1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia

Mikroliście – bomba smaku i witamin

Matylda Szyrle, założycielka pilotażowej farmy wertykalnej Listny Cud produkującej mikroliście. (Fot. Kasia Nadrowska)
Mikroliście są wyjątkowo apetyczne, naprawdę trudno im się oprzeć. Na szczęście nie trzeba! Mają bardzo dobrą opinię zarówno wśród dietetyków, jak i wśród szefów kuchni.

Dział warzywny w sklepach o tej porze roku wygląda dość smętnie. Szare bulwy i owoce z dalekich krajów albo z chłodni. Dlatego, gdy kątem oka dostrzegłam na półkach intensywnie zielone listeczki, pobiegłam sprawdzić, czy nie mam – typowych dla wegetarianki na przedwiośniu – miraży. Ze spożywczego wyszłam jak z kwiaciarni, niosąc pod pachą pojemniki z małymi roślinkami. W domu nie przetrwały zbyt długo – smakowały równie dobrze, jak wyglądały.

Mikroliście – co to takiego?

Do tej pory, gdy bardzo tęskniłam za świeżą zieleniną, kupowałam kiełki. Dodawałam je do kanapek, sałatek… albo zjadałam prosto z pudełka, dzielnie znosząc ich ostry smak. Mikroliście zachwyciły mnie nie tylko kolorem, lecz także bogatym smakiem. Czy są równie zdrowe, jak kiełki? Rozmawiam o tym z Matyldą Szyrle, założycielką firmy zajmującą się uprawą mikroliści, o wiele mówiącej nazwie Listny cud.

Czym mikroliście różnią się od kiełków?
Kiełki to roślinki w początkowej fazie wzrostu, zbiera się je i konsumuje zaledwie kilka dni od wysiewu. Mikroliście to kolejny etap rozwoju rośliny, choć uprawa nie przebiega linearnie, czyli to nie jest tak, że z kiełków, jeśli zostawi się je dłużej, wyrosną mikroliście. Siewki mikroliści sadzi się w podłożu, pozwala im się ukorzenić i rosnąć w odpowiednich warunkach od 7 do 14 dni.

Smakują też nieco inaczej.
Paleta smaków w przypadku mikroliści jest zdecydowanie ciekawsza, pewnie dlatego, że mamy do czynienia z nieco starszą roślinką, która miała więcej czasu, aby nabrać smaku i aromatu. Nadal są wyraziste, ale jednak dużo bardziej złożone. Na przykład moje ulubione mikroliście czerwonej kalarepy smakują według mnie jak… ziemniaki z masłem. Wyjątkowo ciekawe są też mikroliście kolendry, słonecznika i groszku. Mikroliście słonecznika można jeść nie tylko jako dodatek, lecz także „prosto z krzaczka” jako przekąskę. Znam sporo osób, które chrupią je zamiast chipsów w trakcie oglądania filmów.

To chyba żaden grzech, bo podobno – tak jak kiełki – mikroliście to prawdziwa bomba witaminowa.
Mikroliście są bardzo zdrowe! Są doskonałym źródłem witamin, przeciwutleniaczy oraz mikro- i makroelementów: żelaza, potasu czy kwasu foliowego. Co więcej, z wielu badań wynika, że mikroliście dostarczają więcej skoncentrowanych wartości odżywczych niż dorosłe rośliny.

Mikroliście mają wysoką gęstością odżywczą. (Fot. iStock)

Jadamy je tylko na surowo?
Głównie na surowo. Oczywiście można dodawać je do różnych potraw na ciepło, np. do sosów kuchni azjatyckiej, ale nie warto ich samych poddawać obróbce termicznej. Mikroliście w dużej mierze składają się z tak zwanej mokrej materii, więc przy smażeniu lub gotowaniu nie tylko stracimy dużo wartości odżywczych, lecz także ich piękny kolor i chrupkość. Jednak jeśli ktoś lubi eksperymentować, polecam spróbować zrobić pesto z mikroliści.

O! Podasz przepis?
Proszę bardzo: mikroliście rukoli, rzodkiewki, brokuła albo miks różnych mikrolistków blendujemy z serem, oliwą i podprażonymi orzechami. W wersji wegańskiej zamiast sera używamy płatków drożdżowych. Doprawiamy solą i gotowe. Pesto można przechowywać kilka dni w lodówce.

Czy z każdej roślinki da się wyhodować mikroliście?
Nie wiem, czy z każdej, ale na pewno z wielu. My w ofercie mamy mikroliście 9 gatunków, ale pracujemy nad kolejnymi: nasturcją, kukurydzą, pak choyem. Są jednak rośliny, które nie nadają się do takiej uprawy. Próbowaliśmy z soczewicą, która zawiera wiele cennego białka – owszem, pięknie wygląda w postaci mikroliści, jak miniaturowy las bambusowy, ale niestety bardzo szybko zaczyna drewnieć. Ma wyjątkowo krótką przydatność do spożycia.

Czy możesz zdradzić, jak wygląda uprawa mikroliści?
Po wysianiu do podłoża z kory kokosowej trzymamy je pod obciążeniem, aby nabrały siły, by wystrzelić do góry, a nie na boki czy w liście. O tym, jaka to siła, można się przekonać, jeśli w odpowiednim momencie nie zdejmiemy obciążenia. Wyobraź sobie, że te maleństwa, mające od 0,5 do 2 cm, potrafią same zrzucić kilka tacek ustawionych jedna na drugiej.

Niesamowite!
To prawda, mają moc siłacza! Następnie przez dwa, trzy dni przechowujemy je w ciemni, wtedy wyciągają się w poszukiwaniu światła. Roślinki rosną, ale brak światła zaburza naturalny cykl wzrostu, więc nie wyrośnie z nich klasyczna duża roślinka – jednym słowem: z mikrolistków kalarepy nie wyhodujemy kalarepy, nawet wtedy, gdy w kolejnym etapie rozwoju przez kilka dni trzymamy je pod światłem.

Mikroliście mają szybki cykl wzrostu – około 7 dni od posiania są gotowe do sprzedaży. (Film z farmy Listny Cud)

Macie wyjątkowo satysfakcjonujące zajęcie – tak szybko widać efekt Waszej pracy.
Tak, tym bardziej że wszystko dzieje się na naszych oczach. Listny Cud mieści się w niewielkim lokalu na warszawskim Mokotowie. Na 40 metrach kwadratowych produkujemy około 600 doniczek dziennie. Udaje się to dlatego, że uprawiamy je na farmie wertykalnej.

Na czym polega ten system?
Tace z doniczkami ustawione są piętrowo na stołach zalewowych, które automatycznie wypełniają się wodą. Roślinki na poszczególnych piętrach wchłaniają tyle wody, ile potrzebują. Woda krąży w obiegu zamkniętym, jest cyklicznie oczyszczana. Ta metoda uprawy sprawia, że jesteśmy w stanie oszczędzić 90 proc. wody. Obliczyliśmy, że w zeszłym roku zaoszczędziliśmy w ten sposób 106 ton wody.

Farmy wertykalne stają się coraz bardziej popularne na świecie. Dzięki tej metodzie uprawy oszczędza się olbrzymie ilości wody. (Fot. Kasia Nadrowska)

Bardzo ekologicznie!
Tak – i dlatego miejskie farmy wertykalne są coraz bardziej popularne na całym świecie. W ten sposób uprawia się nie tylko mikroliście, lecz także sałaty, pomidory, borówkę amerykańską, truskawki… I to przez cały rok, dzięki czemu odpada problem śladu węglowego, który generuje transport roślin zimą z innego kontynentu, tak jak się to dzieje teraz. Większość zieleniny, którą jemy zimą, przybywa do nas z Hiszpanii, z Ameryki Południowej czy z Izraela. Do tego wszystko jest pakowane w jednorazowy plastik.

A w czym rosną uprawiane przez Was mikroliście? Nie w plastiku?
Używamy biodegradowalnych doniczek celulozowo-torfowych sprowadzanych z Danii, nadal jednak szukamy nowych rodzajów podłoża i doniczek, aby nasza uprawa była coraz bardziej lokalna i zrównoważona. Wyzwań technologicznych nam nie brakuje.

No to trzymamy kciuki!
Dziękujemy, będą potrzebne, tym bardziej że niebawem planujemy przeprowadzkę do nowego, większego miejsca i rozszerzenie oferty o zioła. Chcemy również propagować ideę farm wertykalnych – zbudowaliśmy pierwsze w Polsce sklepowe farmy wertykalne, które automatycznie nawadniają i naświetlają roślinki (dzięki czemu znacznie mniej ich się marnuje), a teraz budujemy małe farmy do biur, dzięki czemu ich pracownicy będą mogli korzystać ze świeżych mikroliści i ziół.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze