1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Warto marzyć! To kompas na przyszłość

Warto marzyć! To kompas na przyszłość

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Może właśnie teraz jest idealny czas na marzenia? Samo snucie marzeń to jednak za mało. Wyciągnij piękne wizje spod poduszki i przystąp wreszcie do ich realizacji!

Marzenia to kompas wytyczający życiową drogę, kapitał, którym należy odpowiednio zarządzać, a nie trzymać pod poduszką. Może właśnie teraz jest idealny czas na marzenia?

Walt Disney powiedział: „jeśli potrafisz o czymś marzyć, potrafisz to zrobić”. Marzenia to nie mrzonki – nigdy nie zjawiają się przypadkiem, na zasadzie zachcianki, zawsze są wyrazem naszych potrzeb, możliwości i talentów.

Prywatna kopalnia diamentów

Bardzo lubię opowieść pisarza Russella Conwella z wykładu wygłoszonego przez niego na przełomie XIX i XX wieku. Mowa o losach perskiego farmera Ali Hafeda, który zdecydował się sprzedać farmę i odejść od rodziny, żeby oddać się poszukiwaniu diamentów. Tropił je bez wytchnienia, tułając się po całym świecie, wreszcie bezdomny, samotny i zrozpaczony odebrał sobie życie. Tymczasem człowiek, który kupił od Hafeda farmę, z miłością, wdzięcznością i pasją uprawiał ziemię. Pewnego dnia, w dawnym ogrodzie Ali Hafeda znalazł... kopalnię diamentów! Stał się właścicielem niewyobrażalnego majątku.

Każdy ma taką kopalnię diamentów, która czeka na to, by ją odkryć i – kopiąc coraz głębiej – korzystać z jej zasobów. Oswajanie marzeń – do tego jesteśmy stworzeni, to czyni nas niepowtarzalnymi, twierdzą Paul Levesque i Art McNeil, autorzy poradnika „Oswajanie marzeń”. Kiedy zaczniemy zarządzać marzeniem, stanie się ono celem, projektem, dzień po dniu wcielanym w życie. Levesque i McNeil radzą jednak, by na początku zweryfikować spokojnie osiągalność naszych zamierzeń. Niby nie ma rzeczy niemożliwych, ale nieosiągalne zadanie może sparaliżować działania, wzbudzić niepewność. Do realizacji marzeń potrzebujemy entuzjazmu, a trudno, byśmy wzbudzili go w sobie na myśl o prozaicznym zrzuceniu dwóch kilogramów wagi.

Nazwij, zdecyduj, zapal się!

Bardzo ważne jest precyzyjne nazwanie pragnień. Musimy uczciwie powiedzieć sobie, jakie intencje nami kierują, do czego dążymy i jacy będziemy, gdy marzenie nabierze realnych kształtów. Staniesz się radosny, wolny, spokojny? Wzrośnie twoje poczucie bezpieczeństwa? Już teraz zacznij robić coś, by poczuć ten stan! Dobro się mnoży – odczuwając radość, przyciągamy do naszego życia jeszcze więcej radości. Eksperymentuj z nowymi stanami ducha, „oswajaj” energię radości i spełnienia. Jest takie angielskie powiedzenie fake it till you make it – udawaj, aż stanie się to prawdą.

Kiedy już ten najważniejszy cel – twoje marzenie – został sprecyzowany, kluczową sprawą jest podjęcie decyzji: zrobię to. Ale nie na zasadzie: spróbuję, może coś z tego będzie. Nie wystarczy chcieć, trzeba „pałać chęcią”. Taka decyzja to określone konsekwencje – ustalenie hierarchii wartości, wybory, rezygnacja z niektórych rzeczy nieidących w parze z naszą misją. Za to wtedy możemy liczyć na poparcie świata. Zdaniem Paulo Coelho: kiedy się czegoś pragnie, cały świat jednoczy się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie.

Jeśli w to wierzysz już jesteś na dobrej drodze. Wszystkich tzw. ludzi sukcesu – niezależnie od wychowania, narodowości, epoki, umiejętności, dziedziny, w jakiej się wsławili – łączy jedno: wiara, że przedsięwzięcie się uda. Jest taka zasada: jeśli myślimy, że coś jest niedostępne czy zbyt trudne do zdobycia, to tak, jakbyśmy tego nie pragnęli. Często zasłaniamy się wymówkami: nie mam szczęścia, czasu, pieniędzy, silnej woli, jestem za młody, za stary, za niski. Kiedy Kolumb wybierał się w swoją słynną podróż, wszyscy ostrzegali go, że spadnie z krawędzi świata. Louise Hay sugeruje, że nawet gdybyśmy mieli usłyszeć: nikt jeszcze nie zrobił tego w ten sposób, zawsze możemy odpowiedzieć: no to co? Oglądanie się na innych to absurd. Inni są po prostu inni.

Przeszkody to część gry

Największym sojusznikiem na drodze do celu będzie entuzjazm, największym wrogiem – samosabotaż. Uprawiając ten drugi, człowiek tłumi pierwszy, często wkładając w to mnóstwo energii. Powód jest prosty: wolimy nie ekscytować się śmiałymi wizjami w obawie przed rozczarowaniem (a im większe nadzieje, tym większe rozczarowanie). Aby go uniknąć, wiele osób dobrowolnie rezygnuje z własnych marzeń. A po latach ci, co tak dzielnie tłumili własny zapał, by ich nadzieje za bardzo się nie rozbuchały, zaczynają widzieć całe swoje życie jako jedno wielkie rozczarowanie.

Autorzy „Oswajania marzeń” przytaczają przykład: niespełnione marzenie o grze na fortepianie. Oto czyjeś wspomnienie: Nauczenie się gry na fortepianie było moim marzeniem. Nie podjąłem jednak nauki, gdyż wiedziałem, że dojście do interesującego mnie poziomu zajęłoby około dziesięciu lat. Właśnie mija dziesięć lat od tej decyzji.

 
Każda zmiana wiąże się z ryzykiem, ale też z szansą. Wszystko zależy od punktu widzenia, od twoich przekonań – mówi się, że i optymizm, i pesymizm to formy przepowiedni. Świetnie ujął to Henry Ford: Czy uważasz, że możesz, czy też uważasz, że nie możesz, w obu wypadkach masz rację. Jeśli czujesz lęk, pomyśl przez chwilę, jaka najstraszniejsza rzecz może się zdarzyć, gdyby ci się nie udało. Przeżyłeś? Od tej pory wyobrażaj już sobie tylko spełnienie. Twórz w wyobraźni obrazy triumfu, skupiaj się cały czas na tym, czego chcesz (a nie czego nie chcesz). I przygotuj się, że może to przyjść nawet  w doskonalszej formie, niż zakładałeś.

Czasem najlepsze rezultaty osiąga się systematyczną, metodyczną pracą. W cenie są cierpliwość i wytrwałość – zwłaszcza kiedy pojawiają się przeciwności. Przeszkody to część wyzwania: często zwracają uwagę na coś, czego nie uwzględniliśmy w planach, powstrzymują przed pochopnymi działaniami. Albo po prostu umacniają nas w postanowieniu. Nie zniechęcajmy się, jeśli nie widać efektów naszych starań – czasem sytuacja musi dojrzeć. Nasze marzenie jest jak zasiane przez nas nasionko, z którego ma wyrosnąć piękny kwiat – gdyby rozkwitł w nieodpowiednim momencie, na przykład w środku mroźnej zimy, zmarniałby i nikt nie miałby z niego pożytku.

Codziennie bliżej spełnienia

Ważne, żeby zacząć, wykonać pierwszy krok. A potem codziennie robić choćby jedną rzecz przybliżającą nas do celu. Mogą to być działania pozornie luźno związane z naszym marzeniem: zadbanie o formę fizyczną, przygotowanie pola pracy (w myśl zasad „mała różnica czyni wielką różnicę” i „wszystko się sumuje”). Kiedy prezydent Kennedy zwiedzał nowo wybudowaną agencję kosmiczną, zapytał portiera (który akurat zamiatał podłogę), jaki jest zakres jego obowiązków. Ten odpowiedział: Pomagam doprowadzić do tego, aby człowiek stanął na Księżycu.

Dobrze jest włączyć do misji ważne dla nas osoby. Ale musimy się też liczyć z ich oporem, sceptycyzmem. Doceńmy go, przebadajmy każdy argument – a nuż coś jest na rzeczy? Często przyjaciele pokazują nam nasze własne wątpliwości, ich sprzeciw może też wyzwolić w nas odwagę, dodatkową energię. Co nie znaczy, że mamy jeszcze jedno zadanie: udowodnić coś innym. Nie. W niektórych wypadkach zaczniemy być może zastanawiać się, czy chcemy przebywać wśród osób, które w nas nie wierzą i studzą nasz zapał. Może nawet przyjdzie nam uznać: kto nie kocha moich marzeń, nie kocha mnie. I wyciągnąć wnioski.

Zawsze będziesz otoczony przez 20 księgowych i 20 logików czekających na okazję powiedzenia ci, dlaczego zrobienie czegoś jest niemożliwe. Nie znaczy to, że jest niemożliwe – powiedział James Cameron. Zdjęciom do jego „Titanica” – filmu, w którym od początku pokładał ogromne nadzieje – towarzyszyły najczarniejsze przepowiednie sceptyków. Piętrzące się problemy finansowe sprawiły, że reżyser zrezygnował w którymś momencie z wynagrodzenia. Pointę znamy: „Titanic” nie tylko zdobył 11 Oscarów, ale okazał się jednym z najbardziej kasowych przedsięwzięć w historii kina. Planując realizację marzenia – cokolwiek by to było, choćby otwarcie sklepiku osiedlowego – warto czasem odłożyć na bok rozważania na temat koniunktury czy podaży i wsłuchać się w swój wewnętrzny głos. Jak zauważył amerykański antropolog i mitoznawca Joseph Campbell, dla ludzi, którzy osiągnęli sukces i dorobili się niebagatelnego majątku, zdobycie fortuny nie było podstawowym celem. Oni po prostu „szli za swoją radością”. A pieniądze obrały ten sam kierunek.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Życie z cieniem. Jak w pełni zaakceptować siebie?

Koncepcja cienia wywodzi się od Junga, który pisał, że nie chodzi o pozbywanie się nielubianych cech, ale o znajdowanie ich jasnych stron i włączanie do naszego życia. (Fot. iStock)
Koncepcja cienia wywodzi się od Junga, który pisał, że nie chodzi o pozbywanie się nielubianych cech, ale o znajdowanie ich jasnych stron i włączanie do naszego życia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
- Cień nosi wiele twarzy: strachu, chciwości, złości, mściwości, manipulacji, lenistwa, wrogości, brzydoty, braku akceptacji, słabości, krytyki, potępiania. Wszystko to, czego w sobie nienawidzimy, czego się wypieramy, zaczyna żyć własnym życiem, podkopując wiarę w naszą siłę i talenty – mówi Pernille Melsted, trenerka zajmująca się pracą z cieniem.

- Cień nosi wiele twarzy: strachu, chciwości, złości, mściwości, manipulacji, lenistwa, wrogości, brzydoty, braku akceptacji, słabości, krytyki, potępiania. Wszystko to, czego w sobie nienawidzimy, czego się wypieramy, zaczyna żyć własnym życiem, podkopując wiarę w naszą siłę i talenty – mówi Pernille Melsted, trenerka zajmująca się pracą z cieniem.

Cień to… Wszystko, czym nie chcemy być; czym uważamy, że nie jesteśmy. Nieuświadomiony cień niszczy nasze związki, zabija ducha i uniemożliwia realizację marzeń.

Urodziłaś się w Danii, w kraju ludzi najszczęśliwszych na świecie. Duńczycy mają cień? Każdy człowiek ma cień. I każdy naród. My mamy opiekuńcze państwo, które zaspokaja życiowe potrzeby. Państwo na przykład płaci każdemu, kto tylko zechce podjąć studia. Wstyd narzekać. W Danii nie jest w porządku się wyróżniać: wszyscy mają być równi. Wyrażanie wyjątkowości, unikalnego piękna, darów, talentów nie jest mile widziane. To właśnie cień Duńczyków. Mieszkałam jakiś czas w USA. Tam odwrotnie – wszyscy chcą być najlepsi, błyszczeć, lśnić. Ich cień to bycie skromnym. Jeśli chcemy być ludźmi autentycznymi, spełnionymi, nie możemy pominąć cienia.

W Polsce lubimy myśleć o sobie jako o narodzie wybranym, bohaterskim. Przydałaby się narodowa dyskusja na temat naszego cienia, ponieważ nieuświadomiony cień staje się groźny. Staje się źródłem projekcji: „Ja taka nie jestem, to ty jesteś zła!”. Cień nosi wiele twarzy: strachu, chciwości, złości, mściwości, manipulacji, lenistwa, kontroli, wrogości, brzydoty, braku akceptacji, słabości, krytyki, potępiania. Wszystko to, czego w sobie nienawidzimy, czego się wypieramy, zaczyna żyć własnym życiem, podkopując wiarę w naszą siłę i talenty. Odrzucając cień, odrzucamy skarb. Skarby są ukryte w miejscu, którego nie braliśmy dotąd pod uwagę – w ciemności.

Jak powstaje cień? Przychodzimy na ten świat jako pełne istoty; mamy dostęp do każdej części siebie. Małe dziecko jest – z chwili na chwilę – radosne, smutne, zniecierpliwione. Szybko jednak musi dostosować się do norm i oczekiwań swojej rodziny, kraju, kultury. Pragnie miłości i akceptacji ważnych dla siebie osób – rodziców, nauczycieli i innych autorytetów – dlatego zakłada maskę „poprawnego” zachowania. To, co nie jest mile widziane, zostaje zepchnięte do cienia. Koncepcja cienia wywodzi się od Junga, który pisał, że nie chodzi o pozbywanie się nielubianych cech, ale o znajdowanie ich jasnych stron i włączanie do naszego życia. Pisał, że pierwsza połowa życia schodzi nam na tym, żeby zepchnąć różne swoje części do cienia, a druga – na wyciąganiu ich z cienia, bo bez nich czujemy się niepełni.

Zwykle między 35. a 40. rokiem życia zaczynamy czuć się gorzej; pojawia się poczucie pustki, rozczarowania, lekkiej depresji. Mówią o tym zarówno kobiety, jak i mężczyźni. I mamy ochotę na te wszystkie radykalne zmiany – rzucić pracę, rozwieść się, znaleźć młodego kochanka… Właśnie puka cień! Różne części nas wołają: „Zobacz mnie, zapomniałaś o mnie, i o mnie też!”. Zamiast patrzeć na to, co się dzieje, jak na kryzys, lepiej otworzyć się i przyjąć dary tych ukrytych części nas.

Jak rozpoznać cień? Przede wszystkim obserwować, jak reagujemy na innych ludzi. Na przykład idziemy na imprezę, na której poznajemy atrakcyjną kobietę. Ty uważasz, że ona jest wspaniała, urocza, we mnie budzi niechęć. Dlaczego? Która z nas ma rację? Jeśli mocno na kogoś reagujemy, warto przyjrzeć się sobie. Czy wiem o istnieniu takiej osoby, czy ona głęboko mnie porusza? Jaki mój cień kryje się w tym poruszeniu? Dlaczego nie pozwalam sobie taką właśnie być? Co w tym złego, zagrażającego? Co dobrego mogłoby wyniknąć dla mnie, gdybym zaakceptowała tę część siebie? Każda z naszych części przynosi jakiś dar. Jaki dar przychodzi z osobą, do której czuję niechęć? To mogą być różne dary – odwagi, akceptacji, zrozumienia, współczucia, asertywności. Przyjmując dary, integrujemy kolejne części siebie.

Może się okazać, że osób, które wywołują w nas silne emocje, jest wokół wcale niemało. Zacznijmy przynajmniej od trzech – takich, które irytują nas najmocniej. Zapytajmy także siebie, jakiej oceny swojego zachowania obawiamy się najbardziej. Co najgorszego ludzie mogliby powiedzieć, gdyby naprawdę mnie znali? Dużo cienia jest w tajemnicach, we wstydzie. To nie znaczy, że teraz po rozpoznaniu cienia cały czas mamy być przygnębione czy zagniewane. Jeśli jednak nikt nie może o mnie powiedzieć, że bywam zła, niemiła czy wściekła, to znaczy, że jestem w więzieniu swojego umysłu. Żeby być pełną ludzką istotą, potrzebujemy dostępu do swojego światła i do swojego cienia.

Nierzadko zdarza się, że czujemy niemoc, po prostu nie możemy ruszyć z miejsca; coś nas wstrzymuje, wątpliwości, opór… Niepokojące i nieprzyjemne. Cień sabotuje plany i marzenia. Samotna kobieta, która pragnie kogoś poznać, wie, że dobrze byłoby wyjść z domu, chodzić na randki, poszukać partnera przez Internet. Nie może zebrać się do działania, ponieważ w cieniu jest ktoś, kto mówi, że gdy będzie robić te wszystkie rzeczy, ludzie uznają ją za desperatkę. Dopóki nie zawrze pokoju z „desperatką” w sobie, nic się nie zmieni. Kobiety przepracowane, wiecznie zmęczone potrzebują przyznać, że mają w sobie także kobietę „leniwą” i chętnie przyjmą jej jasną stronę – przyzwolenie na odprężenie, zdrowy odpoczynek. Niektóre z nas chętnie przeszłyby na zdrowy styl życia, ale w cieniu jest postać, która mówi, że to nudne i ortodoksyjne. Kobiety, które uważają się tylko za kochające i opiekuńcze, nie mają siły i odwagi, aby stworzyć coś własnego, doświadczyć własnej sprawczości. Możemy mieć jedno i drugie. Dopiero wtedy możemy wybierać. Są sytuacje, które wymagają naszej mocy wyrażanej w działaniu, i takie, w których wybieramy słodycz oraz matczyną opiekuńczość. Ten wybór to wolność.

Pernille Melsted trenerka zajmująca się pracą z cieniem i edukacją emocjonalną. Autorka książek na ten temat. 

  1. Styl Życia

Nie warto odkładać marzeń na potem. Rozmowa z Anną Kosmowską, która rzuciła miasto dla Bieszczad

Anna Kosmowska, rękodzielniczka i właścicielka biżuteryjnej marki Kundelinchi. (Fot. @kundelinchi)
Anna Kosmowska, rękodzielniczka i właścicielka biżuteryjnej marki Kundelinchi. (Fot. @kundelinchi)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Anna Kosmowska- rękodzielniczka i właścicielka biżuteryjnej marki Kundelinchi, zrobiła to, o czym wielu z nas marzy od lat. Porzuciła miejskie wygody i z Wrocławia przeprowadziła się do najbardziej dzikiego zakątka Bieszczad.

Anna Kosmowska - rękodzielniczka i właścicielka biżuteryjnej marki Kundelinchi, zrobiła to, o czym wielu z nas marzy od lat. Porzuciła miejskie wygody i z Wrocławia przeprowadziła się do najbardziej dzikiego zakątka Bieszczad.

Co wydarzyło się w twoim życiu, że postanowiłaś przeprowadzić się w dzikie góry? Od wielu lat wiedziałam, że kiedyś chciałabym rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Gdy się już z życiem ogarnę, gdy zrealizuję cele, gdy będę w szczęśliwym związku, gdy zarobię pieniądze na wymarzony mały, drewniany domek, gdy spełnię te wszystkie oczekiwania wobec siebie. Lata mijały, a cele nadal pozostawały niezrealizowane. W życiu osobistym nie układało mi się najlepiej, zaczęłam też chorować na depresję – wówczas jeszcze nie zdiagnozowaną. Osuwałam się w swoją prywatną otchłań, i odcinałam od wszystkich bliskich mi ludzi. W pewnym momencie dotarło do mnie, że muszę jakoś się ratować. Wbrew temu, co sądzi wiele osób, to nie była ucieczka. To był powrót. Powrót do korzeni, do mojego miejsca, do marzeń. Pozwoliłam sobie na luksus zaprzestania odkładania życia na wieczne potem. Miałam rację, to pomogło. Nie od razu, i przyznaję, że nadal zdarzają się dni, gdy nie jest mi łatwo, ale czuję się dużo lepiej, niż jeszcze rok temu. Wiem, że jestem na właściwej drodze.

"Mam na imię Anna i jestem jakby życiowym nieudacznikiem. Czarną owcą w rodzinie". W ten sposób przedstawiłaś się swoim obserwatorom na Instagramie. Faktycznie, napisałam tak pod jednym z postów. Moje życiowe wybory nigdy nie były zbyt popularne. Młodzieńczy bunt przechodziłam burzliwie – w discmanie płyty z deathcoreową muzyką, na twarzy kolczyki, na głowie dredy, a w głowie… ogromny bałagan. Wiele osób z najbliższego otoczenia nie potrafiło zaakceptować mnie taką, jaką byłam. Zacierali tylko ręce, wyczekując momentu aż dorosnę i znormalnieję. Nie doczekali się. Od tamtej pory wiele się zmieniło, nie noszę już dredów i nie słucham ostrej muzyki, jednak w środku nadal jestem tym samym człowiekiem – osobą, która zawsze podąża własną ścieżką, gdziekolwiek by ona prowadziła. A zazwyczaj prowadzi w mało popularne miejsca. Liceum plastyczne zamiast ogólniaka, studia biologiczne zamiast medycznych, praca rękodzielnicza zamiast etatu, a teraz - bieszczadzkie pustkowie zamiast miasta.

To góry określają zasady i zdejmują z człowieka konieczność bezustannego dokonywania wyborów. (Fot. @kundelinchi) To góry określają zasady i zdejmują z człowieka konieczność bezustannego dokonywania wyborów. (Fot. @kundelinchi)

Napisałaś również "nie mam tego wszystkiego, czego oczekuje ode mnie świat". Czego oczekiwał od ciebie świat albo rodzina? Tej tzw. normalności. Studiów, po których możesz znaleźć dobrze płatną pracę na etacie, rodziny, męża i dzieci, domu na kredyt. Jestem kobietą po trzydziestce, a nadal tego wszystkiego nie mam – umówmy się, taki scenariusz nie wpisuje się w oczekiwania większości. Na szczęście bardzo szybko zrozumiałam, że moim życiowym celem nie jest spełnianie cudzych oczekiwań. Skupiam się na własnych. Jednak i one potrafią przytłoczyć – nasze własne oczekiwania wobec siebie często najwięcej ważą. Jeszcze do niedawna oczekiwałam od siebie bardzo dużo – o wiele więcej, niż byłam w stanie udźwignąć. Ciągle chciałam się rozwijać, doświadczać nowych rzeczy, zwiedzać świat, być wszędzie i robić wszystko. To chyba częsta przypadłość w naszych czasach. W pewnym momencie czara się przelała.

"Anna, kobieta, która odpuściła". Co odpuściłaś, a co dały ci Bieszczady? Odpuściłam własne wyśrubowane oczekiwania wobec siebie. Przestałam od siebie ciągle wymagać, pozwoliłam życiu po prostu płynąć. I, o dziwo, dopiero wówczas zaczęły się dziać piękne rzeczy, dopiero wtedy zaczęłam stawać się szczęśliwym człowiekiem. Co mi dały Bieszczady? Dały mi przestrzeń, by to mogło się zadziać. „Bieszczady cię nie uzdrowią”- często słyszałam te słowa przed przeprowadzką. Odpowiadałam wtedy: Ależ wiem, że mnie nie uzdrowią. Ale za to dadzą mi przestrzeń, warunki do tego, bym mogła uzdrowić się sama. Nie myliłam się.

Porozmawiajmy o miejscu, w którym teraz mieszkasz, czyli twoim nowym domu. Czy łatwo znaleźć lokum do wynajęcia w Bieszczadach? Nie jest łatwo. Miejsca, w którym mogłabym zamieszkać, szukałam ponad rok. Bieszczady są słabo zaludnione, a więc domów czy działek na sprzedaż jest relatywnie mało, natomiast takich do wynajęcia – nie ma wcale. Nieruchomości są tutaj niebotycznie drogie, wiedziałam więc, że kupno czegokolwiek nie wchodzi w moim przypadku w rachubę. Poruszyłam niebo i ziemię, szukając miejsca, gdzie mogłabym zacząć wszystko od nowa – przeglądałam lokalne portale, serwisy z ogłoszeniami, fora internetowe i grupy na Facebooku. Na jednej z takich grup w końcu udało mi się trafić na kogoś , kto znał kobietę, która chciała wynająć swój dom. I takim właśnie sposobem trafiłam do wioski u podnóża Otrytu.

Od października 2019 roku Anną Kosmowska wynajmuje dom pod Otrytem, niedaleko miejscowości Chmiel. (Fot. @kundelinchi) Od października 2019 roku Anną Kosmowska wynajmuje dom pod Otrytem, niedaleko miejscowości Chmiel. (Fot. @kundelinchi)

Anna mieszka razem z kundelkiem o imieniu Kundelsien i kotką Podchmieloną Otrysią. (Fot.@ubojnia_motyli)  Anna mieszka razem z kundelkiem o imieniu Kundelsien i kotką Podchmieloną Otrysią. (Fot.@ubojnia_motyli) 

Odcisk niedźwiedziej łapy (Fot. @kundelinchi)  Odcisk niedźwiedziej łapy (Fot. @kundelinchi) 

Po przeprowadzce na wieś wiele osób odkrywa, ile rzeczy trzeba robić samodzielnie wokół domu, brakuje sklepu za rogiem i okazuje się, że życie poza miastem nie jest sielanką. Czy coś zaskoczyło cię po przeprowadzce w Bieszczady, czy przygotowywałaś się do tego wyjazdu? Szczerze, nic mnie szczególnie nie zaskoczyło. Chociaż całe dorosłe życie mieszkałam w jednym z największych miast Polski, to nie jestem typem mieszczucha. Zawsze ciągnęło mnie do natury, do dzikości. Do prostego życia. Doskonale zdawałam sobie sprawę, z czym się to wiąże na tak głębokiej prowincji. Na początku ciężko było się przestawić z kontekstu miejskiego na ten bieszczadzki. Wszystko w życiu musisz sobie ustawić tutaj od nowa. Gdy robisz się głodna, nie wyskoczysz na miasto na pizzę. Ba, nie podskoczysz nawet do tego przysłowiowego sklepu za rogiem. Gdy masz ochotę obejrzeć film, to nie pójdziesz do kina. Czasami nie odpalisz nawet Netflixa, jeśli akurat wichura uszkodzi sieć telekomunikacyjną. To wymaga zmiany nawyków, ale przede wszystkim – zmiany podejścia. W mieście wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Ale dzięki temu tylko pozornie życie wydaje się prostsze.

Dlaczego pozornie? To bogactwo możliwości komplikowało moje życie – miliony ścieżek, którymi mogłam podążać. To, co na pierwszy rzut oka może wydawać się niedogodnością związaną z życiem w Bieszczadach, ja odbieram jako ułatwienie. Te góry określają niejako zasady, zdejmują z człowieka konieczność bezustannego dokonywania wyborów. Nie musisz ich dokonywać, ponieważ często po prostu żadnego wyboru nie masz. Życie staje się wówczas dużo prostsze. Wiem, że brzmi to paradoksalnie, ale tutaj żyje mi się dużo łatwiej, właśnie dlatego że jest trudniej.

Przybliżasz swoim obserwatorom na Instagramie bieszczadzkie życie i tutejszą przyrodę. Zaczęło się od publikacji pięknych zdjęć i relacji z wycieczek po okolicy, teraz pojawił się "Serial przyrodniczy". Jestem rękodzielniczką, ale przede wszystkim przyrodnikiem. Skończyłam studia biologiczne, marzyła mi się nawet kariera naukowa. Przyroda jest moją największą miłością, dlatego zależało mi, by zawsze być blisko niej. Tworzę naturalną biżuterię, wykonaną z piór, kwiatów, liści. Jednak nie chciałam ograniczać się tylko do czerpania z ukochanej przyrody zysków. Pragnęłam dać jej też coś od siebie. Tak właśnie narodził się pomysł tworzenia treści mających na celu popularyzację wiedzy przyrodniczej. Staram się ją przemycać w swoich postach, relacjach na stories, od niedawna zaczęłam prowadzić wspomniany przez Ciebie serial przyrodniczy. W przyszłości planuję też inne działania – warsztaty, może obozy, blog tematyczny lub książka. Kto wie? Jedno jest pewne, jesteśmy u progu wielkiego kryzysu ekologicznego, a katastrofie mogą zapobiec tylko zmiany na skalę globalną. Aby zaszły, konieczna jest znacznie większa świadomość ludzi. A ja wierzę w pracę u podstaw, co więcej – sprawia mi ona ogromną satysfakcję.

Pamiętam Bieszczady z czasów licealnych, w porównaniu do innych pasm górskich w Polsce, były dzikie, a turystów na szlaku niewielu. Jak to wygląda dzisiaj z twojej perspektywy? Wiele się w tej kwestii zmieniło. Turystów z roku na rok przybywa, w sezonie letnim na szlakach można spotkać o wiele więcej ludzi, niż jeszcze kilka lat temu. Poza sezonem sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W Bieszczadach nie ma typowych dla innych pasm górskich zimowych atrakcji - stoków czy tras dla narciarzy biegowych – co czyni je relatywnie mało ciekawymi dla większości turystów. Dlatego ja najbardziej kocham Bieszczady właśnie jesienią i zimą, kiedy są puste i ciche. Od stycznia nie byłam na żadnej z połonin – ruch turystyczny jest tam obecnie bardzo intensywny, wolę spacerować po bezludnych, dzikich lasach Otrytu.

Co byś poradziła osobom, które zastanawiają się nad przeprowadzką z miasta do miejsca takiego, jak twoje? Niech przestaną się zastanawiać, tylko to zrobią! Za dużo się nad wszystkim zastanawiamy, kalkulujemy, odkładamy na później. A życie sobie mija. Jeśli naprawdę wiesz, że to właśnie jest twoja droga, zrób ten pierwszy krok i wejdź na nią. Najpierw zastanów się, czy to jest na pewno właśnie to, czego pragniesz. Czy jesteś skłonna do tak dużej zmiany, do tych wszystkich wyrzeczeń? A także, odpowiedz sobie na pytanie, czy lubisz siebie. Bo w takim miejscu będziesz spędzać większość czasu w swoim własnym towarzystwie, a trochę głupio żyć na co dzień z kimś , kogo się nie lubi, prawda?

  1. Styl Życia

Przeprowadzka na wieś – jak naprawdę wygląda wiejskie życie?

Dom na wsi, blisko natury, w nim tylko ty. Kto o tym nie marzy? (Fot. iStock)
Dom na wsi, blisko natury, w nim tylko ty. Kto o tym nie marzy? (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Pójść za głosem serca i wyprowadzić się z wielkiego miasta na wieś. Kto z nas, choć przez chwilę, o tym nie marzył? Katarzyna Droga sprawdziła, jak wieś wygląda w praktyce. Co przeżyła, opisała z wnikliwością badacza. Czym zaskoczyły ją trzy kwartały spędzone w sielskim raju? 

Wyjechać na wieś! Marzenie pielęgnowane od lat stało się możliwe. Dom na wsi, blisko natury, w nim ja: nie na weekend po pokonaniu korków, nie na wyszarpany urlop w lecie. Na stałe! Kawa na tarasie z widokiem na łąki. Ogród, w nim moje psy, szczęśliwe i swobodne. To w lecie, a zimą kominek, biało i mroźno za oknem, kuligi z pochodniami, biegówki. Dzielę czas na pisanie i czytanie książek, pichcenie smakołyków, życie rodzinne na wsi spokojnej i wesołej. Tak miało być.

Co się stało z czasem?

Budzik wprawdzie nie dzwoni, ale znakomicie zastępują go psy. W mieście ospałe aż do  porannego spaceru, tu nagle ożywione od świtu z szaleństwem w głosie alarmują, że koty atakują ogród. Jazgot okropny, wtórują im sąsiedzkie, ruszają traktory. Łoskot na dachu – to wrony. Stukają dziobami, pazurami, po co? Nie wiadomo, ale jakby walił w blachę grad. Wstaję wcześniej niż w mieście. Nie szkodzi, kawa z widokiem na rozlewiska pomaga i  dobrze zacząć pracę o poranku.

Biurko i laptop czekają. Miejsce pracy zgodnie z zaleceniami feng shui: urządzone w bibliotece na pięterku, tam gdzie książki i atmosfera, dobre światło, widok na drogę. Skupienie trwa chwilę. Motory, krowy na łąki, dzieci do szkoły, sąsiadka do sklepu, znów w towarzystwie psiego ujadania, jakby wieś atakowali terroryści. Moje własne przybiegają z żądaniem, żeby wypuścić je na dwór, wpuścić, wypuścić... Więc góra – dół, schody – biurko, za chwilę znowu dół, bo ktoś puka, trudno. Przenoszę swoje miejsce pracy do kuchni. Tu mam wszędzie blisko – i do garów, i do drzwi. Jak się okazuje, w kuchni także najcieplej. Skupimy się i do roboty, muszę przecież napisać ten właśnie tekst o życiu na wsi… Mija nawet kwadrans, ale: do sklepu trzeba skoczyć przed dziesiątą, bo potem już nie ma pieczywa, a sklep jest tylko jeden. Potem czyhanie na listonosza –  żeby wysłać listy, bo nie ma tu poczty. Tak samo ze śmieciarzami: przegapisz ich, nie wezmą twojego kubła. Zagląda ktoś życzliwy z pytaniem, czy nie chcę jajek i ryb, świeżo złowione. Jakim cudem zrobiła się dwunasta?

Dziwy i tajemnice

Dom po rodzicach, z historią, z dobrą energią. Wiadomo, że ma swoje tajemnice, albumy, zapiski pełne wspomnień. Ma też inne sekrety: słabo pojemne szambo, dziury w okiennicach, stary dymiący piec. Przy używaniu wody po miejsku, na bogato (ot: pranie, prysznic, zmywanie) szambo odbija zawartość do piwnicy... nic przyjemnego, sprzątanie konieczne, mało romantyczne i obnaża następne niespodzianki: gniazda myszy w spiżarni. Hanna Banaszak kiedyś śpiewała o myszce: „nigdy nie mówię jej a kysz!”. Zapewniam: kobieta nigdy nie mieszkała na wsi. Z humanistki zmieniasz się w mordercę; łapki na myszy, okrutne myśli o truciźnie i tak dalej. Ostatecznie to samoobrona. Pies Kleks, terier, triumfuje: upolował trzy, zabił, ale myszy nie jada… Kremacja? Brr.

Dom kochany, ale jest siedzibą starą, co oznacza nieustający remont, bo zdarła się podłoga, odpadają elewacja i drzwiczki w meblach kuchennych. Do tego na wsi co raz zabierają prąd. Nagle nie ma i już. Oczywiście wtedy, kiedy udaje się stworzyć kilka słów i nie zapisać pracy. Dzwonię do elektrowni. Planowe zawieszenie dostawy. Czemu? No planowe, praca na sieci energetycznej. Ile czasu? Do 16. Sześć godzin aż? To „tylko”, nie „aż”, proszę pani… Cóż, przynajmniej jest dobry pretekst, żeby nareszcie wystawić gębę do słońca, może odwiedzić kuzynkę na obiecaną kawę? O relacje sąsiedzkie trzeba na wsi dbać. W naszym brzegu wsi (tak się mówi) jest sześć domów. Takie trochę większe Bullerbyn. Trudno, żeby wszyscy się nie znali. Trudno, żeby wszyscy się kochali. I nic nie umknie oczom sąsiadów, a pytań nie owijają w bawełnę. „A czemu światło palisz do  pierwszej w nocy, coś piszesz, a co?”, „Goście byli, rejestracja zagraniczna, to kto?”. Medal ma drugą stronę: wpadasz w zaspę autem – lecą pomóc, robią wykopki – przywożą ci worek ziemniaków, drzewa z lasu trzeba – będzie. Są kochani, pomogą nawet wydobyć się z błota, o czym za chwilę.

Jesień obrodziła

Jakakolwiek by była pora roku, zawsze jest coś, co trzeba zrobić bez zwłoki: zerwać owoce, bo ptaki zrobią to pierwsze, zagospodarować dary ogrodu, bo się zmarnują, a szkoda: ekologiczne, i „własne”. Pokutuje tu mit, że własne najlepsze i  własne trzeba mieć. Jeśli to akurat jesień, to śliwki, jabłka, gruszki, winogrona. Po cholerę moi przodkowie tyle tego zasadzili? Rozczulali się nad młodymi sadzonkami, a ja mam drzewa jak baobaby i gęsty sad.

Słoiki, słoiki, pełne ręce roboty, wstyd w takim wypadku konfitury kupować, tu zresztą nawet warzyw w sklepie nie ma, no bo każdy ma własne. Tylko laptop zamknięty i tekst zapomniany. Piękna złota jesień? No to grzyby sypnęły. Do lasu najlepiej o świcie, razem ze słońcem, tak prawią tutejsi. Wpada potem ciotka na weryfikację, czy mieszczuchy nie przyniosły trujaków. Jest nieźle, tylko kilka szatanów nie przechodzi testu prawdy, w dodatku dostaję przepisy, jak się robi prawdziwe marynaty… Południe dawno minęło, ręce czarne od maślaków, do tego mamy atak much. Jesień słoneczna, polska, to się mnożą. A jeśli deszczowa, szaro-bura, tak zwana butelkowa, to mokro i błotno. Ludzie w butach, a psy w łapach wchodzą do mojej czystej kuchni. Jakże niepraktyczny jest na wsi biały pies! Kleks zamienił się z foksteriera trzech kolorów (czarny-brązowy-biały) w jednolitego szaraka. Bury kundel Puszek lepiej się sprawdza. Trudno, przyjdzie zima i śnieg, będzie czysto. Wtedy siłą rzeczy będę miała więcej czasu dla siebie, napiszę te artykuły i powieści. Dzień krótki jesienią, kominek, o ile nie dymi, wszystko wynagradza.

Zimowa bajka

Zimą jest zimno i wszędzie daleko. Niesamowita cisza, święta nastrojowe jak nigdy w mieście. Ale o poranku konieczne palenie w centralnym, piec stary ma swoje humory. We frywolnym szlafroczku albo jasnych dresikach do niego nie podchodź, konieczny łach Kopciuszka, bo sadze, węgiel i trzeba szybko, przez noc dom mocno się wyziębia. Każde nowoczesne ogrzewanie jest dużo droższe, a przecież miało być oszczędniej. Napalone, ale piec dymi. Siwy dym w całym domu, trzeba wietrzyć, firany czarne, ściany zapomniały, że były białe, nawet na naczyniach osiadł lepki kurz. W końcu jednak sytuacja opanowana. Smogu za to nie mamy, dym trochę szczypie w oczy, ale grunt, że to nie czad.

W chałupie ciepło, za oknem mróz… Łąki  zamieniły się w lodowiska, sceneria baśniowa, spacer konieczny. Jest cudownie do chwili, kiedy na gładkim lodzie zaliczam wywrotkę, wpadam w przerębel, na szczęście płytko, ale boleśnie tłukę ramię. Ręka na temblaku, przeziębienie, trzeba jechać do miasta. Ale jak? Śnieg biały zasypał drogi. Sam wyjazd z posesji to katorga. Dotarcie do głównych dróg po ślizgawicy zwanej szklanką wymaga odwagi za kółkiem, za to jest okazja, aby się umalować i ubrać w coś innego niż pikowane grube kurtki i ciężkie buciory.

Miała rację moja tutejsza przyjaciółka, uprzedzając, że codziennego mycia głowy nie będzie. No bo zimno i to bieganie do kotłowni, a jak już ciepło, to gorąca woda w bojlerze reglamentowana. Niemniej ruszamy, do miasta przybywam odmieniona, w wersji wyjściowej, W tramwaju patrzę na rzekę aut za oknem, jednak wolę swoją Narew. Ludzie tak jakoś dziwnie na mnie spoglądają. No tak. Moja kurtka i torebka nabrały zapachu oscypka od dymu z pieca. Teraz sama to czuję. Śmierdzę jak wędzonka, jednak nie tak jak te spaliny.

Wiosna pełna nadziei

I błota. Zupełnie jak w Serbinowie, jeśli ktoś pamięta „Noce i dnie”. Grzęzły im w błocie powozy, fury i konie, nam grzęźnie samochód po felgi, kuzyn wprawdzie wyciąga go traktorem, ale ogród przypomina okopy wojenne, auto odmawia współpracy. Teraz dopiero widzę, jak dobrze mieć sąsiada i mieszkać w małym Bullerbyn. Twój kłopot to nasz kłopot: jeden kuzyn cię zawozi, drugi holuje, trzeci przywozi. Z ludźmi nie zginiesz, samotność nam tu nie grozi, zadbają o to ludzie i zwierzaki. Bo oto chętnych do zamieszkania z nami coraz więcej.

O miskę wsparcia co dzień pyta czarny piesek podrzutek. Od kilku tygodni mieszka u nas kot podróżnik, który znalazł tu przystań, więc dostał imię Odysek. Mam nadzieję, że po kociemu ogarnie temat myszy i to będzie humanitarne, raczej naturalne, rozwiązanie. Bociany przyleciały, gniazdo mamy przy samym domu, kochają się niedyskretnie i klekocą, ale wkrótce będą pisklęta! Narew wylała obficie i łąki zmieniły się w jeziora, choć woda w ogrodzie podchodzi pod piwnice, jest pięknie. Dobrze zrobiłam, idąc za głosem serca, upewniam się z każdym świeżym wiosennym powiewem.

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru "Zwierciadła". 

  1. Psychologia

Mapa marzeń – jak stworzyć skuteczna skuteczną droga drogę do celu?

Mapa marzeń jest skutecznym narzędziem wykorzystywanym przez psychologów i psychiatrów. (fot. iStock)
Mapa marzeń jest skutecznym narzędziem wykorzystywanym przez psychologów i psychiatrów. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Choć na pierwszy rzut oka wygląda jak dziecinna zabawa, mapa marzeń jest skutecznym narzędziem wykorzystywanym przez psychologów i psychiatrów. Jak działa? Aktywizując myślenie o naszych celach, otwiera umysł na dostrzeganie szans i chwytanie okazji.

Dziś obchodzimy dzień tworzenia mapy marzeń. Choć na pierwszy rzut oka wygląda jak dziecinna zabawa, jest ona skutecznym narzędziem wykorzystywanym przez psychologów i psychiatrów. Jak działa mapa marzeń? Kiedy robić i jak przygotować się do jej wykonania? Aktywizując myślenie o naszych celach, otwiera umysł na dostrzeganie szans i chwytanie okazji.

Kiedy kończyłam kilka lat temu szkołę trenerów prowadzoną przez psychologów, ze zdziwieniem przyjęłam instrukcję ćwiczenia, podczas którego mieliśmy przygotować mapę marzeń. Myślałam, że to raczej zadanie dla osób wierzących w czarodziejskie sztuczki zamiast siłę intelektu, a jednak… Ta z pozoru nieracjonalna czynność, z pogranicza parapsychologii i wierzeń ludowych, ma solidne podstawy naukowe – dobrze przygotowana, przemyślana mapa celów i marzeń pozwala wyodrębnić własne marzenia i potraktować je w kategorii celów. Pomaga wyciągnąć z zakamarków myśli to, co naprawdę dla nas ważne. Nazwać to i ukonkretnić. Mapy marzeń działają na zasadzie prostej techniki wizualizacyjnej. Dzięki niej programujemy mózg w taki sposób, by dostrzegać w życiu sprzyjające okoliczności. W myśl zasady: na czym się skupiasz – tego doświadczasz. Mapa marzeń to nic innego, jak sposób na aktywizowanie działań w kierunku własnych pragnień.

Potęga umysłu

Jeśli myślisz, że ci się coś uda – to masz rację. Jeśli myślisz, że się nie uda – też masz rację. Ten znany paradoks potwierdza, że to my (w dużej mierze) jesteśmy kowalami swojego losu i że prawie zawsze (poza sytuacjami losowymi) mamy wybór. To raczej dobra wiadomość, choć może nie dla tych, którzy oczekują, że okoliczności zewnętrzne – jakaś siła wyższa, Bóg czy też łut szczęścia – zadecydują za nich.

– Mapa marzeń jest niczym innym jak umową z losem – twierdzi Beata Markowska, trenerka rozwoju osobistego. – To zamówienie do naszej podświadomości napisane w jej języku, czyli w języku obrazów i emocji. Z kolei dla naszego umysłu racjonalnego mapa marzeń przedstawia się jako niegroźna, czasem infantylna zabawa z obrazkami. Niech i tak będzie. Grunt, że działa.

Mapa marzeń – kiedy najlepiej ją wykonać? Można to zrobić w każdym momencie życia, choć znawcy tematu twierdzą, że najlepiej kierować się fazami Księżyca, które mają wpływ na cykl przyrody, przypływy i odpływy mórz i oceanów, ale także na cykl kobiecy. Dla wszelkich początków, a więc także planowania i wyznaczania celów, najlepszy jest nów. To jest najlepszy czas, by usiąść nad kreowaniem swojego świata i wyrażeniem go w postaci mapy marzeń, bo wraz z nowiem każdego następnego dnia księżyca przybywa i wiedzie nas do pełni.

Jak zrobić mapę marzeń? Aktywizacja myślenia przede wszystkim

Mapa marzeń działa nie tylko dlatego, że uświadamiasz sobie, co jest dla ciebie w życiu ważne, na czym ci najbardziej zależy i do czego chcesz dążyć, ale też dlatego, że wieszając ją lub ustawiając w miejscu, na które często spoglądasz, uaktywniasz myślenie o tych celach. Ważne, by mapę marzeń skończyć przed powieszeniem. By niczego już potem nie doklejać, nie mieszać. To, że robi się ją w jeden wieczór, też ma znaczenie – chodzi o maksymalną koncentrację, a nie rozpraszanie uwagi.

– Patrząc na mapę marzeń, karmimy naszą podświadomość tym, czego pragniemy – mówi Beata Markowska. – Można ustawić ją jako tapetę w komputerze lub komórce. Dobrze jest zmieniać co jakiś czas miejsce położenia mapy celów, ponieważ umysł przyzwyczai się do jej obecności i po jakimś czasie zacznie ją ignorować. Po przestawieniu w inny punkt mieszkania zaczną się wyłaniać nowe informacje, mapa marzeń zacznie działać na nowe bodźce. Umysł dostanie świeżą pożywkę.

Mapą marzeń posługują się także psycholodzy kliniczni i psychiatrzy. Doktor Kubler-Ross opisała tę technikę w książce „Życiodajna śmierć”. Jej obserwacje, jak i wiele badań klinicznych potwierdzają nasze nieświadome projekcje, które odzwierciedlają się w każdym ludzkim tworze plastycznym, czy to będzie rysunek, pismo, wycinanka, wydzieranka, czy inne działanie, jak np. właśnie mapy marzeń. Wykonując taką pracę, piszemy swoją opowieść. Zatem wiedząc już, jak zrobić mapę marzeń, która przybliży nas do realizacji założonych celów, pora przystąpić do realizacji – do dzieła!

  1. Psychologia

Jak osiągnąć cel? - radzi psycholog

Osiąganie celów to dla wielu osób prawdziwe wyzwanie. Wiara w siebie nie wystarczy. Jak działać krok po kroku, żeby osiągnąć cel? (fot. iStock)
Osiąganie celów to dla wielu osób prawdziwe wyzwanie. Wiara w siebie nie wystarczy. Jak działać krok po kroku, żeby osiągnąć cel? (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Niezrealizowane postanowienia często stają się źródłem frustracji i poczucia porażki. Kiedy nie udaje nam się osiągnąć celu, pojawiają się smutek i przygnębienie albo złość na samego siebie. Dlaczego niektórym z nas tak trudno przychodzi realizacja planów? Czego nam brakuje? Co jest nam potrzebne, od strony psychologicznej, do osiągania celów?

Osiąganie celów jest możliwe dzięki zespołowi pewnych umiejętności, potocznie, ale też naukowo określanych jako siła woli. Czym zatem ona jest? Najogólniej rzecz ujmując, jest to zdolność podtrzymywania motywacji do realizacji celu. Wola nie jest pojęciem jednorodnym, ma różne oblicza. Możemy mieć wolę zbyt słabą – wówczas zaczynamy wiele działań, ale nie potrafimy doprowadzić ich do końca. Wola może być również jednak niepohamowana – kiedy robimy coś i nie możemy przerwać tego działania, mimo że szkodzi nam lub nie ma szans, by zakończyło się sukcesem. Skrajnym przykładem woli niepohamowanej jest anoreksja. Przymus bezwarunkowego realizowania celu jest tak silny, a sama myśl o modyfikacji albo jakimkolwiek odstępstwie prowadzi do tak silnego lęku, że nie jest ono możliwe.

Wiara w siebie i chęć do działania

Zanim jednak zaczniemy mówić o pułapkach i sposobach radzenia sobie z ubytkami woli, zajmijmy się absolutnym początkiem: chęcią i wiarą. Chcę i wierzę, że mogę – to dwa elementy niezbędne dla rozpoczęcia działania. Przyjrzyjmy się najpierw chęci.

Paradoksalnie część celów, które sobie stawiamy, a których nie możemy zrealizować, nie jest zakorzeniona w naszej autentycznej chęci ich osiągnięcia.

Próbujemy realizować zamiary, które są de facto oczekiwaniami, które inni mają wobec nas. Te oczekiwania mogą być wyrażone wprost lub są naszymi wyobrażeniami na temat tego, czego inni od nas oczekują. Takie cele są jak kukułcze jaja. Próbujemy je realizować, gdyż uznajemy je za własne, podczas gdy nasze nie są. Sabotujemy je często nieświadomie, teoretycznie bardzo chcemy, ale jakoś tak się dzieje, że nam nigdy nie wychodzi. Przeżywamy frustrację i poczucie winy. Warto wówczas odpowiedzieć sobie uczciwie na pytanie, czy naprawdę mi na tym zależy. Co by się stało, gdybym tego nie chciał/ nie chciała? I jeśli w odpowiedzi pojawia się stwierdzenie: ktoś byłby rozczarowany, byłby zły, przestałby mnie kochać, podziwiać, szanować, to sygnał ostrzegawczy, że mamy do czynienia z kukułczym celem.

Uświadomiliśmy to sobie, ale co dalej? Mamy przynajmniej dwie drogi. Jedna to realizować ten cel, ale już pod innym szyldem, uczciwie wobec samego siebie: robię to, ponieważ mi na kimś, na czymś zależy. Często po takim akcie uczciwej demaskacji okazuje się, że cel w jakimś fragmencie jest również nasz, odnajdujemy w nim własne elementy. Natomiast druga droga to porzucić ten cel. Być może będzie trzeba wówczas zmierzyć się z konsekwencjami takiej odmowy. Czyimś niezadowoleniem, odpowiedzialnością za podjętą decyzję. Może będzie to temat do pracy z samym sobą.

Drugi ważny element przy stawianiu sobie celu to wiara.

Marzymy, pragniemy czegoś i kiedy los daje nam prezent, nie potrafimy go przyjąć. Brak wiary w siebie, w swoje możliwości czyni z nas marzycieli gaduły, wiecznie dobrze zapowiadające się… coraz starsze osoby. Warto zajrzeć głębiej w siebie i jeśli na dnie siedzi taki brak wiary w siebie, to pierwszy cel do realizacji już mamy: praca nad poczuciem własnej wartości. Wiara czyni cuda. Bez zaufania do siebie, przekonania, że dam sobie radę, że warto spróbować, będziemy ciągle smakowali lody przez szybę.

Jak osiągnąć cel? Najpierw nakreśl mapę podróży

Cel jest jak mapa w podróży. Im lepsza mapa i lepiej doprecyzowany cel, tym większa przyjemność i korzyść z podróży. Aby wyruszyć w podróż, trzeba wiedzieć, dokąd się wybieramy.

Co pomaga w osiąganiu celów? Zrób dokładny plan działania, tak jak robisz plan podróży. (fot. iStock) Co pomaga w osiąganiu celów? Zrób dokładny plan działania, tak jak robisz plan podróży. (fot. iStock)

Cel musi być sformułowany pozytywnie. Kiedy mówimy, czego nie chcemy, w naszym umyśle pojawia się dziura. To, czego nie chcemy, automatycznie nastawia nasze myślenie na tropienie przejawów tego, czego chcemy uniknąć, przed czym uciekamy. Mówimy stop objadaniu się, spóźnianiu, braku asertywności, poświęcaniu się itd., a w zamian nie dajemy nic. Cel musi być wyrażony w konkretnych oznakach, wskaźnikach. A zatem na przykład zamiast: „Nie chcę się poświęcać”, powinniśmy myśleć: „Chcę mówić jasno, co jest dla mnie ważne w danym momencie”. Zamiast: „Nie chcę się spóźniać”, powinniśmy powiedzieć: „Chcę przychodzić dokładnie o określonej godzinie lub pięć minut przed określoną godziną”.

Kiedy już nasz cel sformułowany jest pozytywnie, wyrażony w konkretnych zachowaniach, obserwowalnych wskaźnikach, wydaje się, że nic prostszego jak tylko zacząć. Jednak bywa to trudne bowiem nasze chęci często występują w sprzecznych konfiguracjach, jak słynny dylemat osiołka: owies czy siano, zwany w psychologii konfliktem typu dążenie–dążenie. Konflikty takiego rodzaju powodują, że trudno nam zacząć, ruszyć z miejsca.

Stop rozmyślaniom. Prawda, którą musimy zaakceptować, jest taka, że nie ma rozwiązań idealnych, a im więcej opcji będziemy wrzucać do decyzyjnego worka, tym trudniej nam będzie podjąć decyzję. Najlepszym działaniem w takiej sytuacji jest zebranie tylu informacji, by móc stwierdzić, że to rozwiązanie jest akceptowalne. I zamknąć drzwi do pokoju z szyldem: zbieram dane, robię rekonesans. Zatem Marta powinna po zwiedzeniu czterech sklepów wybrać jeden zestaw i już ani na minutę nie wracać do myślenia typu: ale z drugiej strony to… Teraz dajemy wsparcie podjętej decyzji: myślimy o tym, dlaczego wybrana kanapa jest najlepsza, nie wspominając o wadach ani o innych modelach. Z chwilą podjęcia decyzji wymazujemy je z pamięci.

Hierarchia celów - wyznacz i działaj

Pomyślmy o celach długoterminowych, jak uczenie się języka obcego. Aby je skutecznie realizować, warto zaplanować je zgodnie z regułą: nie od razu Rzym zbudowano. Zaczynamy wiele rzeczy, ale trudno nam doprowadzić je do końca. Cierpimy na słomiany zapał, rzucamy się do realizacji celu i póki pali się w nas początkowy ogień, działamy, ale gdy zaczyna dogasać, porzucamy cel w połowie drogi. Wtedy odczuwamy słabość naszej woli. Jak ją kształtować?

W psychologii mówimy o strategiach wolicjonalnych, czyli takich działaniach, które wspierają procesy odpowiedzialne za realizację celu. Jedna z większych pułapek, które na nas czyhają przy realizacji celów długoterminowych, to pojawienie się konkurencyjnych zamiarów, które domagają się realizacji. Na co dzień bowiem realizujemy wiele celów i ciągle pojawiają się nowe. Zaczyna się konkurencja i rywalizacja między nimi o pierwszeństwo w realizacji.

Codzienne cele układają się w hierarchię, cele stojące najwyżej mają pierwszeństwo. Aby nasz długoterminowy cel nie został zdetronizowany, potrzebujemy strategii zwanej kontrolą motywacji. Jak to zrobić? Po pierwsze, musimy o nim pamiętać.

Strategia aktywnej selektywności uwagi pozwala utrzymywać nasz cel w polu świadomości. Chodzi o to, aby koncentrować uwagę na tych elementach, które są związane z naszym celem. Kiedy próbujemy się odchudzać, nie oglądajmy książek kucharskich, nie przechodźmy obok cukierni… czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Myślmy za to o tym, jak fajnie będzie pójść na plażę w nowym kostiumie, założyć nową sukienkę. Szukajmy w otoczeniu tego, co będzie nas wspierać.

Kontrolujmy docierające do nas informacje. Ta  strategia zabezpieczy nas przed napływem informacji utrudniających nam wytrwanie w realizowanym zamiarze osłabiających nasze zaangażowanie. Kiedy poczujemy, że wola nam słabnie i zaczynamy myśleć o negatywnych stronach realizowanego zamiaru, to tak, jakbyśmy polewali wodą palący się w nas płomień.

Co jeszcze wziąć pod uwagę, gdy chcemy osiągnąć cel? Otóż ogromne znaczenie ma hierarchia celów, hierarchia potrzeb, hierarchia wartości (fot. iStock) Co jeszcze wziąć pod uwagę, gdy chcemy osiągnąć cel? Otóż ogromne znaczenie ma hierarchia celów, hierarchia potrzeb, hierarchia wartości (fot. iStock)

Osiąganie celów a negatywne emocje

Do ważnych wrogów lub sprzymierzeńców silnej woli należą przeżywane przez nas emocje. Poczucie winy, złość, lęk, które mogą się pojawić, gdy zaczniemy słuchać głosów określających nasz cel np. jako wyraz egoizmu, najprawdopodobniej spowodują jego porzucenie. Zrobimy wszystko, aby uwolnić się od sytuacji, która wywołuje w nas tak negatywne emocje. Jeśli natomiast skoncentrujemy się na pozytywnych skutkach osiąganego celu, pojawią się radość, duma z samego siebie. Te pozytywne emocje staną się źródłem energii i siły w podtrzymaniu naszego dążenia.

Pamiętajmy, że realizacja celów jest umiejętnością. Ucząc się, potykamy się, przewracamy, ale to znaczy, że zaczynamy coś zmieniać, że rutyna i stare nawyki przestają działać.

Warto spojrzeć więc na realizację celów jako na ważny element, który kształtuje naszą osobowość. To właśnie dzięki celom, które osiągamy, i dzięki temu, jak zmagamy się ze sobą i swoimi słabościami, możemy się rozwijać.

Piotr pracuje na uczelni, jest młodym doktorem. Wiele opowiada o tym, że chciałby wyjechać za granicę na stypendium. Czuje, że mógłby się tam rozwinąć. Dostaje ofertę wyjazdu. Najpierw choruje, później kupuje mieszkanie, bo czas się usamodzielnić. Nie wyjeżdża. Paraliżuje go lęk, że nie da sobie rady, nie sprawdzi się, jest za słaby.

Magda studiuje marketing i zarządzanie. Uważa, że to dobry dla niej kierunek, pozwalający zrobić karierę; to spełnienie jej marzeń. Ale jakoś tak się dzieje, że poza obowiązkowymi podręcznikami nigdy nie przeczytała nic więcej z tego zakresu, nie chodzi do firm na staże, nie śledzi rynku, trendów i nowych idei i jakoś brakuje jej energii. Rodzice i jej chłopak jednak nie mają żadnych wątpliwości, że to idealne studia.

Marta urządza nowe mieszkanie. Czwarty weekend spędza w kolejnym sklepie meblowym, nieustannie oglądając, porównując ceny. Kiedy już prawie jest zdecydowana, przypomina jej się, że jest jeszcze jeden ważny salon meblowy, który musi odwiedzić. Jedzie tam i wpędza się w jeszcze głębszy kanał decyzyjny. Bo tu cena i kolor,  jeszcze gdzie indziej styl, ale nie ten kolor. I tak w nieskończoność.

Iza chce wyjechać w kwietniu na narty. Jeździ całkiem dobrze. Codzienna praca to jednak wysiadywanie wielu godzin w agencji, przed komputerem, na zebraniach. W tygodniu nie ma czasu ani siły, aby się poruszać. W lutym Iza postanowiła zadbać o swoją kondycję. Codziennie po 20 ćwiczeń. Pierwszy tydzień idzie nieźle, ale już w następnym trzeba zostać dłużej w biurze, kolejnego dnia trzeba odespać. Później bankiet z klientem itd., aż w końcu mija miesiąc i poza pierwszym mocnym podejściem reszta to porażka.

Gdy realizujesz cel, pamiętaj:

  • Sprawdź, czy cel, który zamierzasz osiągnąć, jest rzeczywiście twój. Czego chcę, pragnę?
  • Sformułuj cel w postaci pozytywnej. Do czego dążę, a nie czego chcę uniknąć.
  • Gdy już wyznaczysz cel, nie wracaj ponownie do analizy wszystkich za i przeciw.
  • Jeśli cel jest złożony lub trudny, podziel go na podcele.

Zaplanuj sposób realizacji:

  • Co konkretnie chcesz osiągnąć.
  • Kiedy – ile czasu ci to zajmie.
  • W jaki sposób zamierzasz to osiągnąć.
  • Opracuj sposoby rozwiązywania trudności, co zrobisz, gdy pojawi się przeszkoda.

Na każdym z tych etapów:

  • Poszukuj pozytywnych informacji, które pomogą ci wytrwać w działaniu.
  • Wzbudzaj i podtrzymuj w sobie przez cały czas pozytywne emocji: ciekawość, radość, nadzieję, poczucie dumy.
  • Zadbaj o wsparcie otoczenia, gdyby było ci trudno.
  • Bądź czujny, gdy pojawiają się wątpliwości – często to dobra wymówka, by cel porzucić, kiedy zaczyna być trudno.
  • Ciesz się własnym zaangażowaniem, pozytywne działania rozwijają naszą osobowość!