1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Uwolnijmy chłopców od fałszywych wzorców męskości

Uwolnijmy chłopców od fałszywych wzorców męskości

Dlaczego się dziwimy, że chłopcy pogardzają dziewczynkami? Od zawsze zniechęca się ich do rozwijania w sobie tak zwanych babskich zainteresowań. Wmawia się, że to nie dla nich, że to nic ciekawego, że zasługują na więcej. (Fot. iStock)
Według dziennikarki Aurélii Blanc jednym z wyzwań współczesnych rodziców jest wychować syna tak, by wiedział, że kobiety i mężczyźni są równi. Ale też by był szczęśliwym i wolnym człowiekiem, którego świat nie będzie pełen stereotypów dotyczących „prawdziwej męskości”.

W świecie, w którym „męskie przeważa nad żeńskim”, można pokusić się o stwierdzenie, że stereotypy związane z płcią kulturową zasadniczo nie stwarzają większych problemów dla chłopców. W końcu wielkimi przegranymi są dziewczynki, prawda? Przecież uważa się je za mniej bystre, bardziej płaczliwe, delikatniejsze i niepoważne. Wierzy się, że mają wrodzony talent do szorowania podłóg, zmiany pieluch i opieki nad seniorami – jednocześnie zawsze muszą być piękne dla swoich ukochanych. Chłopcy natomiast rodzą się, aby brylować po drugiej stronie barykady: dla nich siła, wytrwałość, hart ducha, upodobanie wolności i podboje. Dla nich przestrzeń publiczna, szczeble władzy, wybitne osiągnięcia i karty historii.

Taki podział ról nie jest niestety ani wyjątkiem, ani żadnym pożałowania godnym nieporozumieniem. Jest fundamentem systemu seksistowskiego (lub patriarchatu, jeśli wolisz), w którym wszyscy żyjemy. Bo tak, seksizm jest systemem i ważne, żeby o tym nie zapominać. Napastowanie na ulicach, nierówne płace lub reklamy, które przedstawiają kobiety jako bezwolne marionetki, są trybami jednej machiny. Ten funkcjonujący od kilku tysiącleci system opiera się na dwóch filarach:

  • przypisaniu mężczyznom i kobietom odmiennych ról społecznych (chodzi oczywiście o słynną „komplementarność płci”),
  • hierarchii, w której to, co męskie, stoi nad tym, co żeńskie.

Antropolożka Françoise Héritier nazywa tę hierarchię „odmiennym wartościowaniem płci”. To znaczy, że w naszym systemie wyobrażeń obie płcie – i cechy, które są do nich przypisywane – nie mają takiej samej wartości. Kto zgarnia pulę wygranych? Mężczyźni, rzecz jasna! Mimo że wyobrażenia związane z męskością (i kobiecością) ewoluują w zależności od kultury, epoki i miejsca, jedno pozostaje stałe: męskie zawsze góruje. „Zawsze i wszędzie, bez wyjątku, męskie jest uważane za lepsze od żeńskiego” – zauważa Françoise Héritier. I tak naprawdę nie jest istotne, co kryje się pod etykietami.

Aby zobrazować to zjawisko, antropolożka często posługuje się przykładem antagonizmu aktywny/pasywny: „W naszym społeczeństwie aktywny jest męski, a pasywny żeński, jest to prawdą w aspekcie seksualnym, jest to prawdą w świetle psychoanalizy. Męska aktywność podkreśla władzę mężczyzn nad światem, techniką i naturą. Aktywne góruje nad pasywnym. Natomiast w Indiach i Chinach pasywne jest męskie, a aktywne – żeńskie. Mężczyzna musi umieć nad sobą »zapanować« […]. W tych okolicznościach pasywny przeważa nad aktywnym; kobiety przedstawia się jako aktywne, zaaferowane, przedsiębiorcze, ale w sposób chaotyczny”.

Innymi słowy: orzeł wygrywa, reszka przegrywa. Tak jest za każdym razem, niezależnie od dziedziny.

Pułapka podziału na „babskie” i „męskie”

Uzyskanie przez kobiety praw wyborczych i dostępu do antykoncepcji nie oznacza, że skończyliśmy z tysiącletnią hierarchizacją. Głęboko w naszej mentalności męskie wciąż przeważa nad godnym pogardy żeńskim. Zresztą nawet u dziewczynek.

Pamiętam, jak zaczynałam studia i poznałam grupę swoich przyszłych superkumpelek. Dotąd wszystkie obracałyśmy się w męskich gronach, do których zostałyśmy przyjęte na zasadzie wyjątku. Oczywiście wolałyśmy luźne spodnie zamiast obcisłych dżinsów biodrówek, festiwale zamiast piżamowych nasiadówek i aktywnie odrzucałyśmy kulturę makijażu. Każda na własnym poletku, dlatego czułyśmy się jak ufoludki. Aż do chwili, w której się poznałyśmy – i to było niczym objawienie. Na początku często sobie powtarzałyśmy: „Łał, dobrze znać dziewczyny, które nie są prawdziwymi dziewczynami!”. Choć przecież byłyśmy „prawdziwymi dziewczynami”. Ale w duchu utożsamiałyśmy się z tym, co było w naszym życiu cool – muzyką, imprezami i obozowaniem na dziko – a wszystko to zaliczało się do sfery męskiej. W niejasny sposób czułyśmy, że przynależność do bandy chłopaków to zaszczyt. Nie tylko nie byłyśmy „takie jak inne”, lecz także udało nam się wykroić sobie miejsce u boku zwycięzców. Nawet jeśli w tamtych czasach w naszych głowach nie miałyśmy pełnej jasności, jak świat naprawdę funkcjonuje.

Każdy z nas jest przekonany, że tysiącletnia hierarchia już dawno odeszła do lamusa. Prawdę mówiąc, nie zaprzątamy nią sobie myśli. Mimo to nieświadomie zgadzamy się z tym, że jeśli dziewczynie uda się zaczepić na terytorium uznawanym za „męskie”, jest to forma awansu. Kiedy zaś chłopiec zapuści się w rejony uznawane za „kobiece” – wręcz przeciwnie: oznacza to jego degradację. Właśnie z tego powodu pozwalamy, a wręcz zachęcamy dziewczynki do angażowania się na polach uznawanych za „męskie” – hazard, sztuki walki, majsterkowanie czy nauki ścisłe – ale zawsze dziwnie patrzymy na chłopca, który ma ochotę zapisać się na zajęcia ze współczesnego jazzu lub zajmować się dziećmi. Mała dziewczynka w stroju rycerza – zgoda! Ale mały chłopiec w sukni królewny – och, tylko nie to! Chłopcom radzi się pozostać na swoim miejscu. To właśnie druga strona medalu. Pułapka.

Za kogo przebierają się chłopcy

Trudno się nie zgodzić z tym, że chłopcom zostały przypisane lepsze miejsca, lecz nie mają prawa z nich zrezygnować. W imię równości dopinguje się dziewczynki, żeby zerwały kajdany, „doganiały” facetów (i bardzo dobrze!). Ale na pewno nikt nie chce, żeby to oni doganiali je. Pod koniec 2017 roku naukowcy z amerykańskiego ośrodka badawczego Pew Research Center zainteresowali się różnicami między chłopcami i dziewczynkami na polu dziecięcych zabaw. Wynik: 77 proc. ankietowanych przychylnym okiem patrzy na zachęcanie dziewczynek do inwestowania w dziedziny uważane za „chłopięce”, natomiast 35 proc. uważa, że przeciwne działanie jest niestosowne (odsetek wzrasta do 44 proc. w grupie mężczyzn).

Dziś chłopcy wciąż są niewolnikami silnych zakazów. W pewnym sensie są skazani na najwyższy szczebel drabiny. Uświadomiłam to sobie w trakcie rozmowy z Violaine Dutrop-Voutsinos, założycielką instytutu EgaliGone, która doskonale zdaje sobie sprawę, że jeśli chodzi o chłopców, istnieje silny opór.

„Męskość jest budowana w opozycji do kobiecości, czyli wszystko, co społeczeństwo klasyfikuje jako »kobiece«, musi zostać stłamszone. To wyjaśnia, dlaczego wciąż na szkolnych korytarzach słyszymy takie przytyki: »grasz jak baba« lub »beczy jak dziewczyna«, a dorośli nie oponują” – stwierdziła. Normy dotyczące płci nie regulują tylko stosunków damsko-męskich. Rządzą także chłopcami. To zaczyna się w szkole. Biada temu, który na szkolnym boisku okaże się niedostatecznie silny, nie dość nieustraszony lub, o zgrozo, będzie trzymał z dziewczynami… Możemy być pewni, że pędraki z piaskownicy natychmiast przywołają delikwenta do porządku: „Dostałeś dziś okresu?”, „Przestań podrywać panienki!”, a wręcz – „Ty pedale!”. „Chłopcy podlegają wyjątkowo surowym nakazom. A każdy reaguje na nie na własny sposób: jednym przychodzi to z łatwością, drugim wręcz przeciwnie. W konsekwencji tworzy się hierarchia wewnątrz grupy, dlatego niektóre dzieci są dyskryminowane, nękane, krytykowane, ponieważ nie pasują do obowiązujących norm płciowych” – podkreśliła Violaine Dutrop-Voutsinos. Rzeczywiście bardzo trudno jest wykroczyć poza normy płciowe, gdy jest się chłopcem. A dorośli często stoją w pierwszym rzędzie prześmiewców, wręcz poniżają tych, którzy ośmielą się złamać zakaz. Na przykład Lewis Hamilton, gwiazda Formuły 1, pod koniec 2017 roku zamieścił na Instagramie nagranie, w którym ubolewał: „Jest mi teraz bardzo smutno. Popatrzcie na mojego siostrzeńca”.

Napięcie rośnie w oczekiwaniu na dramat, katastrofę. Lecz nie, nic z tego: w obiektywie kamery pojawia się mniej więcej czteroletni chłopiec w sukience księżniczki, z czarodziejską różdżką w dłoni, wyraźnie zachwycony, że znalazł pod choinką wymarzony prezent. Jego wujek, mistrz kierownicy, niewątpliwie nie podziela radości chłopca, ba, wręcz otwarcie z niego szydzi. Na oczach prawie sześciu milionów fanów – w prawdziwie świątecznym duchu! – beszta malca i kpiącym tonem poucza, że „chłopcy nie przebierają się za księżniczki”.

No tak, księżniczki są albo dziewczyńskie – czyli kiepskie i godne pogardy, albo pedalskie – czyli równie kiepskie i równie godne pogardy. Na pewno nie należą do kręgu zainteresowań porządnego mężczyzny.

Dziewczyny (i ich sprawy) są super!

Dlaczego się dziwimy, że chłopcy pogardzają dziewczynkami? Od zawsze zniechęca się ich do rozwijania w sobie tak zwanych babskich zainteresowań. Wmawia się, że to nie dla nich, że to nic ciekawego, że zasługują na więcej. Jeśli chcemy wspierać równość (i wolność) wśród naszych dzieci, właśnie takie podejście musimy bezlitośnie tępić.

Przestańmy kategoryzować, że „…to dla dziewczynek”. Już choćby dlatego, że w ten sposób sugerujemy, że niektóre dziedziny życia są zarezerwowane dla chłopców, a inne dla dziewczynek. To dyskryminujące i nieprawdziwe: ogólnie rzecz biorąc, każdy rodzaj ludzkiej działalności jest dobry dla dziecka. Ponadto dajemy do zrozumienia, że dziewczęce zabawy są gorsze (bo nie należy się pod żadnym pozorem nimi zajmować). Nazywam to „efektem 2 w 1”: wysyłamy negatywny przekaz nie tylko chłopcom (którzy przyswajają, że to, co lubią dziewczynki, jest do niczego), lecz również dziewczynkom (które słyszą, że to, co robią, nie jest warte zainteresowania). Taki komunikat podtrzymuje hierarchię płci i docelowo napędza seksizm (a także homofobię).

Zachęcajmy chłopców do zaangażowania się w przestrzeń uznawaną za „babską”. Niech się bawią lalkami, w dom, księżniczki… Właśnie do tego namawia amerykańska matka, autorka bloga Mommy Shorts, która w 2014 roku stworzyła #LikeABoy. Zainspirowana kampanią reklamową podpasek Always i jej hasłem przewodnim #LikeAGirl, przygotowała kompilację zdjęć małych chłopców bawiących się różowymi pluszakami, malujących paznokcie lub noszących korale… Szczęśliwych chłopców! Chciała powiedzieć: nadszedł czas, aby zostawić chłopców w spokoju, niech się bawią w to, co chcą – niezależnie od opinii ogółu.

Nie pozwalajmy innym decydować, co powinny robić nasze dzieci. Na widok małego chłopca przebranego za księżniczkę większość ludzi zareaguje tak jak Lewis Hamilton: poczują się uprawnieni do wyrażenia własnego zdania lub dowcipkowania… No, racja, ubaw po pachy, co nie?! Nie. To wkurzające. To nas irytuje i rani, dlatego właśnie, żeby uniknąć podobnych sytuacji, będziemy zabraniać naszemu maluchowi noszenia koszulki z cekinami (którą, rzecz jasna, uwielbia). Czy to naprawdę dobre rozwiązanie? Czy nie lepiej od czasu do czasu wyjaśnić tym przemiłym żartownisiom, że nie mamy z tym najmniejszego problemu i koniec dyskusji? Przypominam, że w obliczu fali krytyki ze strony internautów nawet wielki mistrz Lewis Hamilton w końcu publicznie przeprosił za naśmiewanie się z własnego siostrzeńca.

Przygotujmy ich (i siebie) do obrony przed przykrymi uwagami. Zawsze warto mieć w zanadrzu kilka gotowych odpowiedzi. Dwie lub trzy riposty, które możemy wyciągnąć bez zbędnego namysłu, żeby odbić atak (i żeby, cholera jasna, zostawiono nas w spokoju). Dla rodziców, którym brakuje pomysłów, facebookowe grupy, na przykład L’empêcheuse de penser en rond [Ciocia psujka], Répondons [Odpowiadamy] czy Les Copines [Kumpelki] okażą się wartościowymi sojusznikami. Znajdziemy tam wsparcie i przykładowe odzywki. Na przykład:

  • „To zabawka dla chłopców!”

Mam rozumieć, że do zabawy potrzebny jest penis? (Jeśli tak, to raczej nie jest zabawka dla dzieci!)

  • „Niebieski to kolor dla chłopców…”

Tak, oczywiście, w końcu to kolor Matki Boskiej, Kopciuszka i Nefretete… Zresztą aż do początku ubiegłego wieku na niebiesko ubierano dziewczynki!

  • „Nie pozwolę, żeby mój syn bawił się lalką bobasem!”

Dlaczego? Boisz się, że wyrośnie na… (dramatycznym, lekko spanikowanym tonem) dobrego ojca?!

Inna blogerka – Maman rodarde! na swoim blogu („blog dla ciekawskich dzieci i rodziców”) atakuje teorie patriarchalne, które ograniczają dzieciaki. „Od małego mój syn uwielbiał od czasu do czasu pomalować sobie paznokcie. Lecz z wiekiem coraz bardziej przejmował się uwagami, które mógł usłyszeć” – zwierzyła się we wrześniu 2017 roku. Żeby mu pomóc, opracowała paski samoobrony antyseksistowskiej, każdy złożyła w harmonijkę i po ich zalaminowaniu wsunęła do tornistra syna. Każdy odpowiada na jedno pytanie, między innymi:

  • Czy chłopcy mogą się malować?
  • Czy chłopcy mogą lubić kwiaty?
  • Czy chłopcy mogą nosić biżuterię?

Porusza w sumie szesnaście zagadnień (niemowlęta, homoseksualiści, różowy itd.). Po rozłożeniu widzimy zdjęcia artystów, sportowców, polityków, Ludwika XIV, a nawet Jezusa i wszyscy zgodnie, jak jeden mąż, odpowiadają: TAK, chłopcy mogą robić to wszystko! Jesteśmy tego żywym dowodem!

Fragment książki „Jak wychować syna na feministę” Aurelii Blanc, wyd. Znak Koncept. Wybór i skróty pochodzą od redakcji magazynu SENS.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze