1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. 7 wskazówek dla zapracowanych kobiet

7 wskazówek dla zapracowanych kobiet

123rf.com
123rf.com
Jeśli uważasz, że nie masz czasu, żeby w nawale zajęć, zająć się sobą, przeczytaj o kliku prostych sposobach, które pozwolą ci lepiej zarządzać energią.

Wskazówka 1: Pamiętaj, żeby w ciągu dnia znaleźć czas na świadome oddychanie

Wystarczy przez kilka chwil skupić się na oddechu. Podczas wdechu licz do czterech, podczas wydechu też, tyle że wolniej. Po kilku świadomych oddechach poświęć kilka sekund na to, żeby zapytać się siebie, jak się czujesz. Przez cały czas postaraj się być w kontakcie ze swoimi uczuciami.

Wskazówka 2: Nie śpiesz się

Poczucie, że się śpieszymy jest bardzo energochłonne. Najbardziej okradają nas z sił, takie sytuacje, kiedy boimy się, że się spóźnimy, a jednocześnie wiemy, że zupełnie nie mamy na to wpływu, bo na przykład stoimy w korkach. Od ciebie zależy, czy te chwile wypełnisz słuchaniem relaksującej muzyki, czy zadręczaniem się myślami, ile spraw dzisiaj zawalisz.

Wskazówka 3: Dbaj o poziom oksytocyny

To jest bardzo ważne, żeby organizm kobiety jak najwięcej jej wydzielał. Poziom oksytocyny podnosi się podczas intymnych zbliżeń pełnych czułości. Dlatego tak bardzo potrzebujemy dotyku, pocałunków, przytulania.

Wskazówka 4: Dobrze korzystaj z przerw

W trakcie godzin pracy wychodzisz na lunch. Zadbaj o to, żeby wyjść z budynku i choć kilka minut spędzić w jakimś miłym miejscu, na przykład w parku na ławce. Wychodź na świeże powietrze nawet wtedy, gdy jest zimno.

Wskazówka 5: Wcześnie kładź się spać

Odpowiednia ilość zdrowego snu to jak dawka drogocennych witamin. Jeśli przestaniesz się dobrze wysypiać a twój tryb życia będzie szalony, zapłacisz za to poważnym spadkiem formy.

Wskazówka 6: Unikaj „szybkiego” jedzenia

Dbasz o to, żeby twój samochód miał dostarczane dobre paliwo? O siebie też zadbaj. Życie na daniach typu fast food oraz kanapkach sprawia, że jesteśmy bardziej ospałe, zmęczone, mamy problemy ze skórą oraz nadwagą. Czy coś można zrobić, aby jeść zdrowo, gdy żyjesz w pośpiechu. Od ciebie zależy, czy będąc w sklepie spożywczym czy restauracji wybierasz ciemny czy jasny ryż, sernik czy sałatkę owocową. Popracuj nad zmianą nawyków żywieniowych.

Wskazówka 7: Szybkie pomysły na jogging dla mózgu

Jak przestawić swój mózg na wolniejsze obroty? Oto pomysły: 20 minut medytacji, zajęcia nieforsownej jogi, masaż, kąpiel w wannie, pływanie, picie większej ilości wody  drzemka, dzień wolny od pracy, spacer, herbata z przyjaciółką, optymistyczny film, czytanie ulubionego czasopisma, relaksująca muzyka wieczorem, list miłosny napisany do siebie, przytulenie się do ukochanego, czytanie inspirującej książki.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Główne rodzaje i skutki stresu – jak zwalczać jego skutki?

Stres mobilizuje nas do działania, podnosi poziom energii, stymuluje rozwój. Niestety, w dzisiejszych czasach nadmiar stresu, a może raczej nieumiejętność jego rozładowania, obraca się przeciwko nam. (fot. iStock)
Stres mobilizuje nas do działania, podnosi poziom energii, stymuluje rozwój. Niestety, w dzisiejszych czasach nadmiar stresu, a może raczej nieumiejętność jego rozładowania, obraca się przeciwko nam. (fot. iStock)
Najbardziej typową i odczuwalną reakcją ciała na stres jest silne spięcie mięśni, gotowych do wysiłku. W poszczególnych organach zachodzą błyskawicznie reakcje: serce i oddech przyspieszają, ciśnienie rośnie, wyostrzają się zmysły, obniża się odporność i maleje wrażliwość na ból. Ciało jest w pełnej gotowości, aby „się ratować”. 

Jednak pamiętajmy, że stres niejedno ma imię. Sprawdź, jakie są rodzaje stresu i których z nich doświadczasz!


Eustress – towarzyszy ekscytującym wydarzeniom. To pozytywny, a nawet niezbędny rodzaj stresu.

Under-stress – stres spowodowany niedociążeniem, bezruchem, znudzeniem, poczuciem beznadziei; przeciwieństwo eustresu.

Over-stress – nadmierny stres, pojawiający się wtedy, kiedy przekraczamy swoje możliwości (to ten z typów stresu, który towarzyszy np. biznesmenom, ale też maratończykom).

Dystres – czyli najbardziej typowy, długotrwały, objawiający się różnego rodzaju cierpieniem: frustracją, obawą, złością, zamartwianiem się, rozpaczą. Częste są też objawy fizyczne (psychosomatyczne).

Co powodują w organizmie wymienione główne rodzaje stresu?

Serce i układ krwionośny – stres wywołuje przyspieszone bicie serca, wzrost ciśnienia krwi i jej odpływ do mięśni z organów, co powoduje ich niedokrwienie;

Mózg – osłabia pamięć i koncentrację, zdolność do uczenia się, ponadto pod wpływem negatywnych typów stresu zwiększa się poziom beta-amyloidu peptydu, którego złogi uszkadzają tkankę mózgu i są przyczyną choroby Alzheimera;

Płuca i oskrzela – nasila objawy astmy, przewlekłe zapalenie oskrzeli oraz kaszel;

Układ trawienny – kortyzol pobudza komórki tłuszczowe do gromadzenia zapasów oraz zwiększa wydzielanie insuliny, co sprawia, że szybciej robimy się głodni;

Żołądek – następuje silne zwężenie naczyń krwionośnych, stąd wrażenie skurczu. Częsty stres powoduje uszkodzenia błon śluzowych żołądka;

Trzustka – wyrzut kortyzolu powoduje podwyższenie poziomu cukru we krwi, a to prowadzi do rozwoju cukrzycy;

Układ odpornościowy – stres hamuje aktywność limfocytów T, dlatego łatwiej wtedy o infekcje;

Włosy – zarówno rodzaje stresu fizycznego, jak i psychicznego mogą doprowadzić do nadmiernego wypadania włosów, a nawet łysienia plackowatego;

Mięśnie – kumulują napięcie, usztywniają się wskutek odczuwania jednego z wymienionych typów stresu, a to z kolei może osłabiać kręgosłup.

Czytaj więcej na temat stresu i skutków dla ciała w artykule:

  1. Psychologia

Jak wewnętrzny sabotażysta blokuje twoje działania? Poznaj jego twarze!

Gdy czujesz, że nie możesz ruszyć z miejsca i zmobilizować się do działania, do głosu często dochodzi wewnętrzny sabotażysta. Co chce ci powiedzieć? (fot. iStock)
Gdy czujesz, że nie możesz ruszyć z miejsca i zmobilizować się do działania, do głosu często dochodzi wewnętrzny sabotażysta. Co chce ci powiedzieć? (fot. iStock)
Znowu słyszysz głos mówiący, że się nie uda? Poznaj strategie pozwalające w skuteczny sposób radzić sobie z zadaniami, które w pierwszej chwili cię przerastają.

Lęk przed porażką - główny sabotażysta

Dagmara już drugi tydzień odwleka zrobienie prezentacji na pierwsze spotkanie z dużym klientem. Kiedy siada do komputera i próbuje sklecić pierwszy slajd, „diabły siadają jej na rękach” – pojawia się masa drobnych rzeczy, które właśnie wtedy trzeba zrobić: zaległe e-maile nagle stają się bardziej niż bardzo ważne i wymagają natychmiastowych wyczerpujących odpowiedzi, a kłopoty nastoletniej córki koleżanki z działu wdrożeń bezwzględnie wymuszają przedłużenie przerwy kawowej. Termin spotkania zbliża się coraz większymi krokami i myślenie o tym przyprawia Dagmarę o bezsenność. Kiedy pyta siebie, o co chodzi, za każdym razem spod dywanu wychyla się ponury sabotażysta z transparentem „na pewno to schrzanisz”.

Wewnętrzny sabotażysta Dagmary powstrzymuje ją przed działaniem, wzbudzając lęk przed porażką. Jego przesłanie to: „nie rób tego, bo jak to zrobisz, będzie źle”. Wyrósł z silnego, nieuświadomionego przekonania, że niedziałanie jest bezpieczniejsze niż działanie. Za „nie chcę tego robić” Dagmary kryje się „nie chcę się odważyć”, oparte na wyolbrzymianiu zagrożenia. To, czego jej potrzeba, by osłabić paraliżujący wpływ wewnętrznego sabotażysty, to wiara, że możliwy jest dobry skutek podjętej aktywności.

Jak Dagmara pokona swojego sabotażystę? Stosując profilaktykę. Obawa przed zrobieniem czegoś źle, powoduje, że wątpliwości paraliżują. Wtedy jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest potraktowanie tych sabotujących myśli i uczuć jako napędu do działania.

Jeżeli najlepszym motywem do tego, by ruszyć z miejsca, jest obawa, dobrze jest skupić się na przykład na uniknięciu strat, grożących w wypadku niewykonania zadania, i starać się zapobiec pogorszeniu swojej opinii w pracy, degradacji w zespole czy zmniejszeniu dochodów. Skoro Dagmara nie może ruszyć z kopyta z prezentacją, niech pomyśli, co się stanie, jeśli tej prezentacji w ogóle nie zrobi. Skupienie się na uniknięciu strat, po przestraszeniu samego siebie konsekwencjami, powoduje, że co prawda samopoczucie jest okropne, ale z drugiej strony człowiek budzi się z letargu. A kiedy już zajmie się robieniem tego, co jest do zrobienia, skupienie na zadaniu zniweluje napięcie.

Kompletnie mi się nie chce - co kryje się za tym odczuciem?

Robert, choć podjął się w ramach wolontariatu pracowniczego zorganizowania zajęć fotograficznych dla dzieci z zaprzyjaźnionego domu dziecka, jakoś nie może wystartować ze swoim projektem. Czas mija, ale ciągle nie udało mu się nawet spotkać z dyrektorką domu, żeby ustalić zasady, nie mówiąc już o spotkaniu się z dzieciakami. Robert ciągle jakoś „nie czuje” tego zadania, nie potrafi się zebrać w sobie. Dyrektor zagadnął go ostatnio na korytarzu o projekt fotograficzny, więc tylko się wymigiwał nawałem spraw zawodowych, co trochę mijało się z prawdą, ale co miał powiedzieć? Że pod biurkiem ma na stałe zainstalowanego podszeptywacza, któremu na imię „Niechcemisie”, a muza jakoś nie nadlatuje?

Wewnętrzny sabotażysta Roberta powstrzymuje go przed działaniem, wzbudzając uczucie zniechęcenia. Jego przesłanie to: „nie rób tego sam, bo nie dasz rady”. Sabotażysta „Niechcemisie” wykiełkował i rozrósł się bujnie na glebie nieświadomego przekonania, że niebranie odpowiedzialności za własne działanie jest bezpieczniejsze niż jej branie. Za: „nie chcę tego robić” Roberta kryje się: „nie chcę być samodzielny”. To, czego mu potrzeba, by osłabić paraliżujący wpływ sabotażysty, to wiara, że bez pomocy z zewnątrz może działać skutecznie i odnieść sukces.

Jak Robert pokona swojego sabotażystę? Sytuacja, w jakiej się znalazł, to tak zwany zupełny brak weny twórczej. W jego wypadku najlepszą strategią będzie ignorowanie własnej emocjonalności i skupienie się na działaniu – krok po kroku.

Tym, co często zniewala, są obiegowe romantyczne wersje opowieści o działaniu w stanie natchnienia. Tymczasem wielu płodnych pisarzy, artystów i wynalazców stworzyło swoje dzieła metodą codziennej, wielogodzinnej pracy. Ważne jest, by znaleźć swój poziom zaangażowania w projekt – i z tego poziomu przystąpić do działania. Jak poradzić sobie z „Niechcemisiem”? Sprawdzić, czy stwarza on konkretne, fizyczne przeszkody do działania. Gdy stwierdzimy bezpodstawność takiego przypuszczenia, należy przystąpić do rzeczy – zadzwonić, zrobić plan, spotkać się. Sposobem na „Niechcemisia” jest ignorowanie swojego niechcenia.

Nie ma sensu tego robić - przekonanie, które wynika z fałszywego postrzegania

Zbliża się termin, w którym Ala musi oddać rozliczenie projektu – czyli wypełnić masę nudnych tabelek, opisać rachunki, posegregować dokumenty. A jeszcze na dodatek w trakcie przekazywania tych wszystkich „pasjonujących” pism będzie musiała wystąpić z wnioskiem o przyznanie jej premii, ale z doświadczenia wie, że jeśli nie będzie o to zabiegać, zarząd sam z siebie na to nie wpadnie. Każdy przyzna, że jej sytuacja nie jest specjalnie komfortowa i w związku z tym trudno się dziwić, że spotkanie z zarządem przesunęła o kolejne kilka dni. Nawet świadomość, że w ten sposób oddala w czasie wpływ środków na swoje niezbyt przeładowane gotówką konto, nie jest w stanie zmusić jej do zrobienia wszystkich tych nieprzyjemnych rzeczy. Jej prywatna „Buka” siedząca na ramieniu szepcze wprost do ucha: „to jest kompletnie bez sensu, te wszystkie papierologie i użeranie się z zarządem to chory wymysł i normalny człowiek nie powinien zajmować się takimi sprawami”.

Wewnętrzna sabotażystka Alicji powstrzymuje ją przed działaniem, wzbudzając w niej uczucie złości. Przesłanie, jakim kieruje się Ala, brzmi: „nie rób tego na ich zasadach, bo jak to zrobisz, będzie źle”. Wyrosło ono z silnego, nieuświadomionego przekonania, że „moje zasady są lepsze od zasad innych”. Za jej: „nie chcę tego robić” kryje się: „nie chcę współpracować” oparte na wyolbrzymianiu alienacji. To, czego jej potrzeba, to wiara w dobre skutki współpracy.

Jak Ala pokona swojego sabotażystę? Dziewczyna całą sytuację postrzega jako bezsensowną. Taki stan ducha wynika z uaktywnienia nieuświadomionego przekonania: „ja wiem lepiej, co jest słuszne”.

Szczególnie trudno jest zabrać się do robienia rzeczy, które postrzegamy jako trudne, nudne lub nieprzyjemne. Często myślimy, że z takimi nielubianymi sytuacjami poradzimy sobie jakoś za pomocą siły woli, że w odpowiednim momencie po prostu zmusimy się do zrobienia tego. Jednak badania pokazują, że ludzie zazwyczaj przeceniają swoją zdolność do samokontroli opartej na sile woli. Dlatego takie zadania dobrze jest rozplanować w czasie, uwzględniając przypuszczalne okoliczności. Planując z góry, zadecydujesz co, gdzie i w jakim terminie masz zrobić. Nie tracisz czasu na zastanawianie się i decydowanie wtedy, kiedy sytuacja zaistnieje. Nie podejmujesz decyzji, czy to zrobić, nie dokonujesz trudnego wyboru, bo wybór został już dokonany w fazie planowania, teraz jest tylko realizowany.

Strategie działania, które przestaną cię osłabiać

Jeśli często miewasz podobne chwile zwątpienia, mam dla ciebie pocieszającą wiadomość: istnieją strategie, pozwalające w sprawdzony i skuteczny sposób radzić sobie z wykonaniem zadań, które w pierwszej chwili wydają się nas przerastać. Dodatkowo te strategie można wybrać właśnie z poziomu swoich „niedoskonałości”, których nie ma powodu w takiej sytuacji trzymać pod dywanem (wykładziną, biurkiem czy na swoim ramieniu).

W pracy używanie argumentu: „nie chcę tego robić” raczej nie sprawdzi się na dłuższą metę. W większości wypadków praca to wykonywanie określonych zadań w drodze do osiągnięcia określonego celu. I raczej nie zdarza się, żeby zadania były nieustannie dopasowywane do naszego nastroju, chęci i aktualnego poziomu silnej woli. A nasi sabotażyści nie ustają w działaniu.

Kiedy boisz się, że „coś schrzanisz”, „nie dasz rady”, gdy kompletnie nie czujesz bluesa i jesteś zniechęcona – jesteś raczej nastawiona pesymistycznie. Jednak nie jest to powód, dla którego twoje zadanie zyskuje status „niewykonalne”. Po prostu z miejsca braku entuzjazmu rzadko daje się ruszyć na hurraoptymistycznym paliwie. Trzeba więc poszukać paliwa innego rodzaju.

Takie strategie, jak myślenie o ujemnych konsekwencjach, ignorowanie swoich stanów emocjonalnych czy angażowanie się w sporządzanie szczegółowych planów mogą wydawać się mało atrakcyjne, a na pewno na początku – mało porywające. Oczywiście, każdy sam dobiera najlepsze dla siebie strategie, które pomagają mu lepiej funkcjonować. Jednak może nie warto z góry odrzucać tych nieatrakcyjnych? Przy wszystkich swoich wadach mają one tę podstawową zaletę, że kiedy się ich używa – okazują się skuteczne. Osłabiają bowiem siłę działania wewnętrznych sabotażystów, odcinając od wpływu nieświadomych, toksycznych przekonań. Dzięki temu jesteśmy w stanie znowu zacząć chcieć.

  1. Psychologia

Syndrom wypalenia zawodowego - jakie są objawy?

Wypalenie zawodowe to proces, a nie nagły atak. Często cierpią osoby profesjonalne, perfekcjoniści, ludzie ambitni i zaangażowani w pracę. (fot. iStock)
Wypalenie zawodowe to proces, a nie nagły atak. Często cierpią osoby profesjonalne, perfekcjoniści, ludzie ambitni i zaangażowani w pracę. (fot. iStock)
Wypalenie zawodowe to syndrom, który dotyka coraz więcej osób. Jest wynikiem chronicznego stresu i przepracowania. W przeszłości uważano, że dotyka głównie pielęgniarki, nauczycieli, lekarzy i osoby z branży psychologicznej. Teraz już jest jasne, że może dotknąć wszystkich. Warto mieć świadomość, że syndrom wypalenia zawodowego pojawia się niemal niezauważony.

Coraz młodsze osoby, nawet przed 30 rokiem życia, skarżą się na ogromne zmęczenie, przepracowanie, są niezadowolone z wykonywanej pracy, narzekają na brak satysfakcji. Są to często osoby zdolne, wykształcone, pracujące w tzw. korporacjach.

Trzeba być czujnym, aby w porę zauważyć pierwsze symptomy i zapobiec rozwojowi silnych i gwałtownych objawów. Pierwszymi sygnałami wypalenia zawodowego dla nas samych, dla naszych współpracowników i przełożonych, powinny być: subiektywne poczucie przepracowania, brak chęci do pracy; niechęć wychodzenia do pracy, poczucie izolacji, osamotnienia, negatywne postawy wobec współpracowników i klientów, uczucie zawodu wobec samego siebie. W sferze myślenia, pojawiają się takie oto zdania: „kiedy wreszcie będzie weekend”, „znowu to samo”, „ile godzin muszę tu jeszcze siedzieć”, „nic mi nie wychodzi”, „jestem do niczego”, „oszukuję mojego szefa i współpracowników"… Taka postawa nie jest jednak mobilizująca i nie prowadzi do zmiany.

W tym momencie mogą towarzyszyć nam głównie takie uczucia, jak: irytacja, brak cierpliwości, złość i niechęć, obojętność, poczucie winy. Może pojawić się w nas chęć izolacji, wycofania, negatywizm, częste „spoglądanie na zegarek”. Charakterystyczne jest też nieadekwatnie duże - do wykonanej pracy -  zmęczenie po wyjściu z pracy, czasem czujemy się jak po wyjściu z pracy „przy taśmie” podczas, gdy cały dzień przesiedzieliśmy np. przy biurku. Warto zaobserwować czy pojawia się w nas chęć do przekładania ważnych spotkań czy spraw na później. Możemy też stać się na tym etapie bardziej cyniczni w stosunku do współpracowników. Sygnałem alarmowym powinna być częsta nieobecność w miejscu pracy (zwolnienia, urlop „na żądanie”).

Nie można bagatelizować dolegliwości somatycznych, które mogą się pojawić lub nasilić. Są to najczęściej: zakłócenia snu, częste przeziębienia i grypy, częste bóle głowy i dolegliwości przewodu pokarmowego, napięcie i bóle mięśniowe.

Zatrzymanie procesu wypalenia zawodowego na tym etapie, jest jak najbardziej możliwe. Zazwyczaj wystarczy:

  • zmniejszenie obciążenia pracą,
  • próba odwrócenia uwagi od pracy jako głównego zajęcia w naszym życiu,
  • próba znalezienia nowego hobby czy zajęcia, które sprawia nam radość.
Być może wskazany byłby też, około dwu-, a raczej trzytygodniowy urlop, spędzony z dala od obowiązków zawodowych. Wszystko po to, aby móc zapanować nad rozwojem dolegliwości, zamiast pozwolić, żeby one zapanowały nad nami.

Ważnym, jak nie najważniejszym czynnikiem, jest świadomość występowania zjawiska i jego skutków. Może warto, jako pracownik lub manager, pomyśleć o rozwoju osobistym i szkoleniach zapobiegających wypaleniu zamiast ponosić wysokie koszty skutków tego zjawiska.

Ostatnio w literaturze pojawia się także termin „wypalenia rodzicielskiego" o podobnej symptomatyce i konsekwencjach.

  1. Psychologia

Prokrastynacja - jakie mogą być skutki odwlekania zadań?

Coraz większy stres i niechęć do wykonywanej pracy, stany depresyjne, objawy psychosomatyczne - to tylko niektóre skutki prokrastynacji. Jak jeszcze ciążą nam niezałatwione sprawy? (Fot. iStock)
Coraz większy stres i niechęć do wykonywanej pracy, stany depresyjne, objawy psychosomatyczne - to tylko niektóre skutki prokrastynacji. Jak jeszcze ciążą nam niezałatwione sprawy? (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Co dzieje się z odwlekanymi w czasie zadaniami? Nie przestają istnieć, a wręcz przeciwnie – namnażają się, i to w przyspieszonym tempie. W końcu robi się ich tyle, że już na nic nie ma czasu.

Mira nie mogła wstać od biurka o własnych siłach. W ogóle nie mogła wstać. Próbowała na kilka sposobów, aż poddała się i zadzwoniła po sekretarkę. „Pani prezes, co się dzieje, czy mam wezwać pogotowie?” – zapytała Joanna, przestraszona jej wyrazem twarzy. „Po prostu pomóż mi wstać i dojść do samochodu. Muszę pojechać na jakiś zastrzyk przeciwbólowy, bo inaczej mi nie przejdzie” – wydusiła z siebie. Porażający ból pleców pojawił się nie po raz pierwszy, ale po raz pierwszy potrzebowała pomocy drugiej osoby, żeby się przemieścić. Ostrzeżenia lekarza stały się realnością, chociaż dotąd je lekceważyła, zakładając, że takim twardzielkom jak ona niedyspozycje się nie zdarzają. Jednak życie znowu pokazało swą beznamiętnie statystyczną naturę. Mira doświadczała właśnie „skutków długotrwałego stresu”, i jedyną paradoksalną zaletą tej sytuacji był fakt, że skupiona na bólu mogła przez chwilę zapomnieć o tych wszystkich sprawach do załatwienia, które ją do tego stanu doprowadziły.

Skutki odwlekania zadań? - Stres i oszukiwanie siebie

Od dłuższego czasu czuła, że sytuacja ją przerasta. Firma, którą zaczęła tworzyć kilkanaście lat temu, od kilku lat nie była już małym rodzinnym biznesem, zatrudnienie sięgało 200 osób i zarządzanie – szczególnie w czasie kryzysu – było coraz trudniejsze. „Stara ekipa”, w liczbie 20 osób, wcześniej funkcjonowała sprawnie, każdy wiedział, co i jak robić. A teraz – te wszystkie rozmowy kwalifikacyjne, które zajmują czas i niewiele dają, bo dopiero w praniu okazuje się, kto co jest w stanie zrobić. Ciągle ktoś czegoś od niej chce, ciągle piętrzą się zaległości. To wszystko rujnuje jej zdrowie. I chociaż dziś właśnie postanowiła odseparować się od tego rozgardiaszu i zajęła się czytaniem e-booka oraz planowaniem wiosennego wyjazdu – żeby zadbać trochę o siebie – to właśnie teraz kręgosłup postanowił wystawić jej rachunek.

Metodę, którą Mira zastosowała do „zadbania o siebie”, określa się często terminem prokrastynacja – odwlekanie w czasie rzeczy, które mamy do zrobienia. Nie da się jednak zrelaksować z oddechem niezałatwionych spraw na plecach. Takie działanie opiera się na dziecinnym mechanizmie – dzieci, zakrywając oczy dłońmi, są przekonane, że ich nikt nie widzi – tak jak w danym momencie one nie widzą nikogo.

Ilustracja: Joanna Gwis Ilustracja: Joanna Gwis

Kto ulega prokrastynacji?

Może prościej byłoby zapytać, kto nie ulega? Zjawisko odsuwania od siebie rzeczy, które powinno się zrobić, dotyczy tak naprawdę wszystkich, chociaż nie wszyscy to sobie w pełni uświadamiają, a sztandarowym przykładem mogą być studenci w czasie sesji. Według badań mechanizm odkładania na ostatnią chwilę dotyka ponad 80 proc. z nich. Wśród przyczyn wyjaśniających zjawisko „jestem bardzo zajęty robieniem rzeczy, których nie muszę robić, po to, aby uniknąć robienia czegokolwiek, co powinienem robić”, badacze podają styl wychowania i nauczania oparty na bardzo wysokich oczekiwaniach wobec dziecka. Kiedy dorośli ciągle spodziewają się więcej po dziecku, uczy się ono skupiać na chęci zadowolenia innych, co jest powodowane naturalnym dziecięcym lękiem przed odrzuceniem. W końcu traci kontakt samo ze sobą, ze swoimi własnymi potrzebami, zainteresowaniami i realnymi możliwościami, ulegając tendencji do perfekcjonizmu, wywołanej ciągłymi komunikatami, że stale musi być najlepsze. Taki utrwalony nawyk przenosimy później w dorosłe życie i lęk przed porażką (bo to jest przecież wypadnięcie za burtę bycia najlepszym) motywuje do działania na krótką metę. Wyczerpany organizm broni się depresją, prokrastynacją i innymi zaburzeniami, które postrzegamy jako niesprawiedliwie nas dotykające i przeszkadzające w normalnym życiu, gdy tak naprawdę są one często krzykiem zaniedbanego „ja” o usłyszenie, zrozumienie i współczucie.

Prokrastynacja, czyli ucieczka od przymusu

Kiedy odsuwamy od siebie sprawy, zostawiając je na ostatni moment, zazwyczaj w dużej mierze działamy pod presją takich słów, jak: „powinnam”, „muszę”, „trzeba”. Impuls do działania jest wówczas zewnętrzny, nie pochodzi ze środka nas – nie mamy więc poczucia, że wynika z naszego wyboru, zaś to, co nie jest wyborem – jest przymusem. Opór, który rodzi się pod wpływem poczucia przymusu, osłabia nasz zapał. Lęk przed porażką dokłada swoje, i jedyne, czego pragniemy, to „wymiksować się” z sytuacji, odsuwając ją od siebie jak najdalej w czasie. Jednocześnie ciągle żywe są w nas uczucia winy, wstydu i strachu przed konsekwencjami niezrobionych rzeczy i kiedy je zagłuszamy, wciągając się w robienie rzeczy, które chcemy i lubimy robić, te nieprzyjemne uczucia żyją ciągle na progu naszej podświadomości i świadomości, oddziałując na stan zdrowia psychicznego i w konsekwencji – fizycznego. W pewnym momencie plecy, żołądek, serce czy inna część ciała odmawiają współpracy, i jest to często ostatni moment, żeby zatrzymać się i odpowiedzieć sobie na pytania: „Co wybieram w tej sytuacji?”, „Za czym tęskni moje serce?”, „Jakie wartości w życiu chcę wspierać swoim działaniem?”.

Perfekcjonizm i prokrastynacja często idą w parze

Mira dotarła do takiego momentu w życiu, gdy zrozumiała, że od tego, jak rozwiąże sytuację, zależy przyszłość jej i firmy. Syndrom wzorowej uczennicy nie bardzo się przydaje w sytuacji zarządzania ludźmi. Odejście od perfekcjonistycznych metod działań zakorzenionych w przekonaniu: „muszę być najlepsza, więc to ja najlepiej wiem, co i jak powinno być zrobione”, czyli od ręcznego sterowania zespołem, pozwala odzyskać wiele czasu i energii, które można wykorzystać z pożytkiem dla siebie i innych.

Mira po zadbaniu o zdrowie fizyczne (lekarz, fizjoterapeuta, wykupienie karnetu na basen) zdecydowała się pod namową koleżanki na pracę nad sobą (warsztaty, coaching) i nad firmą (konsultacje, opracowanie i wdrożenie planu zmian). To, co najbardziej pomogło jej ruszyć z miejsca, to zmiana perspektywy widzenia pewnych spraw: dopóki myślała o pracownikach w kategoriach „spodziewania się po nich określonych rzeczy”, konieczność zarządzania ludźmi postrzegała jako orkę na ugorze. Odkąd pozwoliła samej sobie zaistnieć jako niepowtarzalna osoba z konkretnym potencjałem, który może rozwijać, pozostawiając innym bycie mistrzami świata w ich własnych dziedzinach, łatwiej jej było dostrzec w pracownikach ciekawych, różnorodnych ludzi, i dać im szansę na realizowanie siebie. To pozwoliło Mirze wreszcie być sobą w kontaktach z ludźmi, bo okazało się, że jej prawdziwa natura to raczej wspieranie innych w rozwoju potencjału niż promowanie perfekcjonizmu. Jednak najpierw sama musiała się uporać z tą skłonnością u siebie, żeby nią „nie zarażać” innych.

Zmiana prokrastynacyjnych nawyków

Mira w czasie swojej pracy z grupą na warsztatach i podczas indywidualnych spotkań z coachem wypracowała metody, które pomagają jej w radzeniu sobie z unikaniem nawyków prokrastynacyjnych. Ciągle uczy się dystansowania się do swojej skłonności, by zarządzać ludźmi na zasadzie „zrób to co ja”, oraz cierpliwości. Bonusem całej sytuacji jest zdecydowanie większe poczucie satysfakcji z tego, co robi, oraz świadomość różnicy jakości działania, kiedy robi się coś nie pod wpływem zewnętrznej presji, lecz pod wpływem impulsów płynących z własnych wewnętrznych potrzeb i wartości, które chce się realizować w życiu. Mira przyznaje, że dopiero od niedawna rozumie, co to znaczy, że życie potrafi cieszyć.

  1. Styl Życia

Jak dbać o siebie w pracy?

Czy wiemy jak dbać o siebie, o swoje zdrowie, relacje w rodzinie? Nawet jeśli wiemy, to i tak przy połączeniu tej wiedzy z pracą zawodową, mamy dużą trudność, żeby wszystko razem pogodzić. (fot. iStock)
Czy wiemy jak dbać o siebie, o swoje zdrowie, relacje w rodzinie? Nawet jeśli wiemy, to i tak przy połączeniu tej wiedzy z pracą zawodową, mamy dużą trudność, żeby wszystko razem pogodzić. (fot. iStock)
Masz tendencję do zatracania się w projektach i zapominania o znalezieniu czasu na regenerację? Uważaj, to znak, że źle zarządzasz sobą w pracy. Jak zadbać o siebie pracując? Naucz się to robić tak, by utrzymać życiową równowagę. 

Agata pracowała w agencji reklamowej, w której jako project manager nadzorowała comiesięczne wydawanie magazynu dla jednego z klientów. Jej życie biegło od jednego numeru do drugiego – w ostatnim, najbardziej intensywnym tygodniu zawsze wyrabiała normy godne przodowników pracy z epoki socjalizmu – zostawała po godzinach, rezygnowała z wyjść ze znajomymi, wszelkie sprawy prywatne odstawiała na bok, zajmując się jedynie dopinaniem projektu. Jej szef, widząc zaangażowanie, efektywność wykonanej pracy i wysiłek związany z takim systemem pracy, sam zaproponował Agacie, by potem odbierała sobie dwa dni wolne, żeby się zregenerować przed przystąpieniem do pracy nad kolejnym numerem. I stało się to jej zwyczajem.

Kiedy Agata rozpoczęła pracę w nowym miejscu, okazało się, że nawyk „zachetywania się” wprawdzie pozostał, tylko nikt jej już nie proponował wolnych dni na regenerację sił, a sama też o to nie zabiegała. Po jakimś czasie uświadomiła sobie, że pracując tak nadal, wykończy się, że musi znaleźć sposób, żeby „zarządzać sobą” tak, by chronić swoje zdrowie, utrzymać równowagę między życiem prywatnym i zawodowym, ale też zachować efektywność. Tylko jak to zrobić?

Jesteś cząstką w zespole

Na początek dobrze jest uświadomić sobie, że w pracy zazwyczaj uczestniczymy w procesach, w których bierze udział co najmniej kilka, a nieraz wiele osób. Dlatego szukanie rozwiązania z perspektywy „teraz ja”, która narzuca się jako odwrotność wcześniejszego zaniedbywania własnych potrzeb, może prowadzić na manowce. Trzeba pamiętać, że w pracy jesteśmy częścią zespołu i częścią większego procesu, jakim jest firma, i podlegamy wpływom tej większej całości. Nie da się więc jedynie „zarządzać sobą” w oderwaniu od firmy. Jednym z kluczy do efektywnego zarządzania wydajnością w pracy jest przyjrzenie się temu, jaki rodzaj zaangażowania wykazujemy i co to oznacza dla nas i dla naszego pracodawcy.

Blessing White – firma doradcza specjalizująca się w zagadnieniach przywództwa i zaangażowania – od lat prowadzi globalne badania zaangażowania pracowników. Z publikowanych raportów, opracowanych na podstawie wielu tysięcy wywiadów i ankiet, wyłania się obraz dwóch niezbędnych i powiązanych ze sobą czynników, które powodują, że praca jest efektywna i nie prowadzi do wypalenia zawodowego. Są nimi: udział pracownika w sukcesie firmy oraz osobista satysfakcja ze swojej roli w tejże firmie. Na podstawie tych wyznaczników sprawdzimy, do jakiej grupy należymy i z czym to się może wiązać w przyszłości.

Chomik czy rozwiedziony? - Typy pracowników

Ci, których w badaniach określa się jako „zaangażowanych” oraz „prawie zaangażowanych”, postrzegają swój wkład w sukcesy firmy jako wysoki, a własną satysfakcję z pracy widzą na tym samym – wysokim poziomie. Czyli spełniają się w pracy i czerpią z tego energię do podejmowania kolejnych wysiłków na drodze zawodowego rozwoju. Nie muszą mierzyć się z oporem przed byciem przymuszanym do czegoś i nie marnują na to zdrowia ani energii.

Kolejną grupę definiuje się jako „nowożeńcy i chomiki”. Łączy ich to, że są zadowoleni ze swojej pracy i stanowiska, jednak ich wkład w sukces firmy nie jest zbyt wysoki. Nowożeńcy są świeżymi pracownikami lub znaleźli się na nowym stanowisku i są szczęśliwi, że im się to udało. Jeżeli nie spoczną na laurach i znajdą sens w swojej pracy, z czasem przejdą do ligi zaangażowanych. Chomiki z kolei często sprawiają wrażenie, że pracują ciężko, ale efekty ich pracy są niewielkie. Nie zajmują się ważnymi dla funkcjonowania firmy zadaniami i przez to mają niski udział w jej sukcesach. Niektórzy z nich przyjmują strategię ukrywania się za zasłoną pozorowanej pracy, tak by jedynie pozostać na stanowisku, które ich satysfakcjonuje. Przez innych pracowników często postrzegani są jako figuranci, za których inni muszą robić. To prowadzi do sytuacji, w której ci inni zaczynają z jednej strony czuć się wykorzystywani przez firmę, z drugiej odczuwać objawy wypalenia, bo rzeczywiście pracują więcej niż przewiduje umowa. Jeśli należysz do grupy nowożeńców lub chomików i nie zmienisz swojej strategii działania, bardzo prawdopodobnym scenariuszem jest, w bliższej lub dalszej przyszłości, zrezygnowanie pracodawcy z twoich usług.

„Wypaleni” to grupa pracowników, którzy – odwrotnie niż nowożeńcy i chomiki – obiektywnie z punktu widzenia firmy wykazują się dużą produktywnością, jednak sami nie odczuwają satysfakcji z pracy. Ich stan emocjonalny można określić jako rozczarowanie i wyczerpanie wynikające często z przekonania, że przełożeni podejmują nietrafne decyzje, a współpracownicy nie wykonują swoich obowiązków. Część osób z tej grupy może zdecydować się na zmianę pracy, inni prawdopodobnie zaczną pracować gorzej i z czasem zasilą szeregi „rozwiedzionych”.

„Rozwiedzeni” wnoszą niski lub średni wkład w funkcjonowanie firmy i odczuwają mierną satysfakcję ze swojej pracy. Można powiedzieć, że praca ich nie kręci, a firma nie spełnia oczekiwań, co przejawia się w sceptycznych uwagach i łatwym uleganiu negatywnym nastrojom oraz zarażaniu tymi nastrojami otoczenia. W pracy utrzymuje ich głównie możliwość otrzymywania wypłaty. W zależności od cech osobowościowych energię rozgoryczenia przelewają w nieustanne narzekanie albo w poszukiwanie innego miejsca pracy.

Jak zadbać o siebie pracując?

Żeby podjąć działania naprawcze, trzeba dobrze zdiagnozować swoją sytuację. W przypadku Agaty dobrze byłoby odpowiedzieć sobie na pytania: Co powoduje, że zaczyna przesuwać się na pozycję „wypaleni”? Czy widzi w swoim otoczeniu współpracowników, którzy wpisują się w charakterystykę nowożeńców lub chomików, co powoduje, że przypada na nią nieproporcjonalnie duża część zadań? A może ma wrażenie, że system, jakim jest firma, nie funkcjonuje z jej punktu widzenia efektywnie? Czy ma energię, żeby podjąć działania na rzecz zmiany nieakceptowanych procesów, czy bardziej skłonna jest szukać nowej pracy? Każda z odpowiedzi na te pytania może stać się drogowskazem na drodze poszukiwania rozwiązania. Najważniejsze jest, żeby nie podejmować decyzji jedynie w odniesieniu do swoich indywidualnych procesów, ale by rozwiązania rozpatrywać na tle procesu firmy, działu, zespołu. W innym wypadku rozwiązania nie bywają skuteczne, a nawet mogą wzmacniać niechciane sytuacje. Jeżeli na przykład problem leży w tym, że przejmujesz część nie swoich obowiązków, to praca nad lepszą organizacją nie poprawi twojej sytuacji – jeśli wygospodarujesz sobie więcej czasu, natychmiast znajdą się kolejne rzeczy do wykonania, których przecież nie mogą zrobić ci, którzy mają tego czasu za mało. Rozwiązanie, by było skuteczne, musi zostać powiązane ze źródłem problemu, nie z jego skutkiem.

Asertywność w pracy: jak dbać o siebie i swoje potrzeby? 

Zawsze najlepszym rozwiązaniem jest skonfrontować się z problemem, kiedy zaczynamy go dostrzegać, a nie dopiero wtedy, gdy sytuacja staje się utrwalona. Dotyczy to szczególnie osób, które odczuwają silną niechęć do konfliktów, kłótni, przepychanek i wolą godzić się na niewygody za cenę upragnionego świętego spokoju. Kiedy problem się dopiero pojawia – nie obrósł jeszcze tyloma emocjami, które utrudniają zmierzenie się z nim, więc mniej energii musisz przeznaczyć na jego „obsługę”. Ale nawet jeśli przegapiłaś moment, kiedy rzeczy zaczynały się dziać, warto sprawdzić, co tam ci się uzbierało, i przyjrzeć się temu racjonalnie.

Agata powinna sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chodzi o to, że nie ma możliwości wzięcia wolnych dni za czas, kiedy pracuje „ponadnormatywnie”, czy raczej o to, że musi coś robić za kogoś. W pierwszym przypadku rozwiązaniem będzie rozmowa z osobą, która decyduje o terminach urlopów, przedstawienie jej swojej potrzeby i wskazanie, że jej zaspokojenie pozwoli zregenerować siły, a tym samym – utrzymać efektywność pracy. Jeżeli jednak problem polega na tym, że jest „dociążana” nie swoimi obowiązkami, to rozwiązaniem może być praca nad pogłębieniem umiejętności bycia asertywnym i niewyrażania zgody na przejmowanie czyichś obowiązków.

Tak czy inaczej trzeba zbadać rodzaj góry lodowej, której wierzchołkiem jest „zachetywanie się” w pracy. Nazwany problem to połowa sukcesu. A potem trzeba zająć się jego rozwiązywaniem, bo jak pisze w „Drodze rzadziej wędrowanej” psychiatra M. Scott Peck: „Problemy same nie znikają. Trzeba je rozwiązywać, bo w przeciwnym razie będą nam przeszkadzać w rozwoju. Problemów życiowych nie można rozwiązać inaczej niż poprzez ich rozwiązywanie”.

Ewa Mażul coach, doradca, ekspert ds. komunikacji w biznesie