1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Metoda Simontona - do walki z rakiem trzeba włączyć dobre emocje, zaangażować głowę

Metoda Simontona - do walki z rakiem trzeba włączyć dobre emocje, zaangażować głowę

Terapeuci pracują metodą Simontowką grupowo i indywidualnie. Pacjent i jego bliscy mogą liczyć na konkretne narzędzia psychologiczne, takie jak wizualizacje, medytację, pracę z przekonaniami czy wyrażeniem emocji. (Fot. iStock)
Terapeuci pracują metodą Simontowką grupowo i indywidualnie. Pacjent i jego bliscy mogą liczyć na konkretne narzędzia psychologiczne, takie jak wizualizacje, medytację, pracę z przekonaniami czy wyrażeniem emocji. (Fot. iStock)
Współczesne badania pokazują, że nastawienie, motywacja i radość bywają równie silnym narzędziem w walce z chorobą jak skalpel. Dlatego metoda Simontona, według której pracuje się z pacjentami onkologicznymi, skupia się na podniesieniu jakości życia. W dużej mierze poprzez zmianę niezdrowych przekonań. 

Badania nad ludzkim umysłem wyraźnie wykazują, że jego potencjał wciąż nie został w pełni poznany i zrozumiany. Jak napisał Carl Simonton w książce „Triumf życia. Możesz mieć przewagę nad rakiem”: „Jeżeli nad powrotem do zdrowia nie pracuje cały człowiek, stanowiący zintegrowany system rozumu, ciała i emocji – to czysto fizyczna interwencja może okazać się niewystarczająca. Efektywny program leczenia powinien zatem dotyczyć całego jestestwa człowieka, a nie koncentrować się na samej chorobie, bo przypominałoby to próbę leczenia epidemii żółtej febry wyłącznie sulfonamidami, bez osuszania rowów, w których lęgną się roznoszące chorobę komary”.

Metoda Simontona - wybierz radość życia

Carl Simonton urodził się w Los Angeles, pracował jako onkolog i radiolog, żywo zainteresowany wspieraniem pacjentów w tym wszystkim, co może ich doprowadzić do zdrowia. Do swojej praktyki wprowadził własną metodę – nazywaną metodą Simontona albo terapią Simontonowską. Skierowana jest ona do osób cierpiących na choroby przewlekłe, zwłaszcza nowotwory złośliwe, oraz ich rodzin. Simonton zaobserwował, że jedną z pierwszych spraw, z których rezygnuje chory na raka, jest zabawa. W postawie tej zazwyczaj wspierają go bliscy, którzy wymagają pełnego poświęcenia się leczeniu i skupienia na tym, co poważne i ważne. W metodzie Simontona nie chodzi o to, by osobę chorującą i smutną zachęcić do radości wbrew jej nastawieniu czy emocjom. Jej celem jest poszerzenie świadomości i zrozumienie, że angażowanie się w aktywności, które wywołują radość, nie tylko nie jest czymś złym, ale wręcz przyśpiesza zdrowienie. Terapia Simontona pomaga również przejść przez bolesny i lękotwórczy okres chorowania. Przede wszystkim zaś stara się przywrócić pacjentowi wiarę, nadzieję i siłę do zaangażowania się w proces zdrowienia. Przed leczeniem i korzystaniem z różnych form wsparcia często powstrzymują nas lęki i przekonanie o nieuchronnej porażce. Dlatego praca w tym nurcie skupia się na poniższych obszarach:

Zachowania
– osoba chorująca uświadamia sobie, że ma prawo żyć i cieszyć się życiem niezależnie od choroby. Rozumie, jak ważna jest dieta oraz jakie znaczenie mają destrukcyjne nawyki traktowania siebie, innych ludzi oraz własnego ciała. Zachowanie to również przyzwolenie na zabawę, relaks i miłość.

Przekonania
– pod wpływem stresu i lęku przekonania niekiedy mogą zostać wyostrzone, dlatego ważne jest, by zaobserwować, co pacjent sam sobie mówi na temat raka i leczenia. Wymiana destrukcyjnych przekonań na uzdrawiające pomaga rozwiązywać bieżące problemy, stawiać cele i mierzyć się z wyzwaniami, nawet jeśli te w pierwszej reakcji wywołały poczucie rozpaczy czy beznadziei.

Emocje
– psychoterapeuci pomagają wyrabiać odruch nadziei w miejsce zamartwiania się. Osoba chorująca spędza często długie godziny w lęku, smutku, ponieważ nie potrafi wyobrazić sobie lepszej przyszłości, boi się śmierci lub jest przygnębiona reakcjami najbliższych i swoją, czasami ograniczoną, sprawnością. Praca w tym obszarze oznacza umiejętność wyrażania trudnych uczuć, radzenie sobie z nimi oraz budowanie wewnętrznej motywacji.

Społeczeństwo i relacje
– chory przygląda się swoim relacjom z najbliższymi, rodziną oraz dalszymi ludźmi i nabiera nowych umiejętności komunikacyjnych. Czasami będzie to gotowość i odwaga do odmówienia, niekiedy poproszenie o wsparcie, towarzystwo czy obecność. Posiadanie siatki zdrowych kontaktów i bliskich osób, na które można liczyć, bywa ogromnym wsparciem.

Duchowość
– bez względu na przekonania i wierzenia osoby dotkniętej chorobą chodzi o odnajdywanie sensu w codziennym życiu, we własnej aktywności, a czasami również w samej chorobie. Duchowość to zyskanie szerszej i głębszej perspektywy, mierzenie się z takimi pojęciami, jak przemijanie, śmiertelność czy spuścizna. Praca w tym obszarze jest intensywną pracą związaną ze stosunkiem danej osoby do śmierci, której nieuchronność często bywa marginalizowana czy wypierana w codziennym życiu.

Ciało
– to bardzo konkretny i namacalny obszar. Pacjent zaczyna rozumieć, że chociaż nastawienie jest niezwykle istotne, to musi za nim iść konkretny plan działania: ćwiczenia, ruch, dieta, aktywność – czyli wszystko to, co po konsultacji z lekarzami będzie wspierało chorujące ciało.

Terapia Simontona w praktyce

O tym, jak wygląda praca metodą Simontona, rozmawiamy z Iwoną Nawarą - psychoonkolożką, trenerką Terapii Simontonowskiej i Racjonalnej Terapii Zachowania, dyrektorką Centrum Psychoonkologii UNICORN.

Osoby chorujące na raka często zasypywane są dobrymi radami, zaleceniami, interpretacjami ich życiowych wyborów – jak może to na nie wpływać?
Wiele osób w gąszczu dobrych rad odczuwa zagubienie, które z czasem może przerodzić się w złość. Część konfliktów między chorymi a ich bliskimi opiera się właśnie na tym zagadnieniu – osoby wspierające, chcąc dla bliskiego jak najlepiej, wyszukują najlepsze porady, które niejednokrotnie są ze sobą sprzeczne, a zastosowanie ich wszystkich wymagałoby ciągłego skupienia uwagi tylko na nich. Trudno im przyjąć do wiadomości, że chory nadal pozostaje autonomiczną jednostką, zdolną do oceny sytuacji i decydowania o sobie. Czasem wsparcie polega właśnie na uszanowaniu wyborów i decyzji pacjenta.

Terapia Simontonowska kładzie się duży nacisk na nastawienie, połączenie ciała z umysłem i emocjami. Chory ma wpływ na zdrowie, czy miał zatem wpływ na chorobę? Jak poruszać ten temat z chorującymi i ich bliskimi bez wpędzania ich w poczucie winy?
Na rozwój choroby wpływa wiele czynników, nie wszystkie są znane. Ważne jest, by podkreślić, że w każdym momencie życia dokonujemy takich wyborów, które uważamy za najlepsze, czerpiąc z dostępnej w danej chwili wiedzy. W terapii Simontonowskiej podkreślamy, że trwanie w poczuciu winy czy rozpamiętywaniu przeszłych decyzji niczemu nie służy – nawet jeśli z perspektywy czasu oceniamy część swoich wyborów jako niesłuszne czy szkodliwe, odpowiednią reakcją jest zmiana dotychczasowych nawyków na zdrowe, a nie zadręczanie się „gdybaniem”. Uczymy też skutecznego radzenia sobie z poczuciem winy czy urazy. Warto rozmawiać o czynnikach, które nie przyczyniały się do lepszego zdrowia, obniżały jakość życia – po to, żeby je zmienić, niezależnie od tego, czy miały realny wpływ na rozwój choroby.

W terapii Simontonowskiej staramy się skupiać na tym, co w życiu pacjenta już jest w porządku, co działa, zamiast doszukiwać się problemów  – te, jeśli są ważne, pojawią się w toku pracy terapeutycznej. (Fot. iStock) W terapii Simontonowskiej staramy się skupiać na tym, co w życiu pacjenta już jest w porządku, co działa, zamiast doszukiwać się problemów  – te, jeśli są ważne, pojawią się w toku pracy terapeutycznej. (Fot. iStock)

Czym praca metodą Simontona różni się od psychologicznych form wspierania pacjentów rozmową, wzbudzaniem motywacji czy wizualizacjami?
W części podejść psychologicznych przyjmuje się, że im wyższa motywacja pacjenta i wola walki, tym wyższa będzie jakość jego życia. W terapii Simontonowskiej koncentrujemy się raczej na poszukiwaniu własnej drogi, zgodnej z wartościami i przekonaniami pacjenta, wspólnym szukaniu tego, co podnosi jego jakość życia i wspiera proces zdrowienia. Staramy się skupiać na tym, co w życiu pacjenta już jest w porządku, co działa, zamiast doszukiwać się problemów – te, jeśli są ważne, pojawią się w toku pracy terapeutycznej. W naszym programie mieści się 10 modułów, wśród których pojawiają się również tematy, takie jak strach przed nawrotem choroby, komunikacja i budowanie sieci wsparcia, śmierć i umieranie – każdy z nich ma na celu zwiększenie spokoju osoby chorującej, przepracowanie lęku, zbudowanie kompetencji w relacjach i ostatecznie podniesienie energii do życia w chwili obecnej, niezależnie od nasilenia dolegliwości czy stanu zdrowia.

Co w metodzie Simontona pani zdaniem działa najsilniej, najskuteczniej?
Największe znaczenie ma praca z przekonaniami, oparta na Racjonalnej Terapii Zachowania Maxie Maultsby’ego. Jest to metoda prowadząca do lepszego zrozumienia własnych emocji, tego, skąd się biorą i w jaki sposób narastają, dająca narzędzia do zmiany tych przekonań, które pacjent zidentyfikuje jako niezdrowe. Zrozumienie, że mamy wpływ na to, jak się czujemy, że nasze samopoczucie nie jest całkowicie zależne od otoczenia i okoliczności – przynosi dużą ulgę. Niedawno wydana książka „ABC twoich emocji” (M. Maultsby, M. Wirga, M. de Bernardi; wyd. Wulkan) uczy tych i innych umiejętności i jest skierowana do każdego czytelnika – osób zdrowych, jak i doświadczających trudności związanych z chorobą.

Co dla pani jest najważniejsze w pracy z osobami chorującymi onkologicznie i ich bliskimi?
Każde spotkanie traktuję jako przywilej. Terapią Simontonowską pracuję w formie grupowej i jest to absolutnie unikatowe zjawisko, nie do powtórzenia i nie do przecenienia. Obserwacja tego, jak uczestnicy wzajemnie wymieniają się bardzo ważnymi treściami, doświadczeniami i jednocześnie zmieniają się w ciągu zaledwie kilku dni – jest za każdym razem wzruszająca i zachwycająca. Pokazuje sens i daje siłę psychiczną wszystkim uczestnikom spotkania, również mnie.

Co panią zainteresowało w metodzie Simontona na tyle, że zdecydowała się pani ją stosować?
Kiedy bardzo dawno temu rozpoczynałam pracę na onkologii, szukałam metod, które by mi w niej pomogły. I wtedy właśnie spotkałam dr. Carla Simontona. To, czego się nauczyłam od niego, okazało się niezwykle skuteczne w pracy z chorymi, i nie tylko. Do tej metody przekonało mnie przede wszystkim skupienie na podnoszeniu jakości życia, a nie koncentracja na jego przedłużaniu za wszelką cenę. Ujęło mnie również przekonanie, że im bardziej zbliżamy się do naszej ludzkiej natury – w aspekcie emocji, podejmowanego działania, komunikacji – tym bardziej sprzyjamy swojemu zdrowieniu.

Największa lekcja, jaką pani odebrała od osób chorujących na raka?
Trudno to nawet opisać. To nieustanna lekcja pokory, otwartości i uczenia się bycia Człowiekiem przez duże C. Przy tak dużej liczbie pacjentów, którzy pojawiają się na sesjach grupowych i konsultacjach indywidualnych, trudno wskazać jedną, wyjątkową historię. Każdy z chorych ma swoje własne problemy dotyczące również życia przed chorobą. Najpiękniejsze w terapii Simontonowskiej jest to, że praca i zaangażowanie uczestników jest dowodem na to, że człowiek zachowuje wolność wyboru nastawienia i samopoczucia niezależnie od okoliczności. Obserwowanie, jak w czasie pięciu dni warsztatów pacjenci, którzy przychodzą przerażeni i przytłoczeni lękiem, z dnia na dzień stają się bardziej uśmiechnięci, spokojni – mimo że ich sytuacja zdrowotna obiektywnie się nie zmienia – jest najlepszą lekcją: życie nie kończy się na raku. Dookoła dzieje się życie – i to na nim warto się skupiać każdego dnia!

Więcej na: www.unicorn.org.pl i www.simonton.pl

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Uszczypnięci. Jak żyć z rakiem?

Trauma, którą jest rak, daje odbicie do działania i zmiany. (Fot. Getty Images)
Trauma, którą jest rak, daje odbicie do działania i zmiany. (Fot. Getty Images)
„Szkoda, że do raka nie jest dołączona instrukcja obsługi” – mówią pacjentki psychoonkolożki Adrianny Sobol. Rzeczywiście instrukcji nie ma, ale jeśli nauczymy się prosić o wsparcie i je przyjmować – będzie nam lżej. A czasem nawet uda się zbudować nową siebie.

Diagnoza: rak – to zawsze szok. Nie wierzę, żeby dało się przyjąć ją spokojnie. Czy są jakieś typy reakcji na: mam raka, czy to jednak indywidualne?
Nie ma osoby, która jest na to przygotowana. Ta choroba zaskakuje. Z miejsca rzuca na głęboką wodę. Reakcja zawsze jest indywidualna, bo przecież każdy jest inny, to jasne. Kiedy rozmawiam po raz pierwszy z pacjentem po diagnozie, pytam o trudne sytuacje w jego życiu. I o to, jak sobie z nimi radził. To skłania do refleksji: co mi pomogło, kto był moim wsparciem, jak to wsparcie się sprawdziło. Jeśli tamta sytuacja pokazała, że umiem sobie poradzić, to daje siłę i wiedzę, jak działać. I jednocześnie możliwość, żeby zweryfikować, coś poprawić, zastanowić się, jaki mechanizm reakcji był dobry. Ale to jedno. Bo jest także pewien schemat. Amerykańska psychiatra Elisabeth Kübler-Ross wyróżniła pięć etapów reakcji na diagnozę: rak. Najpierw jest etap szoku i niedowierzania, a potem złości. I tu pojawia się problem – bo my, zwłaszcza kobiety, nie pozwalamy sobie na to, żeby tę złość wyrazić.

Jesteśmy tego uczone – mamy być opanowane i spokojne. „Grzeczne”.
Tak, mamy być grzeczne, nie krzyczeć i nie płakać, bo nie wypada. I to, niestety, widać w chorobie. Kobieta stara się nie obciążać swoimi emocjami bliskich. Partnera, dzieci, rodziny. Dusi te emocje, blokuje w sobie możliwość ich wyrzucenia, pokazania tego, co naprawdę czuje. A czuje często złość. Dookoła słyszy komunikaty: „bądź dzielna”, „dasz radę”, „kto, jak nie ty!”. Mówią to, w dobrej wierze, bliscy, rodzina. A kiedy pacjentka trafia do bezpiecznej teoretycznie przestrzeni, szpitala, gdzie są ludzie, którzy powinni ją rozumieć – bo albo, jak lekarze, świetnie znają chorobę, albo, jak inni pacjenci, właśnie ją przechodzą – często pękają bariery, kobieta pozwala sobie na ujście emocji. I nagle alarm! Panika! Personel medyczny w trosce o nią woła psychologa – a przecież dobrze jest się wypłakać, wykrzyczeć, wyzłościć. Wywalić z siebie to wszystko. Kolejny etap to targowanie się z losem. Szukamy kogoś, kto powie: „Będzie dobrze. Na pewno wyzdrowiejesz. Znam metodę, która cię wyleczy”. Tymczasem żaden odpowiedzialny lekarz nie da pacjentce stu procent gwarancji. Powie: „Rokowania są dobre, ale czeka cię leczenie”. A ono bywa trudne, wszyscy to wiemy. I pacjentka jest wtedy podatna na działania rozmaitych szarlatanów, którzy dadzą jej „pewność” powodzenia.

Lekarz nie da pewności, ale powinien dać nadzieję.
Oczywiście. Nie wszyscy to potrafią, nie wszyscy mają odpowiednio dużo empatii, nie wszyscy mają odpowiednio dużo czasu, żeby porozmawiać, dotrzeć do chorego. Tymczasem dziś diagnoza daje duże szanse na wyleczenie. Pełne. Towarzyszę od lat kobietom na oddziałach onkologicznych, widzę pacjentki, które były w lęku, panice, łzach – a teraz są 10 czy 20 lat po chorobie i wspierają inne. Raka się leczy, zawsze jest szansa, ale nie wolno ulegać komuś, kto powie: „Na sto procent będziesz zdrowa”. W życiu, nie tylko w chorobie przecież, nic nie jest pewne na sto procent.

Kolejny etap to…
Etap depresji. To taki moment, który nazywam żałobą po sobie zdrowym. Wtedy kobieta wie już na pewno, że jest chora, że rak to kolejny etap w życiu i że nigdy nie pomyśli o sobie samej tak jak przed chorobą. Ta żałoba wymaga poukładania emocji, tego, żeby ją przeżyć, żeby tych emocji nie zagłuszać, tylko nazwać. Mówić o tym głośno. Ale, co jest ważne, żałoba po sobie zdrowej nie oznacza, że już zdrowa nie będę. Będę, ale o sobie i o swoim zdrowiu będę myśleć inaczej. Nie gorzej. Wielokrotnie dostrzegam, że pacjentki przewartościowują swoje życie, robią rodzaj analizy, czasem bardzo fajnej, bo uczą się, że teraz ja jestem ważna, moje pragnienia, marzenia, moje życie. Depresja, a może nie depresja, tylko smutek, lęk, obniżenie nastroju – to towarzysze diagnozy. I nie ma się czemu dziwić– choroba zagrażająca życiu to zawsze trauma. Często także leczenie – intensywne, toksyczne – jest traumą. Ale kobiety – te siłaczki – nie chcą się do depresji przyznać, nie chcą pokazać „słabości”, w dodatku słyszą, że trzeba myśleć pozytywnie, bo to pomaga pokonać raka. I często nikt nie widzi, co się dzieje. Personel medyczny nie zauważa, a rodzina nie dopuszcza myśli, że trzeba poprosić o pomoc psychologa czy psychoonkologa. Niektórzy wciąż jeszcze uważają, że to niepotrzebne, że to znak słabości albo choroby psychicznej, a przecież ja mam raka, ale nie jestem wariatką. Ludzie boją się, że jeśli trzeba będzie walczyć nie tylko z rakiem, lecz także z depresją – to już na pewno nie dadzą sobie rady. Ale przy znakach obniżenia nastroju, braku apetytu, kłopotach ze snem zwróćmy się do specjalisty.

Ale etap depresji nie jest chyba ostatnim?
Na końcu jest etap akceptacji. Choć ja nie lubię słowa „akceptacja”, bo nie ma przecież osoby, która gdzieś głęboko akceptuje chorobę. Chodzi o to, by potrafić przyjąć rolę pacjenta i być gotowym do rozpoczęcia pracy – tak, bo leczenie onkologiczne to konkretna, ustrukturalizowana praca, którą trzeba na siebie wziąć. I mieć gotowość, żeby prosić o pomoc i ją przyjmować. A moje pacjentki to często zosie samosie, które są dzielne i to one przecież dają, pomagają, zajmują się. Proszenia o pomoc i jej przyjmowania trzeba się nauczyć. To ważna lekcja konieczna do odrobienia.

Jeśli leczenie raka zaczyna się zaraz, jeśli wszystko dzieje się szybko, operacja już jutro, potem chemia i nie ma czasu na przejście kolejnych etapów – co się wtedy dzieje?
Rzadko zdarza się, żeby wszystko działo się błyskawicznie. Najpierw jest etap podejrzenia choroby, diagnostyki, oczekiwania – to czekanie jest bardzo destrukcyjne i obciążające. Kiedy zaczyna się leczenie, przychodzi rodzaj ulgi. Bo leczenie to działanie, a kiedy działamy, czujemy się bezpieczniej. Czas trwania każdego z tych etapów u każdego jest inny. Choć spotykam osoby, które na cały okres leczenia uzbrajają się w postawę zadaniowca. Myślą tylko o kolejnych punktach na liście: operacja, chemia, kontrole, badania – idą od punktu do punktu i skupiają się tylko na tym. Ale po zakończeniu leczenia na ogół następuje odmrożenie emocji. Pojawiają się te wszystkie etapy, którym nie daliśmy szansy na zaistnienie. I atakują ze zdwojoną siłą. A to przecież taki moment, kiedy miało być dobrze, kiedy mieliśmy odetchnąć, bo leczenie się skończyło – a właśnie nic z tego, przerabiamy je po kolei…

Trudno przechodzić przez taką chorobę jak rak samotnie czy samodzielnie. Pewnie zna pani pacjentki, które nie chcą o pomoc prosić, bo albo nie potrafią, albo nie chcą „obciążać innych”, ale chyba jednak coraz częściej umiemy o pomoc prosić?
Tak, to się na szczęście zmienia. Bardzo poprawiło sytuację pojawienie się organizacji pacjenckich. Działają, nagłaśniają historie, przypadki, oferują wsparcie. Nawet w pandemii się nie rozsypały, działały online. Cieszę się z tego, bo ciągle widzę samotność w chorobie. No i zawsze jestem szczęśliwa, kiedy przychodzą do mnie pacjenci z rodzinami.

Zachęca pani do tego?
Bardzo, bo choroba dotyka całą rodzinę. Innego wsparcia potrzebuje pacjentka, innego jej partner czy dzieci, czasem rodzina jest kompletnie zagubiona, nie wie, co to znaczy być dobrym wsparciem, co robić, co mówić, a czego nie.

W pewnym sensie choremu jest łatwiej, bo on ma konkretną pracę do wykonania – leczenie. A rodzina tej pracy nie ma i nie bardzo wie, co dalej.
Nie wie, jest bezradna. Samo słowo „rak” paraliżuje. Choroba jest testem dla związku, dla rodziny. Albo ją scala, albo uwypukla te trudności, które już gdzieś tam się rysowały. Pamiętajmy, że obie strony się boją. Ten lęk jest jeszcze podbity brakiem wiedzy – bo co wiemy o raku, dopóki nas nie dotknie? Wyobraźnia więc pewne rzeczy wyolbrzymia, straszy nas, karmimy się opowieściami innych, nie zawsze pozytywnymi, przypominamy sobie filmy, nie zawsze te z happy endem… Na przykład rak piersi to choroba podwójnie trudna, bo nie dość, że zagraża życiu, to dotyka kobiecości. Choć muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o to ostatnie – widzę zmiany na plus. Coraz częściej kobiety gdzie indziej lokują swoje poczucie kobiecości, samoakceptacji, seksualności, własnej wartości, szukają głębiej, tak więc groźba utraty piersi już tak nie straszy. Zresztą coraz więcej mamy operacji rekonstrukcyjnych, więc można to odwrócić. Ale związek jest, jak to mówię, uszczypnięty rakiem. I kobieta, i mężczyzna stają przed gigantycznym zadaniem, żeby się w tym odnaleźć. Choroba uwypukla to, co już wcześniej nie grało. I nagle okazuje się, że zmagamy się nie tylko z rakiem, lecz także z całą masą innych problemów. Czasem problemy ciągną się przez lata, ale „jakoś jest”, a kiedy przychodzi rak, okazuje się, że już jakoś nie jest, że jest źle. Mam pacjentki, które wtedy mówią: „Trudno, trzeba to skończyć”. Czasem partner nie wytrzymuje napięcia, poczucia odpowiedzialności i ucieka. Choroba uwypukla lęk przed śmiercią. A żyjemy w czasach, kiedy wszyscy są młodzi, piękni i bogaci, bo tak wyglądają na Instagramie czy Facebooku. Choroba nas nie dotyczy. A tu nagle okazuje się, że dotyczy. I choroba, i śmierć. Niektórzy uciekają, żeby takiej sfery nie dotykać, bo się jej panicznie boją. Ale jeśli przed chorobą związek był dobry, to w chorobie tylko się umacnia.

Jak dawać sobie nawzajem wsparcie?
Za dużo zastanawiamy się, jacy powinniśmy być. Szukamy recept. Regułki, która zawsze się sprawdzi. Tyle że takiej regułki nie ma. Najważniejsze to być. Razem, obok. A to może się udać tylko wtedy, kiedy obie strony będą mówić o uczuciach. Nie można zostawiać przestrzeni na niemówienie, niedopowiedzenie, na myślenie: „A on to powinien wiedzieć, powinien się domyślić, jeśli mnie kocha”. A skąd on ma to wiedzieć?

Czyli mówić i o lęku, i o potrzebach?
Tak, rozmawiać ze sobą. Na tematy trudne też. Często kobiety przychodzą do mnie i mówią: „Wie pani, ja się boję, że umrę. I pomogłoby mi, gdybyśmy mogli pogadać o tym, jaki bym chciała mieć pogrzeb”. Ale jak zaczynam, słyszę: „Nie, o tym nie będziemy rozmawiali!”. Czyli nie dajemy przestrzeni lękowi. Ale on przez to nie znika, wręcz przeciwnie, rośnie. Czasem największym wsparciem jest siedzieć obok w milczeniu. Czasem ocierać łzy. Nie bać się łez! Płakać można i trzeba, to wcale nie jest wyraz poddania się czy słabości.

Tu pewnie działa ten mechanizm: nie chcę cię obciążać…
Tak, ale każde ma ten lęk na plecach, każde ucieka z nim w swoją stronę, chowa się. Nie zauważają, jak wyrasta między nimi mur. Gigantyczny, taki, którego nie sposób przebić. Lęk należy rozbroić, zbliżając się do niego, im bardziej czujesz, że męczy i dusi, tym mocniej musisz to wykrzyczeć, tym wyraźniej nazwać. A kiedy mur urośnie, to chora idzie w jedną stronę, jej partner w drugą. Ale od razu chcę powiedzieć, że ważne jest też, by nie zawiesić się na sobie wzajemnie. Zarówno jedna, jak i druga strona musi mieć swoją przestrzeń, swój świat. Nie można też żyć tylko chorobą. Musi być miejsce na luz, na odpoczynek, na radość, na pasję. Musi się pojawić normalność. Są takie myśli i emocje, którymi chcemy się podzielić, ale niekoniecznie z partnerem, i nic w tym złego.

Razem z chorobą zmienia się myślenie o sobie, o życiu. Czasem słychać głosy: „Choroba była doświadczeniem ekstremalnie trudnym, ale dała mi coś dobrego”. Brzmi dziwnie?
Każdy z nas wpada w życiu w pewien rytm. Różne rzeczy ciągniemy, działamy, jesteśmy zmęczeni, wiemy o tym, ale myślimy: „Sobą zajmę się później, najpierw dziecko, mąż, kredyt, praca”. I nagle bach, rak. Wszystko wywrócone do góry nogami. I kiedy ta rozpędzona maszyna naszego życia się zatrzymuje, można skupić się na sobie. Na leczeniu, na drodze do zdrowia. I pojawia się pytanie: skoro mam na drodze ten znak STOP, to co ja z tego mogę wyciągnąć, co zrozumieć? I czasem dochodzimy do ważnych wniosków. Że na przykład wykonuję pracę, która mnie w jakiś sposób niszczy. Że mój związek nie jest dobry. Że ja sama nie byłam dla siebie dobra, czuła, troskliwa. Że odsuwałam nieprzyjemne myśli, zamiast się z nimi skonfrontować. I zaczynamy myśleć o życiu. W obliczu tego, że możemy je utracić, widzimy je inaczej. Doceniamy. Chcemy się nim cieszyć. I nie zawsze chodzi o plany na „po raku”. Zaczynamy żyć pełniej właśnie w chorobie. Te zmiany to także bardziej świadome podejście do zdrowia, do diety, do odpoczynku, do aktywności fizycznej. Uważności na sygnały, które wysyła nam ciało. Dokonywanie lepszych wyborów. Widzę to codziennie u pacjentów. Wiem, że to może zabrzmieć jak absurd, ale niektóre pacjentki po leczeniu mówią, że czują się wolne. Uświadomiły sobie, że dały radę, nabierają odwagi, są silniejsze. I robią rewolucję. Zmieniają zawód, męża, jadą w podróż, budują nową tożsamość. Nie boją się mówić o swoich potrzebach, uczą się zdrowego egoizmu. To oczywiście nie dzieje się ot tak, w pięć minut. To proces, czasem długi, bo i leczenie bywa długie. Ale zdarza mi się słyszeć: „Dziękuję za raka, on mnie obudził”. W psychologii nazywamy to wzrostem posttraumatycznym. Trauma, którą jest choroba, daje odbicie do działania i zmiany.

Kryzys naszą szansą?
Tak, choć jestem przeciwniczką twierdzenia, że kryzys zawsze coś daje. Daje wtedy, kiedy wykona się ciężką pracę. Czasem jest to wejście w proces terapeutyczny, czasem w grupy wsparcia, czasem w duchowość. Są różne drogi. Każda dobra.

Adrianna Sobol psychoonkolog, wykładowca Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Członek zarządu Fundacji „OnkoCafe – Razem Lepiej”, współautorka książki „Oswoić raka. Inspirujące historie i przewodnik po emocjach”.

  1. Zdrowie

Drogowskazy: gdzie udać się po pomoc w leczeniu onkologicznym?

Dla aktywnie szukających wsparcia oraz wiedzy wykraczającej poza standardy zebraliśmy adresy, pod którymi warto szukać kompetentnych przewodników. (fot. iStock)
Dla aktywnie szukających wsparcia oraz wiedzy wykraczającej poza standardy zebraliśmy adresy, pod którymi warto szukać kompetentnych przewodników. (fot. iStock)
Kilkanaście lat temu Agata Polińska zdaniem lekarzy nie miała dużych szans na wyleczenie. A jednak wyzdrowiała. Nie jest to efekt cudu, lecz determinacji całej rodziny, która szukała wszędzie wszystkiego, co mogłoby jej pomóc.

Agata kiedy usłyszała diagnozę, oświadczyła lekarzowi prowadzącemu, że chce zawalczyć o zdrowie, a nie o przeżycie jedynie kilku lat, a do takiego właśnie paliatywnego leczenia została zakwalifikowana. Chciała dowiedzieć się, czy istnieją skuteczne metody leczenia poza standardem proponowanym choremu w Polsce. Trafiła na doktora z otwartą głową, który uszanował jej wybór i wspomógł starania, dzieląc się z nią swoją wiedzą o wariantach terapii stosowanych na całym świecie. Wspólnie wybrali program postępowania.

Z pomocą rodziny Agata sama sfinansowała część terapii, która nie była refundowana przez NFZ. I choć mieszkała w Warszawie, w dodatku na Ursynowie, gdzie znajduje się słynne Centrum Onkologii, leczyła się w Gdańsku i Poznaniu, gdzie jej aktywna postawa spotkała się ze zrozumieniem, a nawet uznaniem. W tym czasie jej brat założył fundację Alivia, która pomaga pacjentom, zwłaszcza młodym, zdobyć wiedzę o leczeniu nowotworów poza Polską. Dziś oboje są filarami tej fundacji i doradcami przy wytyczaniu strategii walki z rakiem w Polsce.

Agata jest najlepszym dowodem na to, że warto szukać rozwiązań poza systemem i korzystać z pomocy różnych instytucji, fundacji, które przetarły już wiele szlaków.

Współtwórczyni i wiceprezes Fundacji od maja 2019 r. zasiada w komitecie Grupy Roboczej Rzeczników Pacjentów w ESMO – Europejskim Towarzystwie Onkologii Klinicznej. Grupa Robocza Rzeczników Pacjentów działa na rzecz lepszej opieki nad pacjentami w Europie, wśród swoich aktywności wymienia m.in. szerzenie wiarygodnych, rzetelnych informacji, organizację spotkań z pacjentami i organizacjami w celu wymiany doświadczeń, edukowanie lekarzy i personelu medycznego oraz budowanie platformy współpracy i koalicji na rzecz poprawy opieki onkologicznej.

Poniżej zamieszczamy DROGOWSKAZY, czyli adresy i opisy fundacji, towarzystw i serwisów onkologicznych

Polskie Towarzystwo Onkologiczne www.pto.med.pl Portal zrzesza ponad tysiąc lekarzy. Można tam znaleźć najnowsze informacje na temat osiągnięć naukowych w dziedzinie onkologii. Służy pomocą i wskazówkami dla pacjentów co do wyboru ośrodka i konkretnego lekarza – onkomapa.pl (czytaj pod hasłem: Fundacja Onkologiczna Osób Młodych „Alivia”).

Onkomapa.pl  - przewodnik po przyjaznych ośrodkach
To internetowy przewodnik po ośrodkach onkologicznych w Polsce, tworzony przez pacjentów dla pacjentów. Na portalu tym chorzy i ich bliscy ocenili główne placówki onkologiczne oraz poszczególnych lekarzy w nich pracujących. Na podstawie tych opinii portal tworzy ranking ośrodków i lekarzy przyjaznych pacjentom. Alivia – Fundacja Onkologiczna Osób Młodych – twórca i administrator portalu, pracuje nad jej rozwojem.

Polskie Towarzystwo Psychoonkologiczne
www.ptpo.org.pl Zrzesza wszystkich, którzy stykają się w swojej pracy albo w rodzinie z pacjentem onkologicznym. Propaguje znaczenie psychoonkologii, zaprasza do grup wsparcia dla chorych i ich rodzin, organizuje kursy dla wolontariuszy hospicyjnych. Świadczy pomoc w większych miastach Polski (mapa na stronie internetowej).

Polska Unia Onkologii 
www.puo.pl Organizacja pozarządowa szerząca edukację z zakresu profilaktyki nowotworowej, m.in. „Mam haka na raka”. Prowadzi bezpłatne badania w ramach akcji „Stop nowotworom”. Zainicjowała akcję Dzień Drzwi Otwartych w placówkach onkologicznych i hematologicznych w całym kraju. Publikuje też mapę organizacji pacjentów w całej Polsce.

Zwrotnik Raka 
www.zwrotnikraka.pl To największy w sieci serwis poświęcony tematyce onkologicznej (psychoonkologicznej) dedykowany pacjentom onkologicznym, ich bliskim i rodzinom, studentom medycyny, pracownikom służby zdrowia oraz wszystkim osobom zainteresowanym tematyką nowotworową. Zawiera rzetelne informacje oraz najświeższe doniesienia z zakresu leczenia onkologicznego, profilaktyki antynowotworowej oraz psychoonkologii. W myśl zasady: ekspedycja na życiowy zwrotnik Raka może przydarzyć się każdemu z nas! Warto wyruszyć przygotowanym! Wiedzieć więcej to bać się mniej!

Fundacja „OnkoCafe - Razem lepiej”
www.onkocafe.pl Fundatorem i pomysłodawczynią utworzenia Fundacji „OnkoCafe - Razem lepiej” jest Anna Kupiecka, która w 2010 roku zachorowała na nowotwór piersi, a w 2012 roku, na portalu społecznościowym Facebook, stworzyła grupę wzajemnego wsparcia pod nazwą Fakraczki. Na niej osoby dotknięte chorobą nowotworową, dzieliły się swoim doświadczeniem napotkanym w procesie leczenia. Do najważniejszych zadań Fundacji należą: działalność na rzecz integracji, promocji zatrudnienia i aktywizacji zawodowej i społecznej osób dotkniętych chorobą nowotworową, pozostających bez pracy; organizacja zajęć rehabilitacyjnych we współpracy z wyspecjalizowanymi placówkami medycznymi; wspieranie i utrzymywanie kontaktu z osobami chorymi onkologicznie oraz z ich rodzinami; organizowanie i prowadzenie wypoczynku dla osób dotkniętych chorobą nowotworową i ich bliskich lub opiekunów, w tym wyjazdów integracyjnych oraz rehabilitacyjnych; organizowanie grup wsparcia dla osób chorych onkologicznie i ich rodzin.

Polski Komitet Zwalczania Raka
www.diagnosis.pl/polski-komitet-zwalczania-raka-5183.html Działa już od 1906 roku. Członek Stowarzyszenia Europejskich Lig Zwalczania Raka (Association of European Cancer Leagues – ECL). Prowadzi „telefony zaufania” dla chorych i ich rodzin. W 16 oddziałach krajowych organizuje nieodpłatne wizyty domowych lekarzy specjalistów u chorych na nowotwory.

Fundacja Onkologiczna Osób Młodych „Alivia” 
www.alivia.org.pl Fundacja stara się zapewnić dostęp do odpowiedniej informacji na temat leczenia refundowanego, nierefundowanego i dostępnego wyłącznie za granicą. Program Skarbonka służy organizowaniu środków finansowych dla konkretnych, zgłoszonych pacjentów w kryzysowej sytuacji finansowej. Program Czerwona Skrzynka – interwencjom w imieniu pacjentów oraz pomocy doradczo-prawnej. Fundacja prowadzi też stronę internetową z najnowszymi informacjami dotyczącymi onkologii. Służą temu dwa interaktywne portale, czyli Onkomapa – stale uzupełniany o nowe opinie pacjentów ranking lekarzy oraz ośrodków onkologicznych w Polsce (www.onkomapa.pl) oraz Kolejkoskop, czyli portal internetowy (Kolejkoskop.pl), dzięki któremu pacjenci mogą sprawdzić realny czas oczekiwania na poszczególne badania obrazowe w poszczególnych szpitalach i placówkach diagnostycznych w całej Polsce.

Fundacja Rak’n’Roll Wygraj Życie
www.raknroll.pl Fundacja założona przez Magdalenę Prokopowicz zmienia schemat myślenia o chorobie nowotworowej i działa na rzecz poprawy jakości życia chorych na raka: odczarowuje chorobę i sposób mówienia o niej. Stąd np. album „Pier(w)si w Polsce”. Działają interwencyjnie, prowadzą wiele akcji, na przykład „Daj włos”, czyli zbiórkę włosów na peruki dla kobiet po chemioterapii od osób, które zmieniają fryzurę.

Stowarzyszenie Wspierania Onkologii „Unicorn” 
unicorn.org.pl Częścią krakowskiego stowarzyszenia jest Centrum Psychoonkologii „Unicorn”. Prowadzi ono ośrodek Zielony Dół – pierwsze w Polsce stacjonarne, specjalistyczne centrum psychoonkologii, które oferuje nie tylko pomoc psychologiczną, ale także konsultacje onkologiczne, dietetyczne i zajęcia ruchowe, takie jak: nordic walking, pilates, jogę oraz wiele rodzajów terapii uzupełniającej.

Polska Fundacja Europejskiej Szkoły Onkologii
www.pfeso.edu.pl Niepubliczny ośrodek rozpoznawania, leczenia i profilaktyki nowotworów. Organizuje kursy szkoleniowe dla lekarzy i pielęgniarek, wspiera finansowo badania naukowe oraz rozwój diagnostyki onkologicznej. Prowadzi przychodnię specjalistyczną, a w niej bezpłatne konsultacje w zakresie zaburzeń nietrzymania moczu, badań mammograficznych dla kobiet powyżej 55. roku życia oraz diagnostyki czerniaka i raka skóry z użyciem dermoskopu.

Fundacja Instytut Rozwoju Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej
www.prawapacjenta.eu Portal skierowany do pacjentów, odbiorców usług zdrowotnych, aby byli świadomymi użytkownikami systemu ochrony zdrowia i aby łatwiej dokonywali racjonalnego wyboru między oferowanymi świadczeniami medycznymi. Także aby mogli z nich korzystać w sposób bezpieczny i satysfakcjonujący, a gdy zaistnieje taka konieczność, potrafili dochodzić rekompensaty za doznane krzywdy lub szkody.

Forum onkologiczne „Dum Spiro Spero”
www.forum-onkologiczne.com.pl Stawia na wsparcie informacyjne pacjenta onkologicznego oraz jego najbliższych. Propaguje korzystanie z opieki hospicyjnej, nawiązywanie partnerskich relacji pomiędzy pacjentem a jego lekarzem oraz rozpowszechnia ideę walki z bólem nowotworowym. Prowadzi internetowe forum onkologiczne – źródło wielu cennych informacji, można tam uzyskać fachową opinię lekarzy.

Fundacja DKMS Polska
www.dkms.pl Największa w Polsce baza dawców komórek macierzystych. Jeśli zechcesz zostać dawcą szpiku, za pośrednictwem tej strony możesz się zarejestrować. Otrzymasz wtedy formularz zgłoszeniowy oraz instrukcje dotyczące pobrania wymazu, na podstawie którego będziesz zakwalifikowany jako potencjalny dawca. Przekonasz się też, jak łatwo i bezboleśnie można uratować czyjeś życie.

Fundacja Urszuli Jaworskiej 
www.fundacjauj.pl Zajmuje się szeroko pojętą pomocą ludziom chorym na białaczkę i inne nowotwory krwi. Prowadzi akcje edukacyjne i informacyjne w prasie, radiu i telewizji na temat tworzenia banków dawców szpiku oraz przeszczepów szpiku kostnego, a przede wszystkim pozyskuje potencjalnych dawców szpiku. Szczególną opieką fundacja otacza chorych na białaczkę i inne nowotwory krwi, nowotwory mózgu, szpiczaka mnogiego oraz na SM i WZW typu C.

Internetowy serwis honorowego krwiodawstwa
www.krewniacy.pl Europejska Fundacja Honorowego Dawcy Krwi promuje honorowe krwiodawstwo, współpracując z rządowymi instytucjami odpowiedzialnymi za pobór krwi, takimi jak Instytut Hematologii i Transfuzjologii, oraz regionalnymi centrami krwiodawstwa i krwiolecznictwa. Odrębną działalność prowadzi fundacja na rzecz transplantologii, budując pod hasłem „Obdaruj sobą innych” łańcuch Krewniaków (www.transplantacje.org). Propaguje wypełnianie oświadczenia woli na wypadek nagłej śmierci w kwestii użycia narządów do ratowania życia innym.

Fundacja Spełnionych Marzeń
www.spelnionemarzenia.org.pl Utworzona z myślą o chorych na raka dzieciach i ich rodzicach. Działa już w kilku miastach Polski. Dla dzieci fundacja organizuje m.in. Onko-Olimpiadę, pokazy mody Dzieci – Dzieciom; Ogólnopolski Zjazd Dzieci i Młodzieży „Benefis Marzeń”; Harleyadę Marzeń – rajd motocyklowy po Warszawie. Z myślą o rodzicach prowadzone są programy psychoonkologiczne, powstał też m.in. Dom Rodzica – hostel dla rodziców dzieci przebywających na oddziałach onkologicznych warszawskich szpitali. Fundacja pomaga także finansowo poszczególnym rodzinom.

Oncompass
www.oncompass.pl Unikatowy serwis, który dostarcza pacjentom i lekarzom informacji o dostępnych opcjach terapii celowanych na całym świecie w oparciu o badanie mutacji genowych. Dla wszystkich, którzy chcą wiedzieć więcej. Ale też są gotowi ponieść koszty finansowe leczenia.

Fundacja Znajdź Pomoc
www.znajdzpomoc.pl W 2018 roku połączyła się z Fundacją United Way Polska. Otacza opieką pacjentów chorych onkologicznie, współorganizując wolontariat w szpitalach. Ponadto zajmuje się dystrybucją poradników dla pacjentów, organizuje szkolenia, warsztaty oraz wsparcie psychoonkologiczne i prawnicze.

Fundacja „Tam i z Powrotem”
tamizpowrotem.org W Radzie Fundacji zasiadają wybitni onkolodzy oraz osoby pragnące poświęcić swój czas i energię realizacji działań statutowych Fundacji. Fundacja „Tam i z powrotem” ma dwa zasadnicze zadania do spełnienia. Pierwszy to wspieranie finansowe polskiej onkologii po przez rozmaite formy zbiórki pieniędzy i realizacje niezbędnych projektów. Drugim zaś zadaniem jest szeroko pojęte działanie informacyjno – promocyjne, którego celem jest podniesienie w polskim społeczeństwie świadomości i wiedzy na temat chorób nowotworowych, sposobów ich leczenia i profilaktyki.

Fundacja „Dobrze że jesteś” 
dobrzezejestes.pl Fundacja „Dobrze że jesteś” (OPP) jest jedyną w Polsce organizacją, której wolontariusze każdego dnia niosą stałą pomoc w skali ponad 40 tysięcy godzin rocznie pacjentom dorosłym przebywającym na onkologicznych i hematologicznych oddziałach szpitalnych. Od 14 lat działa w szpitalach w Warszawie, Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu, w sumie na 28 oddziałach. Jest to wolontariat wysoko wyspecjalizowany, zakrojony na bardzo dużą skalę. Wymaga to stałej rekrutacji, szkoleń, systemu wprowadzania do szpitali, koordynacji i monitorowania dyżurów oraz współpracy ze szpitalami.

Stowarzyszenie „Amazonki”
(www.amazonki.org.pl ) skupia kobiety chore na nowotwory piersi. Pomaga w dochodzeniu do równowagi psychofizycznej po przeżyciach związanych z chorobą. Celem ruchu jest dostarczanie kobietom chorym na raka piersi emocjonalnego i praktycznego wsparcia, ułatwienia im podejmowania osobistych decyzji w znalezieniu motywacji powrotu do zdrowia i uzyskaniu możliwie najlepszej jakości życia. Ruch Amazonek liczy obecnie ok. 20 tys. członkiń, zrzeszonych w 207 klubach i filiach. Niektóre kluby prowadzą także stałą edukację i rehabilitację.

  1. Psychologia

Wystartował bezpłatny cykl warsztatów online wspierający odporność psychiczną

Przy takich chorobach jak nowotwór psychika również potrzebuje profesjonalnego wsparcia. (fot. iStock)
Przy takich chorobach jak nowotwór psychika również potrzebuje profesjonalnego wsparcia. (fot. iStock)
Chorzy na raka mierzą się nie tylko z długo trwającą i często bolesną terapią, muszą też stawić czoła lękom, rozpaczy, wątpliwościom, czy uda im się wyzdrowieć. Chorobę interpretują jako wyrok. Dla ich bliskich jest to również bardzo trudny emocjonalnie czas.

Diagnoza jest dla większości pacjentów tak dużym stresem, że często utrudnia im normalne funkcjonowanie. Niektórzy zaczynają wątpić w sens życia i tracą wiarę, że terapia przyniesie pozytywne skutki. Strach przenosi się na całą rodzinę. Dlatego właśnie, w tych ciężkich chwilach, warto korzystać z pomocy psychologa i wsparcia innych specjalistów – wsparcia, które pomoże wyrwać się z natłoku czarnych myśli, wyciszyć emocje i obniżyć stres utrudniający leczenie.

„Zdrowiej” to cykl warsztatów online wspierających radzenie sobie ze stresem dla osób w trakcie leczenia onkologicznego i ich bliskich.

Celem cotygodniowych spotkań jest pomoc w złagodzeniu psychicznych i fizycznych objawów związanych z przebiegiem choroby nowotworowej. Jak podkreśla Elżbieta Kozik, prezes Ruchu Społecznego Polskie Amazonki: „Prowadzone przez nas spotkania online są źródłem inspiracji i wsparciem dla pacjentów i ich bliskich w całej Polsce, którzy czują silny stres i chcą lepiej sobie z tym stresem radzić. Obecna sytuacja może być szczególnie wymagająca dla osób w trakcie leczenia onkologicznego, które już wcześniej doświadczały przecież dużo stresu. Przekazujemy konkretną wiedzę i ćwiczenia, które praktycznie pokazują jak wzmacniać się na co dzień. Co tydzień zajmujemy się innym tematem, zapraszamy serdecznie”.

Specjaliści, którzy prowadzą warsztaty, opierają się na takich metodach jak mindfullness, czy coaching kryzysowy, który jest pomocny przy bardzo silnych emocjach, gdy chory przestaje radzić sobie z kryzysem.

- Mindfulness czyli metoda rozwijania uważności poprzez medytację od wielu lat praktykowana jest jako uzupełnienie leczenia szpitalnego i w wielu krajach jest refundowana przez system ochrony zdrowia. Badania naukowe pokazują, że praktyka uważności prowadzi do łagodzenia objawów, zarówno psychicznych i fizycznych związanych z leczeniem chorób onkologicznych, takich jak ból, stres, zmęczenie. Poprawia jakość życia, optymalizuje układ odpornościowy oraz poprawia nastrój” – mówi Magdalena Knefel, członek zarządu PARS Polskie Amazonki Ruch Społeczny oraz współprowadząca warsztaty.

Cykl warsztatów rozpoczął się 29 września. Udział w spotkaniach jest bezpłatny. Aby w nich uczestniczyć należy wypełnić formularz.

Program kolejnych spotkań:

  • 6.10. - jak radzić sobie z emocjami i oswajać te, które są nieprzyjemne?
  • 13.10. – jak radzić sobie z myślami, kształtować wspierające przekonania oraz znaleźć sposób na zamartwianie?
  • 20.10. - jak pomagać sobie kiedy dopada kryzys?
  • 27.10.- jak radzić sobie ze stresem?
  • 3.11. – jak skutecznie komunikować się z bliskimi?
  • 10.11.- jak wspierać i uzyskać wsparcie, którego potrzebujesz?
  • 17.11. – jak zaprosić do życia więcej wdzięczności i przyjemności?

Więcej informacji na stronie www.ruchspoleczny.org.pl

Polskie Amazonki Ruch Społeczny to organizacja pożytku publicznego, której celem jest wywarcie pozytywnego wpływu na standard diagnostyki, leczenia i rehabilitacji wszystkich rodzajów nowotworów. Stowarzyszenie inicjuje i wspiera akcje profilaktyczne i edukacyjne związane z rakiem piersi, tarczycy, płuc, skóry, jajnika, wątroby oraz nerek.

  1. Zdrowie

Piękna mimo wszystko – jakie znaczenie ma wygląd w chorobie nowotworowej?

(Fot. Getty Images)
(Fot. Getty Images)
Dobry krem, nawilżający zabieg i dyskretny makijaż w trakcie walki z nowotworem? Nie tylko nie są zabronione, ale wręcz zalecane jako ważny element kuracji. Bo dbając o siebie, czujemy się lepiej w swojej skórze i nieco łatwiej znosimy uboczne skutki terapii.  

Przechodząc terapię onkologiczną, stajemy przed podwójnym wyzwaniem: musimy dać sobie radę nie tylko z potężnym fizycznym szokiem dla organizmu, ale także stawić czoła skutkom ubocznym leczenia, które w dotkliwy sposób odbijają się na naszym wyglądzie, rujnując samopoczucie akurat w momentach, kiedy najbardziej wskazana byłaby równowaga i spokój.

– Leczenie onkologiczne bardzo mocno oddziałuje na kondycję całego organizmu, nie tylko włosów, skóry i paznokci. Ale to właśnie brak włosów czy zmiana kolorytu skóry wywołuje skrajnie negatywne emocje, pogłębia poczucie nieatrakcyjności i pogrążania się w chorobie – mówi dr Joanna Magdziarz-Orlitz z częstochowskiej kliniki Derma-Clinic. – Najtrudniejszy i bardzo obciążający dla pacjenta jest strach, że zrobi coś źle i zaszkodzi leczeniu; jednocześnie osoba ta ma poczucie, że zmiany zachodzące w jej ciele są nieuniknione. O ile jednak nie mamy możliwości zniwelowania wpływu terapii onkologicznej na skórę czy włosy – bo skuteczność leków okupiona jest rozmaitymi działaniami niepożądanymi – o tyle jej skutki uboczne możemy złagodzić za pomocą odpowiedniej pielęgnacji.

Skóra po przejściach

Lista przypadłości, które mogą nas trapić w trakcie i po onkologicznej terapii, jest bardzo długa.

– Skóra przestaje prawidłowo funkcjonować, staje się sucha i szorstka, może pojawić się uporczywe uczucie swędzenia, zaczerwienienie, obrzęk i podrażnienie, grudki, pęcherzyki, nadżerki i owrzodzenia – mówi Maria Czech-Małasiewicz, kosmetolog, ekspert marki Oncoderma. – Ponieważ wskutek terapii onkologicznej spada odporność całego organizmu, łatwiej też o miejscowe stany zapalne skóry i różnego rodzaju infekcje (bakteryjne, wirusowe i grzybicze). Pojawia się też nadwrażliwość na działanie promieni UV. Terapie onkologiczne pogarszają nie tylko stan skóry, ale także powodują tymczasowe przerzedzenie lub utratę włosów. Sprawiają też, że brwi i rzęsy stają się mniej gęste lub całkowicie zanikają. Paznokcie wolniej rosną, stają się kruche i łamliwe, podatne na deformacje czy zmiany zabarwienia. – Niektóre leki mogą wywoływać objawy tzw. zespołu ręka – stopa, czyli pojawiające się na wewnętrznych częściach dłoni i na podeszwach stóp bolesne zaczerwienienia i obrzęki, czasami z silnym złuszczaniem naskórka – tłumaczy Maria Czech-Małasiewicz. – Trzeba jednak wiedzieć, że nawet silne i kłopotliwe reakcje skórne nie wykluczają stosowania kosmetyków, należy jednak używać ich z rozwagą.

Bardzo delikatna pielęgnacja

Dbanie o siebie to nieodzowna część leczenia całego organizmu. Czego w takim razie powinnyśmy używać na co dzień, aby zminimalizować negatywny wpływ terapii na skórę? – Dermatolodzy twierdzą, że na początek najlepsze są najprostsze preparaty z aptecznej półki: łagodne, jednoskładnikowe, bez barwników i sztucznych zapachów, z minimalną ilością konserwantów, o działaniu nawilżająco-natłuszczającym oraz właściwościach ochronnych – mówi Maria Czech-Małasiewicz. – Radiolodzy natomiast polecają łagodne maści i zasypki, takie jak Panthenol czy Linomag. Najlepsze kremy i maści do pielęgnacji skóry pacjentów przechodzących terapię onkologiczną zawierają składniki, których budowa jest podobna do tych produkowanych w sposób naturalny przez naszą skórę, a których zaczyna brakować pod wpływem leczenia. Oznacza to bowiem, że będą one dobrze tolerowane i łatwo przyswajane przez skórę, a ryzyko wystąpienia podrażnień będzie minimalne – tłumaczy Maria Czech-Małasiewicz. Wskazane jest też, by kosmetyki do codziennej pielęgnacji przyspieszały odnowę komórkową, łagodziły rumień, podrażnienia i świąd, przeciwdziałały infekcjom oraz uzupełniały niedobór lipidów w naskórku, a tym samym wzmacniały płaszcz hydrolipidowy i funkcje obronne skóry. Preparaty takie znajdziemy w aptekach – łącznie ze specjalistycznymi liniami dermokosmetyków przetestowanych na skórze pacjentów po chemio- i radioterapii.

Drobne przyjemności

Zalecenia dotyczące codziennego funkcjonowania w trakcie terapii to czasem obszerna lista zakazów. Zaabsorbowani prawidłowym przebiegiem leczenia specjaliści zapominają czasem, że ich pacjentka chciałaby mieć poczucie, że mimo choroby prowadzi normalne życie. – Choroba nowotworowa nie powinna dyskryminować czy skazywać na boczny tor – mówi dr Joanna Magdziarz-Orlitz. – Nikogo nie powinno dziwić, że pacjentka w trakcie leczenia robi sobie makijaż czy korzysta z zabiegów kosmetycznych, zwłaszcza jeśli to korzystnie wpływa na jej samopoczucie. Dlatego w ramach dbania o skórę dobrze byłoby zafundować sobie od czasu do czasu jakąś przyjemność – na przykład zabieg nawilżający połączony z delikatnym masażem. – To nie tylko radość dla skóry, ale także dla psychiki, co często jest dużo ważniejsze – dodaje dr Magdziarz-Orlitz. – Oczywiście, zabiegi na twarz i ciało powinny być odpowiednio dobrane, dlatego najlepiej byłoby poprosić o radę lekarza. Zwykle świetnie sprawdzają się zabiegi z elementami masażu (specjalny zabieg dla chorych w trakcie chemiotrapii oferuje na przykład marka IS Clinical) czy z zastosowaniem sonoforezy. Po zakończonym leczeniu warto zainteresować się mezoterapią z kwasem hialuronowym czy innymi zabiegami poprawiającymi stan skóry i działającymi przeciwstarzeniowo – radzi dr Magdziarz-Orlitz.

Włosy a chemia

Zadaniem cytostatyków aplikowanych zwykle w kuracjach onkologicznych jest zniszczenie namnażających się komórek nowotworowych. Niestety, przy okazji uszkadzają też one zdrowe komórki – na przykład włosów. – Spowodowana chemioterapią utrata włosów ma charakter tymczasowy i po zakończeniu leczenia włosy odrastają – mówi Maria Czech-Małasiewicz. – Co więcej, mogą okazać się mocniejsze i ciemniejsze, czasami też grubsze i… kręcone. Warto zaznaczyć, że nie wszystkie leki stosowane w chemioterapii powodują wypadanie włosów, niektóre tylko je lekko przerzedzają.

Codzienna pielęgnacja włosów powinna być bardzo delikatna. – Lepiej nie decydować się na osłabiające włosy zabiegi, takie jak trwała ondulacja czy koloryzacja, ograniczyć stosowanie prostownicy i lokówki oraz jeśli to możliwe, także suszarki – radzi Maria Czech-Małasiewicz. – Niewskazane jest również stosowanie kosmetyków do stylizacji. Mogą się natomiast przydać szampony do włosów delikatnych lub bardzo łagodne szampony dla dzieci. Starajmy się też nie uszkadzać włosów mechanicznie – po myciu delikatnie osuszajmy je ręcznikiem, a do czesania używajmy niezbyt gęstej szczotki czy grzebienia o szeroko rozstawionych zębach.

Jak wzmocnić włosy po zakończeniu chemioterapii? Warto rozważyć zabiegi mezoterapii lub karboksyterapii. – Pierwszy zabieg polega na wstrzyknięciu preparatów witaminowych we właściwym stężeniu i składzie w skórę głowy, by przyspieszyć odrost włosów i je wzmocnić – tłumaczy dr Magdziarz-Orlitz. – Natomiast w ramach karboksyterapii za pomocą cieniutkiej igły podaje się do skóry głowy dwutlenek węgla, którego zadaniem jest zahamowanie procesu wypadania włosów.

Sztuka kamuflażu

Włosy to ważny atrybut kobiecej urody, dlatego ich utratę przeżywają one znacznie boleśniej niż mężczyźni. W sytuacji, kiedy zależy nam na psychicznym komforcie i spokojnej rekonwalescencji, może pomóc noszenie chust, turbanów, szali czy czapek szytych z oddychających naturalnych tkanin, takich jak bawełna czy włókno bambusowe. Wielu kobietom w odzyskaniu lepszego samopoczucia pomaga też dobrze dobrana peruka.

Perukę można zaprojektować na zamówienie. Powstaje wtedy dokładna kopia fryzury pacjentki, z odtworzeniem naturalnej gęstości, struktury i koloru jej włosów. – Na taką perukę trzeba jednak czekać około trzech miesięcy, a rzadko kto przed rozpoczęciem terapii chce sobie takimi sprawami zaprzątać głowę – mówi Izabela Szymczak, właścicielka warszawskiej kliniki Hair Lab.

– Dlatego najczęściej panie poddające się leczeniu onkologicznemu wybierają gotowe peruki. Oferta jest bardzo szeroka – od najdroższych peruk z naturalnych włosów (te wykonane z włosów europejskich kosztują 4,5–10 tys. złotych, z azjatyckich – między 3 a 4,5 tys. złotych), po dużo mniej kosztowne peruki syntetyczne (średnia cena to 1,5–1,8 tys. zł, ale zdarzają się też peruki tańsze). W firmach, które mają podpisaną umowę z NFZ, można liczyć na refundację – choć jej kwota jest niewielka i wynosi ok. 300 zł.

Przy wyborze peruki dobrze jest wziąć pod uwagę fakt, że będziemy jej potrzebować przez około pół roku, bo po takim czasie pojawi się na głowie krótki „jeżyk”. – W takim przypadku nie ma więc raczej sensu inwestować zbyt dużo, zwłaszcza że różnice między perukami bywają bardzo subtelne – radzi Izabela Szymczak. – Warto natomiast zwrócić uwagę na komfort noszenia peruki i gęstość uzupełnionych włosów. Peruka nie może być zbyt gęsta, bo powinna pozwalać skórze oddychać, a włosom swobodnie odrastać. Ważne też, by można ją było dobrze umocować na skórze głowy, zwłaszcza na etapie, kiedy będzie na niej niewiele włosów. Sprawdzają się na przykład modele ze specjalnymi przylepnymi taśmami, które mocują perukę do skóry i nie pozwalają jej się przemieszczać nawet, gdy śpimy – tłumaczy Izabela Szymczak. – Wiele modeli ma też na obwodzie silikonową taśmę, która daje pewność, że peruka się nie przesunie.

Odbudować brwi i rzęsy

– Przerzedzenie brwi i rzęs, a nawet ich całkowita utrata stanowi dla kobiet duży problem, dlatego pacjentkom polecam specjalne odżywki – mówi dr Magdziarz-Orlitz. Moda na nie rozpoczęła się od odżywki Revitalash, stworzonej przez doktora Michaela Brinkenhoffa. Dziś na rynku, poza Revitalash, jest kilkanaście różnych produktów, których zadaniem jest przyspieszanie i stymulowanie wzrostu gęściejszych rzęs i brwi. – Wygląd osłabionych brwi i rzęs pomagają też poprawić tradycyjne proste metody, takie jak na przykład położenie henny. Niekiedy też warto rozważyć wykonanie delikatnego makijażu permanentnego – dodaje dr Magdziarz-Orlitz.

Uroda w prezencie

Rewelacyjnie skuteczną odżywkę stymulującą wzrost rzęs wynalazł doktor Michael Brinkenhoff. Odżywka była prezentem dla żony doktora, która zachorowała na raka piersi. Nazwę Revitalash nadała nowemu produktowi Gayle Brinkenhoff, kiedy po kilku tygodniach kuracji jej rzęsy stały się gęste i długie. Dzisiaj firma dr. Brinkenhoffa przeznacza część dochodu ze sprzedaży Revitalash na badania dotyczące raka piersi oraz na związane z rakiem inicjatywy edukacyjne.

W pięknej oprawie

Po chemioterapii możesz mieć kłopot z ujarzmieniem brwi, bo włoski odrastają kręcone lub każdy rośnie w innym kierunku. Warto wtedy nauczyć się od specjalistek, jak depilować, czesać i malować brwi.

Problem z głowy

Pod koniec terapii cytostatykami warto zacząć przygotowywać skórę na odrost nowych włosów. – Przez cały czas, gdy na głowie włosów nie było, gruczoły łojowe i potowe pracowały, wydzielając pot i łój – tłumaczy Izabela Szymczak. – Ponieważ substancje te mogą czopować mieszki włosowe, odrastanie włosów bywa w takiej sytuacji utrudnione. Dlatego warto raz w tygodniu zrobić enzymatyczny piling skóry głowy, który oczyści mieszki włosowe i pobudzi mikrokrążenie. Tuż po zakończeniu przyjmowania chemioterapii dobrze byłoby też wcierać w skórę głowy trychologiczne preparaty witaminowe, które pobudzają i przyspieszają pojawianie się nowych włosów - radzi Izabela Szymczak.

Tylko w cieniu

Niektóre cytostatyki stosowane podczas chemioterapii stwarzają ryzyko wystąpienia oparzeń słonecznych i reakcji skórnych, dlatego w czasie leczenia trzeba bezwzględnie unikać słońca (nie mówiąc już o kategorycznym zakazie korzystania z solarium). – Promieniowanie UV ma działanie immunosupresyjne, czyli obniża odporność skóry, więc wystawianie jej na słońce jest w ogóle niedopuszczalne – tłumaczy dr Magdziarz-Orlitz. – Na czas terapii i na kilka miesięcy po jej zakończeniu dobrze jest więc zaprzyjaźnić się bliżej z kremami z wysokim filtrem przeciwsłonecznym i stosować je na co dzień (nawet w pochmurne dni!) na odsłonięte partie ciała, takie jak twarz, szyja, uszy, dekolt i dłonie. Latem, poza kremami, powinnyśmy chronić skórę, nosząc ubrania z przewiewnych naturalnych tkanin oraz kapelusze lub chusty.

W skrócie

Podstawowe zalecenia i przeciwwskazania dotyczące skóry po chemio- i radioterapii Maria Czech-Małasiewicz zebrała w następujący zestaw:
  • Zamiast długich gorących kąpieli (wysuszają skórę) bierz krótki prysznic w letniej wodzie. Nie używaj szorstkich myjek i ręczników. Unikaj mycia obszaru ciała poddawanego radioterapii.
  • W przypadku wystąpienia jakichkolwiek nasilonych zmian na skórze skonsultuj się z lekarzem prowadzącym lub dermatologiem. Uzgadniaj z lekarzem lub pielęgniarką dobór preparatów do pielęgnacji skóry i włosów.
  • Do mycia używaj łagodnych dermokosmetyków, które nie zawierają barwników ani środków zapachowych.
  • Dwa razy dziennie (i zawsze po myciu) natłuszczaj i nawilżaj skórę preparatami do skóry wrażliwej o działaniu regenerującym i ochronnym.
  • Nie smaruj niczym napromieniowanych miejsc. Nawilżać możesz jedynie skórę wokół obszaru napromieniania.
  • Ulgę mogą przynieść kosmetyki, które zawierają kortykosteroidy, czyli składniki stosowane w leczeniu zapalenia skóry wywołanego napromienianiem (dobrze jest je łączyć z kremami zmiękczającymi skórę). Przydatne są też kosmetyki zawierające kwas foliowy, który przyspiesza regenerację naskórka, zmniejsza rumień, poprawia natłuszczenie i nawilżenie skóry.
  • W przypadku intensywnego rumienia i suchego złuszczania się skóry możesz stosować kremy i maści na bazie wazeliny, oleju rycynowego, balsamu peruwiańskiego, wyciągu z aloesu i d-pantenolu.
  • Unikaj ekstremalnych zmian temperatury, zwłaszcza gdy skóra jest zaczerwieniona.
  • Zrezygnuj z sauny i kąpieli w basenach z chlorowaną wodą.
  • Możliwie ogranicz depilację, a do usuwania włosków stosuj elektryczną maszynkę do golenia.
  • Zrezygnuj z perfum (mogą wywołać uczulenie lub podrażnienie skóry).
  • Noś luźne, przewiewne ubrania, najlepiej z miękkiej bawełny lub jedwabiu.
  • Głowę chroń kapeluszem z szerokim rondem lub chustką, a odsłonięte części ciała smaruj kremem przeciwsłonecznym o wysokim faktorze ochronnym (SPF powyżej 30).
  • Pierz odzież w proszkach hipoalergicznych, by zminimalizować ryzyko podrażnień skóry.
Specjaliści:

Dr n. med. Joanna Magdziarz-Orlitz jest specjalistą dermatologiem. Jej główny obszar zainteresowań stanowi dermatologia estetyczna i anti-aging. Pracuje w klinice Derma-Clinic w Częstochowie.

Maria Czech-Małasiewicz jest kosmetologiem, menedżerem ds. naukowo-szkoleniowych w firmie Oceanic i ekspertem marki Oncoderma stworzonej z myślą o potrzebach osób przechodzących terapie onkologiczne.

Izabela Szymczak jest trychologiem i właścicielką kliniki włosów Hair Lab w Warszawie, która specjalizuje się w trychologii, niechirurgicznym uzupełnianiu włosów i terapiach wypadania włosów oraz oferuje różnego rodzaju peruki.

  1. Psychologia

Droga do wybaczenia

(Fot. Getty Images)
(Fot. Getty Images)
Gest przebaczenia jest szlachetny. Przynosi ulgę i oczyszczenie. Bywa jednak, że nie jest lekiem na zło, a czyni więcej szkody niż pożytku. Mądre przebaczanie musi przebiegać w zgodzie ze sobą.

Nie wybaczyłam bratu. Z szacunku dla samej siebie – opowiada Sandy Katz, amerykańska psychoterapeutka. W dzieciństwie brat maltretował ją fizycznie i psychicznie, podpalił na niej ubrania, pociął jej ręce nożem, usiłował włożyć śrubokręt do odbytu. Jak reagowali rodzice? Karali syna? Nie zostawiali go sam na sam z siostrą? Skąd! Po prostu pilnowali, żeby nie miał kontaktu z zapałkami czy ostrymi narzędziami. Sandy rosła więc w przekonaniu, że najważniejsza jest harmonia w rodzinie i zadowolenie rodziców. Jej strach i ból są drugorzędne.

To było złe

Gdy Sandy miała 35 lat, po kilku latach terapii uznała, że dość udawania, że „nic się nie stało”. Przestała rozmawiać z bratem.

– Wysłałam do niego list, w którym wymieniłam tortury, jakim mnie poddawał w dzieciństwie – mówi Sandy. – Napisałam jasno: „nie będę z tobą rozmawiać, dopóki nie przyznasz się do tego, że robiłeś mi krzywdę i nie przeprosisz”. Odpisał, że przesadzam, bo to normalne, że rodzeństwo toczy boje. Zaproponował, żeby zapomnieć o przeszłości, bo „co było, to było”. Co zrobiłam? Zakomunikowałam rodzicom, że nie chcę go widzieć i nie mam zamiaru spędzać z nim świąt. I nie chodzi tylko o to, co mi robił, jak byliśmy dziećmi. Ale o to, że on czuje się w porządku i nie bierze żadnej odpowiedzialności za to, co robił i nadal robi.

Choć brat Sandy nie czuł się winny, to jej postawa dała do myślenia rodzicom. – Przestali mówić, że niszczę rodzinę i nalegać, żebym pogodziła się z bratem – opowiada Sandy. – Wprawdzie nie przeprosili mnie wprost, ale doceniam, że na swój sposób starają się mi zadośćuczynić to, co przeżyłam jako dziecko. Czy im wybaczyłam? Nie wiem. Wciąż czuję złość i żal, ale odkąd powiedziałam jasno: „to, co się działo u nas w domu, było złe”, te uczucia są słabsze. Jestem wdzięczna za dobre rzeczy, które dostałam od rodziców. Pogodziłam się z tym, że nic nie jest czarno-białe. Wreszcie potrafię sama o siebie zadbać i podejmuję wybory dobre dla mnie. A co z przebaczaniem? Nie mam z tym problemu wobec przyjaciół czy partnera.

Jak twierdzi Susan Forward, amerykańska terapeutka i autorka książki „Toksyczni rodzice”, to przesąd, że jeśli nie wybaczysz komuś, kto cię skrzywdził, to będziesz trwać w złości i zacięciu do końca swoich dni. Emocjonalny i umysłowy spokój przychodzi nie tyle w wyniku przebaczenia, co uwolnienia się od wpływu  krzywdziciela na nasze życie. Czasami, jak w przypadku Sandy, wystarczy skończyć z udawaniem, że nic się nie stało. Skonfrontować się z prawdą: „to, co zrobił, było okropne”. Zerwać kontakty, by chronić się przed kolejnym zranieniem. Założyć: „jeśli mnie szczerze przeprosi, pomyślę, czy jestem w stanie przebaczyć”.

Nie za szybko

W naszych czasach wybaczanie postrzega się jako doskonały sposób na uwolnienie się od emocjonalnych obciążeń. Wiele osób żywi przekonanie: „Jeśli wybaczę ojcu, który mnie bił kablem, matce, która mnie wyśmiewała, mężowi, który mnie zdradzał, czy przyjaciółce, która odbiła mi narzeczonego, to będę uleczona i wreszcie zacznę szczęśliwe życie”. Nic bardziej błędnego.

– Zauważyłem, że pacjenci często chcą wybaczyć najszybciej jak się da, aby uniknąć bolesnej pracy w czasie terapii – mówi Krzysztof Wielgopolan, filozof i psychoterapeuta. – Nie chcą przeżywać przerażenia, bólu, złości. Potem się dziwią: „Przebaczyłam zdradę, ale ciągle jestem wściekła na męża”. Czują się winni: „Może ja nie umiem przebaczać? Może jestem złą osobą?”. Tymczasem chodzi o to, że oni przebaczyli z poziomu superego, czyli nakazującej i karzącej części psychiki, kierującej się narzuconymi normami. Dla jednych są to normy religijne, dla innych nakazy rodziców, dla jeszcze innych rady psychologów. Jeśli ktoś przebacza, bo tak mu coś lub ktoś „każe”, to nie robi tego zgodnie z własnym sumieniem. Tak naprawdę sprzeniewierza się sobie. Można udawać przed otoczeniem, nawet przed sobą, ale psychiki oszukać się nie da.

Znacznie lepiej zamiast ekspresowo wybaczać, jest przeżyć uczucia związane z doznaną krzywdą. Przebaczenie powinno być efektem, a nie początkiem emocjonalnego oczyszczenia.

Czystość uczuć

– Co z tego, że wiem, że matka też musiała zajmować się młodszym rodzeństwem? – wzrusza ramionami Aneta, 42-letnia menedżerka. – Czy to tłumaczy fakt, że od szóstego roku życia byłam nianią dla moich o trzy lata młodszych sióstr? Bo mama musiała spotkać się z koleżankami, zostać na zebraniu w pracy czy odpocząć. Chodziłam jeszcze do pierwszej klasy, gdy raz nie przyszła opiekunka. Matka zostawiła mnie z dwiema przeziębionymi i marudzącymi trzylatkami w domu. Do tej pory pamiętam przerażenie, że nie dam rady dobrze się zająć „dziećmi”, jak nazywałam siostry. Bo ja w wieku siedmiu lat dzieckiem już nie byłam.

Odkąd pamięta, jako dorosła kobieta nigdy nie chciała mieć dzieci. Wcześniej o tym nie myślała, ale kiedy ostatnio jej siostra urodziła synka, dotarło do niej, że szansę na macierzyństwo, zabrała jej właściwie własna matka.

– Gdy ostatnio jej to wypomniałam, najpierw nie zrozumiała, o co mi chodzi: „To normalne, że starsze dzieci zajmują się młodszymi” – opowiada Aneta. – Potem powiedziała, że jest jej przykro. Czułam, że czeka, aż powiem: „W porządku, mamo. Nie ma sprawy”. Nie zrobiłam tego. Bo z całą siłą dotarło do mnie, że jednak jest sprawa.

Po tej rozmowie Aneta po raz pierwszy od lat przepłakała cały wieczór. Płakała nad siedmioletnią Anetką, która nie mogła być beztroską dziewczynką, tylko musiała być „dorosłą” opiekunką młodszych sióstr. Wyklinała matkę od najgorszych, że była nieodpowiedzialna, egoistyczna i obarczała córkę zadaniami ponad jej siły. Płakała nad tym, że nie mogła dojrzeć do bycia matką.

– Aneta intuicyjnie robi to, co w takiej sytuacji dla niej najlepsze – mówi Krzysztof Wielgopolan. – Przeżywa uczucia żalu, rozpaczy, smutku. Konfrontuje się z tym, co bolesne. I nieodwracalne. To pierwszy etap procesu wybaczania innym i sobie. Bo trzeba pamiętać, że wybaczanie jest procesem. Wymaga czasu, płaczu, smutku, wściekania się, krzyku. Z czasem emocje, które dopuszczamy do siebie i przeżywamy, wyciszają się. A wtedy nie tylko możemy – jeśli chcemy – wybaczyć, ale co ważniejsze, mamy więcej przestrzeni umysłowej potrzebnej do tego, by kształtować swoje życie tu i teraz. Zastanowić się, jak chcę żyć, jaką osobą chcę być, jak mogę zadbać o to, co dla mnie ważne.

Motywy sprawcy i ofiary

Zanim powiesz „wybaczam”, daj sobie czas na zrozumienie motywacji osoby, która cię skrzywdziła. Często jej zachowania, tak jak w przypadku matki Anety, są spowodowane własnymi ciężkimi doświadczeniami z dzieciństwa. Nie chodzi tutaj o wybielanie krzywdziciela, ale o to, że gdy zrozumiesz „motywy sprawcy”, poczujesz się bezpieczniej. Odzyskasz poczucie, że świat jest mimo wszystko przewidywalny, a ty masz możliwość kontroli nad tym, co się wydarza. Nie miałaś tej kontroli jako dziecko lub w przeszłości, ale teraz, jako dorosła, jesteś w stanie ją uzyskać. Podobnie zrób, zanim zdecydujesz, że wybaczyć nie zamierzasz.

– Tych, którzy uważają: „Nie jestem gotowa wybaczyć”, też zachęcam do przyjrzenia się swojej decyzji – mówi Krzysztof Wielgopolan. – Bo może być tak, że z uczuć związanych z brakiem wybaczenia: smutku, żalu, poczucia krzywdy – czerpiemy korzyści. Porzuconej żonie pomaga cała rodzina, współczują współpracownicy, bitej przez ojca kobiecie partner wybacza awantury i krzywdzące słowa. Czasem brak wybaczenia oznacza odmowę wzięcia odpowiedzialności za swoje życie i czerpanie korzyści z bycia ofiarą. Bywa też sposobem na szantażowanie winnego: „wybaczę ci, jeśli zrobisz dla mnie to i to”.

Jedno jest pewne: nie zawsze trzeba wybaczać, ale warto się uczciwie przyjrzeć powodom swojej decyzji.