1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Zamień Black Friday na Green Friday: korzystaj z okazji, kupuj świadomie i odpowiedzialnie

Zamień Black Friday na Green Friday: korzystaj z okazji, kupuj świadomie i odpowiedzialnie

(Fot. Fashion Revolution Poland)
(Fot. Fashion Revolution Poland)
Listopadowa kampania polskiego oddziału Fashion Revolution pod hasłem #niekupujemocjami, zwraca uwagę na intencje oraz emocje, które stoją za naszymi konsumenckimi wyborami. Pokazuje, jak być świadomym i bardziej rozważnym kupującym. 

Ostatni weekend listopada rozpoczyna globalne święto zakupów. W założeniu jednodniowa akcja marketingowa, zapoczątkowana w Stanach Zjednoczonych w latach 50. ubiegłego wieku, dziś nie ogranicza się już do ostatniego piątku (Black Friday) i ostatniego poniedziałku (Cyber Monday) listopada. Producenci coraz częściej rozpoczynają wyprzedażową akcję na początku ostatniego tygodnia, ale w tym roku wielu sprzedawców zdecydowało się wydłużyć tradycyjny okres wyprzedaży poza jeden listopadowy weekend. Oficjalnym powodem mają być obostrzenia związane z Covod-19 i czasowym zamykaniem sklepów stacjonarnych. Black Friday zmienia się więc w Black November.

Jak wynika z raportu „Światowy Barometr cenowy” opublikowanego przez firmę Deloitte, obniżki podczas Black Friday mają charakter symboliczny. Pomiędzy 22 a 29 listopada różnica w obniżonych cenach produktów wyniosła średnio cztery procent. W 2018 roku było to zaledwie 3,5 proc., dwa lata wcześniej tylko 1,3 proc. W tym samym czasie średni wzrost cen wyniósł około trzech procent, czyli wartość koszyka podczas Black Friday zmalała o jeden punkt procentowy. Warto wspomnieć też o tym, że wiele sklepów podnosi ceny tuż przed wyprzedażami, aby obniżyć je albo do poprzedniego, albo minimalnie niższego pułapu cenowego.

Od kilku lat coraz więcej organizacji nagłaśnia problemy, które generują wyprzedażowe akcje typu Black Friday czy Cyber Monday. Jedną z nich jest Fashion Revolution, która każdego roku prowadzi kampanię edukacyjną, mającą na celu uświadamianie konsumentom, w jaki sposób ograniczyć ilość niepotrzebnych zakupów i jak kupować odpowiedzialnie oraz świadomie. Jednocześnie zwraca uwagę na skalę problemu nadprodukcji w przemyśle odzieżowym.

Zakupowy haj trwa krócej niż jeden dzień

W 2019 roku Polacy przeznaczyli na zakupy podczas Black Friday ponad 2,3 miliarda złotych. Jak wynika z raportu Krajowej Izby Rozliczeniowej, która obsługuje płatności internetowe, w tym okresie polscy konsumenci wydali na zakupy średnio 44 proc. więcej niż w roku poprzednim. Czy zawsze były to zakupy potrzebne i przemyślane? Badanie Greenpeace z 2017 roku pokazuje, że kupujemy za dużo ubrań, których nie potrzebujemy i z których nie korzystamy. Ponad połowa respondentów przyznała, że zakupowa ekscytacja mija jeszcze tego samego dnia, a na jej miejscu pojawia się „moralny kac”, związany z niepotrzebnymi wydatkami. Listopadowa kampania polskiego oddziału Fashion Revolution pod hasłem #niekupujemocjami, zwraca uwagę na intencje oraz emocje, które stoją za naszymi konsumenckimi wyborami. Pokazuje, jak być świadomym i bardziej rozważnym kupującym, podpowiada, w jaki sposób odświeżyć swoją garderobę, bez kupowania nowych rzeczy. Zebrane pod hasłem Haulternative działania, takie jak kupowanie ubrań z drugiej ręki, moda vintage, swapping, wypożyczalnie odzieży, naprawianie i upcyklingowanie, mogą być skutecznym antidotum na nadmierną konsumpcję.

(Fot. Fashion Revolution Poland) (Fot. Fashion Revolution Poland)

GreenFriday i WhiteMonday: marki coraz częściej bojkotują listopadowe święto zakupów

Zarówno liderzy przemysłu odzieżowego, jak i wpływowi influencerzy w social mediach coraz częściej zachęcają do świadomego podejścia do konsumpcji modowej:  inwestowania w modę vintage, kupowanie jakośćiowych ubrań, sięgania po ubrania z drugiego obiegu, większą dbałości o posiadaną odzież oraz naprawianie zamiast wyrzucania. Z kolei marki odzieżowe większą uwagę kierują na zrównoważony rozwój, trwałość i jakość produkowanej przez siebie odzieży.

W kontrze do Black Friday i Cyber Monday pojawiły się też alternatywne „święta”, które zwracają uwagę na powyższe problemy. Inicjatywa Światowego Dnia Bez Zakupów, która narodziła się w Kanadzie w 1992 roku, jest dziś popularna na całym świecie. Konsumencki sprzeciw można wyrazić na wiele sposobów: od powstrzymania się od zakupów, angażowanie w rozmaite działania edukacyjne albo nawet refleksją nad tym, jak i gdzie kupujemy najczęściej. Z roku na rok coraz więcej marek wspiera i angażuje się w takie kampanie. Marka REI już od pięciu lat bojkotuje Black Friday i w ostatni piątek listopada zamyka swoje stacjonarne sklepy, pracowników wysyła na płatny urlop, natomiast swoich klientów zachęca do wzięcia udziału w ekologicznych akcjach. Patagonia przeznacza zarobione między Black Friday a 31 grudnia pieniądze na wsparcie organizacji ekologicznych. W zeszłym roku IKEA zainicjowała akcję „Na dłużej”, podczas której zachęcała do naprawiania i dbania o rzeczy, które już posiadamy.

Green Friday to pomysł hiszpańskiej agencji El Hervidero de Ideas, która wspiera organizacje ekologiczne, mający na celu zwrócenie uwagi na modę etyczną i zachęcanie konsumentów do wybierania produktów wytwarzanych z poszanowaniem ludzkiej godności i środowiska. Alternatywne akcje, takie jak WhiteMonday, GreenWeekend czy GreenFriday, pokazują, że nie trzeba bojkotować nowych ubrań, ale warto zostać świadomym i bardziej uważnym konsumentem: żądać lepszej jakości ubrań oraz lepszych warunków życia dla osób, które je szyją. Domagać się tego, aby każdy produkt, który zdecydujemy się kupić i nosić, został wyprodukowany godnie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

Krok w Dobrą Stronę. Marka CCC wprowadziła szereg proekologicznych działań

Daria Biedrzycka, Nat Budzyńska. (Fot. materiały prasowe)
Daria Biedrzycka, Nat Budzyńska. (Fot. materiały prasowe)
Marce CCC proekologiczne działania nie są obce już od dawna. Tym razem premierze najnowszej kolekcji "Go For Nature" na sezon wiosna-lato 2021 towarzyszyły akcje pod hasłem #LetsCareWithCCC: panele dyskusyjne o ochronie środowiska, powstanie muralu w Warszawie i filmiki o ekologicznym życiu.

Działania CCC to bez wątpienia krok w dobrą, ekologiczną stronę. Firma od dawna wdraża proekologiczne działania. Wszyscy dostawcy przestrzegają kodeksu postępowania zgodnego z prawami człowieka, poszanowaniem środowiska naturalnego i zakazem wykorzystania szkodliwych substancji. 90 proc. odpadów z produkcji poddawanych jest recyklingowi. Zamiast plastikowych toreb używane są papierowe i ekologiczne opakowania, a w tegorocznej akcji „Daj swoim butom drugie życie” zebrano 10 ton obuwia. Najnowsza kolekcja „Go For Nature” oraz towarzyszące jej premierze akcje specjalne promowane były pod hasłem #Let’sCareWithCCC.

Kolekcja Go For Nature w sprzedaży pojawiła się w sezonie wiosna-lato 2021. Powstała z wykorzystaniem materiałów z recyklingu oraz z dbałością o optymalizację zużycia energii i wody. Zostały oznaczone trzema etykietami: Leather Working Group (wytwórcy dochowują najwyższej staranności w całym procesie produkcji), Water Based Pu oraz Recycled Plastic Bottles. Niektóre modele sneakersów Sprandi w 50 proc. wykonano z butelek PET poddanych recyklingowi.

Kuba Kulesza. (Fot. materiały prasowe)Kuba Kulesza. (Fot. materiały prasowe)

Marta Siniło. (Fot. materiały prasowe)Marta Siniło. (Fot. materiały prasowe)

Natalia Kusiak. (Fot. materiały prasowe)Natalia Kusiak. (Fot. materiały prasowe)

Premierze towarzyszyły akcje wspierające. W mediach społecznościowych CCC pojawiły się filmiki z udziałem influencerów. Dominika Rejestruje nagrała wideo z przepisem na ekologiczne środki czystości. Rozkoszny podał przepis zero waste na zielony koktajl z bananem, a następnie curry ze skórkami z banana pozostałe z koktajlu oraz risotto ze szparagami na bulionie z końcówek szparagów. Krzysiek Rzyman, Natalia Kusiak i Jagna Niedzielska podzielili się sposobami na ekologiczne działania na co dzień, a Kuba Kulesza pokazał, jak segreguje śmieci.

W inicjatywie Sprzątanie lasu nad Wisłą w Warszawie uczestniczyli, m.in. joginka Karolina Erdmann, modelka Gosia Guzowska, stylistka Daria Biedrzycka i model Mariusz Jakubowski.

Inicjatywa sprzątanie lasu nad Wisłą w Warszawie. (Fot. materiały prasowe)Inicjatywa sprzątanie lasu nad Wisłą w Warszawie. (Fot. materiały prasowe)

W centrum Warszawy powstał też mural stworzony przez Beatę „Barrakuz” Śliwińską z wykorzystaniem farb fotokatalitycznych, które oczyszczają powietrze. Obok umieszczono recyklomat na butelki PET – wrzucenie butelki uaktywnia iluminację LED. Po recyklingu z butelek powstają, m.in. długopisy, zabawki, namioty, czy meble ogrodowe, a także poliester do produkcji czapek, szalików i toreb z linii Go For Nature CCC.

Działania zwieńczył panel dyskusyjny o zrównoważonym rozwoju z udziałem Jagny Niedzielskiej (#bezresztek), Krzyśka Rzymana, zajmującego się ideą less waste, i aktywistki klimatycznej Arety Szpury.

  1. Styl Życia

Fotograf przyrody Paweł Kreft: "Zamiast kolekcjonować kilometry, skup się na wrażeniach"

– Zdjęcia trzeba robić przede wszystkim z poszanowaniem przyrody. Spokój i bezpieczeństwo zwierząt są ważniejsze od najlepszego ujęcia – mówi fotograf przyrody Paweł Kreft. (Fot. Paweł Kreft)
– Zdjęcia trzeba robić przede wszystkim z poszanowaniem przyrody. Spokój i bezpieczeństwo zwierząt są ważniejsze od najlepszego ujęcia – mówi fotograf przyrody Paweł Kreft. (Fot. Paweł Kreft)
Zamiast kolekcjonować kolejne kilometry, skup się na wrażeniach – mówi fotograf przyrody Paweł Kreft. W poszukiwaniu zwierzęcych modeli zwiedza różne regiony Polski, jednak spokój i poczucie szczęścia daje mu każda wizyta w lesie.

Nastolatki zazwyczaj robią selfie, ty ruszałeś w drogę o świcie, by fotografować ptaki... Skąd ten pomysł?
Przyrodę widziałem częściej niż swoje lustrzane odbicie. To żart, ale dużo w nim prawdy. Wychowywałem się w małej miejscowości na Kaszubach. Mój tata jest leśniczym, więc wspólne wyprawy do lasu były codziennością. Przekazał mi ogrom wiedzy, a co najważniejsze, dzięki niemu zdobyłem doświadczenie i obycie z dziką przyrodą. Babcia uczyła mnie życia w zgodzie i harmonii z naturą, pasjami oglądała ze mną filmy przyrodnicze. Wciąż mam w pamięci stop-klatki wielu z nich i magiczny głos Krystyny Czubówny. Od mamy natomiast dostałem w genach wrażliwość. To chyba brzmi jak przepis na fotografa przyrody.

Pamiętasz swoje pierwsze zdjęcie?
Więcej, wciąż pamiętam te emocje, kiedy pierwszy raz wyciągnąłem z pudełka nowiutką lustrzankę. Miałem wtedy 13 lat. Aparat co prawda tata kupił dla siebie, ale nigdy go nie użył. Natychmiast pobiegłem z nim nad pobliskie jezioro, gdzie udało mi się sfotografować odlatujące żurawie. Po powrocie do domu zacząłem szukać w Internecie informacji na temat fotografii przyrodniczej, inspiracji, wskazówek. Tak trafiłem na galerię Czarka Korkosza, który do dziś jest moim mentorem. Wyjaśniał mi nie tylko kwestie techniczne, ale także moralne i duchowe. To ważne, bo zdjęcia trzeba robić przede wszystkim z poszanowaniem przyrody. Spokój i bezpieczeństwo zwierząt są ważniejsze od nawet najlepszego ujęcia. Dlatego do kolejnych wypraw podchodziłem już bardziej taktycznie. Na łące nieopodal domu wybudowałem kryjówkę, wchodziłem do niej godzinę przed wschodem słońca, a opuszczałem tuż przed lekcjami. W pewien zimowy poranek udało mi się w ten sposób sfotografować myszołowy. To było moje pierwsze profesjonalne zdjęcie.

Czujność i szybka reakcja to w świecie dzikiej przyrody być albo nie być, dlatego zwierzęta mają niezwykle wyostrzone zmysły. Chyba niełatwo je podejść?
Tropienie zwierząt wymaga wiedzy, odpowiedniego sprzętu, sprytu i... szczęścia. Ruszam w drogę godzinę lub dwie przed świtem, ale zanim wejdę do lasu, ustalam kierunek wiatru, to on determinuje wszystkie moje działania. Nie mogę iść zgodnie z nim, bo zwierzyna szybko mnie zwietrzy i ucieknie. Ale kiedy ustawię się pod wiatr, są duże szanse na to, że uda mi się podejść blisko nawet najbardziej płochliwych saren czy jeleni. Zazwyczaj mam na sobie specjalny strój maskujący, nazywany także snajperskim, dzięki któremu idealnie wtapiam się w otoczenie. Wyglądam w nim jak leśny krzak. Najważniejsze jest zasłonięcie twarzy, bo to jej widoku dzikie zwierzęta boją się najbardziej.

Fot. Paweł KreftFot. Paweł Kreft

Kiedy robię zdjęcia z tak zwanej zasiadki, jestem ukryty za siatką maskującą, którą rozwieszam we wcześniej upatrzonym miejscu. Natura jest jednak nieprzewidywalna. Bywa, że wbrew moim oczekiwaniom, zwierzęta pojawiają się z zupełnie innej strony i muszę szybko improwizować. Gorzej, jeśli nagle zmieni się kierunek wiatru, a to często się zdarza o wschodzie słońca. Wtedy w jednej chwili mogę zostać zdemaskowany przez zwierzynę i plany na cały dzień legną w gruzach.

Natura weryfikuje wszelkie oczekiwania, to ona rozdaje karty. Czy to nie jest frustrujące?
Fotografowanie przyrody uczy pokory, cierpliwości i akceptacji zdarzeń. Staram się niczego nie planować, ale w praktyce bywa różnie. Często siedząc w lesie bezowocnie kilka godzin, czuję podenerwowanie i niecierpliwość, w głębi duszy, zaczynam wymagać od przyrody, żeby dała mi okazję do zrobienia zdjęcia. Czasami uciera mi nosa, ale bywa też, że pozytywnie mnie zaskakuje. To są chyba najbardziej magiczne momenty, z których powstają najlepsze zdjęcia.

Masz jakieś konkretne na myśli?
Tak, fotografię jelenia, którą nazwałem „Złote serce”. Zdobyła pierwszą nagrodę w XIX edycji konkursu Leśne Fotografie organizowanego przez Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Krośnie i zapoczątkowała cykl niezwykłych wydarzeń w moim życiu. Dokładnie pamiętam dzień, w którym zrobiłem to zdjęcie. Był wrzesień, rykowisko, a w lesie nic się nie działo. Zacząłem modlić się do św. Franciszka, patrona przyrodników. Często to robię, ale tym razem poprosiłem, aby dał mi jakiś znak, że to czekanie ma sens. Nic się jednak nie wydarzyło. Dopiero kiedy wracałem do samochodu, drogę przebiegła mi spłoszona chmara jeleni. Było ich co najmniej trzydzieści. Na końcu pojawił się On! Powoli, niezwykle dostojnie wyszedł na drogę przepiękny byk, samiec jelenia. Zatrzymał się jakieś piętnaście metrów ode mnie i spojrzał w moją stronę. Zrobiłem mu trzy zdjęcia. Kiedy w domu zgrywałem je na komputer, zauważyłem, że byk stał w cieniu, a przebijające się przez konary drzew słońce oświetliło dokładnie jego serce. To było absolutnie mistyczne przeżycie.

Matka natura potrafi czynić cuda.
Bez wątpienia, tym bardziej że ta historia ma ciąg dalszy. Rok później o tej samej porze znów fotografowałem rykowisko jeleni. Rano podchodziłem do ostatniego ryczącego byka, ale teren był trudny, ryzyko, że go spłoszę duże, a szanse na zdjęcie niewielkie. Zatrzymałem się kilkanaście metrów od niego, widziałem nogi zwierzęcia i słyszałem porykiwanie. Nagle byk zaczął iść w moją stronę. Chyba zaintrygował go dźwięk migawki. Podchodził coraz bliżej i bliżej, był na wyciągnięcie ręki, autofokus w aparacie z trudem łapał ostrość. Jestem pewny, że wyczuł już moją obecność, mimo to zupełnie się nie bał. A przecież to z natury bardzo płochliwe zwierzęta. Największy dreszcz emocji poczułem jednak wtedy, gdy uświadomiłem sobie, że wydarzyło się to dokładnie w rocznicę spotkania ze Złotym sercem.

Przyroda wciąż zadziwia i zachwyca, nawet jeśli obcuje się z nią tak często jak ty?
Dzikich miejsc i lasów ubywa, ich kosztem rozbudowujemy miasta i osiedla. Dlatego kiedy tylko jest okazja, warto podziwiać przyrodę, cieszyć się każdą minutą jej bliskości. Nie jestem pod tym względem ideałem, bywa, że bieżące sprawy przysłaniają mi piękno natury, a media społecznościowe odwracają od niej uwagę. Uwielbiam jednak te dni, kiedy las wygrywa ze wszystkim i pochłania mnie całkowicie. Tak się dzieje zawsze jesienią, w czasie rykowiska. Jest wtedy magia w lesie.

Czasem, żeby spełnić marzenia, trzeba wyruszyć w podróż. Jaka była twoja?
Pojechałem w Bieszczady z nadzieją, że uda mi się sfotografować niedźwiedzia brunatnego. Długo chodziłem po tamtejszych lasach, zrobiłem mnóstwo fantastycznych zdjęć z wyjątkiem tego najważniejszego. Dzień po swoich urodzinach dostałem jednak od przyrody wymarzony prezent – udało mi się zrobić to zdjęcie. Na pewno często będę wracał w Bieszczady, bo wciąż czuję niedosyt i już tęsknię za tamtymi emocjami.

Fot. Paweł KreftFot. Paweł Kreft

Jakie miejsca jeszcze masz do odkrycia?
W zeszłym roku wyjechałem do Norwegii z grupą trekkingową. Każdego dnia pokonywaliśmy 40 km wzdłuż wybrzeża. Wyjątkowo nie fotografowałem wtedy zwierząt, a ludzi i krajobrazy. To była niezwykle inspirująca przygoda, która pozwoliła mi nieco zmienić perspektywę. Skandynawia to zdecydowanie kierunek, którym chciałbym w przyszłości podążać. Ale marzą mi się wyprawy jeszcze dalej, na koło podbiegunowe, Syberię. A także do Szkocji i Nowej Zelandii na rykowiska jeleni. Planów jest sporo.

Podróżujesz, by być bliżej przyrody. Tymczasem z badań przeprowadzonych przez ekolożkę i botaniczkę Martę Jermaczek-Sitak wynika, że ludzie tolerują obecność dzikich zwierząt, takich jak rysie, wilki czy niedźwiedzie, pod warunkiem że znajdują się... ponad 30 kilometrów od nich. Tęsknimy za dzikością, ale jednocześnie się jej boimy. Widzisz wyjście z tej sytuacji?
Boimy się, tego, czego nie znamy, dlatego trzeba edukować nie tylko dzieci, ale także dorosłych, którzy większą część życia spędzają teraz z dala od natury. Żeby zakochać się w przyrodzie, trzeba poznać ją osobiście, wyruszyć do lasu, odkrywać go, oswajać stopniowo. Liczy się nie cel, ale droga sama w sobie. Zamiast kolekcjonować kolejne kilometry, skup się na wrażeniach. Widzisz miejsce, w którym są ślady obecności zwierząt? Zatrzymaj się, usiądź, popatrz, nie licz czasu. Spędź tam godzinę, dwie, trzy, w ciszy i spokoju obserwuj otoczenie, są duże szanse na to, że zobaczysz coś niezwykłego. I zamiast strachu poczujesz szacunek.

Nie boisz się czasem?
Kilka lat temu kiedy chmara jeleni biegła w moją stronę, instynktownie wyskakiwałem z kryjówki i uciekałem. Teraz już bym tego nie zrobił. Strach staram się zastępować zdrowym rozsądkiem. Nie szarżuję, ale też nie panikuję. Ile razy w roku słyszymy o tym, że dzikie zwierzęta skrzywdziły człowieka? One boją się nas bardziej niż my ich. Nawet z pozoru groźne niedźwiedzie czy wilki unikają kontaktu z ludźmi. Spotkanie ich oko w oko w naturze to marzenie chyba większości fotografów przyrody. Trzeba jednak mieć olbrzymie szczęście i doświadczenie, by się spełniło.

A czym dla ciebie są podróże do lasów? To już praca czy wciąż pasja?
Nie wyobrażam sobie życia bez tego. Im jestem starszy, tym bardziej potrzebuję lasu i częściej chcę w nim być sam. Uciekam do niego, gdy muszę podjąć jakąś decyzję, coś przemyśleć, przeżyć. Kiedy pracuję, często fotografuję od świtu do zmierzchu, tracę rachubę czasu. Bywa, że wychodzę przed wschodem słońca, wracam do domu przed południem, a wieczorem ponownie ruszam do lasu. Za każdym razem, kiedy tam jestem, czuję się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Paweł Kreft, fotograf dzikiej przyrody, kompozytor, wokalista, autor tekstów, absolwent Szkoły Muzyki Nowoczesnej we Wrocławiu Facebook: @kreftphoto, Instagram: @pkreft_wildlife.

  1. Zdrowie

O czym szumią zioła

Ruta Kowalska:
Ruta Kowalska: "Moją misją jest wielki powrót ziołolecznictwa. Marzę, aby każdy/a z nas posiadł/a podstawową wiedzę o roślinach, aby samodzielnie i bezpiecznie stosować je we własnym domu."(Fot. archiwum prywatne)
Ruta Kowalska, dyplomowana zielarka, autorka podręcznika „O czym szumią zioła” i kajetu wielkiej urody „Receptariusz ziołowy” zaprasza do magicznego świata roślin i odkrywania ich niezwykłych właściwości. Na swoim blogu oraz Instagramie „Zioła w pełni” dzieli się zielarską wiedzą, pokazuje innym jak zaprzyjaźnić się z roślinami i korzystać z ich dobrodziejstwa.

W jeszcze nie tak odległych czasach nieomal każda roślina była otoczona nimbem boskości i darzona szacunkiem. Wraz z rozwojem nauki i technologii zaczęłyśmy tracić przekazywaną z pokolenia na pokolenie wiedzę, a dziś dla wielu osób zioła to po prostu popularne przyprawy jak oregano czy tymianek. Czym dla ciebie są zioła i czy były obecne w twoim życiu już wcześniej?
Od dziecka jestem zafascynowana roślinami. Trudno zliczyć ile czasu spędziłam w towarzystwie tych milczących, zielonych istot. Poznawanie ich wszystkimi zmysłami, dzielenie z nimi czasu ma w sobie coś z wtajemniczenia, inicjacji. Spotkanie twarzą w kwiat. Twarzą w liść. Twarzą w owoc.

Zioła są dla mnie czymś doskonałym samym w sobie. To dużo więcej niż potencjalne lekarstwo, chociaż to, że nas leczą jest dla mnie czymś niesamowitym. Nie chcę patrzeć na nie jedynie w sposób użytkowy. Tak jak w Twoim przykładzie o torebce z przyprawami. Nie wystarczy mi dodać suszu do potrawy, aby polepszyć jej smak. Chcę zobaczyć daną roślinę na żywo, poczuć fakturę jej liści, dowiedzieć się jakie ma wymagania glebowe – co mogę zrobić, aby było jej dobrze np. w moim ogrodzie. Sięgam też głębiej, dociekam jak rośliny troszczą się o siebie nawzajem i komunikują między sobą. Dlatego kiedy nauka, która w naszej zachodniej kulturze jest bogiem, potwierdza to, co czułam intuicyjnie od dziecka odczuwam wielką radość. I mimo, że burzy to skrupulatnie budowaną od wieków hierarchię świata, to czuję, że nadejdzie czas, kiedy rośliny będą miały własne prawa. Podobnie jak zwierzęta, o czym przecież naszym przodkom nawet się nie śniło.

Codziennie jestem w bliskim kontakcie z roślinami. Czuję ogromną wdzięczność za to, że mieszkam na odludziu i wystarczy wyjść z domu, aby zanurzyć się w zielonym świecie. Rośliny są dla mnie jak bliscy przyjaciele. Bo jeśli od kilkunastu lat codziennie głaszczę korę rosnących wokół mojego domu drzew, obserwuję ich zmagania się z mrozami czy wiatrem, patrzę jak zmieniają się w rytmie pór roku, to czuję więź. Tak samo w ogrodzie, gdzie doglądam rosnących ziół, czy na łąkach wokół domu, gdzie znam każdy spłachetek ziemi. Mam tylko wątpliwości czy ta więź jest obopólna. Rośliny znakomicie mogą się bez nas obyć. Dzięki fotosyntezie są autonomicznymi, samowystarczalnymi istotami. To my ich potrzebujemy, a nasze życie nie mogłoby bez nich istnieć.

Zioła wykorzystywano nie tylko w obrzędach religijnych i magicznych rytuałach, pełniły one bardzo ważną funkcję w codziennym życiu. Znajomość ich właściwości mogła ratować albo odbierać życie, dlatego wiedza na ich temat była tak cenna. Gdzie ty zaczęłaś swoje poszukiwania na temat ziół oraz ich magicznych i leczniczych właściwości? I kiedy poczułaś, że chcesz dzielić się swoją wiedzą z innymi?
Jako dziecko mogłam godzinami obserwować przyrodę zachwycając się całym tym bogactwem. Dopiero potem poczułam potrzebę nazywania, porządkowania, przypisywania roślinom określonych właściwości. Chciałam wiedzieć jakim zielonym bandażem można opatrzyć ranę podczas leśnych wędrówek, co można zjeść, a czego lepiej unikać, jak wspomóc się przy niestrawności czy w przeziębieniu. Na moim regale pojawiało się coraz więcej książek o ziołach. Nieustannemu czytaniu towarzyszyły częste wyprawy w teren, bo odczuwam jakąś pierwotną, ciągłą potrzebę bycia na świeżym powietrzu, w ruchu, chodzenia po chaszczach.

Zawsze byłam mocno ukierunkowana i zdaję sobie sprawę, że dla niektórych osób może to być zaskakujące, ale już jako 6-letnie dziecko wiedziałam, że chcę mieszkać na wsi i żyć blisko ziemi.

Cała moja formalna edukacja związana jest z przyrodą. Ukończyłam studia magisterskie na kierunku biologia na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. W ostatnich latach, bo wcześniej niestety nie było takich możliwości, ukończyłam roczny kurs zawodowy „Zielarz-Fitoterapeuta”, studia podyplomowe „Zioła w profilaktyce i terapii” na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu oraz „Zioła i nutraceutyki – ich znaczenie dla gospodarki i zdrowia” na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Obecnie uczestniczę w rocznym kursie „Fitoterapia szczegółowa” prowadzonym przez dr. H. Różańskiego.

Ziołolecznictwo to nauka ścisła i takie podwaliny, szeroka wiedza biologiczna i chemiczna są bardzo istotne. Równolegle wciąż uczę się sztuki zielarskiej na najlepszym uniwersytecie. Stworzonym ręką Natury. Na łąkach, polach, w lasach.

Pierwsze warsztaty przyrodnicze zaczęłam robić jeszcze podczas studiów, potem skupiłam się na ziołowych. Bardzo wierzę w moc edukacji. W to, że kropla drąży skałę.

Moją misją jest wielki powrót ziołolecznictwa. Marzę, aby każdy/a z nas posiadł/a podstawową wiedzę o roślinach, aby samodzielnie i bezpiecznie stosować je we własnym domu.

„Zioła w pełni” to nazwa nieprzypadkowa, oprócz istotnych w twoim życiu roślin pojawia się też element lunarny. Jaka jest rola księżyca w tym, czym zajmujesz się na co dzień?
„Zioła w Pełni” to nie tylko nazwa mojej firmy i bloga na którym snuję ziołowe opowieści, ale również odzwierciedlenie tego, co jest dla mnie ważne. Pełnia to dla mnie stan, w którym niczego nie brakuje. Całkowitej harmonii i poczucia obfitości na każdym poziomie życia.

Księżyc odgrywa w moim życiu dużą rolę. Zarówno ja, jak i uprawiane przeze mnie rośliny żyjemy w jego rytmie. Bardzo bliska jest mi idea rolnictwa biodynamicznego, a kalendarz księżycowy autorstwa Marie Thun to mój zaufany doradca. Zawsze mam go na podorędziu. Podpowiada mi jak pielęgnować rośliny, kiedy najlepiej siać, przycinać je, zbierać plon.

Księżyc kiedyś nazywany był miesiącem, a stąd już tylko krok do miesiączki. Od kilkunastu lat przyglądam się temu jak pięknie mój cykl menstruacyjny współgra się z rytmem Księżyca. Opowiadam o tym na warsztatach na temat zdrowia kobiet, kiedy pierwszego dnia zasiadamy w Ziołowym Kręgu Kobiet. Okazuje się, że większość kobiet odkrywa wtedy tę niesamowitą synchroniczność.

Z fascynacją obserwuję jak wpływają na mnie poszczególne fazy Księżyca. Jeżeli Księżyc ma tak potężny wpływ na oceany, to musi mieć też wpływ na nasze ciała, które w większości są zbudowane z wody. Nów to czas skupienia się na sobie, wejścia w ciemność, zasiewania ziaren. Pełnia to moment spełnienia, celebrowania życia i dziękczynienia. Zdaję sobie sprawę, że część ludzi, szczególnie w miastach, zamkniętych w blokach zapomina o spoglądaniu w niebo, dlatego mój ziołowy newsletter wysyłam w nów i pełnię. Czasem czytelniczki piszą mi, że przypominam im przy okazji o tym, co dzieje się na niebie.

Kolejnym księżycowym motywem jest to, że dawniej niektóre zioła zbierano przy pełni ufając, że w tym czasie ich lecznicza moc jest najpotężniejsza. Idea ta mocno mnie porywa, dlatego wzorem naszych przodkiń zdarza mi się wykopywać korzenie ziół w srebrnym blasku Księżyca. Ogarnia mnie wtedy poczucie wspólnoty, zielarskiego siostrzeństwa z tymi, które były przede mną, a z którymi łączy mnie zielona nić porozumienia.

Zioła od początku pełniły ważną funkcję w różnego rodzaju rytuałach. Które rośliny i jakie rytuały są dla ciebie szczególnie ważne?
Nie mogłoby w moim życiu obyć się bez rytuałów związanych z Księżycem. Każdego miesiąca celebruję pełnię sporządzając eliksir księżycowy. Ruszam na łąki, do lasu i zbieram sezonowe zioła. Zimą są to szyszki, kawałki kory, jakieś zapomniane przez ptaki owoce np. berberysu, dzikiej róży. Kryształową karafkę, schedę do mojej babci wypełniam ziołami, zalewam zimną wodą i zostawiam na całą noc. Rano wypijam chłodny, delikatny macerat czemu zawsze towarzyszy jakaś intencja, ale i wdzięczność za wszystko co w życiu otrzymuję. To ostatnie jest bardzo ważne, bo w wirze codziennych zajęć często zapominam o docenianiu tego, co się wydarza, o celebracji każdego dnia, tak jakby był ostatnim. Marzy mi się, aby sporządzanie eliksirów księżycowych stało się powszechne. Wyobraź sobie, że przed pełnią na okiennych parapetach, jak kraj długi i szeroki królują buteleczki, flakoniki i fiolki z ziołami.

Podczas nowiu palę ognisko, aby rozświetlić ciemność nocy, ale również tę w sobie. Spotykają się wtedy wszystkie żywioły – woda, bo miejsce na ognisko jest nad stawem, powietrze bez którego ogień nie mógłby zapłonąć, ziemia.

Bardzo ważny jest też dla mnie rytuał wdzięczności wobec roślin. Proszenia o możliwość skorzystania z ich leczniczych mocy. Zauważyłaś, że w większości przypadków, aby zebrać jakąś roślinę, trzeba przed nią przyklęknąć, pokłonić się? Czuję, że nie bez powodu. Mam taką zasadę i tego uczę na moich warsztatach: Najpierw zaprzyjaźnij się z rośliną, a dopiero potem poproś o coś dla siebie. Weź jedynie tyle, ile potrzebujesz i nie zapomnij podziękować ziołom, że możesz czerpać z ich dobrodziejstw.

Głęboki szacunek do roślin to dla mnie podstawa. Musi istnieć równowaga między braniem a dawaniem. Korzystam z ziół, ścinam je, ale w ramach zadośćuczynienia co roku sadzę drzewa, pielęgnuję łąkę kwietną, nie stosuję żadnych pestycydów w ogrodzie, dbam o bioróżnorodność w moim najbliższym sąsiedztwie.

Ruta Kowalska (Fot. archiwum prywatne)Ruta Kowalska (Fot. archiwum prywatne)

Ziołolecznictwem od zarania wieków zajmowały się kobiety, matki przekazywały córkom wiedzę, którą otrzymały od swoich przodkiń. Dzisiaj ty pełnisz rolę takiej przewodniczki po świecie roślin i zapraszasz kobiety na prowadzone przez siebie warsztaty. Czy możesz opowiedzieć jak wyglądają takie spotkania, czego uczysz i jak na czym polega poznawanie ziół od podstaw?
Wierzę, że ziołolecznictwo to nasza kobieca spuścizna, że w naszych sercach, krwi i kościach zapisana jest wiedza przodkiń. Nasza herstoria mocno splata się z pędami roślin. Dawniej większość kobiet, szczególnie tych mieszkających daleko od miast posiadała jakąś podstawową wiedzę na temat roślin leczniczych.

Moje warsztaty robię w duchu głębokiego poszanowania i wrażliwości na to, co daje nam natura. Na warsztatach „O czym szumią zioła” przekazuję wiedzę na temat podstaw ziołolecznictwa, prawidłowego sporządzania preparatów galenowych: naparów, wywarów, odwarów, nalewek, intraktów, maści, wyciągów na winie, wyciągów glicerynowych czy olejowych. Użycie prawidłowego rozpuszczalnika ma kolosalne znaczenie, tylko mając odpowiednia wiedzę fitochemiczną może przygotować skuteczny preparat ziołowy. Mówię o etyce zbioru, uczę jak prawidłowo zbierać i suszyć zioła, opowiadam dużo o substancjach czynnych w roślinach, bezpieczeństwie stosowania ziół, lokalności i sezonowości. Nie może się oczywiście obyć bez zajęć terenowych. Spotkania z roślinami na żywo są niezmiernie ważne. Po zajęciach często uczestniczki opowiadają mi, że przypomniały sobie, że przecież w dzieciństwie babcia pokazywała im kwitnące podbiały czy świetliki, albo jak sporządzić syrop ziołowy.

Warsztaty „Po zioła. Po moc” dedykowane są zdrowiu kobiet. Podoba mi się to określenie „po moc” - tylko jeśli jesteś w swojej mocy możesz sobie pomóc. Te warsztaty zaczynamy Ziołowym Kręgiem Kobiet. To otwiera uczestniczkom serca i buduje poczucie wspólnoty, które będzie nam już towarzyszyło do końca warsztatów. Rozmawiamy o trzech etapach życia kobiety – Białej Bogini (dojrzewanie), Czerwonej Bogini (kobieta płodna, matka) oraz Czarnej Bogini (kobieta po menopauzie, mądra). Oczywiście wszystko w kontekście ziół.

Dzielę się naukową wiedzą m.in. o tym jak możemy wesprzeć się ziołami w zespole napięcia przedmiesiączkowego, przy bolesnych, obfitych lub skąpych miesiączkach, stanach zapalnych narządów płciowych, przy mięśniakach, torbielach, podczas połogi i laktacji, czy w okresie klimakterium. Te spotkania są bardzo intensywne, chcę przekazać jak najwięcej wiedzy, ale teorii towarzyszy też praktyka – każda z uczestniczek przygotowuje dla siebie po kilkanaście różnych ziołowych remediów. Ich sporządzaniu zawsze towarzyszy dużo radości i poczucia wspólnoty.

Wiosna to czas nowego początku, nowego cyklu życia. To na pewno również bardzo ważny moment w życiu zielarki. Na jakie zioła warto zwrócić szczególną uwagę w tym czasie?
Uwielbiam wczesną wiosnę, kiedy przyroda, ale i moje ciało budzą się do życia. To doskonały czas na zbiór ziołowych korzeni i kłączy, które najlepiej wykopać jeszcze przed rozpoczęciem wegetacji. W tym czasie ilość nagromadzonych w nich substancji leczniczych jest największa.

O tej porze możemy też zbierać korę i gałązki z drzew. Najlepiej zrobić to, wraz z ruszeniem wegetacji. Kiedy rozpoczyna się intensywny wzrost roślin między korą a drewnem tworzy się warstwa młodych komórek twórczych, luźno z nimi złączona, co ułatwia oderwanie kory. Najlepiej zbierać ją podczas przecinek z młodych, gładkich, kilkuletnich gałązek o grubości około 3-4 cm, a nie z żywego drzewa.

Wiosna to też doskonały czas na zbieranie pączków drzew i krzewów. W fitoterapii wyodrębniono nawet specjalny dział im poświęcony - gemmoterapię. Pączki pozyskuje się w różnych fazach wzrostu: od całkowicie zamkniętych po częściowo otwarte z widocznymi rozchylającymi się listkami, ale wciąż jeszcze u dołu otulonymi brązowymi łuskami. Wczesną wiosną możemy też zbierać pierwsze kwiatostany np. olchy, leszczyny czy żółto kwitnącego podbiału.

Bardzo popularny jest też zbiór soku z brzozy zwanego oskołą. Ja osobiście go nie pozyskuję. Czuję, że ten cenny w substancje odżywcze płyn należy do drzewa, jest niczym życiodajna krew, której dopływ zapewnia mu dobry start na wiosnę, witalność i doskonałą kondycję. Nierozważnie i rabunkowo prowadzony zbiór soku naraża zdrowie drzew, może prowadzić do infekcji grzybowych, osłabienia, a nawet obumarcia drzewa.

Wczesne zapisy o zastosowaniu ziół pojawiły się już na babilońskich glinianych tabliczkach pochodzących z 3000 r. p.n.e. Ty również postanowiłaś usystematyzować i skatalogować posiadaną wiedzę o ziołach i tak powstały twoje dwie książki „O czym szumią zioła” i „Receptariusz ziołowy”. Od której warto zacząć i co w nich znajdziemy?
W pierwszej kolejności mocno zachęcam do przeczytania liczącej 416-stronic książki „O czym szumią zioła”. Ta książka pęczniała we mnie jak nasiono na długo zanim ujrzała światło dziennie. Na jej pisanie i wydanie w modelu selfpublishingu poświęciłam dwa lata. Nazwałam ją podręcznikiem, bo wierzę, że jest to książka, którą zawsze warto mieć pod ręką. To esencja mojej wiedzy i kilkudziesięcioletniego doświadczenia w zakresie ziołolecznictwa. Książka, którą sama chciałabym przeczytać wiele lat temu, bo zaoszczędziłaby mi wielu poszukiwań i sporo czasu.

„O czym szumią zioła” to szczodra dawka naukowej wiedzy na temat roślin leczniczych doprawiona szczyptą historii ziół, etnobotaniki i moich własnych doświadczeń w pracy z roślinami. Zawiera niemal 300 pozycji bibliograficznych, a konsultację naukową wykonała prof. dr hab. n. farm. Irena Matławska, z Katedry i Zakładu Farmakognozji Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Oprócz rzetelności merytorycznej zależało mi, aby książka była napisana z poziomu serca, głębokiego szacunku do roślin. Przyjaznym, przystępnym językiem. To taki mój miłosny hołd dla Zielonego Świata Roślin. Niektóre czytelniczki piszą mi, że stworzyłam nowy styl – ziołowa proza poetycka.

W książce przeprowadzam przez najważniejsze tajniki ziołolecznictwa. Dużo miejsca poświęcam temu jak prawidłowo przygotowywać ziołowe remedia. Wyjaśniam na jakiej zasadzie zioła działają na nasz organizm, piszę o prawidłowym zbiorze, suszeniu ziół, o zielarskiej etyce, idei lokalności i sezonowości w pracy z roślinami, o tym dlaczego zioła świeże są bardziej skuteczne od suszonych, o bezpieczeństwie stosowania ziół. Opisuję też 25 gatunków roślin leczniczych, każdej z nich poświęcam kilkanaście stron. O kolejnych roślinach napiszę w następnych tomach, bo planuję stworzyć ziołową trylogię.

Liczący 216 stronic „Receptariusz ziołowy” to kajet wielkiej urody nie tylko do czytania, ale i samodzielnego zapisywania. Zrodzony z miłości do starych przepisów. Czułości, jaką budzą we mnie ręcznie zapisywane zeszyty z przepisami pochowane w szafkach naszych babek i mam. Można znaleźć w nim receptury na ziołowe remedia pochodzące z XIX i początków XX wieku, dowiedzieć się czym były m.in. morsele, cukrosmażki, krążki, kołaczki, zachowki. Zależało mi, aby „Receptariusz” przypominał stary kajet i aby trzymając go w dłoniach mocno czuło się ducha dawnych czasów. Czasem sobie myślę, że powinnam sprzedawać go w zestawie z gęsim piórem.

Od jakiegoś czasu zaczynamy poznawać zioła na nowo. Obserwujemy wielkie zainteresowanie naturalnymi kosmetykami, ludową medycyną, uprawiamy rośliny w przydomowych ogródkach i na balkonach. Chcemy też wiedzieć o nich coraz więcej. Jak zacząć swoją przygodę z ziołami?

Przygodę z ziołami proponuję zacząć z poziomu serca – wybrać się do lasu, na łąki, nad rzekę i po prostu pobyć z roślinami, nawiązać z nimi emocjonalną relację. Dzięki temu nie będziesz traktować ich jedynie w sposób użytkowy. Zawsze powtarzam jak mantrę, że zioła są darem, a nie towarem, a przyroda to sanktuarium a nie darmowy supermarket, gdzie można iść i zrywać bez opamiętania. Mamy teraz wiosnę i słyszę z każdej strony jak ludzie ściągają sok z drzew, często bez jakiejkolwiek refleksji nad tym, że mogą zaszkodzić drzewu, osłabić je. Przyświeca im jedynie myśl – oskoła jest zdrowa, więc wyduszę jej z drzewa dla siebie jak najwięcej.

Bardzo nie chciałabym aby powrót zainteresowania ziołami poszedł w tym kierunku - kolejnej mody, gadżetów, konsumpcji i rabunkowego podejścia do przyrody.

Następnym krokiem jest zapoznanie się z rzetelnymi opracowaniami na temat ziół, fitoterapia to nauka ścisła i ważne, aby dobrze poznać jej podstawy. Nauka rozpoznawania gatunków roślin również będzie bardzo przydatna, aby podczas zbioru nie dochodziło do pomyłek.

Ważna jest również praktyka w sporządzaniu ziołowych remediów, w dobieraniu ziół do mieszanek leczniczych itd., bo od suchej teorii jeszcze nikt zielarzem nie został.

  1. Styl Życia

Ekomisja Bartka Jędrzejaka

Bartek Jędrzejak, dziennikarz, prezenter. Autor reportaży, felietonów i cykli telewizyjnych. Laureat plebiscytu Telekamery 2021 w kategorii: prognoza pogody. Współautor serii książek edukacyjnych dla dzieci „Pogoda dla puchaczy”. (Fot. materiały prasowe)
Bartek Jędrzejak, dziennikarz, prezenter. Autor reportaży, felietonów i cykli telewizyjnych. Laureat plebiscytu Telekamery 2021 w kategorii: prognoza pogody. Współautor serii książek edukacyjnych dla dzieci „Pogoda dla puchaczy”. (Fot. materiały prasowe)
Zanim pojawiły się zdjęcia satelitarne, którymi dziś posługują się synoptycy, aurę prognozowano na podstawie obserwacji przyrody – wyjaśnia prezenter pogody Bartek Jędrzejak. To stąd wzięły się ludowe powiedzenia: „w marcu jak w garncu” czy „kwiecień plecień”.

Zauważyłem, że dzieci w mojej rodzinie wraz z wiekiem zadają coraz bardziej skomplikowane pytania o pogodę i nie zadowalają ich informacje typu, że słońce jest żołte i mocno świeci... Chcą raczej wiedzieć, czy naprawdę może kiedyś zgasnąć. Pomyślałem więc o napisaniu książki edukacyjnej i kiedy opowiedziałem o tym Marcinowi Koziołowi, który od dawna pisze dla dzieci i ma na koncie lekturę dla szkół podstawowych, postanowiliśmy napisać ją razem. Zależało nam na wyborze zwierzęcia, które jest w Polsce aktywne przez cały rok. A że mam w domu abstrakcyjny obraz ptaka, którego nazywam puchaczem, wybór padł na niego.

Polecamy książkę: Marcin Kozioł, Bartek Jędrzejak, 'Pogoda dla puchaczy'. (Fot. materiały prasowe)Polecamy książkę: Marcin Kozioł, Bartek Jędrzejak, "Pogoda dla puchaczy". (Fot. materiały prasowe)

W rytm natury

Zwracając uwagę na przyrodę, zawsze można ocenić stan pór roku, wystarczy rozejrzeć się wokół. Kiedy na przykład zobaczymy bociany, pierwsze kwiaty, budzące się ze snu pszczoły – to znaczy, że nadeszła wiosna. Regularne obserwacje pogody prowadzi się od początku XVIII wieku i kiedy nie było sputników oblatujących ziemię ani zdjęć satelitarnych, z których dziś korzystają synoptycy, pogodę prognozowano właśnie na podstawie zachowania przyrody.

Ciepło, coraz cieplej

Polska leży w strefie klimatu umiarkowanego przejściowego, dość blisko zimnej Skandynawii, ale i niedaleko basenu Morza Środziemnego, a nawet (bo dzieli nas tylko Gibraltar) – północnej Afryki. Fronty powietrza z obu stron często ścierają się nad Europą Środkową, dlatego trudniej u nas prognozować pogodę. Jednak w skali globalnej klimat się ociepla. Tegoroczny luty przejdzie do historii klimatologii, bo pod koniec miesiąca w Makowie Podhalańskim zanotowano 21,7 °C !

Inteligencja natury

Około 70 proc. miejsca na kuli ziemskiej zajmują morza i oceany, które wydzielają ogromną ilość dwutlenku węgla, podobnie wulkany. W porównaniu z tym to, co produkuje organizm ludzki, jest minimalne. To zanieczyszczenie naturalne, z którym przyroda nauczyła się sobie radzić, wystarczy zostawić ją w spokoju. Nawet po tak poważnym skażeniu promieniotwórczym, do jakiego doszło 35 lat temu po wybuchu elektrowni w Czarnobylu, w okolicy wyrosły drzewa, powróciły zwierzęta. Problem leży w tym, że jako ludzie dodajemy niebezpieczne zanieczyszczenie w postaci materiałów, które bardzo długo się rozkładają. Dlatego bardzo zwracam uwagę na segregowanie śmieci i na recykling. Nie wyobrażam sobie, że można zostawić śmieci w lesie czy na plaży i kiedy idę na spacer, zwykle noszę ze sobą torbę, do której zbieram wyrzucone butelki, puszki, papiery... To nie wymaga wielkiego wysiłku, a w dobie pandemii, gdy często nosimy jednorazowe rękawiczki, tym bardziej warto to robić. Narzekamy na maseczki, lockdown, ale być może powinniśmy się przyzwyczajać do tego. Co kilka milionów lat Ziemia się oczyszcza przez zlodowacenie, a dziś wraz z topnieniem lodowców nie tylko podwyższa się poziom wód, ale jak – przestrzagają naukowcy – rośnie również ryzyko rozprzestrzenienia się tego, co zostało kiedyś w lodzie zamrożone: bakterii, wirusów, organizmów czy związków, których nie znamy i nie wiemy, jak mogą na nas wpłynąć.

Bartek Jędrzejak, dziennikarz, prezenter. Autor reportaży, felietonów i cykli telewizyjnych. Laureat plebiscytu Telekamery 2021 w kategorii: prognoza pogody. Współautor serii książek edukacyjnych dla dzieci „Pogoda dla puchaczy”.

  1. Styl Życia

Pachnące porządki – naturalne środki do czyszczenia

Naturalne środki czyszczące są skuteczne i bezpieczne dla zdrowia. (Fot. iStock)
Naturalne środki czyszczące są skuteczne i bezpieczne dla zdrowia. (Fot. iStock)
Jedną buteleczką olejku aromatycznego posprzątać dom? Chociaż nie, cała buteleczka to za wiele, bo olejki – oczywiście te czyste, naturalne – są niezwykle wydajne.

Używanie naturalnych olejków eterycznych w domowych porządkach to fajna rzecz, zaraziłam się tym w Stanach – mówi Edyta Tecław, założycielka marki ViaAroma. – Dodaję olejku do płynu do podłóg, żeby pachniało. Ale nie tylko o zapach chodzi. Latem przylatują komary, meszki, przychodzą mrówki. Olejek goździkowy świetnie je odstrasza.

Inne pomysły na naturalne środki czyszczące

  • do dezynfekcji blatu kuchennego: zwilżyć wodą ściereczkę, dodać dwie, trzy krople ulubionego olejku (np. z cytryny), i wytrzeć półki i blaty. Pięknie pachnie i skutecznie dezynfekuje. Olejek jest naturalny, więc nawet jeśli wniknie w nacięcia deski i wejdzie w kontakt z jedzeniem, nic się nie stanie.
  • do czyszczenia umywalek czy kranów też używam olejków: soda, ocet, kwasek cytrynowy plus olejek i wszystko schodzi idealnie.
  • do mycia szyb: ocet, woda, olejek eteryczny. Efekt jest świetny – dodaje Edyta Tecław.
  • do prania (olejek lawendowy lub herbaciany) – to dodatkowa dezynfekcja.

A jeśli masz nawilżacz powietrza, dolej do wody kilka kropli olejku – usunie nieprzyjemne zapachy gotowania i oczyści atmosferę.