pasieki).

Fot. Rafał Lipski Fot. Rafał Lipski

To miejsce z duszą, idealne dla tych, którzy chcą się wyciszyć wśród łąk, pól i lasów – ale stylowo.

https://slowhop.com/pl/miejsca/palac-kamieniec.html

Tatra Glamp

Namioty sferyczne stanęły pod Tatrami, bo pomysłodawczyni tego miejsca, luksusowego glampingu, Justyna, góralka z Bukowiny, szukała innych niż hotel form wypoczynku. A na hotelarstwie zna się jak mało kto, bo od lat pracuje w branży. Zachwyciły ją nieco kosmiczne w wyglądzie namioty, które nazwała klapnioki.

Fot. Zuzanna Gąsiennica Fot. Zuzanna Gąsiennica

Mieszkańcy okolicy byli z początku wobec nich sceptyczni, ona jednak nikogo nie słuchała i robiła swoje. Dziś na skraju Tatrzańskiego Parku Narodowego (10 min od Term Bukovina) stoją cztery białe sfery – każda ogrzewana, z łazienką i z widokiem na góry przez panoramiczne okno. A Justyna mówi, że nocując w przytulnej kapsule, zapomina się o całym świecie.

Fot. Zuzanna Gąsiennica Fot. Zuzanna Gąsiennica

https://slowhop.com/pl/miejsca/tatra-glamp-1.html

Dzikie Róże

Wszystko zaczęło się od róż, które z pasją hoduje Magda, i ogrodu, który uprawia Rafał. W tym pod Krakowem już się nie mieścili, więc gdy dzieci zdały maturę, postanowili znaleźć miejsce, w którym zrealizują swoje pasje. Zafascynowani architekturą Dolnego Śląska trafili do Janic na skraju Gór Izerskich. Kupili dom, który, jak się okazało, ma ponad 500 lat, i 1,5 hekatara ziemi, na której rośnie dziś ponad 130 odmian róż dzikich i historycznych. – Ich uroda jest mniej oczywista niż tych wyhodowanych w XX wieku. By ją docenić, trzeba się uważnie przyjrzeć  – mówi Magda.

Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography

Zainspirowani domem umeblowali go lokalnymi meblami z duszą, z targów staroci i strychów.

Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography

– Nasi goście wieszają ubrania w 250-letnich szafach i kąpią się pod stuletnimi mosiężnymi prysznicami, w których trzeba najpierw odkręcać ciepłą, a potem zimną wodę. Tylko łóżka są współczesne, bo te  stare miały zaledwie 180 cm długości – śmieje się Magda. – A powietrze jest tu tak czyste i gwiazdy tak widoczne, że goście zamiast spać, wpatrują się w niebo.

Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography Fot. Marcin Wiklik: Creative Photography

https://slowhop.com/pl/miejsca/dzikie-roze.html

Domy na jeziorze

Fot. Robert Ziemba Fot. Robert Ziemba

Domy delikatnie kołyszą się na tafli jeziora. Woda pluska pod tarasem, a za towarzyszy porannej kawy mamy czaplę, parę łabędzi i kryjące się wśród trzcin raki. Te ostatnie to znak, że woda w Jeziorze Rajgrodzkim na Pojezierzu Ełckim jest niezwykle czysta. Spokój wokół to zasługa obejmującej akwen strefy ciszy.

Fot. Robert Ziemba Fot. Robert Ziemba

Od razu widać, że miejsce to stworzyli ludzie, którzy kochają naturę. A było tak. Pewnego dnia Paweł, Radek i Robert – miłośnicy żeglarstwa, na co dzień pracujący z dala od fal, w agencji komunikacji marketingowej Walk – siedzieli na pomoście w Lisewie i zaczęli snuć marzenia o oryginalnym siedlisku bujającym się na wodzie.

I oto są: dwa piękne pływające domy, w których nie sposób się nie zabujać.

https://slowhop.com/pl/miejsca/domy-na-jeziorze.html

Lipowy Most 7

Gospodyni tego miejsca Małgosia pracowała jako realizatorka telewizyjna przy programach rozrywkowych, aż w końcu spostrzegła, że życie jej ucieka – i zaczęła podróżować. Nadal jest w drodze, jeszcze nie osiadła, ale Lipowy Most trzyma ją latem przy sobie.

Fot. Małgosia Krogulec Fot. Małgosia Krogulec

To stara podlaska chata, w samym sercu Puszczy Knyszyńskiej, w głuszy – nie ma tu zasięgu, a nawet sklep dojeżdża tylko raz na dwa tygodnie. Miejsce to Małgosia nazywa mind SPA, ze śniadaniami na tarasie, ogniskiem, hamakiem, kinem pod chmurką, ciszą i spokojem wokół.

Fot. Małgosia Krogulec Fot. Małgosia Krogulec

Dom jest zero waste, bo gospodyni nie lubi plastiku, powtórnie używa wszystkiego, co się tylko da, stosuje ekodetergenty i ekoproszki, piecze chleby, ciasta, robi świece. Istny podlaski slow life.

https://slowhop.com/pl/miejsca/lipowy-most-7.html

  1. Zdrowie

Letnia dieta na zdrową opaleniznę

Sztuczna ochrona skóry, uzyskana przez stosowanie odpowiednich kosmetyków z filtrem UV, jest w okresie letnim niewystarczająca i powinna być uzupełniona przez naturalne składniki. (Fot. iStock)
Sztuczna ochrona skóry, uzyskana przez stosowanie odpowiednich kosmetyków z filtrem UV, jest w okresie letnim niewystarczająca i powinna być uzupełniona przez naturalne składniki. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Słońce sprzyja zdrowiu, jeżeli rozsądnie z niego korzystamy. Warto pomyśleć nie tylko o kosmetykach zapewniających ochronę przed promieniowaniem UV, ale także uwzględnić odpowiednią dietę.

Pełnia lata to przede wszystkim zwiększona dobowa ekspozycja na światło słoneczne, którego jedną ze składowych jest promieniowanie UV. Możliwość korzystania z kąpieli słonecznych i morskich oraz częstsze przebywanie na świeżym powietrzu zwiększa potrzebę ochrony skóry przed szkodliwym działaniem promieniowania (UVA i UVB), którego skutkami są oparzenia, przedwczesne starzenie się skóry czy nowotwory. Niewątpliwie najlepiej  byłoby unikać bezpośredniego kontaktu ze słońcem, ale w rzeczywistości to prawie niemożliwe. Sztuczna ochrona skóry, uzyskana przez stosowanie odpowiednich kremów i olejków wzbogaconych w filtry przeciwsłoneczne, jest w okresie letnim niewystarczająca i powinna być uzupełniona przez naturalne składniki zawarte w diecie, na którą składa się pięć podstawowych grup produktów.

Kolorowe warzywa i owoce

Pierwszą z nich stanowią kolorowe warzywa i owoce, które swoją barwę wykorzystują jako swoisty filtr przeciwsłoneczny. Pigmentację zawdzięczają w dużej mierze obecności likopenu oraz innych związków z grupy karotenoidów, które najczęściej możemy spotkać w warzywach i owocach barwy czerwonej, np. pomidorach czy papryce. Zalecane jest spożywanie warzyw surowych i przetworzonych - w postaci koncentratów, soków a nawet zup. Jeżeli jednak bliższa jest nam dieta bogata w owoce warto urozmaicić ją arbuzem, guawą czy różowym grejpfrutem.

Gorzka czekolada

Główną przyczyną powstania niekorzystnych zmian w skórze po ekspozycji na promieniowanie słoneczne są wolne rodniki, należące do grupy bardzo reaktywnych związków chemicznych, mogących wywołać niekorzystne zmiany w skórze i innych narządach. Ich powstanie jest nieuniknione, jednak niekorzystny wpływ mogą niwelować przeciwutleniacze zawarte w niektórych środkach spożywczych, np. w gorzkiej czekoladzie. Zaleca się spożywanie dwóch kostek gorzkiej czekolady dziennie. Unikać natomiast powinno się czekolady zawierającej mleko, które uniemożliwia wchłanianie związków odpowiedzialnych za ochronę przed promieniowaniem UV. Jeżeli chcemy cieszyć się zdrową, złocistą opalenizną, warto odstawić na jakiś czas poranne kakao i kawę z mlekiem.

Ryby

Co prawda ryby zimnych mórz i oceanów nie potrzebują ochrony przeciwsłonecznej, ale zawarte w nich kwasy omega 3 zapewniają lepszą ochronę przed działaniem wolnych rodników, a dodatkowo poprzez zwiększenie ilości „dobrego tłuszczu” możemy wpływać w bezpieczny sposób na uregulowanie masy ciała. Jeżeli więc chcemy zyskać złocistą opaleniznę, powinniśmy przygotować przynajmniej dwa razy w tygodniu posiłek, w którego skład wchodzić będzie śledź, makrela, pstrąg, sardynki lub dla bardziej wymagających łosoś. Liczne smażalnie  ryb przy nadmorskich promenadach na pewno ułatwią to zadanie podczas spędzania urlopu.

Zielone warzywa

Jeżeli jednak nie jesteśmy fanami kolorowych warzyw i owoców, ryb czy ciemnej czekolady, alternatywą mogą okazać się zielone warzywa zawierające mieszankę przeciwutleniaczy, minerałów, witamin oraz innych związków zwiększających naturalną produkcję enzymów, które chronią skórę przed promieniowaniem słonecznym i zmniejszają ryzyko powstania raka skóry. Polecam szpinak, warzywa kapustne oraz brokuły - ugotowane na parze mogą stanowić odrębny posiłek lub doskonały dodatek do sałatek i kanapek.

Czarna herbata

Co jednak w przypadku, gdy wdrożymy dietę zbyt późno a zastosowane kremy z filtrem przeciwsłonecznym okażą się niewystarczającą ochroną? Ratunkiem może być stosowana powszechnie w większości domów herbata. Zawarta w ekstrakcie z czarnej herbaty tanina i teobrominy wykazują zbawienne działanie łagodzące oparzenia słoneczne dzięki ich zdolności do usuwania ciepła i naprawy uszkodzonych komórek. Polifenole zawarte w zielonej herbacie również łagodzą niekorzystne reakcje skórne po ekspozycji na promieniowanie UV. Dodatkowo zaleca się picie zielonej i czarnej herbaty przed bezpośrednim korzystaniem z kąpieli słonecznych, ponieważ zawarte w nich składniki wykazują działanie fotoochronne, a w niektórych badaniach dowiedziono również działanie przeciwnowotworowe, głównie zapobiegające czerniakowi skóry. Pamiętajmy, aby parzyć herbatę nieco dłużej niż zazwyczaj, około 5 minut, ponieważ zwiększa się wtedy zawartość w ekstrakcie wspomnianych wcześniej polifenoli.

Warto też zajrzeć do domowego ogródka. Zioła, takie jak ogórecznik lekarski czy wiesiołek wywodzący się klimatu śródziemnomorskiego, często występują w Polsce jako chwasty, a tymczasem wykazują zdolność do regeneracji skóry i stymulacji aktywności jej komórek. Okłady z roztartych roślin ukoją oparzone miejsca po nadmiernej ekspozycji na słońce. Warto jednak pamiętać o odpowiednim doborze roślin, jakie zamierzamy włączyć do naszej diety podczas korzystania z kąpieli słonecznych. Dla przykładu: dziurawiec zwyczajny, powszechnie stosowany w leczeniu schorzeń układu pokarmowego, pozytywnie wpływający na funkcję wątroby i pęcherzyka żółciowego, pod wpływem światła słonecznego może wywołać niekorzystne zmiany skórne w postaci przebarwień, poparzeń i zapaleń skórnych. Kuracja przy zastosowaniu tego zioła powinna być więc planowana w miesiącach, w których słońca jest mniej.