1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Ubieraj się tak, aby podobać się sobie, nie innym. Rozmowa ze stylistką Moniką Jurczyk

Ubieraj się tak, aby podobać się sobie, nie innym. Rozmowa ze stylistką Moniką Jurczyk

Stylistka Monika Jurczyk wyjaśnia, jak znaleźć swój styl wolny od trendów. (Fot. archiwum prywatne)
Stylistka Monika Jurczyk wyjaśnia, jak znaleźć swój styl wolny od trendów. (Fot. archiwum prywatne)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
To stwierdzenie dotyczy nie tylko tego, że kupujemy za dużo ubrań, zapominając, jak wiele już mamy. Ale podsuwa też ważny trop. Bo w naszej szafie schowane są nasze przekonania o świecie, zdanie, jakie mamy o sobie oraz gotowość na zmiany. Stylistka Monika Jurczyk wyjaśnia, jak znaleźć tam… wolność.

Jak kupować mądrze? Jak wybierać rzeczy, które do nas pasują i posłużą na lata? Najprostszą radą jest wybierać rzeczy, co do których jesteś całkowicie przekonana. Tu sprawdza się system zero-jedynkowy: albo rzecz jest idealna, albo jej nie bierzesz. Doświadczenie zawodowe i życiowe nauczyło mnie jednego: noszę tylko te ubrania, w których się zakochałam. Ich zakup się opłaca – eksploatuję je regularnie i nie zalegają w szafie. Druga kwestia: sprawdź, czy w danej sukience, butach, bluzce jest ci wygodnie. Większość z nas ma bowiem tak, że kupuje ubrania odrobinę niewygodne, jak sweter, który gryzie, więc ostatecznie go nie nosi. Nie ulegajmy też urokowi zdjęć z Instagrama – widzimy na przykład wystylizowaną dziewczynę siedzącą przy choince w grubaśnym kardiganie. A taki sweter nie nadaje się na polskie święta, ponieważ w mieszkaniach jest zwykle ciepło. W naszym klimacie lepiej mieć grube rzeczy na zewnątrz: szal, płaszcz, a pod spodem cieńsze.

Kupiłam w zeszłym roku piękny i gruby sweter, który nie mieści się pod żaden płaszcz. Czy zakup powinien być też praktyczny? Pierwsza powinna być miłość do ubrania, a potem przemyślenie użyteczności danej rzeczy.

Dla wielu praktyczna jest czerń. Ty zawsze byłaś ogromną przeciwniczką tego koloru. Są kobiety, które potrafią pięknie nosić czerń i wyglądają w niej świetnie. Sama mam czarny płaszcz i ramoneskę, ale łączę je z innymi kolorami, na przykład granatem. Czerń podkreśla zmęczenie, podkowy pod oczami, a ja nie lubię się malować. Gdy się zrobi dobry makijaż, to można w czerni wyglądać zjawiskowo. Tak naprawdę ten kolor nie jest też aż tak praktyczny, jak się wszystkim wydaje... Ale już  go nie zabraniam. Po prostu uważam, że noszenie się na czarno powinno być przemyślane, nie na zasadzie: bo do wszystkiego pasuje. Biały też do wszystkiego pasuje.

Wiele osób twierdzi, że biały się brudzi, choć tak naprawdę wszystkie ubrania się brudzą... Za każdym naszym ubraniowym wyborem stoi jakieś przekonanie: „czarny pasuje do wszystkiego”, „biały się brudzi”, „różowy jest infantylny”. Gdy zdamy sobie z tego sprawę, zyskamy dużo więcej wolności, jeśli chodzi o zawartość szafy. Bo to, że takie przekonania istnieją, nie znaczy, że są prawdziwe.

A czy sama trzymasz się jakichś reguł w modzie? Mam dużo zasad i ich uczę. Jeśli od razu kupuję rzeczy, które są dobre dla mojej sylwetki, to później zawsze wyglądam w nich dobrze. Jestem także wierna swoim sztuczkom, czyli żeby zawsze odkryć jedno najszczuplejsze miejsce, na przykład nadgarstki lub kostki, bo wtedy cała stylizacja wygląda lżej. Kupuję też ubrania, które pasują do tego, co już mam, bo moja szafa jest bardzo mała.

To, że dobra szafa – nawet jeśli należy do stylistki – powinna być kompaktowa, na pewno szokuje wiele osób. Jak masz mniej, to dużo łatwiej wszystko ogarnąć. Nadmiar paraliżuje. Nawet gdy mamy małą szafę, ale wszystko do siebie pasuje, to jest mnóstwo możliwości zestawień. Oczywiście czasem pozwalam sobie na jakieś szaleństwo, ale zawsze trzymam się zasady, by to, co kupuję, pasowało do przynajmniej trzech rzeczy, które już mam.

Kolejnym kryterium jest to, czy chcesz i możesz już jutro to założyć. Bo często kupujemy tak dużo ubrań, że o nich zapominamy... Wprowadziłam nawet kurs pt. „Masz to w szafie”, bo naprawdę w dzisiejszych czasach większość z nas miałaby w czym chodzić przez cały następny rok. To kwestia tego, jak komponujesz zestawy, ale też, jak szybko się nudzisz ubraniami. Ja na przykład przywiązuję się do ubrań i jeśli coś lubię, to noszę to stale. Mam ulubione białe spodnie, które zakładam bardzo często (moja przyjaciółka, która mnie w nich widziała milion razy, twierdzi, że nawet za często, szczególnie jak na stylistkę). Ale kiedy coś kupujesz, to naprawdę musi to być najlepsza rzecz dla ciebie, tu nie ma miejsca na kompromisy. Podczas zakupów ważny jest rozsądek, świadomość tego, jaką mamy sylwetkę, ale też, jaki styl życia prowadzimy. Wybierajmy rzeczy, które będą żyć z nami, a nie wisieć w szafie.

Twoja najnowsza książka jest bardzo osobista – nie bez powodu jej tytuł to „Styl bardzo osobisty”. Trudno było ją napisać? Nie. Dlatego, że już pogodziłam się ze sobą i zaczęłam nad sobą pracować, więc było to wręcz oczyszczające. To nie jest kolejna książka o ciuchach, bo tych mnóstwo na rynku. Nie ma dobrego ubierania się bez miłości do siebie, bez poznania siebie.

Monika Jurczyk, 'Styl bardzo osobisty', wyd. Monika Jurczyk Monika Jurczyk, "Styl bardzo osobisty", wyd. Monika Jurczyk

Opowiedz o tym więcej… Kiedy zaczynałam pracę, zachowywałam się jak stylistka na czerwonym dywanie, taka, która wszystko wie najlepiej, na którą należy czekać i tylko robić jej zdjęcia. Życie to zweryfikowało. Okazało się, że nie mam na wszystko najlepszych rozwiązań. Dużo rzeczy mi się posypało, życie prywatne, zdrowie. I między innymi o tym opowiadam w „Stylu bardzo osobistym”. Teraz nie ma już takiej opcji, żebym komuś narzucała swoje zdanie. Dziś właściwie w każdym moim filmiku na YouTubie czy publicznym wystąpieniu podkreślam, że możesz być, jaka chcesz, możesz znać moje zasady i je stosować, jeśli ułatwiają ci życie, ale jeśli coś ci nie pasuje, to tego nie rób. Ty jesteś najważniejsza. Ty wiesz lepiej. W moim własnym procesie nadal się tego uczę. Trzeba ufać sobie. Nie oddawać całej kontroli nad szafą czy czymkolwiek innym. Można słuchać ekspertów i korzystać z ich wiedzy, ale to my znamy odpowiedzi. Często przejmujemy się wszystkimi, tylko nie sobą, i wcale nie dotyczy to wyłącznie ubrań.

Codziennie dostaję pytania: „czy wypada tak wyjść?”, „czy to do siebie pasuje?”. Miej to w nosie! Jeśli masz ochotę wyjść do sklepu w sukience, która wygląda jak zaprojektowana na rozdanie Oscarów, to zrób tak. To nie jest operacja na otwartym sercu, od tego się nie umiera. A że ludzie będą patrzeć – nie twój problem. Myślę, że takie ćwiczenie rezonu przed szafą pozwala podejmować też odważniejsze decyzje w innych obszarach. Dziś zdecydujesz się na odważniejszą stylizację, jutro zmienisz kolor włosów, a pojutrze – pracę. Bo już wiesz, że możesz i że to nie boli. Kiedy się uodpornisz na ocenę innych, życie staje się dużo łatwiejsze.

Rzeczywiście w tej książce jest mniej nakazów, a więcej wolności i miłości do siebie, do ciała. To już nie tylko porady, jak ukryć zaokrąglony brzuszek, ale raczej jak go pokochać. Zmieniłam podejście do samej siebie – już od siebie tyle nie wymagam, więc od innych też nie. Nadal uważam, że system sylwetek, który stworzyłam, świetnie działa. Ważne jednak, żeby się na nim nie fiksować. Jeśli dopiero rozpoczynasz swoją przygodę z modą i kompletnie nie wiesz, od czego zacząć, to ten elementarz ci pomoże, ale później, kiedy się już z tym tematem oswoisz, poznasz zasady – będziesz wiedziała, jak je złamać. Od tej odwagi, od tego, które zasady złamiesz bądź nie, będzie zależał twój styl. No i nie można zapomnieć o tym, że koniec końców to są tylko ubrania. Bardzo bym chciała, żeby wszyscy przestali traktować modę śmiertelnie poważnie. Świat się nie zawali od tego, co masz na sobie... To oczywiście jest ważne, poprawia nam nastrój, daje pewność siebie, no i fajnie jest eksperymentować, ale błędy w tej dziedzinie są raczej ulotne i co najwyżej pozostają mniej lub bardziej kompromitujące zdjęcia. Nie ubieramy się po to, żeby podobać się wszystkim, tylko po to, by podobać się sobie. Gdy zaczynamy poświęcać na to czas, gdy porządkujemy swoją szafę, to też ustanawiamy nowy standard: mam czas dla siebie, a nie tylko dla innych.

Podkreślasz, że warto znaleźć czas na pomyślenie o swoim stroju, bo dbając o swoje ciało, okazujemy mu szacunek. Być może nie wyprasuję czegoś, nie ugotuję dwudaniowego obiadu, ale jestem ważna i czas dla siebie mi się należy. Niekiedy musi nam to powiedzieć osoba z zewnątrz – stylistka, przyjaciółka, fryzjerka; czasem to nasze ciało zacznie się buntować, jak było w moim przypadku. Przecież nikt nie ucierpi od tego, że kupię sobie nową sukienkę, pomaluję paznokcie, wyszczotkuję ciało – ani praca, ani dzieci, ani partner.

Dużo moich klientek to aktywne zawodowo kobiety i matki, które pytają, jak mają to wszystko robić i jeszcze dbać o siebie. Wyrzucają sobie czasem – lub ktoś im wyrzuca – że kupiły nowe buty sobie, a powinny dziecku. Jesteśmy zaprogramowane tak, że zawsze najpierw mamy myśleć o innych, choć racjonalnie patrząc, nowe buty dla siebie są nawet ważniejsze, bo posłużą nam długo, a dziecko ze swoich wyrośnie lub je zniszczy... Tak samo zresztą jest z kompleksami. Ktoś nam te najróżniejsze przekonania przekazuje. Mała dziewczynka nie myśli o sobie w kategoriach „mam za duże biodra”, ale już może to usłyszeć od rodziny („u nas wszyscy mamy szerokie biodra”) lub koleżanki w szkole zwrócą na to uwagę.

Jaka zatem twoja rola? Jestem stylistką, która wspiera kobiety. Uczę dawać wsparcie i sama je daję. Każda z nas w pewnym momencie życia tego potrzebuje. Chce usłyszeć, że jest wystarczająco dobrą mamą, wystarczająco dobrą partnerką, pracownicą czy szefową. Większość kobiet w Polsce daje z siebie wszystko. Oczywiście popełnia też błędy, ale naprawdę się stara, tylko nikt tego nie docenia. Stylistka, kiedy przychodzi do klientki, nie może zaczynać od tego, żeby wyłapywać błędy, powinna najpierw zauważyć zalety sylwetki, zalety szafy, ale też zalety charakteru. Każdy z nas jest w końcu wyjątkowy i można ten unikalny charakter wyrazić ubraniem właśnie. Dawanie wsparcia, wysłuchanie jest istotne, bo pokazuje klientce, że jest ważna, że sama też musi siebie doceniać.

Jesteś bardzo prawdziwa w tym pełnym kreacji świecie mody. Autentyczność jest dziś kluczem do sukcesu? Zrobiłam to przede wszystkim dla siebie, nie jako idealny model biznesowy. Byłam zmęczona kreacją, zmęczona tamtą Osą, która wszystko wie, jest zawsze glamour. Odpuściłam sobie, a później się okazało, że dziewczyny to lubią. Nadal mam problemy zdrowotne i one czasem sprawiają, że brakuje mi siły, żeby zrobić live. Nie ukrywam tego, ale też tym nie epatuję. Moje piątkowe spotkania z Osą na Instagramie nie są w ogóle o ubraniach, a o wdzięczności. To fantastyczna sprawa, bo po spotkaniu wychodzę z niesamowitą energią, nie męczy mnie ono. Oczywiście w social mediach nie jestem do końca prawdziwa, ponieważ nie pokażesz tam wszystkiego. Nigdy się nie czułam częścią polskiego świata mody, bo rzadko bywałam na ściankach czy imprezach. Nie musiałam z tego bardzo wychodzić. Raczej pracowałam dużo ze zwykłymi ludźmi. Lubię się prawdziwie śmiać i prawdziwie płakać. Nie martwię się zmarszczkami jak Victoria Beckham. Dzięki temu, że staram się być prawdziwa, zdjęłam z siebie ciężar własnych oczekiwań na temat tego, jaka muszę być.

Inna sprawa, że udało mi się zbudować taką społeczność w sieci, która jest dla siebie miła. Tak samo zresztą funkcjonuje moja grupa na Facebooku „SOS pogotowie stylizacyjne Osy”, w niej też nie ma hejtu. Nawet jeśli dziewczyny chcą kogoś skrytykować, to robią to bardzo delikatnie. Jestem z tego dumna. Na YouTubie widzi się więcej złych emocji, bo tam częściej trafiają przypadkowi ludzie. Spotykam się na przykład z takim zarzutem: „jak stylistka może mieć takie wysokie czoło?”. Chodzi o to, że mam wysokie czoło, więc powinnam nosić grzywkę i dlaczego ja tego nie wiem... Ale mam już nagrany filmik o moim czole pt. „Skąd się biorą kompleksy?”. I wtedy go wklejam w odpowiedzi.

To pokazuje, jak bardzo jesteśmy wytresowani w ukrywaniu pewnych cech naszego wyglądu. Jak zmienił się twój styl wraz ze wzrostem świadomości i wiekiem? Ja po trzydziestce zrozumiałam, że nie zawsze muszę być dopięta na ostatni guzik. Pokochałam niedociągnięcia i mam więcej luzu. Na pewno już nie noszę rzeczy, które są niewygodne dla mojego ciała. Ono dużo przeżyło i nie ma takiej opcji, żebym teraz ścisnęła za mocno brzuch. Zresztą on mi na to nie pozwoli, bo zaczyna boleć. Lubię się wystroić, ale nie tak jak niegdyś. Kiedyś to było na pokaz, żeby wszyscy wiedzieli, że jestem stylistką, a teraz się stroję, bo mam ochotę, bo chcę mieć lepszy dzień. Prawdą jest, że bardzo lubię dresy w domu, ale one uzależniają. Czuję się wtedy trochę „rozmemłana”. Stroję się więc, by dodać sobie energii. I noszę mniej kolorów niż dajmy na to 10 lat temu. Mam bardzo dużo emocji w sobie i dużo kolorów sprawia, że jestem rozedrgana. Dziś najbardziej lubię biel. Dzięki niej jestem spokojniejsza.

Monika Jurczyk, czyli Osa – Osobista Stylistka. Pierwsza w Polsce personal shopper. Autorka trzech książek i dwóch e-booków. Na swoim kanale YouTube uczy, jak polubić siebie i ogarnąć swoją szafę. Prywatnie wielbicielka polskiego morza i skandynawskich kryminałów. Mama Mai.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Peace, love and Crocs

Klasyczny but, kolorowy print i spersonalizowane przypinki Jibbitz - taki zestaw to oryginalny produkt, który zapewnia niepowtarzalność. (Fot. materiały prasowe)
Klasyczny but, kolorowy print i spersonalizowane przypinki Jibbitz - taki zestaw to oryginalny produkt, który zapewnia niepowtarzalność. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Wyobraź sobie świat, w którym ceni się wolność, indywidualność, szerzy pokój i miłość. Brzmi doskonale?

Wyobraź sobie świat, w którym ceni się wolność, indywidualność, szerzy pokój i miłość. Brzmi doskonale? 

Działania marki Crocs od dawna skupiają się wokół szerzenia idei równości w każdej dziedzinie życia. Promuje ludzi z każdego zakątka świata bez względu na ich dokonania. Najnowsza kolekcja Tie Dye jest tego odzwierciedleniem. Baw się kolorami, wyraź siebie, pokaż swój sposób patrzenia na otaczający świat.

Technika Tie Dye

Tie Dye czyli dosłownie zawiąż-pofarbuj to technika nieregularnego barwienia, która charakteryzuje się użyciem nasyconych kolorów. Jest modnym trendem z lat 70-tych. Wielu artystów uważa, że jest to rodzaj sztuki, która pozwala wyrazić siebie poprzez zastosowanie abstrakcji. Szybko zagościła w świecie mody, zwłaszcza wśród marek streetwearowych. Tie-dye, czyli nierównomierne farbowanie ubrań, swoje korzenie ma w najciekawszej modowo dekadzie XX wieku, czyli na przełomie lat 60. i 70. Barwny wzór idealnie wpasował się w psychodeliczną estetykę hippie, a poza tym był to świetny sposób do wykorzystania starych ubrań i odkrycia ich na nowo. Czyli dokładnie tak jak jest to modne teraz. My jednak Tie-dye najbardziej kojarzymy z latami 90. Wtedy t-shirty i bluzy farbowane za pomocą tej techniki były na topie. Często trendy z wybiegu nie trafiają na ulice, jednak trendsetterki od razu pokochały ubrania Tie-dye. W sezonie wiosna/lato 2021 marka Crocs przedstawia swój klasyczny produkt w wielobarwnej odsłonie zgodnie z gorącym trendem sezonu.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Spersonalizowany Crocs

Klasyczny but, kolorowy print i spersonalizowane przypinki Jibbitz - taki zestaw to oryginalny produkt, który zapewnia niepowtarzalność. Dzięki łatwości zakładania i zdejmowania zapewnisz swoim butom unikatowy wygląd każdego dnia.

(Fot. iStock) (Fot. iStock)

Crocs to obuwie dające komfort noszenia i wyrażania siebie. Baw się modą niezależnie od panujących trendów czy nowości na światowych wybiegach. Do takich butów idealnie pasują skarpetki w podobny wzór, albo gładkie, spokojne stylizacje z prostymi ubraniami. Jest to idealny wzór na wiosenno-letni sezon.

  1. Moda i uroda

Nowy sezon w modzie - przedstawiamy najpiękniejsze kolekcje

fot. materiały prasowe Modivo
fot. materiały prasowe Modivo
Zobacz galerię 63 Zdjęcia
Nowy sezon nadciąga wielkimi krokami. Wchodzimy w niego mając nadzieję, że przyszłość będzie spokojniejsza i przyniesie nam więcej radości. Wśród najnowszych kolekcji dominują te, które przynoszą nam odrobinę luzu, świeżości, delikatności i... optymizmu. Oto najciekawsze kolekcje na nadchodzące miesiące. 

Nowy sezon nadciąga wielkimi krokami. Wchodzimy w niego mając nadzieję, że przyszłość będzie spokojniejsza i przyniesie nam więcej radości. Wśród najnowszych kolekcji dominują te, które dodadzą nam odrobinę luzu, świeżości, delikatności i... optymizmu. Oto najciekawsze kolekcje na nadchodzące miesiące. 

Limitowana kolekcja marki Solar jest zróżnicowana, jak natura, która stanowiła inspirację do jej powstania. Szlachetne tkaniny: wiskoza o satynowym połysku, surowy len czy bawełna z angielskim haftem są komplementarne z detalami z masy perłowej i drewna. Prym wiodą beże, brązy i szarości w kontrze do ultramaryny i oranżu. Jedna z piękniejszych kolekcji na nowy sezon, która idealnie oddaje tęsknotę za wolnością i lepszymi chwilami.

Marka Sprandi wypuszcza nową kolekcję na sezon wiosna-lato 2021. Towarzyszy jej kampania, która jest swoistym hołdem złożonym latom 90., ich niepowtarzalnej estetyce i towarzyszącemu im poczuciu beztroski, które dziś inspiruje nas jak nigdy przedtem. Sport, pastelowa kolorystyka i styl retro – na te tendencje marka Sprandi stawia w damskiej części nowej kolekcji. Nowe modele wygodnych butów Retro Sneaker czy Lifestyle Runner zestawiono w kampanii ze sportowymi kompletami w kolorystyce retro, ale też z dżinsowymi kurtkami i luźnymi bluzami w oversize’owych proporcjach. W męskiej części kolekcji również znalazły się modele, które ciepło wspominamy z lat 90. – białe, inspirowane gwiazdami koszykówki minimalistyczne sneakersy Lifestyle Runner czy sznurowane, zdobione elementami z zamszu tenisówki Retro Runner z perforacjami na wierzchu toeboxu. Kolekcja Sprandi dostępna jest w sklepach stacjonarnych CCC, na ccc.eu oraz w aplikacji marki.

Marka Sprandi to jednak nie tylko buty. W tym sezonie marka startuje z nową kolekcją ubrań prezentując niezwykle wygodne i ponadczasowe bluzy, spodnie dresowe, uniwersalne T-shirty, ale także dresowe sukienki, topy i szorty. Wszystkie projekty uszyte zostały z wysokiej jakości dzianin bawełnianych w najmodniejszych kolorach – m.in. zgaszonym różu, miętowym, czarnym, bananowym oraz oliwkowym. Nowości od marki Sprandi to wyjątkowo komfortowe wejście w nowy sezon. Ubrania dostępne są na stronie ccc.eu oraz w aplikacji marki CCC.

Przepiękna, zmysłowa kolekcja marki Nudyess to kolejny krok w budowaniu filozofii marki. Tym razem jej założycielki: Sandra Do Manh i Agnieszka Sołoń, zaprosiły do sesji zdjęciowej 4 wyjątkowe kobiety w wieku od 27 do 86 lat: Helenę Norowicz, Lidię Popiel, Maję Salamon i Ewę Witkowską. W kolekcji tradycyjnie znalazły się klasyczne sukienki midi i mini, topy i spódnice a także wygodne legginsy i body. Kolekcja utrzymana jest w stonowanych kolorach: beżu i ecru. Wszystkie projekty zostały uszyte w polskiej szwalni z wysokiej jakości certyfikowanej, prążkowanej dzianiny. Uwielbiamy ich projekty - minimalistyczne, kobiece zawsze sygnowane niezwykłymi sesjami - bez fałszu i wszechobecnego retuszu.

Jedna z naszych ulubionych polskich marek The Odder Side powróciła w wielkim stylu. Nowa kolekcja na wiosnę-lato 2021 to symboliczna tęsknota za podróżami, życiem w drodze - kwintesencja wolności i kobiecości. Słynąca z oryginalnych projektów marka na nowy sezon proponuje nam różnorodność materiałów - połyskujące, ażurowe, tłoczone, mięsiste, szlachetne - każda znajdzie tu coś dla siebie. Pojawią się tu także dzwonkowe rękawy, spektakularne bufki i wszechobecna błękit. Taka wiosna była warta czekania.

Ci, którzy lubią różnorodność i eksperymenty na nowy sezon na pewno znajdą wiele pomysłów na nowe stylizacje w jednym z najpopularniejszych sklepów internetowych Modivo. Nowoczesna estetyka najnowszej kampanii bazująca na naturalnych kadrach, mocnych kontrastach i surowej scenerii, sytuuje Modivo w zupełnie nowym, świeżym wydaniu. Kampania mocno wnika w modę retro, nawiązując do estetyki eklektycznych lat 70. i 80. Pastelowe odcienie i monochromatyczne stylizacje, dodatki w stylu boho (m.in. chusta wiązana na głowie i kontrowersyjne białe kozaki, które wróciły do łask, a obecnie są jednym z najmodniejszych modeli obuwia). Moda na wiosnę-lato 2021 czerpie garściami ze stylu vintage. Dzięki temu elementy takie, jak koronki, falbanki, a także ponadczasowe klasyki, jak np. biała koszula, trencz i jeans, zyskują nowe życie.

Najnowsza kampania answear.LAB to przede wszystkim focus na denim. W kolekcji New Denim królują jeansy w modnej wersji straight, katany z akcentami na ramionach, bezrękawniki i proste denimowe spódnice. Oldschoolowy klimat przeplata się z nowoczesnymi elementami, wśród których pojawiają się luźne koszule z bufiastymi rękawami, obcisłe szorty, mini-spódniczki z boucle czy elementy w stylu comfy, umożliwiając tym samym tworzenie różnorodnych stylizacji. answear.LAB korzysta z potencjału lokalnych fabryk, niewielkich wytwórni i niezależnych projektantów, z którymi wspólnie kreuje niesamowite propozycje idealne do stworzenia looku na nowy sezon.

Jedna z naszych ulubionych marek - COS przedstawiła niezwykłą kolekcje na nowy sezon wiosna-lato 2021. Podstawą nowej kolekcji marki jest szlachetna klasyka garderoby: od garniturów przez lekkie dzianiny po sportowe marynarki. W projektach zastosowano materiały pozyskane z przyjaznych środowisku źródeł. To m.in. ubrania z organicznej bawełny, biżuteria z przetworzonych wieczek po jogurcie i bezszwowe dzianinowe komplety, produkowane w procesie zero-waste. Inspirujące projekty wpisujące się w obowiązujące trendy powstała we współpracy z antwerpską marką Yuma Labs. Efektem spotkania jest pierwsza kolekcja okularów przeciwsłonecznych COS – starannie wyprodukowane przez Yuma Labs wykonane są w 100% z surowców z recyklingu. To absolutny must have na nadchodzące miesiące.

 

Spragnieni większych wyjść i odrobiny elegancji przedstawiamy nową kolekcję marki Vistula, do której powstania inspiracją był... rozległy krajobraz pustynny, który w swej okazałości buduje poczucie tajemniczości, refleksyjności oraz zbliża nas do natury. Wśród nowości marki słynącej z wysokiej jakości koszul i garniturów znajdziemy standardowo marynarki i koszule, ale także swetry oraz T-shirty. W koszulach z kolekcji Modern safari dominuje len, który charakteryzuje się naturalnymi zagnieceniami. Posiada właściwości higroskopijne oraz daje poczucie przyjemnego chłodu, dzięki czemu idealnie sprawdzi się w upalne dni. Dostępne są także koszule z bawełny – w opcji z długim i krótkim rękawem. Całość dopełniają ponadczasowe chinosy, występujące w kilku wariantach kolorystycznych – od beży, po odcienie niebieskiego. Piękna kolekcja warta odkrycia.

Rzadko która kolekcja kojarzy się tak bardzo z nadejściem nowego sezonu, jak ta od Femi Stories na wiosnę-lato 2021. Uwielbiając delikatną nonszalancję, luz i wyczucie obowiązujących trendów marki, pochylamy się nad ich najnowszymi projektami - surferskimi sukienkami midi i maxi, bluzami i niezwykle bogatą ofertą swimwearu. Przewodnie kolory kolekcji to nasycony żółty, charakterystyczny dla marki pudrowy róż, delikatne odcienie pistacji, energetyczna magenta, morski niebieski, złamana biel i ponadczasowa czerń (kapsuła Sea of Love). Już nie możemy doczekać się lata.

 

 

 

  1. Styl Życia

Tatuuj, dziewczyno! Gdy tatuażysta jest kobietą

Kamila Abramczyk podkreśla, że oprócz roli dekoracyjnej tatuaże mają funkcję terapeutyczną. (Fot. Radosław Kaźmierczak)
Kamila Abramczyk podkreśla, że oprócz roli dekoracyjnej tatuaże mają funkcję terapeutyczną. (Fot. Radosław Kaźmierczak)
Zobacz galerię 12 Zdjęć
Pierwsze prace kilkuletnia Magdalena ukrywała pod tapczanem. Kamila na dobre chwyciła za pędzle po kilku życiowych zakrętach. Daria, zamiast na kolejny trening, poszła do szkoły plastycznej. Chociaż ich artystyczne życiorysy miały różny początek, dziś robią to samo – tworzą podskórne dzieła sztuki. A ich „tworzywem” są ciała innych kobiet.

Pierwsze prace kilkuletnia Magdalena ukrywała pod tapczanem. Kamila na dobre chwyciła za pędzle po kilku życiowych zakrętach. Daria, zamiast na kolejny trening, poszła do szkoły plastycznej. Chociaż ich artystyczne życiorysy miały różny początek, dziś robią to samo – tworzą podskórne dzieła sztuki. A ich „tworzywem” są ciała innych kobiet.

Jeszcze kilka dekad temu zarówno tatuowanie, jak i zdobienie rysunkami swojego ciała było domeną mężczyzn, w tym głównie rzemieślników i robotników. Z początkiem XXI wieku w branży tatuatorskiej do głosu zaczęli dochodzić artyści. Płótna i pędzle, kartki i ołówki czy tablety graficzne porzucili na rzecz skóry i maszynki z igłą, a w studiach tatuażu coraz częściej pojawiają się tatuatorki. Kompozycje zyskały na estetyce i, wzbogacone o kolor, stały się bardziej przystępne dla coraz liczniejszej grupy nowych klientów – kobiet. Mateusz Łagowski, założyciel platformy do rezerwacji sesji tatuażu online INKsearch.co, podaje, że w 2020 roku w Polsce aż 700 na 1000 umawianych za pośrednictwem serwisu sesji było rezerwowanych i wykonywanych przez kobiety. Stanowiły one 68 proc. z 500 tysięcy użytkowników strony. Szczególną popularnością cieszą się rysunki przedstawiające motywy flory i fauny. Tworzą je między innymi artystki, takie jak: Magdalena Bujak, Kamila Abramczyk czy Daria Bidzińska.

Rytuał wzmacniania

Magdalena Bujak, członkini babskiego kolektywu artystycznego Babie Lato Tattoo z Katowic, była jedną z pierwszych tatuatorek w Polsce tworzących barwne wzory botaniczne. Dziś co roku dekoruje swoimi pracami ciała około 600 osób – niemal wyłącznie kobiet. Pierwszy raz własną skórę, za zgodą mamy, ozdobiła tatuażem w wieku 14 lat. Po sześciu latach i ukończeniu liceum sztuk plastycznych sama zaczęła tatuować – amatorsko, w warunkach domowych i wyłącznie znajomych.

– Zawsze wiedziałam, że standardowe kartki są niewystarczające dla mojej sztuki. W wieku kilku lat marzyłam, aby malować po ścianach, ale ukrywałam swoje dzieła w niedostępnych dla dorosłych miejscach, w tym na tkaninie obiciowej pod tapczanem. Jako nastolatka złapałam bakcyla malowania na wielkich formatach. Tworzenie na tak nietypowym materiale, jakim jest ludzka skóra, było więc dla mnie niesamowicie pociągające – wyjaśnia.

Magdalena Bujak, członkini babskiego kolektywu artystycznego Babie Lato Tattoo z Katowic. (Fot. Radosław Kaźmierczak) Magdalena Bujak, członkini babskiego kolektywu artystycznego Babie Lato Tattoo z Katowic. (Fot. Radosław Kaźmierczak)

Po ponad roku porzuciła jednak amatorskie tatuowanie, bo ze względu na brak nauczyciela nie widziała postępów. Na szczęście siedem lat temu została ponownie odkryta dla tej branży. – Pomagałam przy konwentach tatuażu jako projektantka graficzna. Tam poznałam Tomka Majchrzyka, właściciela studia Rock’n’Ink z Krakowa, który widząc moje prace, zapytał, czy nie chciałabym zająć się na poważnie tą dziedziną sztuki – wspomina.

'Wiele moich klientek, w tym prawniczki, lekarki czy ekonomistki, przyznaje, że nigdy nie myślały o zrobieniu sobie tatuażu do czasu, gdy zobaczyły moje projekty – mówi Magdalena Bujak. (Fot. Radosław Kaźmierczak) "Wiele moich klientek, w tym prawniczki, lekarki czy ekonomistki, przyznaje, że nigdy nie myślały o zrobieniu sobie tatuażu do czasu, gdy zobaczyły moje projekty – mówi Magdalena Bujak. (Fot. Radosław Kaźmierczak)

Popularność zapewniły jej nietypowe, mocno malarskie i kolorowe wzory wyglądające, jakby były stworzone pędzlem, a nie igłą.

– Wtedy w Polsce niewiele osób tatuowało w ten sposób. Otworzyło to kobietom w różnym wieku oczy i umysły, pokazując, że tatuaże mogą być delikatną i barwną ozdobą ciała. Wiele moich klientek, w tym prawniczki, lekarki czy ekonomistki, przyznaje, że nigdy nie myślały o zrobieniu sobie tatuażu do czasu, gdy zobaczyły moje projekty – mówi. Jej styl mocno ewoluował, ale nadal jest bardzo kobiecy. Od maźnięć pędzla i dużych formatów, przez malarskie, ale niewielkie wzory botaniczne, doszła do dużych kompozycji roślinnych, wzorowanych na rycinach z zielników.

Tatuaże Tatuaże

Początki Magda wspomina jako życie w rozjazdach. – Przez półtora roku dzieliłam czas między Katowice, gdzie w tygodniu mieszkałam i pracowałam w korporacji, a Kraków, w którym w weekendy uczyłam się tatuować – wyjaśnia. W 2015 roku, gdy już nabrała doświadczenia, otworzyła w Katowicach studio Ink Miners Tattoo. – Zaczynałam z Martyną Popiel, Bianką Szlachtą i Michaliną Rutkowską. Razem stworzyłyśmy pierwsze stricte kobiece miejsce w tej branży – opowiada. W 2020 roku postanowiła, że potrzebuje radykalnych zmian. Ink Miners przestało istnieć. Wspólnie z Martyną Popiel i Kasią Oskarbską powołały do życia kolektyw Babie Lato Tattoo. – Czas wiosennego lockdownu wykorzystałyśmy na własnoręczne wyremontowanie nowego studia. Zmieniłyśmy też sposób prowadzenia firmy. Teraz wszystkie jesteśmy szefowymi i po równo dzielimy się i odpowiedzialnością, i profitami – opowiada. Zapytana o coraz bardziej zauważalną obecność kobiet w świecie tatuażu, mówi z zapałem: – W branży jest obecnie mniej więcej po równo kobiet i mężczyzn, a do tego odbiór naszej pracy zmienił się na plus, co bardzo mnie cieszy. W tylu innych zawodach kobiety są niedoceniane, dlatego niech chociaż w tej dziedzinie będzie równościowo i feministycznie.

W ciągu pięciu tysięcy lat historii tatuaży przypisywano im różne funkcje: religijne, symboliczne, medyczne, dekoracyjne. Co tatuaże dają dziś jej klientkom? – Siłę! I to niezależnie od tego, czy przychodzi do mnie 18-latka, czy kobieta po sześćdziesiątce. Trzeba zmierzyć się z bólem, ale przejście tego rytuału wzmacnia. Większość kobiet, które mnie odwiedzają, chce coś zmienić w swoim życiu – wykonanie tatuażu jest dla nich momentem przełomowym. Co ciekawe, większość z nich robi u mnie swoją pierwszą dziarę. Jestem z tego dumna, bo w mojej pracy poruszają mnie najbardziej ludzie i ich historie – zapewnia.

A w sercu ciągle punk

Patrząc dziś na Kamilę Abramczyk, właścicielkę studia tatuażu Abrakadabra Ink w Bielsku-Białej, trudno uwierzyć, jak krętą drogą dochodziła do celu. Zanim opanowała sztukę zdobienia ludzkiej skóry, skończyła technikum hotelarskie, a nie wymarzoną szkołę plastyczną, przez dziesięć lat zmagała się z nałogami, przeżyła wypadek samochodowy, po którym przeszła skutecznie odwyk i terapię, a także została mamą. – W starym mieszkaniu znalazłam farby i pędzle z czasów szkoły średniej. Postanowiłam namalować obraz i tak mnie to wciągnęło, że powstało ich aż… 30. Jednocześnie zajęłam się fotografią – opowiada. – Z pieniędzy za pierwsze sprzedane prace kupiłam amatorski sprzęt do tatuowania i po kilkunastu dziarach wykonanych w domowych warunkach odezwał się do mnie Kuba Malarz, menedżer ze studia Git Tattoo z Bielska-Białej. Widział moje prace w Internecie i chciał, abym dołączyła do ich zespołu. Myślałam, że to żart – śmieje się Kamila. Z dostępem do profesjonalnego sprzętu i wspierającymi nauczycielami przy boku szybko nabrała wprawy. – Zaczynałam od metody dotwork [wzory tworzone z użyciem kropek, a nie kresek – przyp. red.] i mrocznych wzorów, ale z czasem przekonałam się, że bardziej przemawiają do mnie elementy kolorowej akwareli w połączeniu z ciemnymi konturami – wyjaśnia.

– Od dłuższego czasu zajmuję się niemal wyłącznie delikatnymi wzorami roślinnymi tworzonymi w stylu akwareli- mówi Kamila. (Fot. Radosław Kaźmierczak) – Od dłuższego czasu zajmuję się niemal wyłącznie delikatnymi wzorami roślinnymi tworzonymi w stylu akwareli- mówi Kamila. (Fot. Radosław Kaźmierczak)

W 2017 roku otworzyła własne ministudio. – Po odejściu z Git Tattoo stanęłam przed dylematem – szukać pracy u innych tatuatorów czy otworzyć własny biznes? Ze względów sentymentalnych nie chciałam „zdradzać” starego studia na rzecz innego działającego w mieście, dlatego gdy zobaczyłam na osiedlu lokal do wynajęcia po salonie fryzjerskim, wymyśliłam Abrakadabra Ink. Z czasem klientów zaczęło przybywać, zespół się powiększył i trzeba było się przenieść – wspomina. Dziś Kamila, z pomocą siostry, prowadzi studio w klimatycznym mieszkaniu na poddaszu zabytkowej kamienicy tuż przy bielskiej Starówce. Klientki zapisują się na kilka miesięcy przed terminem sesji i przyjeżdżają z całej Polski. – Od dłuższego czasu zajmuję się niemal wyłącznie delikatnymi wzorami roślinnymi tworzonymi w stylu akwareli. Lubię, gdy w moich kompozycjach jest odrobina magii – gałązka czy kolor, które nie występują naturalnie w roślinach. Cały czas się rozwijam, obserwuję, jak pracują inni tatuatorzy, ulepszam swoją technikę i styl – tłumaczy.

Lubię, gdy w moich kompozycjach jest odrobina magii – gałązka czy kolor, które nie występują naturalnie w roślinach - mówi Kamila. (Fot. Instagram artystki) Lubię, gdy w moich kompozycjach jest odrobina magii – gałązka czy kolor, które nie występują naturalnie w roślinach - mówi Kamila. (Fot. Instagram artystki)

Oprócz roli dekoracyjnej tatuaże mają, jak podkreśla Kamila, również funkcję terapeutyczną – zwłaszcza w przypadku zakrywania nimi blizn po operacjach, przemocy czy oparzeniach. Dają poczucie kontroli nad własnym ciałem i jego „odzyskania” poprzez świadome modyfikacje. – Jedna dziewczyna jako dwulatka uległa poparzeniu. Rozległe i twarde blizny pokrywały jej ramię i połowę pleców, dlatego chciała zakryć je pięknym wzorem botanicznym. Inna po operacji rekonstrukcji piersi miała długą bliznę na klatce piersiowej. Stresowałam się przed tymi sesjami, ponieważ nie wiedziałam, czy uda mi się wbić tusz pod skórę na bliznach. Ale udało się. Było dużo wzruszeń i łez szczęścia – opowiada.

Od 2017 roku Kamila prowadzi własne ministudio tatuażu. (Fot. Radosław Kaźmierczak) Od 2017 roku Kamila prowadzi własne ministudio tatuażu. (Fot. Radosław Kaźmierczak)

Tatuaże mogą być też sentymentalną pamiątką po kimś bliskim. – Zdarza się, że przychodzą do mnie matka i córka, siostry czy koleżanki i tatuują sobie identyczny wzór jako pamiątkę po ważnej dla nich relacji – mówi Kamila. Kto najczęściej wybiera jej wzory? – Odkąd jestem w branży, są to niemal wyłącznie kobiety. Wytatuowałam może z dziesięciu mężczyzn – mówi ze śmiechem. Jakich wzorów nigdy nie wykona? – Kiedyś chodziłam w glanach i z irokezem na głowie, teraz mam łagodniejszy wygląd i jestem mamą dwójki dzieci, ale światopoglądowo zostałam punkiem. Nie tatuuję więc, mimo zapytań, motywów czy haseł faszystowskich, a także religijnych – wyjaśnia.

Z Klimtem na ramieniu

Realistyczne portrety olejne Darii Bidzińskiej, podejmujące problematykę wyobcowania i wykluczenia, zdobyły wyróżnienia między innymi podczas Biennale Malarstwa „Bielska Jesień” 2019, Grand Prix Fundacji im. Franciszki Eibisch, a także konkursu Studencki Obraz Roku w 2018 roku.

Wpływ na popularyzację tatuaży mogą mieć także zmieniająca się moda, szersza tolerancja w miejscu pracy, ale też ogromny wybór i różnorodność stylów, jakie oferują tatuatorzy - twierdzi Daria.(Fot. Radosław Kaźmierczak) Wpływ na popularyzację tatuaży mogą mieć także zmieniająca się moda, szersza tolerancja w miejscu pracy, ale też ogromny wybór i różnorodność stylów, jakie oferują tatuatorzy - twierdzi Daria.(Fot. Radosław Kaźmierczak)

– Do tatuażu pchnęła mnie ciekawość nowego narzędzia i podłoża. Wbrew pozorom igłami i tuszem można stworzyć wiele śladów i tekstur, dzięki czemu łatwo przekłada się realistyczny obraz na skórę – wyjaśnia.

Dziś to malowaniem zajmuje się po godzinach... Pierwsze tatuaże, podobnie jak w przypadku niemal wszystkich w branży, wykonała osobom ze swojego otoczenia w warunkach domowych.

– Razem z koleżanką z ASP ćwiczyłyśmy na własnych ciałach, ale pierwszy tatuaż zrobiłam samej sobie. Potem zaczęłam tatuować znajomych, a krąg zainteresowanych się powiększał. Półtora roku temu zaczęłam pracę w studio Zmierzloki Tattoo w Katowicach – mówi. Przez ten krótki czas zdążyła poprawić technikę i wykształcić niepodrabialny styl.

(Fot. Instagram artystki) (Fot. Instagram artystki)

– Dążę do realizmu. Są to najczęściej kobiece portrety uzupełnione o motywy florystyczne. Często odwołuję się do sztuki klasycznej, zwłaszcza rzeźby starożytnej, ale też do secesji. Inspirują mnie prace Botticellego, Rossettiego, Muchy i Klimta – wylicza. Wśród osób, które rezerwują u niej sesje, także przeważają kobiety. – One przypisują tatuażom funkcję zdobniczą. Przychodzą do mnie, ponieważ robię bardzo estetyczne wzory – tłumaczy.

Jej zdaniem to dowód na to, że powszechny odbiór tatuaży przeszedł ogromną metamorfozę. – Wpływ na popularyzację tatuaży mogą mieć także zmieniająca się moda, szersza tolerancja w miejscu pracy, ale też ogromny wybór i różnorodność stylów, jakie oferują tatuatorzy – dodaje.

Kobiety przeważnie przypisują tatuażom funkcję zdobniczą. Przychodzą do mnie, ponieważ robię bardzo estetyczne wzory – wyjaśnia Daria. (Fot. Radosław Kaźmierczak) Kobiety przeważnie przypisują tatuażom funkcję zdobniczą. Przychodzą do mnie, ponieważ robię bardzo estetyczne wzory – wyjaśnia Daria. (Fot. Radosław Kaźmierczak)

Fakt, że jest obecnie coraz więcej tatuatorek w branży, wiąże z nieograniczonym dostępem do edukacji dla kobiet. – To widać także w innych kreatywnych zawodach czy na uczelniach artystycznych. Edukacja daje możliwość rozwoju wewnętrznej autonomii i samoświadomości. Nic dziwnego, że coraz więcej kobiet stawia na samorealizację przed założeniem rodziny – mówi z przekonaniem. Właśnie w ten sposób, w kobiecych, niewielkich, prywatnych studiach, tworzy się dziś historia tatuażu. Ale także ta osobista, zapisywana na skórze. 

  1. Styl Życia

Inès de la Fressange: "Nie jestem buntowniczką, jestem Francuzką"

Inès de la Fressange (Fot.Getty Images)
Inès de la Fressange (Fot.Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Znaki rozpoznawcze? Połączenie luzu i elegancji, szeroki uśmiech, własna opinia. Nie chowa urazy i nigdy się nie poddaje. Modelka i projektantka Inès de la Fressange to ucieleśnienie paryskiego stylu i hartu ducha.

Zaczęła pani karierę modelki w wieku 17 lat, zaraz po maturze. Traktowała to pani jak przygodę czy zawód? Na pewno nie jak misję, jaką jest choćby zawód lekarza. Nigdy nie planowałam, że będę modelką, po prostu mi to zaproponowano. Nie spodziewałam się też, że będę nią tak długo. Modeling pozwolił mi ostatecznie stać się tym, kim jestem dzisiaj – stylistką i projektantką.

Bliscy nie byli przeciwni pani karierze? Pani rodzina wywodzi się z bardzo starej arystokracji. Takie rody często cechują sztywne kody zachowań. Moja rodzina zawsze wyłamywała się ze stereotypu sztywnych arystokratów! Wszyscy moi bliscy byli pełni fantazji, nietuzinkowi i kreatywni, całym sercem oddani kulturze i sztuce. Nie mieli żadnych uprzedzeń w stosunku do innych i zawsze dawali mi odczuć, że ufają moim wyborom. Jestem im za to bardzo wdzięczna, bo często obserwuję, jak z lęku o przyszłość swoich dzieci rodzice wprowadzają pełen nakazów i zakazów rygor, co nigdy daje dobrych rezultatów.

W latach 90. była pani najbardziej znaną francuską modelką na świecie, muzą głównego projektanta Chanel – Karla Lagerfelda. Kontrakt na wyłączność (pierwszy taki w historii) skończył się jednak w chwili, gdy zgodziła się pani pozować do nowego popiersia Marianny, symbolu francuskiej Republiki. Praca dla Chanel była dla mnie wielkim szczęściem i radością, ale kiedy merowie całej Francji wybrali mnie jako tę, która ma odzwierciedlać współczesną wizję Marianny, symbolu wszystkich francuskich wartości, nie mogłam i nie chciałam odmówić. Bardzo zdziwiło mnie, że ten pomysł spotkał się z tak zdecydowaną dezaprobatą Karla, ale ponieważ nasze stosunki były od jakiegoś czasu napięte, wybrałam wolność. W końcu hasło „Wolność, równość, braterstwo” nadal jest dewizą naszego kraju.

Inès de la Fressange jako panna młoda z Karlem Lagerfeldem na pokazie Chanel na sezon jesień/zima w 1988 roku. (Fot. Getty Images) Inès de la Fressange jako panna młoda z Karlem Lagerfeldem na pokazie Chanel na sezon jesień/zima w 1988 roku. (Fot. Getty Images)

Nie opuściła pani jednak świata mody – obecnie znów stoi pani na czele własnej marki – Inès de la Fressange Paris. Jej butik przez wiele lat znajdował się na Avenue Montaigne, najelegantszej ulicy w Paryżu. Dokładnie tam, gdzie mieszkał pani dziadek. Mój butik mieści się obecnie w Dzielnicy Łacińskiej. I ogromną przyjemność sprawia mi, kiedy widzę w nim babcię w towarzystwie wnuczki, wspólnie robiące zakupy. Stawiam raczej na sportowy szyk. Jestem przeciwna przeładowanym szafom, pełnym różnych ubrań, wzorów i dodatków. Lepiej posiadać ich niewiele, ale za to takich, które można ze sobą łączyć i zestawiać w wielu wariantach. Przesadny konsumpcjonizm nie jest dzisiaj na czasie, podobnie jak ostentacyjna elegancja. Staram się projektować ubrania, których zawsze sama poszukiwałam w sklepach i które mogłabym codziennie nosić.

Świat biznesu nie okazał się dla pani zbyt łaskawy: w wyniku konfliktu ze współudziałowcami została pani zwolniona i dopiero po 14 latach procesów odzyskała prawo do własnej marki. W tym czasie była pani dyrektorką artystyczną marki Roger Vivier, projektowała, pisała książki. Nie poddała się pani. Dzisiaj nazywa się to rezyliencją... Ludzie biznesu potrafią być pełni agresji, nieżyczliwi i pozbawieni zdrowego rozsądku, ale uważam, że istnieje coś w rodzaju sprawiedliwości, która sprawia, że zostają za to ostatecznie ukarani. Od kilku lat pracuję z Diegiem Della Valle z Roger Vivier. To ktoś wyjątkowy – bardzo dba o swoich pracowników, nie traci kontaktu z rzeczywistością i rozumie, że najważniejszy jest dobry produkt. Dzięki temu moja marka rozwija się wręcz wspaniale. Wracając do moich dawnych problemów – już o nich nie myślę. Nie chcę żyć z urazą ani życzyć komuś źle. To klucz do szczęścia!

W życiu prywatnym też przeżyła pani trudne chwile, mam na myśli nagłą śmierć pani męża, włoskiego historyka sztuki Luigiego d’Urso, ojca pani córek Nine i Violette. Jak po tym wszystkim udało się pani odnaleźć radość życia? Każdy z nas miewa w życiu problemy, a czasami nawet dramaty i tragedie. Moje córki i ja musiałyśmy znaleźć w sobie wiele odwagi, aby zmierzyć się ze stratą Luigiego, ale sądzę, że ostatecznie to doświadczenie wykształciło w nich wielkie pokłady współczucia i wielkoduszności. Myślę, że należy trzymać się listy tego, co w naszym życiu pozytywne, zamiast w kółko odtwarzać sobie w głowie, co się nie udało, albo bać się tego, co nastąpi.

Inès z Karlem Lagerfeldem oraz córkami Nine i Violette podczas Paris Fashion Week – Haute Couture jesień/zima 2014–2015. (Fot. Getty Images) Inès z Karlem Lagerfeldem oraz córkami Nine i Violette podczas Paris Fashion Week – Haute Couture jesień/zima 2014–2015. (Fot. Getty Images)

Jakie wartości stara się pani przekazać córkom? To moje córki przekazują mi swoje wartości! Ich pokolenie jest zdumiewające – bardzo feministyczne, otwarte na świat, zainteresowane ekologią, wielkoduszne i życzliwe w stosunku do starszych. Kiedy dziewczynki były małe, często powtarzałam im, żeby nie czyniły drugim tego, czego same nie chciałyby doświadczyć. Mówiłam, że większość ludzi na Ziemi nie żyje w takim komforcie jak one i że nie pomoże bycie piękną i elegancką, jeśli nie posiada się szerokiego uśmiechu. Myślę, że doskonale to zrozumiały.

Pani wielkoduszność przejawia się na przykład w tym, że działa pani w wielu stowarzyszeniach... Bardzo bliskie są mi problemy dotykające dzieci – czy to we Francji, czy w Afryce. Staram się też wspierać walkę z rakiem, chorobą Alzheimera i pomagać stowarzyszeniom stojącym na straży praw człowieka, jak Amnesty International. Nie wolno być obojętnym na świat.

Ma pani w sobie chyba coś z kameleona – szybko odnajduje się w nowych sytuacjach i dziedzinach. Kameleon zmienia kolor w zależności od miejsca i sytuacji, w jakiej się znajduje, ja wolę zachować określone poglądy. Ale to prawda, lubię interesować się różnymi dziedzinami i pracować z nowymi ludźmi. Myślę, że zdolność adaptacji nie wyklucza tego, że pozostaje się sobą.

W jednym z wywiadów powiedziała pani, że najlepszym sposobem, żeby osiągnąć sukces, jest „nie bać się nie podobać innym”. Miała pani na myśli siebie samą? Był czas, kiedy określano panią słowami „modelka, która mówi”. Czuje się pani buntowniczką? Nie, absolutnie nie jestem buntowniczką, jestem po prostu Francuzką! Zawsze robię, co mogę i jak mogę. Jako modelka chodziłam zygzakiem, szeroko się uśmiechałam i zawsze mówiłam to, co myślę. Nie świadczyło to o mojej rewolucyjności, ale dzięki temu wydawałam się bardziej autentyczna i szczera. Udało mi się, ale wszystko równie dobrze mogło się skończyć katastrofą!

Ale się nie skończyło! W wieku 63 lat jest pani kobietą biznesu i ikoną mody. Jaką radę dałaby pani dojrzałym kobietom? Nie poddawajcie się nostalgii, nie myślcie, że przedtem było lepiej, interesujcie się młodymi ludźmi i nowymi rzeczami. Oddajcie połowę swojej garderoby, wyrzućcie stare dokumenty i gazety, wysprzątajcie dom i patrząc na wasze aktualne zdjęcia, pomyślcie, że za dziesięć lat wydacie się sobie na nich po prostu fantastyczne! Oczywiście, nie jest przyjemnością kontemplować swoje zmarszczki czy siwe włosy, ale na szczęście mam moje dwie absolutnie cudowne córki, przy których bardzo często się uśmiecham. Moje zmarszczki wtedy trochę znikają...

Za granicą, a także w kraju jest pani ambasadorką paryskiej elegancji, napisała pani bestsellerowy poradnik „Paryski szyk”. Skąd u pani ta pasja do Paryża i paryżanek? Książka była rzeczywiście wielkim sukcesem, również w Polsce. Wciąż otrzymuję znad Wisły lajki na Instagramie, to bardzo miłe. A Paryż? Cóż, to bardzo zróżnicowane miasto, każda dzielnica żyje swoim własnym życiem. Mieszkali tu chociażby Francis Scott Fitzgerald, Maria Curie czy Ernest Hemingway, wszyscy oni wzbogacili to miasto, czyniąc je jeszcze bogatszym i ciekawszym. Jako dziecko mieszkałam na wsi i zawsze, kiedy przyjeżdżałam do Paryża, moją wielką radością była podróż metrem. A zresztą, kto nie lubi Paryża?

Latami paryski szyk był kwintesencją najlepszego stylu. Pojawiają się głosy, że to już minęło, a serce mody bije dziś raczej w Nowym Jorku, Londynie czy Mediolanie. Jeśli zapytam panią, jakie są najsłynniejsze marki mody na świecie, myślę, że nasuną się pani na myśl firmy francuskie... Paryski styl od zawsze wzbudza zachwyt, podobnie jak paryska kreatywność. Sztuka i moda mają jednak kosmopolityczny charakter – wielu stylistów we Francji jest obcokrajowcami. Podobnie elegancja istnieje wszędzie – najpiękniejsze kobiety, ubrane w sari, widziałam w indyjskim Radżastanie. Muszę też przyznać, że bardzo lubię pewną japońską markę...

Prawdziwa paryżanka pochodzi z prowincji – to też pani słowa… To często prawda, ale bycie paryżanką to tak naprawdę kwestia mentalności i estetycznych wyborów – prawdziwe paryżanki mogą mieszkać równie dobrze w Krakowie!

Z jednej strony żyje pani w paryskim szalonym tempie, z drugiej kocha południe Europy i dolce far niente. Czy to nie paradoks? Moje tempo nie jest wcale szalone, powiedzmy raczej, że dużo pracuję. Z wiekiem nauczyłam się już nie stresować. Aby móc efektywnie działać, należy stworzyć sobie niszę spokoju. Ja sama od czasu do czasu potrzebuję się rozluźnić i poleniuchować bez poczucia winy – to zapewne pozostałość dzieciństwa spędzonego poza miastem. Ale można też żyć w Paryżu czy innym wielkim mieście i nie miotać się bez przerwy. Trzeba tylko określić swoje priorytety, nauczyć się mówić „nie” i czasami po prostu zostać w domu.

Paryskie życie jest często krytykowane za snobizm, sztuczność, hipokryzję i obojętność. Pani sama jest krańcowo inna – spontaniczna i żywiołowa. Paryż pani nie zmienił? Głupcy, imbecyle, okrutnicy i ludzie nieżyczliwi istnieją na całym świecie, we wszystkich środowiskach zawodowych. Często mówię sobie, że muszą być naprawdę nieszczęśliwi, żeby przejawiać tyle agresji i małostkowości. Mnie zdrowe podejście do życia zaszczepiła niania, która była dla mnie jak druga matka. Była Polką i nazywała się Wiktoria Hacieja, ja mówiłam na nią Toja, inni – Wisia. Pochodziła z bardzo biednej rodziny, w dzieciństwie musiała chodzić boso do szkoły i często nie miała prawie nic do jedzenia. Powtarzała mi, że wiele ludzi ma dużo mniej szczęścia od nas, że należy im pomagać oraz cieszyć się z małych rzeczy. Piekłyśmy więc ziemniaki w ognisku, robiłyśmy girlandy z papieru albo laleczki z płatków maków i masowo produkowałyśmy strucle. Zawsze przy tym dużo się śmiałyśmy. Wiktoria nauczyła mnie kochać kwiaty i naturę. Mimo że przeczytała w życiu niewiele książek, wiedziała o nim więcej niż większość ludzi, których znam. Przez całe moje dzieciństwo opowiadała mi o swojej siostrzenicy, która została w Polsce i którą w końcu poznałam, kiedy miałam 20 lat. Część mojego serca jest polska – być może to właśnie pomaga mi cieszyć się każdym dniem.

Rozmawiamy w czasie pandemii koronawirusa. Jak znaleźć w tej sytuacji przestrzeń na szczęście? Rzeczywiście, nie jest to proste – i nie myślę jedynie o chorych. Wielu ludzi znajduje się czy za chwilę znajdzie w ciężkiej sytuacji ekonomicznej, inni czują się samotni, odizolowani od innych i pełni obaw o przyszłość. Dlatego tym bardziej nie należy sobie zatruwać życia niepotrzebnymi kłótniami, egoizmem czy rasistowskimi postawami. Życie jest zbyt krótkie, żeby je marnować na głupoty! 

Inès de la Fressange urodziła się w 1957 roku w Gassin jako córka Andrégo de Seignard, markiza de La Fressange, maklera giełdowego, oraz Cecilii Sánchez Cirez, argentyńskiej modelki. Razem z dwójką braci wychowywała się w XVIII-wiecznym młynie pod Paryżem. Obecnie mieszka w Paryżu z drugim mężem Denisem Oliviennesem. Ma na swoim koncie kilka poradników stylu. Najnowszy to – napisany wspólnie z Sophie Gachet – „Paryski szyk jeszcze raz. Podręcznik stylu”, Dom Wydawniczy Rebis.

  1. Styl Życia

Sewing Together - projekt, który wspiera kobiety w Kenii

Maja Kotala z jedną ze swoich studentek z Sewing Together (fot. archiwum prywatne)
Maja Kotala z jedną ze swoich studentek z Sewing Together (fot. archiwum prywatne)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Dla kenijskich dziewcząt dzień zaczyna się zwykle od prac domowych i rodzinnych obowiązków. Jednak coraz więcej z nich docenia możliwość nauki. Każda nowa umiejętność, jak szycie czy projektowanie ubrań, może dać im szansę na zarobienie własnych pieniędzy i większą niezależność. – Cały kurs jest za darmo. W tej chwili uczę 5 dziewczyn. Szyjemy letnią kolekcję. Za 3 tygodnie robię zmianę i zaczynam naukę z nowymi osobami – mówi Maja Kotala, pomysłodawczyni programu Sewing Together.

Dla kenijskich dziewcząt dzień zaczyna się zwykle od prac domowych i rodzinnych obowiązków. Jednak coraz więcej z nich docenia możliwość nauki. Każda nowa umiejętność, jak szycie czy projektowanie ubrań, może dać im szansę na zarobienie własnych pieniędzy i większą niezależność. – Cały kurs jest za darmo. W tej chwili uczę 5 dziewczyn. Szyjemy letnią kolekcję. Za 3 tygodnie robię zmianę i zaczynam naukę z nowymi osobami – mówi Maja Kotala, pomysłodawczyni programu Sewing Together.

Większość uczennic w szkole jest między 19 a 25 rokiem życia. Chociaż pochodzą z różnych plemion (Luhia, Masajowie) dobrze się dogadują i są dla siebie nawzajem wsparciem. – Mam 15 lat doświadczenia w branży modowej i chciałam się z tym doświadczeniem podzielić z innymi. – podkreśla Maja Kotala – Pierwszy projekt edukacyjny uruchomiłam za swoje oszczędności oraz pieniądze zebrane od rodziny i przyjaciół. Wyjechałam do Ugandy, żeby przetestować program Sewing Together i dołączyłam wówczas do marki Kimuli Fashionability. Zajmowałam się produkcją płaszczy przeciwdeszczowych, szytych z worków po cukrze. Wyszkoliłam wtedy pierwsze 4 studentki, które bazując na moich metodach, wyszkoliły kolejne 5 osób.

Projekt Sewing Together powstał w 2018 roku. Jego idea polega m.in. na tym, że wyedukowane kobiety szkolą kolejne. Maja jednak nie tylko uczy szycia. – Uczę je jak tworzyć kolekcje. Uczę podstaw biznesu, marketingu, sprzedaży, umiejętności targowania się i tego jak zachować się wobec klienta. Zapraszam też ich rodziców, żeby mogli zobaczyć prace swoich córek.

Maja Kotala ze światem mody zetknęła się w wieku 18 lat. Przez 5 lat mieszkała w Sydney, gdzie ukończyła studia projektowania mody. Kolejne 6 lat spędziła w Paryżu, pracując dla branży modowej (reprezentowała marki modowe na rynku światowym).

Dlaczego Afryka? – Kontynent afrykański od zawsze był w moim sercu. Od dziecka byłam podróżnikiem. Cztery lata temu zaczęłam szukać swojego miejsca w życiu. Zrozumiałam jakie życie przyniosło mi szczęście i postanowiłam dzielić się tym, co otrzymałam. Po Australii i Paryżu odnalazłam swoje miejsce w Afryce. Afryka jest pełna piękna, kolorowa, otwarta. Nigdy nie spotkałam się z tak dobrym nastawieniem. Tu poczułam się naprawdę wolna – mówi Maja – Pomimo ogromnej biedy i problemów nie widać tego na twarzach ludzi, zawsze pogodnych i uśmiechniętych. Ci ludzie są pełni radości i determinacji. Nabrałam więc siły, żeby walczyć o te utalentowane dziewczyny.

Dzień Kobiet Dzień Kobiet

Swoją przygodę z Afryką i z działalnością na rzecz innych ludzi Maja zaczynała od Ugandy i Nairobi. W 2019 r. w Nairobi przyłączyła się do Armii Zbawienia, która miała pod opieką dziewczęta z Girls Training Center (szkoła dla młodych kobiet, które ze względów ekonomicznych nie dokończyły edukacji). Jak wspomina: - Podczas tego wyjazdu wyszkoliłam 20 kobiet, dając im umiejętność projektowania, szycia, umiejętności prowadzenia biznesu i coś, czego nie uczą w żadnych szkołach - „women empowerment”. Każdego dnia inspirowałam je do walki o siebie, wiary w swoje siły, pokazywałam jak pielęgnować kobiecość, czego zwieńczeniem był zorganizowany wspólnie pokaz mody. Dziewczyny prezentowały stworzoną wspólnie kolekcję, a same wcieliły się w role modelek. Skupiłam się bardziej na tym, żeby je zmotywować do działania. Dzięki temu one nabrały chęci do nauki, za co były bardzo wdzięczne. Nie inspiruje się tutaj kobiet do tego, żeby się uczyły. Nie budują one wiary w siebie. Mężczyźni zwykle podchodzą do nich „z góry”, jak do niższych rangą.

Kolekcja spodni uszytych z kikoy - jednego z ostatnich materiałów, który jest ręcznie tkany w Kenii (fot. archiwum prywatne) Kolekcja spodni uszytych z kikoy - jednego z ostatnich materiałów, który jest ręcznie tkany w Kenii (fot. archiwum prywatne)

Dla większości dziewczyn w Kenii (ale też w innych afrykańskich państwach) poranek zaczyna się od prac związanych z domem (gotowanie, sprzątanie). Starsi z rodzeństwa odpowiedzialni są za młodszych, więc tutaj też trzeba wywiązać się z przydzielonych obowiązków. Pozycja kobiet w Kenii jest wciąż dosyć trudna. Pomocne jest jednak to, że niemal wszystkie młode kobiety mówią po angielsku, który jest podstawowym językiem w szkole (dzieci uczą się w języku angielskim już od szkoły podstawowej). Znają też suahili oraz swoje języki plemienne.

Dziewczynom w szkole Sewing Together ta nauka daje możliwość odcięcia się od silnego stereotypu, według którego kobieta ma przede wszystkim siedzieć w domu i zajmować się z dziećmi. – Jedna z moich uczennic pochodzi z rodziny muzułmańskiej i nie wolno jej iść na studia. W szkole radzi sobie najlepiej. Jest bardzo zdolna. Inna z kolei jest młodą matką, która walczy o swoją niezależność. Mam też uczennicę, która z przymusu studiuje coś w rodzaju hotelarstwa, ale jej pasją jest moda – wymienia Maja.

Sewing Together, wraz z marką Nago, angażuje się w walkę z ubóstwem menstruacyjnym (fot. archiwum prywatne) Sewing Together, wraz z marką Nago, angażuje się w walkę z ubóstwem menstruacyjnym (fot. archiwum prywatne)

Program Sewing Together współdziała z lokalnymi organizacjami, które również niosą pomoc (m.in. z polską Fundacją Mogę Się Uczyć, także działającą na miejscu). Dziewczyny, które zaczynają naukę szyją torebki i podpaski wielorazowego użytku. Razem z Fundacją wspomagają akcję związaną z ubóstwem menstruacyjnym. – Miałam możliwość podróżować po Kenii, więc tutaj problem ubóstwa menstruacyjnego jest bardzo widoczny. Niektóre dziewczynki, nie mając żadnych środków na czas menstruacji, ze wstydu nie przychodzą do szkoły. W niektórych odległych wioskach dzieciom brakuje ubrań. Brakuje więc materiałów, które można by użyć jako popaski – podkreśla Maja Kotala. – Uszyłyśmy właśnie 100 podpasek wielorazowego użytku, które zostaną za chwilę dostarczone do wioski Masajów. U Masajów nie mówi się o takich rzeczach jak menstruacja czy seksualność. Nawet bieliznę suszy się pod innymi ubraniami. Uszyłyśmy więc dodatkowo woreczki, w których dziewczęta będą mogły suszyć swoje podpaski.

Oprócz charytatywnie działającej szkoły, założeniem programu Sewing Together jest też ekologiczne i zrównoważone podejście do mody. Większość kolekcji bazuje na upcyklingu. Ubrania szyte są najczęściej z bawełnianych prześcieradeł i pościeli. Szkoła zakupiła też dobrej jakości żagle od miejscowych żeglarzy, z których dziewczyny uszyły kurtki.

– Mam takie podejście, że nie chcę prosić o pieniądze. Wolę, żeby ktoś coś kupił i w ten właśnie sposób wsparł nasz projekt. Dlatego też założyłam internetowy Charity Shop z naszymi produktami (T-shirtami, biżuterią), wszystko po to, aby utrzymać szkołę i móc szkolić kolejne osoby. Coraz szerzej współpracujemy też z polskimi markami, które dedykują nam swoje produkty (Moja Butelka, Feba, Many Mornings), a część dochodu ze sprzedaży wspiera działania Sewing Together – podkreśla założycielka. – Moim celem jest, żeby ten projekt coraz bardziej się rozwijał. Zależy mi, żeby niebawem stworzyć dla tych uczennic miejsca pracy…

www.mkotala.com