1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Udawanie - jak smakuje karmienie się iluzją

Udawanie - jak smakuje karmienie się iluzją

Ćwiczenie: psycholożka Amy Cuddy radzi, że aby nabrać pewności siebie, warto na dwie minuty stanąć sobie przed lustrem w pozycji zdobywcy świata, a więc udawać kogoś pewnego siebie, żeby tej pewności się nauczyć. (Fot. iStock)
Najbardziej niebezpieczne i szkodliwe jest udawanie nieświadome – kiedy człowiek ma złudzenie, że uda mu się nie ujawnić swojej niedoskonałości. Cała energia idzie wtedy w udawanie, a nie w zmianę wewnętrzną.

Jest taki smutny dowcip: Kiedy kobiety przestaną udawać orgazm? Wtedy gdy mężczyźni przestaną udawać grę wstępną. Jeśli kobieta nie jest pewna siebie i bardziej jest nastawiona na posiadanie mężczyzny niż na doznawanie orgazmów, to prawdopodobnie będzie udawać. Chce faceta w ten sposób przytrzymać. Jeżeli nie zna orgazmu, to nie wie, co traci. Jednak jeśli zna i udaje, to wybiera świadomie. Może dla niej jest ważniejszy partner albo jego prestiż, albo pieniądze, a może chodzi o to, że nie chce być sama?! Udawanie nie jest jednak dobrą strategią. Można o tym mówić na przykładzie orgazmu, ale tak samo jest np. w relacjach koleżeńskich, gdy jedna osoba godzi się na to, żeby druga rządziła, o wszystkim decydowała. Jedziemy tam, robimy to, wychodzimy teraz. Pierwsza osoba się zgadza, bo sama jest niepewna własnych wyborów i ma tę wygodę, że ktoś decyduje za nią, bo jest mocny, pewien. Ale po jakimś czasie zaczyna być kiepsko.

W człowieku, który się godzi na wszystko, jest coraz więcej frustracji, a w tym, który niby jest słuchany, pojawia się dziwne uczucie, że druga strona z niewiadomych powodów nie jest zadowolona. Wszelkie udawanie prowadzi do tworzenia fikcyjnej rzeczywistości, do karmienia się iluzją. Często nie chcemy powiedzieć prawdy, żeby drugiej stronie nie było przykro. Bo jak powiem szczerze, to ten ktoś może odpowiedzieć czymś niemiłym albo się obrazi, albo pokaże, że mu jest przykro, i wtedy trzeba będzie coś z tym zrobić. Zakłamania uczy nas się już w procesie wychowania. Przypomnijmy sobie, jak było na rodzinnych uroczystościach. „Pocałuj ciocię”. „Nie chcę”. „Ale musisz pocałować!” Dzieciakowi opłaca się ugiąć, ponieważ to dorośli rządzą. Uczymy się takiej postawy: masz być posłuszny wobec starszych, masz być uległy. Udawanie bywa strategią na przetrwanie, a każda strategia, która ratuje, ma sens. Warto jednak mieć także inne strategie przetrwania, być w tej kwestii bardziej twórczym.

Psycholożka Amy Cuddy radzi, że aby nabrać pewności siebie, warto na dwie minuty stanąć sobie przed lustrem w pozycji zdobywcy świata, a więc udawać kogoś pewnego siebie, żeby tej pewności się nauczyć. Ale dla mnie to nie jest udawanie, tylko ćwiczenie. Ma wydobyć z ciała możliwości, które ono ma. Udawaniem nazywam coś, co jest nieprawdziwe, a tutaj mamy do czynienia z celowym dążeniem do zmiany: chcę się tak czuć, chcę to umieć i pragnę, żeby ludzie wiedzieli, że mam siłę i pewność siebie. I z czasem do nich dojdę. Chociaż może być tak, że ktoś nauczy się zewnętrznych gestów i min, a w środku dalej w siebie nie będzie wierzył. Jednak na ogół, jeśli kilka razy te gesty przećwiczę i wiem, po co one są, zbuduję rodzaj pewności siebie. W tym wypadku się uczę, a udaję wtedy, kiedy wiem, że to coś jest dla mnie niemożliwe, udaję ten orgazm, bo on i tak się nie pojawi, żeby partner szedł spać zadowolony, że się sprawdza jako mężczyzna.

Czy udawanie może się do czegoś przydać? Uważam, że warto nauczyć się dobrze kłamać z różnych, ważnych powodów. Ale ma to być świadome. Wiem, po co, dlaczego i jakich użyję sposobów. Znam swojego szefa, pójdę i powiem mu, że chcę urlop w taki sposób, że on mi go da, choć inni nie dostali. To rodzaj gry. Mogę ją podejmować, żeby chronić siebie. Mogę udawać i zachować uprzejmość w towarzystwie ludzi, za którymi nie przepadam. Nie radziłabym jednak mówić: „Bardzo cię kocham”, tym, którzy tego nie czują. Nie należy żonglować własnymi uczuciami. Udawanie może być w porządku wtedy, gdy dotyczy zachowania, które jest przez nas prowadzone świadomie. Gramy jak aktor, nie warto jednak iść w stronę zmuszania się do uczuć albo ich markowania. Wtedy oszukujemy także siebie, swój organizm. Odróżniam kłamstwo świadome, które czemuś służy, jakiejś istotnej dla kłamcy sprawie, od kłamstwa, które ma uchronić od odpowiedzialności. Czyli świadomość od nieświadomości. Bo człowiek nieświadomy, który ucieka, kryje się ze strachu, z powodu niskiego poczucia własnej wartości, boi się własnej odpowiedzialności.

Udawanie niebezpieczne to udawanie nieświadome – kiedy człowiek ma złudzenie, że uda mu się nie ujawnić swojej niedoskonałości, nieatrakcyjności, głupoty. Na przykład kobieta myśli o sobie: „Jestem brzydka, głupia, nie potrafię, nie wiem, ale nie chcę, żeby inni się do- wiedzieli”. Boi się, że jak to się wyda, zostanie odrzucona, więc udaje. Cała energia idzie wtedy w udawanie, a nie w zmianę wewnętrzną. Człowiek zamiast się wzmocnić, zaryzykować i nauczyć nowych zachowań, inwestuje w udawanie. Tak samo jak w sytuacji z orgazmem. Nie zajmuję się tym, co się naprawdę dzieje w relacji, albo tym, czemu nie mam orgazmu, bo może to nie jest sprawa partnera, tylko ja się na przykład boję seksu. Zamiast drogi świadomych poszukiwań często wybieramy drogę nie-
świadomej ucieczki, wyparcia, unikania, czyli obronnych reakcji, co na dłuższą metę nam nie służy. Udawanie staje się najbardziej toksyczne, gdy w sposób półświadomy lub nieświadomy traktujemy je jako ucieczkę od prawdy i od otwartej relacji w stronę relacji sztucznej. A ludzie udają z wielu powodów – od niepewności, przez bezmyślność, aż do cynizmu. Człowiek ukrywa wtedy to, co w nim prawdziwe, pokazując to, co jego zdaniem będzie mile widziane, przyniesie mu zysk albo nie sprawi komuś przykrości. Jednak udawanie zawsze pozostaje pokazywaniem nieprawdy, zakłamywaniem siebie. I to jest sedno.

Życie od A do Z Katarzyna Miller; Dariusz Janiszewski Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze