1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. To nie jest kraj dla dojrzałych kobiet! Rozmowa z dr Alicją Długołęcka, edukatorką seksualną i psychoterapeutką

To nie jest kraj dla dojrzałych kobiet! Rozmowa z dr Alicją Długołęcka, edukatorką seksualną i psychoterapeutką

Nie pozwólmy określać siebie jako te „przekwitające”. Bo czas menopauzy to jest bardzo dobry wiek dla kobiety. (Fot. iStock)
„Nazywanie menopauzy przekwitaniem jest sprowadzaniem kobiecości wyłącznie do reprodukcji. To bardzo krzywdzący i ograniczający sposób myślenia. Przecież nikt nie ma prawa określać terminu ważności naszej kobiecości! Ona ani nie jest produktem, ani czymś, co przemija. Kultura, w której żyjemy, robi nam ogromną krzywdę, odbierając na dużą część życia fragment naszej tożsamości. Bo seksualność, kobiecość są częścią naszej tożsamości” – mówi dr Alicja Długołęcka, edukatorka seksualna i psychoterapeutka. 

Będziemy rozmawiać o menopauzie, a konkretnie o jej psychologicznych i społecznych aspektach.
Bardzo dobrze się składa, bo właśnie kończę pisać książkę na ten temat. Bardzo ważny temat, bo wokół menopauzy wciąż krąży mnóstwo mitów i stereotypów. Tym bardziej jest o czym mówić. Książka to pochodna mojej wieloletniej pracy, czyli pracy edukatorki seksualnej i psychoterapeutki z kobietami, ale to także moja własna perspektywa. Jestem kobietą właśnie w tej fazie życia, która nie godzi się na wszystko to, co opowiada o menopauzie kultura kraju, w którym żyję. Nie kupuję tego! Nie godzę się na to!

Co takiego opowiada nam kobietom o menopauzie kultura kraju, w którym żyjemy?
Jestem właśnie po spotkaniu, sesji z pacjentką, która jest przed okresem menopauzy. Odezwał się w niej schemat „żenującej starej baby”. Baby, którą trzeba chować, której należy się wstydzić. Bo wstydzić trzeba się na przykład swojego pożądania. Już od okresu dojrzewania mamy wdrukowaną myśl, że nasza seksualność jest uprawomocniona tylko na jakimś określonym odcinku naszego życia.

Czyli że pełnowartościową kobietą jesteśmy tylko „od – do”?
Tak! I to jest zawłaszczenie ciała kobiety, jej seksualności, i sprowadzenie wyłącznie do reprodukcji. To gloryfikowanie kobiecości w tym jednym jedynym wymiarze. To bardzo krzywdzący i ograniczający sposób myślenia. Jak wspomniałam, to wykoślawianie zaczyna się od okresu dojrzewania. Dziewczynki częstowane są przekazem, którego nie znoszę – „stajesz się kobietą, bo zaczynasz miesiączkować”. Co to w ogóle ma znaczyć? Skoro „stajemy się kobietami”, kiedy zaczynamy miesiączkować, to potem „przestajemy” nimi być, kiedy miesiączka znika, tak? Szaleństwo! Mizoginizm. Sama jestem dojrzałą kobietą i kobiecość będę miała w sobie do śmierci. Przecież nikt nie ma prawa określać terminu ważności naszej kobiecości! Ona ani nie jest produktem, ani czymś, co przemija. Współczesna kultura robi nam ogromną krzywdę, odbierając fragment naszej tożsamości. Bo seksualność jest częścią naszej tożsamości.

Jak wynika z badań dziś średnia długość naszego życia to 80+, miesiączkujemy mniej więcej, przyjmijmy, przez około 30-35 lat, a co z resztą…
No właśnie, jedna trzecia naszego życia to czas zdolności reprodukcyjnej, pozostałe dwie trzecie życia odziera się nam z kobiecości. A skutki są takie, że w moim gabinecie słyszę od kobiety przed menopauzą, że wstydzi się tego, że pożąda młodszego mężczyzny. Czego konkretnie się wstydzi? Tego, że zostanie oceniona jako „rycząca” stara baba. I w tym przypadku to wykracza poza seksualność i kobiecość – tu dotykamy niszczenia pewności siebie, poczucia własnej wartości, możliwości bycia autentycznym człowiekiem, jakkolwiek górnolotnie to brzmi. I to jest właśnie efekt działania kultury kraju, w którym żyjemy.

O menopauzie mówi się często „przekwitanie”…
„Przekwitanie” to kolejne określenie, które jest mizoginiczne. Porównywanie naszej kobiecości do kwiatu, który w pewnym momencie przekwita, usycha, więdnie i nie wiem co jeszcze, może gnije… jest niedorzeczne. Naprawdę nie jestem przeciwniczką rodzenia dzieci, absolutnie, ale to nie jest jedyny przejaw naszej kobiecości. Piszę o tym w mojej książce, którą zatytułowałam „Przypływ”, celowo nie używam słowa „menopauza”. Księżyc, woda, fale to odwieczne symbole związane z kobiecością. Chcę też walczyć właśnie z językiem, którym opisujemy kobiecość. Drażni mnie na przykład określenie „uderzenia”, to jest jakiś militarny, wojenny język. „Uderzenie” zastępuję określeniem „przypływ mocy”, który czasem przeżywamy w sposób nie do końca komfortowy, to prawda, ale możemy zrobić z nim coś ważnego, dobrego. Bo z naszą dojrzałością możemy zrobić coś ważnego. Używam odwołań związanych z całym cyklem przemian, które zachodzą w naturze, a nie tylko z jego wycinkiem. Życie rośliny nie sprowadza się wyłącznie do wydania kwiatu, ona jeszcze ma owoce, nasiona, które także mają swoją funkcję, kumulują energię itd. „Menopauza”, „przekwitanie” i to wszystko, co wokół narosło, to pokłosie patriarchalnego systemu własności, dotyczącego ziemi, kobiet i dzieci.

To jednak dawne dzieje, wydawałoby się, że jesteśmy już kilka kroków dalej, że kobiety jakiś czas temu „podniosły głowę”…
Tak pani sądzi? A w ilu domach wciąż powtarza się nastolatkom w dniu pierwszej miesiączki, że stają się kobietami? Odpowiem: w wielu domach. To tylko pokazuje, jak ten rodzaj myślenia głęboko siedzi w naszej świadomości, w naszym języku. Dotyczy zarówno mężczyzn, jak i kobiet. My to bierzemy często zupełnie nieświadomie. Proszę zobaczyć, jak wciąż pojmujemy w naszym społeczeństwie rolę babki. A to ściśle wiąże się z tematem naszej rozmowy – podejściem, stosunkiem do menopauzy. Kim jest babka? Co ma robić babka?

Często jest w domu i lubi zajmować się wnukami…
A no właśnie. Nie wycinamy jej w ten sposób z tożsamości fragmentu jakim jest kobiecość, seksualność ? Ona ma się realizować już wyłącznie poprzez spełnianie potrzeb i oczekiwań innych, ma być niewidoczna, nieustająco dyspozycyjna, nastawiona na rozdawanie siebie. A przecież, nawiązując do współczesnej średniej długości życia, babka to często kobieta około 50 roku życia. I co? To naprawdę ma być koniec jej rozwoju? Owszem, jest dziś duża grupa kobiet w tym wieku, które próbują nie dać się sprowadzić wyłącznie do roli tradycyjnej babki, buntują się, ale wcale nierzadko napotykają silny opór ze strony swoich, wydawałoby się, „nowoczesnych” córek i synów. No bo „babka” to „babka”.

Okres życia kobiety, o który mówimy, nie jest procesem degradacji, ale procesem dojrzewania. I to chcę podkreślić.

Mówimy o specyfice kultury, w której żyjemy, bo są przecież miejsca na świecie, kultury, w których kobiety na menopauzę czekają, jest dla nim synonimem wolności, a nie utraty kobiecości.
Menopauza kojarzy się zupełnie inaczej wszędzie tam, gdzie są silne wspólnoty kobiece, także międzypokoleniowe. Tam, gdzie one istnieją, tam zjawisko menopauzy nie jest traktowane jako coś, czego trzeba się wstydzić, jako faza znikania społecznego, ale jako faza pełnoprawnego istnienia z możliwością przybierania najróżniejszych ról związanych z dojrzałością. I tak się sprawy mają całkiem niedaleko od nas, choćby w Skandynawii. W Polsce dojrzałe kobiety nie mają wsparcia. Ani w mężczyznach, ani we własnych dzieciach, ani w młodych feministkach. Są pozostawione same sobie. Mają być przezroczyste i posłuszne, a jeśli się buntują, no to wiadomo: „stare wariatki” albo, co też często słyszę: „No tak, ma menopauzę, to się rzuca”. To jest jedna z najbardziej bolesnych form dyskryminacji – unieważnianie, lekceważenie.

Tymczasem kobiety właśnie w tym okresie, w okolicach pięćdziesiątego roku życia – to jest wpisane w rozwój – potencjalnie mają szansę na zupełnie inną, lepszą jakość życia. Już widzą, jakie błędy popełniły, wiedzą, czego chcą, jakie jeszcze mają zadania do wykonania. Dostrzegają, jak bardzo się w życiu rozdrabniały, i teraz mogą nadawać mu swój własny, autorski sens. Bo wiedzą już także, że mają je jedno, że nie jesteśmy nieśmiertelni. I dlatego (niektóre, te bardziej odważne) się buntują. To jest mądry, przemyślany i uargumentowany bunt, a nie „wycie starej wariatki”.

Nie traktujmy okresu menopauzy wyłącznie medycznie – osteoporoza, suplementacja, tycie, uderzenia gorąca… Nie pozwólmy określać siebie jako te „przekwitające”. Bo czas menopauzy to jest bardzo dobry wiek dla kobiety. To okres gigantycznego wzrostu, rozwoju świadomości. Oczywiście wiąże się też z trudnościami, wewnętrznymi konfliktami, z akceptacją rozmaitych strat. Ale to gigantyczna szansa. Nie pozwólmy jej sobie odebrać.

Zatem to durne „stawanie się” kobietą i równie durne „przekwitanie” raz na zawsze wyrzucamy ze swojego słownika.
Wyrzucamy, nie zakopujemy, wyrzucamy! Nie przekazujemy tej schedy naszym córkom. Starzejemy się – nie boję się tego słowa – mądrze, z sensem, z wdzięcznością wobec życia i przede wszystkim wobec siebie samych.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze