1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Chcę i mogę! Motywacja ważniejsza od wykształcenia i talentu

Chcę i mogę! Motywacja ważniejsza od wykształcenia i talentu

Motywowanie innych to jedna z najbardziej cennych umiejętności przywódców i szefów. Ale motywowanie samego siebie to dopiero sztuka! (Ilustracja: iStock)
Motywowanie innych to jedna z najbardziej cennych umiejętności przywódców i szefów. Ale motywowanie samego siebie to dopiero sztuka! (Ilustracja: iStock)
Zmienić pracę, rzucić palenie, założyć własną firmę, schudnąć, nauczyć się grać w tenisa. Czego to w życiu nie planujemy! I na ogół na planach się kończy. Nawet jeśli jesteśmy do tego przygotowani, mamy odpowiednią wiedzę i fachowe wsparcie. Dlaczego? Bo brakuje nam wewnętrznego zapału, czyli – motywacji.

Rudolph Giuliani, słynny burmistrz Nowego Jorku, który dowodził akcją ratunkową 11 września 2001 roku, a wcześniej doprowadził do radykalnego spadku przestępczości w mieście, przyznał publicznie: „mój sukces był możliwy dzięki zmotywowaniu pracowników podległych mi służb”. To samo mówią szefowie wielu firm przebojem wkraczających na rynek. Są zgodni, że bez odpowiedniej stymulacji załogi niewiele da się osiągnąć, zwłaszcza na dłuższą metę. Motywowanie innych to jedna z najbardziej cennych umiejętności przywódców i szefów. Ale motywowanie samego siebie to dopiero sztuka!

Tamara Lowe, współczesna amerykańska ekspertka od motywacji, porównuje ten wewnętrzny imperatyw do paliwa napędzającego samochód. W książce „Zmotywuj się!” pisze: „Gdybyś miał Bugatti Veyron, cud techniki motoryzacyjnej za milion dolarów, ale nie nalałbyś do niego paliwa, nigdzie byś nie pojechał. Podobnie jest z motywacją. Bez niej człowiek posiadający całą mądrość, talenty i wszystkie możliwości świata nie będzie w stanie wykorzystać tego potencjału”.

Motywacja to jeden z najważniejszych kluczy do sukcesu, i to w każdej sferze naszego życia. Bije na głowę tak skądinąd istotne wartości, jak wykształcenie czy talent. Co do tego wśród psychologów panuje zgoda. Różnice polegają na rozumieniu, czym w istocie jest motywacja.

Zwolennicy teorii instynktu (m.in. Zygmunt Freud) uważają, że motorem wszystkich naszych zachowań są pierwotne potrzeby, takie jak: głód, seksualność, ale także potrzeby społeczne, jak miłość, współczucie. Przedstawiciele teorii humanistycznej (Abraham Maslow) twierdzą, że ludzie są motywowani także przez potrzebę osobistego rozwoju. Podkreślają, że człowiek jest w stanie wytrzymać ból, głód i wiele napięć, aby osiągnąć stan samorealizacji. Maslow sformułował tezę, że nasze potrzeby tworzą pewną hierarchię – od fizjologicznych, przez potrzeby bezpieczeństwa, przynależności i miłości, po realizację własnego niepowtarzalnego potencjału. Z kolei przedstawiciele teorii poznawczej zakładają, że ludzie są urodzonymi naukowcami, którzy dążą do zrozumienia świata. A wszystko po to, by móc kontrolować i przewidywać bieg wydarzeń. Wedle tej teorii motywacja to pragnienie usuwania sprzeczności, jakie tkwią w naszym światopoglądzie, i chęć usprawiedliwiania własnego postępowania.

Dlaczego robimy to, co robimy

Ekspert w dziedzinie psychologii perswazji, emocji i podświadomości Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, profesor Rafał Ohme, wydaje się przykładem naukowca o wysokim stopniu samomotywacji. W wieku 36 lat zdobył tytuł profesora, wykłada na zagranicznych uniwersytetach, jest autorem licznych publikacji naukowych, założył własną firmę badawczą. Zanim odpowie na pytanie, co go popycha do działania, wylicza trzy rodzaje motywacji.

Pierwszy – ze względu na zewnętrzne nagrody bądź kary: chce nam się pracować, bo uzyskujemy za to wynagrodzenie lub inne gratyfikacje materialne. Albo pracujemy, bo boimy się kar za to, że czegoś nie zrobimy. – To najmniej skuteczna forma motywacji, bo oparta na wzmocnieniu zewnętrznym – mówi profesor. – A takie wzmocnienie działa, niestety, na krótką metę. Gdy na przykład rodzice wyjadą i nie sprawdzą, czy dziecko odrabia lekcje – to ono natychmiast przestaje się uczyć. Także motywacja tylko ze względu na pieniądze nie jest trwała. Bo jak konkurencyjna firma zaproponuje nieco wyższe uposażenie, to pracownik powie „do widzenia” i odejdzie.

Drugi typ motywacji – identyfikacja z szefem, idolem, przywódcą, guru – jest dużo skuteczniejsza. Człowiek potrafi dużo znieść, zaciśnie zęby, byle szef był z niego dumny. Ale gdy czar szefa pryśnie, gaśnie też zapał do pracy. Inaczej dzieje się w przypadku trzeciego rodzaju motywacji – pracy dla idei, wartości (internalizacja). Trudno ją ot, tak sobie zgasić, jest najtrwalsza i najskuteczniejsza.

– Większość naukowców w Polsce działa pod wpływem tej właśnie motywacji – mówi profesor Rafał Ohme. – Nasze zarobki są nadal dużo niższe niż kolegów z Niemiec czy Francji. Pracujemy dla samej radości odkrywania, poznawania, dlatego że robimy coś po raz pierwszy, że nikt przed nami tym się nie zajmował. Podobny imperatyw kierować musi artystami, ludźmi wolnych zawodów, bo przecież nikt ich nie pogania i nie dopinguje.

Pisarka Olga Tokarczuk: – Staram się przede wszystkim robić to, co lubię. Wtedy motywacja do pracy całkowicie się uwewnętrznia, a to znaczy, że zamienia się w pasję. Wtedy czuję naturalność tego zadania, oczywistość i wielką przyjemność z pracy. Samo się robi, samo się pisze, samo się wymyśla. Przy pisaniu czasem mi się to zdarza. A kiedy się nie zdarza, stosuję system małych nagród: ulubiony pasjans po skończeniu jakiegoś fragmentu, dobry film na zakończenie dnia, a czasami – po zrobieniu większej części – wypad do miasta do ulubionych miejsc. Zauważyłam ogromną różnicę między pracą z przekonaniem i przyjemnością a tą bez przekonania i bez przyjemności. Ta druga jest chyba tym przekleństwem z Biblii i lepiej jeść suchy chleb, niż tak się męczyć. Zawsze żyję jedną nogą w przyszłości, dlatego już niejako widzę efekty tego, co robię teraz. Podobno to niezdrowe i należy zakorzenić się w tu i teraz. Na mnie to nie działa, niestety. W tu i teraz zastygam w bezruchu i gasnę. Myślenie, że to, co teraz robię, już w jakiś dziwny sposób istnieje w przyszłości, dodaje energii, motywuje.

Odkryj swój talent

Lech Majewski, reżyser, pisarz, malarz: – Jeżeli człowiek nie ma „poganiacza”, wtedy sam ma większą siłę działania. Zmuszanie rodzi naturalny opór. Ja właściwie nie mam innej motywacji poza określoną wizją i niezgodą na chaos i upadek wartości, które obserwuję wokół.

Ci, którym udało się dotrzeć do tej najtrwalszej z motywacji – wewnętrznej – zapewniają, że każdy może ją w sobie uruchomić. Trzeba tylko odkryć swoje mocne strony, talenty, pasje. I pójdzie jak z płatka.

Profesor Rafał Ohme: – Każdy z nas posiada jakiś niezwykły talent, który czyni go unikalnym. I kto ten talent odkryje, ten tak naprawdę wygra, bo to będzie go pchało do działania. Tymczasem wielu ludzi całe życie nie wie, że są urodzonymi brydżystami albo że idealnie graliby w golfa. Dlatego trzeba jak najwięcej w życiu próbować. Dla zabawy, przyjemności, dla towarzystwa. Gdy ktoś nas do czegoś namawia, nie mówmy: „nie, nie wiem, o co chodzi”. Spróbujmy, bo a nuż okaże się, że to jest to coś, co sprawi nam radość, do czego mamy predyspozycje. Profesor Ohme, który bada związki między pracą mózgu a emocjami, uważa, że wkrótce nauka będzie umiała nam pomóc odkrywać talenty! Przekonuje, że za 30 lat powstaną urządzenia, które zeskanują nasz mózg i podpowiedzą, w jakiej dyscyplinie sportu, nauki, sztuki osiągnęlibyśmy świetne wyniki.

– Rodzice będą mogli nawigować swoje dzieci dużo mniej boleśnie niż obecnie – mówi profesor. – I na przykład nie będą zmuszali ich do uporczywej nauki gry na pianinie, bo będzie wiadomo, że część mózgu dziecka odpowiedzialna za tę umiejętność nie jest do tego predestynowana. Zanim jednak to nastąpi, otwierajmy się nie tylko na nowe umiejętności, ale także na różne smaki, kuchnie, filmy, książki. Bo może okazać się, że to jest dokładnie coś, czego poszukiwaliśmy przez długie lata. Nie bójmy się próbowania, nikomu od tego krzywda się nie stanie, a może odkryjemy talenty, które w każdym z nas od dawna drzemią. Jest jeszcze jeden „skutek uboczny” otwierania się na różnorodność. Otóż jeśli nawet nie odkryjemy talentu, to i tak nasz mózg przejdzie niezwykłe ćwiczenie, które zwiększy naszą kreatywność. Badania dowodzą, że poddanie mózgu różnorodnym bodźcom – nawet jeśli jedne nam się podobają, a inne nie – wpływa na zwiększenie kreatywności. Co więcej, ludzie kreatywni dłużej są młodzi. Bo młodość polega na tym, że mózg nie popada w rutynę, tylko szuka sobie nowej ścieżki rozwoju. Wtedy też, niejako przy okazji, rodzi się prawdziwa, wewnętrzna motywacja.

Zdjąć betonowe buty

Lech Majewski na pytanie, jak się motywować, odpowiada: – Najważniejsze to traktować przeszkody jak mądrych doradców. To nie jest łatwe, ale możliwe. Bo jak zaczniemy uważać przeszkody za wrogów i zaczniemy się ich bać, to zabijemy motywację i nie pójdziemy do przodu. Jak by nie patrzeć na przeszkody, one muszą być. Mówiąc metaforycznie: biegacz nie może oczekiwać, że dystans skróci się albo że inni nie będą biec. Piłkarz nie może liczyć, że pozostali, łącznie z bramkarzem, zejdą z boiska, a on pobiegnie do bramki. Indyjski poeta i filozof Tagore opowiada, jak żeglując, pewnego razu wściekł się, bo rzeka wezbrała i maszt zawadzał o most. Zaczął myśleć, jak by to było, gdyby mosty się uginały, śluzy otwierały. A zaraz potem pomyślał, że przecież na tym polega umiejętność żeglowania, żeby umieć omijać przeszkody i korzystać z tego, co jest. W naszym życiu też istnieją reguły gry i nie są to wrogie siły skierowane przeciwko nam. Nie powinny nas zatem demotywować. Co więcej, one są nam wręcz niezbędne.

Zabójcze dla naszej motywacji jest wrzucanie tych przeszkód do kotła, który filozof i historyk filozofii Władysław Tatarkiewicz nazwał osobistą czarą goryczy. Każdy z rana stawia sobie na stole taką czarę i dba o to, żeby była pełna. A jak się coś ulotni, to sobie szybko do niej dolewa autokrytykę, poczucie bycia ofiarą. Taka postawa demotywuje, to jakby betonowe buty, które uniemożliwiają jakikolwiek ruch. Dopada wtedy człowieka niemoc, niewiara w siebie. A są to puste strachy, choć mogą nas opętać i unieruchomić.

Jest takie ćwiczenie zwane łożem śmierci. Polega na wyobrażeniu sobie siebie umierającego i na zastanowieniu się nad kilkoma pytaniami: Co jeszcze chciałbym zdążyć zrobić? Co dla mnie jest najważniejsze? Steve Chandler w książce „100 sposobów motywowania siebie” pisze, że uznanie nieuchronności śmierci – paradoksalnie – prowadzi do ponownego narodzenia się i głębokiego zmotywowania do działania. Chandler uważa, że tych sposobów jest zresztą dużo więcej, czasem zupełnie niestandardowych. Radzi na przykład: Przegłódź się. Rozbij swój telewizor. Czytaj kryminały. Śmiej się bez powodu.

Lech Majewski dorzuca jeszcze jeden sposób automotywacji, jakiego nauczyła go praca w Ameryce:  – Nie przejmować się odmową, odrzuceniem. Odrzucą trzy razy? Ale za czwartym zaakceptują. Niepisane prawo amerykańskie mówi: nie traktuj słowa „nie” jako końca, bo to jest bardzo dobry początek. Czasem właśnie czyjeś „nie” może nas skutecznie zmotywować!

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru "Zwierciadła". 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

O drodze, która prowadzi do „Ósmego kontynentu“  

Mariusz Szeib - autor książki „Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu”, wyd. BookEdit (Fot. archiwum autora, materiały prasowe)
Mariusz Szeib - autor książki „Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu”, wyd. BookEdit (Fot. archiwum autora, materiały prasowe)
Dlaczego bieganie pomaga nam odkryć życiową misję i osiągnąć więcej niż założone cele? Książka „Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu. Historie prawdziwe” to pozycja dla każdego, kto biega, oraz wszystkich tych, którzy marzą by żyć pełnią życia.

Dlaczego bieganie pomaga nam odkryć życiową misję i osiągnąć więcej niż założone cele? Książka „Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu. Historie prawdziwe” to pozycja dla każdego, kto biega, oraz wszystkich tych, którzy marzą by żyć pełnią życia.

“Każdy ma w swoich rękach latarkę z korbką, a w niej tyle światła, ile sam nakręci ” – to życiowe motto dr. Mariusza Szeib, biznesmena, filantropa i maratończyka. Jego przygoda z wielokilometrowymi biegami zaczęła się od szukania wyzwań w związku z 50. urodzinami. W swojej książce udowadnia, że – zgodnie z chińskim przysłowiem, które mówi, że podróż o długości 1000 mil zaczyna się od pierwszego kroku – bieganie zaczyna się od pierwszego pokonanego dystansu. W bieganiu chodzi jednak o coś więcej niż pokonywanie kolejnych kilometrów. Bieganie to nie tylko praca mięśni, to stan umysłu. „Poprzez nieustanne pokonywanie siebie nasz wysiłek zaczyna stopniowo przemieniać się w potężny oręż. Dzięki determinacji i spalaniu w sobie podczas biegu tego, co negatywne zaczynamy coraz lepiej radzić sobie z problemami. Rośnie w nas równocześnie chęć dzielenia się tą siłą z otoczeniem. Stopniowo rodzi się w nas „Ósmy kontynent” – mówi Mariusz Szeib.

Towarzysząc autorowi w biegach na siedmiu kontynentach, m.in. na Antarktydzie, Syberii, zamarzniętej tafli Bajkału, Murze Chińskim, Mount Evereście, Saharze czy Wyspach Wielkanocnych, przyglądając się mu, jak pokonuje trudy i czemu musi sprostać, możemy dowiedzieć się wiele o sobie. „To bite cztery godziny, podczas których można głęboko zajrzeć w głąb swojej duszy. Jest czas na przemyślenia i refleksje”.

Książka łączy w sobie emocje i dokumentaryzm charakterystyczny dla dobrego, wciągającego reportażu jak i refleksje i wskazówki, które znamy z podręczników liderów biznesu i działaczy społecznych. Atutem publikacji są zebrane w drugiej części książki relacje i doświadczenia nietuzinkowych postaci i autorytetów ze świata sportu i polityki, jak Jerzy Skarżyński, czy prof. Leszek Balcerowicz. Przedmowę do książki napisał Jacek Santorski.

Leszek Balcerowicz – O wyczynowym sporcie często mówi się, że kształtuje charakter. Myślę, że jest odwrotnie. To ludzie wytrwali, ambitni i systematyczni uprawiają sport wyczynowy. Michael Clinton – Pamiętaj, że najważniejsze jest właśnie żyć w zgodzie ze sobą. Lara Kruikskamp – Nie pozwól na to, by jakiekolwiek ograniczenia górowały nad twoimi ambicjami! Michał Walczewski – Prawdziwe szczęście osiąga się wtedy, gdy niewiele jest w stanie ci je odebrać. Nieukończony maraton nie może mnie unieszczęśliwić. Robert Celiński – Bieganie otworzyło mnie również na świat. Bez moich maratońskich celów pewnie nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że postawię stopę na Antarktydzie, a tym bardziej, że wygram tam maraton. Joe Findaro – Parę dni po maratonie Boston wyglądał jak strefa wojenna. Pełno telewizyjnych furgonetek, dziennikarze na każdym rogu. Marek Śliwka – Biegać dzisiaj każdy może, trochę lepiej lub gorzej. Jerzy Skarżyński – Rachunek prawdopodobieństwa mówi jednoznacznie – łatwiej mi było wygrać samochód w walce, niż wylosować go w loterii na mecie. Ignacio Bravo – Nigdy nie wiesz, jak bardzo jesteś silny, dopóki nie masz innego wyjścia niż biec.  

„Ósmy kontynent” to książka dla każdego, kto biega, czy chciałby zacząć biegać, ale przede wszystkim dla tych, którzy marzą by żyć pełnią życia, tak w obszarze zawodowym, jak i osobistym. Ta książka nie dotyczy bowiem tylko biegania. Przed Czytelnikiem otwiera możliwości odkrycia Ósmego kontynentu – marzeń, celów, pasji i talentów. To być może najważniejszy i wciąż najmniej odkryty kontynent, który zdobyć może każdy z nas.

O autorze: dr Mariusz Szeib – Prezes Zarządu Texet Poland Sp. z o.o., inżynier automatyk, doktor nauk ekonomicznych. Ukończył MBA, British Institute of Management (Londyn, Glasgow). Twórca kilku firm działających w sektorze B2B i B2C. Członek największej organizacji humanitarnej na świecie Lions Clubs. W wieku 50 lat zaczął biegać. Przebiegł 24 maratony na 7 kontynentach. Twórca biegów charytatywnych Freedom Charity Run oraz organizator kilkunastu akcji charytatywnych w Polsce i na świecie. Prywatnie ojciec trzech córek i dziadek sześciorga wnucząt.

„Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu”, Mariusz Szeib, wydawca: BookEdit, ISBN 9788395918902, cena: 49,90 zł, oprawa miękka ze skrzydełkami, format: 145 x 210 mm, liczba stron: 354, data premiery: 13 stycznia 2021 r. „Ósmy kontynent. Przez 7 kontynentów w głąb umysłu”, Mariusz Szeib, wydawca: BookEdit, ISBN 9788395918902, cena: 49,90 zł, oprawa miękka ze skrzydełkami, format: 145 x 210 mm, liczba stron: 354, data premiery: 13 stycznia 2021 r.

Freedom Charity Run 2021: część pieniędzy ze sprzedaży książki zostanie przeznaczona na cel charytatywny Freedom Charity Run 2021 – w połowie na pomoc dla dzieci z porażeniem mózgowym z Ośrodka Ortopedyczno-Rehabilitacyjnego szpitala Klinicznego im. W. Degi w Poznaniu, Centrum Technologicznego Wspomagania Rehabilitacji.

  1. Psychologia

Życiowe trudności - jak sobie z nimi radzić?

Ufność w zdolność pokonywania przeciwności to podstawa życiowego sukcesu. (Fot. iStock)
Ufność w zdolność pokonywania przeciwności to podstawa życiowego sukcesu. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Życiowe trudności - wszyscy je przeżywamy. Ale w różny sposób. Każdy z nas chce z nich wyjść, ale radzimy sobie z nimi również różnie. Jednych poważne problemy wpędzają we frustrację, depresyjne nastroje, rezygnację. Inni, napotkawszy przeszkodę, przegrupowują siły i ruszają naprzód. Na czym polega różnica?

Wszyscy przeżywamy trudności. Ale w różny sposób. Każdy z nas chce z nich wyjść, ale radzimy sobie z nimi również różnie. Jednych poważne problemy wpędzają we frustrację, depresyjne nastroje, rezygnację. Inni, napotkawszy przeszkodę, przegrupowują siły i ruszają naprzód. Na czym polega różnica?

Podstawowa różnica między tymi dwiema grupami polega na niezłomnej ufności w zdolność pokonywania przeciwności. Zawiera się w tym: zaradność, kreatywność, wytrwałość, aktywność oraz umiejętność proszenia o pomoc i współdziałania z innymi. Oto czym różnią się ludzie, którzy pozostają w strumieniu życia, od tych, których problemy paraliżują. Większość z nas ma cechy zarówno jednych, jak i drugich.

Martwy punkt - ludzie tkwią w nim, kiedy:

1. Czują się bezradni i pozbawieni praw. Nie potrafią zmobilizować się do działania, coś ich blokuje. Okazje pojawiają się i znikają, a oni biernie się im przyglądają, niezdolni do wykonania pierwszego kroku. Są przekonani, że lepsze posady lub szczęśliwe związki są zarezerwowane dla innych. Nie oznacza to wcale, że oni nie pracują, czy że są samotni. Nie. Oni zwykle latami wykonują niewdzięczną pracę i często tkwią w toksycznych relacjach. A gdy mogą uczynić życie lepszym, decydując się na wyzwanie i nową jakość, paraliżuje ich strach. 2. Myślą negatywnie. Nadchodzi okazja do zmiany, a oni od razu wynajdują powody, dla których jakieś rozwiązanie nie zadziała, nie uda się. W ich umyśle pojawiają się wątpliwości, że to za trudne, że nie o tej porze roku, nie tym razem i na pewno nie w tych okolicznościach. Bo to będzie niewygodne, nie przyniesie ani grosza tylko rozczarowanie. Robią uniki, zamiast zacząć działać we własnym interesie.

3. Poddają się chaosowi życia. Nie potrafią planować i organizować działań. Górę biorą emocje i impulsywność, rozum schodzi na dalszy plan. Łatwo się dekoncentrują i tracą zapał, nie doprowadzając spraw do końca, nie trzymając się planu ani budżetu. Kiedy pogrążają się w chaosie, tracą koncentrację. Idą od jednej katastrofy do drugiej.

4. Nie potrafią się uspokoić, nie robiąc sobie krzywdy. Funkcjonują w stanie pobudzenia, nie wiedząc, jak sobie pomóc. Nie potrafią zwrócić się do kogoś po wsparcie lub zrobić sobie przerwę. Kompulsywnie się objadają, wpadają w uzależnienia, bez końca rozpamiętują problem. Nie są w stanie się rozluźnić i uspokoić skołatanych nerwów. Wówczas trudno o kreatywność, przemyślane decyzje i odczuwanie radości.

5. Mają trudności z nawiązaniem więzi z innymi. Izolują się od otoczenia, a w towarzystwie innych czują się niespokojni. Obawiają się, że ktoś ich zawstydzi, poniży, odrzuci, skrytykuje. Pozbawieni czułych i serdecznych relacji nie zapewniają sobie wsparcia, źródła nowych pomysłów, inspiracji. Czy przyjaźni, która mogłaby ich skłonić do podjęcia ryzyka lub spojrzenia w głąb siebie.

6. Szukają zewnętrznych źródeł szczęścia lub własnej wartości. Są fałszywie przekonani, że pozycja, majątek, wygląd zewnętrzny i sukces dowiodą ich wartości lub tego, że zasługują na miłość. Pragną się wesprzeć pieniędzmi, seksem, teoriami. Warto czytać i radzić się innych ludzi, ale to, czego potrzebujemy najbardziej, to spokój umysłu i pogodzenie z tym, co się dzieje w naszym wnętrzu.

7. Nie wiedzą jak zadbać o siebie i wyznaczyć granice. Dbanie o siebie to mówienie tak, nie i może bez poczucia winy. Przypomina to głębokie oddychanie, dostrojenie do wewnętrznej rzeczywistości i poszanowania życia, które zostało nam dane. Oznacza równowagę, harmonię i robienie tego, co trzeba.

8. Utożsamiają własne ja z wyobrażeniami, przekonaniami i wierzeniami. Wiedzą, jakimi chcą się wydawać, i nie próbują odkryć, kim naprawdę są. Wierzą w absolutne dobro i zło, nie potrafią dostrzec, że koncepcje można interpretować na wiele sposobów.

9. Robią wciąż to samo z nadzieją, że uzyskają odmienny wynik. Na przykład narzekają, prawią ludziom kazania, prowadzą firmę w określony sposób, przejadają się, unikają problemów, przepracowują się. Powtarzają wciąż to samo, licząc że wydarzy się cud. A to zdarza się rzadko.

10. Skupiają się na tym, co ich przytłacza, na tym że życie jest złe, a sytuacja tragiczna. Niepokoją się, nieustannie cierpią, zwierzają się ze swojej niedoli lub ukrywają swoje uczucia, upatrując winy za swoją sytuację w zewnętrznym świecie. Podążają po niszczącej spirali, zamiast zadać sobie pytanie: „Co mogę zrobić, żeby poczuć się lepiej?”.

Wyjście z impasu - udaje się to, kiedy:

1. Wiedzą, że potrafią rozwiązywać problemy i podejmują konkretne działania. Koncentrują się na możliwościach, sprawdzają różne źródła, są gotowi spróbować wielu rozwiązań, są otwarci i aktywni w obliczu życiowych trudności. Jeśli jakieś rozwiązanie nie działa, próbują innego.

2. Nie zgadzają się na tkwienie w skrajnie nieprzyjemnej lub stresującej sytuacji. Chcą od życia więcej. Nie wyrażają zgody na wieczne chorowanie, tkwienie w depresji, uniki. Uważają, że życie jest na to zbyt cenne. Umocnieni wewnętrzną pewnością siebie, decydują się na zmianę. Wiedzą, że mogą być szczęśliwi i pragną tego. Kiedy jakaś sytuacja wywołuje stres, wzburzenie lub ból, wychodzą z niej.

3. Potrafią przyjmować wsparcie i udzielać go przyjaciołom oraz członkom rodziny. Są otoczeni przez ludzi. Związki z nimi dostarczają im ogromnego pocieszenia, łagodzą niepokój i uczucie osamotnienia. Sami potrafią pocieszać innych, przeżywać ich radości oraz ufać, że zostaną przez nich zrozumiani.

4. Nie utożsamiają własnego ja z sukcesami i porażkami. Życie postrzegają jako przygodę, na którą składa się wiele elementów: przyjaciele, relacje międzyludzkie, praca, rodzina, rozwijanie talentów. Cieszą się życiem i nie uzależniają poczucia własnej wartości od osiągnięć ani pochwał. Umieją świętować sukcesy, lecz prawdziwej radości dostarcza im uczenie się, tworzenie, poznawanie, rozwój, nowe doświadczenia. Godzą się z tym, że jedne bitwy wygrywają, a inne przegrywają. Bywają smutni i przygnębieni, ale nie mają do siebie żalu, gdy coś idzie nie tak. Wsłuchują się we własne uczucia, pytają czego to, co przeżywają, może ich nauczyć - i idą dalej.

5. Są gotowi eksperymentować, próbować nowych rozwiązań, popełniać błędy, a potem podejmować kolejne próby i snuć plany. Dążą do celu, nie obawiając się popełnić błędów. Nie blokuje ich wieczne pytanie, czy dobrze robią i czy im się powiedzie. Snują wizje, plany, sprawdzają koncepcje i wcielają je w życie. Mogą się złościć, lecz potrafią ochłonąć i spróbować jeszcze raz.

6. Kiedy do czegoś dążą, umieją znosić frustrację i niezadowolenie. Są gotowi przystać na niewygody i trudności oraz wytężyć siły, gdy wymaga tego nowe wyzwanie. Skupiają się na szerszym obrazie. Gdy na przykład chcą zabezpieczyć się finansowo, podejmują dodatkową prace, naukę, bardziej rygorystycznie kontrolują wydatki. Są w stanie zaryzykować. 7. Mają poczucie humoru i pogodne usposobienie. Postrzegają siebie jako część strumienia życia. Dzięki temu łatwiej się im zrelaksować, śmiać z siebie, okazywać wyrozumiałość sobie i innym. Z humorem spoglądają na błędy, które wszyscy popełniamy. W swoich wadach nie widzą nic wstydliwego.

8. Głęboko się troszczą i dbają o dobro wszelkiego życia. Postrzegają siebie jako członków większej wspólnoty. Nie odradzają się murem od cierpienia innych, lecz starają się im pomóc, okazując życzliwość. Wynika to z umiejętności myślenia nie tylko o sobie.

 

Jak się czułaś, fizycznie i psychicznie, czytając te dwie listy? Przy której czułaś się spokojniejsza? Niezależnie od odpowiedzi, zaakceptuj siebie taką, jaką jesteś. Potem zastanów się, jak i dlaczego ulegałaś problemom. To pierwszy krok do przezwyciężenia złego wzorca. Nie koncentruj się na tym, co ci sprawia kłopoty. Zwróć uwagę na to, co na drugiej liście jest w zasięgu twoich możliwości. Odważ się na nowe. To ważne. Zwłaszcza na początku lepszego roku.

więcej przeczytasz w „Gdyby Budda utknął w martwym punkcie. Buddyjska księga duchowej przemiany”, Charlotte Kasl, wydawnictwo Czarna Owca

  1. Psychologia

Jak odnaleźć w sobie moc i motywację? – Wypróbuj 9 deklaracji Burcharda

Burchard przekonuje, że podstawowym czynnikiem motywującym ludzkość do działania jest dążenie do poszerzania granic wolności osobistej - można ją osiągnąć tylko poprzez jasne określenie własnych zamiarów i przedstawienie deklaracji niezależności. (fot. iStock)
Burchard przekonuje, że podstawowym czynnikiem motywującym ludzkość do działania jest dążenie do poszerzania granic wolności osobistej - można ją osiągnąć tylko poprzez jasne określenie własnych zamiarów i przedstawienie deklaracji niezależności. (fot. iStock)
Brendon Burchard, jeden z najbardziej znanych na świecie trenerów motywacyjnych i rozwoju osobistego, w swojej książce „Manifest motywacji” przedstawia dziewięć deklaracji potęgi osobistej, bez których trudno odnaleźć w sobie źródło motywacji.

Brendon Burchard, jeden z najbardziej znanych na świecie trenerów motywacyjnych i rozwoju osobistego, w swojej książce „Manifest motywacji” przedstawia dziewięć deklaracji potęgi osobistej, bez których trudno odnaleźć w sobie źródło motywacji. Brzmią one jak własna deklaracja niepodległości:

Nazbyt często gubimy się w otchłani nieświadomości. Zachowujemy się tak, jakbyśmy w danym momencie chcieli być gdzieś indziej i coś innego robić. Rozmijając się z rozkoszą tego, co dzieje się teraz. A wrogiem życia wcale nie jest odległa śmierć, tylko oderwanie od rzeczywistości. Dlatego, jeśli pragniemy w pełni skorzystać z własnego potencjału, podejmijmy świadomy wysiłek zanurzenia umysłu w chwili bieżącej. Zadecydujmy, że oto pragniemy ponownie czuć. Skoncentrujmy się na relacjach ze światem: nawiążmy kontakt z innymi i ze sobą. Bez tego rzeczywistość będzie nas niemiło zaskakiwać i rządzić nurtem wydarzeń.

1. Dlatego deklaruję iść przez życie w pełni obecna i silna.

Zbyt wiele czynników rozpraszających uwagę sprawia, że zatraciliśmy dążenie do wyższych celów. Kolejne codzienne zadania wypełniają czas od świtu do zmierzchu, mimo że to bynajmniej nie one stanowią istotę naszej egzystencji. Większości z nas brakuje inspirującej definicji sensu życia. Nie budzimy się rano z żarliwym pragnieniem jego realizacji. Radość, moc i satysfakcja czekają tych, którzy podchodzą do kształtowania swojego życia świadomie.

2. Dlatego deklaruję odzyskać kontrolę nad własnymi planami.

Wewnętrzne demony trują nas jadem troski i strachu, bezwzględnie wykorzystując chwile słabości, hamując nasz wzrost i pozbawiając sił życiowych. Demony te noszą różne imiona: zwątpienie, lęk, niskie poczucie własnej wartości, wstyd. Powstrzymują nas przed podejmowaniem nowych wyzwań, nie chcą, byśmy narazili się na trud osiągnięcia czegoś niesamowitego. Nasz los zależy od tego, na ile dobrze znamy te demony i ile bitew z nimi każdego dnia toczymy. Chodzi tu o wewnętrzne panowanie nad sobą, które pozwala przekroczyć granice własnego jestestwa.

3. Dlatego deklaruję pokonać swoje demony.

Czekamy i czekamy, żeby poznać własną tożsamość, jasno sprecyzować swoje pragnienia, otworzyć się na życie. Brakuje nam odwagi. A przecież nikt poza nami samymi nie wyda nam zgody na śmiałe dążenie przed siebie. Większość z nas nie wie, że zmiana wymaga odrobiny szaleństwa. Idealne okoliczności do postawienia kroku w nieznane nie nadejdą nigdy. Dlatego dobrze wykazywać się brakiem rozsądku i niefrasobliwością. Każdy z nas jest sumą swoich działań, nie zaś sumą zamiarów. Uratować mogą nas jedynie odwaga i dyscyplina w podnoszeniu świadomości o sobie i swoim życiu.

4. Dlatego deklaruję konsekwentnie kroczyć naprzód.

Jesteśmy wyczerpani, świat zdaje się tracić energię emocjonalną. Nie dbamy o swoje samopoczucie. Wolimy sukces niż zdrowie psychiczne, nabraliśmy chłodnego stosunku do życia. Brakuje entuzjazmu, śmiechu i umiłowania egzystencji. Gdzie szalona determinacja, żywa pasja, kroczenie ku temu, na czym naprawdę nam zależy? Gdzie są radośni ludzie z charyzmą? Co się stało z docenianiem żaru życia? Czas pochylić się nad kwestią naszego stosunku do niego, by na nowo rozbudzić w sobie jego magię.

5. Dlatego deklaruję odczuwać radość i wdzięczność.

Zbyt łatwo godzimy się na życiowe kompromisy, bez walki wyrzekamy się indywidualizmu. Ludziom się często wydaje, że są silni. Ale gdyby uczciwie przyjrzeli się swojemu życiu, ujrzeliby ciąg przedwczesnych kapitulacji. Często poddajemy się na krok przed urzeczywistnieniem marzeń. Robimy to dla znanej wygody, dla podporządkowania się czemuś lub komuś. Wycofujemy się ze świata i wyrzekamy się tego, co dla nas ważne. To uleganie pokusie słabości i odmawianie potrzebom serca. Właściwa droga zaś wiedzie ku prawdziwym wartościom, które indywidualnie wyznajemy.

6. Dlatego deklaruję dotrzymać wierności zasadom.

„Chronić własne serce” – to powszechna histeria. Zamiast w pełni odczuwać miłość, pozwalamy jej co najwyżej się sączyć. Boimy się bólu, podczas gdy miłość istnieje niezależnie od niego. Bo to tylko ego doznaje krzywdy. Miłość jest zawsze i wszędzie, w swoim bezmiarze korzystając z pełnej swobody. Miłość to duchowa energia, która płynie przez wszystko we wszechświecie, przez tak zwanych wrogów też. Nie możemy jej posiąść ani stracić. Problem polega na tym, że przyjęliśmy węższą definicję miłości i sprowadziliśmy na siebie cierpienie. Potrzeba nam emocjonalnego otwarcia się na miłość, co oznacza uwolnienie serca od lęku przed krzywdą oraz rezygnację z oczekiwania wzajemności.

7. Dlatego deklaruję wzmocnić miłość.

Poszum przeciętności, podglądactwo, zaspokajanie podstawowych potrzeb zmysłowych zastąpiły miejsce kreatywności.

8. Dlatego deklaruję dążyć do wybitnych osiągnięć.

Światem rządzi pośpiech. Tymczasem życie nie powinno nas omijać. Z powodu zmęczenia i stresu odrywamy się od chwili obecnej. Płacimy za to wysoką cenę – chwile nie nabierają ostrości, gromadzą się tylko jedna za drugą w postaci chaotycznych dni. Sprowadzamy na siebie katastrofę pozbawionego radości życia, którego tak naprawdę nie przeżywamy. Kiedy ostatnio śmiałaś się do rozpuku? Kochałaś bez opamiętania? Tańczyłaś do utraty tchu? Żeby życie stało się żywym doświadczeniem, musimy zwolnić. Każdym dniem powinniśmy się cieszyć jak chwilą wytchnienia nad chłodnym strumieniem w upalny dzień.

9. Dlatego deklaruję spowolnić czas.

Brendon Burchard jest założycielem High Performance Academy, autorem książki „Energia”, która znalazła się na liście bestsellerów „New York Timesa” i „USA Today”, a także książki „Life’s Golden Ticket”. Jego sesje szkoleniowe oraz kursy wideo inspirują miliony ludzi do odnajdywania w sobie nowego ładunku energetycznego, dokonywania pozytywnych zmian w życiu oraz dzielenia się z innymi swoimi doświadczeniami.

  1. Psychologia

Chcesz dokonać trwałych zmian? Poznaj psychiczne mechanizmy, które tobą kierują

Postanowienia noworoczne wielu osobom przywodzą na myśl szereg porażek. Czy warto sobie cokolwiek planować, skoro tak trudno jest później wytrwać w tych postanowieniach? Niestety, często wierzymy w wiele mitów na temat zmian i brakuje nam podstawowej wiedzy psychologicznej... (fot. iStock)
Postanowienia noworoczne wielu osobom przywodzą na myśl szereg porażek. Czy warto sobie cokolwiek planować, skoro tak trudno jest później wytrwać w tych postanowieniach? Niestety, często wierzymy w wiele mitów na temat zmian i brakuje nam podstawowej wiedzy psychologicznej... (fot. iStock)
Marzą nam się zmiany na lepsze, planujemy kolejne przedsięwzięcia, wyrobienie sobie nowych, zdrowszych nawyków. Tymczasem, gdy naszych postanowień nie umiemy skutecznie realizować, fundujemy sobie poważny spadek nastroju. Od czego zależy nasza motywacja i powodzenie? Co warto wiedzieć o swoich mechanizmach psychologicznych, zanim zdecydujemy się na wprowadzanie zmian w życie? – wyjaśnia dr Ewa Jarczewska-Gerc z Uniwersytetu SWPS, psycholożka społeczna i trenerka biznesu.

Czy zależy nam na zmianie, która przyjdzie z zewnątrz, czy na tym, żeby zmienić siebie? Jak podkreśla dr Ewa Jarczewska-Gerc: „Chcę się zmienić”, a „chcę zmiany” to dwa różne stwierdzenia. Okazuje się, że najczęściej zależy nam na odmianie życia, ale bez ponoszenia kosztów i wysiłku związanego z tym procesem.

Nie wszyscy też działamy tak samo, kiedy już zdecydujemy, że chcemy coś zmienić. Jedni z nas kochają rewolucje i przewracają całe swoje życie do góry nogami, inni wolą dochodzić do celu krok po kroku. I okazuje się, że czasem wystarczy jedna zmiana, która zadziała jak efekt domina. – Jeden dobry nawyk, jeden mały krok jest w stanie uruchomić pozytywne zmiany w innych obszarach. Z badań wynika, że osoby, które zaczynają ćwiczyć, mają lepszy nastrój, dbają o zdrowe odżywianie, rzadziej tracą nad sobą panowanie, przestają palić, krócej oglądają telewizję, lepiej śpią, poprawiają jakość relacji z bliskimi, a nawet częściej myją zęby – wymienia psycholożka.

Kiedy jest czas na zmianę? Skąd mieć pewność, że trzeba coś zmienić?

Nie zawsze mamy świadomość, że obraliśmy w życiu niewłaściwy kurs. Skąd możemy wiedzieć, że przyszedł czas na to, aby zmienić nasze cele, założenia, nasze działanie albo, że my sami powinniśmy się zmienić?

Dr Ewa Jarczewska-Gerc: To wcale nie jest takie łatwe, aczkolwiek źródeł jest kilka. Po pierwsze - nasze „wnętrze”. Nasz nastrój, nasze emocje mogą nam podpowiadać, że coś jest nie tak… Możemy czuć pewien dyskomfort, czuć, że coś nas uwiera, coś nie idzie po naszej myśli. Gdy pojawiają się negatywne emocje – one są taką sugestią, że nasze plany, założenia być może nie idą tak jak chcieliśmy, jak sobie zaplanowaliśmy. Dlatego często negatywne emocje są taką czerwoną flagą mówiącą uważaj, bo chyba nie idziesz w takim kierunku, w jakim chciałeś.

Drugie źródło to są oczywiście inni ludzie. Nasi bliscy często znają nas lepiej niż my sami siebie. Mogą nam zwrócić uwagę na pewne rzeczy (popatrz, ten kierunek, w którym zmierzasz, nie jest dobry dla ciebie; możesz mieć z tego powodu negatywne konsekwencje). Nie zawsze muszą to być bliskie osoby, czasem obcy ludzie są dla nas źródłem informacji na temat tego, że być może droga, którą obraliśmy nie jest właściwa i powinniśmy się zmienić. A czy czeka nas zmiana… to już jest zupełnie inna sprawa.

Czy chcieć znaczy móc? W jakie mity wierzymy?

Wielu ludziom towarzyszy błędne przekonanie, że samo pragnienie celu jest wystarczające do jego osiągnięcia. I choć dobrze wiedzą, że bez włożenia pracy w jego realizację nie osiągną wiele, trzymają się swojej „wiary”. –Ciekawe, że my głównie wierzymy w to, że to chęci są tym czynnikiem, który poprowadzi do zmiany – komentuje psycholożka – Mówi się nawet, że chcieć to móc. I o ile zgadzam się z tym stwierdzeniem, to nie zawsze tak się dzieje. Ludzie mówią „ale ja bardzo chcę się zmienić”, albo „ja bardzo chcę zmiany” – i tutaj właśnie wprowadzę to rozróżnienie, że my z jednej strony chcemy zmiany, ale nie chcemy się zmieniać. Chcemy, żeby zmiana przyszła sama z siebie, żeby ona na nas spadła, spłynęła z nieba niczym manna… Natomiast zmienianie siebie wymaga już wysiłku. Dlatego też często nie podejmujemy działania, albo szybko rezygnujemy, bo okazuje się, że droga do tego upragnionego celu nie jest tak przyjemna jak sam cel, sam wynik. W związku z tym nie tylko chęci są nam potrzebne, ale także pewna umiejętność samodyscyplinowania się, umiejętność panowania nad swoimi pokusami, umiejętność wytrwałego i konsekwentnego realizowania swojego działania, czyli tzw. czynnik wolicjonalny, jak go nazywamy w psychologii, który oznacza, że nie tylko chcemy się zmienić, ale mamy siłę do tego, żeby zmiany dokonać.

Zanim jednak przystąpimy do działania, w pierwszej kolejności należy skonkretyzować cel. Postanowienia w rodzaju „będę zdrowo się odżywiać”, „będę uczyć się nowego języka”, „będę ćwiczyć” – są nie tylko ogólne, ale też formułowane przyszłościowo. Dlatego dr Jarczewska-Gerc poleca stworzenie tzw. intencji implementacyjnej, która jest formułowana w postaci implikacji: jeśli wydarzy się sytuacja x to ja robię y, czyli np. „jak tylko wrócę po pracy do domu to idę biegać”. Stosując ten bardzo prosty zabieg psychologiczny, polegający na konkretyzacji celu, określamy kiedy i gdzie zamierzamy wcielać w życie to, co sobie zaplanowaliśmy. Nasz cel przestaje być „mglistym” założeniem i staje się jasny, konkretny, inaczej też działa na psychikę.

Droga do celu

To, co warto mieć na uwadze to fakt, że od samego celu ważniejsza jest droga, która do niego prowadzi – ona właśnie świadczy o naszej skuteczności. Nie warto skupiać się od razu na wymarzonym sukcesie, ale zaplanować plan realizacji, zgodny z tym, co jest dla nas naprawdę ważne. Jak radzi psycholożka: - To, co może nam pomóc, to skupienie się na procesie dążenia do celu. Wyobrażanie sobie kolejnych kroków działania, które muszą być podjęte, aby uzyskać wymarzony efekt sprawia, że zaczynamy dostrzegać wzajemne powiązania pomiędzy poszczególnymi etapami działania, formułując w ten sposób spójny plan akcji. Dostrzegamy także przeszkody, które mogą się pojawić i utrudnić nam dążenia, dzięki czemu jesteśmy w stanie przygotować „plan B”. To właśnie droga prowadząca nas do upragnionego celu jest kluczem do sukcesu, który staje się wówczas miłym „produktem ubocznym” naszej efektywności.

Dwa procesy zarządzania sobą, które zawsze powinniśmy mieć na uwadze

Mamy już jasno określony cel, który chcemy osiągnąć. Opracowaliśmy plan działania. Jednak, gdy zbliża się moment, w którym musimy włożyć trochę wysiłku, żeby realizację celu rozpocząć, albo musimy przemóc „niechcenie”, żeby go kontynuować, zaczynamy szukać wymówek… Dlaczego tak się dzieje?

– Dzieje się tak dlatego, że możemy wyróżnić dwa rodzaje procesów zarządzania sobą. Pierwszy rodzaj procesów to tak zwane procesy samoregulacyjne. Polegają one na tym, że koncentrujemy się wokół podnoszenia swojego dobrostanu, swojego samopoczucia, swojego nastroju, czyli mówiąc ogólnie: sprawiamy sobie przyjemność. Drugi rodzaj procesów zarządzania sobą to procesy samokontrolne. One polegają na tym, że gdy postawię sobie cel to ja się siebie nie pytam „czy ja mam ochotę ten cel dzisiaj wdrażać?” – tylko ja go po prostu wdrażam. Procesy samokontrolne koncentrują się wokół zdyscyplinowania się na tyle, aby pociągnąć realizację celu, czyli po prostu: tworzymy plan działania i zaczynamy go wcielać w życie. – podsumowuje dr Ewa Jarczewska-Gerc i dodaje: Ktoś mógłby powiedzieć „no dobrze, ale ja wolę się samoregulować i trzeba też mieć trochę przyjemności od życia”. Tylko problem polega na tym, że kiedy ta równowaga zostanie zachwiana w kierunku tych procesów samoregulacyjnych to na końcu tej drogi nasz nastrój ucierpi. Dlaczego? – Dlatego, że jeżeli my każdego dnia będziemy wracać do domu i nie będziemy realizować faktycznie swojego celu (jak bieganie po pracy), tylko położymy się na kanapie, zaczniemy objadać się lodami i oglądać telewizję… po godzinie przyjdzie lekki dołek. Bo znowu nie byliśmy skuteczni! Znowu nie zrobiliśmy tego, co sobie założyliśmy! Tylko leżymy i tyjemy. I tak naprawdę nasz nastrój zaczynie spadać. Rośnie nam wtedy napięcie i mamy coraz mniej energii. Ale jeśli, mimo wszystko, zmobilizujemy się i pójdziemy pobiegać, to być może na początku odczujemy pewien dyskomfort (bo to jest jednak wyjście poza strefę swojego komfortu: musimy założyć ubrania, wyjść na dwój, pada śnieg, deszcz, jest zimno itd.), ale po chwili zacznie działać fizjologia, czyli zaczną wydzielać się endorfiny, które spowodują, że odczujemy przyjemność… przede wszystkim jednak to, że dotrzymaliśmy sobie słowa, spowoduje, że będziemy dumni z siebie. Myślimy sobie wówczas „teraz to ja już mogę wszystko, dlatego, że pokonałam swoje słabości.”

Zmaganie się z celem oznacza zmaganie się z własnymi słabościami, pokonywanie samego siebie.
Jeżeli nam uda się to zrobić - jest to bezcenne. Daje nam nie tylko doskonałe samopoczucie, ale także wysoką samoocenę, która będzie stabilna. Będziemy wiedzieć, że nawet drobne niepowodzenia nie są w stanie zachwiać naszym poczuciem wartości, ponieważ jesteśmy skuteczni: gdy sobie cel postawimy to konsekwentnie go realizujemy, dążymy do jego osiągnięcia – i to sprawia, że na końcu drogi nasz nastrój będzie bardzo dobry.

Jak utrzymać motywację na odpowiednim poziomie? Uważaj na krytyczny punkt „trzech miesięcy”

Załóżmy, że weszliśmy na drogę do celu. Udało nam się zacząć. Codziennie realizujemy kolejne postanowienia. Jednak po jakimś czasie nasz entuzjazm opada, żar się wypala i znowu dążenie do celu staje się trudne. – Dzieje się tak dlatego, że na początku , po przekroczeniu naszego psychologicznego rubikonu, gdy powiemy sobie „dobrze, kości zostały zrucone, przekraczam most, most zostaje spalony, nie mam już innego wyjścia i wchodzę w to”, siły w polu psychologicznym, które pchają nas do zmiany są bardzo mocne. My ich nie widzimy, ale to są siły psychologiczne, emocjonalne, motywacyjne, które nas pchają do tego, żeby działanie znalazło swój finał, żeby się domknęło (dążymy do domknięcia struktury). Jednak, po jakimś czasie, te siły po prostu się rozpraszają. Tej energii do działania jest nieco mniej i to jest absolutnie naturalne. Problem polega na tym, co my robimy z tym dalej. Mówi się, że trzy miesiące to jest taki okres, w którym wykształca się pewien nawyk, a więc możemy uznać, że potem zmiana będzie już trwała. – tłumaczy dr Jarczewska-Gerc.

– Warto tu jednak zwrócić uwagę na badania dotyczące zmiany diety (brały w nim udział kobiety chcące spożywać więcej warzyw i owoców w swojej diecie), które zostały przeprowadzone przez znaną badaczkę Gabriele Oettingen i Petera Gollwitzer’a (znane nazwisko w świecie badań nad motywacją). To badanie trwało 24 miesiące. I co się okazało? - Osoby, które zostały wyposażone w warsztat umiejętności, które mają podtrzymać zmianę działania, czyli zmianę stylu życia, były na końcu tej drogi, po tych 24 miesiącach, zdecydowanie bardziej skuteczne, niż ci, którzy tylko sobie postanowili, że takiej zmiany dokonają. I co ciekawe: „rozjazd” między badanymi pojawił się dopiero po trzech miesiącach.

Trzy miesiące to jest taki okres, po którym albo będziemy potrafili podtrzymać swoje działanie, albo nie widząc, że jest to dość zdradliwy moment, ulegniemy różnym pokusom. To jest czas, kiedy nam się wydaje, że już nie zejdziemy z obranego kursu, bo minęły aż trzy miesiące… Bądźmy jednak czujni – to może być właśnie ten moment, kiedy nastąpi rozproszenie sił i nie podtrzymamy swojego działania.

Kto ciężko przechodzi porażki?

Może się zdarzyć, że pomimo naszych starań i wysiłków ponosimy jednak porażkę. Jak się do niej odnieść w zdrowy sposób? Dlaczego jedni stają się po upadkach silniejsi, a inni tracą poczucie sensu?

Carol Dweck, amerykańska psycholożka, profesor Stanford University, w swojej pracy naukowej analizuje koncepcje, które mają ludzie w odniesieniu do siebie, i których używają do kształtowania siebie i kierowania swoim zachowaniem. W swoich badaniach porusza m.in. temat przyczyny, która stoi za tym, że jedni ludzie po porażkach się podnoszą, rozwijają, a drudzy załamują. Jak się okazuje, czynnikiem, który odgrywa tu znaczącą rolę jest przekonanie o zmienności lub o stałości naszej osobowości, naszych zdolności, naszej inteligencji. Niektórzy po prostu wierzą w to, że człowiek jest stały i się nie zmienia.

– Jeżeli jesteśmy przekonani o tym, że już się ukonstytuowaliśmy i że jesteśmy stali w naszej osobowości, w naszych przekonaniach, naszych postawach (co oczywiście jest tylko pozorne, bo nic nie jest bardziej pewnego niż zmiana), to takie przekonanie powoduje, że porażka jest dowodem na to, że jesteśmy beznadziejni. Bo skoro ja jestem jakaś, określona, i działam, a nagle okazuje się, że droga, którą szłam nie przyniosła mi zamierzonego efektu, to znaczy, że jestem do niczego. A skoro moje postawy są stałe - to znaczy, że ja nie mogę się zmienić. To znaczy, że sytuacja jest beznadziejna i nie ma nadziei na lepsze jutro. – podsumowuje dr Jarczewska-Gerc. – W momencie, kiedy wierzymy w zmianę (co jest bliższe prawdzie), wierzymy w to, że zawsze istnieje nadzieja i szansa na to, że możemy się zmienić, wówczas, niezależnie od tego czy tak jest w istocie, czy nie (czynnik obiektywny jest mniej ważny jeżeli w to wierzymy), możemy potraktować porażkę jako okoliczność do tego, żeby tej zmiany dokonać. Traktujemy wówczas niepowodzenia jako informację zwrotną, mówiącą nam o tym, że kierunek, jaki wybraliśmy, czy być może środki - po prostu nie zostały dobrane we właściwy sposób.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc, zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi. 

Źródło: materiały prasowe SWPS

  1. Kultura

Filmy, które inspirują do zmiany, pozytywnego myślenia i docenienia codzienności

Robert De Niro i Anne Hathaway w filmie
Robert De Niro i Anne Hathaway w filmie "Praktykant". (Fot. materiały prasowe Warner Bros)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Wielu z was spisało już pewnie listę noworocznych postanowień. Z ich realizacją często bywa różnie, jednak nie należy tracić nadziei. Na sylwestrowy wieczór polecamy wam filmy, które nie tylko inspirują i motywują do zmiany, ale też zachęcają do pozytywnego myślenia i docenienia codzienności. 

"Maiden"

Znakomity dokument "Maiden" powinny obejrzeć przede wszystkim kobiety, i to w każdym wieku. Gwarantujemy, że historia ta sprawi, że nabierzecie wiatru w żagle. W 1989 roku grupa odważnych dziewczyn stworzyła pierwszą w historii kobiecą załogę startującą w prestiżowych i ekstremalnie niebezpiecznych regatach Whitbread Round the World Race. Na morzu walczyły o szacunek, uznanie, a także należne kobietom miejsce w społeczeństwie. Przeciwnikiem był groźny żywioł, ale też lekceważenie i pogarda innych. Bohaterki filmu przetarły jednak szlak kolejnym pokoleniom buntowniczek i udowodniły, że w życiu da się pokonać wszelkie uprzedzenia i przesunąć każde granice. „Maiden” to film o temperaturze kina akcji i zarazem pasjonująca opowieść o kobiecej sile, determinacji, marzeniach i wolności. Trzyma w napięciu jak najlepsza sportowa rozgrywka. Wzrusza, inspiruje i motywuje.

Film dostępny na cineman.pl oraz vod.pl.

Kadr z filmu 'Maiden'. (Fot. materiały prasowe Gutek Film) Kadr z filmu "Maiden". (Fot. materiały prasowe Gutek Film)

"Praktykant"

Życie na emeryturze może być naprawdę fascynujące. Główny bohater filmu "Praktykant", 70-letni wdowiec Ben Whittaker, jest tego najlepszym przykładem. Wykorzystując nadarzającą się okazję, aby wrócić do aktywnego życia, mężczyzna zatrudnia się jako starszy stażysta w redakcji strony internetowej poświęconej modzie, założonej i prowadzonej przez Jules Ostin. Podczas nieuchronnego zderzenia pokoleń, obydwoje odkrywają wartość prawdziwej przyjaźni. "Praktykant". w reżyserii wielokrotnie nagradzanej Nancy Meyers zachwyci was wciągającą fabułą i znakomitym aktorstwem (w rolach głównych laureaci Oscara Robert De Niro oraz Anne Hathaway). To z pozoru nieco banalny, lecz jednocześnie niesamowicie ciepły film o sile przyjaźni, który zmusza widza do refleksji nad tym, co tak naprawdę jest ważne w życiu.

Film dostępny na platformie Netflix.

Kadr z filmu 'Praktykant'. (Fot. materiały prasowe Warner Bros) Kadr z filmu "Praktykant". (Fot. materiały prasowe Warner Bros)

"Pan od muzyki"

Skromny i zakompleksiony nauczyciel muzyki Clément Mathieu (w tej roli Gérard Jugnot) boryka się z brakiem pracy. W końcu przyjmuje posadę wychowawcy w szkole dla trudnej młodzieży, w której panuje żelazna dyscyplina. Relacje między uczniami a pedagogami są bardzo napięte. Oszołomiony nieprzyjazną atmosferą, a zwłaszcza nieudolnymi próbami zaprowadzenia żelaznej dyscypliny przez dyrektora, postanawia zmienić życie wychowanków. Mimo trudnych początków, Mathieu stopniowo zdobywa szacunek podopiecznych. Dzięki niekonwencjonalnym metodom nauczania udaje mu się także wprowadzić ich w czarodziejski świat muzyki. Film okazał się światowym sukcesem i zdobył wiele prestiżowych wyróżnień, w tym nominacje do Oscara i Złotego Globu. To piękny, inspirujący i wzruszający obraz, który pozostaje nie tylko w pamięci, ale też w sercu widza.

Film dostępny na platformie HBO GO.

Kadr z filmu 'Pan od muzyki'. (Fot. NG Collection/Interfoto/Forum) Kadr z filmu "Pan od muzyki". (Fot. NG Collection/Interfoto/Forum)

"Sekretne życie Waltera Mitty"

A teraz propozycja dla wszystkich marzycieli. Walter Mitty pracuje jako fotoedytor w tygodniku "LIFE", w którym publikowane są jedne z najciekawszych zdjęć na świecie. Pewnego dnia dowiaduje się, że gazeta ma przejść w format cyfrowy, a jemu samemu grozi utrata pracy. W ferworze przygotowań ostatniego papierowego wydania magazynu, ginie fotografia autorstwa Seana OʼConnella, która ma odegrać kluczową rolę w numerze. Walter wyrusza więc w świat w poszukiwaniu autora zdjęcia. Film jest ekranizacją opowiadania Jamesa Thurbera z 1939 roku, z Benem Stillerem po obu stronach kamery. W obsadzie znaleźli się też znani amerykańscy aktorzy, m.in. dwukrotny zdobywca Oscara Sean Penn, Kristen Wiig oraz Adam Scott. To historia, która z pewnością was zainspiruje i zmusi do działania.

Film dostępny na player.pl.

Kadr z filmu 'Sekretne życie Waltera Mitty'. (Fot. NG Collection/Interfoto/Forum) Kadr z filmu "Sekretne życie Waltera Mitty". (Fot. NG Collection/Interfoto/Forum)

"Dobry rok"

W ekranizacji powieści Petera Mayle'a "Dobry rok", Ridley Scott zaprasza nas do słonecznej Prowansji. Londyński bankier Max Skinner bardzo lubi swoją pracę i życie w mieście. Pewnego dnia dowiaduje się o spadku, który pozostawił mu zmarły wuj. Max dziedziczy piękną, ale podupadającą posiadłość w Prowansji, w której znajduje się działająca od 30 lat winnica. Mężczyzna jedzie więc na francuską wieś z zamiarem sprzedania majątku. W tym samym czasie okazuje się, że jego dalsza giełdowa kariera stoi pod znakiem zapytania. W sielskiej atmosferze, w otoczeniu winnic zaczyna wspominać swoje dzieciństwo, coraz bardziej przyzwyczaja się do prostego życia na wsi i odnawia kontakt ze swoją dawną miłością, właścicielką lokalnej kawiarni. To spokojny, refleksyjny film z pięknymi krajobrazami w tle i znakomitą obsadą (w rolach głównych Russell Crowe, Marion Cotillard oraz Albert Finney). Kieliszek wina do seansu - obowiązkowy!

Film obejrzeć można w piątek 1 stycznia o 17:40, sobotę 2 stycznia o 15:15 oraz poniedziałek 4 stycznia o 9:40 w Kino TV oraz w piątek 1 stycznia o 20:00 i niedzielę 3 stycznia o 15:45 w Stopklatce.

Kadr z filmu 'Dobry rok'. (Fot. Rights Managed/Mary Evans Picture Librar/Forum) Kadr z filmu "Dobry rok". (Fot. Rights Managed/Mary Evans Picture Librar/Forum)