1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Święta Roberta Sowy

Święta Roberta Sowy

Poprzedzające święta dni to czas nieustannej krzątaniny. Jak ryba w wodzie czuje w tym czasie mistrz kulinarny – Robert Sowa. Człowiek o ogromnej energii i ogromnej pasji… smaku.

- Jak wspominasz święta Bożego Narodzenia z czasów dzieciństwa?

- Boże Narodzenie zawsze będzie kojarzyć mi się z rodzinną miejscowością mojej mamy. Paszkówką - to niewielka wieś pomiędzy Skawiną a Wadowicami, w której zawsze spędzaliśmy święta. Związane z nimi wspomnienia to oczywiście choinka, siano pod obrusem, odświętne ubrania, skrzypiący śnieg i pasterka o północy. A także gorąca kuchnia węglowa, na której przyrządzało się wówczas i nadal przyrządza się wiele potraw.

- Czy to były tradycyjne potrawy?

- Świąteczne potrawy mojego dzieciństwa to panierowany karp, najpierw obsmażony, a następnie pieczony z masłem na ziemniakach. Znakomita zupa grzybowa z łazankami. I oczywiście kompot z suszu.

- A zapachy…?

- Do dzisiaj wspominam zapach gotującej się wędzonej szynki, którą jedliśmy w świąteczne dni. A także zapach mandarynek i pomarańczy, które wraz z bananami – jako rzadko dostępne dobra – były sprawiedliwie dzielone pomiędzy wszystkich członków rodziny: mamę, tatę, dziadków oraz moich dwóch braci i mnie.

- Wspominasz to wszystko bardzo ciepło…

- Tak, to wspaniałe, pełne radości wspomnienia. Nie było bardzo wystawnie, ale nigdy niczego nam nie brakowało.

- Święta w Twojej „dorosłej” już rodzinie, dużo się od tamtego czasu zmieniło?

- Mieszkam pod Warszawą, w Zielonce. Las jest tuż obok, śnieg skrzypi podobnie jak przed wielu laty w Paszkówce i jest go ostatnimi laty coraz więcej. Na pewno święta tutaj, w podmiejskiej miejscowości, są inne niż święta w dużym mieście. Dla mnie są bardziej „odświętne”. Ubieramy dwie choinki – jedną w ogrodzie, drugą w domu, w salonie. Ta domowa – to choinka sztuczna, jesteśmy bowiem przeciwni wycinaniu żywych drzew. Żywą choinkę, którą pielęgnujemy przez cały rok, mamy w ogrodzie. Oczywiście na stole położymy biały obrus, a pod nim siano. Będzie również opłatek, którym podzielimy się, składając sobie życzenia. Nie zabraknie też prezentów pod choinką.

- Zdradź nam jednak co pojawi się na stole..! Może zacznijmy od dań wigilijnych.

- Dania, które znajdą się na naszym wigilijnym stole są wynikiem kompromisu pomiędzy upodobaniami i tradycjami moimi a reszty domowników. W moim rodzinnym domu jadało się zupę grzybową z łazankami, o której już wspominałem, zaś moja żona przyzwyczajona jest do barszczu czerwonego z czarnym pieprzem, majerankiem i uszkami z grzybami leśnymi, robionego na zakwasie przygotowywanym przez moją teściową. I taki właśnie przepyszny barszcz – którego mogę wypić nawet kilka filiżanek –  króluje na naszym stole. Z tradycyjnych dań nie może zabraknąć też pierogów z kapustą i z grzybami.

- Na pewno będą podane ryby…

- Oczywiście i to w niejednej odsłonie. Śledź w przyprawach korzennych, którego należy zamarynować na kilka dni przed wigilią, sandacz z bakaliami – ulubione danie mojej żony, łosoś wędzony z cytryną specjalnie dla mojej córki Magdy oraz karp w galarecie. Ów karp to dzieło mojego teścia: oprócz podstawy, czyli karpia w galarecie, teść przygotowuje dodatki – mus z mięsa karpia oraz drożdżową babkę z rodzynkami.

- W Galicji rodzynki dodaje się do karpia w galarecie.

- Dokładnie. Tutaj zaś mamy rodzynki w babce. Można nazwać to mariażem kuchni galicyjskiej z kuchnią kresową. I muszę przyznać, że jest to mariaż udany – dzieło teścia jest wyjątkowo smaczne. Ale karp będzie również w innej wersji – filety z karpia marynowane w oliwie oraz cytrynie z solą i pieprzem. Przyznam, że nie jesteśmy zagorzałymi zwolennikami karpia i nie jemy go zbyt dużo, ale podczas świąt naturalnie nie może go zabraknąć.

- A co planujesz podać w pierwszy i drugi dzień świąt?

- Podczas przygotowań do Wigilii ustąpię pola żonie i teściom, ale za to zamierzam zaszaleć, przyrządzając dania świąteczne.  Na święta nie kupuję żadnych wędlin prócz szynki podkomorzego, więc będzie wielkie pieczenie mięs. Marynuję a następnie piekę karczek, boczek oraz cielęcinę. Po pierwsze są one naprawdę wyśmienite, a po drugie – nic się nie zmarnuje. Jak mawiał bowiem mój przyjacielświętej pamięci Maciej Kuroń – mięso, które upiekło się samemu, a które zostanie ze stołu świątecznego, należy pokroić w drobną kosteczkę, podsmażyć i przełożyć do słoika. Będzie jak znalazł do noworocznego bigosu.

 

Jeśli chodzi o świąteczny obiad – pierwszego dnia planuję podać pieczoną, a następnie duszoną w żurawinie z wódką kaczkę, wraz z marynowanymi rydzami przywiezionymi z Nowego Sącza. Na przystawkę pojawi się wędzony węgorz w galarecie prosto z Mazur.

- Rydze z Nowego Sącza, węgorz z Mazur – rozumiem, że to zdobycze upolowane podczas podróży?

- Dokładnie. Bardzo dużo podróżuję i zawsze staram się znaleźć i przywieźć do domu lokalne specjały. Oczywiście nie dotyczy to tylko podróży zagranicznych, ale również podróży po Polsce. Warto zwracać uwagę na regionalne wyroby i przywozić przeróżne pyszności do domu – zwłaszcza przed świętami.

- Wracając do świątecznych dań…

- Planuję podać jeszcze pieczoną nowozelandzką jagnięcinę...

- Którą oczywiście najpierw zamarynujesz…

- Naturalnie – w oliwie, czosnku, rozmarynie oraz grubo mielonym, czarnym pieprzu. Najpierw obsmażę ją na patelni, a następnie włożę do piekarnika. Delikatne, różowe mięso podane z purée z ziemniaków i chrzanu oraz sosem sporządzonym na bazie sosu pieczeniowego z dodatkiem wina i miodu.  Myślę, że to będzie hit tegorocznych świąt w naszym domu.

- A co ze słodkościami?

- Zawsze przygotowujemy niewielką ilość kutii. Oprócz niej będzie makowiec, sernik, a także deser gruszkowo-czekoladowy. Do śniadania jemy również baby drożdżowe z rodzynkami, które mój teść piecze do swojego popisowego karpia.

- Prawdziwe święta, to święta spędzone w domu z najbliższymi.

- Nie wyobrażam sobie celebrowania świąt w hotelu pośród obcych ludzi. To dla mnie czas wytchnienia i odpoczynku. Na co dzień prowadzę bardzo intensywne życie i potrzebuję w czasie świąt pobyć z najbliższymi i wreszcie nigdzie się nie śpieszyć.

- Wiele osób w tym czasie zaczyna układać plany i czynić postanowienia na nadchodzący rok.

-Ja również. Ale zanim to zrobię, przy kieliszku dobrego wina podsumowuje rok, który właśnie zbliża się ku końcowi. Zastanawiam się, ile z zaplanowanych rzeczy udało mi się zrealizować, a z czego nie jestem do końca zadowolony. Dopiero wtedy robię założenia na rok, który ma nadejść.

- Jaki był dla Ciebie ten mijający 2010?

- Bardzo dobry. Podjąłem dużo odważnych decyzji. Życie pokaże, czy były to decyzje dobre – ale jak na razie wygląda na to, że postąpiłem właściwie.

- Wiem, że Twoją pasją są podróże kulinarne. W tym roku odwiedziłeś miedzy innymi Izrael. Dokąd chciałbyś pojechać w nadchodzącym roku?

- Krajem, który fascynuje mnie pod kątem kuchni  jest Japonia. I nie myślę tutaj o sushi, które w doskonałym wydaniu możemy zjeść w wielu polskich restauracjach. Interesuje mnie niezwykłe bogactwo japońskiej kuchni niemal nieznanej w Polsce. Zwłaszcza dań gorących.

- Życzymy zatem pięknych Świąt i spełnienia marzeń, zarówno tych podróżniczych, jak i wszelkich innych…

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze