1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Terapia dźwiękami dla seniorów – koi umysł i leczy ciało

(Fot. Getty Images)
(Fot. Getty Images)
Osoby starsze mogą mieć kłopoty z radzeniem sobie z emocjami, z nastrojem, codziennie w samotności odtwarzają te same myśli, wyobrażenia. Tymczasem sesje dźwiękowe wytrącają umysł z takiego trybu działania. W rezultacie ich nastrój się polepsza, a poziom niepokoju maleje. O pracy z seniorami opowiada dźwiękoterapeutka Monika Doroszkiewicz.

Jako dźwiękoterapeutka pracujesz m.in. z seniorami. Skąd taki pomysł?
Zaczęło się od tego, że 12 lat temu jako wolontariuszka jeździłam do Fundacji Anny Dymnej „Mimo wszystko”, do Radwanowic. Nie spodziewałam się, że podopiecznymi są tam głównie osoby starsze z niepełnosprawnością intelektualną. Przez dwa lata prowadziłam sesje dźwiękoterapeutyczne i obserwowałam, jak pod wpływem dźwięków te osoby się rozluźniają, jak poprawia im się nastrój i zmniejsza poziom niepokoju. Takie osoby są do bólu szczere i w bardzo bezpośredni sposób wyrażają, co myślą; cały czas pytały mnie, czy na pewno przyjadę do nich za tydzień. To dało mi informację, że seniorzy tego chcą, że to lubią, więc zaczęłam składać oferty do różnych ośrodków, w których przebywają – centrów aktywności seniora, domów spokojnej starości czy DPS-ów ukierunkowanych na opiekę nad chorymi na demencję, cierpiącym na chorobę Alzheimera, Parkinsona.

Jaka jest specyfika pracy z seniorami?
Obserwuję dwie grupy. Pierwsza to osoby uczestniczące w przeróżnych zajęciach klubów aktywności, które mówią, że przez całe życie nie miały czasu ani możliwości, żeby spróbować tego wszystkiego, co teraz robią. Są zaciekawione i nastawione na to, żeby jak najwięcej skorzystać. Druga grupa z domów spokojnej starości wygląda na zrezygnowanych – często mają żal do swoich dzieci, że są w tych ośrodkach, koncentrują swoją uwagę na bolesnych emocjach i mają poczucie bycia niechcianymi i niepotrzebnymi.

Praca z samym dźwiękiem jest niewystarczająca, bo te osoby za bardzo tkwią w umyśle. Kiedy dźwięk ich rozluźnia, potrzebna jest praca z nieświadomością, żeby uwolniły swoje myśli. W ciągu doby wytwarzamy dziesiątki tysięcy myśli, a 90 proc. z nich to są te same, które były wczoraj. Seniorzy nie są świadomi, że od wielu lat ciągle myślą o tym samym. Kakofonia dźwięków podczas sesji utrudnia myślenie – umysł spodziewa się jakiejś linii melodycznej, a jej nie ma, i on wtedy najpierw szaleje, a potem w końcu poddaje się i odpuszcza. Potem słyszę od uczestników, że pojawiały się takie momenty, gdy wydawało im się, że nie mają żadnych myśli w głowie. Odpowiadam, że właśnie o te momenty nam chodzi i o to, żeby one były jak najdłuższe, bo wówczas wchodzimy w stan medytacyjny. Dlatego sesje robi się regularnie, by umysł odzwyczaił się od starych myśli.

Jak seniorzy na to reagują?
Na pierwszych zajęciach jest szok i niedowierzanie, że to na nich tak działa – że potrafią wejść w stan, w którym nie ma myśli. Wcześniej nikt im nie mówił, że warto dbać nie tylko o kondycję swojego ciała, ale też umysłu. Oni nie znają technik radzenia sobie z emocjami, z nastrojem, uczą się tego dopiero teraz – na starość. I najwyraźniej bardzo tego potrzebują, bo jeśli mają regularne zajęcia, to chętnie przychodzą. Dostają na nich dużo uwagi, bo zależy mi na informacji zwrotnej, żebym wiedziała jak pomóc. Osoby starsze są w stanie się otworzyć, ale nie na pierwszej sesji. Powoli budujemy relację, zaufanie. Z każdym spotkaniem opowiadają o sobie coraz więcej.

W ośrodkach dla osób z demencją pod wpływem melodii z lat młodości te osoby przypominają sobie rzeczy odległe. Cieszę się, kiedy widzę na przykład, że po miesiącu, dwóch seniorom mijają stany depresyjne czy opowiadają mi, że wreszcie lepiej śpią.

Obserwujesz różnicę wpływu dźwięków na osoby młodsze i starsze?
U młodszych jest większa otwartość na wszystko, co nowe. Jeśli czegoś nie wiedzą, od razu znajdą informacje w Internecie, wystarczy, że podpowiem. A seniorzy, zwłaszcza po 80. roku życia, potrzebują wielu wyjaśnień, odpowiedniego prowadzenia, trzeba z nimi ostrożniej, delikatniej. Są bardziej schorowani, mają więcej dolegliwości, mają też więcej nieufności w sobie. Pytają mnie, jak to działa, co na to lekarze, czy można przedawkować. Terapeuta, który idzie do takiego ośrodka, musi im stworzyć bezpieczną przestrzeń, żeby zmienić ich przekonania. Sukces w dużej mierze zależy od opiekunów. Zapraszam ich do wspólnego udziału w sesji i potem widzę, że na kolejnych wszystko dzieje się szybciej, łatwiej, ale i głębiej. To ich integruje, po moim wyjściu mogą o tym porozmawiać i proces trwa.

Zauważyłam ostatnio, że na moje sesje przychodzą lekarze, mówiąc, że chcą to przetestować. Marzę o tym, żebyśmy mogli współpracować, bo dźwiękoterapia jest doskonałym uzupełnieniem różnego rodzaju leczenia. Fala dźwiękowa reguluje funkcjonowanie układu nerwowego, co zmniejsza odczuwanie stresu, podnosi poziom uwagi, a na poziomie ciała prowadzi do uwalniania napięcia. Dźwięki, które przenikają przez ciało, wpływają również na układ krążenia: regulują tętno, ciśnienie krwi, co też pozwala obniżyć poziom stresu. Układ hormonalny zaczyna działać bardziej harmonijnie, regulując wydzielanie kortyzolu, dopaminy i serotoniny. Z kolei wpływ dźwięków na układ trawienia na przykład można wręcz usłyszeć – jeśli jelita są zaciśnięte, dźwięki rozluźniają je i podczas sesji słyszę burczenie w brzuchu. Niestety, za mało jeszcze badań, żeby to w pełni zrozumieć, ale takie badania prowadzone są na całym świecie.

Dziś dźwiękoterapię oferuje się przede wszystkim jako relaksację, ale mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni.

Monika Doroszkiewicz, dźwiękoterapeutka, trenerka i facylitatorka. Wraz z Instytutem Badań Edukacyjnych powołała zespół ekspertów, z którymi opisała kwalifikację zawodową dźwiękoterapeuty. Prowadzi szkolenia z zakresu dźwiękoterapii, stworzyła ogólnopolską markę Masuję Misami

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze