1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Kogo nie lubią narcyzi?

Kogo nie lubią narcyzi?

123 FR
123 FR
Najnowsze badania na temat narcyzów wskazują do kogo skierowana jest ich największa wrogość.

Narcystyczni mężczyźni swoje poczucie niskiej wartości i wewnętrzną pustkę skrywają za pełną wyniosłości postawą. Dążą do tego, żeby mieć władzę nad ludźmi, aby ich skutecznie kontrolować. Ważny jest dla nich status socjoekonomiczny i mają patriarchalne poglądy. Seks służy im do tego, żeby odczuwać przyjemność i dominować nad kobietą.

Psycholog Scott Keillera z Kent State University przeprowadził badania jak reagują narcyzi w relacjach z heteroseksualnymi mężczyznami oraz kobietami, a także gejami i lesbijkami.

Okazało się, że najbardziej wrogo nastawieni są do heteroseksualnych kobiet. Dążą do tego, żeby je sobie podporządkować. Według amerykańskich psychologów podświadomie obawiają się, że właśnie z tymi kobietami mogą doświadczyć bliskości i autentycznej relacji. Uniemożliwia im to jednak ich niski poziom empatii, stąd pełna wrogości i agresji postawa. Narcyzi najbardziej byli zainteresowaniami kobietami, które wykazywały dużo żeńskich cech, takich jak uczuciowość, uległość, otwartość. Ich wygląd był delikatny, a nawet miały w sobie coś z dziecka. Jednak po bliższym poznaniu byli wobec nich bardzo nieprzyjaźni. Wypełnione przez nich ankiety pokazały, że mają bardzo tradycyjne, seksistowskie poglądy na relacje damsko-męskie oraz, że tli się w nich potrzeba zemsty na kobietach. Przypuszczalnie jest to efekt toksycznych relacji narcyzów z matkami. Do lesbijek i gejów byli bardzo pozytywnie nastawieni, pełni tolerancji i zrozumienia.

Wyniki badań opublikowano w internetowym czasopiśmie Sex Roles

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Fascynujący, ale toksyczni. Jak rozpoznać toksyczne osobowości?

Jak przeciwstawić się toksycznym ludziom? Przede wszystkim naucz się ich rozpoznawać. (Fot. iStock)
Jak przeciwstawić się toksycznym ludziom? Przede wszystkim naucz się ich rozpoznawać. (Fot. iStock)
Narcyz, psychopata i makiawelista. Wydaje się, że ich miejsce to thrillery, a jednak można ich spotkać wszędzie. Fascynujący, ale toksyczni. Tworzą team bezwzględnych graczy, zwany przez psychologów mroczną triadą. Jak ich rozpoznać? Jak się przed nimi bronić?

Wszyscy trzej wiedzą, czego chcą. Emanują siłą, odwagą i pewnością siebie. Otwierają drzwi „z buta”, ale jak potrafią ten but nosić! Ani się obejrzysz, a już jesteś złapana w ich sidła. Może nawet sądzisz, że – wsparta na ramieniu któregoś z nich – zawojujesz świat. Z nim przecież wszystko jest takie proste. Trudno tylko dostrzec, że bierzesz udział w perfidnej grze. O co im chodzi? O siebie. Chcą osiągnąć jak najwięcej, nie licząc się z kosztami. Zwłaszcza jeśli te koszty miałby ponieść kto inny. Kręcą, mącą, wykorzystują. Z niekłamanym wdziękiem. Jak się im przeciwstawić? Przede wszystkim naucz się ich rozpoznawać.

Uwaga, pięknoduch!

Najpierw Pan Narcyz. W mitologii greckiej imię to nosił piękny młodzieniec, który, przeglądając się w strumieniu, zakochał się we własnym odbiciu. Narcyz to zachwycony sobą arogant. Próżny, przekonany o swojej wyjątkowości, wciąż szukający podziwu i zachwytu. Lubi dominować – często umniejsza wartość innych, żeby na ich tle błyszczeć. Terapeutka Darlene Lancer wyróżnia dziewięć cech narcystycznych, które bierze się pod uwagę podczas wstępnej diagnozy. Oto one:
  1. Przecenianie własnej ważności, osiągnięć i talentów.
  2. Fantazje na temat własnego piękna, marzenia o władzy, sukcesie czy idealnej miłości.
  3. Brak empatii wobec uczuć i potrzeb innych.
  4. Wymaganie pochlebstw, skłonność do przechwałek.
  5. Uznanie dla prestiżu, interesowność w doborze znajomych.
  6. Roszczeniowe podejście do życia, przekonanie o swoich wyjątkowych prawach (czyli też łamanie zasad).
  7. Wykorzystywanie innych, przedmiotowe traktowanie ludzi.
  8. Zazdrość wobec innych ludzi (lub przekonanie, że samemu się ją wzbudza).
  9. Arogancja.
Wendy T. Behary, autorka książki „Rozbroić narcyza”, dodaje do tej listy poniżanie i tyranizowanie, dystans emocjonalny, snobizm, perfekcjonizm, wreszcie podatność na uzależnienia.

Co jeszcze powinno zwrócić twoją uwagę? Narcyz wciąż porównuje się z innymi, źle znosi krytykę i przesadnie reaguje na niepowodzenia. Chce zdobywać, przewodzić, mieć rację, nie przyzna się do błędu. Bardzo dba o wygląd i wizerunek. Wciąż mówi o sobie, koloryzując (albo po prostu kłamiąc). Chętnie przypisuje sobie cudze zasługi, nie odwzajemnia uprzejmości. Potrafi traktować ludzi jak powietrze. Albo oczarowywać. Uff – chyba wystarczy. Nie tylko, żeby go rozpoznać, ale też, żeby zrozumieć, co kryje się pod powierzchnią.

Osobowość narcystyczną niekoniecznie wyróżnia wysoka samoocena. To, co widzisz, może być maską skrywającą niepewność, wewnętrzną presję, by być idealnym. Rozpaczliwe poszukiwanie akceptacji. Jeśli wejdziesz z takim człowiekiem w bliższą relację, będzie cię traktował jak przedłużenie własnej osoby, będziesz służyć zaspokajaniu jego potrzeb, potwierdzaniu wartości. Nic dziwnego, że w jego obecności możesz się czuć spięta, słaba, niepewna, gorsza.

Co robić? Unikać – mówi prof. W. Keith Campbell z Uniwersytetu Georgii. Nie dać się złapać na wdzięk i słodkie słówka Pana Narcyza. Oczywiście, jeśli jest ci bliski, możesz próbować go zrozumieć. Rozmawiać, tłumaczyć, namawiać na terapię. Ważne, żebyś zachowała uważność, była świadoma własnych potrzeb i uczuć oraz nie uzależniała swojego poczucia wartości od tego, co mówi i robi Wielki On (lub Ona). Behary radzi, żeby w trudnych chwilach nakładać w wyobraźni na twarz narcystycznej osoby maskę niekochanego, samotnego dziecka.

Narcyz nie jest dobrym kolegą, ale jako pracownik bywa bardzo przydatny – twierdzi amerykański psycholog, Roy F. Baumeister. Podejmie się trudnych wyzwań, byle tylko móc się wykazać, pokazać. Może masz pomysł, jak to wykorzystać? Znając mechanizmy, jakie aktywuje, zdołasz go bowiem pokonać jego własną bronią. Nie oznacza to, że namawiamy cię do gry z cyklu „moja racja jest mojsza”. Lepiej nie wchodzić w inicjowane przez niego dyskusje, nie reagować na zaczepki. Jeśli nie uda ci się w porę wycofać, po prostu pozwól mu na monolog na jego ulubiony (własny) temat. Nie musisz się angażować w wymianę, a już na pewno nie bierz sobie do serca ewentualnej krytyki.

Wściekły robot

O ile – znając zasady – Pana Narcyza można zaangażować do różnych zajęć, w wypadku psychopaty sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. On jest naprawdę niebezpieczny. Oprócz cech narcystycznych (choćby egocentryzm, skłonność do kłamstwa, charyzmatyczny wręcz urok), psychopata wyróżnia się specyficznym sposobem myślenia i odczuwania, znacznie wykraczającym poza społecznie przyjęte normy. Jest okrutny, bezwzględny, nie uznaje żadnych świętości.

Według prof. Michaela Koenigsa z Uniwersytetu Wisconsin-Madison, psychopata charakteryzuje się odmienną budową mózgu: ma mniejszą powierzchnię kory przedczołowej i zdeformowane ciało migdałowate. Jego zdolność do empatii jest bliska zeru, to samo dotyczy poczucia winy i odczuwania wstydu. Do tego niemal nie zna uczucia lęku – czuje się nietykalny, nawet nieśmiertelny! Nietrudno zrozumieć, że taka osoba nie ma żadnych oporów: bez mrugnięcia okiem będzie sięgać po to, co – jak sądzi – jej się należy. Właśnie: eksperci twierdzą, że psychopaci mają zwykle szeroko otwarte oczy – zimne i pozbawione emocji. Nawet kiedy świat się wali. Nawet kiedy ich właściciel się uśmiecha.

Psychopatów nazywa się daltonistami uczuć i rzeczywiście przypominają oni roboty (chyba że wpadną w szał). Powierzchowne związki, przedmiotowy seks... Jednocześnie mają dużą umiejętność naśladowania emocji innych. Dlatego tak trudno ich zdemaskować, a badacze dwoją się i troją, by podrzucić kolejne tropy. Na przykład usztywnienie postawy – podczas chodzenia ręce psychopaty przylegają ponoć nieruchomo do tułowia. Albo język, którym się posługują. Zwraca uwagę wyjątkowo częste użycie spójników „bo”, „dlatego że”, „ponieważ”, „więc”. Wygląda na to, że psychopaci – by uzasadnić swoje postępowanie – szukają pewnych ciągów przyczynowo-skutkowych, próbują stworzyć własne standardy logiczne. W ogóle dużo mówią (głównie o swoich potrzebach, bo na nich są skupieni). Mają dar oratorski, wypowiadają się w sposób sprawny i opanowany. Nierzadko stosują przemoc – fizyczną, psychiczną, szukają silnych wrażeń, żyją na krawędzi, ryzykują, prowokują. I knują.

Z badań nad psychopatią wynika, że zaburzenie to występuje znacznie częściej u mężczyzn niż u kobiet. Ale – uwaga! – podobno kobiety są wyjątkowo skuteczne w ukrywaniu swoich skłonności. Psychopatów znajdziemy wśród biznesmenów, menedżerów wysokiego szczebla, różnej maści liderów. Przyjmuje się, że stanowią ok. 1 proc. populacji, że są poczytalni, ale niereformowalni. Nie nadają się na partnera, ani w domu, ani w pracy. To, co możesz zrobić w relacji z nimi, to zadbać o siebie. Zachować czujność, nie dać się zwieść pozorom, starać się poznać własne słabe punkty, bo to w nie będzie uderzał psychopata. I nie daj się nabrać na sztuczkę polegającą na wzbudzaniu litości – to jedna z najpotężniejszych broni psychopatów. Czasem najlepsza strategia to ucieczka!

Po trupach

Makiawelista to mistrz manipulacji. Jest spragniony władzy, gotów zrobić wszystko, by po nią sięgnąć. Zimny, cyniczny, wyzyskujący. Często po prostu oszust. Podobnie jak psychopata przekracza granice moralne, ale działa w sposób  bardziej przemyślany, wymagający konsekwencji i cierpliwości. Jest też bardziej skupiony na własnym wizerunku. Pociągając za sznurki, znakomicie kontroluje siebie i otoczenie. Chytry, fałszywy, przebiegły, zapobiegliwy. Będzie długo czekać na okazję, by zadać cios w plecy. Sama nazwa zaburzenia wywodzi się od nazwiska Niccola Machiavellego, autora „Księcia”, XVI-wiecznego traktatu o władzy. To jemu zawdzięczamy jedno z najbardziej popularnych haseł wszech czasów: „cel uświęca środki”.

Właśnie z „Księcia” i innych pism Machiavellego pochodzą stwierdzenia, na bazie których stworzono skalę makiawelizmu (Mach). W latach 60. Richard Christie i Florence L. Geis opracowali test „Mach-IV”, pozwalający zbadać intensywność tego zaburzenia. Znajdziesz go pod tym adresem (po angielsku). Pytań jest 20, choć może ci być trudno namówić prawdziwego makiawelistę do odpowiedzenia na nie.

Makiawelista to najczęściej przywódca-dyktator, możesz więc liczyć na to, że nie spotkasz go w swoim otoczeniu. Ale zwykłych manipulatorów nie brakuje. Zatem jeśli podejrzewasz kogoś w zespole o takie skłonności, podziel się wątpliwościami z innymi członkami grupy. Skonfrontujcie swoje wersje zdarzeń. Nie pozwólcie na tworzenie spiskowych teorii.

Warto mieć się na baczności, ale też wiedzieć, że cechy mrocznej triady występują (w mniejszym czy większym stopniu) u każdego z nas. Jeśli więc zauważysz niepokojące objawy u kolegi, trzy razy się zastanów, zanim przykleisz mu mroczną etykietkę.

Trzy to za mało

Niektórzy dodają do opisanej triady jeszcze jedną mroczną osobowość. To sadysta. Co robi – wiadomo. Znęca się, zadaje ból. Może tu chodzić o ból fizyczny, przemoc, ale też inne formy agresji i okrucieństwa. Sadysta karmi się uległością innych (również w seksie). Kontroluje, poniża, upokarza, zastrasza. Czerpie przyjemność z cierpienia innych (ludzi i zwierząt). Często próbuje uzależnić od siebie drugą osobę (poprzez swoisty terror), ponieważ odczuwa lęk przed opuszczeniem. To z pewnością odróżnia go od „towarzyszy”. Oczywiście, sadyzm może też przyjmować nieco subtelniejsze formy: ktoś cieszy się, że udało mu się dopiec sąsiadce, wyprowadzić z równowagi kolegę, czerpie satysfakcję z czyjegoś niepowodzenia...

Dobrze też nauczyć się rozpoznawać socjopatę. Przede wszystkim warto dowiedzieć się, jak go odróżniać od psychopaty. Nie jest to trudne: psychopata lubi się wyróżniać, brylować, socjopata trzyma się z boku, unika innych. Ma dostęp do emocji i do sumienia, ale nie potrafi przystosować się do życia w społeczeństwie. Tak zwane normy? To nie dla niego. Przyjmuje się, że jego antyspołeczne zachowania są wynikiem niewłaściwej socjalizacji – że osobowość tę kształtuje środowisko. W praktyce oznacza to, że psychopatą jest się od urodzenia, socjopatą można zostać pod wpływem trudnych doświadczeń.

Na pewno słyszałaś też o wampirach energetycznych. Tutaj definicje nie są zbyt ostre – rzecz jest znacznie bardziej subiektywna. Za wampira można uznać każdą osobę, z którą kontakt sprawia, że czujesz się wyczerpana, pozbawiona życia, „przeciągnięta przez wyżymaczkę”. Możesz reagować przygnębieniem, zniechęceniem, frustracją, spadkiem poczucia wartości, zamknięciem. Albo potrzebą bronienia się, składania wyjaśnień. W efekcie tracisz czas i energię. Może to być typ narzekająco-depresyjny, ofiara, intrygant, malkontent, sabotażysta, paranoik. Ale też ktoś, kto na wszystko reaguje entuzjazmem graniczącym z ekstazą – czy to na dłuższą metę nie jest przytłaczające?

Każdy ma swojego „ulubionego” prześladowcę i na pewno dobrze jest poznać jego strategie, żeby opracować własne. Ale tak naprawdę najlepszy sposób – to odmówić gry. Przekierować uwagę na siebie. Pracować nad obecnością, uważnością, asertywnością, ugruntowaniem, umiejętnością relaksowania się, wreszcie – nad poczuciem wartości. Zamiast starać się „rozpracować” czy osłabić innych – wzmacniać siebie.

  1. Psychologia

Narcystyczna matka. Jak relacja z matką kształtuje dorosłą kobietę?

Narcystyczna matka postrzega córkę raczej jako przedłużenie samej siebie niż jako odrębną osobę z unikalną tożsamością. (Fot. iStock)
Narcystyczna matka postrzega córkę raczej jako przedłużenie samej siebie niż jako odrębną osobę z unikalną tożsamością. (Fot. iStock)
W dzieciństwie oceniane nie za to, kim są, ale za to, co robią. Kontrolowane i nadmiernie krytykowane. W dorosłym życiu borykają się z poczuciem niskiej wartości, tęsknią za bezwarunkową miłością. Jeśli nosisz w sobie emocjonalną pustkę, nie czujesz się zauważana i doceniana, wiecznie udowadniasz sobie i innym, że jesteś coś warta – przyjrzyj się swojej relacji z matką. Tak radzą terapeutki Karyl McBride i Susan Forward.

Nasza kultura ma swoje obwarowania, tabu. Podczas gdy gabinety psychoterapeutów zapełniają się klientami straumatyzowanymi przez rodziców, tzw. opinia publiczna oczekuje, by o matce mówiło się jak o zmarłym: dobrze albo wcale. A przecież miliony osób cierpią z powodu tego, co amerykańska terapeutka Susan Forward nazywa „matczyną raną”. Ich matki były przytłoczone macierzyństwem, może niezbyt dojrzałe. Albo zaabsorbowane innymi sprawami. Może zmagały się z depresją, uzależnieniem... Są też matki zaborcze, osaczające dziecko. Despotyczne – takie, które wciąż wymagają, egzekwują, karzą. Matki nieprzebierające w słowach, raniące dotkliwie swoją krytyką. Takie, które używają przemocy – szarpią, popychają, biją. Pewnie każda z nich chce jak najlepiej, ma swoje wyobrażenie o tym, co to znaczy być dobrą matką. Przecież karmią, myją, ubierają, kupują... Tylko że często są niedostępne, chłodne, nieczułe. Mówi się, że kochają po swojemu. Susan Forward nazywa je jednak „matkami, które nie potrafią kochać”. Matka może być też narcystyczna, wtedy wszystko kręci się wokół niej. Dla dziecka, które z natury jest egocentryczne, to niezwykle trudne, czasem nie do zniesienia. Zwłaszcza dla córki. Na szczęście jako dorosła kobieta może nauczyć się okazywać miłość zarówno sobie, jak i innym.

Syndrom pustego lustra

Terapeutka Karyl McBride w książce „Nigdy dość dobra” (wyd. Feeria) podkreśla, że matka stanowi dla córki główny punkt odniesienia i wzór jej ról – kochanki, żony, przyjaciółki. Narcystyczna matka postrzega córkę raczej jako przedłużenie samej siebie niż jako odrębną osobę z unikalną tożsamością. Oczekuje od dziecka, że będzie zachowywać się i reagować na świat tak jak ona. Dziewczynka stara się sprostać temu wyzwaniu, tłumi własne potrzeby. Szybko uczy się, że niewiele znaczy, niewiele może. Skoro nie potrafi zadowolić mamy, coś z nią jest nie tak! Wniosek? Nie jest godna miłości.

Po czym poznać narcyzm? Zwłaszcza że każdy jest przecież w mniejszym czy większym stopniu egocentryczny. W książce „Matki, które nie potrafią kochać” (wyd. W.A.B.) Susan Forward mówi o „uporczywej manii wielkości” i „nienasyconym głodzie uwagi ze strony innych”. O potrzebie udowodnienia swojej wyższości, domaganiu się wyjątkowego traktowania. O zazdrości, braku empatii i instrumentalnym traktowaniu ludzi. Jak zauważa Karyl McBride, z postawy osoby narcystycznej przebija komunikat: „Ja jestem najważniejsza”. Albo: „Ty nie jesteś dość dobra”.

Czy twoja matka jest narcystyczna? Artykuł prasowy raczej nie powinien rozstrzygać takich kwestii, ale może okaże się zachętą, żeby przyjrzeć się bliżej tematowi. Karyl McBride zamieszcza w swojej książce stosowny kwestionariusz. Pyta m.in.: Czy matka rywalizuje z tobą, obwinia ciebie lub innych, zamiast przyjąć odpowiedzialność za własne uczucia i działania? Czy długo żywi urazę, krytykuje cię i zawstydza? Czy chce wpływać na twoje decyzje i zawsze stawiać na swoim, czy w jej obecności czujesz się bezradna? Im więcej udzielisz odpowiedzi twierdzących, tym większe spektrum narcyzmu odnajdziesz w swojej mamie.

Oczywiście, wcześniej czy później będziesz musiała przekierować uwagę na siebie... I być może zobaczysz nadwrażliwość, nieśmiałość, trudności w podejmowaniu decyzji i budowaniu trwałych relacji, brak zaufania do siebie, brak poczucia bezpieczeństwa. Będziesz musiała zmierzyć się z tym, że twój rozwój emocjonalny został zahamowany. Że dlatego trudniej ci doświadczać uczuć, ale też stworzyć własne, autentyczne życie, stać się odrębną osobą. „Ja” córek, o których jest ta opowieść, odzwierciedla przede wszystkim to, jak postrzegały je matki. A ten obraz nie jest zbyt pozytywny.

Presja i porzucenie

W filmie „Pocztówki znad krawędzi” była gwiazda musicali grana przez Shirley MacLaine odwiedza w ośrodku odwykowym córkę, w którą wcieliła się Meryl Streep. Co ją interesuje? Fryzura, makijaż i wystrój pomieszczenia. Potem role się odwracają – pijana matka powoduje wypadek i trafia do szpitala. Czym się przejmuje? Nie chce być pochowana bez brwi! „Zostałyśmy stworzone raczej na widok publiczny niż do życia prywatnego”– tłumaczy bohaterka grana przez Streep lekarzowi.

Dla narcystycznej matki najważniejsza jest fasada, wizerunek. Córka ma go strzec, pielęgnować, szlifować. W efekcie nie potrafi też ukształtować własnego. Narcystyczne matki, o których kręci się filmy, Karyl McBride określa jako typ ekstrawagancko-ekstrawertyczny (swoją drogą taką postać zagrała później Meryl Streep w filmie „Sierpień w hrabstwie Osage”). Inne wyróżnione typy to: psychosomatyczny (wykorzystuje swoje choroby, cierpienie i dolegliwości do manipulowania innymi), uzależniony (wiadomo), skrycie podły (opiekuńcza i serdeczna w towarzystwie, okrutna i poniżająca w domu) czy typ nastawiony na osiągnięcia (swoje i dzieci).

Kluczowa klasyfikacja, jaką posługuje się McBride, wynika jednak ze sposobu sprawowania opieki. Mamy więc matkę ignorującą – taką, która zaniedbuje dziecko, przekazując mu sygnały, że nie zasługuje na miłość i wsparcie – i matkę pochłaniającą, czyli mającą duże oczekiwania wobec potomka, dominującą, kontrolującą i wywierającą presję. Taka matka nie zostawia małemu człowiekowi przestrzeni na indywidualny rozwój, wymusza określone zachowania, a nawet zainteresowania, gusty. Niby dwa różne style macierzyństwa, a efekty podobne: dziecko ma trudności z prawidłową indywiduacją, jego obraz siebie zostaje zniekształcony. Czuje się zagubione. Oczywiście te dwa style zachowania i wychowania mogą się łączyć, występować naprzemiennie.

Sukcesy i sabotaże

Nie trzeba chyba przekonywać, że osoba wychowana przez narcystyczną matkę nie ma zbyt wysokiego poczucia wartości. Przekaz, jaki przyswoiła, brzmi: „Moja wartość tkwi w tym, co robię, a nie w tym, kim jestem”. Może to doprowadzić do dwóch diametralnie różnych sposobów funkcjonowania. Jeden polega na realizowaniu wielkich ambicji i nierzadko perfekcjonizmie. Drugi na rezygnacji ze swoich aspiracji i siebie oraz na autosabotażu. Ambitna córka próbuje zdobyć uwagę, uznanie (czytaj: miłość) innych poprzez gromadzone laury. Jak pisze McBride, taka osoba jest bardziej „aktywnością ludzką” niż „istotą ludzką” zadowoloną z bycia sobą. Nierzadko odczuwa chroniczne wyczerpanie, nie potrafi zatroszczyć się o siebie. Dwoi się i troi, żeby się pokazać, wykazać i wciąż słyszy wewnętrzny głos: „To za mało!”. Być może nawet osiąga więcej niż inni, tylko jakim kosztem? Jeśli z determinacją dążysz do celu, dbając o siebie i doceniając swoje osiągnięcia, wszystko w porządku. Co innego, jeśli czujesz się wyczerpana, wydrenowana, a pochwały z zewnątrz tylko chwilowo wypełniają wewnętrzną pustkę, bo w końcu nie o nie chodzi... Zdaniem McBride sabotująca siebie córka jest tak naprawdę wewnętrzną bliźniaczką ambitnej. Obie uwierzyły, że są nie dość dobre. Ta sabotująca po prostu nie próbuje udowodnić, że jest inaczej. Godzi się na bycie nieudacznicą, mniej czy bardziej świadomie się poddaje. Na złość matce, po swojemu. Niewykluczone, że stępia ból poprzez nałogi czy inne autodestrukcyjne zachowania.

Córki narcystycznych matek próbują wypełnić emocjonalną pustkę, poszukując opiekunów zastępczych. Mają wypaczony obraz miłości – mylą ją z zadowalaniem drugiej osoby. Trudno im zaufać innym albo ufają za bardzo. Ich „partnerski radar” jest uszkodzony. W ich domach uczucia były wypierane, a komunikacja zaburzona, oparta głównie na krytyce albo triangulacji (przekazywaniu informacji za pośrednictwem innych osób, np. ojca). Brakowało zdrowych granic. Takie kobiety czują się bardzo niepewnie w relacjach intymnych, ich związki z mężczyznami oparte są zwykle na zależności lub współzależności. Od matki nauczyły się, że miłość to jest to, co ktoś może zrobić dla ciebie (i odwrotnie).

Nikt nie jest w stanie zaspokoić naszych potrzeb z dzieciństwa, zwłaszcza takich, które nie do końca rozumiemy. Dlatego tak ważne jest, by kobieta wychowana przez narcystyczną matkę odkryła własną tożsamość, swoje autentyczne „ja”.

Gdybym była dobra

Taka praca składa się z kilku etapów i nie jest łatwa. W wielu wypadkach wymaga wsparcia profesjonalisty. Punktem wyjścia jest zwykle akceptacja ograniczeń matki. Nie obędzie się bez spotkania z trudnymi uczuciami: gniewem, żalem, może rozpaczą. Bez opłakania matki, której nie dane było ci mieć, i własnego Wewnętrznego Dziecka, któremu zabrakło miłości. Potem przyjdzie czas na oddzielanie się od matki, uwalnianie spod jej wpływów, w tym od negatywnych monologów, które są jej zinternalizowanym głosem.

Karyl McBride podkreśla potrzebę pracy nad własną tożsamością, odkrywania pasji i zainteresowań, talentów i upodobań. Możesz sięgnąć do wspomnień z dzieciństwa, przypomnieć sobie, co cię najbardziej bawiło, cieszyło, pociągało, zachwycało. Możesz zrobić listę wartości, jakim hołdujesz: wypisać przekonania i preferencje dotyczące polityki i religii, miłości i przyjaźni, filmów, książek, muzyki, mody, biżuterii, samochodów, architektury, ćwiczeń, pór roku i pogody, jedzenia, wakacji, kolorów, kwiatów, kamieni szlachetnych... A może zechcesz zrobić kolaż, wyklejając arkusz papieru zdjęciami kobiet, które symbolizują dla ciebie pozytywną, dojrzałą kobiecość; emanują energią, którą chcesz poczuć, wytyczają ci drogę? McBride proponuje też ćwiczenie „Gdybym była dość dobra...”. Napisz na kartce taki nagłówek i wynotuj rzeczy, które zrobiłabyś (zrobisz?), kiedy uznasz siebie za dość dobrą.

No dobrze, a relacje z matką? Zwłaszcza z taką, która wciąż próbuje manipulować, kontrolować, wpływać, zawłaszczać? Obie terapeutki przyznają, że zmiana tych relacji to ogromne wyzwanie – w niektórych sytuacjach najlepszą decyzją (choć zawsze ostateczną!) jest zerwanie kontaktu. W większości wypadków udaje się jednak wypracować tzw. kulturalne stosunki, sprowadzające się do uprzejmych, niezobowiązujących rozmów. Bez oczekiwań i rozczarowań. Ważne, by pamiętać, że narcyzm matki z czegoś wynika. Nie urodziła się taka. Prawdopodobnie w jej dzieciństwie też zabrakło miłości, empatii, matczynej uwagi. Dała tyle, ile mogła. Doceń to. Znajdź w sobie miejsce na wdzięczność.

Stwórz swoją wewnętrzną matkę

Karyl McBride radzi, by w trakcie pracy nad oddzielaniem się od matki i leczeniem ran z dzieciństwa stworzyć swoją Wewnętrzną Matkę. Taka matka zawsze jest blisko, gotowa dawać opiekę i wsparcie. To sposób, by samemu sobie matkować. Chodzi o łagodny, serdeczny głos wewnętrzny, do którego często nie mamy dostępu. Czas, by go usłyszeć, pozwolić mu rozbrzmiewać w tobie. Jak to zrobić? Znajdź zaciszne miejsce, gdzie nikt nie będzie ci przeszkadzać, i sporządź listę swoich zalet, zaczynając od słowa „jestem”. Niech wskaże je ten życzliwy, wspierający, doceniający głos. Zapisz wszystkie słowa uznania, jakie podpowiada: „jestem silna, inteligentna, mądra, jestem kochająca, empatyczna, wrażliwa, jestem zaradna, energiczna, odpowiedzialna, jestem uczciwa, uczynna, troskliwa, jestem uzdolniona, uduchowiona, jestem piękna wewnętrznie i zewnętrznie, jestem zdrowa...”.

Podczas tej pracy odsuń wszelkie negatywne sygnały: zaprzeczanie swoim zaletom, podważanie ich czy stwierdzanie, że jesteś ich pozbawiona. W głębi serca wiesz, że to nieprawda.

  1. Psychologia

W związku z narcyzem

On nieustająco domaga się dowodów miłości, ty wierzysz, że kiedy naprawdę go pokochasz, on odpłaci ci tym samym - tak wygląda związek z narcyzem. (Fot. iStock)
On nieustająco domaga się dowodów miłości, ty wierzysz, że kiedy naprawdę go pokochasz, on odpłaci ci tym samym - tak wygląda związek z narcyzem. (Fot. iStock)
W skrócie: kochasz go, a on… też kocha. Swoje odbicie w twoich oczach. Czy to w ogóle ma sens? On pozostanie taki, jaki jest, ale ty możesz się zmienić. I chyba powinnaś.

Owszem, narcyz początkowo wydaje się bardzo pociągający: zawsze w centrum uwagi, pewny siebie, dominujący, emanujący siłą, otoczony wianuszkiem kobiet, a na dodatek w oczach ma głód miłości. Ten głód budzi w niektórych kobietach pierwotny skrypt: ratowniczki, wybawicielki, opiekunki, dawczyni miłości. Obiecują sobie, że kiedy je wybierze, dadzą mu wszystko, czego pragnie. Będą dla niego matką, kochanką, boginią seksu, przyjaciółką. A on właściwie odczytuje ich intencję. To woda na młyn jego pragnień: bycia kochanym, podziwianym, docenianym, wychwalanym, rozpieszczanym, stawianym na piedestale. I tak uruchamia się prastary mit o Narcyzie, pięknym młodzieńcu, w którym kochały się wszystkie nimfy. Narcyz boleśnie zranił uczucia jednej z nich, za co bogowie surowo go ukarali. Sprawili, że zakochał się we własnym odbiciu w wodzie. Jednak za każdym razem, gdy wyciągał rękę, by go dotknąć, ono znikało i rozpływało się. Narcyz był zrozpaczony. Nie mógł oderwać wzroku od własnego odbicia i nie mógł przestać go kochać.

Jeśli więc odkryłaś, że jesteś w związku z narcyzem, to pewnie zdałaś też sobie sprawę z tego, że on nie kocha ciebie, a jedynie swoje odbicie w tobie. Tak naprawdę obydwoje tęsknicie za miłością, ale nie wierzycie, że na nią zasługujecie. On nieustająco domaga się jej dowodów, ty wierzysz, że kiedy naprawdę go pokochasz, on odpłaci ci tym samym… i tak bez końca. W tej grze nie ma zwycięzcy i pokonanego. Możecie wygrać obydwoje albo żyć dalej w poczuciu niezrozumienia, samotności i tęsknoty za wielkim uczuciem. Od czego zacząć? Oto kilka rzeczy, na których powinnaś się skupić.

Po pierwsze: on się nie zmieni

Każda pacjentka, która trafia do mnie z powodu problemów w związku, głęboko wierzy, że mam moc, która odmieni jej partnera. Z ogromnym smutkiem wysłuchuję opowieści o mężczyznach, którzy nieustannie domagają się zaspokojenia wszystkich swoich potrzeb, oczekują, że partnerka odgadnie ich oczekiwania, pragnienia i tęsknoty, będzie utrzymywać, wspierać, doradzać, rzucać świat do stóp. Kiedy pytam: „A co z tobą? Co ty dostajesz w waszym związku?”, słyszę opowieść o tym, jaki to on biedny, bo ma nadopiekuńczą matkę, albo że jest taki zdolny i wrażliwy, tylko świat ciągle go nie docenia, na dodatek ma nielojalnych przyjaciół i szefa tyrana. Potem dowiaduję się, że kolejny raz zapomniał o jej urodzinach, ale to przez to, że odnowiły się jego wrzody żołądka, a w ogóle to pewnie jej wina, bo pozwoliła mu objadać się fast foodami, a przy jego wrażliwym żołądku to przecież zabójstwo. Obiecał, że wyjadą na romantyczny weekend we dwoje, ale nie udało się, bo znowu źle zainwestował pieniądze i aktualnie jest bez grosza. Nie dotarł na jej firmowy bankiet, bo jego siostra miała stłuczkę i wezwała go, kiedy właśnie wychodził z domu. Drążę temat dalej: „Kiedy ostatnio on zainteresował się twoimi sprawami?” i słyszę: „Gdy kolejny raz zostałam w pracy po godzinach, zdenerwował się i powiedział, że jestem ciężką idiotką, bo pozwalam się tak wykorzystywać”, „Zawiózł mnie do lekarza, kiedy miałam kolkę nerkową, zostawił pod gabinetem i powiedział, żebym dała mu znać, jak wyjdę”, „Zadzwonił do mojej matki i wykrzyczał jej, żeby przestała się wtrącać do naszego życia”.

– A nie myślisz, że on to robi bardziej dla siebie niż dla ciebie? – dopytuję. Reakcja pacjentki na to pytanie jest ważną prognozą dla terapii.

Bo kobieta, która wiąże się z partnerem Narcyzem, robi to nie bez powodu. Choć z lubością opowiada całemu światu, jak on ją źle traktuje oraz ile energii, czasu, uwagi, pieniędzy i poświęcenia sama wkłada w to, by utrzymać ich związek, czerpie z tej relacji również zyski, bo gdyby tak nie było, dawno by się rozstali. Ona wprawdzie się stara, zabiega, ułatwia, podziwia, docenia, rozpieszcza, łata dziury w domowym budżecie, ale też karmi się cudzym współczuciem i podziwem, że daje radę.

Jedna z pacjentek z uśmiechem na ustach powiedziała, że w związku zajmuje miejsce… ostatnie po lodówce. Najpierw jest partner, jego syn z poprzedniego związku, jego matka, matka syna, praca, przyjaciele, pies, lodówka, potem długo, długo nic i dopiero ona. Opowiadając mi o tym, z uwagą patrzyła na moją reakcję. Kiedy powiedziałam: „To straszne, że pozwalasz się tak traktować, ale to twój wybór i tylko ty możesz to zmienić”, więcej się nie pojawiła. To może zabrzmieć okrutnie, ale jeśli związałaś się z Narcyzem i ciągle wierzysz, że ty albo ktoś może go zmienić, to znak, że macie przed sobą jeszcze parę lat życia w cierpieniu i poczuciu niezrozumienia. Jedyne bowiem, co możesz zmienić, to swoje podejście.

Po drugie: nie jesteś w stanie go nakarmić

Jeśli czytasz ten tekst, prawdopodobnie chcesz poznać przyczyny narcyzmu, oczekujesz opowieści o traumatycznym dzieciństwie, bolesnych doświadczeniach z byłymi partnerkami, a przede wszystkim – cennych rad, jak go zmienić. Wyobraź sobie, że mam czarodziejską różdżkę, za sprawą której przemieniam twojego Narcyza w mężczyznę troskliwego, opiekuńczego, empatycznego, kochającego. Co ty na to? Jak wyglądałby twój świat u boku takiego faceta?

Jedna z moich pacjentek, zapytana o poprzednie związki, powiedziała, że mężczyzna, z którym była w relacji przez cztery lata, gdy w restauracji kelner kładł na stole menu, pytał ją: „Kochanie, na co miałbym dziś ochotę?”. Odeszła od niego i związała się z człowiekiem silnym, decyzyjnym, pewnym siebie, brylującym w towarzystwie. Nowy partner w restauracji zamawia za nich obydwoje, nie pytając jej o zdanie, za to rachunek do zapłacenia podsuwa jej, bo u niego z pieniędzmi krucho, wiadomo – tak twórczych ludzi jak on w tym kraju się nie docenia.

Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie związek na zasadach partnerskich? Związek, w którym coś dajesz i coś dostajesz w zamian. Wspierasz, ale potrafisz także przyjąć wsparcie, więc je dostajesz. Kochasz, szanujesz i akceptujesz, ale takie samo prawo do miłości, szacunku i akceptacji przyznajesz samej sobie.

Nina W. Brown, autorka książki: „Kocham Narcyza. Jak żyć z zakochanym w sobie partnerem”, pisze, że doświadczeni terapeuci podczas spotkań z narcystycznymi pacjentami przeżywają podobne uczucia jak ich partnerzy. Na początku terapii pacjent (Narcyz) zwykle idealizuje terapeutę, następnie dostrzega jego niedoskonałości, a potem stopniowo dochodzi do wniosku, że zyski, jakie czerpie z terapii, są nikłe lub żadne. Sama nieraz, pracując z narcystycznym pacjentem, czułam bezsilność, poczucie odrzucenia, niemoc, gniew, dewaluację, znudzenie, zobojętnienie, czyli to wszystko, z czym partnerzy Narcyzów żyją na co dzień. Dlatego najważniejsze, co musisz zrozumieć, to że – choćbyś nie wiem jak bardzo się starała – nie jesteś w stanie nakarmić głodnego miłości Narcyza. Jego głód jest nie do zaspokojenia, a twoje zasoby miłości, niezasilane z zewnątrz, powoli się wyczerpują.

Po trzecie: sprawdź, w którym jesteś miejscu

Kiedy, zamiast zastanawiać się: „Dlaczego on mi to robi?”, „Jak go zmienić?”, zapytasz: „Dlaczego z nim jestem?”, to znak, że jesteś na dobrej drodze. Pod warunkiem że nie wpadniesz w kolejną pułapkę – obwiniania za niepowodzenia swojej przeszłości: toksycznych rodziców, despotycznych partnerów, szefów manipulantów itp. Jeśli masz odwagę skonfrontować się z faktem, że za wszystko, co ci się w życiu przydarza, jesteś odpowiedzialna ty sama, że nie są winni „oni”, że w ogóle nie ma sensu mówić o niczyjej winie – masz szansę wygrać tę grę o miłość.

Partnerka Narcyza jest jego odwrotnością: on chce dostać miłość, żeby pokochać samego siebie, ona – daje miłość, by on udowodnił jej, że ona również na nią zasługuje. Ale nie możecie dać sobie czegoś, czego sami nie macie. Wasza relacja to karmienie się deficytami, wzajemne rozdrapywanie bolesnych urazów z przeszłości, szukanie pomocy na zewnątrz, ale takiej, która wskaże winnego i ukarze go. Narcyz żąda: „Powiedz jej, że kocha mnie niewystarczająco”, ty błagasz: „Powiedz mu, żeby oddał mi choć mały ułamek miłości, którą mu oferuję”.

Spróbuj skoncentrować się na swoich obecnych relacjach. Pomyśl: czy inni ludzie są dla ciebie ważniejsi niż ty sama? Często czujesz się odpowiedzialna za emocje bliskich, cieszysz się ich sukcesami i przeżywasz ich porażki bardziej niż swoje? Każdą krytykę odbierasz osobiście, stawiasz zbyt wysoko poprzeczkę sobie i innym? Masz za sobą kilka nieudanych związków, z których wyszłaś z poczuciem winy i do dziś nie rozumiesz, dlaczego wam się nie udało? Boisz się odrzucenia i straty kolejnego związku, dlatego jesteś w stanie walczyć o niego, nawet kosztem siebie? Jeśli czujesz, że ten opis dotyczy ciebie, prawdopodobnie w życiu grasz rolę szarej myszki, a wokół ciebie jest mnóstwo ludzi, którzy wołają: „Ja! O mnie! Dla mnie! Dzięki mnie!”. Mam rację? Pewnie jesteś przekonana, że to wszystko przez twoje niskie poczucie własnej wartości. Załóżmy, że to prawda – i co teraz? Kto jest winny twojego niedoceniania siebie? Ktoś ci tego zabronił, nie nauczył?

Masz dwa wyjścia: możesz chodzić po świecie z tabliczką na piersi: „Mam niskie poczucie wartości” albo obudzić swoją moc. Właśnie moc, a nie siłę. Wybór należy do ciebie.

  1. Psychologia

Nie schodź na drugi plan

(IIustracja iStock)
(IIustracja iStock)
Nie ma niczego złego w „byciu dla innych”.  Jeśli kryją się pod tym wrażliwość na drugiego człowieka, uważność, pomoc i wsparcie, to działamy wedle złotej zasady – czyń drugiemu to, czego sam od niego byś oczekiwał. Ale jeśli pojawia się w nas potrzeba poświęcania się dla innych kosztem ignorowania własnych potrzeb, powinna zapalić się czerwona lampka. Tak postępuje echoista, człowiek, który traci swój własny głos, mówi psycholożka i socjolożka dr Joanna Heidtman.

Niedawno natknęłam się na całkiem świeży  termin – „echoizm”. Echoista to ktoś, kto żyje wyłącznie dla innych, gotów do poświęceń, wyrzeczeń, by zaspokoić cudze potrzeby. Pomyślałam, że coś w tym jest, znam takie osoby…
To ludzie, którzy podobnie jak nimfa Echo z mitu o Narcyzie tracą swój głos, a konkretnie – świadomość swoich potrzeb, zwłaszcza tych emocjonalnych. Przejmują potrzeby drugiej osoby, zwłaszcza tej, z którą są w związku, zajmują się nią, bo swoje własne nauczyli się ignorować. Echoista poświęci się dla pani, zanim zdąży go pani o to poprosić. To ktoś, kto ma problem z przyjmowaniem czegoś dobrego od innych – od drobnych komplementów po uwagę, pomoc, a w końcu miłość. Jest szalenie uważny na innych i jednocześnie nadzwyczaj czujny, by nie zająć swoją osobą zbyt wiele czyjejś uwagi, nie być dla kogokolwiek ciężarem. Jest, czasem bezgranicznie, wytrzymały, potrafi wytrwale znosić cierpienie wynikające z przekonania o nierówności – inni mogą, ja nie. Inni mają prawo (do potrzeb, miłości, uwagi), ja nie, to oczywiste. Często nie odczytuje, nie wyczuwa pokrętnych czy niejasnych intencji osób, którym daje z siebie bardzo wiele, zbyt wiele.

Brzmi jak opis altruisty. Zatem czym echoizm różni się od altruizmu?
Altruizm jest podstawowym pojęciem socjologii i psychologii ewolucyjnej. To zachowanie polegające na działaniu na korzyść innych. Dobrowolne ponoszenie pewnych kosztów przez jednostkę na rzecz innej jednostki czy grupy. Jesteśmy zdolni jako gatunek do takich zachowań, kierujemy się empatią, ale i (świadomym lub nieświadomym) oczekiwaniem, że to poświęcenie się nam „zwróci”, to znaczy ktoś również będzie zdolny do takich zachowań wobec nas. Ponadto, i to ważne, nie działamy w taki sposób stale i przez całe życie. Echoista natomiast ma sztywny wzorzec postępowania, co oznacza, że zachowuje się podobnie, a nawet dokładnie tak samo, w różnych sytuacjach i różnych relacjach.

Jakie mogą być źródła takiej przesadnej ofiarności?
Są osoby, których uwaga na skutek – jak to często bywa – zaburzonej więzi z rodzicem jest ciągle przekierowana na potrzeby, ale przede wszystkim na stany emocjonalne innych ludzi. Dzieje się to z kompletnym pominięciem jego samego aż do takiego stopnia, że taka osoba nie dostrzega ani swoich potrzeb, ani swoich granic. Nie dostrzega ich, bo nauczyła się je ignorować. To forma obrony i dostosowania do warunków z wczesnego okresu życia, kiedy na przykład rodzic miał silny rys narcystyczny i zajmował całą „przestrzeń” swoimi potrzebami. Dziecko znajdzie sposób na to, by poczuć bliskość z rodzicem, ale zwykle dzieje się to dużym kosztem. Wykształca ono bowiem mechanizmy, które w dorosłym życiu są dla niego krzywdzące. W tym przypadku dziecko uczy się rezygnować z własnej przestrzeni, potrzeb, zwłaszcza potrzeby uwagi, bycia dostrzeżonym. To zostaje na całe życie.

Czyli echoista to ktoś, kto kiedyś przestał słuchać, co czuje, bo jego uczucia dla nikogo nie miały żadnego znaczenia?
Tak, to bardzo czytelny przekaz – to, co we mnie, jest nieważne. Jeśli zyskuję cokolwiek, to tylko wtedy, kiedy wsłuchuję się w to, co czują i czego potrzebują inni.

Tracę swój głos i mówię głosem cudzych potrzeb…
Tak, bo tylko wtedy mogę „ugrać” okruch uczucia, zainteresowania. Do takiego przekazu dziecko bardzo szybko się adaptuje, to pozwala mu „żyć”. Ale tylko tu i teraz. Bo w dorosłym życiu ta sama broń go niszczy.

A odłożyć ją jest bardzo ciężko.
Żeby coś odłożyć, trzeba mieć na początek świadomość, że się to w ogóle w ręku trzyma… A echoista działa wedle silnego wewnętrznego schematu, który zna. Zakładając, że mamy skłonność do odtwarzania nie tylko swoich zachowań, ale także rodzaju relacji, które znamy, echoista „dobrze” poczuje się na przykład, kiedy u jego boku pojawi się narcyz. On to zna, więc wie, jak narcyza „obsłużyć”. I mamy gotową układankę, puzzle do siebie pasują, wszystko gra. Jest komplementarnie.

Czyli… bezpiecznie.
O tak, echoista u boku narcyza może „ze spokojem” nadal ignorować swoje potrzeby emocjonalne, siebie w ogóle, bo narcyz brawurowo zajmuje sobą całą przestrzeń. No i pojawiają się pytania: Co może sprawić, że „zawodowy” echoista zdoła zwrócić się ku sobie? Że spróbuje odbudować albo w ogóle zbudować emocjonalną wierność sobie? W takiej sytuacji echoista ma trudne zadanie, by przełamać swój schemat myślowy mówiący: bycie z kimś oznacza zaprzedanie samego siebie. Musi ten schemat zmienić i dostrzec, że prawdziwa relacja to być z kimś, przy kimś i jednocześnie być przy sobie. Że empatia, której echoista ma w sobie kilogramy, nie oznacza całkowitego porzucenia samego siebie.

Powiedziała pani, że można być „z kimś”, „przy kimś”, nie porzucając siebie, myślę, że coś kryje się także w samym języku, echoista mówi często, że jest „dla kogoś”.
Ten, wydawałoby się, drobiazg językowy jest znaczący. „Jestem tu dla ciebie” może być właśnie takim wyrazem zaprzeczenia samemu sobie na poziomie języka. A już powiedzenie: „Możesz na mnie liczyć”, oznacza coś zupełnie innego: „Jestem i mam siłę, motywację, chęć, by dawać, kiedy ty potrzebujesz”. Takim niuansom, które z psychologicznego punktu widzenia mają ogromne znaczenie, warto się przyjrzeć. Język, którego nieprzypadkowo używamy, może być tu taką nicią Ariadny, która uzmysłowi i zapoczątkuje próbę wyjścia z echoizmu, ze stanu zniknięcia dla siebie, a bycia właśnie tylko „dla kogoś”.

Mówimy o sytuacji, kiedy w dzieciństwie działo się źle, ale są też osoby, które nie mają w życiorysie wielkich braków. Poświęcano im uwagę, mogły mówić o uczuciach, ale jednocześnie wychowane zostały w przekonaniu, że ogromną wartością jest to „bycie dla innych”. Czy z takim przekazem można przesadzić i wychować w ten sposób echoistę?
To zależy, co ma pani na myśli, mówiąc, że wartością jest „bycie dla innych”. Bo jeśli kryje się pod tym nauka dotycząca wrażliwości na drugiego człowieka, otwartości, uważności na innych, tego, że ludziom warto pomagać i ich wspierać, to nie ma w tym nic złego, niezdrowego. Przeciwnie, to daje możliwość budowania więzi społecznych, współpracy, wartościowego bycia z innymi.

Ale czy można z tym przesadzić?
Nie, nie można z tym przesadzić! To prosta i jednocześnie złota zasada życia wśród ludzi: czyń innym to, czego sam od nich byś oczekiwał. Ale jeśli w tym przekazie do młodego człowieka pojawia się zabarwienie ideologią poświęcenia, ofiarności, wtedy pojawia się kłopot.

W takim razie w jaki sposób kształtuje się człowieka skłonnego do przesadnego poświęcania się? Jakie przekazy mają już to niebezpieczne zabarwienie?
Wychowanie kogoś takiego wcale nie jest takie trudne… Każdy z nas dostaje w domu, i szerzej – w rodzinie – dziesiątki podstawowych przekazów dotyczących siebie i świata wokół. Na przykład: „Świat jest dobry i pełen możliwości” lub „świat jest wrogi i pełen zagrożeń”, „ludziom warto ufać” lub „ludzie są zasadniczo nieuczciwi i nie wolno im ufać”. Jeśli ktoś wśród tych bazowych komunikatów dostaje takie w rodzaju: „Tylko wtedy będziesz dobrym człowiekiem, kiedy poświęcisz się dla innych”, nie będzie miał w życiu łatwo.

Ale to komunikat, mam wrażenie, dość radykalny jednak, dotyka też religii. A jakie mogą być te mniej oczywiste formy „rodzinnej indoktrynacji”?
Są w naszej kulturze takie, niby niewinne, powiedzonka: „Siedź w kącie, a znajdą cię”, czy „nie wychodź przed szereg”. Zgodzi się pani, że to w zasadzie nie są żadne radykalizmy. A jednak wystarczy usłyszeć takie komunikaty raz i drugi w dzieciństwie, kiedy jeszcze nie mamy rozwiniętego krytycznego myślenia, by zacząć kształtować w sobie taki mechanizm czy sposób funkcjonowania w świecie, który jest dosłownie zgodny z tym przekazem – stać się na przykład konformistą albo echoistą właśnie. U echoisty bardzo silny jest lęk przed wyróżnieniem się, a czy mało mamy w pewnym sposobie wychowania zaproszeń do niewychylania się? Wedle którego doświadczanie powodzenia czy sukcesu traktowane jest raczej jako tupet czy wręcz buta niż zdrowe docenianie siebie i swojej wartości?

Wydaje mi się, że to się jednak trochę zmienia, przynajmniej w młodszych pokoleniach.
Tak, z jednej strony powtarzamy dzieciom, żeby w siebie wierzyły, ale z drugiej – nie pozwalamy im na przykład wyrażać tego, co czują, albo je zawstydzamy. Podam przykład takiej sytuacji, zdarzyła się całkiem niedawno: wsiadam do samolotu, obok mnie siedzą rodzice z trzyletnią córką. Małej podczas lądowania zatykają się uszy, to przecież normalne. Płacze, bo zwyczajnie cierpi. Co robi mama? Wydaje takie komunikaty: „Zobacz, nikt inny nie płacze”, „przestań krzyczeć, bo już nigdy nigdzie nie polecisz” itd. W ciągu tych 15 minut lądowania, zapewne nieświadomie, tę swoją córkę tak poniżyła, że włos jeży się na głowie. Mała nie będzie pewnie pamiętać tej sytuacji, ale będzie funkcjonować wedle tego zawstydzenia, które się w tym samolocie dokonało. Kiedy wylądowaliśmy, matka dodała: „A teraz powinnaś wyjść i wszystkich przeprosić”. Naprawdę nie trzeba wiele, by wychować echoistę.

Jak funkcjonuje echoista?
Każdy przypadek jest inny, ale sądzę, że łączy je wszystkie lęk oraz przymus zajmowania się innymi. Bo każda okazja, by zostać sam na sam z sobą samym jest przerażająca. Kiedy zostajemy sami, rodzi się przecież niebezpieczeństwo zwrócenia się ku sobie. A tu nie ma ku czemu się zwrócić, bo nie ma siebie… Więc echoista pomaga, wybawia, służy sobą.

Można sądzić, że jest świetnym materiałem na przyjaciela.
Nie jest, bo przyjaźń wymaga od nas dawania i brania. Trzeba umieć obie rzeczy. Bo kiedy jedno tylko daje, a drugie tylko bierze, dochodzi do usztywnienia tej relacji, nawet do jej usztucznienia. A wtedy nie ma mowy o bliskości. Interakcje z innymi ludźmi wymagają elastyczności. Nie można do każdej sytuacji stosować w odpowiedzi tego samego mechanizmu. To przynosi cierpienie.

Co może przebudzić echoistę, stać się impulsem do zmiany?
Echoista może doświadczyć jakiegoś punktu przełomowego, na przykład kiedy ktoś, z kim tworzył związek, odejdzie. Ucieknie spod ciężaru dobroci, opieki, troski. Albo narcystyczny partner znajdzie sobie inną osobę, która będzie dodatkiem do jego wizerunku. Kiedy partner odchodzi, echoista może doświadczać potwornej pustki. Niepomiernie większej niż zazwyczaj w przypadku straty, bo jego emocjonalny świat wypełniony jest po brzegi światem partnera. Kiedy tego nie ma, nie zostaje nic. Ale z pewnością da się reagować wcześniej, wychwycić echoistyczne skłonności, jeśli uczciwie się sobie przyjrzymy. Da się je zauważyć nawet w języku, którym operujemy, warto się w niego wsłuchać. Cierpienia naprawdę można uniknąć.

dr Joanna Heidtman, psycholożka, socjolożka, trenerka biznesu, doradczyni, coach. Prowadzi zajęcia na studiach podyplomowych w SWPS.

  1. Psychologia

Osobowość narcystyczna – 9 cech, po których rozpoznasz narcyza

Osobowość narcystyczną cechują między innymi krytycyzm i egoizm (Fot. iStock)
Osobowość narcystyczną cechują między innymi krytycyzm i egoizm (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W nim łatwo można się zakochać. Najczęściej bowiem ma wdzięk oraz charyzmę, obdarzony jest talentami, odnosi sukcesy albo przynajmniej robi takie wrażenie. Zna sposoby, by zmanipulować i zdobyć zainteresowanie kobiety. Jak rozpoznać narcyza?

Narcyz to mężczyzna, w którym łatwo się zakochać. Najczęściej bowiem ma wdzięk oraz charyzmę, obdarzony jest talentami, odnosi sukcesy albo przynajmniej robi takie wrażenie. Facet narcyz zna sposoby, by zmanipulować i zdobyć zainteresowanie kobiety. Co to jest narcyzm oraz jak rozpoznać osobowość narcystyczną?

Narcyza cechuje krytycyzm i egoizm. Oraz brak szacunku do uczuć drugiego człowieka. Przy narcystycznym mężczyźnie źle się czujesz - spięta, zablokowana uczuciowo, zlekceważona, niepewna siebie. Jesteś atakowana nieprzewidywalnymi atakami złości, oburzenia i obojętności. Większość osób narcystycznych to zimni perfekcjoniści, odwołujący się do faktów, nie uczuć. Trudno do nich dotrzeć z tym, co się czuje. Potrafią obwiniać i wpędzać w poczucie niższości. Narcyz nie ma granic - ciebie traktuje jako przedłużenie siebie, służysz mu do tego, by zaspokajał swoje potrzeby. Ale nigdy go nie zadowolisz, jest bowiem jak czarna, zasysająca dziura. Osobowość narcystyczna potrzebuje podziwu, poklasku, dowodów oddania, a nawet poniżenia. Mężczyzna narcystyczny nie lubi słyszeć „nie”, lubi bezwzględnie dominować. Gdy czuje, że traci władzę znowu jest uroczy, obdarowujący miłymi gestami.

Wbrew pozorom narcyz wcale siebie nie kocha. (Fot. iStock) Wbrew pozorom narcyz wcale siebie nie kocha. (Fot. iStock)

Narcyz – cechy osobowości

Darlene Lancer, terapeutka małżeńska i rodzinna, wymienia za Amerykańskim Towarzystwem Psychiatrycznym 9 cech narcystycznych, które określają czym jest narcyzm.

1. Pretensjonalne poczucie własnej ważności, wyolbrzymianie osiągnięć i talentów. 2. Marzenia o: nieograniczonej władzy, sukcesie lub idealnej miłości. 3. Brak empatii dla uczuć i potrzeb innych osób. 4. Wymagania nadmiernego podziwu. 5. Uznanie dla prestiżu. 6. Roszczeniowość wobec swoich życzeń. 7. Wykorzystywanie innych dla osiągnięcia swoich celów. 8. Zazdrości innym lub uważa, że oni są o niego zazdrośni. 9. Arogancja. I choć wydaje się, że narcyz kocha tylko siebie, to nie jest prawda. Za perfekcjonizmem i arogancją osoby z osobowością narcystyczną kryje się wstręt do siebie.