1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Dlaczego dzieci powinny czytać książki?

Dlaczego dzieci powinny czytać książki?

123rf.com
123rf.com
Specjaliści zajmujący się rozwojem dziecka w sposób szczególny podkreślają wpływ czytania na aktywizację pięciu obszarów kompetencyjnych: komunikacji, odpoczynku, inteligencji emocjonalnej, koncentracji i emocji.

W dzisiejszym świecie książka nie jest dla naszych dzieci ani jedynym źródłem informacji, ani głównym źródłem rozrywki. Dlaczego zatem wciąż sięgają po książki? Dlaczego nam, rodzicom, powinno zależeć, aby to robiły?

Komunikacja

Czytanie poszerza doświadczenia językowe dziecka, rozwija słownictwo, uczy wyrażać myśli i rozumieć sposoby mówienia innych ludzi. Im bogatszy język, tym sprawniejsze wyrażanie własnego zdania, lepsza umiejętność werbalizowania uczuć i potrzeb. Przeczytane w książkach historie uczą dostrzegania związków przyczynowo-skutkowych, odnajdywania zależności i wyciągania własnych wniosków. Jednym słowem, czytanie kształtuje umiejętność samodzielnego myślenia i formułowania myśli – kompetencje niezbędne do właściwego funkcjonowania społecznego.

Odpoczynek

Są dzieci, które mają spore trudności ze zrelaksowaniem się, wyciszeniem  i odpoczynkiem od nadmiaru stymulacji i wrażeń. Bywają przez to nadmiernie pobudzone i chaotyczne w działaniu. Czytanie książek to jeden z najlepszych sposobów relaksu. Podróż w świat wyobraźni daje wytchnienie i tak potrzebną współczesnym dzieciom ciszę, zwłaszcza po zbyt długim oglądaniu telewizji czy graniu na komputerze.

Inteligencja emocjonalna

Samodzielne czytanie wymaga od dziecka podjęcia wysiłku oraz wytrwania w nim  dla osiągnięcia celu (przeczytania książki do końca). Wyrabia w dziecku cierpliwość  i umiejętność oczekiwania na nagrodę odroczoną w czasie. Nagrodę tym większą,  że osiągniętą wyłącznie własną pracą. Realizowanie przez dzieci zadań z tzw. odroczonym efektem wpływa pozytywnie na rozwój ich inteligencji emocjonalnej, niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania psychicznego.

Nauka samodzielnego czytania jest częścią mądrego wychowania, polegającego między innymi na stworzeniu klimatu, w którym nie wszystko musi być szybko, natychmiast. Kształtuje postawę cierpliwości, skupienia i refleksji nad tym, co się robi.

Koncentracja

Brak koncentracji u dzieci jest naturalnym zjawiskiem na jednym z etapów rozwoju. Obecnie jednak psychologowie dziecięcy, wychowawcy, a także rodzice napotykają coraz większe trudności w pracy z dzieckiem nad umiejętnością skupiania uwagi. Wynika to  z rosnącej liczby bodźców, jaka otacza nas w codziennym życiu. Dzieci bywają niespokojne i nadmiernie pobudzone. Nieumiejętność skupienia się na rzeczach istotnych sprawia, że stają się niepewne siebie i trudno znoszą porażki.

Ćwiczenie koncentracji uwagi to bardzo trudne zadanie, ale niezbędne do prawidłowego rozwoju intelektualnego. Rodzice i bliscy dorośli powinni wspierać dzieci we wszystkich aktywnościach, które pomagają wydłużać czas koncentracji, szczególnie na tych zadaniach, które wymagają niepodzielności uwagi. Jedną z takich aktywności jest właśnie nauka czytania.

Emocje

Treść książki często staje się pretekstem do rozmowy z rodzicami czy rówieśnikami na ważne dla dziecka tematy. Czytanie odpowiednich książek jest polecane jako forma leczenia psychoterapeutycznego dzieci nieśmiałych, nadmiernie agresywnych, z szeroko pojętymi trudnościami w rozwoju emocjonalno-społecznym. Książka może pomóc zarówno w poznaniu sytuacji, z którymi dziecko się nie zetknęło, jak też posłużyć za temat rozmowy o trudnych emocjach, których samo doświadcza. Czytanie uczy empatii i wrażliwości.

Wspierajmy, cieszmy się z postępów, czytajmy!

Nie ma wątpliwości, że czytanie jest niezbędne dla rozwoju naszych dzieci. Na szczęście stanowi jedną z niewielu konieczności życiowych, która jest zarazem przyjemna. Sprzyja intelektualnemu i emocjonalnemu oraz, co najważniejsze dla samego czytelnika, przynosi mnóstwo frajdy!

Jako rodzice kibicujmy naszym dzieciom w tej nauce. Zamiast sprowadzać czytanie do kolejnej metody stymulującej rozwój dziecka, spróbujmy traktować je jak wartościową zabawę lub rozrywkę, którą przecież w gruncie rzeczy jest. Nauczmy się uznawać za sukces każdą sytuację, w której nasze dziecko samo sięga po książkę: ogląda okładkę, ilustracje, czyta pierwsze słowa, a potem zdania. Propagujmy takie zachowania, okazując zainteresowanie, rozmawiając z dzieckiem o tym, co właśnie obejrzało i przeczytało. Pamiętajmy też, aby nigdy nie traktować czytania jak kary! Z praktyki zawodowej wiem, że niektórym rodzicom zdarza się, w odpowiedzi na złe zachowanie dziecka, stosować wariant kary „nie ma telewizji – będziesz czytać!”. Kto polubi coś, co musi robić za karę?

Kupując dzieciom zabawki edukacyjne i zapisując je na zajęcia mające rozwijać ich zainteresowania, czasem chyba zapominamy, że czytanie książek także zaspokaja wiele dziecięcych potrzeb, a nam rodzicom ułatwia życie. Umożliwienie dziecku kontaktu z książką nie wymaga przymusu ani nacisku, pozbawione jest trudności organizacyjno-logistycznych, a dzięki niewielkim nakładom finansowym (chwała bibliotekom) książka znajduje się wprost na wyciągnięcie ręki.

Czytanie książek nie jest lekarstwem na wszystkie trudności naszych dzieci w nauce, ale niewątpliwie jest jednym z najlepszych sposobów na ich uniknięcie. Powtórzę jednak raz jeszcze: czytanie to także świetna zabawa!

Iwona Chądrzyńska – psycholog dziecięcy, terapeuta pedagogiczny, kinezjolog edukacyjny, od ponad 10 lat pomagająca dzieciom, rodzicom i nauczycielom, mat.pras. akcji Akcji „Czytam sobie”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Książki dla dzieci, które warto znać

Zamiłowanie do lektury warto rozwijać u dzieci od małego, bo dzięki temu nigdy nie poczują się samotne. (Fot. iStock)
Zamiłowanie do lektury warto rozwijać u dzieci od małego, bo dzięki temu nigdy nie poczują się samotne. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Książki są jak najlepszy przyjaciel: nie mają humorów; nie obrażają się, jeśli je odłożysz na bok na kilka tygodni; nie zadają pytań, a jednak przynoszą odpowiedzi… Zamiłowanie do lektury warto rozwijać u dzieci od małego, bo dzięki temu nigdy nie poczują się samotne. Oto kilka książek dla najmłodszych, które warto im podsunąć do czytania. Albo jeszcze lepiej: przeczytać wspólnie.... Bo i dorośli mogą w nich znaleźć inspiracje dla siebie.

„Realny świat”, Sara Pennypacker, wyd. IUVI

Niejedno dzieciństwo zostało uratowane przez wyobraźnię. Przychodzi ona też z pomocą bohaterom powieści „Realny świat”:  Jolene i Ware’owi, którzy podczas wakacji odkrywają w swoim mieście ziemię niczyją. Staje się ich tajemniczą krainą i początkowo dla każdego z dzieci oznacza coś innego: dla chłopca jest miejscem, gdzie przeżywa namiastkę beztroskiego lata, o którym marzył, zanim rodzice zapisali go na półkolonie; dla dziewczynki – dzikim ogrodem, gdzie może wyhodować rośliny na sprzedaż. Kiedy o dostęp do terenu upomni się jeszcze jedna dziewczyna – Ashley, dwójka przyjaciół zewrze szyki. Ale nie o walkę o ziemię w tej opowieści chodzi, a o walkę o spełnienie marzeń, co nieraz wymaga jeszcze większego bohaterstwa.

„Realny świat”, Sara Pennypacker, wyd. IUVI „Realny świat”, Sara Pennypacker, wyd. IUVI

„Piękno Teo”, Agata Królak, wyd. Hokus-Pokus

Nad znalezieniem odpowiedzi na pytanie, czym jest piękno, ludzie głowią się od zarania dziejów. Skoro to takie trudne, to jak z dylematem „ładne/nieładne” poradzić ma sobie mały Teo (który w poprzedniej książce z serii usiłował dociec, gdzie dokładnie mieszkają jego myśli)? Szczęśliwie ma rodziców, którzy wyjaśniają mu, że piękno wiąże się z byciem sobą − każdy z nas jest piękny, bo wyjątkowy, niepowtarzalny, drugiego takiego nie ma! Książka napisana i zilustrowana przez Agatę Królak jest przeznaczona dla dzieci od lat pięciu −  górnego limitu brak i bardzo dobrze, bo jej przesłanie powinno trafić do osób w każdym wieku. Niejeden całkiem dorosły człowiek wciąż zamartwia się tym samym, co pięcioletni bohater...

„Piękno Teo”, Agata Królak, wyd. Hokus-Pokus „Piękno Teo”, Agata Królak, wyd. Hokus-Pokus

„Coś i nic”, Anna Paszkiewicz, Kasia Walentynowicz, wyd. Widnokrąg

Coś takiego! To było coś niesamowitego! Od takich entuzjastycznych haseł każdemu może zakręcić się w głowie. Zatem i tak chwalone COŚ popadało w samouwielbienie, a „o małym i niepozornym NIC mówiło wyłącznie z pogardą”. Do czasu... aż to właśnie NIC uratowało małego chłopca. „Nic, nic” – odpowiadał zatroskanej mamie, podnosząc się z ziemi po potrąceniu przez lekkomyślnego kierowcę skutera. Jak zwykle, z opowiastki dla dzieci wynika nauka dla uważnego czytelnika w każdym wieku. W tym przypadku na przykład taka, że kontrasty oraz życiowe dołki i górki są nam potrzebne, bo skąd wiedzielibyśmy, kiedy naprawdę jesteśmy szczęśliwi?!

„Coś i nic”, Anna Paszkiewicz, Kasia Walentynowicz, wyd. Widnokrąg „Coś i nic”, Anna Paszkiewicz, Kasia Walentynowicz, wyd. Widnokrąg

„Jesteś ważny, Pinku!”, Urszula Młodnicka-Kornaś, Agnieszka Waligóra, wyd. Sensus

Do polecenia opowieści o Pinku zachęciła mnie mama pewnego kilkulatka, a właściwie entuzjastyczne reakcje jego samego. A to najlepsza recenzja, bo dla takich czytelników powstały! Pink ma nos z futerkiem, dwoje różnych uszu i robi fajne miny. Może się wydawać, że nic w nim szczególnego, a jednak jest wyjątkowy, bo nie ma drugiego takiego na świecie! Z kilkunastu rozdziałów z ćwiczeniami dopasowanymi do poziomu rozwoju dzieci dowiadujemy się, że poczucie wartości buduje się nie na powszechnej sympatii czy niepopełnianiu błędów, ale na akceptacji siebie, która pozwala wykorzystać swój potencjał i odczuwać satysfakcję. Jak każda dobra książka dla dzieci przygody Pinka dają wiele do myślenia także dorosłym.

„Jesteś ważny, Pinku!”, Urszula Młodnicka-Kornaś, Agnieszka Waligóra, wyd. Sensus „Jesteś ważny, Pinku!”, Urszula Młodnicka-Kornaś, Agnieszka Waligóra, wyd. Sensus

„Bracia i siostry. Akceptuję, co czuję”, Isabelle Filliozat, Éric Veillé, wyd. Harper Collins

Jak to się dzieje, że bywają rodzeństwa, w których jedno za drugim poszłoby w ogień, i takie, że nie widują się latami? Czasem stoją za tym nieprzepracowane emocje z dzieciństwa albo ewidentnie niesprawiedliwe traktowanie przez rodziców, a niekiedy właściwie nie wiadomo, dlaczego z siostrą czy bratem nic nie łączy nas poza formalnym pokrewieństwem. Isabelle Filliozat, guru pozytywnego rodzicielstwa we Francji, zachęca do pracy nad budowaniem więzi między rodzeństwem od najmłodszych lat. W książce Bracia i siostry” proponuje szereg ćwiczeń i zabaw, które budują świadomość, kim jest brat i siostra, ale i pozwalają najmłodszym wyrazić  swoje uczucia, z których dorośli często nie zdają sobie sprawy. Po części pewnie dlatego, że nie bardzo umieją radzić sobie z własnymi emocjami...

„Bracia i siostry. Akceptuję, co czuję”, Isabelle Filliozat, Éric Veillé, wyd. Harper Collins „Bracia i siostry. Akceptuję, co czuję”, Isabelle Filliozat, Éric Veillé, wyd. Harper Collins

  1. Kultura

Książki dla dzieci pod choinkę. Poleca szefowa działu kultury "Zwierciadła"

Kto uważa, że książka pod choinkę to dla dziecka prezent drugiej kategorii, ten nie miał w ręku wyjątkowych nowości wydawniczych. (Fot. iStock)
Kto uważa, że książka pod choinkę to dla dziecka prezent drugiej kategorii, ten nie miał w ręku wyjątkowych nowości wydawniczych. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Za chwilę Gwiazdka, a wam wciąż brakuje pomysłów na prezenty dla dzieciaków? Oto pomysły na prezenty last minute, czyli pięć rewelacyjnych książek dla młodszych czytelników (w różnym wieku). Kto uważa, że książka pod choinkę to dla dziecka prezent drugiej kategorii, ten nie miał w ręku tych wyjątkowych nowości wydawniczych.

Anna Skowrońska „Wiatr”, wyd. Muchomor, wiek 10+

Wiatr? Po prostu wieje i tyle. Co jeszcze można tu dodać? Oj, można wiele. Autorka Anna Skowrońska zabiera czytelników przygląda się równie uważnie potężnym historycznym żaglowcom i nowoczesnym wiatrakom, co niesionym podmuchami wiatru pyłkom kwiatowym czy pająkom, które równie chętnie korzystają z tego środka transportu. Jak się tworzy cyklon tropikalny? Czy w kosmosie jest wiatr? Jak się mierzy jego prędkość? Co kogut, kaczka i owca robiły w pierwszym na świecie pasażerskim balonie? Znajdziecie tu odpowiedzi na te i inne pytania. Całość zilustrowały świetne graficzki Agata Dudek i Małgorzata Nowak, nic dziwnego, że „Wiatr” nominowany został do do nagrody graficznej Książka Roku 2020 Polskiej Sekcji IBBY.

Anna Skowrońska „Wiatr”, wyd. Muchomor Anna Skowrońska „Wiatr”, wyd. Muchomor

Eric Linklater „Wiatr z Księżyca”, wyd. Muchomor, wiek 6+

I kolejna książka z wiatrem w tytule. Na tym koniec podobieństw, bo ta napisana w 1944 roku przez Erica Linklatera powieść to klasyka brytyjskiej literatury dla dzieci. Nie straciła nic ze swojego uroku i na aktualności. Rozpala wyobraźnię i mimo że pozornie wydarzają się tu rzeczy naprawdę zwariowane, magiczne, surrealistyczne – ma walor edukacyjny. Bohaterkami są tu dwie dziewczynki, siostry Dora i Flora, którym bardzo się nudzi, co daje początek niezwykłym przygodom. Co tu się będzie działo! Z zamienianiem się w kangury i pobytem w więzieniu włącznie. W Polsce książka ukazała się pierwszy raz w latach ’60 i tym razem także wydana jest z kultowymi ilustracjami Zbigniewa Lengrena, taty „przekrojowego” Pana Filutka.

Eric Linklater „Wiatr z Księżyca”, wyd. Muchomor Eric Linklater „Wiatr z Księżyca”, wyd. Muchomor

Ester Gaya „Fungarium”, wyd. Dwie Siostry, wiek 7+

Były już „Botanicum”, „Animalium”, „Dinozaurium”, „Planetrium”. Wszystkie wydane w formie wielkoformatowych, eleganckich albumów. „Fungarium” to kolejna część tej niezwykłej serii.  W roli głównej, oczywiście, grzyby. Mamy tu więc odmiany, budowę, jest tu także sporo o odkryciach naukowych, miejscach występowania różnych gatunków. Szata graficzna (autorką ilustracji jest znana z „Botanicum” i „Animalum” Katie Scott) nawiązuje do XIX-wiecznych ryciny z atlasów botanicznych, ale opisy są w duchu bardzo współczesne, pełno tu ciekawostek i strawna porcja wiedzy. Wszystko to podane jest taki sposób, że „Fungarium” to w gruncie rzeczy prezent dla każdego, nie tylko dla dzieci.

Ester Gaya „Fungarium”, wyd. Dwie Siostry Ester Gaya „Fungarium”, wyd. Dwie Siostry

Jörg Mühle „Dwa dla mnie, jeden dla ciebie”, wyd. Dwie Siostry, wiek 3+ 

Niedźwiedź po drodze do domu znajduje w lesie grzyby. A zaprzyjaźniona łasica smaży je na patelni pośrodku lasu na profesjonalnej kuchence elektrycznej, tuż obok stoi elegancki kredens z zastawą stołową oparty o drzewo. Kiedy niedźwiedź i łasica wreszcie siadają do stołu, pojawia się problem: grzyby są trzy, no a ich jest dwoje. Co robić? To historia napisana i zilustrowana przez Jörga Mühle, któremu międzynarodową popularność przyniosła seria o króliczku (m.in. „Śpij, króliczku”, „Nie płacz, króliczku”). Wystarczy rzut oka na „Dwa dla mnie, jeden dla ciebie” i już wiadomo, że to jedna z najurokliwszych książeczek dla małych dzieci wydanych w mijającym roku.

Jörg Mühle „Dwa dla mnie, jeden dla ciebie”, wyd. Dwie Siostry Jörg Mühle „Dwa dla mnie, jeden dla ciebie”, wyd. Dwie Siostry

Agnieszka Syczyło „O Malwinie i tajemnicy Dziadka piwnicy”, wyd. Zielona Sowa, wiek 7+

Zwycięska książka w konkursie „Piórko 2020”. Napisana przez Agnieszkę Syczyło i rewelacyjnie, dynamicznie zilustrowana przez Magdalenę Starowicz. Opowieść o 8-letniej Malwinie i o tym, na jakie skarby można trafić w piwnicy, szukając czegoś, co przyda się na lekcję plastyki. A właściwie nie w piwnicy tylko w miejscu nazywanym przez domowników „drugą piwnicą”, prowizorycznej pracowni fotograficznej nieżyjącego już dziadka, do której od dawna nikt nie zaglądał. Malwina znajduje tam pewną starą fotografię z tajemniczym podpisem na odwrocie i rozpoczyna własne śledztwo w tej sprawie. To także mądra opowieść o dorastaniu i pamiętaniu.

Agnieszka Syczyło „O Malwinie i tajemnicy Dziadka piwnicy”, wyd. Zielona Sowa Agnieszka Syczyło „O Malwinie i tajemnicy Dziadka piwnicy”, wyd. Zielona Sowa

  1. Psychologia

Biblioterapia - terapia poprzez czytanie

Czytanie jest doskonałym panaceum na wszechobecny stres oraz pomaga w leczeniu różnych dolegliwości fizycznych i psychicznych. (Fot. iStock)
Czytanie jest doskonałym panaceum na wszechobecny stres oraz pomaga w leczeniu różnych dolegliwości fizycznych i psychicznych. (Fot. iStock)
Wpływu czytania na ćwiczenie pamięci, inteligencji, wzbogacenie słownictwa nie da się przecenić. Naukowcy różnych dziedzin twierdzą zgodnie, że czytanie jest doskonałym panaceum na wszechobecny stres oraz pomaga w leczeniu różnych dolegliwości fizycznych i psychicznych.

Czytanie nie cieszy się zbyt dużą popularnością. Na tle innych krajów Europy Polska wypada bardzo słabo. Być może dlatego uważani jesteśmy za naród smutny, zestresowany i niezadowolony z życia. Tymczasem już w starożytności odkryto lecznicze zalety czytania, szczególnie na psychikę. W Grecji i Aleksandrii ludziom chorym zalecano lekturę Homera i Hezjoda. W średniowieczu, w chrześcijańskiej Europie leczenie chorych wspomagane było literaturą pobożną. W XVIII i XIX wieku terapię polegającą na czytaniu świeckich i religijnych książek stosowano w szpitalach w Anglii, Francji, Niemczech i Szkocji. W XX wieku opracowano metodę leczenia literaturą, tzw. biblioterapię.

Badania nad wpływem książek na czytelnika potwierdzają, że biblioterapia redukuje negatywne napięcia emocjonalne, pomaga kształtować pozytywny obraz własnej osoby, nastawia optymistycznie do otoczenia. Zaobserwowano na przykład korzystny proces zachodzący w psychice i świadomości podczas kilkukrotnego czytania tej samej lektury: świat opisany w książce staje się znany, a przez to bezpieczny, daje ukojenie i umożliwia przeżywanie trudnych sytuacji w poczuciu bezpieczeństwa. Czytając ten sam utwór kilka razy, czytelnik ma wrażenie, że to on zaczyna sprawować kontrolę nad tym, co się wydarzy. Odbiera wówczas rzeczywistość literacką jakby to nie autor książki, ale on sam kreował losy bohatera i wchodził z nim w różnego rodzaju interakcje.

Obecnie biblioterapię wykorzystuje się do pracy z dziećmi i dorosłymi, w przedszkolach i szkołach, w terapiach grupowych i indywidualnych, w szpitalach, hospicjach, ośrodkach pomocy społecznej i do pracy w placówkach geriatrycznych. Oprócz książek wykorzystuje się także materiały alternatywne, jak płyty z różnymi efektami akustycznymi, zabawki edukacyjne, gry dydaktyczne, terapeutyczne programy komputerowe, karty do nauki czytania. Działania biblioterapeutyczne podejmują specjalnie przeszkoleni bibliotekarze, nauczyciele, pedagodzy, psychologowie lub psychiatrzy.

Praca z pacjentem podzielona jest na kilka etapów: diagnoza problemu, dobór odpowiedniej literatury, czytanie indywidualne lub zbiorowe. Kolejnym krokiem jest dyskusja na temat tekstu, rysowanie postaci, oglądanie ekranizacji, które mają pobudzić pacjenta do refleksji. Następny etap to proces odreagowywania i akceptacji. Terapia kończy się zmianą postawy i zachowania pacjenta.

Ilona Kalinowska, psycholog dziecięcy z Warszawy, przytacza przykład zastosowania biblioterapii w pracy nad agresywną postawą grupy przedszkolaków wobec nowego kolegi:

Cykl spotkań biblioterapeutycznych rozpoczęliśmy od rozmowy w grupie dzieci i przyjrzeniu się problemowi. Następnie wraz z wychowawcą przygotowaliśmy historię o zwierzątkach, które nie mogły zaakceptować nowego mieszkańca lasu. Podczas kolejnych spotkań czytaliśmy bajkę, a potem o niej dyskutowaliśmy. Dzieci również rysowały swoich bohaterów tak, aby mogły ich lepiej zrozumieć. Cykl spotkań zakończył się pomyślnie, integracją nowego kolegi z grupą.

Od połowy XX wieku biblioterapię wykorzystuje się do pracy z osobami starszymi. Specjalnie opracowany program dla tej grupy wieku oparty jest na teorii Ericha Fromma – biofilii, czyli afirmacji życia, czerpaniu z niego radości i bazowaniu na mocnych stronach osobowości, nienaruszonych przez postępującą starość. Terapeuta wzmacnia pozytywne strony pacjenta, wzbudza w nim miłość do życia i skłania go do przeżywania piękna właśnie za pomocą literatury. Dla osób starszych, które mają problemy z czytaniem, opracowana jest metoda grupowej biblioterapii polegającej na czytaniu na głos lub opowiadaniu historii przez biblioterapeutę, a następnie wspólna dyskusja. Uczestnicy terapii mogą też pisać lub opowiadać własne historie, a nawet wiersze.

Sukces takiej terapii zależy od właściwego rozpoznania problemu pacjenta i dobrze dobranej literatury. Ponieważ jest to specyficzna grupa wiekowa, nie każda książka spełnia zadanie terapeutyczne, a na pewno nie nadają się książki takie, które podważają skutki leczenia chorób („Wyrok” Hildegardy Knef), opisują smutną starość („Wspomnienia Mosby’ego” Saula Bellowa), przedstawiają wizję śmierci („Zawał” Mirona Białoszewskiego) lub nie rozwiązane problemy życiowe („Anna Karenina” Lwa Tołstoja), czy opisują np. obozy koncentracyjne (źródło: IBIS sierpień 2002 (nr 17-18/2-3/2002).

Na stronach poświęconych biblioterapii podawane są przykładowe lektury terapeutyczne z podziałem na problemy:

  • rehabilitacja po wypadku: „Wichura i trzciny” Irena Krzywicka
  • kalectwo, nadzieja i praca nad sobą: „Taka się urodziłam” Denise Legrix
  • istota człowieczeństwa, miłość: „Listy” R. M. Rilke, „O sztuce miłości” Erich Fromm
  • praca nad sobą, samorealizacja: „Chata wuja Toma” Harriet Beecher-Stowe, „Udręka i  ekstaza” Irving Stone
  • sens życia – Bóg, wiara, modlitwa: „Modlitwa i czyn” Michael Quoist
  • problem wiary: „Szerszeń” Ethel Lilian Voynich
  • szczęście a samotność: „Dżuma”, Albert Camus
  • dobro i zło: „Mistrz i Małgorzata” Michał Bułchakow
  • lektura dla dzieci z dziecięcym porażeniem mózgowym: „Dziewczynka spoza szyby” Jadwiga Ruth Charlewska
  • problem niechcianej ciąży: „Zapach rumianku” Krystyna Siesicka
Dla dzieci, w ramach terapii baśnią wymieniane są utwory klasyczne, wśród nich:
  • „Kot w butach” – baśń poruszająca problem złych relacji z rodzeństwem
  • „Jaś i Małgosia” – lęk przed porzuceniem
  • „Kopciuszek” – rywalizacja rodzeństwa, brak miłości i uznania
  • „Brzydkie kaczątko” – brak akceptacji inności
W biblioterapii ważny jest taki dobór lektur, aby przedstawiony w nich problem był rozwiązywalny i dopasowany do usposobienia pacjentów i typu ich charakterów, a więc dla pobudliwych i impulsywnych – literatura o treści pogodnej i radosnej, a dla zmęczonych, wycofanych – literatura rozrywkowa i przygodowa. Ważne, aby po książki sięgać jak najczęściej, obdarowywać nimi bliskich, kształtować nawyk czytania już od dziecka, a wtedy życie nabierze piękniejszych barw.

  1. Kultura

Książki pod choinkę dla dzieci. Poleca Joanna Olech – pisarka, graficzka, krytyczka literacka

Lista książek pod choinkę 2020. Joanna Olech - pisarka, graficzka i krytyczka literacka. (Fot. materiały prasowe)
Lista książek pod choinkę 2020. Joanna Olech - pisarka, graficzka i krytyczka literacka. (Fot. materiały prasowe)
Ofiarowując dziecku książkę, mamy szansę zarazić go miłością do czytania. Aby jednak tak się stało, książka musi być trafiona, czyli taka, która małego czytelnika wciągnie, zassie i nie puści. Sprawi, aby miało ochotę na jeszcze więcej liter, zdań i ilustracji, które przenoszą go do świata wyobraźni.

W księgarniach, tych rzeczywistych i tych internetowych, jest mnóstwo książek dla dzieci i młodzieży. Trafić jednak na dobrą pozycję wcale nie jest jednak tak łatwo. Dlatego warto szukać rekomendacji. Ja od lat w wyborze lektur dla moich dzieci podążam za wskazówkami Joanny Olech - pisarki, graficzki i krytyczki literackiej. Joanna jest autorką kilku wspaniałych książek dla dzieci, z których najbardziej znane to "Dynastia Miziołków" i "Pompon w rodzinie Fisiów". Nie tylko pisze, ale również sama je ilustruje. Od pewnego czasu rekomendacjami dzieli się również na swoim profilu na fejsbuku. Dla nas przygotowała listę 10 książek dla dzieci w różnym wieku, które - jak sama mówi - czyta się duszkiem.

Joanna Olech poleca książki dla dzieci pod choinkę

Stina Wirsen, cykl: Kto decyduje?/ Kto się złości? / Czyje spodnie? / Komu leci krew?, wyd. Zakamarki

wiek: 2+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Arcyproste, bezpretensjonalne historyjki z życia malca. Bohaterowie z reguły mają kształt ameby z uszami, ale trafiają w samo sedno dziecięcych uczuć - radości, zazdrości, przepychanki z opiekunami o to „kto tu rządzi”. Cokolwiek napisze (i narysuje) Stina Wirsen - czyta się duszkiem. Obok tych czterech rozrywkowych książeczek, w sam raz pod choinkę, warto sięgnąć także po znakomitą (!), ale poważniejszą, miniaturową opowieść obrazkową „MAŁE”.

Bjorn F.Rorvik, il. Per Dybvig, cykl: Leśna Gazeta/ Bieg z zagadkami/ Kropkoza, wyd. druganoga

wiek: 4+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Jeśli wasze dzieci lubią humor abstrakcyjny - to książki dla nich! Mały Prosiak i cwany Lis mają się za bystrzaków i spryciarzy, ale ich wspólne przedsięwzięcia z reguły kończą się efektowną klapą. Dwaj przyjaciele to ekscentrycy i naiwniacy po trosze, pełni rozczulającego entuzjazmu. Komiczna trylogia mnoży nonsensy, żongluje absurdem. Wspaniałe (pazurem drapane) ilustracje!

Oyvind Torseter, Dziura, wyd. format

wiek: 5+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Dzieci pokochają was za tę książkę, a cała rodzina, niezależnie od wieku, będzie ją sobie wyrywać z rąk. Blok książki - dużej, w twardej oprawie - jest „przedziurawiony” na wskroś. I to ten okrągły OTWOREK jest w istocie bohaterem książki. Pojawia się nieoczekiwanie w pustym mieszkaniu, podczas przeprowadzki i burzy spokój nowego lokatora. Dziura stale zmienia położenie. Z trudem daje się uwięzić w tekturowym pudle, po czym podróżuje przez całe miasto do laboratorium, gdzie poddana zostanie naukowym testom. Dalej będzie tylko dziwniej…

Marta Kisiel, cykl: Małe licho i tajemnica Niebożątka/ Małe Licho i anioł z kamienia/ Małe Licho i lato z diabłem, wyd. Wilga

wiek: 8+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Świetna „trylogia” dla wczesnej podstawówki - zabawna, nasycona fantazją. Oto w starym domu na uboczu mieszka zwyczajna (na pozór) rodzina: nieduży chłopiec, mama, wujek… Ale dom ma także innych lokatorów. Lista jest długa: dobroduszny anioł w bamboszach, potwór o wielu mackach, widma gadające po niemiecku, podziomek i dżin (ten z butelki). A to nie koniec. Domowników niebawem przybędzie. Przybędzie też zwariowanych przygód…Kto raz pozna „Niebożątko”, z pewnością upomni się o tomy kolejne. Uwaga! Książki i ich autorka zdobyli liczne nagrody.

Maria Strzelecka, Beskid bez kitu, wyd. Libra

wiek: 8+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Rewelacyjny debiut, natychmiast dostrzeżony i nagrodzony w konkursach wydawniczych. Sklejona z dwóch części opowieść o dziecku, które z pomocą „przyszywanej” babci -Łemkini poznaje tajemnice Beskidu i jego polsko-łemkowskiej przeszłości. Część pierwsza rozgrywa się w latach 50-tych, w PRL-u, gdzie żywe są jeszcze blizny po Akcji Wisła. Historia wysiedlenia Łemków i zacierania śladów łemkowskiej kultury przedstawiona jest z perspektywy dziewczynki - wrażliwej, naiwnej, ciekawej wszystkiego Terki, uważnie obserwującej otoczenie i przyrodę. Niewiele tu dydaktyki wykładanej łopatą, raczej jest to czuła ballada o lesie, ziołach, zwierzętach i wyludnionych wsiach wokół. Cześć druga to współczesna kontynuacja tych wątków - tym razem bohaterką jest współczesne dziecko uzbrojone w smartfona i nowomodne gadżety, ale równie ciekawe świata. Być może to wnuczka Terki?

Adam Wajrak & Nuria Selva Fernandez, Kuna za kaloryferem, wyd. Agora

wiek: 9+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Wznowienie bestselleru najbardziej znanej w Polsce pary entuzjastów i niezmordowanych obrońców przyrody. Książka nie wymaga reklamy, za całą rekomendację niech posłużą kilometrowe kolejki po autograf na targach. Czyta się „Kunę” jak kryminał (bez trupa). Fenomen książki polega na tym, że frajdę ma z niej cała rodzina: dzieci, podrostki, rodzice i wnuki, a wszyscy jednako zadowoleni. Gęba się śmieje podczas lektury do opisanych w książce zwierząt, którymi Nuria i Adam zajmują się z poświęceniem i odwzajemnioną miłością.

Katherine Rundell, Złodziejaszki, wyd. Poradnia K.

wiek: 10+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Katherine Rundell to znakomita, brytyjska autorka, pięknie władająca językiem. Podobnie jak poprzednie książki pisarki ( wyguglujcie, ukazało się ich w Polsce pięć) „Złodziejaszki” obfitują w mnóstwo przygód, forteli, podstępów, pościgów i dramatycznych okoliczności. Bohaterowie tej książki to szajka utalentowanych nastolatków, którzy dokonują nieprawdopodobnych - i często nielegalnych - wyczynów w dobrej sprawie. A wszystko to w ubiegłowiecznej scenerii Nowego Yorku, w latach prohibicji i gangów. To ten rodzaj literatury, który zasysa czytelnika i nie puszcza przez długie godziny. Dla chłopców i dziewcząt jednako.

Michelle Harrison, Szczypta Magii, Odrobina czarów, wyd. Literackie

wiek: 10+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Dwa tomy przygód okraszonych magią. Bohaterkami są trzy siostry Wspaczne, żyjące na ponurym końcu świata i dotknięte klątwą - żadna z nich nie może przekroczyć granic wyspy, na której mieszkają. Dorastające pod opieką surowej i stanowczej babki, dziewczyny są posiadaczkami magicznych przedmiotów. W krytycznej sytuacji zamierzają ich użyć, aby przełamać czar klątwy. Siła charakteru dziewcząt, wzajemna lojalność i siostrzana pomoc okazują się bronią niezawodną w każdej opresji.

Annet Schaap, Lampka, wyd. Dwie Siostry

wiek: 11+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Piękna, chwilami bardzo przejmująca opowieść, w której - nieprzypadkowo - doszukamy się śladów baśni Andersena i „Tajemniczego Ogrodu” F.H.Burnett. Niderlandzka autorka przefiltrowała klasykę literacką przez własną wyobraźnię i powstała książka o wielkim emocjonalnym ładunku. To kapitalna baśń-nie-baśń o półsierocie, córce piratów, która oddana zostaje na służbę do tajemniczego domu, w którym jakoby mieszka POTWÓR.

Yuval Noah Harari, Sapiens. Opowieść graficzna. cz.1, wyd. Literackie

wiek: 12+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Spełnione marzenie belfrów - ważna książka edukacyjna, nafaszerowana wiedzą jak keks, a przy tym …błyskotliwy thriller komiksowy. Jest to obrazkowa wersja międzynarodowego bestselleru Harariego. Świetnie zilustrowana, klarowna i przejrzysta. Część pierwsza (będą kolejne) mówi o korzeniach dzisiejszej cywilizacji. A także o mechanizmach, jakie doprowadziły do wyginięcia innych, egzystujących współcześnie z homo sapiens gatunków ludzi. Fascynująca historia rozpisana została na dowcipne dialogi i zróżnicowane, kapitalne typy ludzkie. Głównym bohaterem jest sam Harari i jego rezolutna, mała siostrzenica Zoe. W roli obrońcy patriarchalnej rodziny występuje… Jan Kowalski :)

M.T. Anderson & Eugene Yelchin, Zabójstwo Brangwina Kąkola, wyd. Dwie Siostry

wiek: 12+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Wspólne dzieło pisarza i rysownika, sporządzone „na cztery ręce”. Historia misji pewnego Elfa, który wysłany został jako emisariusz i „gołąbek pokoju” do plemienia odwiecznych wrogów - Goblinów. Tytułowy Brangwin Kąkol - posłaniec i dostarczyciel cennego klejnotu dla goblińskiego władcy, ląduje szczęśliwie po drugiej stronie gór, gdzie czeka na niego przewodnik i opiekun - historyk Werfel. Panowie Elf i Goblin wydają się sobie nawzajem nieokrzesanymi dzikusami i z zapałem utrwalają stereotypy „wroga", w jakich wyrośli. Dziwnie znajoma fabuła? To mądra opowieść (z happy endem) o dwóch poróżnionych plemionach, oczadziałych od propagandy i nienawiści.

Christelle Dabos, seria „Lustrzanna”: Zimowe zaręczyny/ Zaginieni z Księżycowa/ Pamięć Babel (premiera 10 grudnia), wyd. entliczek

wiek: 13+

Fot. materiały prasoweFot. materiały prasowe

Rewelacyjna tetralogia dla młodzieży i lubiących inteligentną literaturę fantasy dorosłych (na tom czwarty trzeba poczekać). Francuzka autorka wykreowała własny kosmos, rządzony hierarchiczną władzą klanów, wyposażonych w różne ponadludzkie umiejętności. Główna bohaterka - Ofelia - jest „lustrzanną” - potrafi przemieszczać się pomiędzy lustrami. Ma także inną właściwość - „czyta” przedmioty, które bierze do rąk - odtwarza ich losy, historię i okoliczności, jakich obiekty były świadkiem. Któregoś o rękę dziewczyny - szarej myszy tkwiącej w archiwach - upomina się arogancki ważniak z sąsiedniej „arki”(arki to dryfujące w przestrzeni okruchy planety, rozłupanej z złości przez boga). Ofelia podąża za narzeczonym do obcego, nieprzyjaznego świata. A tam czekają na nią dworskie intrygi, pogarda, a nawet…zbrodnie.

  1. Kultura

Kicia Kocia - seria oczami autorki Anity Głowińskiej

Anita Głowińska, autorka serii książeczek
Anita Głowińska, autorka serii książeczek "Kicia Kocia". (Fot. Paweł Klein)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Jej książeczki uwielbiają i dzieci, i ich rodzice. Nie tylko za sympatyczną mordkę głównej bohaterki, ale przede wszystkim za to, że o istotnych sprawach opowiada się tu w genialnie prosty sposób. – Mam marzenie, żeby dzieci wychowane na Kici Koci były lepszymi dorosłymi – mówi autorka i ilustratorka kultowej serii dla najmłodszych Anita Głowińska.

Rozgryzłaś już, na czym polega fenomen Kici Koci? Bo nie będziesz chyba zaprzeczać, że fenomenu nie ma?
Jestem już na tym etapie, że przestaję się krygować [śmiech]. Chociaż ciągle słyszę w tyle głowy, że nieładnie się chwalić, dziewczynki powinny być skromne… Ale rzeczywiście czasem zastanawiam się, jak to się stało, że nawet w jednym z kryminałów przywołana jest „Kicia Kocia”, że do czytania jej swoim dzieciom przyznają się też politycy…

No i?
Pierwsza książeczka była pisana, a właściwie rysowana, dla mojej dwuletniej wówczas córeczki (która teraz ma 18 lat).

Czyli stworzona z serca.
I może właśnie to czują dzieci? Nawet przez myśl mi nie przemknęło, że to zostanie wydane. Córeczka uwielbiała koty. Rysowałam je więc i przywieszałam nad łóżkiem. A ona upodobała sobie kotkę z wielkimi oczami. Domagała się, byśmy opowiadali o niej historie. Czasem nazywała kotkę Kicia, czasem Kocia, potem jej się mieszało – i tak powstała Kicia Kocia. Malowała ze mną tę kotkę, to znaczy popychała moją rękę i tak się bawiłyśmy. Dlatego książki wyglądają tak, a nie inaczej. One są odpowiedzią na potrzeby mojego dziecka.

Jak w takim razie zawędrowały do innych domów?
Natchnął mnie do tego mąż. Przeprowadziliśmy się z Torunia, gdzie oboje studiowaliśmy, do mojego rodzinnego miasta, Gdańska. Kończyłam konserwację zabytków, ale nie pracowałam w zawodzie, pomagałam mężowi w prowadzeniu firmy.

I książki dla dzieci nie były w ogóle w orbicie twoich zainteresowań?
Nie tylko książki, lecz nawet dziecięcy świat. Odkryłam go dopiero w momencie urodzenia córki. Zaczęłam chodzić do księgarń, kupować, co wpadło mi do ręki, ale wówczas nie za bardzo było w czym wybierać. A ponieważ tęskniłam za aktywnością, która nawiązywałaby do tego, co robiłam przed urodzeniem – pogodziłam potrzeby wynikające z nowej roli z potrzebą tworzenia. Spisałam i zilustrowałam dwie historyjki, a mąż zrobił skład i w formie książeczek wydrukował na domowej drukarce. Córka była zachwycona! Potem jedną z nich podarowaliśmy jej koleżance na urodziny. I to był ważny zwrot, bo okazało się, że inne maluchy podobnie na nią reagują.

Pomyślałaś: „Może warto wydać?”.
Tak. A ściślej to mąż powiedział: „Ja zajmę się Lenką, domem, a ty usiądź, namaluj, napisz i wyślij swoje portfolio do wydawnictwa”. Tak też zrobiłam.

I?
Nikt się nie odezwał.

To cię zniechęciło?
Więcej, to mnie dotknęło, poczułam się odrzucona, przepłakałam parę godzin. Próbowałam to sobie przepracować, mówiąc: „Nie znają się” [śmiech]. Ale i tak dominowała myśl, że moje książki są beznadziejne. Wrzuciłam je więc do szuflady. A potem urodził się nasz syn. Wyjęłam je z powrotem i co widzę? Synek też je uwielbia! Mąż znowu zaczął namawiać: „Spróbuj jeszcze raz, może tam się ludzie wymienili, może mieli wtedy zły humor”. Więc wysłałam, i tym razem trafiłam na wspaniałą redaktorkę Marysię Bosacką z Media Rodziny, która natychmiast odpowiedziała: „Ruszamy z dwiema książkami”. To był 2010 rok.

„Kicia Kocia w mieście, tekst i ilustracje Anita Głowińska „Kicia Kocia w mieście, tekst i ilustracje Anita Głowińska

Od razu sukces?
Poszło przyzwoicie jak na zupełny brak reklamy. To znaczy reklama była oddolna: rodzice polecali sobie książki, jakaś mama napisała o nich na blogu.

A teraz? Pisanie to twój zawód?
Jestem wśród tych szczęśliwych autorów, którzy mogą powiedzieć, że żyją z pisania. Każda książka jest dokładnie przeze mnie przemyślana. Krótka forma nie pozwala na literackie szaleństwa, dlatego każde zdanie ma znaczenie. A ponieważ nie chciałabym przynudzać, tworząc instruktaże zachowania, mam niezłą intelektualną gimnastykę. To mnie uczy dyscypliny. Zależy mi na tym, żeby książki bawiły, ale jednocześnie przekazywały wartości, w które wierzę.

Czyli?
To wszystko, czego pragnę dla moich dzieci: świata pięknego, otwartego, tolerancyjnego, przyjaznego, który traktuje każdego człowieka z szacunkiem, niezależnie od tego, czy ten człowiek ma lat pięć, 50, czy 90, czy ma inny kolor skóry, inną orientację seksualną. Angażuję w pisanie swój intelekt, szukam inspiracji, szperam w poradnikach psychologicznych, ale także odwołuję się do mojej intuicji. Chciałabym, byśmy potrafili zadawać pytania i byli ciekawymi świata oraz drugiego człowieka. Dla mnie słowo „ciekawość” jest kluczowe.

„Kicia Kocia gra w piłkę”, tekst i ilustracje Anita Głowińska „Kicia Kocia gra w piłkę”, tekst i ilustracje Anita Głowińska

Autorzy traktują po macoszemu literaturę dla tak małych dzieci, a to fundamentalny czas w rozwoju. Czy kierowałaś się takim imperatywem, żeby tę lukę wypełnić?
Ja tego wszystkiego dowiedziałam się dopiero po tym, jak zostałam mamą. I pomyślałam, że mogę coś zrobić nie tylko dla syna i córki, lecz także dla pozostałych maluchów. Także dla rodziców, bo przecież moje książki czytane są również przez nich. Oczywiście większość mam i ojców to świetni rodzice, ale czasem „Kicia Kocia” otwiera jakieś drzwi.

Jakie na przykład?
„Kicia Kocia na basenie” powstała dlatego, że moje dzieci potwornie bały się wody. Kicia Kocia na początku też boi się do niej wejść, ale nikt jej nie zmusza. Przyjaciele spokojnie czekają, aż w końcu sama do tego dojrzeje. W przypadku moich dzieci trwało to kilka lat, teraz mój syn jest świetnym pływakiem. Może ta historyjka oswoi dzieci z wodą, a rodziców zainspiruje do cierpliwości?

Pomysły zawsze czerpiesz od swoich dzieci?
Bardzo często, ale też od dzieci naszych znajomych. Śledzę również Internet i historie, które opowiadają sobie rodzice. I jestem zdecydowanie bardziej świadoma tego, co chcę powiedzieć. I tym większą czuję odpowiedzialność, bo zdaję sobie sprawę, że wpływ moich słów już dawno przekroczył próg domu. Marzy mi się, by dzieci wychowane na „Kici Koci” były lepszymi dorosłymi.

U ciebie nie ma złego świata, tylko dobry i piękny. Świadomie idealizujesz?
Tak. Jako dziecko dosyć często się bałam. Moi rodzice mnie kochali, ale mieli taką pracę, że często zostawałam sama, więc żyłam w permanentnym strachu. A bajki to też był strach. I jako dorosła osoba chcę powiedzieć, że świat jest nie tylko okrutny, lecz także piękny, to tylko kwestia tego, na co mamy fokus. Są autorzy, którzy lubią pisać dramatyczne historie, i to jest w porządku. Ja wolę na czym innym skupiać uwagę. Ale też na przykład w książce „Kicia Kocia. To moje!” kotka jest samolubna, nie chce dzielić się zabawkami. Albo w „Nie chcę się tak bawić” opowiadam o koledze Kici Koci, Marcysiu, który tak polubił dziewczynki, że zaczął je przytulać na siłę. Nie wytykam, że tak nie wolno, tylko pokazuję, że nie zawsze to, co sprawia przyjemność nam, jest tak samo atrakcyjne dla innych. W pozytywny sposób chciałam pokazać proste reguły, którymi należy się kierować. Nie bierz niczego siłą, nie zmuszaj, nie ignoruj uczuć drugiego człowieka, pytaj. I to dotyczy nie tylko relacji męsko-damskich.

Kicia Kocia ma braciszka Nunusia”, tekst i ilustracje Anita Głowińska Kicia Kocia ma braciszka Nunusia”, tekst i ilustracje Anita Głowińska

Pobrzmiewają w tych słowach nuty feministyczne.
Nadal tkwimy w patriarchalnych okowach. Sama łapałam się na tym, że czego innego wymagam od syna, a czego innego od córki. Często dyskutujemy z mężem na ten temat i oboje zauważyliśmy, że on jest nieświadomym strażnikiem przywilejów własnych, a ja jestem nieświadomą strażniczką przywilejów męskich. Zresztą trudno, żebym nie była, skoro tak zostałam wychowana. Walczę z tym. Dlatego kiedy moja Kicia Kocia sprząta, to pomaga jej w tym tata. Zależy mi, aby dzieciom od najmłodszych lat pokazywać pozytywne wzorce i żeby widok zmywającego naczynia mężczyzny nie budził w nich zdziwienia. Równouprawnienie powinno polegać nie na tym, że kobiecie dokłada się obowiązków, tylko na tym, że to mężczyzna rezygnuje z przywilejów, które były mu dane wyłącznie z racji jego płci, a nie jakichś szczególnych cech. Jeśli panowie potrafią wbijać gwoździe, poradzą sobie również z odkurzaniem. Inaczej mówiąc, jest sprawiedliwe, gdy mężczyzna zajmuje się domem.

Mówimy: pomaga kobiecie.
No właśnie, nie o to chodzi, żeby pomagał, ale żeby razem z nią wziął odpowiedzialność za wychowanie, dom, za wszystko.

Zawsze byłaś feministką?
Zawsze, ale przez kilka ostatnich lat uświadomiłam sobie, jak byłam ograniczona w swoim myśleniu. Moja optyka była męskim punktem widzenia. Ze wszystkiego się tłumaczyłam, próbowałam dopasować, by zasłużyć na pochwałę, lub przeciwnie – starałam się udowodnić, że jestem silna i skuteczna tak samo jak mężczyźni. I nawet teraz, rozmawiając z tobą, czuję się dziwnie, gdy chwalę się sukcesem. Ale pracuję nad tym i widzę rezultaty. Moja córka całkiem niedawno powiedziała: „Ja takiego problemu nie mam, ty mnie nauczyłaś szanować się jako kobieta”. Mam takie marzenie, żeby dożyć czasów, kiedy chłopiec w spódnicy nie budzi niczyjego lęku czy zdziwienia. Chciałabym, żeby to było tak samo naturalne jak fakt, że dziewczyny noszą spodnie. Bo równouprawnienie cały czas polega na przyzwoleniu, by kobieta goniła męskie wzorce, ale już to, co „kobiece”, mężczyźnie nie przystoi.

Zabrałaś publicznie głos po słowach prezydenta, że „LGBT to ideologia, a nie ludzie”. Napisałaś list otwarty. To był impuls?
Nie, sprzeciw wobec dzielenia ludzi rósł we mnie od dawna. Ale się powstrzymywałam, bo bałam się, że moja reakcja będzie odczytana jak polityczny manifest.  Do tej pory całym sercem wspierałam walkę o równość, chodziłam na marsze, często w tej sprawie dyskutowałam, ale prywatnie. Wydawało mi się, że to wystarczy, że moje książki są odpowiednim świadectwem przyzwoitości i że nie muszę dodatkowo zabierać głosu jako autorka. Jednak przyszedł moment, kiedy nie mogłam dłużej milczeć. To kwestia życia. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co muszą czuć te wszystkie wykluczane dzieciaki, co czują ich rodzice. Nie mamy prawa zostawiać ich samych i godzić się na ludzką krzywdę. Poza tym rzecz dotyczy przecież wszystkich dzieci. Nawet jeśli staramy się je wychować tak, by szanowały każdego człowieka – co z tego, jeśli będą żyć w atmosferze nienawiści? Mój list to było upomnienie się o podstawowe ludzkie prawa.

Nie żałujesz?
Nie! Jeśli czegoś żałuję, to tego, że zrobiłam to tak późno. I jestem pozytywnie zaskoczona reakcją ludzi w komentarzach – 90 proc. solidaryzowało się z tym, co napisałam. Książki tworzę z myślą o każdym dziecku i staram się, aby wartości, jakie w nich przekazuję, były uniwersalne, niezależne od światopoglądu rodziców. I cieszy mnie, że większość rodziców właśnie to zauważyła. To pokazuje, że polityka idzie swoim torem, a my jesteśmy jednak fajnym, wrażliwym społeczeństwem.

„Kicia Kocia w Afryce”, tekst i ilustracje Anita Głowińska „Kicia Kocia w Afryce”, tekst i ilustracje Anita Głowińska

Co cię zajmuje oprócz pisania?
Ostatnio zaczęłam się uczyć grać na pianinie. Niewykluczone, że w muzyce także bym się spełniła. Nasze dzieci grają na skrzypcach, chodzą do szkoły muzycznej. Mąż też jest muzykalny.

Twój mąż przewija się przez całą naszą rozmowę.
Bo to supergość. To on zauważył moc i siłę, które tkwią w moich książkach, i bardzo mi we wszystkim pomagał. Miałam szczęście, że trafiłam na niego, że się wspólnie odnaleźliśmy. Przeszliśmy razem naprawdę bardzo wiele. Po przeprowadzce do Gdańska stracił klientów, a ja byłam na bezrobociu. To był czas, gdy nasi ojcowie ciężko chorowali, a potem, w półrocznym odstępie, zmarli. Po kolejnym pół roku spaliło się nam mieszkanie. Uciekaliśmy w kapciach, w środku nocy, z malutką córeczką na rękach. Przygarnęła nas mama. Przez kilka lat siedzieliśmy jej na głowie. I tak sobie myślę, że przetrwaliśmy, bo mieliśmy siebie, bo okazało się, że możemy w stu procentach na sobie polegać. Jak myślę o moim mężu, to czuję wzruszenie. Chyba na tym polega miłość.

A powiesz w końcu, na czym polega fenomen Kici Koci?
Może na tym, że dzieci się z nią identyfikują niezależnie od płci – chłopcy traktują ją jako swoją przyjaciółkę, ale czasami też chcą być jak ona, i to jest super. Bo dla dzieci Kicia Kocia to jedno z nich, nie ona czy on. Dzieci nie przyklejają etykietek. I tego my, dorośli, powinniśmy się od nich uczyć.