Owszem, związek nam nie wyszedł, ale przecież możemy zostać przyjaciółmi. Nie w każdym przypadku i na pewno nie od razu! – zauważa psychoterapeuta Kacper Stengert. I zachęca, by na siłę nie przedłużać wypalonych relacji i zrobić miejsce na nowe.
- Przyjaźń z byłym partnerem jest możliwa, ale nie w każdym przypadku i zwykle nie od razu.
- Jeśli jedna ze stron nadal liczy na powrót, przyjacielski układ może stać się kolejną formą uwikłania.
- Kacper Stengert podkreśla, że po rozstaniu potrzeba czasu, by złapać dystans i na nowo określić miejsce „eks” w swoim życiu.
- Psychoterapeuta zachęca, by nie „holować” na siłę zakończonych relacji. Czasem dopiero ich prawdziwe zamknięcie robi miejsce na coś nowego.
Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 08/2026.
Magda Kuydowicz: Czy można się zaprzyjaźnić ze swoim „eks”? Załóżmy sytuację, w której jedna ze stron liczy na powrót do relacji i dlatego po rozstaniu zgadza się na przyjaźń, którą proponuje były partner lub partnerka. To dobre rozwiązanie?
Kacper Stengert: To wówczas bardziej pragmatyzm niż przyjaźń i strona, która się decyduje na takie rozwiązanie, myśli o określonym celu, trudnym do zrealizowania, choć możliwym. Chce doprowadzić do powrotu partnera bez dania sobie czasu na przeżycie żałoby i pożegnanie wspomnień związanych z relacją, która się kończy. To ryzykowne i sprzeczne także z ideą przyjaźni, która powinna być przecież wzajemnie bezinteresowna.
Taki ponowny związek nie będzie prosty. Można nawet mówić o pewnym uwikłaniu, bo jedna ze stron boi się zerwania więzi i walczy o jej utrzymanie. Nawet po silnym zranieniu czy nielojalnym zachowaniu partnera usiłuje go zatrzymać. To znaczy, że ta więź, owszem, nadal istnieje, ale nie z obu stron. A to grozi toksyczną zależnością. Najczęściej jest to wynik lękowego przywiązania, u źródła którego kryje się lęk przed samotnością po rozstaniu. W innych sytuacjach bywa to efekt uzależnienia od drugiej osoby – na wzór uzależnienia na przykład od narkotyków.
Niezależnie, z jakim dokładnie uwikłaniem mamy styczność, sugerowałbym całkowite odcięcie się od partnera i danie sobie czasu, by zacząć układać swoje życie od nowa.
Bo przecież nie wiadomo, czy ogrom pracy na odbudowanie dawnej relacji, która się nie sprawdziła, ostatecznie wyjdzie nam na dobre. Ktoś może bowiem miesiącami, nawet latami, bez końca próbować się porozumieć i coraz bardziej wikłać się w niesatysfakcjonujący układ. To naprawdę trudna sytuacja, która w niepozorny sposób osłabia psychicznie i ostatecznie szkodzi zdrowiu.
To załóżmy czyste intencje, czyli przyjacielski układ po zerwaniu. Czy czas, który upływa od momentu przerwania więzi, odgrywa rolę w budowaniu takiej relacji z dawnym partnerem?
Oczywiście. Zmiana nie odbywa się przecież automatycznie, to jest proces. Być może będzie możliwe nawiązanie dobrej relacji za jakiś czas, z tym że od nowa, gdy po latach oboje dojdą do wniosku, że chcą nawiązać taki kontakt. Wówczas stopniowo ze znajomych staną się kolegami, a potem być może przerodzi się to w bliskie, przyjacielskie relacje, ale niekoniecznie.
Pacjenci mówią mi czasem o takim momencie: po kilku latach separacji, gdy czują już, że ponowne bycie razem jest niemożliwe, wówczas z różnych powodów – takich jak wspólne dzieci, skomplikowana sytuacja majątkowa czy towarzyska – uznają, że dobre relacje są dla nich korzystniejsze niż obojętność lub brak kontaktu w ogóle.
A na pewno bardziej satysfakcjonujące niż dochodzenie latami do tego, kto miał rację, a kto nie, i jak podzielić majątek. Z moich obserwacji taki „związek nienawiści” bywa nieoczywistym zamiennikiem dawnej relacji, które można podsumować jednym zdaniem: „już nie jesteśmy razem siłą miłości, a jednak trwamy dalej razem siłą nienawiści”.
Rozwody i rozstania czasem trwają po kilka czy kilkanaście lat, tak silne bywa wzajemne uwikłanie. Rozumując więc pragmatycznie, byli partnerzy mogą uznać, że lepiej zaprzyjaźnić się od nowa niż żyć wyniszczającą kampanią nienawiści.
A co jeśli rozstanie przebiegło w miarę spokojnie, bez głębokiego ranienia się nawzajem. Może wtedy łatwiej będzie przejść do kolejnego etapu znajomości?
Zerwanie jest zawsze trudną i szokującą zmianą dla obu stron. I dla tej porzuconej, i dla tej zrywającej, która musi wykazać się siłą i asertywnością, by do zerwania doprowadzić. Nawet gdy związek się wypalił i ludzie czują się wyłącznie współlokatorami, to nadanie innej formy tej relacji bywa niezwykle żmudne. Choć nie jest to niemożliwe.
Porozmawiajmy więc o momencie, gdy byli partnerzy mają już uporządkowane życie emocjonalne i chcą się na nowo ze sobą zaprzyjaźnić. Co wtedy?
Znów powiem, że to jest możliwe, ale wymaga otwartości z obu stron na stworzenie swojego rodzaju mikrospołeczności – nie tylko z rodziną i dziećmi oraz z przyjaciółmi od lat, ale poszerzaniem jej o tych nowych w tej grupie bliskich, czyli właśnie eksów. Jeśli z obu stron jest na to przychylność i staną się oni jawnie częścią większej grupy, może się to udać. Przy czym zachwianie równowagi – to znaczy jedna strona chce obecności eks, a druga nie do końca – rodzi zwykle pewne napięcia.
Generalnie, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, kim dokładnie były partner czy partnerka mają być w naszym obecnym życiu i na jakich zakresach.
Czyli spontaniczne nawiązanie takiej więzi jest niemożliwe?
Jest możliwe, ale trudne do utrzymania. Dojście do równowagi po rozstaniu wymaga czasu, by złapać dystans do osób i zdarzeń. Wchodzenie ponownie w inną relację z tą samą osoba wymaga odpowiedniej uważności, by przypadkiem na nowo nie wejść z otwartym sercem w to, co z jakiegoś powodu nie działało tak jak trzeba.
Porozmawiajmy więc o czymś pozytywnym w relacji z byłym partnerem. Jest on przyjacielem, ale równocześnie kimś w rodzaju opiekuna i doradcy.
To znaczy?
Tłumaczy byłej partnerce męski punkt widzenia i ostrzega przed ewentualnym zagrożeniem ze strony jej adoratorów, choć akurat to drugie może ją czasami złościć.
No właśnie, taki były partner zachowuje się wówczas trochę jak rodzic, który irytuje nas swoimi przestrogami przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Buntujemy się przeciwko temu, ale jednocześnie możemy to odbierać jako przejaw troski, bo to jest przecież tak jakby miłe. Z drugiej strony – należy zadać sobie poważne pytanie: dlaczego ten ktoś to robi i dlaczego druga strona mu na to pozwala? Czy to także nie jest pewien rodzaj uwikłania – dopuszczanie byłego partnera do tak intymnej strony aktualnego życia?
Czy naprawdę potrzebujemy byłego partnera lub partnerki w roli doradcy życiowego, świadka naszych wyborów, pseudopsychoterapeuty czy protezy życiowej do wchodzenia w nowe związki? Przy okazji jest on rzeczoznawcą naszej niedoskonałości, świadkiem przeszłej niedoli. Tak dobrze przecież nas zna.
Nie myślałam w ten sposób… Może po prostu troszczą się o siebie? On wyjaśnia jej męski świat, a ona mu kobiecy – na przykład, dlaczego zła komunikacja może mu popsuć związek albo że kobieta ma inne oczekiwania niż mężczyzna.
Zgadza się, dotknęła pani takiej stereotypowej, ale wciąż funkcjonującej zależności.
Mężczyźni (choć nie tylko oni) zwykle potrzebują konkretnych recept, pragną jasno deklarującej swoje potrzeby partnerki. Kobiety zaś marzą o tym, by mężczyzna spełnił ich niewypowiedziane wprost oczekiwania, kiedy on nie ma o nich pojęcia i wolałby komunikację z wręcz łopatologiczną prostotą.
Z tego punktu widzenia przyjacielski układ z eks, który mógłby te obustronne zawiłości wyłożyć prosto z mostu, mógłby okazać się pożyteczny. Doświadczenie podpowiada mi jednak, że nie jest to trwałe rozwiązanie.
Inną kwestią jest, czy warto wysilać się, by naprawiać, ratować i polepszać życie swoim byłym partnerom, bo to forma amatorskiego ratownictwa czy prywatnej misji charytatywnej. Jeżeli ktoś chce takiego pomocowego układu z byłym partnerem, to proszę bardzo. Pokojowego Nobla czy nagrody za humanitaryzm nie dostanie, ale na pewno jest to dobry uczynek dla drugiego człowieka. Tylko do kiedy ma trwać taki układ pomocowy, całe życie?
Sama nawiązałam kontakt z byłym partnerem, ponieważ potrzebowałam porady dla przyjaciółki z zakresu jego specjalizacji, a wiedziałam, że jest kompetentny. Poczułam, jak brakowało mi pogawędek z nim, a nie było już między nami dawnego napięcia.
I jak pani to dziś ocenia?
Uznałam, że nadaje się na przyjaciela, jednak jako partner kiedyś zawiódł.
Dobrze jest mieć sieć przyjaciół, u których możemy poszukać wsparcia czy się ich poradzić. Część z nich wybieramy zwykle do wymiany zwierzeń, do opowiadania o bardziej intymnych sprawach, a część z nich funkcjonuje po prostu jako grupa życzliwych i pomocnych nam ludzi.
Ważne, by nie zawieszać wszystkich tych potrzeb na jednym człowieku. Szczególnie na takim, z którym jakiegoś powodu nie udało nam się zbudować trwałej bliskiej relacji.
Bo to może być wikłające dla obu stron?
Także z tego powodu, ale po prostu łatwiej wtedy uzyskać pomoc. Kiedy mamy kilkoro przyjaciół, jest to mniej angażujące dla każdego z nich. Poza tym, gdy doradców jest więcej, mamy również do wyboru różne punkty widzenia i w trudnej sytuacji łatwiej podjąć decyzję.
Myśląc o szukaniu pomocy u byłego partnera, warto też pamiętać, że nawet jeżeli lubiliśmy wspólne pogawędki z nim bądź po prostu doświadczenie jego obecności, to nie zmienia faktu, że w jakiś sposób zawiódł czy się nie sprawdził dla nas – i że tak naprawdę jest „taki, a nie inny”. Jego pakiet zalet nie jest wolny od jego pakietu wad. Należy podejść do tych sytuacji bez złudzeń.
Znam historię pewnego małżeństwa, które lata po rozwodzie wróciło do serdecznych kontaktów. Mają dobre relacje ze sobą i z dziećmi, są sobie nawzajem życzliwi.
Zdarzają się na szczęście i takie sytuacje, ale zakładam, że jednak pilnują oboje zasad nowego porządku w ich relacji. Mają swoje osobne życie i rytuały, a ich spotkania nie są szczególnie częste. Nie spędzają ich także na głębokich rozmowach o ich nowych partnerach czy związkach. Takie relacje przypominają raczej układ partnerów biznesowych bez zażyłości osobistej, czyli: współpracujemy, nawet się lubimy, ale sprawy domowe zostają w każdym odrębnym już domu. Pewne sfery się nie mieszają, bo ostatecznie nie są małżeństwem.
Tego nie wiem. Może więc receptą na udaną relację z byłym partnerem jest przede wszystkim pilnowanie granic?
Nie nazwałbym tego aż receptą, ale aby poukładać taką relację, trzeba na pewno na nowo jasno i asertywnie sformułować oczekiwania i zasady komunikowania się. Także po to, by nie stawiać swoich bieżących partnerów czy małżonków i siebie w niezręcznej sytuacji.
Jednocześnie zaznaczę, że nie ma co na siłę holować byłych partnerów, jeśli to jest niezgodne z naszą nową relacją. Włączenie eks w grupę bliskich i przyjaciół, by tam się odnalazł i funkcjonował w niej jako jedna z życzliwych nam osób, jest może i szlachetnym rozwiązaniem, jednak bazując na tym, co obserwuję w gabinecie, zachęcam raczej do kończenia trudnych, a tym bardziej wikłających związków. Chodzi o to, by oczyścić się i pójść naprzód do nowego świata, do nowych ludzi. Praca z pacjentami pokazuje, że dopiero tam, gdzie jedna relacja się zakończyła, pojawia się szansa na zaistnienie nowej dobrej relacji.
Kacper Stengert, psychoterapeuta, psycholog, coach. Pracuje w Instytucie Psychoimmunologii, ukierunkowany jest na nurt psychodynamiczny, ale wykorzystuje też nurt integracyjny. Autor kursów i warsztatów; kacperstengert.pl