Geneosocjogram: czym jest i jak działa?

fot. iStock

Czy gniew i ból zdradzonej prababki może wpłynąć na moje życie i mój charakter? Według psychogenealogii – tak. Dostajemy w spadku po przodkach „widmo”, które tkwi w podświadomości, utkane z dawnych tajemnic i traumy. Znaleźć je i zrozumieć pomaga narzędzie zwane geneosocjogramem. Co to jest i jak działa – sprawdziła Katarzyna Droga.

W mojej rodzinie „schodzą się” daty urodzin: starsza córka urodziła się w przeddzień urodzin dziadka, młodsza dokładnie w dzień urodzin ciotki, tyle że 40 lat później. Siostrzeniec „wcelował się” trochę smutniej, bo w rocznicę śmierci babci. Nie jest to jednak zły omen – przeciwnie, to wyraz podświadomej lojalności rodzinnej, hołd złożony przodkini, otwarcie na nowo drzwi w miejscu, w którym zostały zamknięte. Tak przynajmniej twierdzi Anne Ancelin Schützenberger, psycholożka i terapeutka z Nicei, autorka książki „Psychogenealogia w praktyce” (wyd. Virgo). Przebadała tysiące historii rodzinnych i z całym przekonaniem twierdzi, że „syndrom rocznicy” jest powszechnym i znaczącym zjawiskiem. Powtarzalność dotyczy nie tylko urodzin, ślubów i zgonów, ale także zdarzeń, takich jak choroby, wypadki, rozstania. Po prostu wciąż powtarzamy swoją rodzinną historię po to, by dokończyć niedokończone, wyjaśnić niewyjaśnione, wydobyć tajemnice, które parzą kolejne pokolenia jak gorący kartofel przerzucany z rąk do rąk. Dobra wiadomość: jest narzędzie terapii, które pozwala wyzwolić się z dziedzictwa – geneosocjogram. Brzmi interesująco, ale…

Mimo że wierzę w siłę historii rodzinnych, nie byłam całkiem przekonana do teorii francuskiej terapeutki. Nie brzmi to sprawiedliwie: dziedziczyć traumę po jakimś powieszonym prapradziadku, nieść jarzmo wstydu, że był oszustem lub nimb chwały, bo był buntownikiem. Zgodność dat może być dziełem przypadku, w dużych rodzinach muszą się powtarzać, bo miesięcy jest tylko 12. Sprawdźcie swoje rodzinne daty – zaraz coś się zgodzi. Magia cyfr, też wciągnęłam się w te analizy. Przyznam, że coś jest na rzeczy. Podążając za syndromem dat, stwierdziłam jeszcze następujące fakty: moja mama urodziła się w przeddzień śmierci swojego dziadka. Pogrzeb bliskiego mi stryja wypadł dokładnie w moje 40. urodziny. Jeden z braci taty urodził się 9 maja roku 1920, drugi 9 maja 1945 roku zginął w wojskowym aucie, a 20 lat później, 10 maja moi rodzice mieli poważny wypadek samochodowy. Syndrom rocznic to według Schützenberger jeden z przejawów lojalności z przodkami. Bywają nimi też lęki, choroby, trudne relacje, bo ukryte w podświadomości dziedzictwo traum, tak zwane „widmo”, wpływa na życie i charakter człowieka. Czasem źródło problemów tkwi głęboko w przeszłości, Anne Schützenberger sięga w badaniach daleko wstecz, sprawdza losy rodzin od czasów rewolucji francuskiej, a nawet wypraw krzyżowych. W polskim przypadku trudno byłoby sięgać aż do epoki napoleońskiej, by prześledzić dzieje przodków, kolejne wojny i migracje skutecznie zaciemniają obraz. Wystarczy jednak to, co wiemy – ważne jest też to, czego nie wiemy. Narysować to i zobaczyć – czemu nie?

Teoretycznie

Naukowym poparciem teorii są badania neurologa Jeana-Pola Tassina, który w 2002 roku wykazał, że pamięć traumatycznych zdarzeń może zostać zapisana poza świadomą percepcją i przekazana potomkom bez świadomości nadawcy i odbiorcy. W sukurs neurobiologii idzie psychoanaliza: „podświadomość zapisuje, co chce” – twierdzi Anne Schützenberger, emocje towarzyszące wielkim zdarzeniom magazynują się w jej pokładach, a potem jako „widmo” wędrują w podświadomości rodziny z pokolenia na pokolenie. Metodą dotarcia do wiedzy o sobie i wyzwolenia się z ciężaru takiego dziedzictwa jest psychogenealogia, a geneosocjogram to jej podstawowe narzędzie. Każdy może sporządzić go samodzielnie, potrzebny jest tylko karton, pisak i to, o co czasem najtrudniej – wiedza o przodkach.

Geneosocjogram to nic innego jak drzewo genealogiczne rodziny, uzupełnione o ważne zdarzenia i emocje. Oprócz dat urodzin i śmierci umieszcza się na nim zdarzenia, takie jak: choroby, wypadki, rozwody, zaginięcia, samobójstwa, ale i śluby, nagrody, wyzdrowienia, stratę lub zyskanie fortuny. Oczywiście dla rozprawienia się z traumami ważniejsze są zdarzenia tragiczne, bo to one są tym parzącym kartoflem, podrzuconym potomkom. Tworząc geneosocjogram, należy być czujnym na wszystkie doznane lub popełnione krzywdy, tajemnice, straty. Nic bowiem tak nie przeszkadza w harmonijnym życiu, jak niedokończone zadania przodków, potrzeba wybaczenia, przekazany do podświadomości wstyd i nieodbyta żałoba. Tę ostatnią Anne Schützenberger klasyfikuje tak samo jak tajemnicę domagającą się wyjaśnienia. Żałoba nieodbyta to żal niewypowiedziany do końca, potrzeba ujawnienia tego, co dotąd nie wyszło na światło dzienne o stracie, osobie, relacji. Według teorii Francuzki już samo stworzenie geneosocjogramu pomaga w uwolnieniu się od lęków, niesie zrozumienie siebie i genezy problemów. Spojrzenie z dystansu na psychologiczne dzieje rodziny i na własne miejsce umożliwia przejście do działania: niedopowiedziane można domknąć, niedokończone dokończyć choćby w sensie symbolicznym, a niebezpieczne terminy w roku przeczekać ze wzmożoną czujnością.

Przykłady

Anne Schützenberger zauważyła, że prześladują ją wypadki i przygody związane z ogniem. Większe pożary i małe przepięcia prądu wysadzające korki, poparzenia, niewyłączone żelazka stały się jej niemiłą specjalnością. Kiedy sporządziła swój geneosocjogram, odkryła, że w historii rodziny domy się palą, a dokumenty giną w najmniej odpowiedniej chwili. Największą traumą w pokoleniu jej rodziców była strata dobytku podczas wojny: w czasie bombardowania w Normandii w 1944 roku spłonął całkowicie ich dom. Rodzina w ciągu kilku godzin straciła wszystko prócz życia, a dziadek dokumenty, dzięki którym miał ucieć za granicę. Anne przeżyła to jako mała dziewczynka, w jej podświadomości utrwaliło się poczucie, że nie ma nic pewnego, wszystko może zniknąć w jednej chwili. Kilka dziesięcioleci później sama Anne straciła na dworcu w Szwecji torebkę z dokumentami i miała trudności z powrotem do kraju. Stało się to dokładnie w rocznicę pożaru w Normandii, wysnuła więc wniosek, że podobne zdarzenia nawiedzają kolejne pokolenia często w tym samym dniu w roku. Szperając w dziejach rodziny, dotarła do korzeni rosyjskich i wielkiego pożaru w 1812 roku. Ogień wzniecony przez generała Roztopczyna dokonał wielu zniszczeń. Tam jej rodzina zaznała straty w płomieniach po raz pierwszy.

Obserwowała też psychologiczną historię słynnych ludzi, w tym artystów. Ciekawym przypadkiem okazał się los Vincenta van Gogha, który całe życie cierpiał na napady lękowe, a jego szaleńcze czyny, jak choćby obcięte ucho, przeszły do historii tak samo jak obrazy. Otóż van Gogh był „dzieckiem zastępczym” – miał zastąpić rodzicom zmarłego starszego brata, dostał jego imię, a nawet urodził się tego samego dnia. Odkrycie tej tajemnicy musiało nim wstrząsnąć: jako chłopiec natknął się na „własny” grób na cmentarzu. Dopiero po chwili zorientował się, że na nagrobku widnieje inny rok urodzenia i że stoi nad grobem brata, którego życie ma przejąć i dokończyć. Czy uczucia matki były skierowane do niego czy do zmarłego? Kim właściwie był dla niej?

Rola przypisana dziecku przez rodziców ogromnie wpływa na ludzkie życie nie tylko według Schützenberger, ale to już inna historia.

Praktycznie

Kiedy postanowisz narysować geneosocjogram, czyli psychologiczne drzewo twojej rodziny, wybierz, kogo umieścisz w centrum: czy zaczniesz od siebie czy od rodziców. Przemyśl dobrze tę decyzję, bo jest znacząca, zdradza twoją hierarchię wartości. Rodziców połącz linią poziomą. Rodzeństwa na odpowiednich poziomach też. Linia niech będzie ciągła, ale gdy pojawia się konflikt, zła relacja – zmień ją w zygzaki. Linie przerywane należy stosować, kiedy mamy do czynienia z adopcją, rozwodem, dzieckiem pozamałżeńskim. Można ustalić sobie własne symbole na określenie zdarzeń, takich jak śmierć, samobójstwo, narodziny, porzucenie. Po wypisaniu imion i dat związanych z dziadkami i pradziadkami z obu stron, potem rodzicami, rodzeństwem, dziećmi, kolorami definiujemy charakter zależności. Daty i relacje pozytywne należy zaznaczać kolorem zielonym, zdarzenia silnie nacechowane (rozwody, choroby) – czerwonym, a śmierć i złe zdarzenia – czarnym. Kiedy dzieło jest gotowe – oddal się, popatrz na linie i odcienie z dystansu. Szukaj powtarzalności w datach lub faktach, także odpowiedzi na pytanie, co można zrobić, by dane procesy zamknąć. Istotne są zwłaszcza rodzinne autorytety i wyrzutki, warto obrysować takich „celebrytów” odmiennymi kolorami, np. fioletem.

Kiedy wyrysowałam swój geneosocjogram, oprócz wspomnianych zbieżności dat, uderzyły mnie straty i nieodbyte żałoby w pokoleniu dziadków: babcia ze strony żeńskiej nigdy nie pogodziła się z przedwczesną śmiercią córki Cezaryny, zastrzelonej przez męża. Babcia ze strony męskiej nigdy nie przebolała śmierci syna Ludwika, który zginął pod Berlinem, w ostatnim dniu wojny. Ludwik był lekarzem, jego karetka najechała na bombę – Cezaryna była pielęgniarką, marzyła o medycynie. Oboje byli bardzo młodzi i życie ich przerwała przemoc. W obu przypadkach matki nie umiały z tym żyć, co musiało wpłynąć na inne dzieci, w tym moich rodziców. Czy może to działać na mnie? Miałam bardzo silną potrzebę opisania tych zdarzeń. Zawarłam je w książce „Pokolenia”, a całe życie noszę pierścionek po narzeczonej Ludwika. Moja młodsza córka studiuje medycynę, jakby miała lojalnie dokończyć dzieło przodków. A może to przypadek?

Finalnie

Fakty wypełniające geneosocjogram należy zachować dla siebie. Jeśli nie przekonały cię do psychogenealogii, to i tak warto było je zestawić. Są zapisem dziejów przodków, spotkaniem z przeszłością rodziny. Ja wierzę, że dobrze jest odpowiedzieć sobie na pytanie: które z rodzinnych zdarzeń czas zakończyć, których nie chcę mieć w swoim dziedzictwie. Silne przeżycia przodków, powtarzalność zjawisk warte są uwagi, oczywiście w ramach zdrowego rozsądku. Nadal bowiem nie przekonuje mnie teoria, że wysypka na szyi może pojawiać się w akcie lojalności dla przodka, który zginął na gilotynie. Dziedzictwo sięgające XVIII wieku wydaje mi się zbyt odległą historią, ale dziedziczenie traumy, którą przeżyła babcia w czasie ostatniej wojny, to już coś innego. Jej przerwane dzieło może domagać się dokończenia, żal – ujawnienia, by ucichnąć i nie pobrzmiewać w twoim życiu.

Jak podkreśla Anne Schützenberger: „Żyjmy dla swoich przodków, ale przede wszystkim dla siebie”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »