1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak wybierać szczęście?

Jak wybierać szczęście?

fot. 123rf
fot. 123rf
Jaka jest różnica między ludźmi szczęśliwymi a ludźmi nieszczęśliwymi? Inaczej wybierają. Oto lista 15 wyborów szczęśliwych ludzi.

1. Miłość nie lęk Duchowi nauczyciele ze Wschodu twierdzą, że tak naprawdę są tylko te dwa uczucia - miłość i lęk. Są jak dwie strony tego samego medalu. Wyzwaniem jest opowiedzieć się za miłością mimo lęku.

2. Akceptacja nie opór

Szczęśliwi ludzie rozumieją, że tak naprawdę nie można zmienić sytuacji, opierając się jej, ale na pewno można to zrobić poprzez akceptację i zrozumienie dlaczego jest jak jest. Kiedy coś nieprzyjemnego się z nimi dzieje, nie próbują z tym walczyć, tylko zadają sobie pytanie: „Co takiego robię, że tu tkwię?”, „Czego ta sytuacja próbuje mie nauczyć?”, „Jaka zmiana jest mi potrzebna?”.

3. Przebaczenie nie pamiętliwość

Naprawdę szczęśliwi ludzie wiedzą, że nie jest dobre trzymanie urazy i starego gniewu. To tak jakbyśmy wzięli do ręki gorący węgiel, żeby w kogoś rzucić. Najpierw sami się poparzymy. Wybaczenie i zapomnienie krzywd jest drogą do szczęścia.

4. Zaufanie nie podejrzliwość

Szczęśliwi wiedzą, że ich przekonania są samospełniającą się przepowiednią. Dlatego traktują wszystkich z miłością, godnością i szacunkiem. Zakładają, że ludzie są dobrzy i chcą dobrze, bronią się tylko wtedy, kiedy jest taka potrzeba.

5. Pasje nie ambicje

Podstawowe prawo obfitości brzmi: „Rób to, co kochasz, a będziesz bogaty i szczęśliwy”. Szczęśliwi nie są motywowani przez pieniądze i ambicje, tylko robią to, co cieszy ich serce. Dbają o to, by ich życie pełne było znaczenia. Idą za swymi pragnieniami.

6. Pochwałę nie krytykę

Wszystko czemu poświęcasz uwagę, rozrasta się. Jeśli więc krytykujesz, przedmiot twojej krytyki nie opuszcza cię, a nawet się powiększa. Dlatego szczęśliwi zwracają swój wzrok ku temu, co im się podoba i co mogą chwalić. Podobnie postępują z ludźmi, zawsze dostrzegają pozytywy, nie krytykują tego, co im się nie podoba.

7. Wyzwania nie problemy

Szczęśliwi widzą „problemy” jako wyzwania i okazję do odkrywania nowych sposobów działania. Są wdzięczni, że wyzwania pozwalają im się rozwijać.

8. Bezinteresowność nie egoizm

Zadowoleni z życia nie zastanawiają się, czy to, co robią przyniesie im zysk i co z tego będą mieć. Dzielą się z ludźmi i światem tym, co mają. Nie boją się być dawcami.

9. Obfitość nie biedę

Oni są mentalnie bogaci. Żyją w poczuciu, że dobra, których pragną, są im należne. I tak jest.

10. Marzenia nie realizm

Ci ludzie nie troszczą się za bardzo o realność. Nie charakteryzuje ich racjonalizm. W ich życiu liczą się marzenia i podążanie za nimi. Skąd wiedzą, w którą stronę się kierować? Słuchają intuicji i podszeptów serca.

11. Życzliwość nie nieuprzejmość

Zazwyczaj są mili i uśmiechnięci, a życzliwość do nich wraca. 12. Wdzięczność nie niewdzięczność

Mają zdolność widzenia piękna nie brzydoty. I za to, co widzą, są wdzięczni.

13. Uważność nie dekoncentrację

Oni wiedzą, jak żyć w chwili obecnej. Doceniają to, co mają i gdzie są, nie rezygnując ze swych marzeń o przyszłości. Oni czują i wiedzą, co się z nimi dzieje w chwili obecnej, przeszłość ich nie dotyczy a przyszłość spokojnie czeka.

14. Pozytywy nie negatywy

Nieważne, co się z nimi dzieje, oni zawsze mają pozytywne spojrzenie na rzeczywistość. I tym często drażnią racjonalnych ludzi, którzy zwykle widzą, że szklanka jest od połowy pusta a nie pełna.

15. Odpowiedzialność nie obwinianie

Oni przejmują pełną odpowiedzialność za swoje życie. Poznasz ich po tym, że nie narzekają na pogodę, nie obwiniają swoich rodziców, nie krytykują sąsiadów. Szczęśliwi rozumieją, że w chwili, gdy zdecydujesz, że jakaś zewnętrzna siła miała nad tobą władzę, tracisz swą moc.

Źródło: www.purposefairy.com

Kobiety mają gen szczęścia - TUTAJ

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Nie żałować ani chwili

Tak naprawdę powinniśmy mieć w życiu jeden cel – to działanie na rzecz dobra tych, którzy żyją z nami, radosne dbanie o innych i o wszystko, co nas otacza. (Fot. iStock)
Tak naprawdę powinniśmy mieć w życiu jeden cel – to działanie na rzecz dobra tych, którzy żyją z nami, radosne dbanie o innych i o wszystko, co nas otacza. (Fot. iStock)
Co powiemy dzieciom, gdy zapytają: „Po co i jak mamy żyć, skoro umrzemy?”. Jeśli zajrzymy w swoje serce, być może odpowiedź pojawi się natychmiast; być może powiemy o niezliczonych radościach życia, o pięknie przyrody, o szczęściu obdarzania innych przyjaźnią i miłością, o kochaniu czegoś najgłębiej i o pozostawieniu świata w lepszym stanie niż dotychczas.

„Kiedy poznałem, co to słabość, perspektywa śmierci, cierpienia, strachu, otworzyły mi się oczy na nieskończone bogactwo życia i miłości. Wszystkie moje poprzednie priorytety legły w gruzach. Co zaskakujące – poczułem się znacznie szczęśliwszy niż przedtem”.

To są słowa lekarza Davida Servana-Schreibera po tym, jak zdiagnozowano u niego raka mózgu (z książki „Można żegnać się wiele razy”). Stan, w którym się znalazł, nazywa wprost cudownym. Chciałby, aby każdy z nas mógł doświadczyć czegoś podobnego, oczywiście, bez konieczności operacji mózgu.

Jego życie zmieniło się nie do poznania. Przede wszystkim odkrył swoją misję: uczyć ludzi, jak żyć w zgodzie z naturą, czyli dobrze się odżywiać, dbać o ciało, aktywność fizyczną, wewnętrzną harmonię i spokój, kochać, być wdzięcznym. Napisał o tym książkę „Antyrak”, którą przeczytały miliony ludzi. Miał się czym dzielić: jego choroba cofnęła się. Przez kolejne lata jeździł po świecie z wykładami niosącymi nadzieję: możemy stymulować naturalne mechanizmy obronne organizmu, w każdym z nas istnieje źródło siły; możemy być zdrowi. Co stymuluje naturalne mechanizmy obronne? Więzi – rzecz najwyższej wagi – twierdzi David Servan-Schreiber. Chodzi o fundamentalną zasadę, że życie jest wyrazem relacji w ramach społeczeństwa, a nie zbiorem celów, do których dążą różni ludzie.

Tak naprawdę jest jeden cel – to działanie na rzecz dobra tych, którzy żyją z nami, radosne dbanie o innych i o wszystko, co nas otacza.

W pewnym momencie poczuł ogromne zmęczenie. Przyjaciele mówili: „Uważaj na siebie…”. Stosował wszystko, co zalecał w książce „Antyrak”, z wyjątkiem jednego: pracował bez wytchnienia, bez odpoczynku. Ignorował podstawowe potrzeby, takie jak sen, regularny rytm dnia i regularnie jadane posiłki. Podróże, zmiany stref czasowych i klimatycznych, zbyt wiele stresu wyczerpało zasoby sił, guz odnowił się. „Jednym z najważniejszych sposobów ochrony przed chorobą jest zachowanie wewnętrznej równowagi, spokoju. Nie udało mi się to. Nie umiałem pozostać blisko natury i naturalnych rytmów” – napisał w książce „Można żegnać się wiele razy”.

David Servan-Schreiber: „Moje życie było tak sensowne, że nie żałuję ani chwili; wobec tego, ile dałem innym, nie ma znaczenia, że odchodzę tak młodo”. (Fot.Wikimedia Commons) David Servan-Schreiber: „Moje życie było tak sensowne, że nie żałuję ani chwili; wobec tego, ile dałem innym, nie ma znaczenia, że odchodzę tak młodo”. (Fot.Wikimedia Commons)

Zmarł, mając niewiele ponad 50 lat. Przed śmiercią bracia zadali mu pytanie: „Gdyby powiedziano ci, że kontynuując taki tryb życia, doprowadzisz do nawrotu choroby, czy żyłbyś inaczej?”. Odpowiedział z całą szczerością: „Nie. Wolę takie życie, które wiodłem, nawet jeśli doprowadziło mnie na skraj przepaści. Kiedy wracam do minionych lat, czy mogę zapomnieć, jak bardzo lubiłem swoją pracę, ile satysfakcji mi dostarczała?”. David robi bilans: poznał, co to miłość, ma żonę, dzieci i wyjątkowych przyjaciół, zostawił po sobie ślad. Pisze: „Gdybym żył do osiemdziesiątki, nie zrealizowawszy żadnego z moich marzeń ani aspiracji, to dopiero byłaby udręka”. Ten niezwykły lekarz mówi: „Moje życie było tak sensowne, że nie żałuję ani chwili; wobec tego, ile dałem innym, nie ma znaczenia, że odchodzę tak młodo”. W jego historii skupiają się wszystkie pozytywne przesłania i odkrycia na temat tego, co może chronić nas przed trwogą, rozpaczą czy lękiem wobec przemijania.

W pełni

Te prawdy są w nas. Gdy zaglądamy w głąb siebie i słuchamy cichego, jednak pełnego żaru głosu serca, sens i znaczenie naszego życia wyłaniają się z całą jaskrawością. Amerykański psychoterapeuta Irvin D. Yalom napisał niezwykłą książkę na ten temat. Nazywa się „Patrząc w słońce. Jak przezwyciężyć grozę śmierci” i jest zapisem relacji z praktyki pomocy psychoterapeutycznej, której udziela ludziom mierzącym się z podstawowym pytaniem: Skoro muszę umrzeć, jaki sens ma moje życie? Odpowiedź na to pytanie wydaje się absolutnie kluczowa. Albert Einstein jest autorem wielu inspirujących myśli. Jedną z nich jest ta: „Człowiek, który uważa swe życie za pozbawione sensu, jest nie tylko zwyczajnie nieszczęśliwy, ale i niezdolny do życia”. Doktor David Servan-Schreiber pisze, że mamy w sobie podstawowy zestaw pytań: Co zrobiłam i robię dobrego, właściwego i pożytecznego? Czy ustaliłam właściwe priorytety? Czy życie, które tworzę, ma wartość? Czy warto je kontynuować w takiej formie jak dotychczas?

Podczas rozmów z doktorem Yalomem ludzie dokonują następujących odkryć: To, co ważne, co ma sens, jest tworzeniem życia pełnego zaangażowania, bliskich relacji, znaczenia i samorealizacji. Rezygnowaniem z robienia czegoś, czego tak naprawdę nie chcemy robić. Gotowością do podejmowania ryzyka, aby wybierać to, co czujemy, że jest naszym przeznaczeniem, powołaniem czy misją. Gotowością przekraczania siebie poprzez obejmowanie świadomością całego spektrum życia, którego jesteśmy częścią; widzenie i rozumienie połączeń, relacji, wpływów, przekształceń i transformacji. Budzenia się do wyższej świadomości, do spokoju i radości. Z tych rozmów wynika, jak pisze Yalom, że istnieje ścisły związek pomiędzy lękiem przed śmiercią a poczuciem nieprzeżytego życia. Żyj pełnią życia – to podstawowe wskazanie. Jak poznać, czy żyjemy pełnią? „Niczego nie żałuję” – napisał doktor David Servan-Schreiber. Czy możemy tak powiedzieć? Jeśli nie możemy, pójdźmy dalej: Z jakich powodów nie przeżywam swojego życia dobrze? Czego w nim żałuję? Czego w nim brakuje? Co mogę zrobić już dziś, aby za rok czy za pięć lat, patrząc wstecz, nie wpadać w podobną konsternację z powodu nowych żalów? Jest tu jednak ważna kwestia: nie zajdzie żadna pozytywna zmiana, dopóki przywiązujemy się do myśli, że mamy żyć dobrze z powodu, który jest poza nami. Dopóki przerzucamy odpowiedzialność na innych, nie wyjdziemy z impasu. Zmiana zaczyna się od myśli: „Ja i tylko ja odpowiadam za kluczowe aspekty mojej życiowej sytuacji i tylko ja dysponuję mocą, która może je zmienić”.

Jak kręgi po wodzie

Okazuje się, że głęboko w nas tkwi pragnienie, by pozostawić po sobie ślad. Każdy z nas tworzy, często bez świadomej intencji czy wiedzy, kręgi wpływu, które mogą oddziaływać na innych latami, a nawet przechodzić z pokolenia na pokolenie. Kojąco może działać świadomość, że będziemy istnieć poprzez nasze „dzieła”: dzieci, książki, które napisaliśmy, instytucje, działalność społeczną. Że pozostawimy po sobie część doświadczenia, cechy, które miały wpływ na innych; wpływ, który rozszedł się jak kręgi po wodzie. Pragnienie, by dać innym coś wartościowego, pozostawić po sobie coś, co przetrwa dłużej niż my sami, to potężna podbudowa dla sensu życia pomimo przemijania.

„Kiedy tracimy kogoś bliskiego, kochaną osobę, coś z tego, co nam przekazała, nadal żyje w nas i nas inspiruje, pisze David Servan-Schreiber. Nasi zmarli żyją w naszych sercach. Ta forma »nieśmiertelności« daje mi najwięcej pocieszenia”. Zwierza się, że lubi myśleć, iż za każdym razem, kiedy jego ukochani poczują pieszczotę wiatru na twarzy, wtedy pomyślą, że wraca, by ich ucałować.

  1. Styl Życia

Coaching. Czy to coś dla mnie?

Przed podjęciem decyzji o coachingu zastanów się, czy naprawdę jesteś gotowy zmienić swoje życie. (Fot. iStock)
Przed podjęciem decyzji o coachingu zastanów się, czy naprawdę jesteś gotowy zmienić swoje życie. (Fot. iStock)
Najlepiej porównać go do sportu. Masz jakiś cel, masz trenera, jest pot, czasem łzy, częściej satysfakcja. I upragniony cel wreszcie na wyciągnięcie ręki. Komu coaching pomoże, kogo zniechęci, a także z jakimi ekspertami warto zmieniać swoje ciało i psyche – pytamy uznanych polskich coachów.

Coaching zrobił się modny. Nic dziwnego: jest pozytywny i nastawiony na przyszłość, obiecuje szybki efekt, nie grzebie w smutnym dzieciństwie i nie wymaga leżenia na kozetce. W czasie sesji można rysować, bawić się w teatr i przymierzać kapelusze. A po sesji zmienić swoje życie na lepsze. Na przykład Ania, moja koleżanka, jedną sesją przez Skype’a rozwiązała swój problem (kupić mieszkanie w mieście czy dom na wsi?). Druga koleżanka, menedżerka dużej firmy, została niejako karnie skierowana na coaching biznesowy i choć nie była do niego (ani do coacherki) przychylnie nastawiona, po 10 sesjach jej bardzo złe relacje z szefem zmieniły się na prawie doskonałe. Teraz awansowała i jest jeszcze ważniejszym menedżerem, dlatego pewnie chce zachować anonimowość. Ja wróciłam z wyjazdu coachingowego z Maciejem Bennewiczem i w ciągu 10 miesięcy napisałam książkę, nad którą rozmyślałam kilka lat. Ale bywają też coachingi nieudane. Magda po jednej sesji coachingu diety wyszła zmotywowana do schudnięcia 12 kilogramów. Przez pół roku schudła dwa. I więcej nie mogła. Czy to wina jej, czy coacha? Teoretycznie jej, bo coach nie bierze odpowiedzialności za to, co robisz czy też czego nie robisz ze swoim życiem. I nie może cię zmusić do ograniczenia porcji na talerzu. A co może?

Szukając nowych dróg

– Coaching jako jedna z niewielu współczesnych metod edukacji dorosłych tak bardzo koncentruje się na dostosowaniu do indywidualnych predyspozycji i potrzeb klienta-ucznia – wyjaśnia coach Maciej Bennewicz. – Oparty jest na intensyfikowaniu pragmatycznych doświadczeń klientów m.in. poprzez zadania praktyczne, eksperymenty, kontrolę rezultatów, ćwiczenia doskonalące, trening kompetencji, a także analizę prób i błędów – w kontekście spodziewanego i ustalonego celu.

Żeby ten cel osiągnąć, coach czasem zadaje ci niewygodne pytania, prosi o wylosowanie karty, interpretację zdjęcia… Czasem musisz wstać, zmienić miejsce, przespacerować się po rozrzuconych kartkach, zamknąć oczy… Niektóre metody przypominają ustawienia hellingerowskie czy psychodramę, mają elementy medytacji i wizualizacji. I każda z tych metod jest dobra, jeśli jest etyczna i prowadzi do celu.

– Dróg poszukiwania jest nieskończenie wiele, co więcej, wciąż powstają nowe – zauważa coach Ewa Mukoid. – Kiedy powstają nowe drogi? Gdy się ich aktywnie szuka. Można na nie wpaść przypadkiem, ale trzeba mieć to nastawienie poszukiwacza, aby w drodze dostrzec drogę. Lepiej i pewniej się na nie trafia w towarzystwie kompetentnej osoby – i mam tu na myśli coacha.

Taki coach zna mnóstwo narzędzi, więcej niż ty. Zadania, które ci daje, bywają trudne, wymagają przełamania barier, wyjścia poza schemat, poza strefę komfortu. Możesz odmówić ich wykonania, ale na ogół nie warto tego robić. Chodzi w końcu o twoje życie i twoje szczęście. A kodeks etyczny zobowiązuje coacha, by wszystkie informacje zachował dla siebie, więc nawet jeśli zrobisz coś głupiego albo podzielisz się swoim sekretem – zostaje to między wami. To znaczy ty masz prawo opowiadać o sesji wszystkim, twój coach – nie.

– Trening, kreatywność, sukces – tak opisałbym coaching w trzech słowach – mówi Maciej Bennewicz. – Fundamentem jest trening starych i nowych kompetencji. Następnie pojawia się kreatywna innowacja, która ulepsza dawne nawyki lub zmienia ich jakość. Jednak celem coachingu jest sukces, zindywidualizowany, bo dla każdej osoby istnieje inna jego miara.

Za jaką cenę?

Coaching wymaga inwestycji. I nie chodzi tylko o pieniądze, które są niemałe: jedna sesja może kosztować 150 zł, ale też 3000 zł (zależy od coacha i celu). Coachee, czyli coachowany, musi się też nieźle napracować. W przeciwieństwie do, na przykład, chirurga plastyka, coach nie ponosi praktycznie żadnej odpowiedzialności za zmiany, jakie zajdą w kliencie. Cała odpowiedzialność spoczywa na tobie. Zła wiadomość? Niekoniecznie. – Metoda coachingowa czerpie inspiracje przede wszystkim ze sportu, dlatego model sportowej efektywności jest kręgosłupem coachingu – wyjaśnia Maciej Bennewicz. – O sukcesie decyduje umiejętne wykorzystanie reguł gry, osobiste uwarunkowania zawodnika i dostosowany do potrzeb trening. Wybór coachingu to wybór treningu efektywności. Wiemy ze współczesnych badań, że samo marzenie o sukcesie może być rozleniwiające, jednak planowanie rezultatów motywuje i zwiększa skuteczność. Nasz mózg lubi aktywować działanie.

Dlatego warto być aktywnym. I dlatego wielu z nas, gdy jest niezadowolonych ze swojego życia, nie idzie na zabieg korekty nosa, ale właśnie na coaching. Podejmuje wysiłek, bo to się na dłuższą metę opłaca. Samodzielnie, ale w obecności specjalisty.

A można samemu?

Mam na myśli taką kolejność, że najpierw czytam o metodach, a potem aplikuję sobie coaching sama, bez nadzoru coacha. – Teoretycznie tak – twierdzi Ewa Mukoid. – Ale mało kto ma czas i determinację na konsekwentny autocoaching. Poza tym bez lustra nie widzimy samych siebie, stąd ogromna rola informacji zwrotnej. I to nie byle jakiej, ale takiej, która pozwala się rozwijać. A bez komunikacji, wymiany z drugim człowiekiem, bez stawianych przez niego wyzwań, trudnych pytań, ale także dostarczanego przezeń wsparcia – ma się tendencję do dreptania w kółko w kręgu własnych przeświadczeń i samopotwierdzających się założeń. Skoro jesteśmy w wieku profesjonalizacji i doceniamy, że ktoś, np. pielęgniarka, kosmetyczka, masażysta czy mechanik samochodowy, kompetentnie się nami (lub naszym sprzętem) zajmuje – to tym bardziej obszar tak istotny jak jakość swojego życia warto „obsłużyć” przy pomocy profesjonalisty, prawda?

Pod warunkiem że jest to profesjonalista, a nie hochsztapler. Bo coaching, jak każda metoda, jest skuteczny tylko wtedy, gdy zajmuje się nim ktoś, kto się na tym zna. Jak z operacją nosa. Chirurg musi wiedzieć, dlaczego chcesz go zmienić, dobrać odpowiedni dla ciebie kształt i jeszcze zręcznie posługiwać się skalpelem.

Po czym poznać profesjonalistę? Z tym jest pewien problem, bo coachem zostaje się dużo szybciej i dużo łatwiej niż chirurgiem plastykiem. Czy psychoterapeutą. Ale od czego jest Google? Można sprawdzić, czy coach ma licencję. Warto też polegać na rekomendacji znajomych. Dobry coach to skuteczny coach. Nawet gdy nie ma pięciu lat studiów i kilku dyplomów.

Ciemna strona mocy

Coaching zbiera ostatnio hejt. Krytykują go nie tylko psychologowie i inni terapeuci, których można by posądzić o zazdrość, ale też sami coachowani, którym wydaje się, że trafili w złe ręce. – Nie ma nic bardziej żałosnego niż hejter wypowiadający się w necie o coachingu, o którym nie ma pojęcia… – mówi coach Jarosław Gibas. – Chociaż nie, istnieje jednak coś bardziej żałosnego. Jest nim ten, który sprawił, że hejter myśli o coachingu to, co myśli… Największym problemem tzw. polokołczingu, opartego na komunałach i banalnych narzędziach, jest jego efektywność nieradząca sobie z próbą czasu. Od procesu mijają tygodnie i miesiące, a wraz z nimi zapał i entuzjazm zmiany odchodzi w zapomnienie. Wtedy coachee słusznie zadaje sobie pytanie: „Za co ja zapłaciłem te pieniądze?” i automatycznie staje się jednym z hejterów, powiększając grono tych, którzy na samo słowo „coach” dostają mdłości. W ten właśnie sposób polokołcz Stefan „wsiądź do Ferrari” Kowalski strzela nie tylko sam sobie w kolano, ale też całemu edukacyjnemu rynkowi.

Jarosław Gibas ma pewnie na myśli charyzmatycznych mówców motywacyjnych, którzy dysponują wyłącznie ową charyzmą i umiejętnością sprzedania siebie. Mają dobry marketing, za którym niewiele stoi. Być może nawet po jednej sesji, wysłuchaniu motywacyjnego wykładu na YouTubie czy przeczytaniu książki czujemy moc, ale… nie zmieniamy swojego życia.

– Dla mnie coachingowym koszmarem jest też realizacja celów – przyznaje Jarosław Gibas. – Wszyscy nagle muszą realizować cele i tabuny coachów prześcigają się w tym, by w tej realizacji pomagać klientom. Problem tkwi jednak nie w tym, jak wreszcie dopiąć celu, tylko w tym, dlaczego jak dotąd nie udało się go osiągnąć. Problem nie tkwi po jasnej stronie mocy, ale po ciemnej!

Umowa o dzieło

No i jeszcze jedna rzecz – musi być między wami chemia. Bo coachingu nie przeprowadza się w znieczuleniu. Dobrze, żebyście z coachem nadawali na tej samej częstotliwości. Na pierwszej albo drugiej sesji coachingowej coachee i coach podpisują kontrakt. Umowa obowiązuje zwykle na 10–12 spotkań, które nazywa się procesem. Klient nie ma problemu, tylko cel i niczego mu nie brakuje, by ten cel osiągnąć. Coach pomaga mu tylko sprawdzić, czy ten cel jest dobrze sformułowany, pozwala odkryć zasoby, zwiększyć motywację i zaplanować skuteczne działania. Jeśli nie uda się tego zrobić w ciągu umówionych 12 sesji, które odbywają się co 2–4 tygodnie, to znaczy, że już raczej się nie uda. – Coaching to praca projektowa, umowa o dzieło – wyjaśnia Maciej Bennewicz. – Mamy do czynienia z coachingiem, kiedy „dzieło” jest rozliczone, a ustalone na starcie efekty są osiągnięte zgodnie z ustalonymi wskaźnikami. Jeśli ktoś nie odczuwa spodziewanych efektów w wyniku coachingu, to najczęściej z tego samego powodu co w sporcie lub stosowaniu diety: niewłaściwego treningu albo braku konsekwencji. Nie sposób przebiec maraton zaraz po wstaniu z wielotygodniowego seansu telewizyjnego na kanapie.

Dlatego, nawet jeśli po przeczytaniu tego artykułu zdecydujesz się na proces, zastanów się, czy naprawdę jesteś gotowa zmienić swoje życie. Na lepsze. A zanim podpiszesz kontrakt, spędź z coachem przynajmniej godzinę. Osobiście, przez Skype’a czy nawet telefon. Bo inaczej, bez względu na twoje zasoby, raczej nie zrealizujesz celu.

  1. Psychologia

Jak spojrzeć na życie z innej perspektywy? Podpowiadamy

(Fot. Getty Images)
(Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Podobno punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeśli spojrzysz na swoje życie z innej perspektywy, może się okazać, że nie jesteś gotowa na zmianę, której tak pragniesz. Zanim dokonasz życiowej rewolucji, skontaktuj się z człowiekiem, którym teraz jesteś, doceń to, co osiągnęłaś. Pomogą ci w tym proste ćwiczenia.

Zamiast rewolucji

Jedna z życiowych mądrości mówi, że jeśli chcesz, aby wydarzyło się w twoim życiu coś nowego, ty również zrób coś innego niż zwykle. Innymi słowy, przestań robić ciągle to samo. Nie musisz wywracać swojego życia do góry nogami, aby zmiana się dokonała. Sama ją zainicjuj, wykonując jeden mały krok, np.: spotkaj się z kimś dawno niewidzianym, pojedź do miejsca, o którym marzyłaś, zmień nawyk, który zabiera ci mnóstwo cennego czasu. Działaj w inny sposób, niż robisz to na co dzień.

Pochwała podróżowania

Jesteś sfrustrowana tym, że nic się nie zmienia? Często myślisz, by rzucić wszystko i wyjechać w nieznane? Sprawdź, czy to tylko słowa rzucane na wiatr, czy prawdziwa potrzeba zmiany otoczenia. Jeżeli naprawdę potrzebujesz wyjazdu, po prostu wyjedź. Zadbaj o zmianę otoczenia, na kilka dni, tygodni, a może na dłużej. Każda podróż, daleka czy bliska, daje niezbędny dystans, pozwala spojrzeć na życie z lotu ptaka, wsłuchać się w swoje prawdziwe potrzeby, odpowiedzieć na pytanie: „Czego tak naprawdę chcę?”. Jeśli ty sama choć trochę zmienisz się dzięki podróży, zmieni się także twoje życie.

Jakiej nowej jakości potrzebujesz?

Zadaj sobie kilka pytań:
  • W jakiej sferze życia czuję najmocniej potrzebę zmiany?
  • Co dokładnie chciałabym zmienić w tej sferze życia?
  • Co mogę zrobić, aby coś się rzeczywiście zmieniło?
  • Jak mogę dać sobie to, czego tak bardzo potrzebuję?
Ostatnie pytanie jest kluczowe. Często chcemy, aby to świat i inni ludzie dali nam to, czego najbardziej potrzebujemy. Jeśli tego nie dostajemy, czujemy frustrację, gniew albo smutek. A gdyby najpierw dać to sobie samej? A w następnej kolejności – komuś bliskiemu? Partnerowi, komuś z rodziny, przyjacielowi?

Nie działaj w amoku

Wyobraź sobie taką sytuację: przeżywasz właśnie awanturę z partnerem albo w pracy ktoś oskarżył cię o coś, czego nie zrobiłaś. Twoje emocje buzują, we krwi krążą hormony stresu, nie panujesz nad słowami, jesteś nawet zdolna do fizycznej agresji. To właśnie jest amok emocjonalny – trochę odmienny stan świadomości, który zniekształca odbiór sytuacji. W takich chwilach chcemy coś jak najszybciej zmienić, zakończyć.

Lepiej poczekać, ochłonąć, pooddychać, a najlepiej zająć się czymś innym. Nie podsycać stanu wzburzenia obsesyjnymi myślami. Decyzje podjęte w chwili wzburzenia emocjonalnego są zazwyczaj nietrafne. Często ich potem żałujemy.

Praktykuj wdzięczność

To nie jest nowa moda w kręgach rozwoju osobistego, tylko technika, którą zalecają nauczyciele duchowi niemal wszystkich tradycji. Zasada jest prosta: zamiast narzekać na swoje życie i cierpieć, że coś nam się nie udało albo że coś straciliśmy, skupiamy się na tym, co mamy. Chodzi o przekierunkowanie uwagi na pełnię. Kiedy zaczynamy doceniać to, co mamy, odżywiamy siebie emocjonalnie. I nagle może się okazać, że już nie potrzebujesz zrywać relacji ani zmieniać na gwałt pracy. Możesz jeszcze poczekać i cieszyć się tym, co jest.

Trening małych kroków

Zacznij od małych kroków: codziennie powiedz do siebie na głos co najmniej jedną rzecz, za którą dziękujesz losowi.

Kup piękny zeszyt i zapisuj w nim wszystko, za co jesteś wdzięczna. Im więcej napiszesz, tym lepiej się poczujesz. Choć to tylko jeden z efektów tej praktyki. Chodzi przede wszystkim o zmianę myślenia.

Codziennie powiedz do swojego odbicia w lustrze, za co jesteś sobie wdzięczna. To nie jest praktykowanie niezdrowego egoizmu czy postawa narcystyczna. To zadbanie o dobrą relację z samą sobą, podbudowanie siebie, pokochanie taką, jaką jesteś.

Codziennie powiedz jednej osobie, za co jesteś jej wdzięczna (czasem wystarczy słowo „dziękuję”, które mówisz świadomie do kogoś bliskiego, znajomego, sprzedawczyni w sklepie).

Przeznacz kilka minut dziennie na przypominanie sobie pozytywnych wydarzeń z twojego życia i odczuwanie wdzięczności za to, że mogłaś tego doświadczyć.

Praca zaawansowana

Pomyśl o osobie, z której powodu dużo wycierpiałaś (np. partner, który cię opuścił, rodzic, który źle cię traktował, przyjaciółka która zawiodła twoje zaufanie).

Zadaj sobie pytanie: czy mogę być za coś wdzięczna tej osobie? Racjonalny umysł odrzuci tę propozycję, będzie się starał ją podważyć: „Jak można być wdzięcznym komuś, kto spowodował, że tak cierpiałaś”. To niełatwa praca, bo dotyka ran, które masz w sercu, ale za to je ulecza i robi miejsce na wybaczenie.

Uwolnij się od żalu i gniewu. Możesz napisać list do osoby z przeszłości – wyraź w nim wszystkie emocje, przelej na papier najgorsze słowa, a następnie spal to, co napisałaś. Możesz też porozmawiać z terapeutą, psychologiem, trenerem, aby słownie uwolnić emocje.

Kiedy to wszystko zrobisz, zadaj sobie znów pytanie: „Za co mogę być wdzięczna tej osobie?” (np. „dzięki niej przejrzałam na oczy, zmieniłam coś w życiu, zaczęłam nowy rozdział”). Najwyższym stopniem rozwoju jest w trudnych doświadczeniach widzieć nauczycieli.

Zaufaj biegowi wydarzeń

Myślisz o życiowej zmianie, ale nadal masz wątpliwości, czego tak naprawdę chcesz? Odłóż tę sprawę na jakiś czas. Pozwól, aby życie samo ci wskazało, co jest dla ciebie najlepsze. Czasami wyjściem jest zastosowanie filozofii „wu wei” (nicnierobienie jako nasz wybór). Poddajesz się życiu, ufasz, czyli puszczasz kontrolę umysłu. Zwykle przez długi czas nie dzieje się nic, by właśnie zmienił się ten jeden element, który wywraca wszystko do góry nogami. Tak jakby życie do nas mówiło: „Chciałaś zmiany, to ją masz”! Zamiast czekać na to, aż życie ruszy z kopyta, lepiej zacząć być w nim obecnym tu i teraz. Warto też wstrzymać się przed podjęciem ważnej decyzji, jeśli wokół ciebie dzieje się dużo i chaotycznie, coś się psuje, coś w ostatniej chwili się nie udaje…

Dagmara Gmitrzak, trenerka rozwoju osobistego, socjolog, terapeutka technik holistycznych, autorka książek, www.rozwojosobisty.waw.pl

  1. Psychologia

Odporność psychiczna - cecha, nad którą można pracować

Odporność psychiczną nie jest cechą wrodzoną, można nad nią pracować (Fot. iStock)
Odporność psychiczną nie jest cechą wrodzoną, można nad nią pracować (Fot. iStock)
Trudne życiowe doświadczenia mogą sprawić, że otrząśniemy się i pójdziemy dalej, czasem nawet lepszą dla nas drogą.

Odpowiednie podejście do życiowych huśtawek, czyli stopień naszej odporności psychicznej, jest ściśle powiązane z odczuwaniem satysfakcji z życia. Możemy też zareagować załamaniem psychicznym lub pozostaniemy na poziomie negatywnych emocji, takich jak lęk czy depresja.

Z badań hiszpańskich naukowców wynika, że jedna trzecia z nas wykorzystuje przeciwności losu do tego, żeby rozwijać się osobiście. Po przejściu trudności ta grupa ludzi czuje się silniejsza. Wiąże się to z umiejętnością kontrolowania swoich emocji i umysłu oraz wysokim poziomem inteligencji emocjonalnej. Efektem takiej postawy jest większe zadowolenie z życia. Podczas badań okazało się, że ta grupa odznacza się największą psychiczną elastycznością, czyli jest otwarta na zmiany.

- Dobrą wiadomością jest to, że odporność psychiczna nie jest wrodzoną cechą, tylko umiejętnością, która może być rozwijana i doskonalona - powiedział dr Joaquín Limonero, koordynator badań. - Nad kontrolą własnych emocji oraz poczucie wartości można pracować, by poprawić jakość naszego życia.

Źródło: Universitat Autónoma de Barcelona

  1. Psychologia

Jak poprawić sobie humor?

Dobry nastrój trzeba w sobie hodować, doceniając każdą chwilę szczęścia. (Fot. iStock)
Dobry nastrój trzeba w sobie hodować, doceniając każdą chwilę szczęścia. (Fot. iStock)
Dobry humor jest w zasięgu każdego z nas. Trzeba go tylko umieć złapać, przytrzymać i zapamiętać. Brzmi to dość trywialnie, ale wbrew pozorom tak to działa. Spróbujcie!

Przypomnij sobie jedną rzecz, która sprawia, że czujecie się szczęśliwi. To może być cokolwiek, byle wywoływało miłe skojarzenia. Spotkanie z przyjaciółką, perspektywa randki w sobotę, laurka od dziecka albo świetna atmosfera w pracy. Gdy już masz to „coś”, poczuj radość, satysfakcję, dumę z tego powodu. A gdy już przywołasz to uczucie (być może znajdziesz je gdzieś w ciele), zintensyfikuj je. Podkręć tak, jakbyś podkręcała dźwięk ulubionej piosenki albo ostrość kolorów na monitorze. Poczuj, jak szczęście, radość, duma czy euforia zaczyna cię wypełniać całą. Zatrzymaj te emocje jak najdłużej.

Wykorzystuj to ćwiczenie na co dzień. Gdy spotka cię coś miłego – usłyszysz komplement, ktoś się do ciebie miło uśmiechnie, zjesz coś wyjątkowo dobrego dostaniesz, zapamiętaj ten moment, staraj się wydłużyć go czasie i zintensyfikować uczucie, które się z tym wiąże. Delektuj się nim. Zatrzymaj się przy nim na dłużej. Tak jakbyś robiła temu zdjęcie i ustawiała z niego tapetę na smartfonie.

Z kolei gdy spotka cię coś przykrego – też się temu przyjrzyj. Realnie. Co naprawdę się zdarzyło? Co dzieje się teraz? Co czujesz w tej chwili? Jeśli twój umysł wybiega naprzód, wyobrażając sobie straszne konsekwencje, zatrzymaj go. Skup się na faktach i na tym, co jest w tym momencie.