1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Jak kochamy w XXI wieku? Rozmowa z socjolożką Julitą Czernecką

Od zawsze łakniemy miłości, ale dziś pragniemy doświadczyć jej szybko. Chcemy miłości jak z McDonalda, gdzie zamawiamy frytki i burgera – i dostajemy gotowe danie w ciągu trzech minut. Brakuje nam cierpliwości. (Fot. SolStock/Getty Images)
Od zawsze łakniemy miłości, ale dziś pragniemy doświadczyć jej szybko. Chcemy miłości jak z McDonalda, gdzie zamawiamy frytki i burgera – i dostajemy gotowe danie w ciągu trzech minut. Brakuje nam cierpliwości. (Fot. SolStock/Getty Images)
Wyniki badań naukowych wskazują, że nasze marzenie o relacji miłosnej to nadal przede wszystkim zakochanie, romantyczne początki i ta mityczna druga połówka… I to dodatkowo pod presją czasu, bo dziś życie toczy się bardzo szybko. Jak zatem dać sobie szanse na związek – pytamy socjolożkę, dr Julitę Czernecką.

Wielu badaczy podkreśla, że współcześnie żyjemy w czasach upadku mitu miłości romantycznej. Wydaje się, że popkultura przestaje nas karmić przekazem „rycerza na białym koniu” oraz „I żyli długo i szczęśliwie…”.
Przekazy popkultury dają nam w tym momencie bardzo sprzeczne obrazy. Z jednej strony filmy typu „Cinderella” odchodzą do lamusa, ponieważ komedie romantyczne rozwijają się w kierunku przejmowania inicjatywy przez kobiety i odwrócenia ról. Mamy również cały wysyp mainstreamowych filmów o rozpadzie małżeństw, choćby „Historia małżeńska” z genialnymi rolami Scarlett Johansson i Adama Drivera czy serial „Sceny z życia małżeńskiego”. Widoczna rewolucja zachodzi także w muzyce. Oprócz piosenek o zakochaniu, które są zawsze na topie, mamy utwory o zranieniach, porzuceniach, zdradach i rozstaniach. Przykładem są przeboje Miley Cyrus o miłości do siebie po rozstaniu czy Shakiry, która rozlicza się z byłym mężem i jego nową dziewczyną, z którą dopuścił się zdrady. Dogłębniej porusza się kwestie, o których wcześniej aż tyle publicznie się nie mówiło.

O czym to świadczy?
Że zaczynamy dopuszczać do siebie głos prawdy na temat naszych związków, różnych niepowodzeń. Ale z drugiej strony budowana przez dziesięciolecia wizja miłości romantycznej jest w nas wciąż mocno ugruntowana. To widać w moich badaniach na temat społecznego definiowania miłości. Okazuje się, że obrazami, które najbardziej kojarzą się z miłością, nadal jest wizerunek par trzymających się za rękę na tle krajobrazów uważanych powszechnie za romantyczne, np. zachodzącego słońca. Jest w nich dużo pocałunków, lukrowanych zdjęć serduszek czy metafor wskazujących na nieokiełznany i nieprzewidywalny charakter miłości.

Czy słusznie używamy słowa „mit” w kontekście miłości romantycznej?
W kontekście miłości mówimy o różnych mitach, m.in. o micie drugiej połowy, który jest bardzo mocno zakorzeniony w kulturze zachodniej. Amerykańska socjolożka Kay Trimberger wskazała, że w Stanach Zjednoczonych 94 proc. badanych osób w wieku 20–29 lat poszukuje bratniej duszy, a 87 proc. głęboko wierzy, że kiedyś uda im się taką osobę znaleźć. Ludzie najczęściej szukają kogoś, kto byłby bliski ideału, zwracając uwagę na cechy charakteru tej osoby i jej osobowość – odpowiednio: 92 i 89 proc. Inne czynniki też są ważne, ale podobieństwo stylu życia, wieku, wykształcenia jest najważniejsze.

Czy jest coś złego w poszukiwaniu drugiej połówki?
Sęk w tym, że pokłosiem tego mitu jest kategoria singli-romantyków, którzy w ogóle nie wchodzą w związki, jeżeli osoba, którą poznają, nie wywołuje u nich „chemii”, „fajerwerków”.

Ale ten chemiczny stan jest przecież nieodzownie związany z zakochaniem!
Ta nieodzowność jest właśnie kolejną pułapką. Oczywiście, to jest bardzo przyjemny stan i fajnie, gdybyśmy wszyscy go doświadczali, ale nie zawsze musi tak być. Czasami pojawia się on później albo jest trochę wytonowany. Natomiast niektóre osoby potrafią być wiele – nawet 10 czy 15 – lat same, ponieważ utożsamiają miłość z tym pierwszym odurzeniem. Są romantykami, ale w krzywym zwierciadle. Bardzo mocno wierzą, że istnieje jedyna na świecie odpowiednia dla nich osoba, na którą po prostu nie mogą trafić. Funkcjonowanie w tym micie właściwie nie pozwala im wejść w jakąkolwiek relację, randki kończą się od razu, bo nie było tzw. znaków.

Czyli w budowaniu relacji miłosnej nie powinniśmy się kierować wystrzałem endorfin?
Pojawiający się w stanie zakochania koktajl hormonalny powoduje, że czujemy się, jakbyśmy mogli przenosić góry. Powinniśmy być świadomi, że stan ten jest przejściowy i w końcu minie, a „różowe okulary”, które wtedy zakładamy, nie pokazują nam partnera z tym wszystkim, co w nim dobre i piękne, ale też z tym, co mroczne. W sensie poznawczym mamy zaburzone postrzeganie tej drugiej osoby, w związku z czym bardzo dużo rzeczy nam umyka. Myślę, że większość związków w ogóle by się nie nawiązało, gdyby nie początkowe zakochanie, ponieważ w tym stanie za pierwszym dobrym wrażeniem pojawia się błąd postrzegania polegający na tym, że stajemy się pobłażliwi dla zachowań, cech, które są negatywne. Tłumaczymy je jako mało istotne, wybaczamy, uważamy, że jakieś zachowania zdarzyły się jednorazowo.

Zakochanie pozwala nam tkwić w toksycznych relacjach?
Jest wyraźna tendencja: im większe „bum” na początku, tym może być większe „bach”, choć nie zawsze tak oczywiście jest. Gdy duże uderzenie i zaciemnienie obrazu na początku, to potem, kiedy odkrywają się kolejne karty, następuje urealnienie i okazuje się, że relacja staje się trudna, pojawia się coraz więcej konfliktów i nieporozumień. Wtedy myślimy też: „przecież ta osoba na początku wcale taka nie była”. To pozwala dłużej tkwić w toksycznych relacjach, daje nadzieję, że wróci to, co kiedyś, ponieważ skoro wcześniej było tak „cudownie”, to może później też jest na to szansa.

Aplikacje randkowe pomagają dziś młodym ludziom szukać miłości czy wręcz przeciwnie?
Choć w aplikacjach randkowych mamy ludzi w każdym wieku to jednak najwięcej jest wśród nich 25 plus, 30-, 40-, 50-latków. W Polsce główną motywacją jest szukanie miłości i partnera lub partnerki do ułożenia sobie życia. Ale jest też mnóstwo ludzi, dla których to jest po prostu odskocznia od rzeczywistości. Wiele badań aplikacji typu Tinder pokazuje, że nawet ¹⁄³ użytkowników jest w stałych relacjach.

Statystyki wskazują, że niewielu parom z Tindera udaje się stworzyć długofalową relację.
Musimy pamiętać, że Tinder jest aplikacją, która ma zarabiać. Użytkownicy są tam rodzajem towaru, więc można by się zastanawiać, na ile twórcom tego typu aplikacji zależy na tym, żebyśmy na stałe kogoś poznali. Ludziom się wydaje, że to w ich rękach leży cała sprawczość. Oczywiście, to jest narzędzie, ale żeby się nim sprawnie posługiwać, to trzeba wiedzieć, z jaką rzeczywistością ma się do czynienia – że to algorytm podsyła nam te osoby. Tymczasem wielu użytkowników tworzy sobie różne iluzje.

O jakich iluzjach mówimy?
Korzystając z takich aplikacji w poszukiwaniu miłości, powinniśmy liczyć się z tym, że będziemy mieć do czynienia z całą masą ludzi, którzy nie zawsze szukają tego co my. Jedni w ogóle nie będą chcieli mieć związku, tylko są tam dla podbudowania swojego ego czy bycia zauważonym. Bardzo dużo osób nawet nie chce umawiać się w „realu” na randki. Wystarczają im znajomości on-line, które zaspokajają ich potrzebę uwagi, kontaktu, porozmawiania w sieci. Czasami szukają tam przyjaźni albo flirtu, niekiedy wirtualnego seksu.

Kolejną grupą są ci bezkompromisowi, mający całą litanię oczekiwań w stosunku do drugiej osoby, a jeśli w jednym procencie coś im nie pasuje, to od razu ją skreślają, często w skrajnie nieuprzejmy, agresywny sposób. Powinniśmy więc być przygotowani na różne zachowania, rozmaite motywy bycia tam – i zachować ostrożność.

Czy aplikacje randkowe diametralnie zmieniły nasze postrzeganie miłości?
Z pewnością spowodowały pewne przyspieszenie. Dziś wciąż pragniemy miłości, ale chcemy jej doświadczyć szybko, niczym dania serwowanego w fast foodzie – chcemy miłości jak z McDonalda, gdzie zamawiamy frytki i burgera – i dostajemy gotowe danie w ciągu trzech minut. Wielu z nas brakuje cierpliwości do poznawania drugiej osoby. Szczególnie kobiety po pierwszej randce chciałyby wiedzieć właściwie wszystko o potencjalnym partnerze, przewidzieć i zaplanować całą przyszłość.

Cóż, przyspieszone czasy pociągają za sobą przyspieszone relacje.
To jest jedna z bardzo mocnych pułapek, w które wpadamy, chcemy mieć wszystko „już tu i teraz”. Chcielibyśmy od razu mieć fajne, stabilne i perspektywiczne związki.

Pamiętam jednego z uczestników moich badań, który stwierdził, że marzy mu się związek jak jego rodziców, i super, tylko jego rodzice byli małżeństwem 30 lat i pewnie przechodzili różne fazy, różne kryzysy i mieli czas „nauczyć się siebie” i jak ze sobą być. Dziś patrzymy na memy pokazujące staruszków trzymających się za ręce z podpisem „kiedyś relacje się naprawiało”. Ale nie widzimy, jakiego nakładu pracy wymagało zbudowanie takiej relacji.

20-latkowie statystycznie nie korzystają tak często z aplikacji randkowych, ale są totalnie zanurzeni w świecie mediów społecznościowych.
Faktycznie, dla pokolenia Z tak samo rzeczywistym życiem jest to, które się dzieje w sieci. Ono się wychowało z zestawem urządzeń: telefonów, tabletów, laptopów. Co więcej, młodzi ludzie sami przyznają, że niekiedy wolą świat wirtualny. Że jest im tam łatwiej porozmawiać z kimś, poznać się, niż z osobą siedzącą obok w ławce.

Jak to wycofanie w świat wirtualny wpływa na budowanie przez nich miłosnych relacji?
Media społecznościowe dają nam narzędzia do komunikacji z całym światem. Można mieć chłopaka czy dziewczynę po drugiej stronie globu i przyjaciela, z którym nigdy się nie widzieliśmy na żywo. Są tego dobre strony, bo w wielu przypadkach łatwiej im nawiązać intymną rozmowę, podzielić się problemami, zwierzyć. Z drugiej strony, część szczególnie młodych osób czuje się coraz bardziej izolowana i osamotniona. Pojawiają się trudności w nawiązywaniu relacji w świecie rzeczywistym.

Żyjemy w bardzo lękowych czasach. Dziś trudniej jest wchodzić w relacje, bo wpisane jest w nie więcej lęku?
Ten lęk bazuje na tym, że to my czujemy się odpowiedzialni za to, czy odniesiemy na polu miłosnym– zresztą jak na każdym innym – sukces lub porażkę. Jesteśmy centrum dowodzenia własnym życiem – jak pisał znamy socjolog Ulrich Beck. Ta świadomość to jest duże obciążenie. Boimy się odrzucenia, które jest dobrze znane szczególnie tym, którzy korzystają z aplikacji randkowych. Dziś po prostu skala się zwiększyła – poprzednie pokolenia doświadczały tak zwanego kosza, ale nie tak intensywnie. Dodatkowo jest cała iluzja superzwiązków znajomych, którzy umieszczają „słitfocie” na Instagramie.

Co może pomóc w budowaniu miłosnych relacji?
Podejście do tematu z większą lekkością, pamiętanie, że życie to przygoda i nie wszystko jesteśmy w stanie zaplanować i przewidzieć. A z drugiej strony – z większą świadomością, że to, że nie udają nam się kolejne relacje lub jesteśmy wiecznymi singlami, to nie dlatego, że z nami jest coś nie tak, tylko miało na nas wpływ wiele procesów, takich jak socjalizacja, wychowanie czy wreszcie kultura, bo to nas też formatuje i mówi nam, czym miłość jest, a czym nie jest.

Dużo mówisz o tym, że w udanych relacjach ważne jest poznanie tzw. kodów miłości, czyli własnego miłosnego oprogramowania.
Może to się dziś wydać banalne, ale należy zacząć od miłości do siebie. Ważne jest dobre traktowanie siebie, stawianie granic innym, bycie dla siebie czułym i wyrozumiałym, ale też wspieranie siebie jak najlepszego przyjaciela. Od tego się zaczyna, od podstaw. Wiele osób, z którymi pracuję, odczuwa ogromny głód miłości i wiąże się z tzw. pierwszą lepszą osobą, która im okaże trochę zainteresowania. A takie relacje bazują na uzależnieniu, bo wewnętrzny niedosyt miłości: „rodzice mi jej nie dali, ale ty ją dasz, ty mnie uratujesz i uszczęśliwisz” – na ogół powoduje, że kończą się one toksycznymi związkami i zranieniami, przekraczaniem granic.

Warto najpierw sobie tę miłość dać, uczyć się jej małymi krokami. I pamiętać o tym, co jest najważniejsze, że każdy ma swój kompas w sercu, i dobrze go słuchać.

Julita Czernecka, doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie socjologia; adiunkt w Zakładzie Socjologii Płci i Ruchów Społecznych Uniwersytetu Łódzkiego. Zajmuje się socjologią miłości i singli, jest coachką relacji. Autorka książki „Wielkomiejscy single”, prowadzi kanał „Kody Miłości” i na TikToku.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze