1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Co najszybciej poprawia humor?

Co najszybciej poprawia humor?

fot.123rf
fot.123rf
Raj Raghunathan, psycholog społeczny, wskazuje sposoby, które najszybciej poprawiają ludziom humor. 0to 10 błyskawicznych „poprawiaczy” nastroju.

1. Intensywny wysiłek fizyczny

Pobiegaj, pograj w koszykówkę, pojeździj na rowerze, idź do klubu fitness albo potańcz zumbę. Nawet spacer po parku szybkim krokiem potrafi wybić z rytmu umysł, który jest zaprzątnięty negatywnymi myślami. Po takim treningu, gdy przezwyciężysz swoją niechęć do ruchu, poczujesz się znacznie lepiej.

2. Czas spędzony z przyjaciółmi

Przyjaciele uszczęśliwiają. Gdy jesteśmy w kiepskiej formie, zwykle nie chcemy wchodzić w interakcje z innymi. Tymczasem dobre towarzystwo jest skutecznym sposobem na to, żeby odzyskać humor. Kiedy przebywamy z ludźmi, odwracamy uwagę od własnych trudnych spraw i męczących myśli.

3. Umiarkowana ilość alkoholu

Lampka wina, nie więcej, jak pokazują badania, doskonale odpręża i przywraca dobre samopoczucie. Umiarkowana dawka alkoholu pomaga pozbyć się zahamowań oraz łagodzi skłonność do zamartwiania się. Trzeba jednak umieć zatrzymać się na kilku łykach wina, bo inaczej złe samopoczucie za jakiś czas wróci zwielokrotnione.

4. Zadbanie o wygląd

Umyj włosy, ubierz się ładnie, użyj dobrych perfum i wyjdź. Jesteśmy istotami społecznymi, co oznacza, że martwimy się tym, co myślą o nas inni. Jeśli dajemy im powód, żeby się nami zachwycili, nasz pesymizm maleje w zastraszającym tempie. Od razu czujemy się o wiele lepiej, a o to nam przecież chodzi, gdy chcemy poprawić sobie humor.

5. Powrót do dobrych wspomnień

Na nowo przeżywając „te stare dobre czasy”, możemy błyskawicznie wprawić się w świetny humor. Badania pokazują, że ludzie którzy mają pozytywne wspomnienia, są szczęśliwsi. Dlatego przypomnij sobie czas, w którym było ci dobrze i uśmiechnij się do siebie.

6. Śmieszny, wzruszający film

Niektórzy ludzie wolą komedie, inni komedie romantyczne, a jeszcze inni melodramaty. Niezależnie od tego, oglądanie ulubionych filmów wpływa na nas bardzo pozytywnie.

7. Rozmowa z mądrą, doświadczoną osobą

To może być babcia, którą szanujesz, sąsiadka, terapeuta, ktoś, kogo obecność jest kojąca dzięki życiowej mądrości, którą emanuje. Tacy ludzie mają w sobie wewnętrzny spokój, który staje się zaraźliwy. Po takim spotkaniu ze zmartwionego, zestresowanego człowieka przeobrażamy się wówczas w zadowolonego i uspokojonego osobnika.

8. Działanie

Zrób coś, chociażby wyjmij naczynia ze zmywarki albo je tam włóż. Chodzi tutaj o poczucie skuteczności, które pozwala nam dobrze się poczuć. Zrób coś prostego i łatwego, a znajdziesz się na dobrej drodze do dobrego samopoczucia.

9. Mały akt dobroci

Najsilniejszym wyznacznikiem tego, jak się czujemy, jest historia o tym, kim jesteśmy. Jeśli możemy poczuć się wielkodusznie i wspaniałomyślnie, oczywiste jest że dobry nastrój nam wróci. Kupienie dziecku zabawki, zrobienie partnerowi jego ulubionej herbaty, wsparcie przyjaciółki – spróbuj tych sposobów, a poczujesz, że znowu chce ci się żyć.

10. Bliżej natury

Wybierz się do parku, do lasu, nad rzekę. Popatrz się na zieleń, wodę, poczuj pod stopami ziemię, przytul się do drzewa. Głęboko oddychaj i odbieraj świat zmysłami. Patrz, słuchaj, wąchaj. Nie myśl. Po około 20 minutach zły nastrój cię opuści.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Monica Bellucci - doskonałość nie istnieje

Monica Bellucci (Fot. Alessandro Bianchi/Forum)
Monica Bellucci (Fot. Alessandro Bianchi/Forum)
Choć była i jest podziwiana głównie za to, jak wygląda, nigdy nie uległa presji szczupłego ciała. Monica Bellucci kończy dziś 56 lat, a ma w sobie tyle samo seksapilu i apetytu na życie co 30 lat wcześniej. I o wiele lepiej czuje się w swojej skórze. Na łamach naszego portalu daje lekcję zdrowego podejścia do własnego wyglądu.

Przydomek „boska” przylgnął do niej właściwie od początku kariery. Jest najczęstszym określeniem, jakie pojawia się przy jej nazwisku w prasie, telewizji, ale też w komentarzach na portalach plotkarskich. Cóż, Monica Bellucci jest boska. Ma doskonałe rysy twarzy, pełną, kobiecą figurę, długie, falujące włosy, ale też jasność w sobie, grację, spokój i elegancję. Posągowa, a jednocześnie zmysłowa. Kiedy idzie, nieśpiesznie, majestatycznie, kołysząc biodrami, powietrze dookoła niej faluje. Do tego jej głos – niski, melodyjny, wydobywający się z pięknie wykrojonych ust, ułożonych niczym do pocałunku. Ostatnio na konferencji prasowej kokieteryjnie wyznała:

„Jestem bardzo nieśmiała. Wyobrażacie sobie, jaka bym była, gdybym nie była nieśmiała?!”

Makaron, wino i śmiech

Chyba żadna aktorka nie była tak często pytana o to, czy uroda pomaga jej w życiu. Monica Bellucci znosi te pytania z właściwym sobie spokojem, powtarzając do znudzenia, że wiele zawdzięcza swojemu wyglądowi – byłaby hipokrytką, gdyby uważała inaczej. W końcu to z powodu urody Francis Ford Coppola zaangażował ją do roli wampirzycy w filmie „Drakula”, który zapoczątkował jej aktorską karierę. „Uroda może być problemem, gdy kobieta jest głupia. Ale nie wtedy, kiedy kobieta wie, jak jej używać” – dodaje. „Zdaję sobie sprawę z tego, jakie wrażenie wywieram na mężczyznach. Wykorzystuję to, by osiągnąć swoje cele, ale oczywiście jestem świadoma delikatnej granicy, której przekroczyć nie zamierzam” – wyznała kilka lat temu w wywiadzie.

Często jest też pytana o nagość na ekranie, czy się jej nie wstydzi. „Aktorstwo to nie tylko słowa. Mówię też moim ciałem”. Nie krępuje się więc go pokazywać czy grać scen łóżkowych z własnym mężem. „Człowiek nie może żyć bez seksu. Gram dorosłe kobiety, które mają życie erotyczne”.

Sport? Kiedyś go nie cierpiała, ostatnio polubiła, od czasu drugiej ciąży (2010) ćwiczy z osobistym trenerem, ale nie jest osobą, która wstaje o 6 rano, by od razu biec na siłownię. „Nie jestem maszyną” – tłumaczy.

Moda? Tak, ale tylko z nią w roli głównej. Już w wieku 14 lat zarabiała jako modelka (dzięki czemu mogła opłacić studia prawnicze, które później rzuciła dla aktorstwa) i do dziś ma bardzo dobre relacje z projektantami. W gronie jej przyjaciół są m.in. z Stefano Dolce i Domenico Gabbana, była twarzą ich wiosennej kolekcji w 2012 roku, inspirowanej włoską kulturą i włoską rodziną. Dla D&G stworzyła też własną linię szminek. Ale nie śledzi najnowszych trendów. „Interesuję się modą w takim stopniu, w jakim ona ma dla mnie coś interesującego” – mówi. Jej styl jest klasyczny, raczej zachowawczy, ekstrawagancję zostawia tylko na wielkie wyjścia, ale też zachowuje umiar. „W moim sposobie ubierania się jest chyba coś bardzo włoskiego. Wybieram proste kroje, bo mam wystarczająco bujne kształty, i czasem zaszaleję z kolorem, ale jednak trzymam się klasyki” – zaznacza. „Czarna sukienka to kreacja idealna. Kiedy zdarza mi się przytyć, wkładam coś czarnego”.

Poprawianie urody? Nie jest w tej sprawie zbyt restrykcyjna. Uważa, że każdy powinien robić to, co jest dla niego najlepsze. Kiedy widzi starszą kobietę z twarzą ozdobioną zmarszczkami, nie jest zdziwiona, „nie myślę: powinna zrobić sobie lifting”, tak samo reaguje na widok kobiety w podobnym wieku z wygładzoną twarzą, „nie uważam, że powinno się piętnować kobiety poddające się zabiegom medycyny estetycznej”. Na razie woli swoje zmarszczki od operacji plastycznych, ale nie zarzeka się, że nigdy nie spróbuje.

Ulubione słowo? „Amore”, czyli „miłość, kochanie”. Dla niej wszystko jest amore, wszystko jest zmysłowe. „Wypowiadam je przynajmniej dwa tysiące razy dziennie” – przyznała w wywiadzie. „Mówię tak do dzieci, wszystkich dookoła nazywam mi amore”.

Nigdy nie stosowała drakońskich diet, brzydzi się zakazami. „Trzeba jeść zrównoważone posiłki: ryby, mięso i makarony” – radzi. Z drugiej strony…

„We Włoszech trudno utrzymać dietę. Tyle dań, tyle smakołyków… A do tego rozmawia się głównie przy jedzeniu”. Sekret jej urody? „Jedz makaron, rozkoszuj się winem, ciesz seksem, dużo śmiej i nie martw zbyt wiele. Kiedy piękno młodości przemija, nadal jest tyle powodów, dla których warto kochać życie”.

Lekko gorzkie dolce vita

W tym zamiłowaniu do dobrego jedzenia, celebracji chwil i swojej kobiecości jest bardzo włoska. „Nigdy nie wychodzę z domu bez szpilek i bez makijażu. Kobiety powinny kochać swoją kobiecość, podkreślać ją – dla poczucia własnej wartości” – mówi z przekonaniem. „Moja babcia nawet w wieku osiemdziesięciu paru lat przed wyjściem do kościoła sięgała po szminkę, aby zaznaczyć na ustach krwistoczerwoną kreskę. Makijaż i wysokie obcasy były dla niej codziennością. Może stąd się brała moja potrzeba dorosłości” – analizowała w jednym z wywiadów.

Julia Wollner, italianistka, którą pytam o to, czy w swoim podejściu do ciała aktorka też jest typowo włoska, odpowiada, że to dość skomplikowana sprawa. – Włochy to kraj estetów, ludzi od wieków niezwykle wrażliwych na piękno, a także przywiązujących wielką wagę do wizerunku. Czasem zbyt wielką. Monica Bellucci wielokrotnie była umieszczana na listach najseksowniejszych i najbardziej pożądanych kobiet świata, ale to między innymi jej współczesne kobiety zawdzięczają umiejętność łaskawszego spojrzenia na własne krągłości. Nigdy nie była przesadnie chuda, a w wywiadach chętnie podkreśla, jak ważne jest dla niej zmysłowe cieszenie się życiem, w tym tak istotne we Włoszech przyjemności stołu. Mogąc pochwalić się niezwykle kobiecą figurą i magnetyzującym spojrzeniem, skutecznie ucieka jednak od zaszufladkowania jako seksbomby, wcielając się także w role komediowe, pokazując się w filmach futurystycznych i baśniowych. Jeśli spojrzymy na najważniejsze wybrane przez nią scenariusze, trudno oprzeć się wrażeniu, że niejednokrotnie starała się pokazać, jak bardzo piękne ciało może być pułapką, przekleństwem, a przynajmniej – przeszkodą, z którą trzeba się zmierzyć.

Aktorka sama wyznaje, że szuka ról, w których będzie mogła pokazać głębię postaci, nie tylko jej piękno, a jeśli już, to piękno okrutne. O Persefonie, którą zagrała w filmie „Matrix: Rewolucje” mówiła: „Przyjęłam rolę w tym filmie, bo chciałam pokazać, jak zdradzieckie może być piękno. Coś, co uważamy za pociągające i szlachetne, może być w głębi niebezpieczne, mroczne i skażone. Ona jest piękna, ale w tym pięknie jest sama, jej wygląd odgradza ją od innych, jest barierą. To zresztą kompleks wielu atrakcyjnych kobiet”.

Choć Włochy traktuje jak dom, do którego zawsze chętnie wraca, Monica nie jest fanką wszystkich tradycji swojego kraju. Nie podoba jej się to, jak Kościół katolicki organizuje tutejsze życie, nie wierzy w zabobony. Najbardziej przeszkadza jej to, że w tradycyjnych Włoszech mężczyźnie więcej wolno. „W życie kobiety wpisane jest cierpienie, troska, lęk, zdrada – musi jednak to wszystko znosić z godnością, najlepiej w milczeniu, bo taki jej los. Mężczyzna przynosi pieniądze do domu, ale też korzysta dużo częściej z życiowych przyjemności” – mówi. „Kobiety w mojej rodzinie najczęściej akceptują przypisane im od lat role: gospodyni, żony, matki. Są szczęśliwe, ale też nie mają alternatywy. Ja chciałam mieć wybór”.

Najbardziej francuska z włoskich aktorek

Skąd u rodowitej Włoszki taka odwaga i bunt? To wszystko wpływ Francji, jej drugiej ojczyzny. „Włochy zaszczepiły we mnie pewien ideał macierzyństwa, a Francja potrzebę wolności. Choć uwielbiam kobiecość Włoszek, to dopiero we Francji zrozumiałam, jak ważne jest, by być nie tylko kobietą, ale i feministką” – tłumaczy. Właśnie przymierza się do wyprodukowania filmu o Tinie Modotti, włoskiej komunistce, fotografce i modelce, tworzącej od lat 20. do 40. XX wieku. „Jestem pod wrażeniem jej nowoczesności i odwagi. Była kobietą wielkiej pasji, wolnym duchem, co w czasach, kiedy żyła, i we Włoszech, gdzie kobieta nie mogła istnieć bez mężczyzny, było niezwykle pionierskie”. Podczas tegorocznego festiwalu w Cannes, którego Monica była gospodynią i mistrzynią ceremonii, podkreślała, jak bardzo cieszy się, że w konkursie swoje dzieła prezentuje aż 12 reżyserek, a w jury zasiada Pedro Almodóvar, który „zrobił tyle pięknych filmów o kobietach”.

Zawsze wymienia aktorki, kobiety, które podziwiała jako młoda dziewczyna: Sophię Loren, Ginę Lollobrigidę. Mimo to nie ma złudzeń, że w kwestii kobiecej solidarności jest jeszcze dużo do zrobienia. „Największym zagrożeniem dla kobiet są same kobiety. Nie ma między nami lojalności, traktujemy siebie jak rywalki, w walce o mężczyznę jesteśmy bezwzględne, gotowe na największe poświęcenie” – gorzko mówiła kilkanaście lat temu przy okazji premiery filmu „Malena”, w którym grana przez nią bohaterka doświadcza ostracyzmu sąsiadek z miasteczka.

Monica Bellucci dała światu, a zwłaszcza kobietom, coś więcej niż swoje role. Przede wszystkim, choć była i jest podziwiana głównie za to, jak wygląda, nigdy nie uległa presji idealnego ciała. „Oczywiście, chcę być w dobrej formie, ale nigdy nie czułam potrzeby bycia chudą”. Wspominając zmysłową scenę otwierającą film „Gorące lato”, którą zagrała miesiąc po urodzeniu córki, powiedziała: „Byłam wtedy bardzo pulchna. Współczesne kobiety boją się takiego ciała. Grałam femme fatale, a co dwie godziny miałam przerwę na karmienie piersią. To było zabawne”.

Jest żywą reklamą późnego macierzyństwa. Pierwszą córkę, Devę, urodziła w wieku 40 lat, drugą, Léonie, w wieku 46. Nigdy się nie spieszy, zwłaszcza w ważnych sprawach, nie spieszyła się też z macierzyństwem. „Ja wszystko w życiu robię późno. Zanim podejmę decyzję, muszę być spokojna, muszę wiedzieć i czuć, że wszystko jest na swoim miejscu. Wiem, że są kobiety, które mają po 20 lat i są wspaniałymi matkami, ale ja w tym wieku nie myślałam jeszcze o dzieciach. Dziś jest zupełnie inaczej. Mogę siedzieć z dziewczynkami w domu bez poczucia, że coś tracę”. Nie spieszyła się też z drugim dzieckiem. „Początkowo chciałam zajść w ciążę szybko po pierwszej, ale dość długo karmiłam piersią i chciałam spędzić więcej czasu tylko z Devą. Naprawdę dobrze ją poznać”.

Walczy ze stereotypami na temat roli kobiety. Kiedy po rozwodzie z Vincentem Casselem włoskie „Vanity Fair” spytało ją, jak radzi sobie jako singielka, powiedziała: „Czuję się doskonale. Chciałabym przekazać moim córkom, że posiadanie męża czy partnera nie jest przymusem ani obowiązkiem. Samotność nie powinna nas przerażać. Zwłaszcza po wielu latach małżeństwa czy bycia w związku nie ma nic lepszego niż pobyć samemu ze sobą”. No a to, że w wieku 50 lat zagrała „dziewczynę Bonda”? „Nie gram dziewczyny Bonda, ale kobietę Bonda” – protestowała. Denerwuje ją to, że prawo do bycia sexy daje się jedynie młodym kobietom. „Nadal jestem seksowną kobietą, seks tak naprawdę rodzi się w mózgu”. Podczas premiery „Na mlecznej drodze” Emira Kusturicy, w którym gra ukochaną głównego bohatera, powiedziała: „Ten film udowadnia, że miłość i erotyka to nie kwestia wieku, ale energii życiowej”. Niedawno, w wieku 52 lat, pozowała nago w basenie dla francuskiego „Paris Match”. „Lubię pozować nago” – wzruszyła ramionami na natrętne pytanie, dlaczego „odważyła się” na taką sesję.

Nie – znów ze spokojem odpowiada na to samo pytanie – nie boi się starości i upływu czasu. „Marzy mi się żyć w dobrym zdrowiu i w wieku 150 lat nadal pić cappuccino z moimi koleżankami”.

„Czuję się w swojej skórze znacznie lepiej niż gdy miałam 20 lat. Jestem pewna siebie, lepiej sobie radzę z problemami. Akceptuję siebie taką, jaką jestem i wiem, że doskonałość nie istnieje”
Monica Bellucci przyszła na świat w 1964 r. w małej miejscowości Città de Castello w Umbrii we Włoszech jako jedyna córka Pasquale, właściciela firmy spedycyjnej, i Brunelli, gospodyni domowej. Pracuje od 14 roku życia, najpierw jako modelka, potem aktorka. Ma na swoim koncie kilkadziesiąt ról, mówi płynnie w trzech językach. W ostatnim filmie, „Na mlecznej drodze”, który wchodzi do kin 27 lipca – także po serbsku. Z małżeństwa z aktorem Vincentem Casselem, z którym rozwiodła się w 2013 roku, ma dwie córki. Obecnie mieszka w Paryżu, ale wkrótce z dziećmi i nowym partnerem chce przeprowadzić się do Lizbony.

  1. Styl Życia

Niech ta jesień będzie inna! Jak nie dać się chandrze?

(Fot. Getty Images)
(Fot. Getty Images)
Dla wielu z nas jesień oznacza kryzys w rocznym cyklu życia. A kryzys ma to do siebie, że albo da nam siłę do walki, albo powali i osłabi. Wybierzmy pierwszą opcję i skonfrontujmy się ze wszystkim, co trudne. Nie po to, żeby cierpieć, lecz by móc to zmienić. A wiosną powiedzieć sobie: „Ale szybko minęła ta szarówka. Zrobiłam tyle fajnych rzeczy, że nawet nie zdążyłam załamać się pogodą”.

Dla wielu z nas jesień oznacza kryzys w rocznym cyklu życia. A kryzys ma to do siebie, że albo da nam siłę do walki, albo osłabi. Wybierzmy pierwszą opcję i skonfrontujmy się ze wszystkim, co trudne. Nie po to, żeby cierpieć, lecz aby móc to zmienić.

Dla większości z nas życie toczy się w dwóch światach: wiosenno-letnim, kojarzonym z radością i aktywnością oraz jesienno-zimowym, utożsamianym z brakiem energii, a nawet z melancholią. Temu podziałowi sprzyja klimat. Ale czy musimy się mu poddawać? To nie pory roku powinny decydować o tym, jak wygląda nasze życie. Uświadomienie sobie tego może być pierwszym krokiem do zmian. Niech ta jesień będzie inna. Koniec z mówieniem: „Byle do wiosny”, i z obiecywaniem: „Wiosną schudnę, poszukam nowej pracy, wyjdę do ludzi”. Takie odraczanie różnych działań tylko pogarsza nasze samopoczucie. Czujemy złość, bo zaczynamy postrzegać się jako osoby słabe. Bezczynność karmi też wszystkie lęki.

Ja i jesień - mój rozwój

„Zapiszę się na angielski, francuski, zacznę nowe studia” – obiecujemy sobie. I nic z tym nie robimy. A potem zazdrościmy komuś, kto dobrze zna język albo ciągle się dokształca. Złościmy się na siebie, że kiedyś coś zaniedbałyśmy. Im większą czujemy złość, tym mniej chce nam się zacząć. Dlaczego rezygnujemy z tego, co dla nas ważne? – Naszym największym wrogiem jest wewnętrzny opór – mówi Małgorzata Ohme, psycholożka i psychoterapeutka. – Istotne, żeby zobaczyć, z czego on wynika. Czasem winne jest tzw. wyobrażenie poznawcze, czyli wizja tego, ile trzeba będzie poświęcić czasu i energii, aby osiągnąć cel. Tak jakby edukacja była potworem, który wtargnie do naszego świata i zdestabilizuje dotychczasowy porządek. Czasem przyczyną są stereotypy. „Nauka w tym wieku? To wariactwo. Kształcenie jest dla młodych”. Często też nie chcemy się konfrontować z własnymi emocjami, choćby ze wstydem wynikającym z poczucia, że jesteśmy kimś gorszym (a przecież podczas lekcji to się wyda).

Gdy już wiemy, czego się boimy, możemy to zwizualizować. W taki sposób często z naszymi lękami pracują terapeuci. Załóżmy, że najtrudniejszy jest wstyd. Terapeuta spytałby: „Co może się stać najgorszego podczas pierwszych zajęć nauki języka?”. Usłyszałby na przykład: „Może się okazać, że jestem najsłabsza”. Dopytałby: „Ale co konkretnie znaczy dla ciebie "najsłabsza"? Może to, że nie odezwiesz się na lekcjach? Albo że nie będziesz potrafiła prowadzić swobodnej konwersacji? Bądź jako jedyna uciekniesz z zajęć i więcej się na nich nie pojawisz?”. Kolejne pytanie dotyczy tego, jak możesz sobie z tym poradzić – na przykład umawiając się ze sobą, że niezależnie od wszystkiego wytrzymasz trzy zajęcia albo porozmawiasz z koleżanką, która biegle zna język. Po co to robić? Żeby urealnić złudzenie, że ona jest wybitna. Może się okazać, że studiowała za granicą lub w dzieciństwie była z rodzicami na placówce. Urealnienie jest pomocne w odzyskiwaniu poczucia własnej wartości. Kolejny skrypt: „Jestem za stara” – też można urealnić. Każdy z nas przecież zna ludzi, którzy zaczynają robić coś późno: po pięćdziesiątce bronią doktoratu, zaczynają naukę języka, a nawet zmieniają zawód. Przykłady takich osób mogą nas zmotywować.

Karolina Cwalina, coach, twórczyni projektu „Sexy zaczyna się w głowie”, proponuje metodę, która pozwoli nam zacząć coś nowego. – Proszę klientki, żeby wyobraziły sobie, jak się czują z tym, że nie porozumiewają się dobrze po angielsku, niemiecku lub francusku. Mówią o złości, frustracji, zazdrości, poczuciu winy. Potem proponuję, żeby wyobraziły sobie siebie, gdy już podszkolą język – jakby to wpłynęło na różne obszary ich życia? Jeśli chodzi o pracę, najczęściej opowiadają o większych możliwościach rozwoju i awansu. Życie osobiste i przyjacielskie – brak poczucia wstydu, gdy podróżujesz z przyjaciółmi, możliwość załatwienia sprawy w każdym kraju. Gdy nazwiemy profity, które uzyskamy dzięki nauce, poczujemy przyszłą satysfakcję – dzięki temu łatwiej nam będzie zapisać się na zajęcia.

Rozbrajamy też bombę: „To zajmie mi tyle czasu…”. Nauka nie polega na tym, że każdego wieczoru ślęczymy w domu nad książkami. Zaczyna się od małych kroków, które wspólnie ustalamy, na przykład: kilka słówek dziennie, raz w tygodniu film w oryginalnej wersji językowej. Co zyskujemy? Latem mamy już za sobą co najmniej pół roku pracy – i nie chodzi tylko o naukę języka, ale także o wzrost poczucia wpływu i własnej sprawczości.

Ja i jesień - moje ciało

Lato jest dla naszego ciała bezlitosne. Obnaża wszystkie jego niedoskonałości. Obnaża też w jakimś sensie nas, bo żyjemy w czasach, gdy zadbane ciało jest synonimem siły, samokontroli i sukcesu. Jeśli jest za grube, za blade, za obłe – czujemy się źle. To trochę tak, jakbyśmy mieli wypisane na czole: „Nie radzę sobie ze sobą”. W efekcie, często z powodu lęku przed opinią innych lub z obawy przed konfrontacją ze swoimi głębszymi uczuciami, zaczynamy wiosną tresować ciało i je katować: głodówka albo monodiety, intensywne ćwiczenia… Ile w tym prawdziwego kontaktu ze swoją fizycznością i rozumienia jej?

Jesienią zaś ciało schodzi na dalszy plan. Schowane pod grubym ubraniem, ukryte pod płaszczem – przestaje być dla nas priorytetem. Wcześniej musztrowane, teraz zostaje zaniedbane. Nie służy mu nadmierna ilość alkoholu i inne używki, niezdrowe jedzenie oraz nadmierna praca.

– Zapominamy też, że zła komunikacja z ciałem wpływa negatywnie na nasze samopoczucie – mówi Małgorzata Ohme. – I tak wpadamy w błędne koło, bo wiosną mamy kilka kilogramów więcej, jesteśmy nieszczęśliwe i zmęczone. Tymczasem jesień to idealny czas, żeby odzyskać kontakt z ciałem. Otoczyć je troską i czułością, a nie traktować jak surowy nauczyciel czy rodzic, który stawia mu tylko wymagania. Pierwsze pytanie mogłoby brzmieć: „Co ukrywam pod warstwą tłuszczu: lęk, złość, jakieś zranienie?”. Drugie: „Co jest dla mnie naprawdę ważne i dlaczego?”. Mimo społecznej presji nie musimy wszystkie być takie same.

Warto zwizualizować to, jak chcemy wyglądać, oraz co będziemy czuły, gdy to się uda: co zyskamy, a czego na przykład boimy się zyskać. Część kobiet podświadomie boi się być szczupła, bo wiążą to z wybuchem seksualności, otwartością na mężczyzn, a one tego nie chcą. Powodem może być lęk przed zranieniem, utratą związku lub zmianą w życiu.

Następnie musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego za dużo jemy. Dla wielu z nas jedzenie wiąże się z konkretnymi emocjami, choćby nudą. Latem mamy więcej bodźców, by być aktywnym. Ich brak jesienią możemy odreagowywać, pochłaniając jedzenie. Zajadać możemy też smutek, rozpacz, czasem złość i stres. Ważne, by rozpoznać własny przypadek i, gdy pojawi się dana emocja, rozładowywać ją w inny sposób: pójść na masaż, akupunkturę, spotkać się z przyjaciółmi. Albo poćwiczyć – nie musimy kompulsywnie angażować się w bieganie, chodzenie na siłownię, basen lub jogę. Tym razem (to plus) czas nikogo nie goni. Niektórzy psychoterapeuci proponują następującą technikę: rozbierz się, stań przed lustrem, dotykaj się z czułością, a w końcu zapytaj swoje ciało: „Hej, czego potrzebujesz? Jak mam o ciebie zadbać?”. Zaufaj pierwszej intuicyjnej odpowiedzi – możesz czuć wstręt na samą myśl o bieganiu, ale joga już nie będzie budzić takich emocji. Nieważne, co jest modne – czasem wystarczy zacząć od spacerów czy wyjścia w niedzielę na basen. Istotne, żeby tej jesieni przyświecała nam myśl: „Nie udaję, że mojego ciała nie ma. Codziennie przeznaczam pół godziny na to, żeby coś dla niego zrobić, nawet jeżeli ma to być tylko długa relaksująca kąpiel”.

Ja i jesień - sprawy zamiecione pod dywan

Niewniesiony pozew rozwodowy, choć minęło już tyle miesięcy, a nawet lat. Nieuregulowana kwestia alimentów, długi, brak ważnych dokumentów, wciąż odkładana wizyta u lekarza. Prawie każda z nas ma sprawę wymagającą załatwienia – czasem drobiazg, który jednak uwiera. Lato to nie zawsze dobry moment na konfrontację (a raczej doskonały moment, by unikać trudnych spraw), bo wakacje, wyjazdy, relaks… „Nic na to nie poradzę, inni też tak mają” – racjonalizujemy. Jesienią jednak stare sprawy często wracają. Możemy znów ich unikać, powtarzając: „Zajmę się tym, ale nie teraz. Wystarczy, że za oknem jest koszmarnie”. Ale możemy też spróbować zachować się dojrzale i zająć się załatwianiem tego, co wydaje się trudne. Małgorzata Ohme: – Za brakiem działań zwykle kryje się strach. To tak, jakbyśmy stały za zamkniętymi drzwiami i panicznie bały się je otworzyć, bo w pokoju, do którego nie chcemy wejść, jest bałagan. Tylko że jak unikamy wkroczenia do niego, bałagan narasta.

Im dłużej analizujemy, tym trudniej zrobić pierwszy krok. Weźmy choćby rozwód czy sprawę o alimenty. Co się kryje za niepodjęciem walki o pieniądze dla swojego dziecka? Najczęściej nasze wyparte uczucia: ból, smutek, nieumiejętność konfrontacji z byłym partnerem czy zaakceptowania tego, co się stało. Czasem lęk przed jego oceną, otwartym konfliktem, narażeniem się na zranienie. Tyle że nie robiąc nic i tak cierpimy: nasza sytuacja finansowa jest niestabilna, mamy głębokie poczucie niesprawiedliwości, frustruje nas brak wpływu na własne życie. Dobrze jest więc – choćby nawet na początku wbrew sobie – powiedzieć: „Koniec tego!”. Jak działać?

– Skoro nie potrafiłyśmy tego zrobić dla siebie, skoncentrujmy się na tym, że robimy to dla dziecka – radzi Karolina Cwalina. Oto pytania, które mogą nam pomóc znaleźć motywację: „Dlaczego dla mojego dziecka ważne są pieniądze od ojca?”; „Co zyska, jak to wpłynie na jego rozwój i poczucie własnej wartości?”; „Co ja będę czuła, gdy zagwarantuję mu bezpieczeństwo?”. Potem należy rozpisać plan działania: dziś dzwonię do koleżanki, która wygrała sprawę o alimenty, jutro znajduję prawnika, za trzy dni robię kolejną rzecz.

Tak samo jest z każdą odkładaną sprawą. Lepiej nie myśleć o niej jako całości i nie planować, że od razu załatwi się wszystko, tylko działać krok po kroku. Zrealizowanie zaległych zadań, nawet tak drobnych jak wizyta u lekarza, da nam poczucie mocy.

Ja i jesień - inni ludzie

– Jesień to jeden z tych momentów, kiedy szczególnie potrzebujemy wsparcia bliskich, bo sami mamy ograniczone zasoby energii – tłumaczy Małgorzata Ohme. – Dlatego dobrze wykorzystać ten czas na poukładanie relacji z innymi. Odcięcie tego, co minione, zbliżenie się do tych osób, na których naprawdę nam zależy, może otwarcie się na kogoś nowego?

Na co dzień rzadko przyglądamy się temu, jakie mamy związki z ludźmi: że komuś dajemy za dużo energii i nie wystarcza jej dla innej ważnej dla nas osoby lub nie mamy odwagi, żeby odezwać się do kogoś, kogo zaniedbałyśmy. W efekcie czujemy się obciążone i zmęczone. Jak oczyścić przestrzeń wokół siebie? Według mnie w relacjach międzyludzkich najbardziej magiczne słowo to „spróbujmy”. Jestem za tym, żeby walczyć o każdą relację, dopóki ma to sens i dopóki po drugiej stronie jest wola. Ale nawet jeśli jej nie będzie, my przynajmniej wiemy, że zrobiłyśmy wszystko.

Dlatego warto zadzwonić do przyjaciółki, do której nie odzywałyśmy się pół roku, albo do siostry, z którą weszłyśmy w konflikt. Przeprosić, umówić się na rozmowę, nawet jeśli druga strona początkowo okaże złość. Złość jest tylko emocją i mówi nie o nas, tylko o czyichś niezaspokojonych potrzebach. Być może nie odpowiedziałyśmy na oczekiwania kogoś innego, być może musimy zmierzyć się z czyimś rozczarowaniem. Taka jest dynamika wielu relacji. Czasem nie ma nic lepszego niż oczyszczająca rozmowa z kimś, z kim miałyśmy konflikt lub niewyjaśnione sprawy.

Inna kwestia to umiejętność kończenia niektórych znajomości – zobaczenia, z kim czuję się dobrze, a z kim źle. Człowiek ma bardzo silną potrzebę aprobaty społecznej. Chcąc być lubiani i doceniani, ulegamy iluzji, że sympatia innych gwarantuje nam sukces i powodzenie. A przez to często tracimy czas na zaspokajanie emocjonalne tych, których zaspokoić się nie da albo my tego nie potrafimy. Żeby ułatwić sobie zakończenie wyczerpującej energetycznie przyjaźni, warto odpowiedzieć na pytania: „Ile straciłam przez tę osobę?”; „Ile razy mnie zaniedbała, zapomniała o czymś dla mnie ważnym?”; „Ile razy czułam się zlekceważona, oceniana?”; „Czy chcę się czuć tak, jak czuję się przy tej osobie?”. Zrezygnowanie z jakiejś relacji bywa niełatwe, bo odpuszczamy kontrolę, przyznajemy, że nie dla każdego możemy być ważni, nie każdego obchodzimy. Im silniejsza jest ta narcystyczna część w nas, tym jest to trudniejsze, ale tylko dzięki temu oczyścimy przestrzeń wokół siebie. Karolina Cwalina proponuje: – Bardzo przydatne może być po prostu wypisanie na kartce dziesięciu osób, na których nam zależy, i ocenienie w skali od 1 do 10, ile czasu poświęcamy każdej z nich, ile ona nam oraz co mogłybyśmy zmienić ze swojej strony.

Ja i jesień - przyjemności

Małgorzata Ohme: – Nie musimy tej jesieni zrobić tych wszystkich wymienionych rzeczy i konfrontować się z każdym trudnym obszarem naszego życia. Dobrze zrobić choć jedną, by poczuć siłę i być może tym samym otworzyć drzwi kolejnym zmianom. Przy tym wszystkim nie powinniśmy zapominać o magicznym słowie: „przyjemność”. Mam wrażenie, że dualizm naszego świata polega również na dawaniu sobie zgody na przyjemności i zabawę latem oraz całkowitym pozbawianiu się tego jesienią. Od kilku lat bardzo pracuję nad tym, by tak nie robić. W moim jesiennym planie tygodnia jest miejsce na wyjścia, wyjazd, spotkania z przyjaciółmi. To moje „święte dni”. Nie zamykam się wtedy w domu, nie izoluję, choć często miałabym na to ochotę. Wiem, że jeśli odpuszczę jedno, ruszy lawina, którą trudno będzie zatrzymać. Dlatego jestem zwolenniczką przestrzegania dyscypliny przyjemności, które są tak samo ważne – o ile nie bardziej – niż obowiązki.

  1. Psychologia

Pierwsze wrażenie - co komunikuje twoja twarz?

Jak cię widzą inni? Ciało i oczy nie kłamią. Pierwsze wrażenie to twój podświadomy przekaz, który wysyłasz innym ludziom. (fot. iStock)
Jak cię widzą inni? Ciało i oczy nie kłamią. Pierwsze wrażenie to twój podświadomy przekaz, który wysyłasz innym ludziom. (fot. iStock)
Tylko ludzie płytcy nie oceniają po wyglądzie – mawiał Oscar Wilde. Nie od dziś wiadomo, że w relacjach interpersonalnych najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Możesz się na to oburzać, ale warto pamiętać, że to, co myślisz i jak się czujesz, inni odbierają też na poziomie niewerbalnym. I choć pewnych cech wyglądu nie zmienisz, to świadomą pracą nad sobą możesz sprawić, by twój przekaz do świata był bardziej autentyczny.

Zdaniem prof. Alexandra Todorova z Princeton University, ocena człowieka na podstawie wyglądu, a zwłaszcza twarzy, przebiega błyskawicznie. Wystarczy 1/10 sekundy, byśmy do nowo poznanej osoby poczuli sympatię bądź niechęć. To znaczy, że zanim zdążysz otworzyć usta, mózg twojego rozmówcy, najczęściej podświadomie, ma już opinię na twój temat. Liczy się nie tylko wygląd twarzy, ale też ogólna atrakcyjność, sposób poruszania się, ubiór i znaki szczególne. Te wszystkie błyskawicznie zaobserwowane informacje na twój temat są konfrontowane z doświadczeniami i uprzedzeniami rozmówcy. Pierwsze wrażenie jest więc zbiorem wzorców kulturowych, doświadczeń życiowych, biochemii mózgu i wszystkiego, w co wyposażyła nas ewolucja.

Choć z pewnością nieraz przekonałaś się, że drugie, trzecie i czwarte wrażenie dostarcza znacznie więcej informacji, to poznajesz kolejną osobę i… robisz dokładnie to samo – od razu wyrabiasz sobie o niej zdanie. Dlaczego tak się dzieje? Cóż, obwiniać o to trzeba pierwotną tendencję z czasów, gdy w okamgnieniu musieliśmy decydować o tym, kto stanowi dla nas bezpośrednie zagrożenie. I byli to zwykle umięśnieni i napakowani testosteronem mężczyźni. Choć przez te wszystkie lata fizjonomia potencjalnego agresora znacznie się zmieniła – obecnie najbardziej niebezpieczni są atrakcyjni psychopaci i czarujący oszuści – nasz mózg nie do końca przygotowany jest na tę zmianę.

,,On się wydawał taki czarujący i budził zaufanie” – to zdanie, które często słyszę w czasie sesji, a moja próba skoncentrowania uwagi pacjentki na faktach, nie odnosi większego skutku. Podobno tylko 20 proc. opinii jest weryfikowanych przy dłuższym poznaniu, większość z nas pozostaje przy pierwszym wrażeniu, zwłaszcza jeśli dołącza do niego myślenie życzeniowe: ,,Jestem przekonana, że to właśnie ten jedyny”.

Dziś jesteśmy w stanie dowolnie kreować swój wizerunek na podstawie posiadanej wiedzy. Treningi asertywności, warsztaty z flirtowania, coaching planowania kariery czy choćby poradniki odczytywania mowy ciała dają nieograniczone możliwości. Oznacza to, że zasady robienia dobrego wrażenia możemy opanować podobnie jak tabliczkę mnożenia. Tylko co z tego wynika?

Twarz jak na dłoni

Miałam kiedyś pacjentkę, która nie lubiła patrzeć na siebie tuż po obudzeniu, bo ma taką „nieuprasowaną twarz”. Choć jestem w stanie to zrozumieć, poprosiłam ją, żeby każdego dnia, zanim zrobi makijaż, stanęła przed lustrem „sauté” i popatrzyła na swoją twarz. Zamiast „prasować” ją podkładem, zastanowiła się, kogo widzi, kim jest osoba, na którą patrzy w lustrze. Twarz to księga, w której zapisany jest przebieg naszego życia. W bruzdach, zmarszczkach i „nieuprasowaniach” odzwierciedla się historia jej właściciela, jego postawa życiowa, cechy charakteru, oczekiwania, wszystkie smutki i radości.

Już w starożytności odczytywano osobowość na podstawie wyglądu. Z czasem powstała fizjonomika, czyli sztuka czytania z twarzy, która największą popularnością cieszyła się w XIX w., następnie została uznana za zabobon. Obecnie wraca do łask. Jej znaczenie zaczęły doceniać m.in. międzynarodowe koncerny, które z pomocy fizjonomików korzystają podczas rekrutacji. Zdaniem amerykańskich psychologów z Tufts University nawet zdjęcie twarzy daje sporo informacji o osobowości człowieka. Allan Mazur z Syracuse University i Ulrich Myller z Uniwersytetu w Marburgu porównywali zdjęcia kadetów z West Point z ich późniejszą ścieżką zawodową. Okazało się, że cechy, takie jak blisko osadzone oczy, mocno zarysowane brwi oraz kwadratowa szczęka kadetów „zapewniły” im osiągnięcie sukcesu kilka lat po opuszczeniu uczelni. Z kolei Johanes Caspar Lavater, jeden z głównych badaczy poszukujących związków pomiędzy budową ciała a charakterem człowieka, twierdzi, że można stworzyć dokładne opisy charakterologiczne osób na podstawie analizy ich twarzy, np. przestępcy zwykle mają wysokie i płaskie czoło, głęboko osadzone oczy, wąskie usta i niewielki podbródek.

Czy ufać badaczom w 100 procentach, to już inna sprawa, na pewno jednak umiejętność czytania z twarzy jest nieodłączną częścią naszej natury. Zanim zyskaliśmy zdolność porozumiewania się za pomocą słów, człowiek pierwotny musiał polegać na komunikacji niewerbalnej. Od umiejętności odczytywania i rozumienia miny, gestów, wyrazu twarzy często zależało jego życie. Choć osobiście nie jestem zwolenniczką określania czyjegoś charakteru po budowie twarzy czy ciała, to zgadzam się, że postawa, wyraz twarzy czy gestykulacja niosą mnóstwo informacji na temat stanu ducha danej osoby i tego, jak sama siebie traktuje.

Ciało potrafi kłamać

Agnieszka trafiła do mnie po tym, gdy jej firma ogłosiła upadłość. Usiadła przede mną kobieta naznaczona porażką: zamknięta klatka piersiowa, uniesione wysoko ramiona przylegające do głowy, zaciśnięte pięści, głos uwięziony w gardle, zduszony płacz. – Jestem córką alkoholiczki – brzmiały jej pierwsze słowa. Przez kilka kolejnych sesji słuchałam historii o pijącej matce, nieobecnym ojcu, latach, kiedy razem z siostrą musiały dbać same o siebie. Była całkowicie zanurzona w przeszłości i choć podejmowałam wszelkie możliwe starania, nie udawało mi się nakłonić jej do skoncentrowania się na teraźniejszości. Kiedy zapytałam, czy upadek firmy jest skutkiem doświadczeń z dzieciństwa, była oburzona, że w ogóle o to pytam.

– Też kiedyś naiwnie wierzyłam, że uda mi się odciąć od przeszłości, ale dziś wiem, że od tego nie ma ucieczki – odpowiedziała. Ale przecież zanim firma zbankrutowała, kobieta była prężną businesswoman, śmiało kreującą swój świat. Dopiero porażka skłoniła ją do przywołania przeszłości. Jej przykład był kolejnym, który udowodnił mi, że ciało potrafi też kłamać, bo podąża za naszymi przekonaniami.

Uwielbiam taki moment w terapii, kiedy wyraźnie pojawia się rozdźwięk pomiędzy tym, co mówi pacjent, a tym, w jaki sposób to mówi. Pamiętam kobietę, która przyszła do mnie jakiś czas temu. Jej wygląd budził respekt: skórzane spodnie, kurtka motocyklistki, na nogach glany, groźny wyraz twarzy. Weszła do gabinetu zdecydowanym krokiem. Pomimo spójności wyglądu i mowy ciała, coś budziło mój niepokój. Po chwili zapytała, czy może zdjąć buty, bo jest jej niewygodnie. Kiedy ponownie usiadła w fotelu, jej stopy zaczęły niespokojny taniec. Kiedy poprosiłam, żeby usiadła tak, by czuła się komfortowo, oparła stopy na fotelu, obejmując kolana rękoma, zupełnie jak mała dziewczynka. Czułam, że w jej całym wizerunku najbardziej prawdziwe są właśnie stopy. Symbolizują dzieciństwo i nigdy nie kłamią. Po trzech miesiącach terapii ten groźny wygląd nijak się miał do cierpienia, które pacjentka nosiła w sobie. Kiedy mi zaufała i zaczęła opowiadać o trudnej relacji z mężem (podobnej do relacji z ojcem w dzieciństwie), jej głos brzmiał tak, jakby opowiadała obejrzany film, który na dodatek niespecjalnie ją poruszył. Jedynie jej stopy pełne były napięcia. Gdy powiedziałam, że nie czuję jej bólu, że odcina się od niego, stopniowo zaczęła pozwalać sobie na zdjęcie maski. Od tej sesji już nigdy nie pojawiła się w motocyklowym stroju.

Powrót do własnej skóry

Pierwsze wrażenie może być mylące, bo znaczna część tego, co pokazujemy światu, bywa w sprzeczności z tym, jacy naprawdę jesteśmy. Chcąc uzyskać akceptację społeczeństwa, pokazać swoją siłę i ukryć słabości a także mieć konkretne relacyjne korzyści, zakładamy maski.

Podczas dwudniowych warsztatów dla kobiet biznesu poprosiłam uczestniczki, by drugiego dnia przyszły przebrane – włożyły strój, który nie pasuje do ich stanu ducha. Większość z nich przyszła w firmowych mundurkach. Znajdowały się wśród nich osoby, dla których praca w korporacji była koniecznością, ale też takie, które dokonały świadomego wyboru i ceniły to, co robią zawodowo. Clarissa Pinkola Estés, psychoanalityczka i zbieraczka opowieści, twierdzi, że my, kobiety, wielokrotnie przez lata nosimy nie swoją skórę, narzuconą przez wymogi kultury: skórę profesjonalnej pracownicy, dobrej matki, uwodzicielki, ofiary… I nie ma w tym niczego złego dopóty, dopóki mamy też okresy powrotu do własnej istoty, czyli powrotu do domu. Ten wielki cykl odejść i powrotów jest naturalnym instynktownym i wrodzonym odruchem każdej z nas.

Zrzucanie nieswojej skóry, podobnie jak w świecie zwierząt, jest mozolnym i bolesnym procesem. Wymaga wsłuchania się w głos instynktu, który podpowie, czy to jest właśnie ten moment. Jak każdy proces ma też swój rytm. Dlatego pomocne są czynności mające rytm: bieganie, malowanie, śpiewanie, medytacja i wszelkiego rodzaju powtarzalne rytuały. I przede wszystkim decyzja, że chcesz zobaczyć swoją prawdziwą twarz i aby, w mniejszym lub większym stopniu, zobaczył ją świat. Czy twoje wnętrze widoczne jest na zewnątrz? Co pragniesz osłonić, wzmocnić, ukryć, a czego chcesz się pozbyć? To pytania, które pozwolą ci poczuć, czy jesteś w swojej skórze. Bez względu na wiek, w każdej z nas mieszka mała dziewczynka, która uwielbia się przebierać, robić miny, naśladować dorosłe głosy, przymilać się i spełniać oczekiwania ludzi, na których jej zależy. Życie jest jak teatr, w którym możesz zagrać każdą rolę. Bylebyś tylko wiedziała, kim jesteś, gdy zdejmujesz sceniczny kostium.

Ewa Klepacka-Gryz: psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet.

Ciekawostka: Donald Trump czy Hillary Clinton?

Amerykanie od lat poddają analizom wybory prezydenckie w celu szybszego wytypowania kandydata, który je wygra. Ważne jest to, co widzą wyborcy: czy darzą sympatią konkretną osobę, czy mają do niej podobne poglądy oraz czy ma ona cechy przywódcy. Po przeanalizowaniu wyników wyborów prezydenckich na przestrzeni ponad 100 lat naukowcy stwierdzili, że w prawie wszystkich przypadkach wygrywał wyższy kandydat (wysokim mężczyznom przypisuje się więcej cech dominujących oraz lepsze zdolności przywódcze). Kolejną ważną cechą jest tembr głosu – im niższy i spokojniejszy, tym bardziej kojarzy się z władzą, a im wyższy i bardziej kobiecy, tym bardziej przypisuje mu się cechy zbytniej emocjonalności. Badana jest również liczba mrugnięć na minutę w czasie debat wyborczych (większa liczba mrugnięć to oznaka zdenerwowania i kłamstwa). Bardzo ważna jest charyzma – pożądani są przywódcy, których mowa ciała świadczy o wysokim statusie społecznym i… serdeczności. Serdeczna mowa ciała to np. uśmiech, podniesione brwi, przechylanie głowy oraz uważne słuchanie. Dodatkowo promowane są: szeroka, zdecydowana gestykulacja, dynamiczny chód oraz zajmowanie przestrzeni, gdyż potwierdzają pewność siebie i autorytet. Jak widać po analizie tych zmiennych, Donald Trump nie mógł nie wygrać ostatnich wyborów prezydenckich.

  1. Psychologia

Jakie są twoje największe atuty? Ćwiczenie poprawiające nastrój

Już kilka minut skupienia na własnych talentach i predyspozycjach albo rozmowa na ich temat z przyjaciółmi czy terapeutą poprawia samopoczucie oraz redukuje objawy depresji. (Fot. iStock)
Już kilka minut skupienia na własnych talentach i predyspozycjach albo rozmowa na ich temat z przyjaciółmi czy terapeutą poprawia samopoczucie oraz redukuje objawy depresji. (Fot. iStock)
Nagły spadek nastroju? Czujesz, że zapadasz się w dół? Sięgnij do swoich mocnych stron. Masz je jak każdy. Psycholog pozytywny Jolanta Burke zaprasza do ćwiczenia.

Smutna, sfrustrowana, zmęczona... mimo, że uważam się za szczęśliwą osobę, od czasu do czasu zdarza mi się popaść w stan przygnębienia. Przytrafia mi się to zwłaszcza po maratonie ciężkiej pracy, prowadzenia domu i dbania o to, aby w burzy życia znaleźć czas dla rodziny i przyjaciół. Za każdym razem, kiedy czuję, że nad moją głową zaczynają się zbierać czarne chmury, porzucam chwilowo to co robię, biorę notes i idę do najbliższej kawiarni na kawę. Przy kubku aromatycznego napoju staram się zanurzyć w ciepłą kąpiel z dobrych myśli na swój temat.

Badania pokazują, że już kilka minut skupienia na własnych talentach i predyspozycjach albo rozmowa na ich temat z przyjaciółmi czy terapeutą poprawia samopoczucie oraz redukuje objawy depresji nawet do dwóch miesięcy. Poza tym, jak już raz zdasz sobie sprawę ze swoich mocnych stron, w przyszłości, w podobnych momentach zwątpienia, wystarczy jedynie sobie o nich przypomnieć, a dobry nastrój powróci.

24 atuty według Martina Seligmana i Christophera Petersona

Po latach badań, psychologowie Martin Seligman i Christopher Peterson z Uniwersytetu w Pensylwanii opracowali katalog 24 sił charakteru, które można przyporządkować sześciu głównym cnotom:

Odwaga:

Witalność - do wszystkiego podchodzisz z podekscytowaniem. Traktujesz życie jak przygodę i rzucasz się w jego wir pełen energii.

Dzielność
- cechuje cię spora odwaga. Nie straszne ci wyzwania, problemy ani nawet ból. Zawsze mówisz, co myślisz bez względu na konsekwencje.

Prawość
- pogardzasz hipokryzją. Prawda ma dla ciebie najwyższą wartość.

Wytrwałość - zwykle kończysz to, co zacząłeś, pomimo przeciwności.

Humanitaryzm:

Dobroć
- lubisz dzielić się z ludźmi, tym co posiadasz. Zwłaszcza jeśli potrzebują twojej pomocy.

Miłość
- doceniasz bliskie relacje z ludźmi, często okazując im troskę i uczucie.

Inteligencja społeczna - rozumiesz, co czują inni, instynktownie wiesz, jak postępować w różnych sytuacjach i jakiej spodziewać się reakcji.

Umiar:

Skromność i pokora
- nie uważasz się za nikogo nadzwyczajnego. Wolisz przebywać na drugim niż na pierwszym planie.

Samoregulacja
- jesteś zdyscyplinowany i panujesz nad swoimi pragnieniami i emocjami.

Rozwaga
- nie podejmujesz niepotrzebnego ryzyka, najpierw rozważasz wszystkie opcje.

Wielkoduszność i miłosierdzie
- przebaczasz tym, którzy cię skrzywdzili. Zawsze dajesz ludziom drugą szansę.

Mądrość i wiedza:

Zamiłowanie do zdobywania wiedzy - opanowywanie nowych umiejętności i pogłębianie wiedzy sprawia ci wielką przyjemność.

Perspektywa
- na życiowe problemy patrzysz z innej perspektywy niż inni. Ludzie wokół ciebie cenią twoje mądre rady.

Twórczość
- masz oryginalne podejście do życia, myślisz w sposób niekonwencjonalny, często posiadasz artystyczne umiejętności.

Ciekawość
- interesujesz się wieloma rzeczami, lubisz wszelkie nowości.

Otwartość umysłu - cechuje cię krytyczny umysł, potrafisz ocenić, co jest dla ciebie dobre, a co złe.

Sprawiedliwość:

Bezstronność
- traktujesz wszystkich na równi, każdego obdarzając kredytem zaufania.

Zdolność do współpracy
- lubisz pracować w zespole i jesteś lojalny w stosunku do grupy.

Zdolność do przewodzenia grupie - masz umiejętność mobilizowania innych do pracy na rzecz wspólnego dobra.

Transcendencja:

Nadzieja
- oczekujesz, że przyszłość niesie wszystko co dobre.

Wdzięczność
- jesteś wdzięczny za to co masz i kim jesteś. Chętnie okazujesz też wdzięczność innym.

Docenianie piękna i doskonałości
- jesteś w stanie dostrzec urodę i harmonię wokół siebie.

Duchowość
- wierzysz w siłę wyższą i przeznaczenie. Przeczuwasz, że wszechświat ma głębszy sens.

Humor - lubisz się śmiać i potrafisz wywołać uśmiech na twarzy innych ludzi.

Moje siły to…

Jeśli chcesz szybko poprawić sobie samopoczucie, z podanej listy wybierz 5–10 sił, które cię najlepiej opisują. Możesz to zrobić na kilka sposobów:
  1. Przypomnij sobie dokonania, z których jesteś szczególnie dumny. Zastanów się, jakich sił charakteru użyłeś, aby osiągnąć sukces. Na przykład jeśli udało ci się zrzucić kilka kilogramów, najpewniej przydała ci się samokontrola. Pomyśl teraz o innych, podobnych sytuacjach. Jeśli okaże się, że częściej korzystasz z samokontroli i sprawia ci to przyjemność, możesz ją uznać za swoją siłę charakteru.
  2. Zastanów się nad wszystkimi siłami charakteru i wybierz wśród nich pięć, na myśl o których czujesz przypływ energii, których chciałbyś doświadczać jak najczęściej i które najlepiej cię odzwierciedlają.
  3. Zapytaj znajomych i rodzinę o to, jakie siły – ich zdaniem – najlepiej cię charakteryzują.
Moje trzy główne siły charakteru to zamiłowanie do uczenia się, wytrwałość i dobroć. Ostatnio na przykład zapisałam się na kurs szermierki. Mimo że nie przyda mi się ona do pracy, mam nadzieję, że pomoże mi poprawić równowagę, koncentrację i refleks. Uwielbiam się uczyć ciekawych rzeczy i jestem podekscytowana moim nowym kursem.

Sądzę, że jestem też dość wytrwała i łatwo się nie poddaję. Kiedyś dostałam wspaniały przepis na ciasteczka czekoladowe. Niestety, mimo starań, ciągle mi się nie udawały. To mnie jednak nie zniechęciło. Kupiłam inny gatunek mąki i spróbowałam po raz kolejny. Za czwartym razem wyszły idealnie. Udoskonaliłam ten przepis tak bardzo, że znajomi uznają teraz czekoladowe ciasteczka za moje popisowe danie. Najzabawniejsze, że największą frajdę miałam właśnie wtedy, gdy ciągle mi się nie udawały, bo mogłam korzystać z jednej z moich sił charakteru.

Inną siłą, dającą mi równie tyle przyjemności, jest dobroć. Kilka tygodni temu postanowiłam zostać wolontariuszem w schronisku dla bezdomnych. Po kilku godzinach ciężkiej pracy, pomimo zmęczenia, czułam się wspaniale. Pomaganie innym dodało mi energii i uszczęśliwiło na dobrych kilka godzin. Nawet na samo wspomnienie tamtego dnia od razu poprawia mi się samopoczucie.

Przez następny miesiąc postaraj się jak najczęściej myśleć o swoich siłach charakteru. Zaproś przyjaciół na wieczorne dyskusje o tym, co was wszystkich najlepiej określa. Przekonasz się, jak wiele da wam to energii. W kolejnym odcinku cyklu przeczytasz, co możesz zrobić, aby zatrzymać ją jak najdłużej.

  1. Moda i uroda

Zostań specjalistą od pielęgnacji domowej. Jak dbać o skórę w tym trudnym czasie?

(fot materiały partnera)
(fot materiały partnera)
W najbliższym czasie nie będzie nam dane skorzystać z profesjonalnych zabiegów kosmetycznych - wspieramy akcję #zostańwdomu, bo tylko w ten sposób możemy wygrać walkę z ciężkim przeciwnikiem, jakim jest koronawirus. W tym czasie nie możemy jednak odpuścić odpowiedniej pielęgnacji. Jak zostać specjalistą od dbania o skórę w domowych warunkach? Podpowiadamy razem z naszymi ekspertami!

Zadbaj o dłonie

Utrzymanie higieny na najwyższym poziomie to w tym momencie kluczowa sprawa. Wiele osób narzeka na stan swoich dłoni, które często są suche, popękane i piekące. – W sytuacji częstego mycia rąk z użyciem mydła czy żeli myjących dochodzi do naruszenia naturalnej ochrony naszej skóry – bariery hydrolipidowej. Związane jest to z działaniem detergentów zawartych w środkach do mycia rąk, często też z ich zasadowym pH, co jeszcze bardziej nasila przesuszenie skóry rąk i może prowadzić do jej podrażnień. Pamiętajmy o podstawowych zasadach: zawsze po umyciu rąk należy je dokładnie osuszyć i nałożyć krem pielęgnacyjny. Może to być zwykła maść z witaminą A, E, kremy z dodatkiem aloesu, niskich stężeń mocznika czy pantenolu – wyjaśnia dr Aleksandra Jagielska ze Sthetic Kliniki dr Jagielskiej. Wrażliwcom polecamy również Lactyferrin Sanitizer, żel do dezynfekcji rąk od marki Sesderma, który wzmacnia naturalne mechanizmy obronne skóry. W składzie znajdziemy m.in. liposomalną laktoferynę.

Zdrowy sen, zdrowa skóra

Noc jest niezwykle istotnym momentem dla regeneracji całego organizmu – w tym również skóry. To właśnie wtedy zyskuje ona największe możliwości w zakresie odnowy naskórka i włókien elastycznych lub przyswajania składników odżywczych z kosmetyków. – Pozbawiając skórę cennych godzin snu pozbawiamy ją jednocześnie szansy na odbudowę i naprawę uszkodzeń. Po dobrze przespanej nocy po  prostu wygląda się piękniej! Dlatego tak ważne jest, aby dbać o  jakość snu. Choć to trudne, ważne jest, aby pilnować regularnych godzin snu, zawsze zmywać makijaż na noc i stosować bogate w składniki odżywcze kremy – wyjaśnia dr Ewa Rybicka z kliniki Estetica Nova.

Jak wspomóc skórę od wewnątrz?

Piękna skóra to zadbana skóra – nie tylko od zewnątrz, ale również od wewnątrz. W tym trudnym czasie warto sięgnąć po Nutrakos Aminoshots – suplement diety do codziennego stosowania o unikalnej medycznej formule. Opatentowana sekwencja 6 aminokwasów pobudza produkcję kolagenu i elastyny przyczyniając się do ujędrnienia, zagęszczenia i odmłodzenia skóry, dodatkowo wzmacniając włosy i paznokcie.

W makijażu czy bez makijażu?

Wiele kobiet podczas pracy z domu rezygnuje z pełnego makijażu. Są jednak i takie, które nie wyobrażają sobie odpoczynku od swojej makijażowej rutyny. I zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku, nie ma w tym nic złego. – Oczywiście w domu warto nie stosować pełnego makijażu, ale pamiętajmy, że najważniejsze jest nasze samopoczucie. Mamy być dla siebie dobre i miłe, a nie odwracać się od lustra. Jeżeli czujemy się bez makijażu źle, to go róbmy, a potem dobrze zmyjmy, nałóżmy krem, maskę – wyjaśnia dr n. med. Monika Kuźmińska z Yonelle Beauty Institute.

Pielęgnacja do zadań specjalnych

Przymusowa domowa „kwarantanna” to doskonały moment na to, by przyjrzeć się swojej pielęgnacji. W tym czasie możemy przetestować nowości kosmetyczne, które od jakiegoś czasu czekają na swoją kolej. Jeżeli macie ochotę na kosmetyczne zakupy – skorzystajcie z oferty drogerii internetowych, nie wychodźcie z domu bez wyraźnej potrzeby! Warto również pamiętać o tym, że wiele produktów można dzielić razem z partnerem. Jeżeli więc krem do twarzy pokazał denko lub skończył się ulubiony szampon do włosów – nie ma powodów do paniki. ­– Możemy razem z partnerem używać takiej samej pielęgnacji. Warunkiem jest ten sam rodzaj cery. Osoby z cerą suchą będą stosować pielęgnację silnie nawilżającą w przeciwieństwie do cery tłustej. Jeśli nasz partner ma cerę tłustą i zastosuje krem silnie nawilżający, może doprowadzić to do zapchania porów, a w efekcie nabawić się licznych zaskórników – tłumaczy Ewelina Tulwin, kosmetolog Kliniki La Perla.

Teraz, gdy możemy wygospodarować chwilę dla siebie, warto to wykorzystać i poświęcić wystarczającą ilość uwagi na odpowiednie oczyszczanie twarzy, aplikowanie produktów pielęgnacyjnych, czy też masaż twarzy i ciała, którego możemy nauczyć się i wykonać samodzielnie. – Jeśli zadbamy o naszą skórę teraz, wszystkie zabiegi medycyny estetycznej i kosmetologiczne, które będziemy mogli wykonywać kiedy nasze życie wróci do normy, będą przynosiły jeszcze lepsze efekty – podpowiada dr Elżbieta Młyńska–Krajewska.

Akcja #zostańwdomu zachęca nas również do testowania nowości. Gdy nie wychodzimy z domu możemy dać kosmetykom nieco więcej czasu. Kto wie – być może odkryjemy kolejne pielęgnacyjne hity, gdy poużywamy ich dłużej niż przez kilka dni? Zobaczcie, co polecamy!

(fot. materiały partnera) (fot. materiały partnera)

 

Medex Bio Science Cosmetics, Essence de Beaute

Żelowa esencja piękności przywracająca zdrowy, młody wygląd skórom szarym i bez życia, a także wiotkim, ze zmarszczkami. Wnikając głęboko angażuje każdą komórkę skóry, warstwa po warstwie do przebudzenia i intensywnej pracy, zwiększając procesy oddechowe i jej odżywianie.

Klapp Cosmetics, 24h Hydra Cream Repagen® Hyaluron Selection 7

Odżywczo-napinający krem na dzień i na noc optymalnie zaopatruje skórę w wilgoć, kumulując ją na wiele godzin po aplikacji. Obecność precyzyjnie dobranych składników biologicznie czynnych, stwarza doskonałe warunki do pobudzenia w skórze systemów naprawczych.

Mesoestetic, Collagen 360˚

Krem skutecznie przeciwdziała utracie obecnego w skórze kolagenu oraz chroni trójwymiarową strukturę skóry. Wykazuje podwójne działanie: dostarcza aminokwasów, a w połączeniu z retinolem i witaminą C jeszcze skuteczniej stymuluje odnowę tkankową. Intensywnie ujędrnia skórę i zapobiega zmarszczkom.

Klapp Cosmetics, Repagen Exclusive, Hand Care Set (krem + 3 maski)

Luksusowy, bogaty krem do rąk o skoncentrowanej formule z wysokojakościowymi składnikami dla delikatnych, elastycznych i młodzieńczo gładkich dłoni. Maska do rąk z cennymi naturalnymi olejami, masłem shea oraz wyciągami roślinnymi. Rozpieszcza zniszczoną i przesuszoną skórę dłoni jednocześnie intensywnie ją nawilżając i odżywiając.

Germaine de Capuccini, linia Timexpert SRNS, Repair Night Progress Serum

Silnie skoncentrowane serum, zawierające ponad 50% aktywnych składników o działaniu antyoksydacyjnym. Jego działanie jest zsynchronizowane z procesami ochrony i regeneracji skóry zachodzącymi w dzień i w nocy.

A gdy wszystko wróci do normy…

Jak odzyskać blask skóry, gdy przymusowe siedzenie w domu już się skończy? Pomocny będzie booster Belotero Revive, który powstał z myślą o osobach skoncentrowanych na eliminowaniu wczesnych oznak starzenia, ceniących pielęgnację skóry i rozwiązania zapewniające tak zwany wygląd bez filtra. I to od ręki!

W przywróceniu rewitalizacji skóry i przywrócenia jej młodzieńczego blasku pomoże również nowa gama  od Mediderma - kwas hialuronowy zawarty w preparatach doskonale integruje się z tkankami, przez co zapewnia naturalne efekty. Portfolio Fillderma składa się z 4 preparatów: Fillderma Revitalize (rewitalizacja skóry), Fillderma Kiss (powiększanie i modelowanie ust), Fillderma Harmonize (redukcja zmarszczek i wypełnienie) oraz Fillderma Volumize (uniesienie i napięcie skóry).

W walce o piękną skórę pomocne okażą się również zabiegi laserowe.  idealnie sprawdza się w przypadku remodelingu skóry celem poprawy tekstury skóry, napięcia, wygładzenia płytkich zmarszczek i ograniczenia wydzielania gruczołów łojowych. - Długość fali 1927 nm pozwala zadziałać głęboko aż do górnej warstwy skóry właściwej, co powoduje efektywną przebudowę skóry. Lavieen jest bardzo dobrym wyborem u pacjentów, którzy oczekują bardzo szybkiej rekonwalescencji - wyjaśnia dr Wojciech Drzazga z Kliniki Pawlikowski.