1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak się kłócić w związku? Do czego potrzebne są nam kłótnie?

Jak się kłócić w związku? Do czego potrzebne są nam kłótnie?

Kłótnie są ważne dla relacji. Trzeba tylko wiedziej, jak je przeprowadzać (fot. iStock)
Kłótnie są ważne dla relacji. Trzeba tylko wiedziej, jak je przeprowadzać (fot. iStock)
Pary często narzekają, że ciągle się kłócą. I że z tych kłótni nic dobrego nie wynika. „Gdybyśmy tylko mogli raz na zawsze skończyć z tymi konfliktami, to by było dobrze”. Ale czy na pewno?

Jak się kłócić, żeby wygrać?

Kłótnie i konflikty są ważne dla relacji, bo pokazują, że nam zależy, że jesteśmy zaangażowani, że chcemy zmian. Stanowią również cenne źródło informacji o nas i partnerze. Kłótnia, która jest „wygrana”, może naprawdę coś zmienić w związku.  Ale ważne jest to, jak rozumiemy słowo „wygrana”.

Długotrwałe związki opierają się na pewnej równowadze – zwycięstwo jednej strony staje się początkiem kolejnej „rozgrywki”, choć może na innym polu czy adresowanej mniej wprost. Wiele par tkwi w ten sposób w permanentnym konflikcie, nawet jeśli tematy kłótni wydają się zmieniać.

W tym sensie wygrana jednej ze stron konfliktu jest przegraną całej relacji. Jeśli rozwiązanie konfliktu ma przynieść więcej niż chwilową jednostronną satysfakcję, powinno odpowiadać na potrzeby obu stron, ale też związku jako całości. I chodzi tu zarówno o te potrzeby, które już znaliśmy, jak i te, które odkrywamy podczas kłótni. Jest to zatem okazja, żeby poszukać kierunku zmiany nie tylko dla siebie, ale i dla całej relacji.

Dobra kłótnia nie polega tylko na tłuczeniu talerzy

Pary, które unikają kłótni, zwykle wikłają się w konflikty zawoalowane i trudne do zaadresowania. Z drugiej strony samo ekspresyjne wyrażanie emocji może być zarówno niebezpieczne, jak i jałowe. Konstruktywne rozwiązanie konfliktu wymaga, żeby pozostać w kontakcie ze sobą i z drugą stroną. Oznacza to, że próbujemy rozumieć i siebie, i partnera/partnerkę.

Jeśli wiemy, co czujemy, to nie dajemy się ponieść emocjom bez opamiętania – widzimy drugą stronę, jej reakcje na nasze działania, dostrzegamy momenty, kiedy coś się zmienia w rozmowie i wnosi nową perspektywę. Dzięki temu dialog może się rozwijać, a nie wciąż zapętlać. W trakcie gorącej kłótni często obie osoby równocześnie czują się słabszą stroną. Niesie to ryzyko mocnych działań, które wykraczają poza ramy obrony. Jeśli zachowasz świadomość hierarchii rzeczy, które są dla ciebie ważne, będzie ci łatwiej brać odpowiedzialność za to, co w czasie kłótni mówisz i jak.

Jak i kiedy się kłócić?

Konflikty pojawiają się w każdej relacji. Są rzeczą normalną i zwykle nie odbywają się w idealnych warunkach. Ich długotrwałe powstrzymywanie, wyczekiwanie, łagodzenie do niczego nie prowadzi – konflikt i tak się rozgrywa, tyle że poza uwagą i świadomością pary. Warto pamiętać, że kłótnie mają charakter intymny – mówimy delikatne i trudne rzeczy o sobie i drugiej stronie – więc lepiej nie prowadzić ich przy świadkach.

Czego nie mówić w kłótni?

Szczerość pozwala budować głęboką relację. Nie znaczy to jednak, żeby podczas kłótni mówić wszystko, co nam przyjdzie do głowy. Jest szereg krzywdzących zachowań (poniżanie, porównywanie itp), mających długotrwałe konsekwencje, które nie ustają wraz z wyciszeniem konfliktu. Destrukcyjne jest też odnoszenie się do delikatnych tematów, które nie są związane z obszarem aktualnej kłótni. Kiedy jesteśmy z kimś blisko znamy jego/jej najbardziej bolesne miejsca i wykorzystywanie tego podczas kłótni bardzo obniża poczucie zaufania w relacji i wyrządza wam obojgu wiele krzywdy.

Czy powstrzymywać emocje czy nie?

Dobrze jest wiedzieć, co się czuje. Kiedy już to wiem, mogę decydować, w jaki sposób chcę to zakomunikować drugiej stronie. Im lepiej siebie znam, tym lepiej mogę tę wiedzę wykorzystać dla dobra związku. Warto poświęcić trochę czasu i uwagi, by zastanowić się, które emocje stanowią dla mnie szczególnie duże wyzwanie (lęk, złość, smutek, bezradność itp), i uczyć się tego, w jaki sposób je adresować podczas konfliktów.

Czy można planować kłótnie?

W przypadku tematów, które się powtarzają w kłótniach, można zaplanować rozmowę, stworzyć dla niej odpowiednie warunki i wyznaczyć jej ramy. Przygotowując się do niej, zastanów się, o co ci chodzi i o co może chodzić drugiej stronie? Jakie potrzeby za tym stoją? Pomocna jest też próba docenienia sytuacji: w jaki sposób rozwiązanie tego konfliktu może być rozwojowe dla waszej relacji? Co byłoby zwycięstwem dla was oboja i początkiem czegoś dobrego?

A jeśli naprawdę boisz się konfliktów...

Jeśli sama myśl o konfliktach wywołuje w tobie silne emocje, to warto zastanowić się, skąd bierze się taka postawa? Może nie chodzi o twój obecny związek, a wydarzenia z przeszłości. W takiej sytuacji warto najpierw zająć się sobą i swoją historią, aby wzmocnić siebie i uwierzyć, że konflikty - odpowiednio adresowane - mogą stanowić szansę na rozwój i bliskość dla obu stron.

Agnieszka Serafin i Mikołaj Czyż są psychoterapeutami Instytutu Psychologii Procesu, założycielami Centrum Rozwoju dla Par, w którym wspólnie prowadzą terapię par. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Nie bój się mówić mężczyźnie, czego od niego chcesz

Żeby on zrozumiał, czego od niego potrzebujesz, i żeby ci to dał, wyłóż mu to w jakiejś pogodnej, spokojnej chwili. (Fot. iStock)
Żeby on zrozumiał, czego od niego potrzebujesz, i żeby ci to dał, wyłóż mu to w jakiejś pogodnej, spokojnej chwili. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Wiadomo o kobietach, że czekają, aby ich mężczyźni domyślili się, czego one chcą. Skazują się tym samym na dramatyczne rozczarowanie. Czekają, czekają, przeważnie się nie doczekują… i zaczyna się: żal i pretensja.

Ogłupiały chłop słyszy: „Ty mnie wcale nie rozumiesz! Nie spełniasz moich potrzeb!”. A skąd on ma znać jej potrzeby? Jeszcze pół biedy, kiedy ona sama zna je jako tako. „Ale o co ci chodzi? Co ty byś chciała, żebym ja robił? Wytłumacz mi” – dopytuje, jeszcze otwarty na spełnianie życzeń ukochanej mężczyzna. „Ach tak, ty, oczywiście, nie wiesz!” – stwierdza z gryzącą ironią ona. „A skąd mam wiedzieć, jeśli ty mi nie mówisz!” – On jest coraz bardziej zły. „Wszystko mam ci mówić jak dziecku, tak? To taka sztuka pomyśleć, czego potrzebuje twoja kobieta?!” – Rozżalona partnerka czuje się coraz bardziej niekochana. Jemu opadają ręce, a ponieważ nienawidzi czuć się bezradny, dobija ją: „No nie, wy jesteście nie do wytrzymania. W ogóle nie można się z babami dogadać!”.

Uwaga na boku – zdarzają się męskie wyjątki, które same z siebie odczytują kobiece pragnienia, bo je znają: są to bracia licznych sióstr (ale ilu takich można spotkać w przyrodzie?) lub wychowani w symbiozie z matką (ale ile z nas chciałoby mieć takiego partnera?). No i jeszcze oszuści matrymonialni, którzy żyją z tej wiedzy.

No więc nadchodzą ciche dni, potem zgoda. Później on znów się czegoś nie domyśla. Nawet próbuje i się stara, ale nie trafia i po jakimś czasie (różne osobniki męskie poddają się w różnym tempie) przestaje nawet próbować. Wtedy ona, obolała od tego oczekiwania, donosi mu: „Ja już cię wcale nie obchodzę!”. A on zaczyna się zastanawiać, czy tak jest naprawdę…

Tak, tak, jest to obraz jednostronny. Świadomie dotykam tu tylko jednego kawałeczka tkającego się nieustannie gobelinu pt. „Trudne życie we dwójkę”. A propozycję rozwiązania przedstawię też tylko na przykładzie jednej, ale, sądzę, dość symptomatycznej sytuacji. Nazwijmy je „Instrukcją obsługi płaczącej kobiety”.

Nadchodzi taki dzień, że kobieta zamyka się w pokoju i znienacka zaczyna: płakać, siąpać nosem, nie słyszeć, co się do niej mówi, patrzeć nieprzytomnie (niepotrzebne skreślić). On, zaniepokojony, pyta: „Czy to przeze mnie?”. Ona fuka: „Mam swoje sprawy”. On, z ulgą, że to nie o niego chodzi, wkracza w rolę doradcy: dopytuje, zbiera dane, wyciąga wnioski, co ona ma z tym zrobić, i na koniec zadowolony, że rozwiązał jej problem, oświadcza: „No już, już się nie przejmuj. Nie ma powodu”. Czeka na pochwałę, a tu baba w bek. „No nie, znowu?! Ja już nic nie rozumiem”. I to jest właśnie prawda.

Żeby on zrozumiał, czego od niego potrzebujesz, i żeby ci to dał, wyłóż mu to w jakiejś pogodnej, spokojnej chwili, mniej więcej tak:

Mój kochany, chcę cię poprosić o coś, co będzie dla ciebie łatwe, a dla mnie ważne i miłe. Powiem ci, jak potrzebuję być przez ciebie traktowana, kiedy płaczę. Otóż chcę móc wtedy złożyć główkę na twoim męskim ramieniu i chlipać bez żadnych rad ani pytań z twojej strony. „Jak to bez rad i pytań?!” – zapyta on wtedy. (Mój spytał). – „Przecież chcę wiedzieć, co się dzieje!” To ja ci potem opowiem, jak mi już przejdzie albo jak załatwię sprawę. Ja chcę się przy tobie móc tylko wypłakać. Czuć się wtedy zaopiekowana, a nie wypytywana. Nie musisz się wcale skupiać na powodach mojego stanu. Możesz myśleć, o czym chcesz, nawet o meczu, byłeś mnie mocno objął i może trochę pogłaskał. „Naprawdę?!” – zdumiał się mój mężczyzna. – „Ja ci się zawsze staram pomóc!” Ale ja jestem duża dziewczynka, jeśli chodzi o radzenie sobie, ja tylko chcę się poczuć małą dziewczynką, która ma się komu wypłakać.

A jak już ucichnę, to jeszcze mógłbyś zapytać czule: „Może jeszcze trochę zostało?”, i poczekać, aż powiem: „Już”.

„I to wszystko?!” – on ma okrągłe oczy ze zdziwienia. Tak, kochanie, to wszystko, a ja będę ci bardzo wdzięczna i zachwycona, że mam takiego kochanego mężczyznę, opokę. „Ja będę mógł myśleć o meczu, a ty mną będziesz zachwycona?!” Dokładnie tak, tylko mnie słodko obejmuj. „Kochanie, masz to u mnie od dziś”. A po chwili: „A gdy będziesz płakała przeze mnie?” – zapyta przytomnie. A to już będzie całkiem inna historia.

Katarzyna Miller - psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie bój się życia”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”, „Kup kochance męża kwiaty” i „Chcę być kochana tak jak chcę” (Wydawnictwo Zwierciadło). Książki Katarzyny Miller do nabycia w naszym sklepie internetowym

  1. Psychologia

Związek, żeby przetrwać, musi się rozwijać. Nie bójmy się zmian!

Pewne wzorce i zachowania w każdym związku dopełniają się i nadchodzi czas na nowe. (fot. iStock)
Pewne wzorce i zachowania w każdym związku dopełniają się i nadchodzi czas na nowe. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Pracując psychoterapeutycznie z parami szybko nabiera się poczucia, że każdy związek stanowi o wiele więcej niż tylko sumę dwóch osób – jest też podmiotem samym w sobie. I każdy jest niepowtarzalny, z własną charakterystyczną atmosferą, historią… i potrzebami.

Aby związki były szczęśliwe muszą się – tak jak jednostki – przekształcać, zmieniać, realizować swój potencjał. Sztuką jest umiejętność rozpoznawania nie tylko własnych pragnień, ale również potrzeb całej relacji. I jest to zadanie na wiele lat!

Często występuje przekonanie, że wartością związku jest jego niezmienność. I że celem relacji jest realizacja dążeń i planów obojga partnerów. Ale wiele par, z perspektywy lat, patrząc na to, co ich łączy, stwierdza, że ich relacja przybierała różne, często zaskakujące formy i odpowiadała na potrzeby, z których istnienia nie zdawali sobie wcześniej nawet sprawy.

Gdyby relacje nie potrzebowały się przekształcać to wystarczałoby raz określić „jak ma być” i gwarantowałoby to powodzenie związku. A przecież wszyscy wiemy, że to, co satysfakcjonowało nas kilka lat temu, już teraz tego nie czyni. Pewne wzorce i zachowania w każdym związku dopełniają się i nadchodzi czas na nowe. I to jest krytyczny moment w rozwoju relacji.

Większość z nas boi się zmian. Dlatego na nowe wyzwania, jakie stawia przed ludźmi związek reagują oni początkowo obronnie. Reakcje te zwykle opierają się na różnych – często zawoalowanych – próbach zmuszania drugiej osoby, aby to ona zmieniła się wedle naszych oczekiwań. Postawienie sobie pytania: „jakie zmiany we mnie i w nas jako całości są teraz potrzebne?” jest trudne i czasami bolesne. Bardzo często pokazuje nasze delikatne miejsca, niemożności, zranienia.

Więc dopóki wierzymy w możliwość utrzymania własnego status quo powstrzymujemy zmiany i nie interesujemy się ich naturą.

W związku przychodzi jednak czas, kiedy staje się jasne, że zmiany są już nieuniknione, ich dalsze powstrzymywanie jest niemożliwe - nawet rozpaczliwe próby obrony swojej pozycji nie przynoszą satysfakcjonującego rozwiązania. Czasami te wyzwania przerastają możliwości danej relacji i związek się rozpada. Na szczęście jednak często dzieje się wręcz przeciwnie – następuje moment, kiedy naprawdę otwieramy się na drugą stronę i wartość, jaką stanowi nasza więź.

Pojawia się wtedy swoista kapitulacja, zrozumienie, że coś już „nie żyje” i nie da się tego przemocą czy fortelem utrzymać. I kiedy ludzie naprawdę chcą być sobie bliscy i walczyć o związek robią miejsce na obserwację i zadawanie pytań: „Co właściwie się dzieje?” „W jakim kierunku prowadzą zmiany?” „Dlaczego są dla nas tak trudne do przyjęcia?”

Partnerzy mogą wtedy odkryć, przed jakimi indywidualnymi wyzwaniami stają, a przed jakimi – jako para. I kiedy ta nowa ścieżka zaczyna się wyłaniać pojawia się też przestrzeń na dialog, na decyzje, na podmiotowe traktowanie siebie i partnera: idziemy razem tą drogą czy każdy z nas wybiera inną?

Jak podkreślała Marion Woodman, kanadyjska pisarka, poetka, psycholożka analityczna: „Mawiamy z Rosem, że przeżyliśmy już wspólnie cztery małżeństwa.”

Kolejne „małżeństwa”, które ludzie wspólnie przeżywają stanowią wyraz potencjału ich relacji. Jednocześnie dostarczają okazji dla każdego z partnerów do ich indywidualnego wzrostu –  żywe zaangażowanie w związek jak nic obnaża nasze wewnętrzne konflikty, pokazuje nasze zasoby i obszary rozwoju.

Warto podkreślić, że to nie jest jednorazowy proces – rozwój relacji obejmuje wiele transformacji. Podczas każdej z nich można utknąć, ale też bardzo dużo się nauczyć o sobie i o naszej drugiej połowie. I im więcej takich „cykli” się razem przeszło tym większego nabiera się zaufania do związku. Pojawia się ciekawość: do czego nas on zaprowadzi? Powoli zaczynamy wierzyć, że zmiany będą dobre, że nie są wymierzone przeciwko nam, że nie musimy próbować wszystkiego kontrolować. Z czasem dokonuje się to szybciej i w atmosferze większej otwartości, a nawet ekscytacji.

Agnieszka Serafin i Mikołaj Czyż są psychoterapeutami Instytutu Psychologii Procesu, założycielami Centrum Rozwoju dla Par, w którym wspólnie prowadzą terapię par.

  1. Psychologia

Kolejny związek, te same błędy - czego oczekujemy od relacji?

Dlaczego w kolejnych związkach popełniamy ciągle te same błędy? Czego nie chcemy dostrzec w komunikacji z partnerem? (fot. iStock)
Dlaczego w kolejnych związkach popełniamy ciągle te same błędy? Czego nie chcemy dostrzec w komunikacji z partnerem? (fot. iStock)
Czy zdarzyło Ci się wpadać kolejny raz w tę samą rolę, mimo, że byłaś w związku z innym mężczyzną? Czy odważyłaś się zadać sobie pytanie z kim chcesz być i kim chcesz być w tej relacji? Brak czasu, tempo życia i chaos są „doskonałymi” wymówkami, które powodują popełnianie ciągle tych samych błędów.

Postaraj się zatrzymać i poświęcić sobie chwilę uwagi na to, by móc znaleźć w sobie odpowiedzi. Zapytaj siebie przede wszystkim, jaka relacja mogłaby Cię satysfakcjonować? Czy taka, w której to Ty jesteś dominatorem, czy w tej roli wolałabyś obsadzić partnera? Może właśnie taką relację przerabiałaś i masz dość ciągłego odświeżania atmosfery po kolejnym konfliktowym starciu? Może jesteś jedną z tych osób, która pragnie partnerstwa w związku? Tęsknisz za równomiernym podziałem obowiązków i przywilejów?

Doświadczenie pokazuje, że dostosowujemy swoje zachowanie do drugiej osoby wówczas, gdy uważamy to za korzystne dla nas. Jeśli uległością, spolegliwością wobec dominatora „kupimy” tak zwany święty spokój, wówczas kalkulujemy, że jest on dla nas korzystny i w taki sposób się zachowujemy. Ale czy “święty spokój” to jedyny produkt na jaki nas stać?

Zdolność zrozumienia innych osób i samego siebie ma ogromne znaczenie dla każdego człowieka. Zrozumienie swojego stylu komunikowania się z innymi, własnego stylu zachowań, reakcji na różnorakie wydarzenia – to klucz do satysfakcjonujących relacji z innymi. Wówczas nie popełniamy ciągle tych samych błędów lub popełniamy je w coraz mniejszym stopniu. Opierając się przykładowo na teorii czterech stylów społecznych (dominujący, ekspresywny, współpracujący, analityczny), można by sprecyzować kierunek swojej postawy w komunikowaniu się z otoczeniem. Warto zwrócić na nie uwagę w kontekście związków. Co cechuje osoby należące do poszczególnych typów? Jak wpływa to na komunikację?

Typ dominujący charakteryzuje się dość autorytarnym podejściem do relacji z drugim człowiekiem, zdecydowany i nie znoszący niekorzystnych dla niego kompromisów.

Typ ekspresywny to taki, który w sposób pełen ekspresji, czasem też chaotyczny, przedstawia swój punkt widzenia. Może w partnerze budzić odczucie zachwianego poczucia bezpieczeństwa.

Typ współpracujący to typ idealny dla osób, które pragną partnerskich relacji w związku. Ten styl społeczny charakteryzuje się ugodowością, równowagą emocjonalną i cierpliwością w realizacji obranego celu.

Typ analityczny to taki, który ujarzmi ekstrawertyka, pokaże mu inne aspekty danej sprawy i rzeczowo podejdzie do problemu, zazwyczaj bez emocji.

Prawda jest taka, że każdy z nas ma w swoim sposobie bycia elementy każdego z tych stylów. Ważne jest jednak poznanie nurtu przeważającego.

Nierozumienie różnic między ludźmi i założenie, że każdy powinien przyznać nam rację, zachowywać się i myśleć podobnie jak my jest przyczyną konfliktów na każdym polu, na którym ludzie wchodzą w jakiekolwiek interakcje. Stąd wiedza o sobie samym ma tak kluczowe znaczenie w relacjach i pomaga zdobywać wiedzę o innych.

Jeśli jesteś w kolejnym związku, w którym pełnisz rolę dominującą, a Twoje relacje z partnerem się pogarszają, może warto dostrzec oraz skomunikować wzajemne różnice. Warto z odwagą zadać sobie nawzajem pytania weryfikujące wasze odczucia związane z waszym związkiem, tj. „Co mogł(a)bym zmienić, abyś czuł(a) się ze mną dobrze?”; „Co Ty chciał(a)byś zmienić, abyśmy się lepiej rozumieli?”; „Kiedy przy mnie czujesz się sobą?”; „Kiedy czujesz, że musisz kupować tzw. “święty spokój” i w jakich sytuacjach ci to odpowiada, a w jakich nie?”

Nie ma jednej recepty na związek. Z pewnością mamy jednak podobne problemy, które można rozwiązać uniwersalnymi radami, ale z nałożeniem indywidualnego filtra. Z każdej lekcji, z której nie wyciągnęliśmy wniosków i nie odrobiliśmy zadania domowego, będziemy musieli odrobić lekcją wyrównawczą.

Zatem, aby nie popełniać ciągle tych samych błędów, odróbmy zadanie domowe z poprzedniej życiowej lekcji, a potem włóżmy je do bagażu doświadczeń, by nie zasłaniał tego, co przed nami.

Ewelina Jasik: propagatorka rozwoju osobistego, life coach i trenerka umiejętności interpersonalnych.

  1. Psychologia

Empatia - ważny element skutecznej komunikacji

Jeżeli chcemy czegoś od naszego rozmówcy, ale nie bardzo wierzymy, że jest on skłonny spełnić naszą prośbę, najczęściej stosujemy manipulację. Zamiast tego, warto postawić na empatię. (Fot. iStock)
Jeżeli chcemy czegoś od naszego rozmówcy, ale nie bardzo wierzymy, że jest on skłonny spełnić naszą prośbę, najczęściej stosujemy manipulację. Zamiast tego, warto postawić na empatię. (Fot. iStock)
Dąsy i obrażanie się to w istocie dziecinne sposoby radzenia sobie z problemami. Empatia zamiast wymuszania na rozmówcy tego, na czym ci zależy, to ważny element skutecznej komunikacji.

Lena czuła znajomy ścisk w gardle. Znowu ma być tak, jak jemu pasuje. – Oczywiście, że możemy nie jechać na te tratwy. Bo mamusia nie przeżyje jednego tygodnia bez obiadu z syneczkiem. Tylko mi nie mów potem, że jesteś przemęczony i nigdy nie możesz odpocząć – powiedziała. Wspólny wyjazd ze znajomymi, który zapowiadał się interesująco, przegrał w konkurencji z proszonym obiadem u teściowej. Lena nie miała ochoty na dalszą dyskusję, bo nie bardzo wierzyła, że jest w stanie wpłynąć na postawę męża. Nie miała też ochoty być miła i udawać, że wszystko jest w porządku. Wyglądało na to, że w ich domu zaczynają się kolejne „ciche dni”. Chyba, że Piotr zmieni swoją decyzję...

Komunikaty manipulacyjne

Jeżeli chcemy czegoś od naszego rozmówcy, ale w głębi ducha nie bardzo wierzymy, że jest on skłonny spełnić naszą prośbę, najczęściej stosujemy komunikaty manipulacyjne: żądamy, formułując komunikat oparty na schemacie: „albo to zrobisz, albo będzie źle” (motywujemy strachem), albo uwodzimy w ten czy inny sposób rozmówcę poprzez stosowanie komunikatów opartych na mglistych obietnicach – wtedy schemat komunikatu sprowadza się do formy: „jeśli to zrobisz, będzie ci dobrze”.

Takich wypowiedzi Lena używa zazwyczaj wtedy, kiedy czuje, że Piotr jest w dobrym humorze i pozytywnie zareaguje na jej przymilenie się. Dziś też próbowała od tego zacząć. – Piotrusiu – powiedziała, kiedy wrócił z pracy – ostatnio mówiłeś, że przydałby się nam wyjazd na łono natury, a Kasia z Bartkiem wybierają się na spływ tratwami i byłoby też dla nas miejsce. Odpoczęlibyśmy sobie i na pewno byłoby miło… I wtedy Piotr wyskoczył z rodzinnym obiadem, że obiecał mamie i nie chce wszystkiego odkręcać, bo rodzicom będzie przykro. Rodzicom oczywiście nie powinno być przykro, a jej może? I wtedy właśnie poczuła ten znajomy ścisk w gardle i nie mogła się już powstrzymać, żeby mu nie wygarnąć „z grubej rury”.

Manipulacyjne wypowiedzi grożące lub oparte na przymilaniu się niosą ze sobą informację, że ten, kto je wypowiada, nie czuje w danym momencie zaufania do losu, świata i innych ludzi. Raczej połączony jest ze swoją frustracją, która każe mu skupiać się przede wszystkim na własnych problemach i nie daje przestrzeni na zadbanie także o komfort rozmówcy. Jednym z rodzajów komunikatów opartych na niejawnej groźbie jest „strzelanie focha”. Obrażamy się na rozmówcę, przestajemy z nim rozmawiać, „wypisujemy się” ze wspólnoty, do której obydwoje należymy. Dajemy wtedy do zrozumienia, że jeśli nie zrobi tego, czego sobie życzymy, to zerwiemy z nim kontakt. Niewiele osób jest w stanie ze spokojem znosić taką groźbę, bo dotyka ona najgłębszych, nieuświadamianych zazwyczaj ludzkich potrzeb – niosąc groźbę wykluczenia, zaburza poczucie bezpieczeństwa, oparte na przynależności do grupy.

Pokonać focha

Dąsy i obrażanie się, kiedy jest się niezadowolonym albo gdy coś pokrzyżuje nasze plany, to w istocie dziecinne sposoby radzenia sobie z problemami. Jest to forma zemsty, mająca dać do zrozumienia że odbieramy komuś naszą miłość i akceptację na tak długo, aż się opamięta, zmieni swoje zachowanie i tym samym uzna naszą rację. Za taką postawą kryje się brak pewności siebie, poczucia własnej wartości i poczucia bezpieczeństwa. Stosując taki manipulacyjny rodzaj komunikacji, zapraszamy rozmówcę do rzeczywistości, w której sposobem na życie jest walka, a partner staje się sparring partnerem. W ostatecznym rozrachunku zwycięzca może być tylko jeden. Dlatego trzeba nauczyć się rozpoznawać, jakie reakcje wzmacniają toksyczny model komunikacji, a jakie go „rozbrajają”.  Tym, co powoduje, że swoim zachowaniem wzmacniamy „fochowy” sposób komunikowania się partnera, jest: ignorowanie rozmówcy, próby udobruchania go, wszczynanie kłótni w nadziei na jakąkolwiek formę komunikacji, tłumaczenie się i przepraszanie, że nie spełniło się oczekiwań rozmówcy, odpłacanie pięknym za nadobne czy też obrażanie się. W przypadku Leny i Piotra jest bardzo prawdopodobne, że kiedy stosują swoje nawykowe zachowania w problemowych sytuacjach, zapędzają się w kozi róg wzajemnego obrażania się na siebie. Dlatego „ciche dni” w ich domu zdarzają się coraz częściej i nie przynoszą rozwiązania problemów, które tylko się nawarstwiają.

Co robić?

Nina Brown w swojej książce „Kocham narcyza” radzi, by w sytuacjach, kiedy nasz partner dąsa się i obraża, zastosować strategie, które powstrzymają rozwój toksycznej komunikacji
  • Zaprzestać wypytywania partnera o przyczynę jego dąsów (bo drążąc temat, dowiesz się najprawdopodobniej, że źródłem niezadowolenia partnera jest jakieś twoje niedopatrzenie lub zachowanie i tym samym zgłosisz się na ochotnika do roli chłopca do bicia);
  • Powstrzymać swoją ciekawość na temat źródła niezadowolenia rozmówcy, kiedy bowiem czujemy się źle, nie wiedząc, o co partner się dąsa, jest bardzo prawdopodobne, że poczujemy się znacznie gorzej, gdy wyjawi nam prawdę o naszym własnym udziale w powstaniu tego niezadowolenia;
  • Sztuką jest zachowywać się tak, jakby rozmówca nie był nadąsany czy obrażony; postępować tak, jakby miało się do czynienia z osobą, która zachowuje się w sposób dojrzały: ignorować dąsy, ale nie traktować partnera jak powietrza.
Takie strategie pomagają wprowadzić styl rozmowy oparty na wzajemnym szacunku i poszukiwaniu rozwiązań, które służą wszystkim. Pomagają zatrzymać się i wykroczyć poza zaklęty krąg wzajemnego obwiniania się i walki o to, kto ma rację. A wtedy łatwiej odzyskać zaufanie do tego, że jesteśmy akceptowani i cały świat nie sprzymierzył się przeciwko nam.

Gdyby udało się cofnąć sytuację do momentu, gdy Lena czuje ścisk w gardle, dać jej czas na zatrzymanie się, wzięcie kilku oddechów i rozluźnienie gardła, zanim wygłosi swoją kwestię na temat mamusi i syneczka, a Piotrowi pozwolić dostrzec troskę w tym, co Lena robi – może okazałaby się możliwa rozmowa z poziomu empatii, np. taka:

- Nie wiedziałam, że umówiłeś się z rodzicami. Chciałbyś dotrzymać słowa, żeby rodzice czuli, że się z nimi liczysz? Może zadzwonię do mamy i porozmawiam o planie porwania ciebie na przymusowy wypoczynek i o tym, że przyszlibyśmy do nich na przykład we wtorek?

- Normalnie nie lubię, jak się robi za mnie to, co mogę zrobić sam, ale takie bycie w roli faceta rozrywanego przez najważniejsze kobiety mego życia jest całkiem pociągające... To zadzwoń, jeśli możesz, i będziemy myśleć, jak się dalej organizować.

  1. Psychologia

Nie bój się trudnych przeżyć

Czasem sami wywołujemy awanturę i burzę emocji. Powód? - warto się nad nim zastanowić... (fot. iStock)
Czasem sami wywołujemy awanturę i burzę emocji. Powód? - warto się nad nim zastanowić... (fot. iStock)
To nasza pierwsza kłótnia – opowiada moja młoda, piękna i mądra klientka. Jest w pierwszym poważnym związku, na którym jej zależy, i żeby go nie zepsuć, przychodzi do mnie od jakiegoś czasu. Jest świadoma swoich, nie zawsze łatwych dla innych, nawyków bardzo samodzielnej, pewnej siebie kobiety sukcesu, która jednak w sprawach intymnych czuje się często jak mała dziewczynka. (Tak na marginesie, ten „emocjonalny zestaw damski” to syndrom naszych czasów).

– Nie mogę nawet sobie przypomnieć, o co się pokłóciliśmy, ale tak to się rozkręcało, że poszło na noże. On się spakował i wybiegł, krzycząc: Właśnie się tego obawiałem, że mnie wcale nie kochasz! Trzasnął drzwiami, a ja zostałam, trzęsąc się ze złości. No i bardzo dobrze, idź sobie, lepiej jak najszybciej, wcale cię nie potrzebuję, było mi lepiej, jak byłam sama, po co mi to wszystko i… buuu – zawyłam jeszcze ze złością, ale już z żalu i smutku, i straty. Więc to już? Koniec miłości i nie wiadomo nawet dlaczego? A taki był słodki, do rany przyłóż, wszystko oszustwo… ale po co? I co ja teraz zrobię?!!!

Raptem drzwi się otworzyły, walizka wylądowała u moich stóp razem z właścicielem. „Jaki ja byłem głupi, wybacz, na dole, już przy bramie poczułem zapach frytek i aż mnie wryło w ziemię!”. Co mają do tego FRYTKI? „Poczekaj, zaraz ci wszystko opowiem, tylko się już nie gniewaj, przepraszam, przepraszam…”.

Ja ciebie też przepraszam – wydukałam, bo czułam, że tyle samo włożyłam szaleństwa w tę kłótnię – bardzo przepraszam, też byłam głupia…  Jak dobrze, że wróciłeś… A te… frytki?

O frytkach opowiedział po dłuższej chwili, bo najpierw musieliśmy zacałować i uszanować nasz pierwszy powrót do siebie.  – Wychowywałem się w biedzie – zaczął. – Ale bywało wesoło i kolorowo. Dużo ogrodów, częste spotkania z sąsiadami i rodziną przy ognisku. Miałem ukochaną, młodą, ładną ciotkę. Obiecała ognisko i że będą frytki. FRYTKI!!! To był rarytas, marzenie! Miałem osiem lat i uwielbiałem frytki. O niczym innym już nie myślałem. Czekałem na ten wieczór jak na Boże Narodzenie. Świat był piękny, życie pełne kuszących obietnic, a ja byłem młodym bogiem, który się w tym nurzał po uszy.

Nadszedł ów wieczór, ognisko się paliło, dorośli piekli kiełbaski, które nic mnie nie obchodziły, bo ciotka wyszła z kuchni z misą frytek. Zaczęła nakładać dzieciakom, które przepychały się w kolejce. Stałem obok. A ty co? – zawołała do mnie ciotka. – Nie chcesz frytek? – Nie chcę – usłyszałem, jak odpowiada ktoś z mojego wnętrza. Stałem jak wryty. – Ty nie chcesz frytek?– wykrzyknęła już zdenerwowana ciotka. Czułem się jak zahipnotyzowany: – Nie chcę – odpowiedziałem głośno i pewnie, choć w środku już pojawiał się lęk, że coś złego właśnie się rozpoczyna. – Ach tak, nie chcesz frytek!? – wrzasnęła ciotka, rzucając miskę. – A w tyłek chcesz?! – I ruszyła ku mnie. Jakoś oderwałem się od ziemi i zacząłem uciekać. Ona za mną. Dorwała mnie pod płotem, w krzakach. Natłukła, krzycząc: – Już nie masz wstępu do mojego ogrodu, nigdy, słyszysz? Już cię tu nie chcę, pętaku!

Pobiegła, a ja zostałem sam, drżąc cały, nie mogąc złapać tchu i niepomiernie zadziwiony: jak to się stało? I CO się stało? Jak to możliwe, że jeszcze przed chwilą cudny świat pełen frytek otwierał się ku mnie, a teraz jestem wygnańcem bez ziemi, bez ciotki i bez frytek. I nikt inny, tylko ja sam sobie to zrobiłem… Ale dlaczego?!!!

Po jakimś czasie zrozumiałem. Raptem zapragnąłem, że skoro jest tak cudnie, to żeby było JESZCZE LEPIEJ! Nieświadomie czekałem na to, że moja ulubiona ciotka, która za mną przecież też przepadała, jeszcze mnie POPROSI, żebym chciał od niej te frytki.

Ciotkę później przeprosiłem, ona też przyznała, że zbytnio się uniosła. Życie już nigdy nie było takie samo. Zapamiętałem to przeżycie na zawsze. Lepsze jest wrogiem dobrego. Szanuj to, co masz. I pamiętaj, jak bardzo ty sam jesteś autorem tego, co cię spotyka.

Urzeczona tą opowieścią powiedziałam do mojej klientki: Gratuluję narzeczonego, mądry mężczyzna, gratuluję pierwszej, wspaniałej kłótni, po której będziecie mogli oboje w trudnych chwilach krzyknąć do siebie: Uwaga, FRYTKI! Czy pozwolicie, żeby i inni skosztowali Waszej mądrości?

Pozwolili.

Katarzyna Miller – psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie bój się życia”, „Kup kochance męża kwiaty”, „Chcę być kochana tak jak chcę”. Książki Katarzyny Miller do nabycia w naszym sklepie internetowym.