1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Dlaczego tak bardzo chcemy zatrzymać młodość?

Dlaczego tak bardzo chcemy zatrzymać młodość?

Czasami mamy problem z przekroczeniem granicznego progu 30, 40 czy 50 lat i traktujemy ten fakt jako coś trudnego, wstydliwego. (Fot. Getty Images)
Czasami mamy problem z przekroczeniem granicznego progu 30, 40 czy 50 lat i traktujemy ten fakt jako coś trudnego, wstydliwego. (Fot. Getty Images)
Lata lecą, czas ucieka, życie pędzi – konstatujemy z żalem. I desperacko próbujemy bronić się przed upływem czasu, odejmując sobie lat, wygładzając zmarszczki, poddając się wszechogarniającemu kultowi bycia młodym. A z drugiej strony – dość łatwo wpadamy w sieć stereotypów mówiących, że czegoś z wiekiem nie wypada albo coś koniecznie trzeba robić, mieć, sądzić. Dużo w tym niekonsekwencji, mało – zdrowego rozsądku.

Kto przyznaje się do swojego wieku, no kto? Zauważyłam, że im starsi ludzie, tym mniej mają z tym problemu. Większość z nas jednak niechętnie przyznaje się do tego, ile ma lat, a nawet pytana sprytnie je sobie odejmuje, co wyszło przy okazji badań socjologicznych na całkiem inne tematy.

Socjolog Tomasz Sobierajski: – Każde badanie zawiera tak zwaną metryczkę, w której ankietowani są proszeni o podanie swoich danych, między innymi wieku. Jakiś czas temu, nie tylko w Polsce, także na świecie, postanowiono powiedzieć: sprawdzam, czyli dowiedzieć się, czy wiek deklarowany przez badanych zgadza się z tym prawdziwym. I co się okazało? Że zdecydowana większość badanych odejmowała sobie lat. Co ciekawe, robiły to nie tylko kobiety, jak stereotypowo się uważa, lecz również mężczyźni. Miało to wpływ na wyniki badań, bo ludzie odejmowali sobie pięć, siedem, a nawet więcej lat. Zdaniem badanych bezpośrednie pytanie o wiek było dla nich niewygodne i zbyt inwigilujące. Teraz już zazwyczaj nie zostawia się pustego miejsca na podanie wieku, tylko umieszcza przedziały lat, do których badani mają się przypisać, na przykład: 20–30, 30–35 itd.

W pełni życia

Dlaczego ukrywamy prawdę o swoim wieku? Co sprawia, że nagle granica młodości stała się elastyczna? Tomasz Sobierajski uważa, że przyczyn jest wiele. Po pierwsze, czasami mamy problem z przekroczeniem granicznego progu 30, 40 czy 50 lat, traktujemy ten fakt jako coś trudnego, wstydliwego. I tak z każdą kolejną dekadą w metryce. A przy tym myślimy z politowaniem o ludziach mających problem z przechodzeniem przez niższy próg. „To śmieszne – myślimy sobie – że ona rozdziera szaty z powodu trzydziestki. Jak skończy pięćdziesiątkę, to dopiero zobaczy, jak to jest”. Jakoś nie przychodzi nam do głowy, żeby pomyśleć: „Mam dopiero 40 lat, za dziesięć będę wspominała ten moment jako fantastyczny”. Raczej utyskujemy na upływ czasu, postanawiamy na przykład, że po czterdziestce będziemy obchodzić tylko imieniny, a nie urodziny. I co? Urodzin rzeczywiście nie obchodzimy, ale dalej czujemy się młodzi. Bo granica, która wyznacza subiektywny koniec młodości, przesuwa się coraz dalej, choć – jak mówi socjolog – wydawało się, że apogeum kultu młodości miało miejsce dziesięć lat temu.

Druga przyczyna przesuwania granicy młodości upatrywana jest w baby boomie lat 50. i 60., kiedy to rodziło się dużo dzieci. I właśnie to pokolenie, zwane pokoleniem powojennym, ochoczo się dzisiaj odmładza.

– Socjologowie na całym świecie opisują to pokolenie jako buntowników, którzy całe życie byli czemuś przeciwni – mówi Tomasz Sobierajski. – Protestowali przeciw kolejnym rządom, reżimom, dyktaturom, wojnom. Buntowali się bardzo mocno przeciwko rodzicom, obyczajom, konwenansom, tradycji. Żadne inne pokolenie nie eksplodowało takim buntem młodości, jak pokolenie dzieci kwiatów. Nigdy potem ten sprzeciw nie był tak silnie zaznaczony pokoleniowo. Bo to, że dzieci buntują się przeciwko rodzicom, jest czymś normalnym. Ale tamten bunt był totalny, przeciwko wszystkiemu, w każdym kraju. W Polsce przeciw komunie, w Hiszpanii przeciw Franco, w Stanach przeciwko wojnie w Wietnamie i Nixonowi. No i kiedy przyszedł moment, że to pokolenie przekroczyło pięćdziesiątkę, zaczęło buntować się przeciwko starości. Zauważmy, że ludzie 50+ rządzą obecnie światem, zajmują najbardziej liczące się stanowiska, ale też decydują o produkcji wszelkich odmładzaczy, począwszy od kremów, poprzez witaminy, a na produktach bio skończywszy.

Kolejny powód przesuwania granicy młodości jest bardzo prozaiczny, a zarazem optymistyczny – żyjemy dłużej niż nasi rodzice i dziadkowie. W Polsce ta granica w przypadku kobiet przekracza 80 lat, a mężczyzn – 72 lata, a to oznacza, że dużo ludzi dożywa do setki. Jeszcze 30 lat temu ktoś, kto skończył 50 lat, był uważany za staruszka, który przekroczył smugę cienia. W czasach komunistycznych granica młodości wyznaczana była administracyjnie i determinowała określone prawa, na przykład do młodzieżowych organizacji można było należeć tylko do 35. roku życia. A dzisiaj? 50-latkowie czują się w pełni sił, intensywnie pracują, dbają o siebie. Zważywszy na postęp medycyny, zdrowe odżywianie, uprawianie sportów, ci ludzie znajdują się tak naprawdę w środku życia. Socjolog zwraca uwagę jeszcze na jeden powód przesunięcia granicy młodości dojrzałych ludzi. Jako rodzice dorosłych dzieci – rozkojarzonych, niesamodzielnych – tak naprawdę nie mają wyjścia, muszą czuć się młodo, bo ciągle mają się kim opiekować.

Czas płynie, potem pędzi

Z przeprowadzonych badań koordynowanych przez Tomasza Sobierajskiego wynika, że 56 procent Polaków czuje się młodziej, niż świadczyłaby o tym metryka, a zaledwie dziesięć procent ocenia swój wiek na więcej lat, niż ma obecnie. Zdaniem ankietowanych najlepszym okresem w życiu jest wiek 30 lat, przy czym według osób od 18 do 34 lat na koniec młodości przypadają lata 33–35, natomiast ankietowani powyżej 35. roku życia skłaniają się ku okresowi „po czterdziestce”. W badaniach granica młodości kobiet przypada na 43 lata, a mężczyzn – 37 lat. Co ciekawe, okazuje się, że wraz z wiekiem zmieniamy stosunek do upływającego czasu. Jako młodzi ludzie uważamy, że czas płynie, jako starsi oceniamy, że „biegnie”, a nawet „pędzi”. Zdaniem Tomasza Sobierajskiego takie postrzeganie czasu może być związane ze zwiększającą się liczbą obowiązków i zakresu odpowiedzialności.

Douwe Draaisma (rocznik 1955), profesor psychologii Uniwersytetu w Groningen w Holandii, uważa, że ocena wieku i upływu czasu zależą od naszego zegara biologicznego. Gdy jesteśmy starsi, czyli gdy nasze funkcje życiowe ulegają spowolnieniu, mamy poczucie przyspieszenia świata. Po prostu dlatego, że za nim nie nadążamy. Draaisma, stawiając w tytule książki pytanie: „Dlaczego życie płynie szybciej, gdy się starzejemy”, odpowiada obrazowo, porównując obiektywny, odmierzany zegarem czas do rzeki płynącej w równym tempie przez nizinę, a nasze życie do pór dnia. Na początku dnia (życia) człowiek biegnie jeszcze raźno wzdłuż brzegu, szybciej od nurtu rzeki. Koło południa jego prędkość się nieco zmniejsza i jest równa prędkości, z jaką płynie rzeka. Pod wieczór, gdy człowiek zaczyna odczuwać zmęczenie, wydaje mu się, że nurt przyspiesza, a on zostaje z tyłu. W końcu idący zatrzymuje się i kładzie obok rzeki, która nadal płynie w takim samym, niezakłóconym tempie, w jakim płynęła przez cały dzień.

Postrzeganie upływu lat zależy od wieku postrzegającego. Siostrzeniec Tomasza Sobierajskiego (11 lat) na pytanie, ile lat ma jego wychowawczyni, odpowiada: „Jest stara”. Dopytywany, co to znaczy, uściśla, że pani ma 35 lat. – Z jego punktu widzenia trzydziestka to wiek mocno dojrzały, i to normalne – ocenia socjolog. – Przyznam, że niezmiernie cieszy mnie to, że ludzie coraz dłużej czują się młodzi, czyli że – jak wyszło w badaniach – kobiety uważają się młode do 43. roku życia, a mężczyźni do 37.

Skąd ta różnica w wyznaczaniu granicy przez kobiety i mężczyzn? Zdaniem socjologa stąd, że kobiety prowadzą bardziej higieniczny tryb życia, mimo że mają dużo więcej obowiązków, bo pracują, zajmują się domem, wychowaniem dzieci, a często przejmują także część obowiązków zarezerwowanych dotychczas dla mężczyzn, jak budowa domu. Przywiązują jednak dużo większą wagę do tego, jak się odżywiają, bardziej dbają o siebie. Mężczyźni natomiast prowadzą się dużo gorzej, pozwalają sobie na dużo więcej wykroczeń, czyli palą, piją, tyją, a jednocześnie dużo rzadziej zgłaszają się do lekarza, a dbanie o swoje zdrowie uważają za niemęskie.

Nie odbiło im, oni chcą żyć!

To, że Polacy po pięćdziesiątce czują się świetnie, chcą pracować, to bardzo dobra wiadomość. Jako społeczeństwo starzejemy się i kto, jak nie ludzie w sile wieku, ma pracować na swoją emeryturę.

Tomasz Sobierajski uważa, że pora zweryfikować pojęcie seniora. Pamięta, jak kilka lat temu na rynku w Krakowie zobaczył wielki baner informujący o szkoleniu dla seniorów, czyli osób 50+. Pomyślał, że chyba ten, kto to pisał, nie wie, o kim mowa. Bo gdyby ludzi po pięćdziesiątce uznać za seniorów, to trzeba by odesłać na emeryturę niemal wszystkich rządzących tego świata, a także szefów koncernów, którzy decydują, jak wygląda nasze życie, kształtują nasze gusta.

– Nieliczenie się z tymi ludźmi, z ich odczuciami, wiedzą, umiejętnościami, doświadczeniem, wywieranie na nich presji, żeby się odsunęli i zrobili miejsce młodym, to ogromna pomyłka. Po pierwsze, dlatego że nie pozwala na to sytuacja demograficzna. Nie ma tylu młodych wykształconych ludzi, którzy by zajęli miejsce 50-latków czy 60-latków. A po drugie, cieszę się, że zwracamy uwagę nie tylko na młodość, ale także na doświadczenie. Zresztą coraz częściej postrzegamy doświadczenie, dojrzałą energię jako inny odcień młodości. Mówiąc „młodzi”, nie myślimy już tylko o 18-latkach, ale o 20-latkach, 30-latkach, a nawet o ludziach powyżej czterdziestki. Moim zdaniem bardzo dobrze, że granice młodości się wydłużyły. Także dlatego, że ten fakt na pewno wpłynie na nasze samopoczucie.

– Psycholog powiedziałby, że należy akceptować upływający czas – prowokuję.

– Wiem, do czego pani zmierza. To pułapka myślowa, której do końca nie rozumiem.

– Według mnie chodzi o to, żeby akceptować swój wiek, ale nie zgadzać się na stereotypy, w które się nas wpędza.

– Podpisuję się pod tym stwierdzeniem. Tymczasem dość łatwo wrzuca się ludzi w wiekowe stereotypy. Gdy 50-letnia kobieta zaczyna przygodę z tenisem, skacze ze spadochronem albo przygotowuje się do maratonu, mówi się: „Odbiło jej, przechodzi kryzys związany z wiekiem”. A dlaczego nie spojrzy się na to w ten sposób, że odchowała dzieci, ma więcej czasu, pieniędzy, możliwości, żeby realizować się w upragnionych dziedzinach życia? To nie psychologiczna wywrotka, tylko fakt, że wreszcie może sobie pozwolić na coś, na co dotychczas nie mogła. Jestem przeciwny temu, jaką rolę przypisuje się współcześnie babciom. Zarówno kulturowo, jak i rodzinnie wywiera się presję na 50-letnie kobiety, że mają wszystko rzucać, rezygnować z pracy, którą kochają, żeby opiekować się wnukami, bo ich dzieci muszą pracować i się realizować. Pytam: Za jakie grzechy?

Rzeczywiście, jesteśmy mocno zdeterminowani przez stereotypowe postrzeganie wieku. Kiedy przyznajemy się do czterdziestki czy pięćdziesiątki, od razu zostajemy włożeni do odpowiedniej szufladki: tego nie wolno, tego nie wypada, to wstyd. Wiele osób, przekraczając określony wiek, poddaje się tej presji i rezygnuje z wielu czynności, bo ludzie nie mają siły i odwagi, żeby z tym walczyć.

– Stereotypy dotyczące wieku uważam za szczególnie krzywdzące, bo niesamowicie podcinają ludziom skrzydła – konstatuje Tomasz Sobierajski. – Oczywiście, informacje o człowieku, takie jak wiek, pomagają nam, bo wiemy, jak się do niego zwracać. Ale często zapominamy, że za tym obrazem, który sobie tworzymy, gdzieś w środku jest człowiek, który ma inne marzenia, inne pragnienia, niekoniecznie przystające do tego kulturowego kanonu. Mój ojciec ma 77 lat i właśnie się zakochał. Nie uległ stereotypowi, że po siedemdziesiątce nie wypada przeżyć miłości, dał sobie do niej prawo.

Wyciśnij z mózgu, co się da

Nauka przytacza coraz więcej dowodów na to, że starzenie się nie musi równać się tylko utracie (zdrowia, kondycji, siły). Może oznaczać także ze wszech miar pozytywne zmiany. Elkhonon Goldberg, neuropsycholog, badacz mózgu, dowodzi, że wraz z wiekiem, owszem, kurczy się prawa półkula mózgu (nazywana półkulą nowości, siedzibą negatywnych emocji), ale za to rośnie znaczenie półkuli lewej (magazynu dobrze wykształconych wzorców, powiązanego z dobrymi emocjami). Goldberg przekonuje, że nasz mózg przez całe życie wykazuje dużą plastyczność. Okazało się – wbrew temu, co sądzili do niedawna naukowcy – że neurony tworzą się do końca naszej aktywności. Im bardziej wykorzystujemy nasz mózg, tym więcej powstaje w nim nowych neuronów, które trafiają do najintensywniej używanych części mózgu, a więc wraz z wiekiem do półkuli lewej. Wszystko to prowadzi do fascynującego wniosku, jeszcze kilka lat temu uznawanego za fantastykę: można zwiększyć żywotność mózgu, ćwicząc go! Zatem wyciśnijmy z mózgu, co się da – zachęca Goldberg.

Jego zdaniem starzenie się nie musi być więc takie straszne. Właściwie może być nawet czymś, czego powinniśmy z niecierpliwością wyglądać i z czego możemy czerpać radość. Bo lata w metryce przekładają się na życiową mądrość i dobre emocje dla ludzi i świata. Pod jednym wszakże warunkiem – że będziemy dbać o nasz mózg. Podobnie jak o ciało, psychikę. Zatem bicie na alarm, że świat zwariował, bo ludzie zatracają się w staraniach o zatrzymanie czasu, wydaje się grubo przesadzone. Z jednym zastrzeżeniem: trzeba rozróżnić kult młodości polegający na dbaniu o zdrowie, rozwój i wygląd od kultu młodości lansowanego przez marketingowców. Spece od marketingu wmawiają nam bowiem, że niektóre ubrania, samochody, wycieczki są tylko dla młodych. Na telewizyjnej wizji pojawiają się też młodzi czasem w niewiarygodnej roli, na przykład autora relacji z wojennego frontu.

– Tego rodzaju kult młodości jest dość niebezpieczny – ocenia socjolog – ponieważ prowadzi do zafałszowania rzeczywistości, wykluczenia dojrzałych ludzi, którzy są motorem napędowym gospodarki, kultury. Ale i to powoli się zmienia. Marketingowcy zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że starsze pokolenie ma więcej pieniędzy, i zaczynają do tych ludzi adresować swoje działania. Nie widzę żadnego powodu do oburzenia tym, że ktoś próbuje zatrzymać swój wiek. Najczęściej jako przykład podaje się piosenkarkę Cher, która jest po siedemdziesiątce, a wygląda znakomicie, bo robi sobie operacje plastyczne. Jeśli dobrze się z tym czuje, niech robi! Jeśli ktoś chce uprawiać sporty ekstremalne w zaawansowanym wieku, niech uprawia! Nie osądzajmy, nie ferujmy wyroków zbyt łatwo. Większość z nas płynie z nurtem rzeki, to typowe społeczne zachowanie, więc jeśli ktoś postanawia wyjść z tej rzeki i pójść pieszo brzegiem, wywołuje naszą irytację. A może zamiast się irytować i próbować wciągnąć go z powrotem w główny nurt, warto wziąć z niego przykład i odważniej zawalczyć o siebie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Seks nie ma daty ważności

Rodzimy się seksualni i umieramy seksualni. Wiek jest wtórny, ważniejsze są nasze decyzje. (Fot. iStock)
Rodzimy się seksualni i umieramy seksualni. Wiek jest wtórny, ważniejsze są nasze decyzje. (Fot. iStock)
Mimo upływu lat nie warto rezygnować z przyjemności, jaką daje fizyczna intymność. Zwłaszcza że seks wprawia w euforię i „daje kopa” do działania. O znaczeniu seksualności w dojrzałym wieku mówi sex coach Marta Niedźwiecka.

Mimo upływu lat nie warto rezygnować z przyjemności, jaką daje fizyczna intymność. Zwłaszcza że seks wprawia w euforię i „daje kopa” do działania. O znaczeniu seksualności w dojrzałym wieku mówi sex coach Marta Niedźwiecka.

W jakim wieku człowiek przestaje myśleć o seksie? W zasadzie powinnam odpowiedzieć na to pytanie przewrotnie. Ludzie, ujmując nas bardzo ogólnie, nie przestają myśleć o seksie do samego końca. Problem w tym, że w pewnych kulturach dość szybko, przedwcześnie, przestają o nim mówić, przestają go uprawiać. I wtedy zaczyna się ich starość. Tymczasem rodzimy się seksualni i umieramy seksualni. Wiek więc jest wtórny, ważniejsze są nasze decyzje.

Sądząc po filmach i kolorowej prasie, można by przypuszczać, że najpóźniej koło pięćdziesiątki pożądanie umiera. Wszyscy kochankowie są młodzi, piękni i zdolni do ekwilibrystyki w łóżku... Popkultura jest źródłem wielu nieporozumień, a nawet wypaczeń w naszej seksualności. Dojrzałych osób nie przedstawia się jako namiętnych, kochających, pożądających, utrwalając w ten sposób mylne przekonania, że seks jest jedynie dla młodych ludzi. Oczywiście z wiekiem niektóre aspekty seksualności mogą, choć nie muszą, przysparzać dodatkowych wyzwań, ale to nie oznacza, że na seksie jest umieszczony termin ważności. Co więcej, aktywność seksualna w wieloletnich relacjach wpływa zarówno na dobre samopoczucie psychiczne partnerów, jak i na trwałość relacji. Zatem nie warto wycofywać się z seksu z byle powodu, takiego jak ukończenie czterdziestego czy pięćdziesiątego roku życia. Wraz ze starzeniem się społeczeństw Zachodu pojawia się coraz większe zrozumienie, że nieobecność seksu osób dojrzałych w mediach, brak wiedzy i stereotypowe myślenie bardzo negatywnie wpływają na życie psychoseksualne seniorów.

Faktem jest jednak, że z wiekiem organizm narzuca nam pewne ograniczenia. Co wtedy? Są dwa aspekty starzenia się i seksualności. Pierwszy to taki, że zarówno akt seksualny, jak i w ogóle aktywność w tym obszarze mogą być związane z dyskomfortem na przykład wywołanym trudnościami z erekcją albo schorzeniami, które pośrednio wpływają na możliwości seksualne: cukrzycą, nadciśnieniem, chorobami układu kostno-stawowego. I tutaj równie ważne co osobiste nastawienie jest wsparcie lekarzy czy terapeutów. Rzetelne informacje na temat kondycji, w jakiej dana osoba się znajduje, czy środków, którymi może się posługiwać, by sobie pomóc. Tymczasem w Polsce seksualność osób dojrzałych jest tematem wstydliwym nawet w gabinetach. Drugi aspekt wiąże się z tym, że osoby dojrzałe same wycofują się z życia seksualnego pod dowolnym pretekstem: bo kręgosłup pobolewa, bo nie mamy siły na erotyczne figle. Obu tym postawom zdecydowanie sprzyja brak rzeczowej wiedzy oraz pustka kulturowa, o której już wspominałyśmy. Na to nakłada się brak pozytywnych punktów odniesienia. Mało kto zna dojrzałą parę, która cieszy się życiem seksualnym i może posłużyć za osobisty wzorzec modyfikujący nasze zachowania. Dlatego też, jeśli sami się starzejemy, to jesteśmy bardziej skłonni widzieć zmierzch seksu jako nieuchronny.

Chciałabym zaznaczyć bardzo ważną sprawę: starzenie się kończy seks postrzegany jako penetrację waginalną. Wpływają na to zarówno zmiany po stronie mężczyzn, czyli nasilające się zaburzenia erekcji, jak i zmiany fizjologiczne u kobiet – niedobory hormonalne, suchość pochwy i inne. Jednak seks to nie tylko penetracja waginalna i nie zawsze prowadzona penisem. Dojrzali kochankowie, nawet jeżeli czasowo nie mogą uprawiać tradycyjnego seksu, wiedzą, jak wspomagać się zabawkami, lubrykantami, jak korzystać z innych form pieszczot i stymulacji.

Z jakimi – poza fizycznością – problemami w seksie spotykają się najczęściej dojrzali partnerzy? Jednym z najpoważniejszych jest zmiana wewnętrznego obrazu ciała. Ponieważ żyjemy w kulturze zdominowanej przez obrazy młodości, mamy wrażenie, że tylko młodzi, piękni ludzie zasługują na udane życie seksualne. Wiele osób, jeszcze nim zdąży się zestarzeć, doświadcza problemów związanych z lękami o wygląd ciała, atrakcyjność. To od nich uzależniają bycie przyjętym przez partnera, szanse na wzbudzenie podniecenia seksualnego. Naturalne zmiany w ciele, na przykład wywołane menopauzą, potrafią brutalnie zniszczyć samoocenę kobiet. Mężczyźni z kolei zmagają się z kryzysem męskości rozumianej jako sprawność seksualna. Na psychikę osób dojrzałych negatywnie wpływają także choroby, odchodzenie bliskich osób. W tym czasie należy szczególnie troszczyć się o swój dobrostan.

Jakie znaczenie ma seks dla dojrzałych partnerów? Seks dosłownie przeciwdziała starzeniu się – nie tylko ciała, ale i ducha. Hormony wydzielane w czasie udanego aktu seksualnego działają pobudzająco i euforyzująco. Bliskość emocjonalna, którą buduje udane życie seksualne partnerów, jest bezcenna na tym etapie życia i przeciwdziała depresji. W zasadzie można powiedzieć, że pielęgnowanie udanego życia seksualnego w wieku dojrzałym jest odpowiedzią na niemal wszystkie wyzwania emocjonalne, z którymi borykają się ludzie po przekroczeniu umownego progu, jakim jest sześćdziesiąty rok życia.

Jakie sfery seksualności mogą rozwijać seniorzy, żeby czerpać radość z seksu nawet w późnym wieku? Przede wszystkim należy zadbać o własne nastawienie. Jeśli uznamy, że seks jest ważny, że służy nam i naszej relacji, że coś dzięki niemu zyskujemy, to zechce się nam podejmować działania. Jednym słowem dobra motywacja pozwoli się zmobilizować, pomimo że trzeba będzie znieść na przykład dyskomfort rozmowy z lekarzem o problemach zdrowotnych albo podjąć wysiłek i czytać książki czy szukać inspiracji gdzie indziej. Zdecydowanie warto poświęcić czas na znalezienie pozaseksualnych aktywności, które przynoszą nam poczucie szczęścia i spełnienia. Tylko uwaga: nie chodzi o opiekę nad wnukami albo sprzątanie! Raczej o podróże, lektury, spotkania z ludźmi. Działania, które angażują emocjonalnie, wspierają poczucie własnej wartości, angażują zmysłowo. Najlepiej, by partnerzy interesowali się nimi wspólnie, bo to znakomity punkt wyjścia w budowaniu napięcia erotycznego. Dużo lepiej będzie się myślało o wspólnej nocy w czasie romantycznej wycieczki zakończonej dobrą kolacją niż po całym dniu przebywania w domu. Bezcenne jest oczywiście pielęgnowanie umiarkowanej aktywności fizycznej, która nie tylko wspiera utrzymanie dobrostanu, ale także pomaga zachować dobrą kondycję seksualną.

Czy wiesz, że?

Suchość pochwy powoduje dyskomfort w okolicach intymnych związany z brakiem wilgotności w pochwie, u jej wejścia oraz w obszarze sromu. Czasami towarzyszy mu  pieczenie, swędzenie czy nawet ból albo wrażenie pulsowania i ucisku w pochwie. Te nieprzyjemne objawy mogą pojawiać się nie tylko w czasie stosunku i bezpośrednio po nim, często występują także podczas chodzenia, jazdy rowerem czy noszenia obcisłych ubrań.

W okresie okołomenopauzalnym spada poziom estrogenów i ścianki pochwy stają się cieńsze, mniej elastyczne i nawilżone, a wagina jest bardziej wrażliwa na różnego rodzaju bodźce, więc problem suchości pochwy najczęściej dotyka kobiet po 45. roku życia.

Najczęściej, ale nie tylko - dolegliwość może wiązać się także z operacją jajników, karmieniem piersią czy przyjmowaniem pigułek antykoncepcyjnych. Problem mogą także wyzwolić wahania hormonów, niektóre schorzenia przemiany materii, leki, radioterapia przy chorobach nowotworowych czy zwykły stres.

Po zauważeniu objawów suchości pochwy kobieta powinna przede wszystkim porozmawiać z lekarzem, ponieważ skuteczna kuracja zależy od przyczyny dolegliwości.

Kobietom w wieku okołomenopauzalnym Północnoamerykańskie Towarzystwo Menopauzy (North American Menopause Society) zaleca w pierwszej kolejności stosować produkty niehormonalne w postaci kremu lub żelu. Ważne, by wybrana metoda przywróciła kobiecie dobre samopoczucie i pozwoliła cieszyć się pełnią życia, także seksualnego.

  1. Zdrowie

Co wpływa na nasze starzenie? Jakie czynniki przyspieszają ten proces?

Medycyna anti-ageing ma za zadanie spowolnić starzenie organizmu we wszystkich aspektach, takich jak wygląd, poczucie siły, zdrowia, zadowolenia z życia. (fot. iStock)
Medycyna anti-ageing ma za zadanie spowolnić starzenie organizmu we wszystkich aspektach, takich jak wygląd, poczucie siły, zdrowia, zadowolenia z życia. (fot. iStock)
W obecnych czasach medycyna przedłuża życie, ale nasze oczekiwania rosną i chcemy w miarę upływu lat zachować młodość. Ku takim potrzebom wychodzi naprzeciw medycyna estetyczna, czy chirurgia plastyczna. Ale czy zastanawialiście się, jak zatrzymać czas i zdrowie wewnątrz naszego ciała? Tu z pomocą przychodzi anti-ageing, czyli medycyna przeciwstarzeniowa.

Starzenie – na czym polega?

W skrócie mówiąc - na stresie oksydacyjnym. Co to takiego? Nasze komórki oddychając tlenem, pobierając pokarm i wodę wytwarzają tzw. wolne rodniki tlenowe, które są ubocznymi produktami metabolizmu. Te wolne rodniki tlenowe nas uszkadzają. Zauważmy, że abyśmy dobrze czuli się w swoim ciele, bardzo ważnym aspektem są zdrowe komórki naszego ciała, a im więcej rodników tlenowych, tym gorzej dla naszego materiału genetycznego i dla naszych komórek. Wolne rodniki tlenowe powodują m.in. uszkodzenie naszego DNA (w tym telomerów - fragmentów chromosomów, zlokalizowanych na ich końcach, które zabezpieczają je przed uszkodzeniem podczas kopiowania.)

Warto zaznaczyć, że jednym z czynników, które wpływają na przyspieszone starzenie jest otyłość. Polska jest obecnie jednym z krajów europejskich, gdzie występuje największa otyłość wśród dzieci.

Dodam też, że nasze organizmy mają różne zdolności do usuwania rodników tlenowych.

Przyczyna wolnych rodników

Tworzenie wolnych rodników powodują: stres, pośpiech, chroniczne napięcie nerwowe, palenie papierosów, spaliny samochodowe, brak aktywności fizycznej, szybkie jedzenie, wysoko przetworzone produkty żywnościowe itd., czyli obecny styl życia. Dodam, że mięso czerwone też jest niekorzystne dla naszego zdrowia i nasila nie tylko produkcję wolnych rodników, ale także stan zapalny w organizmie. Doskonale widać to u pacjentek chorujących na endometriozę, które po spożyciu wołowiny mogą mieć nasilenie dolegliwości bólowych i rozwój ognisk zapalnych endometriozy (endometrioza to choroba polegająca na występowaniu błony śluzowej macicy poza nią, co powoduje różne dolegliwości, w tym bólowe). Zatem zweryfikujmy naszą dietę pod tym kątem.

Genetyka i antyoksydanty

Na pewno dużą rolę w wytwarzaniu wolnych rodników tlenowych odgrywa czynnik genetyczny. Myślę, że znacie osoby i ich rodziny, które długo wyglądają młodo, są sprawne i wolno się starzeją. Jednak geny genami, ale procesy usuwania wolnych rodników tlenowych można wspomóc! Z pomocą przychodzą nam antyoksydanty.

Antyoksydanty to produkty występujące w żywności, które niwelują stres oksydacyjny i powstawanie wolnych rodników tlenowych. Należą do nich: aronia, jagody, fasole, żurawina, buraki, porzeczki, maliny, truskawki, kakao, orzechy, ziarna, wino czerwone niefiltrowane. Dodatkowo w naszej diecie warto sięgnąć po zioła. Te o największej mocy określane mogą być akronimem TOR (który wymyśliłam, aby pacjenci łatwiej zapamiętali), czyli T-tymianek, O-oregano, R-rozmaryn. Doskonałym źródłem tych zbawiennych substancji jest również kurkuma, a także cynamon i goździki – przyprawy, które można dodać do kompotu, czy słodkiej potrawy. Zachęcam do używania przypraw oraz spożywania owoców, szczególnie tych ciemnych z drobnymi pestkami.

Co ponadto wpływa na lepsze usuwanie wolnych rodników tlenowych? - Zwykle są to rzeczy, na które nie mamy ani ochoty, ani czasu, jak aktywność fizyczna, czy post przerywany (robienie dłuższych przerw w niespożywaniu pokarmów).

Na koniec jeszcze odniosę się do wina. Mimo, że jest ono źródłem antyoksydantów, jest to także alkohol i należy kontrolować jego spożycie, aby się nie uzależnić.

dr n. med. Luiza Napiórkowska specjalizuje się m.in. w medycynie anti-ageing (fot. archiwum prywatne) dr n. med. Luiza Napiórkowska specjalizuje się m.in. w medycynie anti-ageing (fot. archiwum prywatne)

Dr n. med. Luiza Napiórkowska: specjalista endokrynologii i diabetologii, lekarz chorób wewnętrznych. Ma 20-letnie doświadczenie kliniczne, zdobywane m.in. w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Brazylii oraz w Polsce – w Klinice Endokrynologii i Diabetologii CSK MSWiA w Warszawie. Od 2019r. jest autorką bloga medycznego „Okiem Doktor Luizy”, poprzez który realizuje swój cel szerzenia profilaktyki zdrowotnej. Regularnie publikuje także w mediach społecznościowych, gdzie towarzyszy jej aktywna społeczność (prawie 70 tys. osób).

  1. Moda i uroda

Koenzym q10 - jak działa, jakie ma właściwości?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Koenzym q10 jest znanym składnikiem preparatów kosmetycznych do pielęgnacji ciała i przeciwdziałania starzeniu się skóry. Jednak związek ten wykazuje korzystne działanie także na zdrowie, ponieważ to od niego zależy wytwarzanie energii w każdej komórce organizmu. Poznaj najważniejsze właściwości koenzymu q10!

Co to jest koenzym q10 i jakie ma znaczenie?

Wymieniając związki najważniejsze dla organizmu, koenzym q10 znajdzie się w czołówce. Związek ten bierze udział w procesie wytwarzania energii przez każdą komórkę ludzkiego ciała. Jest więc niezbędny do zachowania zdrowia i życia.

Koenzym q10 określany jest także witaminą oraz ubichinonem. Ostatnią nazwę zawdzięcza powszechnemu występowaniu w wielu organach różnych stworzeń, w tym u ludzi. Nie zmienia to jednak faktu, że jego wytwarzanie przez organizm często okazuje się niedostateczne. Liczne właściwości koenzymu q10 są niemal nieustannie wykorzystywane, przez co, w dobie spożywania produktów wysoko przetworzonych i narażenia na zanieczyszczenia, wciąż wzrasta zapotrzebowanie na ten związek.

Koenzym q10 – właściwości ważne dla zdrowia i urody

Zachowanie zdrowia narządów możliwe jest m.in. dzięki koenzymowi q10. Wpływa on korzystnie niemal na wszystkie narządy, zmniejszając ryzyko wielu chorób. Związek ten okazuje się szczególnie istotny w profilaktyce schorzeń układu krążeniowego, w tym miażdżycy i chorób serca. Wspomaga osoby cierpiące na chorobę Parkinsona i Alzheimera, cukrzycę oraz nadciśnienie.

Korzystne działanie tego związku dotyczy także urody. Koenzym q10 zyskał miano eliksiru młodości, ponieważ jest niezbędny do odnowy biologicznej komórek. Jako silny, naturalny antyoksydant zabezpiecza komórki przed stresem oksydacyjnym, umożliwia ich oczyszczanie z toksyn i stanowi pierwszą barierę ochronną przed szkodliwymi czynnikami.

Jakie objawy wskazują na niedobory koenzymu q10?

Spadek poziomu koenzymu q10 szczególnie niekorzystnie wpływa na mózg i serce. Narządy te są bardzo wrażliwe na obniżenie metabolizmu energetycznego, dlatego też deficyt koenzymu przyczynia się do rozwoju poważnych schorzeń.

Początkowo jednak objawy niedoboru koenzymu q10 dotyczą samopoczucia. Chroniczne zmęczenie, problemy ze snem, apatia i niska wydolność fizyczna mogą sugerować, że w organizmie brakuje tego związku.

Do pozostałych objawów zalicza się m.in.:

  • podwyższony poziom cholesterolu,
  • wrażliwość na hałas,
  • problemy ze słuchem i wzrokiem,
  • osłabiona odporność,
  • przedwczesne starzenia,
  • problemy z cerą,
  • utrata apetytu.

W jakich produktach występuje naturalny koenzym q10?

Naturalny koenzym jest syntetyzowany w wątrobie, jednak jego wytwarzanie maleje wraz z wiekiem, a także pod wpływem czynników, jak np.:
  • wysiłek fizyczny,
  • używki, zwłaszcza palenie papierosów,
  • przyjmowanie leków przeciwcholesterolowych z grupy statyn,
  • niezdrowa dieta.
Koenzym q10 znajdziemy także w produktach spożywczych, takich jak m.in.:
  • jaja;
  • ryby;
  • mleko, jogurty, ser żółty;
  • jabłka, mandarynki, porzeczki, truskawki;
  • ziemniaki, brokuły, szpinak, pomidory, kalafior, marchew, groch;
  • pieczywo pełnoziarniste;
  • olej rzepakowy.

Jak przyjmować koenzym q10, z czym go łączyć?

Suplementacja koenzymu q10 zalecana jest przede wszystkim osobom, u których dochodzi do zwiększonego zapotrzebowania na ten związek. Preparaty z jego zawartością mogą stanowić także profilaktykę przeciwchorobową oraz sposób na poprawę wyglądu i przeciwdziałanie przedwczesnemu starzeniu się skóry.

Związek ten nie rozpuszcza się w wodzie, a w tłuszczach. Koenzym q10 warto więc przyjmować w niedalekim odstępie czasowym od posiłków zawierających zdrowe tłuszcze pochodzenia zwierzęcego lub roślinnego.

Koenzym q10 działa synergicznie z innymi antyoksydantami. Może więc być przyjmowany jednocześnie np. z witaminą E – połączenie takie często znajduje się w preparatach kosmetycznych zawierających koenzym q10.

  1. Psychologia

Każdy wiek ma swoje ograniczenia, ale i wiele przywilejów

Te wszystkie kopniaki, które dostajemy od życia, są właśnie po to, żeby kiedyś rozsiąść się wygodnie z poczuciem, że jestem na swoim miejscu, i rozkoszować się byciem. (Fot. iStock)
Te wszystkie kopniaki, które dostajemy od życia, są właśnie po to, żeby kiedyś rozsiąść się wygodnie z poczuciem, że jestem na swoim miejscu, i rozkoszować się byciem. (Fot. iStock)
Nie da się ukryć, starzejemy się. Ale to od nas zależy, czy przyjmiemy ten fakt z lękiem, w zaprzeczeniu, czy w procesie akceptacji. Każdy wiek ma swoje ograniczenia, ale i przywileje. Na wszystko jest odpowiedni czas. I to jest piękne!

Ktoś mądry porównał życie kobiety do domu i ogrodu: pierwsza połowa, tak gdzieś do czterdziestki, to czas pielęgnowania ogródka, w drugiej dbasz przede wszystkim o wnętrze swojego domostwa. Tak to wymyśliła natura. Do okresu menopauzy hormony dopingują nas do dbania o innych: troszczenia się, zaspokajania potrzeb. Po czterdziestce, kiedy spada poziom oksytocyny, za to testosteron ma się całkiem nieźle, zaczynamy dbać przede wszystkim o siebie. I to jest dobra wiadomość.

Straty i zyski

Fizyczna więź z matką – to pierwsze, co tracimy. Od chwili, kiedy położna przetnie pępowinę, rozpoczyna się proces strat. Lęk przed stratą to zawoalowany lęk przed śmiercią. Na przestrzeni lat tracimy pieniądze, obiekty miłości, przyjaciół, pracę, przekonania, iluzje, a także złudzenia na własny temat. Kiedy mamy 20, 30, 40 lat – strata dotkliwie rani. Bilans życia, który większość z nas robi koło czterdziestki, to najtrudniejsze doświadczenie, które po raz pierwszy tak dotkliwie ukazuje, ile rzeczy, spraw, możliwości zostaje poza naszym zasięgiem. Wiele kobiet w tym wieku zapada na depresję. Te, które pojawiają się w moim gabinecie, skarżą się na zniechęcenie, przerażenie, poczucie, że ich życie stanęło w miejscu, że dawne pasje, marzenia i oczekiwania już się zdezaktualizowały, a nowych jeszcze nie ma. Potem jest łatwiej, bo z poczuciem straty pojawia się przeczucie czegoś nowego.

Od kilku lat, ilekroć coś mi się nie uda, umknie mi jakaś szansa, pryśnie jakaś nadzieja, po chwili smutku pojawia się pytanie: „Czy to naprawdę było dla mnie ważne, czy rzeczywiście tego chciałam?”. Zachłanny apetyt na świat, tak charakterystyczny dla młodych, chęć walki o wszystko, co wymyka się z rąk, zostaje zastąpiony zgodą na to, że coś się kończy bądź nas omija, i przyjęciem nowego – z wiarą, że wszystko, co się pojawi, będzie dla nas dobre. Czasami tak trudno wytłumaczyć osobie, która właśnie straciła przyjaźń, pracę, pieniądze czy ważny związek, że jedyne, co ma do zrobienia, to przeżyć żałobę po stracie i otworzyć się na nowe szanse.

Młodzi w takich wypadkach najczęściej dewaluują to, co stracili, bo wtedy łatwiej jest im się z tym pogodzić. Wraz z doświadczeniem życiowym przekonujemy się, że czas, ten nieubłagany, nieprzekupny, nie do zatrzymania – tak naprawdę leczy rany. Pozwala nam z szacunkiem, a nie w złości lub rozpaczy, pożegnać stare i przywitać nowe.

Ciało – wróg czy przyjaciel?

Do czterdziestki nasze ciało cierpliwie znosi wszystkie przewinienia: brak snu i ruchu, złą dietę, używki. Po czterdziestce nie ma zmiłuj się. Myślę, że jest to związane nie tylko z faktem, że „zaniedbane” ciało coraz głośniej krzyczy, ale także z tym, że nastaje w naszym życiu czas pielęgnacji wnętrza domostwa. Sprawy świata zewnętrznego w naturalny sposób przestają zaprzątać naszą uwagę. Kierujemy się bardziej do wewnątrz. Kiedy pytam trzydziestolatkę, dlaczego lubi biegać albo ćwiczyć w siłowni, zwykle słyszę, że po prostu dba o kondycję albo że lubi się zmęczyć. Po czterdziestce nasze ciało upomina się o świadomy ruch – inaczej choruje. Kiedy zaczynamy podążać za tym, co w ciele, okazuje się, że strata przysycha i pojawiają się nowe szanse albo coś, co wydawało się najważniejsze na świecie, nie jest wcale takie ważne. Z biegiem czasu stajemy się coraz bardziej zintegrowane, wewnętrznie spójne.

A co ze zmarszczkami, fałdą na brzuchu czy cellulitem? Jeśli czujesz, że chcesz poprawiać Pana Boga, masz prawo, tylko czy wiesz, po co? Kilka lat temu pracowałam w klinice chirurgii plastycznej. Moim zadaniem było między innymi sprawdzanie, czy decyzja pacjentki o operacji jest świadoma. Większość kobiet w dwóch pierwszych zdaniach była w stanie przekonać mnie, że wiedzą, co robią. Jednak po operacji wiele z nich doświadczało rozczarowania, że zabieg tak naprawdę niczego w ich życiu nie zmienił.

Z własnego doświadczenia wiem, że kluczowym momentem w życiu kobiety jest chwila, w której z dziewczynki zamienia się w… kobietę w wieku średnim. Jakoś nie zauważamy etapu dojrzałości. Mnie przytrafiło się to całkiem niedawno. Pewnego dnia stanęłam przed lustrem, popatrzyłam na moje zmarszczki, siwe odrosty, miękki brzuch, rozległe biodra i… w pierwszej chwili poczułam lekką panikę. Potem pomyślałam, że może dobrze byłoby zrzucić kilka kilogramów. Nigdy wcześniej nie przekroczyłam wagi 50 kg, ale też nigdy wcześniej nie czułam się tak kobieco, pierwotną energią szerokich bioder, brzucha, który był schronieniem dla trójki dzieci, twarzy naznaczonej życiowym doświadczeniem. Czy to oznacza, że nie chciałabym znowu mieć szczupłych ud i płaskiego brzucha? Jasne, że chciałabym, ale co z tego? Za bardzo kocham swoje ciało i za bardzo boję się bólu, by zdecydować się na radykalną metodę walki z upływającym czasem.

Od działania do bycia

Kiedy przeżywałam kryzys związany z bilansem życia, przede wszystkim bałam się, że nie zdążę zrobić wszystkiego, co sobie zaplanowałam. Dziś czuję, że chcę bardziej „być” niż „działać”. Cieszyć się nicnierobieniem, czuć twórczą energię, celebrować każdą chwilę. Dbam o to, by nie marnotrawić energii na przejmowanie się rzeczami, na które nie mam wpływu. Do czterdziestki bardzo trudno jest zwolnić tempo życia i myślenia, zachować zdrowy balans pomiędzy działaniem i niedziałaniem. Zawieramy ze światem kompromisy, na które wcale nie jesteśmy gotowe.

Ale chyba nie da się inaczej, bo etap bycia bardziej na zewnątrz niż w środku sprawia, że świat jest dla nas ważniejszy niż my same, że musimy się sprawdzić, zasłużyć, wykazać. Choć bywa to bolesne, to te wszystkie kopniaki, które dostajemy od życia, są właśnie po to, żeby kiedyś rozsiąść się wygodnie z poczuciem, że jestem na swoim miejscu, i rozkoszować się byciem, czując, że ja już nic nie muszę, a jeszcze wiele mogę.

  1. Psychologia

Nie żałować ani chwili

Tak naprawdę powinniśmy mieć w życiu jeden cel – to działanie na rzecz dobra tych, którzy żyją z nami, radosne dbanie o innych i o wszystko, co nas otacza. (Fot. iStock)
Tak naprawdę powinniśmy mieć w życiu jeden cel – to działanie na rzecz dobra tych, którzy żyją z nami, radosne dbanie o innych i o wszystko, co nas otacza. (Fot. iStock)
Co powiemy dzieciom, gdy zapytają: „Po co i jak mamy żyć, skoro umrzemy?”. Jeśli zajrzymy w swoje serce, być może odpowiedź pojawi się natychmiast; być może powiemy o niezliczonych radościach życia, o pięknie przyrody, o szczęściu obdarzania innych przyjaźnią i miłością, o kochaniu czegoś najgłębiej i o pozostawieniu świata w lepszym stanie niż dotychczas.

„Kiedy poznałem, co to słabość, perspektywa śmierci, cierpienia, strachu, otworzyły mi się oczy na nieskończone bogactwo życia i miłości. Wszystkie moje poprzednie priorytety legły w gruzach. Co zaskakujące – poczułem się znacznie szczęśliwszy niż przedtem”.

To są słowa lekarza Davida Servana-Schreibera po tym, jak zdiagnozowano u niego raka mózgu (z książki „Można żegnać się wiele razy”). Stan, w którym się znalazł, nazywa wprost cudownym. Chciałby, aby każdy z nas mógł doświadczyć czegoś podobnego, oczywiście, bez konieczności operacji mózgu.

Jego życie zmieniło się nie do poznania. Przede wszystkim odkrył swoją misję: uczyć ludzi, jak żyć w zgodzie z naturą, czyli dobrze się odżywiać, dbać o ciało, aktywność fizyczną, wewnętrzną harmonię i spokój, kochać, być wdzięcznym. Napisał o tym książkę „Antyrak”, którą przeczytały miliony ludzi. Miał się czym dzielić: jego choroba cofnęła się. Przez kolejne lata jeździł po świecie z wykładami niosącymi nadzieję: możemy stymulować naturalne mechanizmy obronne organizmu, w każdym z nas istnieje źródło siły; możemy być zdrowi. Co stymuluje naturalne mechanizmy obronne? Więzi – rzecz najwyższej wagi – twierdzi David Servan-Schreiber. Chodzi o fundamentalną zasadę, że życie jest wyrazem relacji w ramach społeczeństwa, a nie zbiorem celów, do których dążą różni ludzie.

Tak naprawdę jest jeden cel – to działanie na rzecz dobra tych, którzy żyją z nami, radosne dbanie o innych i o wszystko, co nas otacza.

W pewnym momencie poczuł ogromne zmęczenie. Przyjaciele mówili: „Uważaj na siebie…”. Stosował wszystko, co zalecał w książce „Antyrak”, z wyjątkiem jednego: pracował bez wytchnienia, bez odpoczynku. Ignorował podstawowe potrzeby, takie jak sen, regularny rytm dnia i regularnie jadane posiłki. Podróże, zmiany stref czasowych i klimatycznych, zbyt wiele stresu wyczerpało zasoby sił, guz odnowił się. „Jednym z najważniejszych sposobów ochrony przed chorobą jest zachowanie wewnętrznej równowagi, spokoju. Nie udało mi się to. Nie umiałem pozostać blisko natury i naturalnych rytmów” – napisał w książce „Można żegnać się wiele razy”.

David Servan-Schreiber: „Moje życie było tak sensowne, że nie żałuję ani chwili; wobec tego, ile dałem innym, nie ma znaczenia, że odchodzę tak młodo”. (Fot.Wikimedia Commons) David Servan-Schreiber: „Moje życie było tak sensowne, że nie żałuję ani chwili; wobec tego, ile dałem innym, nie ma znaczenia, że odchodzę tak młodo”. (Fot.Wikimedia Commons)

Zmarł, mając niewiele ponad 50 lat. Przed śmiercią bracia zadali mu pytanie: „Gdyby powiedziano ci, że kontynuując taki tryb życia, doprowadzisz do nawrotu choroby, czy żyłbyś inaczej?”. Odpowiedział z całą szczerością: „Nie. Wolę takie życie, które wiodłem, nawet jeśli doprowadziło mnie na skraj przepaści. Kiedy wracam do minionych lat, czy mogę zapomnieć, jak bardzo lubiłem swoją pracę, ile satysfakcji mi dostarczała?”. David robi bilans: poznał, co to miłość, ma żonę, dzieci i wyjątkowych przyjaciół, zostawił po sobie ślad. Pisze: „Gdybym żył do osiemdziesiątki, nie zrealizowawszy żadnego z moich marzeń ani aspiracji, to dopiero byłaby udręka”. Ten niezwykły lekarz mówi: „Moje życie było tak sensowne, że nie żałuję ani chwili; wobec tego, ile dałem innym, nie ma znaczenia, że odchodzę tak młodo”. W jego historii skupiają się wszystkie pozytywne przesłania i odkrycia na temat tego, co może chronić nas przed trwogą, rozpaczą czy lękiem wobec przemijania.

W pełni

Te prawdy są w nas. Gdy zaglądamy w głąb siebie i słuchamy cichego, jednak pełnego żaru głosu serca, sens i znaczenie naszego życia wyłaniają się z całą jaskrawością. Amerykański psychoterapeuta Irvin D. Yalom napisał niezwykłą książkę na ten temat. Nazywa się „Patrząc w słońce. Jak przezwyciężyć grozę śmierci” i jest zapisem relacji z praktyki pomocy psychoterapeutycznej, której udziela ludziom mierzącym się z podstawowym pytaniem: Skoro muszę umrzeć, jaki sens ma moje życie? Odpowiedź na to pytanie wydaje się absolutnie kluczowa. Albert Einstein jest autorem wielu inspirujących myśli. Jedną z nich jest ta: „Człowiek, który uważa swe życie za pozbawione sensu, jest nie tylko zwyczajnie nieszczęśliwy, ale i niezdolny do życia”. Doktor David Servan-Schreiber pisze, że mamy w sobie podstawowy zestaw pytań: Co zrobiłam i robię dobrego, właściwego i pożytecznego? Czy ustaliłam właściwe priorytety? Czy życie, które tworzę, ma wartość? Czy warto je kontynuować w takiej formie jak dotychczas?

Podczas rozmów z doktorem Yalomem ludzie dokonują następujących odkryć: To, co ważne, co ma sens, jest tworzeniem życia pełnego zaangażowania, bliskich relacji, znaczenia i samorealizacji. Rezygnowaniem z robienia czegoś, czego tak naprawdę nie chcemy robić. Gotowością do podejmowania ryzyka, aby wybierać to, co czujemy, że jest naszym przeznaczeniem, powołaniem czy misją. Gotowością przekraczania siebie poprzez obejmowanie świadomością całego spektrum życia, którego jesteśmy częścią; widzenie i rozumienie połączeń, relacji, wpływów, przekształceń i transformacji. Budzenia się do wyższej świadomości, do spokoju i radości. Z tych rozmów wynika, jak pisze Yalom, że istnieje ścisły związek pomiędzy lękiem przed śmiercią a poczuciem nieprzeżytego życia. Żyj pełnią życia – to podstawowe wskazanie. Jak poznać, czy żyjemy pełnią? „Niczego nie żałuję” – napisał doktor David Servan-Schreiber. Czy możemy tak powiedzieć? Jeśli nie możemy, pójdźmy dalej: Z jakich powodów nie przeżywam swojego życia dobrze? Czego w nim żałuję? Czego w nim brakuje? Co mogę zrobić już dziś, aby za rok czy za pięć lat, patrząc wstecz, nie wpadać w podobną konsternację z powodu nowych żalów? Jest tu jednak ważna kwestia: nie zajdzie żadna pozytywna zmiana, dopóki przywiązujemy się do myśli, że mamy żyć dobrze z powodu, który jest poza nami. Dopóki przerzucamy odpowiedzialność na innych, nie wyjdziemy z impasu. Zmiana zaczyna się od myśli: „Ja i tylko ja odpowiadam za kluczowe aspekty mojej życiowej sytuacji i tylko ja dysponuję mocą, która może je zmienić”.

Jak kręgi po wodzie

Okazuje się, że głęboko w nas tkwi pragnienie, by pozostawić po sobie ślad. Każdy z nas tworzy, często bez świadomej intencji czy wiedzy, kręgi wpływu, które mogą oddziaływać na innych latami, a nawet przechodzić z pokolenia na pokolenie. Kojąco może działać świadomość, że będziemy istnieć poprzez nasze „dzieła”: dzieci, książki, które napisaliśmy, instytucje, działalność społeczną. Że pozostawimy po sobie część doświadczenia, cechy, które miały wpływ na innych; wpływ, który rozszedł się jak kręgi po wodzie. Pragnienie, by dać innym coś wartościowego, pozostawić po sobie coś, co przetrwa dłużej niż my sami, to potężna podbudowa dla sensu życia pomimo przemijania.

„Kiedy tracimy kogoś bliskiego, kochaną osobę, coś z tego, co nam przekazała, nadal żyje w nas i nas inspiruje, pisze David Servan-Schreiber. Nasi zmarli żyją w naszych sercach. Ta forma »nieśmiertelności« daje mi najwięcej pocieszenia”. Zwierza się, że lubi myśleć, iż za każdym razem, kiedy jego ukochani poczują pieszczotę wiatru na twarzy, wtedy pomyślą, że wraca, by ich ucałować.