1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Bliskość zaczyna się od zaufania, intymność od słów. Rozmowa z seksuolożką Patrycją Wonatowską

Bliskość zaczyna się od zaufania, intymność od słów. Rozmowa z seksuolożką Patrycją Wonatowską

(Fot. Uwe Krejci/Getty Images)
(Fot. Uwe Krejci/Getty Images)
W najnowszej kampanii „Czuję Cię bardziej” Durex prowokuje do (rozmów o) bliskości. Zwracając uwagę na fundamentalną rolę zaufania, bezpieczeństwa i komunikacji, odziera intymność z powierzchowności. Przy okazji premiery serii prezerwatyw Durex Sensual, w ramach której dwa warianty, standardowy i Extra Lube, są najcieńsze w historii marki, rozmawiamy z Patrycją Wonatowską - psycholożką, seksuolożką i edukatorką seksualną. Przyglądamy się faktom, obalamy mity i szukamy praktycznych rozwiązań, które pogłębią więź i podniosą jakość doznań.

Anna Tobiasz: Najnowsza kampania marki Durex rozbiera pojęcia bliskości, odsłaniając różne wymiary intymności. Dlaczego rozmowa o seksie powinna zaczynać się od rozmowy o emocjach?

Patrycja Wonatowska: Zbliżenie emocjonalne najlepiej zaczynać od szczerej rozmowy o uczuciach, ponieważ to komunikacja buduje zaufanie i wzajemne zrozumienie – fundamenty poczucia bezpieczeństwa w relacji. Otwarta wymiana emocji redukuje nieporozumienia i pozwala czuć się bezpiecznie. Badania pokazują, że pary, które regularnie rozmawiają o swoich uczuciach, doświadczają wyższej satysfakcji z relacji i głębszej intymności. Dzięki takim rozmowom poznajemy granice i potrzeby drugiej osoby, co ułatwia ich respektowanie – a to z kolei jest kluczowe dla budowania poczucia bezpieczeństwa i bliskości. Innymi słowy, gdy każda z osób czuje się wysłuchana i zrozumiana, łatwiej im się odprężyć i otworzyć na siebie nawzajem, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie.

W praktyce warto znaleźć spokojny moment na rozmowę i mówić o swoich emocjach w pierwszej osobie zamiast rzucania oskarżeń („czuję...”, „potrzebuję...”). Taka szczerość bywa trudna, ale przynosi ogromne korzyści. Osoby, które dzielą się swoimi obawami i radościami, tworzą atmosferę akceptacji. W efekcie pojawia się intymność emocjonalna – głębokie poczucie więzi i zaufania, które często poprzedza satysfakcjonującą bliskość fizyczną.

Wniosek jest prosty – największa bliskość rodzi się tam, gdzie jest zaufanie, otwartość i komfort. Jakie praktyczne kroki można podjąć, by zadbać o odpowiednie fundamenty zdrowej, satysfakcjonującej intymności?

Gdy osoby czują się ze sobą swobodnie i bezpiecznie, mogą oddać się chwili w pełni, bez obaw. Taki komfort psychiczny pojawia się jednak nie sam z siebie, lecz jest efektem świadomej pracy nad związkiem. Jakie praktyczne kroki warto podjąć?

Budowanie zaufania: zaufanie tworzy się poprzez konsekwentną uczciwość i wiarygodność. Dotrzymywanie obietnic, nawet tych drobnych, daje poczucie, że można na sobie polegać. Ważne jest też poszanowanie granic – jeśli druga osoba mówi „z tym mi niewygodnie”, respektujemy to.

Otwartość i akceptacja: chodzi tu o tworzenie przestrzeni, w której każda osoba może być sobą bez lęku przed oceną. Otwartość wyraża się w dzieleniu się swoimi myślami, marzeniami, ale też obawami. Ważne, by reagować na takie wyznania z akceptacją i empatią, nawet jeśli pewne kwestie są trudne.

Komfort i bezpieczeństwo: mowa tu zarówno o komforcie emocjonalnym, jak i fizycznym. Emocjonalnie ważne jest, by partnerzy wiedzieli, że mogą wyrazić siebie bez strachu. Pomaga w tym powstrzymanie się od surowej krytyki czy drwin oraz gotowość do przeprosin, gdy zrobimy coś, co rani. Komfort fizyczny to z kolei dbałość o otoczenie i nastrój. Intymność łatwiej budować, gdy nic nas nie rozprasza ani nie stresuje.

Warto pamiętać, że bliskość to także wspólna troska o siebie nawzajem. W praktyce oznacza to zainteresowanie samopoczuciem drugiej osoby, gotowość do pomocy i kompromisu, a nawet wspólne planowanie przyszłości w sposób uwzględniający potrzeby obojga. Fundamenty zdrowej bliskości budujemy więc małymi gestami każdego dnia.

Czy „chemia” w związku to coś, co po prostu jest albo tego nie ma, czy można ją świadomie budować? Jeśli tak, to w jaki sposób?

Czasem mówimy, że między dwojgiem ludzi „iskrzy” od pierwszego wejrzenia – to właśnie ta słynna chemia. I owszem, pierwsza iskra bywa spontaniczna, ale chemię można również świadomie podsycać i rozwijać w istniejącym już związku. Na początek warto rozróżnić dwie rzeczy: pierwotną atrakcyjność fizyczną (to, czy ktoś od razu „wpada nam w oko”) oraz głębszą chemię relacyjną, która rozwija się, gdy ludzie lepiej się poznają. Ta druga obejmuje emocjonalne i intelektualne połączenie, poczucie, że „nadajemy na tych samych falach”. Nawet jeśli na starcie nie poczuliśmy „motyli w brzuchu”, z czasem, pracując nad bliskością emocjonalną i wzajemnym zrozumieniem, mogą pojawić się „fajerwerki”. Gdy czujemy się bezpiecznie z drugą osobą i cenimy ją jako człowieka, często pojawia się też coraz mocniejsze pożądanie – bo pociąga nas już nie tylko wygląd, ale i osobowość.

Jak więc budować chemię? Przede wszystkim poprzez pozytywne doświadczenia dzielone razem. Wspólny śmiech i poczucie humoru potrafią zdziałać cuda – żartowanie, wygłupy czy obejrzenie razem komedii mogą zbliżyć bardziej, niż by się wydawało. Warto więc szukać wspólnych aktywności, które was ekscytują – może to być konkretna dyscyplina sportowa, podróże, a nawet gotowanie czegoś nowego razem. Nowe bodźce wywołują emocje, a przeżywane razem budują skojarzenie „z nim/nią czuję ekscytację”. Ważny jest także język miłości – łatwiej poczuć namiętność, gdy towarzyszy temu docenienie i adorowanie w sposób, który do nas trafia.

Nie można oczywiście pominąć sfery fizycznej – chemię bezdyskusyjnie buduje również dbanie o tę iskrę erotyczną. Rutyna bywa wrogiem pożądania, dlatego celowe wprowadzanie odmiany pomaga. Może to być romantyczna randka w nowym miejscu, niespodziewany masaż, wspólna kąpiel przy świecach czy nawet nowe bodźce w sypialni (np. zmysłowa bielizna, zabawki, odgrywanie ról – cokolwiek obie strony ciekawi i na co mają ochotę). Ważne, by eksplorować nawzajem swoje pragnienia i stale się czegoś o sobie uczyć. Taka otwartość sprawia, że relacja nie staje się nudna, a chemia ma szansę się odnawiać. Podsumowując: początkowa iskra bywa darem losu, jednak utrzymanie żaru to już nasza rola.

Ale chemia to nie wszystko. Jak ustaliłyśmy już na samym początku rozmowy, podstawą prawdziwej bliskości jest poczucie bezpieczeństwa. Poza budującymi je elementami w sferze emocjonalnej, znaczenie ma również wybór antykoncepcji. Durex Sensual to (w wariancie standardowym oraz Extra Lube) najcieńsze prezerwatywy w historii marki. Jak wpływają one na komfort i przyjemność używania?

Poczucie bezpieczeństwa podczas seksu jest kluczowe dla swobodnej bliskości – trudno cieszyć się chwilą, gdy z tyłu głowy czai się lęk przed nieplanowaną ciążą czy infekcją. Dlatego odpowiednie zabezpieczenie to podstawa udanego zbliżenia. Jednak wiele osób obawia się, że zabezpieczenie (np. prezerwatywa) zmniejszy doznania. Tu z pomocą przychodzi nowoczesna technologia – na rynku dostępne są rozwiązania zaprojektowane tak, by zapewnić ochronę bez utraty przyjemności.

Wpływ wyboru zabezpieczenia na komfort jest więc ogromny. Po pierwsze, komfort fizyczny. Po drugie, komfort psychiczny – świadomość, że oboje jesteście zabezpieczeni, pozwala rozluźnić się i zatracić w bliskości bez stresu. Kiedy partnerzy czują się chronieni, zyskują poczucie swobody, które pozwala im być naprawdę „tu i teraz” ze sobą. Gdy bezpieczeństwo i przyjemność idą w parze można w pełni cieszyć się sobą bez żadnych kompromisów.

(Fot. Materiały partnera) (Fot. Materiały partnera)

Wiele osób kojarzy prezerwatywy wyłącznie jako środek antykoncepcyjny. To nieprawda. Jak Twoim zdaniem można zmienić tę narrację i pokazać, że poza swoją podstawową rolą, mogą one służyć za element podnoszący jakość doznań?

Rzeczywiście, wiele osób wciąż postrzega prezerwatywy wyłącznie w kategoriach koniecznego zabezpieczenia – trochę jak „zło konieczne” dla uniknięcia ciąży czy infekcji. Taka narracja skupia się na negatywach (ryzyko, które trzeba zmniejszyć), często pomijając fakt, że współczesne prezerwatywy mogą także zwiększać jakość doznań seksualnych.

Jak to zmieniać? Kluczem jest mówienie o prezerwatywach w sposób podkreślający pozytywne aspekty seksu. Zamiast straszyć, warto akcentować, co zyskujemy dzięki ich użyciu: beztroskę, komfort psychiczny i nowe doznania. Jeśli pokażemy, że prezerwatywa może być częścią udanego, satysfakcjonującego życia erotycznego, chętniej będziemy po nią sięgać. Kampanie takie jak Durex „Czuję Cię bardziej” idą właśnie w tym kierunku – hasło sugeruje, że z prezerwatywą można czuć się bardziej, a nie mniej. To odwraca tradycyjny sposób myślenia.

W dyskursie publicznym warto uwypuklać, jak bardzo zmieniły się prezerwatywy na przestrzeni lat. Teraz mamy do wyboru ultracienkie prezerwatywy lateksowe, prezerwatywy prążkowane, z wypustkami czy dodatkowo nawilżane – wszystko po to, by zwiększyć doznania obu stron. Gdy zrozumiemy, że stosowanie prezerwatyw to tak naprawdę droga do bardziej beztroskiego, spontanicznego seksu, zmienia się nasze nastawienie. Zamiast myśleć „och, muszę przerwać”, można pomyśleć „super, teraz będziemy mogli poszaleć bez stresu!”. To subtelna zmiana perspektywy, ale bardzo ważna. Aby odczarować wizerunek prezerwatywy, musimy zacząć mówić o niej jak o sojuszniku dobrej zabawy, a nie tylko „ochroniarzu”. Podkreślanie korzyści (więcej luzu, nowe doznania, bogata oferta do wyboru) i pozytywny przekaz mogą sprawić, że ludzie będą patrzeć na kondomy przychylniej. W końcu seks ma być przyjemnością, a prezerwatywa – odpowiednio dobrana i użyta – może tę przyjemność zwiększyć, jednocześnie chroniąc to, co dla nas ważne.

Poziom odczuwanej przyjemności wydaje mi się stosunkowo łatwy do oceny. A czy Twoim zdaniem można zmierzyć bliskość? Jeśli mielibyśmy stworzyć „jednostkę miary” dla intymności, co by nią było – staż związku, liczba dotyków dziennie, poziom wzajemnej szczerości, a może coś zupełnie innego?

Bliskość jest w dużej mierze odczuciem subiektywnym, ale psychologia podejmują próby jej zmierzenia. Istnieją narzędzia takie jak skala inkluzji drugiej osoby w Ja (IOS – Inclusion of Other in the Self), gdzie poziom bliskości ilustrują dwa nakładające się okręgi symbolizujące partnerów. Im większy zakres nachodzenia na siebie, tym większa deklarowana bliskość. Innymi słowy, pytamy na ile partner czuje, że „Wasze Ja” się przenikają.

Poza skalami subiektywnymi, bliskość można oceniać poprzez różne wymiary relacji. Przykładowo, częstość i głębokość wzajemnej zależności partnerów – zarówno behawioralnej, emocjonalnej, jak i poznawczej – świadczy o bliskości. Im częściej partnerzy i partnerki wpływają na swoje codzienne decyzje, dzielą uczucia i myśli oraz szczerze się komunikują, tym większą odczuwają bliskość. Nie chodzi tu jednak o kontrolę czy zatracenie siebie, lecz o stopień wzajemnego zaangażowania. Staż związku czy liczba przytuleń dziennie także mogą być pewnymi wskaźnikami, ale nie zawsze oddają istotę bliskości. Czas spędzony razem jest wartościowy dopiero, gdy towarzyszy mu jakość – otwartość, zaufanie i zrozumienie. Para może być ze sobą 20 lat, a nadal czuć dystans, jeśli brakuje szczerości. Z kolei w nowo poznanej relacji można odczuwać niezwykłą bliskość emocjonalną, jeśli od początku jest ona budowana na autentyczności i akceptacji. Poziom wzajemnej szczerości, umiejętność bycia sobą przy drugiej osobie, zaufanie do tego, że możemy na nią liczyć – to wszystko „mierniki” bliskości, choć trudne do ujęcia w liczby.

Jakie są najczęstsze bariery, które utrudniają ludziom budowanie bliskości w łóżku? Czy rozmowa o bezpieczeństwie i antykoncepcji może być jedną z nich?

Bliskość w sypialni nie zawsze przychodzi łatwo – wiele osób zmaga się z barierami, które hamują pełne cieszenie się seksem. Do najczęstszych należą: wstyd i zahamowania, lęk przed oceną lub odrzuceniem, niska samoocena czy brak akceptacji własnego ciała, różnice w potrzebach libido, a także problemy komunikacyjne. Jeśli między dwojgiem ludzi brakuje otwartej rozmowy o potrzebach, granicach czy upodobaniach, tworzy się dystans. Brak komunikacji to wróg intymności – unikanie szczerych rozmów (bo „to krępujące” albo „powinno samo się rozumieć”) może uniemożliwić zbudowanie głębszego połączenia. W kontekście seksu jedną z takich niewygodnych rozmów bywa właśnie temat bezpieczeństwa i antykoncepcji. Czy rzeczywiście bywa barierą? Niestety, dla wielu osób rozmowa o zabezpieczeniach bywa krępująca. Obawiamy się zepsucia romantycznej atmosfery gadaniem o prezerwatywie czy badaniach na STI. U części osób dochodzi lęk o to, co pomyśli druga osoba. Niekiedy jedna strona unika tematu, bo boi się reakcji drugiej („czy to nie zasugeruje braku zaufania?”). W efekcie para albo wcale nie rozmawia o zabezpieczeniu (co prowadzi do ryzykownych zachowań), albo rozmowa odbywa się w atmosferze stresu i niepotrzebnego napięcia. Zatem tak – sposób, w jaki podchodzimy do rozmowy o bezpieczeństwie, może stać się barierą. Ale nie musi! Wszystko zależy od tego, jak ten temat zostanie wprowadzony bo, rozmowa o bezpieczeństwie nie powinna być wrogiem namiętności.

A jakie największe mity na temat bliskości wciąż funkcjonują w naszym społeczeństwie? Co błędnie uznajemy za jej wyznacznik?

Wokół budowania bliskości narosło wiele mitów, które potrafią namieszać w głowach i utrudnić tworzenie zdrowych relacji. Kilka najczęściej spotykanych błędnych przekonań to:

Mit 1: „Bliskość pojawia się naturalnie z czasem”. Często zakładamy, że im dłuższy staż związku, tym większa bliskość – że wystarczy być razem odpowiednio długo, a więź zacieśni się sama. To nie do końca prawda. Czas sam w sobie nie gwarantuje bliskości – potrzebna jest jeszcze uwaga i wysiłek każdej ze stron. Bez aktywnego dbania o relację para może z biegiem lat wręcz oddalać się od siebie. Bliskość to proces, nie stan, który „załatwi” kalendarz.

Mit 2: „Bliskość = seks (i na odwrót)”. Wiele osób myli intymność emocjonalną z fizyczną, twierdząc np. że częsty seks oznacza bliskość. Owszem, udane życie seksualne może wzmacniać więź, ale nie zastąpi emocjonalnego połączenia. Można przecież uprawiać seks w głębszej bliskości, jak i bez niej. Mit ten działa i w drugą stronę – zdarza się przekonanie, że po latach bycia razem namiętność zawsze wygasa i nic nie da się z tym zrobić. Tymczasem pary mogą podtrzymywać iskrę, jeśli świadomie pielęgnują zarówno sferę emocjonalną, jak i erotyczną.

Mit 3: „W prawdziwie bliskiej relacji partnerka/partner czyta mi w myślach, a rozmowa nie jest potrzebna”. To niebezpieczne złudzenie, że bliska osoba „domyśli się sama”, czego chcemy lub co nas gnębi. Nawet w najlepiej dopasowanych związkach ludzie pozostają odrębnymi osobami – nikt nie ma magicznej zdolności telepatii. Wiara w ten mit prowadzi często do rozczarowań (“skoro mnie kocha, powinien wiedzieć, że tego potrzebuję!”) i unikania rozmów, co znacząco osłabia więź. Bliskość nie polega na milczącym porozumieniu dusz 24/7, tylko na gotowości do dzielenia się sobą.

Mit 4: „Unikanie konfliktów utrzymuje bliskość”. Wiele osób myśli, że kłótnie są oznaką rozpadu więzi, więc dla świętego spokoju lepiej zamiatać problemy pod dywan. Tymczasem konflikty są naturalne w każdej bliskiej relacji – dwie różne osoby zawsze będą miały jakieś odmienne zdanie czy potrzeby. Kluczowe jest to, jak para radzi sobie z konfliktem. Paradoksalnie, konstruktywna kłótnia (bez obrażania, za to z poszanowaniem uczuć obu stron) może skończyć się jeszcze większą bliskością niż przed – bo osoby uczą się siebie i pokazują, że zależy im na relacji. Mit „zero konfliktów” jest więc szkodliwy – zamiast unikać sporów, lepiej nauczyć się zdrowo przechodzić przez nie razem.

Mit 5: „Bliski związek musi być idealny”. Ten mit to przekonanie, że jeżeli ludzie naprawdę się kochają i są sobie bliscy, to ich relacja będzie jak z filmu – romantyczna bez przerwy, bez kryzysów, a druga osoba powinna spełniać wszystkie nasze oczekiwania. W rzeczywistości nie ma idealnych związków. Każda para miewa gorsze chwile, nieporozumienia czy chwile zwątpienia. Prawdziwa intymność rośnie, kiedy widzimy drugą osobę w różnych sytuacjach – i w tych pięknych, i w tych ciężkich – a mimo to wybieramy by przy niej być. Idealizowanie miłości może sprawić, że uciekamy przy pierwszym kryzysie, tracąc szansę na pogłębienie więzi poprzez pokonywanie przeszkód razem. Zdrowy związek to nie ten bez problemów, ale ten, w którym umiemy o problemach rozmawiać i wspólnie je rozwiązywać.

I na koniec - gdybyśmy chcieli stworzyć „przepis na atmosferę idealnej bliskości”, to jakie byłyby jej nieoczywiste składniki?

Tworzenie idealnej atmosfery bliskości można porównać do gotowania – podstawowe składniki (jak miłość, zaufanie, pożądanie) zna każdy, ale czasem to te mniej oczywiste decydują o wyjątkowym charakterze. Jaki więc byłby przepis na intymną, pełną bliskości aurę? Odrobina śmiechu potrafi rozładować napięcie i skrępowanie. Poczucie humoru buduje luz, a luz sprzyja bliskości – bo łatwiej być sobą. Nie bójcie się czasem uśmiechnąć w trakcie erotycznej gry czy skomentować z czułością czegoś, co mogłoby być krępujące. Co jeszcze? Bądźcie tu i teraz. Po prostu. Pełna obecność w chwili intymności, to coś, co naprawdę podnosi jakość bliskości. Wyłączenie rozpraszaczy (telefonów, myśli o pracy) i skupienie się na odczuwaniu każdej chwili razem może wydawać się oczywiste, ale często o tym zapominamy. Tymczasem świadome celebrowanie dotyku, pocałunków, patrzenie sobie w oczy bez pośpiechu tworzy niemal magiczną atmosferę.

Pamiętajcie też, że trudno o idealną bliskość, gdy coś uwiera – dosłownie lub w przenośni. Dlatego warto zadbać o wygodę i otoczenie. Czysta, świeża pościel, odpowiednia temperatura w pokoju, przygaszone światło lub ulubiona muzyka w tle mogą zdziałać więcej niż najdroższa bielizna. Stworzenie przytulnej przestrzeni to sygnał dla zmysłów: można się zrelaksować. Czasem więc „składnikiem” idealnej atmosfery będzie wyłączenie ostrego górnego światła, zapalenie świec lub lampki nocnej, wywietrzenie sypialni czy włączenie ulubionej muzyki, by pobudzić zmysły. Takie detale tworzą tło, na którym bliskość rozkwita.

Choć planowanie randek i intymnych wieczorów jest ważne, równie istotny jest element zaskoczenia. Spontaniczny pocałunek w nietypowej chwili, niespodziewany komplement szeptany do ucha czy inicjowanie czułości poza ustalonym „czasem na seks” może wprowadzić przyjemne emocje. Nieoczywistym elementem może być... rutyna. Ale ta dobra rutyna. Małe rytuały w związku tworzą intymny mikroświat. Może to być np. codzienny pocałunek na dobranoc, przytulenie się do siebie przez kilka minut każdego ranka, wspólna kąpiel w piątkowy wieczór czy własny „kod” – słówko lub gest, który oznacza „kocham cię” bez wypowiadania tych słów. Takie rytuały budują poczucie wyjątkowej więzi. Kiedy potem przechodzicie do fizycznej bliskości, te powtarzalne małe gesty stanowią emocjonalny pomost – przypominają, jak bardzo jesteście sobie bliscy nie tylko teraz, ale każdego dnia. To daje głębsze poczucie intymności emocjonalnej, które wzbogaca intymność fizyczną.

Idealna atmosfera bliskości to taka, w której osoby czują się swobodnie, bezpiecznie i pożądani. Gdy połączymy ze sobą uważność, zaufanie i pożądanie z humorem, komfortem i szczerością – otrzymamy mieszankę, w której związek może naprawdę rozkwitać, a noc zamienić się w pełne emocji i zmysłowości doświadczenie.

Prezerwatywy Durex. Producent: Reckitt Benckiser Healthcare (UK) Limited. Upoważniony przedstawiciel: NL Brands B.V. Podmiot prowadzący reklamę: Reckitt Benckiser (Poland) S.A. RT-M-8UyyA1

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze