1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Wiele kobiecych dolegliwości ma źródło w sferze seksu. Rozmowa z ginekolożką dr Preeti Agrawal

Wiele kobiecych dolegliwości ma źródło w sferze seksu. Rozmowa z ginekolożką dr Preeti Agrawal

Wstydzimy się mówić o seksie, bo nikt nas tego nie uczył. Jednak po przyjrzeniu się symptomom różnych kobiecych chorób widać, że wiele z nich ma źródło właśnie w tej sferze. (Fot. iStock)
Wstydzimy się mówić o seksie, bo nikt nas tego nie uczył. Jednak po przyjrzeniu się symptomom różnych kobiecych chorób widać, że wiele z nich ma źródło właśnie w tej sferze. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Akt miłosny na wszystkich poziomach energetycznych ma potężną moc uzdrawiania. Pod jednym warunkiem – że nie jest to seks mechaniczny, wymuszony, z poczucia obowiązku. Wiele kobiecych dolegliwości ma źródło w sferze seksu – mówi ginekolożka dr Preeti Agrawal.

Akt miłosny na wszystkich poziomach energetycznych ma potężną moc uzdrawiania. Pod jednym warunkiem – że nie jest to seks mechaniczny, wymuszony, z poczucia obowiązku. Wiele kobiecych dolegliwości ma źródło w sferze seksu – mówi ginekolożka dr Preeti Agrawal.

Dziś chciałabym porozmawiać z panią o seksie widzianym oczami ginekolożki. Czy pacjentki często zwierzają się pani ze swojego życia seksualnego? Bardzo rzadko zdarza się, żeby mówiły wprost. Wstydzimy się mówić o seksie, bo nikt nas nigdy tego nie uczył. Jednak po przyjrzeniu się symptomom różnych chorób widzę czasem, że kobieta może mieć z seksem jakiś problem. Nigdy sama nie zaczynam rozmów o tej sferze życia, czekam, aż zrobi to pacjentka. Czasami wystarczy pokazać, że chce się słuchać, lekko naprowadzić.

A jakie problemy zdrowotne ma pani na myśli? Bardzo częstym schorzeniem mającym źródło w życiu seksualnym są nawracające zapalenia pochwy, częste infekcje. Jeśli nie skutkuje zmiana diety i inne metody leczenia, staram się naprowadzić delikatnie rozmowę na temat jakości życia seksualnego pacjentki. I zazwyczaj odpowiedź jest taka sama – kobiety często nie chcą współżyć ze swoimi partnerami, ale zmuszają się do tego, bo myślą, że tak trzeba, że taki jest obowiązek żony, narzeczonej, partnerki. W głębi duszy nie chcą tego, więc ciało im sprzyja, broni się przed niechcianym seksem. Kobieta nie ma poczucia bezpieczeństwa, nie ma zaufania, jej ciało się nie otwiera. Kiedy tak się dzieje, trudno czerpać przyjemność ze współżycia. A że podczas infekcji nie uprawia się seksu, kobieta jest usprawiedliwiona. Ciało samo rozwiązuje za nią problemy.

Czy jeszcze jakieś inne schorzenia natury ginekologicznej mówią, że sfera seksualności u nas kuleje? Podobnie rzecz się ma z mięśniakami. Jeśli odpadają czynniki natury medycznej, a widzę, że kobieta jest smutna, zniechęcona, w dodatku problem się pogłębia, delikatnie szukam przyczyn w relacjach. I słyszę często: „on chce codziennie, a ja nie mam siły ani ochoty”, „zamykam oczy i czekam, aż skończy”, „nie chcę mieć z tym nic wspólnego”, „nigdy nie miałam orgazmu”, „on mnie unika, już mnie nie pragnie”. Nieudane życie seksualne w związku jest zazwyczaj symptomem głębszych, bardziej złożonych problemów.

Jakich? Weźmy pod uwagę choćby taki przypadek: para boryka się z niepłodnością, choć nie ma ku temu żadnych medycznych wskazań, bo oboje są zdrowi. Przeszli dziesiątki badań, ale nikt nigdy nie zapytał ich o życie seksualne! Kiedy pytam kobietę, jak wygląda jej relacja z partnerem, jak często uprawia seks, słyszę, że ona właściwie nie czuje ochoty na zbliżenia, bo ma do męża pretensje, bo on jest pracoholikiem, wraca późno i wcale się nią nie interesuje, bo cały wolny czas spędza przy komputerze... Ciało tej kobiety nie jest gotowe na przyjęcie dziecka, powiedziałabym nawet, że się przed nim broni. Ono nie ma ochoty otwierać się przed tym mężczyzną, a co dopiero tworzyć nowe życie! Jeśli między partnerami jest dobrze, życie powstaje samo z siebie. Jeżeli ludzie są zdrowi, kochają się, uprawiają dobry seks, który jest wzajemnym dawaniem i braniem, nie trzeba się specjalnie starać o dziecko.

Ale w języku polskim słyszymy, że ona daje, a on ją bierze, albo już ją wziął. To chyba wiele mówi o naszym sposobie myślenia o seksie? Tu nie ma równowagi w dawaniu i braniu... Rzeczywiście. Dobry seks, który daje siłę, szczęście i, co ważne, także zdrowie, jest wbrew pozorom trudną sztuką i trzeba się napracować, żeby ją posiąść. To nie tylko penetracja, ale całe nasze życie. Dzisiejszy pośpiech nie sprzyja seksowi. Nie widzimy siebie nawzajem w biegu życia. Często się zdarza, że nawet kiedy jesteśmy razem, tak naprawdę razem nie jesteśmy, bo jest z nami włączony telewizor czy komputer: coś, co odwraca uwagę od siebie nawzajem. Czasami wystarczy spojrzeć sobie nawzajem głęboko w oczy, by naprawdę siebie zobaczyć. Bardzo ważna jest także rozmowa. Warto nauczyć się, jak słuchać siebie bez pretensji, oskarżeń i za każdym razem próbować wyjaśnić sobie do końca wszystkie problemy. Zadbać o odpowiednią oprawę aktu miłosnego, zrobić z niego ceremonię. A potem uważnie wsłuchać się w siebie i w ciało partnera. Seks na wszystkich poziomach energetycznych ma potężną moc uzdrawiania. Kochający się ludzie mogą podczas aktu seksualnego uzdrawiać siebie nawzajem. Ale, jak już mówiłam, to trudna sztuka. Znacznie łatwiej jest uprawiać seks mechaniczny. Nie ma w nim jednak możliwości dalszego rozwoju, to droga donikąd, akt, który może jedynie na chwilę przynieść nam ukojenie, spuścić z nas napięcie.

Domyślam się, że my, kobiety, na każdym etapie życia borykamy się z innymi problemami natury seksualnej. Zacznijmy od młodych dziewczyn – co z ich seksem? Często zgłaszają się dziewice, które mimo że są w dobrej relacji, nie potrafią zacząć współżycia. Uważają, że coś jest nie tak z ich błoną dziewiczą, bo penetracja jest dla nich bardzo bolesna. Rzeczywiście, zdarza się, że fałd błony dziewiczej utrudnia wejście do pochwy, ale to bardzo rzadkie przypadki. Kiedy zaczynamy rozmawiać, okazuje się, że gdzieś kiedyś zdarzyło się coś, o czym zapomniały, o czym nie chciały pamiętać – najczęściej chodzi o molestowanie, kiedy były małymi dziewczynkami. To się zdarza przerażająco często. Osoby skrzywdzone, nadużywane w dzieciństwie mają poważne problemy z życiem seksualnym. Są to jednak przypadki, które można skutecznie leczyć psychoterapią. Jest jeszcze sprawa antykoncepcji. Z badań wynika, że kobiety, które zażywają pigułki antykoncepcyjne, po dwóch latach ich brania w 80 proc. przypadków cierpią na suchość pochwy i nawracające stany zapalne; spada też libido. Dobrze o tym wiedzieć.

A młode mamy, które na forach internetowych skarżą się, że nie chcą, a muszą? To częsty problem moich pacjentek. Młode mamy bywają wyczerpane do cna opieką nad noworodkiem, mają duże deficyty snu, ich ciało jeszcze nie zregenerowało się po ciąży i porodzie, a mężczyźni oczekują, że będzie tak samo jak przed ciążą. Seks jest wymianą energii. Jeśli ktoś sam nie ma energii, nie ma czego wymieniać. Kiedy młoda mama wypocznie i się porządnie zregeneruje, wszystko wróci do normy.

A kobiety będące w wieku menopauzalnym? Z moich obserwacji wynika, że najczęściej spotykanym problemem u kobiet w tym okresie życia jest suchość pochwy, która sprawia, że penetracja jest bolesna, nieprzyjemna. Jednocześnie u tych pacjentek, o których wiem, że mają udane życie seksualne, obserwuję, że ten problem nie występuje. Wręcz przeciwnie, uważają one, że dopiero seks w tym wieku jest satysfakcjonujący, pasjonujący, wspaniały. Już nie zajdą w ciążę, mają odchowane dzieci, doświadczenie życiowe, które sprawia, że wiedzą, czego chcą, i duże zaufanie do partnera. To pokazuje nam, że dobry seks bierze się z dobrych relacji – z samym sobą i partnerem. Kiedy kobieta czuje się w związku bezpieczna, może z niego czerpać dużo radości. Dopiero kiedy ludzie połączą się ze sobą na wszystkich poziomach, mogą mieć naprawdę dobry seks.

Ale o tym nikt nam nie mówi, nikt nas seksu nie uczy. Jeśli już coś się mówi, to z jednej strony w kategoriach grzechu, brudu, niechcianych ciąż, wirusa HIV i chorób wenerycznych. Z drugiej strony mamy pornografię, która tworzy fałszywy obraz seksualnej rzeczywistości. A seks to bardzo ważna część życia człowieka, ogromna siła napędowa, życiodajne źródło szczęścia i radości. Pod jednym warunkiem – że nie jest to seks mechaniczny, wymuszony, z poczucia obowiązku, że nie jest gwałtem na własnym ciele, zawoalowaną formą prostytucji. Bardzo często nasze blokady wynikają z tego, jak nam tę sferę życia pokazali rodzice. Na przykład normalną rzeczą jest, iż dzieci między 3. a 6. rokiem życia badają swoje ciało, masturbują się, poznają siebie same...

I jeśli usłyszą od mamy, że od dotykania siebie „tam” uschną im ręce, konsekwencje łatwo przewidzieć. Można się od takiego bagażu uwolnić? Od blokującego poczucia winy, wstydu? Uważam, że należy zacząć od rozmowy z partnerem. Jeśli problem okazuje się niemożliwy do rozwiązania, można szukać pomocy w literaturze. Ja swoim pacjentkom polecam „Rytuały więzi małżeńskiej” napisane przez małżeństwo Rileyów, ale na rynku wydawniczym jest mnóstwo wartościowych pozycji. Dalszym etapem jest psychoterapia, dzięki której można dotrzeć do źródła naszych problemów. Zapewniam, że przy odrobinie pracy nad sobą widać efekty, także jeśli chodzi o nasze samopoczucie i zdrowie.

Cały czas mówimy o życiu seksualnym w związkach, małżeństwach. A co z seksem samotnych? Jeśli mam przed sobą 40-letnią dziewicę, która mieszka z mamą, w ogóle nie rozmawiam z nią o seksie, bo wiem, że mogłabym ją urazić. Należy do grupy osób, które całkiem wyparły swoją seksualność – ta sfera życia dla nich nie istnieje. Druga grupa kobiet to te panie, które nie uprawiają seksu, bo czekają na tego jednego jedynego. Trzecia to te kobiety, które uprawiają przypadkowy seks z przypadkowo poznanymi mężczyznami. Każdy ma swoją prawdę i swoje życie. Ale jeśli chodzi o zdrowotną stronę seksualnej abstynencji, to nie ma ona konkretnych konsekwencji dla naszego zdrowia.

A przypadkowy seks? Dziś już choroby weneryczne, takie jak kiła czy rzeżączka, występują niezmiernie rzadko. Powinniśmy się obawiać wirusów – HIV, HPV czy chlamydii. Osoby, które decydują się na przypadkowe kontakty seksualne, muszą popracować nad swoją odpornością. To bardzo ważne.

Czy wiele z pani pacjentek jest zadowolonych ze swojego pożycia? Z moich obserwacji wynika, że to niestety bardzo niewielki procent; szacuję, że około 20–30 proc. Pamiętajmy, że na nasze życie seksualne składa się wiele czynników: przeszłość, wychowanie kulturowe, rodzinne, tradycja, dotychczasowe doświadczenia (zwłaszcza pierwsze kontakty zostawiają w nas ślad), akceptacja własnego ciała, poziom stresu, zmęczenia, dieta, używki, jakość naszego związku – jednym słowem, wpływ i znaczenie ma wszystko. Dodatkowo my, kobiety, mamy zakodowane głęboko w sobie lęki i urazy wynikające z patriarchalnego wychowania, z tego, że nasze matki i babki często bywały wydawane za mąż za mężczyzn, których nie kochały, że całe życie, zanim pojawiły się powszechnie dostępne środki antykoncepcyjne, obawiały się niechcianych ciąż albo ciągle w tych ciążach były... To także spore obciążenie, z którego często nie zdajemy sobie sprawy.

Czytałam ostatnio, że potrzeby seksualne kobiet i mężczyzn są różne, bo pobudzają zupełnie inne ośrodki w mózgu. Myślę, że wyjaśnienie, dlaczego mężczyźni – oczywiście w dużym skrócie – chcą często, szybko, z wieloma partnerkami i z pominięciem gry wstępnej, a kobiety długo, czule, w odpowiedniej oprawie i z jednym, wynika z prostego faktu, iż dla kobiety otwarcie swojego ciała i wpuszczenie do środka mężczyzny wiąże się z wielką odpowiedzialnością. Kobieta, jeśli zajdzie w ciążę, nie ucieknie od niej. To na niej spocznie odpowiedzialność za nowe życie. Dla mężczyzny konsekwencje stosunku nie są tak wiążące. Dlatego my, kobiety, potrzebujemy dowodów szacunku, czułości, zapewnień o miłości. Musimy zaufać, żeby poczuć się bezpiecznie i otworzyć się na mężczyznę.

Dr n. med. Preeti Agrawal specjalista medycyny integracyjnej. Jest doktorem nauk medycznych, ukończyła medycynę integracyjną na Uniwersytecie Arizona Center for Integrative Medicine. Jest specjalistą II stopnia z ginekologii i położnictwa. Prezes Fundacji Kobieta i Natura, założycielka pierwszego w Polsce ośrodka leczenia integracyjnego. W okresie 1995-2001 odbyła szereg staży naukowych specjalizacyjnych w Niemczech (m.in. ośrodek Integracyjnego Leczenia Nowotworów prof. Alexandra Herzoga), Danii, Anglii i Kanadzie. Jest autorką m.in. książek: „Zdrowie jest w nas”, „Siła jest w Tobie” i „Droga do siebie”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Intymny fitness dla zdrowia i satysfakcji seksualnej - ćwiczenia na mięśnie dna miednicy

Wystarczy kilka minut treningu mięśni Kegla dziennie, aby odzyskać ładną postawę, zapanować nad pęcherzem oraz odczuwać większą przyjemność w seksie. (Fot. iStock)
Wystarczy kilka minut treningu mięśni Kegla dziennie, aby odzyskać ładną postawę, zapanować nad pęcherzem oraz odczuwać większą przyjemność w seksie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kiedy są zdrowe i silne, rzadko o nich myślimy. Wiotkie lub uszkodzone mięśnie dna miednicy obniżają komfort życia. Ich skutkiem jest m.in. nietrzymanie moczu i zmniejszenie satysfakcji z seksu. Jak ćwiczyć mięśnie Kegla?

Ćwiczenia Kegla – tak bowiem zwany jest trening mięśni dna miednicy – to wynalazek lat 50. ubiegłego wieku. Ich twórcą jest amerykański urolog, Arnold Kegel, który opiekując się kobietami po porodzie, zauważył, że związane z ciążą i porodem zmiany powodują u wielu z nich problem z nietrzymaniem moczu. Chcąc pomóc młodym matkom, opracował specjalny trening. Jego celem było wzmocnienie mięśni, ustytuowanych między kością łonową a ogonową. Tworzą one rodzaj hamaka, którego zadaniem jest utrzymanie na właściwej wysokości macicy, pęcherza moczowego, odbytu i cewki moczowej. Kiedy mięśnie te są elastyczne i gibkie, układy rozrodczy i moczowy działają sprawnie. Kiedy jednak dochodzi do ich zwiotczenia, zaczynają się kłopoty. Obniżają się w jamie ciała macica i pęcherz, a cewka moczowa jest słabiej umocowana. Jej ruchomość może prowadzić to tzw. wysiłkowego nietrzymania moczu – czyli popuszczania odrobiny wilgoci podczas kichnięcia, kaszlu, śmiechu czy podnoszenia czegoś ciężkiego. Mogą się także pojawić bóle pleców i problemy z postawą, ponieważ mięśnie dna miednicy regulują ułożenie dolnego odcinka kręgosłupa.

Problem ten dotyczy także kobiet, które nie mają dzieci, ale zmagają się z nadwagą, ciężko pracują fizycznie, palą papierosy czy piją dużo kawy. Także tych z nas, które mają niski poziom estrogenów ze względu np. na zaburzenia hormonalne czy menopauzę. Wszystkie te czynniki sprawiają, że mięśnie dna miednicy stają się mniej elastyczne. Ich kondycji nie sprzyja także wiek i siedzący tryb życia.

Ćwiczenie na orgazm

Wystarczy kilku-, a następnie kilkunastominutowy trening dziennie, by odzyskać ładną postawę i zapanować nad pęcherzem. Jest jeszcze dodatkowy bonus, którego początkowo dr Kegel nie brał pod uwagę: trening powoduje, że zaczynasz odczuwać większą przyjemność w seksie! Zdaniem austriackiego seksuologa Karla Stiftera, u kobiet, które perfekcyjnie wyćwiczą mięśnie dna miednicy, prawdopodobieństwo przeżycia intensywnego orgazmu podczas penetracji rośnie aż trzykrotnie! Co więcej, dzięki zdolności partnerki do zaciskania mięśni podczas stosunku mężczyzna przeżywa większą i bardziej różnorodną rozkosz.

A zatem: ćwiczmy mięśnie dna miednicy! Najpierw jednak trzeba je zlokalizować. Można zrobić to na dwa sposoby. Pierwszy: podczas oddawania moczu zaciśnij wewnętrzne mięśnie tak, by zatrzymać jego strumień. To są właśnie mięśnie Kegla. Sposób drugi, proponowany przez trenerkę fitness i pilates Katarzynę Popławską: usiądź na krawędzi krzesła, nogi ustaw w lekkim rozkroku i spróbuj napiąć mięśnie w okolicy cewki moczowej i odbytu. Wyobraź sobie, że chcesz wciągnąć nimi małą piłeczkę. Mięśnie, które napinasz, to właśnie mięśnie dna miednicy. Jak je ćwiczyć? Napinając i na zmianę rozluźniając.

Na początku kilka powtórzeń, z czasem zwiększ ich ilość do 20–30 i więcej – ale każdego dnia! Niech to się stanie twoim codziennym nawykiem; tym bardziej że ćwiczyć możesz, oglądając telewizję, stojąc w ogonku na poczcie czy jadąc autobusem. Istnieje też specjalna technika ćwiczeń, opracowana przez profesor Kari Bo z Norwegii. Nazywa się Pelvicore i łączy ćwiczenia mięśni dna miednicy, kręgosłupa i brzucha.

  1. Styl Życia

W kobiecym kręgu - o seksie w krajach arabskich

Arabki o seksie potrafią mówić. Co wcale nie jest takie oczywiste wśród kobiet w Polsce. (Fot. iStock)
Arabki o seksie potrafią mówić. Co wcale nie jest takie oczywiste wśród kobiet w Polsce. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Na pierwszy rzut oka łączy je tylko to, że są seksuolożkami. Ale szybko okazuje się, że obie mają doświadczenie zderzenia z kulturą arabską. Jak wpłynęło to na psycholożkę, która regularnie bywa w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a jak na ginekolożkę, która pracowała w Arabii Saudyjskiej?

Na pierwszy rzut oka łączy je tylko to, że są seksuolożkami. Ale szybko okazuje się, że obie mają doświadczenie zderzenia z kulturą arabską. Jak wpłynęło to na psycholożkę, która regularnie bywa w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a jak na ginekolożkę, która pracowała w Arabii Saudyjskiej?

Ameera Anna Ibrahim: Dlaczego Arabka postanowiła zostać seksuologiem? – zapytano mnie na egzaminie. Nie zdążyłam nawet pomyśleć, że to faux pas, natychmiast odpowiedziałam, że to właśnie w krajach arabskich zobaczyłam, jak ważna jest seksualność. I że to Arabowie traktują ją jak integralną część życia, a nie oddzielną wyspę, która powinna być tabu. Owszem, jest tam dużo pruderii, ale na nią też można spojrzeć z innej perspektywy – może całe to zakrywanie ciała jest afrodyzjakiem?

Lekcja otwartości

Arabki pod hidżabem często mają piękną bieliznę, wspaniałe makijaże. A zakrycie ciała podtrzymuje pożądanie. W końcu jak długo może podniecać coś, co zawsze jest na wierzchu? Niestety, stereotyp na temat Arabów jest taki, że to bardzo zamknięta społeczność. Więc Arabka mówiąca o seksie, nawet dla seksuologa egzaminującego przyszłych studentów, to lekko dziwaczna sprawa.

Wychowałam się w Warszawie, w domu dwukulturowym: mama Polka, tata Palestyńczyk. Rodzice z dwóch różnych światów, kultur, religii, ale nigdy nie wydawało mi się to schizofreniczne. Wręcz przeciwnie, dorastałam w przekonaniu, że to, co skrajne, można łączyć. I że ludzie, którzy są zupełnie inni, mogą ze sobą żyć. Mama psycholożka – na pierwszy rzut oka delikatna i efemeryczna, ale wiele razy widziałam ją w sytuacji, w której stawiała na swoim. Ojciec – lekarz. Romantyczny i jednocześnie stanowczy. Pewność siebie i zdecydowanie mam bardziej po nim. Miał siedem lat, kiedy z rodziną uciekał z Palestyny – najpierw do Arabii Saudyjskiej i Kuwejtu, w końcu osiedli w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Kiedy byłam mała, zamiast bajek opowiadał mi swoje wspomnienia – podkoloryzowane, ale urocze. To przez nie bardzo chciałam poznać Palestynę. Kiedy miał 18 lat, przyjechał na studia do Polski, a kiedy ja wydoroślałam, poleciałam do Palestyny. Sama. Nie była to dla mnie łatwa podróż, ale utwierdziła mnie w przekonaniu, że tam jestem u siebie. Od pierwszych zapachów: rozgrzanego powietrza, ciężkich przypraw, kardamonu i cynamonu, do widoku muru dzielącego ją od Izraela. Szok i jednocześnie poczucie bliskości z ojcem. I zakorzenienia.

Do Emiratów zaczęłam latać znacznie wcześniej – bywałam u dziadków i ciotek, odkąd skończyłam dwa lata. Pamiętam Dubaj bardziej pustynny niż nowoczesny. Do tej pory Emiraty to dla mnie kraj tradycji: targów, pustyni i poławiaczy pereł, a nie wieżowców i najdroższych domów handlowych. Teraz mieszkają tam nie tylko wszystkie moje ciotki, ale też dwie starsze siostry. Ja nie myślałam o tym, żeby zamieszkać tam na stałe, zawsze po wakacjach lubiłam wracać do Polski. Poza tym w kulturze arabskiej psycholog jest postrzegany trochę jak szarlatan. A seksuolog w ogóle nie istnieje. Ludzi tam bardzo ciekawi, czym się zajmuję, ale jednocześnie nie do końca mają jasność, co ten zawód znaczy. Pamiętam, jak podczas rodzinnego obiadu opowiadałam kuzynce, że zaczynam nową specjalizację, studia seksuologiczne. Po angielsku, bo nie mówię płynnie po arabsku. Widziałam, jak z każdą minutą zmienia jej się twarz – wzbierała w niej złość, ponieważ wiedziała, że to, co opowiadam z takim entuzjazmem, za chwilę będzie musiała tłumaczyć! I faktycznie, zainteresowała się nami babcia. Kuzynka spojrzała na mnie, potem na nią i wypaliła jednym tchem: „Ameera zajmuje się tym, co zawsze, tylko teraz to pogłębia!”. To było podczas studiów, potem babcia dokładnie wiedziała, jak wygląda moja praca. I nie miała z tym problemu.

Ciotki zresztą też nie. To dzięki nim jestem tak otwarta w kontekście ciała, nagości, kobiecości, seksu. U nich przeżyłam pierwszą miesiączkę – nigdy nie zapomnę, jak się z tego cieszyły, nie tworząc jednocześnie atmosfery sztucznego święta. Pamiętam, że wszystkie wieczorem wpadły do babci – pośmiałyśmy się, pogadałyśmy, one opowiedziały mi swoje historie. Jasno dały mi do zrozumienia: teraz jesteś jedną z nas. Dzięki nim naturalnie i swobodnie weszłam w krąg kobiet. Może ich otwartość wynika z tego, że w Emiratach, które są dość nowoczesne, ale jednocześnie jednak tradycyjne, seksualność też jest dwutorowa: na zewnątrz zamknięcie, zakrycie każdego kawałka ciała, ale w domu kobiety są niesamowicie postępowe. One rządzą.

Oczywiście nie wszystkie aspekty podejścia do seksualności w kulturze arabskiej pochwalam – zakaz pornografii, który paradoksalnie skutkuje uzależnieniem od niej, czy zakaz bliskości fizycznej przed ślubem – to może się kończyć różnymi trudnościami. Ale! Wiem na pewno, że Arabki o seksie potrafią mówić. Co wcale nie jest takie oczywiste wśród kobiet w Polsce. Z drugiej strony kobiety w Emiratach dużo o seksie mówią, ale nie zawsze w kontekście, który mi się podoba, bo zwykle to jest jednak troska o przyjemność partnera, zadowolenie kobiety nie jest tak istotne. Seks bywa tam kartą, narzędziem manipulacji, elementem gry, a nie sytuacją, z której radość mają czerpać obie strony. Dlatego najchętniej połączyłabym umiejętność mówienia o seksie Arabów z otwartością seksualną Europejczyków. Może dlatego zostałam seksuolożką?

Ameera Anna Ibrahim, psycholożka, seksuolożka, terapeutka. Zdobywała doświadczenie w Ośrodku Rehabilitacji Socjopsychiatrycznej w Zagórzu, Mazowieckim Specjalistycznym Centrum Zdrowia w Pruszkowie, na oddziale terapii uzależnień w areszcie śledczym, w Poradni Seksuologicznej i Patologii Współżycia Centrum Psychoterapii SWZPZPOZ w Warszawie. Współpracowała przy tworzeniu opinii sądowo-seksuologicznych. Pracuje w gabinecie prywatnym, mieszka w Warszawie. Prowadzi profil strefa (bez)wstydu. (Fot. Michał Borecki) Ameera Anna Ibrahim, psycholożka, seksuolożka, terapeutka. Zdobywała doświadczenie w Ośrodku Rehabilitacji Socjopsychiatrycznej w Zagórzu, Mazowieckim Specjalistycznym Centrum Zdrowia w Pruszkowie, na oddziale terapii uzależnień w areszcie śledczym, w Poradni Seksuologicznej i Patologii Współżycia Centrum Psychoterapii SWZPZPOZ w Warszawie. Współpracowała przy tworzeniu opinii sądowo-seksuologicznych. Pracuje w gabinecie prywatnym, mieszka w Warszawie. Prowadzi profil strefa (bez)wstydu. (Fot. Michał Borecki)

Walka z bólem

Ewa Baszak-Radomańska: Pierwsze, co usłyszałam od mojej szefowej, kiedy tylko przyleciałam do Arabii Saudyjskiej: „Każdej kobiecie mów po zabiegu, kiedy może wrócić do współżycia. Jeśli nie będzie tego wiedziała, po operacji wróci do domu i będzie uprawiać seks. A to może powodować powikłania”. Drugie: „Nie wolno ci reperować błony dziewiczej. Bo nie wyjdziesz z więzienia!”. Pomyślałam wtedy, że właściwie nie trzeba mnie przed tym ostrzegać, bo i tak niespecjalnie chciałabym to robić. A potem zdarzało się, że przychodziła matka z córką, która była na wydaniu i właśnie na stół wpadła! Trzeba było jej zszywać błonę. Matki myślały, że lekarze z Europy czy Stanów mają inne standardy. Odmawiałam, bo taki zabieg to grzech, haram, czyli przestępstwo w ich kulturze.

Dwadzieścia lat temu, właściwie przypadkiem, trafiłam na propozycję pracy w Arabii Saudyjskiej. Byłam w dziwnym okresie swojego życia, na zakręcie – musiałam coś zmienić, a mój kolega akurat dostał ofertę. Miał na imię Marian. Ale coś się komuś pomyliło i dostał ofertę dla kobiety – Mariam, czyli Marii. Przeczytałam ją i stwierdziłam, że jest dla mnie idealna.

Ruszyłam dość beztrosko – niby się przygotowałam, ale nie doczytałam, że trzeba mieć ze sobą abaję, czarną pelerynę sięgającą do kostek, i włożyć ją już na lotnisku. Więc pierwsze zderzenie – strój. Potem okazało się, że na zewnątrz trzeba mieć też szal na głowie. Jeśli się zsunął, natychmiast pojawiał się muttawa – policjant religijny – i przywoływał do porządku, krzycząc: „Kobieto, zakryj głowę!”. Pamiętam żonę japońskiego ambasadora, która zapomniała zabrać ze sobą szal, więc abają zakryła głowę, jednocześnie odsłaniając kostki, więc policjant zaczął ją po tych kostkach okładać kijem!

Ale to był dopiero początek listy moich zdziwień. Szybko okazało się, że w poradniach nie ma foteli ginekologicznych, bo samo wejście na fotel i rozchylenie nóg przekracza normy obyczajowe – musiałam badać pacjentkę na leżance. Poza tym kobiety często przychodziły z mężem. Zdarzało się, że tylko on mówił po angielsku, więc nigdy nie miałam pewności, czy on tłumaczy dokładnie to, co ona mówi. I co jej przekazuje ode mnie. No i miałam mnóstwo pacjentek z bólem. To wynika z ich kultury, bo narzeczeni się nie widzą, nie rozbudzają przed ślubem. Są sobie przydzieleni. Mężczyzna, który do tej pory oglądał wyłącznie pornografię – choć to oczywiście zabronione – nie widział nagiej kobiety na żywo, tylko te dziury na oczy, i nagle widzi gołą żonę! Ona się spina, a on przyspiesza, bo nareszcie może zaspokoić potrzebę seksualną w sposób, który do tej pory był niedostępny. Kolega opowiadał mi o pacjentce Saudyjce, którą bolało tak strasznie, że jak tylko ten mężczyzna się do niej zbliżał, to ona drapała i kopała. Sprowadzał więc anestezjologa, który ją znieczulał od pasa w dół, żeby w ogóle mogło dojść do stosunku. Byli u wszystkich możliwych lekarzy. I nic. Nie było mowy, żeby ten stosunek odbył się normalnie.

Przychodziły też do mnie kobiety, 45, 50 plus, które miały już po kilkoro dzieci, przestawały miesiączkować, więc były przekonane, że znów są w ciąży. Kiedy mówiłam, że to menopauza, to był dla nich niewyobrażalny dramat. Koniec świata. Bo przekaz tam jest taki, że kobieta za wszelką cenę musi zatrzymać mężczyznę, więc musi też rozumieć, że dla niego najważniejszy jest seks. I powinna się tak ułożyć, żeby móc rozdawać karty. Pamiętam kobiety, które były w stanie wyegzekwować od swoich mężów wszystko, ponieważ miały to, czego on potrzebował.

Tak więc z jednej strony instrumentalne traktowanie seksu, patriarchat, zero praw. A z drugiej – to właśnie tam przekonałam się, jak wielka jest siła kobiet. One się niesamowicie wspierają, najlepiej to widać w szpitalu. Kiedy jedna leży po zabiegu albo rodzi dziecko, cała reszta – siostry, matki, babki, przyjaciółki, po prostu przy niej koczują. Zabawiają, karmią, pielęgnują. Spełniają każdą jej zachciankę. Kapitalne baby! Kiedy któraś z nich nie ma wsparcia od innych kobiet, dzieją się straszne rzeczy. Raz byłam świadkiem dramatycznej sytuacji: kobieta spała znieczulona po zabiegu, a jej mąż przyprowadził dzieci i sobie poszedł. Dzieci po niej skakały, a jedno zakrztusiło się piłeczką pingpongową. Do tego stopnia mężczyźni tam nie są w stanie zająć się rodziną.

Kiedy wróciłam do Polski, do Lublina, wiedziałam już, że odejdę z uniwersytetu – zamiast robić habilitację, w wieku 42 lat urodziłam trzecie dziecko w nowym związku, i zaczęłam pracować z pacjentkami z bólem. Wiedziałam, że u nas też są takie kobiety i tutaj też nikt nie wie, jak im pomóc. Młode pacjentki nie mówią lekarzom, że czują ból przy stosunkach, bo, po pierwsze, nie chcą krępować lekarza – co samo w sobie jest kuriozalne – a po drugie, myślą, że lekarz nie ma wystarczającej wiedzy na ten temat. I niestety, często mają rację.

To właśnie mi dało zderzenie z kulturą arabską: pomysł na Terpę. Wymyśliłam tam wszystko, począwszy od nazwy. Terpa, czyli terapia par – chciałam, żeby o parach, które do mnie przychodzą, można było powiedzieć, że są partnerami, a nie oderwanymi od siebie jednostkami. I ten zachwyt, zachłyśnięcie się energią kobiet. Ja w ogóle lubię kobiety, lubię je wspierać, obserwować, jak się rozwijają. I zdrowieją. Patrzę na nie podczas ostatniej wizyty po terapii bólu sromu i widzę, że mają światło w oczach, nadzieję. To mi daje siłę, inaczej dawno straciłabym skrzydła.

Ewa Baszak-Radomańska ginekolożka, seksuolożka, założycielka gabinetów Terpa w Lublinie. Zajmuje się chorobami sromu, diagnostyką i leczeniem dyspareunii i wulwodynii. Laureatka nagrody National Vulvodynia Association za koncepcję stworzenia ośrodka leczenia bólu sromu w Polsce. Autorka wielu publikacji na ten temat, wykładowczyni, organizatorka warsztatów medycznych. Ma trzech synów, troje wnuków. Mieszka w Lublinie. (Fot. Michał Borecki) Ewa Baszak-Radomańska ginekolożka, seksuolożka, założycielka gabinetów Terpa w Lublinie. Zajmuje się chorobami sromu, diagnostyką i leczeniem dyspareunii i wulwodynii. Laureatka nagrody National Vulvodynia Association za koncepcję stworzenia ośrodka leczenia bólu sromu w Polsce. Autorka wielu publikacji na ten temat, wykładowczyni, organizatorka warsztatów medycznych. Ma trzech synów, troje wnuków. Mieszka w Lublinie. (Fot. Michał Borecki)

  1. Seks

Kobiecy orgazm - jak go osiągnąć?

Definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. (fot. iStock)
Definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. (fot. iStock)
Orgazm jest jeden, ale drogi do niego różne, trzeba spróbować wielu – mówią psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro i edukatorka seksualna Izabela Fornalik.

Julka z Arturem są ze sobą od roku. To jej drugi chłopak, ale dopiero z nim zdecydowała się na współżycie. Dziewczyna lubi się kochać, ale nie przeżywa orgazmu. Jej chłopak bardzo się stara, widać, że coraz mocniej przeżywa fakt, że Julka nie szczytuje. Próbują różnych pozycji, ale ciągle się nie udaje… Julka coraz częściej odnosi wrażenie, że jej chłopak traktuje problem ambicjonalnie, chce, żeby jej było dobrze, ale też czułby się znacznie lepiej jako sprawny kochanek. Natarczywie dopytuje za każdym razem o jej odczucia. Julka nie rozmawiała z nikim o swoim zmartwieniu, tym bardziej że większość jej koleżanek dość obcesowo chwali się swoimi łóżkowymi podbojami. To wszystko sprawia, że dziewczyna zaczyna podejrzewać, że może coś z nią jest nie tak.

Izabela Fornalik: Fakt, że Julka nie przeżywa orgazmu w trakcie stosunku, nie jest niczym dziwnym i unikatowym. Tym bardziej, że dziewczyna niedawno rozpoczęła współżycie. Kobiecy orgazm nie pojawia się na zawołanie i to na dodatek przy pierwszych stosunkach. W pewien sposób trzeba go wypracować, kobieta musi nauczyć się swojego ciała i jej partner musi dobrze je poznać. Często okazuje się, że jeśli kobieta nie szczytuje, to jest to większym problemem dla jej partnera. Nie wystarcza mu zapewnienie, że współżycie sprawia jej przyjemność.

Bianca-Beata Kotoro: Nie ma jednej, wyczerpującej definicji, czym jest orgazm. Skoro kobieta mówi, że zbliżenia sprawiają jej przyjemność i dąży do ich powtórzeń, można powiedzieć, że nie ma problemu. Wyznacznikiem udanego współżycia jest to, czy chce się kolejnego razu. Bo jeśli tak, to znaczy, że było komuś dobrze. Julka twierdzi, że jest jej dobrze, więc skąd wie, że nie miała orgazmu? Bywa, że kobiety doznają szczytowania, tylko mają o nim tak dziwne wyobrażenie, że go nie rozpoznają. Opisy z literatury czy obrazy filmowe często mówią o czymś niewyobrażalnie wstrząsającym, stanie nieporównywalnym do niczego. Tymczasem każdy orgazm jest inny i każdy człowiek inaczej go przeżywa. Zdarza się też, że kobiety, które w trakcie współżycia nie doznają orgazmu, zaznają go podczas masturbacji. Czyli dowodzi to, że są w stanie doznawać szczytowania. Dlatego najpierw trzeba dowiedzieć się, czy Julka przeżyła kiedyś w trakcie pieszczot autoerotycznych albo podczas zbliżeń z poprzednim partnerem coś, co można by jej zdaniem nazwać orgazmem. Czy to, że nie ma orgazmu, oznacza, że miała go już kiedyś i teraz to doznanie się nie pojawia, czy też nie miała go nigdy, a swoją wiedzę o szczytowaniu czerpie z wyobrażeń i fantazji, a przez to porusza się wśród nierealnych oczekiwań? Czasami kobiety nie rozpoznają własnego orgazmu, bo po szczytowaniu nie reagują tak, jak im się wydaje, że powinny: zmęczeniem, spadkiem napięcia, za to są jeszcze bardziej pobudzone i mają ochotę na dalsze pieszczoty. A przecież to też jest jedna z możliwych reakcji.

Uświadomienie kobiecie, że właśnie przeżywa to, o czym myślała, że jest dla niej niemożliwe, może wtedy wymagać dużo pracy. Oczywiście, zdarzają się przypadki anorgazmii pierwotnej, ale są to naprawdę sporadyczne wyjątki, uwarunkowane fizjologią, budową anatomiczną czy kwestiami neurologicznymi. Diagnoza anorgazmii jest bardzo często nadużywana. W przypadku kobiety, która nie osiągnęła orgazmu nigdy – ani podczas masturbacji, ani podczas stosunku seksualnego – mówimy o anorgazmii pierwotnej, zaś tzw. wtórną diagnozuje się, gdy kobieta problemy ze szczytowaniem ma dopiero od jakiegoś czasu lub tylko w pewnych warunkach.

I.F.: Encyklopedyczna definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. Na jej podstawie można również przedstawiać z perspektywy fizjologicznej konkretne wyznaczniki orgazmu – skurcze pochwy, dna macicy, wytrysk nasienia, skurcze moszny, a po ich ustąpieniu pojawienie się zazwyczaj błogostanu i spełnienia emocjonalnego oraz spadek napięcia.

Wszystko to jest prawda, ale w tym sensie, że takie reakcje często mają miejsce, ale należy podkreślić, że nie każdy i nie za każdym razem przeżywa orgazm tak samo. To są niemierzalne reakcje psychiki i ciała i nie powinno się na ich podstawie budować wyobrażeń czy ostatecznych stwierdzeń na temat orgazmu. U jednej kobiety pojawią się silne skurcze pochwy i nadwrażliwość przy wejściu członka, ale inna nie będzie miała takich objawów.

B.B.K.: Oczywiście, na poziomie fizjologii ciała pewne zjawiska występują za każdym razem, dotyczy to podniesienia ciśnienia krwi i poziomu hormonów, ale zewnętrznie sprawa jest bardzo indywidualna. Przyjmowanie pewnych stwierdzeń dotyczących objawów orgazmu jako niepodważalnych prawd może przynieść dużo szkód. Zdarza się, że mężczyzna usłyszy gdzieś, że podczas orgazmu kobiece ciało zachowuje się tak, a nie inaczej i jest niepocieszony, jeśli u swojej partnerki nie zaobserwuje tych objawów. Zaczyna się wtedy dochodzenie, podejrzliwość co do autentyczności przeżyć i ulepszanie czegoś, co już jest dobre.

I.F.: W przypadku, kiedy kobieta nie przeżywa orgazmu, często okazuje się, że do jego wystąpienia nie wystarcza sama penetracja. Bywa, że potrzebne są również pieszczoty innych stref erogennych. Jedna kobieta ma wrażliwsze piersi, druga łechtaczkę. Para mogłaby też wypracować swoją pozycję maksymalizujacą doznania.

B.B.K.: Być może nasi bohaterowie skupili się na stosunkach pochwowych i tą drogą chcą dojść do orgazmu, a niewykluczone, że dla Julii bardziej satysfakcjonujące byłyby pieszczoty okolic łechtaczki. W przypadku wielu par trzeba odczarować temat penetracji, uważanej za jedyną słuszną drogę do przeżycia „prawdziwego” orgazmu. Wiele osób dokonuje takiego podziału i wartościowania na lepszy orgazm pochwowy i gorszy łechtaczkowy. To bardzo szkodliwy mit, orgazm jest jeden, drogi do niego różne, a każda z nich tak samo dobra. Być może ta para upiera się przy stosunku klasycznym, a tymczasem pozycja seksualna, budowa ciała Julki czy technika mogą nie sprzyjać tej formie stymulacji i trzeba wypróbować np. stymulacje łechtaczki i brodawek sutkowych.

I.F.: Jeżeli Julka rzeczywiście nie odczuwa orgazmu, a przyczyny nie leżą po stronie fizjologii, warto się zastanowić, czy w grę nie wchodzą przyczyny natury psychicznej. Zdarza się, że z jakichś powodów kobieta nie przyzwala sobie na przeżycie orgazmu albo na przeżycie go z danym partnerem. Może być to na przykład powód natury religijnej. Jeśli para żyje bez ślubu, osoba religijna może mieć z tym problem i chociaż przyzwala częściowo na ten związek, to gdzieś w głębi serca ma poczucie, ze robi coś złego i nie pozwala sobie na pełne przeżycie satysfakcji. Może to być też forma „gry” prowadzona przez kobietę – nie mam orgazmu, mój partner wie o tym, więc istnieje obszar do różnego typu manipulacji. W naszej kulturze to mężczyzna jest odpowiedzialny za orgazm kobiety. Nieprzeżywająca orgazmu partnerka może wyegzekwować od niego różne rzeczy, bo ten czuje się winny. Czasami kobiety nie pozwalają sobie na orgazm, bo uważają, że będzie on oznaczał, że mężczyzna ostatecznie ją zdobył i wtedy przestanie się starać.

B.B.K.: Warto dodać, że te gierki damsko-męskie są w nas wyjątkowo mocno zakorzenione. Kobiety, które mają zaburzone poczucie własnej wartości, mogą się bać przyzwolenia na orgazm, bo wówczas stracą kontrolę nad swoim zachowaniem i wyglądem. W przypadku naszych bohaterów może się też okazać, że Julka nie akceptuje w pełni swojego partnera, żywi wobec niego głęboko skrywaną urazę albo podświadomie pragnie zachować dystans – w związku z tym nie przyzwala sobie (ale też jemu) na to, żeby przeżyć z nim orgazm. Pamiętajmy, że brak orgazmu jest często problemem związku, a nie tylko samej kobiety czy mężczyzny.

Dr Izabela Fornalik, pedagog specjalny, edukatorka seksualna, nauczycielka akademicka, autorka pierwszych w Polsce praktycznych poradników na temat seksualności osób z niepełnosprawnością intelektualną.

Bianca-Beata Kotoro, psycholog, psychoseksuolog, terapeuta, psychoonkolog w Instytucie Psychologiczno-Psychoseksuologicznym Terapii i Szkoleń „BEATA VITA” w Warszawie. Główna Przewodnicząca Rady Ekspertów Europejskiego Centrum Edukacji PO PROSTU.

  1. Seks

Trzy mity na temat masturbacji

Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice. (Fot. iStock)
Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice. (Fot. iStock)
Dlaczego warto tropić mity i fałszywe przekonania, które dotyczą tak intymnej sfery życia, jaką jest masturbacja? Ponieważ fałszywe przekonania mają dużą siłę i uniemożliwiają nam poznawanie. Wiemy, że coś jest niewłaściwe, więc nawet o nie myślimy. A okazać się może, że niewłaściwe jest jak najbardziej stosowne.

Masturbacja szkodzi kobietom?

Faceci się masturbują i w większości nie mają z tego powodu poczucia winy. Nikt tez ich jakoś nie posądzą, że stracą ochotę na seks albo się uzależnią. Masturbują się nawet płody w łonie matki, czego dowodzą badania amerykańskich neurologów związane z wielogodzinną obserwację płodów w usg. Masturbacja jest naturalna i nie prowadzi do zahamowań ani nie rozbudza w złym tego słowa znaczeniu. Jest wręcz odwrotnie - dla kobiet to sumienie popędu seksualnego wiąże się z poważnymi konsekwencjami nie tylko natury erotycznej, ale też emocjonalnej.

Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice, oprócz takiej, jaką same możemy sobie wyrządzić - na przykład przez utrzymywanie poczucia winy z tego powodu.  Jeśli używamy jej świadomie, aby zwiększyć kontakt ze swoim ciałem, nauczyć się rozpoznawać sygnały z niego płynące, swoje potrzeby i warunki fizjologiczne -  służy naszemu rozwojowi i budowaniu kontaktu z ciałem.

Oczywiście istnieje ciemna strona masturbacji, gdy jest używana jako środek zaradczy na poczucie osamotnienia, przedłużający się stres, kłopoty w związku. Jeśli masturbujemy się kompulsywnie, nawykowo, nerwowo możemy uzależnić się od niej tak, jak od każdej rzeczy niosącej pozorną ulgę.

Uzależnienie od wibratora?

Wibrator + masturbacja kompulsywna = kłopoty.

Nie można uzależnić się od wibratora, ponieważ wibrator sam w sobie jest czymś obojętnym, neutralnym. Problem może pojawić się w użytkowniczce, gdy popadnie w masturbację kompulsywną, czyli taką, która służy nie przyjemności, a rozładowaniu napięcia. Podobnie jak nadużywanie alkoholu, seks z przygodnie poznanymi partnerami i inne ryzykowne zachowania, tak i masturbacja bywa sposobem na niewłaściwe podejście do stresów i napięć. W dobrej masturbacji, czyli tej prowadzonej świadomie, z uwagą wobec swojego ciała, wibrator jest tylko zabawnym gadżetem lub urządzeniem intensyfikującym doznania. Nie staje się fetyszem czy jedyną drogą do uzyskania zaspokojenia seksualnego.

Spadek zainteresowania normalnym seksem z powodu masturbacji?

Będziesz miała jeszcze większą ochotę nas seks, jeśli będziesz się masturbować. Deborah Sundah w swojej świetnej książce „Kobieca ejakulacja i punkt G. Orgazmy, jakich nie miała twoja babcia" mówi o bardzo ciekawych badaniach. Dowodzą one, że w kobiecym ciele po seksie z człowiekiem (kobietą lub mężczyzną) dochodzi do wyzwolenia dużej ilości dopamin - hormonów szczęścia. Natomiast po masturbacji, niezależnie od sposobu jej prowadzenia, dopamin wydziela się znacznie mniej, dużo natomiast testosteronu - męskiego hormonu odpowiedzialnego m.in. za aktywizację libido. Dodatkowo dobra masturbacja, skierowana na przyjemność, kontakt z ciałem zwiększa twoją wiedzę o potrzebach i reakcjach ciała. Dlatego: im więcej dobrej masturbacji, tym większy apetyt na seks.

  1. Seks

Jak pobudzić zmysły? Proste porady na dobry seks

Czas dla siebie, czas na wyciszenie to element higieny psychicznej i sposób na to, by doszło do głosu libido. (Fot. iStock)
Czas dla siebie, czas na wyciszenie to element higieny psychicznej i sposób na to, by doszło do głosu libido. (Fot. iStock)
On jest zmęczony, ją boli głowa, przestają się dotykać, mijają się. Dużo pracują, mają małe dzieci. Czy żeby ożywić namiętność, musimy iść do seksuologa? Najpierw warto wypróbować kilka znacznie prostszych sposobów. Tak prostych, że gdyby nie pochodziły od specjalistów, machnęlibyśmy na takie mądrości ręką. Ale by zadziałały, trzeba je zastosować.

Na cyfrowym odwyku

Znajoma powiedziała mi, że „łatwiej zmienić faceta niż zmienić faceta” – i właśnie dlatego chce się rozwieść. Jej mąż woli siedzieć w Internecie niż się z nią kochać. Leżenie w łóżku i patrzenie w sufit, kiedy on obejmuje swój telefon, wykańcza. Podjęła jeszcze jedną próbę. Zorganizowała wyjazd. Wycieczkę tam, gdzie nie ma zasięgu. Tygodniowa wyprawa po lasach i górach wystarczyła, by mąż znów jej zapragnął.

Śledząc bez przerwy wiadomości czy sprawdzając Facebook w telefonie, zabijamy swoje prawdziwe potrzeby, siebie. Tak seksuolog Piotr Gumienny wyjaśnia, dlaczego taki prosty sposób pomógł. Dostarczanie sobie bodźców wzrokowych, intelektualnych w każdej wolnej chwili, a szczególnie wieczorem, sprawia, że tracimy ochotę na seks. Nie trzeba oglądać porno, bo przewijając nieustannie wiadomości na ekranie telefonu, jesteśmy na informacyjno-bodźcowym haju. Podniecenie wraca po czterech dniach w lesie, bo tyle wystarcza, by „wytrzeźwieć”.

Potrzeba odpoczynku od informacji jest blisko potrzeby erotycznej, bo gdy uwolnimy się od natłoku bodźców, od adrenaliny, kortyzolu itp., może zakiełkować w nas zmysłowość. Czas dla siebie, czas na wyciszenie to element higieny psychicznej i sposób na to, by doszło do głosu libido.

Pierwsza prosta rada na dobry seks to: cztery dni choć raz na dwa miesiące z wyłączonymi wszystkimi komunikatorami. Odwyk od informatorów i zaszycie się w lesie.

Intymna relacja

Do Andrzeja Gryżewskiego, seksuologa i psychoterapeuty, trafia wiele par z problemami podobnymi do tych, które miało pewne małżeństwo celebrytów. Ludzi pięknych i z niezaprzeczalnym sukcesem. Mimo to nieszczęśliwych w łóżku. Powód: „Jej oziębłość”.

Usiedli tak daleko od siebie, jak tylko było to możliwe, na kanapie w gabinecie seksuologa. Byli tu już drugi raz. Ona spokojna, on kipiał od hamowanej złości. Zdradziła go, i to z kim?! Z grubasem!?

Andrzej Gryżewski: – Dla kobiety nie ma większego afrodyzjaku niż męska uwaga. Jej brak to powód oziębłości i niechęci do seksu. A na pierwszej sesji ona mówiła, że mąż jej nie słucha, że tylko fizycznie jest obok, że nigdy nie patrzy jej w oczy. Wszystko jedno, czy rozmawiają, czy jedzą, czy się kochają. Teraz nie chce seksu z nim właśnie przez to jego patrzenie w bok! Ten, z którym go zdradziła, był w nią wpatrzony jak w obrazek: prosto, jasno i z zachwytem! Wreszcie poczuła się widziana, ważna, kochana!  Poświęcenie kobiecie pełnej uwagi bywa przez wielu mężczyzn niedocenione. A szkoda.

„Nie patrzy w oczy? A więc coś ukrywa?! Może fantazjuje o innej?” – przyczyny mogą być różne, ale kobieta zawsze pomyśli, że chodzi o konkurentkę, i dlatego traci ochotę na seks. Tymczasem mężczyzna potrzebuje poczucia autonomii, więc bywa, że odwraca wzrok tylko z tego powodu.

Może też chcieć się chronić. Nie patrzy w oczy, bo się wstydzi, nie jest pewny swojej seksualności? Może na przykład mieć kłopoty z utrzymaniem erekcji, dodaje Piotr Gumienny. Spojrzenie w oczy mogłoby skonfrontować go z tym kłopotem, bo a nuż ona zobaczyłaby w nich wątpliwość, czy znów nie zawiedzie. Patrzenie w oczy jest jak patrzenie w lustro, dlatego mężczyzna w takich sytuacjach go unika. Woli odbębnić stosunek po niebieskiej czy innej pigułce, wykazać się wzwodem, odhaczyć seks na liście zadań i nie konfrontować się z tym, że coś mogło być nie tak.

Drugi domowy sposób na seks to: zbuduj intymną relację. To nic nie kosztuje – wystarczy uważność, bycie tu i teraz. Intymność wymaga też szczerości, ujawnienia zwłaszcza tego, co wstydliwe. Na pewno to lepsze niż ochronny dystans.

Nareszcie jesteś blisko

Przyczyny podniecenia, tego, że kobieta nabiera ochoty na seks, mogą być różne. Na przykład widok mężczyzny zmywającego naczynia. W fartuszku. Albo gotującego zupę czy sprzątającego odkurzaczem mieszkanie. Zwłaszcza jeśli jest to mężczyzna, który odnosi zawodowy sukces i ma silny charakter. Taka zabawa w odwrócenie ról? W dominację? Nie musi o to chodzić, uważa Piotr Gumienny.

Jeśli mężczyzna jest dla kobiety mało osiągalny tak na co dzień – bo poświęca wiele czasu i uwagi budowaniu kariery i swoim pasjom, nie zajmuje się więc ani dosłownie, ani mentalnie sprawami domu – ona odbiera to jako brak intymności i bliskości. Nie czuje się więc bezpieczna i kochana. W codziennym pędzie mężczyzna nastawiony zadaniowo mija partnerkę, a ona traci razem z poczuciem bezpieczeństwa ochotę na seks. Oddycha z ulgą, kiedy widzi go w kuchni, czuje, że w tym momencie, w takiej sytuacji jest blisko. A dla kobiety bliskość mężczyzny to afrodyzjak, bliskość rodzi bowiem więź niezbędną do tego, by mogła otworzyć się na seks. By chciała się kochać. Dlatego gdy jej mężczyzna jest domowy, bliski, dostępny, taki na wyciągnięcie ręki – ona w naturalny sposób może chcieć jeszcze bardziej się do niego zbliżyć. Najbardziej, jak to tylko można, czyli kochając się z nim…

Zatem trzeci domowy sposób na seks to płyn do mycia naczyń i fartuszek. Czasem bywa to tak seksowne jak perfumy, szampan i luksusowa bielizna, zwłaszcza gdy powodem oziębłości jest brak psychicznej obecności.

Blisko siebie i swojego ciała

W domu można nosić krótkie tuniki odsłaniające nogi, jeśli z nóg akurat jesteśmy dumne. Nago przechodzić między sypialnią a kuchnią albo nie zamykać drzwi do garderoby, kiedy się przebieramy, a figura czy piersi nie budzą kompleksów. Gdy partner przechodzi obok, nasz szlafrok może się zsunąć z pleców do połowy pośladków, jeśli plecy czy pupę uważamy za ładne.

Moja znajoma po związku z mężczyzną, który nie chciał seksu, obiecała sobie, że nigdy więcej nie będzie rozmawiać o tym, czemu on nie chce. Zastanawiała się u seksuologa nad jego dziwaczną relacją z matką. Po rozwodzie zaczęła biegać i chodzić na pilates, żeby poczuć się dobrze w swoim ciele.

– Kobieca nagość – normalny mężczyzna niewiele więcej potrzebuje, by nabrać ochoty na seks – mówi seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz. – Kobieta nie powinna wstydzić się ciała, jeśli chce mieć radość z seksu. Dla mężczyzny większość kobiecych kompleksów nie ma najmniejszego sensu. Pewność siebie i podziw w oczach partnerki podniecają każdego. To nie cellulit czy za mały biust skutecznie niweczą namiętność, ale chowanie się pod kołdrą i gaszenie światła.

Czwarty domowy sposób na seks: pokazuj swoje ciało! A jeśli się krępujesz – zadbaj o nie. Bieganie czy taniec niewiele kosztują, a sprawiają, że poczujesz się sexy. Zniknie dystans między tobą a twoim ciałem, dystans, który budują wyłącznie kompleksy.

Użyj wyobraźni

Mężczyźni myślą, że kobiety podnieca ich męskość w stanie wzwodu, wydają więc majątek na pigułki i tym podobne specyfiki. Unikają więc seksu, gdy nie są pewni erekcji. Ale podniecenie wynikające z patrzenia na wielkie męskie atrybuty to u kobiet rzadkość, uważa Andrzej Gryżewski. Kobiety podnieca bardziej to, co sobie wyobrażą, co może się wydarzyć.

Dowodem jest choćby to, że kupując wibratory, wybierają wzory daleko odbiegające od modelu rzeczywistego. Gdy taki wibrator stanie obok łóżka, można go pomylić ze współczesną rzeźbą. Bo dla kobiety wyobraźnia, nie realny świat, to przestrzeń miłości zmysłowej.

– Kobieta potrzebuje czegoś więcej niż mężczyzna, by mieć ochotę na seks – potwierdza prof. Lew-Starowicz. – Pożądanie wybucha w niej, gdy na przykład wyobrazi sobie blisko siebie tego, kogo pragnie, fantazjuje o nim.

Pomóc jej w tym mogą zdjęcia, ale nie anonimowe akty męskie. Zdjęcia mężczyzny, który jej się podoba, pociąga ją, intryguje. Myślenie o nim może stać się jej afrodyzjakiem, gdy wyobrazi sobie siebie z nim w zmysłowej scenerii. Może nawet kiczowatej, ale co z tego. Nikt jej fantazji nie będzie przecież oceniał.

– Nie widzę w tym nic niestosownego, o ile nie fantazjujemy o panu ze zdjęcia, kochając się z mężem – mówi prof. Lew-Starowicz.

Piąty domowy sposób na seks: jeśli chcesz być namiętną kochanką, daj sobie prawo do korzystania z fantazji. To nie wymaga ani pieniędzy, ani wizyt u specjalisty.

Bądź jak stewardessa

Stewardessa zawsze najpierw podaje tlen sobie, potem dopiero pasażerom. Podobnie ma postępować w sypialni każda kobieta. Najpierw zadbać o swój orgazm. To powinien być dogmat. Nie patrz więc ukradkiem, czy on jest podniecony. Nie śledź jego reakcji. Oddaj się swojemu ciału i temu, co ono czuje i czego pragnie. Zanurz się w miłości jak w strumieniu i skup na tym, co wibruje i drży w tobie, odczytuj swoje wrażenia, śledź swoje dreszcze…

– Moim pacjentkom radzę, by przede wszystkim myślały o sobie i swojej satysfakcji – mówi Karolina Strojecka, psychoterapeutka i seksuolożka. – Żeby postępowały tak, jak radzi już w samym tytule książki Ian Kerner, amerykański seksuolog: „Jej orgazm najpierw...”. Żeby wczuwały się w swoje ciało, skupiły na swoich odczuciach.

Szósta domowa rada na seks: zadbaj o to, by on dotykał i całował cię tak, żebyś miała orgazm. Egoizm? Nie, twoja satysfakcja jest ważna i dla ciebie, i dla niego. Podniecenie kobiety i jej ekstaza to afrodyzjak dla mężczyzny. Radość seksu sprawia, że mamy ochotę na więcej. Klapa powoduje, że chętniej sięgamy po seriale i pączki.

I na deser rada siódma! – W seksie jasno wytyczone ścieżki się nie sprawdzają – mówi Karolina Strojecka. – Lepiej szukać wciąż nowych. Bądź więc odkrywczynią, poszukuj radości seksu dla siebie, a na pewno znajdziesz ją dla was obojga.