1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Współczucie dla siebie - ćwiczenie

Współczucie dla siebie - ćwiczenie

123rf
123rf
Uczucia, które mamy dla siebie i umiemy się z nimi skontaktować, czynią nasze życie bardziej sensownym i dobrym. Jak w pośpiechu dnia codziennego zrobić coś pięknego wyłącznie dla siebie?

Kiedy spotyka nas jakaś trudność, przykrość lub dosyć mamy życia w pośpiechu i stresie, uzdrowić nas może nawyk okazywania sobie współczucia. Pamiętasz, jak byłaś mała i stłukłaś sobie kolano lub dostałaś złą ocenę, a babcia lub mama pocieszyły cię przytuleniem. Albo ktoś ci powiedział - wszystko dobrze, to minie, niezależnie od wszystkiego, jesteś wspaniała, kocham cię. Możesz sama podarować sobie taki prezent. Bez takich chwil narażeni jesteśmy na negatywne skutki stresu, takie jak depresja czy lęki. Lepiej im zapobiegać, na przykład prostym ćwiczeniem współczucia dla siebie. Ono zmieni nasze położenie o 180 stopni. Z bólu czy lęku przeniesie nas do strefy miłości, gdzie panuje pełne poczucie bezpieczeństwa i akceptacji życia. Tam nie ma oczekiwań i osądzania. Tam jesteś, jaka jesteś.

1. Zapewnij sobie kilka chwil w samotności i w spokoju. Usiądź wygodnie i połóż swoją prawą dłoń na sercu. 2. Weź kilka głębokich oddechów, czując jak unosi się twoja klatka piersiowa. 3. Poczuj jak bije twoje serce. 4. Poczuj połączenie z nim. Pozwól sobie na wzruszenie. Pozostań ze swym sercem, dopóki nie odczujesz spokoju.

Ćwiczenie pochodzi z książki Elisha Goldstaina, The Now Effect: How a Mindful Moment Can Change the Rest of Your Life

Możesz obudzić swoje serce - wywiad z Tomem de Winterem - TUTAJ

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Czułość - papierek lakmusowy miłości

Pełnię czułości otrzymujemy wtedy, gdy ktoś często przy nas jest i obdarza nas szczerą sympatią, wyrażaną zarówno słowami, jak i fizycznie. (Fot. iStock)
Pełnię czułości otrzymujemy wtedy, gdy ktoś często przy nas jest i obdarza nas szczerą sympatią, wyrażaną zarówno słowami, jak i fizycznie. (Fot. iStock)
Słowo czułość ma wiele wspólnego z uczuciem. Odnosi się do bliskości na poziomie fizycznym, jak i emocjonalnym. Na tym pierwszym obejmuje całą gamę dotyków - od zwykłego uścisku aż do zbliżenia intymnego. Oznacza także życzliwość, delikatność, troskliwość, wesołość, a nawet romantyczne gesty.

Wypływa ze szczerej sympatii do kogoś. Czuły dotyk lub uścisk kogoś, kto nas naprawdę kocha, przenika przez nasze ciało i raduje duszę. Wszystkie nasze lęki, nieważne jak głębokie, mogą być wymazane przez jedną chwilę czułości. Dlaczego zatem często zdarza się, że pryska ona z naszego życia jak bańka mydlana? Dlaczego przestajemy się dotykać, przytulać, całować? Mało między nami miękkich gestów i ciepłych spojrzeń? Mówimy o partnerze: „Wiem, że on potrafi być czuły i bliski, przecież taki właśnie był na początku”. Same też jakby zamarzamy, nie obdarzając hojnie czułością jak na początku związku. Dlaczego?

Bo w fazie zakochania na skutek działania hormonów, jesteśmy w stanie zawiesić nasz lęk przed bliskością. To natura tak zaprojektowała romans, żeby ludzie łączyli się w pary i wydawali na świat potomstwo. Napięcie seksualne, któremu towarzyszą czułe gesty, jest wówczas bardzo wysokie. Do czasu, kiedy zadurzenie mija i czujemy się boleśnie rozczarowani, bo wracamy do swoich lęków, które odgradzają nas od drugiego człowieka. Blisko niego możemy przecież poczuć się odrzuceni, zranieni, zdradzeni, dlatego się oddalamy. Jednak tak wcale nie musi być. Zakochanie rozkwita pragnieniem a miłość wolą.

Miłość ma w sobie niezliczone możliwości. Na zawsze pozostanie tajemnicą, obdarzającą nas zarówno uniesieniami, jak i cierpieniem. Jest w nas jednak coś tak odważnego, co pozwala nam odbyć podróż w jej labiryncie, niezależnie od tego, jak ryzykowna może się ona okazać.

Według dr Davida Richo, terapeuty do spraw rodzinnych i małżeńskich, który łączy poglądy Junga, psychologii transpersonalnej oraz duchowości, czułość jest jednym z pięciu aspektów miłości. Każdy z nas inaczej doświadcza miłości, ale większość z nas jest zgodna co do tego, że czujemy się kochani, kiedy ktoś obdarza nas uwagą, akceptacją, uznaniem, czułością i kiedy uwzględnia naszą wolność, aby żyć zgodnie z indywidualnymi potrzebami i pragnieniami. Tych pięć aspektów miłości towarzyszy nam przez całe życie pod różnymi postaciami. Są one darowane nam w dzieciństwie, a następnie obdarowujemy nimi bliskich.

Dawanie i przyjmowanie miłości to nasza główna potrzeba. Uczymy się tego, co oznacza miłość, kiedy pierwszy raz ją czujemy. Jest ona wtedy wpisywana w każdą komórkę naszego ciała, a kolejna miłość, która odwiedzi nas w przyszłości, może być tylko powtórzeniem tego pierwotnego doświadczenia. Sposób, w jaki byliśmy kochani jest tym, czego poszukujemy w dorosłym życiu. Większość z nas doświadczyła w dzieciństwie mieszanki miłości i odrzucenia, zaspokojenia i tęsknoty, akceptacji i negacji. Dobrze zdawać sobie sprawę jakie wydarzenia z przeszłości wpływają na nasze zachowania teraz w intymnych kontaktach z partnerem.

Przeciwieństwem czułości jest porzucenie i dystansowanie się. Pełnię czułości otrzymujemy wtedy, kiedy ktoś często przy nas jest i obdarza nas szczerą sympatią, wyrażaną zarówno słowami, jak i fizycznie. Bo wszyscy odczuwamy potrzebę bycia przytulanymi, bez względu na wiek. Zawsze szukamy ukojenia tego, co być może było błędne lub nieobecne w naszym wcześniejszym życiu. Kiedy ktoś nas kocha, troszczy się o nas i szanuje. Ciało takiej osoby staje się źródłem naprawy tego, co zostało zlekceważone w naszej przeszłości. Oto kilka cech intymnego momentu: ciepło, bliskość fizyczna, dotyk pełen szacunku, kontakt wzrokowy, bezwarunkowa obecność nieposiadająca ukrytych celów, wrażliwość, otwartość, szczerość, uczucie relaksu, radość, wolność od napięć lub wymagań, pełna dostępność, przebywanie razem bez zmuszania się do tego, bez planowania, niezwracanie uwagi na czas i plan zajęć, poczucie że ktoś chce być właśnie tutaj i nigdzie indziej. Wszystko w takiej chwili jest „nieoficjalne”. Jedną z form czułości jest także współczucie, kiedy umiemy odpowiedzieć miłością na czyjeś cierpienie. Jesteśmy gotowi do przeżycia go razem z partnerem. Empatia to znak miłości, okazywana jako troskliwość i ciepło. Kochamy mężczyznę takim, jaki on jest i same czujemy się w pełni przez niego akceptowane.

Nasze zranienia z dzieciństwa, kiedy brakowało nam czułości rodziców, powodują że rządzi nami lęk, że ktoś obdarzy nas bliskością a potem ją zabierze. Chcemy być pewne, że partner jest godny naszego zaufania, a to zawsze jest spekulacją. Jednak jeśli tylko uda nam się wyjść poza hamujący nas strach i otworzyć się na dotyk, uścisk pełen troski, przyciśnięcie do piersi lub wzajemne objęcie się ramionami, poczujemy się kochane. Niezależnie od tego z jakim bagażem emocjonalnym wyniesionym z dzieciństwa idziemy przez życie, możemy doświadczyć spełnienia w miłości. Potrzeba nam jednak uświadomić sobie jakie przeżycia z przeszłości wpływają na naszą teraźniejszość, by już ich nie powtarzać. Gdy to zrobimy, możemy wreszcie doświadczyć czułości. Wystarczy tylko nauczyć się jak o nią poprosić. Partner nie umie czytać w naszych myślach, same musimy mu powiedzieć co dla nas oznacza miłość i jakiej jej formy pragniemy. Same też powinniśmy się nauczyć jak go kochać. Bo miłość nie jest uczuciem sentymentalnym, lecz świadomym wyborem dawania i brania na wiele wyjątkowych sposobów.

Ćwiczenie:

Przywołaj wspomnienia dotyczące uczucia miłości, jakiej doświadczyłaś ze strony rodziców i zauważ wszystkie powiązania ze swoimi „dorosłymi” związkami. Następnie odpowiedz na następujące pytania (możesz zrobić to w formie pisemnej).
  • Czym jest dla mnie miłość?
  • Kim była pierwsza osoba w moim życiu, która sprawiła że poczułam się kochana?
  • Kto sprawia, że czuję się kochana?
  • Czy odpowiednio mu za to podziękowałam?
  • Czy jestem w stanie wytłumaczyć mojemu partnerowi czym jest dla mnie miłość?
  • Czy również on jest w stanie to zrobić?
  • Co zrobię z tą informacją?
  • Jakich cech intymności doświadczam w swoim związku?
  • Czego tam brakuje?
  • Kiedy momenty bliskości zdarzają się mnie, a kiedy mojemu partnerowi?
Podziel się tym, co odkryłaś, z partnerem. Zapytaj go czym dla niego jest czułość. Podczas rozmowy nie osądzajcie się ani nie krytykujcie.

  1. Psychologia

W jaki sposób pielęgnować miłość?

Poprzez ciepłe, serdeczne gesty potwierdzamy: widzę cię, jesteś mi bliski, jesteśmy razem. (Fot. iStock)
Poprzez ciepłe, serdeczne gesty potwierdzamy: widzę cię, jesteś mi bliski, jesteśmy razem. (Fot. iStock)
- Jesteśmy dla siebie najważniejsi, ważniejsi niż wszystkie konflikty, niż wszystko, co robimy i tworzymy. Z tego wyłania się wartość sama w sobie – wartość naszej więzi. Pielęgnujmy ją najlepiej jak umiemy – mówi Benedykt Peczko, psychoterapeuta.

W jaki sposób chcą być kochane kobiety? A w jaki mężczyźni? Sue Johnson w książce „Przytul mnie” pisze, że pod tym względem nie różnimy się: wszyscy pragniemy bezpiecznych więzi, karmiącego związku pełnego troski, ochrony, wsparcia, otwartości, dostrojenia. Kobiety z całą pewnością pragną czuć się pewnie i bezpiecznie w relacji. Potrzebujemy być widziane, słyszane, rozumiane, kochane całym sercem.
Tego samego pragną mężczyźni. Chcą być kochani. Pragną, aby kobiety dawały wyraz swoim uczuciom poprzez dotyk, pogłaskanie, pocałowanie, słowa wsparcia, zachęty i otuchy. Przyjęło się uważać, że w ten sposób zachowujemy się w stosunku do dzieci. Kontakt fizyczny, bliskość niekoniecznie o charakterze erotycznym, jest czymś, dzięki czemu przetrwaliśmy jako gatunek. Poprzez ciepłe, serdeczne gesty potwierdzamy: widzę cię, jesteś mi bliski, jesteśmy razem. To w żadnym wypadku nie jest dziecinne. Dzieci potrzebują bliskości, akceptacji, przyjęcia, aby mogły się rozwijać. My, dorośli, zakładamy maski chłodu i obojętności, ale to nie znaczy, że nie potrzebujemy bliskości. Miłość, troska to są warunki przetrwania.

Jest takie zalecenie w tantrze: gdy czujecie się od siebie oddaleni, przytulcie się mocno, to znak, że trzymacie się waszej miłości.
Codzienny dotyk, czułość są podstawą bezpiecznego związku. Mężczyźni, z którymi rozmawiam, często są sfrustrowani tym, że ich partnerki bardzo dużo wymagają, jednak nie doceniają osiągnięć, wysiłków, starań. Bez ciepłych uczuć relacja oparta jest na obowiązkach podejmowanych siłą woli. Nie ma przepływu miłości, przyjęcia z głębi serca. W takich związkach już nawet nie martwimy się o siebie, pozostaje chłód, wymagania, żal i pretensje. Jeśli bliska osoba martwi się o mnie, wysyła komunikat: jesteś dla mnie ważny. Możemy to lekceważyć: „Nie ma się o co martwić”, jednak odbieramy ten przekaz: jest ktoś, kto o mnie myśli, komu na mnie zależy. Dotyk, pogłaskanie, pocałunek mówią to samo: czuję cię, jesteś mi bliski.

Jesteśmy w sposób naturalny wyposażeni w potrzebę bezpiecznych więzi. Kiedy mężczyzna czuje się bezpiecznie w relacji?
Wtedy, gdy czuje się akceptowany, kochany, słyszy słowa uznania, docenienia, wsparcia i troski. Znam mężczyznę, który buduje modele żaglowców. Jego partnerka nie podziela tej pasji, jednak widzi, że żaglowce go relaksują. Wie, że to jego niespełnione marzenie z dzieciństwa. Biorą pod uwagę pasję mężczyzny przy planowaniu urlopu, weekendów. Poczucie bezpieczeństwa tego mężczyzny radykalnie wzrasta, gdy bliska kobieta wspiera go, także w tej specyficznej aktywności. Co jest istotą? Pełne, otwarte przyjęcie bliskiej osoby. Bezpieczeństwo wiąże się z zaufaniem, pewnością. Jeśli ufamy sobie nawzajem, wtedy jest przepływ, rezonans. Czemu ufam? Najgłębszym intencjom bliskiej osoby w stosunku do mnie, ufam jej miłości. Te uczucia płyną naturalnie. Mogą, oczywiście, pojawić się ciemne chmury, burze i błyskawice, jak to w naturze. Jednak burza nie oznacza końca świata. Rozładowują się pewne napięcia elektryczne, za chwilę wzejdzie słońce, będzie widno i ciepło.

W końcu nigdy nie jest burzowo cały czas.
To daje głębokie poczucie spokoju, pewności i bezpieczeństwa właśnie. Burze nie są zagrożeniem, są elementem naszego świata. Przeszliśmy niejedną burzę, i to dodatkowo nas zbliża. Świadomość, że mimo różnych burz ona nadal chce być ze mną, wzmacnia poczucie bezpieczeństwa. To znaczy, że jestem ważny. Że jesteśmy dla siebie najważniejsi; ważniejsi niż wszystkie burze, niż wszystko, co robimy i tworzymy. Z tego wyłania się wartość sama w sobie – wartość naszej więzi.

W jaki sposób o pragnieniu bezpieczeństwa mówią kobiety w gabinecie psychoterapeuty?
Kobiety potrzebują jeszcze więcej opiekuńczości niż mężczyźni. Opiekuńczość jest dla nich wyrazem i potwierdzeniem uczuć mężczyzny. Zaczyna się od wicia gniazda. Kobiety rodzą dzieci, więc potrzebują wiedzieć, że partner zadba o dom, środki na życie, a gdy dzieci podrosną, pomyśli o wyborze przedszkola i szkoły. Pragną pytań o potrzeby. Czego potrzebujesz? Co sprawiłoby ci radość? Jak chciałabyś spędzić najbliższy weekend, święta? Pragną zainteresowania ich sprawami, problemami. Gdy na przykład kobieta jest na urlopie wychowawczym, pragnie, aby mężczyzna okazał swoją miłość poprzez wysłuchanie, jak jej minął dzień, jak się czuje. Żeby zatroszczył się, czy nie potrzebuje przerwy od dzieci, od codziennych obowiązków. Żeby zorganizował życie rodziny w ten sposób, aby kobieta miała czas i przestrzeń tylko dla siebie. Kobiety lubią mieć poczucie, że mogą polegać na mężczyźnie, że on dotrzyma słowa, spełni to, na co się wspólnie umówili. Mężczyzna uważny na potrzeby kobiety kontempluje jej osobę i ich związek. Dla kobiety taki mężczyzna to marzenie. Natomiast najbardziej niepokojąca, frustrująca i bolesna dla kobiet jest nieobecność emocjonalna mężczyzny. Może być obok, poświęcać czas, jednak jest rozproszony, nieobecny, gdzieś odpływa. Brakuje zatrzymania się w tym momencie, bycia naprawdę razem.

Jest takie słynne powiedzenie Eriki Jong: „Tylko miłość warta jest peanów. To dlatego ludzie zachowują się wobec niej tak cynicznie. Warto za nią walczyć, popisywać się odwagą, ryzykować dla niej wszystko. A problem w tym, że jeśli nie zaryzykujesz wszystkiego, ryzykujesz jeszcze więcej”. Miłość jest naszą duchową ewolucją. Co może być ważniejszego?
Ten rodzaj głębokiej intymności związanej z otwartością na siebie nawzajem jako na istoty ludzkie może być jeszcze bardziej wymagający niż seks. Zatrzymujemy się. Jesteśmy na siebie całkowicie otwarci nawet wtedy, gdy chwilowo się nie rozumiemy. Jesteśmy tu ze wszystkim, co jest. Nie uciekamy w pracę, w karierę, w obowiązki domowe, w kłótnie. Jesteśmy świadomi i uważni na to, co dzieje się w naszej relacji, na uczucia, które się pojawiają, i na świat jednocześnie. Gdy razem w tym uczestniczymy, doświadczamy głębokiej intymności. To chwila doskonała.

Co może być zagrożeniem dla takiej intymności?
Rywalizacja. O dzieci, pozycję, wpływy, władzę. Wtedy znika otwartość, znika bliska osoba. Jest cel do osiągnięcia.

Cel? W relacji?
Celem może być moja pozycja, prestiż, poczucie siły, dominacji. Gdy słyszę o „sukcesie wychowawczym”, o „sukcesie w seksie”, to, oczywiście, rozumiem, o co chodzi, jednak słowo „sukces” jest tu całkowicie obce. Te sfery życia były opisywane inaczej, nie w tych kategoriach. „Sukces miłosny” to sprzeczność sama w sobie. Sukces jest wynikiem starań, dążeń, wysiłku, nakładów. To, co może wymagać wysiłku, determinacji, to pokonanie pewnych zahamowań, blokad. Miłość jako taka nie potrzebuje sukcesu. Ona już jest, to stan naturalny. Głęboki, potężny nurt.

Moja przyjaciółka mawia, że nic tak nie uspokaja jej partnera jak parująca zupa, którą mu podaje, gdy on wraca z pracy.
Taka zupa to nie tylko karmienie biochemiczne. To coś więcej, troska, miłość. Bezpieczeństwo rodzi się z małych, drobnych rzeczy, działań, gestów, czynności. Mężczyzna, który czyści buty i przynosi kwiaty, przyczynia się do poczucia bezpieczeństwa kobiety w ich relacji. Potrzebujemy dostrzegać te gesty i doceniać je. Bardzo łatwo na co dzień przyzwyczaić się do nich. One znikają z pola widzenia, jakby ich nie było. Kiedy je dostrzegamy, wzbudzamy w sobie wdzięczność. Z wdzięcznością wzrasta poczucie bezpieczeństwa, poprawia się stan zdrowia. Przeżywanie wdzięczności chroni serce, wpływa na metabolizm. Znosi napięcie; jest „reakcją relaksacyjną”, jak to określił amerykański lekarz Herbert Benson. To antidotum na stres, na toksyczne wpływy środowiska, w którym żyjemy. Gdy te proste, małe gesty i działania zaczynają płynąć, mamy przepływ – miłości, troski i wsparcia. Ważne tylko, by miłość płynęła w obie strony.

Poczucie bezpieczeństwa w relacji mocno nadużywa zdrada.
Intymna więź poradzi sobie nawet z tym. Chwilowy brak poczucia bezpieczeństwa może być pomocny, bo sygnalizuje, że w naszej relacji czegoś zabrakło, skoro taki epizod miał miejsce. Otwieramy się na to, co się wydarzyło, także na ból, zranienie, wściekłość. Otwartość w bliskiej relacji w sytuacji, gdy przechodzimy przez tak trudne doświadczenie, może w efekcie wzmocnić poczucie bezpieczeństwa. Ważna jest lojalność. Jeśli zdrada spowoduje rozstanie, to para, która wcześniej doświadczyła tej jakości w związku, o której mówimy, pożegna się z szacunkiem i troską o siebie nawzajem. I to będzie lojalność. Poczucie bezpieczeństwa w takiej sytuacji może być znacznie większe niż wtedy, gdy związek jest utrzymywany na siłę, gdy mają miejsce zdrady, związki równoległe. Wszyscy o tym wiedzą, ale się o tym nie mówi. W takiej atmosferze można się pochorować. Czytałem ostatnio o takich badaniach. Okazuje się, że długo utrzymywana toksyczna relacja osłabia system immunologiczny do tego stopnia, że jesteśmy narażeni na najpoważniejsze choroby.

Maria Czubaszek mawiała, że „gdy jest wielka miłość, to nawet małżeństwo nie zaszkodzi”. A co dopiero zdrada.
Poczucie humoru to wspaniały doradca. Jeśli pozwalamy sobie na humor w relacji, to znaczy, że czujemy się bezpiecznie. Nie mówimy tu o humorze, który jest napastliwy, atakujący, skierowany przeciwko komukolwiek. Uzdrawiający humor to taki, któremu towarzyszy szacunek, który jest wyrazem umiejętności wspólnego bawienia się, luzu. Taki humor pozwala przekraczać bariery i sztywne schematy funkcjonowania w relacji.

Przyjaciel opowiadał mi, że gdy jego żona rozwścieczona czymś posyłała mu wiązankę niecenzurowanych epitetów, on uklęknął przed nią, potem się pokłonił, dotykając czołem podłogi, następnie jej nogę położył na swojej głowie i mamrotał: „Dziękuję za pouczenie i proszę o więcej!”. Dopiero wtedy się roześmiała.
Terapeuci chętnie wykorzystują humor. Jedna z kłócących się par dostała taką pracę domową: gdy zauważą, że zaczynają się kłócić, ona wchodzi do wanny, a on siada na sedesie i kłócą się dalej. Okazało się, że to najskuteczniejszy sposób, by przestać się kłócić, a zacząć się śmiać. Humor rozluźnia atmosferę, dystansuje od zmartwień i poczucia zagrożenia. To jest element dziecięcej ciekawości i zabawy. Możemy bawić się naszymi pasjami, wspólnymi podróżami. Praca może być zabawą. Życie może być zabawą. Dziecko w nas nigdy nie przestaje istnieć. To, co dziecięce, może być również dorosłe, bo jest po prostu naturalne, organiczne.

Benedykt Peczko, psycholog, trener NLP, akredytowany coach i superwizor Izby Coachingu i psychoterapeuta. Założyciel i dyrektor Polskiego Instytutu NLP. 

  1. Psychologia

Czułość i dotyk - remedium na wszystko, co złe

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
To najważniejszy i najbardziej prawdziwy kontakt między dwojgiem ludzi. Za jego pomocą można przekazać to, co trudno wyrazić słowami. Bez niego nie sposób prawdziwie komunikować się ze światem. Dotyk to najbardziej naturalna forma wyrażania uczuć i autentyczny język miłości. 

Czułość – taka prawdziwa – rodzi się w brzuchu. Z dna miednicy czerpie swoją moc. Łagodnie podchodzi w okolice serca, które zasila ją spokojną miłością. Delikatnie wibruje w gardle, jakby pragnęła wyrazić się w słowach. Ale czujesz, że słowa to za mało. Czasami wyciska z oczu łzy – łzy wzruszenia. Innym razem delikatnie kołysze twoim ciałem, zamienia się w dreszcz ekscytacji. Ciepło, cieplej… tak, już prawie, ale to jeszcze nie to. Zastygasz w oczekiwaniu i czujesz ją coraz mocniej. Cofa się do klatki piersiowej, muska serce, wypełnia ramiona i wreszcie dociera do rąk. Ciepło i moc rozpływają się w twoich dłoniach, aż po czubki palców. Prostujesz plecy, otwierasz klatkę piersiową, przyspieszasz oddech i wyciągasz ręce. Tak, to właśnie to! Językiem czułości jest dotyk – mowa dłoni.

Od pierwszego dotknięcia

Kiedy przychodzimy na świat, zanim złapiemy pierwszy samodzielny oddech, zanim przetną nić pępowiny – na skórze czujemy pierwszy dotyk. Zwykle są to ręce położnej albo lekarza. Ten dotyk „przejścia” – z zacisza bezpiecznej macicy do nieznanego świata – rzadko jest czuły. Raczej zdecydowany, nieco szorstki, czasami pospieszny, pełen napięcia. Twoje ciało rozpozna go w przyszłości ilekroć ktoś, dla kogo jesteś jedynie jednym z wielu: pracownikiem, człowiekiem spotkanym przypadkowo na ulicy czy daleką znajomą, na powitanie poda ci rękę, potrząśnie za ramię, poklepie. Taki dotyk zawsze wzbudza chęć zamknięcia się, wycofania, czasami protestu czy agresji. Twoje ciało doskonale go pamięta z pierwszych chwil przejścia z bezpiecznego „tam” do „tutaj”, które wydarzyło się bez twojej woli, jak wiele innych spraw w życiu.

Z rąk lekarza trafiasz w czułe objęcia matki, na jej obolały, ale przyjmujący cię z miłością brzuch. Czujesz kojące bicie jej serca, doskonale to znasz, towarzyszyło ci przez ostatnie dziewięć miesięcy. To uczucie będzie powracało wiele razy w przyszłości, ilekroć z ufnością wtulisz się w bezpieczne ramiona kogoś, kto deklaruje, że jest gotowy przyjąć cię ze wszystkim, co dla ciebie zbyt trudne, zbyt przerażające, zbyt bolesne. Bicie jego serca cofa cię do wspomnień z pierwszych chwil tuż po przyjściu na świat. Może być kojące, dające poczucie bezpieczeństwa albo przestraszone, odrzucające, podobnie jak wtedy. Ilekroć przytulając się, przywierasz do brzucha drugiej osoby, za każdym razem tęsknisz za szczerym i radosnym przyjęciem. Z tej tęsknoty zrodzone jest pragnienie dotyku.

Tęsknota za dotykiem

Dotyk to najważniejsze ze wszystkich luster. Jeden dotyk może powiedzieć o człowieku bardzo wiele. Za pomocą jednego gestu możesz rozpocząć jasną i otwartą komunikację z drugą osobą i przekazać jej to, co trudno wyrazić słowami. Kiedy kogoś dotykasz i czujesz jego ciało, jest to również moment, w którym on sam siebie czuje – czytamy w „Świadomej spontaniczności” Ruthy Alon. Dotyk pozwala doświadczyć w pełni prawdziwego siebie. Dzięki niemu czujesz, że jesteś odrębną indywidualnością. W autentycznym dotyku możesz zjednoczyć swoją głowę, serce i ciało. On określa istnienie fizyczne i emocjonalne. W wielu sytuacjach intuicyjnie dotykamy samych siebie i naszych bliższych, np. kiedy coś nas boli albo pragniemy okazać wsparcie czy sympatię. Dotyk pomaga złagodzić lęk i depresję. Jest najlepszym sposobem na rozładowanie nagromadzonego napięcia.

Większość z nas odczuwa tęsknotę za dotykiem, ale i lęk przed nim, bo dotyk to najważniejszy i najbardziej prawdziwy kontakt pomiędzy dwojgiem ludzi. Jeśli w dzieciństwie byłaś dotykana jedynie w określonym celu, np. w trakcie karmienia czy przy zmianie pieluchy, nie czujesz w pełni swojego ciała, nie czujesz się w nim jak w bezpiecznym domu, tęsknisz za czymś, czego nigdy nie dane ci było doświadczyć. Jeśli twoje ciało pamięta dotyk głównie jako zranienie czy odrzucenie, nie jesteś w stanie przyjąć ani ofiarować miłości, czułości i akceptacji. Zdarza się, że twoja skóra jako podstawowy narząd czucia i kontaktu ze światem – choruje (alergie, nadwrażliwość, zaburzone czucie temperatury). Może nawet składasz deklaracje o miłości, przyjaźni, ale one są „z głowy”, podczas gdy twoje ciało zamiera w kontakcie z dotykiem drugiego człowieka. Możesz dotykać kogoś, nie dotykając, ściskać czyjąś dłoń, nie będąc w autentycznym kontakcie. Ponieważ, żeby prawdziwie kogoś dotknąć, musisz przenieść duszę w swoją rękę, stać się swoimi palcami, swoją dłonią. Tylko wtedy możesz naprawdę dotykać i czuć dotyk.

Niezaspokojona potrzeba dotyku nigdy nie umiera. Bywa, że popycha w kompulsywny seks, przemocowe związki, samookaleczenia ciała, rozmaite uzależnienia albo prowadzi do gabinetu terapeuty.

Pokaż, że jestem dla ciebie ważna

Czy można wyrazić akceptację, uważność, empatię, troskę i czułość jedynie za pomocą słów? To pytanie, które zadawałam sobie przez lata, stosując się do zakazu terapii klasycznej, zgodnie z którym nie wolno mi było dotykać pacjenta. Uważne słuchanie, potakiwanie, parafrazowanie słów pacjenta, podczas gdy czułam, że wystarczyłby jeden czuły gest, było jedną wielką „ściemą”. Odważyłam się przełamać terapeutyczne tabu i zaczęłam współpracować z terapeutą manualnym. Miałam szczęście. Spotkałam rehabilitanta, który uzdrawia dotykiem.

Iza trafiła do mnie z symptomem guli w gardle i duszności w klatce piersiowej – mówi Jacek Sobol, rehabilitant, terapeuta manualny. – Patrzyłem na tę kobietę, która siedziała naprzeciwko mnie skulona, z zamkniętą klatką piersiową, łapiąc oddech jak ryba wyrzucona na brzeg, z trudem hamując łzy. Zaciśnięte szczęki uniemożliwiały jej mówienie. Słowa nie były potrzebne. Czułem jej cierpienie. Intuicja podpowiedziała mi, że pacjentka nie jest w stanie położyć się na stole, bo to zaburzy jej poczucie bezpieczeństwa. Podszedłem do niej i moje dłonie same odkryły ten gest: jedną z nich położyłem na jej czole, drugą z tyłu, powyżej potylicy. Zamknąłem oczy i zacząłem spokojnie oddychać. Oddech pacjentki również zwolnił, powoli dostosowywał się do mojego rytmu. Jej napięcie powoli zaczęło puszczać. Usłyszałem jej cichy płacz, a potem westchnienie ulgi. Przez całą sesję jedynie trzymałem ręce na jej głowie, nie wydarzyło się nic więcej. Następnego dnia przysłała mi SMS-a, że dziękuje za czułość i troskę, że właśnie tego potrzebowała. Gula w gardle się rozpuściła, a duszność ustąpiła.

Dotyk to najbardziej bezpośredni i łatwy do odczytania sposób komunikowania się ciała z ciałem. Uważnemu terapeucie pozwala poczuć napięcia w ciele pacjenta, ustawić ciało w innej niż zwykle pozycji, rozluźnić mięśnie, dotrzeć do zamrożonych uczuć.

Kiedy dotykam pacjenta, czuję, czy jest w głowie, czy w ciele – tłumaczy Jacek Sobol. – Jeśli pacjent jest wyłącznie w głowie, nie czuje swojego ciała, ale nie potrafi też odczytać intencji mojego dotyku. Dotykając pacjenta, często zadaję pytania: „Opisz, co czujesz, kiedy cię dotykam?”. Bywa, że pacjenci nie rozumieją pytań albo odpowiedź budzi ich wstyd czy lęk. Pacjent, który pojawia się kierowany bólem i pragnie jedynie, żeby zdjąć z niego ten ból, to tzw. powracający pacjent. Znika, kiedy poczuje się lepiej i wraca jak bumerang, ilekroć ból się odnowi. Ciało takich pacjentów przy pomocy bólu dopomina się o czułość, troskę, zainteresowanie czy bycie ważnym.

Zdarzają się pary, którym należy pokazać, jak przytulać się z miłością, w jaki sposób integrować oddechy, jak oswoić lęk przed dotykaniem. To smutne, ale w dzisiejszym świecie większość z nas cierpi na głód dotyku.

  1. Psychologia

Kreacja rzeczywistości, czyli jak pomóc marzeniom się spełniać?

W procesie kreowania rzeczywistości trzeba uwzględnić każdy element, który wpływa na to, co pojawia się w naszym życiu. Wszystko to pochodzi bowiem z nas. (Fot. iStock)
W procesie kreowania rzeczywistości trzeba uwzględnić każdy element, który wpływa na to, co pojawia się w naszym życiu. Wszystko to pochodzi bowiem z nas. (Fot. iStock)
Wystarczy aktywować każdy z ośmiu elementów pełnego spektrum kreacji. Jak to zrobić i na czym to polega - tłumaczy Tom de Winter, nauczyciel praktyk duchowych i terapeuta z Holandii. Od wielu lat na całym świecie prowadzi warsztaty rozwoju, jest jednym z trenerów wyszkolonych przez Drunvalo Melchizedeka.

- Wszechświat jest kompletny - mówi Tom de Winter. - Każdy z nas też. Jedna komórka ciała zawiera wszystkie cechy danego człowieka, powiększona może się nim stać. Bo jest pełnią. Jeśli coś z niej wykluczysz, nie będziesz kompletny, nie stworzysz siebie doskonałego. Podobnie jest z procesem kreowania rzeczywistości. Trzeba uwzględnić każdy element, który wpływa na to, co pojawia się w naszym życiu. Wszystko to pochodzi bowiem z nas. To co wewnątrz ujawnia się na zewnątrz.

1. Myśli

Zastanów się dobrze, czy jesteś świadomy każdej swojej myśli. Tego, co pojawia się w umyśle przez 24 godziny na dobę. Myśli to energia, substancja. Każda z twoich myśli przejawi się w końcu w rzeczywistości. Stanie się rzeczą. Warto mieć tego świadomość. Najlepiej, by nasze myśli były pozytywne i jasne. Dobrze jest traktować je jak wyrażanie życzeń. Myśli są wytworem umysłu, a ten jest niezwykle kreatywny. Jedno pytanie, a wiele, wiele odpowiedzi, które rodzą chaos w naszym życiu. Kreatywność umysłu może się wydawać potęgą, ale ona nas gubi. Jeśli jesteśmy naprawdę świadomi siebie, naszym umysłem staje się serce. Wówczas myśli wyrażają jego pragnienia. A w miejsce serca pojawia się umysł - nie rządzą wtedy nami sprzeczne emocje. Umysł w momencie kreacji jest cichy, „mówi” serce. Ono się otwiera, gdy jesteśmy świadomi. W tym stanie znika nasze ego, a autentyczne „ja”, ta boska istota w nas, rozrasta się i kreuje rzeczywistość. Żeby tworzyć, trzeba być tu i teraz, w pełni świadomym każdej myśli, która jest w nas. Myśli innej osoby nie możemy zmienić, własne możemy dowolnie wybierać.

2. Uczucia

Kiedy pracujemy, wykonujemy różne absorbujące czynności, nasz mózg pracuje, „produkując” szybkie wibracje fal beta. To jest rzeczywistość, w której żyjemy. Wówczas mało czujemy, bardziej wiemy. Wiedza jest w naszych czasach ceniona, tymczasem tworzenie z przestrzeni serca polega na tym, żeby dotrzeć do autentycznych uczuć. Kiedy relaksujemy się i medytujemy, przechodzimy w stan alfa, wibracje fal mózgowych zwalniają. I tylko wtedy tak naprawdę jesteśmy obecni w danej chwili. Podczas praktyk medytacyjnych możemy obserwować nasze myśli i uczucia, które się pojawiają. I pozwalać im odpływać. Koncentrujemy się jedynie na oddechu tak, byśmy w pewnym momencie doświadczyli stanu pustki. Pełnego wyciszenia, kiedy nie myślimy. Wtedy przychodzą właściwe odpowiedzi na pytania. Mądrość jest w nas, wystarczy się tylko w nią wsłuchać. Przemawia do nas językiem uczuć. Żeby żyć autentycznym „ja”, czyli bezwarunkowo kochać i przeżywać prawdziwą radość, najpierw trzeba przepracować niższe stany emocjonalne. Wyczyścić je. Dlatego powinniśmy przyjmować każde uczucie i myśl, które do nas przychodzą. Najgroźniejszym wrogiem kreacji jest ignorancja. Wszystko to, czego nie chcemy zobaczyć, od czego się odwracamy, a zwłaszcza to, czego nie chcemy poczuć - wraca do nas zwielokrotnione. Gdy doświadczamy trudnego uczucia, przyjmijmy się, poobserwujmy, pooddychajmy do niego podczas medytacji, a odejdzie. W ten sposób uwalniamy się od negatywizmów. Oświecenie jest proste - należy być światłym, nie żyć w ciemności negatywnych uczuć. Proces kreacji zachodzi, kiedy jesteśmy scentrowani, ześrodkowani.

3. Emocje

Istnieje hierarchia emocji.

  • radość
  • lęk
  • gniew
  • depresja
  • apatia

Nie poczujemy autentycznej radości, jeśli nie doświadczymy każdego ze stanów wypisanych pod nią. Po apatii pojawia się depresja (z nimi często występuje poczucie winy i wstydu). Gdy wychodzimy z depresji, wpadamy w złość. Wyrażony gniew skutkuje strachem, ale gdy już przestajemy się bać, czeka nas radość. Żadnego z tych stanów nie wolno ignorować. Jeśli to robimy, projektujemy uczucia na innych. Gdy na przykład wypieramy złość, szybko zauważymy że otaczają nas gniewni, agresywni ludzie. Kiedy boimy się własnego smutku, mamy kontakty z osobami, którzy go okazują. Co inni bowiem są naszymi lustrami. To jest nauka o nas samych. To pomoc, bo umiejętności umysłu doskonale potrafią okłamywać nasze uczucia. One jednak cały czas w nas są. Emocje to tylko energia, którą możemy dowolnie zmienić, jeśli ją rozpoznamy i przyjmiemy. Dlatego dziękujmy za każdą, która do nas przychodzi. Przyjmijmy ją. Jeśli jest trudna, poprzez wyrażenie jej i obserwację, transformujemy ją. Wykrzyczana w sposób nieraniący drugiego człowieka złość, przeradza się w witalną energię pomagającą działać. Kiedy wejdziemy w lęk i poczujemy go, czekają nas przyjemne, radosne doznania. Jeśli nie będziesz się bać, kiedy odczuwasz lęk, nie jesteś sobą. Jeśli nie jesteś sobą, co kreujesz? Nie to, czego pragniesz.

4. Intencja

Czy zadałeś sobie kiedyś pytanie, jaka jest intencja twojego życia? Po co jesteś na tej planecie? Czego chcesz się nauczyć? Czego doświadczać? Prawdziwe odpowiedzi są jasne. Klarowne. Bo płyną z serca. Potrzeba świadomości i ciszy, żeby je usłyszeć.

5. Uwaga

Żeby skutecznie kreować, potrzeba żyć w tej rzeczywistości. Ona jest jedna. Wszystko dzieje się tu i teraz. Od chwili obecnej zależy przyszła. Teraz tworzymy. Nic nie staje się, co by już nie istniało.

6. Oczekiwania

To naturalne, że mamy wobec życia oczekiwania. Właściwie to ciągle czegoś chcemy. Trzeba jednak być bardzo świadomą istotą, żeby czuć czy nasze oczekiwania pochodzą z poziomu duszy, czy z ego. Spełniają się tylko te pierwsze. Jak je rozpoznać? Gdy czegoś pragnie twoja dusza, w brzuchu czujesz jakby tańczyły ci motyle, przepełnia cię czysta radość. Jednocześnie nie racjonalizujesz, nie wymyślasz tysiąca scenariuszy, umysł jest cichy i spokojny.

7. Słowa

One mają moc, energię. Zadbaj o to, żeby były łagodne, pełne dobrych uczuć i nie natarczywe. Ale prawdziwe. Żeby wyrażały to, co czujesz. Słowem możesz zranić albo błogosławić. Energia każdego wypowiedzianego słowa wraca do ciebie. Dlatego warto świadomie wybierać słowa.

8. Świadomość

Dla energii myśli i uczuć nie ma żadnych ograniczeń, nie liczy się czas ani przestrzeń. Możesz czuć emocje osoby, która przebywa na drugiej półkuli. Jak to działa? Zadzwoń do kogoś, kto przyszedł ci na myśl. Przekonasz się, że on także myślał o tobie. Żeby osiągnąć świadomość skalarną, trzeba podczas medytacji skoncentrowanej na oddechu, wejść w stan próżni, kiedy nie myślimy. W tym stanie możemy uzdrawiać. Możemy poczuć czyjś ból czy dyskomfort we własnym ciele i oddychając do tego miejsca, uzdrowić je. Ta druga osoba poczuje to samo. - Wchodząc do próżni, stajemy się Bogami - mówi Tom de Winter. - Możemy uleczyć siebie i kogoś, jeśli ten ktoś wyrazi taką wolę. W niczym nie jesteśmy ograniczeni, bo wszechświat to jedność. Jedność myśli i uczuć. Jest tak, jak czujemy. Nie ma Boga, który tworzy. Jest Bóg, który tworzy przez nas.

  1. Psychologia

Ludzie owładnięci uzależnieniem nie rozpoznają swoich pawdziwych uczuć, regulują je nałogiem

Uzależnienie polega na tym, że człowiek ma jakiś deficyt, poczucie braku uznania, miłości, zrozumienia, bycia ważnym.(Fot. iStock)
Uzależnienie polega na tym, że człowiek ma jakiś deficyt, poczucie braku uznania, miłości, zrozumienia, bycia ważnym.(Fot. iStock)
Ludzie owładnięci nałogiem po jakimś czasie stają się podobni. Nie rozpoznają już swoich prawdziwych emocji, powód to nałogowe regulowanie uczuć. Jak to wygląda? Kiedy jestem zła albo coś nie spełnia moich oczekiwań, uciekam w jedzonko. W mojej głowie pojawia się olśniewająca myśl, że jak sobie coś zjem, przestanę czuć to, czego nie chcę czuć, i będzie mi fajniej.

Marzymy o wolności, a często jej nie znamy, bo jeśli jesteśmy w szponach nałogu, to znaczy, że nie jesteśmy wolni. Takie twierdzenie nie budzi sprzeciwu, jeśli dotyczy bezdomnych narkomanów. Ludzie myślą: "Dopóki ja w takim stanie nie jestem, to nie ma problemu. Pracuję, zarabiam, żyję jak inni, wszyscy wokół robią to samo".

Wiemy, że można się uzależnić od substancji, od leków, alkoholu, hazardu czy jedzenia, nie dostrzegamy jednak, że również od zachowań i uczuć, na przykład od złości, od bycia ofiarą, zakochiwania się, zakupów. Albo od innego człowieka, męża czy dzieci. Nie zdajemy sobie też sprawcy, że można być uzależnionym od wielu rzeczy naraz. Oczywiście nie wszystkie uzależnienia są jednakowo groźne, uzależnienie od kawy nie zabija.

Ludzie mówią: uzależniłem się od jeżdżenia na rowerze. I nie mają racji - chyba że ktoś przestałby spać albo jeść, albo chodzić do pracy, tylko jeździł na rowerze. Nadużywamy tego słowa, to paradoks, bo przecież kiedy realnie jesteśmy uzależnieni, nie chcemy tego nazwać po imieniu, żeby mieć poczucie, że kontrolujemy sytuację. Uzależnienie polega na tym, że człowiek ma jakiś deficyt, poczucie braku uznania, miłości, zrozumienia, bycia ważnym. Przyczyna wiąże się z dzieciństwem, z tym, jak zostaliśmy wtedy przez najbliższych potraktowani. Czy zbudowano w nas poczucie własnej wartości. Jeśli go nie mamy, nie pomogą czerwone paski na świadectwach ani wysokie stanowiska. Jeśli dziecko nie jest kochane, to potem nie kocha siebie. Jako dorośli nie cieszymy się sobą, bo w dzieciństwie się nami nie cieszono.

Ten brak nam doskwiera, więc jak się na chwilę uda dziurę zapełnić, to przychodzi moment ukojenia. A łatwiej to zrobić przez uzależnienie niż szukać oparcia w sobie. Jeżeli seksoholik czuje napięcie, a nauczył się, że ejakulacja go od niego uwalnia, to powtarza zachowanie przynoszące ulgę. Wydaje mu się, że znalazł łatwy sposób na poprawę nastroju. Po jakimś czasie nie działa to już tak świetnie, ale on pamięta chwile, gdy czuł się jak król życia, i wierzy, że uda się je powtórzyć. To pierwszy etap psychologicznego uzależnienia. Stopniowo zaczynamy ustawiać życie pod możliwość korzystania z nałogu. Psyche współpracuje z nałogiem, pomaga nie widzieć związku między tym, że przestajemy robić zdrowe rzeczy, a zaczynamy robić coraz więcej chorych. To system zaprzeczeń. Nasza inteligencja zaczyna wypracowywać bardzo racjonalne dowody na to, że nie piję, nie ćpam, nie przejadam się, nie kupuję za dużo, że wszystko jest w porządku. Ja również mam swój system zaprzeczeń, stąd moje sprytne racjonalizowanie tego, że tak lubię jeść.

Nałóg wpływa na relacje, spłyca je, czasami je uniemożliwia. Zamiast doświadczeń związanych z ludźmi, mamy doświadczenia związane z tym, jak ukryć to, co robię. Oddalamy się od tych, którzy mają nam za złe nasze uzależnienie, od tych, których krzywdzimy. A w walce z nałogiem człowiek sam jest bezradny, wpada w stare koleiny, choć chce wierzyć, że kieruje swoim życiem.

Trzeba się nauczyć nie reagować automatycznie, zastanowić się, dlaczego lecisz do kuchni po jedzenie. Lepiej doświadczyć tego, przed czym uciekasz, czego nie chcesz doświadczyć. Nałogowe regulowanie uczuć oznacza, że zachowuję się, jakbym mogła sama je regulować, a to nie jest prawda, uczucia płyną, są, jakie są. Jeśli nie świeci słońce, do tego boli mnie głowa i jeszcze ktoś do mnie powiedział "ty raszplo", i ja lecę do sklepu po kieckę, chociaż nie mam pieniędzy, to znaczy, że próbuję regulować trudne uczucia. Daje mi to ulgę, ale można powiedzieć mocno: opuszczam samą siebie. To największe świństwo, że robimy sobie to, co kiedyś nam robiono. Bo prawdę mówiąc, jest nam źle w życiu dlatego, że kiedyś nas odrzucano, nie zauważano, nie słuchano, nie doceniano i myśmy to uzewnętrznili. Zamiast sięgać do siebie, swoich zasobów, sięgamy po używki. W uzależnieniu karmi nas coś z zewnątrz. Zdrowy człowiek ma swoje własne sposoby, żeby się dobrze czuć i używa ich regularnie. Dobre życie daje dobre samopoczucie. Jeśli się miało zbyt dużo złego samopoczucia, szuka się ucieczki, czyli czegoś z zewnątrz, co ma pomóc.

Na szczęście jeżeli człowiek się czegoś nauczył, to może się też oduczyć. Choć to niełatwe. Dopiero teraz potrafię powiedzieć sobie: "Możesz umrzeć, jak nie przyhamujesz z jedzeniem". Wiem, że muszę wprowadzić program odwyku. Każdy uzależniony musi pójść na odwyk. To cholernie nieprzyjemne, ponieważ świadomie mam odmawiać sobie jednej z największych atrakcji. Na szczęście istnieją metody wypracowane przez AA typu "ta chwila": w tej chwili tego nie robię. Przetrzymam chwilę, potem następną, a potem się za to pochwalę i będzie mi łatwiej wytrwać kolejną. Uzależnionym potrzeba też terapii, a najbardziej grupy terapeutycznej, dzięki niej ludzie widza coraz więcej. Przeglądając się w innych, dostają wsparcie. Pomocne w walce z nałogiem są nasze pasje, zainteresowania, słuchanie muzyki, tworzenie, śpiewa, taniec, przytulanie się, bieganie z dziećmi po ogródki, płodozmian zmęczenia i odpoczynku, bliskości innych ludzi i jednocześnie bliskość ze sobą. Chociaż, jak mówił doktor od alkoholików Bohdan Woronowicz, z kiszonego ogórka świeżego już nie będzie. Nałóg pozostanie w nas na zawsze.

Żyjemy w kulturze nałogów, braku i namiastkowego zaspokajania się. Próbujemy zasypać swoje deficyty, odeszliśmy od siebie, od tego, co ważne. Nie przypadkiem ostatnio słyszy się często: "bądź sobą". Nie chodzi o skupienie wyłącznie na sobie. Ważny mam być ja i ty, i oni też. Ważny naprawdę, a nie jako dawca chwilowej przyjemności czy korzyści.