1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda

Zapisane w genach

Za urodę odpowiada skomplikowana kombinacja genów. (Fot. BEW)
Pamiętam, jak moja mama rozdzielała sklejone tuszem rzęsy igłą, obserwowałam to z fascynacją. Dziś zmieniły się produkty do makijażu i kremy, ale wspomnienie zostało. O to, co dziedziczymy po rodzicach, jak dbać o swoją skórę i czego uczyć własną córkę, zapytałam genetyczkę, dermatolożkę i wizażystkę.

Ewa Bartnik, genetyk, profesor biologii, popularyzatorka nauki

Pani profesor, znane osoby w wywiadach na pytanie o to, jak dbają o cerę, mówią, że „ich piękna cera to zasługa genów”…
Raczej dobrego lekarza, przynajmniej gdy patrzy się na amerykańskie aktorki. Oczywiście pewne typy karnacji starzeją się lepiej niż inne. Ważna jest też kwestia struktury kostnej. Jednak na ten temat genetycznie naprawdę nic nie wiemy. Wiemy natomiast, że fotostarzenie ma duży wpływ na wygląd cery, więc na pewno warto stosować kremy z filtrami SPF. Coś na pewno jest zapisane w DNA, ale wiele rzeczy zależy od nas. Są kobiety tak nieprawdopodobnie piękne, że aż serce ściska. Ale skąd to się wzięło? Kształt twarzy, struktura kości, wielkość oczu. To na pewno jest jakaś kombinacja genów. Ale czy wszystkie piękne aktorki mają pięknych rodziców? Niekoniecznie.

Więc nie jest prawdą, że inteligencję dziedziczy się po matce, a urodę po ojcu?
To błędne zdanie, nie wiem, skąd się wzięło. Moim najukochańszym przykładem są Ingrid Bergman i Isabella Rossellini – matka i córka, obie aktorki, obie przepiękne. Tata Isabelli Rossellini był reżyserem, który słynął z tego, że był reżyserem, a nie ze swojej urody. Z drugiej strony mamy przykłady ojców i synów, którzy otrzymali Nagrodę Nobla. Jak Arthur Kornberg, amerykański biochemik i lekarz, oraz Roger Kornberg, chemik, profesor biologii, obaj uhonorowani Noblem. Podobnie jak Bohrowie, ojciec i syn. Myślę, że przykładów znalazłoby się więcej.
Od obojga rodziców dziedziczymy po 23 chromosomy, w tym dwa chromosomy odpowiedzialne za naszą płeć – dziewczynki mają dwa chromosomy X, po jednym od mamy i taty, a chłopcy jeden chromosom X od mamy oraz jeden chromosom Y od taty. Ale geny na inteligencję nie są umieszczone tylko w jednym chromosomie. Podobnie cechy wyglądu, takie jak: kształt twarzy, kolor oczu, włosów, skóry, są zapisane w kilku lub kilkudziesięciu czy więcej genach. Nie można w prosty sposób powiedzieć, po kim te cechy zostały odziedziczone.

Można powiedzieć, że jesteśmy miksem genów rodziców?
Jesteśmy miksem genów naszych przodków. Dzieci nie są przecież identyczne jak rodzice i choć charakterystyczne cechy przechodzą z pokolenia na pokolenie, to zdarzają się różne niespodzianki. Do niedawna jako swoisty papierek lakmusowy zdrady traktowany był kolor oczu. Dziś wiemy, że niesłusznie. Dziecko niebieskookich rodziców może mieć brązowe oczy. A dziecko rodziców o czarnych oczach może mieć zielone tęczówki. Kolor oczu nie zależy wcale od jednego genu. W dzisiejszych testach, które służą do nam do określania koloru oczu czy włosów, na przykład w medycynie sądowej, mamy aż kilkanaście markerów genowych do oznaczenia i dopiero poznanie ich wszystkich pozwala nam ustalić, jaki kolor oczu miał dany człowiek. A geny naszych przodków mogą się wymieszać tak, że dają najróżniejsze odcienie tęczówek. Wiem to po sobie. Mój ojciec miał oczy piwne, mama miała szaroniebieskie, ja mam zielone. Mój mąż z kolei ma szare, a nasze dzieci zielone.

W książce „Co kryje się w naszych genach?” pisze pani, że w przypadku cech charakteru, inteligencji czy predyspozycji do różnych dolegliwości geny mają wpływ w 50 proc., pozostałe 50 proc. to czynniki środowiskowe. Czy podobnie jest z procesem starzenia, jakością cery?
Opowiem pani anegdotkę, którą opowiadam studentom. Gdy byłam młoda, jeszcze nie miałam dzieci, byliśmy z grupą znajomych na kajakach i wysłali mnie do wsi po masło. Musiałam je sama ubijać, bo go nie było. Gospodyni mnie pyta, ile mam lat. Mówię, że 27. Ona mówi: „Ja też!”. Tyle że ta kobieta była bezzębna, pomarszczona, zasuszona. Szóstka dzieci. Złe żywienie.

Czyli jednak warto po prostu dbać o siebie.
Każdej cerze zrobi dobrze stosowanie dobrych kosmetyków. Ja zawsze wydawałam na to dużo pieniędzy. Jestem z 1949 roku, więc sporą część mojego życia spędziłam w czasach, kiedy krem był albo go nie było. Kiedy kosmetyki stały się bardziej dostępne, zawsze stosowałam kremy z filtrem. Moja mama była ruda i bardzo dbała, żebym unikała słońca. Dzięki temu mam mało przebarwień na skórze. Zawdzięczam to nie genom, tylko bezpośrednio mamie.

(Fot. materiały prasowe)

Aleksandra Jagielska, dermatolog, lekarz medycyny estetycznej, właścicielka warszawskiej Kliniki Sthetic, mama Pauliny

Aleksandra Jagielska, dermatolog, lekarz medycyny estetycznej, właścicielka warszawskiej Kliniki Sthetic, mama Pauliny. (Fot. archiwum prywatne)

Pani doktor, jak pani pielęgnuje swoją skórę?
Przede wszystkim bardzo dokładnie ją oczyszczam. Do zmywania makijażu używam mleczka kosmetycznego, które rozprowadzam szczoteczką soniczną. Mam przy okazji lekki masaż twarzy. Spłukuję mleczko wodą. Potem przecieram skórę tonikiem na bazie wody różanej. Codziennie rano używam serum z antyoksydantami (moje ulubione to Tannic CF Serum marki Alphascience) i kremu pielęgnacyjnego. Lubię odżywcze formuły, na przykład Vichy Neovadiol czy Lierac Premium. A pod oczy od lat używam Shiseido Benefiance. To bogaty krem, który daje mi uczucie komfortu przez cały dzień. Na noc również nakładam na twarz serum. W okresie jesienno-zimowym jest to produkt z retinolem. W dzień obowiązkowo krem z SPF, staram się wybierać filtry mineralne.

Czy tej uważności w dbaniu o siebie nauczyła się pani od mamy?
Moja mama lubiła się malować, zawsze używała perfum. Ja też to lubię i na co dzień używam perfum. Podobnie jak ona nie lubię pudru. Mama była piękną kobietą, w której się wszyscy kochali, ale nie pamiętam, żeby miała rozbudowane rytuały pielęgnacyjne. Latem robiła sobie maseczki z plasterków ogórka czy rozgniecionych truskawek, to jeszcze zostało mi w pamięci.

A pani córka sięga po kremy, których pani używa?
Ona też lubi się malować, ale kremów jeszcze nie używa na co dzień. Ma piękną młodą skórę, nie ma takiej potrzeby.

Naprawdę? Nie mówi pani córce, że od najmłodszych lat trzeba dbać o skórę?
Nie! Może czasem, jak widzę, że ma bardziej przesuszoną skórę. Paulina nigdy nie miała skłonności do trądziku, podobnie jak moja mama i ja. Wszystkie trzy mamy piękną, porcelanową skórę. Nie jestem zwolenniczką nadmiernej pielęgnacji, gdy nie ma takiej potrzeby. Na wakacjach dbam o to, żeby się smarowała kremem z filtrem. Czasem wysyłam ją na zabieg Geneo. Działa złuszczająco, zwęża pory, dotlenia skórę. To naprawdę wystarczy.

Ale teraz jest tak dużo rzeczy na półkach w drogeriach, do tego reklamy przekonują, że od urodzenia niemal zaczynamy się starzeć, więc trzeba smarować, wklepywać, masować…
Jesteśmy na to odporne, zawsze kierujemy się swoim rozsądkiem. Dlatego zamiast zbędnych kremów dbam o dobrej jakości wodę (nie z plastiku) i jedzenie. Holistyczne podejście jest ważne.

Stosuje pani suplementację?
Na co dzień bierzemy witaminę D3, jesienią i zimą także olej lniany i acerolę. Ja robię sobie jeszcze kuracje z kolagenem.

Ma pani piękne włosy. Dba pani o nie w szczególny sposób?
Jest taki świetny olejek Khadi Ayurvedic Hair Oil, który sobie wcieram w skórę głowy. Lubię też olej z korzenia łopianu z ziołami Nami. Do moich systematycznych rytuałów pielęgnacyjnych należy też kąpiel w soli. Może to być sól z Morza Martwego, ale może też być nasza kłodawska. Wsypuję do wanny kilogram soli, dodaję pół butelki octu jabłkowego i dwie łyżki miodu. Mam mały ręczniczek, którym robię sobie też kompres na twarz. Skóra jest potem jedwabista. Uważam, że takie kąpiele i wcieranie oleju we włosy działają rewelacyjnie.

To proszę zdradzić jeszcze swoje ulubione zabiegi gabinetowe.
Lubię wszelkiego typu mezoterapie, na przykład Restylane Skinboosters Vital. Ostatnio testowałam nowy Dermapen na twarz i szyję. Z zabiegów, które kondycjonują skórę, lubię laser oraz HIFU. Raz w roku robię sobie SonoQueen, które wykorzystuje tę technologię. Chodzę też na refleksologię twarzy do pani Mai Krauze. Twarz po masażu jest zliftingowana, rozświetlona i wypoczęta. Na ciało stosuję zabiegi modelujące, choćby Ondę. Polecam też endermologię.

Łazienkowa półka doktor Aleksandry Jagielskiej: 1. Krem Premium Lierac 50 ml/380 zł. 2. Anti-age booster NEAUVIA 10 × 25 ml/138 zł. 3. Serum Retinol 10TR Intense MEDIK8 15 ml/233 zł. 4. Szczoteczka soniczna Luna 3 foreo 849 zł. 5. Tonik różany PIXI 100 ml/59 zł (Sephora). 6. Serum do twarzy i szyi SPF 50 Lamelat™ pharmann 30 ml/195 zł. (Fot. materiały prasowe)

Aneta Kacprzak, makijażystka i stylistka fryzur, stworzyła własną markę akcesoriów Kacase, firmę prowadzi z córką Alicją

Aneta Kacprzak, makijażystka i stylistka fryzur, stworzyła własną markę akcesoriów Kacase, firmę prowadzi z córką Alicją. (Fot. Ania Powałowska)

Czy pani mama się malowała i stąd pani miłość do makijażu?
Moja mama zawsze się malowała. Ma urodę, która kojarzy się z latami 60. Robiła sobie charakterystyczny dla tego czasu makijaż – kreska na górnej powiece, brew podkreślona, róż Bourjois, kolor na ustach – brąz albo róż. Zawsze była idealnie umalowana. Tak po prostu było, nie odbierałam tego jako czegoś wyjątkowego. Ale tak naprawdę fascynacja makijażem narodziła się dopiero, gdy zaczęłam studiować charakteryzację. Zakochałam się w tym, że można człowieka zmienić, że jest tyle możliwości.


Makijaż należy dopasowywać do wieku czy wszystko wolno?
Kiedyś było takie popularne określenie „stara maleńka”. Pokazuje, że jednak są pewne zasady, których dobrze jest się trzymać. Przede wszystkim nie przesadzać, nie przemalowywać się. Mam dwudziestoletnią córkę i wiem, że dziewczyny chcą się malować. Czasem po prostu potrzebują, żeby na przykład przykryć trądzik. Sypkie kilkuskładnikowe podkłady mineralne, jak Annabelle Minerals, nie tylko maskują, lecz nawet ratują skórę, przysuszają zmiany trądzikowe.

Pani torba z kosmetykami to musiał być raj dla córki.
Moja torba z kosmetykami to moja praca. Nie można jej dotykać. Taka była zasada od zawsze. Ale mamy w domu koszyk z kosmetykami, do którego trafiają rzeczy, których już nie używam na sesjach. Poza kremami i podkładami, które mamy swoje ulubione, można tam zawsze znaleźć różne różności. Wystarczy poszperać.

Jakie są ulubione kosmetyki pani córki?
Alicja czyta uważnie składy, szuka naturalnych produktów dobrej jakości. Używa mineralnych podkładów, przedłuża brew. Zwykle robi sobie delikatną kreskę nad rzęsą, rozciera ją cieniem. Oczywiście, nie raz, nie dwa malowałam Alicję na imprezę i ona wie, gdzie co sobie położyć. Zresztą jest młoda, więc może wszystko! Chociaż serce mnie boli, gdy widzę młode dziewczyny, które robią ze swojej twarzy kopie kogoś innego. Nie zawsze w tym, co jest modne, będziemy dobrze wyglądać. Dlatego dobrze jest usiąść ze sobą przed lustrem. Nie unosić brwi, nie robić min, tylko usiąść bezmyślnie. Wtedy dopiero zobaczymy wszystkie mankamenty, każdą asymetrię. Makijaż to jest magia. Możemy dużo zmienić, ale trzeba się malować, widząc prawdziwą siebie.

Co warto zmienić w makijażu z wiekiem, gdy zmieniają się rysy i jakość skóry? Czy pani makijaż się zmienił?
Kiedyś używałam mocno matujących kosmetyków. Dziś moja skóra wyglądałaby w nich jak zasuszona skórka jabłka. Teraz wybieram lekkie, rozświetlające podkłady. Korektor pod oczy – u dojrzałych kobiet to jak najbardziej konieczne – i to taki fajny, żeby odbijał światło, a nie był kamuflażem, który kumuluje się w zmarszczkach. Lubię też róż na policzkach. Z latami widzę, że ta apetyczna świeżość na policzkach dobrze robi, odmładza. Sama coraz chętniej sięgam po róż, chociaż wcześniej używałam tylko bronzerów. Do tego delikatny rozświetlacz w kremie (jak MyStarLighter polskiej marki Miya), którego używam na kość jarzmową, na powiekę górną i na szczyt kości nosowej. Staram się nie nakładać na brodę, bo to wygląda, jakby się zjadło rosół. Wytuszowane rzęsy zawsze otwierają oko. Cieni używam na co dzień mało. Jeśli już, to naturalny kolor roztarty palcem. Coś opalizującego, żeby oko połyskiwało przy mruganiu. Tylko że nie może to być perła. Lepsze będą drobno zmielone drobinki, wręcz jak brokat. Perła wyciąga każde załamanie skóry.

A co z ustami?
Gdy malujemy usta, a mamy opadające kąciki, co zdarza się z wiekiem – nie należy do końca ich podkreślać. Lepiej wytracić kreskę troszkę wcześniej, żeby makijaż był „niedopowiedziany”. Albo po prostu rozetrzeć odrobinę pomadki palcem.

Z kosmetyczki Anety Kacprzak: 1. Róż NÉo Make up 62 zł (Douglas). 2. Mineralny podkład rozświetlający Annabelle Minerals pojemność podkładu – albo 4g - 39,99zł albo 10g - 64,90zł. 3. Rozświetlacz Miracle Glow Duo MAX Factor 28,10 zł. 4. Cień z palety Master Metals Makeup by Mario 220 zł (makeupbymario.com). 5. Naturalny, wegański tusz do rzęs Nature Enhanced Length ISADora 69 zł. 6. Szminka MIYA 39,99 zł(miyacosmetics.com). (Fot. Materiały prasowe)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Co kryje się w naszych genach? Ewa Bartnik Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze