Trudne rozmowy: Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci bliskich?

fot. iStock

W jaki sposób rozmawiać z dzieckiem o chorobie i odchodzeniu bliskiej osoby? Czy lepiej chronić je przed tematem śmierci, czy otwarcie nazywać rzeczy po imieniu? Czy można przygotować malucha na to, co nieodwracalne? Na trudne pytania czytelniczki odpowiada ekspertka SENSu Ewa Nowak

Mój mąż od pół roku choruje na raka płuc. Mamy 10-letniego synka Oliwera. Od zawsze był bardzo związany z tatą. Teraz Oliwer nie chce w ogóle o nim słuchać. Kiedy mówię, że byłam w szpitalu, że tatuś go całuje, zdarza się, że podbiega, zatyka mi ręką usta i krzyczy, żebym nie mówiła o tacie. Nie chce też chodzić do szpitala, co jest dla nas bardzo przykre, a wyobrażam sobie, jak czuje się mój mąż. Oliwer kiedyś pytał mnie, czy tatuś umrze, a moja mama wtedy zezłościła się i powiedziała, że nie wolno tak w ogóle myśleć. To od tego momentu syn zabrania nam wspominać o ojcu. Mamy z nim teraz ogromny problem. Jest złośliwy, krzyczy bez powodu, bije mnie, mówi, że ma smoka w brzuchu, wymyśla niestworzone historie, którymi mnie zadręcza. Czuję, że powinnam z nim poważnie porozmawiać, ale nie wiem, jak zacząć taką rozmowę i co mam zrobić z moją mamą, która uważa, że dziecka absolutnie nie wolno narażać na rozmowę o śmierci. Proszę o pomoc.

Świat się zmienia, a wraz z nim zmienia się społeczne podejście do śmierci. Kiedyś dzieci nie były dopuszczane do tego tematu. Odganiano je od emocji z tym związanych. Pani mama była tak wychowywana i nic dziwnego, że w ten sam sposób chce chronić swojego wnuka. Warto jej spokojnie powiedzieć, że dziś jest inaczej. Dzieci o śmierci słyszą już w wieku kilku lat. Książki, filmy, gry i rozmowy są wypełnione tematem śmierci, która fascynuje nawet maluchów. Dlatego dziś unikanie tego tematu jest już niemożliwe i szkodliwe dla dziecka. Jeśli my z nim o tym nie porozmawiamy, poszuka kogoś (rówieśników, komiksów, gier), które „wytłumaczą” mu, o co z tą śmiercią chodzi i nieźle zamieszają w głowie.

Nawet jeśli dziecko udaje, że nie chce na jakiś temat rozmawiać, skutkuje to poczuciem wykluczenia. Dorośli wokół niego coś mówią, robią, coś dziwnego przeżywają, a on jest od tego odcięty. Poczucie wykluczenia jest dla dzieci niezwykle obciążające. Dlatego warto zadbać, żeby Oliwer dostał odpowiedzi na dręczące go pytania: „Czy to jest moja wina? Czy mogłem temu jakoś zapobiec?”. Proszę jasno i stanowczo powiedzieć synowi, że absolutnie nie. Dzieci martwią się o bardzo konkretne sprawy: kto je będzie woził do szkoły, kładł spać, pomagał w lekcjach. Warto z Oliwerem omówić „techniczną” stronę odejścia taty, bo tego potrzebuje. „Dlaczego akurat mój tatuś musi umrzeć?” – najlepiej powiedzieć szczerze, że tego nikt nie wie, że dla Pani to też jest okropne i też jest z tego powodu smutna. „Co tata czuje, czy go boli?”. Tak, boli go. „Czy jak umrze, to potem jeszcze kiedyś do mnie wróci?”. Nie, śmierć jest nieodwracalna. Umiera się tylko raz. Gdy dziecko cierpi, może fantazjować na temat powrotu taty. Niech fantazjuje, ale niech wie, że tak się nie stanie.

Jak może Pani teraz wspierać Oliwera? Najlepiej podążać za jego pytaniami, bo to one wskazują drogę do lęków chłopca. Jeśli jednak dziecko zostało zablokowane i boi się samo podjąć temat, musimy wkroczyć. Dlatego proszę opowiadać synowi o swoich emocjach i poczekać, aż Oliwer skorzysta z okazji do rozmowy. Niech szuka Pani okazji do zabaw z synem. Gdy w rodzinie jest terminalna choroba, na długi czas zmiana się atmosfera domu, na daleki plan schodzą naturalne potrzeby członków rodziny, w tym dzieci, takie jak potrzeba afirmacji życia. Śmiech i wygłupy wydają się niestosowne. Niesłusznie. Proszę też dawać synowi jakieś zadania. „Narysuj, jak szalałeś w deszczu. Nagrajmy to teraz, a jutro pokażemy tacie”. Każdy człowiek w obliczu choroby bliskiej osoby najdotkliwiej odczuwa bezradność.

Trzy zasady rozmów z dziećmi o śmierci

  • Prosto. Gdy rozmowa będzie zbyt zawiła, nie pomożemy dziecku. Mały człowiek poczuje, że niczego się nie dowiedział.
  • Prawdziwie. Nie oszukujmy dzieci („Tatuś tylko śpi, wróci jeszcze do ciebie, jeszcze go zobaczysz, spotkasz”). Prawda zazwyczaj wydaje się przerażająca dla nas, dorosłych. Dzieci dobrze sobie z nią radzą.
  • Bez oceny. Gdy dziecko poczuje się bezpieczne w rozmowie, może otworzyć się worek z zadziwiającymi problemami i koncepcjami. Dzieci mają nieobciążoną tabu wyobraźnię i mogą nieświadomie urazić nasze wartości. Pamiętajmy, żeby nie karać ich za obrazoburczość („Myślę, że tata umarł, żeby móc jeść pizzę, kiedy chce”. „Nie będę chodził na grób mamy, bo mi nie chciała kupić roweru”). Nawet jeśli „moralność” lub wyobraźnia dziecka nas zaszokuje i będzie stała w sprzeczności z naszymi przekonaniami, uszanujmy to i nie oceniajmy, bo nic tak nie buduje muru jak ocena.

Co może pomóc? – Terapia sztuką

Warto, jak przy każdym problemie, poszukać wsparcia w literaturze i filmie. „Siedem minut po północy” to powieść, która podbiła serca wielu młodszych nastolatków. Książka porusza temat śmierci dosłownie. Bohater cierpi emocjonalnie, ponieważ traci mamę. Nie umie sobie poradzić z poczuciem winy, strachem i bezradnością, wymyśla więc przerażającego potwora, którego się nie boi, gdyż jest on mniej straszny niż psychiczne lęki chłopca. W ten sposób młody bohater dokonuje autoterapii. Doznaje katharsis i mimo tak ogromnej straty, nieokaleczony może iść dalej. Warto zacząć od książki, której już sama szata graficzna pomoże płynnie zahaczyć o temat śmierci. Powstał też film o tym samym tytule. Najlepiej obejrzeć go wspólnie z dzieckiem, żeby nie zostawić go z pytaniami bez odpowiedzi. Mroczna (co dzieci uwielbiają) aura filmu, wspaniałe efekty specjalne (nikt nie docenia ich tak jak dzieci) oraz zbieżność problemów z problemami bohatera filmu na pewno skłonią dziecko do uchylenia rąbka świata swoich emocji. Koniecznie trzeba wtedy przy nim być.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »