1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Dlaczego tak rzadko uprawiacie seks?

Dlaczego tak rzadko uprawiacie seks?

123rf.com
123rf.com
Na początku prawie nie przestawialiście się kochać. A teraz...? Oto kilka powodów, które mogą wyjaśnić, dlaczego nie masz ochoty na seks.

Wieczorne zmęczenie

Cały dzień pracujesz zawodowo,  wracasz do domu, chcesz spędzisz trochę czasu z dziećmi, a gdy już pójdą spać - sprawdzasz prywatną pocztę,  bezmyślnie „poskaczesz” po programach telewizyjnych, nie skupiając się na żadnym, i zasypiasz, gdy tylko przyłożysz głowę do poduszki.

Co robić? Pomyśl o porannym seksie.  Mężczyźni zazwyczaj budzą się pobudzeni, więc chętnie akceptują  taki początek dnia.

Rutyna  w seksie

Po kilku latach związku ryzyko znudzenia seksem z tym samym partnerem jest bardzo wysokie. Nie jesteś ani pierwsza, ani ostatnia.

Co robić? Porozmawiaj z partnerem, jak  urozmaicić wasze życie seksualne. Może kupicie gadżety erotyczne, pójdziecie na warsztat tantryczny albo wypróbujecie nowe pozycje?

Nadmiar alkoholu

Zależność między alkoholem i seksem jest bardzo złożona. Jeden albo dwa drinki rozluźniają, ale już więcej może utrudnić kobietom przeżycie orgazmu. Panuje przekonanie, że ten problem dotyczy tylko mężczyzn. Nic bardziej mylnego!

Co robić? Jeśli partnerzy decydują się seks po dużej dawce alkoholu, to powinni pamiętać, że to gra na „chybił-trafił". To pozwoli uniknąć rozczarowania i wzajemnej niechęci. 

Niski poziom estrogenu

Po przekroczeniu czterdziestki kobiety doświadczają spadku poziomu estrogenu, co zdaniem specjalistów może przełożyć się na mniejsze pożądanie seksualne. Nie należy też zapominać, że efektem tych zmian hormonalnych jest suchość pochwy, czyli ból przy stosunku, co zdecydowanie nie wzmaga ochoty na seks.

Co robić? Stosuj lubrykant , który rozwiąże problem suchości. Porozmawiaj też z lekarzem. Być może zdecydujesz się na terapię hormonalną.

Natłok myśli i stres

Jeśli kładziesz się do łóżka z myślą o prezentacji następnego dnia, problemach z pieniędzmi albo nielojalnym koledze z pracy, to trudno ci się będzie skupić na seksie. Jak każda inna czynność, tak i intymność potrzebuje świadomego przeżywania.

Co robić? Seks jest doskonałym odstresowywaczem, ale nie myl partnera z terapeutą. Jeśli jesteś w złym nastroju, powiedz mu o tym wcześniej, zamiast dziwić się potem, że było nie „nie tak”.

Niska samoocena

Badania wskazują, że bardzo wiele kobiet zastanawia się na tym, jak będzie wyglądać w czasie uprawiania seksu. W skrajnych przypadkach panie są nawet gotowe zrezygnować z życia seksualnego.

Co robić? Problem z niską samooceną może wymagać pomocy terapeuty.  Możesz jednak zacząć od tego, żeby zapytać partnera, co jest dla niego najbardziej atrakcyjne w tobie, i eksponować te atuty. Dobre wpływ na poczucie atrakcyjności dają też zabiegi pielęgnacyjne, masaże albo ładna bielizna.

Źle dobrane leki

Jest wiele leków, które wpływają na odczuwanie pożądania, m.in. niektóre leki na krążenie, antydepresanty. Jeśli nagle stracisz ochotę na seks, a niedawno zaczęłaś brać nowe leki, może to był właśnie uboczny skutek leczenia.

Co robić? Dokładanie przeczytaj na ulotce, jakie skutki uboczne mogą przynieść twoje leki. Jeśli podejrzewasz, że mniejsze libido jest jednym z nich, skonsultuj się z lekarzem – poproś o przepisanie zamiennika .

Nadmiar technologii

Jeśli ty albo partner jesteście jak „przyspawani" do  urządzeń mobilnych –  nawet w łóżku  oglądacie Facebook, sprawdzacie pocztę, czytacie i wysyłacie smsy, to możecie być pewni, że będzie coraz mniej seksu w waszym związku.  Aż do… zupełnej dominacji technologii.

Co  robić? Jeśli zależy ci na udanym życiu seksualnym, to konsekwentnie przestrzegaj założenia, że w łóżku jest miejsce tylko na dwie rzeczy: sen i seks.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Co najbardziej niszczy życie erotyczne?

Seks jest czułym barometrem tego, co się dzieje w związku. Jeżeli nie odczuwamy pożądania, to znaczy, że dzieje się coś złego. (Fot. iStock)
Seks jest czułym barometrem tego, co się dzieje w związku. Jeżeli nie odczuwamy pożądania, to znaczy, że dzieje się coś złego. (Fot. iStock)
Wzajemne zranienia, przykrości, poniżanie. – Jeżeli generujemy w sobie negatywne uczucia, nie ma możliwości, żebyśmy znaleźli porozumienie w łóżku – stwierdza seksuolog Andrzej Depko. I podpowiada, co zrobić, by w relacji znowu zaczęło iskrzyć.

Jaki jest klucz do prowadzenia udanego życia seksualnego? Choć może to się wydać banalne, podstawowym czynnikiem jest stan naszego zdrowia. I nie chodzi tu tylko o brak choroby lub nasze samopoczucie fizyczne, ale też o kondycję psychiczną i społeczną. Wszystkie te aspekty składają się na naszą wydolność seksualną. Często nie doceniamy siły libido, bagatelizujemy jego wpływ na nasze życie. A tymczasem jest to rodzaj bardzo silnego napięcia wewnętrznego, które domaga się rozładowania. Jego intensywność wynika z poziomu hormonów i neuroprzekaźników w naszym ciele. I jest tak specyficzne, że nie zaspokoimy go w żaden inny sposób. Rady typu: „Idź pobiegać” albo: „Weź zimny prysznic” to tylko półśrodki, które odwlekają w czasie jego rozładowanie. Jeżeli nie podejmiemy świadomych zachowań poprzez wejście w interakcje seksualne albo masturbację, to organizm w nocy podczas snu sam to napięcie zredukuje.

Co niszczy libido

Jak dowodzą badania, chorobą, która obecnie najbardziej zaburza libido, jest depresja. Ocenia się, że u około 1/5 chorych występuje jego spadek. Problemy seksualne mogą wiązać się z samą istotą choroby lub być powikłaniem stosowania leków przeciwdepresyjnych. Innym czynnikiem psychologicznym, który może działać destrukcyjnie na seksualność, są narzucane przez otoczenie normy społeczne i wychowanie. Szczególnie dotyczy to kobiet, które często żyją w sprzeczności pomiędzy potrzebami seksualnymi a światopoglądem, którym są karmione w domu lub bliskim otoczeniu: że seks to zło, że trzeba walczyć z pożądaniem i czekać na tego jedynego. W kościele muszą spowiadać się ze swoich „grzesznych” myśli i czynów. To, co generuje ich organizm i co dyktuje im głowa, wywołuje w nich silne rozdarcie. Efektem końcowym może być zablokowanie libido.

Innym rodzajem „wygaszacza” popędu seksualnego może być rozczarowanie miłosne – rozstanie z mężczyzną, który budził wielkie nadzieje na wspólne życie. Kobieta może wtedy poczuć się wykorzystana i wpędzać się z tego powodu w poczucie winy. Bywa, że niechęć do konkretnego partnera generalizuje na wszystkich mężczyzn i nie jest w stanie wyobrazić sobie seksu z kimkolwiek.

Zablokowanie popędu może nastąpić również w z pozoru trwałym i udanym związku, który jednak po bliższej obserwacji okazuje się rozczarowujący. Bo on miał być opiekuńczy, pomocny, a jest skupiony tylko na swoich celach, często opryskliwy, arogancki, wręcz wulgarny. Po pewnym czasie pojawia się efekt wyparcia i w końcu niechęć lub wręcz awersja do partnera. A to może doprowadzić do całkowitego zaniku pożądania.

Jeżeli miałbym wskazać jednoznacznie, to najbardziej destrukcyjnie na życie seksualne wpływają zaburzenia w relacjach. Partnerzy nie pożądają siebie, bo sprawili sobie wiele przykrości, skrzywdzili się i poniżyli nawzajem. A jeżeli generują w sobie negatywne uczucia, nie ma możliwości, żeby znaleźli porozumienie w łóżku. Nawet jeżeli na początku związku udało się stosować mechanizm godzenia się w sypialni, to z czasem przestaje to działać, a nierozwiązane problemy powracają z coraz większą siłą.

Urlop zamiast tabletki

Bywa też tak, że głównym winowajcą jest nie niechęć, a brak czasu. Kiedy dbamy o wysoki poziom życia, co wymaga z naszej strony dużego zaangażowania w sferę zawodową, życie seksualne schodzi na dalszy plan. Wspólne wakacje mogą dobrze podziałać na jego ponowne rozbudzenie. Oderwanie się od codziennych obowiązków, wyrwanie się z kieratu odciąża układ nerwowy. Gdy stajemy się zrelaksowani i beztroscy, zyskujemy większą wrażliwość na bodźce, które wcześniej były blokowane. I nie ma znaczenia, czy to będą Bahamy latem, czy Alpy zimą. Choć z pewnością intensywne nasłonecznienie powoduje zwiększony przepływ krwi i zwiększoną produkcję hormonów, zatem w okresie wiosenno-letnim nasza percepcja na bodźce erotyczne się wzmaga.

Pamiętajmy jednak, że jeżeli w związku występują wzajemne tarcia, narastają rozczarowania i pretensje, to na wspólnych wakacjach one nie znikną, a wręcz się wzmogą. W takiej sytuacji bezpieczniejszym wyjściem są oddzielne urlopy, tak żeby każdy mógł odetchnąć i zdystansować się, może nawet zatęsknić i wrócić z jakimiś propozycjami i chęcią porozumienia.

Kiedy nie ma chęci

Co robić, kiedy w związku jest dobrze, obie strony się kochają, a mimo to kobieta nie czuje żadnego pożądania? Badania pokazują, że na zespół obniżonego napięcia seksualnego HSDD (ang. hypoactive sexual desire disorder) cierpi już 15–20 proc. kobiet na świecie. Przyczyna nadal pozostaje nieznana. Podłożem mogą być niewykryte problemy hormonalne wynikające z zaburzonej funkcji podwzgórza lub przysadki mózgowej. Jeżeli poziom hormonów płciowych był zbyt niski, aby rozbudzić popęd seksualny, dziewczyna wkracza w dorosłe życie z wygaszonym popędem. Nie odczuwa pożądania i jej go nie brakuje. Ale to nie oznacza, że nie może się zakochać. Zazwyczaj wchodzi w relację, w której w końcu zostaje zainicjowany kontakt seksualny i nagle odkrywa, że w chwili zbliżenia nic nie czuje. Tak jakby wszystko działo się za szybą. Partner w tym samym czasie podnieca się, głęboko przeżywa każdą chwilę, każdy dotyk. Wraz z upływem czasu bodźce erotyczne, które początkowo były odbierane jako obojętne, wywołują zniechęcenie, a gdy staną się już nieprzyjemne, doprowadzają do awersji seksualnej. Jeżeli nie ma podniecenia, to nie ma lubrykacji, a wtedy wszelkie próby penetracji są bardzo nieprzyjemne. Takie bolesne doznania utwierdzają kobietę w przekonaniu, że aktywność seksualna jest bez sensu. Ale widząc przeżycia partnera i słysząc historie innych kobiet, może poczuć, że coś ją w życiu omija. Może odnaleźć imperatyw do tego, żeby coś u siebie zmienić. Choć są też kobiety, które bardzo sobie chwalą i afirmują aseksualność.

U mężczyzn stałe psychiczne wygaszenie libido też jest możliwe – według badań dotyczy to ok. 17 proc. populacji. Od wieków w większości społeczeństw obowiązuje stereotyp, że męskość oznacza twardość, a twardość łączy się z odpornością na bodźce zewnętrzne, które mogą zranić. A przecież mężczyźni potrafią być tak samo wrażliwi jak kobiety. Interakcja seksualna może być dla nich tak samo przytłaczająca albo nieprzyjemna i powodować zablokowanie pożądania. On może z tego powodu zacząć jej unikać, a ona może uznać, że on kogoś ma i ją zdradza. Zdarzają się pary, w których niedopasowanie psychiczne jest tak duże, że on się wycofuje z relacji z kobietą, pozostając jedynie w roli ojca i głowy rodziny. Żona domaga się swoich praw, a on boi się powiedzieć, że jej nie chce. I jednocześnie nie pożąda też innych kobiet.

Zdrowie a seks

Jeśli chcemy zadbać o nasze libido, w pierwszej kolejności zatroszczmy się o swoje zdrowie i zmotywujmy partnera do tego, żeby też to zrobił. Mężczyźni mają wrodzoną skłonność do zaniedbywania siebie i często nie rozumieją, że jeśli nie zatroszczą się o siebie, nie będą w stanie sprostać oczekiwaniom seksualnym – swoim i partnerki. Dlatego mądra partnerka powinna zainspirować ukochanego do tego, żeby prawidłowo się odżywiał i pamiętał o wysiłku fizycznym, chociażby w postaci spaceru.

W drugiej kolejności zadbajmy o nasze relacje. Seks jest czułym barometrem tego, co się dzieje w związku. Jeżeli nie odczuwamy pożądania, to znaczy, że dzieje się coś złego. Nie forsujmy za wszelką cenę naszej wizji udanej relacji. Druga strona może nie protestować, ale żyć w coraz większym napięciu, skrycie pragnąć czegoś zupełnie innego. Jeżeli żyjemy tak uwikłani, to pierwszym symptomem pogłębiającego się nieporozumienia będzie drastyczne obniżenie częstotliwości naszych kontaktów seksualnych. I dobrze, żeby temu problemowi przyjrzeć się z pomocą terapeuty. Nie musi to oznaczać rozpoczęcia wieloletniej terapii, może to być kilka spotkań, w czasie których nauczymy się słuchać, rozmawiać albo zlokalizujemy problem. To nic wstydliwego, a wręcz odwrotnie – to wyraz dojrzałej troski o związek.

Jeśli odczuwamy zadowolenie z naszej sfery intymnej, oznacza to, że jesteśmy zdrowi oraz potrafimy nawzajem o siebie zadbać. Nic, tylko pielęgnować nasz zakres relacji. Rozmawiajmy, nie rańmy się, nadal się o siebie troszczmy. I pamiętajmy, że seksualność też się z czasem zmienia i nawet najwspanialszy seks wymaga zmiany oprawy – wyjścia z sypialni albo powrotu do niej, jeżeli kochaliśmy się zazwyczaj gdzie indziej. Urozmaicenie jest przyprawą, która sprawia, że ta sama potrawa smakuje zupełnie inaczej.

  1. Seks

W seksie również należy się szkolić

Lubimy porównywać seks do jedzenia: obie dziedziny odwołują się przecież do zmysłów. Skoro więc kupujemy książki kucharskie z daniami kuchni całego świata, próbując wprowadzać nowe smaki, czemu nie poszukać inspiracji w sferze erotyki? (Fot. iStock)
Lubimy porównywać seks do jedzenia: obie dziedziny odwołują się przecież do zmysłów. Skoro więc kupujemy książki kucharskie z daniami kuchni całego świata, próbując wprowadzać nowe smaki, czemu nie poszukać inspiracji w sferze erotyki? (Fot. iStock)
Lubimy porównywać seks do kuchni. Dobrze! Życie erotyczne powinno być jak nieustająca uczta. Czemu nie jest? Może do sypialni zakradł się jakiś błąd w sztuce?

Kto sięga po poradniki seksualne? Badania przeprowadzone wśród sprzedawców w amerykańskich księgarniach pokazują, że ponad 80 procent czytelników stanowią kobiety. Czyżby wiedziały o seksie mniej niż mężczyźni? Niekoniecznie. Za to częściej uważają, że w tej sferze można – a nawet trzeba – się doskonalić.

– Panowie stawiają wyjątkowy opór w kwestii dokształcania seksualnego. Jakąkolwiek sugestię, że mogliby się czegoś douczyć, uważają bowiem za ujmę na honorze – mówi Małgorzata Zaryczna, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. Tymczasem, zdaniem seksuologów, poradniki seksualne powinna czytać każda para kochanków. Bo choć różni ich być może wiedza na temat seksu, własne doświadczenia, oczekiwania i potrzeby, to jednak z pewnością oboje mogliby się czegoś nowego nauczyć. I to wspólnie.

Lubimy porównywać seks do jedzenia: obie dziedziny odwołują się przecież do zmysłów. Skoro więc kupujemy książki kucharskie z daniami kuchni całego świata, próbując wprowadzać nowe smaki, czemu nie poszukać inspiracji w sferze erotyki? Przecież seks jest kuchnią pożądania...

Lekcja pierwsza: wiedza o partnerze

– Czy na pewno wiemy, co lubi nasz partner, czy tylko tak nam się wydaje? – pyta Małgorzata Zaryczna. – Często bywa tak, że upodobania kochanka lub kochanki wnioskujemy z wyglądu, min, gestów, westchnień… Zgadujemy. I raczej rzadko mamy odwagę weryfikować tę wiedzę, bo a nuż okaże się, że coś jest jednak nie tak albo że do tej pory wszystko robiliśmy źle.

Takie ryzyko powstrzymuje przed pytaniami i zmianami. Schematycznie to wprawdzie bez fajerwerków, ale za to bezpiecznie. Tylko że wyjście poza rutynę nie musi być od razu skokiem na głęboką wodę. Zacznijmy od dodatkowej szczypty uwagi wobec kochanka i uruchomienia wyobraźni.

Kobiety narzekają nieraz, że mężczyźni traktują je jak roboty: znają tylko trzy przyciski: dwa na górze i jeden na dole. Podotykają je trochę i... ot, cała gra wstępna. A współcześni mężczyźni, przytłoczeni wiedzą o sposobach dostarczania kobiecie rozkoszy, przerażeni, czy podołają, wolą w gąszczu niepewności swoje sprawdzone trzy przyciski. Dość częsty błąd kochanków to tendencja do dawania drugiej osobie tego, co sami chcielibyśmy dostać. Dlatego kobiety pieszczą mężczyzn subtelnie, muskając ich skórę, podczas gdy oni woleliby mocniejsze pieszczoty, bo ich skóra jest słabiej unerwiona. Dokładnie odwrotnie postępują panowie – ich dotyk bywa dla kobiet zbyt mocny i gwałtowny.

Podobnie dzieje się z łóżkowymi rozmowami: mężczyźni, którzy sami chcieliby usłyszeć, że są świetnymi kochankami i że ich partnerkom z nikim dotąd nie było tak dobrze, jak z nimi – właśnie to dają im do zrozumienia. Tymczasem kobieta wolałaby usłyszeć „jesteś piękna” lub „kocham cię”.

Kolejny błąd: wygodnictwo. Z czasem nie chce nam się już szukać, sprawdzać, starać się. Skoro coś do tej pory działało, będzie działało zawsze – myślimy.

– Często próbujemy stosować triki sprawdzone w poprzednich związkach – w kolejnych relacjach. To nie jest dobry pomysł. Każdy jest przecież inny, każdy ma swoje potrzeby i upodobania. Nie ma sensu porównywać obecnego partnera z poprzednim – twierdzi Małgorzata Zaryczna. – A w stałych związkach nie ulegajmy przyzwyczajeniom. Na drugą osobę trzeba być uważnym przez cały czas. To, co sprawiało nam przyjemność dziesięć lat temu, dziś może być irytujące. I odwrotnie: coś, czego nie lubiliśmy i kiedyś nas odstraszało, dziś możemy postrzegać jako nęcące.

 

Lekcja druga: geografia mężczyzny

Jest taki dowcip: Ile stref erogennych ma mężczyzna? I do wyboru trzy odpowiedzi: a) jedną, b) jedną, c) jedną. Śmieszne? Przede wszystkim bardzo nieprawdziwe.

– Uważa się, że aż 60 procent ciała kobiety to strefy erogenne – mówi Zaryczna. – W porównaniu z tym 12 procent ciała mężczyzny to niewiele. Ale to wciąż dużo więcej niż tylko penis i jądra.

Manuela Gretkowska powiedziała kiedyś, że mężczyzna jest łatwy w obsłudze, bo ma tylko jedną dźwignię. Niektóre kobiety obrały to zdanie za drogowskaz, jak sprawiać przyjemność swojemu partnerowi. Niestety, ten sposób grozi skazaniem się na nudę w sypialni. Prawda jest taka, że każdy centymetr kwadratowy ludzkiej – zarówno męskiej, jak i kobiecej – skóry jest bogaty w receptory nerwowe wrażliwe na stymulację. – A strefy erogenne mężczyzny pokrywają się mniej więcej ze strefami erogennymi kobiety – dodaje seksuolog. – Należą do nich nie tylko genitalia, ale także wewnętrzna część ud, brzuch, podbrzusze, sutki, pośladki, uszy czy kark.

Jeśli oczekujemy od partnera indywidualnego podejścia do naszego ciała, to nie ma powodu, by nie zrewanżować mu się tym samym. – Kiedy znamy już jego „podręcznikowe” strefy erogenne, poznajmy pozostałe, te „prywatne”. Ich odkrycie może okazać się niespodzianką, a dla partnera – źródłem głębszych rozkoszy – mówi seksuolog.

Lekcja trzecia: sztuka odmawiania

Nie masz ochoty na seks – to zdarza się każdemu. Pytanie: czy potrafisz o tym zakomunikować swojemu partnerowi lub partnerce? Czy umiesz odmawiać?

A cóż to za trudność?! Chyba jednak duża, skoro z takim problemem zmaga się coraz więcej małżeństw. Zwykle mechanizm wygląda następująco: ten kto odmawia ma poczucie winy, bo myśli, że partner czuje się odrzucony, zraniony. Żeby się lepiej poczuć – świadomie lub podświadomie – zarzuca mu, że to on jest winny, bo chce seksu. Gdyby nie chciał, nie byłoby odmowy, a więc i poczucia odrzucenia. Z kolei druga osoba zaczyna oskarżać partnera lub partnerkę o brak uczuć i oziębłość, zwłaszcza gdy odmowa zdarzyła się kilka razy…

– A przecież tu nie ma miejsca na ocenę czy oskarżenia – uważa seksuolog. – To, że mamy potrzebę seksualną, nie jest ani gorsze, ani lepsze od tego, że jej nie mamy. Oba stany są jednakowo w porządku. Gdy kobieta swoje poczucie winy za to, że odmawia seksu, umieszcza w mężu, on czuje się potępiony za swe naturalne potrzeby. To błędne koło, które zatruwa życie wielu parom.

– Byłoby idealnie, gdybyśmy umieli powiedzieć „nie” w taki sposób, by nie karać drugiej strony za jej potrzeby – radzi Zaryczna. – Zamiast dwóch mielibyśmy jeden problem. A być może i żadnego, bo jak się mówi „nie” bez oskarżania, to druga strona ma znacznie mniejsze powody do niezadowolenia. Zamiast zmuszać się do seksu „dla dobra sprawy”, można przecież powiedzieć: „nie mam ochoty, ale postaram się w inny sposób zaspokoić twoje potrzeby” i zaproponować na przykład pieszczoty. Pamiętajmy przy tym, że seksualność kobiety jest tak skonstruowana, że pożądanie może pojawić się dopiero podczas pieszczot, na które wcześniej nie miała ochoty. To kolejny argument za uczciwością wobec swoich potrzeb.

Druga strona nie może też nalegać zbyt mocno. Trzeba się spotkać w pół drogi. Zaopiekować nawzajem swoimi potrzebami. Kiedy oddzieli się odmowę od oceny, nie ma presji. Ta jest zawsze zabójcza dla udanego życia erotycznego.

Zajęcia praktyczne: kuszenie i uwodzenie

Co najczęściej powtarzają mężczyźni? „Jesteśmy wzrokowcami”. Co robią kobiety? Słyszą to i… niewiele z tego wynika. Kiedy on proponuje ukochanej, by włożyła seksowną bieliznę, pończochy czy koronkową koszulkę, ona uważa to za co najmniej niestosowne, ma poczucie, że mąż traktuje ją jak dziwkę lub w najlepszym przypadku bezosobowy obiekt seksualny!

– Nie ma nic złego w tym, że w kawałku koronki wyglądasz seksownie, a twój partner ma na ciebie większą ochotę – uważa Zaryczna. – Przecież w sypialni ma być seksownie! To, że działasz na niego w wyuzdanej bieliźnie, wcale nie znaczy, że nie będzie cię kochał w dżinsach na wycieczce.

Przebieranki i eksperymenty od czasu do czasu mogą ożywić, a wręcz uzdrowić życie seksualne w stałych związkach. Bo gdy jesteśmy razem wystarczająco długo, by być pewnymi swoich uczuć, przestajemy się nawzajem kusić, uwodzić, zabiegać o siebie. Traktujemy partnera, jakby nosił nalepkę „zaklepany”. A to kolejny, dość powszechny błąd!

Na początku znajomości kobiety bawi noszenie atrakcyjnej bielizny czy właśnie jej nienoszenie. Mężczyźni kupują swoim dziewczynom kwiaty i czekoladki, zabierają je na randki w romantyczne miejsca, prawią komplementy… Dlaczego to nie trwa wiecznie? Nie tylko z powodu lenistwa. Wieloletnie pary często mają niszczące poczucie, że już nie będzie tak, jak na początku. Porównują stan obecny z okresem, kiedy pomiędzy nimi iskrzyło od rana do… rana. A skoro „to se ne vrati”, to po co się trudzić?

– W dodatku kobiety nie chcą eksperymentować, bo się boją, że jeśli raz założą koronkowe body, partner będzie tego oczekiwał już zawsze – a może ona nie będzie mieć akurat na to ochoty? – dodaje Zaryczna. – Mężczyzna podobnie: przechodząc koło kwiaciarni, nawet wpadnie na pomysł, by kupić żonie kwiaty, ale na myśl, że zamiast „dziękuję”, usłyszy zarzut: „czemu tak rzadko?” – woli wrócić z pustymi rękoma.

A bynajmniej nie o to chodzi, kto, ile i jak często. Naprawdę liczy się, że partner pamięta, myśli, pragnie właśnie mnie, że nadal chce się dla mnie starać. Że celebruje spędzony wspólnie czas.

  1. Seks

Jak pokonać rutynę w seksie?

Warto, aby para z długim stażem porozmawiała o pogłębianiu doznań w różnych wymiarach życia seksualnego. (Fot. iStock)
Warto, aby para z długim stażem porozmawiała o pogłębianiu doznań w różnych wymiarach życia seksualnego. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Po wielu latach związku nie będziemy czuć dokładnie tego samego, co na początku. Ale może się pojawić inny, nowy zakres wspólnych przeżyć, których byśmy nawet się nie spodziewali – mówią edukatorka seksualna dr Izabela Fornalik i psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro.

Patrycja i Rafał są małżeństwem od ośmiu lat, zanim się pobrali, spotykali się przez trzy lata. Przyjaciele żartują, że są jak papużki nierozłączki. – Rzeczywiście, bardzo lubimy ze sobą przebywać – potwierdza Patrycja. Kochamy się i świetnie rozumiemy, podobne rzeczy nas interesują i podobne bawią. W seksie też jesteśmy dobrani, po 11 latach znamy swoje ciała doskonale i bardzo szybko potrafimy się wzajemnie zaspokoić. To może dziwne, bo choć czuję się spełniona i szczęśliwa, to z drugiej strony bywam trochę znużona tym, że nasza bliskość jest tak przewidywalna. Jest w niej rozkosz, ale brakuje ekscytacji i niespodzianki. Wszystko jest takie oczywiste i powtarzalne, że pomału wkrada się do naszego łóżka nuda. Kocham męża i chciałabym coś zrobić, żeby znowu poczuć motyle w brzuchu, jak kiedyś…

Izabela Fornalik:
Nawet najsmaczniejsze lody, często jedzone, przestają smakować tak jak za pierwszym razem. Bez wątpienia warto, aby para z długim stażem porozmawiała o pogłębianiu doznań, ale w różnych wymiarach życia seksualnego. Są pary, które potrzebują pogłębienia doznań w sferze stricte fizycznej, począwszy od prostych rozwiązań, jak użycie różnego rodzaju gadżetów typu prezerwatywy z wypustkami czy wypróbowanie nowej pozycji seksualnej, aż po zapisanie się na zajęcia, np. warsztaty waginalne lub te dla par, które chcą czerpać większą radość z seksu. Ciekawym pomysłem jest też coaching seksualny. Jest on uzupełnieniem, a czasem alternatywą dla terapii, która diagnozuje i zajmuje się konkretnym problemem. Nasza para mogłaby skorzystać z oferty coachingu, który umożliwi rozszerzenie palety technik seksualnych. Zajęcia tego typu pozwalają odkryć potrzeby i możliwości własnej seksualności. Uczą też mówienia o intymnych potrzebach i przeżyciach. Takie pary jak Patrycja i Rafał nie potrzebują terapii, ale rozwinięcia i odkrycia nowych przestrzeni w swoim życiu seksualnym.

Może temu służyć również poznanie tao seksu albo jogi, która dzięki uaktywnieniu ciała poprawi oddech, a ten ma przecież związek z osiąganiem przyjemności. Różnego rodzaju nowe doznania w obszarze fizyczno-psychicznym, jak chociażby medytacja według Osho, przekładają się na większą świadomość ciała i jego otwarcie na zmysłowe doznania.

Bianca-Beata Kotoro:
Dobrym pomysłem będzie pójście na kurs masażu. Potem można zacząć wypróbowywać na sobie to, czego się nauczyło. Jeśli związek ma długi staż, ludzie przestają rozmawiać ze sobą o pewnych rzeczach, bo one stają się oczywiste. Wiele osób błędnie myśli: „skoro wiem, jaki rodzaj dotyku lubi mój partner i potrafię go uszczęśliwić, to nie ma potrzeby pytać go, jak sprawić mu przyjemność”. I tak seks staje się obszarem bez słów, bo uważamy, że już wszystko o sobie wiemy. Warto wrócić do rozmowy, do pytań o doznania i do mówienia o odczuciach. Można nawet się umówić, że ta osoba, która jest pieszczona, opowiada o tym, co czuje. Dzięki temu tworzy się nowy obszar intymnej relacji. A słowo staje się na powrót afrodyzjakiem. To naturalne, że para, która jest już ze sobą 11 lat, potrafi porozumiewać się bez słów, ale naprawdę warto odkryć na nowo magiczną moc słowa.

I.F.:
Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że po wielu latach związku nie będziemy czuć dokładnie tego samego, co na samym początku, czyli przysłowiowych motyli w brzuchu. Początkowa fascynacja i ekscytacja jest czymś wspaniałym, wyjątkowym, lecz nie liczmy na to, że jakimiś sztuczkami ten stan przywrócimy. Ale może się pojawić inny, nowy zakres wspólnych przeżyć, których byśmy nawet się nie spodziewali.

B.B.K.:
W miarę trwania związku dojrzewamy, nie tylko przybywa nam lat, mamy inne doświadczenie, ale też zmieniają się nasze upodobania, fascynacje i zainteresowania w każdym względzie. I jeśli ktoś lubi pieszczoty pleców, a ma np. obiekcje wobec stosunków oralnych, to nie znaczy, że po 10 latach będzie preferował dokładnie to samo. Dlatego tak ważna jest wymiana myśli – werbalnie, bo nikt z nas nie jest jasnowidzem. Nie łudźmy się, że wiemy o partnerze wszystko – to po prostu niemożliwe. Jednak, żeby rozmawiać o seksie, trzeba umieć rozmawiać o innych rzeczach, a to oznacza, że trzeba razem spędzać czas. Zadbać o to, żeby bliskość zaistniała przy wspólnym działaniu w innych niż tylko sypialnia obszarach. Nie traktujmy też tego, że mamy orgazm, jako ostatecznej wyroczni, że wszystko jest wspaniale i nic nie trzeba zmieniać.

I.F.:
Bywa, że partnerzy z czasem w różnych sferach życia zaczynają się rozmijać, tracąc ze sobą kontakt, a w sypialni jeszcze odnajdują porozumienie, z tym że na zasadzie wyrobionych nawyków. Wtedy warto zainwestować w czas poświęcony nowym doświadczeniom. Cenne mogą się okazać oferty różnych warsztatów ogólnorozwojowych. Dzięki takim doświadczeniom dajemy sobie wspólny czas, otwieramy się na nowe przeżycia i odnajdujemy w sobie inne możliwości.

B.B.K.:
Często kobiety fantazjują o romantycznym kochanku, bo ich orgazmy z mężem nabrały mechanicznego charakteru. Udany seks to nie taki, w którym za każdym razem dochodzi do ekstazy, ale ten, który ma satysfakcjonującą aurę, spełniający nas we wszystkich wymiarach.

I.F.:
Polecam bardzo ciekawą publikację Dagmar O’Connor „Jak kochać się z tą samą osobą do końca życia i wciąż to lubić”.

B.B.K.:
To lekka lektura, a przy tym bardzo praktyczna, bo przedstawia liczne, łatwe do zastosowania pomysły. Przy czym mając wieloletnie doświadczenie pracy w gabinecie, domyślam się, że na takie lektury czy warsztaty dotyczące seksualności znacznie częściej gotowe są kobiety, mężczyźni chyba lepiej zareagują na konkretne propozycje, np. kurs tańca czy masażu, a mniej odnoszące się do seksualności, które mogą odebrać jako aluzyjną krytykę swoich możliwości.

Mężczyzn, którzy przychodzą do mojego gabinetu, ale mają wyraźny problem z mówieniem o swojej seksualności, pytam zazwyczaj, czy lubią tańczyć i w jaki sposób. I nie chodzi mi bynajmniej o umiejętności techniczne, ale o przyjemność płynącą z ruchu w rytm muzyki, nawet jeśli ten ruch sprowadza się do kilku kroków i nie jest oczywiście pod wpływem alkoholu ani innych substancji. Jest to ważny wskaźnik tego, jak dana osoba zachowuje się w obrębie życia seksualnego i jej otwartości na cielesne doznania. Ci, którzy nie mają problemów z poddaniem ciała rytmowi, o wiele łatwiej poddają się poszukiwaniom seksualnych doznań. Dlatego polecam parom kurs tańca, żeby odkryły w nim nowy rodzaj fizycznej bliskości.

I.F.
: Warto też wspomnieć o tym, że pogłębienie doznań w obszarze duchowym wpływa na jakość bliskości fizycznej między partnerami. Głębszy, filozoficzny namysł nad istotą związku, siebie i partnera pozwala uzmysłowić sobie, jak unikalne jest to, że się spotkaliśmy, że możemy sobie coś nawzajem dać, przeżyć wspólnie ważne dla nas obojga chwile. Jeśli przestaniemy patrzeć na partnera jak na dobrze znany i przewidywalny obiekt codziennego obcowania, mamy szansę odkryć w nim tajemnicę i wyjątkową niepowtarzalność, a w ślad za tym jego ciało, reakcje, uczucia nie będą już tak oczywiste. Seksualność często kojarzy się jedynie z fizjologią, a to jest doświadczenie obejmujące wszystkie aspekty ludzkiego istnienia, a więc też emocjonalny i duchowy. Nie wolno o tym zapominać.

Dr Izabela Fornalik, pedagog specjalny, edukatorka seksualna, nauczycielka akademicka, autorka pierwszych w Polsce praktycznych poradników na temat seksualności osób z niepełnosprawnością intelektualną.

Bianca-Beata Kotoro, psychoseksuolog, psychoonkolog, terapeutka, prowadzi terapię w Instytucie BEATA VITA, jest prezesem Stowarzyszenia Europacolon Polska oraz Fundacji Edukacji Seksualnej PO PROSTU.

  1. Seks

Seks rodziców – jak się zachować, gdy dziecko wejdzie do sypialni?

Zdarza się, że dzieci wpadają do sypialni rodziców w najmniej odpowiednim momencie i widzą jak rodzice uprawiają seks. Co zrobić, co powiedzieć, gdy zostaniemy „nakryci” przez dziecko? Jak ono postrzega seks rodziców? (fot. iStock)
Zdarza się, że dzieci wpadają do sypialni rodziców w najmniej odpowiednim momencie i widzą jak rodzice uprawiają seks. Co zrobić, co powiedzieć, gdy zostaniemy „nakryci” przez dziecko? Jak ono postrzega seks rodziców? (fot. iStock)
Jesteście sami w sypialni, kochacie się. Byliście pewni, że drzwi są zamknięte. Nagle na progu staje wasze dziecko, przeciera zaspane oczka i patrzy na was, nic nie rozumiejąc albo właśnie wszystko rozumiejąc. I co teraz? Czy to jest problem? Kto bardziej odchoruje takie sytuacje?

Najlepiej, żeby tak się nie zdarzyło, bo to bardzo obciąża… rodziców. Mamy ogromne poczucie winy, gdy narazimy nasze dziecko na widok nas uprawiających seks. I słusznie. Oglądanie innych (zwłaszcza ludzi, których znamy) w tak intymnej sytuacji wywołuje silne emocje. Czy to jednak rzeczywiście taki wielki problem dla dziecka? Dla malucha — żaden, a dla starszego — też niewielki, o ile wie o istnieniu seksu, dostał od nas informację, że to naturalne i nie jest to jego pierwsze zetknięcie z tematyką prokreacji.

Oczywiście dla naszego komfortu warto zadbać o to, żeby nikt nas nie nakrył w tak intymnej sytuacji. Sypialnia musi mieć zamek, dziecko lepiej, żeby nie było obecne w domu…

Skupmy się zatem na psychologicznym aspekcie postrzegania uprawiających seks rodziców.

Co komunikować?

Jeśli ty sama nakryłaś kiedyś rodziców — słyszałaś ich, znalazłaś opakowanie po prezerwatywach — to masz związane z tym wspomnienia i one rzutują na to, jak wydaje ci się, że wszystkie dzieci widzą tę sytuację. Tymczasem seks rodziców postrzega się bardzo źle, z odrazą i obrzydzeniem, wtedy, gdy się ich nie lubi, gdy rodzice nie są dobrą parą.

Każde dziecko chce postrzegać swoich rodziców jako ikony i z tym wyidealizowanym obrazem kłóci mu się uprawianie seksu. Można to jednak zmienić.

Przytulajcie się, całujcie, obejmujecie przy dziecku. Niech widzi więź między wami, niech nauczy się postrzegać was jako jedność, niech będzie dla niego naturalne, że jesteście bardzo blisko.

Starszemu dziecku można wyraźnie mówić: „Czasem chcemy być sami”. To w końcu wasze święte prawo. „A co będziecie robić?” — takiego pytania należy się spodziewać. Dziecko chce wiedzieć, czy nie ominie go nic fajnego. „Będziemy się całować i przytulać” — dokładnie tak trzeba dzieciom odpowiadać. Jeśli sami nie zrobicie problemu z tego że uprawcie seks — nie będzie go.

Jak reagować?

Warto przemyśleć zawczasu swoją reakcję. Małe dziecko w pierwszym momencie może się w ogóle nie zorientować, czym się zajmujecie. Niech wasza rekcja nie da mu jasnej wskazówki, że robiliście coś złego i wstydliwego. Nie zachowujcie się jak nakryci na grzechu. Jeśli jednak czujecie, że seks to coś niewłaściwego, wstydliwego i odmawiacie sobie prawa do przyjemności z niego płynących, wasza reakcje będzie odpowiadać waszym poglądom.

Co widzi dziecko?

Kiedy maluch wchodzi do waszej sypialni, nie nazywa sytuacji w sposób konkretny: „Moi rodzice uprawiają seks”. Ono widzi rodziców w dziwnej pozie, nagich. Jest tylko zdziwione, a nie przerażone czy przestraszone.

Co ono myśli? Seks z boku często wygląda jak przemoc i w pierwszej chwili dziecko zobaczy coś, co je lekko zaniepokoi. Jeśli uśmiechniecie się, zareagujecie spokojnie, niepokój natychmiast zniknie.

Co dziecko zrobi z pamięcią o tym wydarzeniu? To będzie zależało od trzech czynników: jego wieku, stylu waszej reakcji i tego, jaka jest jakość waszego związku. Najgorsza sytuacja to taka, gdy nakrywa was starsze dziecko (powyżej dziesiątego roku życia), z którym nigdy o seksie nie rozmawialiście, a wy wpadacie w panikę, bo dziecko obserwuje was na co dzień w sytuacji nielubienia się i seks jest dla niego jakimś zgrzytem w waszych relacjach.

Jakie pytanie może dziecko zadać w tym momencie? „Co robicie?”. Wasza odpowiedź: „Przytulamy się”. „Dlaczego tak jęczysz?” Wasza odpowiedź: „A, tak sobie”. To wystarczająca, naturalna odpowiedź. Trzeba własne dzieci traktować poważnie. Nie należy ich okłamywać, ale oczywiście nie ma potrzeby mówić maluchowi: „Uprawiamy seks”, bo jutro powie o tym wszystkim paniom w przedszkolu.

Jeśli rano dziecko nie wróci do tego tematu, sami też tego nie róbmy. Błędem jest wmawianie mu, że coś mu się wydawało, że mu się tylko przyśniło. Stracimy wiarygodność, ośmieszymy się tylko w jego oczach.

Reakcje zabronione

Wrzask: „Wyjdź! Jak tu wszedłeś! Idź do siebie!”

Nie wyrzucajcie dziecka, bo ono właśnie teraz potrzebuje waszej bliskości. Niestety, z seksu nici — trzeba dziecko przytulić i dać mu zasnąć w waszych ramionach.

Dla starszego dziecka ważne są wasze poglądy na seks. Jeśli powie coś w rodzaju: „To obrzydliwe, co robiliście”, należy zaprzeczyć. „Nieprawda. Nie masz racji”. I tyle.

Ewa Nowak: pedagog - terapeuta. Autorka felietonów, opowiadań oraz powieści dla dzieci i młodzieży. Jej twórczość podpowiada jak sobie radzić w domu i w szkole, w dobrych i złych chwilach, z przyjaciółmi i z rodzicami. 

  1. Seks

Czy bez zakazów jest sexy? - pytamy Katarzynę Miller

Jak często kochalibyśmy się, gdyby nie towarzyszyły nam żadne kulturowe ograniczenia? Czy seks bez cenzury może być jeszcze ekscytujący? (fot. iStock)
Jak często kochalibyśmy się, gdyby nie towarzyszyły nam żadne kulturowe ograniczenia? Czy seks bez cenzury może być jeszcze ekscytujący? (fot. iStock)
Czy seks byłby sexy, gdyby nie był choć trochę zakazany i grzeszny? Czy musimy przekraczać granice, żeby mieć w łóżku przyjemność? Czy miłość fizyczna bez cenzury obyczajowej, bez wymyślonych, niegrzecznych scenariuszy byłaby taka pociągająca – wyjaśnia Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Slavoj Žižek, filozof kultury, w filmie dokumentalnym Sophie Fiennes „Z-boczona historia kina” mówi, że nie przeżywalibyśmy seksu, gdybyśmy w głowie nie mieli myśli, że czegoś nam nie wolno. A więc seks bez dodatkowej wkładki nie byłby sexy.
Byłby sexy, jak cholera. Nawet bardziej… Chociaż może to, co mówię, to wyraz mojego marzenia o byciu dzieckiem natury, które kocha się w słońcu na plaży, w lesie na polanie, bez wstydu i ograniczeń? Ale też nie może nie być przyjemne dla ludzi to, że się pieszczą, dotykają, całują, że mają orgazm... A tego by w seksie bez zakazów i bez tabu nie zabrakło. Gdyby seks nie był zakazany, dawałby nam samą przyjemność, bez tej drażniącej nuty perwersji. Bo oprócz tego, że miło jest czuć na skórze wiaterek, miło jest pływać w chłodnej wodzie, tak samo miło jest ocierać się o drugie ciało, ciało kogoś, kto ładnie pachnie, kto nas podnieca, kto może być pociągający albo atrakcyjny...

Albo pociągający, albo atrakcyjny?
No tak, bo może ci się ktoś nie podobać fizycznie, ale nagle – kiedy zaczniecie na przykład tańczyć czy przez przypadek się dotkniecie – wybucha między wami ogromna namiętność. Przeżyłam to kiedyś. Zatańczyłam z pewnym panem, który wydawał mi się nieciekawy, ale kiedy się dotknęliśmy, poczułam to samo co on. Tańczyliśmy sześć razy z rzędu, aż jego żona dała mu parasolką w łeb i zabrała do domu. Swoją drogą dużo się nauczyłam z tego jej zachowania. Wtedy wybałuszyłam oczy: „Jak ona się nie wstydzi?”. Mamusia uczyła mnie, że dama się tak nie zachowuje. Ale ta kobieta była prawdziwa, zrobiła to, co musiała, i uratowała swój związek. Bo co z tego, że my oboje pamiętamy o tym tańcu do dziś? To nikomu nie szkodzi! A gdyby nie walnęła go parasolką, to pewnie bym z nim poszła do łóżka. I nie wiadomo, czy zgranie z parkietu przeniosłoby się do sypialni. Sam taniec jest też doświadczeniem spełniającym, a ja byłam tego wieczoru doskonale spełniona.

A wracając do tematu…
Gdyby seksualność była czymś naturalnym, to żyłoby się nam zdrowiej i przyjemniej. Może byłoby nas mniej, bo nie ciupcialibyśmy się tak często jak teraz, robilibyśmy to tylko dla przyjemności, a nie z 37 innych powodów, które biorą się właśnie stąd, że seks jest trochę tabu, trochę brudny, trochę zły. A wielu ludzi najbardziej w seksie kręci właśnie to przekraczanie zakazów… Pewien mój klient dowiedział się, że jest zdradzony, od kochanka żony, który chciał go tym poniżyć: „Miałem twoją babę”. Potem przez wiele lat podrywał kobiety będące w związkach, a potem porzucał, bo to nie one go interesowały. Obchodziło go to, żeby zdradzony facet dowiedział się, że jest rogaczem… Takich akcji naliczył 39. Gdy powiedziałam mu, że wcale nie chodzi o jego temperament, ale odwet, że oddaje swój ból innym mężczyznom, zdziwił się, a potem rozpłakał. No więc gdyby zakazów, tabu, grzechu nie było, kochalibyśmy się znacznie rzadziej, może z kimś innym i tylko wtedy, kiedy chcielibyśmy mieć dzieci albo gdy bardzo byśmy się sobą zauroczyli i zapragnęli bliskości cielesnej...

Gdyby nie było zakazów i tabu, mniej byśmy się kochali? Pruderyjni moraliści są innego zdania i dlatego starają się utrzymać wszystkie zakazy.
Zakazy prowokują, by je łamać. No, oczywiście, gdyby nagle wszystkie zniknęły, to przez jakiś czas zapewne ludzie dużo częściej decydowaliby się na przygodny seks, na zasadzie posmakowania już dozwolonego owocu. Ale potem nastąpiłoby uwolnienie od seksualnych obsesji. Seks miałby mniej mroku i na pewno byłoby mniej przestępstw seksualnych. Nie można by seksem ludzi zniewalać, uwodzić, manipulować nimi. Ale też kobiety musiałyby się wtedy nauczyć przyjmować odmowę. Mężczyźni przez setki lat byli narażeni na nasze „nie”. Jeśli chcemy równouprawnienia, też musimy się tego nauczyć. Bo czy seks jest tabu, czy nie, ktoś mi się może podobać, a ja jemu nie. I na to nic nie poradzimy. Zawsze można dostać kosza. A co do przeciwników wolności seksualnej – mnożąc zakazy i nakazy, osiągają odwrotny efekt z powodu naszej przekory. Chcemy tego, czego mieć nie możemy. Tacy jesteśmy od dziecka. Kiedy rodzice zabraniali nam jeść lody, podejrzewaliśmy, że chcą je mieć tylko dla siebie. Dziecko nie wie, że powody bywają racjonalne. Ale też irracjonalne jak wtedy, kiedy rodzice ośmieszają dzieci, gdy przyłapią je na zabawie w doktora. Robią to dlatego, że sami sobie z seksem nie radzą, są pozbawieni frajdy seksualnej, przesiąknięci zakazami wyniesionymi z własnego domu. I dlatego automatycznie, bezrefleksyjnie tego samego zabraniają swoim dzieciom. Tak sobie z pokolenia na pokolenie przekazujemy masę złych rozwiązań. I szkodliwych, bo na przykład brak edukacji seksualnej czy szczerych rozmów o seksie powoduje, że nastolatki mają żenującą wiedzę o życiu intymnym ludzi i dzwonią do telefonów zaufania, takich jak Ponton, pytając, czy wystarczy napić się coca-coli, żeby nie zajść w ciążę. Jeśli rodzice nie potrafią rozmawiać o seksie, to niechnchociaż kupią książki i zostawią w domu w widocznym miejscu, dziecko je znajdzie i czegoś się dowie. Odczaruje ten straszny grzeszny seks.

Czy dobrze by było, gdyby nie było żadnych granic?
Ale one są: nie zabijaj, nie kradnij, nie poniżaj, nie szydź. To wystarczy. W seksie jako takim nie ma nic złego, seks jest zły, gdy go używamy do zdobycia władzy nad drugim człowiekiem, poniżenia go czy nękania. Ale seks taki może być tylko wtedy, kiedy wynika z zakazów i perwersji, jaka się z nich rodzi.

Jednak seks z mężem kumpeli to nie perwersja, tylko świństwo.
Człowiek bardzo potrzebuje wolności, a ponieważ zabiera się nam ją od dziecka, to staramy się ją wyszarpać. Jedni podjadają cichaczem słodycze, drudzy kradną albo ryzykują życie. Każdy ograniczony w swoich prawach człowiek, który czuje, że coś się w nim szarpie i chce wydostać na zewnątrz, znajduje sobie swój kawałek wolności. A seks nadaje się do demonstracji wolności niesłychanie dobrze. To nawet może być wyraz bezczelności: „Ja tu się nie boję!”. Zakazy niesłychanie nas rajcują! Jeśli rodzice mówili: „Tego nie możesz, to nie wypada, my lepiej wiemy, co dobre dla ciebie, jak zrobisz to – przestajesz być naszym dzieckiem” – jeśli tak cię wychowywano, to gdy mąż kumpeli ci się podoba, myślisz: „Zrobię, co będę chciała! Dam sobie prawo!”. I robisz to, bo choć zapłacisz za ten seks poczuciem winy, to ono właśnie da ci ten smak, że nie słuchasz innych (i swojego wewnętrznego rodzica). Ale nie masz potrzeby przekory, gdy rodzice uczyli cię wybierać. Mówili: „Możesz nie nakładać czapki, sprawdź sama, czy nie będzie ci za zimno”. Jeśli mogłaś decydować i poznawać konsekwencje, to masz w sobie ukształtowanego wewnętrznego dorosłego i nie musisz wciąż walczyć z rodzicami. Nie musisz odrzucać zakazów i nakazów, żeby czuć się dorosła. Podejmujesz decyzje, a nie buntujesz się i robisz na przekór, choć masz już 40 lat.

Czyli wychowanie w rygorze może nas demoralizować?
Ja nie palę, bo ojciec mi powiedział: „Spróbuj, zapal, ja palę od 13. roku życia i żałuję, bo nie mogę rzucić”. To było na feriach zimowych. A ponieważ mi nie zabronił, mogłam spokojnie, zgodnie ze swoimi odczuciami uznać, że mi papierosy nie smakują. Że ten dym i smak jest ohydny. Podobnie było z alkoholem. Upiłam się kiedyś na wakacjach z ojcem i czułam tak źle, że potem upiłam się jeszcze tylko raz i koniec, nigdy więcej. Piję tylko trochę. Szkoda, że z jedzonkiem tak mądrze nie rozegraliśmy sprawy…

A seks?
Opowiedziałam ojcu o swojej inicjacji i on mnie podtrzymał na duchu, bo to nie było udane przeżycie, ale czasy były takie, że nie rozmawiało się otwarcie o seksie. A szkoda, bo mogłabym uniknąć wiele bólu i rozczarowań.

Ale czy my chcemy seksu bez dodatku perwersji, przełamywania tego, co uznane za dobre? Nowe powieści kobiet o seksie nie są o wolności seksualnej, ale o sadomasochizmie...
A więc ich autorki odwołują się do zakazów wyrastających ze starej kultury. Już im wolno pisać, więc piszą, ale jedną nogą stoją w XIX wieku, gdzie wyobrażenia gwałtu uwalniały od poczucia winy, że „ja sama chciałam”. Ale są też inne książki, jak ta autorstwa Catherine Millet – „Życie seksualne Catherine M.”, w której pani kustosz bierze mężczyzn, korzysta z seksu, jak robią to mężczyźni. Jednak jakiekolwiek by te książki były, dobrze, że kobiety mają prawo je jawnie pisać i jawnie czytać. Oznacza to, że przyznają się do tego, że są istotami seksualnymi, a to przełamanie podstawowego tabu naszej kultury. Gdyby było więcej miękkiej kobiecej pornografii, to mężczyźni by więcej o nas wiedzieli. Nie tylko nakręcaliby się, wyobrażając sobie dwie lesbijki w łóżku, ale pamiętali, jak ważny jest dotyk, gra wstępna, zbliżanie się do siebie…

A więc czy w ogóle jesteśmy w stanie dziś, tak wychowani, kochać się bez zakazów?
Jest takie opowiadanie: dziewczyna udaje, że daje się poderwać nieznajomemu, którego odgrywa jej narzeczony. Ale wtedy ten wyzywa ją od dziwek i odchodzi. Dlaczego? Bo ma bardzo malutkie poczucie wartości i na pewno nie wie, czym jest radość z seksu, bliskość, spontaniczność. Ma za to w głowie pełno zakazów. A kochać się bez zakazów znaczy iść za tym, co czuję i czego pragnę, nie za tym, co sobie w głowie wymyślę, a potem próbuję na siłę realizować. Każda dobra rzecz w życiu jest tu i teraz. Pewnie, trzeba też czasem planować. Ale radość daje nam to, co dzieje się tu i teraz. Zmysły kierują nas ku przyjemności, która jest niewinna. Naturalna. Kiedy leżycie sobie na ciepłym piaseczku i słoneczko świeci, wiatr od morza jest taki słodki, to czy nie byłoby jeszcze wspanialej zdjąć majteczki i się pokochać? Byłoby. Żeby tak się stało, potrzebne jest nam naturalne podejście do seksu jako do rozkosznego elementu życia.

Ale jeśli tego nie umiemy, to co mamy zrobić?
Problem tkwi we wpajanym nam poczuciu winy. To ono, wyniesione z domu i lekcji religii, próbuje nas zatrzymać przed wszystkim, co nam sprawia przyjemność. Co daje rozkosz. I kiedy dajesz sobie przyjemność na siłę, czyli przełamujesz zakazy, swoje lęki przed karą bożą, przed złością mamusi, to czujesz napięcie. Ono może podkręcać, ale zakłóca prawdziwą przyjemność. No i w takiej sytuacji musisz dać Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek, i pozwalasz sobie na przeżycie ekscytacji, choć za chwilę musisz sobie dać w łeb za tę swawolę. Marudzisz, obrażasz siebie i czekasz na karę, a więc się podstawiasz. To jak biczowanie się za zmysłowe myśli… Jednak poczucie winy działa tylko tam, gdzie ludzie się boją, bo jak się boją, to nic ich nie cieszy. A wtedy niemożliwa jest prawdziwa zmysłowość. Trzeba więc te lęki pokonać, a poczucie winy nas nie zatruje. Wtedy będziemy mogli iść za zmysłami. Za zwykłą dziecięcą potrzebą zabawy i przyjemności, bo zabawą jest wszystko, co daje przyjemność. Tylko że to musi być przyjemność po naszemu, nie przez podglądanie i naśladowanie jakichś innych dorosłych, na przykład naszych rodziców. Musimy iść za zmysłami, ale tak, jak my sami czujemy. A kiedy nam się uda, kiedy nasze ciało tu i teraz doświadcza spontanicznej przyjemności, to i naszej duszy jest lżej.

A więc seks bez zakazów to seks nastawiony na zmysły, czystą przyjemność?
Wielu mężczyzn nie uznaje dotyku w seksie. Chcą tylko mechanicznego seksu i doznania ulgi. Postępują tak, bo usłyszeli w życiu tyle zakazów i nakazów, tyle wycierpieli, że się w ogóle sobą nie cieszą. Nauczyli się tylko, że w tym napięciu, w którym żyją, wytrysk daje im na chwilę ulgę. To, co robią w łóżku, to nie jest seks dla przyjemności. Ci mężczyźni nie wiedzą, że mogą mieć z dotykania ich ciał przyjemność. Ale jeśli mają kochanki, które mają ochotę na erotyczny seks, to one im pokażą, że pieszczenie całego ciała jest rozkoszne i przyjemne także dla mężczyzny.

Ale mężczyźni często nie chcą, żeby ich pieścić.
E tam, trzeba powiedzieć: „Kochanie, jesteś zmęczony? To się połóż, ja cię będę głaskać, masować, posmaruję olejkiem, pocałuję”. Jeśli się nie da, to znaczy, że ten mężczyzna ma poważny problem z bliskością. Ale normalny facet, któremu kobieta zaproponuje masaż pod prysznicem, nie powie nie. I tak powolutku przyzwyczai się do pieszczenia jego samego. A potem do pieszczenia jej… Bohaterka filmu „Take this Waltz” poznaje mężczyznę, który jest inny niż jej mąż. Mówi otwarcie i z radosną pewnością siebie, co by z nią zrobił, długo, dokładnie o tym opowiada i oboje ich to słodko nakręca. Co prawda ona ucieka, ale potem do niego wraca. Bo jej mąż nie czuł się nigdy jej godny i w seksie nie był naturalny. Wielka namiętność trwa dwa lata, potem wygasa. Ale ona dzięki temu doświadczeniu zmienia się, wzbogaca. W ostatnim kadrze filmu jest szczęśliwa, uśmiechnięta, bo dała sobie prawo do inicjacji, do wyzwolenia...