1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Serce nie jest tylko pompą krwi. To ono może „mówić” mózgowi, co masz czuć

Serce nie jest tylko pompą krwi. To ono może „mówić” mózgowi, co masz czuć

(Fot. Jorm Sangsorn via Getty Images)
(Fot. Jorm Sangsorn via Getty Images)
W większości starożytnych cywilizacji to nie mózg, ale serce uchodziło za najważniejszy organ w ciele. Kiedy jednak odkryto mechanizm jego działania, uznano, że jest ono jedynie pompą tłoczącą krew, zaś ciałem, w tym funkcją serca, zarządza mózg. Najnowsze badania burzą ten ustalony porządek rzeczy i dowodzą, że nasi przodkowie aż tak bardzo nie mylili się co do serca.

Spis treści:

  1. Historia serca – od siedziby duszy do mechanicznej pompy krwi
  2. Przeszczep serca a zmiana osobowości – historie Claire Sylvii i innych pacjentów
  3. Stres emocjonalny a ryzyko chorób serca – nowy czynnik do uwagi
  4. Jak rytm serca wpływa na emocje i redukuje lęk?

  • Przez tysiące lat serce było uważane za centrum emocji, duszy i inteligencji, zanim udowodniono, że pełni głównie funkcję pompy krwi.
  • Badania wykazują, że serce posiada własny układ nerwowy, który komunikuje się z mózgiem, wpływając na emocje, motywację i percepcję bólu.
  • Historie pacjentów po przeszczepach serca sugerują, że organ może przenosić cechy osobowości dawcy.
  • Stres emocjonalny i nagłe silne bodźce mogą prowadzić do arytmii i zgonów, co pokazuje, że serce i mózg są ściśle powiązane z reakcjami emocjonalnymi.
  • Świadome modulowanie rytmu serca poprzez medytację, ćwiczenia oddechowe i pozytywne emocje może poprawiać samopoczucie.

Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 6/2025.

Historia serca – od siedziby duszy do mechanicznej pompy krwi

Ludzie dość wcześnie odkryli, że rytmiczne uderzenia w klatce piersiowej oznaczają życie. Dostrzegli, że serce biło mocniej i szybciej ze strachu lub pożądania, a po śmierci bić przestawało. Uznali je więc za najważniejszy organ ciała. Przez tysiące lat Egipcjanie, Grecy, Chińczycy i mieszkańcy prekolumbijskiego Teotihuacán wynosili serce do pozycji zajmowanej dziś przez mózg, uznając je za siedzibę duszy, emocji, myśli i inteligencji. Jak więc doszło do tego, że przestało ono być centrum istoty ludzkiej, zostało zdetronizowane i sprowadzone do roli zwykłej mechanicznej pompy krwi podporządkowanej mózgowi?

Dużą rolę odegrał tu nieszczęśliwy wypadek, który wydarzył się w pierwszej połowie XVII wieku w Irlandii. Dziesięcioletni wówczas syn wicehrabiego Montgomery spadł z konia i upadł na wystający fragment skały, przebijając mostek i łamiąc wiele żeber po lewej stronie. Rana się zagoiła, ale w piersi chłopca została dziura, przez którą można było zobaczyć bijące serce. W 1641 roku dwudziestoletniego już młodzieńca zbadał William Harvey, lekarz króla Anglii Karola I, i doszedł do wniosku, że rola serca była dotychczas mocno przeceniana. Uznał on, że organ ten pełni jedynie funkcję pompy ssąco-tłoczącej.

Obserwacje Harveya sprawiły, że naukowcy i lekarze zmienili przekonania na temat serca, a funkcję nadrzędnego organu w ludzkim ciele przez kolejne stulecia przypisywano mózgowi. Jednak najnowsze badania coraz częściej dowodzą, że połączenie serca z mózgiem nie jest jedno-, ale dwukierunkowe.

„Wewnętrzny układ nerwowy serca składa się z ponad 40 tysięcy neuronów czuciowych, można powiedzieć, że jest to mały mózg, który umożliwia sercu odczuwanie, regulację i zapamiętywanie. Sygnały z wewnętrznego układu nerwowego serca wpływają na funkcje wielu obszarów mózgu związanych z emocjami, w tym rdzenia, podwzgórza, wzgórza, kory mózgowej i centrum emocji w mózgu – ciała migdałowatego.

Serce może również wpływać na mózg poprzez uwalnianie hormonów i neuroprzekaźników. Oksytocyna, zwana hormonem miłości, wytwarzana jest w sercu w takim samym stężeniu co w mózgu. Wpływa ona na funkcje poznawcze, tolerancję, zaufanie, przyjaźń i tworzenie więzi.

Serce może również oddziaływać na mózg poprzez rytmiczne emisje energii elektromagnetycznej. Badania wskazują, że wzór i stabilność rytmu serca wpływają na procesy myślowe w mózgu i na czynniki psychologiczne, takie jak uwaga, motywacja, percepcja bólu i przetwarzanie emocji” – wymienia kardiolog oraz naukowiec dr Vincent M. Figueredo w swojej książce „Historia ludzkiego serca”.

Według niektórych badaczy serce kieruje mózgiem w takim samym stopniu, w jakim mózg kieruje sercem, jednak prof. Radosław Kaźmierski, kierownik Katedry Neurologii na Uniwersytecie Zielonogórskim, apeluje, by podejść do tematu mniej sensacyjnie, a bardziej racjonalnie. – Z pewnością serce nie jest „drugim mózgiem”, ale też nie pełni wyłącznie funkcji pompy ssąco-tłoczącej. Realnie rzecz biorąc, mózg wpływa na serce, ale istnieje również komunikacja w drugą stronę, która odbywa się głównie poprzez nerw błędny, czyli rozległy nerw czaszkowy unerwiający jelita, przeponę, narządy układu oddechowego i serce – mówi i przyznaje, że komunikacja ta działa również po przeszczepie serca.

Przeszczep serca a zmiana osobowości – historie Claire Sylvii i innych pacjentów

Vincent M. Figueredo opisuje przypadek zawodowej tancerki Claire Sylvii, która po przeszczepieniu serca od osiemnastoletniego Tima Lamirande zaczęła gustować w piwie i panierowanej piersi z kurczaka, a wcześniej ich nie znosiła. Rodzice Tima przyznali, że zmarły bardzo je lubił, i nie byli zaskoczeni zachowaniem Claire, która nosiła przecież serce ich syna. Ta historia stała się kanwą filmu „Cudze serce” z 2013 roku z Jane Seymour w roli głównej. Nie jest to jednak jedyny odnotowany przypadek przejmowania cech osobowości dawcy po przeszczepie serca. A każda z takich historii nasuwa myśl, że być może skrywa ono jednak nasze emocje, które wędrują wraz z nim.

„Jako kardiolog regularnie mam do czynienia z przypadkami, w których widać silny związek serca fizjologicznego i emocjonalnego. Zetknąłem się z atakami serca po nagłej utracie ukochanej osoby u pacjentów, którzy wcześniej nie cierpieli na choroby kardiologiczne.”

„Inni doznali ataku serca lub zmarli nagle po tym, jak ich drużyna w ostatnich minutach przegrała Super Bowl lub mistrzostwa świata. Często obserwowałem, jak partnerzy, którzy spędzili ze sobą całe życie, umierali w odstępie kilku miesięcy. Mimo tych i wielu innych przypadków, mimo trwającego tysiąclecia utożsamiania serca z emocjami, współczesna medycyna bagatelizuje tę bliską wieź” – pisze dr Figueredo. I, powołując się na wyniki najnowszych badań w dziedzinie neurokardiologii, sugeruje, że powinniśmy ponownie uznać serce za składową emocjonalnej witalności zapewniającej nam zdrowie psychiczne, duchowe i fizyczne.

„Serce jako pierwsze spośród wszystkich organów reaguje na sygnały z mózgu – na przykład te skłaniające do walki lub ucieczki. Kiedy na spacerze w lesie spotkasz drapieżnika, twój mózg aktywuje współczulny układ nerwowy, wyzwalając ostrą reakcję, która przygotowuje ciało do jednej z tych dwóch reakcji. Mózg każe sercu natychmiast bić szybciej i mocniej, pompując utlenowaną krew do mięśni, aby przygotować je do ruchu.

Również mózg jako pierwszy odbiera sygnały z serca. Gdyby tak nie było, mdlelibyśmy przy gwałtownym wstawaniu. Serce wraz z potężnymi naczyniami krwionośnymi ostrzegają mózg, że spada objętość i ciśnienie krwi, a mózg reaguje, wywołując zwężenie naczyń krwionośnych, aby zapobiec gromadzeniu się krwi w nogach” – czytamy w „Historii ludzkiego serca”.

To, jak emocje rejestrowane w mózgu rezonują w sercu, można zobaczyć, patrząc w lustro. Rumieniec na twarzy na widok ukochanej osoby, uczucie ciepła czy przyspieszony puls to nic innego, jak przejawy reakcji serca.

Stres emocjonalny a ryzyko chorób serca – nowy czynnik do uwagi

Wiemy, że palenie papierosów, wysokie ciśnienie krwi, wysoki poziom cholesterolu i cukrzyca są głównymi czynnikami ryzyka chorób serca. Najnowsze badania wskazują jednak, że ignorujemy główny czynnik ryzyka chorób serca – stres emocjonalny. Dlatego prof. Radosław Kaźmierski w jednej ze swoich prac naukowych postanowił znaleźć odpowiedź na pytanie: czy można umrzeć ze strachu?

Przypadki nagłej śmierci wywołanej rzuceniem czarów lub uroku przez szamana opisywano już w XVI wieku wśród rdzennej ludności Ameryki. Jednak dopiero w połowie ubiegłego wieku ukazały się pierwsze naukowe opracowania na ten temat. W 1942 roku wybitny fizjolog z Uniwersytetu Harvarda, prof. Walter B. Cannon, opublikował artykuł „Voodoo death”, w którym opisał przypadek maoryskiej kobiety z Nowej Zelandii, która przypadkowo zjadła jabłko z drzewa rosnącego na terenie objętym tabu religijnym. Z tego powodu krewni zaczęli ją traktować jak zmarłą i rzeczywiście w ciągu kilku godzin zmarła, choć wcześniej nic jej nie dolegało. Na podstawie tego i podobnych opisów Cannon stwierdził, że taka śmierć jest indukowana wiarą w oddziaływanie nieodwracalnych i przemożnych sił zewnętrznych, na które ofiara w swoim najgłębszym przekonaniu nie ma żadnego wpływu. A odpowiedzialna za zgon może być przedłużająca się, bardzo silna aktywacja układu współczulnego.

Badacz uważał, że tego typu zgony mogą nastąpić tylko w kulturach dość prymitywnych, w których ludzie są zabobonni, nie rozumieją zjawisk otaczającego świata i przypisują siłę sprawczą czynnikom zewnętrznym, wobec których czują się bezsilni. „Późniejsze obserwacje dowiodły jednak, że podobne zjawiska mogą występować także w kulturze świata zachodniego” – pisze prof. Kaźmierski w swojej pracy „Wpływ zaburzeń czynności mózgu na serce”. I podaje przykłady: w dniu wielkiego trzęsienia ziemi w południowej Kalifornii w 1994 roku liczba nagłych zgonów sercowych u osób niedotkniętych innymi obrażeniami fizycznymi wzrosła ponad 4,4 razy.

Podobnie po zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku w 2001 roku u chorych z kardiowerterami-defibrylatorami częstość arytmii komorowych była o 2,3 razy większa w okresie 30 dni po zamachu niż wcześniej. Jak to wyjaśnić?

„Na podstawie badań klinicznych i eksperymentalnych można założyć, że różnego typu traumatyczne bodźce silnie wpływające na ośrodkowy układ nerwowy mogą spowodować gwałtowne uwolnienie katecholamin (głównie noradrenaliny) bezpośrednio z zakończeń nerwowych nerwów układu współczulnego do włókien mięśnia sercowego, co inicjuje łańcuch zjawisk patologicznych. W kolejnym etapie dochodzi do uszkodzenia kanałów wapniowych, co może skutkować arytmią i zmianą repolaryzacji mięśnia sercowego. Z kolei zaburzenia repolaryzacji mogą być przyczyną łatwiejszego przechodzenia od skurczów dodatkowych do tachykardii i/lub migotania komór. W przypadku niezahamowania tego procesu w dalszych etapach dochodzi do uwolnienia wolnych rodników tlenowych, masowego napływu jonów wapnia do komórek mięśnia sercowego odpowiedzialnych za skurcz i rozkurcz serca, uszkodzenia enzymatycznego włókien, martwicy włókien kurczliwych i w końcu zgonu” – opisuje prof. Kaźmierski. I zwraca uwagę na to, że martwica włókien kurczliwych jest zjawiskiem opisywanym już przez Hansa Selyego, ucznia Iwana Pawłowa – twórcę koncepcji, zgodnie z którą podłożem chorób somatycznych może być stres.

Przewlekły stres działa negatywnie na współczulny układ nerwowy, powoduje wzrost poziomu kortyzolu, wywołuje stan zapalny i skutkuje nieprawidłowym funkcjonowaniem naczyń krwionośnych, czyli wszystkim tym, co znamy jako czynniki sprzyjające chorobom sercowo-naczyniowym” – wyjaśnia autor „Historii ludzkiego serca”.

Jak rytm serca wpływa na emocje i redukuje lęk?

Dr Vincent M. Figueredo podkreśla, że źródłem stresu może być też samo serce: „Negatywny wpływ serca na mózg można zaobserwować u wielu osób z zespołem lęku napadowego. Badania wskazują, że psychologiczne aspekty paniki często są skutkiem nierozpoznanej arytmii serca. Nagła, wyraźna zmiana wzorca sygnałów płynących z serca do mózgu w stosunku do zwykłego stabilnego wzorca rytmu podstawowego może powodować niepokój i panikę. W wielu przypadkach zdiagnozowanie i leczenie arytmii serca łagodzi objawy zespołu lęku napadowego”. Wyniki tych obserwacji potwierdziły badania osób odczuwających paraliżującą tremę przed wystąpieniami publicznymi.

Aby zablokować wpływ na serce adrenaliny, która zwiększa ciśnienie krwi i podnosi tętno, przed wyjściem na mównicę podawano badanym leki zwane beta-blokerami. Choć ich mózg nadal spodziewał się niepokoju przed występem, serce pod wpływem leków biło spokojnie i reakcja lękowa nie występowała. Mózg dostosował się więc do informacji płynącej z serca.

To pokazuje, że wszelkie metody modulujące rytm i funkcję serca, jak medytacja, ćwiczenia oddechowe czy uważność, mogą skutecznie niwelować lęk i napięcie.

Z badań wynika, że taką moc mają też tak zwane pozytywne emocje, które nadają sercu spójniejszy i bardziej harmonijny rytm, a to przekłada się na lepszy stan umysłu. „Rytmiczne bicie serca nie tylko odzwierciedla stan emocjonalny, lecz także odgrywa rolę w określaniu naszego doświadczenia emocjonalnego. Wzór i stabilność rytmu serca wpływają na wyższe ośrodki mózgu, oddziałując na czynniki psychologiczne, takie jak motywacja, percepcja bólu i przetwarzanie emocjonalne” – czytamy we wspomnianej książce.

Autor przypomina, że już w 1890 roku William James, nazywany ojcem amerykańskiej psychologii, wysnuł teorię, że emocje są nazwami, jakie nadajemy fizjologicznym odczuciom w organizmie. Gdy serce zaczyna łomotać, fizyczne odczucie wywołuje strach. A zatem nie jest tak, że najpierw się boisz, a później twoje serce zaczyna bić mocniej i szybciej – zaczynasz się bać, gdy serce dudni.

Naukowcy niedawno znaleźli poparcie dla tej XIX-wiecznej teorii. Korzystając z technik neuroobrazowania, zauważyli, że wyspa (insula), czyli część mózgu przetwarzająca wewnętrzne odczucia, w tym bicie serca, odgrywa istotną rolę w przetwarzaniu emocji. Badania wykazały ponadto, że osoby o zwiększonej zdolności do odczuwania doznań wewnętrznych, w tym bicia serca, doświadczają emocji z większą intensywnością. I u nich zarejestrowano większą aktywność wyspy w mózgu.

„Może się okazać, że współczesne badania nad połączeniem serca i mózgu zapoczątkują nowe podejście naukowe, zgodniejsze z wierzeniami naszych starożytnych przodków.”

„Dowodzą one bowiem, że serce ewidentnie nie jest tylko pompą, że wpływa ono na naszą witalność emocjonalną i wraz z mózgiem odgrywa istotną rolę w sposobie doświadczania emocji i podejmowania decyzji” – konkluduje dr Figueredo.

Polecamy: „Historia ludzkiego serca”. Vincent M. Figueredo, tłum. Ewa Ratajczyk, wyd. PWN.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE