1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Kobiece i męskie postacie w naszych snach – co mogą symbolizować?

Kobiece i męskie postacie w naszych snach – co mogą symbolizować?

Fot. iStock
Fot. iStock
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Sny pokazują jakie są wewnętrzne, głębsze powody i motywacje tego,co wydarza się „na powierzchni życia”, czyli w uzgodnionej rzeczywistości. W psychologii procesu rozumiemy sny jako mapę procesu śnienia jednostki, jako obraz dynamicznych interakcji pomiędzy różnymi aspektami jej psychiki.

Sny pokazują miejsce osoby na drodze jej rozwoju psychicznego, obrazują też konflikty z jakimi jednostka się wewnętrznie boryka. Jeżeli tak podejdziemy do snów, to oczywistym jest, że mają one duże znaczenie w procesie terapeutycznym a obserwacja tego, jak zmieniają się one w trakcie terapii może weryfikować działania terapeuty.

Oczywiście, terapeuta dysponuje różnymi metodami, które pokazują mu jak klient zmienia się wewnętrznie bądź nie.

Jung w jednej ze swoich prac opisuje jak w różnych fazach terapii zmieniały się obrazy mandali malowanych przez jego pacjentkę. Historia wielu klientów w psychoterapii dobrze ilustruje to zjawisko. „Na powierzchni” doświadczają oni przykrych zdarzeń, które rozbijają ich dotychczasowe życie a w związku z tym ich poczucie bezpieczeństwa. W psychologii procesu zawsze próbujemy zadawać sobie pytanie: „po co takie sytuacje jednostce się przydarzają?” A odpowiedzi na to pytanie udziela terapeucie proces śnienia klienta, który można odczytać m.in. poprzez jego sny a także przez jego symptomy fizyczne lub powracające problemy relacyjne.

Dosyć częstym motywem w snach klientów doświadczających w życiu sporych trudności są pojawiające się postacie przeciwnej płci.

Kobieta śni o postaciach męskich a ściśle rzecz biorąc o swojej relacji do tych figur. Mężczyzna zaś ma w snach różne postacie kobiece. Jung powiedziałby, że takie sny kobiety obrazują jej animusa – męską część w kobiecie, a w snach mężczyzny pojawia się anima, jego żeńska część. Terapeuta procesowy powiedziałby, że takie sny kobiet pokazują etapy konfliktu/oswajania/integracji ich procesu wtórnego związanego z siłą, autonomią i niezależnością, personifikowanego przez męskie postacie.

Kobiety z różnych powodów (postać realnego ojca, wychowanie w określonych wzorcach kulturowych itp.) zostają często zamknięte w swojej „kobiecej” części, bez dostępu do swojego animusa. Jednak proces rozwojowy zmusza je, żeby, w imię osiągnięcia pełni, skonfrontowały się z tą trudną dla nich częścią siebie. Tak na marginesie, to tego typu procesy są udziałem wielu polskich kobiet w ostatnich latach, podobne sny śni wiele kobiet w naszym kraju.

Często na początku konfrontowania się ze swoim animusem sny obrazują ich myślenie życzeniowe – pojawiają się mężczyźni, którzy rozwiązują ich trudności życiowe (tak jak w bajkach rycerz na białym koniu wybawia królewnę). Ale nie tędy droga... co szybko zresztą pokazują następne sny, w których wejście w realny psychiczny kontakt z animusem manifestuje się jako zagrożenie dla starej „kobiecej” tożsamości. Mogą pojawić się sny, że ich męska część nie jest w najlepszej formie - „umiera”, gdy jest długotrwale marginalizowana. Jest wiele możliwych sekwencji rozwoju integrowania animusa, jednak wszystkie one prowadzą w stronę snów, w których kobiety zaczynają używać tych silnych energii, przed którymi dotychczas uciekały.

Zazwyczaj w wyniku terapii ich wewnętrzny proces integracji idzie dalej i w końcowych snach kobiety stopniowo przezwyciężają swoje obawy, odważnie zaczynają obejmować swoją siłę i niezależność, stają się swoim animusem, co daje im poczucie radości i satysfakcji. Dopiero wtedy są one w stanie rozwiązać swoje trudności w realnym życiu, trudności, z którymi pojawiły się w drzwiach gabinetu terapeutycznego.

Podobny proces przechodzą mężczyźni na drodze do integracji animy, która reprezentuje zwykle ich zmarginalizowaną wewnętrzną część, ich miękkość, „słabość”, wrażliwość, nastawienie na bycie a nie na działanie. Na początku terapii mężczyźni często miewają sny, w których zachowują się w sposób „niemęski”, czego po przebudzeniu bardzo się wstydzą. Jednak stopniowe i umiejętne konfrontowanie się z tym swoim aspektem powoduje, że zaczynają oni odkrywać w swoich „kobiecych” zachowaniach pewną jakość, która jest w stanie dokonać czegoś, co nie byłoby możliwe, gdyby pozostawali jedynie „mężczyznami”. Dopiero wtedy zyskują nową perspektywę i nowe narzędzie do rozwiązania swoich życiowych problemów.

Historie takie pokazują, że żadna zewnętrzna zmiana nie może zadziać się bez wcześniejszej wewnętrznej przemiany, a ta ostatnia może zaistnieć wyłącznie poprzez włączenie nowego elementu psychiki do starej struktury.

A.Einstein powiedział kiedyś, że nie można rozwiązać problemu przy pomocy świadomości, która ten problem stworzyła. Kobiety nie byłyby w stanie rozwiązać ani swoich zewnętrznych trudności życiowych ani też się wewnętrznie rozwinąć, gdyby pozostawały nadal tylko w swojej „kobiecej” tożsamości. Podobnie mężczyźni nie są w stanie poradzić sobie z różnymi problemami życiowymi, jeżeli wcześnie nie zintegrują swojej animy. Skonfrontowanie się ze swoim animusem/animą i droga w kierunku jego/jej integracji jest tym nowym elementem, który umożliwia zaistnienie obu tych zmian.

Więcej informacji na ten temat, oraz przykład konkretnego problemu i terapii, znajduje się w artykule poniżej:

Tomasz Teodorczyk: współzałożyciel Akademii POP. Dyplomowany psychoterapeuta i nauczyciel pracy z procesem Research Society for Process Oriented Psychology w Zurichu, posiada Licencję Psychoterapeutyczną i Trenerską Polskiego Towarzystwa Psychologii Zorientowanej na Proces. Pracą z procesem zajmuje się od 1988 r.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Kryzys środka życia – jeden z najważniejszych momentów rozwoju

Środek życia to moment, kiedy człowiek musi zmierzyć się z fundamentalnymi pytaniami. (Fot. Getty Images)
Środek życia to moment, kiedy człowiek musi zmierzyć się z fundamentalnymi pytaniami. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Na kryzys można patrzeć jak na rzecz, przed którą należy uciekać, albo jak na dar od losu. Bo on jest darem, jeśli jesteśmy w stanie z niego skorzystać i zobaczyć go we właściwym świetle. Stara się nas zmienić, rozwinąć, poszerzyć. Podczas kryzysu środka życia człowiek staje przed fundamentalnymi pytaniami dotyczącymi ludzkiego życia.

Czym jest kryzys środka życia? To jeden z najważniejszych momentów ludzkiego życia i rozwoju. Są różne kryzysy, ale właśnie wokół tego znajduje się istota ludzkiej egzystencji. Jung mówił, że człowiek tak naprawdę rozwija się od tego kryzysu. Bo dopiero druga połowa życia przynosi istotne przyspieszenie procesów rozwojowych. Myślę, że to prawda. Wcześniej człowiek wypełnia zadania społeczne, osiąga pozycję zawodową, rodzinną. Od momentu kryzysu środka życia zaczyna się prawdziwy proces indywiduacji. Stąd ta ważność. Człowiek musi się zmierzyć z fundamentalnymi pytaniami, związanymi z ludzkim życiem. Czy można na nie uzyskać odpowiedzi, to jest już osobne pytanie. Bardziej może chodzi o odnalezienie radości w ich szukaniu. W jakim wieku spotyka ludzi?
U mężczyzn zwykle na poważnie między 45 a 50 rokiem życia, a u kobiet trochę później, bo po 50. Oczywiście, to bardzo indywidualne. To trochę jak z pytaniem, kiedy zaczyna się grypa - czy gdy zaczynamy kichać, czy dużo wcześniej.

Ile czasu trwa?
Zazwyczaj od momentu wystąpienia do końca życia. Ciężko zabrzmiało. To zależy, w jaki sposób spostrzegamy kryzys. Można patrzeć na niego jak na rzecz, przed którą należy uciekać, albo jak na dar od losu. Bo on jest darem, jeśli jesteśmy w stanie z niego skorzystać i zobaczyć go we właściwym świetle. Kryzys stara się nas zmienić, rozwinąć, poszerzyć.

Samo słowo „kryzys” brzmi poważnie. Bo jest ważne. Należy rozróżnić kryzys od konfliktu. Konflikt występuje wówczas, gdy wewnątrz nas ścierają się dwie wartości, natomiast kryzys jest wtedy, gdy mamy do czynienia z konfliktem razy sto. Już nie pojedyncza wartość zostaje zakwestionowana, ale cały system funkcjonowania człowieka. Kryzys środka życia jest dodatkowo trudny, bo dotyczy całości życia. Jego ciężkość bierze się stąd, że dotyczy fundamentalnej zmiany tożsamości. Jakie są symptomy kryzysu środka życia?
Bardzo różne. Wiele osób jest w kryzysie i o tym nie wie, bo na przykład wydaje im się, że mają depresję. Do najczęstszych symptomów należą: osłabienie energii życiowej, brak witalności, poczucie bezsensu, wszelkiego rodzaju lęki związane ze stratą, koszmarne sny, uaktywnienie się symptomów fizycznych. Biorą się one stąd, że dochodzimy do pewnego miejsca w życiu i nie wiemy, co dalej. Zarobiłem pierwszy milion, mam żonę pierwszą lub drugą, trójkę dorosłych dzieci. Albo: nie osiągnąłem żadnego znaczącego sukcesu w pracy i w życiu, z nikim się nie związałam, nie mam żadnej pasji. I co?

Strach przed powtarzalnością?
W znaczeniu poczucia jałowości tego wszystkiego, co mnie spotyka i co się może jeszcze zdarzyć. Z drugiej strony to takie miejsce w życiu, kiedy czuję że już pewnych rzeczy nie zrobię. Zaczynam myśleć, że są sprawy poza mną. Na przykład nie odwiedzę już różnych miejsc na świecie, albo nie będę już miała dzieci albo nowego, interesującego partnera. Zaczynam czuć swoje ograniczenia fizyczne i psychiczne. Coś mi ucieka, doświadczam tego że mój czas jest ograniczony. I to wywołuje u mnie panikę. Konfrontuje z faktem, że moje życie jest przemijalne. Jeżeli uświadamiam sobie, że czegoś nie zrobię, to zaczynam się zastanawiać czy to, co zrobiłem, jest fajne, dobre, wystarczające. Czy jest coś, co mi się nie udało. Nadchodzi moment rozrachunku. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, jak wyglądało nasze życie. Czy było sensowe, czy można było zrobić inaczej - a jeśli tak, to jak. Ze świadomością tego, że jest mało czasu i są małe szanse, żeby to naprawić. Bardzo trudne.

Czy pojawiają się też fizyczne symptomy?
Tak. Występują nawroty chorób lub pojawiają się nowe. Nasilają się też symptomy hipochondryczne. Człowiek zyskuje świadomość, że traci swoją fizyczną i intelektualną sprawność. Może pojawić się poczucie, że zaczynam się starzeć. Chociaż starzenie się jest uczuciem subiektywnym. Można mieć poczucie starzenia w wieku lat 30 i poczucie bycia młodym po siedemdziesiątce. „Starzenie się” jest określeniem, które oznacza początek rezygnacji z życia. Jeżeli zaczynam myśleć, że nic mnie nie czeka i się wycofuję - przechodzę w miejsce starości.

W jaki sposób próbujemy poradzić sobie z kryzysem środka życia?
Poziom zdrad małżeńskich według niektórych szacunków sięga 70 proc. i duża część z nich zdarza się w kryzysie środka życia. Ludzie wtedy sięgają po wszystkie uciechy świata - szybkie auta, motory, sporty ekstremalne. Albo medytują. Robią to, czego kiedyś sobie zabraniali. Może też być odwrotnie - usztywniają się w tym, co zrobili. Wbrew sobie przekonują się, że wszystko czego dokonali jest dobre, właściwie. Zaczynają „upewniać” siebie i innych, że ich dotychczasowy styl życia był tym jedynie słusznym. W takim momencie mogę na przykład stać się świętobliwym mężem lub szacowną matroną.

Ani jedna, ani druga postawa nie służy chyba rozwojowi?
Nie, bo jedna i druga omija to, o co chodzi w kryzysie. Czasem jednak tego rodzaju zachowania są koniecznym etapem, bez którego człowiek nie jest w stanie rozwijać się.

Dlaczego?
Użyję porównania - jak woda natrafia na dół, to żeby płynąć dalej, musi ten dół wypełnić do końca. Jeżeli zabraniałem sobie w życiu różnych rzeczy, to żebym mógł zmierzyć się z kwestiami, które czekają na mnie w drugiej połowie życia, muszę najpierw sięgnąć po to, czego nie doświadczyłem. Czasami, żeby przejść do zagadnień duchowych, muszę wysycić ziemską stronę. To jest pułapka, w którą wpadają ci, którzy swoje normalne, „ziemskie” trudności próbują rozwiązać poprzez szybkie wejście w medytację, duchowość. To się po prostu nie może udać. Bo rozwój zasadniczo musi być kolejnymi wypełniającymi się dołami. Oczywiście, każdy ma swoją drogę, ale nie ma drogi na skróty.

W kryzysie środka życia te doły są szczególnie trudne, tak?
W tym miejscu pojawia się znowu niebezpieczeństwo - jeżeli zacznę sobie brać te fajne rzeczy i na tym poprzestanę, będę je w sposób jałowy powielał, podczas kiedy powinienem pójść dalej.

Co to znaczy - pójść dalej? Zmierzyć się z pytaniami, które są fundamentalne - kim jestem, po co żyję, jaki jest mój stosunek do kosmosu czy też jakkolwiek pojmowanego Boga. To chyba nie jest łatwe zadanie?
To jest koszmarnie trudne zadanie.

Co zrobić, żeby to było łatwiejsze?
Podstawową rzeczą jest nasz stosunek do zjawiska, jakim jest kryzys. On próbuje nas zmusić, żebyśmy te rzeczy, które do tej pory marginalizowaliśmy, zintegrowali i włączyli w siebie. W momencie, kiedy to zrobimy, perspektywa z której patrzymy na życie i na śmierć, jest już inna. To trochę jak z wiedzą. Jeśli wiemy mało, różne rzeczy nas przerażają. Gdy wiemy więcej, dostrzegamy, że zjawiska są wieloznaczne, wielopłaszczyznowe - można na nie spojrzeć z kilku stron. To samo z nami - jeśli jesteśmy szeroką, rozwiniętą, zintegrowaną osobowością, życie ani śmierć zazwyczaj już nas tak nie przerażają. Czasem może też udać się nam odpowiedzieć na niektóre pytania, które zbliżają nas do odkrycia tajemnicy życia.

Ważna jest świadomość tej naszej wielopłaszczyznowości?
Świadomość, ale też coś więcej. Rozwój człowieka polega na tym, żeby nie tylko mieć świadomość tego, że mam w sobie wiele aspektów, ale żeby żyć tymi wszystkimi aspektami w każdej chwili.

Z jakimi pytaniami mierzy się człowiek w kryzysie środka życia?
Po pierwsze mierzy się z pytaniem czy to, co robiłem i robię, jest zgodne z moją ścieżką serca. Czy to jest to, co potrzebuję robić w życiu - czy jestem we właściwym związku, wykonuję właściwą pracę, żyję we właściwym miejscu. To są pytania o najważniejsze rzeczy dotyczące miejsca w życiu, w którym aktualnie jestem. A jeżeli nie jestem na ścieżce serca, to w jaki sposób mógłbym się na niej znaleźć. To podstawowe pytanie w tym momencie życia. A dalej to już tylko podążać za tym, w którą stronę moja ścieżka serca mnie prowadzi. Na niej znajdą się w którymś momencie inne fundamentalne pytania.

A jak ktoś sobie na te fundamentalne pytania nie odpowie, to co?
Nie wiem, czy w ogóle można sobie na nie odpowiedzieć, ale na dłuższą metę nie ma takiej możliwości, żeby je ominąć. Ale też nie chodzi tu o odpowiedzi werbalne. Nawiążę do psychologii zorientowanej na proces, metody w której pracuję i która jest współczesną wersją taoizmu. W taoizmie mówi się jasno że Tao, które można nazwać słowami, nie jest prawdziwym Tao. Można je doświadczać, można je czuć, ale nie można o nim mówić. Myślę, że tak samo jest z tymi najważniejszymi pytaniami - jeżeli zaczniemy o nich mówić, wpadamy w banał. Jaki jest sens życia? Każda odpowiedź na to pytanie będzie czystą bzdurą. Myślę natomiast, że przede wszystkim chodzi o to, żeby umieć odnaleźć radość z szukania tych odpowiedzi.

Co na to Jung?
Mówił, że kryzys środka życia to moment, w którym możliwości indywidualnej ludzkiej psychiki się wyczerpują. Mówiąc krótko - człowiek w swoim jednostkowym ludzkim wymiarze jest za głupi, żeby to rozwiązać. Pomóc mu może nieświadomość zbiorowa, czyli głęboko schowana skarbnica wiedzy, w której ukryte są podstawowe informacje o stosunkach między człowiekiem a Bogiem, kosmosem, uniwersum. Pytanie - jak tam dojść? Jeśli jestem tylko sam ze swoją indywidualną psychiką, mogę jedynie sięgnąć po rozwiązania powierzchniowe. Jung mówił, że niektórym ludziom zdarzają się dary od nieświadomości zbiorowej - to sny archetypowe. Taki sen nie ma żadnych jednostkowych odniesień - śnię i chociaż nie potrafię tego zrozumieć ani też odnieść do swojego życia, robi to na mnie ogromne wrażenie. Śnią się wtedy symbole ogólnoludzkie, ogólnopsychiczne. Nie każdemu, oczywiście, one się zdarzają, ale do nieświadomości zbiorowej można dojść też w inny sposób.

Jaki?
W psychologii zorientowanej na proces funkcjonuje pojęcie mitu życiowego. To główne zadanie naszego życia, oś, wokół której owija się większość naszych psychicznych problemów, linia rozwojowa, która nas prowadzi. O micie życiowym można myśleć jak o pewnej sztuce ze sobą na scenie. Sensowne rozwijanie mitu życiowego polega na odegraniu tej sztuki w różnych rolach. Wtedy poznaję historię z różnych stron - nie jestem cały czas na przykład w roli bohatera, ofiary czy ojca. Gdy wchodzę tylko w jedną rolę, oglądam sztukę z jednego punktu widzenia. W ten sposób niczego się w życiu nie nauczę, bo przez cały czas powielam to samo. Znając swój mit życiowy, człowiek jest w stanie łatwiej przejść kryzys środka życia, bo mit swoimi korzeniami sięga nieświadomości zbiorowej. Mit nadaje pewien indywidualny ton temu kryzysowi. Pokazuje pewne kierunki rozwiązań, które są tylko dla mnie. Bo każdy ma swój własny mit życiowy.

Tomasz Teodorczyk – współzałożyciel Akademii POP (www.akademiapop.org). Dyplomowany psychoterapeuta i nauczyciel pracy z procesem Research Society for Process Oriented Psychology w Zurichu, posiada Licencję Psychoterapeutyczną i Trenerską Polskiego Towarzystwa Psychologii Zorientowanej na Proces. Pracą z procesem zajmuje się od 1988r. Prowadzi psychoterapię indywidualną, warsztaty oraz szkolenia i superwizje. Tłumacz książek A. Mindella oraz autor artykułów o pracy z procesem. Współpracuje również z firmami przy rozwiązywaniu konfliktów.

  1. Psychologia

Obojętność w związku - sygnał, że relacja musi się zmienić albo zakończyć

Z obojętności można wydostać się w jeden sposób - pracując nad związkiem. (Ilustracja: iStock)
Z obojętności można wydostać się w jeden sposób - pracując nad związkiem. (Ilustracja: iStock)
Może doprowadzić do tego, że zaczynamy obwiniać drugą stronę o to, że wspólne życie nam nie wychodzi. Istota sprawy tkwi jednak w tym, aby zauważyć, że działamy razem i że razem musimy przezwyciężyć ten kryzys – że oboje musimy dać coś od siebie… albo oboje nawzajem się zrozumieć i odpuścić. - Obojętność partnera w związku bywa bolesna, ale jest oznaką zmiany - podkreśla psychoterapeuta Tomasz Teodorczyk. 

O obojętności w związku można przeczytać same niepokojące rzeczy – że oznacza ona pustkę, że jest zapowiedzią rychłego rozstania. Skąd między ludźmi, którzy byli sobie bliscy, bierze się obojętność?
W psychologii zorientowanej na proces o tym, co się dzieje w związku, mówi się w kategorii jasnych i ciemnych snów. Jasne sny ma każdy człowiek - są to wyobrażenia na temat idealnego partnera czy partnerki, nasze najgłębsze duchowe pragnienia i tęsknoty z tym związane. Jest to dość niespójny kawałek, bo mieszczą się tu i przekonania na temat związku, które wynosimy z domu, i wyobrażenia medialne - od spraw głębokich po bardzo płytkie. Z jasnymi snami jest kłopot, bo są one w dużej mierze nieświadome.

A ciemne sny?
To suma naszych rozczarowań relacyjnych. Reakcji, które zachodzą, kiedy tęsknoty jasnych snów nie zostają zaspokojone. Żeby lepiej sobie to wyobrazić, punkt jasnych snów połączmy linią z punktem snów ciemnych - jakby "łukiem tęczy". W momencie kiedy poznajemy partnera, zaczynamy iść w stronę jasnych snów. Myślimy sobie wówczas - to jest dokładnie ten mężczyzna, o nim marzyłam, on spełni moje najskrytsze pragnienia, będziemy żyć szczęśliwie. Śnimy o tym, aż wreszcie dochodzimy do jakiegoś punktu na linii i widzimy, że nasz wymarzony mężczyzna nie jest na przykład tak czuły, rozumiejący czy mądry. Zwykle zatrzymujemy się w jakimś miejscu na tej linii, bo nikt nie jest w stanie w pełni odpowiedzieć na nasze oczekiwania. Kończy się czas zakochania, fascynacji i wtedy dostajemy komendę „w tył zwrot” i zaczynamy podążać w kierunku ciemnych snów. Pojawiają się takie myśli jak: wszyscy mężczyźni to dranie, lepiej już żyć samej, mam go dosyć, trzeba się z nim rozstać, bo jest beznadziejny.

Gdy podążamy w kierunku ciemnych snów, widzimy partnera w gorszym świetle niż jest on w rzeczywistości?
Tak. W fazie jasnych snów widzimy go przez różowe okulary, w ciemnych snach - przez czarne. Ale gdy zbliżamy się do ciemnych snów, dochodzimy do wniosku że ten nasz partner nie jest znowu aż taki zły i znowu zaczynamy śnić swoje jasne sny. Kursujemy po takim jakby łuku. Kłopot polega na tym, że jak się już chodzi wiele razy tą drogą, odcinek między jasnym a ciemnym snem skraca się. Wahnięcia stają się częstsze. Raz myślę sobie - jest fajnie, a zaraz potem - jest fatalnie. Jest to pewnego rodzaju pułapka, ponieważ w tym miejscu nie jesteśmy w stanie ani zawalczyć o swoje marzenia oraz tęsknoty, ani nie możemy się rozstać. Zazwyczaj dzieje się tak, że nie możemy dojść do punktu końcowego ciemnych snów, bo hamują nas okoliczności: dzieci, mieszkanie, lęk przed samotnością. A na walkę o marzenia nie mamy siły, energii. Im mniejszy jest odstęp między jasnymi i ciemnymi snami, człowiek popada w pewien rodzaj rezygnacji - jest to właśnie obojętność.

Czym jest obojętność?
Są dwa rodzaje obojętności - napięta i bezwładna, którą można określić jako stan łagodnej, chronicznej depresji. Wcześniej pojawia się obojętność napięta. Myślimy sobie wówczas, że już trochę nie chce się nam być w naszym związku, ale biegun ściągający nas w sferę jasnych snów jest jeszcze mocny. Wtedy mogę zwrócić uwagę na inną kobietę lub mężczyznę. To mi może wyciąć kawałek zainteresowania partnerką czy partnerem, ale jest jeszcze ukryta energia, która będzie dążyła do utrzymania związku. W tej fazie są jeszcze momenty, kiedy wydaje nam się że wszystko dobrze się układa - wyjedziemy gdzieś razem w fajne miejsce, pójdziemy na kolację do restauracji. Ale zaraz potem znów czujemy, że ona lub on już mnie nie obchodzi.

Czy w fazie obojętności napiętej chcemy ukarać partnera za to, że nie spełnił naszych oczekiwań i tęsknot?
Tak - ukarać, sprowokować, zamanifestować. Gdzieś jest jeszcze w nas nadzieja, że możemy poruszyć tę drugą stronę, że jesteśmy w stanie sprawić, że ona mimo wszystko okaże zdolna do wypełnienia tych wszystkich pięknych rzeczy, które sobie założyliśmy na początku związku. Pod spodem obojętności jest nadzieja, że partner czy partnerka okaże się jednak tą wymarzoną osobą.

A co się z nami dzieje w fazie obojętności, którą nazwałeś stanem łagodnej, chronicznej depresji?
Już nie mamy nadziei, że coś dobrego może wydarzyć się w związku. Nie czujemy żadnej mocy sprawczej. Wydaje nam się, że nic się nie zmieni, ale też nie jesteśmy w stanie z tego związku zrezygnować. Co więcej - nie wierzymy że znajdziemy sobie innego partnera, że kiedykolwiek ułożymy sobie życie. Tutaj zaczyna się depresja. W tym miejscu znajdują się te wszystkie poglądy, które mają uprawomocnić przekonania, że życie nie ma sensu, że nie ma miłości na świecie. Jak się głębiej porozmawia z ludźmi w tym stanie, to mówią oni o swoich fantazjach na temat śmierci partnera lub własnej. To się jawi jako jedyne rozwiązanie, uwolnienie z tej sytuacji, bo sami nie mogą nic z nią zrobić. W długoterminowych związkach łączą się z tym stanem różnego kryzysy, na przykład kryzys wieku średniego.

Stan obojętności napiętej może przejść w obojętność bezwolną, tak?
Tak, jeśli się z nią nic nie robi.

A jeśli już jest, jak się z tej obojętności wydostać?
Można w jeden sposób - pracując nad związkiem. Dbając o niego, można sprawić że krzywa opadania temperatury uczuć będzie mniejsza. W naszej kulturze związek zaczyna się jak gdyby od wrzenia, od 100 stopni, potem temperatura spada. Jeżeli spowodujemy, że opadnie łagodnie i zatrzyma się w miejscu, które nas satysfakcjonuje, prawdopodobnie przeżyjemy razem wiele szczęśliwych lat w dobrym zdrowiu na poziomie jasnych snów.

Brzmi trochę jak bajka.
Wszyscy jesteśmy we władaniu takiego przekonania, że od życia nie można specjalnie wiele oczekiwać. Nie ma cudów - miesiąc miodowy się skończył, można liczyć że co najwyżej będzie jakoś w miarę sensownie. Jeżeli byśmy zmienili nasze podejście i byli przekonani, że można oczekiwać od związku, który trwa lata, gorącej temperatury, dużo by to zmieniło. Zostawmy jednak maksymalne rejestry, pomyślmy jak zadbać żeby amplituda naszych uczuć nie opadała za szybko, żeby w związek nie wkradła się obojętność?

Jak to zrobić?
Z tym jest różnie. Są ludzie, którzy potrzebują dbać o swój związek, rozbudowując sferę domową, bo to jest to, na czym im zależy. A są takie pary, dla których pielęgnowanie będzie polegało na tym, żeby jeździć po świecie, wieść życie towarzyskie, angażować się w działalność społeczną, kulturalną, artystyczną. Każdy związek ma swoją unikalną formułę, w psychologii procesu nazywamy to mitem relacyjnym. Zadbanie o związek jest możliwe i można sprawić, żeby nie wpaść w pułapkę obojętności. To jest profilaktyka.

Zwykle zaniedbujemy wszelką profilaktykę.
Tak. I budzimy się w fazie obojętności. W tym miejscu należy uświadomić sobie, że mamy kryzys relacyjny. Nie ma co się łudzić, że sam przejdzie. Obojętność jest jednym z pewnych symptomów kryzysu. Jeśli potraktujemy kryzys jako wyzwanie i informację, że ze związkiem coś trzeba zrobić, zaczynamy szukać rozwiązań.

Jakich?
Kryzys to jest szczególne i trudne miejsce zarówno w życiu relacyjnym, jak i w życiu człowieka. Jest sygnałem na to, że system w którym jesteśmy, doszedł do kresu możliwości w danej formule. Konieczna jest jego transformacja. Coś musi się zmienić. Może za bardzo poświęcamy się pracy, domowi albo dzieciom?

Równowaga została zachwiana?
Tak. Ten system stał się sztywny, nie reaguje elastycznie. Bo zmieniły się potrzeby między nami, a my cały czas działamy tak jak kiedyś.

O czyje potrzeby chodzi - o własne czy partnera?
Różnie. Załóżmy, że jestem człowiekiem wychowanym w dość konserwatywnym duchu - jestem dość spokojny, grzeczny, układny, odpowiedzialny, solidny. Mam w sobie stronę bardziej szaloną, ale ona nigdy nie była wspierana ani przez moich rodziców, ani świat dookoła mnie. Wyrosłem na poprawnego faceta, chodzę do pracy, mam dzieci i do tego wszystkiego mam żonę, która wspiera ten mój styl funkcjonowania. Załóżmy, że w pewnym czasie zaczynam czuć presję upływającego czasu i myślę sobie, że może warto byłoby sięgnąć po inny kawałek życia i zaczyna mi się marzyć podróż dookoła świata. Zmieniły się moje potrzeby. A moja żona może wcale nie chcieć wspierać tych moich nowych dążeń. Ona może działać tak, jakby była z człowiekiem, z którym brała ślub, podczas gdy ja już jestem innym facetem.

Żeby była szansa na zmianę związku, to żona powinna podążyć za zmianą, która dokonała się w mężu?
Jesteśmy w momencie kryzysu, który jest sygnałem, że związek musi się transformować albo zakończyć. To jest ten moment dojścia do granic możliwości modelu, który zbudowaliśmy. Jeśli związek zdolny jest do zmiany, to warto nad nią pracować. Wtedy relacja ma szansę jeszcze przetrwać.

Szansa powodzenia jest wówczas, jeśli obie strony chcą zmiany?
Tak, inaczej nic z tego nie będzie. Jeżeli jedna strona naciska na zmianę, to druga albo też jej dokonuje, albo zdecydowanie się temu przeciwstawia. Jeśli mamy do czynienia z drugim wariantem albo musimy się rozstać, albo wpadamy w łagodną depresję. Albo żona powie: „Świetnie, ruszamy na wyprawę dookoła świata.” albo „Zgłupiałeś!”. Albo się rozstaniemy, albo obsuniemy się w depresję i będziemy się obwiniać. Ja za to, że ona mnie nie wspiera w moich nowych potrzebach, ona mnie za to, że jej się wydawało że ja jestem inny, niż jestem.

Czasami jest tak, że sami potrzebujemy tej zmiany, ale wymagamy jej od partnera.
Wszyscy ludzie są w tym miejscu tacy sami. Chcemy, żeby zmiana została przeprowadzona nie przez nas, tylko przez naszych partnerów. Chcielibyśmy, żeby oni zrobili tę robotę za nas. Zanim uświadomię sobie, że chcę się wybrać na koniec świata, będę zarzucał żonie że jest nudna.

I zwykle jest tak, że zaczynamy od żali, pretensji, czasem od dawna niewypowiedzianych?
Tak, jeżeli wytykamy coś partnerowi, sprawa dotyczy tego że potrzebuję zadbać o siebie w tej sferze. To ja potrzebuję zmiany, a druga strona pójdzie za tym, albo nie.

Zdarza się tak, że nie zawsze związek, który znalazł się w fazie obojętności, można uratować.
Istotą sprawy nie jest to, żeby związek ratować. Ostatnio przeczytałem mądre zdanie w książce dla lekarzy: „Lecz chorobę, ale umierającemu duchowi daj spokojnie odejść”. Trzeba zobaczyć co z tym naszym duchem.

Jak?
W momencie, kiedy jesteśmy rzucani od jasnych snów do ciemnych, zwykle do tego potrzebny jest ktoś z zewnątrz.

Jako terapeuta pewnie to widzisz?
Zwykle widzę sygnały, że duch związku umiera. Gdy podczas pracy terapeutycznej kieruję klienta to w stronę jasnych snów, to w stronę ciemnych, obserwuję dokąd bardziej zmierza. Wtedy, w zależności od tendencji, która jest silniejsza, można albo mocniej zawalczyć o swoje marzenia, albo uścisnąć sobie dłonie i powiedzieć „cześć”. Jest jeszcze druga możliwość wyjścia z tej pułapki. Można uruchomić takie miejsce, które nazywamy brakiem snu. Chodzi o to, żebym był w stanie spojrzeć na partnera ani przez różowe, ani przez czarne - tylko bez okularów. Wtedy mam szansę zobaczyć kim ona lub on naprawdę jest. Że nie jest ani aniołem, ani diabłem, tylko człowiekiem o takich i takich cechach. Wówczas łatwiej można podjąć decyzję, czy chcę nadal z kimś takim żyć, czy nie.

Jak możemy pomóc sobie w decyzji o rozstaniu?
Rozstanie nie jest niczym strasznym. Jest takim samym zjawiskiem jak każde inne. Chodzi o to w jaki sposób się rozstajemy. Dobrze byłoby zobaczyć, co w naszym związku było wartościowe, czego się nauczyliśmy, podziękować sobie. Zrobić podsumowanie.

Tomasz Teodorczyk - współzałożyciel Akademii POP, dyplomowany psychoterapeuta i nauczyciel pracy z procesem Research Society for Process Oriented Psychology w Zurichu, posiada Licencję Psychoterapeutyczną i Trenerską Polskiego Towarzystwa Psychologii Zorientowanej na Proces. Pracą z procesem zajmuje się od 1988 r. Prowadzi psychoterapię indywidualną, warsztaty oraz szkolenia i superwizje. 

  1. Psychologia

Co mówią o nas sny?

W snach poznajemy naturę działania umysłu. (Fot. iStock)
W snach poznajemy naturę działania umysłu. (Fot. iStock)
Jak czytać sny? Czy można nad nimi zapanować? - Wiedza płynąca ze snów jest podobna do poznania, jakie wynosimy z obserwacji zachowania na jawie, a jednocześnie jest bardziej prawdziwa, niezafałszowana, głębsza, tajemnicza, obrazowa i symboliczna, dlatego przyciąga i „czaruje” - mówi badacz psychologicznego znaczenia marzeń sennych, doktor Zenon Waldemar Dudek.

Przesypiamy przeciętnie jedną trzecią życia. W tym czasie nasz umysł wytwarza niezliczone obrazy senne. Właściwie po co? Sny to wewnętrzne i nieświadome regulacje systemu psychicznego. To nocne sprzątanie zapracowanego w dzień mózgu. Wyrównują dysproporcje między stroną logiczną, lewopółkulową psychiki, a stroną wyobrażeniową i emocjonalną, kreatywną, prawopółkulową. Śnią się głównie w fazie REM, czyli wtedy, kiedy mózg jest w stanie głębokiej relaksacji. Sny są niezbędne dla zachowania zdrowia psychicznego. Badania nad mózgiem i odkrycia psychoanalizy dowodzą, że sny są nośnikiem ważnych informacji o naszym życiu psychicznym. Oczywiście, tak jak w codziennej komunikacji na jawie, również w snach mamy do czynienia z informacjami ważnymi i banalnymi, a nawet niepotrzebnymi, takim spamem. Ludzki mózg każdej nocy produkuje wizje senne, z których nie jest łatwo korzystać na jawie, mimo to warto próbować. Na ten cenny przekaz snów składa się ich treść oraz niepowtarzalny nastrój, czyli to, czy są miłe w odbiorze, czy też nieprzyjemne albo wręcz straszne.

Gdzie szukać klucza do zrozumienia snów? Jeden klucz to pamięć i wiedza o sobie oraz zdolność logicznego kojarzenia faktów. Kiedy śnią się nam egzaminy ze szkoły czy studiów, to przypominają stres egzaminacyjny zapisany w pamięci, który wciąż jest aktualny, bo w dorosłym życiu reagujemy jak uczniowie oceniani przez dorosłych. Kiedy śnią nam się dawne romantyczne spotkania i zakończone – jak się nam wydaje – związki uczuciowe, to znaczy, że zawierają one jeszcze niewyczerpany potencjał. Coś, co pozornie minęło, jest nam wciąż potrzebne albo nadal niewykorzystane.

Drugi klucz to symboliczne interpretacje, oparte na wielowiekowej wiedzy, filozofii, psychologii, mitach i literaturze. Wiele dzieł zapisanych w tradycji, jak też wiele odkryć, w tym objawień religijnych, natchnień artystycznych czy odkryć naukowych miało swoje źródło w snach. Jesteśmy w nich mniej lub bardziej nieudolnymi naśladowcami wielkich bohaterów ludzkości, tych prawdziwych, jak też opisanych w mitach, religii i sztuce. Wyjątkowe sny, nazywane przez Junga archetypowymi, zawierają właśnie odwołania do prawd uniwersalnych.

Nieustanną popularnością cieszą się senniki. Na ile są w stanie pomóc nam zrozumieć sny, a przez to samych siebie? Tylko człowiek naiwny wierzy, że senniki mówią o konkretach. One mówią symbolami, a konkrety trzeba odnaleźć, ryzykując błędne rozumienie. Z zasady to, co symboliczne, jest wieloznaczne. Człowiek jednak próbuje wyrywać tajemnicę z symboli, hermeneutyka to próba racjonalnej interpretacji symboli kultury. W połączeniu z psychologią może wprowadzić pewien porządek w interpretację marzeń sennych, ale będzie to jednak po części sztuka, a nie tylko nauka. Senniki działają podobnie jak wróżby, wykorzystując myślenie magiczne.

W snach poznajemy naturę działania umysłu, jak też wspomnienia i projekty zdarzeń, które chcą się w ten sposób zamanifestować, bo mają z tym problem na jawie. Sny obrazują skrajności, więc kompensują nasze braki. Są w nich pragnienia, a z drugiej strony lęki, deficyty i urazy.

Wiedza płynąca ze snów jest podobna do poznania, jakie wynosimy z obserwacji zachowania na jawie, ale różni się od niej na ogół pod dwoma względami – jest bardziej prawdziwa, niezafałszowana, a przez to bardziej pierwotna i naturalna, oraz na ogół głębsza, tajemnicza, obrazowa i symboliczna, dlatego przyciąga i „czaruje”. Obok prawdy ogólnej jest w snach też prawda indywidualna. Dlatego nie jest łatwo je interpretować – trzeba odróżnić warstwę ogólną, którą Jung nazywa archetypową, od warstwy osobistej, która ilustruje blaski i cienie naszego „ja”.

Spróbujmy przyjrzeć się bliżej jakiemuś typowemu motywowi snu. Co może oznaczać, jeśli ktoś często śni, że jest nagi? Dla jednego nagość może oznaczać wstyd, poczucie braku osłony, niepewności w sytuacjach społecznych, pozbawienie możliwości obrony przed krytyką, brakiem życzliwości. Nagość to także symbol dziecięcej niewinności, nieskrępowanej radości, wolność od schematów i naturalność. Taki sen może też oznaczać, że dana osoba ma problem z określeniem granic swojego ciała i psychiki. W dzisiejszych czasach ciało jest odkrywane wbrew rozsądkowi i wbrew woli, masowo nadużywane i przedmiotowo traktowane. Ekshibicjonizm psychiczny i fizyczna nagość są towarem, ale kłóci się to z potrzebą intymności. Dlatego zaburzenia osobowości typu borderline są powszechnym problemem.

Jak widać, możliwości interpretacji snu jest wiele. Ważne, jakie emocje mu towarzyszą i kto to śni. A więc nie tylko co śnimy, ale też w jaki sposób. A to wszystko z kolei jest zakorzenione w jednostkowym życiu i w otaczającej kulturze.

O czym to świadczy, gdy ktoś ma sny, że fruwa nad miastem? To obraz mówiący o sile fantazji, która zaprzecza prawom fizyki. Sny o lataniu ilustrują oderwanie od rzeczywistości, bujanie w obłokach, duchowe uniesienia i kreatywne „bycie ponad”, młodzieńczy idealizm. Jeśli przywołamy mit o Ikarze czy postać Małego Księcia, możemy odkryć podobny motyw czy cechę, która w nas tkwi – neurotyczną potrzebę wolności i wrażliwość, której towarzyszą smutki, upadki i rozczarowania. Na takim idealizmie wyrastają w trudnych sytuacjach myśli o tym, aby wyrwać się z ograniczeń świata.

Powracające w snach osoby i sytuacje, np. dzikie konie, las, ciemności, pływanie w wodzie, rodzenie dziecka, pakowanie bagaży, nagość w miejscu publicznym czy właśnie latanie, ukazują ukryty kompleks danej osoby, a więc jej urazy i sytuacje wywołujące stres. Kiedy zbiera się w kimś napięcie, bo musi podjąć ważną decyzję, ten kompleks powraca w snach.

Czy analiza snów może być pomocna w psychoterapii? W pierwszej kolejności w psychoterapii stosujemy sprawdzone naukowo metody i posługujemy się informacjami bezpośrednio dostępnymi, jawnymi. Analizujemy to, co pacjent o sobie opowiada. Jednak w wielu przypadkach dostęp do przeżyć pacjenta jest utrudniony. Pacjent nie wie, skąd się wzięły jego problemy. Aby dotrzeć do ukrytych przeżyć i wypartych pragnień, Freud wpadł na pomysł, aby analizować sny i swobodne skojarzenia pacjenta. Psychologia naukowa jest sceptyczna wobec jego koncepcji, ale wiele idei psychoanalizy znalazło zastosowanie w psychoterapii.

Aby zrozumieć sen, warto zapisać go w dzienniku, opowiedzieć bliskiej osobie, namalować na jego temat obraz lub zapisać jako pomysł na opowiadanie. Ważne jest nadanie tytułu, który spina jego główny przekaz, np. „walka”, „mistyczna wędrówka”, „lot nad miastem”, „potop”, „spotkanie z czarną postacią”, „niezwykły seks” itp. Ważne sny układają się czasem w historie i ciągi znaczeniowe, obrazując styl życia na jawie lub jakiś wewnętrzny problem. W analizie snów przydatna jest intuicja, która podpowiada klucz do zrozumienia ich znaczenia. Mimo że terapeuta uczestniczy w interpretacji snu, decydującą rolę w odgadnięciu i przyswojeniu jego sensu odgrywa osoba śniąca.

W praktyce psychoterapeutycznej ważne są te sny, które pomagają zrozumieć przeszłość i teraźniejszość pacjenta oraz dają wskazówki kreatywnego rozwiązania problemu. Najbardziej znaczące pod względem psychologicznym są sny z dzieciństwa, sny powtarzające się, sny w postaci serii, rozgrywające się jakby w odcinkach, oraz sny śniące się w momentach przełomowych: przed poważną operacją, przed lub po spotkaniu z ważną osobą czy podczas emocjonującej podróży. Te sny robią na nas wrażenie, intrygują i nie zapominamy ich. One nam towarzyszą.

Czy możemy wpływać na treść własnych snów? Kiedy dużo myślimy o ważnej sprawie, we śnie może pojawić się jakiś komentarz. Nie można jednak dowolnie manipulować nieświadomością, tak jak nie jesteśmy w stanie w pełni kontrolować świadomego umysłu. Faktem jest, że można rozwijać świadomość w stanie snu. Jednym z kierunków pracy ze snami jest tzw. świadome śnienie. Polega to na nastawieniu się na aktywne działanie we śnie – taką zdolność można rozwijać. Po prostu przed pójściem spać człowiek się programuje na to, że jeżeli coś mu się przyśni, to będzie w tym aktywnie uczestniczył. We śnie mamy czasem spontanicznie świadomość, że to sen. Ten stan można wypracować. Jest to wyraz naturalnej skłonności do medytacji. Rozwijanie tej umiejętności może być elementem treningu duchowego.

Kolejnym etapem tego doświadczenia jest świadome działanie we śnie. W kulturze Senojów (lud Polinezji) już małe dzieci były tego uczone. Mówiono im, że kiedy przyśni się dzikie zwierzę, mają pamiętać, że to tylko sen, a także szukać rozwiązania tej sytuacji, np. uciec na drzewo lub rzucić kamieniem. Taki trening we śnie rozwija intuicję, poszerza umysł, wzmacnia postawę kreatywną, buduje otwartość na aktywne konfrontowanie się z problemami.

A jak już zrozumiemy swój sen, co możemy z nim zrobić? On staje się częścią nas. Sny, tak jak sztuka, spotkania z drugim człowiekiem czy podróże, wzbogacają w nowe wewnętrzne doświadczenie. Poprzez dialog ze snem poznajemy siebie od ukrytej strony, asymilujemy, jak mówi Jung, nasz Cień. To trudne do pojęcia rozumem, ale w sferze snów mieści się wielkie archiwum ludzkości. Ludzie wrażliwi i utalentowani znajdują tam wskazówki i inspiracje do twórczości i rozwoju. Zrozumienie snu pacjenta mnie osobiście bardzo pomaga w prowadzeniu terapii.

Zenon Waldemar Dudek psychiatra i psychoterapeuta, badacz psychologicznego znaczenia symboliki marzeń sennych, mitów, literatury i zjawisk kulturowych. 

  1. Psychologia

Znaczenie snów - dopowiadają to, czego nie zauważamy

„Dzięki temu, że we śnie bywamy wariatami, w dzień możemy zachowywać się normalnie” – uważa dr Rosalind Cartwright z Rush University w Chicago.(Fot. iStock)
„Dzięki temu, że we śnie bywamy wariatami, w dzień możemy zachowywać się normalnie” – uważa dr Rosalind Cartwright z Rush University w Chicago.(Fot. iStock)
- Nasze sny nie mają nic wspólnego z intelektem. I w przeciwieństwie do niego nigdy nas nie okłamują – twierdził Carl Gustav Jung. Dopowiadają to, czego nie zauważamy albo co jest dla nas niewygodne, choć prawdziwe. To nocny zmysł, równie cenny jak pięć pozostałych, których używamy za dnia.

Rosyjskiemu naukowcowi Dmitrijowi Mendelejewowi okresowy układ pierwiastków chemicznych ukazał się we śnie. Mendelejew badał wówczas właściwości metali i niemetali, biedząc się nad odkryciem logicznych powiązań między nimi. Po godzinach bezowocnego ślęczenia poszedł spać. W nocy miał sen, w którym zobaczył pierwiastki sklasyfikowane w grupy według masy atomowej. Wizja senna była tak szokująca, że Mendelejew z wrażenia się obudził i zapisał ją na papierze. Niezwykłe było to, że jego sen przewidział także istnienie ośmiu innych nieznanych pierwiastków, z których trzy odkryto jeszcze za jego życia.

Wiele wynalazków i odkryć zostało zainspirowanych snami, a czasem wręcz dokonało się we śnie. Niels Bohr opracował model atomu na podstawie snu, w którym widział słońce i krążące wokół niego planety, a Elias Howe w nocy wynalazł maszynę do szycia.

Sny bywają także „twórcami” słynnych dzieł. Robert Louis Stevenson często „pisał” we śnie, a po obudzeniu szybko notował na papierze literackie wizje. Salvador Dali większość swoich obrazów wyśnił, a Wagner „Pierścień Nibelungów” „usłyszał” po raz pierwszy w nocy. Do wyśnionych utworów należą też podobno „Ulisses” Joyce’a, „Boska komedia” Dantego, „Kandyd” Woltera. Proroctwo, intuicja pozaintelektualna czy też przetworzenie posiadanej wiedzy i informacji, które sen wyłowił z chaosu i nadał im ostateczną formę?

Marzenia senne

Afrykańskie plemiona wierzą, że istnieją dwa rodzaje marzeń sennych: ota (z języka suahili), czyli wielkie wizje mające znaczenie nie tylko dla śniącego, ale też dla całej społeczności, a nawet dla ludzkości, oraz ndoto, czyli powszednie „małe” sny, w których śnimy o naszych problemach. Ota zdarzają się bardzo rzadko i tylko naprawdę wielcy ludzie, tacy jak wodzowie, szamani i inne osobowości charyzmatyczne, mogą je mieć – mówił na swoich seminariach Carl Gustav Jung, twórca psychologii głębi. Jung zakładał istnienie nieświadomości zbiorowej całej ludzkości i wierzył, że wiedza z niej pochodząca bywa dostępna ludziom za pośrednictwem potężnych snów.

Wielki sen wodza albo szamana zawsze miał kluczowe znaczenie dla całego plemienia. Jedna z eskimoskich legend opowiada o starym szamanie, który pod wpływem wizji sennej o dalekiej krainie obfitości poprowadził głodujące plemię z Grenlandii przez Zatokę Baffina do Ameryki Północnej. W połowie podróży niektórych opanowały wątpliwości, czy wizja jest prawdziwa. Część plemienia zawróciła i zginęła, podczas gdy pozostali dotarli do wybrzeża północnoamerykańskiego, gdzie wody obfitowały w foki, wieloryby i morsy.

Wśród północnoamerykańskich Indian panuje przekonanie, że sny ważne dla całej społeczności, decydujące np. o tym, czy plemię będzie miało wystarczający zapas jedzenia, by przetrwać zimę, mogą mieć tylko ludzie o czystym sercu, gdyż tylko oni nawiązują we śnie duchową łączność z przyrodą. O wyprawie na polowanie zawsze decydował sen szamana, któremu potrafiło się przyśnić, w jakim miejscu i dokładnie o jakiej porze przejdzie stado zwierząt.

Norbu Rinpocze i Lopon Tenzin Namdak w książce „Tybetańska joga snu i praktyka naturalnego światła” piszą, że takie zdolności senne mają osoby dojrzałe, o wysoko rozwiniętej świadomości. Pracując nad sobą, zaczynają doświadczać tzw. siddhi, czyli zdolności parapsychologicznych. Do klasycznych siddhi należą właśnie prorocze sny (a także czytanie myśli, leczenie przez dotyk, przebywanie w dwóch miejscach w tym samym czasie i widzenie przyszłości).

Choć „małe” sny są dużo mniej fascynujące niż te wizjonerskie, trudniej nam je zrozumieć, gdyż często bywają dla nas niejasne. Mają jednak ogromną wartość. Próbują nam pomóc w rozwiązaniu problemów i – jeśli traktujemy je poważnie – stanowią małe kroczki do wzbogacania własnej osobowości i coraz lepszego funkcjonowania w świecie. Fritz Perls, założyciel szkoły psychologicznej Gestalt, nazwał sny królewską drogą do integracji i rozwoju osobowości.

Śpiący umysł

Neurolodzy starają się wyjaśnić funkcję marzeń sennych, badając pracę mózgu podczas snu. Okazuje się, że kiedy śpimy, wyłączają się najwyżej zorganizowane i racjonalne struktury umysłu, a do głosu dochodzi układ limbiczny, bardziej pierwotna część mózgu, którą można nazwać umysłem emocjonalnym. Doktor Rosalind Cartwright z Rush University w Chicago sądzi, że sen jest symbolicznym odbiciem naszego stanu psychicznego, a mózg pracuje wtedy nad rozwiązaniem trudnych problemów emocjonalnych.

Podczas pierwszej fazy REM (Rapid Eyes Movement) zanurzamy się w najgłębszych emocjach, następnie odreagowujemy je w postaci marzeń sennych podczas kolejnych REM, które powtarzają się czterech do pięciu razy w nocy. Dlatego pierwszy sen zwykle ma bardzo niepokojącą treść. Ten zły sen to jednak dopiero początek całej akcji nocnej! Podczas kolejnych faz REM śpiący umysł przenika wszystkie zasoby pamięci i sięga do naszych podobnych doświadczeń, aby znaleźć sposoby na poradzenie sobie z dziennymi emocjami, i przedstawia je nam w postaci kolejnych snów. W związku z tym mimo złego wieczornego nastroju rano możemy zbudzić się już w o wiele lepszym humorze.

 
Marzenia senne zapewniają nam więc zdrowie psychiczne! „Dzięki temu, że we śnie bywamy wariatami, w dzień możemy zachowywać się normalnie” – uważa dr Cartwright. Gdy jednak nasze problemy są zbyt trudne i śpiący umysł nie umie sobie z nimi poradzić, sen zaczyna powtarzać się w postaci koszmaru, nie wychodząc poza pierwszą fazę REM. Taki nawracający koszmar (który może dręczyć nas nawet latami) to znak, że nie dajemy sobie rady z jakimś urazem i potrzebna jest już pomoc psychoterapeuty.

Istnieje wiele dowodów na to, że sny mogą nas poinformować o rozwijającej się chorobie, zanim pojawią się jej pierwsze symptomy. Podczas fazy REM umysł wychwytuje zmiany zachodzące w ciele, zanim dostrzeże je świadomość – tłumaczy prof. Robert van de Castle z Health Sciences Center Virginia University. Taki sen przeżył w dramatycznych okolicznościach Jeffrey Lim, dziennikarz brytyjskiego tygodnika „The Observer”. W programie „Tajemnice snu” Discovery Science opowiadał, że w wyniku powikłań, do jakich doszło, gdy był operowany w szpitalu, nie obudził się po narkozie i zapadł na kilka tygodni w śpiączkę. Nieprzytomny i podłączony do sztucznego płucoserca śnił. We śnie czuł, że jest sparaliżowany i nie może mówić, a żona i lekarz zapewniają go, że wróci do zdrowia. Lim obudził się po czterech tygodniach. Sen się sprawdził: nie miał władzy ani w rękach, ani w nogach, z powodu wykonanej tracheotomii nie mówił. Był jednak całkowicie spokojny. Sen przygotował go na stan, w jakim się znalazł po przebudzeniu. Wiedział też, że dojdzie do siebie. Z czasem Lim odzyskał pełną sprawność fizyczną i umysłową, obecnie czuje się dobrze i pracuje.

Znaczenie snów. Czego chcą od nas sny?

Choć sen może nas poinformować o stanie psychicznym i fizycznym czy pomóc odreagować stresy, to wskazówki, jakie niesie, warto sobie uświadomić – pisał psycholog Eugene Gendlin w swojej książce „Let Your Body Interpret Your Dreams”. Dlatego lepiej przypominać sobie sny. Co zrobić, żeby sen nie uległ zapomnieniu? Przede wszystkim od razu po obudzeniu można powtórzyć go sobie w myśli. Niektórzy terapeuci, idąc za radą Junga, zalecają swoim pacjentom zapisywanie snów, a także skojarzeń i uczuć, jakie wywołują, w dzienniku. Bo sny odsłaniają te uczucia, których nie dopuściliśmy do świadomości za dnia. Dzięki zapiskom możemy dokładnie poznać pełne własne nastawienie do jakiegoś problemu czy osoby. Praca ze snem pozwala lepiej rozumieć własne opory i pragnienia, a radzenie sobie z nimi napotyka wtedy na mniejsze przeszkody, uważał Jung. Możemy też śledzić, jak zmieniają się nasze sny w miarę upływu czasu i pracy nad sobą.

Dobrym sposobem na odkrycie sennego przekazu jest wchodzenie w role postaci ze snu i odgrywanie ich jak w teatrze. Wiele nurtów psychologicznych zakłada bowiem, że każdy element snu (wszystkie jego osoby, nawet fragmenty otoczenia i przedmioty) reprezentuje jakąś część nas samych. W „Gestalt Theraphy Verbatim” Perls pisał: „Nie interpretujemy snów. Robimy z nimi coś bardziej interesującego. Zamiast analizować i jeszcze bardziej dzielić sen, chcemy go ponownie ożywić”. Pacjent opowiada więc swój sen, używając czasu teraźniejszego zgodnie z gestaltowską zasadą „tu i teraz”, następnie – jeśli sen jest długi i skomplikowany – wybiera fragment, który wydaje mu się najważniejszy. Odtwarzając gesty i ruchy ciała postaci ze snu, doświadcza uczuć, których sobie wcześniej nie uświadamiał.

Amerykańskiego psychologa Lane’a Aryego przez wiele lat dręczył sen, w którym uciekał przed dwoma potężnymi mężczyznami. Gdy rozpoczął pracę nad lękiem, który czuł we śnie, jego treść diametralnie się zmieniła. Podczas kolejnej nocy, zamiast uciekać, zatrzymał się i zapytał mężczyzn, czego od niego właściwie chcą. „Jesteśmy tutaj po to, aby nauczyć cię prawdziwej męskości”, odpowiedzieli. I przez dalszą część snu wyjaśniali mu, na czym polega bycie mężczyzną. Gdy Arye pozwolił mężczyznom ze snu przemówić, koszmar już się nie powtórzył. W ten sposób postacie ze snów konsekwentnie dążą do wzbogacania naszej osobowości w nowe postawy życiowe. W jednym ze swoich dzieł „Archetypy i symbole” Jung napisał, że najgorszy wróg z naszego snu może okazać się w efekcie najlepszym sprzymierzeńcem i przyjacielem.

Przypadek Almaszara

Wspominając swoje sny, warto pamiętać, że tak jak mity i baśnie przemawiają do nas nie dosłownym, lecz symbolicznym językiem i symbolicznymi obrazami. Choć stworzono wiele senników tłumaczących znaczenie poszczególnych symboli, to dla każdego z nas mogą one mieć zupełnie inny, indywidualny sens, związany z osobistymi doświadczeniami, wyobrażeniami i uczuciami. Przed dosłownym odczytywaniem „małych” snów przestrzega opowiadanie balwierza o piątym bracie w „Baśniach z tysiąca i jednej nocy”. Almaszar zainwestował wszystkie pieniądze w kosz wyrobów szklanych, ponieważ śnił, że się na nich wzbogaci. Niestety, któregoś dnia przypadkowym kopnięciem stłukł całe szkło. Gdyby uznał senne bogactwo za symbol jakiejś części własnej osobowości, być może baśń skończyłaby się happy endem...

  1. Psychologia

Jak zrozumieć swoje sny - pytamy psychoterapeutki

fot. iStock
fot. iStock
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Jung odkrył, że sny odsłaniają przyczynę naszej dysharmonii i emocjonalnego niepokoju, ujawniają ukryty potencjał jednostki, zawierają twórcze rozwiązanie codziennych problemów. Poprzez sny ludzie stają się świadomi tego kim rzeczywiście są. Czy tak dzieje się naprawdę? Pytamy psychoterapeutkę, Agnieszkę Wróblewską. 

Agnieszka Wróblewska: Snami zajmowano się od wieków. Świadczą o tym chociażby senniki staroegipskie. Wróżbici analizowali sny dawnych władców przed ich wyprawami na wojny. Do psychologii sny wprowadził Freud. To on powiedział, że warto się nimi zajmować. Jest autorem pięknego sformułowania: „Sny są królewską drogą do nieświadomości”. Freud mówił o tym, że marzenia senne ukrywają nasze nieświadome życzenie. Bywa, że jest ono przez sam sen mocno ukryte. Twierdził, że sen ma treść jawną i zamaskowaną. Zadaniem terapeuty jest dotrzeć do tej ukrytej treści poprzez swobodne skojarzenia, które podaje pacjent. Jung w analizie snów poszedł dalej. Według niego sny zaspokajają pragnienia, które tłumimy. Mówił szerzej - że sny są po to, żeby uzupełnić naszą jednostronną codzienną świadomość. Chodzi tu o to, że jeżeli na przykład jesteśmy osobą spokojną, wycofaną, która żyje w poukładanym świecie, możemy mieć sny o wielkich wojnach, chaosie, bałaganie. Takie sny wskazują na nasz niedopuszczany do świadomości aspekt.

Psychoanalityczka Marie-Louise von Franz, wieloletnia współpracownica Junga, twierdziła że sny nie odzwierciedlają naszych myśli, marzeń, planów - tak jak się powszechnie sądzi - tylko coś zupełnie odwrotnego, coś czego nie chcemy usłyszeć. Wiadomości, które niosą nam sny, są dobre. Tylko że niekoniecznie dla naszego świadomego umysłu. One są dobre dla naszego rozwoju. Śni nam się coś, czego potrzebujemy, coś czego w naszym życiu brakuje. Oceniamy to natomiast z punktu widzenia naszego świadomego „ja”. Jeśli ma się ono rozwinąć, musi wzbogacić się o coś nowego. O co? Podpowiedź znajdziemy w snach. Często ukryta jest ona w postaciach, które nam się śnią. Jeśli na co dzień jestem osobą, która stara się być dla wszystkich miła, a śni się mi się agresywny niedźwiedź, to na świadomym poziomie ten sen będzie dla mnie przerażający. Natomiast jeśli udałoby mi 5 proc. z niedźwiedzia wprowadzić do moich relacji, rozwiązałoby to 50 proc. moich problemów w rodzinie i w pracy. Oczywiście, nam samym często trudno jest odkryć tę stronę.

Jung mówił, że sny pokazują nam nasze plecy. Jung opowiadał swoje sny studentom, nawet tym początkującym, i prosił ich o dowolne skojarzenia i interpretacje. Wierzył, że nawet ktoś niedoświadczony w analizie snów, podpowie mu coś, na co on sam by nie wpadł. Na końcu jednak weryfikatorem snów jest sam śniący. Gdy terapeuta podaje interpretację, tylko my jesteśmy w stanie poczuć czy jest ona właściwa.

Czym są sny archetypowe? Pojawiają się w momentach ważnych zmian w naszym życiu, takich jak wchodzenie w dorosłość, rodzenie dziecka, kryzys wieku średniego czy czas przed śmiercią. Wtedy możemy śnić o odległych miastach, o mędrcach - symbolach, które nie mają nic wspólnego z naszym codziennym życiem. Odnoszą się do archetypów Cienia, Animusa czy Animy. Anima to kobieca część w mężczyźnie, a Animus odwrotnie - męska w kobiecie. Anima w snach jest reprezentowana przez postaci żeńskie i posiada wszystkie te cechy, które kulturowo przypisujemy kobietom, a które są też ważne dla mężczyzn. Animus jest wypartą częścią kobiety, która tradycyjnie kojarzy się z męskimi przymiotami i w snach pojawia się jako mężczyzna. Cień zazwyczaj jest postacią tej samej płci co śniący, ale niekoniecznie jest człowiekiem. Czasem śni się jako zwierzę, które zachowuje się zupełnie inaczej niż my. Wokół Cienia jest zwykle dużo emocji. Odbieramy go jako coś negatywnego, trudnego. Nie jest łatwo go przyjąć, bo wydaje nam się, że jest kimś innym niż my. Cieniem są jednakże wszystkie nasze niezrealizowane potencje, sfery które nas onieśmielają. Często są to wspaniałe rzeczy.

Postaci te coś ważnego mają nam do powiedzenia. Czyli warto im się przyglądać, wsłuchiwać się w nie? Tak. Przede wszystkim warto śnić. Na szczęście śnimy każdej nocy. Tylko osoby w głębokiej psychiatrycznej depresji nie mają snów. Sny mają jednak wielu wrogów. Do największych należy budzik. Może być nim także przemęczenie. Większość osób, które zaczynają przyglądać się swoim snom, odnajdują w nich ważne dla siebie informacje.

Czy można zrobić coś, by sny pamiętać, by z nich korzystać? Są to dosyć proste techniki: budzić się bez budzika, notować je albo opowiadać komuś. Warto po przebudzeniu pobyć sobie jeszcze w tej sennej rzeczywistości, pójść tropem luźnych skojarzeń. Logika snów jest inna od logiki, którą żyjemy na co dzień i trochę się trzeba do niej dostosować. Tą drogą możemy dojść do ciekawych odkryć na temat miejsca, w którym jesteśmy. Może śnić mi się niebieski dzbanek, który przypomniał mi śniadania w domu mojej babci. Dalej przychodzi mi na myśl taki jasny pokój, do którego wpadało słońce, a za oknem rosły kwiaty. Może był tam nastrój, energia, których teraz bardzo mi brakuje? Może mogłabym coś takiego stworzyć?

Czy samo śnienie coś nam daje? Tak. Samo to, że przeżywamy sny, spełnia tę funkcję kompensacyjną, o której mówił Jung. We śnie stajemy się innymi postaciami, obserwujemy rzeczy zupełnie odmienne od tych, które dzieją się na jawie. To jest podobnie jak z filmem. Gdy obejrzymy film, który w jakiś sposób nas porusza, jest dla nas ważny, trochę zostajemy w tamtym klimacie emocjonalnym. Jest to mała kropelka, która potrafi coś zmienić w naszym wewnętrznym świecie.

Możemy sami interpretować własne sny? Czasami sny mówią bardzo wprost. Przykład - przygotowujemy się do założenia firmy ze swoim starym, dobrym kolegą, ustalamy już szczegóły i wszystko wydaje się super, a śni mi się że on mnie okradł. To może oznaczać, że mamy jakiś niepokój wokół tej sytuacji albo że nasza nieświadomość łapie pewne sygnały, że coś w tej relacji nie jest do końca jasne.

Marie-Louise von Franz pisała o tym, że Jung po analizie jej snów był skrajnie wyczerpany. Sny mogą być też skomplikowaną zagadką, a w ich rozwikłaniu może nam pomóc terapeuta. Zazwyczaj o snach można zapomnieć, można je lekceważyć. Większość osób tak żyje i jest z tym szczęśliwa. Z problemami w relacjach czy symptomami fizycznymi pod tym względem jest trudniej. Czasami jednak mamy takie sny, które nie dają nam spokoju. Odzwierciedlają one sytuacje, w których nie jesteśmy w stanie przyjąć pewnych informacji. Wówczas nasza nieświadomość zaczyna krzyczeć, że tu potrzebna jest zmiana, tu potrzebny jesteś nowy ty. Nazywamy te sny koszmarami. Ktoś nas zabija i budzimy się z krzykiem. Zazwyczaj takie sny mówią nam, że jakieś nasze „ja” musi zginąć, potrzeba by narodziło się nowe. Gdy często śnimy, że uciekamy przed czymś z ogromnym strachem, warto zadać pytanie jaka nasza część nas goni.

Co mogą oznaczać powtarzające się sny o tym, że jesteśmy nago w miejscu publicznym? Ważna jest metoda pracy ze snami. Będzie ona różna w zależności do jakiego terapeuty pójdziemy, czy będzie to na przykład psychoanalityk czy gestaltysta. Od czasów Freuda i Junga metod pracy ze snem rozwinęło się bardzo wiele. W metodzie psychologii zorientowanej na proces, w której pracuję, badamy indywidualną mitologię człowieka. Dla jednej osoby bieganie nago po ulicy może kojarzyć się w wolnością, a dla innej będzie to zrobienie czegoś wbrew prawu. W tym drugim przypadku taki sen może być sygnałem, że jestem zbyt restrykcyjna w przestrzeganiu różnych zasad i przepisów, że być może potrzebuję więcej swobody. Nie muszę rozbierać się na ulicy, czy łamać prawo, ale może potrzebuję włożyć kolorową sukienkę.

Budda podobno powiedział, że ten kto podąża swoją właściwą wewnętrzną ścieżką, ma dobre sny. Było kiedyś pewne plemię południowoamerykańskie, w którym ludzie budzili się i robili dokładnie to, co się im śniło. Tam w ogóle nie było chorób psychicznych. Sny przynoszą nam te aspekty, które potrzebują być zrealizowane.

Czy są sny, nad którymi nie warto się zastanawiać? To są sny posttraumatyczne. Często gdy jesteśmy ofiarą wypadku czy dramatycznego zdarzenia, nasza nieświadomość nie może sobie z tym poradzić i przeżywamy to wielokrotnie. Praca terapeutyczna idzie w tę stronę, żeby sny wygasły. W ogóle się nimi nie zajmujemy.

A senniki? Czy mogą nam pomóc w interpretacji snów? Senniki odnoszą się do symboliki, która była żywa i aktualna dawniej. Dzisiaj są jednostronne, ponieważ świat stał się bardziej złożony. Kolor czarny jednemu będzie kojarzył się z żałobą, komuś innemu z elegancją, a kolejnej osobie z seksualnością i czarną koronką. Trudno znaleźć symbole, które są stałe. Aczkolwiek niektóre z nich przetrwały. Na przykład wypadanie zębów zazwyczaj większości osób kojarzy się ze stratą, bo oznacza stratę czasu, pieniędzy i dobrego samopoczucia.

Czyli każdy z nas ma swój wewnętrzny sennik. Przy czym on też zmienia się z czasem. Czym innym na przykład był dla mnie las kilkanaście lat temu, a z czym innym może mi się kojarzyć teraz. Najważniejsze jest to, żeby nie bać się snów. Warto mieć świadomość, że nie śnią się przeciwko nam.

Agnieszka Wróblewska - dyplomowana psychoterapeutka i trenerka pracy z procesem. Psycholożka, współzałożycielka Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces.