1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Co zrobić, aby początek roku był naprawdę przełomowy?

Sednem pomysłu ze słowem na cały rok jest to, by potem każdego dnia szukać tego słowa w naszym życiu. Jeśli jest to „radość” – myślimy: „Co dziś sprawiło mi radość?” albo: „Jak mogę sprawić radość innym?”. (Fot. iStock)
Jak zamienić „muszę” na „chcę”? I jak wiedzieć, czego to „chcę” dotyczy? Jeśli chcesz, by początek roku był naprawdę przełomowy, skorzystaj z inspirujących rad autorki bestsellerów Reginy Brett. Jedna z nich jest taka, by postanowić, czego na pewno nie zrobisz w nadchodzącym roku.

Współpraca: Olga Siara

Nie czujesz się czasem przytłoczona lub zniewolona zwyczajem robienia postanowień na nowy rok? Nie dość, że w większości pokrywają się z tymi z ubiegłego (co wróży, że i w tym nie uda nam się ich spełnić), to często wcale nie dotyczą tego, co jest nam naprawdę potrzebne.
Poza tym skoro przez cały rok nie udało nam się zacząć ćwiczyć, przestać palić czy kłaść się wcześniej spać, to i od 1 stycznia nam się nie uda. Mnie bardzo podoba się taki pomysł, by zamiast spisywać listę postanowień, wybrać sobie jedno słowo na nadchodzący rok.

Na przykład…?
„Radość”, „spokój” albo „ruch” – nie postanawiajmy: „Będę więcej ćwiczyć”, a wybierzmy ruch, w każdym tego słowa znaczeniu, także zmian. Moja przyjaciółka Debbie jednego roku postawiła na „życzliwość”, w następnym na „taniec”, a rok później na „wdzięczność”. Ja raz wybrałam słowo „Regina” – postanowiłam bowiem, że w tym roku zadbam o siebie. Nie mówiłam jednak o tym moim bliskim, żeby nie pomyśleli, że moje ego szaleje, bo uważam się teraz za najważniejszą na świecie (śmiech), chodziło mi bardziej o to, by wewnętrznie postanowić i obiecać sobie, że będę dla siebie dobra.

Sednem pomysłu ze słowem na cały rok jest to, by potem każdego dnia szukać tego słowa w naszym życiu. Jeśli jest to „radość” – myślimy: „Co dziś może mi sprawić radość?” albo: „Jak mogę dziś sprawić radość innym?”. Jeśli to „taniec”, to każdego dnia wplatamy jakiś element tańca do naszego życia. Po prostu szukamy takich momentów, by nasze serce się uśmiechnęło.

Czy to ma być coś, czego nam brakuje? Czy raczej coś, co nas pociąga? A może to słowo powinno nam się objawić spontanicznie?
O nie, to musi być przemyślany wybór. W końcu to słowo będzie towarzyszyć Ci przez kolejne 365 dni. Jest jak tatuaż, który będziesz codziennie widzieć w lustrze. Dla kogoś rok to za długo? Może powinien wybrać sobie słowo na każdy miesiąc – w ten sposób będzie mógł mieć ich aż 12. Można też zapisać na karteczkach słowa, które najbardziej nas inspirują, włożyć je do słoika i raz na jakiś czas losować jedno. Powiedzmy, że wylosujemy czy wybierzemy słowo „wdzięczność” – postarajmy się każdego dnia komuś za coś podziękować. Możemy uśmiechnąć się do kasjerki w sklepie, wysłać do kogoś e-mail z podziękowaniami albo zostawić karteczkę z napisem „Dziękuję” na czyimś biurku. Z dnia na dzień łatwiej znajdujemy coś, za co możemy być wdzięczni, i stajemy się bardziej kreatywni. Na przykład ja za każdym razem, kiedy wchodzę do toalety na lotnisku, spotykam tam panią, która sprząta podłogę. Zawsze wtedy sięgam do torebki po drobne, by podziękować jej za to, co robi. I ona – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – nagle się rozjaśnia. Dla większości osób te kobiety są niewidzialne.

W Twojej książce „Mów własnym głosem” znalazłam kilka innych noworocznych inspiracji. Bardzo spodobał mi się pomysł, by spisać to wszystko, czego NIE zamierzamy zrobić w nowym roku…
W Stanach Zjednoczonych wiele osób tworzy coś, co nazywa się „bucket list”, czyli listę rzeczy, które chce zrobić, zobaczyć czy przeżyć przed śmiercią. Jej przeciwieństwem jest „fuck it list”, czyli lista rzeczy, których na pewno nie zrobimy, bo mamy je głęboko w dupie. Można ją nazwać „forget it list”, czyli listą rzeczy do zapomnienia. Ja na przykład nigdy nie zamierzałam i nie zamierzam pobiec w maratonie czy choćby w biegu na 10 kilometrów, nie ma mowy, żebym to kiedykolwiek zrobiła. Nie lubię biegać, nie chcę biegać i daję sobie na to przyzwolenie.

Może w naszym otoczeniu są ludzie, którzy niespecjalnie nas lubią – pogódźmy się z tym, powiedzmy sobie: „Nie jest moim celem, by wszyscy mnie lubili”. Na takiej liście może się znaleźć postanowienie: „Nie będę trzymać się kurczowo ludzi, daję sobie pozwolenie, by z częścią z nich się pożegnać”. Moja znajoma zaczęła się uczyć gry na gitarze, ale po miesiącu stwierdziła, że to kompletnie nie dla niej i zarzuciła grę. Zbyt często zmuszamy się do czegoś, co już dawno przestało nam się podobać.

Nic dziwnego, w końcu od dziecka uczy się nas, żebyśmy byli konsekwentni. Może to, że nie dotrzymujemy postanowień noworocznych, wynika wcale nie z naszego lenistwa czy braku silnej woli, tylko z tego, że od początku nie mieliśmy na to ochoty?
Dlatego na liście rzeczy do zapomnienia trzeba koniecznie umieścić poczucie winy. Za każdym razem, gdy się pojawi, mówmy: „O nie, już z tym skończyłem”.

Podoba mi się też pomysł, by spisać listę rzeczy, których się baliśmy, a zaraz potem listę momentów, w których okazaliśmy się dzielni, odważni i waleczni. To bardzo dobre ćwiczenie na podsumowanie mijającego roku.
Ćwiczenie, o którym mówisz, nazywam „inwentarzem odwagi”. Tak jak przed wybraniem się na zakupy, najpierw otwieramy szafki w kuchni, by sprawdzić stan zapasów, tak można wynotować sobie wszystkie chwile, w których wykazaliśmy się dzielnością. Kiedy potem będziemy mieć wątpliwości, czy aby jest w nas odwaga, wystarczy, że spojrzymy na listę, a będziemy mogli sobie powiedzieć: „Przecież jestem bardzo odważny”. Bo zwykle zapominamy, jak silni już jesteśmy. Czasem, gdy spaceruję podczas deszczu, martwię się, co się stanie, jeśli potknę się czy przewrócę. A zaraz sobie przypominam: „Hej, przecież miałam raka. Poradziłam sobie z tym, to poradzę sobie z upadkiem”. Kiedy uświadamiamy sobie, ile doświadczeń mamy za sobą, strach znika.

Myślę, że gdybym miała wybrać sobie moje słowo na nowy rok, byłoby to „waleczna”, jak w tytule filmu dla dzieci „Merida Waleczna”. Ostatnio ktoś tak mnie nazwał i bardzo mi się to spodobało. Nigdy nie uważałam siebie za waleczną. Sądzę, że kobiety potrzebują czuć się waleczne i lubią tak o sobie myśleć.
Cieszę się, że to mówisz. Moja znajoma niedawno mi podarowała przypinkę z „Meridy Walecznej” z napisem „brave”, czyli waleczna właśnie. Wożę ją wpiętą w kieszonkę w samochodzie. Zawsze gdy na nią patrzę, czuję przypływ siły. Poza tym, tak jak Merida, uprawiam łucznictwo. I za każdym razem, kiedy napinam łuk i widzę, jak moja strzała trafia do celu, czuję się wojownicza jak ona. Jest taki cytat, który bardzo lubię: „Nie boję się burzy, to ja jestem burzą”. On też dodaje mi mocy. Myślę sobie wtedy: „Boję się czyjejś siły, ale to ja mam tę moc w sobie”.

Nie wiem, czy należysz do fanów „Gry o tron”, ja w każdym razie tak. Zwłaszcza jednej z bohaterek – Daenerys. Na początku książki to młoda i niepewna siebie dziewczyna, choć z królewskiego rodu, aby dodać sobie odwagi, powtarza: „Płynie we mnie krew smoków”. Przyznaję, że były takie momenty w moim życiu, kiedy sobie to mówiłam i dzięki temu stawałam się silniejsza. Daenerys lubię też za to, że aby sobie dodać odwagi, przedstawia się, wymieniając wszystkie swoje dokonania i tytuły: zrodzona z burzy, matka smoków, niespalona… Jest ich naprawdę dużo. To jej kolejna mantra, dzięki której przypomina sobie o wszystkim, czego dokonała i kim jest, ale też mówi o tym innym. Widziałam nawet mem, na którym wszystkie tytuły Daenerys są wypisane na kubku z kawą ze Starbucksa.
Och, cudowne! Chyba ukradnę ten tekst o krwi smoka! Bardzo mi się podoba. Podobnie jak przekaz, by ciągle sobie przypominać, kim się jest i czego się już dokonało, czemu stawiło się czoła. Wiele osób, a zwłaszcza kobiet, przeżyło sporo ciężkich chwil, a jednak nadal tu są, nie poddają się i żyją. To, czego doświadczyły, jest jak ich zbroja i muszą wiedzieć, że mają ją na sobie.

Widzieć, kim się jest i w jakim momencie życia się jest, to chyba podstawa, by wiedzieć też, czego tak naprawdę się potrzebuje, co mogę sobie dać. Zatem kim Ty jesteś? Jak opisałabyś siebie na kubku ze Starbucksa?
Niech się zastanowię... Jestem Reginą, królową – bo „regina” po łacinie to królowa, jestem mamą – kocham nią być. Jestem Gita, mówią tak na mnie moje wnuki – „gita” w sanskrycie znaczy „pieśń”, choć moja pięcioletnia wnuczka ostatnio powiedziała: „Jak na kogoś, kto nazywa się pieśń, fatalnie śpiewasz”. (śmiech) Jestem też łuczniczką, wojowniczką – bo wygrałam z rakiem, jestem głosem bezwolnych… Czuję, że muszę pójść teraz do domu i to wszystko spisać.

Kiedy pierwszy raz doszłaś do takiej pewności: wiem, kim jestem, do czego jestem zdolna i co już osiągnęłam?
Stale poszukuję prawdy o sobie, znajduję ją, a potem przychodzi taki moment, kiedy czuję się już z tym komfortowo i jednocześnie dociera do mnie, że muszę to zostawić i szukać dalej. To proces, który nigdy się nie kończy. To tak jak z chodzeniem po górach. Docieramy do jakiegoś miejsca, umęczeni, spracowani, i myślimy: „O, teraz tu jestem i tym jestem”, ale z tego szczytu widzimy wyższą lub dalszą górę, na którą też chcemy wejść, więc idziemy dalej, osiągamy szczyt i widzimy z niego kolejny, na który też chcemy się wspiąć… Poznawanie siebie to niekończąca się wspinaczka – ale jakże cudowna.

Spodobała mi się koncepcja testamentu etycznego, o którym piszesz, zwyczaju, który wywodzi się z tradycji żydowskiej i jest prezentem, jaki ofiarowuje się dorastającemu chłopcu. Sądzisz, że można zrobić coś takiego dla siebie? Choćby tylko metaforycznie?
To świetny pomysł, by zrobić sobie samemu taki prezent. W skrócie testament etyczny polega na wypisaniu ważnych dla siebie wartości i słów, które nas określają, oddają to, kim jesteśmy. Można się zastanowić, kim jestem w oczach świata i kim chcę być w oczach świata. Jaka jest moja misja, jakie jest moje przesłanie.

W moje ostatnie urodziny zrobiłam coś podobnego. Nazwałam to: manifestem „tym jestem”. Wycięłam tablicę inspiracji w kształcie kościelnego witraża, żeby przybić na niej rzeczy, które mnie określają, tak jak Marcin Luter przybił swoje tezy na drzwiach kościoła. Najpierw zapisałam na kartce słowa i przypięłam je w centralnym miejscu na tym oknie, wokół przypinam teraz zdjęcia i cytaty, które mnie inspirują. Patrzę na tę tablicę prawie codziennie, by przypomnieć sobie, kim jestem i co mnie tworzy. Mam tam oczywiście zdjęcie łuczniczki, wycięte z jakiegoś magazynu, mam zdjęcie wnuków, mam też zdjęcie plaży, bo kocham ocean, który bardzo mnie uspokaja i napełnia jednocześnie energią. Umieszczam tam tylko rzeczy i osoby, które kocham.

Kiedy skończyłam 60 lat, uświadomiłam sobie, że mam za sobą więcej niż przed sobą, no chyba że dożyję do 121. urodzin (śmiech), i zdecydowałam, że muszę na tym drzewie życia zacząć przycinać gałęzie, czyli pozbywać się tego, co już mnie mniej interesuje, by zostało tylko to, co jest naprawdę ważne. Nie chodzi o to, by odcinać rzeczy, które lubię, a na które nie mam czasu, tylko by zrezygnować z tych, których właściwie nigdy nie chciałam robić. Na przykład mój brat uwielbia nurkować i robi to praktycznie na całym świecie, mnie nurkowanie i dotykanie ryb pod wodą absolutnie nie interesuje. I naprawdę nie muszę wszystkiego w życiu spróbować. Są takie miejsca, których nie chcę odwiedzić, mimo że nigdy ich nie widziałam. Została mi określona liczba lat i chcę je przeżyć w taki sposób, który będzie przynosił mi radość.

Regina Brett: dziennikarka, wykładowczyni, felietonistka i autorka inspirujących książek (m.in. „Bóg nigdy nie mruga”, „Jesteś cudem”). Matka, żona, babcia i łuczniczka. Mieszka w Cleveland w stanie Ohio.

Żyj na miarę swojej mowy pogrzebowej

  • Usiądź, zamknij oczy i wyobraź sobie swój pogrzeb. No dalej, spróbuj. Kto przyjdzie na uroczystość? A kto się nie pojawi? Syn, z którym nie rozmawiasz? Brat, którego wykluczyłeś ze swojego życia, choć już nie pamiętasz dlaczego? Wciąż możesz uzdrowić te relacje.
  • Kto będzie przemawiał? Małżonka, dzieci, przyjaciele, koledzy z pracy czy rodzeństwo? Co o tobie powiedzą? Zapisz wszystko: swoje cechy charakteru, zainteresowania, dziwne zwyczaje, powiedzonka, cele, osiągnięcia i doświadczenia. W jaki sposób zmieniałeś świat na lepsze?
  • Najpierw napisz szczerze, co twoim zdaniem zapamiętają bliscy. A potem w ciszy i samotności napisz, jak chciałbyś zostać zapamiętany. Stwórz mowę pogrzebową o życiu, które naprawdę warto przeżyć. Później sprawdź, czy ten tekst pasuje do życia, które dziś wiedziesz. Czas je do siebie dostroić.

Źródło: R. Brett, „Mów własnym głosem. 50 lekcji, jak głosić swoją prawdę”, wyd. Insignis 2018

Polecamy książkę: R. Brett, „Mów własnym głosem. 50 lekcji, jak głosić swoją prawdę”, wyd. Insignis 2018

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze