1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

On i rzeczy

Obserwacje z życia wzięte i intuicja pozwalają przypuszczać, że coś w tym jest, że mężczyźni bardziej przywiązują się do przedmiotów. Może się to wiązać z odwieczną rolą mężczyzn, jaką było budowanie i udoskonalanie infrastruktury cywilizowanego świata oraz wymyślanie i wytwarzanie niezliczonych narzędzi, przede wszystkim służących do pracy i do walki. (Fot. iStock)
Czym są przedmioty w męskim doświadczeniu? Czy mężczyźni używają ich zamiast czegoś? Na przykład uczuć? I co kobiety powinny wiedzieć o relacji mężczyzn z rzeczami, aby lepiej mogły ich zrozumieć? Pytamy psychoterapeutę Wojciecha Eichelbergera.

Zegarki, samochody, konsole – bardziej zajmują mężczyzn niż kobiety. Na przykład rozmowa z przyjacielem, której tematem są prawie wyłącznie zegarki, zdaje się mężczyźnie wystarczyć, gdy tymczasem kobieta z przyjaciółką pomówiłaby też o uczuciach.
Czy rzeczywiście mężczyźni są bardziej przywiązani do przedmiotów niż kobiety? Czy one dają nam więcej niż wam? To interesująca teza. Obserwacje z życia wzięte i intuicja pozwalają przypuszczać, że coś w tym jest, że mężczyźni bardziej przywiązują się do przedmiotów. Może się to wiązać z odwieczną rolą mężczyzn, jaką było budowanie i udoskonalanie infrastruktury cywilizowanego świata oraz wymyślanie i wytwarzanie niezliczonych narzędzi, przede wszystkim służących do pracy i do walki. Choć nie mniej ważne było i jest tworzenie instrumentów służących badaniu świata, komunikacji, dokumentowaniu i utrwalaniu. A także narzędzi ekspresji twórczej, choćby takich jak instrumenty muzyczne. Mężczyźni przez tysiąclecia budowali też budynki gospodarcze, chaty, domy, pałace, drogi i fortyfikacje. Konstruowali maszyny, pojazdy, a także wymyślali sposoby generowania, przesyłania i wykorzystywania energii. Historycznie patrząc niemal wszystko, co do połowy XIX wieku, czyli do rozpoczęcia procesu realnej emancypacji kobiet, powstawało z kości, gliny, drewna, kamienia, metalu i szkła, było wytworem męskich rąk i umysłów.

Kobiety też wytwarzały!
Oczywiście, że tak. Zajmowały się produkcją nici, włókien, tkanin, odzieży i szeroko rozumianym zdobnictwem. Kobiety tworzyły miękką – a przez to mniej trwałą – warstwę materialnego świata, a mężczyźni tę twardą, a więc zdecydowanie trwalszą. Chyba też – do niedawna jeszcze – to wyłącznie mężczyźni wymyślali i budowali piece, kuchnie, kominy. Tworzyli garnki, talerze, sztućce, stoły i krzesła, a w końcu także odkurzacze, lodówki, zmywarki i pralki.

Rzeczy są więc dla mężczyzn ważne, bo to oni wkładali w ich powstanie więcej kreatywności, pracy i czasu?
Wymyślanie i tworzenie przedmiotów można też uznać za substytut niedostępnego mężczyznom macierzyństwa. Wytwory męskiej wyobraźni, intelektualnej i wytwórczej pracy nie były więc tylko bezdusznymi przedmiotami, lecz samodzielnie spłodzonymi, uformowanymi i wypieszczonymi dziećmi – żywymi dowodami męskiej kreacyjnej mocy i fizycznej siły. Do niedawna były także certyfikatami posiadania cech charakteru przypisanych do tradycyjnego wzorca męskości, jak: kreatywność, niezależność, samokontrola, odwaga, odpowiedzialność, odporność, wytrwałość, determinacja. Część tych przedmiotów stawała się także wyznacznikiem społecznego statusu danego mężczyzny, a nierzadko nawet obiektem kultu. Świadczyły one bowiem o szczególnych zdolnościach i kwalifikacjach danego mężczyzny, na przykład: władczych, wojowniczych, kapłańskich, naukowych, rzemieślniczych czy też artystycznych.

Przedmioty mówiły więc, kim jest i jaki jest ten mężczyzna, i „ugruntowywały cnoty męskie”?
Raczej komunikowały te cnoty, świadczyły o nich. Naszyjnik nie był cenny jedynie dlatego, że zrobiono go ze złota i szlachetnych kamieni oraz że stanowił dowód kunsztu złotnika. Bardziej jeszcze o jego wartości decydowały odwaga, siła i sprawność tych mężczyzn, którzy dzięki ciężkiej pracy lub zwycięskiej walce dostarczyli złotnikowi niezbędne do jego wykonania kruszec i drogie kamienie. A więc wartość przedmiotów wynikała przede wszystkim z tego, ile męskich umiejętności i wysiłku wymagało ich powstanie. Cenne przedmioty były niejako inkrustowane skalą zmagań, doświadczeń, czyli ilością wylanych łez, potu i krwi. Nic więc dziwnego, że nabrały w męskim przeżywaniu wymiaru symbolu i fetyszu.

Fetyszu? Czy stały się niezbędne do poczucia męskości?
Mężczyźni lokowali w nich wielkie narracje, emocje i znaczenia. Przyjmijmy, że przedmioty nie były mężczyznom potrzebne do poczucia się mężczyznami, lecz komunikowały otoczeniu, że ma do czynienia z kimś, kto swoimi autentycznymi męskimi dokonaniami zasłużył na posiadanie tego przedmiotu. Z pewnością i tak bywało, że nie mówiły prawdy, tylko dodawały splendoru mężczyźnie pozbawionemu zalet. Ufam jednak, że znacząco rzadziej tak było, niż to dzieje się w dzisiejszych, zasmucających czasach kryzysu męskości. Wierzę też, że w tych symbolicznych, ważnych dla mężczyzn przedmiotach ciągle jeszcze zawarta jest prawdziwa informacja, że ich posiadacz ma już za sobą wielką pracę przełamywania lęku, słabości i skłonności do rozżalania się nad sobą. Dokumentację trudów przeżywanych przez mężczyzn w drodze do zdobycia certyfikatu męskości odnajdziemy przecież w męskich bohaterskich mitach, przekazach i wzorcach.

Ilustracja Paweł Jońca

W ramach rodów szlacheckich przekazywano synom herby, broń i tym podobne. Nie musieli ich zdobywać, czyli udowadniać swoich zalet.
Wskazujesz na fundamentalny mechanizm tworzący i utrwalający patriarchat. Bo jakie szanse miały kobiety, skoro tylko mężczyźni mogli posiadać nieruchomości, urzędy i zaszczyty? To było nie tylko dziedziczenie rzeczy i pieniędzy, ale znaczenia, pozycji i chwały. Syn dziedziczył wszystko: ziemię, budynki, warsztaty, narzędzia produkcji, broń, a także posady i tytuły. To umożliwiało mu samodzielną egzystencję, ale też kontynuowanie dzieł męskich przodków. Dziedziczył niestety także skostniałą tradycję, wyższościowy stosunek do kobiet i anachroniczną ideę porządku i sprawiedliwości społecznej.

A nośnikiem tego wszystkiego były rzeczy. Wróćmy do zegarków – kobiety tak się nimi nie zachwycają. Więcej jest też męskich modeli, zwłaszcza luksusowych marek.
W świecie męskim zegarek spełnia kilka symbolicznych funkcji. Przede wszystkim jest sztandarowym świadectwem sprawności i kreatywności męskiego umysłu, a także wyżyn perfekcji i precyzji wykonania. W dodatku zegarki nie dawniej niż sto lat temu mogły być robione tylko ręcznie, bo nie było jeszcze wystarczająco precyzyjnych maszyn. Z tych wszystkich powodów zegarki były bardzo drogie i trudno dostępne, a przez to stały się nowym i ważnym wyznacznikiem materialnego statusu i pozycji społecznej właściciela. Ale nawet w erze nowoczesności, gdy produkowane są masowo i niemal każdy może sobie na jakiś zegarek pozwolić, utworzyły zhierarchizowaną, kastową społeczność. Dlatego mężczyźni zamożni, o wysokiej pozycji społecznej często noszą na nadgarstku lewej ręki bardzo drogie zegarki, a cenną zegarkową biżuterią obdarowują swoje ukochane kobiety. Jest w zegarku jeszcze coś na pierwszy rzut oka niewidocznego i ważnego – odzwierciedlenie skomplikowanej kosmicznej relacji Ziemi ze Słońcem. To narzędzie pomiaru wymyślonego przez mężczyzn czasu.

Mężczyźni wymyślili czas?
Wymyślili kalendarze, a wraz z nimi milenia, wieki, lata, miesiące, tygodnie, dni, godziny, minuty, sekundy i milisekundy. To z pewnością pożyteczny wynalazek. Ale niestety zaklęty w zegarku. Czas stał się demonem, który zrodził w naszych umysłach dwie wiecznie głodne zjawy zwane Przeszłością i Przyszłością. One każą się nam ścigać z demonem czasu i bez reszty konsumują Teraźniejszość. Pozbawiają nas jedynie realnego, prawdziwego życia w wiecznym teraz, w tej jednej niepowtarzalnej chwili, w tym dniu, który przecież nie wie, jak się nazywa. Ponieważ mężczyźni stworzyli czas, to zapewne dlatego zdecydowanie częściej niż kobiety „liczą się z czasem” i „szanują czas”.

Przedmioty są dziś cenniejsze czy mniej cenne niż kiedyś?
Przykrym paradoksem obecnej obsesji na punkcie przedmiotu i nadkonsumpcji jest to, że nasze relacje z przedmiotami zubożały, stały się bezduszne, zredukowane wyłącznie do wymiaru użyteczności. Kiedyś chłopiec dziedziczył po ojcu tarczę i miecz – to nie były jakieś tam miecz i tarcza, lecz te konkretne, nasycone ojcowskimi przeżyciami, uczuciami, trudem i ryzykiem walki, jego siłą, determinacją. Przedmiot był więc czymś o wiele więcej. Był uczestnikiem, świadkiem, rejestratorem i kronikarzem czyjegoś życia – i to przede wszystkim stanowiło o jego wartości.

Nie ma tej wartości modny i drogi gadżet surwiwalowy kupiony w sklepie?
Tylko przedmioty powstałe dzięki długotrwałej, skupionej pracy ludzkich rąk (lub/i umysłu) albo zdobyte szlachetną walką posiadają zaklętego w nich ducha i moc. Ale w naszych czasach już prawie nikt takich przedmiotów nie tworzy. Znikają z powodu rozwoju technologii i masowej produkcji. Dlatego syn, który odziedziczy po swoim tacie laptopa, na którym ojciec napisał kilka książek, nie przeżyje wzruszenia ani nie odczuje wagi i patosu doświadczanych przez syna dziedziczącego niegdyś warsztat pracy ojca.

Moc przedmiotów zdewaluowało to, że stały się łatwo dostępne i powszechne?
Właśnie. Dla mężczyzn to ważne, by przedmioty były nosicielami i ekspresją męskich, a raczej ludzkich cech. Dlatego od pewnego czasu marketing stara się pewien pozór indywidualnej ekspresji przedmiotom przywrócić. Robi to, dopisując historie twórców i wytwórców do serii, marek, a także indywidualizując przedmioty tak, żeby każdy nabywca miał poczucie, że ma swój szczególny samochód, zegarek czy rower.

Nie można kupić cnoty, odwagi, więc można kupić przedmioty, które je symbolizują?
Możemy kupić samochód terenowy zarówno wtedy, gdy mamy autentyczny temperament podróżnika ryzykanta, jak i wtedy, gdy jesteśmy domatorami, mieszczuchami i tylko podróżnika ryzykanta chcemy udawać. Jednak w obu przypadkach taki samochód może nabrać wartości, kiedy będzie nam towarzyszył w trudnych sytuacjach i przejedziemy nim tysiące kilometrów. Można przekazać go synowi, zwłaszcza jeśli przynajmniej część tych przygód była wspólnym doświadczeniem.

Ale to auto będzie mogło jeździć tylko na zloty motoryzacyjnych zabytków…
Nie szkodzi. Pozostanie symbolem wspólnej męskiej przygody i więzi ojca z synem.

A twoje ważne przedmioty? Ponoć są mężczyźni, którym nic nie potrzeba?
Jak większość mężczyzn przywiązuję się do domów, które przynajmniej w jakimś stopniu współtworzę. Trudno mi się z nimi rozstawać. A tak się składa, że teraz współtworzę już trzeci dom w moim życiu. Przywiązuję się też do samochodów. Zmieniam je czasami dopiero po kilkunastu latach.

Co buduje więź mężczyzny z samochodem?
Wiele przygód, dużo godzin w nim spędzonych, wiele ważnych rozmów i doświadczeń. Wdzięczność za skuteczność, poczucie autonomii i sprawczości do tej cudownie zaprojektowanej i wykonanej maszyny. I wdzięczność do jej twórców.

Mężczyźni przedmiotami wyrażają też uczucia, na przykład ofiarowując je kobietom?
Darem jest wysiłek związany z pracą. Ciągle jeszcze mężczyźni przede wszystkim ofiarowują swoim bliskim rezultaty jakiegoś swojego trudu. Przedmioty o nim świadczą. Jak ktoś mądry zauważył: praca to miłość, której nie widać.

Wolę wieczór z miłosnymi wierszami we dwoje niż samotne czekanie w luksusowej willi, bo partner pracuje.
Mężczyźni od pokoleń są wychowywani w sposób ograniczający ich repertuar ekspresji ciepłych i tkliwych emocji. Mają zamknięte serca, bo muszą mieć serce wojownika, który w razie czego będzie potrafił zabić. Praca bywa więc dla wielu mężczyzn jedynym dostępnym wyrazem miłości wobec bliskich. Często niestety niedocenianym.

Wrócę jeszcze do pierwszego pytania: ale czy to mężczyznom wystarcza? Danie w prezencie zegarka za 30 tysięcy albo zbudowanie domu? No i przyjaźń oparta na pasji do starych aut czy innych rzeczy?
Z pewnością dużo mężczyznom daje. Ale to nie znaczy, że wszyscy mężczyźni są odłączeni od wyższych uczuć i duchowości. Artyści, mistrzowie rzemiosła, poprzez maestrię swoich dzieł wyrażają wysokie emocje i uczucia, jak i najwyższej próby mistyczną duchowość, z perspektywy której świat materialny jest oczywistą i zachwycającą ekspresją niewidzialnego ducha. Natomiast z punktu widzenia procesu rozwojowego droga większości mężczyzn ku wyższym uczuciom i duchowości prowadzi poprzez etap zmagań z materią: z zapewnieniem sobie i najbliższym wystarczającego poziomu bezpieczeństwa. W tej fazie rozwojowej mężczyźni potrafią być tym zadaniem całkowicie pochłonięci, a przez to zaniedbywać inne ważne obszary życia, w tym również elementarną troskę o zdrowie, nie mówiąc już o życiu emocjonalnym i dbałości o związki. W tej fazie miłość i duchowość mężczyzny wyrażają się w zmaganiach z materią. Warto to zrozumieć i docenić.

Wojciech Eichelberger: psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze