Tak, możesz… To pozorne przyzwolenie kryje przymus ustawicznej autokreacji. O zagrożeniach, jakie współczesna kultura przyniosła człowiekowi, ale i o pożytku, który można czerpać z totalnego wyczerpania – pisze prof. Lilianna Kiejzik.
Tekst pochodzi z miesięcznika „Sens” 09/2026.
Zachłyśnięci wolnością, którą przez wieki traktowaliśmy jako ostateczny cel ludzkiej emancypacji, nie zauważyliśmy niebezpieczeństw, jakie niepostrzeżenie nas dopadły. Kiedy runęły dawne mury tradycyjnych zakazów, zamiast obiecanej oazy spokoju wkroczyliśmy w erę bezprecedensowego kryzysu psychicznego.
Nasze społeczeństwo – jak diagnozuje koreańsko-niemiecki filozof Byung-Chul Han (ur. 1959) – stało się „społeczeństwem zmęczonym”. Nie jest to jednak zmęczenie fizyczne, będące naturalną konsekwencją zdrowego wysiłku, lecz głębokie, egzystencjalne wyczerpanie struktur neuronalnych.
Plaga depresji, wypalenia zawodowego oraz zaburzeń lękowych (co przecież obserwujemy) to nie marginalne anomalie systemu, ale jego bezpośrednie produkty. Han stawia prowokacyjną tezę: współczesny człowiek nie cierpi z powodu ucisku zewnętrznych sił, ale z powodu totalnej wolności, która niepostrzeżenie zamieniła się w najdoskonalszą formę opresji.
Aby zrozumieć tę transformację, Han konfrontuje swoją teorię z klasyczną koncepcją „społeczeństwa dyscyplinarnego” Michela Foucaulta (1926–1984), francuskiego strukturalisty. W dawnych strukturach – rządzonych przez takie instytucje, jak szpitale, koszary, więzienia czy fabryki – panował paradygmat negatywności. Człowiek funkcjonował w świecie rządzonym przez imperatyw „musisz” oraz wszechobecne „nie wolno”. System dyscyplinarny tworzył poddanych, tłumiąc ich popędy i narzucając zewnętrzne ramy. Ale współczesność dokonała genialnego ruchu: zastąpiła negatywność pozytywnością.
Dzisiejsze społeczeństwo osiągnięć operuje czasownikiem „możesz”. Miejsce zakazu zajmuje motywacja, a miejsce obowiązku – nieskończona autokreacja, rozwój osobisty i hasła w stylu: „Yes, we can”. Ta (pozorna) demokratyzacja i rozpad dawnych struktur hierarchicznych zrodziły iluzję, że jednostka wreszcie zyskała pełną autonomię.
W rzeczywistości jednak przejście od „musisz” do „możesz” nie zlikwidowało przymusu, ono jedynie zmieniło jego wektor, czyniąc go nieskończenie bardziej skutecznym.
Najbardziej rewolucyjnym punktem analizy Hana jest obnażenie mechanizmu samowyzysku. W klasycznym układzie kapitalistycznym wyzysk opierał się na dychotomii: istnieli pan (właściciel środków produkcji) oraz niewolnik (robotnik). Taki układ, choć niesprawiedliwy, zawierał w sobie potencjał buntu – wróg był zewnętrzny, namacalny i zdefiniowany. W społeczeństwie osiągnięć ta dialektyka ulega destrukcji.
Kiedy jednostka stała się „przedsiębiorcą samego siebie”, suwerenny podmiot scalił w sobie obie role: stał się jednocześnie panem i niewolnikiem. Mówiąc prościej, wyzyskujemy samych siebie w pogoni za iluzorycznym sukcesem, optymalizując każdą minutę życia, każdy sen i każdą relację.
Ponieważ proces ten odbywa się pod sztandarem wolności i samorealizacji, nie wywołuje on oporu. Nie można wzniecić rewolucji przeciwko samemu sobie! W ten sposób totalna wolność paradoksalnie doprowadziła do totalnego zniewolenia – bezwzględnego, bo legitymizowanego przez nasze własne, wewnętrzne pragnienie doskonałości.
I ta wolność, która w społeczeństwie osiągnięć zamieniła się w przymus autokreacji, rodzi kolejną, głęboką patologię: totalną cyfryzację i narcyzm. Narcyz jest ślepy na wszystko, co nie jest jego odbiciem. Współczesny człowiek, zachęcony do nieustannego „projektowania siebie”, wpada w pułapkę, w której cały świat zewnętrzny staje się jedynie lustrem dla jego ego. I taki stan doprowadza do tego, co Han nazywa „zanikiem Drugiego”. W cyfrowym świecie polubień, algorytmów dopasowujących treści do naszych gustów i permanentnej ekspozycji własnego życia, tracimy kontakt z tym, co inne, oporne, nieznane i autentyczne.
Drugi człowiek przestaje być suwerenną istotą, z którą wchodzi się w dialog, staje się albo towarem (w relacjach zawodowych i prywatnych), albo publicznością, której zadaniem jest oklaskiwanie naszych osiągnięć.
Ceną, jaką płacimy za tę systemową pułapkę, są spektakularne wewnętrzne przegrane, manifestujące się w sferze zdrowia psychicznego. To także śmierć Erosa, bo nie potrafimy zakochać się w kimś innym, Drugim, różnym ode mnie. Albo zakochujemy się w swoim własnym awatarze lub, co gorsza, w różnych postaciach SI, które zawsze nas akceptują. To totalna depresja, którą Han analizuje nie przez pryzmat klasycznej psychoanalizy, lecz jako syndrom późnokapitalistyczny. Depresja w społeczeństwie osiągnięć to moment, w którym człowiek „nie może już dłużej móc”. To absolutne wyczerpanie jednostki, która zderzyła się ze ścianą własnych ograniczeń, podczas gdy system nieustannie wmawiał jej, że granice nie istnieją.
Prace Hana, dostępne także w tłumaczeniach na język polski, nie są jednak wyłącznie pesymistycznym lamentem.
Ratunku należy szukać w tym, co Han nazywa „zmęczeniem mądrym” lub łączącym. Jest to zmęczenie bezbronne, moment, w którym dobrowolnie kapitulujemy przed terrorem osiągnięć.
To stan, w którym pozwalamy sobie na nudę, na zatrzymanie i na bezinteresowne spojrzenie na Drugiego człowieka bez chęci skapitalizowania tej relacji. Dopiero powrót do negatywności – do umiejętności powiedzenia: „nie chcę”, „nie muszę”, a nawet „nie mogę” – może wyrwać nas z błędnego koła samowyzysku i przywrócić radość z życia.
Czy może nam w tym pomóc medytacja albo techniki coachingu? Wydaje się, choć Han nie mówi tego wprost, że nie ma on zaufania do tych metod. W jego optyce coaching nie jest lekarstwem na chorobę późnego kapitalizmu – jest raczej jej najbardziej wyrafinowanym symptomem i narzędziem legitymizacji systemu.
Główny grzech coachingu polega na tym, że zamiast kwestionować destrukcyjne reguły gry, uczy nas, jak grać w nią jeszcze efektywniej. Kiedy idziemy do coacha z poczuciem wypalenia, rzadko słyszymy diagnozę, że to system społeczno-ekonomiczny jest opresyjny.
Zamiast tego coaching prywatyzuje i psychologizuje systemowe problemy. Przekaz jest prosty: „To nie świat oszalał, to ty masz złe nastawienie lub nieodkryty potencjał”. Zamiast wyzwalać, coaching optymalizuje nas do dalszego wyzysku. Uczy nas „odpoczywać” tylko po to, byśmy w poniedziałek rano byli bardziej produktywni.
Nawet medytacja czy joga zostają w ten sposób odarte ze swojego duchowego, kontemplacyjnego sensu. Stają się technikami zarządzania stresem, narzędziami do „ładowania baterii”, by maszyna samowyzysku mogła działać bez zakłóceń. Co więcej, coaching doskonale karmi wspomniany wcześniej narcyzm. Zamyka nas w nieustannej pętli analizowania własnego „ja”, celów, nawyków i barier, odciągając naszą uwagę od Drugiego człowieka. Coaching nie zapewnia wyjścia ze zmęczonego społeczeństwa, on to zmęczenie profesjonalizuje, pakuje w estetyczne ramy i sprzedaje nam jako kolejny produkt, który „musimy” skonsumować, by wreszcie „móc”.
W tym miejscu rodzi się fundamentalne pytanie: czy w takim razie diagnoza Hana nie zamyka nas w pułapce pozornej logiki? Jeśli każdy nasz krok, każda próba samodoskonalenia czy ucieczki w coaching zostaje natychmiast skomercjalizowana przez system osiągnięć, to czy jesteśmy skazani na permanentne wyczerpanie? Sądzę, że filozofia Hana, choć surowa i bezwzględna, w najgłębszym punkcie niesie jednak paradoksalną obietnicę i głęboki optymizm. To właśnie w totalnym zmęczeniu tkwi zarzewie autentycznej emancypacji.
Zmęczenie, które dziś odczuwamy, nie musi być klęską, może być punktem zwrotnym. Jest ono dowodem na to, że ludzka natura stawia opór, że nie jesteśmy maszynami, które da się optymalizować w nieskończoność.
Wypalenie to zdrowy bunt organizmu i psychiki przeciwko nienaturalnemu dyktatowi permanentnej produktywności. Kiedy mówimy: „nie mam już siły”, zza chmury samowyzysku wyłania się prawdziwa, ludzka kondycja. Jest piękna w swojej kruchości, ograniczona, ale przez to autentyczna. I to jest ratunek.
Lilianna Kiejzik, prof. nauk humanistycznych, filozofka i tłumaczka. Obszar jej kompetencji badawczych to historia filozofii, szczególnie zagadnienia religijnej filozofii rosyjskiej, francuskiego strukturalizmu, problematyki „kwestii kobiecej” w filozofii. Pracuje na Uniwersytecie Zielonogórskim. Miłośniczka jamników, pomaga Fundacji „Jamniki Niczyje”.