1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Czym jest osobowość, jak się rozwija i co może zaburzyć jej rozwój? Odpowiada prof. Piotr Oleś

Coraz więcej ludzi ma zaburzenia osobowości. (Ilustracja: Magdalena Pankiewicz)
Choć na jej temat stworzono wiele teorii, to nadal pozostaje trochę tajemnicza i niedookreślona. Co więcej, niektórzy miewają więcej niż jedną. Czym zatem jest osobowość i czy można ją zmienić? – odpowiada psycholog prof. Piotr Oleś.

Czy charakter i temperament słusznie utożsamia się z osobowością?
Po części tak, bo to jej składowe. Charakter to aksjologiczny aspekt osobowości, czyli związany z wartościami. Przejawia się w naszym stosunku do innych ludzi, do siebie, do pracy lub ważnych zadań, stąd mówimy, że ktoś ma na przykład kryształowy albo czarny charakter. Dotyczy on tych właściwości, które zawdzięczamy środowisku, bo to ono nas motywuje do tego, żeby być uczciwym. Ale z drugiej strony charakter jest pochodną naszego własnego wysiłku, bo kiedy około dwunastego roku życia przekraczamy próg samoświadomości refleksyjnej i myślenia abstrakcyjnego, zaczynamy rozumieć między innymi, co to jest miłość, wolność, i zastanawiać się, kim warto w życiu być. W związku z tym często podejmujemy wysiłki, by stać się lepszym człowiekiem i z większym zrozumieniem reagować na potrzeby innych. Charakter obejmuje zatem wyuczone efekty wychowania i efekty pracy nad sobą.

Temperament natomiast to te najbardziej stałe cechy, które nie są przez nas kontrolowane. Odpowiadają między innymi za naszą odporność w trudnych sytuacjach, szybkość ruchów, ogólne tempo reakcji, aktywność i związane są z podłożem neurobiologicznym osobowości. Można by powiedzieć, że są zestawem cech wrodzonych, gdyby nie fakt, że ulegają one jednak pewnej modyfikacji pod wpływem doświadczeń we wczesnym okresie życia. Zmiany mogą też wynikać z długotrwałego ćwiczenia. Na przykład jeśli ktoś, kto nie ma zbyt dużej uważności i zdolności do spostrzegania szczegółów, podejmuje pracę, w której jest to wymagane, początkowo bardzo się męczy, ale potem się uczy, jednocześnie stopniowo modyfikując nasilenie wrodzonych cech temperamentalnych.

Czyli mamy dwa elementy układanki. Czym jednak osobowość jest jako całość?
Najprościej mówiąc, tym, co pozwala nas odróżnić od innych ludzi, czymś najbardziej dla każdego z nas specyficznym. Odpowiada za spójność uczuć, myśli i zachowań, za to, że są one w różnych sytuacjach podobne u danej osoby i nie zmieniają się zasadniczo w czasie, a dzięki tej ciągłości, można człowieka po tym rozpoznać.

Ale teorii na temat osobowości jest wiele.
To prawda niektóre z nich dotykają tylko jednego z trzech poziomów, czyli za osobowość przyjmują jakąś jej część. Pierwszy to poziom cech i zdolności, jak na przykład ekstrawersja, neurotyczność albo inteligencja. Z jednej strony są one wspólne, bo każdy w jakimś sensie je ma, ale z drugiej można je zmierzyć, pozwalają więc nas od siebie odróżnić. Drugi to tzw. poziom charakterystycznych przystosowań, czyli to, jak zachowujemy się w różnych sytuacjach, np. kiedy jesteśmy zestresowani czy zakochani. Ten poziom obejmuje m.in. przekonania, motywy, wartości, potrzeby, cele.

Najbardziej tajemniczy jest trzeci poziom, który zarazem stanowi poezję psychologii osobowości. Dotyczy on znaczeń osobistych albo tożsamości narracyjnej, czyli historii życia, którą każdy z nas ma, ale też sam ją konstruuje. Bo jeżeli opowiadam komuś swoją historię, to w zależności od słuchacza i tego, co chcę przekazać, za każdym razem przedstawiam ją trochę inaczej. Co więcej, kiedy jestem w lepszym nastroju, to łatwiej przypominają mi się sukcesy, w związku z tym w mojej historii życia pojawia się więcej pozytywnych rzeczy. Natomiast kiedy jestem w dołku, dominuje w niej cień i przykrości. Każda z tych historii jest jednak prawdziwa, bo trzonowe elementy życia się nie zmieniają, na przykład to, czyim jestem dzieckiem, gdzie się urodziłem i wychowałem.

Ale naszą tożsamość tworzą też całkiem ulotne wydarzenia: pierwsza miłość, porażka, przyjaźń, wejście w życie dorosłe, egzaminy, wieczory poezji, zachody słońca w górach, wysłuchane koncerty i obejrzane spektakle. Wszystko to może wydawać się tylko wspomnieniami, ale ponieważ są to wspomnienia bliskie naszej duszy, naszego „ja”, to składają się one na tożsamość narracyjną. Można więc powiedzieć, że osobowość to unikatowa historia życia każdego z nas, która nas różnicuje, bo mamy przecież zupełnie inne doświadczenia, odmienne sposoby ich interpretacji i stąd indywidualne systemy znaczeń.

Czy to są właśnie te cechy osobowości, o których tyle się mówi?
Określa się je zadziwiająco podobnie do ogólnej definicji osobowości, którą przed chwilą podałem. Cechy również odpowiadają za spójność uczuć, myśli i zachowań, ale tylko w pewnym zakresie. To znaczy, jeżeli ktoś ma cechę dominacji, czyli skłonność do rządzenia się wśród ludzi, wykazywania swojej przewagi, to ma jednocześnie takie przekonanie na swój temat, że się do tego nadaje, że mu się ta pozycja po prostu należy. Za tym idzie z kolei pewne zachowanie i wiążą się z tym określone uczucia, na ogół jest to poczucie własnej wartości, tego, że jestem w porządku, kiedy tak się zachowuję. Jeżeli ktoś ma natomiast tę cechę nasiloną w niskim stopniu, to z kolei czuje się sobą wtedy, kiedy jest uległy, potrzebuje, by ktoś mu wyznaczył rolę, powiedział, co ma robić. Osobowość jest tym, co nas wyróżnia, a jej cechy pokazują wyraźnie, jak każdy z nas jest inny i wyjątkowy.

Pytanie jednak, czy kształtują nas obiektywne wydarzenia, czy to, jak my je widzimy?
Dzieci na Ukrainie, niezależnie od tego, w jakim są teraz wieku, mogą być świadkami tak drastycznych zdarzeń i doświadczyć tak silnych bodźców, że wpłyną one na struktury ich osobowości, przede wszystkim te związane z emocjami. Obiektywne wydarzenia, jeżeli mają dużą siłę rażenia, oddziałują podobnie na wiele osób, chociaż nie bez znaczenia jest też indywidualna odporność, bo przecież nie wszyscy żołnierze, którzy walczą w podobnych okolicznościach, mają zaburzenia po stresie traumatycznym.

Z drugiej strony, jeżeli myślimy o kochającej się rodzinie, to obiektywne jest to, że wszystkie dzieci obdarzone są w niej troską rodziców i każdy z rodzeństwa ją czuje. Ale jednocześnie zauważa, że jest jednak nieco inaczej traktowany. W ramach tej subiektywnej interpretacji można budować różne przekonania, na przykład „jestem ukochaną córeczką tatusia” albo „jestem rodzinnym rozrabiaką”. Tymczasem rodzice są święcie przekonani, że nie wyróżniają nikogo, traktują wszystkich tak samo, z podobną uważnością i miłością. Z podobną, nie znaczy jednak z identyczną, bo tak się po prostu nie da. Każde z dzieci jest inne, inaczej się zachowuje i inną więź buduje z rodzicem. Wobec tego w tych relacjach rodzinnych jest duża przestrzeń do tworzenia własnych interpretacji, a później przenoszenia tego na inne relacje w życiu dorosłym. Na przykład jeśli ktoś czuje się trochę gorszym dzieckiem, to może być uwrażliwiony na to, jak jest traktowany w pracy, a na porównania do innych może reagować wręcz alergicznie, niewspółmiernie do sytuacji.

Czyli dzieciństwo wydaje się jednak dla naszej osobowości etapem kluczowym.
Na pewno w tym czasie kształtują się zręby osobowości zdrowej, jak i dochodzi do jej zaburzeń, czyli może powstać utrwalony sposób życia, który jest nieadaptacyjny dla człowieka, ale jeszcze trudniejszy dla jej otoczenia. We wczesnym okresie czasami tworzą się schematy, które polegają na tym, że jakieś przekonanie, na przykład „jestem lepszy od innych”, zostaje mocno połączone z emocjami.

Co może być przyczyną takich zaburzeń?
Najczęściej wynika to z nieoptymalnego traktowania dziecka przez rodziców.

Ma Pan na myśli brak odpowiedniej opieki i relacji czy także nadmiar miłości i opiekuńczości?
Tak, brak odpowiedniej troski i miłości. Natomiast nadopiekuńczość może prowadzić do zaburzeń osobowości tylko wtedy, kiedy związana jest z podwójnym komunikatem, na przykład z jednej strony cię kocham, a z drugiej nie mam za grosz zaufania, że jesteś w stanie samodzielnie dać sobie radę. Osoba, która tak się zachowuje wobec dziecka, dokonuje podwójnego wpisu w jego osobowości, który potem źle sprawdza się w życiu. Jeśli jednak jest to nadopiekuńczość kontrolowana, to znaczy rodzic zdaje sobie z tego sprawę, to nie zrobi dziecku większej krzywdy, co najwyżej wychowa bardziej ostrożnego człowieka.

Zastanawiam się, co zatem musiało wydarzyć się w dzieciństwie doktora Jekylla, który dzielił osobowość z mrocznym panem Hydem czy bohaterki serialu „Wszystkie wcielenia Tary”, która jest jednocześnie przykładną żoną i matką dwojga dzieci, namiętną nastolatką i kochającym piwo weteranem wojny w Wietnamie?
Fascynująca pisarzy i scenarzystów osobowość mnoga najczęściej wynika z silnie traumatycznego doświadczenia, które sprawia, że dziecko nie jest w stanie połączyć w sobie pozytywnego i negatywnego obrazu świata, a także dobrej i złej strony samego siebie oraz osoby kochanej. We wczesnym dzieciństwie to naturalny etap rozwoju, że tzw. obiekt miłości jest raz dobry, a raz zły, jakby to były dwa oddzielne byty, a nie jedna osoba. Dziecko nie potrafi zrozumieć, że jednocześnie kocha mamę i może być na nią wściekłe. Przeskakuje więc od tej dobrej do złej strony zarówno osoby kochanej, jak i samego siebie, czyli własnej osobowości, ale w toku rozwoju pojmuje, że potrafi jednocześnie kochać i nienawidzić, że oba te odczucia są jego. Jeśli jednak wcześniej dojdzie do silnej traumy, którą w przypadku osobowości mnogiej jest najczęściej doświadczenie wykorzystania seksualnego ze strony osoby, której dziecko ufa, ta integracja nie następuje i osobowość funkcjonuje w kilku różnych scenariuszach. Człowiek nie za bardzo wie, kiedy, która subosobowość ulega włączeniu i dlaczego tak się dzieje, jakby kilka osób było w jednym ciele.

Trudno sobie nawet wyobrazić takie doświadczenie.
Gdyby ktoś chciał zrozumieć, na czym to zaburzenie polega, niech sięgnie po świetną książkę Camerona Westa „Pierwsza osoba liczby mnogiej”, w której opisuje on swoje życie z osobowością mnogą i historię leczenia. Ale podobne doświadczenia można znaleźć także w świecie tzw. normy, bo na przykład każdy z nas potrafi być jednocześnie optymistą i pesymistą. Kto nigdy nie upatrywał w swoich porażkach szczęśliwego splotu wydarzeń albo zarzewia skutecznego radzenia sobie z przyszłymi problemami? Nie bez przyczyny zwykliśmy mawiać, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W pewnym sensie każdy człowiek obdarzony jest zdolnością patrzenia na własne życie z różnych perspektyw. Co więcej, jesteśmy na przykład w stanie wyobrazić sobie doświadczenie innego człowieka i spróbować z jego punktu widzenia popatrzeć na świat. Te zjawiska tzw. polifonii czy dialogowości mają pewne podobieństwa do osobowości mnogiej, ale kardynalna różnica polega na tym, że my mamy nad tym kontrolę, a u osób z osobowością mnogą dzieje się to mimowolnie. A co więcej te różne osobowości wzajemnie o sobie nie pamiętają.

Czy zatem można samemu dostrzec problem?
Ludzie z zaburzeniami nerwicowymi zgłaszają się dość szybko po pomoc, bo mają świadomość, że coś złego się z nimi dzieje. Natomiast zaburzenia osobowości, podobnie jak uzależnienia, są bardziej uciążliwe dla otoczenia niż osoby chorej. Wiele osób funkcjonuje z nimi przez całe życie, nie podejmując prób leczenia, choć to bardzo ogranicza jakość ich życia i zdolność do szczęścia. Człowiek zaburzony ma poczucie, że coś jest nie w porządku, ale nie jest ono zazwyczaj na tyle dojmujące, by szukać rozwiązań. Jeżeli jednak usłyszy od życzliwych osób, że trzeba i można z tym coś zrobić, to często podejmuje wysiłek i terapię.

A na czym ona polega?
Czterdzieści lat temu, kiedy byłem studentem, profesorowie zajmujący się psychologią kliniczną i psychoterapią mówili, że zaburzenia osobowości nie podlegają terapii. Nie brzmiało to dobrze. Obecnie zarówno badania, jak i praktyka terapeutyczna pokazują, że terapia w tym przypadku jest skuteczna, choć często trwa latami. Są co najmniej dwie możliwości pracy. Zgodnie ze schematem myślenia poznawczo-behawioralnym cały wysiłek koncentruje się na poznaniu nieadaptacyjnych schematów interpretacji doświadczenia i stopniowych korektach w myśleniu i towarzyszącym mu zachowaniu. Aby ta modyfikacja była skuteczna, trzeba jednak dużo wytrwałości ze strony pacjenta.

Drugi rodzaj terapii, zgodnie z nurtem psychodynamicznym, zazwyczaj trwa jeszcze dłużej. Przyjmuje się w nim dużą rolę nieświadomości w funkcjonowaniu człowieka. Celem jest wydobycie z niej różnego rodzaju emocjonalnych urazów, które wynieśliśmy z dzieciństwa, a następnie ich odreagowanie, czyli ujawnienie emocji, które towarzyszą pamięci traumatycznego doświadczenia. Odzyskując świadomość tego, co się wydarzyło, ludzie zyskują także coraz większą kontrolę nad swoim zachowaniem, mogą modyfikować swój sposób postępowania wobec innych. Różnica między tymi terapiami polega więc na tym, że w pierwszym przypadku pracuje się nad świadomymi przekonaniami i zachowaniami (po ujawnieniu ich ukrytych przyczyn), a w drugim próbuje się wydobyć z nieświadomości trudne doświadczenia, licząc, że dzięki temu człowiek uzyska znacznie większą wolność w zakresie własnego działania.

Jak dużo osób nieświadomie może borykać się z tego typu problemami?
Niestety, z jakiegoś powodu coraz więcej ludzi ma zaburzenia osobowości. I nie jest to tylko kwestia tego, że kiedyś były one rzadziej rozpoznawane. Współcześnie mamy chyba jednak trochę za mało czasu dla dzieci, zbyt wiele rzeczy nas rozprasza i odwodzi od prostego, naturalnego kontaktu z dzieckiem, co przekłada się na to, że ludzi z zaburzoną osobowością przybywa. Kolejnym czynnikiem jest nadmiar bodźców, jakie dostarczamy maluchom w okresie wczesnego dzieciństwa: kakofonia dźwięków, kolorów i świateł emitowanych przez wstawiane do łóżeczka zabawki, ciągle grający i migoczący telewizor, krzyki domowników, hałas dobiegający z ulicy, wszechobecna chemia.

A czy zaburzenia osobowości możemy dostać w genach?
To nie jest tak, że wchodzą one w geny i mogą się ujawnić w drugim pokoleniu. Jeśli dziecko rodziców z zaburzoną osobowością ma taki sam problem, to na 98,5 proc. wynika on z atmosfery wychowania i oddziaływania opiekunów, którzy na przykład dają podwójny przekaz: „kocham cię, ale jesteś przeszkodą w moim życiu”. Przekazywane są więc nie w genach, a na drodze społecznego uczenia się.

Skoro osobowość kształtuje się przez całe życie, zastanawiam się, czy coś w nas jest stałe.
Osobowość w cechach temperamentalnych jest mocno stała, umiarkowanie w przekonaniach i nawykach, ale na poziomie indywidualnych znaczeń jest już bardzo zmienna. Wprawdzie niektóre rzeczy, jak znaczenia związane z naszym domem rodzinnym, często są utrwalone, ale to, co się aktualnie dzieje, cele życiowe, potrzeby związane z jakością związku, w którym jesteśmy, mogą mocno się zmieniać.

Jest nawet takie zjawisko, które się nazywa „wielką zmianą życiową”. Polega ono na tym, że człowiek znużony pewnym scenariuszem życia, np. w korporacji, postanawia nagle zająć się czymś kompletnie innym, na co dotychczas nie było wewnętrznego i zewnętrznego przyzwolenia. Taka rewolucja potrafi dać mocne poczucie sensu życia, choć wiąże się przecież z całkowitą zmianą przekonań, stylu życia, otoczenia i znajomych.

Ten sam mechanizm sprawia, że ludzie uwalniają się ze środowiska, które ich więziło i obniżało jakość funkcjonowania. Potrafią robić fantastyczne rzeczy, pójść na studia, zdobyć dobry zawód i świetnie funkcjonować, chociaż mieli fatalne warunki wychowawcze, a nawet kłopoty z prawem. To pokazuje, jak ogromny potencjał zmian tkwi w naszej osobowości.

Piotr Oleś, psycholog, prof. dr hab. w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i Uniwersytecie SWPS, kierownik Katedry Psychologii Osobowości KUL, członek Komitetu Psychologii PAN. Autor kilku książek, redaktor i współredaktor wielu prac zbiorowych oraz artykułów w czasopismach naukowych.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze