1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. 20 dag intuicji

20 dag intuicji

Myślę o wiedźmach i czarownicach… To musiały być świetne kucharki! Idąc ich tropem, przyrządzam kilka potraw z pogranicza lasów i łąk, jawy i snu

Kilka lat temu, podczas wakacji na Krecie, próbowałam spisywać potrawy kuchni kreteńskiej. Zapisać, zmierzyć, zważyć, utrwalić te przepyszne dania, by móc je przekazać dalej. Podglądałam, śledziłam, pytałam, wywołując przyjazny, choć trochę dziwny uśmiech na twarzach. Wkrótce staliśmy się rozpoznawaną parą dziwaków: ja z długopisem i notatnikiem, a Bogdan z aparatem.

U Manolego i Anny Drimakis (dream to po angielsku sen) zawsze było bardzo smacznie, a najsmaczniej, gdy gotowała Anna. Tego dnia w prostych, wręcz surowych potrawach, jak np. cukinia w cieście, było coś jeszcze, czego nie umiałam rozpoznać. Poszłam do kuchni, by o to dopytać. Anna jak zawsze cierpliwie podawała mi składniki, które już znałam, bo przecież miałam tę potrawę zapisaną w kajeciku. Ale dociekałam kolejny raz. Pamiętam zakłopotaną twarz Anny, gdy padało pytanie, na które zawsze trudno jej było odpowiedzieć: „ale ile konkretnie?”. Czasem zbywała mnie uśmiechem, innym razem zastanawiała się i podawała mi np. ilość w łyżkach. Tym razem zapytałam, ile gram mąki dodaje do ciasta. Spojrzała na mnie zaskoczona. „Tyle, żeby było gęste”. Położyła moją dłoń na cieście, bym poczuła jego konsystencję. – Takie jest najlepsze! – No dobrze, a jeśli nie wiesz, ile wsypać, to co robisz? – Pytam ciasta i wiem. Od tamtej pory nikogo już w Grecji nie pytałam, ile gram, ile łyżek albo ile szklanek. Idąc za moją Nauczycielką, pytam o to... ciasta. A kiedy się spieszę i nie zapytam? No cóż..., może innym razem opiszę kilka swoich porażek. Podczas tamtych wakacji zrozumiałam, że gdy Anna dotyka garnków, wchodzi w inny wymiar, porusza się w zupełnie innej rzeczywistości, bez jakiegokolwiek napięcia i śladu zmęczenia, z wielką gracją, jakby zamyślona. Ona podąża za intuicją.

Bez szkiełka i oka

Już wiele lat temu Arnold Mindell, twórca Psychologii Zorientowanej na Proces, opisywał, że człowiek może funkcjonować w trzech podstawowych wymiarach: snu, esencji i świecie uzgodnionej rzeczywistości, czyli tej naszej codziennej – domowej, zawodowej i społecznej. Sen natomiast to wymiar, w którym tylko bywamy – na chwilę zamyślenia, nieobecności, chwilę na przebłysk wizji, przeczucia. Z kolei wymiar esencji to stan, w którym wszystko jest ze sobą połączone. Zaglądamy tu niezwykle rzadko – w głębokiej medytacji albo podczas spaceru, gdy niemal fizycznie czujemy jedność z naturą.

Mindell często mawiał, że człowiek, który obraca się tylko w codziennej rzeczywistości, bez wchodzenia w wymiar snu oraz korzystania z tego, co potocznie nazywamy intuicją, staje się wrogiem siebie i świata. Bo wielu problemów nie da się rozwiązać, nie kontaktując się z tym wszystkim, czego nie można zobaczyć „szkiełkiem i okiem”. Wybiegając myślą w przyszłość i podążając tropem fizyki kwantowej, zaczynam sobie wyobrażać, że być może kiedyś będziemy funkcjonować w kilku światach równoległych. A może już teraz w nich bywamy, nic o tym nie wiedząc? Bo skąd przybywają przeczucie, intuicja, olśnienie? Dziś, łącząc fizykę kwantową z psychologią, mówi się o tym wprawdzie teoretycznie, ale zupełnie poważnie.

Mindell w kuchni

Można by pomyśleć: co to wszystko ma wspólnego z gotowaniem? Otóż ma. Nie da się bowiem przyrządzić czegoś nowego, odkrywczego i naprawdę smacznego bez kontaktu ze światem intuicji i przeczuć. Gdy mamy do niego dostęp, nie wahamy się, podejmujemy decyzje, rozwiązujemy problemy, tworzymy czasem nowe dania – takie jak podpowiada nam serce albo... – intuicja właśnie. Ta zaś nie kryje się w naszej zabieganej codzienności, tu gdzie wszystko jest zważone, zmierzone, zapisane w formie przepisu, ale gdzieś w innym wymiarze. Trzeba tam po prostu wejść.

Ostatnio dużo rozmyślam o czarownicach i wiedźmach. Po cichutku, obierając ziemniaki czy krojąc marchewkę, dochodzę do wniosku, że to musiały być chyba najlepsze kucharki, zielarki, energoterapeutki, lekarki i psychoterapeutki w jednym.

Dlatego tym razem, idąc troszeczkę ich śladem, a także śladami Anny Drimakis, gotuję kilka potraw z pogranicza lasu i łąki, jawy i snu. Rzeczywistych, a zarazem niezwykłych, pełnych ziół i aromatów.

Wszyscy, którzy chcą przećwiczyć swoją intuicję, niech tylko przeczytają nazwę każdej z potraw i podczas ich przygotowywania nie korzystają z zamieszczonych przepisów.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze