1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Lolita szuka ojca. Nastoletnie uwodzicielki.

Lolita szuka ojca. Nastoletnie uwodzicielki.

123rf.com
123rf.com
Nastolatki czują się bezradne, zagubione. I w takiej sytuacji obarczać je odpowiedzialnością za uwodzenie dorosłych mężczyzn? Wykorzystywać to zagubienie? To pokazuje fatalną kondycję mężczyzn – mówi psycholog Benedykt Peczko.

Niedawno na nowo obejrzałam film „Lolita” nakręcony na podstawie powieści Władimira Nabokowa. Dojrzały mężczyzna, wykładowca akademicki, zakochuje się w 14-latce. Marzy o tym, aby wydarzyła się tragedia, trzęsienie ziemi, żeby wszyscy zniknęli, byleby tylko zostać z nią, trzymać ją w ramionach, kochać. Gdy wreszcie jest już z nią, szaleje z miłości, wyznaje, że czuje piekielne płomienie, grozę i beznadziejność, wstręt i skrępowanie, a jednocześnie jest w raju, kocha dziewczynkę bardziej niż wszystko na tym świecie, czuje tak nawet wtedy, gdy Lolita nosi dziecko innego. Oglądając film, współczułam im obojgu. W życiu to na ogół wygląda inaczej; mężczyźnie nie chodzi o jedną dziewczynkę, nie chodzi o miłość. Jego „kręcą dziewczynki”. 11-latki, 14-latki są dla niego atrakcyjne, ponieważ go podniecają. Więc poluje na nie, kolekcjonuje je. Buduje z nimi krótkotrwałe, powierzchowne relacje. Używa dziewczynek do zaspokojenia własnych potrzeb.

Na początku filmu bohater opowiada o swojej wielkiej młodzieńczej miłości. Oboje mieli po 14 lat. Po czterech miesiącach dziewczyna zmarła na tyfus. „Wtedy umarło we mnie dziecko” – mówi ten mężczyzna. W relacji z Lolitą odzyskuje to dziecko, odzyskuje 14-latka. W dorosłym życiu może dokończyć tamtą historię. To jest najczęstsza przyczyna późniejszego uwodzenia dziewczynek. Chłopak zakochuje się, ale nie potrafi wyrazić uczuć, nie potrafi zbudować relacji. Nosi w sobie tę niespełnioną miłość. Albo – inny przypadek – dziewczyna odwzajemnia uczucie, relacja ma szansę się rozwinąć, jednak zostaje przerwana. W dziewczynie zakochuje się ktoś inny. Chłopak nie ma tyle siły i odwagi, by zawalczyć o miłość, traci dziewczynę. Jednak tęsknota i niespełnienie zostają. Jeszcze inny wariant: nastolatki zakochują się w sobie z wzajemnością, jednak po krótkim czasie on lub ona przenoszą się do innego miasta. Wielu mężczyzn, oczywiście, radzi sobie z tego typu doświadczeniami z przeszłości, integrują je w sobie. Z sentymentem wspominają tamte chwile, akceptują przeszłe uczucia i budują nowe, dojrzałe życie. Jednak zdarzają się i tacy, w których niespełniona młodzieńcza miłość zostawia trwały ślad, powoduje wewnętrzną ranę, która nie może się zabliźnić. W dorosłym życiu związki z dziewczynkami mają być plastrem na tę ranę. W relacji z nimi mężczyzna chce dokończyć coś, co w młodości zostało niedokończone.

Idealizujemy to, co niespełnione. „Gdyby wszystko inaczej się potoczyło, byłbym w raju”. Często mam do czynienia z kobietami i mężczyznami, którzy założyli rodziny, mają dzieci, a ciągle myślą o niespełnionej młodzieńczej miłości. W centrum uwagi znajduje się tamta miłość, tamta jakość. Wówczas bardzo trudno docenić bogactwo obecnego życia.

Trzeba by odczarować tę niespełnioną młodzieńczą miłość. Koniecznie. Proszę wówczas mężczyznę, żeby wyobraził sobie, że tamten związek spełnia się. Jak wygląda życie z tamtą dziewczyną dzień po dniu? Jak ta osoba zmienia się wraz z upływem czasu? W wersji wirtualnej dokonujemy dopełnienia tamtej sytuacji. To zadziwiające, ale niemal natychmiast okazuje się, że domniemania na temat tego, jak byłoby wspaniale, są zbudowane na iluzjach, idealizacjach. Bo na przykład ona bardzo lubiła chłopców; on nie był tym wybranym, jedynym. Albo mieli skrajnie różne zainteresowania. Najczęściej okazuje się, że to, co ich łączyło, to młodzieńcze zauroczenie i nic ponadto. Czy ten związek miałby realne podstawy, by przetrwać? Mężczyźni są zaskoczeni: przez tak wiele lat idealizacje, zachwyty przesłaniały rzeczywisty obraz tej relacji. Do tej pory koncentrowali się na braku, na stracie, którą w ich mniemaniu ponieśli. Teraz mogą docenić to, co mają, swój obecny związek. Uświadamiają sobie, ile dostali i dostają od obecnej partnerki; że droga, którą razem przeszli, kryzysy, przeciwności to potężne zasoby związku. Że są o to wszystko bogatsi, mądrzejsi.

W jaki sposób mężczyźni mogliby zmienić swoje życie tak, by było w nim więcej ekscytacji, zachwytu, jednocześnie nikogo nie krzywdząc? To jest właśnie to pytanie. Szukanie w sobie, nie na zewnątrz siebie, wymaga dojrzałości. Gdyby mężczyźni spróbowali ten ogień odzyskać w związkach ze swoimi partnerkami, dałoby im to o wiele więcej satysfakcji. Ale oczywiście – jak mówią – z nastolatkami wszystko jest łatwiejsze, nie trzeba się starać, zabiegać. Dziewczynki są na ogół otwarte, ufne, naiwne, ciekawe życia, niefrasobliwe. Lecą jak pszczoły do miodu. A dojrzałe kobiety bywają wymagające, wiele rzeczy im się nie podoba.

W świetle prawa ci mężczyźni popełniają przestępstwo, za które grozi więzienie. Czy zdają sobie sprawę, jakiej przemocy się dopuszczają? Tak, mężczyźni traumatyzują te dziewczynki i popełniają przestępstwo. Dokonują emocjonalnej przemocy. Czy są tego świadomi? Rzadko. Najczęściej racjonalizują: „W końcu musi poznać życie”. „Podobało jej się. Sama chciała”. „Lepiej, że trafiła na mnie, a nie na jakiegoś chama”. Tworzą mity: „Dojrzały mężczyzna potrzebuje świeżej krwi”.

Okropne. A tymczasem dziewczynka wchodzi w życie z traumą. Jej świat zostaje zawężony do traumy. Ma uraz w stosunku do mężczyzn. Nie jest w stanie zbudować otwartej, czułej, serdecznej relacji. Każdy mężczyzna, choćby był zakochany, troskliwy, oddany i dojrzały, postrzegany jest jako ten, który uwiódł, jako potencjalne źródło cierpienia. Tyle razy słyszałem od kobiet: „Wszyscy faceci są tacy sami, wszystkim chodzi o jedno”. Powtarzają traumę; wybierają takie związki, takie sytuacje, które są bolesne, rodzą cierpienie. Wybierają, ponieważ tylko to znają. Uwiedzenie to zawsze trauma, nawet wtedy, gdy mężczyzna jest czuły, opiekuńczy. Bohater „Lolity” troszczy się o dziewczynkę. Lolita doznaje krzywdy, ponieważ takie doświadczenie zapisuje się głęboko. Dziewczynka zostaje przedwcześnie inicjowana seksualnie. Nie jest na to gotowa. W sensie biologicznym tak, jednak osobowościowo – nie. Trudno jej zintegrować te wszystkie sfery – relację przyjacielską, często prawie ojcowską, opiekę, a jednocześnie bycie kochanką. Seksualność to sfera silnego, pierwotnego popędu. Wczesna inicjacja seksualna powoduje, że ta sfera zostaje nadmiernie wyolbrzymiona, zanim w dziecku utrwali się system wartości. Młody człowiek zaczyna łączyć ze sobą i integrować różne aspekty życia społecznego około 19., 20. roku życia lub później. Nastolatka nie potrafi budować głębokiej więzi z mężczyzną, takiej, w której obecna jest miłość oparta na zrozumieniu, poczuciu odpowiedzialności, na ustabilizowanym poczuciu własnej tożsamości. Uwiedzenie sprawia, że jako osoba dorosła będzie miała kłopot z połączeniem tych sfer, z odnalezieniem całości.

Uwodzący mężczyzna nie wie o tym. Ale przecież na głębokim poziomie czuje, że coś jest nie tak. Jeśli ma silny rys psychopatyczny, nie obchodzi go to; jest skoncentrowany na sobie i na panowaniu nad innymi. Mężczyzna z rysem narcystycznym jest przekonany, że jego osoba to taka nagroda i dar dla dziewczynki, że reszta nie ma znaczenia. Spotkało ją największe możliwe szczęście na tym świecie. Mężczyzna z osobowością niedojrzałą podda się zauroczeniu, zalewowi hormonów, ograniczającemu racjonalne, krytyczne myślenie, zdolność do analizy sytuacji. Mężczyzna dojrzały będzie wiedział, że nie wolno mu wchodzić w relację seksualną z dziewczynką, ponieważ to ją krzywdzi.

Gdy niedawno wróciła sprawa Romana Polańskiego i jego seksualnej przygody z 13-latką, wśród głosów komentujących były też takie, że te dziewczynki są same sobie winne, ponieważ zachowują się uwodzicielsko. Mówiły w ten sposób osoby znane, mające społeczny autorytet. Takie sformułowania są przejawem całkowitego niezrozumienia problemu. Nastolatki, oczywiście, zachowują się w sposób uwodzący, ale to normalne, ponieważ sfera seksualna zaczyna być dla nich atrakcyjna, ekscytująca. Nierzadko szukają inicjacji. Jednak to w żadnym razie nie usprawiedliwia mężczyzn, którzy wykorzystują taką sytuację. Nikt przy zdrowych zmysłach nie podejrzewa, że gdy dziewczynka zakłada szpilki mamy, ubiera się w jej sukienkę, maluje usta, jest tym samym gotowa na seks. To jedynie przygotowanie do nowej roli, wprawki, testy, ćwiczenia. Gdy nastolatka zachowuje się kusząco, przebiegle, manipuluje, może się wydawać, że kontroluje sytuację. To nieprawda, dorosły zawsze jest silniejszy. I to on ponosi odpowiedzialność.

Lolitki wywodzą się najczęściej z domów bez ojców albo z ojcami zapracowanymi, nieobecnymi emocjonalnie. Dlatego łatwo wchodzą w relacje z mężczyznami, niektóre wręcz takich relacji poszukują. W jaki sposób mają przyciągnąć obcego mężczyznę? Przecież nie powiedzą: „Mój ojciec jest nieobecny w moim życiu. Może pan się mną zaopiekuje, wejdzie w jego rolę?”. Uwodzą, stosują to narzędzie, które skutkuje. Mężczyzna zostaje skuszony, można powiedzieć wykorzystany jako opiekun. On wykorzystuje seksualnie. Jednak odpowiedzialność zawsze jest po jego stronie. Jest tu jeszcze jedna kwestia. Dziewczynki uwodzą, ponieważ już wcześniej doznały potężnej przemocy kulturowej w postaci filmów, wzorców idoli muzycznych, ideologii, która gloryfikuje wczesny seks bez odpowiedzialności. Czują się bezradne, zagubione. I w takiej sytuacji obarczać je odpowiedzialnością za uwodzenie dorosłych mężczyzn? Wykorzystywać to zagubienie?  Mężczyźni potrzebują świadomości i poczucia, że są nie tylko samcami. Świadomości przynależności, całości. Przecież te dziewczynki będą kiedyś matkami, żonami. Co one przekażą następnym dziewczynkom? Niestety, seks to nie to samo co gra w tenisa czy picie coca-coli, mimo że to wszystko może być reklamowane. Tam, gdzie wchodzą w grę relacje, sprawa nie kończy się wraz z wypiciem puszki napoju. Efekty są długofalowe. Trauma nigdy nie ogranicza się do jednej osoby, zawsze rzutuje na kolejne pokolenia, generując ból i cierpienie. Tak zwani dorośli mężczyźni mają w tym swój fatalny udział.

Czytałam niedawno wywiad z mądrym księdzem, który mówił, że nasze dzieci zasługują na przyzwoitych kapłanów, wujków, ojców, ojczymów, sąsiadów… …przyzwoitych przyjaciół domu, nauczycieli, instruktorów, trenerów. W filmie „Leon zawodowiec” główny bohater, zawodowy zabójca, jest uwodzony przez dziewczynkę. Mógłby skorzystać. Nie robi tego. Wykazuje się, jak widać, dużo większą odpowiedzialnością, dojrzałością i siłą niż kiedyś Polański. W tym wymiarze Leon zawodowiec mógłby być dla niego wzorem.

Mężczyźni tłumaczą, że to biologia, uruchamia się popęd, trudno wytrzymać. Dziewczynki budzą czułość, wzruszenie, są słodkie, niewinne. Można to widzieć, zachwycać się, czuć podekscytowanie. I wytrzymać, nie przekraczać granicy, wykazać się dojrzałością, troską o ich dobro. Nie przesadzajmy, to nie jest heroizm. Tu nie o nas chodzi.

Benedykt Peczko – jest psychologiem, trenerem, coachem i psychoterapeutą, dyrektorem Polskiego Instytutu NLP.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Dla nastolatków najważniejsze są relacje przyjacielskie. To naturalny etap dojrzewania

Zamiast odciągać syna czy córkę od rówieśników, lepiej pokazywać im, jak być dobrym przyjacielem. (Fot. iStock)
Zamiast odciągać syna czy córkę od rówieśników, lepiej pokazywać im, jak być dobrym przyjacielem. (Fot. iStock)
Ten fakt może zasmuci rodziców, ale dla nastolatków najistotniejsze są relacje przyjacielskie. To naturalny etap dojrzewania, który przygotowuje ich do dorosłego życia i zdrowych relacji rodzinnych w przyszłości. Zamiast zatem odciągać syna czy córkę od rówieśników, lepiej pokazywać, jak być dobrym przyjacielem – przekonuje pedagożka Ewa Nowak.

Z powodu epidemii coraz więcej nastolatków spędza czas wolny w domach. I to, że mają rodzeństwo, nie rozwiązuje problemu, bo brat czy siostra – tak samo jako rodzice – nigdy nie zastąpią przyjaciół. Krewni, w tym właśnie rodzeństwo, zazwyczaj obracają się w tym samym kręgu, nie oferują więc niczego nowego. Przyjaźń zaś otwiera człowiekowi oczy na nowe światy. Czasem są to mroczne światy, ale przejście przez nie to proces rozwojowy.  W końcu, jak wynika z badań, na które powołują się autorki książki „Przyjaźń jako wartość w relacjach społecznych dzieci i młodzieży” – to przyjaciele zajmują pierwsze miejsce wśród zmiennych decydujących o stanie naszego ducha, przed pieniędzmi, wykształceniem i innymi zasobami indywidualnymi.

Siła równa grawitacji

Przyjaźń w okresie nastoletnim działa na zasadzie „my i reszta świata” – nawet jeśli przyjaciele są z punktu widzenia rodziców nieodpowiednim towarzystwem. Jak ogromna jest siła tej relacji, wie każdy rodzic, którego nastoletnie dziecko wróciło spóźnione, wzięło samochód bez pozwolenia czy pierwszy raz wypiło alkohol z kolegami. Dla przyjaciół młody człowiek sprzeniewierza się nawet kluczowym wartościom domu rodzinnego. Nastolatki bez trudu łączą skrajny altruizm wobec przyjaciela ze skrajnym egoizmem wobec wszystkich innych. To normalny i bardzo ważny etap rozwoju osobowości.

Kiedy wracasz po weekendzie do domu, a stan mieszkania wskazuje, że przez dwa dni trwała w nim nieustająca domówka, wiedz, że twoje dziecko testuje, jak bardzo chce się zaangażować w przyjaźń. Sprawdza, ile warte jest poświęcanie relacji z rodzicami na rzecz aktualnych przyjaciół. Psycholog i psychoterapeutka Agnieszka Binkul radzi, by wznieść  się wtedy ponad gniew i rozczarowanie swoimi metodami wychowawczymi i popatrzeć na sprawę z szerszej perspektywy. „Każ oczywiście posprzątać, wyraź swoje niezadowolenie, ale pamiętaj, że to przyjaciele pomogą twojemu dorastającemu dziecku uwolnić się od ciebie, przeciąć pępowinę i ruszyć z domu w świat. Dziecko musi symbolicznie zniszczyć rodziców, żeby później mogli oni zaistnieć w jego życiu na nowych warunkach. Musi się buntować, bo inaczej się od nich nie oddzieli” – wyjaśnia w książce Hanny Rydlewskiej „Po prostu przyjaźń”.

Przyjaźń to miłość okresu dojrzewania

Robin Dunbar, profesor antropologii ewolucyjnej z University of Oxford, w książce „Ilu przyjaciół potrzebuje człowiek?” przekonuje, że grono naszych znajomych nie powinno przekraczać 150 osób – jeśli jest ich więcej, tracimy orientację. W ramach tej grupy najważniejsze jest 5 najbardziej zaufanych przyjaciół i członków rodziny, do których zwracamy się w potrzebie. Kolejne 15 osób to ci, których śmiercią bardzo byśmy się przejęli. Z pozostałymi łączy nas dużo mniejsza zażyłość.

Nastolatek, owszem, lubi mieć setki lajków, ale w odróżnieniu od rodziców wcale nie chce, żeby go wszyscy lubili i byli jego przyjaciółmi, bo czuje, że temu nie podoła. Woli, żeby lubiła go jedna ważna dla niego osoba. Utrata złudzenia, że zawsze będziemy przez świat lubiani, jest jednym z filarów dojrzewania.

W okresie nastoletnim przyjaźń ma siłę miłości. Jest tak samo ufna, zazdrosna i zaborcza. Gdy twoje dorastające dziecko traci przyjaciela, pęka mu serce. Dowód? Siedemnastoletni syn znajomych dokonał samookaleczenia. Po wielu dniach wyznał, że dwaj koledzy odtrącili go podczas lockdownu. Mieszkają blisko siebie, a on gdzie indziej.

Specyfika okresu dojrzewania sprawia, że w piramidzie stresu utrata przyjaciela jest punktowana równo ze śmiercią rodzica. Nie bagatelizuj tego i zrezygnuj z płytkich pocieszeń, tzw. dobrych rad typu: „Każda przyjaźń przecież się kończy. To była taka szkolna znajomość, ale zostaną ci piękne wspomnienia”, „A może zadzwonisz do Helenki? Może pójdziesz do Stasia?”. A zwłaszcza nie podsuwaj rozwiązań w stylu: „Weź się lepiej do nauki, zamiast wymyślać głupoty”.

Przypomnij sobie, jak ty się czułeś, kiedy zostałeś pozbawiony tak ogromnego emocjonalnego oparcia, jakim był przyjaciel. Zasmuć się razem z nastolatkiem. Potwierdź, że ma prawo czuć się parszywie, bo przyjaźń to ogromna wartość w życiu. A żadna inna relacja nie pozwala mu się czuć równie autentycznym. Nastolatek nie oczekuje od ciebie, że dokonasz cudu ani że obrzucisz jego przyjaciela błotem. On chce tylko, żeby rodzice dali mu prawo poczuć się skrajnie źle.

Bezpośrednio po porzuceniu przez przyjaciela nie należy tego robić, ale gdy emocje nieco opadną, warto zwrócić uwagę nastolatka na to, że on też rani, też porzuca, też odchodzi i na pewno kogoś już rozczarował. Warto uświadomić mu, że ludzie mają prawo do odmawiana, w tym do odmówienia dalszej przyjaźni. Przyjaźń to bardzo dobry temat na rozmowy o przemijaniu i tym, że to, co się kończy, nie przestaje być wartościowe, że trzeba doceniać to, co się nam przytrafia, a nie zakładać naiwnie, że zdrowie, młodość i przyjaciół uda nam się utrzymać do końca życia.

Ewa Nowak, pedagog, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży; najnowsza nosi tytuł „Orkan. Depresja”.

Lekcja przyjaźni

  • Staraj się, żeby twoje dziecko, na ile tylko się da, spędzało czas wśród rówieśników. Zapisuj je na zajęcia, woź i przywoź, zapraszaj do domu jego kolegów, zabieraj ich na działkę, na ferie, pozwalaj nocować razem i robić imprezy.
  • Nie neguj pozytywnych uczuć dziecka do drugiej osoby. Czasem możesz być o nie zazdrosny, ale to ty musisz sobie z tym poradzić.
  • Podkreślaj wagę posiadania przez twoje dziecko przyjaciół. Mów z dumą: „To jest przyjaciółka mojej córki, wspaniała dziewczyna”.
  • Miej swoich przyjaciół i szanuj ich. Niech nastolatek widzi, że przyjaźń jest w waszej rodzinie ceniona i może trwać mimo różnic poglądów.
  • Podkreślaj, że cenisz ludzi, którzy mają przyjaciół. Niech to będzie czynnikiem pozytywnie świadczącym o twoich znajomych i w ogóle o ludziach.
  • Naucz swoje dziecko autorefleksji. Zadawaj mu pytania: „Jakim ty jesteś przyjacielem? Co ty dajesz od siebie? Co robisz dla przyjaciół?”.

Matka czy przyjaciółka?

Pyta dziennikarka Beata Pawłowicz. Odpowiada dr Tomasz Srebnicki, certyfikowany terapeuta poznawczo-behawioralny, starszy asystent w Klinice Psychiatrii Wieku Rozwojowego WUM.

Czy to dobrze czy źle, gdy rodzice i dzieci nazywają się przyjaciółmi? Zacznę od tego, że kiedy rodzi się twoje dziecko, razem z nim rodzisz się nowa ty – ty jako rodzic. A więc masz dorosnąć! Ale też pojawia się wtedy na nowo stara ty, czyli ty jako dziecko, którym byłaś. Bo wiele rzeczy z twojego dzieciństwa zacznie ci się teraz przypominać. Świadomie lub nie będą one wpływały na to, jaką okażesz się matką. I dla przykładu, jeśli z rodzicami kojarzą ci się: surowość, nadmierne wymagania, krytyka, to prawdopodobnie nie zechcesz być taką matką dla swojego dziecka.

Mogę wówczas chcieć być jego przyjaciółką? Możesz, możesz też nie stawiać mu żadnych wymagań. Odrzucisz je razem z tym, co bywa w nich dobre, jak nauka definiowania i rozwiązywania problemów. Zapewne też będziesz unikać jakiejkolwiek krytyki twojego dziecka. Ale nazywanie dobra i zła po imieniu jest mu potrzebne. Podobnie jak akceptacja błędów jako niezbędnego elementu uczenia się życia. Możesz też traktować dziecko tak, jakby było twoim rówieśnikiem: zwierzać się mu, nosić podobne ubrania, czy kolegować się z jego przyjaciółmi ze szkoły. Jeśli tak się stanie, niech to będzie dla ciebie znak, że być może sama jeszcze nie wyszłaś z dziecięcego pokoju. Siedzisz w nim i, co gorsza, jest ci tam źle. Szukasz więc sobie towarzysza w niedoli. Taka postawa, taka niedojrzałość mamy stwarza ryzyko, że dziecko nie będzie miało takiego rodzica, jakiego potrzebuje.

To poproszę o porady dla zagubionych, niedojrzałych mam i ojców, którzy chcieli do tej chwili, by ich córki czy synowie stali się ich przyjaciółmi. Rodzic, o którym da się powiedzieć, że jest udany, nie może podszywać się pod przyjaciela swojego dziecka. Podobnie jak nie może stać się ojcem tyranem czy przybrać maskę „poświęcającej się” matki. Bo każdy z tych rodziców przyjmuje wobec dziecka niedobrą dla jego rozwoju postawę. I to niezależnie od tego, jakie jest to jego dziecko, nie stwarza mu odpowiednich warunków rozwojowych.

Fragment pochodzi z książki "Niezwykły rodzic" (do kupienia na zwierciadlo.pl/sklep).

  1. Psychologia

Świat oczami nastolatków. Dlaczego ich nie rozumiemy?

Trudne relacje z nastolatkiem to problem niejednego rodzica. On nie rozumie twojego świata, a ty jego, więc porozumienie wydaje się niemożliwe. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Trudne relacje z nastolatkiem to problem niejednego rodzica. On nie rozumie twojego świata, a ty jego, więc porozumienie wydaje się niemożliwe. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
„Mam iść do szkoły w tych obciachowych spodniach? Rzucić wszystko tylko po to, by wynieść śmieci? A może jeszcze sprzątać codziennie swój pokój?! Akurat!”. Jeśli słyszysz taką tyradę, a zaraz po niej trzaśnięcie drzwiami, zachowaj spokój i… postaraj się zrozumieć punkt widzenia młodego człowieka.

Jesteś mamą, tatą lub ciocią nastolatka? Współczujemy. Naprawdę: i tobie, i jemu. Bo zapewne żyjecie w dwóch osobnych galaktykach. To, co tobie wydaje się normalne i właściwe, jest prawdopodobnie niedopuszczalne i niezrozumiałe w jego światopoglądzie. Ale jest szansa na międzygalaktyczne porozumienie. Po prostu na chwilę wejdź w jego skórę.

Same sprzeczności

Jednym z najpoważniejszych problemów życia nastolatka jest funkcjonowanie w dwóch rządzących się odmiennymi prawami przestrzeniach: świecie rówieśników i świecie dorosłych. To, co jest istotne dla rodziców (pracowitość, rzetelność, kultura osobista, rozsądek, dbanie o bezpieczeństwo i myślenie długoterminowe), koledzy mają w głębokiej pogardzie. Dla nich liczy się: refleks, tupet, talent, odwaga i brak strachu przed łamaniem zasad. Można to porównać do sytuacji, w której podlegasz dwóm szefom, a każdy ma absolutnie inną koncepcję prowadzenia firmy, inny styl zarządzania, inny system nagród i przydzielania urlopów, a ty nie chcesz zostać zwolniona. Warto pamiętać o tym, zanim zaczniesz narzekać na nastolatka, że jest wiecznie taki skrzywiony. Inną paraliżującą sprzecznością są dwie naturalne potrzeby rozwojowe człowieka w tym wieku: „Chcę nie wyróżniać się z tłumu rówieśników” oraz: „Jestem niezwykle skomplikowany, dziwny, nietypowy, nienormalny (to dla nastolatka cecha pozytywna), niedopasowany”. Nastolatki stosują różne nazewnictwo, ale chodzi im zawsze o to samo: „Jaki ja jestem niebywale oryginalny”. Nie ma ani jednego nastolatka, który uważa, że jest „typowy”. Dlatego tak bardzo się denerwują, kiedy mówisz: „Ja w twoim wieku… To typowe w okresie dojrzewania”. On jest przecież niepowtarzalny i nikt nigdy przed nim tego nie przeżywał. Gdybyśmy pamiętali, w jak wyjątkowy sposób widzi siebie nastolatek, uniknęlibyśmy wielu konfliktów.

„Zaraz” i „potem”

„Wyrzuć śmieci, idź z psem, zadzwoń do ojca, pomóż siostrze, weź się za lekcje, powieś pranie, odkurz, kup bułki…”. „Zaraz!” albo „Potem!” – to najczęstsze odpowiedzi nastolatków na wszelkiego rodzaju prośby i polecenia. Dlaczego tak się w nich lubują? Po prostu nie chce im się po raz kolejny tłumaczyć, że nie mogą się natychmiast oderwać od tego, czym się zajmują, bo zajmują się zawsze bardzo ważnymi sprawami. To, że rodzic uważa to wyłącznie za stratę czasu, jest jedynie jego opinią. Dorastający człowiek ma inną. On te sytuacje widzi inaczej: jest kardiochirurgiem i właśnie przeprowadza operację na otwartym sercu (konkretnie: ogląda film na YouTube, gada „na Fejsie”, chodzi po stronach z grami na komórkę), a mama każe mu wynieść śmieci. Czyż to nie może człowieka zdenerwować? Żeby uniknąć konfliktów z nastolatkiem, warto pamiętać, że cokolwiek robi, ma to znaczenie dla losów świata. Nie chcąc słuchać „zaraz” i „potem”, może lepiej postawić sprawę inaczej – zamiast rozkazywać: „Wyrzuć śmieci”, spróbuj zapytać: „Czy możesz przyjść w ciągu pięciu minut i mi pomóc?”.

Sens robienia porządków

Sprzątanie to główny powód domowych konfliktów z nastolatkiem. Niemal we wszystkich domach toczą się o to wojny. Dlaczego nastolatki nie chcą sprzątać? Warto zadać odwrotne pytanie: Dlaczego rodzice mają taką obsesję na punkcie porządkowania? Przecież wszyscy wiemy, że to tylko stwarzanie pozoru panowania nad chaosem świata, co między innymi wiąże się z potrzebą zagłuszania strachu przed śmiercią. Ale to nasze, dorosłe lęki. Dlatego dorośli, a zwłaszcza rodzice, tak lubią porządek w pokoju dziecka. Nastolatek w ogóle nie bierze pod uwagę faktu, że kiedyś umrze (śmierć jest dla starych i chorych, czyli osobników z którymi on nie ma i nie będzie miał nigdy nic wspólnego) i dlatego idea prasowania, wynoszenia śmieci, zmywania naczyń, ścierania podłogi czy zmiany pościeli, o myciu okien nie wspominając, jest nastolatkom kompletnie obca. Postrzegają to jako stratę czasu.

Moda niezbędna do życia

Gdyby dorośli zrozumieli, jak ważne jest ubranie, kilka problemów nastolatka zniknęłoby w jednej chwili. On sam czasem już nie ma zdrowia do rodziców. Jak oni nic nie rozumieją! „Przecież to nowe spodnie, buty, kurtka, bluza… Dlaczego w tym nie chcesz chodzić?” – takie pytania kompromitują rodziców. Świadczą o tym, że nie ma z nimi o czym rozmawiać, bo niczego nie rozumieją. Pomysł, by wyjść z domu w czymś „obciachowym” jest dla nastolatka tak samo głupi, jak dla ciebie wyszykowanie się do pracy w przezroczystą koszulę nocną. Z powodu silnej potrzeby poczucia przynależności nastolatek musi mieć rzeczy identyczne z tymi, jakie noszą jego koledzy. Najmniejsze odstępstwo od tej zasady, zazwyczaj niedostrzegalne dla rodzica (inny szew, krój czy odcień), dyskwalifikuje ubranie raz na zawsze. I cóż z tego, że jest drogie i podoba się rodzicowi? Zapobieganie konfliktom na tym polu jest zatem bardzo proste: pozwalaj swojemu nastolatkowi na to, by sam wybierał dla siebie ubrania. Pamiętajmy, że aspekt praktyczności, trwałości, jakości to jedynie kryteria wyboru u dorosłych. Nie warto kupować nastolatkowi ubrań w prezencie, bo zawsze kupi się złe. Trzeba przecież wiedzieć, co się nosi w środowisku aktualnie ważnym dla nastolatka. Przy czym „aktualnie” w przypadku nastolatka oznacza „dziś”, a nie „wczoraj”.

Dorośli, czyli ludzie pierwotni

Nastolatka cechuje też kompletny brak świadomości, że jest nastolatkiem i że to stan chwilowy. Nie chodzi bynajmniej o bezrefleksyjność, nic podobnego! Nastolatek jest wysoce refleksyjny, tylko że w innych tematach. Osoby w wieku 12–15 lat najczęściej w pierwszym odruchu uważają, że ludzie są w jakimś wieku, bo tak wybrali. Babcie zawsze były stare, a nauczyciele nigdy nie byli młodzi. Oczywiście w drugim odruchu rozumieją, że tak nie jest, ale dopiero po dłuższym zastanowieniu. Poza tym nastolatek inaczej postrzega upływ czasu. Dla niego 10 lat to wieczność, a co za tym idzie, młodość mamy i era mezozoiczna miały miejsce właściwie w tym samym okresie. Wypowiedzi w rodzaju „za moich czasów…”, „kiedy ja byłam młoda…” traktuje więc z takim samym respektem, z jakim ty byś traktowała rady człowieka pierwotnego.

  1. Materiał partnera

Zaloty w świecie zwierząt

W okresie godowym samce jeleni, zwracają na siebie uwagę ryczeniem - im głośniej, tym lepiej. Bo ryczenie to pokaz siły i demonstracją swojej dobrej kondycji. (Fot. iStock)
W okresie godowym samce jeleni, zwracają na siebie uwagę ryczeniem - im głośniej, tym lepiej. Bo ryczenie to pokaz siły i demonstracją swojej dobrej kondycji. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W czasie zalotów samce pokazują swoje atuty na różne sposoby - puszą się, prezentują pióra, eksponują niektóre części ciała, tańczą, przygotowują jedyne w swoim rodzaju pokazy swoich umiejętności. Wszystko po to, żeby się przypodobać samicom.

Fragment książki "Sekretne życie zwierząt" Andrzeja G. Kruszewicza, Wydawnictwo Rebis 

Zaloty w świecie zwierząt polegają na tym, że samce starają się zaimponować samicom. I to jest dosyć uniwersalna zasada - powtarza się w przypadku ptaków, ryb, owadów, ssaków... Zawsze samce są bardziej kolorowe i bardziej strojne. Dodatkowo w świecie ssaków samce intensywniej pachną - co zapewnia im powodzenie. Od tych reguł są wyjątki, ale one tylko te reguły potwierdzają.

Pingwiny

Mało kto kojarzy pingwiny z Afryką. Na hasło „pingwin” wszyscy mają przed oczami sympatycznego biało-czarnego ptaka wśród białej, śnieżnej przestrzeni. A tymczasem na południowym krańcu Afryki żyje sobie gatunek pingwina zwany pingwinem przylądkowym albo inaczej tońcem. Gody tych pingwinów przypadają na czas, gdy u nas zaczyna się zima. Teraz nadmienić wypada o jeszcze jednej nazwie używanej odnośnie do tego gatunku, a wywodzi się ona właśnie od zwyczaju związanego z godami. To wówczas bowiem, po wykopaniu dołka, który jest bardzo ważny w procesie rozmnażania, pingwin siada przy nim i zaczyna ryczeć. Dosłownie ryczeć, bo głos przez niego wydawany przypomina ryk osła. Zatem pozwólcie państwo, że przedstawię: pingwin ośli.

W okolicach Kapsztadu bywa nawet tak, że przygotowujące się do powiększenia rodziny pingwiny szykują sobie lokum w prywatnych ogródkach. Służby miejskie mają wówczas mnóstwo roboty z ich usuwaniem, bo choć pingwinia rodzina w przyszłości być może nie byłaby problemem dla właściciela posesji, jednak wyjec pod oknem nie poprawia jakości życia. 

Cóż poradzić, krew nie woda, gody się zbliżają, a jak tu inaczej zwrócić uwagę pingwiniej damy niż rykiem. A im bardziej jest on donośny, tym lepiej świadczy o samcu. Skoro ryczy głośno, znaczy, że sił mu nie brak. I zdrowie mu dopisuje, więc dysponuje dobrym materiałem genetycznym i będzie świetnym ojcem. Zatem takiego krzykacza pingwinice chętnie wybierają.

Proszę jednak pamiętać, że u ludzi tak to nie działa, więc odradzam wprowadzanie takich zwyczajów w naszych domach.

Nosorożce

Nosorożce wykorzystują swój imponujący róg (a w przypadku czarnego i białego nawet dwa rogi) głównie jako broń podczas walk w okresie godowym. Kiedy wiedzione chęcią zdobycia damy swego serca byki wejdą sobie w drogę, nierzadko dochodzi do krwawego starcia. Najpierw dwaj konkurenci zbliżają się do siebie z wojowniczo opuszczonymi łbami, machając rogiem na boki i szurając groźnie nogami. Potem, bez żadnych znaków ostrzegawczych rzucają się na siebie. W najpoważniejszych przypadkach walka może się nawet skończyć śmiercią jednego z samców, ponieważ spiczaste rogi mogą spowodować głębokie rany.

Czasami kończy się tylko na pogróżkach, ponieważ rywale wyhamowują tuż przed zderzeniem i wpatrują się przed siebie, przekrzywiając łby. Nie wynika to jednak ani ze strachu, ani z rezygnacji z walki. Przyczyna jest trywialna: jako że nosorożce mają oczy umieszczone po bokach głowy i charakteryzują się słabym wzrokiem, najpierw chcą się upewnić i wywąchać, kto naprzeciwko nich stoi. Zdarza się, że odchodzą (jeśli nie trafiły do celu, stając oko w oko z przeciwnikiem), utwierdziwszy się w przeświadczeniu, że udało im się tą spektakularną szarżą zrobić na rywalu odpowiednio duże wrażenie. Jak to czasem bywa -  krótkowzroczność może uratować komuś życie... Prawda, że czasem lepiej jest czegoś nie zauważyć. Zdarza się przecież, że dobrze poinformowani żyją krócej.

W ogrodzie zoologicznym w Warszawie nie doszło co prawda do walki samców, bo Kuba jest naszym jedynym facetem dla samicy Shikari, ale trudno zaprzeczyć, że zarówno zaloty, jak i same zwierzęta są nieco gruboskórne. Samiec nie wdaje się w romantyczne podchody, tylko po prostu za nią goni. Najpierw dba o jej pobudzenie, ale nie ma w tym naprawdę nic romantycznego. Jak to często bywa, obsikuje po prostu cały dostępny sobie teren. A sika obficie, bardzo aromatycznie, na dodatek spektakularnie, bo posiada ciekawą umiejętność sikania do tyłu. Intensywny zapach moczu zaiste pobudza samicę i zaczyna się gonitwa. 

Nasz Kuba był młody i niezbyt doświadczony w podchodach i zalotach. Potknął się podczas tej gonitwy zaślepiony swoim wznieconym z nagła uczuciem i na dłuższy czas zniechęcił do zalotów. Nie byłoby w tym zagubieniu rytmu zapewne nic dziwnego, gdyby nie to, że udało mu się potknąć o własny penis. Ze względu na obrazoburczość i uczucia czytelników zdjęcia nie zamieszczamy, ale po cóż jest wyobraźnia?! Od razu zaznaczam, że to zniechęcenie było u Kuby tylko chwilowe.

W każdym razie ta nieszczęsna rujka była stracona, nie było szans na młode i obawialiśmy się, co będzie dalej. Ale po miesiącu, gdy Shikari była już gotowa do kolejnej, Kuba jakby zapomniał o niepowodzeniach i... przeszkodach, stanął na wysokości zadania i urodził się pierwszy potomek tej pary, czyli Byś.

Para dochowała się jeszcze kolejnych dzieci. Teraz jest Jung, po którym spodziewaliśmy się, że będzie samicą, bo w obliczu faktu, że populacja nosorożców zagrożona jest wyginięciem, samice są bardzo potrzebne, a samców jest zbyt wiele, ale cieszymy się i z tego, co mamy. To przeświadczenie, że tym razem może być samica, brało się stąd, że przy poprzednich kopulacjach para była złączona około trzech kwadransów, a tym razem akt płciowy był kilkakrotnie przerywany. Stąd żartobliwe dywagowanie, że może będzie samica. Proszę jednak nie próbować tego w domu. Nie działa.

Róg nosorożca, jego wyróżnik i symbol, jest dla tego gatunku równocześnie przekleństwem i przyczyną zagłady. Chińczycy bowiem wierzą, zgodnie z przeświadczeniem panującym w ich medycynie, że zjedzenie sproszkowanego rogu nosorożca jest afrodyzjakiem, który zapewni mężczyźnie spotęgowanie sił witalnych i zapewni jurność. Proszek ten jest więc zjadany, pity w postaci zawiesin i nalewek. Jakby tego było mało, sporządza się z niego specjalne kielichy do spożywania tej cudownie ożywczej z ich punktu widzenia mikstury. Panuje także przekonanie, że róg ma właściwości przeciwrakowe.

Przesądy są jedną z przyczyn urządzania wymyślnie organizowanych polowań na nosorożce żyjące w stanie naturalnym w Afryce. Poluje się na nie z wykorzystaniem helikopterów. Odnotowano nawet przypadki zabijania nosorożców w rezerwatach i wykradania ich rogów z muzeów. Istne szaleństwo, a wszystko po to, by przywrócić moc własnym lędźwiom i wyprostować to, co jest krzywe. Tyle że w rogu, który jest zbudowany ze sfilcowanych włosów, nie ma żadnej mocy, żadnej magii. To prawdziwy obłęd!

A im mniej nosorożców na świecie, tym większa presja na posiadanie chociaż kawałka ich rogu. Na tak zwaną męską czarną godzinę...

Jelenie

W naszym polskim środowisku naturalnym najpiękniejszym widowiskiem jest rykowisko jeleni. Nietrudno zgadnąć, czym jest rykowisko. Cóż - w okresie godowym samce jeleni, czyli byki, zwracają na siebie uwagę ryczeniem. A z ryczeniem jest jak z każdym innym pokazem siły i demonstracją swojej dobrej kondycji - im głośniej, tym lepiej. I tak potężny ryk dojrzałego samca rozbrzmiewa echem po lesie, a równocześnie gdzieś obok porykują młode samce zwane chłystami. Oczywiście nikt ich nie traktuje poważnie. Samiec nie czuje się w żadnym stopniu zagrożony. Ma obok swój harem, a na młodziaka nawet niespecjalnie zwraca uwagę. Ale kiedy na jeden potężny ryk odpowie drugi, równie silny - wówczas zaczyna się robić niebezpiecznie. Walka jest jak najbardziej poważna. Ale w jej przebiegu chodzi głównie o przepchnięcie się. Odwrotnie niż w zabawie z przeciąganiem liny, w której celem jest przeciągnięcie przeciwnika na swoją stronę. Poroże idealnie nadaje się do tej rywalizacji. Nie jest bronią służącą do zranienia, ale tarczą, którą świetnie da się zepchnąć przeciwnika z miejsca.

A skoro o porożu: na głowie jelenia co roku wyrasta ten imponujący symbol gatunku, zbudowany z kości, skóry i delikatnej sierści. Potem skóra pokryta tzw. scypułem jest ścierana i odsłania się potężne poroże. Jeleń nosi je dumnie, przekazując tym samym sygnał: jestem imponujący, jestem silny, jestem gotowy do kopulacji! Gotowy do rozrodu samiec nieustannie toczy pokazowe walki. Jeśli na placu boju akurat nie ma nikogo innego, rolę przeciwnika odgrywają drzewa i krzewy, na których wyładowuje nadmiar energii.

Kiedy spotyka się dwóch rywali, toczą długi pojedynek. Podbiegają do siebie, sczepiają się porożem, spychają i uderzają w siebie, aż któryś w końcu ustąpi. Zdarzają się oczywiście urazy, zdarzają się pęknięcia wieńców, bo tak poroża nazywają leśnicy, ale na ogół nie wydarza się nic poważnego, poza niewątpliwie poważnym ubytkiem energii u walczących samców. Niektóre osobniki walcząc w okresie godowym tracą nawet kilkanaście kilogramów. Potrafią przez dwa tygodnie nie jeść i nie pić, tylko pilnować haremu i walczyć o władzę nad nim.

Pod koniec zimy piękna ozdoba spada jeleniowi z głowy. Czasami pozostaje zawieszona na gałęzi drzewa albo ląduje porzucona na leśnej ściółce. Ale nie ma co płakać i rozczulać się nad bykiem - latem odrośnie mu nowe poroże. Jeszcze większe i jeszcze bardziej imponujące.

Znane są przypadki, gdy podczas walki jelenie tak mocno sczepiają się ze sobą porożem, że nie są w stanie się rozdzielić. Dla obu byków to sytuacja bez wyjścia. Najpierw wyczerpuje je walka, potem próba oswobodzenia się, a w końcu - próba zdobycia pożywienia. Ostatecznie rywale stają się współwięźniami, a wreszcie, jeśli nie zdarzy się cud, muszą razem umrzeć.

Więcej w:

'Sekretne życie zwierząt' Andrzeja G. Kruszewicza, Wydawnictwo Rebis  "Sekretne życie zwierząt" Andrzeja G. Kruszewicza, Wydawnictwo Rebis 

  1. Kuchnia

Desery, które rozpalą zmysły. Pomysł na walentynki we dwoje

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Deser przygotowany na walentynki można podać nie tylko na talerzyku, pucharku, czy w miseczce. Tego dnia można puścić wodze nie tylko kulinarnej fantazji.

Bezowy bałagan z owocami

Na bezę: 100 g białek 200 g cukru 1 łyżka soku z cytryny

Dodatki: 250 ml śmietanki 30-36% łyżka cukru pudru 50 g cukru 200 g mrożonych owoców leśnych 50 ml czerwonego wina garść owoców sezonowych: jagód, truskawek, malin, jeżyn

(Fot. Agnieszka Murak) (Fot. Agnieszka Murak)

Zacznij od bezy. Białka ubij na sztywną pianę, małymi porcjami dodaj cukier. Pod koniec ubijania wlej sok z cytryny. Ubitą masę przełóż na blachę wyłożoną papierem – kształt zależy od ciebie. Możesz upiec małe beziki albo jedną dużą bezę, którą potem pokruszysz.

Bezę wstaw do pieca nagrzanego do 110°C i w zależności od wielkości piecz od 1 do 4 godzin w przypadku jednej grubej bezy. W tym czasie śmietanę ubij na sztywno z cukrem pudrem i wstaw ją do lodówki, by stężała.

Przygotuj sos owocowy: w garnuszku zrób z cukru karmel. Gdy cukier będzie już płynny, dodaj mrożone owoce, a chwile później zalej wszystko czerwonym winem. Gdy poczujesz, że alkohol odparował, przykryj sos pokrywką i gotuj do momentu, aż cały cukier się rozpuści. Gotowy sos odstaw do ostudzenia.

Gdy beza się upiecze i wystygnie, pozostaje tylko złożyć deser. W szklance, pucharku albo jak tylko chcecie... Pokruszcie bezę i przekładajcie na przemian wszystkie składniki: trochę bezy, trochę sosu, trochę bitej śmietany, trochę owoców i znowu trochę bezy!

Brownie z solonym karmelem i lodami waniliowymi

Na solony karmel: 100 g cukru 20 g masła 200 ml mleka 150 ml śmietany 30-36%

Na brownie: 200 g gorzkiej czekolady 200 g masła 3 jajka 200 g drobnego cukru 100 g mąki 100 g białej czekolady

ulubione lody waniliowe

(Fot. Agnieszka Murak) (Fot. Agnieszka Murak)

Zacznij od karmelu: cukier rozpuść na patelni na wolnym ogniu, aż zacznie się robić złotobrązowy i cały będzie płynny – nie mieszaj go, możesz ewentualnie poruszać patelnią, by wszystko się równomiernie podgrzewało. Gdy będzie już płynny, dodaj masło i dokładnie mieszaj drewnianą łyżką. Gdy cukier i masło się połączą, dodaj mleko wymieszane ze śmietaną. Cały czas mieszaj, ale uważaj, bo bulgoczący karmel może pryskać. Gotuj do uzyskania jednolitej, w miarę gęstej konsystencji. Zestaw z ognia, dodaj szczyptę soli i dokładnie wymieszaj.

Przejdź do brownie. Gorzką czekoladę rozpuść z masłem na parze. Jajka ubij na jednolitą masę z cukrem – powinny podwoić, a nawet potroić swoją objętość. Do ubitej masy delikatnie dodaj mąkę i delikatnie, acz dokładnie, wymieszaj. Następnie dodaj wystudzoną rozpuszczoną masę czekoladową oraz pokruszoną białą czekoladę i znów delikatnie, dokładnie wymieszaj.

Całość przełóż na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Piecz 25 minut w 170°C. Gotowe brownie pokrój w kwadratowe kawałki, podawaj z gałką lodów na wierzchu, polaną solonym karmelem.

Lody bananowo-truskawkowe

2 dojrzałe banany 200 g truskawek 100 ml tłustego mleka kokosowego 1 laska wanilii

(Fot. Agnieszka Murak) (Fot. Agnieszka Murak)

Lody te możesz zrobić na dwa sposoby:

  • Obrane banany i wyszypułkowane truskawki zamroź w całości. Gdy będą twarde, wyjmij je z zamrażarki, włóż do blendera i zblenduj z mlekiem kokosowym i ziarnkami z laski wanilii.
  • Zblenduj obrane banany i wyszypułkowane truskawki razem z mlekiem kokosowym i ziarnkami z laski wanilii. Włóż do wybranych przez siebie foremek i zamroź.

Przepisy pochodzą z książki Sex & cook. Miłość od kuchni", Roberta Kowalczyka i Michała Toczyłowskiego wydanej przez wydawnictwo Filo.

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe

  1. Moda i uroda

Zmysłowa bielizna nie tylko w walentynki

Idealna bielizna ma podtrzymać co trzeba, być wygodna, a przy tym piękna i delikatna (Fot. iStock)
Idealna bielizna ma podtrzymać co trzeba, być wygodna, a przy tym piękna i delikatna (Fot. iStock)
Zobacz galerię 10 Zdjęć
Zmysłowa bielizna jest tak samo ważna jak każda inna część garderoby. Bywa niedoceniana. Całkiem niesłusznie, bo ciąży na niej wiele obowiązków: ma podtrzymać co trzeba, być wygodna, a przy tym piękna i delikatna. 

Body TRIUMPH 199,90 zł (fot. materiały prasowe) Body TRIUMPH 199,90 zł (fot. materiały prasowe)

Biustonosz i majtki VICTORIA’S SECRET 220 zł i 155 zł (fot. materiały prasowe) Biustonosz i majtki VICTORIA’S SECRET 220 zł i 155 zł (fot. materiały prasowe)

Halka VICTORIA’S SECRET 450 zł. (fot. materiały prasowe) Halka VICTORIA’S SECRET 450 zł. (fot. materiały prasowe)

 

Biustonosz i majtki TRIUMPH 189,90 zł i 89,90 zł. (fot. materiały prasowe) Biustonosz i majtki TRIUMPH 189,90 zł i 89,90 zł. (fot. materiały prasowe)

Halka ETAM 149,90 zł. (Fot. materiały prasowe) Halka ETAM 149,90 zł. (Fot. materiały prasowe)

Biustonosz i majtki ETAM 129,90 zł i 79,90 zł. (Fot. materiały prasowe) Biustonosz i majtki ETAM 129,90 zł i 79,90 zł. (Fot. materiały prasowe)

Biustonosz LE BAISER/PAKAMERA.PL 179 zł, majtki H&M 29,99 zł. (Fot. materiały prasowe) Biustonosz LE BAISER/PAKAMERA.PL 179 zł, majtki H&M 29,99 zł. (Fot. materiały prasowe)

Halka VANILLA NIGHT & DAY 180 zł. (Fot. materiały prasowe) Halka VANILLA NIGHT & DAY 180 zł. (Fot. materiały prasowe)

 

Biustonosz i majtki LE PETIT TROU 249 zł i 189 zł. (Fot. materiały prasowe) Biustonosz i majtki LE PETIT TROU 249 zł i 189 zł. (Fot. materiały prasowe)